olus_stad
03.04.05, 16:09
To byl cieply i sloneczny czerwcowy dzien (mniej wiecej taki jak dzis), jak wiekszosc dni, w ktorych przyjezdzal Papiez. Albo byl sliczna pogoda, albo padalo, jak na Bloniach, kiedy to Ojciec Swiety sie nie pojawil powalony przez chorobe. Mialem wtedy niecale 14lat. Od kilku tygodni cala Legnica o tym mowila jako o wielkim wydarzeniu. Dla mnie to bylo oczywiste, ze przyjezdza Papiez. Papiez byl kiedy sie urodzilem, Papiez towarzyszyl mi przez cale zycie w Kosciele, telewizji, prasie, ksiazkach, encyklopediach, to bylo naturalne i w tamtym czasie niewiele sobie zdawalem z wielkosci tego zdarzenia. Przyjezdza czlowiek, ktory pokonal komunizm, do miasta, ktore przez 50 lat bylo kojarzone z miejscem gdzie stacjonowala Polnocna Grupa Wojska Armii Radzieckiej, w kazdej chwili gotowa do uderzenia na zachod Europy. Ironia historii? Pewnie tak. To przeciez dzieki Papiezowi mamy u nas Diecezje. W dzien przyjazdu wstalismy skoro swit, msza miala miec miejsce, jezeli mnie pamiec nie myli o godzinie 9 rano na legnickim lotnisku. Od rana w strone lotniska ciagnely sie rzeki i rzeczki ludzi. Musialo to niesamowicie wygladac z gory. Z kazdego kranca Legnicy szli ludzie w jednym kierunku. Jak ja sie juz tam polawilem to gdzie sie nie obrocilem, tam byli ludzie. Niezliczona ilosc ludzi. Te wszystkie rzeki ludzi zlewaly sie w morze ludzi. Nie wiem ile nas tam bylo. 100 tysiecy? 200 tysiecy? Moze wiecej, nie wiem. Wiem na pewno, ze bedac nawet na Woodstocku nie widzialem tylu ludzi. To bylo porownywalne uczucie. Pamietam, ze Papiez sie troche spoznil, nie wiem czym to bylo spowodowane, ale czekalismy na helikopter. Wreszcie przylecial. Radosc wielka!! Papiez jechal miedzy sektorami, w ktorych bylismy zgromadzeni, swoim papamobilem. Podbieglem do drewnianej barierki azeby pomachac Ojcu Swietemu i mialem wrazenie, ze to wlasnie Mi Papiez odmachal, ze to mi spojrzal prosto w oczy i pozdrowil. Takie to bylo odczucie. Teraz wiem, ze Jan Pawel II mial taka moc, ktora powodowala, ze czulo sie, ze poswieca sie wiernym, konkretnemu czlowiekowi, nie wszystkim naraz, tylko kazdemu z osobna. Jeszcze jedna rzecz utkwila mi w pamieci. Papiez o niej niejednokrotnie wspominal. Po kazdym zdaniu, po ktorym Ojciec Swiety bral oddech, zeby cos powiedziec, rozlegaly sie brawa, ktos zaczynal klaskac, nastepny ktos i to szlo jak fala podczas meczu pilkarskiego. Musialo to Papieza strasznie wkurzac, gdy ciagle mu przerywano, przeciez chcial nam cos wartosciowego przekazac. Zreszta to sa Jego slowa, ze 'sluchacie, ale sie nie wsluchujecie'. Takie to bylo interesujace, to klaskanie dla 13letniego chlopca, ze w pewnym momencie, gdy Papiez zrobil sobie krotka przerwe na oddech zaczalem klaskac, i tak poszlo w ludzi, ze wszyscy klaskali. Teraz moge to troche ubarwiac, bo minelo tyle lat, ale znow mialem takie wrazenie, ze to ja zaczalem klaskac, a ze mna te kilkaset tysiecy ludzi. Zreszta nie mam za bardzo byc z czego dumny, ale wiek mnie troche usprawiedliwia. Jezeli macie ochote poczytac o tym, o czym Ojciec Swiety mowil w Legnicy to zapraszam na portal Mateusz.pl, oto adres:
www.mateusz.pl/JPII/witamy/0301.htm