grgkh
02.03.13, 23:54
"Życie nigdy nie głaskało jej po głowie i nauczyło ją nieufności: pamięta, że dostała tęgie lanie, kiedy zwierzyła się matce, że molestuje ją dziadek. W końcu zbuntowała się. Najpierw przeciw ojcu alkoholikowi, potem ojczymowi, który uważał bicie za najlepszy środek wychowawczy. W wieku 13 lat wylądowała w sierocińcu. Chuda jak patyk, płaska niczym deska, o figurze niedojrzałej nastolatki stanowiła wymarzoną ofiarę, bo oprawcy nie musieli obawiać się, że zajdzie w ciążę. W domu dziecka Marta w czasie spowiedzi zwierzyła się z przebytej gehenny. - Ksiądz odpowiedział: "Odpuszczam ci twoje grzechy" Do dzisiaj pyta zdumiona: – Czy naprawdę te grzechy obciążają moje sumienie?"
wiadomosci.onet.pl/kiosk/tak-wyglada-pieklo,1,5432032,kiosk-wiadomosc.html
" W latach 50. i 60. nie tylko w austriackich sierocińcach obowiązywały brutalne praktyki rodem z czarnej pedagogiki, która polegała na stosowaniu przemocy fizycznej i psychicznej wobec wychowanków w celu wymuszenia bezwzględnego posłuszeństwa wobec dorosłych. Dopiero w latach osiemdziesiątych zamknięto ostatnie domy dziecka, gdzie systematycznie katowano i gwałcono dzieci oraz młodzież. I pomyśleć, że w latach 20. i 30. XX "Czerwony Wiedeń" pełnił wiodącą rolę w popularyzacji pedagogiki społecznej i higieny publicznej. W latach 20. ubiegłego stulecia, w stolicy Austrii powstało wiele funkcjonalnych gmachów użyteczności publicznej, mieszkań komunalnych, przedszkoli i terenów zielonych dla najuboższych warstw społeczeństwa.
Jak pogodzić szczytną politykę prospołeczną z faktem, że po zakończeniu II wojny światowej przez 30 lat austriackie domy dziecka przypominały więzienia, gdzie wychowanków regularnie poniżano i wykorzystywano seksualnie?"