Dodaj do ulubionych

Wielka Sobota

11.04.09, 08:46
Jezus złożony do grobu
Obserwuj wątek
    • kaczy.i.indyczy Re: Wielka Sobota 11.04.09, 08:47
      liturgia.wiara.pl/?grupa=6&art=1038927848&dzi=1115658633
      Sobota: Nie w tym przypadku

      Wydawało się, że wszystko się już skończyło. Bo zazwyczaj śmierć kończy
      wszystko. Ale nie w tym przypadku. Trzeciego dnia Jezus powstaje z grobu.
      Pokazuje, że nadzieje w Nim pokładane nie były daremne.
      Co więcej, pokazuje, że spodziewać możemy się znacznie więcej, niż nam się
      wydawało. Chrystus, zwyciężywszy śmierć, nam też obiecuje zmartwychwstanie... Te
      prawdy przeżywamy podczas Liturgii Wigilii Paschalnej, sprawowanej w sobotni
      wieczór, lecz liturgicznie należącej do Niedzieli Wielkanocnej Zmartwychwstania
      Pańskiego.
      Wigilia Paschalna w Wielką Noc


      Wigilia Paschalna - obrzęd po obrzędzie:.

      Przez cały dzień trwała w kościołach adoracja Jezusa przy Bożym Grobie. Jak
      zwykle ludzie stali w kolejkach do spowiedzi. Jak zwykle wielu przychodziło, by
      poświęcić wielkanocne pokarmy. Ale to, co w tym dniu najważniejsze, rozpoczyna
      się dopiero wieczorem.

      Liturgia sprawowana w Wielką Sobotę (formalnie należąca do liturgii Niedzieli
      Zmartwychwstania Pańskiego) nie jest typową Mszą, gdyż oprócz Liturgii Słowa i
      Liturgii Eucharystycznej mamy w niej jeszcze Liturgię Światła i Liturgię Chrzcielną.

      Całość rozpoczyna się przed kościołem. Do rozpalonego ogniska podchodzą kapłani
      i służba liturgiczna. Po krótkich słowach zachęty następuje poświęcenie ognia, a
      potem prowadzący kreśli na paschale znak krzyża, litery Alfa i Omega oraz na
      polach między ramionami krzyża cyfry bieżącego roku, a potem umieszcza w
      paschale pięć symbolicznych gwoździ w formie krzyża. Bo "Chrystus wczoraj i
      dziś, Początek i Koniec, Alfa i Omega. Do niego należy czas i wieczność. Jemu
      chwała i panowanie przez wszystkie wieki wieków". Następnie kapłan podnosi
      zapalony Paschał i śpiewa: "Światło Chrystusa", a wszyscy odpowiadamy: "Bogu
      niech będą dzięki".

      Z zapalonym paschałem procesja wchodzi do ciemnego, nieoświetlonego kościoła.
      Ci, którzy doświadczyli w swoim życiu lęku przed ciemnością, wiedzą, czym dla
      człowieka jest światło. Rozprasza nie tylko ciemności, ale także nasze lęki i
      obawy. Chrystus jest tym, który swoim zmartwychwstaniem rozprasza ciemności
      grzechu i śmierci, który na powrót wlewa w nasze serca radość życia, Bo przecież
      nie musimy się już bać naszego największego wroga, śmierci, skoro On ją pokonał.
      Od tamtego wydarzenia nawet najsmutniejsze wydarzenia nie są w stanie zgasić
      płomienia nadziei, jaki pali się w sercach uczniów Chrystusa...

      "Światło Chrystusa" - śpiewa po raz drugi kapłan, a wtedy zapalamy od Paschału
      swoje świece. W kościele robi się jeszcze jaśniej. Mrok jest już w zasadzie
      przezwyciężony. A gdy kapłan po dojściu do ołtarza trzeci raz pokazuje nam
      światło Chrystusa, my po raz trzeci dziękujemy za nie Bogu i wtedy zapalają się
      w kościele wszystkie światła. Tak. Przez swoje zmartwychwstanie Chrystus
      opromienił nasze życie. Nie bez powodu został kiedyś przez Zachariasza nazwany
      Wschodzącym Słońcem...
      Symbolikę światła wyjaśnia śpiewane teraz orędzie Wielkanocne. "Weselcie się już
      zastępy aniołów w niebie. (...) Raduj się Ziemio opromieniona tak niezmiernym
      blaskiem, a oświecona jasnością Króla Wieków poczuj, że wolna jesteś od mroku,
      co świat okrywał. (...) Oto są bowiem święta paschalne, w czasie których zabija
      się prawdziwego Baranka, a Jego krew oczyszcza domy wierzących. Jest to ta sama
      noc, w której niegdyś ojców naszych, synów Izraela, wywiodłeś z Egiptu, (...) a
      teraz ta sama noc uwalnia wszystkich wierzących w Chrystusa na ziemi od zepsucia
      pogańskiego życia i od mroku grzechów, do łaski przywraca i gromadzi w
      społeczności świętych. Tej właśnie nocy Chrystus, skruszywszy więzy śmierci jako
      zwycięzca wyszedł z otchłani. (...) O, jak niepojęta jest Twoja miłość: aby
      wykupić niewolnika, wydałeś Swego Syna (...)."...

      Liturgia Słowa jest dziś wyjątkowo rozbudowana. Może się składać na nią aż
      dziewięć czytań, które pokazują całą historię Zbawienia: od początku świata,
      poprzez wyprowadzenie Narodu Wybranego z Egiptu, aż do czasu, gdy Jednorodzony
      Boży Syn stał się Barankiem, by zbawić grzechy świata, a zabity za nasze grzechy
      trzeciego dnia powstał z martwych. Relację z odkrycia pustego grobu przedstawia
      dziś św. Mateusz. Bardzo ważne jest też pouczenie, którego w przedostatnim
      czytaniu udziela nam Święty Paweł. Pokazuje, że mamy udział w owocach śmierci i
      zmartwychwstania Jezusa dzięki sakramentowi chrztu, który zanurzył nas w Jego
      śmierć i pozwolił razem z Nim zmartwychwstać do Nowego Życia...
      Do tych treści nawiązuje kolejna część dzisiejszej celebracji - Liturgia
      Chrzcielna. Dawniej większość chrześcijan w tej właśnie chwili przyjmowała
      chrzest. Dziś najczęściej odnawiamy chrzcielne przyrzeczenia i modlimy się za
      tych, którzy chrzest przyjmują...

      Rozpoczyna ją (liturgię) odśpiewanie Litanii do wszystkich świętych. Przyjmowani
      przez chrzest do Kościoła, a także my, nędznicy, uświadamiamy sobie, w jak
      szlachetnym gronie znaleźliśmy się przez chrzest, do jakiego Kościoła zostaliśmy
      włączeni. To Kościół Apostołów, męczenników, wyznawców i dziewic; to Kościół
      ludzi uczonych i prostych. A wszystkich łączy w nim jedno: wspólny udział w
      zbawieniu i wspólna miłość do naszego Odkupiciela.

      Po odśpiewaniu litanii następuje błogosławieństwo wody chrzcielnej. W dłuższej
      modlitwie kapłan wyjaśnia symbolikę wody: wspomina się wody, nad którymi unosił
      się Duch przy stworzeniu świata, wody potopu, które uratowały Noego, a były
      przyczyną zagłady dla pozostałych, wody Morza Czerwonego, które dały ucieczkę
      Izraelitom, a zalały ścigających ich Egipcjan; przypomina wody chrztu Jezusa nad
      Jordanem i wodę, która wypłynęła z przebitego boku Chrystusa. Następnie prosi,
      aby Bóg raczył otworzyć nam wszystkim źródło chrztu świętego, aby "wszyscy przez
      chrzest pogrzebani z Chrystusem w śmierci, z Nim też powstali do nowego życia".

      Jakże głęboko uroczyście brzmią dziś słowa odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych,
      gdy z zapalonymi świecami w ręku wierni wyrzekają się grzechu, wszystkiego, co
      prowadzi do zła i szatana, głównego sprawcy grzechu, a następnie wyznają wiarę
      Ojca, Syna i Ducha Świętego, Kościół, obcowanie świętych, odpuszczenie grzechów,
      zmartwychwstanie ciała i życie wieczne. Chciałoby się, aby już na zawsze w
      naszych sercach była ta sama gorliwość, co w tej właśnie chwili.

      Jako święci i umiłowani przez Boga przystępujemy do kolejnej części dzisiejszej
      celebracji, Liturgii Eucharystycznej. Ten, który za nas się ofiarował w zbawczej
      ofierze, który dla nas powstał z martwych i dał nam udział w swojej łasce przez
      chrzest, daje nam także możliwość spożywania Jego Ciała i Jego Krwi. Ta Święta
      Uczta daje nam możliwość ciągłego czerpania z owoców Chrystusowego krzyża; Jego
      Ciało i Krew są dla nas pokarmem na życie wieczne...

      W niektórych parafiach na zakończenie obrzędów odbywa się jeszcze procesja
      rezurekcyjna. Chrześcijanie całemu światu (tym, którzy pozostali w domach)
      ogłaszają radosną wieść: możecie już otrzeć swoje łzy, śmierci już nie ma. Przez
      Chrystusa jest dla nas życie wieczne. Ta procesja może mieć też miejsce
      następnego dnia rankiem, przed pierwszą Mszą Świętą. Gdy wschodzi słońce, jakże
      wyraziście brzmią słowa wczoraj usłyszanego Wielkanocnego Orędzia: "Niech ta
      świeca płonie, gdy wzejdzie słońce nie znające zachodu: Jezus Chrystus, Twój Syn
      Zmartwychwstały, który oświeca ludzkość swoim światłem i z Tobą żyje i króluje
      na wieki wieków" . Amen.
      • kaczy.i.indyczy Re: Wielka Sobota 11.04.09, 08:49
        www.goscniedzielny.pl/artykul.php?id=1017160021
        ''Zstąpił do piekieł''
        Obserwacje – Zmartwychwstanie



        Czas między śmiercią Chrystusa a zmartwychwstaniem określa prawda wiary o Jego
        zstąpieniu do krainy umarłych. W wyznaniu wiary mówimy: „Zstąpił do piekieł”.

        Zstąpienie Chrystusa do świata zmarłych, określanego też jako otchłań, znajduje
        potwierdzenie w Piśmie Świętym. Św. Paweł pisze o wyprowadzeniu Chrystusa ze
        świata otchłani (Rz 10,7), podkreśla też zstąpienie Zbawiciela do „niższych
        części ziemi” (Ef 4,8). „Poszedł ogłosić zbawienie nawet duchom zamkniętym w
        więzieniu” (1P 3,19).

        Z kontekstu wynika, że chodzi o miejsce, w którym dusze oczekiwały na przyjście
        Mesjasza. Św. Cyryl Jerozolimski (IV wiek) podkreślał, że Zbawiciel „zstąpił do
        podziemia, by stamtąd sprawiedliwych odkupił… był tam Dawid i Samuel, i wszyscy
        Prorocy…”.Jezus, jak ludzie, doświadczył śmierci.

        Chociaż nieśmiertelny, zechciał poddać się prawom śmierci i Jego dusza dołączyła
        do dusz ludzkich w krainie umarłych. Zstąpił tam jednak jako Zbawiciel i ogłosił
        nadejście czasu odkupienia. „Piekło” to stan potępienia, w którym nie ma
        możliwości oglądania Boga. Przed odkupieniem tej możliwości były pozbawione
        również dusze sprawiedliwych.

        Chrystus zstąpił do otchłani nie po to, „by wyzwolić potępionych, ani żeby
        zniszczyć piekło potępionych”, ale by wyzwolić sprawiedliwych, którzy umarli
        przed przyjściem Zbawiciela.
        • kaczy.i.indyczy Re: Wielka Sobota 11.04.09, 08:51
          liturgia.wiara.pl/?grupa=6&art=1038930121&dzi=1115658633
          Wielka Sobota: Błogosławienie potraw wielkanocnych

          W Wielką Sobotę błogosławi się pokarmy na stół wielkanocny. Wierni przynoszą w
          godzinach popołudniowych do kościoła tzw. święcone. Święcenie pokarmów
          świątecznych jest starym zwyczajem w Kościele. Spożywanie posiłku jest też
          czynnością świętą, dlatego modlimy się przed i po jedzeniu, a na największe
          święto Zmartwychwstania święcimy także pokarmy.
          Przepełnieni wielkanocną radością, zasiądziemy po Mszy rezurekcyjnej do
          świątecznego stołu i podzielimy się wzajemną życzliwością przy składaniu sobie
          życzeń. Nowe życie Zmartwychwstałego Pana symbolizuje poświęcone jajko, którym
          także dzielimy się wzajemnie.

          Kapłan: Prośmy Chrystusa Pana, zawsze obecnego wśród tych, którzy Go miłują, aby
          pobłogosławił te pokarmy na stół wielkanocny. Wszyscy modlą się przez chwilę w
          ciszy. Panie Jezu Chryste, Ty w dzień przed męką i śmiercią kazałeś uczniom
          przygotować paschalną wieczerzę, w dzień Zmartwychwstania przyjąłeś zaproszenie
          dwóch uczniów i zasiadłeś z nimi do stołu, a późnym wieczorem przyszedłeś do
          Apostołów, aby spożyć wraz z nimi posiłek; prosimy Cię, daj nam z wiarą
          przeżywać Twoją obecność między nami podczas świątecznego posiłku, w dzień
          Twojego zwycięstwa, abyśmy, mogli się radować z udziału w Twoim życiu i
          zmartwychwstaniu.

          Chlebie żywy który zstąpiłeś z nieba i w Komunii św. dajesz życie światu,
          pobłogosław ten chleb i wszelkie świąteczne pieczywo na pamiątkę chleba, którym
          nakarmiłeś lud słuchający Ciebie wytrwale na pustkowiu, i który po swym
          zmartwychwstaniu przygotowałeś nad jeziorem dla swoich uczniów.

          Baranku Boży, który zwyciężyłeś zło i obmyłeś świat z grzechów, pobłogosław to
          mięso, wędliny i wszelkie pokarmy, które będziemy jedli na pamiątkę Baranka
          paschalnego i świątecznych potraw, które Ty spożyłeś z Apostołami na Ostatniej
          Wieczerzy Pobłogosław także naszą sól, aby chroniła nas od zepsucia.

          Chryste, życie i zmartwychwstanie nasze, pobłogosław te jajka, znak nowego
          życia, abyśmy dzieląc się nimi w gronie rodziny, bliskich i gości, mogli się
          także dzielić wzajemnie radością z tego, że jesteś z nami. Daj nam wszystkim
          dojść do wiecznej uczty Twojej, tam, gdzie Ty żyjesz i królujesz na wieki
          wieków. W. Amen.

          Następuje poświęcenie pokarmów wodą święconą. Po skończonym obrzędzie wypada
          udać się do Grobu Pańskiego na krótką adorację Najświętszego sakramentu.
          • kaczy.i.indyczy Re: Wielka Sobota 11.04.09, 08:52
            www.mateusz.pl/czytelnia/mp-s.htm
            Błogosławienie pokarmów wielkanocnych
            Kontekst paschalny i postny
    • kaczy.i.indyczy Re: Wielka Sobota 11.04.09, 09:30
      brewiarz.pl/iv_09/1104-2/czyt.php3
      Teksty liturgii Wigilii Paschalnej




    • kaczy.i.indyczy Re: Wielka Sobota 11.04.09, 09:56
      kosciol.wiara.pl/index.php?grupa=6&cr=0&kolej=0&art=1238667413&dzi=1229505188
      Dzień Wielkiej Ciszy
      Tajemnica Wielkiej Soboty
      Agata Combik

      W ciemnej pieczarze widać dwoje ludzi. Wokół nich kłębią się przedziwne stwory –
      jaszczurka, pająk, obślizgłe robale, zagadkowe gady pokryte łuskami. Do pieczary
      wpada z góry ognisty promień. Scena z nieznanej baśni? Nie, to opowiedziana na
      witrażu tajemnica Wielkiej Soboty.
      Wielki Czwartek, Wielki Piątek niosą ze sobą bardzo konkretne treści. A co jest
      „treścią” Wielkiej Soboty? Przecież nie kolorowe koszyczki ze święconką. Może
      liturgia Wigilii Paschalnej? Też nie. Ona należy już do Wielkiej Nocy, do
      Niedzieli Zmartwychwstania. Adoracja leżącego w grobie Chrystusa? Grób nie
      wyczerpuje tajemnicy tego dnia. Wielka Sobota to dzień pełen ciszy, ale w tej
      ciszy dzieje się bardzo wiele. I o tym właśnie opowiada witraż we wrocławskim
      kościele pw. św. Macieja przy ul. Szewskiej.

      Zajrzeć do piekieł
      – Polski Kościół w okresie Triduum Paschalnego żyje bardzo mocno symbolem grobu
      Pańskiego – mówi ks. Mirosław Maliński („Malina”), duszpasterz DA „Maciejówka”.
      – Ma to swoje uzasadnienie historyczne. Grób był dla naszych rodaków bardzo
      ważny w czasach, gdy Polski nie było; utożsamiali go wtedy często z grobem
      Ojczyzny. Skoncentrowanie się jednak na samym grobie niesie niebezpieczeństwo
      niezrozumienia tajemnicy Triduum Paschalnego. Dzieci zapytane, co Pan Jezus
      robił w Wielką Sobotę, odpowiedzą: leżał w grobie. A to nie do końca prawda... W
      niektórych krajach istnieje zwyczaj, że w ten dzień kościół jest zupełnie
      ogołacany z kwiatów, obrusów, z wszelkich dekoracji i otwarty na oścież. To
      ogołocenie ma skłonić do refleksji, do pytania: „Gdzie jest Chrystus?”.

      A gdzie On jest w Wielką Sobotę? Credo, zanim powie o zmartwychwstaniu, mówi, że
      „zstąpił do piekieł”, czyli do krainy zmarłych. Nie chodzi tu o piekło
      potępionych, ale o miejsce przebywania dusz sprawiedliwych, którzy poprzedzili
      Zbawiciela i w tym tajemniczym miejscu oczekiwali na wyzwolenie. – Na
      prawosławnych ikonach widzimy zwykle Chrystusa u wejścia do mrocznej czeluści,
      który „chwytem ratowniczym” wyciąga Adama – mówi ks. Mirosław. – Wyzwala
      pierwszych rodziców, wyrywając ich ze stanu zawieszenia, odrętwienia. Chrystus
      ukazuje się tu jako absolutny fascynat życia. Dociera wszędzie, nawet w
      najmroczniejsze otchłanie wprowadza życie. Jego zstąpienie do „piekieł” jest
      całkowitym wypełnieniem ewangelicznego głoszenia zbawienia. Witrażowy tryptyk to
      owoc mojego marzenia, by wizualnie ukazać rzeczywistość Wielkiej Soboty.

      Robaki, pająk i nadzieja
      A jaka jest właściwie wymowa szklanego dzieła? – Widoczny w centrum snop
      światła, strumień ognia, to zstępujący do otchłani Chrystus – tłumaczy ks.
      Mirosław Maliński. – W tym strumieniu dostrzec można ręce i nogi, noszące ślady
      męki – ślady tego, co przeżywamy na ziemi, pozostaną w nas także w przyszłym
      życiu. W smudze światła widać również wyobrażenie twarzy Chrystusa pochodzące z
      tzw. chusty z Manoppello, noszącej na sobie prawdziwe „odbicie” oblicza Jezusa.
      Fascynuje mnie, że na tej chuście Chrystus nie wygląda bynajmniej jak Elvis
      Presley. To raczej twarz zwyczajnego chłopa, co może być wyrazem głębokiego
      ewangelicznego przesłania – Syn Boży chciał być zwyczajnym, przeciętnym człowiekiem.

      Do rąk zstępującego do otchłani Chrystusa tulą się Adam i Ewa. Wokół nich
      widzimy mnóstwo baśniowych stworów. „Malina” tłumaczy, że wywodzą się one ze
      średniowiecznych bestiariuszy (dzieł zawierających opisy realnych i baśniowych
      zwierząt, wraz z ich symbolicznym znaczeniem), ale nawiązują także do
      współczesnej kultury, w której dużą rolę odgrywa fantastyka, klimaty rodem z
      utworów Tolkiena. Każde ze stworzeń na witrażu niesie ze sobą określone treści.
      Jest tam feniks – symbol oczyszczenia z grzechów, gryf oznaczający zwycięstwo
      światła nad ciemnością, jednorożec mówiący o tęsknocie do Jedynego, jaszczurka
      symbolizująca tęsknotę za światłem. Stadko jaskółek budzi tych, którzy
      przetrwali. Wijąca się u dołu śliska syrena to symbol pokus doczesnych, a robaki
      – znak upadku i poniżenia. Widzimy także kota – symbol ciemności, psa, pająka. –
      Pajęczyna tego ostatniego oznacza rozmaite zniewolenia, uzależnienia. Ich lekkie
      nitki wydają się łatwe do zerwania, niegroźne, ale jeśli się ich nie zrywa,
      omotają człowieka tak, że traci wolność – mówi ks. Mirosław. – Widzimy tu także
      pieska. To mityczny Cerber z Hadesu, który miał pilnować, by nikt nie wyszedł z
      otchłani. Na witrażu łasi się do stóp Jezusa. Oznacza także każdego z nas. To my
      mamy być „Bożymi psami”, „domini canes”.
      • kaczy.i.indyczy Re: Wielka Sobota 11.04.09, 09:58
        kosciol.wiara.pl/index.php?grupa=6&cr=1&kolej=0&art=1238667413&dzi=1229505188&katg=
        Moja ciemność przemieniona
        Cała ta mroczna otchłań to obraz upadku człowieka, ale i wielkiego pragnienia
        wyzwolenia, pełnej nadziei tęsknoty za Zbawicielem. Nawet budzące niechęć
        insekty na witrażu garną się do Chrystusa. – Witraż mówi, że On przychodzi do
        nas takich, jacy jesteśmy – tłumaczy ks. Mirosław Maliński. – Chce penetrować
        najgłębsze pokłady naszego serca, nawet te, których sami się wstydzimy – gdzie
        zalega popiół i zgnilizna, gdzie cuchnie. Chce wejść w otchłań naszej
        samotności, opuszczenia. Nie niesie zniszczenia, ale ocalenie. Jego zstąpienie w
        mroczną krainę jest pełne pokoju, łagodności. Widząc przeróżne stwory, zdaje się
        mówić: „Pozwólcie rosnąć obojgu aż do żniwa...”. Nie sieje wśród nich
        zniszczenia, niesie jedynie ocalenie. Pokazuje ślady męki, ale nikogo nie
        obwinia. W obszary martwoty naszego serca wprowadza życie. To widać u osób,
        które się nawracają. Ci ludzie ożywają. Rozkwitają w nich rozmaite talenty,
        rodzą się inicjatywy.

        Witraż przy ul. Szewskiej to dobry cel wielkosobotniej wyprawy. Warto tu przyjść
        w dzień Wielkiej Ciszy i pomilczeć. Oderwać wzrok od kolorowych koszyków i dać
        się porwać w mroczne czeluście. I tam spotkać Zbawiciela.

        Biblia światłem opowiedziana
        Witraże w kościele św. Macieja mają ukazywać pięć kluczowych momentów historii
        zbawienia – Zwiastowanie (transept północny), Zesłanie Ducha Świętego
        (prezbiterium) i Wniebowstąpienie (okno zachodnie), Ostatnią Wieczerzę (na
        podstawie ikony szkoły nowogrodzkiej – „Mistyczna Wieczerza”) oraz Zstąpienie do
        Otchłani (transept południowy). Jedno okno wypełnia ponadto przedstawienie
        patrona kościoła św. Macieja. Witraże ukazujące Zwiastowanie, Zstąpienie do
        Otchłani i Mistyczną Wieczerzę (ten ostatni dopiero czeka na realizację,
        uzależnioną od znalezienia sponsora) to właściwie rozbudowane artystyczne
        komentarze do ewangelicznych wydarzeń. Każde z tych okien to wielka, barwna
        opowieść.

        Witraże są owocem dyskusji między tym, co współczesne, a tym, co tradycyjne.
        Tam, gdzie występuje gotycka ornamentyka, zastosowano najnowszą technologię,
        tzw. fusing. Z kolei przy witrażach wykonanych w tradycyjnych technikach, z
        ołowianymi spojeniami, wprowadzono współczesną formę. – Jestem przekonany, że
        każde pokolenie ma prawo w dawnych kościołach pozostawić coś po sobie – mówi
        duszpasterz „Maciejówki”. – Tak było przez wieki. Do romańskich budowli
        wprowadzano elementy gotyckie, potem do gotyckich barokowe, itd. I tak jest u
        św. Macieja. Artysta szanuje przeszłość, ale kocha też teraźniejszość, docenia
        sztukę współczesną. Autorką projektu jest Beata Stankiewicz-Szczerbik,
        absolwentka wrocławskiej ASP. Brała udział także w realizacji witraży w pracowni
        Sławomira Oleszczuka.
        • kaczy.i.indyczy Re: Wielka Sobota 11.04.09, 10:03
          liturgia.wiara.pl/index.php?grupa=6&cr=0&kolej=0&art=1038930566&dzi=1115658633&katg=
          Liturgia: Wigilia Paschalna w Wielką Noc

          • kaczy.i.indyczy Re: Wielka Sobota 11.04.09, 10:09
            Liturgia na dziś

            Czytania

            www.opoka.org.pl/dzis/index.php
            • kaczy.i.indyczy Re: Wielka Sobota 11.04.09, 10:25
              www.katolik.pl/index1.php?st=dzienne&typ=komentarz
              Komentarz na dzień 11-04-2009

              Nastała cisza Wielkiej Soboty. Umilkł stukot młota wbijającego gwoździe w
              Jezusowe ręce i nogi. Wybrzmiało echem w ludzkich sercach wołanie umierającego
              Boga – Człowieka: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego (Łk 23,46). Nastała
              cisza w cieniu Jezusowego Grobu. Cisza oczekiwania.

              Nadchodzi Wielka Noc. Noc świętowania Wigilii Paschalnej. Na jej początku z
              głębi serca Kościoła uniesie się okrzyk: „Exultet!” - „Weselcie się już, zastępy
              Aniołów w Niebie...Weselcie się, słudzy Boga...Raduj się ziemio, opromieniona
              tak niezmiernym blaskiem...Raduj się, Kościele święty, Matko nasza...”, gdyż
              „tej właśnie nocy Chrystus skruszywszy więzy śmierci, jako zwycięzca wyszedł z
              otchłani. Nic by nam przecież nie przyszło z daru życia, gdybyśmy nie zostali
              odkupieni. O, jak przedziwna łaskawość Twej dobroci dla nas! O, jak niepojęta
              jest Twoja miłość: aby wykupić niewolnika, wydałeś swego Syna. O, zaiste
              konieczny był grzech Adama, który został zgładzony śmiercią Chrystusa! O,
              szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!" (z hymnu "Exultet")

              Jakże odważne to słowa: „Konieczny był grzech Adama...” albo „O, szczęśliwa
              wina...” Wina, grzech nigdy nie była, nie jest i nie będzie szczęściem, bo nie
              tak było na początku.

              Na początku, gdy Bóg stworzył świat był on doskonały. Księga Rodzaju ujmuje to w
              sposób przepięknie prosty: „A Bóg widział, że wszystko, co czynił, było bardzo
              dobre.” (Rdz 1,31) Jednak gdy za sprawą szatana ten doskonały ład i harmonia
              zostały zakłócone, gdy wydawało się, że już wszystko stracone – Bóg przez całe
              dzieje zbawienia pokazywał i pokazuje, że to On jest Panem historii. W tę
              Świętą, Wielką Noc Kościół zastawiając obficie Stół Słowa Bożego, przypomina
              przez nie tę właśnie prawdę. Że świat od Boga wyszedł i do Boga zmierza. Że to
              On – i tylko On- ma moc przemienić nawet zło w dobro. I że Jego miłość nie ma
              granic.

              Z drżeniem słucham o ofierze Abrahama: Bóg wystawił Abrahama na próbę i rzekł do
              niego: «Abrahamie!» A gdy on odpowiedział: «Oto jestem», powiedział: «Weź twego
              syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w
              ofierze na jednym z pagórków, jaki ci wskażę».(...) A gdy przyszli na to
              miejsce, które Bóg wskazał, Abraham zbudował tam ołtarz, ułożył na nim drwa i
              związawszy syna swego Izaaka położył go na tych drwach na ołtarzu. Potem sięgnął
              ręką po nóż, aby zabić syna swego. Ale wtedy anioł Pana zawołał na niego z
              nieba: «Abrahamie, Abrahamie!» A on rzekł: «Oto jestem». Powiedział mu: «Nie
              podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! Teraz poznałem że boisz się
              Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna». Abraham, obejrzawszy się
              poza siebie, spostrzegł barana uwikłanego rogami w zaroślach. Poszedł więc,
              wziął barana i złożył go w ofierze całopalnej zamiast swego syna (Rdz 22,1; 9-13).

              Co czuł Abraham, gdy podnosił nóż, by dokonała się ofiara z jego syna? Bóg
              jednak wstrzymał jego dłoń. Zamiast Izaaka ofiarowany został baranek uwikłany w
              zaroślach na górze Moria.

              Boże Serce jest najczulsze ze wszystkich... Co więc Ono mogło czuć, gdy na
              wzgórzu Golgoty ręce oprawców wzniosły się z młotem, by przybić do drzewa Krzyża
              Baranka Bożego - Jego Jednorodzonego Syna? Już nie uwikłanego w zaroślach, ale z
              koroną cierniową wtłoczoną na głowę. Tych rąk nikt nie wstrzymał. Ofiara się
              dokonała. Najświętsza Ofiara.

              Dzięki tej Ofierze wszyscy, którzy pozostawali w niewoli grzechu – zostali z
              niego uwolnieni. Jak Izraelici, których Bóg uwolnił z niewoli egipskiej i
              przeprowadził suchą nogą przez Morze Czerwone: Powracające fale zatopiły rydwany
              i jeźdźców całego wojska faraona, które weszło w morze ścigając synów Izraela.
              Nie ocalał z nich ani jeden. Synowie zaś Izraela szli po suchym dnie morskim,
              mając mur z wód po prawej i po lewej stronie. W tym to dniu wybawił Pan Izraela
              z rąk Egipcjan (Wj 14, 28-30a).

              Słuchając tego, jak Bóg działał w historii zbawienia...może jednak przyjść taka
              myśl: ‘Bóg zaprawdę jest potężny, działający cuda i znaki...Czy jednak w tej
              historii jest miejsce i dla mnie? Czy w tym nieprzebranym tłumie ludzkości Boże
              oczy mnie dostrzegają? Czy Bóg mnie naprawdę kocha...wiedząc, jakie jest
              naprawdę moje serce...wiedząc, że jest tak słabe i grzeszne?’

              W tę cudowną noc Bóg pragnie dać odpowiedź i na taką wątpliwość udręczonego
              człowieka. Ustami Proroka Izajasza przekonuje: W przystępie gniewu ukryłem przed
              tobą na krótko swe oblicze, ale w miłości wieczystej nad tobą się ulitowałem,
              mówi Pan, twój Odkupiciel.(...) Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale
              miłość moja nie odstąpi od ciebie i nie zachwieje się moje przymierze pokoju,
              mówi Pan, który ma litość nad tobą. (Iz 54, 8;10)

              Ta miłość jest BEZWARUNKOWA. Została dana każdemu z nas z osobna ZA DARMO. Nigdy
              nie zostanie cofnięta. Bóg nigdy nie powie ‘Już cię nie kocham...’ Przeciwnie.
              Bóg dzień po dniu będzie powtarzał ‘Kocham cię coraz mocniej...i coraz bardziej
              tęsknię za dniem spotkania z tobą w Moim Królestwie.

              Aby tam jednak dotrzeć trzeba i nam – każdemu z osobna – przejść przez bramę
              śmierci. Kształt tej bramy jest nieznany, ale droga do niej została już
              przetarta. Przeszedł ją Chrystus. Jak przypomina św. Paweł w Liście do
              Rzymian:Jeżeli bowiem przez śmierć, podobną do Jego śmierci, zostaliśmy z Nim
              złączeni w jedno, to tak samo będziemy z Nim złączeni w jedno przez podobne
              zmartwychwstanie. To wiecie, że dla zniszczenia grzesznego ciała dawny nasz
              człowiek został razem z Nim ukrzyżowany po to, byśmy już więcej nie byli w
              niewoli grzechu. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu. Otóż jeżeli
              umarliśmy razem z Chrystusem, wierzymy, że z Nim również żyć będziemy, wiedząc,
              że Chrystus powstawszy z martwych już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma
              już władzy. Bo to, że umarł, umarł dla grzechu tylko raz, a że żyje, żyje dla
              Boga. Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w
              Chrystusie Jezusie(Rz 6, 5-11).

              Ludzka codzienność pełna jest zmagań. Niejednokrotnie ogarnia nas mrok Wielkiego
              Piątku i przygniata ciężar osobistego krzyża. Czasem nie tylko marzenia, plany,
              ale i nadzieje zostają pogrzebane. Serce zaś przykrywa kamień zwątpienia.
              Zawodzimy samych siebie i ludzie nas zawodzą. Czasem też Bóg wydaje się być
              jakby nieobecny...Tak łatwo wtedy opuścić ręce i powiedzieć ‘Tu już nic nie da
              się uczynić...’, czy nawet powtórzyć za prorokiem Eliaszem Wielki już czas, o
              Panie! Odbierz mi życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków (Krl 19,4).

              Grób Jezusa znajdował się w ogrodzie (por. J 19,41). Ogród – to miejsce
              owocowania, życia. Grób – miejsce naznaczone powagą śmierci. Gdy serce zdaje się
              umierać z bólu, z braku nadziei i wiary, wtedy trzeba udać się do własnego
              ‘ogrodu śmierci’. A choćby serce zdawało się być jak grób – nie należy się
              lękać, ale do niego wejść. Jak niewiasty, które wczesnym rankiem zamartwiały
              się, kto im odsunie kamień:

              Weszły więc do grobu i ujrzały młodzieńca, siedzącego po prawej stronie,
              ubranego w białą szatę; i bardzo się przestraszyły. Lecz on rzekł do nich: «Nie
              bójcie się! Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego; powstał, nie ma Go tu.
              Oto miejsce, gdzie Go złożyli. Lecz idźcie, powiedzcie Jego uczniom i Piotrowi:
              "Idzie przed wami do Galilei, tam Go ujrzycie, jak wam powiedział"» (Mk 16, 5-7).

              „Idzie przed wami do Galilei, tam Go ujrzycie...” Jezus idzie przede mną do
              Galilei Niebieskiej. Każda ścieżka mojej osobistej historii zbawienia nosi ślady
              Jego stóp. On przeprowadza mnie przez Morze Czerwone

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka