Dodaj do ulubionych

Kuchnia nr 3/2004 - chyba lepsza!!

IP: *.crowley.pl 28.02.04, 11:18
Zeszły numer ostro skrytykowaliśmy, ale marcowy nie jest już taki kiepski!
Ładne zdjęcia, smakowite pomysły, kolorowe drinki, mnie się podoba.
Podoba mi się wieżyczka z cukini oraz podobna z pomidorem,bakłażanem i kozim
serkiem. Jest łatwy tort jabłkowy (czy ktoś go zna i robił???)
A jak wam sie podoba?
Obserwuj wątek
    • Gość: figa Re: Kuchnia nr 3/2004 - chyba lepsza!! IP: *.chello.pl 28.02.04, 22:32
      nie podoba mi się apel do czytelników o nadsyłanie informacji o swoich
      ulubionych knajpach, przepisach itp. Mam wrażenie, że nowa dyrekcja cierpi na
      brak pomysłów i znalazła prosty i niekosztowny sposób na ich pozyskanie. Gdyby
      jeszcze ogłosiła jakiś minikonkurs, to mogłaby uratować twarz, ale tak na
      bezczelnego? Nieładnie...
      Takie prośby pojawiają się na łamach K nr 3 trzykrotnie.
      Okładka nieapetyczna, niekulinarna, nie na czasie, szkoda słów, wystarczy
      popatrzeć.
      • giezik Re: Kuchnia nr 3/2004 - chyba lepsza!! 01.03.04, 08:57
        Pobieznie przegladajac. Mnogosc przepisów jest widoczna. Kilka rowniez zwrocilo
        uwage. Zeby juz nie "jezdzic" po twórcach, ktorzy zdaje sie czytaja to forum
        (choc nie do konca jestemprzekonany po wypowiedziach, czy sklonni sa przyjmowac
        nawet konstruktywna krytyke) kilka uwag.
        1. Wydaje mi sie, ze za malo przepisow uwzglednia "sezonowosc". W numerze
        marcowym powinny zdecydowanie przewazac (no powiedzmy 60 proc) przepisy z
        produktow, ktore bez problemu mozna kupic teraz. Nie mam przed soba tej Kuchni,
        bo jednak jeszcze czekam, ale zdaje sie ze tam byly jakies przepisy z cukinii,
        czy cos takiego.
        2. pani nacz. we wstepniaku pisze o gotowaniu przez meżczyzn (jako jakims
        ewenemencie :))) )a pozniej w trakcie numeru wlasciwie jest to nie poruszane.
        Co wiecej czesto pojawia sie zwrot "nasze Czytelniczki" itp. To oczywiscie nie
        przeszkadza zupelnie, ale nie po takim rozpoczeciu numeru, bo niemal
        automatycznie zwraca sie na to uwage.
        3. Sporo uwag w poprzedniej dyskusji bylo do zdjec - zdjecia potraw maja byc
        ladne, ale nie maja to byc "artyzmy" tylko tak naprawde uzupelnienie przepisu.
        Dla tych ktorzy niezbyt pewnie sie czuja, by to co robia, bylo zblizone do tego
        co widza na zdjeciu. A dla bardziej zaawansowanych nierzadko wyglad jest jednym
        z pierwszych sygnalow "o to ciekawe jest"
    • Gość: Liska Kuchnia nr 3/2004 - chyba jednak beznadziejna... IP: 81.210.125.* 01.03.04, 11:47
      Kupiłam wczoraj i dla mnie to katastrofa... Moim zdaniem ten numer jest gorszy
      od poprzedniego.

      Przede wszystkim - Przepisy. Kompletnie bez fantazji. Połączenie mozzarelli z
      ziemniakami i polędwicą wieprzową... hmn. Przepis na gazpacho w numerze
      marcowym, kiedy za oknem leży śnieg i ludzie jedzą jeszcze zimowe potrawy,
      przepisy "Na specjalną okazję", gdzie zamiast ziół dodaje się: "1 łyżeczkę
      przyprawy do drobiu", "kostkę bulionu grzybowego", "1 l bulionu (może być z
      kostki)". Dla mnie podstawą kuchni są przyprawy, a kiedy ktoś w fachowym, bądź
      co bądź, piśmie namawia mnie do stosowania kostek, włącza mi się lampka
      kontrolna. Zresztą, w przepisach w tym numerze, przypraw jest jak na lekarstwo.
      Ciągle a to jakieś buliony, a to kostki, a to po prostu sól + pieprz. Autorzy
      przepisów wracają chyba do czasów, kiedy w Polsce używało się soli, pieprzu,
      majeranku, no i ewentualnie czosnku, a marzeniem każdej gospodyni były porządne
      kostki rosołowe z solidną domieszką glutaminianu sodu i konserwantów.

      A już kompletnie rozbroił mnie monolog pani Krystyny Bochenek... czy pani
      Bochenek jest kulinarnym guru? Jej wypowiedź na 3,5 strony, gdzie opowiada o
      tym, jak to jej mama zajadała się pierogami i myślała, że to przejedzenie, a
      tymczasem to mała Krysia wybierała się na ten świat, niesamowite wspomnienie
      bułki z kawałkiem czekolady w środku, jedzenie hamburgerów przez 10 dni pod
      rząd, pół (sic!) strony o organizowaniu przez p. Bochenek "Jak Krystyna z
      Krystyną": "Codziennie przez tydzień gadałam ze znanymi Krystynami o różnych
      babskich sprawach. Ponieważ lubię wyzwania i mam doświadczenie w organizowaniu
      dużych imprez, takich jak ogólnopolskie dyktando, postanowiłam, że spróbuję
      zrobić bardziej "zbiorcze" spotkanie Krystyn(...). Pierwsza impreza była
      bombowa..." itd, itp. Cholera, co ma piernik do wiatraka??? Opowiadanie, kto
      zasiadał w "loży", że w klubie Krystyn spotykają się panie, które chodzą razem
      do kina. Co za bzdury! No dobra, czepiam się, pomyślałam, wertuję dalej, a tam
      znakomite przepisy pani Krystyny wg kuchni "francusko-śląskiej". Jeśli już ktoś
      ma snuć wspomnienia kulinarne ze swojego 50-cio letniego życia, powinien mieć
      coś ciekawego do powiedzenia. W ambitnym piśmie kulinarnym nie powinno chyba
      być miejsca dla opowieści o zepsutym tatarze, hamburgerach i wypijaniu
      hektolitrów ekspresowej herbaty, a także o wspaniałym torcie teściowej,
      przekładanym "bitą śmietaną z aerozolu" (a to wszystko w jednym tylko
      artykule!).
      Jeśli redakcja ma problem z ustaleniem ciekawych osobowości (pod kątem
      kulinarnym, a nie towarzyskim), niech sięgnie łaskawie np. do książki Tessy
      Capponi-Borawskiej, która tak opowiada o dzieciństwie i doświadczeniach
      kulinarnych, że człowiek leci do kuchni, żeby nastawić gar ribollity albo
      przynajmniej w wyobraźni wędruje z autorką po gajach oliwnych.
      Może kuchnia polska jest inna niż włoska, ale niekoniecznie bardziej uboga.
      Tyle u nas ludzi, którzy chętnie opowiedzą (i zrobią to w interesujący sposób!)
      o tym, co jadało się w ich domach i o tym, co gotują teraz.

      No i jeszcze na koniec - kim jest pan Jarosław Mikołajewski, który "jadł nie
      tylko w Ai Villini i nie tylko codę"? Język felietonu to dla mnie przerost
      formy nad treścią, bo niewiele mądrego mi on powiedział. Miałam przyjemność
      bawić w Rzymie i nie sądzę, żeby jedyną rozkoszą podniebienia było zjedzenie
      krowiego ogona w restauracji Checchino. A może szefostwo "Kuchni" poprosiłoby
      rodowitego Rzymianina o oprowadzenie po najlepszych knajpach Rzymu? I, jeśli
      rzeczywiście, krowi ogon, jest daniem nr 1 w Rzymie, to dowiedzielibyśmy się
      czegoś więcej o tej potrawie niż od pana autora?
      Tymczasem - promocja towarzystwa wzajemniej adoracji i tyle.

      Reasumując - z całego numeru podobały mi się następujące rzeczy:
      1. Opowieść o żurze Jana Kościuszki
      2. Słodko-gorzko o migdałach (choć przepisy cieniutkie)
      3. Zakupy z Grzegorzem Turnauem
      4. Lekki jak puch (o sufletach) - ładnie sfotografowane i opisane, przepisów
      nie testowałam.

      I zgadzam się w 100%, że namawianie czytelników w 3 m-scach do dzielenia się
      własnymi ciekawymi wspomnieniami świadczy o braku pomysłów redakcji.
      W poście dot. poprzedniego numeru sugerowałam, żeby dać nowej redakcji szansę,
      ale teraz już sama w to zwątpiłam.

      Następnego numeru nie kupię. Przynajmniej przestanę się czepiać;)
      • giezik Re: Kuchnia nr 3/2004 - chyba jednak beznadziejna 01.03.04, 12:06
        Faktycznie o tym zapomnialem. Masz racje - czaspoismo kulinarne na poziomie
        powinno unikac - kostek, proszkow itd (inteligentnie mozna napiosac o bulionie
        grzybowym, a jesli nie ma mozna zastapic ... :)

        Te wywiady to bolaczka polskich mediow, ktore nie szukaja specjalistow tylko
        osob medialnych (polecam felieton Szczepkowskiej w ostatnich Wysokich Obcasach)
        • Gość: Liska do Giezika IP: 81.210.125.* 01.03.04, 12:17
          Dokładnie. Dlaczego np. nikt nie wpadnie na pomysł, żeby napisać artykuł o
          przeróżnej maści wywarach? Warzywnych, mięsnych, rybnych, grzybowych. Przecież
          można zrobić tego parę litrów i zamrozić? Ech, nie będę snuć tu dalej swoich
          pomysłów, niech sami ruszą głowami, tyle ich tam jest.
          A zamiast brać p. Mikołajewskiego, który pisze o swoich rzymskich "doznaniach"
          w towarzytwie pani Julii Hartwig, może lepiej byłoby zapytać panią Julię o Jej
          doświadczenia, tradycje kulinarne, smaki? Bądź co bądź jest z całą pewnością
          większą damą niż np. p. Bochenek.
          Wiesz, Gieziku, myślę, że znalazłyby się osoby, które pięknie jedzą i pięknie o
          tym opowiadają, ale może niekoniecznie należą do danego towarzystwa, niestety...
      • Gość: Liska Re: Kuchnia nr 3/2004 - chyba jednak beznadziejna IP: *.dialup.tiscali.it 01.03.04, 16:17
        Lisko, brawa za konkretne podejscie do tematu. Nawet nie znajac konkretnego
        numeru, widac co i jak. Przede wszystkim ma sie pewnosc, ze numer znasz i
        kryyka nie jest goloslowna.
        W nagrode, coda alla
        vaccinara:www.mangiarebene.com/cuochi/checchino/coda_vaccinara.html
        O nawet od Checchino!
        • Gość: Liska (Prawdziwa!) Re: Kuchnia nr 3/2004 - chyba jednak beznadziejna IP: 81.210.125.* 01.03.04, 17:37
          A co to za chuligan się pode mnie podszywa, hę? ;)
    • Gość: Basia Re: Kuchnia nr 3/2004 - chyba lepsza!! IP: 195.94.198.* 01.03.04, 14:01
      Zgadzam się z moimi przedmówcami w 100%, i wnoszę swoją uwagę; wątki z panią B.
      i z panem T. są odgrzewane. Czytam /a raczej czytałam/ wszystkie numery KUCHNI
      i odnoszę wrażenie, że tematy są powtórnie, aczkolwiek w innej oprawie
      podane.Marcowy numer KUCHNI przejrzałam w kiosku i nie zdecydowałam się kupić,
      nie chciałam się naciąć jak z nr. lutowym. Skończyło się kupowanie w ciemno.
      Zawiodłam się srodze na KUCHNI.
      • jottka nowłasnie 01.03.04, 14:55
        mnie sie też wydaje, że tematy reklamowane na okładce pochodzą ze starych
        numerów, ew. zostały nieco 'podrasowane'

        gazpacho, migdały, cukiniowe wieżyczki, to wszystko już było, tylko faktycznie
        w stosowniejszych miesiącach - a już pomijam fakt, że jesli wypowiedzi na innym
        wątku są naprawdę autorstwa pracowników nowej 'kuchni', to ja siem bedem
        trzymać od niej z daleka
        • Gość: bafra Re: To nie kupię! IP: *.uznam.net.pl / *.uznam.net.pl 02.03.04, 12:12
          Od początku kupowałam "Kuchnię" nie brakuje mi żadnego nr.ale..lutowy nr.był
          chyba ostatnim.Wasze wypowiedzi mnie w tym utwierdziły,bo przyznaję chodzę kolo
          tego 3 nr. i nie wiem czy kupić czy nie ...ale teraz juz wiem jednak NIE!!!
    • Gość: Camille Re: Kuchnia nr 3/2004 - chyba lepsza!! IP: *.SNVACAID.dynamic.covad.net 02.03.04, 21:32
      Przeczytalam powyzsze wypowiedzi i postanowilam zwrocic wieksza uwage na
      kupowane przez mnie amerykanskie "kuchenne" gazety- Bon Appetit i Gourmet.
      Obie sa b. dobre/przyznaje, ze polskiej "Kuchni" nie kojarze, ale w lecie ja
      poczytam..../. Przede wszystkim wyzej wspomniana sezonowosc kuchni-rzecz b.
      wazna. Nie pisze sie elaboratow o pomidorach w grudniu...chyba, ze w Australii.
      Jeden z moich ulubionych kacikow to ludzie proszacy o przepisy z restauracji w
      ktorych jedli-i podaja! Autentyczne! Poza tym przepisy na normalny dzien
      tygodnia-pelne menu od pon-piatku, szybkie i proste przepisy, ktore generalnie
      mozna zrobic w 1/2 godziny. Kacik z winami. Jest tez wazna klasa gotowania-
      jakas bardziej skomplikowana potrawa, krok po kroku. Wywiady ze znanymi
      kucharzami - moje ulubione pytanie ktore zawsze pada- jakie 3 rzeczy maja
      zawsze w lodowce, lub tez nnych slawnych ludzi, milosnikow dobrego jedzenia i
      wina.Jest tez rubryka smaki swiata. Nie zapomnieli o dobrych hotelach i rownie
      dobrych hotelowych restauracjach. Savoir vivre przy stole- jak zastawic, jak
      sie zachowac,itp. Wazne informacje na temat wysylkowych i internetowych sklepow
      w ktorych mozna kupic rzadkie, a sugerowane w danym wydaniu produkty.
      No i oczywiscie oprocz stalych rubryk sa przerozne "glowne tematy" wydania- np.
      cudowny przewodnik kulinarny po kilkunastu wyspach morza Srodziemnego, albo
      menu z kilku regionow winnych swiata wspolnie z przewodnikiem po lokalnych
      winiarniach, zeby wspomniec tylko dwa.
      W gazetach tych widac bardzo duzo kreatywnosci, oprocz ladnych zdjec jest tez
      tona dobrych przepisow na rozne okazje.
      Zalaczam link do strony na ktorej mozecie znalezc przepisy obu magazynow, wraz
      z niektorymi artykulami. Niestety, tylko dla angielskojezycznych. Przyjemnego
      czytania!
      eat.epicurious.com/
      • jottka daaawno 02.03.04, 21:51
        temu 'kuchnia' była porównywalna i dobrze sie czytało, niezależnie od stopnia
        osobistego zaangażowania w kulinaria

        a potem zdaje sie nastąpiła dyktatura 'wskaźnika oglądalności' :( tzn. raz
        piszemy rzekomo pod 'młode gospodynie domowe', a raz pod 'przeciętnego
        mieszkańca małego miasteczka i wielbiciela seriali' - w efekcie wychodzi paciaja
    • Gość: Liska Re: Kuchnia nr 3/2004 - chyba lepsza!! IP: 81.210.125.* 02.03.04, 22:05
      Wiecie, co? A może sami założymy takie pismo, co Ty na to Camille? Wydaje się,
      że recepta jest prosta. Jeśli się nie ma pomysłu, wystarczy przejrzeć porządne,
      sensowne pisma zachodnie, które mają tradycję, a ich redaktorzy wiedzą, czego
      potrzeba tym, którzy kupują magazyny.
      Zdarza mi się kupować pisma włoskie i przyznam szczerze, że są one kwintesencją
      ciekawego pisma kulinarnego. Owszem, zdarzają się lepsze i gorsze numery, ale
      ogólnie, niewiele im można zarzucić. I sprawa podstawowa - widać, że redagują
      je ludzie, którzy znają się na rzeczy i nie wciskają innym amatorszczyzny.
      Pozdrawiam Was ciepło:)
      • Gość: Camille Re: Kuchnia nr 3/2004 - chyba lepsza!! IP: *.SNVACAID.dynamic.covad.net 02.03.04, 22:25
        Niestety, ja jestem tylko skromna czytelniczka, w wydawanie gazet nigdy sie nie
        bawilam. Ale moze ktos z tego "departamentu" poczyta jak sie to robi gdzie
        indziej? Wystarczy kilka stalych ciekawych rubryk, co miesiac jakis glowny
        fajny artykul - moze "Kuchnia" wezmie sobie cos z tego do serca? W koncu nie
        przypuszczam, zeby wszystko robili zle, ale na poprawe zawsze jest miejsce!
        No i bardzo wazne sa przepisy, takie "bez pudla", ktore mozna samemu zrobic
        wiedzac, ze na pewno wyjda!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka