stary_zgred1
11.02.09, 20:10
Czytam sobie ostatnio, z niemałą przyjemnością "Rozmowy o Biblii", autorstwa
Anny Świderkówny. Czytam i tak sobie rozmyślam, dlaczego informacje, które są
zawarte w tej książce, nie są znane przez osoby wierzące. Informacje te są
proste - autorka stara się wytłumaczyć współczesnemu człowiekowi, że księgi
zwanej Biblią nie należy czytać jak zbioru dosłownie pojmowanych bajek, ale
jak dokument podsumowujący pewne epizody historyczne z przebogatej historii
narodu żydowskiego, przybliżyć mentalność ludzi, żyjących w czasach biblijnych
i wytłumaczyć zależności między Pismem Świętym a literaturami i obyczajami
kulturowymi starożytnego świata. Dzięki tej książce dość dziwne dla mnie
wierzenia bądź zachowania chrześcijan stały się dla mnie bardziej zrozumiałe,
zaś sama Biblia straciła oblicze książki z bajkami.
Problemem jest to, że dla sporej części wierzących Biblia to zbiór legend,
które należy brać na wiarę, bez względu na ich niesamowitość i fantastyczność.
I taką właśnie postawę kształtują w wiernych księża. Zamiast wyjaśnić pewne
specyficzne cechy przekazu biblijnego, nauczyciele w sutannach świadomie
wybierają drogę opowiadania bajek, o tym jak przed ludem wybranym rozstąpiło
się morze, czy też jak prorok Eliasz został porwany w ognistym rydwanie do
nieba. Gdyby jeszcze te nauki przyjmowały charakter przypowieści - ale nie!
One są podawane dosłownie, w formie fantastycznej historyjki! Dlaczego księża,
czyli ludzie mający wiedzę o Biblii, podbudowaną przez naukę w seminariach,
czy dalszych studiach, z całą premedytacja robią wała z wiernych. Boją się
powiedzieć prawdę mieniąc się jednocześnie jej głosicielami?