Dodaj do ulubionych

Nieskończoność w jednej dłoni

17.01.06, 11:54
To tytuł książki, w której astrofizyk i buddyjski filozof próbują
odpowiedzieć na postawione w opisie forum pytania:

www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=3

jw

=================================
CyberSangha - buddyzm w Polsce
www.buddyzm.edu.pl
Obserwuj wątek
    • procontra Re: Nieskończoność w jednej dłoni 17.01.06, 15:38
      Dziękuję za link.Do książki zajrzę,jak tylko "wpadnie mi w ręce"Ale napisz
      proszę jakie jest twoje zdanie.Chętnie przeczytam co na powyższe pytania,odpowie
      buddysta.
      • j.wierny Re: Nieskończoność w jednej dłoni 18.01.06, 12:05
        procontra napisał:

        > Dziękuję za link.Do książki zajrzę,jak tylko "wpadnie mi w ręce"
        > Ale napisz proszę jakie jest twoje zdanie.Chętnie przeczytam co
        > na powyższe pytania,odpowie buddysta.
        >
        Temat bardzo szeroki, a niestety nie dysponuję aż taką ilością wolnego czasu,
        żeby chociaż w ogólnym zarysie rzetelnie odnieść się do tych pytań. Na
        szczęście jest na rynku kilka dobrych książek, do których mogę odesłać
        zainteresowanych, m.in. wspomniana "Nieskończoność w jednej dłoni"
        www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=3
        oraz:

        "W obronie szczęścia"
        www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=795

        "Forma i Pustka"
        www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=815

        "Mnich i filozof"
        www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=5

        "Emocje destrukcyjne"
        www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=17

        "Sen, śnienie, umieranie"
        www.merlin.com.pl/frontend/towar/285692

        "Emocje destrukcyjne"
        www.merlin.com.pl/frontend/towar/329358

        Niedługo ukaże się również "Nowa fizyka i kosmologia"
        www.jsantorski.pl/zap.php?mg=zap&id=nr086

        Informacje z tych książek mogą być podstawą do prowadzenia ewentualnej dalszej
        dyskusji, dlatego zachęcam do lektury.

        jw

        =================================
        CyberSangha - buddyzm w Polsce
        www.buddyzm.edu.pl
    • abmiros "Nieskończoność w dłoni", czyli ssanie z palca. 18.01.06, 05:04
      W ostatnim wydaniu czasopisma popularno-naukowego "Discover" (Vol. 27, No.2)
      zostal pochwalony Dalaj Lama za to, ze "mowi jezykiem nauki". Napisalem do
      redakcji z kwestionujacym powatpiewaniem. Wg mnie wszelkie poszukiwanie zwiazku
      pomiedzy nauka a duchowoscia jest nieporozumieniem. Na czym polega moje
      kwestionowanie sprobuje wyjasnic na podstawie listu i odpowiedzi na ten list
      zameszczonych w tym samym numerze Discover.

      Czytelniczka Duane LaMoreaux, na tle pewnego artykulu w Discover zauwaza, ze
      skoro naukowcom brakuje 96% materii aby zrozumiec wszechswiat, ten brak
      nazywaja "ciemna materia", i szukaja jej intensywnie, to najwyzszy czas aby
      przestali i wszystkie swoje zabiegi wyciagneli z szufladki "nauki scisle", i
      wlozyli je do jednej szufladki z naukami humanistycznymi, gdzie znajda sie one
      obok koncepcji "inteligentnego planu" wysuwanej przez religie.

      Naukowiec, Corey S.Powell, odpowiada jej, ze przy pomocy hipotezy "ciemnej
      materii" naukowcy probuja zrozumiec wyniki szeregu obserwacji. Natomiast
      koncepcja "inteligentnego planu" po prostu zalatwia wszystko co jest
      niezrozumiale przez przypisanie jakiemus nieznanemu projektantowi, konczac w
      ten sposob wszelkie dalsze proby zrozumienia. Koncepcja "inteligentnego planu"
      jest odpowiedzia przez uzycie sloganu zamykajacego dalsze myslenie.

      Dalaj Lama zaleca badania naukowe i religie jako rownowartosciowe sciezki do
      prawdy. Troche to lepiej niz u innych religii, ale daleko aby bylo dobrze. Jak
      dlugo istnieje ludzkie myslenie, religia zawsze dawala "ostateczne odpowiedzi",
      czyniac dalsze badania niepotrzebne, zamykajac sciezke do prawdy. Natomiast
      nauka odpowiedziawszy na zadane pytania stawiala nowe, dzieki czemu korygowala
      bledy w dotychczasowych odpowiedziach i odkrywala nieznane przedtem prawdy. Te
      dwie sciezki nie sa rownowartosciowe.

      Buddyzm jest tak samo niebezpieczny dla nauki jak wszystkie inne religie, tyle
      ze bardziej tolerancyjny, ale w ten sposob moze okazac sie najbardziej
      niebezpieczny. Niektorzy naukowcy daja sie uwiesc tym syrenim spiewem Dalaj
      Lamy, ale inni zadaja sluszne i potrzebne pytanie, co ma do roboty w nauce
      postac religijna ze swoja koncepcja medytacji, a wiec dochodzenia do prawdy bez
      empiryzmu. Zaprojektowane doswiadczenie jest punktem wyjscia kazdej, nazwijmy
      to na chwile dla potrzeb tego tekstu, "naukowej medytacji", a matematyka jest
      drugim kolejnym etapem tej "naukowej medytacji", czyli naukowego sposobu
      dochodzenia do prawdy. Religia nie ma ani jednego ani drugiego z tych dwoch
      narzedzi. Zrodlem religijnej medytacji jest ssanie z wlasnego palca.

      Nauke charakteryzuja obserwacje otoczenia, eksperymenty na tym otoczeniu, i
      obliczenia sprawdzajace. W buddyzmie, ani w zadnej innej religii, nic z tego
      nie ma. To ze buddyzm laskawie akceptuje religie i stawia obok siebie moze
      przyniesc korzysci jedynie buddyzmowi, nie nauce. Dalaj Lama i buddyzm nie
      wnosi nic do metod nauki.

      Gdyby buddyzm zastapil wszystkie inne religie moze naukowcy mieliby
      swobodniejsze warunki pracy, bez tych atakow ze strony innych, szczegolnie
      fundamentalistycznych religii, z jakimi spotykaja sie obecnie, ale na to sie
      nie zanosi.
      • abmiros Banaly Karnapy. 18.01.06, 07:01
        XVI Karnapa-postac z buddyzmu-napisal:

        >Wszystkie zjawiska istnieją jedynie w sposób zależny, uwarunkowany. Ani przez
        >chwilę nie posiadają one odrębnej, realnej egzystencji.

        Komunal, banal. Rzecz nieustannie powtarzana.

        >Nasze życie jest szczególnie nietrwałe, jak pęcherzyk powietrza w wodzie, i
        >jest pewne, że kiedyś nadejdzie śmierć. Wtedy ani nasi bliscy, ani materialne
        >bogactwa nie będą mogły nam pomóc.

        Rowniez komunal, banal, rzecz nieustannie powtarzana. Dlaczego nie zwrocic
        uwagi, ze na nasze zycie sklada sie zycie tych pokolen ktore byly przed nami i
        ktore beda po nas? Czy nasze zycie kiedy jest fragmentem czegos co trwa tysiace
        lat nadal wyglada jako cos, co jest szczegolnie nietrwale?

        Czy w czasie tych milionow godzin medytacji nigdy buddystom nie przyszlo na
        mysl, ze robia rzecz charakterystyczna dla wszystkich religii, raz odkrywszy
        jakies prawdy zatrzymuja sie na nich i ani rusz dalej.

        Dlaczego zamiast medytacji prowadzacych do rezultatow z ktorych ani kroku dalej
        nie zajac sie fizyka, chemia, mechanika, czy jakas inna z setek dziedzin ktore
        oferuje nauka, zastosowac metody naukowe zamiast nieplodnych medytacji, i
        wniesc cos niebanalnego do wiedzy ludzkosci? Albo dzialac naukowo rownolegle z
        respektowaniem tradycji religijnych i nie mieszac tych dwoch rzeczy ktore
        zmieszac sie nie daja, (chociaz jakze czesto znajduja sie w konflikcie a zawsze
        przeszkadzaja sobie nawzajem). Jezeli to jest to, co proponuje Dalaj Lama, a
        bedac buddysta o tyle moze, ze buddyzm stosunkowo chyba najrzadziej znajduje
        sie w konflikcie z nauka, chociaz w zamian zabiera mnostwo czasu i marnuje go
        na medytacje, to niechby te prosta propozycje wyrazil prosto i jednoznacznie.
        • j.wierny nie mieszać 18.01.06, 11:13
          abmiros napisał:

          > nie mieszac tych dwoch rzeczy ktore
          > zmieszac sie nie daja
          >
          Oczywiście, całkowicie się z tym zgadzam. Domeną nauki jest świat zewnętrzny,
          buddyzmu - sam człowiek, jego subiektywnie pojmowane funkcjonowanie w tym
          świecie, to jak przeżywa ten świat i jak ów sposób przeżywania można zmienić.
          Ponadto buddyzm jest na tym polu tylko jedną z wielu propozycji.

          W dialogu pomiędzy nauką a buddzymem (m.in. www.mindandlife.org ) nie
          chodzi o zmieszanie naukowej eksploracji zewnętrznego świata z buddyjską
          psychologiczną introspekcją i przekształcaniem własnej osobowości (bo taki jest
          cel praktyki medytacyjnej). Chodzi o to, żeby człowiek mógł umiejętnie
          korzystać z obu tych podejść dla własnego dobra i dobra społeczności w jakiej
          przyszło mu żyć.

          jw

          =================================
          CyberSangha - buddyzm w Polsce
          www.buddyzm.edu.pl
          • abmiros Re: nie mieszać 18.01.06, 13:19
            Dziekuje za sympatyczna, znacznie mniej agresywna odpowiedz od mojego postu.
            Merytorycznie ustosunkuje sie gdy poczytam nieco wiecej o buddyzmie, ale juz
            sam fakt poswiecenia sie introspekcji medytacyjnej uwazam za wart
            zakwestionowania jezeli nie jest stosowany w przypadkach koniecznosci
            podleczenia samego siebie.
            • procontra Re: nie mieszać 18.01.06, 13:29
              Mam wrażenie że wszystkie modlitwy to psychoterapia,coś w rodzaju
              "protezy"psychicznej.
              • abmiros Re: nie mieszać 18.01.06, 13:34
                procontra napisał:

                > Mam wrażenie że wszystkie modlitwy to psychoterapia,coś w rodzaju
                > "protezy"psychicznej.

                Chyba tak. Szukajmy zrodel tych chorob ktore trzeba leczyc modlitwami.
                • j.wierny choroba i zdrowie 18.01.06, 14:11
                  abmiros napisał:

                  > Chyba tak. Szukajmy zrodel tych chorob,
                  > ktore trzeba leczyc modlitwami.
                  >
                  Zwrócę tylko uwagę na to, że istotą medytacji nie jest modlitwa skierowana do
                  jakiejś zewnętrznej siły. Nie jest też ona tożsama z intelektualnymi
                  rozważaniami. Aczkolwiek używa się technik medytacyjnych, w których na wstępie
                  przeprowadzana jest konceptualna analiza zjawisk, albo praktykujący zwraca się
                  do obiektu, który z poziomu tegoż praktykującego można uznać za zewnętrzny
                  (jednak ostatecznie jest tylko subiektywną projekcją medytującego).

                  Słowo "medytacja" używane do określenia buddyjskiej praktyki nie jest
                  najtrafniejsze. Pochodzi ono z łaciny (meditatio) i oznacza zagłębianie się
                  myślach, rozmyślanie. Być może bardziej odpowiednim słowem
                  byłaby "kontemplacja" (łac. contemplatio = przypatrywanie się), która odnosi
                  się raczej do intuicyjnego, bezpośredniego postrzegania.

                  Generalnie podczas medytacji chodzi o uspokojenie umysłu. Używa się przy tym
                  różnorodnych technik, z których najbardziej rozpowszechnioną jest koncentracja
                  na procesie oddychania. Uspokojony, przytomny umysł może nabarać pewnego
                  dystansu do własnych problemów i przeszkadzających emocji. Nie chodzi tutaj
                  o "wyparcie" się ich, zapomnienie o nich, ale o przyjrzenie się im z innej,
                  szerszej perspektywy, ponieważ można wtedy dostrzec więcej warunkujących je
                  czynników i znaleźć bardziej satysfakcjonujące rozwiązanie.

                  Można powiedzieć, że buddyzm jest w ogólności pewną teorią dotyczącą
                  funkcjonowania umysłu, a medytacja ma na celu jej subiektywną weryfikację. W
                  przypadku, kiedy dotyczy to większej grupy ludzi można powiedzieć o weryfikacji
                  intersubiektywnej.


                  Oczywiście można na koniec zapytać: czym jest zdrowie psychiczne? Czy zdrowy
                  człowiek, to ten, który nie potrzebuje pomocy psychologicznej lub
                  psychiatrycznej? Czy może w zdrowiu psychicznym chodzi o coś więcej, nie tylko
                  o brak oznak chorobowych, ale o w pełni intensywne i szczęśliwe funkcjonowanie?

                  Z punktu widzenia buddyzmu wszyscy jesteśmy w jakimś sensie chorzy, ponieważ
                  wszyscy ulegamy przeszkadzającym emocjom typu: gniew, zazdrość, duma,
                  przywiązanie. Stanów tych doświadczają nie tylko ludzie chorzy psychicznie.
                  Prawdopodobnie nie są one obce żadnemu człowiekowi? Praktyka medytacyjna ma na
                  celu wyrobić inny nawyk podchodzenia do tych przeszkadzających stanów. To jest
                  już temat rzeka, dość dobrze opisany w zlinkowanych wcześniej książkach "W
                  obronie szczęścia" i "Emocje destrukcyjne".

                  Również zachodnia psychologia skupia się na tej kwestii. Mam tu na myśli tzw.
                  psychologię pozytywną, która nie zajmuje się typową terapią psychicznych
                  problemów, ale pomaga niejako wynieść się człowiekowi na wyższy poziom
                  funkcjonowania niż tzw. "normalny". Polecam tu książkę "Przepływ. Psychologia
                  optymalnego doświadczenia":
                  www.jsantorski.pl/inf.php?id=nr234


                  jw

                  =================================
                  CyberSangha - buddyzm w Polsce
                  www.buddyzm.edu.pl
                  • abmiros Re: choroba i zdrowie 18.01.06, 15:44
                    Doswiadczenie ktore zdobylem na sobie samym uczy mnie, ze nie powinienem
                    reagowac ad aperturam, ale zaryzykujmy jeszcze raz zgodnie z temperamentem:

                    Katolicyzm w istocie stara sie zostawic mnie sam na sam z Bogiem. Czyzby
                    buddyzm staral sie zostawic mnie sam na sam ze soba? Z natury jestem osobnikiem
                    gatunku gromadnego!
                    • procontra Re: choroba i zdrowie 18.01.06, 15:52
                      Ha,ha samotność to jedna z tych chorób,które "leczy"się modlitwą.Jest ich o
                      wiele więcej.Strach,brak akceptacji,poczucie winy itd.
                      • j.wierny Re: choroba i zdrowie 18.01.06, 17:46
                        procontra napisał:

                        > Ha,ha samotność to jedna z tych chorób,które
                        > "leczy"się modlitwą.Jest ich o wiele więcej.
                        > Strach,brak akceptacji,poczucie winy itd.
                        >
                        Ale niekoniecznie trzeba od razu kupować sobie klęcznik ;-) Można też zasiąść
                        na wygodnej kozetce u jakiegoś psychoterapeuty ;-)


                        jw

                        =================================
                        CyberSangha - buddyzm w Polsce
                        www.buddyzm.edu.pl
                    • j.wierny Re: choroba i zdrowie 18.01.06, 17:43
                      abmiros napisał:

                      > Katolicyzm w istocie stara sie zostawic mnie sam na sam z Bogiem.
                      > Czyzby buddyzm staral sie zostawic mnie sam na sam ze soba?
                      > Z natury jestem osobnikiem gatunku gromadnego!
                      >
                      Jeśli już korzystamy z tej metaforyki, to raczej powiedziałbym, że chodzi o
                      pozostawanie sam na sam ze WSZYSTKIM, tyle że bardziej świadomie: w oparciu o
                      zrozumienie tego, czym jest to nasze "sam na sam" i czym jest to "wszystko".
                      Chodzi o naukę spoglądania w głąb siebie, ale nie w sensie egocentrycznego
                      samozainteresowania, lecz w sensie czysto poznawczym. Nie chodzi o całkowite
                      pogrążenie się w sobie samym, bo z buddyjskiego punktu widzenie "ja" nie jest
                      niczym ostatecznym, nie istnieje samo w sobie jako autonomiczny byt. Jest tylko
                      mentalnym konstruktem, tworem zależnym od wielu czynników, wyodrębniającym
                      pewien fragment rzeczywistości, którą wszyscy razem współtworzymy. To
                      zrozumienie pozwala rozwinąć bardziej altruistyczne podejście do świata i
                      innych ludzi.

                      Często buddyzm jest rozumiany jako system oparty na odrzuceniu świata.
                      Prawdopodobnie pogląd ten spowodowany jest stereotypem mnicha-buddysty, który
                      odcina się od społeczeństwa, mieszka w jakimś nieodstępnym klasztorze i odżywia
                      się korzonkami albo energią kosmiczną :-)

                      Faktycznie w buddyzmie istnieją tradycje, które kładą nacisk na tego rodzaju
                      wyrzeczenie. Jest to jednak jedno z wielu buddyjskich podejść. Buddyzm nie jest
                      systemem jednorodnym, a jego różnorodność pozwala czerpać z niego ludziom o
                      odmiennych predyspozycjach te nauki, które najlepiej odpowiadają ich
                      indywidualnym uwarunkowaniom.

                      Ostatecznie z punktu widzenia najbardziej zaawansowanych buddyjskich nauk życie
                      nie jest problemem do rozwiązania, lecz doświadczeniem o niewyczerpalnym
                      bogactwie i twórczej energii. Chodzi tu o rozwijanie wrażliwości na korzystne
                      aspekty wszystkiego, co istnieje. Pytanie jednak na ile potrafimy ciągle
                      doświadczać życia w taki sposób?

                      Odnośnie życiowych sytuacji i sposobów reagowania na nie, warto rozróżnić
                      konstruktywną spontaniczność, która prowadzi do obranego celu, od
                      nieprzewidywalnej impulsywności, która pakuje człowieka w jeszcze większy
                      galimatias.

                      Impulsywność może nawet wskazywać na emocjonalne rozchwianie osobnika, co w
                      skrajnych przypadkach prowadzi do zaburzeń osobowości. Ale jeśli nasze
                      rozumienie zewnętrznych uwarunkowań (w tym może nam pomóc np. naukowa
                      eksploracja) oraz zrozumienie naszej roli w tych okolicznościach są sukcesywnie
                      pogłębiane oraz nauczymy się traktować ów układ "ja - świat" z większym
                      dystansem (a tutaj pomaga nam indywidualna introspekcja), wtedy może wyłonić
                      się z tego konstruktywna spontaniczność działania. Przeżywanie świata przestaje
                      być związane poczuciem oddzielenia i zaczyna opierać się na poczuciu głębokiej
                      więzi i świadomości tego, że stanowimy z nim nierozerwalną całość.


                      Pozdrawiam i dziękuję za tak interesującą dyskusję,

                      jw

                      =================================
                      CyberSangha - buddyzm w Polsce
                      www.buddyzm.edu.pl
                      • abmiros Re: choroba i zdrowie 19.01.06, 07:34
                        I ja dziekuje za interesujaca dyskusje. Wykorzystalbym niektore z Pani
                        spostrzezen gdybym wyliczal moje przekonania. Pozdrawiam.
                        • abmiros Diagnoza. 19.01.06, 18:32
                          Religie modlitwami, nabozenstwami, rozwazaniami, lagodza bole ktore same z
                          premedytacja wywoluja swoimi naukami, ceremoniami, obrzedami. Fala na ktorej ta
                          psychopatia sie roznosi charakteryzuje sie strachem przed pozagrobowym i -
                          albo - nadzieja na pozagrobowe.

                          Wielka epidemia psychoz religijnych jaka szaleje na swiecie atakuje religijna
                          wyobraznie czlowieka. Religijna wyobraznia czlowieka jest z premedytacja
                          rozwijana przez duchownych, ktorzy sami maja ja wysoce rozwinieta i zarazona
                          tymi psychozami.

                          Gatunek ludzki, ktory obecnie zmierza do zaglady z powodu troski o pozagrobowe
                          i beztroski o to co zywe, szczegolnie z powodu nadmiaru przyrostu naturalnego
                          czlowieka i niszczenia naturalnego srodowiska czlowieka, cierpi i ginie na
                          nadmiar nosnikow religijnej wyobrazni i na niedomiar nosnikow filozofii
                          naturalizmu. Jeden Dawkins to za malo. Ludzkosc popelnia blad po bledzie, a
                          wszystkie sa religijnymi bledami poznawczymi.
                          • procontra Re: Diagnoza. 19.01.06, 20:30
                            Świetne.Bardzo trafna diagnoza.Ale czy istnieje jakaś recepta na te
                            przypadłości?Perswazja nie skutkuje.
                            • abmiros Fragment recepty. 20.01.06, 06:45

                              Religie propaguja blad poznawczy, jest wiec powod aby im to wytykac, ale
                              ostatecznie jezeli ktos nie chce byc nawet na tyle szczesliwy jak byli
                              starozytni Grecy, dzieki temu ze patrzyli na swoich bogow z przymruzeniem oka,
                              to mozna powiedziec ze to jego sprawa. Niech bierze boskie sprawy na serio i
                              zazywa tabletki przeciwbolowe w postaci modlitw.

                              Jest jednak wazniejszy powod aby wskazywac, ze ostrzezen nauki nie powinno sie
                              ignorowac. Tym wazniejszym powodem sa zupelnie nowe, nieogarniane lub bardzo
                              zle ogarniane czynniki, zagrazajace nam wszystkim, i tym religijnym i
                              niereligijnym, i tym uczciwym i skorumpowanym, i tym moralnym i niemoralnym, i
                              tym na wolnosci i w wiezieniach, i tym z religii x i tym z religii y,
                              wszystkim. Te nowe czynniki to bronie masowej zaglady, przeludnienie, i
                              dewastacja srodowiska naturalnego. Wszystko co tradycyjne, a szczegolnie
                              ociezale, i przekonane ze maja duzo czasu religie, nie ogarnia tego zagrozenia,
                              dlatego wsrod religii korzystnie wyrozniaja sie dwaj ludzie.

                              Jednym z nich jest JPII z jego nawolywaniami do pokoju i pojednania. Chociazby
                              to, chociazby w pewnym stopniu osiagnawszy, moznaby zaczac uzgadniac dzialania
                              aby odwrocic zaglade ktora nam wszystkim grozi. Amerykanski fundamentalistyczny
                              protestantyzm kladzie sie tutaj ciezka kloda.

                              W innych sprawach trapiacych ludzkosc JPII nie wyszedl poza tradycje
                              rzymskokatolicyzmu, czyli nadzieje pokladana w Bogu, ktory wg mnie i wielu
                              innych nie istnieje, wiec dzialalnosc JPII na rzecz miedzyludzkiego pojednania
                              nie upowaznia rzymskokatolicyzmu do immunitetu przed krytyka jego bledow
                              poznawczych.

                              Drugim jest Dalaj Lama z jego zwroceniem uwagi na znaczenie nauki. JPII rowniez
                              zerkal w kierunku nauki, ale posrednio, Dalaj Lama ma przewage bo mowi wprost.

                              Na ile ja cokolwiek wiem o buddyzmie, kiedy mowa o szczegolach Dalaj Lama nie
                              wyszedl poza rodzaj psychoterapii, na temat wartosci ktorej od ostatnich
                              wyjasnien j.wierny nie mam opinii, poprzednio bylem sceptyczny. Ale sa sprawy w
                              ktorych buddyzm wiem glosi bledy poznawcze, wiec rowniez nie ma immunitetu od
                              krytyki.

                              Dobre i to co mamy ze strony tych dwoch przywodcow religijnych, to jest
                              wlasnie fragment recepty na nasze aktualne, totalne, wywolane przez czlowieka
                              zagrozenia-uslyszec i to jak najszybciej, co na ten temat mowi nauka. Na tych
                              gluchych natura ma swoja radykalna recepte, jest nia zaglada. Ale wlasnie
                              chodzi o to aby ona nie zadzialala i wykorzystac rozum nie do dociekan co jest
                              poza grobem lub gleboko w psychice czlowieka, jezeli jest cokolwiek, lecz
                              przesunac do dociekan jako najwazniejsze co zrobic aby kontynuowac zycie tutaj,
                              na ziemi, w kolejnych pokoleniach, czyli wydac potomstwo i zapewnic mu byt.

                              Szkoda ze poza katolicyzmem i buddyzmem nie mamy innych przywodcow religijnych
                              chociazby zerkajacych na nauke. Zreszta czy nadal mamy w katolicyzmie?
                          • j.wierny Wolność 20.01.06, 10:55
                            abmiros napisał:

                            > Gatunek ludzki, ktory obecnie zmierza do zaglady
                            > z powodu troski o pozagrobowe i beztroski o to co zywe
                            >
                            Jest tu zawarta jakaś część prawdy, ale uzupełniłbym powyższą refleksję o
                            jeszcze jeden powód: niepohamowany, masowy konsumpcjonizm. Odarty z
                            odpowiedzialności wobec przyszłych pokoleń, bezmyślny i skrajnie egoistyczny
                            hedonizm.

                            Oczywiście nie chodzi mi tutaj o pochwałę jakiegoś umartwiania się. Świat może
                            być źródłem wielu przyjemnych i pięknych doświadczeń, ale należy pamiętać o
                            tym, że jest to źródło ograniczone i zależne od naszych poczynań, dlatego
                            należy czerpać z niego z rozwagą a nie ze ślepą zachłannością.

                            Być może w zlaicyzowanej zachodniej kulturze ów konsumpcjonizm niesie z sobą
                            większe zagrożenie niż zinstytucjonalizowane religie z ich psychozami, od
                            których ludzie coraz bardziej się odwracają. Problem polega na tym, że
                            zamieniają jedną psychozę na inną, nie odnajdując prawdziwej wolności, która
                            wiąże się z odpowiedzialnością. Wolności człowieka rozumiano jako jakieś
                            anarchistyczne rozpasanie, przyzwolenie na każde impulsywne działanie, jest
                            tylko kolejną formą zniewolenia, zniewolenia przeszkadzającymi emocjami.

                            Wolność zawsze wiąże się z odpowiedzialnością za własne czyny i dość łatwo to
                            uzasadnić: jeżeli efekt mojego działania okaże się ewidentnie szkodliwy, mogę
                            zacząć wypierać się odpowiedzialności za to, co zrobiłem. Takie odcinanie się
                            od odpowiedzialności jest poniekąd wypieraniem się własnego działania, a w
                            konsekwencji własnego wyboru, a co za tym idzie własnej wolności.

                            Zatem prawdziwie wolny człowiek, to człowiek świadomy swoich działań,
                            odpowiadający za ich rezultaty, starający się postępować mądrze i kierujący się
                            empatią, ponieważ zdaje on sobie sprawę, że nie jest jakimś odosobnionym
                            bytem, lecz częścią większej układanki złożonej z różnych zależnych od siebie
                            zjawisk.


                            jw

                            =================================
                            CyberSangha - buddyzm w Polsce
                            www.buddyzm.edu.pl
                            • abmiros Re: Wolność 21.01.06, 00:07
                              j.wierny napisała:

                              > Zatem prawdziwie wolny człowiek, to człowiek świadomy swoich działań,
                              > odpowiadający za ich rezultaty, starający się postępować mądrze i kierujący
                              się
                              >
                              > empatią, ponieważ zdaje on sobie sprawę, że nie jest jakimś odosobnionym
                              > bytem, lecz częścią większej układanki złożonej z różnych zależnych od siebie
                              > zjawisk.

                              Na konsumeryzm jako fragment diagnozy oczywiscie zgoda. Narody zachodnie swoim
                              ujemnym przyrostem naturalnym kompensuja w jakims stopniu szkody ktore
                              wyrzadzaja swoim konsumeryzmem.

                              Natomiast oczekiwanie aby kazdy korzystal rozsadnie ze swojej wolnosci jest
                              nierealne, bo podstawowa, instynktowna warstwa ludzkiej psychiki nie ma zadnych
                              mechanizmow uwzgledniajacych niebezpieczenstwa konsumeryzmu. Kiedy ta warstwa
                              sie ksztaltowala, wyobrazam sobie ludzie nie mieli nadmiaru niczego.
                              Mechanizmy uruchamiajace powsciagliwa konsumpcje nie byly im potrzebne.

                              Mam na liscie do przeczytania ksiazke na temat homocentryzmu: The Pathology of
                              Man, A Study of Human Evil (Charles C. Thomas, 2005), ale kiedy sie do niej
                              zabiore? Jestem w polowie pasjonujacej ksiazki o Celtach, (buddysci pewno
                              znalezliby w nich przeciwienstwo swoich zalecen), no i po Thomasie jednak cos o
                              buddyzmie, tak jak Pani poleca, bo skroty w encyklopediach to za malo.

                            • abmiros Przywlokl nam judaistycznego Boga. 21.01.06, 07:49
                              Wyszukalem na Forum "j.wierny" i znalazlem 1178 wypowiedzi. przeczytalem szereg
                              z nich i zwiazane z nimi watki, a takze wypowiedzi innych na tych watkach.
                              Jestem z uznaniem za swobode tych rozmow i za dobre maniery, to jest
                              niebagatelne cos, ale tresciowo to chyba buddyzm jest nie dla mnie.

                              Chyba trudno byc do buddyzmu ustosunkowanym nieprzyjaznie, ale tez i latwo
                              dojsc do wniosku ze jest bez tresci, ze jest "picus-glancus", ze te
                              wszystkie "glebie" to sa plycizny, zabawa w beztresciwe slowa. Np. kiedy
                              buddysci mowia o absolucie, to o czym mowia? Pewno o tym samym, o czym mowia
                              wszyscy inni kiedy mowia o absolucie, czyli o niczym, albo inaczej-o czyms, o
                              czym nic nie mozna powiedziec.

                              Ale jeszcze poczekajmy, jeszcze sie nie spieszmy, jeszcze cos o buddyzmie
                              przeczytam. Poki co ma u mnie punkty za maniery (sporo), za propozycje
                              odpowiedzialnego korzystania z wolnosci, i za propozycje zwrocenia uwagi na
                              osiagniecia nauki. Jak juz pisalem j.wierny ma u mnie punkty za szereg
                              spostrzezen, ale te chyba sa jej, a nie byddystyczne.

                              Chcialoby mi sie wrocic do wlasnych przedchrzescijanskich tradycji, ale nie
                              moge to zrobic tak jak moga to zrobic np. Celtowie, bo z ich sporo sie
                              zachowalo, z naszych-bardzo niewiele, a i to niewiele nie jest kultywowane lecz
                              zepchniete w zapomnienie przez narzucony nam katolicyzm, ktory przywlokl nam
                              judaistycznego Boga. Buddyzm pewno nie zrobilby nam tego swinstwa. Jezeli by
                              nie zrobil, mialby u mnie jeszcze jeden punkt na plusie.
                              • j.wierny absolut itp... 21.01.06, 09:58
                                abmiros napisał:

                                > Wyszukalem na Forum "j.wierny" i znalazlem 1178 wypowiedzi.
                                >
                                O Przenajświętszy Buddo! ;-))) Chyba się trochę zagalopowałem ;-) Chociaż jak
                                na ponad trzy lata bytności na forum Gazety, wychodzi średnio niewiele ponad 1
                                post dziennie.



                                > Np. kiedy buddysci mowia o absolucie, to o czym mowia?
                                > Pewno o tym samym, o czym mowia wszyscy inni kiedy mowia
                                > o absolucie, czyli o niczym, albo inaczej-o czyms, o czym
                                > nic nie mozna powiedziec.
                                >
                                Dokładnie tak :-) Jak zauważył Wittgenstein: "O czym nie da się powiedzieć, o
                                tym trzeba milczeć". Podobnie uważa David Bohm, fragment jego wypowiedzi tutaj:
                                www.buddyzm.edu.pl/pytania/2002/054.html
                                Buddyści rówież są tego świadomi, dlaczego zatem porywają się na słońce z
                                motyką? Słowa jakich używają buddyści na opis absolutu, są TYLKO słowami, PRÓBĄ
                                opisu niewyrażalnego. Absolut z definicji jest nieograniczony i
                                wszechobejmujący, nie może być zatem ograniczony kilkoma pojęciami. Jednak z
                                drugiej strony pojęcia te mogą być przydatną wskazówką, dzięki której można
                                nakierować się na bezpośrednie poznanie absolutu - w buddyzmie uważa się, że
                                takie doświadczenie jest możliwe. Jest taka metafora mówiąca o palcu
                                wskazującym na księżyc. Chodzi o to, żeby nie mylić palca z księżycem.


                                > Jak juz pisalem j.wierny ma u mnie punkty za szereg
                                > spostrzezen, ale te chyba sa jej, a nie byddystyczne.
                                >
                                JEGO nie jej :-) Poza tym myślę, że te spostrzeżenia wypływają bezpośrednio z
                                mojego "buddyjskiego" światopoglądu. Za punkty dziękuję - szkoda tylko, że nie
                                można wymienić ich na jakiś rabat w hipermarkecie ;-)


                                > jeszcze cos o buddyzmie przeczytam.
                                >
                                "Nieskończoność w jednej dłoni" - obszerne fragmenty książki + wywiady z
                                autorami + recenzje w wydaniach magazynu:

                                www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/list.php?c=mag017
                                www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/list.php?c=mag018

                                Odnośnie pojawiania się buddyzmu w różnych kręgach kulturowo-religijnych, to
                                dochodziło raczej do współegzystencji i wzajemnego przenikania (np. w Tybecie z
                                szamanistyczną tradycją bon, w Chinach z taoizmem, w Japoni z religią szinto)
                                niż do rywalizacji. Właściwie jedynie tam, gdzie pojawiał się islam (Azja
                                Centralna, Afganistan, Pakistan) buddyzm nie miał szans na koegzystencję. Nie
                                należy jednak tutaj zbytnio idealizować obrazu buddyzmu, ponieważ kiedy stawał
                                się on zbyt zinstytucjonalizowany, zbyt silnie powiązany ze świecką władzą,
                                również ze strony buddystów dochodziło do nadużyć. Niestety władza potrafi
                                zdeprawować każdego: buddystę, ateistę, chrześcijanina...



                                > Natomiast oczekiwanie aby kazdy korzystal rozsadnie
                                > ze swojej wolnosci jest nierealne, bo podstawowa,
                                > instynktowna warstwa ludzkiej psychiki nie ma zadnych
                                > mechanizmow uwzgledniajacych niebezpieczenstwa
                                > konsumeryzmu. Kiedy ta warstwa sie ksztaltowala,
                                > wyobrazam sobie ludzie nie mieli nadmiaru niczego.
                                > Mechanizmy uruchamiajace powsciagliwa konsumpcje
                                > nie byly im potrzebne.
                                >
                                Natomiast teraz konieczność ich wypracowania jest niezbędna dla cywilizacji
                                rozumianej w globalnej skali. Myślę, że jest możliwe rozwinięcie tego rodzaju
                                bardziej świadomego podejścia. Trudne, ale możliwe.


                                jw

                                =================================
                                CyberSangha - buddyzm w Polsce
                                www.buddyzm.edu.pl
                                • abmiros Re: absolut itp... 21.01.06, 12:50
                                  j.wierny napisal:

                                  >Natomiast teraz konieczność ich wypracowania [mechanizmow uruchamiajacych
                                  >powsciagliwa konsumpcje, przyp. ab.] jest niezbędna dla cywilizacji
                                  >rozumianej w globalnej skali. Myślę, że jest możliwe rozwinięcie tego rodzaju
                                  >bardziej świadomego podejścia. Trudne, ale możliwe.

                                  Trzeba byloby zobaczyc szkic programu, los Kioto ustawia pesymistycznie.

                                  Odnosnie absolutu. Wszystko co wyimaginowane jest zlozone z elementow tego co
                                  istnieje, mozliwe ze za wyjatkie pojecia absolutu

                                  Bylo interesujaco, ale uciekam, moja Pani wrocila, z przyjemnoscia musze sie
                                  wylaczyc. Pozdrawiam Pana i Procontra.

      • eliza42 Czy nauka jest w stanie wyjasnic nam wszystko? 22.01.06, 22:15
        Nie moja intencją jest przekonywanie o wyższości poznania świata, jego
        rozumienia tylko poprzez empirię / nauka/ czy też dochodzenie do " prawdy "
        droga duchową.
        Nie moja intencją jest wartościowanie, co jest lepsze, co jest gorsze i to czy
        jedno z drugim jest do pogodzenia.
        Chciałabym tylko zwrócić uwagę na pewne realia.
        Wydaje mi się, że duchowość jest w powyższych rozważaniach mylona z
        religijnoscią.To napewno nie to samo. Duchowość nie musi oznaczać ucieczki,
        szukania lekarstwa przed psychozami ktore produkuje życie.
        Chciałabym dorzucić kilka refleksji odnośnie stawiania nauki na piedestale,
        jako jedynego żródła poznania. Skupię się na najbliższej mi dziedzinie jaką
        jest medycyna. Wiek XX/XXI jest wiekiem ogromnego postępu w medycynie. Ostatnie
        tylko lata to czas ogromnych zmian, nowych możliwości leczenia. Nauka, technika
        jednocześnie pomagając kapitalnie w diagnostyce medycznej oddala jednego
        człowieka od drugiego, pacjenta od lekarza, lekarza od pacjenta. Chory pacjent
        zostaje sam na sam otoczony maszynerią. Smiem twierdzić, że osobowość lekarza
        jest obok farmakoterapii wspomaganej techniką czymś bardzo ważnym w procesie
        leczenia. Jego osobowość jest wręcz lekiem łagodzącym cierpienie , chorobę.
        CZŁOWIEK TO NIE TYLKO ISTOTA BIOLOGICZNA.życie biologiczne, psychiczne
        społeczne nawzajem się przenikają, zazębiają, stwarzając wzajemne
        uwarunkowania. Popadamy w zachwyt nad zdobyczami nauki XX/XXI wieku. Przed
        nauką było, jest i ciągle będzie duzo do odkrycia! Uwzględniając cudowne
        zdobycze nauki musimy przyjąc do wiadomości, że wielu pacjentów nie odpowiada
        właściwie na ordynowany lek. U wielu z nich leki powodują cięzkie i trudne dla
        pacjenta skutki uboczne.
        Z punktu widzenia bioetyki pomagamy ludziom, ale jednocześnie często przy
        pomocy chemii " zabijamy" ich człowieczeństwo. Farmakoterapia przyszłości nie
        może doprowadzać do tego, że człowiek jest wyleczony, ale jednocześnie odarty
        ze swojej godności, stłamszony, wyciszony ponad miarę, nie wiedzący na jakim
        świecie żyje!
        Okazuje się, że im więcej mamy współcześnie do dyspozycji leków TYM MNIEJ
        JESTEŚMY ZDROWI. Wzrastająca ilość medykamentów, a to na depresję a to na
        nieśmiałość, a to na nadmiar kilogramów, na nadmiar witalności, względnie jej
        brak może obrócić się przeciwko człowiekowi. A wielkie koncerny farmaceutyczne
        przy pomocy finansowanych przez siebie wielkich laboratoriów naukowych pracuja
        wciąż intensywnie nad tym aby wyprodukować nam kolejną tabletkę szczęścia,
        abyśmy mogli więcej, dłużej, intensywniej pracować, abyśmy byli " szczęśliwi"
        oszukując naturę, niweczac naturalne siły człowieka, w tym jego duchowość.
        Bioetyka mówi, że człowiek z natury swojego człowieczeństwa jest istotą
        cierpiącą, a uciekanie od cierpienia przy pomocy pigułki może być rozwiązaniem
        na dłuższą metę niebezpiecznym. Pokusa wzięcia pigułki po której człowiek czuje
        się szczęśliwy, spełniony może być bardzo silna.
        Pamiętajmy też, że błyskawicznemu postępowi nauki towarzyszy także szereg
        negatywnych zjawisk. Powstają nowe problemy związane np. ze stosowaniem metod
        tak zwanej prokreacji medycznie wspomaganej, rozwojem technik przedłużających
        trwanie fazy terminalnej życia człowieka, transplantacjami, zmianami płci
        itd.Wszystko to pociąga jednocześnie powstawanie wielu problemów na styku
        etyki, filozofii, psychologii, medycyny, prawa.
        W powyższym kontekście myślę, że odpowiedzi na nurtujące nas pytania musimy
        szukać nie tylko i wyłącznie poprzez czysto empiryczno - naukowe doświadczenie,
        bo innaczej zamienimy się w roboty sterowane przez komputery - roboty.
        Wielki nieżyjący już humanista - lekarz prof Julian Aleksandrowicz powiedział
        kiedyś,że " gdy medycyna traci kontakt z filozofią, etyką , to dotyka ją los
        rośliny odciętej od korzeni,- usycha"
        • sceptyk14 Ogladanie doktora to tez empiria. 23.01.06, 07:48
        • procontra Re: Czy nauka jest w stanie wyjasnic nam wszystko 23.01.06, 10:47
          Rozumiem,że "jeżeli medycyna traci kontakt.......",Ale jest o wiele gorzej
          jeżeli "puste miejsce"po medycynie zajmują"specjaliści"od duchowości.czyli
          różnej maści uzdrawiacze.Być może,że medycyna alternatywna ma jakieś
          znaczenie,ale jeżeli o mnie chodzi to wolę medycynę klasyczną,mimo jej wad.
          • eliza42 Re: Czy nauka jest w stanie wyjasnic nam wszystko 24.01.06, 18:51
            Re: do Prokontry
            Nie zrozumieliśmy sie. Absolutnie nie chodzi o to aby medycyna przestała być
            rzetelnie udokumentowaną nauką słuzacą swoimi naukowymi zdobyciami człowiekowi
            i aby ustępowała miejsca różnej maści uzdrowicielom.Chodzi o to, aby tego
            chorego człowieka nie zostawić sam na sam z techniką i lekarzem naukowcem -
            robotem widzącym w pacjencie przedmiot do technicznej obróbki.
            Niech nam Polakom / do których się zaliczam/ nasza Służba Zdrowia
            jaknajzdrowsza będzie, bo dużo w niej symptomów ciężkiej choroby. Niech ją
            wspomaga nauka, a nie politycy - znachorzy!
            pozdrawiam wszystkich niewidzialnych dyskutantow
            • procontra Re: Czy nauka jest w stanie wyjasnic nam wszystko 24.01.06, 19:25
              Teraz już wszystko rozumiem.Uważam też,że u nas nie jest najgorzej pod
              względem,podejścia lekarzy do pacjentów.Tak przynajmniej wynika z mojego
              doświadczenia i obserwacji.A jeżeli chodzi o całą służbę zdrowia to potrzebuje
              tylko trzech rzeczy:pieniędzy,pieniędzy,pieniędzy.I tu największą rolę mają do
              spełnienia politycy ludzie odpowiedzialni za rozdział funduszy.Dziękuję za
              pozdrowienia i również pozdrawiam.
    • j.wierny Neurofizjologia oświecenia - "Świat Nauki" 03/2006 24.02.06, 12:07
      Najnowszy "Świat Nauki" (marzec 2006) opublikował na str. 9
      tekst "Neurofizjologia oświecenia" dotyczący wystąpienia Dalajlamy podczas
      ubiegłorocznego zjazdu Society for Neuroscience w Waszyngotnie. Jak zauważa
      autor: zostało ono przyjęte przez naukowców z uznaniem. Natomiast w
      dziale "Listy" znalazł się list od "Cyber Sanghi", nieco skrócony, ale zachował
      swój sens.


      jw

      =================================
      CyberSangha - buddyzm w Polsce
      www.buddyzm.edu.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka