Dodaj do ulubionych

Kulinarne frustracje

27.09.11, 19:56
W sierpniu byliśmy z mężem na Sardynii, gdzie delektowaliśmy się lokalną kuchnią. Trochę produktów też przywiozlam do Polski, ale tylko tyle na ile mogliśmy sobie pozwolić bagażowo. W tej chwili już to wszystko zjedzone. I wiecie co, żałuję że w ogóle narobiłam sobie smaku, bo to już się skończylo i nie można u nas kupić. Strasznie sfrustrowana chodzę, chciałabym na co dzień tak jeść a nie przez dwa tylko tygodnie w roku. Lepiej bylo sobie w ogole nie robić smaku, nie poznać tych przysmaków. Teraz to nawet wloskie knajpy w Polsce nie wydają mi się na takim samym poziomie jak we Włoszech, smakuje inaczej.
Czy jestem jedyną frustratką tego typu czy też tak macie po powrotach z wakacji?
Obserwuj wątek
    • trypel Re: Kulinarne frustracje 27.09.11, 20:04
      nie, nie mamy
      szukamy raczej jasnych stron życia a nie powodow do frustracji a akurat w każdym miejscu na swiecie mozna znaleźć coś lokalnego i smacznego
    • bene_gesserit Re: Kulinarne frustracje 27.09.11, 20:45
      Pociesz sie, ze mieszkancy Sardyni, ktorzy urlopowali w Polsce, chodza teraz zrozpaczeni, wzdychajac za ogorkami malosolnymi.
      • lashqueen Re: Kulinarne frustracje 28.09.11, 08:15
        Oj nie, Włosi nie lubią kiszonek. Za to Polacy mieszkający w Itali tęsknią za małosolnymi i nie tylko, jednak włoskie, miejscowe jedzenie rekompensuje im wszystko z nawiązką i nie zamieniliby się :)
        • linn_linn Re: Kulinarne frustracje 28.09.11, 08:44
          Malosolne to nie problem. We Wloszech sa wspaniale ogorki "foggianelli" / z okolic Foggii /. Trzeba tylko nazbierac kopru na pobliskich polach :)
        • princesswhitewolf Re: Kulinarne frustracje 28.09.11, 16:37
          prawda. Nie wszystkie narody lubia ogorki kwaszone. Anglicy w wiekszosci nie lubia. Gonilam swojego kumpla swego czasu z ogorkiem kwaszonym po pokoju. Uciekal.:)) Uznal ze to smierdzaca zepsuta rzecz. Zmusilam do sprobowania ale jako ze od dziecka nie nauczony to nie pojmuje ze to dobra rzecz:))
    • linn_linn Re: Kulinarne frustracje 27.09.11, 21:18
      Za Sardynia tesknie bardzo: w tym roku bylam na Sycylii, wiec tesknota wzrosla. Nie kuchnie jednak stawiam na pierwszym miejscu wsrod jej atrakcji, choc bradzo dobra.
      • cucinissima Re: Kulinarne frustracje 28.09.11, 17:52
        Linn_linn moglabym przepisac Twoj post i podpisac sie pod nim. Tez kucham Sardynie, i tez bylam teraz na Sycylii - podobalo mi sie, ale Sardynie bardziej kocham. Jasne, jakis produktow nie znajde u siebie takich jak na Sycylii, ale sa inne pysznosci.

        Nawet jak mieszkalam w Polsce to wakacyjne podroze kulinarne nie powodowaly u mnie frustracji, raczje pozostawialy wspomnienia; niektore potrawy dalo sie odtworzyc inne nie. Za to byly dostpene polskie przysmaki, ktorych we Wloszech nie mam i ktorych mi brakuje.
        Moi przyjaciele z Sardyni sa w Polsce na wakacjach co roku i jak wracaja do siebie tesknia za piwem.
    • godiva1 Re: Kulinarne frustracje 27.09.11, 21:57
      Na wakacjach wszystsko smakuje lepiej!
    • cirrus4 Re: Kulinarne frustracje 27.09.11, 22:05
      Kiedyś po wyprawie rowerowej po Umbrii, części Toskanii i Lazio, gdy dotarliśmy do punktu startu, poszliśmy do lokalnej knajpy na lekkie coś i wino. Dostaliśmy super schłodzone, lekkie, cytrusowe Orvieto. Było doskonałe.
      Ta sama butelka zakupiona na miejscu, w domu okazała się jakaś bezpłciowa.

    • marghe_72 Re: Kulinarne frustracje 27.09.11, 22:29
      dlatego ja co roku wracam do Wloch ;)
      • Gość: en Re: Kulinarne frustracje IP: *.dynamic.chello.pl 28.09.11, 00:21
        Nie chodz do wloskich knajp, wybierz sie na targ (plac, bazarek), poszukaj dobrych i swiezych jarzyn, serow, grzybow, kup porzadne mieso - o ile lubisz - i ugotuj cos dobrego. Nie bedzie to sardynskie jedzenie, ale twoje, i tez dobre.
    • amused.to.death Re: Kulinarne frustracje 28.09.11, 10:09
      >Lepiej bylo sobie w ogole nie robić smaku, nie p
      > oznać tych przysmaków.

      Tu się nie zgadzam. Warto spróbować i potem wspominać.

      Ja chyba po raz pierwszy w tym roku odczułam pewnego rodzaju 'frustrację'. Byłam w Kolumbii, gdzie jadłam takie owoce, których nigdy wcześniej nie próbowałam, ani o których nawet wcześniej nie słyszałam. W Amazonii jadłam owoce, których nie znała nawet Kolumbijka z którą podróżowałam - co wydawało mi się ogromnie dziwne - że można nie znać czegoś co jest w twoim kraju? :)
      Nigdy wcześniej nie widziałam takiej ilości . Do domu wróciłam w połowie sierpnia, czyli w dobrym okresie dla polskich owoców - i po raz pierwszy w życiu pomyślałam: "Jak tego mało...."
    • very.martini Re: Kulinarne frustracje 28.09.11, 11:57
      Nie jestem sfrustrowana (w ogóle dziwi mnie zawrotna kariera tego słowa, która dociera nawet do kuchni i widać może dotyczyć nawet niemożności kupienia pewnych produktów w Poslce. Mnie frustracja kojarzy się z czymś innym).

      Kiedy dokądś jadę, to objadam się lokalnymi produktami, które dobrze smakują w lokalnych okolicznościach, a potem wracam do siebie i tutaj również mam spory wybór produktów, które natura przewidziała dla mnie w moich warunkach klimatycznych. Ale nie chodzę do supermarketu po bladopomarańczową marchew oczyszczoną z ziemi i umytą w jakimś podejrzanym płynie, żeby potem narzekać, że polskie warzywa są bez smaku.

      16%VOL
      22%VAT
      • jacek1f VM ma rację... genius loci rządzi i warto 28.09.11, 12:21
        poddawać mu sie gdziebądź, u siebie na terenie też.

        Ja już się nie "frustruję" - nabywam wspomnień smaków w roku podczas wyjazdów i nie chodze do greckich i włoskich restauracji w ich poszukiwaniu - to na pewno!
        :-)
        • very.martini Re: VM ma rację... genius loci rządzi i warto 28.09.11, 12:32
          Tak, wspomnienia smaków, zdecydowanie:)
          U mnie dochodzą wspomnienia pór roku, bo wierzę w sezonowość.

          16%VOL
          22%VAT
    • Gość: senin Re: Kulinarne frustracje IP: *.dyn.iinet.net.au 28.09.11, 13:06
      >Czy jestem jedyną frustratką tego typu czy też tak macie po powrotach z wakacji
      > ?


      ja tez tak mam po powrocie z wakacji w Polsce..., bo i chleba poazdnego tutaj kupic sie nie da i wedlin (no moze poza wloskimi , dojrzewajacymi , ktore drogawe roche sa
      i sery tez jakby drogi (ktos narzekal na sery po 60 zeta za kg -tu w au ponizej 90 zl-30 dolarow- niczego przyzwoitego sie nie dostanie) grzyby suszone (porcini=prawdziwki) dostepne tylko w delikatesach za ok 30 dolarow za 10 dkg.. w Polsce za 12 zlotych (ok 4 dolary)
      znakomite szynki i inne wedliny polskie nie maja sie nijak do australijskich...ehhh

      polskie warzywa i owoce sezonowe wprost z targu to kwintwsencja smaku, tego ci u nas brak, mamy za to plastikowe truskawki i pomidory...

      naprawde po ostatniej wizycie w Polsce widze ile trace jesli chodzi o smaczna swieza zywnosc

      .. no i te serki kozie (tutaj po 7 dolarow za 100 granow)- w Polsce za grosze wprost

      jak slysze te narzekania na polskie markety kiepsko zaopatrzone, to smiac m sie chce

      poza tym, jeslli jade na wakacje do np. Malezji, to zajadam sie tamtejszym i potrawami do rozpuku i nawet do glowy mi nie przychodzi, by oczekiwac tego samego w Australii... no prosze zgadnac dlaczego??
      • Gość: miu Re: Kulinarne frustracje IP: *.play-internet.pl 28.09.11, 13:23
        Tak cienko jest w Australii z jedzeniem?
        • Gość: senin Re: Kulinarne frustracje IP: *.dyn.iinet.net.au 29.09.11, 09:50
          Gość portalu: miu napisał(a):

          > Tak cienko jest w Australii z jedzeniem?

          cienko?? - chyba nie cieniej niz w innych europejskich (i innych) krajach, gdy sie poszukuje czegos nietypowego dla lokalnych przyzwyczajen

          w Polsce jest swietny wybor smacznych polskich produktow - w Auastralii europejskie dobre produkty sa na wage zlota, i zwykle ograniczaja sie do tych naprawde dobrze znanych i oklepanych typu prosciuto, szynka parmenska itd

          mozna tez kupic oliwki z roznych marynatach i z 5 rodzajow fety...ale to w koncu nie o to chodzi..ciabata jest kipskiej jakosci, takoz oi chleb turecki

          wiec wkurza mnie to powszechne narzekanie na fakt, ze pizza w polsce nie jest taka sama jak w neapolu

          my tu tez mamy slynna "poloish sausage", ktora ma sie tak do polskiej kielbasy jak hawajska pizza do pizzy prawdziwej

          i prosze mi tu nie sugerowac, ze w UK mozna dostac wszelkie potrawy/dodatki w najlepszym oryginalnym wydaniu, bo bywalam ti i tam i wiem, ze to bzdura

          patrz watek o braku Hainz beans w polskim tesco- to troche taj jakbym ubolewala nad brakiem polosh sausage w jednej z sieci tutejszych supermarketow...who the f... cares- jedno i drugie to takie samo talatajstwo

          nie jest zle w Au jesli sie chce jadac hainz beans, jest tego od groma, jest tez z 10 rodzajow szynek i z 15 salami(wszystkie takie same) gorzej jesli sie chce kupic cos zjadliwego

          w polsce bylo duzo, wprost zatrrzesienie, smacznych wedlin i tzw. garmazerki, gdy poonuje to z austriackimi delikatesami sprzed lat 20-tu Polska jest 10 razy lepsza i podejrzewam, ze uk jest zawalona tym samym syfem co australia (hainz beans... spare me,please) ...i te konserwy rybne w smakach... no probowalam prawie wszystkich, to tylko dla ludzi, ktorzy zachwycaja sie nazwa ale wyczucia smaku nie maja zadnego - bo co z tego ze bazylia i pomidory- calosc wrecz paskudna... i wiem ze to samo jest na polkach UK i innych europejskich krajow dzieki tzw. global economy i koncernom sprzedajacym wszystko wszedzie...


          szkoda tylko ze jestesmy takimi snobami, ze nie potrafimy odroznic tego co naprawde dobre od tego co naprawde zagraniczne - i ja to mowie, ja ktora propaguje kuchnie egzotyczne...ale nie jakies tam lagodne curry w proszku do....zdaje sie do tunczyka z morelowym dzemem(sic!)--lub jak to mowia give me a break!
          • coralin Re: Kulinarne frustracje 29.09.11, 16:27
            Gość portalu: senin napisał(a):


            > szkoda tylko ze jestesmy takimi snobami, ze nie potrafimy odroznic tego co napr
            > awde dobre od tego co naprawde zagraniczne

            Zgoda. "Wytworniej" dla Polaka brzmi jakieś danie z owocami morza (choć pochodzą a mrożonej mieszanki podłej jakości) niż sos z leśnych grzybów. Bo wiele tych niby wytwornych produktów sprzedaje się w Polsce za ceny dla frajerów/snobów.
            • lashqueen Re: Kulinarne frustracje 30.09.11, 08:20
              > niby wytwornych produktów sprzedaje się w Polsce za ceny dla frajerów/snobów.

              Tak na marginesie, kwestia nie sprowadza się jedynie do pieniędzy. Jest straszne parcie na zagraniczne nazwy. Teraz w Polsce już nie robi się kopytek, robi się gnocchi. Nie robi się już pierogów, a ravioli ;). Znajoma w Polsce powiedziała mi kiedyś wprost, że woli mówić gościom, że zaraz zaserwuje "ravioli", bo tak fajnie brzmi, nie tam jakieś zwyczajne "pierogi" :)
              • coralin Re: Kulinarne frustracje 30.09.11, 18:11
                Polacy są nadal na etapie poznawania. Trzeba przyznać, że jesteśmy bardzo otwarci. Trudno wymagać, by każdy Polak interesował się kuchnią tak jak my na forum. I można się pośmiać ze snobizmu, ale już kiedy dystrybutorzy czerpią krociowe zyski z niewiedzy i naiwności zaczyna być mniej śmiesznie. 10 lat temu nawet najpodlejsze oliwki były drogie dość. Teraz te podłej jakości są tanie. Dopiero od 2-3 lat spada cena oliwy pomace i sansa. Jeszcze kilka lat temu większość Polaków nie miała pojęcia, że to coś gorszego od extra vergine i dystrybutorzy wciskali to w cenie extra vergine (ludzie wiedzieli tylko, że oliwa jest dobra, ale o takich niuansach już nie). Pamiętam taką scenę ze sklepu kiedy doradziłam młodym ludziom. Nie mieli pojęcia co oznaczają te nazwy. Nie jesteśmy krajem lubiącym wina. Wczoraj byłam świadkiem jak ekspedientka wcisnęła Carlo Rossi klientce jako świetne wino.
    • eeela Re: Kulinarne frustracje 28.09.11, 16:09
      Zgadzam się z powyższymi wypowiedziami, że frustracja to dla mnie za duże słowo na opisywanie tego typu uczuć :-) Ale miewam tęsknoty. Tęsknię za polskimi truskawkami w sezonie i za świeżymi, pachnącymi ogórkami małosolnymi. Tęsknię za smakiem melonów w Meksyku - nigdzie nie jadłam tak wspaniale dojrzałych, słodkich i soczystych. Jak się wchodzi na targ z owocami, to wchodzi się jak gdyby w ścianę gęstego, słodkiego, ciężkiego aromatu - po prostu mają odpowiednio dużo słońca, żeby owoce nabierały takiej jakości, którego nie zaznają ani w Polsce, ani w UK, więc była to dla mnie mile wspominana nowość. Tęsknię za carne asada, bo tak smacznej wołowiny jak w Sonorze nigdzie indziej nie jadłam :-)
      • azjaodkuchni Re: Kulinarne frustracje 28.09.11, 19:34
        Za kiszonymi i białym serem tęsknię ja, ale trudno mi będzie tu zostawic tanią tu kuchnię japońską i owoce morza...
        • Gość: miki202 Re: Kulinarne frustracje IP: *.nat0.sta.nsm.pl 29.09.11, 07:31
          Frustracja może nie od razu, ale straszny żal, że nie ma u nas "prawdziwych" owoców południowych, to na pewno. Mi najbardziej brakuje dojrzałych granatów na przykład. Jasne, że trzeba się pocieszać tym, że mamy jedyne na świecie truskawki albo ogórki, ale dużo rzeczy nie mamy. Co za cholerny klimat...
          • lashqueen Re: Kulinarne frustracje 29.09.11, 08:54
            Gość portalu: miki202 napisał(a):

            > Frustracja może nie od razu, ale straszny żal, że nie ma u nas "prawdziwych" ow
            > oców południowych, to na pewno. Mi najbardziej brakuje dojrzałych granatów

            Będąc zimą w Polsce kupiłam z ciekawości w jednym z marketów owoc granatu. Był bardzo duży, intensywnie czerwony, w środku nasiona też w intensywnym rubinowym kolorze. Na pierwszy rzut oka pomyślałam "idealny". Jednak po zjedzeniu pierwszych nasion z wnętrza owocu mina mi zrzedła. Bez smaku, kwaskowe.
            Owoce granatu, które rosną u nas (południowe Włochy) rzadko są tak intensywnie czerwone, czasem mają skórkę żółtawą, żółtawo-czerwoną, nasiona w środku też bladorożowe niekiedy, ale w smaku nieprawdopodobna słodycz.
            Nie bez powodu dane owoce i warzywa rosną tylko w danym klimacie. Adaptowanie ich do polskich warunków klimatycznych jest bez sensu. Słyszałam kiedyś nawet, że ktoś tam w Polsce chce próbować drzewa oliwne uprawiać. Good luck! ;)
            Owoce powinny dojrzewać tam, gdzie rosną w naturze. Tylko wtedy mogą osiągnąć maksimum smaku. Niestety, gdy się je eksportuje, zrywa sie je najczęściej niedojrzałe, że niby przez okres transportu i leżakowania w kraju docelowym dojrzeją. No i potem dziwi, że figi w polskich supermarketach czy inne owoce południa są bez smaku.
            • linn_linn Re: Kulinarne frustracje 29.09.11, 10:08
              We Wloszech tez nie wszystkie granaty sa dobre. Ja swego czasu kilka razy trafilam na fatalne i zrezygnowalam. Potem dostalam od sasiadki, z jej wlasnego drzewa, koszyk bardzo smacznych i slodkich: to zupelnie co innego. Teraz uwielbiam je.
    • linn_linn Re: Kulinarne frustracje 29.09.11, 12:15
      Sernik makowy po wlosku:
      profumiecolori.blogspot.com/2011/09/torta-al-papavero-di-oleksandra.html
      Same zachwyty :)
    • coralin Re: Kulinarne frustracje 29.09.11, 15:51
      Zachwycam się na wyjazdach lokalnymi produktami, ubolewam nad słabym wyborem serów w Polsce. Moje wyjazdy nie przekraczają 3 tygodni, ale dawniej kiedy byłam z dala od Polski po kilka miesięcy to tęskniłam za polskim chlebem, twarogiem. Pecorino sardo jest pyszny, ale gdybym miała na co dzień, a nie miała dostępu do twarogu- tęskniłabym za twarogiem. Z rozrzewnieniem wspominam melony z Cavaillon, ale mam za to niezrównane truskawki polskie w czerwcu. Lubię tak wiele rzeczy, że brak wielu z nich nie doskwiera mi. Zdecydowanie zachęcam do zajadania się na zapas tym co pyszne w danym miejscu (ja robię tak z małżami) i doceniania tego co mamy.
    • djcargo Re: Kulinarne frustracje 30.09.11, 18:29
      W wakacje zawsze lepiej smakuje. Wieczór, ciepło, morska bryza, delikatny gwar z nadmorskich uliczek. Aż się rozmarzyłem...
      • mitta Re: Kulinarne frustracje 30.09.11, 19:14
        Ja pamiętam wszystkie smaki swoich podróży i nie jest to powód do frustracji, tylko wspaniałe wspomnienia. Lubię kolekcjonować takie smaczki, nie tylko kulinarne.
    • violett77 Re: Kulinarne frustracje 02.10.11, 09:36
      Mnie wkurza to, że figi które kupuję w Polsce w niczym nie przypominają smakiem tych które jadłam w Grecji, prosto z drzewa. Gdyby nie urlop w Grecji to nie wiedziałabym jak naprawdę smakuje figa. To samo jest z karczochami które rosną w Polsce.
      Za to w Polsce mamy pyszne jabłka, na południu Europy takich nie mają.
      • mhr2 kto ma caly swiat w domu? byloby to ciekawe, 02.10.11, 09:51
        violett77 napisała:

        > Mnie wkurza to, że figi które kupuję w Polsce w niczym nie przypominają smakiem
        > tych które jadłam w Grecji, prosto z drzewa. Gdyby nie urlop w Grecji to nie w
        > iedziałabym jak naprawdę smakuje figa. To samo jest z karczochami które rosną w
        > Polsce.
        > Za to w Polsce mamy pyszne jabłka, na południu Europy takich nie mają.
    • mim_maior Re: Kulinarne frustracje 03.10.11, 19:26
      Ja lubię jeść tam, gdzie bywam, ale raczej nie rozpaczam potem miesiącami. Lokalne jedzenie zawsze najlepiej smakuje na miejscu i choćby człowiek pękł, to do domu tego nie przywiezie. Po prostu lepiej się na to nie nastawiać, zwłaszcza że wiele rzeczy źle znosi nawet krótki transport.
      Inna sprawa, że za granicą zawsze tęsknię za polskim jedzeniem. Pamiętam taki dłuższy wyjazd do Belgii, gdzie w połowie pobytu ówczesny narzeczony (a dziś mąż - jak można było nie wyjść za takiego człowieka?:) przysłał mi kilo suchej krakowskiej... Mam to wspomnienie we wdzięcznej pamięci do dziś, bo w tym miłym kraju smakowało mi tylko piwo i czekolada, a ile można na tym przeżyć? A potem wróciłam do domu i rzuciłam się na pieczywo, pomidory, wędlinę domowej roboty i słodycze z dobromiejskiej "Jutrzenki".
      Powroty z Włoch wyglądały zawsze tak samo - przywoziłam kawałek dobrego parmezanu i słoiczek peperoncino, czasem jakiś dziwny makaron, ale po zjedzeniu tych zapasów bez żalu wracałam do kiszonych ogórków, a szczególnie grzybów leśnych... Jesień w Polsce to w ogóle czas kulinarnie fantastyczny, dlatego powroty z wakacji zwykle nie były zbyt bolesne.
    • shilaa Re: Kulinarne frustracje 03.10.11, 19:57
      Ja tak nie mam... owszem, prawie na kazdym wyjezdzie znajduje cos, co wyjatkowo mi smakuje, ale zeby potem za tym szczegolnie tesknic, a tym bardziej byc z tego powodu sfrustrowanym to nie ;-)

      Mieszkajac na co dzien we Wloszech przez dluzszy czas byc moze zmienilabys zdanie. Wiele wloskich dan ma to do siebie, ze na poczatku wprawiaja w zachwyt, a potem szybko sie nudza. Ja wlasnie robie sobie miesieczna przerwe od makaronu - mam go po prostu dosyc (czego mieszkajac w Polsce nigdy bym nie przewidziala ;-) ). Za granica panuje stereotyp, ze wloskie warzywa i owoce sa wspaniale, tymczasem tych bez smaku nie brakuje. Wypieki z cukierni to sam plastik.

      Niezmiernie brakuje mi we Wloszech kiszonej kapusty i twarogu (nie moge w ogole piec moich ulubionych ciast, czyli sernikow...).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka