Dodaj do ulubionych

Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej gorące)

IP: 81.210.125.* 11.02.04, 20:23
Ponieważ nikt się nie chce zlitować i podać przepisu na pyszne pączki, to
może oświecicie mnie, gdzie w Warszawce zjem najlepszego na świecie pączka?
Najlepiej gorącego, z ogromną ilością marmolady w środku? Takiego "w starym
stylu", jak jadało się w komunizmie?
Obserwuj wątek
    • Gość: mmm Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.04, 20:34
      takich to już chyba nie ma, ale dobre sa pączki od Bliklego, tylko że małe i
      drogie..
      • Gość: Liska Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go IP: 81.210.125.* 11.02.04, 20:37
        eeee, Blikle to nie ta klasa... za suche, za mało w środku marmolady, takie bez
        charakteru trochę... Na pewno ktoś robi w tym mieście lepsze, a Ktoś inny wie,
        kto... ;-)
        • Gość: mama Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go IP: 213.199.253.* 11.02.04, 21:15
          najlepsze na Grochowie...
          • Gość: krystyna_jl Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go IP: 81.185.166.* 11.02.04, 21:18
            a mozna prosic dokladniej?
            • noida Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go 11.02.04, 21:29
              Kiedyś takie dobre, grzane pączki były w Białym Domku pod Puszczą Kampinowską w
              Łomiankach, ale dawno ich nie jadłam, więc nie wiem, czy jeszcze są tak dobre.
          • kags Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go 11.02.04, 21:55
            plizzzz, tylko nie mow ze na Szembeku!!! jest tam niby duzy wybor wypelnien,
            ale sa takie nienaturalnie puchate i czerstwieja juz tego samego dnia :(((
            nie wiem czy sa dostepne w inne dni, ale w soboty zawsze jest tam mega
            kolejka...
            niezle paczki maja na WSSE na Kasprzaka (tam gdzie VIS) w Bufecie. klasyczne,
            dobrze przypieczone, czuc drozdze... no moze nadzienia za malo ;P
            • Gość: Maria Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go IP: 213.199.253.* 11.02.04, 22:26
              Na ul. Grochowskiej u p. Kowalskiego w pawilonach vis-a-vis ul. Wspólna Droga.
    • Gość: stary znawca Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go IP: 213.199.253.* 11.02.04, 22:24
      to prawda, że dobre są u Kowalskiego tj. Grochowska róg Majdańskiej, także
      warto spróbować ul. Górczewska przy Działdowskiej/////nie polecam Blikkego są
      przeraklamowane....
      • Gość: Liska Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go IP: 81.210.125.* 12.02.04, 09:32
        Stary znawco, a gdzie konkretniej na Górczewskiej przy Działdowskiej?
        :-)
        • xkropka Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go 12.02.04, 10:42
          W zastępstwie satrego znawcy: jadąc Górczewską od centrum, za Działdowską po
          lewej stronie będzie za drzewami (trochę cofnięta od ulicy) kamienica z
          czerwonej cegły, chyba jeszcze przedwojenna. I tam na parterze jest coś, co się
          nazywa Pracownia cukiernicza. I te pączki to tam, potwierdzam - dobre!
        • Gość: Fly do Starego Znawcy IP: *.gtech.com / 156.24.1.* 12.02.04, 10:44
          czy mowisz o tej 'starej' cukierni kiedys tylko z paczkami na przeciwko placu
          Opolskiego? ktorego juz chyba nie ma, miedzy szpitalem na Dzialdowskiej idac w
          strone Mlynarskiej?
          Bozusiu....ile ja sie tam nabiegalam w dziecinstwie i ile pieniedzy zostawilam
          w paczkarni, a ile razy bylo tak ze biegalam tylko popatarzec przez szybe na
          paczki z wystawy, bo akurat nie mialam pieniedzy....

        • Gość: Basia Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go IP: *.acn.pl 12.02.04, 10:45
          to i ja wiem i potwierdzam że tam najlepsze w Warszawie . Otóż idąc ulicą
          Górczewską mijasz Działdowską ( czyli idziesz w stronę dawnego PDT Wola - prawą
          stroną ulicy) no i po 100m - musisz zobaczyć cukiernię p. Kowalskiego. W Tłusty
          Czwartek kolejka tam bywa diochodzi do Działdowskiej :))
          Kiedyś lubiłam pączki z cukierni Solidarności róg Jana Pawła ( to dawniej było
          Świerczewskiego róg Marchlewskiego ) ale dawno temu tam byłam i co tam teraz to
          nie ręczę
          Pozdrawiam wszystkich pączkojadów :)))))
          • Gość: Marta Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go IP: *.tele2.pl 18.02.04, 08:08
            Oj tam najlepsze zdecydowanie, nadmienie że jak bylam dzieckiem w na
            Dzialdowskiej można bylo kupić pącząki zimne, letnie i gorące, ciekawa jestem
            czy jeszcze tak sprzedają, dawno tam nie bylam!

            Oj te przedszkolne wspomnienia.....
    • brunosch Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go 12.02.04, 10:47
      W jednym z bloczysk za Żelazną Bramą (jak się idzie od pl. Bankowego na
      Grzybowski) na parterze jest cukiernia (a właściwie tylko okienko z którego
      sprzedają słodycze) Pączki są naprawdę dobre i zawsze świeże, bo długo nie
      leżą :)
      • Gość: arek Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go IP: *.pro-futuro.com 12.02.04, 16:40
        Na ul. Gorczewskiej w starej kamienicy przed skrzyzowaniem z Płocką.
        Zobaczysz po kolejce.
        Sa bezkonkurencyjne w Warszawie. Cukiernia robi TYLKO pączki co o czyms
        swiadczy.

        Arek
    • Gość: at a czy u Fukiera? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.02.04, 12:44
      kiedyś dostałam furę pączków "od" Fukiera, było to wiele lat temu (ale nie były
      one już komunistyczne ;) i wydaje mi się, że były niezłe. a może mnie pamięć
      zawodzi? jak to z nimi jest teraz?
    • Gość: limba Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go IP: *.mos.gov.pl / *.mos.gov.pl 12.02.04, 17:41
      Cukiernię "Pod Krokodylem" i "Fukiera" przejęła P.M.Gessler. Ale ostrzegam
      przed jej wyrobami!!! Kiedyś w czasie spaceru po Starym Mieście [w niedzielę, a
      więc wtedy, gdy jest największy popyt na ciastka i wydawałoby się, że wszystko
      jest świeże] dokonałam u niej zakupu. Okropne gnioty i na dodatek cena
      wyśrubowana w górę niemiłosiernie.
      Jeśli chodzi o Bliklego, to cena wzrasta - w miarę jak zmniejsza się wielkość
      pączków. Jadłam wczoraj - poczęstowana przez koleżankę z okazji jej imienin,
      która co roku raczy nas właśnie pączkami od Bliklego - a więc mam porównanie.
      Te jego pączki są efektownie podawane [w karbowanej firmowej "foremce", polane
      lukrem i posypane skórką pomarańczową] - ale były chyba wykrawane kieliszkiem,
      bo nie sądzę, aby tak nie miały czasu na wyrośniecie i były tak małe po
      usmażeniu.
      Natomiast, jeśli chodzi o cukiernię na Górczewskiej - to dawno już w niej nie
      byłam. Ale za czasów, gdy tam bywałam - pączki były wspaniałe. I ponieważ
      smażono tam tylko pączki - można było kupić je temperaturze o jakiej tylko się
      zamarzyło, tzn. od gorącej [czyli usmażone przed chwilą], poprzez kilka odmian
      ciepłych, aż do całkiem wystudzonych pączusiów > z dużą ilością marmolady oraz
      z lukrem ze skórką pomarańczową. Mniam mniam - nigdy nie zapomnę ich smaku!

      A ponieważ Liska skarży się, że nikt nie chce podać przepisu na pączki - podaję
      swój:
      ° 3 szklanki mąki tortowej lub innej pszennej [tj.ok.1/2 kg]
      ° 4 dkg drożdży [takie małe kosteczki sprzedawane w Geancie i
      Carrefourze] lub torebka drożdży granulowanych DrOetkera [tzw.suchych]
      ° ok. 1 szkl ciepłego mleka
      ° 6 – 8 żółtek [zależy od wielkości jajek]
      ° 1/2 kostki masła extra [tj. 10 dkg] stopionego i sklarowanego [czyli
      sam tłuszcz bez serwatki, która oddzieli się podczas rozpuszczania masła]
      ° 1/2 szklanki cukru pudru
      ° 2 – 3 łyżki spirytusu [żeby nie chłonęły tłuszczu w czasie smażenia]
      ° aromat waniliowy lub skórka otarta z cytryny
      Z w/w składników wyrabiam ciasto - wg zasad przyrządzania drożdżowego
      [najprościej jest przy użyciu drożdży suchych, bo nie trzeba sporządzać
      rozczynu – tylko miesza się je z mąką, a potem dodaje resztę składników > czyli
      żółtka utarte z cukrem, ciepłe mleko, spirytus, aromat, a na końcu ciepłe
      masło].
      Po wyrobieniu, ciasto odstawiam pod przykryciem do wyrośnięcia.
      Gdy podwoi swoją objętość, ciasto delikatnie rozwałkowuję – podsypując
      oczywiście mąką, żeby się nie kleiło – na grubość ok.2 cm i wykrawam szklanką
      pączki, które układam na kocyku przykrytym lnianą ściereczką i przykrywam też
      ściereczką > do ostatecznego wyrośnięcia.
      Potem pączki smażę [zawsze robiłam to na smalcu, ale ostatnio przekonałam się
      do oleju SŁONECZNIKOWEGO „BARTEK” i bardzo go polecam – pączki mają piękną
      złotobrązową skórkę i są delikatniejsze w smaku, niż smażone na smalcu].
      I teraz uwaga - ostatnio usprawniłam sobie pracę przy pączkach, tzn. nie
      nadziewam ich przed smażeniem, bo po zawinięciu marmolady w ciasto, nigdy nie
      osiągały idealnego kulistego kształtu, a także w czasie, gdy rosły zawsze kilka
      z nich pękało i nadzienie wyłaziło w czasie smażenia.
      A więc, gdy pączki są już wszystkie usmażone i są jeszcze dobrze ciepłe,
      wkładam marmoladę [zwykłą pomieszaną z konfiturą z płatków róży > sama
      konfitura ma zbyt intensywny zapach] do szprycy do dekorowania tortów i taką
      najcieńszą, długą końcówką [która jest komplecie] wciskam nadzienie do środka
      każdego pączka. Po całkowitym wystudzeniu nawet nie widać tego nakłutego
      miejsca - chyba, że ktoś będzie skrupulatnie je oglądał.
      Lukier:
      ° szklanka cukru pudru
      ° skórka otarta [na najdrobniejszych oczkach tarki jarzynowej] z 1
      cytryny wyszorowanej i sparzonej gorącą wodą
      ° sok z tej cytryny
      ° 3 – 4 łyżki wrzącej wody
      Do cukru pudru dodaję sok z cytryny – mieszam – a następnie dodaję wrzątek i
      ucieram drewnianą „pałką” lukier, aż zgęstnieje i zbieleje. Dodaję otartą
      skórkę z cytryny i smaruję ciepłe jeszcze pączki. Lukier jest kwaskowy i bardzo
      aromatyczny.
      Pozdrawiam karnawałowo i tłusto-czwartkowo!!!
      • a000000 Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go 12.02.04, 18:24
        Najlepsze pączki są we własnej kuchni. Tylko ciasto musi być luźniejsze niż na
        drożdżówkę i tak wyrobione koniecznie ręką, że zupełnie się nie przykleja do
        dłoni i robią sie takie powietrzne bąble, słychac jak szeleści. Ja preferuję
        smalec, ale każdy tłuszcz należy doprowadzać do temperatury bardzo powoli,
        czasami ponad godzinę. Ostatnio pączków nie robię, bo coś mi zbrzydły. A te od
        Bliklego, wstyd się przyznać - wyrzuciłam.
      • Gość: Liska Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go IP: 81.210.125.* 12.02.04, 22:28
        Dziękuję bardzo wszystkim, a podwójnie dziękuję Limbie:-)
        Co do p. Gessler, to pamiętam jak kiedyś w Słodkim-Słonym kupowałam drożdżówki
        na śniadanie, wszystkie chyba po 5,50 zł, a gdzieś wysoko na ladzie leżały
        skromniutko takie drożdżówki - jedna na drugiej, a na nich widniała cena: 1,50
        zł. Zdziwiłam się, że takie tanie i poprosiłam, żeby pani dołożyła do
        pudełeczka dwie. Jakie było moje zdziwienie, że po otwarciu pudełka w domu z
        lupą szukałam tych "drożdżówek" po 1,50 zł - były tak malutkie jak mini-
        biszkopty z supermarketu. A leżąc jedna na drugiej, wysoko i w przytłumionym
        świetle nie wyglądały tak niepozornie. Ech.
        Podoba mi się idea pączków o różnej temperaturze... Mniam. "Dziś taki mróz, to
        poproszę gorącego" i do tego herbatę z różą.
        Muchos gracias raz jeszcze, a jak zrobię pączusie wg Limby, na pewno zdam
        relację:-)
        • Gość: limba Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go IP: *.mos.gov.pl / *.mos.gov.pl 13.02.04, 15:14
          Ja też się cieszę podwójnie, bo:
          - Po pierwsze - może mój przepis zostanie przetestowany i dowiem się o
          wynikach. Nie robię zbyt często pączków, bo czasu coraz mniej - ale zapewniam,
          że nawet najlepsze cukierniane nie dorównają domowym, bo domowe są dobre przez
          wiele dni [miałam okazję to przetestować, gdy zrobiłam b.dużo pączków - a
          goście odwołali wizytę]. Należy tylko pamiętać, aby nie dodawać zbyt dużo
          drożdży {drożdże, tak jak każdy środek spulchniający, wysuszają ciasto]. Lepiej
          więc dodać tych drożdży mniej i pozwolić ciastu dłużej rosnąć. Pewnie dlatego
          pączki z cukierni - praktycznie już na drugi dzień są czerstwe - ponieważ
          cukiernik, aby uzyskać większą ilość towaru dodaje dużo drożdży. Moja mama
          (ciasto drożdżowe lubiła najbardziej i często je piekła) stosowała (a ja po
          niej) takie proporcje: na 1 kg mąki - 6 dkg drożdży.

          - Po drugie, cieszę się, że cukiernia na Górczewskiej istnieje.
          Nie byłam tam od wielu, wielu lat > od kiedy zmieniłam miejsce pracy i teraz
          nie jest mi po drodze. A, że czasu mam coraz mniej - nie chciałam jechać w
          ciemno. Ale teraz, kto wie?
          Może ktoś da znać, czy tam jeszcze oferują pączki w różnej temperaturze? To
          była niesamowita frajda!
          Pozdrówka dla wielbicieli pączków!!!
          • Gość: Liska Do Limby:-)) IP: 81.210.125.* 13.02.04, 22:40
            A więc, Twój przepis został przetestowany i test wyszedł tak, że dyszę z
            przejedzenia... Zjadłam chyba z 6 pączków (w sumie wyszło 21). Są/były pyszne:
            z wierzchu chrupiąca skórka, a w środku mięciutkie i pachnące. Wilgotne,
            maślano-waniliowe.
            Pierwsze 6 szt spaliłam, bo za bardzo rozgrzałam olej, ale na szczęście ich nie
            wyrzuciłam i zjedliśmy też te spalone... Druga runda smażenia była już bardziej
            udana, a trzecia i czwarta to już zawodowstwo;-)
            Nie użyłam marmolady, bo w sklepie spojrzałam na etykiety trzech czy czterech i
            po przeczytaniu ich składu, czym prędzej odstawiłam na półkę. Wymieszałam dżem
            truskawkowy z konfiturą z płatków róży i nadziałam przed usmażeniem, co było
            nieco mozolne, ale jakoś się udało.
            Jeszcze raz - wielkie podzięki za przepis.
            • alex113 Re: Do Limby:-)) 13.02.04, 22:45
              Gość portalu: Liska napisał(a):
              > Pierwsze 6 szt spaliłam, bo za bardzo rozgrzałam olej, ale na szczęście ich
              nie wyrzuciłam i zjedliśmy też te spalone...

              .... poswiecenie godne lepszej sprawy :-))
              Skoro takie dobre nawet spalone, to bedzie to dla mnie inspiracja, zeby
              sprobowac je zrobic :-))

              • Gość: Liska Re: Do Limby:-)) IP: 81.210.125.* 13.02.04, 23:15
                Spróbuj, spróbuj:-)
      • Gość: GOŚKA Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go IP: *.daminet.pl / 82.139.13.* 14.02.04, 16:38
        Jedno słowo : R E W E L A C Y J N E !!!!!!
    • Gość: limba Do Liski IP: *.mos.gov.pl 17.02.04, 17:41
      Bardzo dziękuję za słowa pochwały, miło mi, że przydał Ci się mój przepis.
      Podziwiam Cię, że nadziewałaś pączki przed smażeniem – i radzę kup sobie to
      urządzenie, o którym pisałam poprzednio. Ja właśnie nabyłam w Leclercu
      największą szprycę, jaka była (firmy Fackelmann - za ok.19 zł). W innych
      marketach też widziałam takie - wiszą na regałach z przyrządami kuchennymi
      typu: noże, tarki, korkociągi, sitka, praski do wyciskania, itp.
      Naprawdę to ogromne ułatwienie nadziewanie pączków po usmażeniu wtedy, gdy są
      jeszcze dobrze ciepłe – szczególnie, że mieszanka, jaką zastosowałaś była na
      pewno świetna, ale chyba dość rzadka po wymieszaniu z dżemem.
      Jeśli przepis Ci się spodobał, radzę na przyszły sezon zaopatrzyć się w domowe
      powidła ze śliwek.
      Ale zainspirowana Twoją wypowiedzią o marmoladzie [rozumiem, że skład jej był
      fatalny], dorzucam taki pomysł: myślę, że niezłe byłyby pączki z rodzynkami,
      albo śliwkami suszonymi pokrojonymi w paseczki. Ostatnio w marketach bywają
      świetne krajowe śliwki bez pestek (na wagę) – dodaję je do piernika. Te
      kalifornijskie są większe i słodsze, ale za to – moim zdaniem - bez zapachu i
      smaku.
      Rodzynki można dodać w czasie wyrabiania ciasta – musi być ich dużo. Robiłam
      kiedyś takie smażone drożdżowe racuszki z rodzynkami – były naprawdę bardzo
      smaczne – rodzynki były słodkie – a jednocześnie lekko kwaskowe i nadawały
      charakter tym ubogim krewnym pączków. Chociaż racuszki - jedzone zaraz po
      usmażeniu, jeszcze ciepłe - są naprawdę pyszne.
      A gdyby tak jeszcze namoczyć rodzynki w odrobinie rumu, już widzę jakie byłyby
      dobre!!!
      Pozdrawiam serdecznie!
      • Gość: Liska Do Limby:-)) IP: 81.210.125.* 17.02.04, 20:12
        Kupiłam to urządzenie, ale zostawiłam w samochodzie, a że było wtedy bardzo
        zimno, nie chciało mi się ubierać i zejść na dół, więc trochę z lenistwa
        napełniałam pączki przed smażeniem...
        Muszę przyznać, że były tak pyszne i tak szybko je zjedliśmy, że znowu o nich
        myślę:-)
        Nadzienie wyszło mi rzeczywiście rzadkie, powidła śliwkowe własnej roboty
        miałam w domu, ale zależało mi na tym, żeby użyć konfitury z płatków róży, a
        doszłam do wniosku, że jak wymieszam śliwki z różą to wyjdzie coś niejadalnego.
        Pomyślałam, że zapytam Cię o to, jak można je nadziewać wiśniami? Kiedy byłam
        mała, mama mojej koleżanki robiła pączki z wiśniami właśnie i były pyszne.
        Niestety kilkanaście lat temu wyjechała na stałe zagranicę, a koleżanka nie zna
        przepisu:-( No bo nie wiem, czy użyć wiśni mrożonych maczanych w cukrze, czy
        wziąć takie z kompotu? Widzę, że jesteś specjalistką w ciastach pączkowatych:-
        ))) A może mogłabyś mi podać przepis na racuchy? Ja robię wprawdzie takie z
        ciasta naleśnikowego zagęszczonego mąką, ale to chyba nie to... Racuchy-poduchy
        z konfiturą wiśniową i rumem...
        serdecznie pozdrawiam:-)
        • Gość: limba Re: Do Limby:-)) IP: *.mos.gov.pl 18.02.04, 13:43

          Jeśli chodzi o pączki z wiśniami, to wiśnie mrożone-surowe raczej nie będą się
          nadawały. Wiśnie puszczą zbyt dużo soku, a ponieważ pączki smaży się bardzo
          krótko, chyba jednak będą nadal surowe zbyt i kwaśne – tak to sobie wyobrażam,
          chociaż przyznam, że z wiśniami takimi pączków nigdy nie robiłam.
          Natomiast wiśnie z kompotu [oczywiście muszą być bez pestek i odsączone] > moim
          zdaniem jak najbardziej będą właściwe. Mam na myśli taki kompot, który się
          gotuje [a raczej tylko pasteryzuje] z owoców zasypanych cukrem – bez dodatku
          wody. Chyba te kupowane w sklepach są gotowane z dodatkiem wody i będą miały
          smak trochę niezbyt wyraźny, ale z braku innych można też spróbować.
          Nie mam też przekonania do dżemów kupowanych w sklepie, bo nawet w przypadku
          tych najlepszych, na drugi dzień po otworzeniu słoika masa robi się płynna.
          Ja kompotów na zimę już nie robię, bo gdy długo stoją tracą swoje walory
          smakowe, a ponadto mam zbyt mało czasu, natomiast robię konfitury z wiśni z
          żelfixem. Są gęste i mają wspaniały smak, bo ich się nie smaży, a w związku z
          tym nie tracą aromatu świeżych wiśni – ale niektóre osoby są uprzedzone do
          wyrobów z żelfixem [nie wiem dlaczego, bo przecież żelfix to pektyny, które
          powodują zgęszczenie soku].
          Jestem pewna, że tak samo można zrobić nadzienie do pączków z wiśni mrożonych,
          bo technologia jest taka: wiśnie podgrzewa się z cukrem i żelifixem [dokładny
          przepis na opakowaniu żelfixu] - a po wystudzeniu i zastygnięciu jest gotowa
          konfitura. Jest to bardzo szybki sposób, a widziałam w marketach mrożone wiśnie
          bez pestek [w opakowaniach 0,5 kg, a więc trzeba kupić dwie paczki] i żelfix
          Oetkera też był {torebka wystarcza na 1 kg owoców] > polecam ten „3 : 1”, nie
          trzeba wtedy dodawać dużo cukru.

          A jeśli chodzi o racuszki, to jest to ciasto z dodatkiem drożdży – podobne do
          pączkowego, ale w wersji bardziej oszczędnej oraz mniej słodkie i dość rzadkie
          > wyrabia się i nakłada na patelnię łyżką.
          I tak : trzeba rozbić 2 jajka z 1 paczką cukru waniliowego – nie musi to być
          sztywna piana, wystarczy aby żółtko połączyło się z białkiem. Cukru już więcej
          nie dodaję, bo w czasie smażenia szybko się przypalają.
          Do tego wlewam 1 szklankę ciepłego mleka, wsypuję szczyptę soli, wrzucam 2 dkg
          rozkruszonych drożdży - mieszam, aż drożdże się rozpuszczą. Potem dodaję ok.3
          łyżek mąki i 3 łyżki oleju słonecznikowego – mieszam drewnianą łyżką, dodając
          dalej mąkę po 1 łyżce, aż ciasto osiąga konsystencję gęstej śmietany. Właściwie
          w przypadku racuszków tego się nie robi, ale ja na koniec dodaję także
          kieliszek wódki lub spirytusu – nie jest to konieczne, ale – podobnie jak
          pączki – racuszki chłoną mniej tłuszczu w czasie smażenia i są delikatniejsze.
          Do tej wersji podstawowej dodaję też rodzynki – dość dużo > paczkę ok.20 dkg –
          i odstawiam pod przykryciem w ciepłym miejscu > do wyrośnięcia. Można też
          zrobić bez rodzynek i podawać z samym cukrem pudrem lub np. z konfiturami, itp.
          Gdy ciasto znacznie podrośnie [zwiększy swoją objętość ok. 3 razy], smażę
          wykładając płaskie racuszki łyżką na rozgrzany olej słonecznikowy. Ciasto ma
          tendencję do przyklejania się do łyżki, ale pomagam sobie wtedy zgarniając z
          niej porcję racuszkową nożem. Smażę na złoty kolor, pomagając sobie przy
          przewracaniu patyczkami do szaszłyków [wkłuwam je w usmażoną część racucha i
          przewracam]. Jednocześnie przy zdejmowaniu z patelni - również przekłuwając
          patyczkami - sprawdza się ten sposób, czy ciasto nie jest w środku surowe.
          Po usmażeniu, gdy trochę przestygną posypuję solidnie cukrem pudrem [jak
          wcześniej zaznaczyłam, samo ciasto nie może być zbyt słodkie, bo się przypala]
          wymieszanym z cukrem waniliowym > najdrobniejszy jest cukier waniliowy
          marki „Libella” > jest tak miałki jak cukier puder i z łatwością przelatuje
          przez oczka sitka i nie zgrzyta między zębami. Najsmaczniejsze są jeszcze lekko
          ciepłe i chrupiące. Natomiast na drugi dzień są już sztywne i zdecydowanie
          mniej smaczne, dlatego nazywam je ubogim krewnym pączków, które [oczywiście te
          domowe] są dobre nawet przez kilka dni.
          Natomiast, co do pączków i innych wyrobów z dodatkiem sody, to jestem do nich
          uprzedzona, bo za każdym razem, gdy byłam nimi częstowana [jadłam pączki tzw.
          serowe, tzw.oponki i „marchwiaka”] miałam wrażenie, że ciasto puszcza bąbelki i
          rośnie mi w ustach ... fe!
          Życzę udanych eksperymentów i smacznego!
        • Gość: limba Re: Do Limby:-)) IP: *.mos.gov.pl 18.02.04, 13:59
          Zapomniałam dodać, że to nadzienie wiśniowe trzeba włożyć w pączki przed
          smażeniem, bo niestety owoce nie przecisną się przez końcówkę do nadziewania,
          ale chyba się tego domyśliłaś. To tak na wszelki wypadek, bo nie lubię podawać
          niedokładnych przepisów. Pozdrawiam serdecznie i służę pomocą, może nie
          natychmiastową, ale mam nadzieję, że jeszcze we właściwym czasie!
          A przy okazji - a`propos mieszania róży z powidłami - myślę, iż róża ma tak
          intensywny smak, że zdominowałaby smak powideł śliwkowych i nie byłoby to złe -
          ale to zawsze można sprawdzić, wykonując małą próbkę. A powidła są świetne do
          nadziewania, bo są gęste i nie wyływają z ciasta. Pozdrówka!
          • Gość: Liska Re: Do Limby:-)) IP: 81.210.125.* 19.02.04, 23:56
            Dziękuję baaaardzo:-)))
            Racuszki wypróbuję, a pewnie latem będę pytac o przepis na konfitury:-))))
        • Gość: limba Do Liski IP: *.mos.gov.pl 19.02.04, 13:07
          Podciągam temat, poniewaź nie wiem, czy odebrałaś moją odpowiedź na zadane mi
          pytania. Pozdrawiam.
    • kinamina Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go 17.02.04, 17:43
      W Szczecinie na Basenie Gorniczym
      uwielbiam te z ajerkoniakiem polane czekolada
    • kinamina Re: Gdzie w W-wie najlepsze pączki? (najlepiej go 17.02.04, 17:45
      najlepsze paczki, malutki i chetliwe
      Pączki serowe
      Porcje: 30-40 Koszt: 15 zł Trudność: prosty Czas: 5 min. Kalorie:
      Składniki:
      - 1/2 szkl. mąki,
      - 3 jaja,
      - 2 serki waniliowe (200 g),
      - 1 łyżeczka sody,
      - 1 łyżeczka octu.
      Jak przyrządzić?
      Wszystko razem wymieszać i piec na smalcu (3 kostki).
      Potrzebne przybory:
      Garnek i łyżka.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka