grgkh
15.02.13, 13:10
Przyznam, że gdyby nie obrazek, na który najpierw rzuciłem okiem, nie domyśliłbym się, co się kryje pod tym neologizmem. Ale potem już wszystko było jasne. Z treści, której nie podejrzewałem o nic specjalnie atrakcyjnego, z czym się dotąd nie zetknąłbym się, wynikło jednak coś bardzo ciekawego. Okazuje się, że żart, zabawa w definicje może się okazać świetnym narzędziem w dyskusji z religiami. I to nawet w Polsce. Z bardzo poważnymi konsekwencjami dla "miłościwie panującej". Od razu zacząłem ateistycznie "zaciskać kciuki" za powodzenie tej akcji, ale... nie będę zdradzał szczegółów, przeczytajcie.