Forum Kuchnia Wino
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Castello Banfi - Brunello

    IP: *.pool80116.interbusiness.it 18.09.02, 17:44
    Coz, bedzie to przyczynek o mojej nieuczciwosci (nie do konca)...
    Poszlam do sklepu (duzy supermarket) i patrze na polki z winami. Jest
    Brunello di Montalcino 1997 castello di banfi za 30 Euro. Ach, mysle sobie,
    jedna butelke moge kupic.
    Podjezdzam do kasy z zakupami i place, patrze na wydruk, a tam jak wol stoi
    napisane Rosso di Montalcino za 11 euro. Sprawdzam butelke, bo moze mialam
    halucynacje jak wybieralam, ale wyraznie napisane Brunello (niemal ja
    obwachalam). Teraz bedzie o nieuczciwosci (dla wrazliwych wzbronione).
    Sprawdzilam kod paskowy i okazalo sie, ze na polce stoja jeszcze 4 butelki z
    tym samym. Jazda do kasy. I oto mam 5 butelek Brunello di Montalcino za 11
    euro zamiast 30. Bardzo mnie potepiacie? W sumie to sklep sie rabnal, a nie
    ja.
    Giorgio i inni, pewnie piliscie to Brunello. Co o nim sadzicie?
    Obserwuj wątek
      • Gość: docg nie martw się IP: 212.160.147.* 19.09.02, 08:28
        nie martw się, ten supermarket na pewno i tak wychodzi na swoje. Ja do tej
        sprawy podchodzę tak: to oni (tzn. sklep) ustalają ceny, a ja płacę tyle, ile
        chcą. Inaczej jeśli kasjerka się pomyli, np. wyda za dużo reszty - wtedy
        oddaję. Podobny do Twojego przypadek miałem we wrocławskim Albercie, który wino
        kosztujące gdzie indziej 60 zł sprzedawał za 15. Myślisz, że nie kupiłem?
        Smacznego!
        pozdrawiam
        • Gość: gaga Re: nie martw się IP: *.27-151.libero.it 19.09.02, 09:22
          Uff! Troche lepiej sie poczulam...czyli takie rzeczy sie zdarzaja. Dzieki za
          opinie o w/w Brunello, postaram sie znalezc cos w archiwum forum. Jak wiecie
          nie przepadam za Brunello, ale tyle dobrego slyszalam o 1997, ze zal bylo nie
          kupic. Po wypiciu przedstawie moja opinie.
          Pozdrawiam,
          Gaga
      • hania_76 Re: Castello Banfi - Brunello 23.09.02, 10:48
        Gość portalu: gaga napisał(a):

        > Coz, bedzie to przyczynek o mojej nieuczciwosci (nie do konca)...
        > Poszlam do sklepu (duzy supermarket) i patrze na polki z winami. Jest
        > Brunello di Montalcino 1997 castello di banfi za 30 Euro. Ach, mysle sobie,
        > jedna butelke moge kupic.
        > Podjezdzam do kasy z zakupami i place, patrze na wydruk, a tam jak wol stoi
        > napisane Rosso di Montalcino za 11 euro. Sprawdzam butelke, bo moze mialam
        > halucynacje jak wybieralam, ale wyraznie napisane Brunello (niemal ja
        > obwachalam). Teraz bedzie o nieuczciwosci (dla wrazliwych wzbronione).
        > Sprawdzilam kod paskowy i okazalo sie, ze na polce stoja jeszcze 4 butelki z
        > tym samym. Jazda do kasy. I oto mam 5 butelek Brunello di Montalcino za 11
        > euro zamiast 30. Bardzo mnie potepiacie? W sumie to sklep sie rabnal, a nie
        > ja.
        > Giorgio i inni, pewnie piliscie to Brunello. Co o nim sadzicie?

        Dobre. Tzn. mnie smakowalo. 11 euro... Moj Boze...
        Pozdrawiam.
          • hania_76 Do Gagi 23.09.02, 11:55
            Gość portalu: gaga napisał(a):

            > Juz po wakacjach? jak bylo? Czekam na winny raporcik.
            > Pozdrawiam,
            > Gaga

            Niestety wakacje skończyły się wczoraj wieczorem :( Winny raporcik, oczywiście
            będzie, jak tylko troszkę się odkopię z pourlopowych spraw. Powiem tylko, że
            wina na Korsyce były naprawdę przemiłym zaskoczeniem (zwłaszcza region Ajaccio,
            a zwłaszcza Clos d'Alzetto). Co do Prowansji - niezapomniane wrażenia z
            wycieczek po okolicach Bandol i Chateauneuf du Pape, ale to raczej nie była
            niespodzianka, tylko potwierdzenie;) Największych emocji jednak, dostarczyło
            nam zważenie walizek na lotnisku (prawie 15 kg nadwagi - ciekawe dlaczego? ;))
            Na szczęście pani przy odprawie była bardzo wyrozumiała.
            Pozdrawiam i obiecuję powrót z raporcikiem.
            • Gość: gaga Re: Do Hani IP: *.tin.it 23.09.02, 14:34
              hania_76 napisała:

              Co do Prowansji - niezapomniane wrażenia z
              > wycieczek po okolicach Bandol i Chateauneuf du Pape, ale to raczej nie była
              > niespodzianka, tylko potwierdzenie;)

              Chyba tydzien po Waszym pobycie zalalo te regiony, przynajmniej takie obrazki
              dotarly do mnie z wloskiej TV.

              Pozdrawiam,
              gaga
              • hania_76 Re: Do Hani 23.09.02, 14:39
                Gość portalu: gaga napisał(a):

                > hania_76 napisała:
                >
                > Co do Prowansji - niezapomniane wrażenia z
                > > wycieczek po okolicach Bandol i Chateauneuf du Pape, ale to raczej nie był
                > a
                > > niespodzianka, tylko potwierdzenie;)
                >
                > Chyba tydzien po Waszym pobycie zalalo te regiony, przynajmniej takie obrazki
                > dotarly do mnie z wloskiej TV.
                >
                > Pozdrawiam,
                > gaga

                Osobiscie zadnych ulew nie widzielismy, ale niektore winnice w Chateauneuf du
                Pape byly dosyc zrujnowane.
                • topiel Re: Do Hani 23.09.02, 15:20
                  Przepraszam Haniu ale gdzie bylas w tej Prowancjii, jesli nie widzialas tej
                  ulewy a byly dwie; jedna w pierwszym tygodniu wrzesnia na wybrzezu w okolicach
                  Snt. Raphael a druga -okropna- w drugim tygodniu w okolicach Orange ?

                  pozdrawiam
                  • hania_76 Re: Do Hani 23.09.02, 15:28
                    topiel napisał:

                    > Przepraszam Haniu ale gdzie bylas w tej Prowancjii, jesli nie widzialas tej
                    > ulewy a byly dwie; jedna w pierwszym tygodniu wrzesnia na wybrzezu w
                    okolicach
                    >
                    > Snt. Raphael a druga -okropna- w drugim tygodniu w okolicach Orange ?
                    >
                    > pozdrawiam

                    Blizej Nicei. Tam pogoda byla piekna. W pierwszym tygodniu wrzesnia jeszcze
                    bylam w Warszawie.
                    • topiel Re: Do Hani 24.09.02, 09:13
                      Tak, tam faktycznie nie bylo zadnych problemow w tym okresie (ulewa w Nicei
                      byla wczesniej, chyba w sierpniu).
                      Z powodu zlej pogody -deszcze przez cale lato i teraz w czasie zbiorow - ten
                      rocznik bedzie chyba mizerny dla win i to nie tylko francuzkich.
                      Paradoksalnie, bedzie to wiec rocznik dobry dla "inwestycji w wina".
                      Wina dobre beda rzadkie a wiec i drogie.

                      Castello Banfi - wina poprawne ale tylko poprawne i nic wiecej. Wielki
                      producent (amerykanski), ktory nie ma chyba ambicji robic cos wysmienitego.
                      GiorgioP - sam kiedys pisales o nim w podobnym stylu !
                      pozdr

                      • hania_76 Do Topieli 24.09.02, 09:29
                        topiel napisał:

                        > Tak, tam faktycznie nie bylo zadnych problemow w tym okresie (ulewa w Nicei
                        > byla wczesniej, chyba w sierpniu).
                        > Z powodu zlej pogody -deszcze przez cale lato i teraz w czasie zbiorow - ten
                        > rocznik bedzie chyba mizerny dla win i to nie tylko francuzkich.
                        > Paradoksalnie, bedzie to wiec rocznik dobry dla "inwestycji w wina".
                        > Wina dobre beda rzadkie a wiec i drogie.

                        Orange jest tylko jakies 30 km od Chateauneuf du Pape, wiec pewnie i tam
                        siegnely ulewy i stad czesc zniszczonych winnic, ktore widzielismy. Ale w
                        Bandol i Cote de Provence wszystko wydawalo sie byc w jak najlepszym porzadku,
                        tzn. nie bylo widac zniszczen. Pan w Bandol powiedzial nam, ze u nich jest
                        wyjatkowo lagodny mikroklimat i niezwykle rzadko zdarzaja sie podobne
                        kataklizmy.
                        Pozdrawiam.
                        • topiel Re: Do Topieli 24.09.02, 11:20
                          hania_76 napisała:

                          > topiel napisał:
                          >
                          > > Tak, tam faktycznie nie bylo zadnych problemow w tym okresie (ulewa w Nice
                          > i
                          > > byla wczesniej, chyba w sierpniu).
                          > > Z powodu zlej pogody -deszcze przez cale lato i teraz w czasie zbiorow - t
                          > en
                          > > rocznik bedzie chyba mizerny dla win i to nie tylko francuzkich.
                          > > Paradoksalnie, bedzie to wiec rocznik dobry dla "inwestycji w wina".
                          > > Wina dobre beda rzadkie a wiec i drogie.
                          >
                          > Orange jest tylko jakies 30 km od Chateauneuf du Pape, wiec pewnie i tam
                          > siegnely ulewy i stad czesc zniszczonych winnic, ktore widzielismy. Ale w
                          > Bandol i Cote de Provence wszystko wydawalo sie byc w jak najlepszym
                          porzadku,
                          > tzn. nie bylo widac zniszczen. Pan w Bandol powiedzial nam, ze u nich jest
                          > wyjatkowo lagodny mikroklimat i niezwykle rzadko zdarzaja sie podobne
                          > kataklizmy.
                          > Pozdrawiam.

                          Ciekawy to ten Pan - lagodny klimat obejmuje cale Cóte D´Azur (chyba nie ma w
                          nazewnictwie Cote de Provance) jak tez rejon miedzy Marsylia - Tulon a Orange,
                          a wiec okreg Bandol nie jest niczym wyjatkowym. To co stalo sie tego wrzesnia
                          jest raczej czyms wyjatkowym - wybrykiem/fenomenem natury jak to okreslono w
                          TVF. Mialem przyjemnosc przebywac w tamtych parafiach w okresie od 30 sierpnia
                          do 20 wrzesnia i porzezyc w pierwszym tygodniu wrzesnia, jedna z potwornych
                          ulew w St. Raphael (to miejscowosc miedzy Cannes a St. Tropez). W ciagu godziny
                          jezdnie zamienily sie w rwace potoki, kloaki zostaly poprostu rozwalone, ze
                          studzienek ulicznych tryskaly fontanny na wysokosc metra piwnice, garaze i
                          mieszkania polozone w dolnych partiach (gorki maja to do siebie, ze sa tez tam
                          dolinki)zostaly w mgnieniu oka zalane woda do wysokosci 4 metrow. Plaze miedzy
                          St. Raphael a Agay, rwaca z pagorkow woda splukala poprostu do morza.
                          I to wszystko tylko w ciagu jednej godziny.
                          Mielismy szczescie, u nas woda dotarla tylko pod prog osiagajac na ogrodku i
                          tarasie tylko 15 cm. wysokosci. Samochod stal na gorce ale ani go nie zmylo ani
                          nie zatopilo. Niektore ze szlamem plynacym z gorek pojechaly w dol, nie
                          wytrzymaly naporu rwacej wody. Najgorzej ucierpialo Boulouris miejscowosc
                          raczej mieszkalna a mniej turystyczna, wlasnie tam gdzie mieszkalkismy tego
                          tygodnia. Przyznam, ze po raz pierwszy w zyciu przezylem powodz choc trwalo to
                          tylko kilka godzin.
                          Co mnie zaskoczylo to to, ze nie widzialem zadnego lamentu dotknietych ta
                          katastrafa. Ludzie przyjeli to z jakims mi niezrozumialym stoickim spokojem
                          jakby byl to dla nich chleb powszedni a z rozmow wynikalo, ze przezyli cos
                          podobnego pierwszy raz w zyciu. Z dobytku szrot, z samochodow szrot, mieszkania
                          przypominajace raczej zlewisko szlamu.
                          Ciekawe, czyzby to wino (francuzkie, nawet Rosa pite tam smakuje ale tylko tam)
                          dzialalo na nich tak kojaco ?


                          • hania_76 Do Topieli o Côtes i nie tylko 24.09.02, 11:33
                            >
                            > Ciekawy to ten Pan - lagodny klimat obejmuje cale Côte D´Azur (chyba nie ma w
                            > nazewnictwie Cote de Provance) jak tez rejon miedzy Marsylia - Tulon a
                            Orange,
                            > a wiec okreg Bandol nie jest niczym wyjatkowym.

                            Côte d'Azur to geograficzna nazwa wybrzeza, a Côte de Provence to nazwa
                            regionnu winnego. Bandol to jeszcze inny region winny oraz nazwa miejscowosci
                            pomiedzy Toulon i Marsylia (bardzo uroczej zreszta). W regionie Bandol (jak
                            wynika z roznych informacji, nie tylko od pana z winnicy) panuje specyficzny
                            lagodny mikroklimat jeszcze inny od tego na wybrzezu, poniewaz region Bandol
                            jest polozony w dolinie oslonietej m.in od ostrych wiatrow.

                            Pozdrawiam.
                            • topiel Re: Do Topieli o Côtes i nie tylko 24.09.02, 12:19
                              hania_76 napisała:

                              > >
                              > > Ciekawy to ten Pan - lagodny klimat obejmuje cale Côte D´Azur (chyba nie m
                              > a w
                              > > nazewnictwie Cote de Provance) jak tez rejon miedzy Marsylia - Tulon a
                              > Orange,
                              > > a wiec okreg Bandol nie jest niczym wyjatkowym.
                              >
                              > Côte d'Azur to geograficzna nazwa wybrzeza, a Côte de Provence to nazwa
                              > regionnu winnego. Bandol to jeszcze inny region winny oraz nazwa miejscowosci
                              > pomiedzy Toulon i Marsylia (bardzo uroczej zreszta). W regionie Bandol (jak
                              > wynika z roznych informacji, nie tylko od pana z winnicy) panuje specyficzny
                              > lagodny mikroklimat jeszcze inny od tego na wybrzezu, poniewaz region Bandol
                              > jest polozony w dolinie oslonietej m.in od ostrych wiatrow.
                              >
                              > Pozdrawiam.

                              To tylko tak dla scislosci.

                              Droga haniu nie myl wiec regionu z nazwa apelacji.

                              Nie ma regionu o nazwie Cote de Provence. Ten region to VAR a wiec miejscowosc
                              Bandol lezy w regionie Var.

                              pozdrawiam i nic wiecej o tym


                              • hania_76 Lubie miec ostatnie slowo! ;-) 24.09.02, 12:33
                                topiel napisał:

                                > hania_76 napisała:
                                >
                                > > >
                                > > > Ciekawy to ten Pan - lagodny klimat obejmuje cale Côte D´Azur (chyba
                                > nie m
                                > > a w
                                > > > nazewnictwie Cote de Provance) jak tez rejon miedzy Marsylia - Tulon
                                > a
                                > > Orange,
                                > > > a wiec okreg Bandol nie jest niczym wyjatkowym.
                                > >
                                > > Côte d'Azur to geograficzna nazwa wybrzeza, a Côte de Provence to nazwa
                                > > regionnu winnego. Bandol to jeszcze inny region winny oraz nazwa miejscowo
                                > sci
                                > > pomiedzy Toulon i Marsylia (bardzo uroczej zreszta). W regionie Bandol (ja
                                > k
                                > > wynika z roznych informacji, nie tylko od pana z winnicy) panuje specyficz
                                > ny
                                > > lagodny mikroklimat jeszcze inny od tego na wybrzezu, poniewaz region Band
                                > ol
                                > > jest polozony w dolinie oslonietej m.in od ostrych wiatrow.
                                > >
                                > > Pozdrawiam.
                                >
                                > To tylko tak dla scislosci.
                                >
                                > Droga haniu nie myl wiec regionu z nazwa apelacji.
                                >
                                > Nie ma regionu o nazwie Cote de Provence. Ten region to VAR a wiec
                                miejscowosc
                                > Bandol lezy w regionie Var.
                                >
                                > pozdrawiam i nic wiecej o tym
                                >
                                >
                                Jesli juz jestesmy tacy scisli:
                                Apelacja Bandol lezy zatem w regionie Var. Co do Cote de Provence:
                                www.provencebeyond.com/map/winemap_proveast.html
                                Pozdrawiam raz jeszcze :)
      • giorgio_primo Re: Castello Banfi - Brunello 26.09.02, 14:01
        Wypij juz jedna flaszke Gaga!!! Jestem ciekaw jak Ci bedzie smakowac! Zwlaszcza
        jak zebral baty w innym watku!

        Fakt, ze Banfi robi te wina nieco w zbyt "miedzynarodowym" stylu, nie zmienia
        tego ze sa smakowite!!! Zwlaszcza ten szatanski 1997!
        • Gość: Michel Re: Castello Banfi - Brunello IP: *.horsens.dk 26.09.02, 15:00
          Tak lepiej bo juz tylko o winie i juz nie musisz byc zgryzliwy.
          Moja opinia:
          Castello Banfi 1997, pilem w ostatni weekend - u nas kosztuje 26,60 euro (to
          dla orientacji). Poprawne, troche mnie jednak zawiodlo jak na rocznik 1997.
          Osobiscie wole Villa Antinori Chianti Classico 1997 za pol ceny (mam jeszcze 12
          buteleczek 1997 i niech sobie lezakuja).




          • giorgio_primo Re: Castello Banfi - Brunello 26.09.02, 15:15
            Hmmm... to albo pilismy dwa rozne wina, albo przepasc pomiedzy gustami winnymi
            jest tutaj gigantyczna!

            Oba pilem i bez zadnego zastanawiania sie wybieram Brunello od Banfiego a nie
            Ville... Ktora zreszta rok w rok nie spelnia moich oczekiwan. Przestane ja w
            ogole probowac chyba!

            pzdr
          • hania_76 Do Michela - gałązka oliwna 26.09.02, 15:58
            Gość portalu: Michel napisał(a):

            > Tak lepiej bo juz tylko o winie i juz nie musisz byc zgryzliwy.
            > Moja opinia:
            > Castello Banfi 1997, pilem w ostatni weekend - u nas kosztuje 26,60 euro (to
            > dla orientacji). Poprawne, troche mnie jednak zawiodlo jak na rocznik 1997.
            > Osobiscie wole Villa Antinori Chianti Classico 1997 za pol ceny (mam jeszcze
            12
            >
            > buteleczek 1997 i niech sobie lezakuja).
            >

            I biały gołąbek - bardzo nam (tzn. mnie i stasiowi_75) smakowała Villa Antinori
            CC 97'. Została nam już ostatnia buteleczka, bo ponoć u polskich dystrybutorów
            rocznik ten się skończył, a 98' nawet się do swojego szlachetnego poprzednika
            nie umywa.
            Z toskańskim pozdrowieniem ;p
            >
            >
            >
            >
            • Gość: Michel Re: Do giorgia IP: *.tiscali.dk / *.ppp1-4.odn.worldonline.dk 26.09.02, 20:58
              Drogi giorgio, dzieli nas jednak przepasc. Gustow czy smaku nie da sie niczym
              zmierzyc ale ja przynajmniej, nie zarzekam sie nie pic przy nastepnej okazji
              Castello Banfi. A wiesz dlaczego ano, bo niczego lepszego po tym producencie
              sie nie spodziewalem, zreszta on sam nie ma wyzszych ambicji. Jest to Brunello
              dla supermarketow a tam jak wiadomo wysmienitosci nie sprzedaja !
              Ty jako winiarz powinienes o tym wiedziec.

              wieczorne pozdrowienia z kieliszeczkiem Chateau Rieussec, Sauternes 1990 -
              premier Grand Cru Classe, pysznosc !!!!!!!
              • giorgio_primo Re: Do giorgia 26.09.02, 21:17
                Nie mam juz sily... ale jeszcze raz:

                Zawsze mowilem, ze Banfii to producent masowy i akurat to Brunello takie jest.
                Tak tez kosztuje. Jezeli Ci sie wydaje, ze Villa Antinori to cos innego, to
                grubo sie mylisz - powstaje jej wielokrotnie wiecej i w Mediolanie bywa na
                stacjach benzynowych. Czy to zle? Nie, bo swiadczy bardzo dobrze o obu
                producentach - potrafia zrobic poprawne wino w olbrzymich ilosciach.

                Wracajac do Banfi'ego: zanim zaczniesz wydawac takie apodyktyczne wyroki,
                proponuje wypij ktores z powazniejszych win tego znienawidzonego przez Ciebie
                producenta, ktorego zeby bylo smieszniej, nie jestem wielbicielem. Na poczatek
                proponuje Summusa 1997, a jesli to nie wystarczy to Brunello Poggio alle Mura z
                dobrego rocznika. A moze piles i dlatego tak oceniasz producenta???

                Pzdr
            • Gość: Michel Re: Do Michela - gałązka oliwna IP: *.tiscali.dk / *.ppp1-4.odn.worldonline.dk 26.09.02, 21:04
              hania_76 napisała:

              > Gość portalu: Michel napisał(a):
              >
              > > Tak lepiej bo juz tylko o winie i juz nie musisz byc zgryzliwy.
              > > Moja opinia:
              > > Castello Banfi 1997, pilem w ostatni weekend - u nas kosztuje 26,60 euro (
              > to
              > > dla orientacji). Poprawne, troche mnie jednak zawiodlo jak na rocznik 1997
              > .
              > > Osobiscie wole Villa Antinori Chianti Classico 1997 za pol ceny (mam jeszc
              > ze
              > 12
              > >
              > > buteleczek 1997 i niech sobie lezakuja).
              > >
              >
              > I biały gołąbek - bardzo nam (tzn. mnie i stasiowi_75) smakowała Villa
              Antinori
              >
              > CC 97'. Została nam już ostatnia buteleczka, bo ponoć u polskich
              dystrybutorów
              > rocznik ten się skończył, a 98' nawet się do swojego szlachetnego poprzednika
              > nie umywa.
              > Z toskańskim pozdrowieniem ;p


              haneczko-77, rocznik 1997 nie tylko u polskich dystrybutorow juz sie skonczyl.
              W Danii tez juz prawie go nie ma.
              Bedzie a wlasciwie juz jest bardzo dobry, rocznik 1999. Moze nie tak jak 1997
              ale o´key. To przynajmniej robi Italiano z wielkimi tradycjami i ktory ma
              ambicje. Jestem jego wielkim "fanatykiem".

              bouna notte
              > >
              > >
              > >
              > >
              • Gość: Michel Re: ogolnie IP: *.horsens.dk 27.09.02, 08:52
                Na temat wina mozna sie oczywiscie spierac ale nie da to zadnych pozytywnych
                rezultatow. Na szczescie smaki i gusta mamy rozne. Mozna tylko i wylacznie
                wyrazic swoje odczucia i nic wiecej.
                Sa tzw. winne autorytety na ktorych mozna sie opierac lub ich ignorowac - jak
                to robia tu co poniektorzy, nie uznajac nikogo poza swoja opinia. Slusznie,
                jesli maja takie mozliwosci tzn. rutynowo-smakowo-finansowe.
                Ja szanuje autorytety i probuje je porownac do moich mozliwosci ale tylko do
                moich.
                Napisalem, Castello Banfi Brunello 1997 poprawne ale i nic wiecej. Ani slowa
                o "nienawisci do amerykanskiego wlasciciela winnicy". Nie znam go osobiscie a
                wiec nie moge go nawidziec lub nienawidziec. Jest mi on jak i jego produkty -
                obojetny. Opinie o nim pozostawmy dla tzw. ekspertow, ktorzy biora za to
                pieniadze.
                Trzymajmy sie wiec osobistych doznan z winem a te byly przecietne jak na
                Brunello rocznik 1997. Ot i wszystko.
                Sa tacy, ktorzy doszukuja sie wspanialosci w winach za 10 zl. czy mam ich za to
                potepic tylko dlatego, ze ja takich win nie pijam lub, ze ten czy inny ekspert
                napisal - wystrzegaj sie. Bzdura.
                Ktos pyta a ja mu odpowiadam, biorac odpowiedzialnosc tylko za to co odczulem.
                Dla winiarza, nie ma win zdecydowanie zlych - pomijam ta historie ze spirytusem
                drzewnym. Sa lepsze i gorsze i wszystkie robione z winogron. Kazde wino mozna
                do czegos wypic i moze smakowac. Nie spotkalem jeszcze winiarza, ktory by
                powiedzial - prosze tego nie kupowac i nie pic. Wina, ktore leza u niego na
                polce wszystkie sa dobre w zaleznosci od oczekiwan klienta i zawartosci jego
                portfela.
                pozdr







                • giorgio_primo Re: ogolnie 27.09.02, 09:16
                  Tak. Wlasnie o to mi chodzi aby wyrazac SWOJE odczucie a nie oskarzac jakies
                  wino, lub co gorsza ogolnikowo caly region, o cos co nie ma miejsca.

                  No i o autorytetach:
                  Czy sie to podoba Panu Parkerowi czy nie, to nie on jest w tej chwili
                  najwazniejsza wyrocznia w kwestii komercyjnego sukcesu jakiegos Brunello lub
                  jego porazki. Jest nim obecnie niezbyt lubiany przeze mnie Wine Spectator.

                  A co napisal na temat Brunello Gagi, ktorego ona ma kilka butelek? Prosze
                  bardzo pozycja nr 7 na liscie:
                  www.winespectator.com/Wine/Main/Feature_Basic_Template/0,1197,1479,00.html

                  Moze oni tam w tym WS sie wcale nie znaja na winie, to mozliwe, ale dziwnym
                  trafem te opinie potwierdzaja sie w wilu zrodlach. Z wyjatkiem
                  rozhisteryzowanego na punkcie "garażystow bordoskich" Parkera.

                  Tak wiec Gago, nie martw sie, w najgorszym wypadku sprobujesz wino, ktorego pan
                  Parker nie lubi, a Amerykanie wypija z przyjemnoscia blisko 50'000 butelek, pod
                  wplywem autorytetu jakim jednak jest WS.

                  pzdr,
              • hania_76 Jeszcze o Chianti 27.09.02, 10:12
                Gość portalu: Michel napisał(a):

                >
                > haneczko-77, rocznik 1997 nie tylko u polskich dystrybutorow juz sie
                skonczyl.
                > W Danii tez juz prawie go nie ma.
                > Bedzie a wlasciwie juz jest bardzo dobry, rocznik 1999. Moze nie tak jak 1997
                > ale o´key. To przynajmniej robi Italiano z wielkimi tradycjami i ktory ma
                > ambicje. Jestem jego wielkim "fanatykiem".
                >
                > bouna notte
                > > >

                Słyszałam już, że rocznik 1999 Chianti będzie znów b. dobry. Co do Antinoriego -
                fanatyczką na pewno nie jestem, ale akurat Villa 97 przypadła mi do gustu.
                Chociaż i tak moim ulubionym Chianti pozostaje pewnie mało znane Il Tarocco.
                Ktoś jeszcze (oprócz stasia_75) pił to cudeńko? Choć może u mnie upodobanie do
                tego akurat winka ma wymiar głównie sentymentalny - wracam do niego podczas
                każdej podróży do Toskanii, a przystanek w winnicy podczas przejażdżki przez
                dolinę Chianti jest obowiązkowy :)
                Pozdrawiam
                • Gość: Michel Re: Jeszcze o Chianti IP: *.horsenskom.dk 27.09.02, 11:04
                  Dlaczego Polacy musza zawsze i wszystko brac tak na serio ?
                  Odrobina humoru i tolerancji czyjejs "glupoty i oskarzen" wcale nie zawadzi.
                  Wlasnie tu chyba miedzy innymi lezy roznica w mentalnosci.

                  Antinori jest "moim ulubionym Italiano" a to ze wzgledow chyba sentymentalnych.
                  Antinori, jak to brzmi pieknie po wlosku.

                  Czyzby Parker zmienil narodowosc ?

                  Weekendowe pozdrowienia
                  • Gość: Amsti Re: Jeszcze o Chianti IP: 149.156.22.* 27.09.02, 15:05
                    >Dlaczego Polacy musza zawsze i wszystko brać tak na serio ?

                    Masz niewątpliwie słuszność zadając to pytanie, problem jest jednak w tym jak
                    rozróżnić w takim razie to co jest na serio, a co nie. No to jak było z tym
                    Sauternes ;)

                    Z drugiej strony (pisałem już kiedyś o tym i zgadzam się tu z Giorgio), nie
                    obraź się - bo to takie ogólne stwierdzenie, ale często u Polaków
                    mieszkających za granicą pojawia się coś takiego jak poczucie posiadania
                    większej wiedzy w danym temacie (po częsci pewnie uzasadnione) od osobnika
                    mieszkającego w kraju. Stąd może czasem zbyt ostra reakcja autochtonów.

                    A teraz autochtoni na gwałt odrabiają zaległości, więc się to wszystko
                    wyrównuje. Co nie zmienia faktu, że jeśli chodzi o dostępność win to jesteśmy
                    wciąz do tyłu

                    Amsterdam
                    • Gość: Michel Re: Jeszcze o Chianti IP: *.horsenskom.dk 30.09.02, 08:43
                      Gość portalu: Amsti napisał(a):

                      > >Dlaczego Polacy musza zawsze i wszystko brać tak na serio ?
                      >
                      > Masz niewątpliwie słuszność zadając to pytanie, problem jest jednak w tym jak
                      > rozróżnić w takim razie to co jest na serio, a co nie. No to jak było z tym
                      > Sauternes ;)

                      A wyobras sobie, ze smakowalo znakomicie mimo, ze nie z Italii !
                      >
                      > Z drugiej strony (pisałem już kiedyś o tym i zgadzam się tu z Giorgio), nie
                      > obraź się - bo to takie ogólne stwierdzenie, ale często u Polaków
                      > mieszkających za granicą pojawia się coś takiego jak poczucie posiadania
                      > większej wiedzy w danym temacie (po częsci pewnie uzasadnione) od osobnika
                      > mieszkającego w kraju. Stąd może czasem zbyt ostra reakcja autochtonów.
                      > A teraz autochtoni na gwałt odrabiają zaległości, więc się to wszystko
                      > wyrównuje. Co nie zmienia faktu, że jeśli chodzi o dostępność win to jesteśmy
                      > wciąz do tyłu


                      > Pardon ale chyba (napewno) jestescie przewrazliwieni. Sa (byly) tematy w
                      ktorych "bylismy lepiej poinformowani" wydaje mi sie jednak, ze to juz
                      przechodzi do lamusa. Mamy coprawda wiecej roznorakich win na polkach ale nie
                      musimy wiecej wiedziec o winie. 10 lat to jednak sporawy czas na nabranie
                      doswiadczenia. Mimo to sa pewne roznice czasami nawet nie do pokonania - to
                      slowo nie jest lubiane na tych stronach - w mentalnosci.
                      Mozna ujac to tak:
                      zachodnio europejczycy sa bardzo nacjonalistyczni, kazdy z osobna a polacy sa
                      bardzo pro-zachodni.
                      Zapyta ktos a co to znaczy pro-zachodni - wlasnie co to znaczy !

                      My Polacy, jesli chodzi o wino (ze wzgledu na to, ze sami nie produkujemy)
                      mozemy zajmowac bardziej neutralna postawe i nie musimy uczestniczyc
                      w "nacjonalizmie". Np. nie uwazam Banfi za wielkiego producenta ale nie
                      wzdrygam sie siegnac po jego produkt tylko dlatego, ze jest to producent
                      amerykanski. Uwazam, ze co innego krytyka a co innego odzegnywanie sie. Wlosi
                      narobili nie tak jeszcze dawno wiele swinstwa w winach ale pije ich wina z
                      wiara, ze robia teraz uczciwie. Nie jestem zwolennikiem R.Parkera ale nie
                      odzegnuje mnie to od zaakceptowania go jako jednego z najbardziej
                      popularnych "ekspertow od wina". Itd.itd.
                      Mentalnosc, sposob rozumowania nazwijcie to jak chcecie ale nie "ze my jestesmy
                      lepsi czy wiecej wiemy" nie, my tylko pojmujemy to troszeczke inaczej. Wydaje
                      mi sie, ze jestesmy bardziej tolerancyjni dla innych opinii niz moja. To jednak
                      znow nie temat na to forum, pardon.
                      A wiec sprzeczajmy sie ale nie skaczmy sobie do oczu. I skonczmy raz na zawsze
                      z tym KGB, UB, STASI i Zydami, emigrantami i autochtonami czy jak to tam sie
                      nazywalo.
                      O´key, rozwijanie tego tematu nie nalezy do tych stron.

                      Michel





                      > Amsterdam
                      • Gość: Amsti Re: Jeszcze o Chianti IP: 149.156.22.* 30.09.02, 11:46
                        > A wyobras sobie, ze smakowalo znakomicie mimo, ze nie z Italii !

                        He nie muszę, jeszcze coś pamiętam, tiko 88. Do kolekcji polecam La Tour
                        Blanche 1990, IMHO jeszcze lepsze.

                        >> A wiec sprzeczajmy się


                        No to do roboty ;), ale tylko tematycznie :)

                        Amsterdam



                  • hania_76 Re: Jeszcze o Chianti 27.09.02, 15:16
                    Gość portalu: Michel napisał(a):

                    > Dlaczego Polacy musza zawsze i wszystko brac tak na serio ?
                    > Odrobina humoru i tolerancji czyjejs "glupoty i oskarzen" wcale nie zawadzi.
                    > Wlasnie tu chyba miedzy innymi lezy roznica w mentalnosci.

                    Drogi Michelu, gdzieś Ty się znowu dopatrzył braku poczucia humoru?
                    Różnica mentalności - mój Boże, myślałam, że eksperci od mentalności są tylko
                    na Aktualnościach... Widać nie.
                    Jeśli w ten sposób prowadzisz każdą dyskusję na tym forum, pozwól, że nie będę
                    należeć do grona Twoich dyskutantów. Moja mentalność chyba kiepsko sobie radzi
                    z Twoją obsesją poszukiwania trzeciego dna w każdej wypowiedzi.

                    Pozdrawiam czysto enologicznie.

                    • Gość: Dr.KrisK No proszę.. IP: *.eng.fsu.edu 27.09.02, 15:29
                      .. wyjedzie człowiek na kilka dni (nic ciekawego, tylko Samuel Adams Summer
                      Ale, ops... tu się o nim nie pisze), a tu winopijcy mało się nie pozabijają,
                      przegladają sobie nawzajem mentalność oraz poczucie humoru.
                      Pax, pax.. :)
                      KrisK Wędrowny
                      P.S. Wracam do ostryg - jadłem na Key West. Tuzin na 7 dolarów. Wspaniałe!!!
                      Bez wina niestety, ale taki koloryt lokalny und zwyczaje. A jam znany kameleon
                      jest!
                      • hania_76 Re: No proszę.. 27.09.02, 15:35
                        Gość portalu: Dr.KrisK napisał(a):

                        > .. wyjedzie człowiek na kilka dni (nic ciekawego, tylko Samuel Adams Summer
                        > Ale, ops... tu się o nim nie pisze), a tu winopijcy mało się nie pozabijają,
                        > przegladają sobie nawzajem mentalność oraz poczucie humoru.
                        > Pax, pax.. :)
                        > KrisK Wędrowny
                        > P.S. Wracam do ostryg - jadłem na Key West. Tuzin na 7 dolarów. Wspaniałe!!!
                        > Bez wina niestety, ale taki koloryt lokalny und zwyczaje. A jam znany
                        kameleon
                        > jest!

                        Ano tak to się (nie)wesolo zrobiło.
                        Zazdroszczę ostryg - zwłaszcza w takiej cenie. Winko zawsze można sobie zapodać
                        we własnym zakresie jako digestive ;-)
                        Pozdrawiam.
                      • stas_75 Re: Wracam do ostryg 27.09.02, 15:57
                        Gość portalu: Dr.KrisK napisał(a):

                        > Wracam do ostryg - jadłem na Key West. Tuzin na 7 dolarów. Wspaniałe!!!
                        > Bez wina niestety, ale taki koloryt lokalny und zwyczaje. A jam znany
                        kameleon
                        > jest!

                        Mmm, zazdroszcze. My znowu nie wykozystalismy okazji i przeszly kolo nosa
                        ostrygi w Nicei (ale tylko ze wzgledu na calkowite wypelnienie zoladkow innymi
                        morskimi zyjatkami ;))dla porownania 6 ostryg o ile pamiec nie myli 7 Euro a
                        tuzin 11. Co prawda nie na Promenadzie ale w kanajpce przy targu kwiatowo,
                        owocowo morsko, wazywnym (nomen omen jedynej w ktorej bylo menu tez po
                        rosyjsku ;))zato win przeroznych wyprobowalismy az natto;) Pozdrawiam,
                        • Gość: Dr.KrisK Re: Wracam do ostryg IP: *.eng.fsu.edu 27.09.02, 16:11
                          Dzięki za informację dotyczącą ceny! Przyjemnie dowiedzieć się, że wreszcie
                          udało mi się coś Kupić Tanio. Zawsze myślałem że jestem z tych co dużo pracują,
                          mało zarabiają i kupują drogo. A tu proszę: 11 euro. No ale Nicea..
                          Dla informacji: podają owe ostrygi z sosem chrzanowym oraz keczupem. Tu się
                          oparłem, i poprzestałem na cytrynie. Musztardę jeszcze zrozumiem, ale chrzan!?
                          Też pozdrawiam was oboje i cieszę się, że wakacje udane!
                          KrisK
                          • stas_75 Re: Wracam do ostryg 27.09.02, 16:17
                            Chrzan i ketchap ... bleee, cytryne w pelni rozumiem i popieram ;) W weekend
                            moze uda nam sie przygotowac jakas obiecana, wyczerpujaca relacje winna!
                            Pozdrawiam,
                          • Gość: docg Re: Wracam do ostryg IP: 212.160.147.* 30.09.02, 07:40
                            Gość portalu: Dr.KrisK napisał(a):

                            > Dzięki za informację dotyczącą ceny! Przyjemnie dowiedzieć się, że wreszcie
                            > udało mi się coś Kupić Tanio. Zawsze myślałem że jestem z tych co dużo
                            pracują,
                            >
                            > mało zarabiają i kupują drogo. A tu proszę: 11 euro. No ale Nicea..
                            > Dla informacji: podają owe ostrygi z sosem chrzanowym oraz keczupem. (...)
                            ****
                            to było oczywiście w MacDonaldzie??? Rozumiem, zestaw mac-ostryga z colą i
                            frytkami, to by tłumaczyło ten keczup i brak wina :)))))
                            pozdrawiam
                            • hania_76 Re: Wracam do ostryg 30.09.02, 09:55
                              Gość portalu: docg napisał(a):

                              > to było oczywiście w MacDonaldzie??? Rozumiem, zestaw mac-ostryga z colą i
                              > frytkami, to by tłumaczyło ten keczup i brak wina :)))))
                              > pozdrawiam

                              Wystarczy, ze pan doktor w tzw. dry county sie znalazl, tzn. w hrabstwie, w
                              ktorym obowiazuje calkowity zakaz sprzedazy alkoholu. Na poludniu USA calkiem
                              to czesto spotykana praktyka! Wowczas nawet do dobrej kolacji, ktora az prosi
                              sie o butelke wina, pozostaje tylko woda, cola, mrozona herbata albo piwo
                              korzenne (ble).
                              • Gość: Dr.KrisK Suchyj zakon... IP: *.eng.fsu.edu 01.10.02, 16:53
                                Na szczęście Floryda się oparła tym głupim praktykom, ale muszę powiedzieć, że
                                ostatnio odeszła mi ochota na wino! Owe ostrygi wkąsiłem z przeczystą wodą
                                źródlaną Perrier i tyz piknie.
                                Inni konsumenci przyswajali z widoczymi oznakami zadowolenia homary pod Colę,
                                albo krewetki obficie unurzane w panierce i zesmażone na wiór, pod piffo
                                Miller - jednym słowem ameryka jak sie patrzy. No i bardzo dobrze. Jak im
                                smakuje...
                                KrisK Tolerancyjny
                                • winoman Re: Suchyj zakon... 01.10.02, 17:09
                                  Gość portalu: Dr.KrisK napisał(a):
                                  > ostatnio odeszła mi ochota na wino!

                                  To jest uleczalne!!! Zresztą nieleczone też mija, tyle,
                                  że nie tak szybko :-))
                                  • Gość: Dr.KrisK Uff.. IP: *.eng.fsu.edu 01.10.02, 17:26
                                    A już się wystraszyłem, że mi tak już zostanie na zawsze. I wino pijać będę
                                    wyłącznie pod postacią "tradycyjnej lampki szampana" (oczywiście Dorato albo
                                    inszy CinCin) albo wykwintnego Caberneta produkcji bułgarskiej rozlewanego w
                                    renomowanych piwnicach Torwinu...
                                    Chyba się zaczynam powoli wracać do zdrowia.
                                    KrisK Wyraźnie Pocieszony
                                • Gość: docg Re: Suchyj zakon... IP: 212.160.147.* 02.10.02, 08:18
                                  Gość portalu: Dr.KrisK napisał(a):

                                  > Na szczęście Floryda się oparła tym głupim praktykom, ale muszę powiedzieć,
                                  że
                                  > ostatnio odeszła mi ochota na wino! Owe ostrygi wkąsiłem z przeczystą wodą
                                  > źródlaną Perrier i tyz piknie. (...)
                                  ***
                                  Czy Amerykanie sami robią wodę Perrier czy też sprowadzają ją z Francji ??
                                  Obydwie możliwości wydają mi sie jednakowo abstrakcyjne :)))))
                                  pozdrawiam
                                  • hania_76 Re: Suchyj zakon... 02.10.02, 10:50
                                    Gość portalu: docg napisał(a):

                                    > Gość portalu: Dr.KrisK napisał(a):
                                    >
                                    > > Na szczęście Floryda się oparła tym głupim praktykom, ale muszę powiedzieć
                                    > ,
                                    > że
                                    > > ostatnio odeszła mi ochota na wino! Owe ostrygi wkąsiłem z przeczystą wodą
                                    >
                                    > > źródlaną Perrier i tyz piknie. (...)
                                    > ***
                                    > Czy Amerykanie sami robią wodę Perrier czy też sprowadzają ją z Francji ??
                                    > Obydwie możliwości wydają mi sie jednakowo abstrakcyjne :)))))
                                    > pozdrawiam

                                    Robią piwo Budweiser, więc może i wodę perrier...
                                    • Gość: Dr.KrisK Re: Suchyj zakon... IP: *.eng.fsu.edu 02.10.02, 15:25
                                      Wodę Perrier robią u siebie. Rzecz ciekawa - jak poprosi się do jedzenia o
                                      wodę, to podają zwykłą z kranu! Coś nieprawdopodobnego: chlorowana woda z
                                      lodem! Niezwykle ciekawe przeżycie organoleptyczne.
                                      A jak się poprosi o mineralną to właśnie taszczą małą buteleczkę onego
                                      Perriera.
                                      Dziwny kraj ale strasznie fajny.
                                      KrisK
                                      • hania_76 Re: Suchyj zakon... 02.10.02, 15:29
                                        Gość portalu: Dr.KrisK napisał(a):

                                        > Wodę Perrier robią u siebie. Rzecz ciekawa - jak poprosi się do jedzenia o
                                        > wodę, to podają zwykłą z kranu! Coś nieprawdopodobnego: chlorowana woda z
                                        > lodem! Niezwykle ciekawe przeżycie organoleptyczne.
                                        > A jak się poprosi o mineralną to właśnie taszczą małą buteleczkę onego
                                        > Perriera.
                                        > Dziwny kraj ale strasznie fajny.
                                        > KrisK

                                        W moich stronach w juesej podawali tap water, ale nie była chlorowana, o nie!
                                        Opłacało się to studenckiej kieszeni znacznie lepiej, niż kupowanie
                                        butelkowanej mineralnej. Za ice tea i napojami gazowanymi nie przepadam, a po
                                        szklanke marnego piwa (że o winie nie wspomnę) trzeba było aż 50 mil z okładem
                                        się fatygować z powodu prohibicji w hrabstwie i paru sąsiednich. Ech...
                                        Fajny kraj. Fajny bo dziwny, jak mawia pewna moja znajoma.
                                        • Gość: Dr.KrisK Re: Suchyj zakon... IP: *.eng.fsu.edu 02.10.02, 15:51
                                          To fakt. Ale robią bardzo ciekawe rzeczy w takich dużych plastykowych butelkach
                                          po 1.5 litra circa. Nazywa się to tak jak pewna dynastia we Francji, nieźle
                                          smakuje i kosztuje niewiele!
                                          Wczoraj wytrąbiliśmy do kolacji z kolegamy wielką megabutlę Merlota
                                          kalifornijskiego za 7 dolarów. O ile sobie przypominam było bardzo przyzwoite.
                                          Co prawda niewiele sobie przypominam, pewnie lód mi (jak zwykle) zaszkodził.
                                          KrisK
                                          • giorgio_primo Re: Suchyj zakon... 02.10.02, 18:01
                                            A propos wody:

                                            Wlasnie na Florydzie, w Orlando, w hotelu Radisson nie mieli ZADNEJ wody
                                            gazowanej!!! Bylo nas tam wtedy duzo europejczykow i po usilnych prosbach, po
                                            dwoch dniach "zorganizowali" dla nas Pellegrino czy Perriera (nie pamietam).

                                            Dziwne to...
      • tytus5 Castello Banfi - Brunello-ludziska opamiętajta się 02.10.02, 14:54
        Pierwszy raz od b.dawna odwiedzam forum-wino a tu masz.
        Brunello.
        I to od razu 1997. Lato w Toskanii było fantastyczne. Już
        wtedy tubylcy przepowiadali,że wino będzie wyjątkowe.
        11 euro to naprawdę wyjątkowa okazja .
        ALE TO NIE ZNACZY,ŻE TRZEBA TO OD RAZU WYZŁOPAĆ
        Poczekajcie chociaż 10 lat
        • hania_76 10 lat? 02.10.02, 15:24
          tytus5 napisał:

          > Pierwszy raz od b.dawna odwiedzam forum-wino a tu masz.
          > Brunello.
          > I to od razu 1997. Lato w Toskanii było fantastyczne. Już
          > wtedy tubylcy przepowiadali,że wino będzie wyjątkowe.
          > 11 euro to naprawdę wyjątkowa okazja .
          > ALE TO NIE ZNACZY,ŻE TRZEBA TO OD RAZU WYZŁOPAĆ
          > Poczekajcie chociaż 10 lat

          Dlaczego? I 10 lat od jakiej daty - od 1997 r. czy od daty zakupu? 5 lat od
          1997 to chyba wystarczająco, żeby otworzyć brunello?
          • winoman Re: 10 lat? 02.10.02, 16:59
            Nie mam zbyt duzego doswiadczenia z Brunello di
            Montalcino, ale te, ktore mialem pozwalaja mi zgodzic sie
            z ekspertami. Brunello robione tradycyjnie rzeczywiscie
            wymaga czasu, musi dojrzec, taniny musza sie "ulozyc",
            mlode Brunello moze byc bardzo "agresywne". Kiedys
            czytalem opis wrazen kogos, kto pil mlode Brunello i
            wrazenia smakowe koncentrowaly sie wokol slow "atrament"
            i "rozgryzanie pestek".
            Brunello Banfiego moga byc przyjazniejsze (nie pilem, ale
            wnosze to z wypowiedzi, ktore tu wczesniej padly), im byc
            moze te piec lat w zupelnosci wystarczy, natomiast jesli
            o "typowe" Brunello chodzi, to rozne zrodla sugeruja,
            zeby w tym roku raczej nie pic mlodszych niz z roku 93.
            Pozdrawiam!
            • hania_76 Re: 10 lat? 02.10.02, 17:28
              winoman napisał:

              > Nie mam zbyt duzego doswiadczenia z Brunello di
              > Montalcino, ale te, ktore mialem pozwalaja mi zgodzic sie
              > z ekspertami. Brunello robione tradycyjnie rzeczywiscie
              > wymaga czasu, musi dojrzec, taniny musza sie "ulozyc",
              > mlode Brunello moze byc bardzo "agresywne". Kiedys
              > czytalem opis wrazen kogos, kto pil mlode Brunello i
              > wrazenia smakowe koncentrowaly sie wokol slow "atrament"
              > i "rozgryzanie pestek".
              > Brunello Banfiego moga byc przyjazniejsze (nie pilem, ale
              > wnosze to z wypowiedzi, ktore tu wczesniej padly), im byc
              > moze te piec lat w zupelnosci wystarczy, natomiast jesli
              > o "typowe" Brunello chodzi, to rozne zrodla sugeruja,
              > zeby w tym roku raczej nie pic mlodszych niz z roku 93.
              > Pozdrawiam!

              Ha... Piłam już 1995 (polecam) i było rewelacyjne. Ja z kolei słyszałam, ale
              tylko od "miejscowych", że 5 lat to już całkiem "bezpieczny" odstęp czasowy.
              • giorgio_primo Re: 10 lat? 02.10.02, 18:06
                Gaga. Smialo je pij. Nic juz mu nie "bedzie lepiej" (pilem). Temu, to nawet na
                100% nie. A co do innych, to roznie bywa. Nie zapominajcie, ze nawet od 1995
                wiele sie zmienilo w "toskanskim" mysleniu o winie... Zwykle sa do picia
                szybciej niz kedys.

                pzdr.
      • Gość: gaga Re: Castello Banfi - Brunello IP: *.tin.it 02.10.02, 19:22
        Lezakowac nie bedzie, bo i po co? Na razie popijam Nero d'avola Rapitala', o
        ktorym pisalam w watku o fajnych Sycyliach.
        Ja chyba jestem jednak nienormalna. Nie podniecaja mnie wina jak barolo,
        Brunello czy Chianti Riserva. Ot, lubie moje, byc moze dla niektorych "male"
        wina. Chyba tajemnica tkwi w beczkowaniu, jak za tymi beczkowanymi (nie znam
        poprawnego terminu po polsku) nie przepadam. No, tak, de gustibus...

        Gaga
        • tytus5 Castello Banfi - Brunello-jeszcze trochę dziegciu 03.10.02, 13:48
          Oj dostało mi się,dostało.
          Chciałbym tylko zwrócić uwagę na różnicę między "nadaje się" a "osiąga pełnię
          możliwości". Szczęśliwej nabywczyni proponuję przechowanie chociaż jednej
          butelki (o ile jakaś została)
          Jeśli ktoś nie ma warunków do przechowywania to faktycznie lepiej wypić od razu.
          Pozdrowienia dla wszystkich (zarówno przechowujących jak i tych,którzy zdążyli
          już wypić)
          Jeszcze jedna uwaga:krócej niż pięć lat nie da się czekać, dopiero po pięciu
          latach Brunello jest "rzucane na rynek" (chyba,że toskańskie myślenie o winach
          zmieniło się aż tak bardzo-czekam na wiadomość od kogoś,kto widział Brunello'98)
          • giorgio_primo Re: Castello Banfi - Brunello-jeszcze trochę dzie 03.10.02, 15:11
            tytus5 napisał:

            > Oj dostało mi się,dostało.

            Zaraz tam "dostalo"...)))

            > Chciałbym tylko zwrócić uwagę na różnicę między "nadaje się" a "osiąga pełnię
            > możliwości". Szczęśliwej nabywczyni proponuję przechowanie chociaż jednej
            > butelki (o ile jakaś została)

            Zaryzykuje jeszcze raz: to akurat juz osiagnelo wszystko. Nie wierze, ze cos
            sie z nim stanie - taki to wlasnie styl tego akurat Banfi'ego.

            > Jeśli ktoś nie ma warunków do przechowywania to faktycznie lepiej wypić od
            razu
            > .
            > Pozdrowienia dla wszystkich (zarówno przechowujących jak i tych,którzy
            zdążyli
            > już wypić)
            > Jeszcze jedna uwaga:krócej niż pięć lat nie da się czekać, dopiero po pięciu
            > latach Brunello jest "rzucane na rynek" (chyba,że toskańskie myślenie o
            winach
            > zmieniło się aż tak bardzo-czekam na wiadomość od kogoś,kto widział
            Brunello'98

            W handlu takowe nie powinno sie jeszcze pojawic. Juz niedlugo, ale nie
            spodziewalbym sie Wielkich Win z '98. Owszem, wina poza apelacjami (IGT i VdT)
            osiagnely wspaniale "wyniki" w 1998, ale to zwykle efekt innych proporcji
            winogron uzytych. Wina o "sztywnym" skladzie raczej bywaja srednie z 1998. Mowa
            o Toskanii...

            Pzdr
      • tytus5 Re: Castello Banfi - Brunello 03.10.02, 17:02
        A ja zaczekam!
        Może się spotkamy w enotece w Montalcino tak powiedzmy za 20 lat?
        Choćby po to aby podziwiać widoki.
        Pozdrowienia dla wszystkich milośników Toskanii

        Przy okazji prośba o pomoc. Mozarella z pomidorami i pesto ma jakąś nazwę.
        Cholera ze łba mię wyszło i nie daje mi to spokoju.
    Inne wątki na temat:

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka