aeki
12.06.10, 16:21
Napletek Chrystusa i inne relikwie
Wśród relikwi jest prawdziwy klejnot zarówno teologii, jak i pospolitego
zabobonu. Zaginiony i odnaleziony, wielokrotnie rozmnażany, ale potem znowu
gdzieś zapodziany święty napletek Jezusa Chrystusa. (...) Prawdziwa eksplozja
wszelkiego rodzaju świętych odpadków przypadła na okres średniowiecza. To
wtedy pojawiają się szczęśliwie "odnalezione" szczeble drabiny jakubowej,
fragmenty ramy okiennej, w której archanioł Gabriel zwiastował Marii Pannie,
części stołu i obrusu z ostatniej wieczerzy, czy (o zgrozo!) palec Ducha
Świętego, wystawiany w pewnym franciszkańskim klasztorze. Relikwie wcale nie
muszą być małe. Do dosyć pokaźnych okazów należą schody w bazylice św. Jana w
Lateranie (te po których stąpał Jezus, idąc na spotkanie z Piłatem!?), bądź
święty domek, w którym onegdaj mieszkała Matka Boska, a który to czterej
anieli w 1295 roku przenieśli z Nazaretu do bazyliki Santuario della Santa
Casa w Loreto (schody może przenieśli inni, ale w podobny sposób - cudem,
czyli ledwo, ledwo). Największym powodzeniem zawsze cieszyło się oczywiście
wszystko to, co pozostawił po sobie Zbawiciel, czyli pieluchy, sianko z
betlejemskiej stajenki, jego pot, czy krople krwi. Odnotowuje się niezliczone
ilości odłamków krzyża, a do posiadania gwoździ, którymi przybito do niego
Mesjasza przyznaje się wciąż ponad 30 kościołów. Ciernie z korony ma w swych
zbiorach po dziś dzień około 150 placówek, co starczyło by na co najmniej trzy
takie korony. Katedra Notre Damme w każdy Wielki Piątek wystawia na pokaz
koronę bez jednego ciernia. Takich ewenementów jest, rzecz jasna, o wiele
więcej. Zaliczyć do nich trzeba takie niedorzeczności, jak anielskie pióra i
mleko Matki Boskiej. Leży wśród nich także święty napletek Jezusa Chrystusa.
Więcej w TYM ARTYKULE autorstwa Jakuba Kowalskiego zamieszczonym na Interii. A
z mojej strony jedno zdanie: ależ niektórzy ludzie mają nasrane we łbach, a
wszystko to jest uważane przez Kościół za coś normalnego...