Dodaj do ulubionych

Historia pewnego samobójstwa.

20.11.03, 15:09
www1.gazeta.pl/katowice/1,35019,1782460.html
?Cztery lata temu wrócił z wojska, znalazł pracę jako mechanik. Czasem był didżejem w barach, interesował się elektroniką.?
?Zgrabna blondynka w białej sukience. Śliczna. - Wcześniej nie miał dziewczyny na poważnie. Zakochał się na zabój i zrobiłby dla niej wszystko, był na każde skinienie - wspomina Magda, żona Roberta.
Magda podejrzewa, że Klaudia polubiła Sebastiana, ale nie chciała się z nim wiązać. - Ma dopiero dwadzieścia lat. Poza tym, choć Sebastian był bardzo sympatyczny, Klaudii coś w nim nie pasowało - mówi Magda.?

A o to mój komentarz: Dziewczyna chciała pewnie studiować, a didżej - mechanik chciał się z nią żenić już teraz. A tacy potrafić odganiać każdego konkurenta?

Co wy na to?
Obserwuj wątek
    • sunday ??? 20.11.03, 15:22
      arcykr napisał:

      > [...] A tacy potrafić odganiać każdego konkurenta?

      ???
      • arcykr Re: ??? 20.11.03, 16:44
        sunday napisał:
        >
        > > [...] A tacy potrafić odganiać każdego konkurenta?
        Znam to ze swojej (też śląskiej) dzielnicy. Przynajmniej moja mama mówiła mi o czymś takim.
        • sunday Re: ??? 21.11.03, 11:12
          > > > [...] A tacy potrafić odganiać każdego konkurenta?

          > Znam to ze swojej (też śląskiej) dzielnicy. Przynajmniej
          > moja mama mówiła mi o czymś takim.

          Aha, ale cos nie tak sformulowales i nie zrozumialem, co miales na mysli.
          Czy: "A takie potrafią odgonić każdego konkurenta?"

          Luki
          • arcykr Re: ??? 22.11.03, 06:44
            sunday napisał:

            > Czy: "A takie potrafią odgonić każdego konkurenta?"
            Nie, chodziło o "narzeczonych" )w ich mniemaniu) niektórych dziewczyn.
    • mike_mike Re: Historia pewnego samobójstwa. 20.11.03, 15:25
      arcykr napisał:

      > A o to mój komentarz: Dziewczyna chciała pewnie studiować, a didżej -
      mechanik
      > chciał się z nią żenić już teraz. A tacy potrafić odganiać każdego konkurenta?
      >
      > Co wy na to?

      A ja nao, że jesteś nadętym tępakiem, który ludzkiej tragedii nie umie
      uszanować.
      • a000000 Re: Historia pewnego samobójstwa. 20.11.03, 16:50
        Trzeba być bardzo chorym psychicznie, aby popełnic samobójstwo. Chłopak był
        słabym egoistą, nie wierzę, że jedynym motywem była dziewczyna. Co on zrobił
        rodzicom? Dziewczynie? Przecież wraz z nim umarł ich kawałek. Czy dziewczyna
        będzie w stanie zawierzyć jakiemukolwiek chłopakowi? Mężczyzna musi dać
        kobiecie, dzieciom, rodzinie oparcie i fizyczne i psychiczne. Mężczyzna jest
        opoką na której jego żona i dzieci budują swoją przyszłość. Tak mike, nie
        wrzeszcz na mnie, jestem kobietą i wiem czego kobieta oczekuje od mężczyzny.
        Cóż to za opoka, która przez dziewczynę powoduje tak straszną tragedię dla
        swoich najbliższych. Jeśli miał on tak słaby charakter i dziewczyna to
        zauważyła, nie dziwię się, że go nie chciała. A on zamiast walczyć, wycofał się
        w sposób niegodny mężczyzny. Nie wierzę. Tam musiały być jeszcze jakieś inne
        względy, może narkotyki?

        Do arykra. Nie zgadzam sie z Twoim zdaniem. Jeśli dziewczyna kocha, żadne
        studia czy inne względy nie mają znaczenia. Pamiętaj, że w tym cały jest
        ambaras, aby dwoje chciało na raz. Chłopak chciał się żenić, a dziewczyna nie
        była do tego gotowa. Co, miała bez miłości iść za mąż? Tylko dlatego, że facet
        nalega? Bez przesady. Gdyby każdy odrzucony od razu popełniał samobójstwo,
        ludzi na świecie by zabrakło. Facet był niezrównoważony.
        Co masz na myśli poprzez - a tacy potrafić odganiać?
        • arcykr Re: Historia pewnego samobójstwa. 20.11.03, 16:58
          a000000 napisała:

          > Jeśli dziewczyna kocha, żadne
          > studia czy inne względy nie mają znaczenia.
          Kochać trzeba mądrze i z roztropnością.

          > Pamiętaj, że w tym cały jest
          > ambaras, aby dwoje chciało na raz. Chłopak chciał się żenić, a dziewczyna nie
          > była do tego gotowa. Co, miała bez miłości iść za mąż?
          Pewnie, że nie.

          Tylko dlatego, że facet
          > nalega? Bez przesady.
          Wcale nie chciałem tego sugerować.

          > Co masz na myśli poprzez - a tacy potrafić odganiać?
          Potrafią odganiaćinnych facetów. Przecież, jezeliby nie było tego samobójstwa, ani też nie byłoby rozstania, to śp. samobójca byłby chorobliwie zazdrosny inie dałby tej dziewczynie samodzielnie się poruszać - pełna kontrola.
          • kora3 Re: Historia pewnego samobójstwa. 20.11.03, 17:58
            arcykr napisał:
            samobójstwa,
            > ani też nie byłoby rozstania, to śp. samobójca byłby chorobliwie zazdrosny
            inie
            > dałby tej dziewczynie samodzielnie się poruszać - pełna kontrola.
            może to się rzucało w oczy i dlatego Go nie chciała ???
            • arcykr Re: Historia pewnego samobójstwa. 20.11.03, 18:00
              kora3 napisała:

              > arcykr napisał:
              > samobójstwa,
              > > ani też nie byłoby rozstania, to śp. samobójca byłby chorobliwie zazdrosny
              inie
              > > dałby tej dziewczynie samodzielnie się poruszać - pełna kontrola.
              > może to się rzucało w oczy i dlatego Go nie chciała ???
              Możliwe. Oczywiście nie dojdziemy tu do pewneści, jak to było. Ale możeto być okazjado zostanowienia się nad niektórymi przyczynami samobójstw.
              • a000000 Re: Historia pewnego samobójstwa. 20.11.03, 18:08
                Podstawową przyczyną każdego samobójstwa jest choroba psychiczna. Bóg wpisał w
                człowieka instynkt samozachowawczy i tylko choroba jest w stanie ten instynkt
                przyćmić. Nic na całym świecie nie jest warte czyjegokolwiek życia. Absolutnie
                NIC!!!
                • arcykr Re: Historia pewnego samobójstwa. 20.11.03, 18:14
                  a000000 napisała:

                  > Podstawową przyczyną każdego samobójstwa jest choroba psychiczna. Bóg wpisał w
                  > człowieka instynkt samozachowawczy i tylko choroba jest w stanie ten instynkt
                  > przyćmić.
                  Sama to wymyśliłaś?

                  > Nic na całym świecie nie jest warte czyjegokolwiek życia. Absolutnie
                  > NIC!!!
                  A miłość ojczyzny? A życie innych, zwłaszcza wielu innych?
              • kora3 Re: Historia pewnego samobójstwa. 20.11.03, 21:07
                arcykr napisał:

                > kora3 napisała:
                >
                > > arcykr napisał:
                > > samobójstwa,
                > > > ani też nie byłoby rozstania, to śp. samobójca byłby chorobliwie zazd
                > rosny
                > inie
                > > > dałby tej dziewczynie samodzielnie się poruszać - pełna kontrola.
                > > może to się rzucało w oczy i dlatego Go nie chciała ???
                > Możliwe. Oczywiście nie dojdziemy tu do pewneści, jak to było. Ale możeto być
                o
                > kazjado zostanowienia się nad niektórymi przyczynami samobójstw.
                arcykrze ..samobójstwa popełniaja określone osoby ...nie możemy sie zastanowić
                nad przyczynami, bo samobójstwo popełnia osoba bezradna po prostu ...bezradna w
                swojej konkretnej sytuacji ...Dla jednago człowieka będzie to jak dla tego
                młodego czlowieka dziewczyna, dla innego patowa sytuacja materialna ..dla
                jeszcze innego choroba ...
                wg mnie podstwawową przyczyną samobójstwa jest ...samotność ...samotność z sobą
                i swoim problemem, który wydaje się być największy na swiecie ...bark pomocnej
                dłoni, przyjaciół ..rodziny w tym co się przeżywa :(
          • a000000 Re: Historia pewnego samobójstwa. 20.11.03, 18:16
            arcykr napisał:

            > a000000 napisała:
            >
            > > Jeśli dziewczyna kocha, żadne
            > > studia czy inne względy nie mają znaczenia.
            > Kochać trzeba mądrze i z roztropnością.

            Zdaje się, że chciałby duszyczka do raju, ale grzechy nie pozwalają?
            Gdzieś Ty widział mądrą i roztropną miłość? Miłość jest szalona, rozsądek ją
            niszczy. Dlatego tak ważne jest zaprzyjaźnienie się małżonków w pierwszym
            etapie wspólnego życia.

            >

            >
            > > Co masz na myśli poprzez - a tacy potrafić odganiać?
            > Potrafią odganiaćinnych facetów. Przecież, jezeliby nie było tego
            samobójstwa,
            > ani też nie byłoby rozstania, to śp. samobójca byłby chorobliwie zazdrosny
            inie
            > dałby tej dziewczynie samodzielnie się poruszać - pełna kontrola.


            Toż to horror! No i świadectwo choroby nieszczęśnika. Podstawą małżeństwa jest
            zaufanie. Zazdrość niszczy człowieka.
            • arcykr Re: Historia pewnego samobójstwa. 21.11.03, 07:38
              a000000 napisała:

              > Toż to horror! No i świadectwo choroby nieszczęśnika.
              Może choroby, może mentalności... Trochę takiej, jak w krajch muzułamańskich.
    • kora3 Re: Historia pewnego samobójstwa. 20.11.03, 16:21
      arcykr napisał:

      > www1.gazeta.pl/katowice/1,35019,1782460.html
      > ?Cztery lata temu wrócił z wojska, znalazł pracę jako mechanik. Czasem był
      didż
      > ejem w barach, interesował się elektroniką.?
      > ?Zgrabna blondynka w białej sukience. Śliczna. - Wcześniej nie miał
      dziewczyny
      > na poważnie. Zakochał się na zabój i zrobiłby dla niej wszystko, był na każde
      s
      > kinienie - wspomina Magda, żona Roberta.
      > Magda podejrzewa, że Klaudia polubiła Sebastiana, ale nie chciała się z nim
      wią
      > zać. - Ma dopiero dwadzieścia lat. Poza tym, choć Sebastian był bardzo
      sympatyc
      > zny, Klaudii coś w nim nie pasowało - mówi Magda.?

      No i co Ty chciałeś rcy wywołać tym watkiem ???
      Bo serio nie wiem ...fakt Mike ma rację ..tragedia ..spowodowana głównie moim
      zdaniem faktem, ze chłopak był niezrównoważony niestety :(

      > A o to mój komentarz: Dziewczyna chciała pewnie studiować, a didżej -
      mechanik
      > chciał się z nią żenić już teraz. A tacy potrafić odganiać każdego konkurenta?
      >
      > Co wy na to?
      A to zdanie to a'propos czego ??? Gdzie Ty masz człowieku rozum ..nie przyszło
      Ci zcasem do głowy, ze można kogoś traktować jak kolege , znajomego albi
      sympatię a nie zaraz zakovhiwać się i myśleć o zakaładniu rodziny ???
      No i może dziewczyna chciała iść na studia ..co w tym niby dziwnego ???
      I o jakich "konkurentach' ty wymodziłeś na litośc boską ???
      Jak dziewczyna nie maiał ochoty na bliższą znajomość a tym bardziej ślub to
      miała być z facetem, bo może sie zabije ????
      No miej rozum ...i zdaj sobie sprawe, ze obecnie napirawdę niewiele dziewcząt w
      wieku lat 20 marzy zaraz o ślubie ...i "konkurentach" ..raczej o studiach,
      dobrej pracy ...zakładanie rodziny powinno się planowac na czas, kiedy może się
      ją utrzymać:)
      • arcykr Re: Historia pewnego samobójstwa. 20.11.03, 16:43
        kora3 napisała:

        > No i co Ty chciałeś rcy wywołać tym watkiem ???
        Dyskusję o samobójstwach.

        > A to zdanie to a'propos czego ??? Gdzie Ty masz człowieku rozum ..nie przyszło
        > Ci zcasem do głowy, ze można kogoś traktować jak kolege , znajomego albi
        > sympatię a nie zaraz zakovhiwać się i myśleć o zakaładniu rodziny ???
        To skąd to samobójstwo?

        > No i może dziewczyna chciała iść na studia ..co w tym niby dziwnego ???
        Nic dziwnego. Ale to powód, żeby nie żenić się juz teraz i to z pierwszym lepszym.

        > I o jakich "konkurentach' ty wymodziłeś
        > Cóż to za słowo?

        na litośc boską ???
        O jakich konkurentach? Np. tych, którzy mogli siepojawić w czasie życia studnckiego tej dziewczyny.

        > Jak dziewczyna nie maiał ochoty na bliższą znajomość a tym bardziej ślub to
        > miała być z facetem, bo może sie zabije ????
        Wcale nie miałem zamiaru tego sugerować.

        > No miej rozum ...i zdaj sobie sprawe, ze obecnie napirawdę niewiele dziewcząt w "konkurentach" ..
        Zależy, z jakiego środowiska...

        raczej o studiach,
        > dobrej pracy
        I właśnie o tym napisałem.

        ...zakładanie rodziny powinno się planowac na czas, kiedy może się>
        > ją utrzymać:)
        Ten chłopak mógł mysleć, że będzie w stanie utrzymać rodzinę, skoro pracuje.
        • kora3 Re: Historia pewnego samobójstwa. 20.11.03, 17:43
          arcykr napisał:

          > kora3 napisała:
          >
          > > No i co Ty chciałeś rcy wywołać tym watkiem ???
          > Dyskusję o samobójstwach.

          Hmmm ...aha

          >
          > > A to zdanie to a'propos czego ??? Gdzie Ty masz człowieku rozum ..nie prz>
          szło
          > > Ci zcasem do głowy, ze można kogoś traktować jak kolege , znajomego albi
          > > sympatię a nie zaraz zakovhiwać się i myśleć o zakaładniu rodziny ???
          > To skąd to samobójstwo?

          Z braku zrównoważenia i przerostu własnych wyobrażeń nad rzeczywistością - tak
          sądzę ...szkoda chłopaka, ale po prostu nie miał mu kto pomóc i powiedzieć, ze
          świat się nie kończy na koleżance, w której się mówiąc po
          młodzieżowemu "zabujał" :(

          >
          > > No i może dziewczyna chciała iść na studia ..co w tym niby dziwnego ???
          > Nic dziwnego. Ale to powód, żeby nie żenić się juz teraz i to z pierwszym
          lepsz
          > ym.

          No i tak ...ale coż z tego ??? Rola dziewczyny w tej historii jest raczej
          żadna ..

          > > I o jakich "konkurentach' ty wymodziłeś
          > > Cóż to za słowo?

          A takie ..młodzieżowe ..Kochoanica mnie tak nastroiła :) że młoda jestem :D

          >
          > na litośc boską ???
          > O jakich konkurentach? Np. tych, którzy mogli siepojawić w czasie życia
          studnck
          > iego tej dziewczyny.

          No i co z tego ?? śadzisz,z e dlatego nie chciła z tym facetem być /?/ Mnie się
          inaczej wydaje ...

          >
          > > Jak dziewczyna nie maiał ochoty na bliższą znajomość a tym bardziej ślub t
          > o
          > > miała być z facetem, bo może sie zabije ????
          > Wcale nie miałem zamiaru tego sugerować.

          To bardzo dobrze

          >
          > > No miej rozum ...i zdaj sobie sprawe, ze obecnie napirawdę niewiele dziewc
          > ząt w "konkurentach" ..
          > Zależy, z jakiego środowiska...

          Możliwe ...ale jakos więcej tych myślących przyszłosciowo spotykam ..

          >
          > raczej o studiach,
          > > dobrej pracy
          > I właśnie o tym napisałem.

          No i ok ..ale nad czym tu się rozwodzimy ...dziewczyna przestałą się
          interesować znajomością ...z takich czy innych przyczyn ..a chłopak nie przyjął
          tego do wiadomości :( Żałosna ..smutna historia ..szkoda, ze nie maiał
          przyjaciół którzy pomogliby mu

          >
          > ...zakładanie rodziny powinno się planowac na czas, kiedy może się>
          > > ją utrzymać:)
          > Ten chłopak mógł mysleć, że będzie w stanie utrzymać rodzinę, skoro pracuje.

          Arcykr my się nie rozumiemy chyba ...związek dwojga ludzi polega na tym,z e są
          z sobą z miłości ...nie z litości albo z wyrachowania ..przynajmniej powinien
          na tym polegać ...
          Czasem ludzie się kochają i potem rozstają ..to zawsze musi boleć tego kto
          nadal kocha, czasem jeden traktuje znajomośc jak zwykłe koleżeństwo, a drugie
          kocha .. to przykre i smutne ..ale nie ma sposobu na to ...
          co powiedziałbyś temu chłopakowi, jakby przyszedł do ciebie ze swoim
          problemem ???..bo ja wiem co powiedziałabym ...
          • arcykr Re: Historia pewnego samobójstwa. 20.11.03, 18:13
            kora3 napisała:


            > > > A to zdanie to a'propos czego ??? Gdzie Ty masz człowieku rozum ..nie
            > prz>
            > szło
            > > > Ci zcasem do głowy, ze można kogoś traktować jak kolege , znajomego a
            > lbi
            > > > sympatię a nie zaraz zakovhiwać się i myśleć o zakaładniu rodziny ???
            > > To skąd to samobójstwo?
            >
            > Z braku zrównoważenia i przerostu własnych wyobrażeń nad rzeczywistością
            Co bywa chyba przyczyną dużego procenta samobójstw - nie tylko na tle "miłosnym". Nie sądzisz?

            >> Rola dziewczyny w tej historii jest raczej
            > żadna ..
            Też tak myślę. Ona nie miała "roli", była raczej "rekwizytem". :(
            Może wielu chłopaków w krajach zdechrystianizowanych (czyli chyba wszystkich) traktuje swoje "obiekty" jak właśnie obiekty (przedmioty)?
            >
            > > > I o jakich "konkurentach' ty wymodziłeś
            > > > Cóż to za słowo?
            >
            > No i co z tego ?? śadzisz,z e dlatego nie chciła z tym facetem być /?/
            Mogłaby sie tego bać - może widziała pierwsze "objawy"?

            > Możliwe ...ale jakos więcej tych myślących przyszłosciowo spotykam ..
            Możliwe...
            > >
            > > raczej o studiach,
            > > > dobrej pracy
            > > I właśnie o tym napisałem.
            >
            > No i ok ..ale nad czym tu się rozwodzimy ...dziewczyna przestałą się
            > interesować znajomością ...z takich czy innych przyczyn ..a chłopak nie przyjął
            >
            > tego do wiadomości :( Żałosna ..smutna historia ..szkoda, ze nie maiał
            > przyjaciół którzy pomogliby mu
            >
            > >
            > > ...zakładanie rodziny powinno się planowac na czas, kiedy może się>
            > > > ją utrzymać:)
            > > Ten chłopak mógł mysleć, że będzie w stanie utrzymać rodzinę, skoro pracuj
            > e.
            >
            > Arcykr my się nie rozumiemy chyba ...związek dwojga ludzi polega na tym,z e są
            > z sobą z miłości ...nie z litości albo z wyrachowania ..przynajmniej powinien
            > na tym polegać ...
            > Czasem ludzie się kochają i potem rozstają ..to zawsze musi boleć tego kto
            > nadal kocha, czasem jeden traktuje znajomośc jak zwykłe koleżeństwo, a drugie
            > kocha .. to przykre i smutne ..ale nie ma sposobu na to ...
            > co powiedziałbyś temu chłopakowi, jakby przyszedł do ciebie ze swoim
            > problemem ???
            Przy założeniu, żeona chce studiować:
            "Słuchaj, czy ty też chcesz studiować, czy chcesz całe życie być mechanikiem albo didżejem? Bo jeśli tak, to nie pasujecie do siebie. Uczucie przemija a charaktery, zainteresowania, hierarchia wartości pozostają najczęściej na całe życie. Wasze ewentualne małzeństwo mogłoby skończyć się rozwodem albo pełnym wzajemnych pretensji życie dwojga zgorzkniałych staruchów pod jednym dachem.
            Spotykaj się dalej z nią, ale nie rób gdramatów, kiedy pojawi się ktoś trzeci".

            ..bo ja wiem co powiedziałabym ...
            No co?
            • kora3 Re: Historia pewnego samobójstwa. 20.11.03, 20:59
              arcykr napisał:

              > kora3 napisała:
              >
              >
              > > > > A to zdanie to a'propos czego ??? Gdzie Ty masz człowieku rozum
              > ..nie
              > > prz>
              > > szło
              > > > > Ci zcasem do głowy, ze można kogoś traktować jak kolege , znajom
              > ego a
              > > lbi
              > > > > sympatię a nie zaraz zakovhiwać się i myśleć o zakaładniu rodzin
              > y ???
              > > > To skąd to samobójstwo?
              > >
              > > Z braku zrównoważenia i przerostu własnych wyobrażeń nad rzeczywistością
              > Co bywa chyba przyczyną dużego procenta samobójstw - nie tylko na
              tle "miłosnym
              > ". Nie sądzisz?
              >
              > >> Rola dziewczyny w tej historii jest raczej
              > > żadna ..
              > Też tak myślę. Ona nie miała "roli", była raczej "rekwizytem". :(
              > Może wielu chłopaków w krajach zdechrystianizowanych (czyli chyba wszystkich)
              t
              > raktuje swoje "obiekty" jak właśnie obiekty (przedmioty)?

              Niekoniecznie ..nie to miałam na myśli pisząc,z e żadna byłaa jej rola miałm na
              myśli to, ze nie ona tak naprawdę doprowadziła go do samobójstwa tylko jego
              chore podejście !! nie mam podstaw ani wytycznych, by orzejkac jak ją traktował
              przedmiotowo- czy też podmiotowo ..Pewnie kochał ..chorą bo chora miłością,
              skoro posunął się do samobójstwa ...

              > >
              > > > > I o jakich "konkurentach' ty wymodziłeś
              > > > > Cóż to za słowo?
              > >
              > > No i co z tego ?? śadzisz,z e dlatego nie chciła z tym facetem być /?/
              > Mogłaby sie tego bać - może widziała pierwsze "objawy"?

              moze ...

              > > Możliwe ...ale jakos więcej tych myślących przyszłosciowo spotykam ..
              > Możliwe...
              > > >
              > > > raczej o studiach,
              > > > > dobrej pracy
              > > > I właśnie o tym napisałem.
              > >
              > > No i ok ..ale nad czym tu się rozwodzimy ...dziewczyna przestałą się
              > > interesować znajomością ...z takich czy innych przyczyn ..a chłopak nie pr
              > zyjął
              > >
              > > tego do wiadomości :( Żałosna ..smutna historia ..szkoda, ze nie maiał
              > > przyjaciół którzy pomogliby mu
              > >
              > > >
              > > > ...zakładanie rodziny powinno się planowac na czas, kiedy może się&#
              > 62
              > > > > ją utrzymać:)
              > > > Ten chłopak mógł mysleć, że będzie w stanie utrzymać rodzinę, skoro p
              > racuj
              > > e.
              > >
              > > Arcykr my się nie rozumiemy chyba ...związek dwojga ludzi polega na tym,z
              > e są
              > > z sobą z miłości ...nie z litości albo z wyrachowania ..przynajmniej powin
              > ien
              > > na tym polegać ...
              > > Czasem ludzie się kochają i potem rozstają ..to zawsze musi boleć tego kto
              >
              > > nadal kocha, czasem jeden traktuje znajomośc jak zwykłe koleżeństwo, a dru
              > gie
              > > kocha .. to przykre i smutne ..ale nie ma sposobu na to ...
              > > co powiedziałbyś temu chłopakowi, jakby przyszedł do ciebie ze swoim
              > > problemem ???
              > Przy założeniu, żeona chce studiować:
              > "Słuchaj, czy ty też chcesz studiować, czy chcesz całe życie być mechanikiem
              al
              > bo didżejem? Bo jeśli tak, to nie pasujecie do siebie. Uczucie przemija a
              chara
              > ktery, zainteresowania, hierarchia wartości pozostają najczęściej na całe
              życie
              > . Wasze ewentualne małzeństwo mogłoby skończyć się rozwodem albo pełnym
              wzajemn
              > ych pretensji życie dwojga zgorzkniałych staruchów pod jednym dachem.
              > Spotykaj się dalej z nią, ale nie rób gdramatów, kiedy pojawi się ktoś
              trzeci".
              >
              > ..bo ja wiem co powiedziałabym ...
              > No co?
              No własnie mniej wiecej to to Ty plus to, ze jest młody i wszystko wydaje mu
              się bardziej ważne niż w rzeczywistości jest ...
    • kochanica29 Rozumiem, że koledze Arcemu chodzi o to... 20.11.03, 21:34
      ze dziewczyna była femme fatale.
      Kobieta, jako zródło zła wszelkiego, nie tylko kusi mężczyżn do grzechu, ale i
      przyprawia ich o śmierć.
      On chciał, a ona taka bezduszna itp.
      I jeszcze studiowac chciała - zamiast marzyc o rodzeniu dzieci! Zgroza!
      To znaczy, że wszyscy, których ona odrzuci, zabiją się?
      Oswiadczam, że:
      - ok. 10 lat temu odrzuciłam faceta, podobno we mnie zakochanego, ktory chciał
      się żenić. Zyje do dziś, chajtnął się, dzieci zrobił.
      -sama kochałam się od 15 roku życia nieszczęśliwie przez 14 lat i jakos jak
      widac tez żyję, bo piszę.
      Co ,Arcy?
      Nie daja się baby zbiorowo zagonic do ołtarza i kołyski, to trzeba zasugerować,
      ze jest to postępowanie niebezpieczne dla życia?
      Nie mani[puluj nami , bo się nie damy.
      Hehe.
      • arcykr Re: Rozumiem, że koledze Arcemu chodzi o to... 21.11.03, 07:41
        kochanica29 napisała:

        > ze dziewczyna była femme fatale.
        > Kobieta, jako zródło zła wszelkiego, nie tylko kusi mężczyżn do grzechu, ale i
        > przyprawia ich o śmierć.
        > On chciał, a ona taka bezduszna itp.
        Wcale nie.

        > -sama kochałam się od 15 roku życia nieszczęśliwie przez 14 lat i jakos jak
        > widac tez żyję, bo piszę.
        Skąd tyle cierpliwości?

        > Nie mani[puluj nami , bo się nie damy.
        Nie miałem takich intencji.
        • kora3 Re: Rozumiem, że koledze Arcemu chodzi o to... 21.11.03, 12:01
          arcykr napisał:

          >
          > > -sama kochałam się od 15 roku życia nieszczęśliwie przez 14 lat i jakos ja
          > k
          > > widac tez żyję, bo piszę.
          > Skąd tyle cierpliwości?
          >
          To jest właśnie to uczucie Arcykrze :))) Miłość ....co to jest za miłośc, jak
          się człowiek 'odkochuje" kiedy druga strona Go nie chce ???
          • psychoguru Kora14 21.11.03, 13:50
            kora3 napisała:

            > arcykr napisał:
            > > -sama kochałam się od 15 roku życia nieszczęśliwie przez 14 lat i jakos >
            > jak widac tez żyję, bo piszę.
            > > Skąd tyle cierpliwości?
            > To jest właśnie to uczucie Arcykrze :))) Miłość ....co to jest za miłośc,
            > jak się człowiek 'odkochuje" kiedy druga strona Go nie chce ???

            14 lat to wyglada na zachowanie obsesyjne wywolane opoznieniem dojrzewania
            emocjonalnego: z 15 do 17 lat sie wyrastalo przez 14 lat.
            • a000000 Re: Kora14 21.11.03, 14:07
              kochanica napisała:


              > > > -sama kochałam się od 15 roku życia nieszczęśliwie przez 14 lat i jak
              > os >
              > > jak widac tez żyję, bo piszę.

              Kochanico! 14 lat to o wiele za długo. Prawdopodobnie kochasz wyobrażenie o tym
              facecie. Nie warto! Gdzie twój honor i ambicja. Nie chciał Cię ? Jego strata!
              Jesteś więcej warta niż 14-letnie wzdychanie do cienia. Jest tylu ciekawych i
              wartych uwagi facetów, nie patrz do tyłu, co było a nie jest, nie pisze sie w
              rejestr. Otwórz sie na świat a zobaczysz, że na Twej drodze stanie ten jeden
              jedyny. Wtedy nie będziesz mogła sobie wybaczyć swojej głupoty ( tak tak,
              głupoty, wiem co mówię), że tak wiele czasu zmarnowałaś dla mrzonki nie wartej
              kopnięcia w ....(autocenzor). Gdybym Cię poznała osobiście, otworzyłabym Ci
              oczy! Pamiętaj, facet, który Cię nie chce, nie jest wart ani jednej Twojej łzy!
              Ani jednej sekundy z Twojego życia!!!
              • kora3 Kochanica i A0000000 !!!!! 22.11.03, 12:31
                a000000 napisała:

                > kochanica napisała:
                >
                >
                > > > > -sama kochałam się od 15 roku życia nieszczęśliwie przez 14 lat
                > i jak
                > > os >
                > > > jak widac tez żyję, bo piszę.
                >
                > Kochanico! 14 lat to o wiele za długo. Prawdopodobnie kochasz wyobrażenie o
                tym
                >
                > facecie. Nie warto! Gdzie twój honor i ambicja.

                z całym szacunkiem A000000 i symptią do Ciebie (o której wiesz zapewne) nie
                rozumiem czemu uważasz, ze kochanica ma nadszarpniety honor i ambicje ?????
                Ja tam nie uważam, ze kochać kogoś to brak honoru i ambicji ..Owszem jeśliby
                narzucała się facetowi, błagała, itepe to zapewne nie byłoby to z korzyscią dla
                Jej honoru, ale że KOCHA ???? a raczej kochała tak długo ...a cóż może na
                miłośc ???
                Z resztą postu Twego się w sumie zgadzam ...nie ma co pielegnować w sobie
                uczucia bez żadnej przyszłości, lepiej popatrzeć w życie na nowo, nie żyć
                przeszłością , poszukac innego, ale nie na siłe ...po prostu żyć ...i już ...
                • a000000 Re: Kochanica i A0000000 !!!!! 23.11.03, 21:37
                  kora3 napisała:

                  > z całym szacunkiem A000000 i symptią do Ciebie (o której wiesz zapewne) nie
                  > rozumiem czemu uważasz, ze kochanica ma nadszarpniety honor i ambicje ?????


                  A to dlatego, że ten facet jej nie chciał i nie chce! Wzdychać do kogoś kto
                  mnie nie chce, marnować sobie dla wspomnienia życie, to uszczerbek na honorze i
                  ambicji. Kochanica jest warta lepszego życia i czas aby sama do tego wniosku
                  doszła.
                  Kochanico! precz smutki! Facet sobie używa, pewnie dawno żonaty i już Cię nie
                  pamięta. Ani chwilki dłużej o nim i dla niego.
                  • kochanica29 Re: Kochanica i A0000000 !!!!! 23.11.03, 21:41
                    a000000 napisała:

                    > kora3 napisała:
                    >
                    > > z całym szacunkiem A000000 i symptią do Ciebie (o której wiesz zapewne) ni
                    > e
                    > > rozumiem czemu uważasz, ze kochanica ma nadszarpniety honor i ambicje ????
                    > ?
                    >
                    >
                    > A to dlatego, że ten facet jej nie chciał i nie chce! Wzdychać do kogoś kto
                    > mnie nie chce, marnować sobie dla wspomnienia życie, to uszczerbek na honorze
                    i
                    >
                    > ambicji. Kochanica jest warta lepszego życia i czas aby sama do tego wniosku
                    > doszła.
                    > Kochanico! precz smutki! Facet sobie używa, pewnie dawno żonaty i już Cię nie
                    > pamięta. Ani chwilki dłużej o nim i dla niego.

                    Zonaty dawno, istotnie.
                    Pamieta mnie na pewno, bo zdrowo za nim latałam.
                    Ale nic to.
                    • kochanica29 Re: Kochanica i A0000000 !!!!! 23.11.03, 21:42
                      kochanica29 napisała:

                      > a000000 napisała:
                      >
                      > > kora3 napisała:
                      > >
                      > > > z całym szacunkiem A000000 i symptią do Ciebie (o której wiesz zapewn
                      > e) ni
                      > > e
                      > > > rozumiem czemu uważasz, ze kochanica ma nadszarpniety honor i ambicje
                      > ????
                      > > ?
                      > >
                      > >
                      > > A to dlatego, że ten facet jej nie chciał i nie chce! Wzdychać do kogoś kt
                      > o
                      > > mnie nie chce, marnować sobie dla wspomnienia życie, to uszczerbek na hono
                      > rze
                      > i
                      > >
                      > > ambicji. Kochanica jest warta lepszego życia i czas aby sama do tego wnios
                      > ku
                      > > doszła.
                      > > Kochanico! precz smutki! Facet sobie używa, pewnie dawno żonaty i już Cię
                      > nie
                      > > pamięta. Ani chwilki dłużej o nim i dla niego.
                      >
                      > Zonaty dawno, istotnie.
                      > Pamieta mnie na pewno, bo zdrowo za nim latałam.
                      > Ale nic to.
                      Znaczy, nic to, ze latałam.
                      • a000000 Re: Kochanica i A0000000 !!!!! 23.11.03, 21:58
                        kochanica29 napisała:

                        > Znaczy, nic to, ze latałam.

                        Pewno, że nic to. Nie patrz do tyłu. Patrz do przodu, czas pomyśleć o sobie.
                        Masz tylko jedno krótkie życie, przejdź przez nie tak, abyś za sto lat mogła
                        powiedzieć - niczego nie żałuję!
                      • kora3 Re: Kochanica i A0000000 !!!!! 23.11.03, 23:52
                        No i trudno ..A00000 ma rację ... zapomnij i żyj na 100% ....tego kwiatu jest
                        pół światu, jak mawiała moja śp. Babcia :)))
                        • kochanica29 Re: Kochanica i A0000000 !!!!! 24.11.03, 19:15
                          kora3 napisała:

                          > No i trudno ..A00000 ma rację ... zapomnij i żyj na 100% ....tego kwiatu jest
                          > pół światu, jak mawiała moja śp. Babcia :)))
                          Ha!
                          Moja też jest śp., ale nie mawiała takich mądrych rzeczy...
                          No to się zaczajam na 57 milionów Francuzów...
                          odliczając kobiety, dzieci, starców, żonatych i Arabów z obywatelstwem
                          uwazajacych się za Francuzów, a jest tego pół Republiki, dlatego ich politycy
                          sa przeciwni wartościom w preambule, bo robia w gacie przed arabskim
                          elektoratem...
                          Wybiórczo rasistowska kochanica Francuza(bialego, czarnego lub mieszanego).
            • kora3 Re: Kora14 21.11.03, 14:48
              psychoguru napisała:

              > kora3 napisała:
              >
              > > arcykr napisał:
              > > > -sama kochałam się od 15 roku życia nieszczęśliwie przez 14 lat i jak
              > os >
              > > jak widac tez żyję, bo piszę.
              > > > Skąd tyle cierpliwości?
              > > To jest właśnie to uczucie Arcykrze :))) Miłość ....co to jest za miłośc,
              > > jak się człowiek 'odkochuje" kiedy druga strona Go nie chce ???
              >
              > 14 lat to wyglada na zachowanie obsesyjne wywolane opoznieniem dojrzewania
              > emocjonalnego: z 15 do 17 lat sie wyrastalo przez 14 lat.

              Psychoguru ...to kochanica napisała ....a ja tylko, ze to możliwe ...fakt nigdy
              tak długo mie się nie zdarzyło ...,ale to nie znaczy, zde to jakieś dziwne ...
              • kochanica29 Eeee ludzie się kochają całe życie 21.11.03, 16:48
                kora3 napisała:

                > psychoguru napisała:
                >
                > > kora3 napisała:
                > >
                > > > arcykr napisał:
                > > > > -sama kochałam się od 15 roku życia nieszczęśliwie przez 14 lat
                > i jak
                > > os >
                > > > jak widac tez żyję, bo piszę.
                > > > > Skąd tyle cierpliwości?
                > > > To jest właśnie to uczucie Arcykrze :))) Miłość ....co to jest za mił
                > ośc,
                > > > jak się człowiek 'odkochuje" kiedy druga strona Go nie chce ???
                > >
                > > 14 lat to wyglada na zachowanie obsesyjne wywolane opoznieniem dojrzewania
                >
                > > emocjonalnego: z 15 do 17 lat sie wyrastalo przez 14 lat.
                >
                > Psychoguru ...to kochanica napisała ....a ja tylko, ze to możliwe ...fakt
                nigdy
                >
                > tak długo mie się nie zdarzyło ...,ale to nie znaczy, zde to jakieś dziwne ...
                np. po śmierci narzeczonego nigdy nie wychodza za mąż...
                ja wiem ze milej to oglądac na filmach, a w realu potepiać jako "chore"
                moglabym próbpwac wyjaśnic dlaczego tak się dzialo ale nie chce bo komentarz
                psychoguru uwazam za chamski
                • psychoguru A moze wyjasnisz? 22.11.03, 06:57
                  kochanica29 napisała:

                  > np. po śmierci narzeczonego nigdy nie wychodza za mąż...
                  > ja wiem ze milej to oglądac na filmach, a w realu potepiać jako "chore"
                  > moglabym próbpwac wyjaśnic dlaczego tak się dzialo ale nie chce bo komentarz
                  > psychoguru uwazam za chamski

                  Chamski? Jesli diagnoze stanu psychicznego uznac za chamstwo to psychiatrzy i
                  terapeuci sa chamami.

                  Tzw. nieuleczalne zakochanie jest oczywistym zakloceniem psychicznym. W
                  skrajnych przypadkach prowadzi wlasnie do samoboja czy mordu.

                  Tak samo jest z mlodymi osobami ktore po utracie jednego partnera nie sa w
                  stanie nigdy nawiazac nowego zwiazku. To sa sprawy jak najbardziej nadajace
                  sie do terapii osobowosci.

                  Wiec gdzie tu widzisz chamstwo?
                  • kora3 Re: A moze wyjasnisz? 22.11.03, 12:41
                    psychoguru napisała:

                    > kochanica29 napisała:
                    >
                    > > np. po śmierci narzeczonego nigdy nie wychodza za mąż...
                    > > ja wiem ze milej to oglądac na filmach, a w realu potepiać jako "chore"
                    > > moglabym próbpwac wyjaśnic dlaczego tak się dzialo ale nie chce bo komenta
                    > rz
                    > > psychoguru uwazam za chamski
                    >
                    > Chamski? Jesli diagnoze stanu psychicznego uznac za chamstwo to psychiatrzy i
                    > terapeuci sa chamami.

                    Psychoguru ...posuwasz się za daleko diagnozując Kochanicę ...na podstawie
                    postu a raczej jednej wypowiedzi !!! Terapeuci z reguły dłuuuugasnie wysłuchują
                    pacjenta ZANIM podejma się oceny ich stanu emocji czy psychiki - stąd zapewne
                    reakcja Kochanicy ...nie masz żadnych podstaw uważać, że jest jakos tam
                    nienormalna, bo tak długo obdarzała uczuciem kogos kto Jej byc moż enie kochał
                    i nie był z Nią ..
                    Zapewne nie jest to komfortowa sytuacja, psychicznie, ale nie oznacza zapewne
                    zaraz choroby ...

                    > Tzw. nieuleczalne zakochanie jest oczywistym zakloceniem psychicznym. W
                    > skrajnych przypadkach prowadzi wlasnie do samoboja czy mordu.

                    Miłość nie jest uleczalna czy nieuleczalna - wygasa czsem z przyczyn różnych i
                    te przyczyny sa róąne u każdego z nas ...

                    A tak nawiasem mówiąc ...Kochanica zakochała się jako bardzo młoda osóbka i
                    dłuuugo kochała tę jedna osobe ...
                    Nie wiem czy wiesz Psychoguru ale uczucie miłości , nawet nieszczęśliwej i
                    niespełnionej jest bardzo inspirujące i czasem człowiek czepia się tej miłości
                    podświadomie, bo uważa ją za treść życia ..coś bez czego przestanie
                    istnieć ...nie będzie miał po co życ ...

                    A i jeszcze jedno ...znam kobietę teraz już po 50-tce, która wyszła za maż z
                    wielkeij miłości za pewnego hultaja...gość ją całe życie zdradzał,
                    pił ...zawodził ...a on go nie opusciła , za to przez 36 lat narzeka nań
                    niezmiennie ...aj to uważam za dośc nienormalne ...a Ty ???
                    • arcykr Re: A moze wyjasnisz? 24.11.03, 11:57
                      Kora3, miłość to nie przemijające uczucie, ale cpostawa, któą się świadomie wybiera, i pracowicie wypracowana sprawność (cnota).

                      kora3 napisała:

                      > A tak nawiasem mówiąc ...Kochanica zakochała się jako bardzo młoda osóbka i
                      > dłuuugo kochała tę jedna osobe ...
                      A może to było nie tyle zakochanie, co skojarzenie popędu seksualnego i jego "sublimacyj" z cechami fizycznymi i/lub psychicznymi obiektu uczuć? Co o tym sądzisz, psychoguru?

                      > Nie wiem czy wiesz Psychoguru ale uczucie miłości , nawet nieszczęśliwej i
                      > niespełnionej jest bardzo inspirujące i czasem człowiek czepia się tej miłości
                      > podświadomie, bo uważa ją za treść życia ..coś bez czego przestanie
                      > istnieć ...nie będzie miał po co życ ...
                      A może tak: nie będzie miał potencjalnego obiektu zaspokojania swojego popędu seksualnego?
                      • kora3 Re: A moze wyjasnisz? 24.11.03, 12:42
                        arcykr napisał:

                        > Kora3, miłość to nie przemijające uczucie, ale cpostawa, któą się świadomie
                        wyb
                        > iera, i pracowicie wypracowana sprawność (cnota).

                        Postawą może być postawa miłości bliźniego Arcy ..wola, cnota itepe. Między
                        partnerami musi istnieć specjalna więź, którą trzeba
                        pielęgnować ..Zaniedbywana - zrywa się ... Nie mam wcale na myśli seksu...po
                        prostu miłośc jet uczuciem, odczuwaniem ...Jeśli ktos założmy jest wobec Ciebie
                        podły, agresywny wręcz zły czy umiesz go darzyć uczuciem miłości ..budowac z
                        nim życie ..???

                        >
                        > kora3 napisała:
                        >
                        > > A tak nawiasem mówiąc ...Kochanica zakochała się jako bardzo młoda osóbka
                        > i
                        > > dłuuugo kochała tę jedna osobe ...
                        > A może to było nie tyle zakochanie, co skojarzenie popędu seksualnego i
                        jego "s
                        > ublimacyj" z cechami fizycznymi i/lub psychicznymi obiektu uczuć? Co o tym
                        sądz
                        > isz, psychoguru?
                        >
                        > > Nie wiem czy wiesz Psychoguru ale uczucie miłości , nawet nieszczęśliwej i
                        >
                        > > niespełnionej jest bardzo inspirujące i czasem człowiek czepia się tej mił
                        > ości
                        > > podświadomie, bo uważa ją za treść życia ..coś bez czego przestanie
                        > > istnieć ...nie będzie miał po co życ ...
                        > A może tak: nie będzie miał potencjalnego obiektu zaspokojania swojego popędu
                        s
                        > eksualnego?

                        Wybacz Arcykr, że powiem Ci to wprost: masz obsesję na puncie seksu moim
                        zdaniem ...
                        Cały zcas trąbisz, ze wszyscy myślą tylko o tym, jak złamać "sponiewierane" 6
                        przykazanie, a sam niestety wszystko sprowadzasz do seksu ...
                        Zdziwiłbyś się zapewne, ale wielu ludzi wspomina swoje młodzieńcze PLATONICZNE
                        (np w ieku 15 lat) zauroczenia z wielkim rozrzewnieniem i tęsknotą ...nie za
                        seksem Arcy !!!! bo go nie było w tych zauroczeniach ..tylko za młodością, za
                        beztroską ...wiem wiem ..Ty tego nie masz ...:)
                        Chociaz ..sam wspomniałes kiedyś,z e byłes kimś tam zauroczony
                        (zakochany???) ...współżyłeś z tą kobietą ??? Jak nie to po co byłes
                        zauroczony ?? liczyłeś na potencjalną wymianę płynów ustrojowych ???
                        Wybacz mój niemiły ton , ale naprawdę jesteś momentami beznadziejny z tym
                        sprowadzaniem dosłownie wszystkiego do łóżka i samego aktu
                        seksualnego ...przeczy to w ogóle Twojej ogólnej deklarowanej postawie !!!
                        • arcykr Re: A moze wyjasnisz? 24.11.03, 14:34
                          kora3 napisała:

                          > Między
                          > partnerami musi istnieć specjalna więź, którą trzeba
                          > pielęgnować ..Zaniedbywana - zrywa się ...
                          Kto prawdziwie kocha, nie zaniedbuje.

                          Nie mam wcale na myśli seksu...po
                          > prostu miłośc jet uczuciem, odczuwaniem ...Jeśli ktos założmy jest wobec Ciebie
                          > podły, agresywny wręcz zły czy umiesz go darzyć uczuciem miłości ..budowac z
                          > nim życie ..???
                          Nie. Po to jest separacja.
                          >

                          > Wybacz Arcykr, że powiem Ci to wprost: masz obsesję na puncie seksu moim
                          > zdaniem ...
                          > Cały zcas trąbisz, ze wszyscy myślą tylko o tym, jak złamać "sponiewierane" 6
                          > przykazanie, a sam niestety wszystko sprowadzasz do seksu ...
                          Jasie tylko zapytałem, czy daną sytuację mozna do seksu sprowadzić.

                          > Zdziwiłbyś się zapewne, ale wielu ludzi wspomina swoje młodzieńcze PLATONICZNE
                          > (np w ieku 15 lat) zauroczenia z wielkim rozrzewnieniem i tęsknotą ...
                          Tyletu o sobie napisałać, że ja też napiszę. :)
                          Jak miałem te 15 lat, do naszej klasy trafiła koleżanka, która nie zdała parę razy do następnej klasy i była całkowicie fizycznie rozwinięta - tłustawa blondynka. Kiedy weszła w trakcie lekcji w połowie września, zamieniła pare słów z nauczycielką i usiadła w ostatniej ławce, pomyślałem, że to praktykantka. Kolega, który ze mną siedział w jednej ławce, powiedział, że ona się na mnie ciągle patrzy. Ten sam kolega pewnego razy, kiedy siedziała przednami, dopuścił się onanizmu powtarzając jej imię.
                          Następne miesiące pokazały, że rzeczywiście była b. jurna - zaszła w ciążę z jakimś żołnierzem. Jakoś żaden z moich kolegów nie popełnił samobójstwa. ;-)
                          Jakoś w tych moich pierwszych przeżyciiach więcej Freuda niż Platona...

                          > Chociaz ..sam wspomniałes kiedyś,z e byłes kimś tam zauroczony
                          > (zakochany???) ...współżyłeś z tą kobietą ??? Jak nie to po co byłes
                          > zauroczony ?? liczyłeś na potencjalną wymianę płynów ustrojowych ???
                          Może podświadomie. A ten płyn, o którym myślisz, czesem się wydostaje poza ustrój, kiedy się o danej kobiecie śni, no nie? O czymś to chyba świadczy?

                          > Wybacz mój niemiły ton , ale naprawdę jesteś momentami beznadziejny z tym
                          > sprowadzaniem dosłownie wszystkiego do łóżka i samego aktu
                          > seksualnego
                          Ja co najwyżej pytam się, czy danej sytuacji nie można dzięki wiedzy o podświadomości sprowadzić.

                          ...przeczy to w ogóle Twojej ogólnej deklarowanej postawie !!!
                          A możesię chcę w mojej postawie przez zadawanie prowokacyjnych pytań utwierdzić?
                          • kora3 Re: A moze wyjasnisz? 24.11.03, 14:54
                            arcykr napisał:

                            > kora3 napisała:
                            >
                            > > Między
                            > > partnerami musi istnieć specjalna więź, którą trzeba
                            > > pielęgnować ..Zaniedbywana - zrywa się ...
                            > Kto prawdziwie kocha, nie zaniedbuje.

                            Ok, ale jeżeli stajesz z kims załóżmy przed ołtarzem, albo kierownikiem USC,
                            albo po prostu decydujesz się na zycie (teraz podaję przkłady ludzi
                            różnoświatopogladowych) to myślisz,z e ktos Cię kocha prawdziwie ...
                            Niestety w życiu bywa różnie i okazuje się,z e jednak nie ...proponujesz
                            separacje ..Ok ..ale nie wyjaśniasz ...czy przestajesz taka osobe darzyć
                            miłości (nie bliźniego, tylko partnerską) czy też nie ?

                            >
                            > Nie mam wcale na myśli seksu...po
                            > > prostu miłośc jet uczuciem, odczuwaniem ...Jeśli ktos założmy jest wobec C
                            > iebie
                            > > podły, agresywny wręcz zły czy umiesz go darzyć uczuciem miłości ..budowac
                            > z
                            > > nim życie ..???
                            > Nie. Po to jest separacja.

                            Darzy sie Go dalej płomiennym uczuciem miłosci czy nie ???

                            > >
                            >
                            > > Wybacz Arcykr, że powiem Ci to wprost: masz obsesję na puncie seksu moim
                            > > zdaniem ...
                            > > Cały zcas trąbisz, ze wszyscy myślą tylko o tym, jak złamać "sponiewierane
                            > " 6
                            > > przykazanie, a sam niestety wszystko sprowadzasz do seksu ...
                            > Jasie tylko zapytałem, czy daną sytuację mozna do seksu sprowadzić.
                            >
                            > > Zdziwiłbyś się zapewne, ale wielu ludzi wspomina swoje młodzieńcze PLATONI
                            > CZNE
                            Ten sam kolega pewnego razy, kiedy siedziała przednami, dopuścił się onan
                            > izmu powtarzając jej imię.
                            > Następne miesiące pokazały, że rzeczywiście była b. jurna - zaszła w ciążę z
                            ja
                            > kimś żołnierzem.

                            Przyznam, ze może nie jestem zbyt lotna, ale nie widzę bezpośredniego związku
                            pomiędzy onanizowaniem się Twojego kolegi z myślą o owej przetłuszczonej
                            pannie, a okazaniem sie Jej rzeczywistej jurności ??????
                            Co to ma do rzeczy ??? A jeśliby gość onanizował się z imieniem na ustach , bez
                            urazy , siostry katechetki, to nalezałoby czekac, aż następne miesiące ujawnią
                            jurność tejże ????


                            Jakoś żaden z moich kolegów nie popełnił samobójstwa. ;-)
                            > Jakoś w tych moich pierwszych przeżyciiach więcej Freuda niż Platona...

                            Arcy ...z całym szacunkiem dla Ciebie ...ale Ty wypisujesz cosik bez
                            związku !!!!
                            co ma piernik do wiatraka ???
                            Ciąża jakiejś panny i onanizm do tego co ja napisałam o miłości platonicznej ???
                            To, ze jakas tam panna nie zdała i zaszła w ciżę z jakimś zołnierzem, czy innym
                            mundurowym ..wcale mnie nie przekonuje , ze platoniczne uczucia z lat
                            młodzieńzcych nie istnieją ..sama takowe przeżyłam .. :)
                            >
                            > > Może podświadomie. A ten płyn, o którym myślisz, czesem się wydostaje poza
                            ustr
                            > ój, kiedy się o danej kobiecie śni, no nie? O czymś to chyba świadczy?
                            O normalności w sensie fizjologicznej budowy organizmu i jego funkcji ..zwie
                            się to "zmazy nocne" pojawia u chłopców w okresie dojrzewania i jest
                            normalne ...
                            >
                            > > Wybacz mój niemiły ton , ale naprawdę jesteś momentami beznadziejny z tym
                            > > sprowadzaniem dosłownie wszystkiego do łóżka i samego aktu
                            > > seksualnego
                            > Ja co najwyżej pytam się, czy danej sytuacji nie można dzięki wiedzy o
                            podświad
                            > omości sprowadzić.

                            Wszystko można "sprowadzić" :) Ale to świadczy o skrzywieniu !!!! Mam znajomego
                            co też wszystko widzi seksualnie ..jest kameralną uciechą :)
                            Posądzał koleżanki o zwiazek homoseksualny, bo mieszkły razem, znjomych
                            zakolegownych płci przeciwnych o romanse ..jakiś jest dziwny ..

                            >
                            > ...przeczy to w ogóle Twojej ogólnej deklarowanej postawie !!!
                            > A możesię chcę w mojej postawie przez zadawanie prowokacyjnych pytań
                            utwierdzić
                            > ?
                            może ...ale zacznij myśleć normalnie ...Ludzie współżyjący, którzy być moze
                            jawią ci sie jako demoniczni wampirzy seksu ...robią wiele innych rzeczy niż
                            tylko seks ..czynia wiele rzeczy z sympatii (taakże do osób przeciwnej płci)
                            bez seksualnego podtekstu, przyjaźni sie, lubią ..są życzkiwi i wcale nie myślą
                            tylko o tym ...- uwierz :)
                            • arcykr Re: A moze wyjasnisz? 24.11.03, 15:23
                              kora3 napisała:

                              > czy przestajesz taka osobe darzyć
                              > miłości (nie bliźniego, tylko partnerską) czy też nie ?
                              (7) Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. (8) Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.
                              (1 list do Koryntian 13:7-8)
                              > >
                              > Darzy sie Go dalej płomiennym uczuciem miłosci czy nie ???
                              Już napisałem, że miłośc to nie uczucie.> > >
                              > >
                              > Przyznam, ze może nie jestem zbyt lotna, ale nie widzę bezpośredniego związku
                              > pomiędzy onanizowaniem się Twojego kolegi z myślą o owej przetłuszczonej
                              > pannie, a okazaniem sie Jej rzeczywistej jurności ??????
                              Gdyby był bezpośredni związek, to bym nie napisał "następne miesiące
                              pokazały"...

                              > Co to ma do rzeczy ??? A jeśliby gość onanizował się z imieniem na ustach , bez urazy , siostry katechetki, to nalezałoby czekac, aż następne miesiące ujawnią jurność tejże ????
                              toteż na nic nie czekałem.
                              >
                              > Arcy ...z całym szacunkiem dla Ciebie ...ale Ty wypisujesz cosik bez
                              > związku !!!!
                              > co ma piernik do wiatraka ???
                              > Ciąża jakiejś panny i onanizm do tego co ja napisałam o miłości platonicznej ?
                              Chciałem pokazać na przykładzie, że różnie bywa w wieku około 15 lat...
                              > ?
                              > To, ze jakas tam panna nie zdała i zaszła w ciżę z jakimś zołnierzem, czy innym mundurowym ..wcale mnie nie przekonuje , ze platoniczne uczucia z lat
                              > młodzieńzcych nie istnieją ..sama takowe przeżyłam .. :)
                              Nie chciałem sugerować, że nie istnieją. Po prostu jedni sublimują a drudzy nie.

                              > > > Może podświadomie. A ten płyn, o którym myślisz, czesem się wydostaje
                              > poza ustr> > ój, kiedy się o danej kobiecie śni, no nie? O czymś to chyba świadczy?
                              > O normalności w sensie fizjologicznej budowy organizmu i jego funkcji ..zwie
                              > się to "zmazy nocne" pojawia u chłopców w okresie dojrzewania i jest
                              > normalne ...
                              Ale też pokazuje, że młodzieńcze zachwyty nie są bez związku z seksem...
                              > >
                              > Wszystko można "sprowadzić" :)
                              Ale czy w danym przypadku słusznie?
                              • kora3 Re: A moze wyjasnisz? 24.11.03, 15:33
                                arcykr napisał:

                                > > >
                                > > Darzy sie Go dalej płomiennym uczuciem miłosci czy nie ???
                                > Już napisałem, że miłośc to nie uczucie.> > >

                                Nieprawda Arcy ...musi być uczucie ...
                                Jeśliby uczucie nie było potrzebne po prostu komtuter, albo jak dawniej rodzice
                                dobieraliby ludzi w pary i jakby zawarli sakramentalne małżeństwo automatem
                                darzyliby się miłością ...:) Coś jednak powoduje, ze podaba nam się, a później
                                darzymy uczuciem te a nie inną osobą ...i nie tylko seks to jest ..uwierz :)

                                > > >
                                > > Przyznam, ze może nie jestem zbyt lotna, ale nie widzę bezpośredniego zwią
                                > > >
                                > > Arcy ...z całym szacunkiem dla Ciebie ...ale Ty wypisujesz cosik bez
                                > > związku !!!!
                                > > co ma piernik do wiatraka ???
                                > > Ciąża jakiejś panny i onanizm do tego co ja napisałam o miłości platoniczn
                                > ej ?
                                > Chciałem pokazać na przykładzie, że różnie bywa w wieku około 15 lat...

                                No i tak bywa w róznym wieku ..czego to miało dowieść ...w świetle tego co ja
                                napisałam o młodzieńczych platonicznych uczuciach ...że jest też takie
                                podejscie jak ty opisałeś ?? No jest ..i co z tego ???

                                >
                                > > > > Może podświadomie. A ten płyn, o którym myślisz, czesem się wydo
                                > staje
                                > > poza ustr> > ój, kiedy się o danej kobiecie śni, no nie? O czymś to
                                > chyba świadczy?
                                > > O normalności w sensie fizjologicznej budowy organizmu i jego funkcji ..zw
                                > ie
                                > > się to "zmazy nocne" pojawia u chłopców w okresie dojrzewania i jest
                                > > normalne ...
                                > Ale też pokazuje, że młodzieńcze zachwyty nie są bez związku z seksem...

                                To niczego nie pokazuje to po prostu hormony !!! Fizjologia, jak wydalanie,
                                oddychanie itepe. Wytrysk to fizjologiczna czynność, nie mistyczn czy jakas
                                etycznie podejrzana ...

                                > > >
                                > > Wszystko można "sprowadzić" :)
                                > Ale czy w danym przypadku słusznie?

                                To ja Ciebie się pytam, czy Ty słusznie wszystko "sprowadzasz ":) ???
                                • arcykr Re: A moze wyjasnisz? 24.11.03, 15:41
                                  kora3 napisała:

                                  > Nieprawda Arcy ...musi być uczucie ...
                                  Na początku.

                                  > Coś jednak powoduje, ze podaba nam się, a później
                                  > darzymy uczuciem te a nie inną osobą ...i nie tylko seks to jest
                                  A czy ja w tym wątku piszę jedynie o seksie?>
                                  >
                                  > w świetle tego co ja
                                  > napisałam o młodzieńczych platonicznych uczuciach ...że jest też takie
                                  > podejscie jak ty opisałeś ?? No jest ..i co z tego ???
                                  A co z tego, że jest to platoniczne?
                                  > >
                                  > > Ale też pokazuje, że młodzieńcze zachwyty nie są bez związku z seksem...>
                                  > To niczego nie pokazuje to po prostu hormony !!! Fizjologia, jak wydalanie,
                                  > oddychanie itepe. Wytrysk to fizjologiczna czynność, nie mistyczn czy jakas
                                  > etycznie podejrzana ...
                                  A to, że "młodzieńcze zachwyty" pojawiają się w tym samym wieku co wytryski i zwilgotnienia pochwy, oczymś chba świadczy, no nie?
                                  >
                                  > To ja Ciebie się pytam, czy Ty słusznie wszystko "sprowadzasz ":) ???
                                  A ja się pytam psychoguru...
                                  • kora3 Re: A moze wyjasnisz? 24.11.03, 15:55
                                    arcykr napisał:

                                    > kora3 napisała:
                                    >
                                    > > Nieprawda Arcy ...musi być uczucie ...
                                    > Na początku.

                                    A potem już nie ????

                                    >
                                    > > Coś jednak powoduje, ze podaba nam się, a później
                                    > > darzymy uczuciem te a nie inną osobą ...i nie tylko seks to jest
                                    > A czy ja w tym wątku piszę jedynie o seksie?>

                                    Nie ..ale masz takową tendencje zcasem sprowadzania wszystkiego do "łamania 6
                                    przykazania" - czasem zupełnie absurdalnie ...
                                    > >
                                    > > w świetle tego co ja
                                    > > napisałam o młodzieńczych platonicznych uczuciach ...że jest też takie
                                    > > podejscie jak ty opisałeś ?? No jest ..i co z tego ???
                                    > A co z tego, że jest to platoniczne?

                                    To było a' propos Twojej uwagi, że tracąc uczucie "traci się potencjalną
                                    możliwośc uprawianai seksu" czy tak jakos w kontekscie tego co pisałam, ze
                                    ludzie czepiają się czasem nieodwajemnionej miłości jako sensu życia :)

                                    > > >
                                    > > > Ale też pokazuje, że młodzieńcze zachwyty nie są bez związku z seksem
                                    > ...>
                                    > > To niczego nie pokazuje to po prostu hormony !!! Fizjologia, jak wydalanie
                                    > ,
                                    > > oddychanie itepe. Wytrysk to fizjologiczna czynność, nie mistyczn czy jaka
                                    > s
                                    > > etycznie podejrzana ...
                                    > A to, że "młodzieńcze zachwyty" pojawiają się w tym samym wieku co wytryski i
                                    z
                                    > wilgotnienia pochwy, oczymś chba świadczy, no nie?

                                    o normalnym rozwoju płciowym człowieka .to świadczy :)
                                    Ale te zawilgocenia i wytryski nie musza zar owocować współżyciem ...na ogół
                                    pojawiają się wcześniej niż człek jest n owo współzycie gotowy, a wynika to z
                                    dysonasu pomiędzy ewolucją, a cywilizacją :)

                                    > >
                                    > > To ja Ciebie się pytam, czy Ty słusznie wszystko "sprowadzasz ":) ???
                                    > A ja się pytam psychoguru...

                                    ooooo "Psychogura" to ja też sie pytałam...ale nic mi nie odpowiedział ...ale
                                    poczekajmy :)
                                    • arcykr Re: A moze wyjasnisz? 24.11.03, 22:14
                                      kora3 napisała:

                                      > > > Nieprawda Arcy ...musi być uczucie ...
                                      > > Na początku.>
                                      > A potem już nie ????
                                      Niekoniecznie, choć powinno.
                                      > >
                                      > To było a' propos Twojej uwagi, że tracąc uczucie "traci się potencjalną
                                      > możliwośc uprawianai seksu"
                                      Wcale nie. Seks mozna uprawiać bez uczucia.
                                      czy tak jakos w kontekscie tego co pisałam, ze
                                      > ludzie czepiają się czasem nieodwajemnionej miłości jako sensu życia :)
                                      A co jest tym sensem w przypadku uczucia nieodwzajemnego?

                                      > o normalnym rozwoju płciowym człowieka .to świadczy :)
                                      Czyli i platonicznośći fizjologia to dwa przejawy tego samego procesu prowadzącego do przekazywania życia i podtrzymywania go przez kilkanaście lat do momentu usamodzielnienia się potomstwa.

                                      > Ale te zawilgocenia i wytryski nie musza zar owocować współżyciem ...na ogół
                                      > pojawiają się wcześniej niż człek jest n owo współzycie gotowy, a wynika to z
                                      > dysonasu pomiędzy ewolucją, a cywilizacją :)
                                      Ja się z tym zgadzm. Co innego niektóre nastolatki.
                                      > > >
                                      > ooooo "Psychogura"
                                      A dlaczego nie "psychogury", bo zawsze się robi "psychoguru" napisała?

                                      to ja też sie pytałam...ale nic mi nie odpowiedział ...ale
                                      > poczekajmy :)
                                      Może on(a) zna się tylko na psychologii religii? Może, jak było o seksie, to wagarował(a)? ;-)
                                      • kora3 Re: A moze wyjasnisz? 25.11.03, 00:17
                                        arcykr napisał:

                                        > kora3 napisała:
                                        >
                                        > > > > Nieprawda Arcy ...musi być uczucie ...
                                        > > > Na początku.>
                                        > > A potem już nie ????
                                        > Niekoniecznie, choć powinno.

                                        Ale masz pogląd !!!!! Coś starsznego ... jak można tak ...seks potem bez
                                        uczucia, żyć z kims bez miłości ...brrr ...

                                        > > >
                                        > > To było a' propos Twojej uwagi, że tracąc uczucie "traci się potencjalną
                                        > > możliwośc uprawianai seksu"
                                        > Wcale nie. Seks mozna uprawiać bez uczucia.

                                        Z tego co piszessz wyżej ...jak najbardziej ...straszne masz podejscie :(
                                        zresztą udajesz, ze nie wiesz o czym ja pisze albo się pogubiłeś już ...ale ja
                                        mam dobrą pamięć :) Napisałam, ze uczucie nawey nie spełnione i nie
                                        odwzajemnione bywa inspiracją i persfektywa utraty tego właśnie uczucia, jest
                                        dla zakochandgo (nawet nieszczęśliwie) jest przerażająca ... na co ty mi
                                        odpisałeś ni w 5 ni w 9, ze moze przerażająca jest "utrata możliwosci
                                        uprawiania z tym kimś seksu" co całkiem było bez sensu, bo mówiliśmy o miłości
                                        nieodwzajemnionej i niespełnionej w swieyle tego co pisała Kochanica ... ufff


                                        > czy tak jakos w kontekscie tego co pisałam, ze
                                        > > ludzie czepiają się czasem nieodwajemnionej miłości jako sensu życia :)
                                        > A co jest tym sensem w przypadku uczucia nieodwzajemnego?

                                        Samo uczucie ...stan 'zakochania" emocje z tym związane ...poczytaj naszego
                                        wieszcza :) tyle pięknych słów wyszło spod jego pióra, gdy
                                        kochał ..niespełniona i nieszczęśliwą miłością ...:)

                                        >
                                        > > o normalnym rozwoju płciowym człowieka .to świadczy :)
                                        > Czyli i platonicznośći fizjologia to dwa przejawy tego samego procesu
                                        prowadząc
                                        > ego do przekazywania życia i podtrzymywania go przez kilkanaście lat do
                                        momentu
                                        > usamodzielnienia się potomstwa.

                                        Nie ... można naprawdę kochac kogoś z kim się nie wpółzyło całe życie ...
                                        platoniczna miłość ...może być i tka że nawet z różnych wzgledów nie dąży się
                                        do jej spełnienia w łóżku może szalenie inspirowac człowieka ..nadać jego życiu
                                        sens ...wiem, nie wiessz o czym ja mówie :)

                                        >
                                        > > Ale te zawilgocenia i wytryski nie musza zar owocować współżyciem ...na og
                                        > ół
                                        > > pojawiają się wcześniej niż człek jest n owo współzycie gotowy, a wynika t
                                        > o z
                                        > > dysonasu pomiędzy ewolucją, a cywilizacją :)
                                        > Ja się z tym zgadzm. Co innego niektóre nastolatki.
                                        Pilnuj siebie ...a będzie ok :)

                                        > > > >
                                        > > ooooo "Psychogura"
                                        > A dlaczego nie "psychogury", bo zawsze się robi "psychoguru" napisała?
                                        Bo tak mi sie chciło akurat napisać ... błednie omieniając :)
                                        >
                                        > to ja też sie pytałam...ale nic mi nie odpowiedział ...ale
                                        > > poczekajmy :)
                                        > Może on(a) zna się tylko na psychologii religii? Może, jak było o seksie, to
                                        wa
                                        > garował(a)? ;-)

                                        nie wiem ...:)
                                        • arcykr Re: A moze wyjasnisz? 25.11.03, 09:49
                                          kora3 napisała:

                                          > Ale masz pogląd !!!!! Coś starsznego ... jak można tak ...seks potem bez
                                          > uczucia,
                                          Niekoniecznie musi być seks.
                                          > > > >
                                          > > > To było a' propos Twojej uwagi, że tracąc uczucie "traci się potencja
                                          > lną
                                          > > > możliwośc uprawianai seksu"
                                          > > Wcale nie. Seks mozna uprawiać bez uczucia.
                                          >
                                          > Z tego co piszessz wyżej ...jak najbardziej ...straszne masz podejscie :(
                                          > zresztą udajesz, ze nie wiesz o czym ja pisze albo się pogubiłeś już ...ale ja
                                          > mam dobrą pamięć :) Napisałam, ze uczucie nawey nie spełnione i nie
                                          > odwzajemnione bywa inspiracją
                                          Inspiracją do czego?

                                          i persfektywa utraty tego właśnie uczucia, jest
                                          > dla zakochandgo (nawet nieszczęśliwie) jest przerażająca ... na co ty mi
                                          > odpisałeś ni w 5 ni w 9, ze moze przerażająca jest "utrata możliwosci
                                          > uprawiania z tym kimś seksu" co całkiem było bez sensu, bo mówiliśmy o miłości
                                          > nieodwzajemnionej i niespełnionej w swieyle tego co pisała Kochanica
                                          Dlaczego całkiem bez sensu?
                                          >
                                          > > A co jest tym sensem w przypadku uczucia nieodwzajemnego?>
                                          > Samo uczucie ...stan 'zakochania" emocje z tym związane ...
                                          Przecież w przypadku nieodwzajemnego uczucia są to emocje negatywne - raczej zaszkodzą na zdrowiu niż pomogą?

                                          poczytaj naszego
                                          > wieszcza :) tyle pięknych słów wyszło spod jego pióra, gdy
                                          > kochał ..niespełniona i nieszczęśliwą miłością ...:)
                                          A jeżeli ktoś nie jest twórcą?
                                          > >
                                          > Nie ... można naprawdę kochac kogoś z kim się nie wpółzyło całe życie ...
                                          Zgoda. Ale chodzi mi o to, że może nie całkiem świadomie uważa się tego kogoś za godnego podjęcia współżycia.

                                          > > Ja się z tym zgadzm. Co innego niektóre nastolatki.
                                          > Pilnuj siebie ...a będzie ok :)
                                          Nie jestem nastolatkiem.
                                          • kora3 Re: A moze wyjasnisz? 25.11.03, 11:02
                                            arcykr napisał:

                                            > kora3 napisała:
                                            >
                                            > > Ale masz pogląd !!!!! Coś starsznego ... jak można tak ...seks potem bez
                                            > > uczucia,
                                            > Niekoniecznie musi być seks.

                                            W małżeństwie chrześcijańskim ???
                                            Wiesz co, sam mi podesłałeś kiedyś linka ..do jakiejś stronki, gdzie wyraźnie
                                            jest napisane, ze to jest OBOWIĄZEK małżeński ...no to jak to jest ???
                                            A jak chcesz dzieci płodzić bez ??

                                            > > > > >
                                            > > > > To było a' propos Twojej uwagi, że tracąc uczucie "traci się pot
                                            > encja
                                            > > lną
                                            > > > > możliwośc uprawianai seksu"
                                            > > > Wcale nie. Seks mozna uprawiać bez uczucia.
                                            > >
                                            > > Z tego co piszessz wyżej ...jak najbardziej ...straszne masz podejscie :(
                                            > > zresztą udajesz, ze nie wiesz o czym ja pisze albo się pogubiłeś już ...al
                                            > e ja
                                            > > mam dobrą pamięć :) Napisałam, ze uczucie nawey nie spełnione i nie
                                            > > odwzajemnione bywa inspiracją
                                            > Inspiracją do czego?
                                            Do wszystkiego ...miłość ..stan zakochania jest inspirujący sam w
                                            sobie ...Inspiruje człowieka do pracy nad sobą, do odkrywania nowych pokładów
                                            emocji i talentów, których wcześniej nie zauważał ...naprawdę ..

                                            >
                                            > i persfektywa utraty tego właśnie uczucia, jest
                                            > > dla zakochandgo (nawet nieszczęśliwie) jest przerażająca ... na co ty mi
                                            > > odpisałeś ni w 5 ni w 9, ze moze przerażająca jest "utrata możliwosci
                                            > > uprawiania z tym kimś seksu" co całkiem było bez sensu, bo mówiliśmy o mił
                                            > ości
                                            > > nieodwzajemnionej i niespełnionej w swieyle tego co pisała Kochanica
                                            > Dlaczego całkiem bez sensu?
                                            Dlategop, ze od początku mówiliśmy o miłości niespełnionej ...a zatem
                                            platonicznej :)

                                            > >
                                            > > > A co jest tym sensem w przypadku uczucia nieodwzajemnego?>
                                            > > Samo uczucie ...stan 'zakochania" emocje z tym związane ...
                                            > Przecież w przypadku nieodwzajemnego uczucia są to emocje negatywne - raczej
                                            za
                                            > szkodzą na zdrowiu niż pomogą?

                                            Ale głupoty wygadujesz rcykr ... miłość jako taka nie budzi złych emocji, jeśli
                                            coś budzi negatywne emocje to nie jest miłość ...z reguły jest to tak, ze
                                            nieszczęśliwie zakochany najpierw buntuje sie przeciw temu, ze nie może być z
                                            osobą kochaną , ale potem uczucie miłości dojrzewa w nim i upieksza
                                            się ..tworząc idealistyczny obraz ...
                                            Posłuchaj sobie M. Bajora "Moja największa miłość..." :) może coś
                                            zrozumiesz.... ja to przeszłam ...taką miłość, o której nikomu nwet nie mogłam
                                            powiedzieć ..nawet samemu obiektowi uczuć ...i na szczęście nie powiedziałam :)
                                            czuł to samo ..a bardzo skomplikowałoby to życie wioelu ludziom ...a tak mam
                                            miłe wspomnienie :)

                                            >
                                            > poczytaj naszego
                                            > > wieszcza :) tyle pięknych słów wyszło spod jego pióra, gdy
                                            > > kochał ..niespełniona i nieszczęśliwą miłością ...:)
                                            > A jeżeli ktoś nie jest twórcą?
                                            Kzdy jest twórcą ..czegoś :)

                                            > > >
                                            > > Nie ... można naprawdę kochac kogoś z kim się nie wpółzyło całe życie ...
                                            > Zgoda. Ale chodzi mi o to, że może nie całkiem świadomie uważa się tego kogoś
                                            z
                                            > a godnego podjęcia współżycia.

                                            Pojmijże człowieku, ze współżycie nie jest najważniejsze ...w miłosci ...pewnie
                                            się uważa tego kogoś za godnego podjecia współżycia ...jeśli się w ogóle bierze
                                            taką ewentualność pod uwagę ...

                                            >
                                            > > > Ja się z tym zgadzm. Co innego niektóre nastolatki.
                                            > > Pilnuj siebie ...a będzie ok :)
                                            > Nie jestem nastolatkiem.

                                            Ja też nie , a szkoda :)
                                            • arcykr Re: A moze wyjasnisz? 25.11.03, 12:54
                                              kora3 napisała:


                                              > W małżeństwie chrześcijańskim ???
                                              > Wiesz co, sam mi podesłałeś kiedyś linka ..do jakiejś stronki, gdzie wyraźnie
                                              > jest napisane, ze to jest OBOWIĄZEK małżeński ...no to jak to jest ???
                                              A co tam dokładnie było napisane?
                                              www.mateusz.pl/ksiazki/js-pn/js-pn_44.htm
                                              >
                                              > Dlategop, ze od początku mówiliśmy o miłości niespełnionej ...a zatem
                                              > platonicznej :)
                                              No to co? W niespełnionym kochanku może sie czaić podświadoma nadzieja spełnienia.
                                              > > >
                                              > z reguły jest to tak, ze
                                              > nieszczęśliwie zakochany najpierw buntuje sie przeciw temu, ze nie może być z
                                              > osobą kochaną , ale potem uczucie miłości dojrzewa w nim i upieksza
                                              > się ..tworząc idealistyczny obraz ...
                                              Dalej nie rozumiem po co?
                                              > a tak mam
                                              > miłe wspomnienie :)
                                              Czy wspominając czasem nie grzeszysz?
                                              > >
                                              > > poczytaj naszego
                                              > > > wieszcza :) tyle pięknych słów wyszło spod jego pióra, gdy
                                              > > > kochał ..niespełniona i nieszczęśliwą miłością ...:)
                                              > > A jeżeli ktoś nie jest twórcą?
                                              > Kzdy jest twórcą ..czegoś :)
                                              Naprawdę myślisz, żeby mi pomogło w karierze fizyka wspominanie niespełnień miłosnych?
                                              > > > >
                                              > Pojmijże człowieku, ze współżycie nie jest najważniejsze ...w miłosci ...
                                              A jakie masz argumenty jako osoba o twoim poziomie religijności?
                                              • kora3 Re: A moze wyjasnisz? 25.11.03, 13:10
                                                arcykr napisał:

                                                > kora3 napisała:
                                                >
                                                >
                                                > > W małżeństwie chrześcijańskim ???
                                                > > Wiesz co, sam mi podesłałeś kiedyś linka ..do jakiejś stronki, gdzie wyraź
                                                > nie
                                                > > jest napisane, ze to jest OBOWIĄZEK małżeński ...no to jak to jest ???
                                                > A co tam dokładnie było napisane?
                                                > www.mateusz.pl/ksiazki/js-pn/js-pn_44.htm
                                                > >
                                                > > Dlategop, ze od początku mówiliśmy o miłości niespełnionej ...a zatem
                                                > > platonicznej :)
                                                > No to co? W niespełnionym kochanku może sie czaić podświadoma nadzieja
                                                spełnien
                                                > ia.

                                                Może no i co ???

                                                > > > >
                                                > > z reguły jest to tak, ze
                                                > > nieszczęśliwie zakochany najpierw buntuje sie przeciw temu, ze nie może by
                                                > ć z
                                                > > osobą kochaną , ale potem uczucie miłości dojrzewa w nim i upieksza
                                                > > się ..tworząc idealistyczny obraz ...
                                                > Dalej nie rozumiem po co?

                                                I nie zrozumiesz... trzeba kogoś pokochac i tzreba byc kochanym ...przykro
                                                mi ...

                                                > > a tak mam
                                                > > miłe wspomnienie :)
                                                > Czy wspominając czasem nie grzeszysz?

                                                A dlaczego mam grzeszyć ..pomijając już fakt, ze nie jestem juz katoliczką to
                                                podaj jeden przykład na to, ze mysląc ciepło o kimś kto kiedyś był mi bliski
                                                (duchowo) grzeszę ..- czekam :)

                                                > > >
                                                > > > poczytaj naszego
                                                > > > > wieszcza :) tyle pięknych słów wyszło spod jego pióra, gdy
                                                > > > > kochał ..niespełniona i nieszczęśliwą miłością ...:)
                                                > > > A jeżeli ktoś nie jest twórcą?
                                                > > Kzdy jest twórcą ..czegoś :)
                                                > Naprawdę myślisz, żeby mi pomogło w karierze fizyka wspominanie niespełnień
                                                mił
                                                > osnych?

                                                Ale rcy ...Ty jesteś yak odległy od tych spraw, ze nie jestem w stanie ci tego
                                                przetłumaczyc ...to nie ma nic wspólnego z karierą fizyka :D ..Miłość
                                                uwrażliwia na piekno ..muzyki np., człek łagodnieje...ehhhh jak to wytłumaczyć
                                                komuś kto nie kochał ???..

                                                > > > > >
                                                > > Pojmijże człowieku, ze współżycie nie jest najważniejsze ...w miłosci ...
                                                > A jakie masz argumenty jako osoba o twoim poziomie religijności?

                                                Religijność nie ma tu nic do rzeczy Arcykr !!! I doszliśmy chyba do sedna ...do
                                                jądra ...różnicy między nami :) Ja nie potrzebuję argumentu z Biblii ani kary
                                                za grzech, zeby nie ukraść !!! Nie potrzebuję też "bata" w postaci kolejnej
                                                kary za grzech, zeby nie współżyć z każdym kto mi się podoba ..:)
                                                A argument miałam wg własnego akurat w tym przypadku sumienia i poczucia
                                                lojalności i świadomość, ze mogę komuś uczynić krzywdę ... to
                                                wszystko ...religijnośc nie ma tu nic do rzeczy ...
                                                • arcykr3 Re: A moze wyjasnisz? 25.11.03, 14:43
                                                  kora3 napisała:

                                                  > > No to co? W niespełnionym kochanku może sie czaić podświadoma nadzieja
                                                  > spełnienia.>
                                                  > Może no i co ???
                                                  Czyli pozorna platoniczność nie wyklucza możliwości, że chodzi o przekazanie genów.
                                                  > > > > >
                                                  > A dlaczego mam grzeszyć ..pomijając już fakt, ze nie jestem juz katoliczką to
                                                  > podaj jeden przykład na to, ze mysląc ciepło o kimś kto kiedyś był mi bliski
                                                  > (duchowo) grzeszę ..- czekam :)
                                                  Może przyjśc ci ochota nacałowanie itp.
                                                  > > > >
                                                  > > Naprawdę myślisz, żeby mi pomogło w karierze fizyka wspominanie niespełnień miłosnych?>
                                                  > Ale rcy ...Ty jesteś yak odległy od tych spraw, ze nie jestem w stanie ci tego
                                                  > przetłumaczyc ...to nie ma nic wspólnego z karierą fizyka :D
                                                  A wg. ciebie w jakiej innej dziedzinie jestem lub moga być twórcą?

                                                  ..Miłość
                                                  > uwrażliwia na piekno ..muzyki np., człek łagodnieje...
                                                  A co to ma wspólnego z byciem _samemu_ twórcą?>
                                                  > > > > > >
                                                  > A argument miałam wg własnego akurat w tym przypadku sumienia i poczucia
                                                  > lojalności i świadomość, ze mogę komuś uczynić krzywdę ... to
                                                  > wszystko ...religijnośc nie ma tu nic do rzeczy ...
                                                  A dlaczego ważasz, że nie nalezy krzywdzić innych, nie spokrewnionych z tobą?
                                                  • kora3 Re: A moze wyjasnisz? 25.11.03, 14:52
                                                    arcykr3 napisał:

                                                    > kora3 napisała:
                                                    >
                                                    > > > No to co? W niespełnionym kochanku może sie czaić podświadoma nadziej
                                                    > a
                                                    > > spełnienia.>
                                                    > > Może no i co ???
                                                    > Czyli pozorna platoniczność nie wyklucza możliwości, że chodzi o przekazanie
                                                    ge
                                                    > nów.

                                                    Nie wyklucza ..w końcu jestesmy naczelnymi w takim samym stopniu, jak
                                                    uduchowionymi :)

                                                    > > > > > >
                                                    > > A dlaczego mam grzeszyć ..pomijając już fakt, ze nie jestem juz katoliczką
                                                    > to
                                                    > > podaj jeden przykład na to, ze mysląc ciepło o kimś kto kiedyś był mi blis
                                                    > ki
                                                    > > (duchowo) grzeszę ..- czekam :)
                                                    > Może przyjśc ci ochota nacałowanie itp.

                                                    Arcy ...masz mózg ??? To używaj !!!!! Ochote na całowanie mam z moim
                                                    facetem ...a do tej osoby czuję sympatię, życzliwość ..jako i ona do mnie - to
                                                    wszystko :)

                                                    > > > > >
                                                    > > > Naprawdę myślisz, żeby mi pomogło w karierze fizyka wspominanie niesp
                                                    > ełnień miłosnych?>
                                                    > > Ale rcy ...Ty jesteś yak odległy od tych spraw, ze nie jestem w stanie ci
                                                    > tego
                                                    > > przetłumaczyc ...to nie ma nic wspólnego z karierą fizyka :D
                                                    > A wg. ciebie w jakiej innej dziedzinie jestem lub moga być twórcą?

                                                    W każdej do której masz choć troche talentu lub chęci :)

                                                    >
                                                    > ..Miłość
                                                    > > uwrażliwia na piekno ..muzyki np., człek łagodnieje...
                                                    > A co to ma wspólnego z byciem _samemu_ twórcą?>

                                                    Tworzy się ciepla i serdeczną atmosferę wokół człowieka ..np :)

                                                    > > > > > > >
                                                    > > A argument miałam wg własnego akurat w tym przypadku sumienia i poczucia
                                                    > > lojalności i świadomość, ze mogę komuś uczynić krzywdę ... to
                                                    > > wszystko ...religijnośc nie ma tu nic do rzeczy ...
                                                    > A dlaczego ważasz, że nie nalezy krzywdzić innych, nie spokrewnionych z tobą?

                                                    Nie rozumiem co ma do rzeczy pokrewieństwo ???
                                                    Nikogo nie należy krzywdzić ! Ani człowieka, ani zwierzęcia - uważam tak, bo mm
                                                    taki stopień wrazliwości na innych, bo tak mnie od najmłodszych lat uczyli moi
                                                    kochani Rodzice, bo odczuwam ból fizyczny i duchowy i nie chcę by przeze mnie
                                                    ktokolwiek czy cokolwiek ten ból musiał odczuwać ...nie chcę, by ktoś przeze
                                                    mnie cierpiał (coś też), płakał ...
                                                  • arcykr3 Re: A moze wyjasnisz? 25.11.03, 15:31
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Nie wyklucza ..w końcu jestesmy naczelnymi w takim samym stopniu, jak
                                                    > uduchowionymi :)
                                                    Zależy, kto.
                                                    >
                                                    > W każdej do której masz choć troche talentu lub chęci :)
                                                    I stąd się biorą grafomani...
                                                    > >
                                                    > Tworzy się ciepla i serdeczną atmosferę wokół człowieka ..np :)
                                                    Niepowodzenie w miłości tworzy ciepła i serdeczną atmosferę wokół człowieka?
                                                    > > > > > > > >
                                                    > Nie rozumiem co ma do rzeczy pokrewieństwo ???
                                                    Krewni majapodobny genotyp.

                                                    > bo odczuwam ból fizyczny i duchowy i nie chcę by przeze mnie
                                                    > ktokolwiek czy cokolwiek ten ból musiał odczuwać ...nie chcę, by ktoś przeze
                                                    > mnie cierpiał (coś też), płakał ...
                                                    Czy jesteś wegetarianką?
                                                  • kora3 Re: A moze wyjasnisz? 25.11.03, 15:44
                                                    arcykr3 napisał:

                                                    > kora3 napisała:
                                                    >
                                                    > > Nie wyklucza ..w końcu jestesmy naczelnymi w takim samym stopniu, jak
                                                    > > uduchowionymi :)
                                                    > Zależy, kto.

                                                    Wszyscy bez wyjatku podlagamy prawom natury :)

                                                    > >
                                                    > > W każdej do której masz choć troche talentu lub chęci :)
                                                    > I stąd się biorą grafomani...

                                                    Arcy ..przeraża mnie Twój wąski sposób myślenia ...
                                                    Można tworzyć DLA SIEBIE ...nie po to, by np. wystawiać obraz, czy wydać
                                                    książkę ...Np. mój przyjaciel pisze muzyke elektroniczną ...dla siebie, bo
                                                    lubi :)
                                                    Nie rozumiesz tego ???

                                                    > > >
                                                    > > Tworzy się ciepla i serdeczną atmosferę wokół człowieka ..np :)
                                                    > Niepowodzenie w miłości tworzy ciepła i serdeczną atmosferę wokół człowieka?

                                                    Każda miłość człowieka wzbogaca wewnetrznie ..człowiek zakochany tworzy właśnie
                                                    taką aurę wokół siebie, nawet jeśli miłośc nie jest spełniona czy
                                                    nieowzajemniona ...jeśli niepowodzenie budzi w nim tylko zal i
                                                    zgryzotę ...znaczy, ze nie była to miłość tylko urażona ambicja :)
                                                    Słuchałeś tego utworu Bajora co Ci poleciłam :) ???

                                                    > > > > > > > > >
                                                    > > Nie rozumiem co ma do rzeczy pokrewieństwo ???
                                                    > Krewni majapodobny genotyp.

                                                    no i co z tego ?? Mamy mniejszą tendencję do krzywdzenia ich przez to ?? Nie
                                                    powiedziałabym - przemoc w rodzinie jest tak naprawdę częstsza niż poza ną :(

                                                    > > bo odczuwam ból fizyczny i duchowy i nie chcę by przeze mnie
                                                    > > ktokolwiek czy cokolwiek ten ból musiał odczuwać ...nie chcę, by ktoś prze
                                                    > ze
                                                    > > mnie cierpiał (coś też), płakał ...
                                                    > Czy jesteś wegetarianką?

                                                    Tak
                                                  • arcykr Re: A moze wyjasnisz? 26.11.03, 09:54
                                                    kora3 napisała:

                                                    > > > Nie wyklucza ..w końcu jestesmy naczelnymi w takim samym stopniu, jak
                                                    > > > uduchowionymi :)
                                                    > > Zależy, kto.>
                                                    > Wszyscy bez wyjatku podlagamy prawom natury :)
                                                    Ale nie wszyscy jesteśmy w takim samym stopniu uduchowieni.
                                                    > > >
                                                    > Np. mój przyjaciel pisze muzyke elektroniczną ...dla siebie, bo
                                                    > lubi :)
                                                    A to nie jset trochę egoistyczne? Nie lepiej poświęcić czas dla innych?
                                                    > > > >
                                                    > Słuchałeś tego utworu Bajora co Ci poleciłam :) ???
                                                    Nie.

                                                    > > Krewni mają podobny genotyp.>
                                                    > no i co z tego ?? Mamy mniejszą tendencję do krzywdzenia ich przez to ??
                                                    Tak. Było o tym nieraz w "Świecie Nauki".

                                                    Nie
                                                    > powiedziałabym - przemoc w rodzinie jest tak naprawdę częstsza niż poza ną
                                                    Bo częściej ze sobą ludzie przebywają bez świadków w rodzinie. Z drugiej strony relatywnie częsciej ofiarami przemocy są dzieci przysposobione.
                                                  • sunday uduchowiona malpa? 26.11.03, 11:15
                                                    > Ale nie wszyscy jesteśmy w takim samym stopniu uduchowieni.

                                                    No coz, trudno mi sobie wyobrazic uduchowiona malpe, nawet posiadajaca
                                                    umiejetnosc abstrakcyjnego myslenia. Natomiast uduchowiona OSOBE - jak
                                                    najbardziej. (Dla niezorientowanych: To nawiazanie do innej dyskusji w tym
                                                    watku.)

                                                    Luki
                                                  • arcykr Re: uduchowiona malpa? 26.11.03, 11:21
                                                    sunday napisał:

                                                    > > Ale nie wszyscy jesteśmy w takim samym stopniu uduchowieni.
                                                    > No coz, trudno mi sobie wyobrazic uduchowiona malpe,
                                                    Chodziło mi o to, że nie wszyscy ludzie śa jednaokowo uduchowieni.
                                                  • kora3 Re: uduchowiona malpa? 26.11.03, 13:01
                                                    sunday napisał:

                                                    > > Ale nie wszyscy jesteśmy w takim samym stopniu uduchowieni.
                                                    >
                                                    > No coz, trudno mi sobie wyobrazic uduchowiona malpe, nawet posiadajaca
                                                    > umiejetnosc abstrakcyjnego myslenia. Natomiast uduchowiona OSOBE - jak
                                                    > najbardziej. (Dla niezorientowanych: To nawiazanie do innej dyskusji w tym
                                                    > watku.)

                                                    Napisałam co miałam na myśli w odp. re: geny???? ...:))
                                                    >
                                                    > Luki
                                                  • kora3 Re: A moze wyjasnisz? 26.11.03, 13:10
                                                    arcykr napisał:

                                                    > kora3 napisała:
                                                    >
                                                    > > > > Nie wyklucza ..w końcu jestesmy naczelnymi w takim samym stopniu
                                                    > , jak
                                                    > > > > uduchowionymi :)
                                                    > > > Zależy, kto.>
                                                    > > Wszyscy bez wyjatku podlagamy prawom natury :)
                                                    > Ale nie wszyscy jesteśmy w takim samym stopniu uduchowieni.

                                                    no tak :) Miłość nas właśnie uczłowiecza i uduchawia :)

                                                    > > > >
                                                    > > Np. mój przyjaciel pisze muzyke elektroniczną ...dla siebie, bo
                                                    > > lubi :)
                                                    > A to nie jset trochę egoistyczne? Nie lepiej poświęcić czas dla innych?

                                                    Nie ...bo to Jego pasja i możliwość samorealizacji...zresztą bez urazy ..ale
                                                    sądzę,z e facet poświęca innym (np. swoim przyjaciołom) bez porównania więcej
                                                    zcasu i troski niż Ty sam :)

                                                    > > > > >
                                                    > > Słuchałeś tego utworu Bajora co Ci poleciłam :) ???
                                                    > Nie.

                                                    No to ja Ci zacytuje tekst ...szkoda ...muzyka jest w tym utworze także
                                                    piękna ...
                                                    ****
                                                    W białych zim białych wierszach
                                                    Złotych sierpnia pokojach
                                                    Moja miłość największa
                                                    Nie wie nic, że jest moja
                                                    Czas ją syci jak wino
                                                    Wyobraźnia upiększa
                                                    Moją miłość jedyną
                                                    Moją miłość największą

                                                    I nic nie powiem jej, broń Boże
                                                    Nie powiem nic umyślnie
                                                    Bo póki milczę to ją mnożę
                                                    Gdy wyznam wszystko pryśnie
                                                    Więc nie wyśpiewam mej miłości
                                                    Niech nie wie co się dzieje
                                                    I nieświadoma swej piękności
                                                    Niech w myślach mych pięknieje

                                                    W białych zim białych wierszach
                                                    Złotych sierpnia pokojach
                                                    Moja miłość największa
                                                    Nie wie nic, że jest moja
                                                    Czas ją syci jak wino
                                                    Wyobraźnia upiększa
                                                    Moją miłość jedyną
                                                    Moją miłość największą

                                                    Może kiedyś po latach
                                                    Jednak szepnę nieśmiało
                                                    "Kiedyś, tamtego lata
                                                    Strasznie panią kochałem"
                                                    A ty przerwiesz w pół słowa
                                                    Me wyznania zabawne
                                                    "I ja pana kochałam
                                                    Wtedy latem i dawniej"

                                                    I nic prócz małej chwilki żalu
                                                    Nie złączy nas, kochana
                                                    W tym dziwnym życiu, śmiesznym balu
                                                    Miłości niewyznanych
                                                    Bladym tancerzom gra cichutko
                                                    Orkiestra salonowa
                                                    A pod orkiestry każdą nutką
                                                    Podpisać można słowa:

                                                    W białych zim białych wierszach
                                                    Złotych sierpnia pokojach
                                                    Moja miłość największa
                                                    Nie wie nic, że jest moja
                                                    Czas ją syci jak wino
                                                    Wyobraźnia upiększa
                                                    Moją miłość jedyną
                                                    Moją miłość największą ****

                                                    Tylko mi nie mów, ze Bajor to żaden artysta a tekst jest grafomański :)

                                                    > > > Krewni mają podobny genotyp.>
                                                    > > no i co z tego ?? Mamy mniejszą tendencję do krzywdzenia ich przez to ??
                                                    > Tak. Było o tym nieraz w "Świecie Nauki".
                                                    Za bardzo wierzysz we wszystko co było w "Świecie nauki" a za mało znasz życie !
                                                    >
                                                    > Nie
                                                    > > powiedziałabym - przemoc w rodzinie jest tak naprawdę częstsza niż poza ną
                                                    > Bo częściej ze sobą ludzie przebywają bez świadków w rodzinie. Z drugiej
                                                    strony
                                                    > relatywnie częsciej ofiarami przemocy są dzieci przysposobione.

                                                    Relatywnie o wiele rzadziej są zgłaszane przypadki krzywdzenia dzieci przez
                                                    własnych rodziców i krewnych, niż krzywdzenia przez kogokolwiek
                                                    obcego ..dlatego statystyki tak relatywnie wyglądają...żeby nie
                                                    rzec ..fałszywie :(
                                                  • arcykr Re: A moze wyjasnisz? 27.11.03, 14:58
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Relatywnie o wiele rzadziej są zgłaszane przypadki krzywdzenia dzieci przez
                                                    > własnych rodziców i krewnych, niż krzywdzenia przez kogokolwiek
                                                    > obcego ..dlatego statystyki tak relatywnie wyglądają...żeby nie
                                                    > rzec ..fałszywie :(
                                                    Te statystyki dotyczyły śmiertelności...
                                                  • zenna Re: A moze wyjasnisz? 26.11.03, 17:59
                                                    kora3 napisała:

                                                    > > > bo odczuwam ból fizyczny i duchowy i nie chcę by przeze mnie
                                                    > > > ktokolwiek czy cokolwiek ten ból musiał odczuwać ...nie chcę, by ktoś
                                                    > przeze mnie cierpiał (coś też), płakał ...
                                                    >
                                                    > > Czy jesteś wegetarianką?
                                                    >
                                                    > Tak


                                                    Korciu... bratnia duszo... :)))

                                                    --
                                                    "z bliznim mozesz sie zabliznic"
                                                  • kora3 Re: A moze wyjasnisz? 26.11.03, 18:16
                                                    zenna napisała:

                                                    > kora3 napisała:
                                                    >
                                                    > > > > bo odczuwam ból fizyczny i duchowy i nie chcę by przeze mnie
                                                    > > > > ktokolwiek czy cokolwiek ten ból musiał odczuwać ...nie chcę, by
                                                    > ktoś
                                                    > > przeze mnie cierpiał (coś też), płakał ...
                                                    > >
                                                    > > > Czy jesteś wegetarianką?
                                                    > >
                                                    > > Tak
                                                    >
                                                    >
                                                    > Korciu... bratnia duszo... :)))
                                                    >
                                                    > --
                                                    > "z bliznim mozesz sie zabliznic"

                                                    Witaj Zenno :)
                                                    Ano można zabliźnic się z bliźnim ...i to z braćmi mniejszymi też :))))
                                                    My bratnie dusze :) wiemy przynajmniej, ze nie chcemy się wzajemnie zjeść :)
                                                    A'props braci mniejszych ...mam chyba faktycznie w sobie cosik demonicznego, bo
                                                    mój ulubiony konik .. (kary ogierek ..mniammm cudo) z pobliskiej stadninki zwie
                                                    sie Mefisto ...:) i jest moim duzym mniejszym bratem :)))
                                                    Kiedyś mu podałam marchwekę ,,,a sama też sobie obralam i jadłam :) Patrzył na
                                                    mnie jakoś dziwnie ...pewnie myslał, ze wyżeram mu paszę :)
                                                    Lubie koniki i każdemu polecam popróbowac jazdy ..na początku jest trudno, ale
                                                    potem frajda..koń jest taki cieplutki :)
                                                  • zenna Re: A moze wyjasnisz? 26.11.03, 20:55
                                                    kora3 napisała:

                                                    > A'props braci mniejszych ...mam chyba faktycznie w sobie cosik demonicznego,
                                                    > bo mój ulubiony konik .. (kary ogierek ..mniammm cudo) z pobliskiej
                                                    > stadninki zwie sie Mefisto ...:) i jest moim duzym mniejszym bratem :)))
                                                    > Kiedyś mu podałam marchwekę ,,,a sama też sobie obralam i jadłam :) Patrzył
                                                    > na mnie jakoś dziwnie ...pewnie myslał, ze wyżeram mu paszę :)

                                                    Uwielbiam opowiesci o tych wiekszych mniejszych braciach :))) Moze i ja
                                                    kiedys?... kto wie? :) Haslo tymczasowe (minimalistyczne):
                                                    "do serca przytul psa, wez na kolana kota!"

                                                    :-)
                                                  • kora3 Re: A moze wyjasnisz? 26.11.03, 22:26
                                                    Czekam na opowieść..choćby krótką :)
                                                    Uwielbiam koty i psinki i koniki ..a w sumie wszystkie zwierzaczki :) Teraz
                                                    pragnę własnie adoptować kocią sierotke ..ze schroniska, ale to dobiero po
                                                    przeprowadzce :)
                                                    Psa to zawsze misliśmy w domciu ...wcale sobie nie wyobrażałam, ze można nie
                                                    mieć psa, jako dziecko :D
                                                  • zenna Re: A moze wyjasnisz? 27.11.03, 09:51
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Czekam na opowieść..choćby krótką :)
                                                    > Uwielbiam koty i psinki i koniki ..a w sumie wszystkie zwierzaczki :)

                                                    Ja tez :) I zaprzyjazniam sie ze wszystkimi choc troche znajomymi :)

                                                    Moj pies, 'kupka nieszczescia' przygarnieta z wycieraczki na spolke z
                                                    sasiadka, dzielil czas pomiedzy dwa domy, a przy tym pozostal bardzo
                                                    niezalezny i w dalszym ciagu samodzielnie poruszal sie po swiecie. Pewnego
                                                    razu nieproszony postanowil towarzyszyc mojemu ojcu w niedziele do kosciola.
                                                    Nie dal sie zniechecic, wiec coz... bylo lato, wiekszosc ludzi stala na
                                                    zewnatrz, mogl wiec smialo wtopic sie w nature otaczajaca kaplice. I przez
                                                    caly czas skromnie i cicho siedzial z boczku - za to w kulminacyjnym momencie
                                                    podniesienia, kiedy tata uklakl, wskoczyl mu przednimi lapami na plecy i jal
                                                    sie radosnie przeciagac. W nastroju zabawowym (merdanie ogonem, ucieszne
                                                    podskoki, jaskolki i inne figury gimnastyczne) pozostal do konca nabozenstwa.
                                                    Podobno ojciec malo nie spalil sie ze wstydu :)
                                                  • arcykr Re: A moze wyjasnisz? 27.11.03, 15:04
                                                    zenna napisała:

                                                    > Moj pies, 'kupka nieszczescia' przygarnieta z wycieraczki na spolke z
                                                    > sasiadka, dzielil czas pomiedzy dwa domy, a przy tym pozostal bardzo
                                                    > niezalezny i w dalszym ciagu samodzielnie poruszal sie po swiecie. Pewnego
                                                    > razu nieproszony postanowil towarzyszyc mojemu ojcu w niedziele do kosciola.
                                                    > Nie dal sie zniechecic, wiec coz... bylo lato, wiekszosc ludzi stala na
                                                    > zewnatrz, mogl wiec smialo wtopic sie w nature otaczajaca kaplice. I przez
                                                    > caly czas skromnie i cicho siedzial z boczku - za to w kulminacyjnym momencie
                                                    > podniesienia, kiedy tata uklakl, wskoczyl mu przednimi lapami na plecy i jal
                                                    > sie radosnie przeciagac. W nastroju zabawowym (merdanie ogonem, ucieszne
                                                    > podskoki, jaskolki i inne figury gimnastyczne) pozostal do konca nabozenstwa.
                                                    I to się nazywa zgorszenie.
                                                    Czy to była ostatnia msza tego dnia?
                                                  • zenna Re: A moze wyjasnisz? 27.11.03, 15:47
                                                    arcykr napisał:

                                                    > I to się nazywa zgorszenie.

                                                    Niby czemu? :)

                                                    > Czy to była ostatnia msza tego dnia?

                                                    A coz to ma do rzeczy?
                                                  • arcykr Re: A moze wyjasnisz? 27.11.03, 19:41
                                                    zenna napisała:

                                                    > arcykr napisał: >
                                                    > > I to się nazywa zgorszenie.
                                                    > Niby czemu? :)
                                                    Została sprofanowana świętość kościoła i Naświętszej Ofiary.
                                                    >
                                                    > > Czy to była ostatnia msza tego dnia?>
                                                    > A coz to ma do rzeczy?
                                                    Bo mozna było (widząc, że pies uparł się iść za daną osobą) wrócić do domu, przypiąć psa do czegoś i pójść na nastepną msze.
                                                  • zenna Re: A moze wyjasnisz? 27.11.03, 21:01
                                                    arcykr napisał:

                                                    > Została sprofanowana świętość kościoła i Naświętszej Ofiary.

                                                    To byla ulica, ktora przechodzili staruszkowie, chlopcy obejmujacy dziewczeta,
                                                    psy, koty, przejezdzaly samochody i rowerzysci, dzieci biegaly za pilka.
                                                    Dzialo sie zycie. Czyzby ogolna profanacja?

                                                    W dodatku mysle, ze Bog usmiechal sie, gdy patrzyl na tego psa - stworzenie
                                                    tak pelne radosci z zycia, ktorym je obdarzyl.


                                                    > > > Czy to była ostatnia msza tego dnia?>
                                                    > > A coz to ma do rzeczy?
                                                    >
                                                    > Bo mozna było (widząc, że pies uparł się iść za daną osobą) wrócić do domu,
                                                    przypiąć psa do czegoś i pójść na nastepną msze.

                                                    Moze i mozna bylo wrocic do domu, ale nie wiadomo, czy pies mialby takie same
                                                    zamiary.
                                                  • a000000 Re: A moze wyjasnisz? 27.11.03, 16:38
                                                    arcykr napisał:

                                                    > Czy to była ostatnia msza tego dnia?

                                                    Arcykrze, niezbadane są ścieżki Twoich myśli. Zadziwiasz mnie.
                                                  • kochanica29 Re: A moze wyjasnisz? 27.11.03, 15:46
                                                    zenna napisała:

                                                    > kora3 napisała:
                                                    >
                                                    > > A'props braci mniejszych ...mam chyba faktycznie w sobie cosik demoniczneg
                                                    > o,
                                                    > > bo mój ulubiony konik .. (kary ogierek ..mniammm cudo) z pobliskiej
                                                    > > stadninki zwie sie Mefisto ...:) i jest moim duzym mniejszym bratem :)))
                                                    > > Kiedyś mu podałam marchwekę ,,,a sama też sobie obralam i jadłam :) Patrzy
                                                    > ł
                                                    > > na mnie jakoś dziwnie ...pewnie myslał, ze wyżeram mu paszę :)
                                                    >
                                                    > Uwielbiam opowiesci o tych wiekszych mniejszych braciach :))) Moze i ja
                                                    > kiedys?... kto wie? :) Haslo tymczasowe (minimalistyczne):
                                                    > "do serca przytul psa, wez na kolana kota!"
                                                    >
                                                    > :-)
                                                    Pogryza się zwierzątka;-)))
                                                    A psy uwielbiam.
                                                    Pozdrawiam wszystkie psy obecnych forumowiczow!
                                                  • zenna Re: A moze wyjasnisz? 27.11.03, 16:04
                                                    kochanica29 napisała:

                                                    > Pogryza się zwierzątka;-)))

                                                    Albo polubia na amen :)) Mieszkalam kiedys z taka mieszana parka przyjaciol,
                                                    no ale one znaly sie 'od dziecka'...


                                                    Pozdrawiam :-)
                                • a000000 Re: A moze wyjasnisz? 24.11.03, 15:44

                                  > arcykr napisał:
                                  >

                                  > > Już napisałem, że miłośc to nie uczucie.> > >

                                  A co to takiego Twoim zdaniem?????

                                  • arcykr Re: A moze wyjasnisz? 24.11.03, 15:49
                                    a000000 napisała:

                                    > A co to takiego Twoim zdaniem?????
                                    Postawa i cnota.
                                    www.newadvent.org/summa/102000.htm
                                    www.newadvent.org/summa/3.htm
                                    Wybzacz, że nie będę tego wszystkiego tłumaczył na polski. :(
                                    Ale może inni skorzystają...
                      • kochanica29 Arcysiu, wyro to naprawde inna sprawa... 24.11.03, 19:17
                        arcykr napisał:

                        > Kora3, miłość to nie przemijające uczucie, ale cpostawa, któą się świadomie
                        wyb
                        > iera, i pracowicie wypracowana sprawność (cnota).
                        >
                        > kora3 napisała:
                        >
                        > > A tak nawiasem mówiąc ...Kochanica zakochała się jako bardzo młoda osóbka
                        > i
                        > > dłuuugo kochała tę jedna osobe ...
                        > A może to było nie tyle zakochanie, co skojarzenie popędu seksualnego i
                        jego "s
                        > ublimacyj" z cechami fizycznymi i/lub psychicznymi obiektu uczuć? Co o tym
                        sądz
                        > isz, psychoguru?
                        >
                        > > Nie wiem czy wiesz Psychoguru ale uczucie miłości , nawet nieszczęśliwej i
                        >
                        > > niespełnionej jest bardzo inspirujące i czasem człowiek czepia się tej mił
                        > ości
                        > > podświadomie, bo uważa ją za treść życia ..coś bez czego przestanie
                        > > istnieć ...nie będzie miał po co życ ...
                        > A może tak: nie będzie miał potencjalnego obiektu zaspokojania swojego popędu
                        s
                        > eksualnego?
                        nie potrafisz tego pojąć?
                        Miałam kilku kochanków, zapewniam cię, a milość nie mijała.
                  • kochanica29 Re: A moze wyjasnisz? 23.11.03, 11:24
                    psychoguru napisała:

                    > kochanica29 napisała:
                    >
                    > > np. po śmierci narzeczonego nigdy nie wychodza za mąż...
                    > > ja wiem ze milej to oglądac na filmach, a w realu potepiać jako "chore"
                    > > moglabym próbpwac wyjaśnic dlaczego tak się dzialo ale nie chce bo komenta
                    > rz
                    > > psychoguru uwazam za chamski
                    >
                    > Chamski? Jesli diagnoze stanu psychicznego uznac za chamstwo to psychiatrzy i
                    > terapeuci sa chamami.
                    >
                    > Tzw. nieuleczalne zakochanie jest oczywistym zakloceniem psychicznym. W
                    > skrajnych przypadkach prowadzi wlasnie do samoboja czy mordu.
                    >
                    > Tak samo jest z mlodymi osobami ktore po utracie jednego partnera nie sa w
                    > stanie nigdy nawiazac nowego zwiazku. To sa sprawy jak najbardziej nadajace
                    > sie do terapii osobowosci.
                    >
                    > Wiec gdzie tu widzisz chamstwo?
                    SWamobój nie maiał miejsca, mord na obiekcie jak widac też nie.
                    Skąd wiesz że nie będe w stanie?
                    Chamstwem jest określenie "przedłuzone dojrzewanie - od 15 do 17 roku życia
                    przez 14 lat".
                    Wszystkie dlugotrwałe zakochania sa zaburzeniami?(nieodwzajemnione)
          • arcykr Re: Rozumiem, że koledze Arcemu chodzi o to... 22.11.03, 06:50
            kora3 napisała:

            > To jest właśnie to uczucie Arcykrze :))) Miłość ....co to jest za miłośc, jak
            > się człowiek 'odkochuje" kiedy druga strona Go nie chce ???
            A nie byłaś czasem zbyt natrętna? Moze to natręctwo albo "cierpiętnictwo" go zniechęcało?
            • kora3 Re: Rozumiem, że koledze Arcemu chodzi o to... 22.11.03, 12:08
              arcykr napisał:

              > kora3 napisała:
              >
              > > To jest właśnie to uczucie Arcykrze :))) Miłość ....co to jest za miłośc,
              > jak
              > > się człowiek 'odkochuje" kiedy druga strona Go nie chce ???
              > A nie byłaś czasem zbyt natrętna? Moze to natręctwo albo "cierpiętnictwo" go
              zn
              > iechęcało?

              Arcykr ...skąd Ty wiesz czy kochanica była natrętna ????
              Może po prosto po cichutku kogos kochała ...???
              • arcykr Re: Rozumiem, że koledze Arcemu chodzi o to... 23.11.03, 04:52
                kora3 napisała:

                > > A nie byłaś czasem zbyt natrętna? Moze to natręctwo albo "cierpiętnictwo"
                > go zniechęcało?
                >
                > Arcykr ...skąd Ty wiesz czy kochanica była natrętna ????
                Nie wiem, dlatego napisałem "może".
                • kochanica29 Arcy, ty o czwartej jeszcze nie śpisz... 23.11.03, 20:27
                  arcykr napisał:

                  > kora3 napisała:
                  >
                  > > > A nie byłaś czasem zbyt natrętna? Moze to natręctwo albo "cierpiętnic
                  > two"
                  > > go zniechęcało?
                  > >
                  > > Arcykr ...skąd Ty wiesz czy kochanica była natrętna ????
                  > Nie wiem, dlatego napisałem "może".
                  czy juz wstałes na jutrznię?
                  Bo pisałes, ze śpisz grzecznie od 22 osiem godzin - w wątku o snach...
                  Arcego zycie nocne?
                  • arcykr Już o czwartej 24.11.03, 07:43
                    kochanica29 napisała:

                    > czy juz wstałes na jutrznię?
                    Czasem sie budzę o czwartej i bojąc się nieczystych myśli wolę robić coś poza łóżkiem. Poza tym, od przedpołudnia komputer przejmuje jeden z moich braci...

                    > Bo pisałes, ze śpisz grzecznie od 22 osiem godzin - w wątku o snach...
                    Ale zdarzają się wyjątki - najwyżej raz na tydzień.
                    • kora3 Re: Już o czwartej 24.11.03, 10:42
                      arcykr napisał:

                      > kochanica29 napisała:
                      >
                      > > czy juz wstałes na jutrznię?
                      > Czasem sie budzę o czwartej i bojąc się nieczystych myśli wolę robić coś poza
                      ł
                      > óżkiem.

                      to jak ??? W łóżku te myśli sa bardziej natarczywe ???
                      Pytanie jest pozbawione złośliwości ....jak ja nie mogę zasnąc, tez nie lubie
                      leżeć bezczynnie w łóżku , ale z reguły czytam wtedy i jakoś usne w końcu ...

                      ***Dopóki nam Ziemia kręci się,
                      dopóki jest tak czy siak,
                      Panie, ofiaruj każdemu z nas,
                      czego mu w życiu brak:
                      mędrca obdaruj głową,
                      tchórzowi dać konia chciej,
                      sypnij grosza szczęściarzom...
                      I mnie w opiece swej miej.***
                      • arcykr Re: Już o czwartej 24.11.03, 11:59
                        kora3 napisała:

                        > to jak ??? W łóżku te myśli sa bardziej natarczywe ???
                        Jeżeli się nic nie robi, to tak.
                        • kora3 Arcy ..przeczytaj !!!! 24.11.03, 12:33
                          arcykr napisał:

                          > kora3 napisała:
                          >
                          > > to jak ??? W łóżku te myśli sa bardziej natarczywe ???
                          > Jeżeli się nic nie robi, to tak.

                          Bez urazy Arcy ...ale powiem Ci coś ...jest taki termin medyczny,
                          jak "natręctwo myśli" - czasem pojawia się u całkiem zdrowych ludzi bez
                          przyczyny, jako tzw. przymus myslowy ...Człowiek nie moze przestać myśleć o
                          czymś, np. "chodzi za nim" jaka melodia, czy piosenka i denerwuje go, ze np.
                          nie umie sobie przypomnieć dalszych słów tekstu...Jest to o tyle dziwne, ze ta
                          informacja nie jest temu człowiekowi do niczego absolutnie potrzebna !!! mimo
                          jego wiedzy o tym, nie przestaje go to denerwować i niepokoić ...
                          Jednakże natręctwo myśli rzadko jest jednostkowym objawem bez
                          przyczyny...Przeważnie dotyczy stanu chorobowego...Nie mam tu zaraz na mysli
                          choroby psychicznej ...ale bardzo często towarzysza myśli natrętne w depresji,
                          maniach, fobiach ...człowiek nimi dotknięty ma wrażenie, ze te myśli (w stanach
                          depresyjnych i hipomanii na ogół są to myśli wrogie i sprzeczne z ogólną
                          postawą tego człowieka) są przemocą mu wtłaczane do głowy lub słyszy je "z
                          przestrzeni" czasem utożsamia z głosami Boga, anioła, diabła, zcasem zmarłych
                          krewnych ...zcasem po prostu pojawiają sie natarczywie "w głowie" ..Chory boi
                          się owych myśli i wstydzi ...toczy walke z nimi, sa wszak sprzeczne z jego
                          postawą życiową!
                          Stan taki jest wyczerpujący i wbrew pozorom bardzo niebezpieczny - chory nie
                          zdaje sobie często sparwy z faktu iż te myśli to objaw schorzenia, ale
                          tłumaczy ów stan na inne sposoby ...N ogół nie chce rozmawiać o natrętnych
                          myślach, gdyż wstydzi się ich i uważa, ze wynikają one z jego niewłaściwego
                          postępowania, są karą za grzechy, czy przewinienia itepe.
                          Arcy - całkiem powaznie- jeśli widzisz u siebie jakikolwiek z takich symptomów
                          musisz z kimś o tym czym prędzej porozmawiać !!!!
                          To bardzo poważna sprawa !!!! Nie sugeruje,z e masz chorobe psychiczną !!!
                          Zrozum mnie dobrze - co Ci szkodzi porozmawiac z ksiedzem lub psychologiem o
                          tym ...obu ich obowiązuje tajemnica ...przecież taka rozmowa to nic złego -
                          przemyśl to !!!
                          • arcykr Tylko bez paniki. :) 24.11.03, 14:38
                            kora3 napisała:

                            A co niezwykłego w tym, że czasem (zwłaszcza nad ranem) jestem podniecony seksualnie?
                            • kora3 Re: Tylko bez paniki. :) 24.11.03, 14:58
                              arcykr napisał:

                              > kora3 napisała:
                              >
                              > A co niezwykłego w tym, że czasem (zwłaszcza nad ranem) jestem podniecony
                              seksu
                              > alnie?


                              aaaa w tym to absolutnie nic niezwykłego ...
                              Zwykle mężczyźni budzą sie ze wzwiedzionym członkiem nawet bez erotycznych snów
                              czy myśli, to zjawisko fizjologiczne, u Ciebie moze być silniejsze, bo nie
                              współżyjesz i nie mastrbujesz ..
                              Ja o tych myslach pisałam poważnie ...nie tylko w sytuacji seksualnej ..sa
                              różne myśli natrętne, nie tylko takiej natury ...
                              • arcykr Re: Tylko bez paniki. :) 24.11.03, 15:51
                                kora3 napisała:

                                > Zwykle mężczyźni budzą sie ze wzwiedzionym członkiem nawet bez erotycznych snów>
                                > czy myśli, to zjawisko fizjologiczne, u Ciebie moze być silniejsze, bo nie
                                > współżyjesz i nie mastrbujesz ..
                                Przecież wiem.
                                • kora3 Re: Tylko bez paniki. :) 24.11.03, 15:56
                                  arcykr napisał:

                                  > kora3 napisała:
                                  >
                                  > > Zwykle mężczyźni budzą sie ze wzwiedzionym członkiem nawet bez erotycznych
                                  > snów>
                                  > > czy myśli, to zjawisko fizjologiczne, u Ciebie moze być silniejsze, bo nie
                                  >
                                  > > współżyjesz i nie mastrbujesz ..
                                  > Przecież wiem.

                                  To w czym upatrujesz problem ???:)
                                  • arcykr Re: Tylko bez paniki. :) 24.11.03, 22:17
                                    kora3 napisała:

                                    > To w czym upatrujesz problem ???:)
                                    Chodzi o to, że "podtekstem" do oglądania/śnienia/myślenia o obiekcie, na który skierowany jest popęd, jest właśnie (przynajmniej potencjalna) gotowość fizjologiczna nie zawsze uświadamiana.
                                    • sunday Re: Tylko bez paniki. :) 25.11.03, 09:35
                                      > Chodzi o to, że "podtekstem" do oglądania/śnienia/myślenia
                                      > o obiekcie, na który skierowany jest popęd, jest właśnie
                                      > (przynajmniej potencjalna) gotowość fizjologiczna nie
                                      > zawsze uświadamiana.

                                      Nie, nie podtekstem. Tylko jednym z czynnikow skladowych owego "zakochania",
                                      niekoniecznie i wcale nie zawsze najwazniejszym.
                                      • arcykr Re: Tylko bez paniki. :) 25.11.03, 09:50
                                        sunday napisał:

                                        > Nie, nie podtekstem. Tylko jednym z czynnikow skladowych owego "zakochania",
                                        > niekoniecznie i wcale nie zawsze najwazniejszym.
                                        Dlaczego nie najważniejszym?
                                        • sunday A dlaczego najwazniejszym? 25.11.03, 10:33
                                          > > Nie, nie podtekstem. Tylko jednym z czynnikow skladowych
                                          > > owego "zakochania", niekoniecznie i wcale nie zawsze najwazniejszym.

                                          > Dlaczego nie najważniejszym?

                                          A dlaczego najwazniejszym? Seks jest glownym celem jedynie w chorym
                                          zwiazku/zakochaniu, w zdrowym raczej jego uzupelnieniem. W sytuacji zakochania,
                                          nieco gornolotnie: jest jednym z wyrazow tesknoty za ostateczna bliskoscia i
                                          jednoscia, nie jej realizacja.

                                          "[...] Między mną i nią był stół, na stole szklanka.
                                          Spierzchnięta skóra jej łokci dotykała lśniącej powierzchni
                                          W której odbijał się zarys cienia pod pachą.
                                          Kropla potu gęstniała nad falistą wargą.

                                          A przestrzeń między mną i nią dzieliła się nieskończenie,
                                          Hucząca pierzastymi strzałami Eleatów,
                                          Nie wyczerpie jej rok ni sto lat podróży.
                                          Gdybym przewrócił stół, co byśmy spełnili.
                                          Ten akt, nie-akt, bo zawsze potencjalny
                                          Jak zamiar wejścia w drzewo, w wodę, w minerały.
                                          Ale ona też patrzyła na mnie jak na pierścienie Saturna
                                          I wiedziała, że wiem jak nikt nie dosięga.
                                          Tak stanowiona była człowieczość i tkliwość."
                                          /Cz.Milosz, Gucio zaczarowany, 8/

                                          Nie sprowadzajmy wszystkiego do prymitywnej fizjologii.

                                          Luki
                                          • arcykr Re: A dlaczego najwazniejszym? 25.11.03, 10:40
                                            sunday napisał:

                                            > Seks jest glownym celem jedynie w chorym
                                            > zwiazku/zakochaniu, w zdrowym raczej jego uzupelnieniem.
                                            A jak byś przekonał do tego kogoś, kto w to nie wierzy?

                                            > Nie sprowadzajmy wszystkiego do prymitywnej fizjologii.
                                            A co myślisz o darwiniźmie społecznym?
                                            • sunday Re: A dlaczego najwazniejszym? 25.11.03, 13:35
                                              > > Seks jest glownym celem jedynie w chorym
                                              > > zwiazku/zakochaniu, w zdrowym raczej jego uzupelnieniem.

                                              > A jak byś przekonał do tego kogoś, kto w to nie wierzy?

                                              Zwiazek laczy dwoje OSOB, nie tylko dwie fizjologie. Czlowiek, poza fizjologia
                                              i umiejetnoscia abstrakcyjnego myslenia, posiada tez dusze, czyli - oprocz
                                              wszelkich religijnych konotacji - zdolnosc do tzw. uczuc wyzszych. Widzac w
                                              zwiazku jedynie fizjologie, sami sobie amputujemy to, co w duzej mierze stanowi
                                              o naszym czlowieczenstwie.

                                              Czytales Piesn nad Piesniami? Gdyby seks byl tam najwazniejszy, bylaby to
                                              banalna historyjka o chuci.

                                              > > Nie sprowadzajmy wszystkiego do prymitywnej fizjologii.

                                              > A co myślisz o darwiniźmie społecznym?

                                              Czyli ludzie jako malpy obdarzone umiejetnoscia abstrakcyjnego myslenia? Coz,
                                              wole widziec w ludziach OSOBY. A w zwiazkach wspolnote dwoch OSOB, a nie tylko
                                              mozliwosc zalegalizowanego spolkowania i podtrzymania gatunku.

                                              Luki
                                              • arcykr3 Re: A dlaczego najwazniejszym? 25.11.03, 14:37
                                                sunday napisał:

                                                > Zwiazek laczy dwoje OSOB, nie tylko dwie fizjologie. Czlowiek, poza fizjologia
                                                > i umiejetnoscia abstrakcyjnego myslenia, posiada tez dusze, czyli - oprocz
                                                > wszelkich religijnych konotacji - zdolnosc do tzw. uczuc wyzszych.
                                                A jakbyś uzasadnił to, że zdolność do u.w. jest czymś więcej niż sposobem na sterowanie zachowaniem człowieka przez geny w celu umozliwienia skutecznego rozprzestrzeniania się tych genów dalej?

                                                > Czytales Piesn nad Piesniami? Gdyby seks byl tam najwazniejszy, bylaby to
                                                > banalna historyjka o chuci.
                                                Co zdaje się sugerować crannmer...
                                                >
                                                > > A co myślisz o darwiniźmie społecznym?>
                                                > Czyli ludzie jako malpy obdarzone umiejetnoscia abstrakcyjnego myslenia? Coz,
                                                > wole widziec w ludziach OSOBY.
                                                To, że ktoś coś woli, to nie jest dobre przeciwstaiwenie się koncepcji naukowej.
                                                • sunday Re: A dlaczego najwazniejszym? 25.11.03, 16:03
                                                  > A jakbyś uzasadnił to, że zdolność do u.w. [uczuc wyzszych] jest
                                                  > czymś więcej niż sposobem na sterowanie zachowaniem człowieka
                                                  > przez geny w celu umozliwienia skutecznego rozprzestrzeniania
                                                  > się tych genów dalej?

                                                  Intrygujaca koncepcja, ale to jedynie jedna z wielu interpretacji sensu naszego
                                                  bytu. Zbyt smutna i mechanicystyczna, by byla prawdziwa. Jesli On stworzyl nas
                                                  na "swoj obraz i podobienstwo", to stworzyl nas jako OSOBY, nie pojazdy dla
                                                  genow.

                                                  > > > A co myślisz o darwiniźmie społecznym?>

                                                  > > Czyli ludzie jako malpy obdarzone umiejetnoscia abstrakcyjnego
                                                  > > myslenia? Coz, wole widziec w ludziach OSOBY.

                                                  > To, że ktoś coś woli, to nie jest dobre przeciwstaiwenie
                                                  > się koncepcji naukowej.

                                                  Darwinizm spoleczny w wersji niefundamentalistycznej nie jest calosciowa
                                                  koncepcja naukowa. Jest jedynie sposobem interpretacji wycinka rzeczywistosci.

                                                  Luki
                                                  • arcykr Re: A dlaczego najwazniejszym? 26.11.03, 09:57
                                                    sunday napisał:

                                                    > Intrygujaca koncepcja, ale to jedynie jedna z wielu interpretacji sensu naszego bytu.
                                                    Tak to jest z koncepcjami.

                                                    > Zbyt smutna i mechanicystyczna, by byla prawdziwa.
                                                    To nie jest argument naukowy.

                                                    Jesli On stworzyl nas
                                                    > na "swoj obraz i podobienstwo", to stworzyl nas jako OSOBY, nie pojazdy dla
                                                    > genow.
                                                    Dyskusje naukowe nie powinny opierać się na argumentach religijnych.

                                                    > Darwinizm spoleczny w wersji niefundamentalistycznej nie jest calosciowa
                                                    > koncepcja naukowa.
                                                    A czym się różni wersja fundamentalistyczna od niefundamentalistycznej?
                                                  • sunday fundamentalisci i argumenty naukowe 26.11.03, 11:09
                                                    > > Zbyt smutna i mechanicystyczna, by byla prawdziwa.
                                                    > To nie jest argument naukowy.

                                                    > > Jesli On stworzyl nas na "swoj obraz i podobienstwo",
                                                    > > to stworzyl nas jako OSOBY, nie pojazdy dla genow.
                                                    > Dyskusje naukowe nie powinny opierać się na argumentach religijnych.

                                                    Arcykr, to nie jest koncepcja z dziedziny nauk przyrodniczych, a raczej
                                                    filozofii. A tam celowosc w sensie ogolnego rozwoju czlowieka i argumenty
                                                    religijne licza sie jak najbardziej, byleby byly logiczne.

                                                    > > Darwinizm spoleczny w wersji niefundamentalistycznej nie
                                                    > > jest calosciowa koncepcja naukowa.

                                                    > A czym się różni wersja fundamentalistyczna od niefundamentalistycznej?

                                                    Coz, obserwawacja i analiza mechanizmow zycia spolecznego nic nie mowi na temat
                                                    sensu i celu istnienia jednostek - to po prostu lezy poza jej dziedzina. I
                                                    wersja niefundamentalistyczna nie przypisuje sobie tez takich ambicji.
                                                    Natomiast fundamentalisci wszelkiej masci myla sie z zalozenia - swiat jest
                                                    zbyt zlozony, by mozna bylo go wytlumaczyc za pomoca jednej teorii.

                                                    Luki
                                                  • arcykr Re: fundamentalisci i argumenty naukowe 26.11.03, 11:20
                                                    sunday napisał:

                                                    > Arcykr, to nie jest koncepcja z dziedziny nauk przyrodniczych, a raczej
                                                    > filozofii.
                                                    Dlaczego?

                                                    > Natomiast fundamentalisci wszelkiej masci myla sie z zalozenia - swiat jest
                                                    > zbyt zlozony, by mozna bylo go wytlumaczyc za pomoca jednej teorii.
                                                    Dlaczego? A co z unifikacjami oddziaływań w fizyce?
                                                  • sunday filozofia i unifikacja 26.11.03, 11:40
                                                    > > Arcykr, to nie jest koncepcja z dziedziny
                                                    > > nauk przyrodniczych, a raczej filozofii.

                                                    > Dlaczego?

                                                    Poniewaz rozwazajac istote i cel istnienia ludzi oraz znaczenie slowa "osoba"
                                                    wychodzimy poza dziedzine nauk przyrodniczych. Mozna oczywiscie przyjac
                                                    zalozenie, ze celem (w sensie ontologicznym) istnienia czlowieka jest
                                                    rozprzestrzenianie genow i wedlug tego zalozenia interpretowac rzeczywistosc.
                                                    Ale sprobuj *udowodnic* takie zalozenie! Nie da sie - po prostu nauki
                                                    przyrodnicze dotycza innej dziedziny i ich narzedzia nie pasuja do tego rodzaju
                                                    problemow!

                                                    > > Natomiast fundamentalisci wszelkiej masci myla sie
                                                    > > z zalozenia - swiat jest zbyt zlozony, by mozna bylo
                                                    > > go wytlumaczyc za pomoca jednej teorii.

                                                    > Dlaczego? A co z unifikacjami oddziaływań w fizyce?

                                                    I znow - a jakie problemy z innych dziedzin to wytlumaczy? Jak pomoze zrozumiec
                                                    procesy myslowe czlowieka, chocby proces analizy i interpretacji wrazen
                                                    wzrokowych przez mozg? Pomoze odroznic obrazy van der Weydena od obrazow
                                                    grafomana albo zrozumiec sens istnienia czlowieka? Wyjasni, czy czlowiek ma
                                                    dusze i co to jest takiego? Unifikacja oddzialywan moze pomoc ujednolicic i
                                                    zrozumiec istote elementarnych cegielek budujacych swiat materialny. Ale nie
                                                    wiecej. Stad do natury i celu istnienia ludzi bardzo daleko.

                                                    Luki
                                                  • arcykr Re: filozofia i unifikacja 27.11.03, 15:18
                                                    sunday napisał:

                                                    > Unifikacja oddzialywan moze pomoc ujednolicic i
                                                    > zrozumiec istote elementarnych cegielek budujacych swiat materialny. Ale nie
                                                    > wiecej.
                                                    A jakby użyć odpowiednio dobrego komputera?
                                                  • sunday Re: filozofia i unifikacja 27.11.03, 15:29
                                                    > A jakby użyć odpowiednio dobrego komputera?

                                                    Musialby tez umiec modelowac siebie. I swoje modelowanie siebie. I modelowanie
                                                    modelowania siebie... :) A poza tym - gdzies by znikla wolna wola, w ktora obaj
                                                    wierzymy.

                                                    Luki
                                                • kora3 geny ??? 26.11.03, 09:40
                                                  arcykr3 napisał:

                                                  > sunday napisał:
                                                  >
                                                  > > Zwiazek laczy dwoje OSOB, nie tylko dwie fizjologie. Czlowiek, poza fizjol
                                                  > ogia
                                                  > > i umiejetnoscia abstrakcyjnego myslenia, posiada tez dusze, czyli - oprocz
                                                  >
                                                  > > wszelkich religijnych konotacji - zdolnosc do tzw. uczuc wyzszych.
                                                  > A jakbyś uzasadnił to, że zdolność do u.w. jest czymś więcej niż sposobem na
                                                  st
                                                  > erowanie zachowaniem człowieka przez geny w celu umozliwienia skutecznego
                                                  rozpr
                                                  > zestrzeniania się tych genów dalej?

                                                  Dobra Arcy ... ja się ciebie wobec powyższej twej teorii pytam: jesli człowiek,
                                                  jako małpa mysląca dąży w związkach wyłącznie do przekazywania swoich genów to
                                                  wyjaśnij mi takie sprawy jak :

                                                  1. Światome związki z osobami twałe niepłodnymi - nam 2 takie pary - partner/ka
                                                  wiedzieli przed ślubem (bo tu śluby były:) o tym, ze pazrtner dzieci mnieć nie
                                                  może i nie będzie mógł/a mieć;

                                                  2. Świadome związki z osobmi dotkniętymi wadą genetyczną - zachodzi możliwość
                                                  przekazania błednego kodu genetycznego swojemu potomstwu...

                                                  W swiecie zwierząt chore, czy też uszkodzone sztuki nie sa centrum
                                                  zainteresowania samic i samców...
                                                  Wyjasniaj :)


                                                  >
                                                  > > Czytales Piesn nad Piesniami? Gdyby seks byl tam najwazniejszy, bylaby to
                                                  > > banalna historyjka o chuci.
                                                  > Co zdaje się sugerować crannmer...
                                                  > >
                                                  > > > A co myślisz o darwiniźmie społecznym?>
                                                  > > Czyli ludzie jako malpy obdarzone umiejetnoscia abstrakcyjnego myslenia? C
                                                  > oz,
                                                  > > wole widziec w ludziach OSOBY.
                                                  > To, że ktoś coś woli, to nie jest dobre przeciwstaiwenie się koncepcji
                                                  naukowej
                                                  > .
                                                  Jesteśmy myślące małpy ...ale i OSOBY ...Miłość m.in. jest wyładnikiem tego,
                                                  jak bardzo z nas osoby, a jak bardzo małpy :)
                                                  • arcykr Re: geny ??? 26.11.03, 10:01
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Dobra Arcy ... ja się ciebie wobec powyższej twej teorii pytam: jesli człowiek,
                                                    >
                                                    > jako małpa mysląca dąży w związkach wyłącznie do przekazywania swoich genów to
                                                    > wyjaśnij mi takie sprawy jak :
                                                    >
                                                    > 1. Światome związki z osobami twałe niepłodnymi - nam 2 takie pary - partner/ka
                                                    > wiedzieli przed ślubem (bo tu śluby były:) o tym, ze pazrtner dzieci mnieć nie
                                                    > może i nie będzie mógł/a mieć;
                                                    A dlaczego ludzie spożywają produkty z nieskokalorycznymi słodzikami? Bo są hedonistami i tyle.
                                                    >
                                                    > 2. Świadome związki z osobmi dotkniętymi wadą genetyczną - zachodzi możliwość
                                                    > przekazania błednego kodu genetycznego swojemu potomstwu...>
                                                    > W swiecie zwierząt chore, czy też uszkodzone sztuki nie sa centrum
                                                    > zainteresowania samic i samców...
                                                    > Wyjasniaj :)
                                                    Altruizm (wspólny całemu gatunkowi ludzkiemu) służy per saldo lepszemu rozprzestrzenianiu się ludzkiech genów.
                                                    >
                                                    > Jesteśmy myślące małpy ...ale i OSOBY ...
                                                    A co to znaczy wg. ciebie?
                                                  • kora3 Re: geny ??? 26.11.03, 13:00
                                                    arcykr napisał:

                                                    > kora3 napisała:
                                                    >
                                                    > > Dobra Arcy ... ja się ciebie wobec powyższej twej teorii pytam: jesli czło
                                                    > wiek,
                                                    > >
                                                    > > jako małpa mysląca dąży w związkach wyłącznie do przekazywania swoich genó
                                                    > w to
                                                    > > wyjaśnij mi takie sprawy jak :
                                                    > >
                                                    > > 1. Światome związki z osobami twałe niepłodnymi - nam 2 takie pary - partn
                                                    > er/ka
                                                    > > wiedzieli przed ślubem (bo tu śluby były:) o tym, ze pazrtner dzieci mnieć
                                                    > nie
                                                    > > może i nie będzie mógł/a mieć;
                                                    > A dlaczego ludzie spożywają produkty z nieskokalorycznymi słodzikami? Bo są
                                                    hed
                                                    > onistami i tyle.

                                                    Ales wymyślił :)) buahahahahahaha
                                                    Ktos kto pragnie dzieci i adoptuje je w efekcie niemożnosci posiadania z
                                                    kochaną osobą (dokładnie tak jest w tych przypadkach) czyni to z
                                                    hedinizmu ..zaiste ....ładny debilizm ..sorka :)

                                                    > >
                                                    > > 2. Świadome związki z osobmi dotkniętymi wadą genetyczną - zachodzi możliw
                                                    > ość
                                                    > > przekazania błednego kodu genetycznego swojemu potomstwu...>
                                                    > > W swiecie zwierząt chore, czy też uszkodzone sztuki nie sa centrum
                                                    > > zainteresowania samic i samców...
                                                    > > Wyjasniaj :)
                                                    > Altruizm (wspólny całemu gatunkowi ludzkiemu) służy per saldo lepszemu
                                                    rozprzes
                                                    > trzenianiu się ludzkiech genów.

                                                    Altruizm ??? Uważasz, ze można byc z kimś z litości ???
                                                    > >
                                                    > > Jesteśmy myślące małpy ...ale i OSOBY ...
                                                    > A co to znaczy wg. ciebie?

                                                    Człek zbudowany jest jak zwierzęta nczelne ..podlega tym samym procesom
                                                    fizjologicznym co zwierzęta, ma podobne instynkty i zachowania stadne
                                                    zakodowane podświadomie ...ale jednoczesnie posiada dużą inteligencję, wolę,
                                                    zdolnośc do odczuwania uczuć wyższych nie związanych z instyktem lub związanych
                                                    luźno, potrafi sam sobie narzucić ograniczenia na instynkt (np. głodu) czyli
                                                    mysli i czuje na innym poziomie ...
                                                    To mam na myśli
                          • kochanica29 Re: Arcy ..przeczytaj !!!! 24.11.03, 19:22
                            To prawda Korciu miałam to całe dzieciństwo.
                            Teraz mam natretne czynności, hehe, ale z innych powodów.
                            Mialam okazje obserwowac współ-kompulsywnych i powiem ci coś: jesyesmy
                            cholernie uparci. Umrzemy, a nie porzucimy swojego widzenia swiata.
                            Ja taka jestem, staram sie hamowac w realu i w necie , a arcy się nie stara.
                            Mysle, że to z tego powodu natrectwa lecza sie podobno najgorzej z wszystkich
                            nerwic.
                            Kochanica baletowa, feministyczna i anankastyczna(inna nazwa natrectw).
                            Pozdrowienia.
                            • arcykr Re: Arcy ..przeczytaj !!!! 24.11.03, 22:18
                              kochanica29 napisała:

                              > Ja taka jestem, staram sie hamowac w realu i w necie , a arcy się nie stara.
                              Czego się nie staram hamować?
                              • kochanica29 Re: Arcy ..przeczytaj !!!! 26.11.03, 17:30
                                arcykr napisał:

                                > kochanica29 napisała:
                                >
                                > > Ja taka jestem, staram sie hamowac w realu i w necie , a arcy się nie star
                                > a.
                                > Czego się nie staram hamować?
                                W tej chwili rżnięcia glupa, na przyklad, w celu niepodjecia dyskusji.
        • kochanica29 Re: Rozumiem, że koledze Arcemu chodzi o to... 21.11.03, 16:49
          arcykr napisał:

          > kochanica29 napisała:
          >
          > > ze dziewczyna była femme fatale.
          > > Kobieta, jako zródło zła wszelkiego, nie tylko kusi mężczyżn do grzechu, a
          > le i
          > > przyprawia ich o śmierć.
          > > On chciał, a ona taka bezduszna itp.
          > Wcale nie.
          >
          > > -sama kochałam się od 15 roku życia nieszczęśliwie przez 14 lat i jakos ja
          > k
          > > widac tez żyję, bo piszę.
          > Skąd tyle cierpliwości?

          Skąd tyle chamstwa i cynizmu?
          >
          > > Nie mani[puluj nami , bo się nie damy.
          > Nie miałem takich intencji.
          • arcykr Re: Rozumiem, że koledze Arcemu chodzi o to... 22.11.03, 06:48
            kochanica29 napisała:

            > > > -sama kochałam się od 15 roku życia nieszczęśliwie przez 14 lat i jak
            > os jak widac tez żyję, bo piszę.
            > > Skąd tyle cierpliwości?>
            > Skąd tyle chamstwa i cynizmu?
            Wobec czego? Sama napisałaś "kochałam się", więc to nie było prawdziwe kochanie kogoś. A przez ten czas na pewno zmieniałaś "środowisko rówieśnicze" - nie było kogoś ciekawszego?
            • kochanica29 Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawienia.. 23.11.03, 11:28
              arcykr napisał:

              > kochanica29 napisała:
              >
              > > > > -sama kochałam się od 15 roku życia nieszczęśliwie przez 14 lat
              > i jak
              > > os jak widac tez żyję, bo piszę.
              > > > Skąd tyle cierpliwości?>
              > > Skąd tyle chamstwa i cynizmu?
              > Wobec czego? Sama napisałaś "kochałam się", więc to nie było prawdziwe
              kochanie
              > kogoś. A przez ten czas na pewno zmieniałaś "środowisko rówieśnicze" - nie
              był
              > o kogoś ciekawszego?
              kto z nas kocha prawdziwie, a kto nie.
              A to tym razem z powodu jednego zaimka.
              Widac Arcy że uczucie miłości do człowieka jest ci obce, bo pytanie o kogoś
              ciekawszego jest tu absurdalne(bo jeśli nie, to jako pytanie sensowne jest
              chamskie).
              • kora3 Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 23.11.03, 11:38
                kochanica29 napisała:
                > > Wobec czego? Sama napisałaś "kochałam się", więc to nie było prawdziwe
                > kochanie
                > > kogoś. A przez ten czas na pewno zmieniałaś "środowisko rówieśnicze" - ni
                > e
                > był
                > > o kogoś ciekawszego?
                > kto z nas kocha prawdziwie, a kto nie.
                > A to tym razem z powodu jednego zaimka.
                > Widac Arcy że uczucie miłości do człowieka jest ci obce, bo pytanie o kogoś
                > ciekawszego jest tu absurdalne(bo jeśli nie, to jako pytanie sensowne jest
                > chamskie).

                stawiam w tym przypadku raczej na niezrozumienie totalne niż chamstwo
                Arcykra.... Obiekt uczuc Ludzki obiekt ma byc po prostu ciekawy ...hmmmmmm
                fajnie ...:)
                • kochanica29 Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 23.11.03, 12:38
                  kora3 napisała:

                  > kochanica29 napisała:
                  > > > Wobec czego? Sama napisałaś "kochałam się", więc to nie było prawdziw
                  > e
                  > > kochanie
                  > > > kogoś. A przez ten czas na pewno zmieniałaś "środowisko rówieśnicze"
                  > - ni
                  > > e
                  > > był
                  > > > o kogoś ciekawszego?
                  > > kto z nas kocha prawdziwie, a kto nie.
                  > > A to tym razem z powodu jednego zaimka.
                  > > Widac Arcy że uczucie miłości do człowieka jest ci obce, bo pytanie o kogo
                  > ś
                  > > ciekawszego jest tu absurdalne(bo jeśli nie, to jako pytanie sensowne jest
                  >
                  > > chamskie).
                  >
                  > stawiam w tym przypadku raczej na niezrozumienie totalne niż chamstwo
                  > Arcykra.... Obiekt uczuc Ludzki obiekt ma byc po prostu ciekawy ...hmmmmmm
                  > fajnie ...:)

                  Takie totalne niezrozumienie emocji to ja mialam w dziecinstwie...jest to cos w
                  rodzaju lekkiego autyzmu...
                  jednak Arcy powinien sie udac na terapie.
                  • kora3 Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 23.11.03, 12:52
                    kochanica29 napisała:
                    > > stawiam w tym przypadku raczej na niezrozumienie totalne niż chamstwo
                    > > Arcykra.... Obiekt uczuc Ludzki obiekt ma byc po prostu ciekawy ...hmmmmmm
                    >
                    > > fajnie ...:)
                    >
                    > Takie totalne niezrozumienie emocji to ja mialam w dziecinstwie...jest to cos
                    w
                    >
                    > rodzaju lekkiego autyzmu...
                    > jednak Arcy powinien sie udac na terapie.

                    Nie wiem, czy to nie za daleko idący wniosek Kochanico ....
                    Z reguły ciężko nam wszystkim pojąc stan emocjonalny innej osoby spowodowany
                    emocjami, których nie znamy ...Możemy starać się zrozumieć, współczuć ...ale
                    tak naprawdę nie umiemy współodczuwać czegoś co nas nie dotyka ...Mało tego,
                    nawet jeśli mamy podobne doświadczenia to też nie do końca umiemy wczuć sie w
                    danej chwili w przeżywającego daną emocję, bo po pierwsze mamy już owo
                    doświadczenie za sobą i jakoś sobie z nim poradziliśmy, więc stało się łatwe do
                    przeżycia, a po drugie każdy z nas jest jedank indywidualnoscią i to co dla
                    kogoś jest dramatem, dla innego może być li tylko dyskompfortem ....
                    Sama tak miałam często z moją młodszą siostrą ...jak to nastolatka powielała
                    często moje doświadczenia, lęki, obawy i radości związane z tym wiekiem :) Ja -
                    światłą już i "doświadczona kobieta" starałam się pomagać, tłumaczyć, wspierać,
                    ale WIEDZIAŁAM, po prostu już wiedziałam :), ze 2/3 Jej problemów "nie do
                    orzejścia' to problemiki związane z tym włąśnie zielonym okresem w życiu i choć
                    wydają się Jej dramatyczne za rok będzie się szczerze z nich śmiać :) Jako i
                    się stało i nieraz teraz wspominamy te zcasy "A pamiętasz - mówi moja siostra-
                    jak płakałam dziko i sfałszowałam zwolnienie do szkoły, bo fryzjer brzydko
                    obciął moje włosy - miałam 10 lat i wydawało mi się,ze to już koniec, bo nie
                    mogłam pójśc na zabawę karnawałową z taką fryzurką ??:)"
                    Jasne ..możnaby dziecięciu przywalić w siedzenie, pouczyć o próżności i
                    wystawic za drzwi by poszło do szkoły i już ...
                    Ale od czego miała dziewuszka 16- letnią siostrę i zdolna matke :) Od
                    zaprojektowania i uszycia takiej kreacji na bal dziecięcy, by ukryć "starszną
                    praawdę" o fryzurce ...:) Bo i mama i ja juz przeszłyśmy kiedyś dramat
                    patrzenie w lustro po ścięciu warkoczy :)
                    I tak to jest ...jeśli ktos nie ma z czyms doświadczenia ...nie umie zwyczajnie
                    pojąć ani tych malutkich, ani naprawdę wielkich emocji i ..wiesz co /?? szkoda
                    mi takich ludzi ....
                    • arcykr Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 24.11.03, 07:49
                      kora3 napisała:

                      > "A pamiętasz - mówi moja siostra-
                      > jak płakałam dziko i sfałszowałam zwolnienie do szkoły, bo fryzjer brzydko
                      > obciął moje włosy - miałam 10 lat i wydawało mi się,ze to już koniec, bo nie
                      > mogłam pójśc na zabawę karnawałową z taką fryzurką ??:)"
                      Kolejny przykład, w jak niemoralnych środowiskach przebiega twoje życie.

                      > Jasne ..możnaby dziecięciu przywalić w siedzenie, pouczyć o próżności i
                      > wystawic za drzwi by poszło do szkoły i już ...
                      To nie jest tak, że albo przymus albo swawola.
                      • kora3 Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 24.11.03, 10:29
                        arcykr napisał:

                        > kora3 napisała:
                        >
                        > > "A pamiętasz - mówi moja siostra-
                        > > jak płakałam dziko i sfałszowałam zwolnienie do szkoły, bo fryzjer brzydko
                        >
                        > > obciął moje włosy - miałam 10 lat i wydawało mi się,ze to już koniec, bo n
                        > ie
                        > > mogłam pójśc na zabawę karnawałową z taką fryzurką ??:)"
                        > Kolejny przykład, w jak niemoralnych środowiskach przebiega twoje życie.

                        Co Ty pleciesz Arcy ??? Licz sie ze slowami co ??? Mówisz o domu moich rodziców
                        i mojej siostrze ...
                        >
                        > > Jasne ..możnaby dziecięciu przywalić w siedzenie, pouczyć o próżności i
                        > > wystawic za drzwi by poszło do szkoły i już ...
                        > To nie jest tak, że albo przymus albo swawola.
                        Tak, ale można potraktować dziecko, jak niewolnika a można jak partnera :)
                  • arcykr Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 24.11.03, 14:53
                    kochanica29 napisała:

                    > jest to cos w rodzaju lekkiego autyzmu...
                    Sam się o to podejrzewałem.

                    > jednak Arcy powinien sie udac na terapie.
                    Podobno autyzm jest nieuleczalny - był o tym artykuł w "Świecie Nauki".
                    • kochanica29 Zmartwię cie Arcyś - lekki autyzm jest uleczalny 24.11.03, 19:25
                      Haha, wiem z autopsji.
                      • arcykr3 Re: Zmartwię cie Arcyś - lekki autyzm jest ulecza 25.11.03, 14:38
                        A jak to się robi?
                        • kochanica29 Re: Zmartwię cie Arcyś - lekki autyzm jest ulecza 25.11.03, 16:04
                          arcykr3 napisał:

                          > A jak to się robi?
                          No cóż...najpierw trzeba się udac do psychiatry...
                          on przepisze ci leki "spłaszczające" emocje
                          a potem dlugo, bardzo dlugo pracowac nad soba...
                          • kora3 Re: Zmartwię cie Arcyś - lekki autyzm jest ulecza 26.11.03, 17:53
                            kochanica29 napisała:

                            > arcykr3 napisał:
                            >
                            > > A jak to się robi?
                            > No cóż...najpierw trzeba się udac do psychiatry...
                            > on przepisze ci leki "spłaszczające" emocje
                            > a potem dlugo, bardzo dlugo pracowac nad soba...
                            Arcykr pisze chyba poradnik jakiś :) O wszystko się pyta "Jak się to robi" :)))
                            Mnie pytał, jak się to robi, ze jest się lubianym i ogólnie asertwym ..Ciebie
                            jak się autyzm leczy ...wszechstronnie bardzo patrzy :)
                            • kochanica29 Re: Zmartwię cie Arcyś - lekki autyzm jest ulecza 26.11.03, 18:19
                              kora3 napisała:

                              > kochanica29 napisała:
                              >
                              > > arcykr3 napisał:
                              > >
                              > > > A jak to się robi?
                              > > No cóż...najpierw trzeba się udac do psychiatry...
                              > > on przepisze ci leki "spłaszczające" emocje
                              > > a potem dlugo, bardzo dlugo pracowac nad soba...
                              > Arcykr pisze chyba poradnik jakiś :) O wszystko się pyta "Jak się to
                              robi" :)))
                              >
                              > Mnie pytał, jak się to robi, ze jest się lubianym i ogólnie asertwym ..Ciebie
                              > jak się autyzm leczy ...wszechstronnie bardzo patrzy :)
                              >
                              Korcia ante portas!
                              Ale o czym mialby byc ten poradnik?
                              A poza tym uwazam, ze mnie przeceniasz...ja w realu jestem bardzo wredna i
                              wyrazam duzo pogardy dla bliznich, a zwlaszcza rodakow...
                              chyba sie naprawde machne za jakiegos Francuza, tylko skąd go wziąć?
                              • kora3 Re: Zmartwię cie Arcyś - lekki autyzm jest ulecza 26.11.03, 18:42
                                kochanica29 napisała:
                                > >
                                > Korcia ante portas!
                                > Ale o czym mialby byc ten poradnik?

                                Pewnikiem o zyciu :D

                                > A poza tym uwazam, ze mnie przeceniasz...ja w realu jestem bardzo wredna i
                                > wyrazam duzo pogardy dla bliznich, a zwlaszcza rodakow...

                                Pewnie ładnie Ci dopiekli ..zważywszy na Twoje schorzenie ..pewnie nie
                                ułatwiali Ci samoakceptacji, jak znam naszych rodaków :(
                                a ja tam się znam na ludkach .. i wiem,ze nie jesteś wredna :)))
                                I co teraz ??? Znów zaczniemy się kłócić i drapać monitory :D ????


                                > chyba sie naprawde machne za jakiegos Francuza, tylko skąd go wziąć?

                                Ja tobym proponowała z Francji bo tam się w miarę często trafiają :)))))
                                • kochanica29 Re: Zmartwię cie Arcyś - lekki autyzm jest ulecza 27.11.03, 15:48
                                  kora3 napisała:

                                  > kochanica29 napisała:
                                  > > >
                                  > > Korcia ante portas!
                                  > > Ale o czym mialby byc ten poradnik?
                                  >
                                  > Pewnikiem o zyciu :D
                                  >
                                  > > A poza tym uwazam, ze mnie przeceniasz...ja w realu jestem bardzo wredna i
                                  >
                                  > > wyrazam duzo pogardy dla bliznich, a zwlaszcza rodakow...
                                  >
                                  > Pewnie ładnie Ci dopiekli ..zważywszy na Twoje schorzenie ..pewnie nie
                                  > ułatwiali Ci samoakceptacji, jak znam naszych rodaków :(
                                  > a ja tam się znam na ludkach .. i wiem,ze nie jesteś wredna :)))
                                  > I co teraz ??? Znów zaczniemy się kłócić i drapać monitory :D ????
                                  >
                                  >
                                  > > chyba sie naprawde machne za jakiegos Francuza, tylko skąd go wziąć?
                                  >
                                  > Ja tobym proponowała z Francji bo tam się w miarę często trafiają :)))))
                                  Ale nie znam języka, a teraz studiuje w Polsce...
                                  chyba sie machne do biura matrymonialnego...
                • arcykr Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 24.11.03, 07:47
                  kora3 napisała:

                  > stawiam w tym przypadku raczej na niezrozumienie totalne niż chamstwo
                  > Arcykra.... Obiekt uczuc Ludzki obiekt ma byc po prostu ciekawy ...hmmmmmm
                  > fajnie ...:)
                  Nie tylko o ciekawość chodzi. Zresztą można "ciekawy" zastąpić przez "wartościowy", "z widokami na przyszłość", "na tym samym poziomie intelektualnym", "kandydat na dobrego ojca"...
                  • kora3 Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 24.11.03, 10:31
                    arcykr napisał:

                    > kora3 napisała:
                    >
                    > > stawiam w tym przypadku raczej na niezrozumienie totalne niż chamstwo
                    > > Arcykra.... Obiekt uczuc Ludzki obiekt ma byc po prostu ciekawy ...hmmmmmm
                    >
                    > > fajnie ...:)
                    > Nie tylko o ciekawość chodzi. Zresztą można "ciekawy" zastąpić
                    przez "wartościo
                    > wy", "z widokami na przyszłość", "na tym samym poziomie
                    intelektualnym", "kandy
                    > dat na dobrego ojca"...

                    Arcy, gdyby na tym polegała miłość narezconych dobierałby komp na podastawie
                    wprowadzonych daanych :) Jak się ma 16 czy tam 17 lat i zauroczy w kimś to
                    poziom intelektualny jest ważny, ale tzw. perspektywiczność zwiążku wcale :)
                    Prawo wikeu :)
                  • a000000 Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 24.11.03, 12:46
                    arcykr napisał:

                    > Nie tylko o ciekawość chodzi. Zresztą można "ciekawy" zastąpić
                    przez "wartościowy", "z widokami na przyszłość", "na tym samym poziomie
                    intelektualnym", "kandydat na dobrego ojca"...

                    Arcy, wtedy mamy do czynienia nie z miłością a z wyrachowaniem. Tak patrzy
                    tesciowa na ewentualnego zięcia, z perspektywy wiedzy o życiu. Młoda 15-latka
                    nie ma pojęcia o poziomie intelektualnym czy innych takich sprawach. O tym sie
                    dowiaduje jak już jest za późno.
                    Miłość jest nie dla czegoś tylko pomimo czegoś. Zakochanie to choroba w której
                    traci sie rozum i rozsądek. Jest to chwila szaleństwa. Każdy człowiek powinien
                    tą chorobę przeżyć, gdyż jest ona jednym z "wtajemniczeń" do zrozumienia
                    świata. Pamiętasz jak widma sie wypowiadały u wieszcza o kimś, kto nie kochał
                    ni razu? Miłość to najważniejsze i najpiekniejsze uczucie w jakie Bóg wyposażył
                    człowieka.
                    • arcykr Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 24.11.03, 14:50
                      a000000 napisała:

                      > arcykr napisał:
                      >
                      > > Nie tylko o ciekawość chodzi. Zresztą można "ciekawy" zastąpić
                      > przez "wartościowy", "z widokami na przyszłość", "na tym samym poziomie
                      > intelektualnym", "kandydat na dobrego ojca"...>
                      > Arcy, wtedy mamy do czynienia nie z miłością a z wyrachowaniem.
                      Jak ktoś docenia czyjś poziom intelektualny, to jest to wyrachowanie? Dla płci żeńskiej to licząsię chyba bardziej cechy umysłu i osobowości a nie wygląd - chyba, że się mylę. A co do "kandydat na dobrego ojca" - mężczyznom podobają się właśnie te cechy fizyczne płci przeciwnej, które świadczą o byciu kandydatkana dobrą matkę (np. zaostrzony podbródek świadczy o wysokim poziomie żeńskich hormonów płciowych, jak napisano w Świecie Nauki).
                      www.geocities.com/Tokyo/5976/
                      Czy zwracanie uwagi na urodę dziewczyny też nazwiesz wyrachowaniem?

                      Tak patrzy
                      > tesciowa na ewentualnego zięcia, z perspektywy wiedzy o życiu. Młoda 15-latka
                      > nie ma pojęcia o poziomie intelektualnym czy innych takich sprawach. O tym sie
                      > dowiaduje jak już jest za późno.
                      Dlatego dziewczyna, o której mowa na początku tego wątku dobrze postąpiła.

                      > Miłość jest nie dla czegoś tylko pomimo czegoś. Zakochanie to choroba w której
                      > traci sie rozum i rozsądek.
                      Miłośc a zakochanie to dwie rózne sprawy.
                    • sunday widma? 24.11.03, 15:05
                      > Pamiętasz jak widma sie wypowiadały u wieszcza o kimś, kto nie kochał
                      > ni razu? Miłość to najważniejsze i najpiekniejsze uczucie w jakie Bóg
                      > wyposażył człowieka.

                      Wszystko sie oczywiscie zgadza. :) Poczepiam sie tylko nieco szczegolow: nie
                      widma, a Zosia, i:
                      "Kto nie dotknął ziemi ni razu,
                      Ten nigdy nie może być w niebie",
                      co po niej powtarza Chor. Wczesniej jednak Zosia mowi i o kochaniu:
                      "Lecz żadnego nie kochałam.
                      Za to po śmierci nie wiem, co się ze mną dzieje,
                      Nieznajomym ogniem pałam;
                      Choć sobie igram do woli,
                      Latam, gdzie wietrzyk zawieje,
                      Nic mię nie smuci, nic mię nie boli,"

                      :) Luki
                      • arcykr Re: widma? 24.11.03, 15:25
                        Dla mnie liczy się Księga Mądrości a nie poetycki zapis ludowych wierzeń.
                        • sunday Re: widma? 24.11.03, 15:33
                          > Dla mnie liczy się Księga Mądrości
                          > a nie poetycki zapis ludowych wierzeń.

                          Jasne. Ale madrosc mozna znalezc nie tylko w Ksiedze Madrosci. I dlatego swiat
                          jest taki ciekawy.

                          Luki
                          • arcykr Re: widma? 24.11.03, 15:45
                            sunday napisał:

                            > Ale madrosc mozna znalezc nie tylko w Ksiedze Madrosci.
                            Ale mądrość nie może być sprzeczna ze Słowem Bożym.
                      • sunday Re: widma? 24.11.03, 15:29
                        sunday napisał:
                        > Wszystko sie oczywiscie zgadza. :)

                        Choc i z Arcykrem sie zgodze: zakochanie to nie milosc, zbyt duzo w nim
                        egotyzmu. Co wcale nie znaczy, ze jest nienormalne. I ze nie ukazuje nam co
                        nieco z samej Istoty...

                        Luki
                        • arcykr Re: widma? 24.11.03, 15:43
                          sunday napisał:

                          > Co wcale nie znaczy, ze jest nienormalne.
                          Pewnie, że nie jest nienormalne.
                      • a000000 Re: widma? 24.11.03, 15:58
                        sunday napisał:

                        > > Pamiętasz jak widma sie wypowiadały u wieszcza o kimś, kto nie kochał
                        > > ni razu? Miłość to najważniejsze i najpiekniejsze uczucie w jakie Bóg
                        > > wyposażył człowieka.
                        >
                        > Wszystko sie oczywiscie zgadza. :) Poczepiam sie tylko nieco szczegolow: nie
                        > widma, a Zosia, i:

                        Zosia czy widmo, nie mam czasu sięgać do źródeł. W każdym razie chodzi o
                        to ,że kto nie kochał ni razu nie pójdzie do nieba tylko będzie błądził po
                        bagniskach ziemskich, nieznajomym ogniem pałał i pokutował za to że miał serce
                        z kamienia.
                        W Dziadach była jakaś Zosia? Już nie pamiętam. Myślę, że Mickiewicz miał na
                        myśli raczej Marylę Wereszczakównę, która poszła za mąż za bogatego, a biedną
                        miłość odrzuciła. Dzięki czemu Mickiewicz cierpiał i miał motywację do
                        napisania kilku pięknych, romantycznych kawałków, którymi do dzisiaj się
                        zachwycamy.



                        > "Kto nie dotknął ziemi ni razu,
                        > Ten nigdy nie może być w niebie",
                        > co po niej powtarza Chor. Wczesniej jednak Zosia mowi i o kochaniu:
                        > "Lecz żadnego nie kochałam.
                        > Za to po śmierci nie wiem, co się ze mną dzieje,
                        > Nieznajomym ogniem pałam;
                        > Choć sobie igram do woli,
                        > Latam, gdzie wietrzyk zawieje,
                        > Nic mię nie smuci, nic mię nie boli,"

                        Dzięki za wierszyk, ale o inny kawałek mi chodziło. Nie mam czasu poszukać,
                        choć cały Mickiewicz stoi na półce. Doba powinna mieć 36 godzin. Kto jest za????
                        >
                        > :) Luki
                        • sunday 36 godzin 24.11.03, 16:30
                          > Dzięki za wierszyk, ale o inny kawałek mi chodziło.

                          Calkiem mozliwe - po prostu z Mickiewiczowymi "nie kochaniem ni razu" i "nie
                          pojsciem do nieba" skojarzyla mi sie jedynie Zosia z drugiej czesci Dziadow i
                          nic wiecej.

                          > Nie mam czasu poszukać, choć cały Mickiewicz stoi na półce.
                          > Doba powinna mieć 36 godzin. Kto jest za????
                          > > :) Luki

                          No coz, skoro mnie juz podpisalas, to potwierdze: bardzo bym sie ucieszyl z
                          tych dodatkowych 12 godzin. Pare bym przeznaczyl na sen, a reszte... oj, i tak
                          by brakowalo! :-)

                          Luki
                          • a000000 Re: 36 godzin 24.11.03, 18:32
                            sunday napisał:

                            >
                            >
                            > Calkiem mozliwe - po prostu z Mickiewiczowymi "nie kochaniem ni razu" i "nie
                            > pojsciem do nieba" skojarzyla mi sie jedynie Zosia z drugiej czesci Dziadow i
                            > nic wiecej.


                            To ta co "przed nią bieży baranek, a nad nią lata motylek"?
                            • sunday Tak /nt 24.11.03, 18:53
                  • kochanica29 Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 24.11.03, 19:27
                    arcykr napisał:

                    > kora3 napisała:
                    >
                    > > stawiam w tym przypadku raczej na niezrozumienie totalne niż chamstwo
                    > > Arcykra.... Obiekt uczuc Ludzki obiekt ma byc po prostu ciekawy ...hmmmmmm
                    >
                    > > fajnie ...:)
                    > Nie tylko o ciekawość chodzi. Zresztą można "ciekawy" zastąpić
                    przez "wartościo
                    > wy", "z widokami na przyszłość", "na tym samym poziomie
                    intelektualnym", "kandy
                    > dat na dobrego ojca"...
                    Poziom intelektualny to on zawsze mial jak cholera i widoki takoż.
                    Zreszta niezle wylądowal.
                    • arcykr Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 25.11.03, 09:52
                      kochanica29 napisała:

                      > Poziom intelektualny to on zawsze mial jak cholera i widoki takoż.
                      > Zreszta niezle wylądowal.
                      Umiesz zaintrygować czytelnika...
                      • kochanica29 Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 25.11.03, 16:07
                        arcykr napisał:

                        > kochanica29 napisała:
                        >
                        > > Poziom intelektualny to on zawsze mial jak cholera i widoki takoż.
                        > > Zreszta niezle wylądowal.
                        > Umiesz zaintrygować czytelnika...
                        O Jezu...pracuje w dużej i znaczacej instytucji ekonomicznej...
                        coś jeszcze jest niejasne?
                        zaraz zaczniesz mnie pytac, w czym sie objawial jego poziom i widoki, zeby sie
                        czepiac moich wypowiedzi...
                        • psychoguru Niejasnosci 27.11.03, 12:11
                          kochanica29 napisała:

                          > > Umiesz zaintrygować czytelnika...
                          > O Jezu...pracuje w dużej i znaczacej instytucji ekonomicznej...

                          Prestiz? Kasa? Czy Prestiz+Kasa?

                          > coś jeszcze jest niejasne?

                          No, ten stan cywilny na poczatek. Nie Arcy?

                          > zaraz zaczniesz mnie pytac, w czym sie objawial jego poziom i widoki, zeby
                          >sie czepiac moich wypowiedzi...

                          Pytamy o tym w innym watalu, wypowiedzi mile widziane.
                          • kochanica29 Re: Niejasnosci 27.11.03, 15:50
                            psychoguru napisała:

                            > kochanica29 napisała:
                            >
                            > > > Umiesz zaintrygować czytelnika...
                            > > O Jezu...pracuje w dużej i znaczacej instytucji ekonomicznej...
                            >
                            > Prestiz? Kasa? Czy Prestiz+Kasa?
                            Instytut Badan nad Gospodarka Rynkowa.
                            Sam sobie odpowiedz.
                            >
                            > > coś jeszcze jest niejasne?
                            >
                            > No, ten stan cywilny na poczatek. Nie Arcy?
                            Jak go poznałam , mial 16 lat i byl kawalerem.
                            >
                            > > zaraz zaczniesz mnie pytac, w czym sie objawial jego poziom i widoki, zeby
                            >
                            > >sie czepiac moich wypowiedzi...
                            >
                            > Pytamy o tym w innym watalu, wypowiedzi mile widziane.
              • arcykr Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 24.11.03, 07:45
                kochanica29 napisała:

                > Widac Arcy że uczucie miłości do człowieka jest ci obce, bo pytanie o kogoś
                > ciekawszego jest tu absurdalne(bo jeśli nie, to jako pytanie sensowne jest
                > chamskie).
                Dlaczego to pytanie jest chamskie lub absurdalne? Trzeba mieć dystans do swoich uczuć.
                • kora3 Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 24.11.03, 10:32
                  arcykr napisał:

                  > kochanica29 napisała:
                  >
                  > > Widac Arcy że uczucie miłości do człowieka jest ci obce, bo pytanie o kogo
                  > ś
                  > > ciekawszego jest tu absurdalne(bo jeśli nie, to jako pytanie sensowne jest
                  >
                  > > chamskie).
                  > Dlaczego to pytanie jest chamskie lub absurdalne? Trzeba mieć dystans do
                  swoich
                  > uczuć.

                  To naturalnie bardzo proste rcy :)
                  Trzeba mieć też: dystans do tego co mówią w kosciele, w TV, na osiedlu ...
                  • arcykr Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 24.11.03, 12:00
                    kora3 napisała:

                    > To naturalnie bardzo proste rcy :)
                    > Trzeba mieć też: dystans do tego co mówią w kosciele, w TV, na osiedlu ...
                    Ciągnijmy więc dalej: Jak ten dystans wypracować?
                    • kora3 Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 24.11.03, 12:18
                      arcykr napisał:

                      > kora3 napisała:
                      >
                      > > To naturalnie bardzo proste rcy :)
                      > > Trzeba mieć też: dystans do tego co mówią w kosciele, w TV, na osiedlu ...
                      > Ciągnijmy więc dalej: Jak ten dystans wypracować?

                      Serio pytasz ???
                      Czy tylko chcesz się poprzekomarzać ??:)
                      Serio to wcale nie jest takie proste :)
                      Ale można się nauczyć ...niektórzy jak ja ..mają to już we krwi ..niektórzy,
                      jak moja siostar - uczą się ...
                      Przede wszystkim trzeba miec poczucie włąsnej wartości i wewnętrzne przekonanie
                      co do swoich decyzji i pogladów - nie podyktowane strachem tylko przekonaniem.
                      Wówczas zdanie innych tylko bierze sie pod uwagę, a nie traktuje jak wyrocznię -
                      mam tu na myśli zdanie kogokolwiek z otoczenia lub środowisk opiniotwórczych ,
                      ma sie rozumieć.

                      Ważne jest też, by nie ulegać pokusie :) przypodobania się na siłę
                      komukolwiek ...Trzeba przyjąć założenie "jeszcze się taki nie urodził, coby
                      każdemu dogodził" dlatego nie należy naginac się do zdania innych tylko
                      dlatego, zeby Cię polubili lub zaakceptowali albo zwyczajnie nie obmówili, nie
                      wyśmiali ...
                      Wg mnie wzne jest jeszcze coś...wspominam o tym, bo często obserwuję w
                      otoczeniu atki dysonans...
                      jeśli już wygłąsza się jakieś opinie dotyczące np. współżycia społecznego, jako
                      słuszne trzeba je anjpierw stosować do siebie - wtedy sie człek uwiarygodni:)
                      Do tego ważne jest poczucie własnej prywatności, umiejętność chronienia jej,
                      czyli postawa asertywna wobec ciekawskich i "komentatorów" oraz takt ...
                      Nienajgorzej jest też nie opierać sie na czymiś zdaniu jako jedynie słusznym, a
                      poszperać poszukać i wyrobić sowbie własne ....inaczej można wyjśc na nieuka i
                      ignoranta bez dystansu włąśnie :)
                      • arcykr Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 24.11.03, 14:57
                        kora3 napisała:

                        > Serio to wcale nie jest takie proste :)
                        Wiem.

                        > Ale można się nauczyć ...niektórzy jak ja ..mają to już we krwi ..niektórzy,
                        > jak moja siostar - uczą się ...
                        > Przede wszystkim (...)
                        Dzięki. :)
                        • kora3 Re: Arcy jak zwykle ma przed swoim kompem objawie 24.11.03, 14:59
                          arcykr napisał:

                          > kora3 napisała:
                          >
                          > > Serio to wcale nie jest takie proste :)
                          > Wiem.
                          >
                          > > Ale można się nauczyć ...niektórzy jak ja ..mają to już we krwi ..niektórz
                          > y,
                          > > jak moja siostar - uczą się ...
                          > > Przede wszystkim (...)
                          > Dzięki. :)

                          nie ma zupełnie za co Arcy ...:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka