Dodaj do ulubionych

co zastępuje religię?

13.07.07, 18:46
religia zaspokaja jakieś potrzeby człowieka, bo inaczej by jej nie było

ciekawe, co właściwie zaspokaja te potrzeby u osób niereligijnych?
Obserwuj wątek
    • wojtekqwerty Re: co zastępuje religię? 13.07.07, 18:52
      co zastępuje alkoholizm? może nie wszyscy mają takie potrzeby?
      • fnoll Re: co zastępuje religię? 13.07.07, 22:55
        wojtekqwerty napisał:

        > co zastępuje alkoholizm?

        na przykład batoniki lub telewizja ;)
    • rzydzykreich2 co ci zastapilo bajki gdy wydoroslales ? 13.07.07, 21:16
      Odpowiedz jest identyczna.Gwarantuje ci to jako heretyk.
      • fnoll Re: co ci zastapilo bajki gdy wydoroslales ? 13.07.07, 22:58
        rzydzykreich2 napisał:

        > Odpowiedz jest identyczna.Gwarantuje ci to jako heretyk.

        ale ja nadal lubię bajki, tylko bardziej rozbudowane - filmy, książki...
    • pav2 Religii nic nie zastępuje. 14.07.07, 00:14

      fnoll napisał:

      > religia zaspokaja jakieś potrzeby człowieka, bo inaczej by jej nie było
      >
      > ciekawe, co właściwie zaspokaja te potrzeby u osób niereligijnych?

      Jeżeli przyjmiemy, że religia to wiara np. w Boga storotestamentowego to u
      ateistów tej wiary nie ma. I koniec. Co ma niby zastąpić tego Boga. Wierzącym
      nie mieści się w głowie, że można żyć bez wiary tak jak Orzechowski nie może
      pojąć ewolucji. To tak jak pies łańcuchowy jest przekonany, że można żyć bez
      kagańca. Wierzący twierdzi często "coś musi być". Dla ateisty jest to
      stwierdzenie bezsensowne. Niby dlaczego coś musi być? Wierzący twierdzi,że ktoś
      to musiał wszystko stworzyć. Ateista zapyta, a niby dlaczego musiał, a może
      nikt nie musiał. Wierzący powie, że Bóg jest doskonały i stworzył świat też
      doskonały. Ateista powie, że doskonałości nie widać w żadnym miejscu. Wierzący
      powie, że przed WIELKIM wybuchem mogł być tylko Bóg. Ateista zapyta - co było
      przed Bogiem. Wierzący nie zada pytania skąd się wziął Bóg? A jeżeli już
      zapyta, to odpowie, że Bóg jest wieczny. Ateista powie, że Bóg to idea, a
      żywot tej idei jest taki sam jak tego kto w nią wierzy. Wierzący Pismo Święte
      przyjmuje jako prawdę objawioną czyli bezdyskusyjną, dogmatyczną. Ateista
      traktuje to jako żydowskie legendy na równi z legendami o królu Popielu i
      myszach. I tak można bez widocznego końca.
      • sitarz51 Re: Religii nic nie zastępuje. 14.07.07, 07:42
        Wierzący Pismo Święte
        > przyjmuje jako prawdę objawioną czyli bezdyskusyjną, dogmatyczną. Ateista
        > traktuje to jako żydowskie legendy na równi z legendami o królu Popielu i
        > myszach. I tak można bez widocznego końca.

        własnie,nierozumiem dlaczego w Polsce wierzy sie w zydowska religie
        mielismy swoich własnych bogów
        przyjdzie czas ze katolicyzm zniknie i bedzie nowa wiara
      • 54c3rd05 Re: Religii nic nie zastępuje. 14.07.07, 12:27
        > Wierzący twierdzi,że ktoś to musiał wszystko stworzyć. Ateista zapyta, a niby
        > dlaczego musiał, a może nikt nie musiał.

        Nawet racjonalista Voltaire pisał "Nie mogę pojąć, by ten zegar [czyli świat]
        mógł istnieć, a nie było zegarmistrza." Obserwując, że świat jest ciągiem
        przyczynowo - skutkowym dochodzisz do Pierwszej Przyczyny, która jest
        nieuprzyczynowana, czyli do Absolutu. Rozumowych argumentów jest więcej...

        > Wierzący powie, że Bóg jest doskonały i stworzył świat też
        > doskonały. Ateista powie, że doskonałości nie widać w żadnym miejscu.

        Czy harmonia panująca w przyrodzie nie jest obrazem doskonałości? Wyjedź za
        miasto albo pooglądaj National Geographic i pomyśl czy mógłbyś to lepiej zrobić
        (mowa o urządzeniu świata). Czy wolałbyś być automatem, który jest nieświadomy i
        działa jak zaprogramowany (patrz: przyroda)? Dostałeś życie i wolną wolę.
        Pozorna niedoskonałość świata jest właśnie wynikiem naszej wolnej woli, której
        używamy w złym celu.

        > Wierzący powie, że przed WIELKIM wybuchem mogł być tylko Bóg. Ateista zapyta -
        co było
        > przed Bogiem.

        Pamiętaj, że to tylko teoria. Część naukowców jest zdania, że wszechświat trwał
        zawsze.
        W pytaniu co było przed Bogiem jest wewnętrzna sprzeczność, gdyż Jego przymiotem
        jest to, że jest wieczny. I tak można bez końca...

        Wg mnie świat jest stworzony racjonalnie. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że skoro
        w człowieku wrodzony jest tzw. wirus wiary, czyli skłonność do wiary w istotę
        wyższą, to choćby na tej podstawie i ze względu na racjonalny charakter świata -
        Bóg istnieje. Ludzie potworzyli sobie co prawda masę bożków, ale generalne
        przeświadczenie o istnieniu Stwórcy mieli takie samo.
        • pav2 Bóg to tylko pojęcie człowieka wierzącego. 15.07.07, 23:07
          54c3rd05 napisał(a):
          > Nawet racjonalista Voltaire pisał "Nie mogę pojąć, by ten zegar [czyli świat]
          > mógł istnieć, a nie było zegarmistrza." Obserwując, że świat jest ciągiem
          > przyczynowo - skutkowym dochodzisz do Pierwszej Przyczyny, która jest
          > nieuprzyczynowana, czyli do Absolutu. Rozumowych argumentów jest więcej...

          Volter nie mógł pojąć a inni pojęli czy nawet wiedzą na pewno. Pachnie mi to
          pychą albo ignorancją. Ja też nie pojmuję większości a ogólną teorię
          względności pojmuje niewielu ludzi na tym świecie. Sądzę, że większość z nas
          nawet zasady działania zegarka nie pojmuje.
          Porównanie świata do zegarka jest nie uzasadniane. Genialnemu Volterowi można
          to wybaczyć, zbyt mało wiedział o naturze czasu. Teraz wiemy troszkę więcej ale
          to nie znaczy, że o czasie wiemy wszystko. Duże prawdopodobieństwo jest, że
          dużo zegarkowego czasu jeszcze upłynie zanim będziemy o czasie wiedzieli
          wszystko. Największe prawdopodobieństwo jest, że nigdy nie będziemy wiedzieli
          wszystkiego o naturze czasu. Pewności nie ma.
          Jest sporo dowodów na prawdziwość zasady przyczynowości. Jak na razie nie mamy
          niezbitych dowodów, że ta zasada nie obowiązuje. Podobnie jest z zasadą
          zachowania energii. To wcale nie znaczy, że jutro nie znajdziemy miejsc czy
          zjawisk gdzie te zasady nie będą obowiązywały. W "czarnej dziurze" te zasady
          mogą się przydać jak psu buty. Wyciąganie wniosków, że musi być praprzyczyna
          czy jakiś koniec nie ma logicznych podstaw. Musi to na Rusi jak mówi przysłowie.
          Nasza znikoma wiedza wobec tego, być może nieskończonego bogactwa świata nie
          daje nam podstaw do wygłaszania takich wniosków. Przydało by się troszkę więcej
          pokory. Świat nie jest taki ubogi i prostacki. Możemy sobie wymyślać początki i
          końce, możemy nawet z tych pomysłów czerpać profity, ale to nie znaczy, że taki
          jest świat.
          >
          > Czy harmonia panująca w przyrodzie nie jest obrazem doskonałości? Wyjedź za
          > miasto albo pooglądaj National Geographic i pomyśl czy mógłbyś to lepiej
          zrobić
          > (mowa o urządzeniu świata). Czy wolałbyś być automatem, który jest
          nieświadomy
          > i
          > działa jak zaprogramowany (patrz: przyroda)? Dostałeś życie i wolną wolę.
          > Pozorna niedoskonałość świata jest właśnie wynikiem naszej wolnej woli, której
          > używamy w złym celu.

          Ciekawe gdzie jest ta harmonia i doskonałość? Czy to brak spostrzegawczości?
          Czy jak ptaszek zrobił mi na głowę to harmonia?
          Czy jak kot zjada myszkę to harmonia?
          Czy jak jeden z milionów plemników w próbówce, lub w czasie gwałtu lub w każdej
          innej okoliczności przebija się przez błonę komórki jajowej to harmonia?
          Czy jak piorun uderza w kiosk stojący między dwoma wieżowcami to harmonia?
          Czy jak cząstka elementarna lecąca ze Słońca uszkadza moja komórkę na skórze to
          harmonia?
          Czy jak tsunami zatapia 300 tyś. ludzi nie przepierając to harmonia?
          Czy meteor tunguski to harmonia?
          Czy jak wybuch supernowa gwiazda to harmonia?
          Czy jak zderzają się dwie lub więcej galaktyk i każda ma po miliardy gwiazd to
          harmonia?
          Trudno dostrzec w świecie harmonię tak jak piękno w śmietniku. Niektórzy to
          potrafią, ja nie mam takich uzdolnień.
          Jakaś równowagę w czasie czy przestrzeni, to owszem, to dostrzec można.
          Czy ja dostałem życie, wolną wolę itp.? Może i dostałem ale na to dowodów brak.
          Jeżeli takie rozumowanie miałoby być prawdziwe to znaczy, że jest taki Ktoś co
          mi to dał. Jak dał, to znaczy, że mógł nie dać. Mógł dać więcej albo mniej może
          życia a może dobrej woli? A czemu dał tyle ile dał? Czy nie chciał, czy nie
          miał ochoty? czy miał taki kaprys? Czy z lenistwa? Czy ze skąpstwo nie dał
          więcej? Czy daje z miłości do siebie, czy z nudów a może z próżności?
          Personifikacja tego Kogoś prowadzi na jałowe manowce. Można się tym epatować
          ale oprócz intelektualnej rozrywki nie tłumaczy niczego.
          Człowiek stworzył pojęcie Boga m.in. z lenistwa. Podobno z lenistwa powstaje
          najwięcej wynalazków. Człowiek obdarzył swego Boga(Bogów) odpowiednimi cechami.
          Oczywiście cechami osobliwymi (boskimi), takimi jak wieczność,
          nieograniczoność, wszechmocność i innymi w miarę potrzeb. Potrzebny był aby ten
          świat jakoś opisać, zrozumieć, aby pokonać innego Boga, aby nie czuć się
          samotnym i do wielu, wielu innych spraw. Uniwersalność pojęcia Boga jest
          nieograniczona. Sądzę, że każda istota świadoma, wierząca ma swego jedynego,
          niepowtarzalnego Boga. Bogów jest tyle ile świadomości. Oczywiście wspólnoty
          mają Boga podobnego. Człowiek stworzył struktury organizacyjne, które próbują
          tego wspólnego Boga jakoś tam ujednolicić nadać mu cechy wspólne. Hindusi
          podobno mają przeszło 2 ml. Bogów. Chrześcijanie jednego ale za to w trzech
          osobach z mnóstwem pomocników, którym w miarę potrzeb nadaję się boskie cechy.
          To są aniołowie, diabły, święci i może prorocy. Pewnie nie wyczerpałem
          wszystkich pomocników chrześcijańskiego Boga, ale dlatego, że na tym się nie
          znam.
          Czy ja wolałbym być automatem ....?
          Pytanie to jest dość absurdalne. Jestem marnym pyłkiem tego świata ze znikomym
          potencjałem poznawczym, i tyle, i tylko tyle, i aż tyle. Co ja bym wolał? Może
          pytanie jest i atrakcyjne i można by przyjemnie pospekulować ale chyba
          poznawczo jałowe. Tak jak mogą być jałowe prace doktorskie teologów na temat
          ilu diabłów mieści się na końcu szpilki.
          Odbieranie prawa do posiadania wolnej woli czy świadomości przyrodzie jest
          nieuzasadnione. Za malutko wiemy, żeby takie kategoryczne sądy głosić.

          > Pamiętaj, że to tylko teoria. Część naukowców jest zdania, że wszechświat
          trwał
          > zawsze.

          Oczywiści. Pełna zgoda. Są nawet tacy, co przypisują boskie cechy wszechświatowi
          czyli takie cechy osobliwe jak wieczność, wszechmocność i inne. W ten sposób
          tłumaczą swą niewiedzę czy zaspakajają swój "boski wirus". Czy taki model
          zostanie zweryfikowany pozytywnie? Trudno powiedzieć. Każdy model czy teoria
          jest ciągle weryfikowany, sprawdzany. Wiele teorii jest przed nami, po wielu
          został tylko ślad o po wielu teoriach czy modelach nawet to nie zostało.

          > Bóg istnieje. Ludzie potworzyli sobie co prawda masę bożków, ale generalne
          > przeświadczenie o istnieniu Stwórcy mieli takie samo.

          Bóg isnieje jako pojęcie w świadomości, ale o innych formach istnienia Boga nie
          ma żadnych dowodów bezpośrednich czy pośrednich.

          Bóg mój- bożek twój. W imieniu mego Boga, wyznawców bożków chętnie wbiłbym na
          pal. Pojęcie Boga, tak potrzebne wielu świadomościom było często doskonałym
          argumentem do poszerzania swoich wpływów i panowania nad innymi, do umocnienie
          swojej władzy. Bardzo trudno stwierdzić czy pojęcie Boga przyniosło ludziom
          więcej złego czy więcej dobrego. Wydaje się że to pojęcie przynosi same
          nieszczęścia, zawiść, pychę, arogancję, brak tolerancji, zabójstwa, morderstwa
          i wojny. Sądzę, że dużo zależy od rodzaju pojęcia Boga. Jakimi cechami naszego
          ukochanego Boga obdarzymy. Można by pospekulować czy te 2 mln Bogów hinduskich
          było powodem większej ilości wojen czy ten chrześcijański w trzech osobach. Czy
          europejczycy się więcej rżnęli czy hindusi. Gęstość zaludnienia w Indiach jest
          chyba większa, to może ich Bogowie byli bardziej tolerancyjni? Ciekawe?
          A ilu i to jakich Bogów człowiek obdarzył cechą sprawczą - ho, ho, ho. A
          spróbuj to człowiecze powiedzieć im, że to taka prawda "jak pies toporek zjadł".

          • 54c3rd05 Re: Bóg to tylko pojęcie człowieka wierzącego. 16.07.07, 10:56
            Generalnie mój pogląd jest taki: Nie wydaje mi się prawdopodobne, aby
            wszechświat, czy nawet życie na Ziemi było dziełem ślepego przypadku, jakiegoś
            bezcelowego przekształcania się jednej formy materii w drugą. Jakże często
            używamy pojęcia "Natura", czy "Matka Natura" wyjaśniając pewne zjawiska w
            przyrodzie np. Natura dąży do równowagi. Przypisujemy jej pewną inteligencję,
            dzięki której wszystko dokoła koegzystuje w harmonii (np. drapieżnik jest po to
            aby regulować populację swoich ofiar, tak, że ani jedno ani drugie nie wyginie).

            > Ciekawe gdzie jest ta harmonia i doskonałość? Czy to brak spostrzegawczości?
            > Czy jak ptaszek zrobił mi na głowę to harmonia?

            Jesteś częścią przyrody i podlegasz fizycznie jej prawom. Z punktu widzenia
            przyrody jest to zjawisko neutralne. Kategorie dobra i zła są właściwe człowiekowi.

            > Czy jak kot zjada myszkę to harmonia?
            > Czy jak jeden z milionów plemników w próbówce, lub w czasie gwałtu lub w każdej
            > innej okoliczności przebija się przez błonę komórki jajowej to harmonia?
            > Czy jak piorun uderza w kiosk stojący między dwoma wieżowcami to harmonia?
            > Czy jak cząstka elementarna lecąca ze Słońca uszkadza moja komórkę na skórze to
            > harmonia?
            > Czy jak tsunami zatapia 300 tyś. ludzi nie przepierając to harmonia?
            > Czy meteor tunguski to harmonia?
            > Czy jak wybuch supernowa gwiazda to harmonia?
            > Czy jak zderzają się dwie lub więcej galaktyk i każda ma po miliardy gwiazd to
            > harmonia?
            > Trudno dostrzec w świecie harmonię tak jak piękno w śmietniku. Niektórzy to
            > potrafią, ja nie mam takich uzdolnień.

            Bóg ustalił w przyrodzie pewne prawa. Kot zjadający myszkę - patrz wyżej. Przy
            zapłodnieniu okoliczności nie grają roli, chociaż podobno przy gwałcie rzadko
            dochodzi do zapłodnienia z powodu ogromnego stresu kobiety. Fizykiem ani
            biologiem nie jestem, ale piorun jest efektem wyładowań elektrycznych (znowu
            dążenie do harmonii). Szkodliwe promieniowanie dostaję się chyba poprzez dziurę
            ozonową, która to jest "dziełem" wolnej woli człowieka.
            Przy tsunami sprawa się komplikuje. Nie wiem jaka jest celowość ruchu płyt
            tektonicznych, ale chodzi tu bardziej o doświadczenie zła, którego tsunami było
            skutkiem, a które wielu ludzi odżegnuje od wiary w dobroć Boga. Nie ma na to
            prostej odpowiedzi. Bez zła świat byłby rajem - powie ktoś. Pewnie bylibyśmy
            samowystarczalnymi, egoistycznymi jednostkami. Co to za życie? Gdzie tu miejsce
            na miłość, solidarność, miłosierdzie, wreszcie - człowieczeństwo? Życie jest
            zadaniem, ktoś powiedział: egzaminem do wieczności. Inne cele, których dzisiaj
            ludzie poszukują, chcąc wypełnić sobie życie to tylko marne substytuty. Ale
            chyba zbaczam z tematu...

            > A czemu dał tyle ile dał? Czy nie chciał, czy nie
            > miał ochoty? czy miał taki kaprys? Czy z lenistwa? Czy ze skąpstwo nie dał
            > więcej? Czy daje z miłości do siebie, czy z nudów a może z próżności?
            > Personifikacja tego Kogoś prowadzi na jałowe manowce.

            Bóg ma pewien plan stworzenia. Z miłości stworzył człowieka na swoje
            podobieństwo (choć człowiek w doskonałości ustępuje Bogu) i poddał mu inne byty
            ożywione i nieożywione. Dowodem jego miłości jest przyjęcie ludzkiego ciała
            przez Chrystusa i jego śmierć na krzyżu. Chociaż pewnie argumenty religijne nie
            przemawiają do Ciebie...
            Bóg nie jest wymysłem człowieka. Pisałem w poprzednim poście o wspólnym
            doświadczeniu ludzkości. O doświadczeniu Transcendencji. To, że jest czczony na
            różne sposoby to wynik ludzkiej wolności. Prawda musi być jedna. To, że jest w
            Kościele założonym przez Chrystusa, jest czasami nie do przyjęcia dla
            innowierców czy ateistów - ale to osobny problem. Czy zrodził się z potrzeby
            wytłumaczenia rzeczywistości? Bóg objawił prawdę o sobie (powiesz: ludzie
            napisali bajkę o Bogu, którego stworzyli) w szczególności w osobie Chrystusa.
            Wcielenie to obraz doskonałości Boga, który z miłości do człowieka przekroczył
            swoją niematerialność. To Chrystus przynosi w pełni na świat prawdę o Bogu i o
            człowieku. "Tylko przez Chrystusa człowiek jest w stanie zrozumieć siebie" - z
            pamięci cyt. JP2.

            > Potrzebny był aby ten
            > świat jakoś opisać, zrozumieć, aby pokonać innego Boga, aby nie czuć się
            > samotnym i do wielu, wielu innych spraw.

            Wielu wierzyło w moc nauki. Sądzono, że niedługo Bóg będzie niepotrzebny bo
            wszystko wyjaśni nauka. Otóż nauka co najwyżej odpowie na pytanie: jak?. Możemy
            obserwować rzeczywistość i badać jej skutki. Ale na tej płaszczyźnie nie
            postawisz pytania: dlaczego? Chodzi o pytanie dot. sensu i ostatecznego celu ku
            któremu zmierza świat. Tutaj nauki empiryczne poddają się. Zresztą nawet na
            poziomie empirii naukowcy często sądząc, że dotarli do czegoś, zwykle odkrywają
            jeszcze głębsze komplikacje. Osiągnięcia człowieka mają miejsce jedynie w ramach
            możliwości, które otwiera przed nim Bóg. Więc zachwycając się nad dziełami
            człowieka warto pomyśleć o Tym, który to wszystko przewidział, i który zostawia
            nas daleko w tyle z wieloma nierozwiązanymi problemami np. początek
            wszechświata. Podobno cała frajda jest w gonieniu za zajączkiem, a nie w
            złapaniu go ;>

            > Bardzo trudno stwierdzić czy pojęcie Boga przyniosło ludziom
            > więcej złego czy więcej dobrego. Wydaje się że to pojęcie przynosi same
            > nieszczęścia, zawiść, pychę, arogancję, brak tolerancji, zabójstwa, morderstwa
            > i wojny.

            Skupmy się na chrześcijaństwie, bo tylko tutaj Bóg objawił prawdę o sobie.
            Podwaliny pod kulturę europejską, oświata, sztuka, szpitale, dzieła
            miłosierdzia, straż nad moralnością, wzywanie do nawrócenia - że tylko wymienię
            część zasług. Przykazania Chrystusa są dobrem, nie wzywa on do tego o czym
            mówisz - przeciwnie. "Osiągnięcia" systemów bez Boga mieliśmy w XX wieku...

            W odpowiedzi na Twoje zarzuty można by napisać książkę. Wybacz, ale skupiłem się
            tylko na kilku kwestiach.
            Pozdrawiam!

            • baba_z_magla Re: Bóg to tylko pojęcie człowieka wierzącego. 17.07.07, 07:45
              Odniosę sie do kilku Twoich wypowiedzi-

              > Przypisujemy jej (Naturze) pewną inteligencję,
              > dzięki której wszystko dokoła koegzystuje w harmonii

              Człowiek personifikuje wiele rzeczy: komputery, swojegp psa, niektórzy nawet
              samochody a najczęściej odczucia, np. strach ma wielkie oczy. To dość
              prymitywne (choć niezwykle sympatyczne)zjawisko. Jego źródłem jest pewne
              zadufanie, że "niepoznana inność" działa według ludzkich schematów, np. potwór
              albo bóg - gdy się go przekupi (złoży ofiarę) wtedy pójdzie nam na rękę lub nie
              dokopie tak mocno jak mógłby.

              >Przy
              > zapłodnieniu okoliczności nie grają roli, chociaż podobno przy gwałcie rzadko
              > dochodzi do zapłodnienia z powodu ogromnego stresu kobiety.

              :) To zależy, czy gwałt miał miejsce w płodne dni czy niepłodne, i od ogolnej
              kondycji obojga "partnerow". Zdarza sie, ze ludzie "nie gwalcac sie" zachodza w
              ciaze dopiero po kilku miesiacach próbowaniu. Poza tym w tym zdaniu da sie
              wyczuc pewne zakłamane lekceważenie tej niewydodnej dla antyaborcjonistów
              sytuacji. Nie wiemy, jak często dochodzi do zapłodnienia podczas gwałtu, bo nie
              przeprowadzono na ten temat żadnych badań. Nie wiemy, czy zgwałcone kobiety (te
              o których wiemy) wykonały potajemnie aborcję bo w kraju gdzie jest ona
              zakazana, na pewno się do tego nie przyznają. Stąd pogląd w rodzaju "podobno
              przy gwałcie rzadko dochodzi do zapłodnienia z powodu ogromnego stresu kobiety"
              świadczy o ignorancji.

              >Bez zła świat byłby rajem - powie ktoś. Pewnie bylibyśmy
              > samowystarczalnymi, egoistycznymi jednostkami. Co to za życie?

              Zajebiste, powiem Ci jest takie życie. I jedno Twoje zdanie wyklucza drugie.
              Jesli na swiecie nie byłoby zła, nie byłoby również egoizmu (tego negatywnie
              rozumianego)!

              > Bóg ma pewien plan stworzenia. Z miłości stworzył człowieka na swoje
              > podobieństwo (choć człowiek w doskonałości ustępuje Bogu) i poddał mu inne
              byty ożywione i nieożywione. Dowodem jego miłości jest przyjęcie ludzkiego ciała
              przez Chrystusa i jego śmierć na krzyżu. Chociaż pewnie argumenty religijne nie
              przemawiają do Ciebie...

              To nie są argumenty, tylko Twój religijny punkt widzenia, taki sam jak ten, że
              słońce okrąża Ziemię która jest pancerzem wielkiego żółwia (i gdzies tam
              jeszcze jest slon).

              > Bóg nie jest wymysłem człowieka. Pisałem w poprzednim poście o wspólnym
              > doświadczeniu ludzkości.

              To zastanow sie jaka jest geneza tego doswiadczenia. Szaman potrzebny byl by
              sprawnie rzadzic grupa, manipulowal strachem i laska. I tak jest do tej pory.

              > Podwaliny pod kulturę europejską, oświata, sztuka, szpitale, dzieła
              > miłosierdzia, straż nad moralnością, wzywanie do nawrócenia - że tylko
              wymienię
              > część zasług.

              Sredniowiecze cofnelo rozwoj swiata o kilkaset lat, niszczac kulture antyczna.
              Oswiata - zwlaszcza palenie na stosach naukowcow i ich dziel, straz nad
              moralnoscia - nie zawlaszczaj dobra i milosierdzia - to cechy wlasciwe ludziom
              niewierzacym i innych wyznan. Pozdrawiam
              • 54c3rd05 Re: Bóg to tylko pojęcie człowieka wierzącego. 17.07.07, 09:55
                > Człowiek personifikuje wiele rzeczy: komputery, swojegp psa, niektórzy nawet
                > samochody a najczęściej odczucia, np. strach ma wielkie oczy.

                Co innego personifikacja, a co innego zaobserwowanie złożoności świata i
                dostrzeżenie w niej rozumności i porządku.

                > Zajebiste, powiem Ci jest takie życie. I jedno Twoje zdanie wyklucza drugie.
                > Jesli na swiecie nie byłoby zła, nie byłoby również egoizmu (tego negatywnie
                > rozumianego)!

                Pokaż mi motywację do altruizmu i miłosierdzia, skoro każdy jest doskonały i
                samowystarczalny.

                > To nie są argumenty, tylko Twój religijny punkt widzenia, taki sam jak ten, że
                > słońce okrąża Ziemię która jest pancerzem wielkiego żółwia (i gdzies tam
                > jeszcze jest slon).

                Przeświadczenie o racjonalności świata doskonale koresponduje ze stwórczym
                planem Boga. Rozum i wiara dopełniają się.

                > To zastanow sie jaka jest geneza tego doswiadczenia. Szaman potrzebny byl by
                > sprawnie rzadzic grupa, manipulowal strachem i laska. I tak jest do tej pory.

                Szaman był potrzebny by pośredniczyć w kontakcie z Bogiem. Kontakcie bardzo
                prymitywnym dodajmy. Ksiądz dzisiaj nie manipuluje strachem. To, że czasem
                ostrzega przed piekłem, ma na celu jedynie zwrócenie uwagi na konsekwencje
                naszego grzesznego życia na ziemi. Przedstawia Boga tak jak to objawił Chrystus
                - jako Miłość. Bóg nie chce wyznawców przelęknionych. Lęk to nie bojaźń Boża.
                Mamy przylgnąć do Boga z miłości.

                > Sredniowiecze cofnelo rozwoj swiata o kilkaset lat, niszczac kulture antyczna.
                > Oswiata - zwlaszcza palenie na stosach naukowcow i ich dziel

                Określanie średniowiecza jako wieków ciemnoty i zacofania to kłamstwo, które
                powtórzone tysiąc razy zostało uznane za prawdę. Co do stosów to pamiętam tylko
                Bruna, za którego śmierć Kościół przeprosił. Nie będę się tu rozwodził:
                www.jagiellonka.plock.pl/tekst.php?id=48
                , straz nad
                > moralnoscia - nie zawlaszczaj dobra i milosierdzia - to cechy wlasciwe ludziom
                > niewierzacym i innych wyznan. Pozdrawiam

                Haha rozbawiłaś mnie do łez. Do czasów chrześcijaństwa nie istniało coś takiego
                jak pomoc słabym i chorym. Obowiązywało prawo silniejszego. Spartanie słabe
                noworodki wyrzucali w przepaść. Nauka dopiero nauka Chrystusa przyniosła
                rewolucję w tej materii. Przytułki i szpitale to zasługa chrześcijan. Ateizm
                pojawił się chyba w XVIII wieku. I zaczął zbierać żniwo (rewolucja francuska,
                swoboda obyczajów, systemy totalitarne itp.).
            • pav2 Re: Bóg to tylko pojęcie człowieka wierzącego. 18.07.07, 01:19
              54c3rd05 napisał(a):

              > Generalnie mój pogląd jest taki: Nie wydaje mi się prawdopodobne, aby
              > wszechświat, czy nawet życie na Ziemi było dziełem ślepego przypadku, jakiegoś
              > bezcelowego przekształcania się jednej formy materii w drugą. ......

              Przyjmuję jeden dogmat, to że moja świadomość i świat istnieje. Niektórzy mówią
              mi, że przez ten mój "dogmatyzm" jestem również wierzący. Niech im będzie.
              Idealizm subiektywny jest moim zdaniem poznawczo jałowy.
              Możliwe, że świat nie jest dziełem przypadku tak samo jak jest możliwe , że
              jest. Przyjęcie, któreś z tych tez może być tylko dogmatyczne. Jeden dogmat mi
              wystarczy. Na tezy inne wolałbym mieć dowody. Tych niestety nie widzę. Ten sam
              problem dotyczy "bezcelowości" czy "celowości" przekształceń. Czy świat dąży do
              chaosu czy do uporządkowania? Czy panuje harmonia? W pewnych układach, w pewnym
              czasie i przestrzeni daje się zauważyć równowagę. Przykład równowagi między
              drapieżnikiem i ofiarą nie jest prawdziwy. Często tak rzeczywiści jest, ale nie
              zawsze. Człowiek jako największy znany mi drapieżnik wybija inne gatunki do
              nogi i na wieki wieków. Lis wybija wszystkie kury w kurniku, zupełnie bez
              sensu. Natura inteligencje posiada. Oczywiście. Sami jesteśmy tego dowodem.
              Można się jej doszukać też w świecie tzw. ożywionym.
              Doszukiwanie się inteligencji w świecie nie ożywianym jest raczej trudne.
              Budujemy modele, formułujemy zasady i prawa i sprawdzamy je empirycznie. Jak
              się sprawdzają to wpadamy w zachwyt "jakie to wspaniałe". Świat zachowuje się
              wg tego prostego prawa! Na ogół chwilę później( np. 1000 lat) doświadczenie
              wykazuję, ze owszem prawo to jest prawdziwe tylko w pewnych warunkach albo w
              pewny czasie czy miejscu. Jaka zasada jest bezwzględnie prawdziwa? Proszę z
              łaski swojej mi nie podawać dogmatów. Oczywiście, że nie można wykluczyć
              istnienia takich praw, ale sądzę, że nam istotom o takich znikomych
              możliwościach będzie zawsze bardzo trudno je stwierdzić.

              > Jesteś częścią przyrody i podlegasz fizycznie jej prawom. Z punktu widzenia
              > przyrody jest to zjawisko neutralne. Kategorie dobra i zła są właściwe
              człowiek
              > owi.

              Tu pełna zgoda.

              > Bóg ustalił w przyrodzie pewne prawa. Kot zjadający myszkę - patrz wyżej. Przy
              > zapłodnieniu okoliczności nie grają roli, chociaż podobno przy gwałcie rzadko
              > dochodzi do zapłodnienia z powodu ogromnego .....

              Tu zasadniczo nie zgadzam się ze wszystkim. Jeżeli uderzenie pioruna jest
              dążeniem do harmonii to sadzę, że nie byłeś światkiem zwęglonych ciał i
              palących się domów. Dogmat istnienia sprawczego Boga jest mi zbędny. Jak już
              wcześniej napisałem wystarczy mi jeden. Nie widzę najmniejszego śladu jego
              istnienia a dogmat nie tłumaczy mi niczego tylko prowadzi do jałowych
              paradoksów. Sądzę, że wierzący aby zachować swoje dogmaty, czyli swoją wiarę
              muszą ograniczać stawianie sobie pytań. Muszą się ograniczać i to chyba czasami
              dość mocno. Czasami to im współczuję a czasami to mam "dzika radość", za moje
              krzywdy, za poniżanie mnie, za brak tolerancji. Są niewolnikami na własne
              życzenie. A dobrze i tak.
              Wieczność. Istnieje u form tzw. ożywionych instynkt życia, dążenie do życia
              wiecznego. W wielu religiach ludzie wytworzyli pojęcie wiecznego raju.
              Przyjmijmy dla ćwiczenia, że ten dogmat jest prawdziwy. Jesteśmy wieczni. Pal
              sześć formę. Albo, niech to będzie forma najkorzystniejsza dla nas. Szczęście
              ludzkie oparte jest na zmianach, na przemijaniu na wzlotach i upadkach i na
              wielu, wielu rzeczach dziejących się w jego przemijającym życiu. Ludzką rzeczą
              jest nuda. Najszczęśliwsza chwila jak trwa za długa przeradza się nawet w
              cierpienie. A teraz mamy być szczęśliwi wieczność. Wytrzymałbym może być
              szczęśliwym 1000000000000 miliardy lat. Dłużej nie. Moje ludzkie odczuwanie
              szczęścia jest ograniczone w czasie. Może ty w szczęściu wytrzymałbyś dłużej,
              nie zaprzeczam. Ale jako człowiek to wiecznej szczęśliwości chyba też nie
              wytrzymałbyś. Chyba, że już wtedy nie będziemy ludźmi. Ale to następny dogmat i
              inna bajka.

              > Bóg ma pewien plan stworzenia. Z miłości stworzył człowieka na swoje
              > podobieństwo (choć człowiek w doskonałości ustępuje Bogu) i poddał mu inne
              byty
              > ożywione i nieożywione. Dowodem jego miłości jest przyjęcie ludzkiego ciała
              > przez Chrystusa i jego śmierć na krzyżu. Chociaż pewnie argumenty religijne
              nie
              > przemawiają do Ciebie...

              Te argumenty nie mają cienia racjonalizmu a opieranie się na niezliczonej
              ilości dogmatów wiary, kłóci się z moim poczuciem przyzwoitości. Obarczanie
              mnie odpowiedzialnością za ukrzyżowanie ustanowionego Bogiem człowieka o
              imieniu Chrystus jest dla mnie niemoralne. Dogmat grzechu pierworodnego i
              zwalenie odpowiedzialności na wszystkich dotychczas żyjących ludzi jest wielce
              krzywdzące. Dogmat ten dla mnie jest dowodem małostkowości, mściwości,
              próżności i innych niegodziwości, których przez delikatność i szacunek do
              innych przekonań nie wymienię. Jestem przekonany, że dogmat ten jest sprawcą
              wielu nieszczęść ludzkich. Jeżeli ktoś mi to tłumaczy boską miłością, to ja za
              taką miłość dziękuję. Nie jestem masochistą.

              > Wielu wierzyło w moc nauki. Sądzono, że niedługo Bóg będzie niepotrzebny bo
              > wszystko wyjaśni nauka. Otóż nauka co najwyżej odpowie na pytanie: jak?.
              Możemy
              > obserwować rzeczywistość i badać jej skutki. Ale na tej płaszczyźnie nie
              > postawisz pytania: dlaczego? Chodzi o pytanie dot. sensu i....

              Oczywiście, że ludzie "wiary" przypisują" boskie cechy różnym rzeczom,
              pojęciom, innym ludziom. Przypisują im sprawczość. Ustanawiają sobie dogmat:
              świat stworzył bóg o imieniu Ra, który objawia swe oblicze jako Słońce, Żydzi
              wymyślili Ducha, ludzie 2 tyś lat temu w okolicach Morza Śródziemnego człowieka
              o imieniem Chrystus. Dlaczego tworzą sobie taką silę sprawczą? Bo to im daje
              wyjaśnienie problemów na które nie znają odpowiedzi. Dlaczego jest tęcza na
              niebie - bo Bóg mówi, że więcej ich nie potopi. I wszystko jasne. Kto jest
              innego zdania? Nikt. Niech tylko spróbuje mieć wątpliwości. Galileusz miał
              wątpliwości. Gdyby nie ukorzył się i nie wyrzekł swoich sądów co by się stało?
              Czerpiący z przestrzegania dogmatów profity ukochali takie sformułowania jak
              ukorzyć się, skłonić, klęknąć, spokornieć, nawrócić się. Tymi słowami można
              zaspokoić u niejednego namiętność władzy.

              > Skupmy się na chrześcijaństwie, bo tylko tutaj Bóg objawił prawdę o sobie.
              > Podwaliny pod kulturę europejską, oświata, sztuka, szpitale, dzieła
              > miłosierdzia, straż nad moralnością, wzywanie do nawrócenia - że tylko
              wymienię
              > część zasług. Przykazania Chrystusa są dobrem, nie wzywa on do tego o czym
              > mówisz - przeciwnie. "Osiągnięcia" systemów bez Boga mieliśmy w XX wieku...
              >
              > W odpowiedzi na Twoje zarzuty można by napisać książkę. Wybacz, ale skupiłem
              si
              > ę
              > tylko na kilku kwestiach.
              > Pozdrawiam!

              Czy ustanowienie Chrystusa-człowieka Bogiem miało pozytywne znaczenie w
              dziejach Europy? Dla mnie europejska cywilizacja ma swe główne korzenie we
              filozofii greckiej i prawodawstwie rzymskim. Chrześcijaństwo zahamowało rozwój
              Europy na tysiąc lat. Zwalczało i nadal zwalcza zdrowy rozsadek i racjonalne
              myślenie. Przyczyniło się do wielu nieszczęść , wojen i zbrodni. W ostatnich
              wojnach dogmat Boga też miał swój udział. Żołnierz niemiecki szedł z Bogiem na
              pasie, Hitler jak przegrywał darł się "Bóg to widzi", Stalin kształtował się w
              seminarium i być może dlatego sam ogłosił się Bogiem. Zakiełkował w nim "wirus
              boga".
              Oczywiście nie wiemy co by było, gdyby władcy tego świata nie wprowadzili
              dogmatu Boga-człowieka w Europie. Obowiązywałby pewnie inny dogmat. Może
              jeszcze gorszy. Ale to są tylko spekulacje.
              O pozytywnej roli dogmatów wiary nie wypowiadam się. Znalazłoby się tez trochę
              ale troszkę w innych miejscach niż mój sza
    • marcinlet Re: co zastępuje religię? 14.07.07, 17:26
      fnoll napisał:
      > religia zaspokaja jakieś potrzeby człowieka, bo inaczej by jej nie było
      Pamiętaj, że mogą być też sztucznie stworzone potrzeby.
    • baba_z_magla Re: co zastępuje religię? 15.07.07, 23:30
      > religia zaspokaja jakieś potrzeby człowieka

      np. pomaga oswoić strach przed nieznanym, przed śmiercią,

      Potrzebe oswojenia niepoznanego zaspokaja mi nauka.
    • xs550 inteligencja 15.07.07, 23:31
      Wydaje mi sie, ze miejsce ktore u osob religijnych zajmuje religia jest
      zajmowane u ateistow przez inteligencje.
      • facet123 Re: inteligencja 16.07.07, 16:30
        > Wydaje mi sie, ze miejsce ktore u osob religijnych zajmuje religia jest
        > zajmowane u ateistow przez inteligencje.

        :D
        Ekstra to ująłeś. Nie chciałbym jednak sugerować w ten sposób, że osoby
        religijne są pozbawione inteligencji. Po prostu do dociekań do których wierzący
        wykorzystują religię, ateiści wykorzystują wyłącznie inteligencję.
      • annagonczar Re: inteligencja 17.07.07, 13:59
        zgadzam sie. sceptycyzm, ironia, dystans także.

        "nie mogę wierzyć w boga, który chce być chwalony cały czas"
    • facet123 Re: co zastępuje religię? 16.07.07, 16:25
      Myślę, że osoby niereligijne (jako ich reprezentant) po prostu nie mają pewnych
      potrzeb.

      Np. Potrzeba chodzenia do kościoła wydaje mi się bardzo dziwaczna - idzie się i
      stoi w tłumie słuchając przez 70% czasu klepanych formułek (liturgia), a przez
      pozostałe 30% wypracowania jakie ksiądz na dzisiaj napisał (kazanie). To kazanie
      to jeszcze przynajmniej jest inne za każdym razem i czasem ksiądz faktycznie ma
      coś do przekazania (chociaż częściej musi poprostu wypełnić ten czas swoim
      gadaniem), ale formułki?

      Jeżeli chodzi o potrzebę świętowania, to było już wałkowane na forum regularnie.
      Nie trzeba być religijnym, żeby kilka razy w roku spotkać się z rodziną na
      uroczystym posiłku. Właściwie hipokryzją jest twierdzić, że religia jest do tego
      potrzebna i że o boga w tym chodzi.

      A jeżeli chodzi o to co się potocznie nazywa "potrzebami duchowymi" to ja
      doskonale potrafię fascynować się światem, zastanawiać nad jego sensem, doceniać
      życie i zastanawiać się nad kwestiami moralnymi bez bycia religijnym.

      Czyli że jakie właściwie religia spełnia potrzeby które ktoś niereligijny
      musiałby inaczej zaspokajać?
      • 54c3rd05 Re: co zastępuje religię? 16.07.07, 17:31
        W liturgii jest wiele zmiennych części (modlitwy, akt pokuty, czytania, psalm,
        Ewangelia, modlitwa wiernych, prefacja, modlitwa eucharystyczna, śpiewy) i nie
        jest to tylko 30%. Stały jest tylko dialog z ludem. Chodzi m.in. o
        współuczestnictwo ludu w liturgii. Poza tym jako Kościół tworzymy wspólnotę.
        Msza jest oklepana i nudna dla tych, którzy w niej świadomie nie uczestniczą, a
        jedynie chcą "wystać".
        Można być dobrym człowiekiem bez bycia religijnym - zgoda. Ale większość ludzi
        potrzebuje drogowskazu, zwłaszcza dzisiaj...
        • facet123 Re: co zastępuje religię? 17.07.07, 08:12
          > Można być dobrym człowiekiem bez bycia religijnym - zgoda. Ale większość ludzi
          > potrzebuje drogowskazu, zwłaszcza dzisiaj...

          Zgadzam się, że większość potrzebuje drogowskazu. Problem w tym, że jeśli
          drogowskaz ma pochodzić ze środowiska religijnego (i tym samym zdogmatyzowanego,
          konserwatywnego i nieelastycznego w myśleniu) to zawsze w takim środowisku
          głośniej słychać ludzi pokroju Rydzyka, albo Giertycha. Tak właśnie rodzi się
          fundamentalizm - ludzie szukają drogowskazu i autorytetu, a do prostych ludzi
          najlepiej trafia taki "autorytet" który jasno dzieli świat na białych i
          czarnych. Taki autorytet który da im "łatwą prawdę", nie wymagającą zadumy,
          refleksji i pracy nad sobą. Ktoś kto powie - wy jesteście dobrzy, a oni źli. A
          od tego już tylko krok do zakazów i eliminacji tych którzy myślą inaczej (bo
          przecież to są ci źli. A dlaczego nie zakazywać zła?).
          • 54c3rd05 Re: co zastępuje religię? 17.07.07, 08:42
            > Problem w tym, że jeśli
            > drogowskaz ma pochodzić ze środowiska religijnego (i tym samym zdogmatyzowanego,
            > konserwatywnego i nieelastycznego w myśleniu) to zawsze w takim środowisku
            > głośniej słychać ludzi pokroju Rydzyka, albo Giertycha.

            Kościół jest konserwatywny, bo musi służyć prawdzie, którą otrzymał od Boga.
            Przy tym stara się ją na nowo odczytywać i dostosowywać jej rozumienie do
            obecnych czasów. Ale pewien fundament musi pozostać nienaruszony.
            Rydzyk jako kapłan powinien wzywać do miłości, a nie do nienawiści. Jego podział
            na "naszych" i resztę rzeczywiście jest pewnym uproszczeniem.

            > Tak właśnie rodzi się fundamentalizm - ludzie szukają drogowskazu i
            autorytetu, a do prostych ludzi
            > najlepiej trafia taki "autorytet" który jasno dzieli świat na białych i
            > czarnych.

            To prawda. Rydzyk trochę żeruje na zaufaniu ludzi do Kościoła. Zamiast agresji
            powinien proponować modlitwę za nieprzyjaciół. Ale druga strona też nie jest bez
            winy. Media spod znaku tego portalu hołdują trochę innym wartościom. Słuchacze
            RM widzą w tym duże zagrożenie. Stąd połączenie katolicyzmu z patriotyzmem,
            który ma ocalić tradycyjne wartości. Oczywiście nie kosztem eliminacji tych
            którzy myślą inaczej. Tak przynajmniej bym to widział...
            • facet123 Re: co zastępuje religię? 17.07.07, 12:01
              > Stąd połączenie katolicyzmu z patriotyzmem,
              > który ma ocalić tradycyjne wartości. Oczywiście nie kosztem eliminacji tych
              > którzy myślą inaczej. Tak przynajmniej bym to widział...

              Wierzę, że Ty to właśnie tak widzisz. Ale posłuchaj sobie nieco RM, posłuchaj
              ludzi którzy tam dzwonią. Zastanów się na ile oni rozumieją faktycznie idee
              chrześcijańskie, a na ile ulegli sączonej przez Rydzyka nienawiści. Uświadomisz
              sobie, że to co się dzieje nie ma już nic wspólnego z nauczaniem Jezusa, ani z
              dążeniem do prawdy.
    • jan_stereo Re: co zastępuje religię? 16.07.07, 21:15
      fnoll napisał:

      > religia zaspokaja jakieś potrzeby człowieka, bo inaczej by jej nie >było

      > ciekawe, co właściwie zaspokaja te potrzeby u osób niereligijnych?

      Sugerujesz ze niereligijni maja dokladnie 'te' same potrzeby co religijni tylko inaczej je zaspokajaja,nie poprzez religie,znaczy sie. Latwo sie nie zgodzic z powyzszym...
      • annagonczar wiara w siebie 17.07.07, 14:13
        człowiek ma potrzebę klasyfikacji świata: piekło i niebo, dobro i zło, bóg i
        szatan. tak jest prościej, łatwiej. nie trzeba przeżywać męczących refleksji.
        wszystko jest odgórnie zarządzane, prze mądrego ojca-boga (mężczyznę, temat
        patriarchatu jest tematem obszernym i zasługuje na osobny wątek) , który
        wszystko wie. wszystko. właśnie ten absolutyzm, jedyna wiara i jedyna prawda -
        ta arogancja, egocentryzm i monopol jest najb. dyskwalifikujący, jeśli chodzi o
        koncept boga. schematyzm wszystkich religii świata, zbiorowy dynamizm kultur
        dowodzi, że ludzie z całej planety mieli potrzebę stworzenie gwaranta sensu
        swojego istnienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka