diabollo
29.09.11, 18:21
Tutaj też miałem nie pisać, ale tak zafascynowały mnie dyskusje czcigodnych Katolików (szczególnie czcigodnej Marii) z czcigodną Stokrotką, że jednak postanowiłem wrzucić swoje trzy setne złotych polskich.
Czcigodna Maria zdaje się nie rozumieć (ale chyba to szersze zjawisko niezrozumienia) co to jest antyklerykalizm.
Dla niej to pojęcie oznacza od razu ateistę, komunistę czy innego Anty-Polaka.
Tymczasem, jak sama nazwa wskazuje jest to postawa krytyczna wobec kleru. I w cale nie oznacza postawy ateistycznej.
Np. chyba najsyłenniejszym antyklerykałem był Marcin Luter, notabene też członek kleru.
W Polsce, jeszcze w okresie przedwojennym programowo antyklerykalne były... partie chłopskie.
Co z kolei wynikało z polskiej historii i legitymizowania religijnym zabobonem przez Kościół Katolicki (wtedy jeszcze nie "Ginekologiczny") niewolnictwa na ziemiach polskich.
Co ciekawe abolicję polskich niewolników (z których potomków głównie składa się dzisiejsze społeczeństwo) dokonali władcy państw zaborczych, w celu pognębienia co i raz rewoltującej się polskiej szlachty - właścicieli niewolników.
Ostatniej takiej abolicji dokonał rosyjski car i to paradoksalnie mniej więcej w tym czasie, kiedy nastąpiło zniesienie niewolnictwa czarnych w USA.
Kato-Kościół - też w swoich latyfundiach właściciel niewolników - zawsze wczorajszy, zawsze związany z ziemiaństwiem i legitymujący newolicze status-quo w Polsce przez wieki, siłą rzeczy przez chłopów kochany być nie mógł, stąd silny antyklerykalizm chłopskich ruchów politycznych nawet wiele dekad po abolicji.
Sytuację zmienił dopiero pewien facet, niejaki pan Wyszyński, stojący w PRLu na czele Kościoła Ginekologiczno-Katolickiego. Mianowicie, w nowej sytuacji i pod wpływem tej sytuacji "Polski Ludowej", gdzie nową awangardą społeczną mieli zostać chlopi i robotnicy, łebsko wymyślił, że KGK też musi być zostać "ludowy", żeby wygrać walkę o "rząd dusz" i zachować pozycję KGK a może i nawet wręcz zapewnić przetrwanie KGK w Polsce.
Co mu się trzeba przyznać udało, tym bardziej, że od 1956 roku rządzący PRLem porzucili terror wobec KGK i podjęli grę o przeciągnięcie KGK na swoją stronę, pod koniec już ekipa Jaruzelskiego widziała w KGK wręcz odpowiedzialnego "partnera społecznego", a cała polityka polegała na tym, alby ten "partner społeczny" był neutralny.
Ten jak wiadomo neutralny nie był (co mu się w tych latach 80 akurat chwali), i niejawnie, a czasem nawet jawnie wspierał opozycję.
Z resztą stąd się wzięła ogromna pozycja polityczna Kościoła Ginekologiczno-Katolickiego w III RP, ale to już osobny temat.
Kłaniam się nisko.