magdalena_maria
23.06.05, 12:34
Kilka slow nt. mojego osobistego doswiadczenia Mszy Sw.
Jest ono dla mnie o tyle specyficzne, ze tutaj gdzie mieszkam, na poludniu
Anglii, katolicy stanowia wyrazna mniejszosc. Nie ma wiec wypelnionych po
brzegi kosciolow, anonimowego tlumu ani hucznie obchodzonych swiat. Jest za
to cos, co sprawia, ze tutejszy St John's Church (jeden z dwoch katolickich
kosciolow w moim miescie) przyciaga jak magnes.
Mianowicie-poniewaz jest nas, katolikow, niewielu, to czujemy sie zespolona
mala wspolnota w wielkich murach swiatyni. Znamy sie wszyscy, znamy swoje
imiona, pozdrawiamy sie na ulicy, zapraszamy sie na obiady. Podajemy sobie
rece. Organizujemy wspolne imprezy. Jestesmy dosc miedzynarodowym
towarzystwem-kilkoro Polakow, Slowakow, Irlandczykow, Szwajcarow,
Afrykanczykow i wreszcie-Anglikow (zwykle z irlandzkimi korzeniami).
Probujemy nawzajem narodowych kuchni i zwyczajow. Ksiadz jest
niezwykle "ludzki" (hihi, jak to brzmi), uczestniczy w imprezach razem z
nami, przynosi wino, dyskutuje. Po kazdej mszy swietej stoi w drzwiach i
zegna kazdego z nas z osobna wymieniajac z kazdym kilka slow przyjaznej
rozmowy. Pamieta, ze czyjas siostra byla chora, czyjas mama wyjechala za
granice, ktos zmienil prace. Dopytuje, pozdrawia. Jest mi w takim kosciele
fajnie, rozumiem jego sens, czego nie moglam doswiadczyc z Polsce.
Przywilej mniejszosci? ;)