Dodaj do ulubionych

Fenomen wiary - skąd się bierze?

06.09.08, 16:18
Czy
"błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli"
załatwia wszystko? Do końca?

Co powoduje, że ludzie wykształceni, bezkrytycznie i bez cienia refleksji
wierzą w gorejące krzaki, plagi egipskie, rozstąpienie się morza, zamianę wody
w wino, zmartwychwstanie, wniebowzięcie itp.?
Nie wspomnę już o braku logiki i konsekwencji w niektórych religijnych dogmatach.
Wyżej wspomniane wierzenia, dotyczą oczywiście "naszej" części świata. Ale są
i inne religie, w innych częściach świata, które które w podobny sposób
wciskają ludziom podobny kit i kit ten jest "kupowany".
Dlaczego?
Dlaczego, ktoś kto UZNAJE teorię ewolucji, jednocześnie oddaje pokłony swoim
bogom, ich prorokom i świętym???
Kim jest taki człowiek? Hipokrytą?

A może to taka moda?
Może to "w dobrym tonie" pokazać się publicznie w świątyni?
???

Ktoś to rozumie? Bo ja nie!

Ps.
Na tym forum, jestem nowy. Gdyby się okazało, że podobny wątek już był,
poproszę o link do niego. Chętnie zapoznam się z zawartymi tam opiniami.
Obserwuj wątek
    • krytykantka07 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 16:23
      don.kichote napisał:

      > Ps.
      > Na tym forum, jestem nowy. Gdyby się okazało, że podobny wątek już
      był, > poproszę o link do niego. Chętnie zapoznam się z zawartymi
      tam opiniami.

      Nie ma takiej możliwości ;))). Ten link to całe forum. Jakikolwiek
      temat poruszysz to obraca sie wokół jednego: manipulacji ( to moje
      ulubione słowo ) ;)))
      Pozdrawiam. Basia.

      • don.kichote Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 16:35
        krytykantka07 napisała:

        > Jakikolwiek
        > temat poruszysz to obraca sie wokół jednego: manipulacji ( to moje
        > ulubione słowo ) ;)))

        Oczywiście, że to - łagodnie nazywając - manipulacja (choć ja, nazwałbym to
        dosadniej!) i nie jest do dla mnie żadnym odkryciem.
        Mnie interesuje jednak, jak to się dzieje, że NIE tylko ten wykpiwany "ciemny
        lud", daje się na to nabierać! :(

        > Pozdrawiam. Basia.

        Ja również. :))
        • krytykantka07 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 16:38
          Tylko wykpiwany ciemny lud daje sie na to nabierać. Reszta to tylko
          wykorzystuje. Bardzo dobrze gra swoją rolę, bo stawka jest wysoka:
          akcepacja, władza i mamona ;))). Ludzie z reguły mają opory jeśli
          mają iść pod prąd ;))).
          • don.kichote Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 16:54
            krytykantka07 napisała:

            > Tylko wykpiwany ciemny lud daje sie na to nabierać. Reszta to tylko
            > wykorzystuje.

            Czy dobrze zrozumiałem?
            Chcesz powiedzieć, że wszyscy ci utytułowani prelegenci RM i
            TV Trwam, to w głębi duszy NIE WIERZĄ???
            A Duchowni?
            Jak ich zakwalifikować? Czy oni też nie wierzą a "modlą się" w celach
            koniunkturalnych, czy taż ich wiara była tak fanatyczna, że doprowadziła ich do
            stanu kapłańskiego?

            > Bardzo dobrze gra swoją rolę, bo stawka jest wysoka:
            > akcepacja, władza i mamona ;))).

            I tego, tej hipokryzji nie mogę pojąć!
            Dlaczego - jeżeli prawdą jest to co sugerujesz - tak na prawdę niewierząca
            większość, podporządkowuje się PODAJĄCYM SIĘ za wierzących?

            > Ludzie z reguły mają opory jeśli
            > mają iść pod prąd ;)))

            W tym wypadku to "pod prąd" jest tylko pozorne. Zatem...???
            • krytykantka07 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 17:01
              Dokładnie tak. Ludzie chcą tylko chleba i igrzysk i to mają
              zapewnione ;). Do stanu kapłańskiego zaprowadziło ludzi najczęściej
              wyrachowanie. Co do tego, że niewierząca większość podporządkowuje
              się mniejszości wierzącej. Oczywiście, że tak. Nie ma innej rady.
              Wojny religijne rozpętywała mniejszość wierząca, a przekonanie, że
              Bóg jest z nimi sprawiało, że byli niepokonani. Czyli większość sie
              im podporządkowuje, udając, że wierzy. Wszak teraz mamy
              demokrację ;))). Ale tu musimy rozróznić tych z większości, którzy
              dzięki temu coś osiągają coś i tych, którzy dzięki temu - tracą...
            • opornik4 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 20:36
              don.kichote napisał:
              > Czy dobrze zrozumiałem?
              > Chcesz powiedzieć, że wszyscy ci utytułowani prelegenci RM i
              > TV Trwam, to w głębi duszy NIE WIERZĄ???
              > A Duchowni?

              Nie znam ksiedza,ktory bylby niewierzacym.
              Moze tacy sa,ale ja ich nie spotkalam.
              Nawet ks.Rydzyk ma gleboka wiare,
              nie wiem - czy mozna ja nazwac zywa?
              Niemniej Bogu i Magisterium Kosciola,swoje zycie zawierzyl.
              • krytykantka07 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 20:41
                Dzięki ;). Ty to umiesz mnie wprawić w dobry humor. Skąd wiesz, że
                wierzy? Bo wierzy na pokaz? A tej wiary na pokaz od niego żądają
                ci, co chcą wierzyć naprawdę. Wyobrażasz sobie jak w takim
                zakłamaniu musi sie męczyć? Prawie mi go żal ;))).
              • lumpior Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 20:48
                > Nawet ks.Rydzyk ma gleboka wiare,
                > nie wiem - czy mozna ja nazwac zywa?
                > Niemniej Bogu i Magisterium Kosciola,swoje zycie zawierzyl
                Miej litosc nad moimi zajadami,gleboka wiare??? W kase
                moherow,budzetowa,a ile wysylasz sama? No i POLITYKA!!!!
                • krytykantka07 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 20:59
                  lumpior napisał:

                  > Miej litosc nad moimi zajadami,gleboka wiare??? W kase
                  > moherow,budzetowa,a ile wysylasz sama? No i POLITYKA!!!!

                  Też Cie to ubawiło? Opornik wprawiła mnie tym tekstem w doskonały
                  humor. Dostałam ataku śmiechu ;)))).
                  • lumpior Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 21:05
                    > Też Cie to ubawiło? Opornik wprawiła mnie tym tekstem w doskonały
                    > humor. Dostałam ataku śmiechu ;)))).
                    Ona tylko pisala co zalecil Rydzyk,polaczenie poprzez antenke
                    berecika moherowego z centrum "Trwam",tylko co ma do tego rozum?
                • opornik4 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 07.09.08, 02:18
                  lumpior napisał:

                  > > Nawet ks.Rydzyk ma gleboka wiare,
                  > > nie wiem - czy mozna ja nazwac zywa?
                  > > Niemniej Bogu i Magisterium Kosciola,swoje zycie zawierzyl
                  > Miej litosc nad moimi zajadami,gleboka wiare??? W kase
                  > moherow,budzetowa,a ile wysylasz sama?

                  Nie wysylam - nie moja duchowosc."Swoich" wspieram.
                  Az tak bogata nie jestem,zeby moc wszystkich
                  potrzebujacych obdarzac.
                  Choc wiem,ze Rydzyk kase uczciwie w RM inwestuje,
                  jezeli dadza ludzie na Fundacje,to na Fundacje idzie.
                  Te informacje mam od ludzi Kosciola,ktorych jednak
                  swoim sposobem bycia ojczulek nie zachwyca.
                  Niemniej,zlodziejem (jak niektorzy domniemuja)
                  nie jest.
              • kolter_hugh1 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 21:13
                opornik4 napisała:
                > Nie znam ksiedza,ktory bylby niewierzacym.
                > Moze tacy sa,ale ja ich nie spotkalam.
                > Nawet ks.Rydzyk ma gleboka wiare,
                > nie wiem - czy mozna ja nazwac zywa?
                > Niemniej Bogu i Magisterium Kosciola,swoje zycie zawierzyl.

                Może inaczej : nie znasz księdza który przed sponsorem nie ujawni tego że olewa
                te bajeczki bo w tym wszystkim chodzi tak naprawdę o kasę ::))))
          • lumpior Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 16:54
            Pytalem wielu znajomych,ludzi wyksztalconych,odpowiedzi byly:"na
            wszelki wypadek","dla spokoju rodzinnego,towarzyskiego","bo tak bylo
            jest i bedzie w mojej rodzinie","bo tak wypada,taki obyczaj","no a
            jak inaczej,tak byc musi","bo to rodzinna tradycja".Zadna argumenta-
            cja do mnie nie przemawia,bo poprostu ogolnie to:STRACH!!Strach
            wyznaniowo-obyczajowy.
            • opornik4 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 20:39
              lumpior napisał:
              > Pytalem wielu znajomych,ludzi wyksztalconych,odpowiedzi byly:"na
              > wszelki wypadek","dla spokoju rodzinnego,towarzyskiego","bo tak bylo
              > jest i bedzie w mojej rodzinie","bo tak wypada,taki obyczaj","no a
              > jak inaczej,tak byc musi","bo to rodzinna tradycja".Zadna argumenta-
              > cja do mnie nie przemawia,bo poprostu ogolnie to:STRACH!!Strach
              > wyznaniowo-obyczajowy.

              to chyba zalezy - w jakim,kto srodowisku sie obraca.
              Ja od chwili "nawrocenia" spotkalam lekko liczac ok.2 tys.
              ludzi wierzacych.Chrzescijan,nie tylko katolikow.
              • lumpior Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 20:53
                > to chyba zalezy - w jakim,kto srodowisku sie obraca.
                > Ja od chwili "nawrocenia" spotkalam lekko liczac ok.2 tys.
                > ludzi wierzacych.Chrzescijan,nie tylko katolikow.

                Po smierci JPII na stadionie byli sami katolicy-kibole,no i kibolami
                pozostali,katolicyzm szlag trafil.To moze byc tak jak z Twoim
                nawroceniem.Dwa tysiace,cieniutko,mizernie.
      • kolter_hugh1 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 16:52
        krytykantka07 napisała:
        > Pozdrawiam. Basia.
        >

        Basia a gdzie całusy dla nowego ??
        • don.kichote Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 16:57
          kolter_hugh1 napisał:

          > Basia a gdzie całusy dla nowego ??

          Z Basią znamy się z innego forum, zatem te czułości darowaliśmy sobie. ;)))
          • krytykantka07 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 17:13
            Dzięki przyjacielu. Właśnie to samo zamierzałam napisać. Cieszę sie
            że na to forum wdepnąłeś. To jedno z moich ulubionych i jak widzisz
            udzielam się tu i mam mnóstwo zabawy kpiąc sobie z oczywistych
            oczywistości i stawiając katolicyzm na głowie ;))).
            • kolter_hugh1 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 17:15
              krytykantka07 napisała:
              stawiając katolicyzm na głowie ;)))

              Oni to robią dobrze bez ciebie ::)))))
            • don.kichote Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 17:44
              krytykantka07 napisała:

              > kpiąc sobie z oczywistych
              > oczywistości i stawiając katolicyzm na głowie ;))).

              Rozumiem katolicyzm dla tego, że na jego temat wiesz najwięcej i że apologetów
              tej religii jest tu najwięcej, ale twój stosunek go religii w ogóle, jaki jest?
              Czy taki sam jak do katolicyzmu?
              • krytykantka07 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 17:53
                Oczywiście, że taki sam. Wyszukuję ( albo mi wyszukują ) mocnych
                stron danej religii i obnażam słabość takich mocnych stron. Dla mnie
                najważniejsza jest tylko jedna religia. Ta, którą zapoczątkował
                Jezus. Dlatego jeśli ktoś tłumaczy opacznie słowa Jezusa i powołuje
                sie przy tym na Niego wyjaśniam co Jezus miał na myśli. Zresztą
                przeczytaj wątek o ślubach, których Żydom udzielał Jezus ;))).
                Religia Jezusa to bardziej filozofia i dlatego jest mi bliska.
                Niczego nie trzeba było robić tylko kochać bliźnich i po śmierci
                każdy by szedł do nieba. Nawet jeśli w niebo nie wierzy ;))).
                Dlatego uważam, że najlepszymi chrześcijanami są ateiści.
                • don.kichote Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 18:59
                  krytykantka07 napisała:

                  > Dla mnie
                  > najważniejsza jest tylko jedna religia. Ta, którą zapoczątkował
                  > Jezus.

                  Ale jako religia, czy filozofia?

                  > Zresztą
                  > przeczytaj wątek o ślubach, których Żydom udzielał Jezus ;))).

                  Nie wiem, czy to akurat najlepszy wątek do prezentacji Twoich poglądów? To, że
                  Jezus ślubów nie udzielał, wg. mnie, niczego nie dowodzi i nie zmienia. KK
                  nigdzie nie twierdzi, że udzielał. A wypowiadać się "w temacie" każdemu - nawet
                  Jezusowi - wolno.

                  > Niczego nie trzeba było robić tylko kochać bliźnich i po śmierci
                  > każdy by szedł do nieba. Nawet jeśli w niebo nie wierzy ;))).

                  Taki jest sens każdej religii, ale... diabeł tkwi w szczegółach!!! :(((

                  > Dlatego uważam, że najlepszymi chrześcijanami są ateiści.

                  Podpisałbym się, pod nieco inaczej sformułowanym zdaniem:
                  "Dlatego uważam, że najlepszymi "wyznawcami Boga" są ateiści."
                  dodatkowo żyjący w zgodzie prawem z normami moralno-etycznymi. :)))

                  Ale cóż to za dyskusja, kiedy zgadzamy się w każdym calu.
                  Powiedz lepiej, kto tu jest po tej jaśniejszej stronie mocy. Opornikową już
                  widziałem. :)))
                  • krytykantka07 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 19:33
                    don.kichote napisał:

                    >> > Ale jako religia, czy filozofia?

                    No wiesz religia w której boga nie ma, bo jest ojcem no i nie ma
                    kapłanów to raczej filozofia ;))).

                    > Nie wiem, czy to akurat najlepszy wątek do prezentacji Twoich
                    poglądów?

                    Tak dobry jak każdy inny ;))).

                    To, że > Jezus ślubów nie udzielał, wg. mnie, niczego nie dowodzi i
                    nie zmienia. KK > nigdzie nie twierdzi, że udzielał. A wypowiadać
                    się "w temacie" każdemu - nawet > Jezusowi - wolno.

                    No niedokładnie ;). To, że Jezus ślubów nie udzielał oznacza, że
                    takiej władzy nie miał i apostołom jej nie przekazał. Nikt oprócz
                    Boga ślubu nie udziela. W moim wątku doszłam do tego, że ślubem jest
                    akt seksualny z pierwszym partnerem. Pójście do łóżka z kimś innym -
                    to już cudzołóstwo ;))). No a nierozerwalność dotyczy wtedy zakazu
                    wtrącania się teściowych :P. Wcale nie chodzi o rozwód czy
                    unieważnienie. Tym bardziej w KK, jako, że to zwykła organizacja
                    polityczna. To tak jakby przewodniczący danej partii udzielał ślubów
                    członkom partii. Wyobrażasz sobie taką sytuację? ;))).

                    > > Taki jest sens każdej religii, ale... diabeł tkwi w
                    szczegółach!!! :(((

                    A niedokładnie. Celem każdej religii jest przebłaganie boga za
                    grzechy i manipulowanie nim. Czyli spokojnie grzeszyć można, a
                    pośrednicy boga umieją boga przebłagać. Podkreśla sie tu więc rolę
                    kapłanów. Celem w religii zapoczątkowanej przez Jezusa jest brak
                    grzechu. Kapłani nie zostali przez Jezusa powołani, bo Bogiem
                    manipulować nie można. To jest ojciec, którego wyznawcy religii
                    Jezusa - autentycznie kochają. Ale kochają Go kochając swoich
                    bliźnich. Czyli to jednak nie to samo. Religię Jezusa przyjmują
                    ludzie, którzy umieją pracować nad sobą.

                    > Podpisałbym się, pod nieco inaczej sformułowanym zdaniem:
                    > "Dlatego uważam, że najlepszymi "wyznawcami Boga" są ateiści."
                    > dodatkowo żyjący w zgodzie prawem z normami moralno-etycznymi. :)))

                    Oczywiście, że tak. Tacy, którzy nie oszukują siebie ;).

                    > Ale cóż to za dyskusja, kiedy zgadzamy się w każdym calu.

                    To chyba dobrze, bo możemy przejść do problemów trudniejszych, a nie
                    kręcić się w kółko ;).

                    > Powiedz lepiej, kto tu jest po tej jaśniejszej stronie mocy.
                    Opornikową już > widziałem. :)))

                    No paru jest. Na początek popatrz na tytuły wątków. Te, które
                    obrażają ateistów są napisane przez tych, z którymi jest moc ;))).
                    • don.kichote Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 07.09.08, 02:04
                      krytykantka07 napisała:

                      > No wiesz religia w której boga nie ma, bo jest ojcem no i nie ma
                      > kapłanów to raczej filozofia ;))).

                      Nie o to mi chodziło. :)
                      O religię i filozofię pytałem, aby ustalić, czy jesteś ateistką, czy
                      szczególnie dociekliwą osobą wierzącą, co mogłoby wynikać z Twoich słów:

                      "Dla mnie najważniejsza jest tylko jedna religia. Ta, którą
                      zapoczątkował Jezus."

                      > To, że Jezus ślubów nie udzielał oznacza, że
                      > takiej władzy nie miał

                      Nie upierałbym się przy tym twierdzeniu.
                      To, że nie udzielał ślubów, nie znaczy, że jako Bóg, takiej władzy/uprawnień nie
                      miał. Jeśli uznajesz go za Boga, musisz również uznać, że miał władzę i
                      uprawnienia "na wszystko" czego by tylko zapragnął. :)
                      Co do apostołów, to już zupełnie inna historia, a o ich spadkobiercach - ani się
                      gadać nie chce.! :(

                      > Celem każdej religii jest przebłaganie boga za
                      > grzechy i manipulowanie nim.

                      Zgadza się. To o czym piszesz, to jeden z wielu celów religii - szczegół w
                      którym "tkwi diabeł".
                      Ja pisałem o sensie (filozoficznym) nie tyle religii, co religijności.

                      • opornik4 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 07.09.08, 02:25
                        don.kichote napisał:
                        > Nie o to mi chodziło. :)
                        > O religię i filozofię pytałem, aby ustalić, czy jesteś ateistką, czy
                        > szczególnie dociekliwą osobą wierzącą, co mogłoby wynikać z Twoich słów:

                        -krytykantka- toszczegolna osobowosc.
                        Jest bez grzechu,nigdy jej sie nie przytrafil.
                        Twierdzi,ze Bog Starego Testamentu jest szatanem.
                        Podobie zreszta,jak sw.Pawel.
                        Jezus byl kobieta,apostolowie rowniez.
                        Poczal sie z metody in vitro.
                        Chrzescijanie powinni poprzestac na jednym dziecku,
                        a jeszcze lepiej,zeby wcale nie wspolzyli.
                        Kk jest wg.niej narzedziem szatana,a ksieza to diably wcielone.
                        Wogole z jej postow mozna wnosic,iz swiat bylby lepszym,
                        gdyby mezczyzn z niego wcielo.
                        To tyle,z tego co zapamietalam.
                        Pozdrawiam.

                      • krytykantka07 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 07.09.08, 08:17
                        don.kichote napisał:

                        > O religię i filozofię pytałem, aby ustalić, czy jesteś ateistką,
                        czy > szczególnie dociekliwą osobą wierzącą, co mogłoby wynikać z
                        Twoich słów

                        Chyba jestem szczególnie dociekliwą osobą wierzącą w Jezusa. Dlatego
                        tłumaczę Jego słowa w oparciu o to, co o Nim wiem. Stąd mój brak
                        wiary w nauki Pawła z Tarsu i jego cudowne nawrócenie. Widzę, że
                        Paweł zmienił sens tej religii i wrócił do Jehowy i szamaństwa.
                        Wprowadził również relatywizację zbrodni, bo dzięki niemu później
                        można było robić najpodlejsze rzeczy i wystarczyło powiedzieć, że to
                        z miłości. Nie tym była religia Jezusa.

                        > > To, że Jezus ślubów nie udzielał oznacza, że > > takiej władzy
                        nie miał. > Nie upierałbym się przy tym twierdzeniu.
                        > To, że nie udzielał ślubów, nie znaczy, że jako Bóg, takiej
                        władzy/uprawnień ni> e > miał. Jeśli uznajesz go za Boga, musisz
                        również uznać, że miał władzę i > uprawnienia "na wszystko" czego by
                        tylko zapragnął. :)> Co do apostołów, to już zupełnie inna historia,
                        a o ich spadkobiercach - ani si> ę > gadać nie chce.! :(

                        Owszem, ale nie odpowiedzieliśmy sobie na pytanie, kto Żydom
                        udzielał ślubów. Wtedy byłoby wiadomo dlaczego nie był to Jezus w
                        odniesieniu do ludzi, którzy uznali Go za Boga ( czyliponad 5
                        tysięcy, którzy byli świadkami cudu rozmnożenia chleba ) ;))). O
                        innych cudach nie wspomnę. Więc jak myślisz, kto Żydom udzielał
                        wtedy ślubów? Jeśli to sobie wyjaśnimy, to będziemy wiedzieli
                        dlaczego ewangeliści napisali o tym, co legło u podstaw stworzenia
                        przez kler sakramentu małżeństwa.

                        > Zgadza się. To o czym piszesz, to jeden z wielu celów religii -
                        szczegół w > którym "tkwi diabeł". > Ja pisałem o sensie
                        (filozoficznym) nie tyle religii, co religijności.

                        Dlaczego ludzie są religijni? Bo jeszcze nie wszystko udało sie
                        wytłumaczyć. Gdyby sie udało, to by zrozumieli co to za czary -
                        mary. Ale jeśli już koniecznie chcą wierzyć, to ja bym im w tym
                        wcale nie przeszkadzała. Wykorzystałabym ich religijność do tego,
                        aby zgodnie z nauką Jezusa doskonalili się w miłości do ludzi.
                        Dlatego z religijności trzeba wyeliminować marketing, jaki dodali
                        kapłani m.in. cuda objawień Maryi, bo Maryja nie może być narzędziem
                        szatana, a zgodnie z logiką kapłanów - jest. Raczej trzeba sie
                        zastanowić, co tak naprawdę wiemy o ludzkim mózgu...

                        • don.kichote Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 07.09.08, 22:31
                          krytykantka07 napisała:

                          > Chyba jestem szczególnie dociekliwą osobą wierzącą w Jezusa.

                          A precyzyjniej? W Jezusa jako filozofa po trosze, po trosze etyka, bez wątpienia
                          bystrego i ponad przeciętność inteligentnego, czujnego obserwatora do tego
                          samouka(?), lecz człowieka, czy...
                          w Jezusa jako Boga?
                          Jeśli to drugie, to nie ukrywam - jestem zawiedziony.

                          > Owszem, ale nie odpowiedzieliśmy sobie na pytanie, kto Żydom
                          > udzielał ślubów. Wtedy byłoby wiadomo dlaczego nie był to Jezus w
                          > odniesieniu do ludzi, którzy uznali Go za Boga ( czyliponad 5
                          > tysięcy, którzy byli świadkami cudu rozmnożenia chleba )

                          Będę się upierał, że nie ma to większego znaczenia czy Jezus udzielał ślubów,
                          czy nie (wiemy że w Kanie Galilejskiej nie udzielał) bo niczego nowego to do
                          naszej dyskusji nie wniesie. Zgadzamy się przecież, że dostojnicy kościoła, na
                          kolejnych soborach zmanipulowali zarówno nauki Chrystusa, jego ewangelistów jak
                          i same ewangelie. Zatem fakt, że Jezus nie udzielał ślubów, ma takie samo
                          znaczenie jak fakt, że nie spowiadał, nie chodził z ostatnim namaszczeniem i nie
                          robił setek rzeczy, które praktykowane są w dzisiejszym kościele.
                          ***
                          Czy już wtedy uznawany był za boga?

                          Co do reszty - pełna zgoda.
                  • kolter_hugh1 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 20:16
                    don.kichote napisał:
                    > Ale cóż to za dyskusja, kiedy zgadzamy się w każdym calu.
                    > Powiedz lepiej, kto tu jest po tej jaśniejszej stronie mocy. Opornikową już
                    > widziałem. :)))

                    Ech , poznasz na pewno niejaka mała mi to gwiazda kato durnoty, i jej drugi nick
                    to ejukczyk czy cuś takiego z kolei królem hipokryzji jest tu niejaki supaari
                    on żyje zasadą jak ktoś mi w ryj nachara to i tak powiem ze to ptak tylko
                    nawalił z nieba ::)))
    • l.george.l Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 16:27
      Defekt mózgu, psikus ewolucji. Równie ciekawe jest pytanie, dlaczego tak mały
      procent ludzi potrafi uporządkować sobie sprawy życia i śmierci, dobra i zła bez
      tej całej śmiesznej celebry, kadzideł, szamańskich zaklęć i oddawania za to
      części swoich dochodów.
      • lilu71 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 16:53
        Równie ciekawe jest pytanie, dlaczego tak mały
        > procent ludzi potrafi uporządkować sobie sprawy życia i śmierci, dobra i zła...
        Czy mam rozumieć, że Ty należysz do grona tych nielicznych szczęśliwców? To
        powiedz w takim razie jak pogodzić się ze śmiercią i żyć godnie wiedząc, że za
        jakiś czas staniesz się "prochem". Jak kochać wierząc, że to tylko głupia,
        nieznacząca więcej niż kichnięcie reakcja organizmu na określone czynniki. Jak
        istnieć gdy masz świadomość, ze Ci, których kochasz mogą ot tak za chwile na
        zawsze zniknąć? Po co być dobrym dla innych, skoro inni nie są dobrzy dla
        Ciebie? Po co się męczyć, trudzić, skoro to wszystko jest tylko chwilą? Po co
        rodzic dzieci skoro ich powołaniem jest umrzeć? Po co... Jak mi to wszystko
        ładnie wyjaśnisz, to uwierzę w w Twoje zdziwienie.
        • zzyzx Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 07.09.08, 09:15
          lilu71 napisała:
          > To powiedz w takim razie jak pogodzić się ze śmiercią i żyć
          > godnie wiedząc, że za jakiś czas staniesz się "prochem".

          Żyć tak, aby w chwili śmierci niczego nie żałować.
          A na śmierć patrzeć jako na upragniony święty spokój.

          > Jak kochać wierząc, że to tylko głupia, nieznacząca więcej
          > niż kichnięcie reakcja organizmu na określone czynniki.

          A jakie to ma znaczenie, że to reakcja organizmu?
          Liczy się to, jak się czuję, wzruszenie na widok Tej osoby, dreszcze, gdy mnie dotyka, szczęście, gdy jest razem ze mną.

          > Jak istnieć gdy masz świadomość, ze Ci, których
          > kochasz mogą ot tak za chwile na zawsze zniknąć?

          Tym bardziej ich doceniać i starać się z czasu, jaki wspólnie mamy wyciągnąć jak najwięcej.

          > Po co być dobrym dla innych, skoro inni nie są dobrzy dla Ciebie?

          Bo "inni" nie są żadnym usprawiedliwieniem.

          > Po co się męczyć, trudzić, skoro to wszystko jest tylko chwilą?

          Po to, że ta chwila jest całkiem długa i jest WSZYSTKIM co mamy.

          > Po co rodzic dzieci skoro ich powołaniem jest umrzeć?

          Bo zanim umrą mają spore szanse kilkadziesiąt lat sobie pożyć.
          • lilu71 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 07.09.08, 10:09
            > Żyć tak, aby w chwili śmierci niczego nie żałować.
            Pusty slogan. Nasze życie jest uwarunkowane tyloma czynnikami, że nie zawsze
            możemy realizować swoje zamierzenia. Poza tym piszesz o życiu spełnionym. Super,
            jak umiera się mając 80 -90 lat. Ale są tacy, których śmierć dopada w wieku lat
            kilkunastu, 20, 30... Co im powiesz? Jak taki człowiek ma niczego nie żałować,
            skoro zapewne większości rzeczy, które planował nigdy nie zdąży zrobić?

            > A na śmierć patrzeć jako na upragniony święty spokój.
            A jeśli ktoś nie lubi spokoju? Jeśli kocha sie życie to raczej nie szuka sie
            spokoju. Święty spokój zazwyczaj potrzebny jest ludziom znużonym egzystencją
            czyli bardzo sędziwym albo schorowanym. Ale nie każdy odchodzi w takim stanie...

            > A jakie to ma znaczenie, że to reakcja organizmu?
            > Liczy się to, jak się czuję, wzruszenie na widok Tej osoby, dreszcze, gdy mnie
            > dotyka, szczęście, gdy jest razem ze mną.
            To tylko ulotne chwile, które miną równie szybko jak np. czkawka. Ten dreszcz
            minie, wzruszenie też. Gdy przestaną działać hormony, minie pierwsza faza
            zauroczenia i zaspokojony zostanie popęd seksualny to wszystkie opisane przez
            Ciebie uczucia znikną albo przynajmniej bardzo osłabną. I co wtedy zostanie?

            > Tym bardziej ich doceniać i starać się z czasu, jaki wspólnie mamy wyciągnąć ja
            > k najwięcej.
            Znowu banał. Powiedz to matce tracącej kilkuletnie dziecko. Albo komukolwiek
            innemu, kto stracił bliską osobę. Jeśli się kogoś kocha to chce się być z
            ukochanym (- ną) jak najdłużej. Nie można "nacieszyć " się kimś na zapas. Pustka
            po stracie będzie zawsze dotkliwa. Świadomość, że "docenialiśmy" daną osobę i
            czas z nią spędzany nic tu nie pomoże. Tym bardziej będziemy odczuwać jej śmierć
            mając świadomość ile straciliśmy.

            > Bo "inni" nie są żadnym usprawiedliwieniem.
            Ależ są. Właśnie w tym rzecz. Coraz częściej ludzie uważają, ze mają prawo być
            aroganccy, chamscy, źli tylko dlatego, że sami są przez kogoś tak traktowani.
            Podaj mi wiec konkretny argument, dlaczego mam być dobra dla innych, skoro mój
            egoizm często nakazuje mi postępować inaczej? W imię jednostkowych interesów i
            praw biologicznych, którym podlegam przede wszystkim muszę dbać o siebie - swoją
            wygodę, bezpieczeństwo... Powiedz, czemu mam sie wysilać? Po co robić rzeczy
            wbrew naturze, która nakazuje, by walczyć o swoje i oddawać każdemu, kto mnie
            atakuje. Ale proszę o prawdziwy argument a nie to, co zaserwowałeś bo to było w
            stylu:"nie, bo nie"

            > Po to, że ta chwila jest całkiem długa i jest WSZYSTKIM co mamy.
            Znowu to dziwne założenie, ze każdy dożywa starości. Mówimy tu przecież o
            wszystkich ludziach. Jeden faktycznie ma trochę czasu (czy dużo to już sprawa
            dyskusyjna, moja babcia umierając miała 93 lata i wcale nie twierdziła, że żyła
            długo, często wspomniała jak czas szybko jej minął) Inny tylko kilka lub
            kilkanaście lat. To wg Ciebie tak dużo??
            A jeśli rzeczywiście , jak twierdzisz, życie tu na ziemi jest WSZYSTKIM co mamy
            to nadal nie daje odpowiedzi na pytanie: po co istniejemy? Po to tylko, by
            trochę tu pobyć i rozpłynąć się znów w niebycie wraz ze wszystkimi myślami,
            uczuciami, wspomnieniami? Po co w ogóle popychamy ten świat do przodu? Żeby
            następnym pokoleniom było lepiej? A po co ma być im lepiej, skoro i tak skończą
            podobnie jak
            my?

            > Bo zanim umrą mają spore szanse kilkadziesiąt lat sobie pożyć.
            Tylko po co? I czy masz jakąkolwiek gwarancję, ze to będzie kilkadziesiąt lat? I
            czy masz jakość minimalną choćby pewność, ze ich życie będzie dobre, szczęśliwe?
            To przecież jedna wielka loteria w której ryzyko często przewyższa możliwość
            powodzenia. Czy mamy prawo wystawiać na nią życie jakiejkolwiek istoty wiedząc,
            że to co jej dajemy jest tak nietrwałe i kruche?
            • zzyzx Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 07.09.08, 12:01
              Co do wieku i sposobu odejścia - oczywiście, nie wszyscy odchodzą siwowłosi, ale
              przytłaczająca większość dożywa sześćdziesiątki.
              Niektórzy mają pecha i im się to nie udaje, ale to nie powód, by każdy musiał
              żyć tak, jakby jutra nie było. Prawie każdy zakłada, że tej starości dożyje i
              zgodnie z tym założeniem żyje.

              Z żałowaniem to oczywiście tylko pewne uproszczenie, ale trafne. Nie można
              żałować czegoś, na co się wpływu nie miało - np. na to, że się wpadło pod
              samochód w wieku lat 20. Można natomiast żałować np. tego, że się nie podjęło
              pewnego ryzyka lub że się kogoś w życiu skrzywdziło. Takich żali warto unikać.

              > Podaj mi wiec konkretny argument, dlaczego mam być dobra dla
              > innych, skoro mój egoizm często nakazuje mi postępować inaczej?

              Moje sumienie nakazuje mi postępować godnie. Być może Ty takowego nie posiadasz
              i potrzebujesz zewnętrznych nakazów, zakazów i wizji kary.
              Ja nie.

              Z ewolucyjnego punktu widzenia moralność jak najbardziej jest wskazana. Ewolucja
              wcale nie ma na celu dobra pojedynczych jednostek, a całych populacji. A owe na
              moralności korzystają.

              > A jeśli rzeczywiście , jak twierdzisz, życie tu na ziemi jest
              > WSZYSTKIM co mamy to nadal nie daje odpowiedzi na pytanie:
              > po co istniejemy? Po to tylko, by trochę tu pobyć i rozpłynąć
              > się znów w niebycie wraz ze wszystkimi myślami, uczuciami,
              > wspomnieniami?

              Pobycie tutaj choć chwilę wydaje mi się w zupełności wystarczającym powodem
              istnienia.
              Swój sens istnienia powinien każdy odnaleźć na własną rękę. Dla jednego będzie
              to pomoc innym, dla innego życie rodzinne, a dla jeszcze innego hedonizm. I dobrze.

              > Po co w ogóle popychamy ten świat do przodu?
              > Żeby następnym pokoleniom było lepiej? A po co ma być im
              > lepiej, skoro i tak skończą podobnie jak my?

              Ani my ani oni nie skończymy źle, w czymże problem?


              Teraz ja zadam Tobie pytanie - cóż w tych rozważaniach zmienia wiara?
              • lilu71 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 09.09.08, 09:40
                > Co do wieku i sposobu odejścia - oczywiście, nie wszyscy odchodzą siwowłosi,
                ale przytłaczająca większość dożywa sześćdziesiątki.
                Jednocześnie jednak w przytłaczającej większości rodzin zdarza się, że odchodzi
                ktoś młodszy niż "siwowłosy" tak więc przedwczesna śmierć dotyczy w pewnym
                stopniu niemal każdego z nas.

                > Niektórzy mają pecha i im się to nie udaje, ale to nie powód, by każdy musiał
                żyć tak, jakby jutra nie było.
                A ja myślę, że jeśli chce się zrealizować to,o czym pisałeś czyli mieć
                satysfakcjonujące życie to właśnie trzeba żyć tak, jakby jutra nie było. W tym
                sensie zupełnie odpowiada mi epikureizm :) I nie mam tu na myśli życia
                pozbawionego planów na przyszłość a raczej nieodkładanie pewnych ważnych rzeczy
                "na później" lub zapominanie, co tak naprawdę w życiu sie liczy. A obserwując
                dzisiejszy świat ma sie wrażenie, ze ludzie nie tylko nie biorą pod uwagę, "że
                jutra może nie być" ale wręcz żyją tak, jakby mieli istnieć wiecznie. Oni po
                prostu nie myślą o tym, ze może sie coś przytrafić, co zburzy ich znany,
                uporządkowany i pozornie oswojony porządek rzeczy. Bo przecież jesteśmy tacy
                mądrzy i wspaniali... A tu nagle trach... I dlatego śmierć, która przychodzi
                czasem wcześniej, niż zakładali tak ich zaskakuje.

                > Moje sumienie nakazuje mi postępować godnie. Być może Ty takowego nie posiadasz
                > i potrzebujesz zewnętrznych nakazów, zakazów i wizji kary.
                > Ja nie.
                Proszę, chodzący ideał!;) Co do sumienia - śpieszę Cię uspokoić, ze takowe
                posiadam. Może nie jest tak piękne i klarowne jak Twoje. Tylko czy to na pewno
                tylko moja zasługa a nie skutek takiego a nie innego wychowania i życia w
                określonym środowisku? Czy mogę sobie przypisać je jako własny sukces czy raczej
                wypadkową oddziaływań środowiska, rodziny, genów itp.? Mówisz, ze zakazy z
                zewnątrz nie są Ci potrzebne. A czy gdybyś miał okazję okraść bank i wiedział w
                100%, ze nie spotka Cię za to żadna kara to nie zrobiłbyś tego? Mając przed sobą
                wizję życia w dobrobycie bez konsekwencji czynu wahałbyś się?

                > Z ewolucyjnego punktu widzenia moralność jak najbardziej jest wskazana. Ewolucja
                > wcale nie ma na celu dobra pojedynczych jednostek, a całych populacji. A owe na
                > moralności korzystają.
                To nie moralność stoi na straży porządku w społeczeństwie ale nakazy, zakazy,
                obawa przed karą. Tylko nieliczne jednostki potrafią być w 100% uczciwe w każdej
                sytuacji. Gdyby oprzeć społeczeństwo tylko na "wewnętrznym głosie sumienia"
                długo by ono nie pociągnęło.

                > Pobycie tutaj choć chwilę wydaje mi się w zupełności wystarczającym powodem
                istnienia.
                Ibidem per ibidem czyli masło maślane. Powodem istnienia jest istnienie. A nic
                innego nie wymyślisz?

                > Swój sens istnienia powinien każdy odnaleźć na własną rękę. Dla jednego będzie
                > to pomoc innym, dla innego życie rodzinne, a dla jeszcze innego hedonizm. I
                dobrze.
                Pewnie, że dobrze. Każdy ma prawo żyć jak chce i po co chce. Tylko dlaczego Cię
                nie irytuje i nie dziwi, że ktoś wybiera sobie jako sens życia np. budowanie
                domków z zapałek natomiast gdy celem staje sie Bóg,wiara to już robisz "wielkie
                oczy?" Czyżby Twoja tolerancja była ograniczona tylko do celów, które sam
                preferujesz?

                > Ani my ani oni nie skończymy źle, w czymże problem?
                Nie skończymy źle? Mam rozumieć, że jak film kończy się zbiorową śmiercią
                wszystkich bohaterów to dla Ciebie jest to Happy end?

                > Teraz ja zadam Tobie pytanie - cóż w tych rozważaniach zmienia wiara?
                Nie wiem jak jest w przypadku innych ludzi, ale mogę napisać co w moim życiu
                zmieniła wiara.
                1. Daje siłę, oparcie w trudnych chwilach, gdy wszystkie inne "drogi" zawodzą.
                Czasem nadzieja jest płonna, wiara zawodzi, ale czy nie tak jest i z innymi
                naszymi poczynaniami. Czy mam nigdy już nie wsiąść na konia bo raz z niego
                spadłam? Jeśli nawet nie zostajemy wysłuchani to przynajmniej mamy świadomość,
                ze próbowaliśmy wszystkiego :)
                2. Zmienia "Nigdy już nie zobaczę ukochanej osoby, która zmarła" w: "Wierzę, że
                sie jeszcze spotkamy"
                3. Nie sprowadza naszych uczuć tylko do reakcji chemicznych, biologicznych.
                4. Pozwala uznać, że człowiek nie jest tylko "trzciną na wietrze" którą wszystko
                może złamać i która tak naprawdę nie ma na nic wpływu w kogoś, kto może wpływać
                na swoje losy. Tak, wiem, napiszesz, że silni są też ateiści. I to oni decydują
                sami o sobie. Ale to nie do końca prawda. Wystarczy zrozumieć czym jest "efekt
                motyla". Jesteśmy uwarunkowani tak wieloma czynnikami i, jedno słowo, jedna
                decyzja (nawet nie koniecznie nasza) może zupełnie zmienić nasze losy. Ale jakoś
                wolę uwierzyć, że moim życiem kieruje "Siła wyższa" niż ślepa "matka natura" i
                przypadek. To mi dodaje wiary w swoje możliwości bo pozwala wierzyć, ze wszystko
                jest możliwe bo nie ograniczamy się tylko do tego, co możemy poznać i zbadać.
                Że jest coś więcej.
                5. I to właśnie kolejny plus. Nie czuję ograniczeń. Wiara pozwala mi szukać nie
                tylko "stąd dotąd". Nie muszę ślepo wierzy naukowcom i nauce że istnieje tylko
                to, co oni zbadali i poznali. Mogę poszukiwać " na własną rękę".
                6. Daje mi nadzieję, ze moje uczucia, myśli, wszystko to czym jestem czyli wg
                mnie moja "dusza" przetrwają nie tylko te kilkadziesiąt lat (w najlepszym razie)
                ale będzie istnieć na zawsze. A jakoś jestem do tej "duszy" (czyli do siebie)
                dziwnie przywiązana i nie bardzo mam się ochotę z nią rozstawać.
                7. Pozwala nawet dziecku wyjaśnić dlaczego mamy być dobrzy. Sumienie to świetna
                sprawa, ale nie pojawia się znikąd, nie rodzimy sie z nim. Dlatego wolę
                wyjaśnienie: człowiek powinien czynić dobrze bo jest istotą do tego stworzoną
                niż stwierdzenie,że czynimy dobrze, bo boimy się kary (ostracyzmu społecznego,
                więzienia itp.)

                • zzyzx Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 10.09.08, 22:59
                  lilu71 napisała:
                  > Jednocześnie jednak w przytłaczającej większości rodzin
                  > zdarza się, że odchodzi ktoś młodszy niż "siwowłosy"

                  Tyle, że nie o tym była mowa.

                  > I nie mam tu na myśli życia pozbawionego planów na przyszłość
                  > a raczej nieodkładanie pewnych ważnych rzeczy "na później"
                  > lub zapominanie, co tak naprawdę w życiu sie liczy.

                  Pisząc "jakby jutra nie było" miałem na myśli życie bez planów na przyszłość, bez jakiejkolwiek o niej myśli, wręcz ją zaprzepaszczając. To o czym piszesz to - jak rozumiem - umiejętność cieszenia się chwilą obecną. Podstawa udanego życia, bo "szczęście to nie stacja, a sposób podróżowania".

                  > Proszę, chodzący ideał!;)

                  Zbędna ironia.

                  > A czy gdybyś miał okazję okraść bank i wiedział w 100%,
                  > ze nie spotka Cię za to żadna kara to nie zrobiłbyś tego?

                  Jak siebie znam to najpierw długo był sobie racjonalizował, że banki to zdziercy i im się należy po czym i tak nie byłbym w stanie tego zrobić.

                  > To nie moralność stoi na straży porządku w społeczeństwie
                  > ale nakazy, zakazy, obawa przed karą.

                  Jak w wielu innych kwestiach (np. medycynie) tak i tutaj poprzez czynniki zewnętrzne (w tym przypadku prawo) udoskonalamy to, czego ewolucji jeszcze się nie udało.

                  > Gdyby oprzeć społeczeństwo tylko na "wewnętrznym
                  > głosie sumienia" długo by ono nie pociągnęło.

                  Oprzeć go tylko na niechęci do grzechu też by się nie udało. Tak czyste sumienie jak i wiara potrzebują podparcia ze strony prawa. A przypomnę, że temat tyczy się niewiara kontra wiara, a nie prawo kontra bezprawie.

                  > Ibidem per ibidem czyli masło maślane. Powodem istnienia
                  > jest istnienie. A nic innego nie wymyślisz?

                  Nic.
                  To jak dla mnie powód absolutnie wystarczający.

                  > Tylko dlaczego Cię nie irytuje i nie dziwi, że ktoś
                  > wybiera sobie jako sens życia np. budowanie domków
                  > z zapałek natomiast gdy celem staje sie Bóg,wiara
                  > to już robisz "wielkie oczy?" Czyżby Twoja tolerancja
                  > była ograniczona tylko do celów, które sam preferujesz?

                  Dziwne rzeczy mi imputujesz. Raczysz podeprzeć owe podejrzenia jakimiś faktami?

                  > Nie skończymy źle? Mam rozumieć, że jak film kończy się zbiorową
                  > śmiercią wszystkich bohaterów to dla Ciebie jest to Happy end?

                  Nie jest, ale być może, w zależności od okoliczności.
                  Tyle, że życie to nie film.

                  > 1. Daje siłę, oparcie w trudnych chwilach,
                  > gdy wszystkie inne "drogi" zawodzą.

                  Taką samą siłę i oparcie może dać wiara w krasnoludki czy kosmitów.

                  > 2. Zmienia "Nigdy już nie zobaczę ukochanej osoby,
                  > która zmarła" w: "Wierzę, że sie jeszcze spotkamy"

                  Zaświaty... Nic nie przeraża mnie w wierze bardziej jak właśnie one.
                  Wieczność nawet w niebie jest piekłem. Aby być w stanie ją znieść musimy przestać być sobą. A wówczas istnienie czy nie zaświatów przestaje mieć znaczenie.

                  > 3. Nie sprowadza naszych uczuć tylko
                  > do reakcji chemicznych, biologicznych.

                  Znaczy się Twoim zdaniem ateista nie może kochać?

                  > Jesteśmy uwarunkowani tak wieloma czynnikami i, jedno słowo,
                  > jedna decyzja (nawet nie koniecznie nasza) może zupełnie
                  > zmienić nasze losy.

                  Losy - tak. Nie nas samych.
                  Niejaki "Bóg" może z nami zrobić wszystko. Wolna wola to kiepski żart, jesteśmy marionetkami w jego rękach.
                  Czy raczej - bylibyśmy, gdyby istniał.

                  > Ale jakoś wolę uwierzyć, że moim życiem kieruje "Siła wyższa"
                  > niż ślepa "matka natura" i przypadek.

                  Jakakolwiek "siła wyższa" by móc istnieć musi być z ludzkiego punktu widzenia co najmniej równie niezrozumiała i nieprzewidywalna jak przypadek.

                  > człowiek powinien czynić dobrze bo jest istotą do tego stworzoną
                  > niż stwierdzenie,że czynimy dobrze, bo boimy się kary

                  Tłumaczenie o karze jest najgorszym z możliwych.
                  To o stworzeniu niewiele lepsze.
                  • lilu71 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 16.09.08, 19:17
                    > Tyle, że nie o tym była mowa.
                    Właśnie o tym. O przedwczesnej, zaskakującej śmierci. Nigdy nie możemy być
                    pewni, że to nie nas ona dotyczy. Bo choć mówisz, że większość dożywa wieku
                    starczego to nie możemy mieć żadnej gwarancji, ze będzie też tak i w naszym
                    przypadku co łatwo sobie uświadomić, gdy popatrzymy na losy innych ludzi którym
                    nie tylko choroby ale wojny czy wypadki i katastrofy skróciły ten statystyczny
                    średni żywot.

                    > Zbędna ironia.
                    Przepraszam.

                    > Jak siebie znam to najpierw długo był sobie racjonalizował, że
                    > banki to zdziercy i im się należy po czym i tak nie byłbym w stanie > tego zrobić.
                    To jednak jesteś ideałem. Prawie;) Bo zapewne większość ludzi skorzystałaby z
                    okazji.Ale to, ze kilka czy nawet kilkaset jednostek (takich jak Ty) jest w
                    stanie obyć sie bez przysłowiowego kija i marchewki nie świadczy jeszcze o niczym.

                    > Jak w wielu innych kwestiach (np. medycynie) tak i tutaj poprzez czynniki zewnę
                    > trzne (w tym przypadku prawo) udoskonalamy to, czego ewolucji jeszcze się nie u
                    > dało.
                    I zapewne nigdy się nie uda. Tak jak prawdopodobnie nigdy nie pozbędziemy sie
                    chorób i medycyna będzie niezbędna tak samo nie zmieni się postępowanie
                    większości ludzi i potrzebne będą kary i nagrody.

                    > Oprzeć go tylko na niechęci do grzechu też by się nie udało. Tak czyste sumieni
                    > e jak i wiara potrzebują podparcia ze strony prawa. A przypomnę, że temat tyczy
                    > się niewiara kontra wiara, a nie prawo kontra bezprawie.
                    Zgadzam się. Każde społeczeństwo ale i w jakimś stopniu każdy człowiek
                    potrzebuje klarownego systemu wartości, na którym oprze swoje życie. Prawo,
                    niepisane ale obowiązujące w danej grupie czy społeczeństwie normy, etyka,
                    przykazania - każdy czerpie swoją moralność "z czegoś". Nie jest wiec prawdą to
                    co pisałeś, że wystarczy jedynie sumienie.

                    > Nic.
                    > To jak dla mnie powód absolutnie wystarczający.
                    A dla mnie nie. I pewnie dlatego nie możemy sie porozumieć.

                    > Dziwne rzeczy mi imputujesz. Raczysz podeprzeć owe podejrzenia jakimiś faktami?
                    Jeśli się mylę, to przepraszam, ale uznałam, że skoro odpowiedziałeś w imieniu
                    l.george.l do którego adresowałam swój post to popierasz jego poglądy.

                    > Nie jest, ale być może, w zależności od okoliczności.
                    > Tyle, że życie to nie film.
                    Przecież nie o to chodziło. Przykład z filmem miał jedynie pomóc Ci zrozumieć,
                    że dla mnie śmierć jest powodem do smutku i uważam ją za zło.

                    > Taką samą siłę i oparcie może dać wiara w krasnoludki czy kosmitów.
                    Być może. I co z tego wynika? To też wiara. Pytałeś, co zmienia wiara, więc i
                    odpowiadam. Wiara daje siłę. Nie ważne, czy wierzy się w Boga, Allaha,
                    Wisznu,nawet UFO. (przykład z krasnoludkami pomijam bo to stary ateistyczny
                    chwyt).


                    > Zaświaty... Nic nie przeraża mnie w wierze bardziej jak właśnie one.
                    A byłeś tam? Jak może Cię przerażać coś, czego nie widziałeś a nawet w co nie
                    wierzysz (jak przypuszczam)?

                    > Wieczność nawet w niebie jest piekłem.
                    czy chcemy, czy nie wieczność nas dotyczy. Albo wieczny niebyt albo wieczne
                    istnienie. zależy w co sie wierzy.

                    by być w stanie ją znieść musimy przest
                    > ać być sobą. A wówczas istnienie czy nie zaświatów przestaje mieć znaczenie.
                    Co to znaczy "przestać być sobą"? Możesz jaśniej? Czyżbyś wiedział coś,czego nie
                    wie nikt - to znaczy jak wygląda życie "po drugiej stronie?"

                    > Znaczy się Twoim zdaniem ateista nie może kochać?
                    Czy ja tak napisałam? To, że oddychanie jest czynnością biologiczną znaczy, że
                    nie oddychamy? Ale myślę, że w świetle ateizmu miłość jest tylko procesem
                    biochemicznym takim jak spanie, jedzenie, wydalanie itp.

                    > Losy - tak. Nie nas samych.
                    Nas też. Tak naprawdę my przecież wciąż się zmieniamy. Ja teraz nie jestem już
                    tą samą osobą, którą byłam 20, 30 lat temu. I to zarówno w sensie biologicznym
                    (obumieranie komórek i tworzenie się nowych, zmiany fizyczne itp) jak i
                    psychicznym.

                    > Niejaki "Bóg" może z nami zrobić wszystko.
                    Tak jak i "matka natura". Jedna trąbka powietrzna i po nas. To ja już wolę
                    rozumne sterowanie Boga od ślepej i przypadkowej dyktatury natury.
                    > Wolna wola to kiepski żart, jesteśmy marionetkami w jego rękach.
                    > Czy raczej - bylibyśmy, gdyby istniał.
                    To zależy jaki "model" Boga masz na myśli. Jeśli Zeusa, to owszem, tam ludzie to
                    "igrzysko bogów". Wolna wola to nie żart. Bóg, w którego wierzę daje
                    człowiekowi swobodę wyborów a jedynymi ograniczeniami w tych wyborach są właśnie
                    prawa natury. Poza tym, czym tak naprawdę jest wolność? Czy istnieje wolność
                    absolutna w jakimkolwiek systemie filozoficznym czy religijnym? I czy tak
                    naprawdę ta całkowita wolność jest nam do czegoś potrzebna? Ja wole być
                    szczęśliwa niż wolna. czasem wręcz wolałabym, by to ktoś inny podjął za mnie
                    wybór, zwłaszcza, gdy ma on decydować o całym moim lub cudzym życiu.

                    > Jakakolwiek "siła wyższa" by móc istnieć musi być z ludzkiego punktu widzenia c
                    > o najmniej równie niezrozumiała i nieprzewidywalna jak przypadek.
                    Dlaczego?

                    > Tłumaczenie o karze jest najgorszym z możliwych.
                    To częsty zarzut ateistów, ze wierzymy w Boga, bo potrzebujemy kary w postaci
                    piekła by być dobrymi. A czym to sie różni od obawy przed byciem dobrym tylko
                    dlatego, ze boimy się np. wiezienia?














                    • zzyzx Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 16.09.08, 23:45
                      lilu71 napisała:
                      > Właśnie o tym.

                      Nie, nie o tym. Mowa była o tym jak podchodzić do własnego życia.
                      Statystycznie sprawę ujmując każdy ma pełne prawo zakładać, że dożyje starości.

                      > To jednak jesteś ideałem. Prawie;)

                      Prawie :).

                      > Ale to, ze kilka czy nawet kilkaset jednostek (takich jak Ty)

                      Sądziłem, że to ma mam marne zdanie o ludzkości :).

                      > nie świadczy jeszcze o niczym.

                      Ależ świadczy. O tym, że to możliwe. To już bardzo wiele.

                      > I zapewne nigdy się nie uda.

                      I prawo jak i medycyna zawsze będą potrzebne.

                      > Zgadzam się. Każde społeczeństwo ale i w jakimś stopniu każdy
                      > człowiek potrzebuje klarownego systemu wartości, na którym oprze
                      > swoje życie. Prawo,
                      > niepisane ale obowiązujące w danej grupie czy społeczeństwie
                      > normy, etyka,
                      > przykazania - każdy czerpie swoją moralność "z czegoś".
                      > Nie jest wiec prawdą to
                      > co pisałeś, że wystarczy jedynie sumienie.

                      Nie zgadzam się. Prawa potrzebuje społeczeństwo. Pojedynczy człowiek niekoniecznie.

                      > A dla mnie nie. I pewnie dlatego nie możemy sie porozumieć.

                      Ciesz się życiem! :)

                      > Jeśli się mylę, to przepraszam, ale uznałam, że skoro
                      > odpowiedziałeś w imieniu
                      > l.george.l do którego adresowałam swój post to popierasz jego
                      > poglądy.

                      Odpowiedziałem na konkretne pytanie.

                      > Przecież nie o to chodziło. Przykład z filmem miał jedynie pomóc
                      > Ci zrozumieć,
                      > że dla mnie śmierć jest powodem do smutku i uważam ją za zło.

                      Zależy od śmierci.
                      Np. jeżeli ktoś umiera poświęcając się idei wartej jego zdaniem poświęcenia życia to czy doprawdy jest to powód do smutku?

                      > Co to znaczy "przestać być sobą"? Możesz jaśniej? Czyżbyś wiedział
                      > coś,czego nie
                      > wie nikt - to znaczy jak wygląda życie "po drugiej stronie?"

                      Wyobrażasz sobie trwanie przez wieczność?
                      Człowieka wszystko prędzej czy później znudzi. Przez wieczność znudzi mu się kompletnie wszystko.

                      > Ale myślę, że w świetle ateizmu miłość jest tylko procesem
                      > biochemicznym takim jak spanie, jedzenie, wydalanie itp.

                      A dla teisty to... co?

                      > Tak jak i "matka natura". Jedna trąbka powietrzna i po nas.
                      > To ja już wolę
                      > rozumne sterowanie Boga od ślepej i przypadkowej dyktatury natury.

                      A ja wręcz przeciwnie.

                      > To zależy jaki "model" Boga masz na myśli.

                      Zeusa, Allaha, Jahwe czy Adonai. Wszyscy tacy sami.

                      > Dlaczego?

                      Czy bóg potrafi stworzyć kamień, którego nie podniesie?

                      > A czym to sie różni od obawy przed byciem dobrym tylko
                      > dlatego, ze boimy się np. wiezienia?

                      Niczym. Tyle, że ten drugi bat jednak pewniejszy.
                      • radzimir11 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 17.09.08, 11:20
                        > Nie, nie o tym. Mowa była o tym jak podchodzić do własnego życia.

                        Już mówię:
                        Lekce, z uśmiechem, niezbędnym dystansem, ale i nabożnym namaszczeniem oraz
                        delektacją samego faktu istnienia...
                        A jak się uda, to i z zachwytem nawet:)

                        > Zgadzam się. Każde społeczeństwo ale i w jakimś stopniu każdy
                        > człowiek potrzebuje klarownego systemu wartości, na którym oprze
                        > swoje życie.

                        > Prawo, niepisane ale obowiązujące w danej grupie czy społeczeństwie
                        > normy, etyka,przykazania - każdy czerpie swoją moralność "z
                        > czegoś".

                        Tak, każdy czerpie swoją moralność z czegoś:) Ja na ten przykład czerpię ją z
                        siebie, albowiem w sobie mam wpisane wszelkie nakazy, przykazy, normy, etykę,
                        itd., itd., itp.

                        > > Nie jest wiec prawdą to
                        > > co pisałeś, że wystarczy jedynie sumienie.

                        Wystarczy!:)

                        > Nie zgadzam się. Prawa potrzebuje społeczeństwo. Pojedynczy
                        > człowiek niekoniecznie.
                        > Ja prawo mam wpisane w siebie.
                        > > A dla mnie nie. I pewnie dlatego nie możemy sie porozumieć.
                        >
                        > Ciesz się życiem! :)

                        Wiśta wio - łatwo powiedzieć! Trudniej temu podołać:)) Ale można:))
                        Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam.

                        > Przecież nie o to chodziło. Przykład z filmem miał jedynie pomóc
                        > Ci zrozumieć, że dla mnie śmierć jest powodem do smutku i uważam
                        > ją za zło.

                        A ja nie!:))

                        > Zależy od śmierci.

                        Każda "śmierć" jest dobra. A nawet potrzebna.

                        > Wyobrażasz sobie trwanie przez wieczność?

                        Tak, wyobrażam sobie. Właśnie to robię!:) I zapewniam wszystkich szczerze: wcale
                        nie nudzę się! Wcale a wcale, ani przez chwilkę małą. No, bo nudzą się tylko
                        ludzie nudni ... Ale Janie!

                        > Ale myślę, że w świetle ateizmu miłość jest tylko procesem
                        > biochemicznym takim jak spanie, jedzenie, wydalanie itp.

                        Myślę, że ten proces biochemiczny, o którym tu piszesz, trudno nazwać miłością w
                        każdym świetle, nie tylko ateistycznym. Ten proces możemy nazwać chucią
                        ledwie:), która jednakowoż ważna jest, albowiem legła u podstaw tego świata, i
                        pozwoliła namnożyć się robaczkom boskim:) Ale do miłości to jej daleko! O! Ho.
                        Ho. Ho. Albo i jeszcze dalej!

                        > To ja już wolę rozumne sterowanie Boga od ślepej i przypadkowej
                        > dyktatury natury.

                        Ani Bóg, ani natura, albo jedno i drugie razem wzięte, nie są czymś przypadkowym
                        i ślepym. Krótko mówiąc: wiedzą dobrze co robią! Spokojnie, w s z y s t k o
                        jest pod kontrolą:) Ty również...
                        Nie denerwuj się więc, odpocznij i delektuj życiem:) Nic złego nie może ci się
                        stać, bo jesteś życiem, a to ma największą wartość ...
                        Wszystko inne, to pryszcz wobec życia.

                        radzimir11 - wartościowy
    • kolter_hugh1 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 16:51
      don.kichote napisał:
      > Dlaczego, ktoś kto UZNAJE teorię ewolucji, jednocześnie oddaje pokłony swoim
      > bogom, ich prorokom i świętym???
      > Kim jest taki człowiek? Hipokrytą?

      Katolikiem przede wszystkim , bo jak podaje święta księga chrześcijaństwa
      człowiek powstał z prochu ziemi ulepiony przez Boga ,ale już janek wadowicki
      stwierdził że co prawda człowiek jest wynikiem ewolucji ale duszę ma od Boga i ?!
      • don.kichote Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 17:08
        kolter_hugh1 napisał:

        > Katolikiem przede wszystkim , bo jak podaje święta księga chrześcijaństwa
        > człowiek powstał z prochu ziemi ulepiony przez Boga ,ale już janek wadowicki
        > stwierdził że co prawda człowiek jest wynikiem ewolucji ale duszę ma od Boga i
        > ?!

        Żeby to było tak proste jak piszesz.
        Wiesz chyba, że "TE" całkowicie "wywraca na lewą stronę" biblijną "GENESIS" a
        zatem, skoro można naulkowo podważyć prawdziwości część "Pisma Świętego", równie
        dobrze, można podważyć i całość tym bardzej, że wszelkie zawatre w nim "prawdy"
        są mocno naciągane i gdyby nie traktowano ich jako DOGMAT, mało kto by w nie
        uwierzył!
        • kolter_hugh1 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 17:14
          don.kichote napisał:
          > Żeby to było tak proste jak piszesz.

          Jest proste !naczelny kałan religii która sobie uzurpuje prawo od mówienia co
          jest dobre i stoi na straży nauk zawartych w Tzw; słowie bożym powinien
          konserwatywnie stać na straży słów tej księgi i kupa ::))))

          > Wiesz chyba, że "TE" całkowicie "wywraca na lewą stronę" biblijną "GENESIS" a
          > zatem, skoro można naulkowo podważyć prawdziwości część "Pisma Świętego", równi
          > e
          > dobrze, można podważyć i całość tym bardzej, że wszelkie zawatre w nim "prawdy"
          > są mocno naciągane i gdyby nie traktowano ich jako DOGMAT, mało kto by w nie
          > uwierzył!

          Katolicy od kilkuset lat maja biblie tylko do dekoracji ,więc mało ich ta księga
          interesuje .
      • opornik4 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 20:43
        kolter_hugh1 napisał:
        >jak podaje święta księga chrześcijaństwa
        > człowiek powstał z prochu ziemi ulepiony przez Boga

        A po tym lepieniu czlowieka - Bog raczki umyl?
        • krytykantka07 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 20:44
          opornik4 napisała:

          > A po tym lepieniu czlowieka - Bog raczki umyl?

          Bóg sie nie brudził! Za kogo Ty masz Boga?

        • kolter_hugh1 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 21:14
          opornik4 napisała:

          > kolter_hugh1 napisał:
          > >jak podaje święta księga chrześcijaństwa
          > > człowiek powstał z prochu ziemi ulepiony przez Boga
          >
          > A po tym lepieniu czlowieka - Bog raczki umyl?

          Też nie wierzysz w przesłanie biblii ??
    • bezszczelny.chan Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 21:04
      Re: Fenomen wiary - skąd się bierze?

      Czy odpowiedż :"jest nadprzyrodzonym darem Boga" Cię satysfakcjonuje?
      • krytykantka07 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 21:08
        Hmmmmmmmmmm nie wiem jak kolegę, ale mnie - nie ;))). Nie ma czegoś
        takiego jak " nadprzyrodzony dar Boga " bo to by znaczyło, że
        takiego daru nie można stracić jak sie go zyskało...
        • bezszczelny.chan Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 21:27
          Nadprzyrodzony w sensie,że nie jest instalowany jakoby w pakiecie :)Co do
          dalszej treści Twojego postu, nie widzę aby jedno stwierdzenie wynikało z
          drugiego, to też wydaje mi się,że jest po prostu nielogiczne.
          • krytykantka07 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 21:42
            No to powiedz dlaczego chciałbyś utracić nadprzyrodzony dar?
            Powiedzmy, że to jak skarb i Ty chcesz go utracić? ;)))
            • bezszczelny.chan Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 22:05
              krytykantka07 napisała:

              > No to powiedz dlaczego chciałbyś utracić nadprzyrodzony dar?
              > Powiedzmy, że to jak skarb i Ty chcesz go utracić? ;))

              Nigdzie nie pisałem o chęci utracenia,nie przekręcaj mych słów proszę :)
              A bardziej ogólnie rzecz ujmując, nie każdy odrzucając dar, wie dokładnie co
              traci,dlatego też być może nie przywiązuje doń należytej wagi.Dar wymaga
              przyjęcia.Tak mi się przynajmniej wydaje.
              • krytykantka07 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 22:24
                Ech kolejny, któremu muszę tłumaczyć że taki mam styl
                komunikacji ;))). Oczywiście, że nie pisałeś o swojej chęci
                utracenia. Ja zapytałam dlaczego człowiek wierzący, będący
                religijnym w pewnym momencie swojego życia przestaje wierzyć i być
                religijnym. To dotyczy szczególnie kapłanów, bo oni dostali o wiele
                większy dar wiary - czyli powołanie!
                • bezszczelny.chan Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 22:45
                  Nie musisz tłumaczyć Swego stylu komunikacji,ale skoro wyraziłaś się dosłownie
                  to w podobny sposób odpowiedziałem.Oczywiste było,ze to Twój styl.



                  Ja zapytałam dlaczego człowiek wierzący, będący
                  > religijnym w pewnym momencie swojego życia przestaje wierzyć i być
                  > religijnym.

                  Każdy przypadek trzeba traktować indywidualnie,nie pokuszę się o generalizowanie.

                  To dotyczy szczególnie kapłanów, bo oni dostali o wiele
                  > większy dar wiary - czyli powołanie!

                  Zdaje się ,że powołanie jest udziałem wszystkich ,w sensie powołania do
                  świętości.Stan w jakim realizuje się to powołanie,zapewne jest istotny ze wględu
                  na różnorodność,specyfikę ,ale nie powiedziałbym,że kapłani dostali o wiele
                  większy dar wiary.W tej kwestii moim zdaniem najważniejsza jest osobista chęć
                  współpracy z łaską.
      • don.kichote Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 21:33
        bezszczelny.chan napisał:

        > Re: Fenomen wiary - skąd się bierze?
        >
        > Czy odpowiedż :"jest nadprzyrodzonym darem Boga" Cię satysfakcjonuje?

        Nie!
        Bo to to samo, co w poście tytułowym: "błogosławieni, którzy nie widzieli..."!
        Przeczytaj jeszcze raz post tytułowy, zrozum co tam "stoi" i spróbuj jeszcze raz.
        • bezszczelny.chan Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 06.09.08, 21:57
          Odpowiedziałem w ten sposób gdyż taka odpowiedż wydaje mi się najtrafniejsza i
          najbardziej dotyka istoty Twego wątku,a inne argumenty wobec wspomnianego wydają
          mi się wtórne i niewystarczające,to też nie siliłem się na nie.
          • don.kichote Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 07.09.08, 01:22
            bezszczelny.chan napisał:

            > Odpowiedziałem w ten sposób gdyż taka odpowiedż wydaje mi się najtrafniejsza i
            > najbardziej dotyka istoty Twego wątku,a inne argumenty wobec wspomnianego wydaj
            > ą
            > mi się wtórne i niewystarczające,to też nie siliłem się na nie.

            Mam zatem rozumieć, że wiarę w cuda, o których wspominałem w poście tytułowym, a
            które są NIEODŁĄCZNĄ częścią WIARY, uważasz za
            "nadprzyrodzony dar Boga"? Cuda, które akceptuje kościół, inne nazywając
            zabobonem? Cuda, które kłócą się nie tylko z naukowym rozumieniem otaczającego
            nas świata, ale i ze zdrowym rozsądkiem średnio inteligentnego człowieka?
            Ja, za teki "dar" dziękuję!

            Owszem.
            Jestem w stanie zrozumieć wiarę w Boga - wynikającą głównie z ignorancji i
            nieznajomości otaczającego nas świata - jako w coś wymykającego się wszelkim
            regułom; w istotę ukrytą gdzieś w cieniu i ewentualnie z ukrycia, dyskretnie,
            kierującego naszym losem. Kogoś, kogo nie jesteśmy w stanie ani zrozumieć do
            końca, ani opisać.
            Żadnych jednak "cudów" zaakceptować nie jestem w stanie.
            • opornik4 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 07.09.08, 02:34
              don.kichote napisał:

              > Żadnych jednak "cudów" zaakceptować nie jestem w stanie.

              Ja moge skromnie powiedziec,iz jestem Bozym cudem
              chodzacym po ziemi:)))

              Cudowne wydarzenia,to takie,dla ktorych nie znajdujemy
              racjonalnego wytlumaczenia.
              Najczesciej sa to uzdrowienia ciala,
              niezrozumiale z punktu medycyny.
              Nie moze tu w gre wchodzic autosugestia,
              tak moglo by byc jeski chodzi o ludzi doroslych.
              Natomiast stajemy przed Tajemnica,gdy czegos
              takiego doznaja dzieciaki.
              Widzialam dziewczynke (ok.2 l),ktora tata trzymal
              na rekach i jej uzdrowiony wzrok.
              Widzialam chlopca (ok.7 l),sparalizowanego do polowy,
              siedzaego na wozku,ktory wstal i biegal.
              Sama doswiadzylam kilku wydarzen,ktore bedac dzielem przypadku,
              nalezalo by zaliczyc do wiekszego cudu,anizeli ingerencje
              Boga.
            • bezszczelny.chan Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 07.09.08, 10:40
              Wiarę w cuda ,o których wspomniałeś,możemy chyba uznać niejako za konsekwencję
              wiary w Boga.Trudno bowiem przyjąć Objawienie Boże,zakładając jednocześnie ,że
              dla Boga niemożliwe byłoby choćby wspomniane przez Ciebie wskrzeszanie
              zmarłych.Piszesz,że jesteś w stanie zrozumieć wiarę w Boga jako coś wymykającego
              się wszelkim regułom,w istotę ukryta gdzieś w cieniu...Jednakże akceptując
              możliwość istnienia Boga,a jednocześnie odbierając Mu możliwość czynienia
              cudów,negujemy Go i popadamy w sprzeczność.Powinniśmy chyba jednak spróbować
              zachować kolejność w poruszanych kwestiach.Mianowicie ,jeżeli przyjmiemy,że
              wiara jako taka jest łaską ,a więc bezinteresownym darem,to z samego charakteru
              nadprzyrodzoności tejże możemy uznać to za cud i to cud moim zdaniem większy niż
              wymienione przez Ciebie wydarzenia, gdyż prowadzący do cudu nawrócenia.A tenże
              cud o charakterze przede wszystkim wewnętrznym, zdaje się otwierać
              człowiekowi,że tak powiem wewnętrzne oczy duszy,dla których widok zdarzeń jakoby
              wyrastający poza przyrodzony porządek rzeczy przestaje być czyms niemożliwym do
              przyjęcia na skutek uprzedniego cudu nawrócenia. Nawrócenie grzesznika jest
              większym cudem niż wskrzeszenie zmarłego. W tym ostatnim przywraca się do życia
              ciało przeznaczone do śmierci, w pierwszym zaś duszę przeznaczoną do życia
              wiecznego.
              Możemy chyba również odwrócić sytuację, gdzie zetknięcie się osobiście z jakimś
              wydarzeniem cudownym,pobudzi jakoś człowieka do wiary,która jest możliwa tylko
              dzięki łasce Bożej ,niemniej jest aktem autentycznie ludzkim, wolnym i
              świadomym.Uszanowanie przez Boga wolności ludzkiej sprawia,że " W znakach Bożych
              jest wystarczająco wiele oczywistości dla tych, którzy chcą wierzyć, ale i
              niejasności dla tych, którzy nie chcą (B. Pascal). Jest to ukrycie się (B.
              Pascal) po to, aby nie gwałcić ludzkiej wolności poprzez wykorzystanie także
              praw konieczności, obowiązujących w świecie, a nie ich zawieszenie. Istnieje
              wiele cudów, które nie porażają a głęboko oświetlają, tych spotkań milczących,
              zwyczajnych, wytłumaczalnych, ale które są jak słowo wypowiedziane tylko do mnie
              (J. Guitton). Z tej racji Bóg unika jakby mnożenia cudów spektakularnych, a
              szczególnie cudów absolutnych, które porażałyby umysł i serce człowieka, gdyby
              dokonywały się jako forma absolutnego zawieszenia praw natury." Nie
              zapominajmy,że jeśli chodzi o KK ,nie ma obowiazku wierzyć w różnorakie, choćby
              najbardziej sensacyjne doniesienia o cudach nie należących do depozytu wiary ,bo
              przecież :KKK 182 "Wierzymy we wszystko, co jest zawarte w słowie Bożym,
              spisanym lub przekazanym, i co Kościół podaje do wierzenia jako objawione przez
              Boga" (Paweł VI, Wyznanie wiary Ludu Bożego, 20).

              KKK 155 W wierze rozum i wola człowieka współdziałają z łaską Bożą: Credere est
              actus intellectus assentientis veritati divinae ex imperio voluntatis a Deo
              motae per gratiam – "Wiara jest aktem rozumu, przekonanego o prawdzie Bożej z
              nakazu woli, poruszonej łaską przez Boga" (Św. Tomasz z Akwinu, Summa
              theologiae, II-II, 2, 9; por. Sobór Watykański I: DS 3010).


              Wiara i nauka

              KKK 159 "Chociaż wiara przewyższa rozum, to jednak nigdy nie może mieć miejsca
              rzeczywista niezgodność między wiarą i rozumem. Ponieważ ten sam Bóg, który
              objawia tajemnice i udziela wiary, złożył w ludzkim duchu światło rozumu, nie
              może przeczyć sobie samemu ani prawda nigdy nie może sprzeciwiać się prawdzie"
              (Sobór Watykański I: DS 3017). "Dlatego badanie metodyczne we wszelkich
              dyscyplinach naukowych, jeżeli tylko prowadzi się je w sposób prawdziwie naukowy
              i z poszanowaniem norm moralnych, naprawdę nigdy nie będzie się sprzeciwiać
              wierze, sprawy bowiem świeckie i sprawy wiary wywodzą swój początek od tego
              samego Boga. Owszem, kto pokornie i wytrwale usiłuje zbadać tajniki rzeczy,
              prowadzony jest niejako, choć nieświadomie, ręką Boga, który wszystko
              utrzymując, sprawia, że rzeczy są tym, czym są" (Sobór Watykański II, konst.
              Gaudium et spes, 36).

              Wiara i rozum

              KKK 156 Racją wiary nie jest fakt, że prawdy objawione okazują się prawdziwe i
              zrozumiałe w świetle naszego rozumu naturalnego. Wierzymy z powodu "autorytetu
              samego objawiającego się Boga, który nie może ani sam się mylić, ani nas mylić".
              "Aby jednak posłuszeństwo naszej wiary było zgodne z rozumem, Bóg zechciał, by z
              wewnętrznymi pomocami Ducha Świętego były połączone także argumenty zewnętrzne
              Jego Objawienia" (Sobór Watykański I: DS 3009). Tak więc cuda Chrystusa i
              świętych (Por. Mk 16, 20; Hbr 2, 4). proroctwa, rozwój i świętość Kościoła, jego
              płodność i trwałość "są pewnymi znakami Objawienia, dostosowanymi do umysłowości
              wszystkich", są "racjami wiarygodności", które pokazują, że "przyzwolenie wiary
              żadną miarą nie jest ślepym dążeniem ducha" (Sobór Watykański I: DS 3008-3010).

              KKK 157 Wiara jest pewna, pewniejsza niż wszelkie ludzkie poznanie, ponieważ
              opiera się na samym słowie Boga, który nie może kłamać. Oczywiście, prawdy
              objawione mogą wydawać się niejasne dla rozumu i doświadczenia ludzkiego, ale
              "pewność, jaką daje światło Boże, jest większa niż światło rozumu naturalnego"
              (Św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, II-II, 171, 5, ad 3). "Dziesięć tysięcy
              trudności nie powoduje jednej wątpliwości" (J. H. Newman, Apologia pro vita sua).

              KKK 158 "Wiara szuka rozumienia" (Św. Anzelm, Proslogion, proem.: PL 153, 225
              A): jest charakterystyczne dla wiary, że wierzący pragnie lepszego poznania
              Tego, w którym złożył swoją wiarę, i lepszego zrozumienia tego, co On objawił;
              głębsze poznanie będzie domagać się z kolei większej wiary, coraz bardziej
              przenikniętej miłością. Łaska wiary otwiera "oczy serca" (Ef 1, 18) na żywe
              rozumienie treści Objawienia, czyli całości zamysłu Bożego i tajemnic wiary, ich
              związku między sobą i z Chrystusem, który stanowi centrum Tajemnicy objawionej.
              Aby "coraz głębsze było zrozumienie Objawienia, tenże Duch Święty darami swymi
              wiarę stale udoskonala" (Sobór Watykański II, konst. Dei verbum, 5). W ten
              sposób, według powiedzenia św. Augustyna, "wierzę, aby rozumieć, i rozumiem, aby
              głębiej wierzyć" (Św. Augustyn, Sermones, 43, 7, 9: PL 38, 258).


              • krytykantka07 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 07.09.08, 23:16
                bezszczelny.chan napisał:

                > Wiarę w cuda ,o których wspomniałeś,możemy chyba uznać niejako za
                konsekwencję > wiary w Boga.Trudno bowiem przyjąć Objawienie
                Boże,zakładając jednocześnie ,że > dla Boga niemożliwe byłoby choćby
                wspomniane przez Ciebie wskrzeszanie > zmarłych.

                A pewnie, że tak. Gdyby Jezus tego nie powiedział, co skopiowałam
                poniżej. Ale powiedział. I co teraz? ;))). Nie tylko Bóg czyni cuda
                jak widać z ewangelii Mateusza. Jak odróżnisz cuda, które czyni Bóg
                od cudów czynionych przez szatana? ;))).

                " Łudzenie samego siebie

                21 Nie każdy, który Mi mówi:"Panie, Panie!", wejdzie do królestwa
                niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w
                niebie. 22 Wielu powie Mi w owym dniu:"Panie, Panie, czy nie
                prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów
                mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego
                imienia?" 23 Wtedy oświadczę im: "Nigdy was nie znałem. Odejdźcie
                ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!"


    • psk.1 Dlaczego wierzę Boga? 06.09.08, 21:18
      Dlatego ze z tej wiary płynie satysfakcjonująca mnie odpowiedz na pytanie o sens istnienia świata i mnie zarazem...

      w każdej płaszczyznie życia człowiek szuka sensu, przyczyny tego co sie dzieje i te poszukiwania przyczyny dotyczą też oczywiscie świata jako całości. Twierdzenia niektórych naukowców czy nie naukowców w stylu " świat istnieje od zawsze i nie ma Boga, świat istnieje bez powodu" są jednak opiniami bez zadnego dowodu na ich poparcie, co wiecej są to opinie nieweryfikowalne - całkowicie tak samo jak moja wiara w to ze Bóg istnieje

      no i z tych dwóch dróg zdecydowanie bliższa jest mi wiara w Boga.
      • krytykantka07 Re: Dlaczego wierzę Boga? 06.09.08, 21:20
        No to napisz jaka to jest ta odpowiedź na pytanie o sens istnienia
        świata ;))). I do tego odpowiedź, która Ciebie satysfakcjonuje!
        • psk.1 Re: Dlaczego wierzę Boga? 06.09.08, 21:33
          cokolwiek Ci powiem odpiszesz ze jestem zmanipulowany wiec możesz in blanco
          pisać że ktoś mną manipuluje ;)








          • krytykantka07 Re: Dlaczego wierzę Boga? 06.09.08, 21:35
            To już wiem :P. Pytam, co Cię przekonało ;)))
            • psk.1 Re: Dlaczego wierzę Boga? 06.09.08, 21:45
              > To już wiem :P. Pytam, co Cię przekonało ;)))

              do wiary przekonało mnie życie, mówiąc najogolniej
              • krytykantka07 Re: Dlaczego wierzę Boga? 06.09.08, 21:48
                No nie bądź taki tajemniczy :P. Które życie? To czy po
                śmierci? ;))). Mnie do wiary w Jezusa przekonało to, że w Jego
                religii nie ma manipulowania Bogiem - ojcem. To pierwsza taka
                religia, gdzie nic nie trzeba robić oprócz tego co sie lubi i
                dostaje sie w prezencie życie wieczne.
                • psk.1 Re: Dlaczego wierzę Boga? 06.09.08, 21:58
                  > No nie bądź taki tajemniczy :P. Które życie? To czy po
                  > śmierci? ;)))

                  to, jego dobre i gorsze strony, moje i pozostałych ludzi...

                  ale najciekawsze jest to że dokładnie te same powody częśc ludzi przekonują do
                  niewiary :)
                  • krytykantka07 Re: Dlaczego wierzę Boga? 06.09.08, 22:08
                    Masz rację dokadnie te same powody przekonują ludzi do niewiary.
                    Wtedy gdy widzą, że ktoś korzysta na tym, że inni wierzą.
          • kolter_hugh1 Re: Dlaczego wierzę Boga? 06.09.08, 21:40
            psk.1 napisał:

            > cokolwiek Ci powiem odpiszesz ze jestem zmanipulowany wiec możesz in blanco
            > pisać że ktoś mną manipuluje ;)

            Jeżeli jesteś katolikiem ,to jesteś manipulowany od pierwszych dni swojego życia
            ::(((((
            • psk.1 Re: Dlaczego wierzę Boga? 06.09.08, 21:47
              > Jeżeli jesteś katolikiem ,to jesteś manipulowany od pierwszych dni swojego życia
              > ::(((((

              a światem rządzą masoni i oni tak naprawde wszystkimi kierują.... spróbuj wyjśc poza teorie spiskowe
              • kolter_hugh1 Re: Dlaczego wierzę Boga? 06.09.08, 22:19
                psk.1 napisał:
                > a światem rządzą masoni i oni tak naprawde wszystkimi kierują.... spróbuj wyjśc
                > poza teorie spiskowe

                Pierwsza manipulacją jest nic nie znaczący z biblijnego punktu widzenia chrzest
                niemowlęcia.
                Idziemy dalej ?
                • psk.1 Re: Dlaczego wierzę Boga? 06.09.08, 22:39
                  > Pierwsza manipulacją jest nic nie znaczący z biblijnego punktu widzenia chrzest
                  > niemowlęcia.
                  > Idziemy dalej ?

                  może powiedz na czym to manipulowanie ma polegać, czemu służyć?
                  • krytykantka07 Re: Dlaczego wierzę Boga? 06.09.08, 22:42
                    Dobre pytanie. Jeśli manipulacja niczemu nie służy - to jej nie ma.
                    W tym przypadku służy klerowi do wypowiadania sie w imieniu
                    ochrzczonych ;))). Czy wiesz co to znaczy?
                    • psk.1 Re: Dlaczego wierzę Boga? 06.09.08, 22:47
                      > W tym przypadku służy klerowi do wypowiadania sie w imieniu
                      > ochrzczonych ;))). Czy wiesz co to znaczy?

                      nie wiem co to znaczy bo teraz pisze do Ciebie ja a nie kler

                  • kolter_hugh1 Re: Dlaczego wierzę Boga? 06.09.08, 22:46
                    psk.1 napisał:
                    > może powiedz na czym to manipulowanie ma polegać, czemu służyć?

                    Od pierwszego dnia życia włączyli ciebie w swoją machinę ogłupiania.
                    Mk 16,16
                    Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie
                    potępiony.

                    No raczej dzidzia nie wierzy to czemu chrzczą niemowlęta ????
                    • psk.1 Re: Dlaczego wierzę Boga? 06.09.08, 23:02
                      ale dalej nie rozumiem co z tą manipulacją, na czym polega i czemu służy wg Ciebie?

                      • kolter_hugh1 Re: Dlaczego wierzę Boga? 06.09.08, 23:18
                        psk.1 napisał:

                        > ale dalej nie rozumiem co z tą manipulacją, na czym polega i czemu służy wg Cie
                        > bie

                        Ano temu żeby już od urodzenia mieć cię w swoich szponach i od kiedy zaczynasz
                        samodzielnie myśleć móc prać ci mózg kościelną papką.
                        • opornik4 Re: Dlaczego wierzę Boga? 07.09.08, 02:36
                          kolter_hugh1 napisał:
                          > Ano temu żeby już od urodzenia mieć cię w swoich szponach i od kiedy zaczynasz
                          > samodzielnie myśleć móc prać ci mózg kościelną papką.

                          To jest bardziej cecha swiadkow Jehowy.
                          Tam,to dopiero rezym wystepuje.
                          • kolter_hugh1 Re: Dlaczego wierzę Boga? 07.09.08, 11:30
                            opornik4 napisała:
                            > To jest bardziej cecha swiadkow Jehowy.
                            > Tam,to dopiero rezym wystepuje.

                            To ciekawe ,bo jeszcze żaden ŚJ nie powiedział mi ze w hostii Jezusa zobaczył
                            :::::)))))))))))))))))))))))))))))))))
                            • opornik4 Re: Dlaczego wierzę Boga? 09.09.08, 03:53
                              kolter_hugh1 napisał:
                              > To ciekawe ,bo jeszcze żaden ŚJ nie powiedział mi ze w hostii
                              Jezusa zobaczył
                              > :::::)))))))))))))))))))))))))))))))))
                              >

                              Wlasnie.Oni zamiast dzielic sie doswiadczeniem swojej osobistej
                              wiary,klepia jakies formulki ze Straznicy.
                              Dokladnie tak bylo w moim Kosciele,gdy mnie do I Komunii
                              przygotowywano.
                              Po dzis dzien pamietam:"Bog jest sedzia sprawiedliwym,
                              ktory za dobro wynagradza,a za zlo karze".Brrr.
                              • kolter_hugh1 Re: Dlaczego wierzę Boga? 12.09.08, 18:28
                                opornik4 napisała:
                                > Wlasnie.Oni zamiast dzielic sie doswiadczeniem swojej osobistej
                                > wiary,klepia jakies formulki ze Straznicy.

                                Skąd wiesz ??

                                > Dokladnie tak bylo w moim Kosciele,gdy mnie do I Komunii
                                > przygotowywano.
                                > Po dzis dzien pamietam:"Bog jest sedzia sprawiedliwym,
                                > ktory za dobro wynagradza,a za zlo karze".Brrr.

                                Ta , to ciekawe bo ŚJ są bardzo pogodni czy to strach przed okrutnym bogiem
                                powoduje ??
                                • opornik4 Re: Dlaczego wierzę Boga? 12.09.08, 23:24
                                  kolter_hugh1 napisał:

                                  > opornik4 napisała:
                                  > > Wlasnie.Oni zamiast ...ic sie doswiadczeniem swojej osobistej
                                  > > wiary,klepia jakies formulki ze Straznicy.
                                  >
                                  > Skąd wiesz ??

                                  Z rozmow z nimi.
                                  Zaden z tych,z ktorymi rozmawialam nie po...il sie radoscia
                                  doswiadczenia spotkania z Chrystusem.
                                  Zaden nie mial pewnosci zbawienia.
                                  Kazdy liczyl,ze uczciwym zyciem i gloszeniem po domach
                                  (zapisywali "wychodzone" godziny)zasluzy sobie na zycie
                                  po zmartwychwstaniu.
                                  A przeciez Zbawienie zostalo nam darmo danym.
                                  Bog nie jest ksiegowym,nie liczy naszych zaslug.

                                  > Ta , to ciekawe bo ŚJ są bardzo pogodni czy to strach przed
                                  okrutnym bogiem
                                  > powoduje ??

                                  Nie bardziej pogodni od katolikow.
                                  Nawiasem mowiac znam Spolecznosci,
                                  ktore maja w sobie wiecej Radosci Bozej.
                                  • kolter_hugh1 Re: Dlaczego wierzę Boga? 13.09.08, 13:41
                                    opornik4 napisała:
                                    >
                                    > Z rozmow z nimi.
                                    > Zaden z tych,z ktorymi rozmawialam nie po...il sie radoscia
                                    > doswiadczenia spotkania z Chrystusem.

                                    No wybacz dlatego nazywają się Świadkami Boga Jehowy i z nim to utrzymują
                                    kontakt poprzez modlitwę , tak samo jak to robił Jezus!

                                    > Zaden nie mial pewnosci zbawienia.

                                    To tylko dowód pokory i nic więcej .

                                    > Kazdy liczyl,ze uczciwym zyciem i gloszeniem po domach
                                    > (zapisywali "wychodzone" godziny)zasluzy sobie na zycie
                                    > po zmartwychwstaniu.

                                    Nie łży żaden tak ci nie powiedział .

                                    > A przeciez Zbawienie zostalo nam darmo danym.
                                    > Bog nie jest ksiegowym,nie liczy naszych zaslug.

                                    Ta ,ale Bóg nie jego substytuty w postaci jego ex konkubiny do której składacie
                                    swoje modły ::)))

                                    > Nie bardziej pogodni od katolikow.
                                    > Nawiasem mowiac znam Spolecznosci,
                                    > ktore maja w sobie wiecej Radosci Bozej.

                                    No tak , tak właśnie prosperują sekty , durne uśmiechy a w sercu pustka ::))))
                        • psk.1 Ad. > Ano temu żeby już.... 07.09.08, 11:51
                          żyjemy w czasach swobodnego dostepu do internetu (bez zadnych ograniczen możemy
                          dyskutować np. na tym forum) , tysięcy ksiązek, gazet, telewizji, każdy może
                          weryfikować swój światopogląd... o czym w ogole mówisz, o jakich szponach???

                          ale cały czas nie piszesz czemu ma to służyć, po co mają mi prac mózg kościelną
                          papką, po co mają mnie trzymać w swoich szponach?
            • radzimir11 Re: Dlaczego wierzę Boga? 13.09.08, 14:13
              kolter_hugh1 napisał:

              > psk.1 napisał:
              >
              > cokolwiek Ci powiem odpiszesz ze jestem zmanipulowany wiec możesz > in blanco
              pisać że ktoś mną manipuluje ;)

              Dokładnie tak jest! Jesteś manipulowany od poczęcia, a właściwie to jeszcze
              przed nim, twój los, twoja wiara:), aparycja, osobowość i inne takie tam
              szczegóły, jak piegi, kolor włosów np. itp:) - zostały z góry ustalone. I bardzo
              proszę, przyjmij to do wiadomości. Tak? No, to dziękuję bardzo!

              > Jeżeli jesteś katolikiem ,to jesteś manipulowany od pierwszych dni > swojego życia
              > ::(((((

              Obojętnie kim jesteś: ateistą, wierzącym, katolikiem, protestantem, ŚJ, czy
              wyznawcą jednej z tysięcy religii, jesteś manipulowany (sterowany) po
              mistrzowsku :)) - prowadzony dosłownie za rękę z całą premedytacją! I to jest
              właśnie fascynujące! - szczególnie dla tych, którzy są tego świadomi...
              Tak ... A wracając do pytania: Dlaczego wierzę w Boga? - odpowiadam: wierzysz,
              bo tak m u s i s z - a nie tak, jak się to tobie wydaje, że tak chcesz. Czy to
              jest jasne?;)

              radzimir11 - sterowany czymś :)
        • zzyzx Re: Dlaczego wierzę Boga? 07.09.08, 09:18
          krytykantka07 napisała:
          > No to napisz jaka to jest ta odpowiedź na pytanie o sens istnienia
          > świata ;))).

          42
    • lumpior Re: Fenomen wiary -a moze to tylko zjawisko... 06.09.08, 22:58
      obrzed kulturowy,spoleczny,obyczajowy?
    • zzyzx Strach. 07.09.08, 09:21
      Podstawowym powodem wszelakiej wiary jest strach.

      Strach przed śmiercią własną i najbliższych. Przez złem tego świata. Przed
      bezsensownością swoich działań.

      Strach to potężna motywacja. A religia jest w stanie go choć odrobinę ukoić. Za
      tę cenę warto popołykać troszkę bajeczek.
    • piwi77 Zemsta. 07.09.08, 10:47
      Wszyscy czujemy się mniej lub więcej skrzywdzeni. Chcielibyśmy się
      raz a porządnie odegrać, ale nie mamy jak. Wizja bóstwa, która za
      nas podejmie się tego zadania, bardzo nam odpowiada. Bardzo dobrze,
      że stworzył piekło, gdzie da popalić wszystkim naszym
      krzywdzicielom.
    • ja-28 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 07.09.08, 11:01
      Strach paralizujący mózg .Dwa.Co powiedza sąsiedzi, rodzina?Innymi
      słowy wstyd przed ludzmi Bo Polska to krak katolicki Nie wierzysz??
      Jestes nikim W oczach hipoktytów katolickich
      • lumpior Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 07.09.08, 11:20
        ja-28 napisała:

        > Strach paralizujący mózg .Dwa.Co powiedza sąsiedzi, rodzina?Innymi
        > słowy wstyd przed ludzmi Bo Polska to krak katolicki Nie wierzysz??
        > Jestes nikim W oczach hipoktytów katolickich
        Mysle,ze to wszystko prawda,ale wywodzi sie z prania mozgow przez
        kler,manipulacji,zniewoleniu,wskazywaniu dominujacej roli kleru,jako
        nieomylni w wierze,zyciu ziemskim i decydenctwie o losach po smierci
        To powoduje niewolnictwo wyznaniowe i takie postawy,a jednoczesnie
        daje klerowi pozycje dominujaca i KASE.Do tego przyczynia sie sojusz
        z rzadzacyni,ich przyzwolenie na czyny kleru,bo wspolnie lepiej
        upodlic spoleczenstwo,trzymac w dyscyplinie,a to daje wladze i
        panowanie w kazdym miejscu.Krotko:GLUPOTA!!
        • ja-28 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 07.09.08, 11:22
          Dokładnie lumpior Nic juz więcej dodawac nie trzeba ;))
          • kolebeczka A moze jeszcze...? 09.09.08, 11:41

            A moze jeszcze i to, ze nie tylko kler winien.
            Wszelki postepowy ksiadz ma klopoty na parafii.
            Wszelki postepowy ma klopot w gromadzie.
            Usluzne panie doniosa do kurii.
            Usunie sie z godnosci lub w parafie pod lasem itp.
            Czy to nie jest po prostu firma "Perpetuum mobile",
            w ktorej klient jest panem, bo klient placi, a wie czego chce
            i skadinad jak tu przepuscic rynek zbytu o liczbie 17% ludnosci
            swiata? Czlowiek nie lubi zmian. Nie tylko kler.

            pl.wikipedia.org/wiki/Perpetuum_mobile
    • dvt Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 09.09.08, 18:48
      Z biologii mozgu. Zdolnosc do wiary wyewoluowala. Na szczescie wielu ludzi rodzi
      sie bez "modulu wiary" :-)Zauwazcie, ze nawet osoby niewierzace, z reguly czcza
      cos w zastepstwie: ukochany zespol, idola telewizyjnego, sportowcow, moze nawet
      polityke. Ludzie maja wrodzone predyspozycje do bycia baranami, dlatego KK tak
      przestrzega przed sektami - odlaczona od niego owca jak nic wpadne w predzej czy
      pozniej w sidla alternatywnej organizacji.

      Jak ktos napisal, wiara nadaje zyciu sens. Wlasnie, nadaje, czyli bez wiary
      zycie nie ma sensu. Ludzie nie sa w stanie zniesc swiadomosci, ze taki "sens" po
      prostu nie istnieje :-) Sami swemu zyciu musimy nadac sens. A to duzo
      trudniejsze, niz uwierzenie, ze ktos nas odkupil itd.
      • kolebeczka Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 09.09.08, 19:16
        dvt napisała:
        >Ludzie maja wrodzone predyspozycje do bycia baranami (...)dlatego
        KK tak przestrzega przed sektami(...) -
        (dalej naz. przez dvt alternatywnymi organizacjami)


        No to jak to jest z tym ekumenizmem, bo ja juz trace rozum?
        A propos baranow to nasuwa mi sie historia, ktora ktos na moje
        watpliwosci przeslal mi na zupelnie innym portalu. Tak sie
        zastanawiam, czy to... ale nie, nie, zadnych domyslow.
        Dzis jestem w dobrym nastroju!
        Historia z forum katolik:

        "Streszczę Ci krótko pewne kazanie dla dzieci. Pewne stado owiec
        postanowilo zbuntować się przeciwko swojemu pasterzowi. Owce
        uważaly, że wymaga od nich zbyt wiele, że powinien im jaśniej
        tlumaczyć, dlaczego prowadzi je w jakąś stronę i coś im narzuca.
        Ponadto bycie w stadzie tlumi ich indywidualność. Wybraly na
        przywódcę najmądrzejszego barana. Póki trawa się nie skończyla bylo
        im bardzo przyjemnie. Ale potem trzeba bylo poszukac nowgo
        pastwiska. Otóż nawet najmądrzejszy baran nie potrafi sie wspiąć na
        wieżę, żeby zobaczyć dokąd pójśc. Jest tylko baranem i ma horyzont
        ograniczony. Jeszcze gorzej bylo gdy nadeszly wilki. Nawet grupa
        najsilnieszych owiec nie obroni innych przed wilkiem.
        Dzieci od razu pojęly, że żaden demokratycznie wybrany baran nie
        zastąpi pasterza, a nawet najbystrzejsza owca nie wniknie w jego tok
        myślenia. To jest po prostu inna jakość. A przeceż różnica pomiędzy
        stworzeniem a stworzycielem jest zapwne wiele większa.
        Zakadając, że w Kościele dziala Duch Swięty nie trzeba się
        przejmować brakim pewności i szukaniem odpowiedzi na wszystkie
        pytania. Lepiej prosić o wiarę. W świetle wiary te sprawy stają się
        bardziej zrozumiale."


        No to jak dzieci? Rozumiecie? Ja nadal nie.
        Trudno- zgrzesze balwochwalczo i kopiuje moj text z innego watku-
        strasznie jestem z niego dumna, a niech mi tam, trudno- chore ego,
        ale swiezy- dzis napisany. Nawet przeszedl na bardzo surowym forum
        katolickim, ktore czysci posty, zanim wejda w real.

        Nie ma takiej grupy,
        ktora nam dogodzi:
        nagnie się, gdy stąpniem,
        z pętow oswobodzi.

        Myslalam i ja ci,
        ze lepiej jest solo,
        ale w grupie mi się...
        nudzic nie pozwolą.

        To jak gra w domino
        -everlasting story.
        Ktos bedzie przyczyną,
        i ja komus sporym

        tudziez twardym do zgryzu
        orzechem lub muzą.
        W drodze po to samo
        i tak samo dużo.

        Wiec wybieram na swoj
        rozmiar nowe buty.
        Czy nowe obuwie
        to droga na skroty?

        Nie wiem, jeszcze nie wiem
        -przeciez jestem w drodze.
        Wazne, ze znow ide.
        Mniej wazne, w czym chodze.



        • dvt Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 09.09.08, 21:22
          Historia dobra, acz zaklada, ze pasterz jest widzialny, wie, gdzie jest trawa i
          jak sie opedzic przed wilkami :-) Jak to sie ma do relacji ludzie - Bog ? Jedyny
          sposoba "podazania" za nim w katolicyzmie to poprzez Kosciol, a co on takiego
          oferuje, czego baran sam znalezc nie moze ? W dzisiejszym swiecie znacznie
          latwiej o trawe, dzieki technice barany nie musza wlazic na wieze, zeby
          zobaczyc, jak swiat wyglada z gory...Kiedy zas przyjdzie do szukania odpowiedzi
          w Slowie Bozym, to kazda odrobine myslaca osoba skrzywi sie na widok tysiecy
          absurdow i okropienstw, jakim jest owo Slowo naszpikowane (co ukazuje chocby moj
          wiadomo ktory watek).
          Wiersza nie bede oceniac - nie znam sie na poezyji :-)
          • kolebeczka Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 10.09.08, 17:03

            to only rymowany text

            cieszy mnie niemniej poswiecona mu tudziez baranom uwaga
        • krytykantka07 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 10.09.08, 17:17
          kolebeczka napisała:

          > "Streszczę Ci krótko pewne kazanie dla dzieci. Pewne stado owiec
          > postanowilo zbuntować się przeciwko swojemu pasterzowi.

          Acha czyli wierni zbuntowali się przeciwko Bogu ;)))

          Owce > uważaly, że wymaga od nich zbyt wiele, że powinien im jaśniej
          > tlumaczyć, dlaczego prowadzi je w jakąś stronę i coś im narzuca.
          > Ponadto bycie w stadzie tlumi ich indywidualność. Wybraly na
          > przywódcę najmądrzejszego barana.

          No tak owce wybrały kapłanów ;))).

          Póki trawa się nie skończyla bylo > im bardzo przyjemnie. Ale potem
          trzeba bylo poszukac nowgo > pastwiska. Otóż nawet najmądrzejszy
          baran nie potrafi sie wspiąć na > wieżę, żeby zobaczyć dokąd pójśc.
          Jest tylko baranem i ma horyzont > ograniczony. Jeszcze gorzej bylo
          gdy nadeszly wilki.

          Acha czyli nadeszło zagrożenie w postaci innowierców.

          Nawet grupa > najsilnieszych owiec nie obroni innych przed wilkiem.

          Fakt. Tym bardziej jak wilk przywdzieje skórę owcy ;)))

          > Dzieci od razu pojęly, że żaden demokratycznie wybrany baran nie
          > zastąpi pasterza, a nawet najbystrzejsza owca nie wniknie w jego
          tok > myślenia.

          Dokładnie tak. Nawet taki mądry baran jak papież.

          To jest po prostu inna jakość. A przeceż różnica pomiędzy
          > stworzeniem a stworzycielem jest zapwne wiele większa.

          To zapewne. Dlatego nawet najmądrzejszego barana należy uważać tylko
          za barana, a nie za pasterza. Pasterzem jest Jezus, a drogowskazem
          Jego przypowieści.

          > Zakadając, że w Kościele dziala Duch Swięty nie trzeba się
          > przejmować brakim pewności i szukaniem odpowiedzi na wszystkie
          > pytania.

          Błędne założenie. W Kościele w którym mieszka szatan nie działa Duch
          Święty.

          Lepiej prosić o wiarę. W świetle wiary te sprawy stają się
          > bardziej zrozumiale."

          Oczywiście. W tym celu trzeba rozmawiać z Bogiem bez pośredników,
          aby nikt nie tłumaczył słów Boga manipulując wiernymi.
    • pollyannadorosla Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 11.09.08, 14:02
      lęk, potrzeba przynależności, posiadania jakiś pewników (co w sumie też związane
      jest z lękiem)
      • mala.mi74 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 11.09.08, 14:09
        pollyannadorosla napisała:

        > lęk,

        rzeczywiscie, stworzenie oderwane od swego Stwórcy i Pana jest
        pogubione i zaleknione. Ale...to chyba komplement w strone wiary?

        potrzeba przynależności,

        mocno zwiazana z naturalna potrzeba miłosci, choc przynalezec
        mozna ,przyznasz, do narodu, rodziny, organizacji ,partii itd,
        niekoniecznie wspólnoty religijnej
        To tez komplement w strone wiary

        posiadania jakiś pewników (co w sumie też związan
        > e
        > jest z lękiem)

        Czlowiek ,ktory nie posiada zadnych pewników nie wie nawet kim jest
        i do czego "słuzy".Kazdy człowiek naturalnie szuka prawdy.
        To tez komplement w strone wiary.
        Same pozytywy...:)))

        • pollyannadorosla Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 11.09.08, 16:01
          Ja tego nie wartościowałam ;-)
          Jednym po prostu to wystarcza, innym nie.
          religia nie jest jedynym sposobem na oswojenie lęku czy poradzenie sobie z
          głodem akceptacji (przynależność). Co do pewników, niektórzy je przyjmują, inni
          wątpią i szukają dalej (zwracam uwagę, że - ze względu na temat wątku - nie
          mówimy tu o wszystkich pewnikach tylko o tych które oferuje religia).
        • korek.mm Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 16.09.08, 19:18
          Jestes ograniczona umyslowo mała mi;)To tez komplement w twoja
          strone hłe hłe hłe
        • ja.7 Re: Fenomen wiary - skąd się bierze? 17.09.08, 14:17
          mala.mi74 napisała:

          > Czlowiek ,ktory nie posiada zadnych pewników nie wie nawet kim
          jest
          > i do czego "słuzy".

          taki człowiek może pewnego dnia odkryć,ze....do życia wcale nie jest
          potrzebny żaden pewnik,bo pewniki daje co najwyzej matematyka,która-
          póki nie jest stosowana-jest tylko w ludzkim rozumie.czy to nie
          wystarczy?ludziom zagubionym nie wystarcza i dlatego ....potrzebują
          religii(nie mylić z wiarą),bo religia to już....społeczność,która
          zwalnia ludzi od samodzielnego myślenia i samodzielnych
          poszukiwań."Ja jestem droga i prawda",powiedział Jezus,a inni
          przekazali te słowa jako...uznanie się Jezusa za Boga/syna bożego
          itd.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka