Dodaj do ulubionych

Manifest Kosmologiczny

01.12.15, 00:19
Wszechświat powstał w Wielkim Wybuchu, a zakończy swe istnienie w Wielkim Kresie, zwanym inaczej Końcową Osobliwością. Oba te „miejsca” to niewyobrażalnie małe punkty. Patrząc inaczej na materię, fizycy „widzą” cząsteczki, atomy, cząstki elementarne, potem kwarki a dalej nie ma już nic - i wcale nie chodzi o to, że nie dysponują odpowiednimi mikroskopami; po prostu nie ma już nic w sensie stricte materialnym. Jest tylko prawdopodobieństwo, że cząstka występuje i to tylko w sensie falowym. Innymi słowy nauka ścisła dochodzi do tego samego wniosku, co mnisi buddyjscy: materia tak naprawdę nie istnieje, w sensie stricte materialnym. Podział na materię i ducha jest tylko umowny. Materia, przestrzeń i czas są emanacją ducha lub trójwymiarową częścią czterowymiarowej, nazwijmy to, dynamicznej i relatywistycznej funkcji matematycznej, która się po prostu dzieje i której wykres jest sam dla siebie układem odniesienia, układem współrzędnych. Istnieje tylko zero i nieskończoność, które zresztą przechodzą w siebie. Wszystkie oddziaływania od grawitacyjnych po silne jądrowe oraz energia i materia maja tę samą naturę, a więc można miejscowo wpływać na zakrzywienie czasoprzestrzeni, osłabiając grawitację jednego ciała i jednocześnie wzmacniając grawitację ciała naprzeciwległego za pomocą odpowiednio ,. To całkowicie odmienne spojrzenie na Wszechświat i materię pozwala itworzyć teorię GUT i wkrótce pozwoli zbudować pojazdy, o których się filozofom nie śniło (pozostają tylko problemy techniczne do rozwiązania, oczywiste jest, że napęd rakietowy jest prymitywny i nieekonoy). A my się czujemy „materialni”, bo jesteśmy trójwymiarowi. A w takim razie, czym jest dusza, świadomość? Jest to działanie mózgu. A więc duszę ma każde stworzenie posiadające choćby najmniejszy mózg. Wszechświat powstał, czyli zaczął żyć. Z analogii do „życia” gwiazd i życia stworzeń (które przecież umierają lub gasną albo umierają wybuchając jako supernowe - w przypadku gwiazd) wynika, że i Wszechświat zakończy swe życie. Byłoby trochę bez sensu, gdyby obecny miał trwać wiecznie. Z drugiej strony wiemy, że Natura, cokolwiek to znaczy, nie lubi pustki i zaraz ją czymś wypełnia. Z w/w przesłanek wynika, że w „miejscu”, gdzie stary Wszechświat się zapadnie, powstanie nowy. Każdy z nas, każde stworzenie żywe lub nieożywiona rzecz jak kamień (którego ruszanie ponoć denerwuje gwiazdę) jest częścią Wszechświata, jest trybikiem w tej machinie. Jeżeli powstanie kolejny Wszechświat, to i my powstaniemy od nowa, jak w którymś jego miejscu i czasie zrodzą się nasze ciała i mózgi z identycznych lub prawie identycznych genów w takich samych lub podobnych okolicznościach. Jest pewne, iż nastąpi kolejne wcielenie. Nie wiadomo tylko, czy będzie dokładnie takie samo, trochę szczęśliwsze i dłuższe, trochę nieszczęśliwsze czy całkowicie odmienne lub może jako inne stworzenie. Zresztą, dokładnie takie samo wcielenie z Wszechświata w następny Wszechświat wydaje się być bezsensowne. Jest jeszcze jedna możliwość, która polega na tym, że kolejne Wszechświaty są idealnie takie same, a istoty żywe tylko wymieniają się wcieleniami - przesuwają o jedno w kole wcieleń. I tak, Ty będziesz lub byłeś kimś innym, a ten ktoś inny będzie lub był Tobą. Każdy z Nas był lub będzie Hitlerem i Stalinem i tak samo był lub będzie każdą z jego ofiar. A więc żeby zapewnić sobie jak największą ilość wcieleń szczęśliwych, należy uczynić raj na Ziemi wykorzystując te 4 miliardy lat, jakie pozostały do wypalenia się Słońca. Jednym słowem, czy nowy Wszechświat będzie taki sam w swej okołośrodkowej (w sensie czasu) części? A może jakaś dusza przepauzuje kilka Wszechświatów nic o tym nie wiedząc? Zauważcie, że dla człowieka odzyskującego przytomność, np. po wypadku kilkugodzinna lub kilkudniowa nieprzytomność jawi się tylko jako chwila. Ale to już temat dla filozofów na długie dysputy. W tym miejscu nie powinno się nawet wspominać, że gadanie o niebie i piekle (w sensie stricte religijnym) jest kompletną bzdurą, podobnie z tzw. zbawieniem - Twoje przyszłe wcielenie jest w jakimś sensie predestynowane przez obecne, a obecne to modyfikacja, może drobna, poprzedniego. Paskudna judeo-chrześcijańsko-islamska pycha nie uznaje duszy u zwierząt. A czym się różni człowiek od zwierzęcia poza tym, że ma trochę większy mózg i trochę więcej szarych komórek, których połączenia zapętlone na siebie powodują, że ludzie mają samoświadomość. Z uwagi na możliwość rotacji wcieleń w kolejnych Wszechświatach należy zadbać o szczęście nie tylko ludzi, ale i możliwie największej ilości zwierząt, bowiem kolejne wcielenie może być rezultatem mega loterii lub skakania po przeciwnościach. Jeżeli w tym Wszechświecie zaczniemy dbać o życie zgodne z Naturą i o szczęście przyszłych pokoleń ludzi i czworonogów, to w przyszłym Wszechświecie będziemy beneficjentami starań tamtejszych prekursorów. Dbanie o „szczęście” bakterii lub owadów to oczywista przesada. Mogłoby się wydawać, że jedna dusza przechodzi ileś tam wcieleń w trakcie trwania jednego Wszechświata. Jednak jest pewna wątpliwość. Otóż naukowcom w swoich laboratoriach, akceleratorach udaje się nakładem sporych energii cofnąć w czasie pojedyncze atomy lub molekuły. Wynika z tego, że teoretycznie możliwe jest, aby nakładem olbrzymich starań i energii cofnąć w czasie obumarcie i rozkład komórek mózgu zmarłego człowieka, i następnie przywrócić do życia na skutek reanimacji. Lub odmrozić i reanimować kogoś, kogo np. 100 lat wcześniej zamrożono w nadziei na możliwość wyleczenia w późniejszych czasach. A co jeżeli jego dusza już wcieliła się w inne stworzenie? To więc by było bez sensu. Dlatego odpada hipoteza o wielości wcieleń w jednym Wszechświecie. Jeden Wszechświat, jedno wcielenie - najbardziej prawdopodobne i sensowne. Ale nie martwmy się - od śmierci w jednym Wszechświecie do narodzin w kolejnym Wszechświecie te 40 miliardów lat upłynie jako niewielka chwila. Jest jeszcze jeden dowód logiczny na to, że istnieją kolejne po sobie Wszechświaty i następują kolejne wcielenia danej duszy. Wyobraźmy sobie cywilizację prawie idealną: sprawiedliwą społecznie, bez wojen i przestępstw, z najdoskonalszą służbą zdrowia itp., w której ludzie dożywają setki lat lub więcej i są prawie cały czas szczęśliwi. Jednakże nawet w niej na skutek nieszczęśliwych zbiegów okoliczności może dochodzić do wypadków np. komunikacyjnych lub o charakterze klęsk żywiołowych, na skutek czego mogą ginąć dorośli lub dzieci. Więc gdzie sprawiedliwość, jeżeli nie występują kolejne Wszechświaty i wcielenia? Najprawdopodobniej za nami minęła już nieskończona ilość Wszechświatów i wcieleń oraz przed nami też nieskończona ilość Wszechświatów i wcieleń. Religie chrzanią o niebie i jednocześnie zastraszają piekłem i szatanem - głoszenie takich bzdur powinno być usankcjonowane karnie. Prawdziwym szatanem są te religie (a raczej osobnicy), które go wymyśliły i które nim i piekłem zastraszają - i to małych dzieci. Wszechświat, rzeczywistość, sfera „materialna”, „duchowa” i intelektualna to system naczyń połączonych, gdzie jedno kłamstwo i nieprawda generują kolejne kłamstwa i nieprawdy. Nauka mozolnie niczym pracowita mrówka obala co jakiś czas religijne dogmaty, czyli nieprawdy (np. o płaskiej Ziemi, o Ziemi jako centrum świata), lecz twardogłowi w sutannach udają, że nadal mają monopol na prawdę np. w temacie nieba lub piekła po śmierci. Jest logiczny i sensowny dowód, że to nieprawda - wieczna szczęśliwość/nieszczęśliwość po śmierci jest dalece niewspółmierną nagrodą/karą za bezgrzeszność/grzeszność życia doczesnego, jakże krótkiego, sterowanego mózgiem, który jest jedynie trybikiem w machinie rzeczywistości, a postępki człowieka nie do końca wynikają z całkowicie wolnej woli, o której neuropsychologia mogłaby co nieco powiedzieć. No ale pyszałki wolą dogmaty a nie naukę. Średnia z, dajmy na to, 50 ciu poprzednich wcieleń i 50 ciu następnych wypada na wcielenie średniod
Obserwuj wątek
    • bookworm Re: Manifest Kosmologiczny 01.12.15, 12:50
      Podeslij link, bo tekst ucięło.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka