363636r
16.11.11, 11:10
Zacznę od tego, co napisała lashgueen w wątku o trendach w kuchni :
"We Włoszech (a tym samym u mnie) bardzo modne jest ostatnio hasło "a km zero". Odnosi się ono do produktów pochodzących z jak najbliżej położonych upraw, lokalnych producentów, jako te najwartościowsze pod względem odżywczym, najświeższe, a nie transportowane nie wiadomo skąd. Wiąże się to też ściśle ze wspieraniem lokalnych firm, a tym samym ekonomii regionu. Włosi w ogóle mają bzika na wynoszenie na piedestał tego, co regionalne, co lokalne. Dotyczy to też kuchni. Na co dzień najczęściej gotuje się potrawy z własnego regionu: Swoje cenimy, cudzego nie wychwalmy. Sama w ciągu ostatniego roku bardzo dobrze zaznajomiłam się z kuchnią mojego regionu i coraz częściej przyrządzam te potrawy".
W związku z tym przypomniało mi się co powiedział światły, światowy juror Kozyra w ostatnim szole "Mam talent". Otóż wychwalając jednego z uczestników powiedział coś w tym guście, że żyjemy ( na szczęście ) w kraju w którym suszi zastępuje schabowego. Miało to jednoznaczny kontekst - Polska powoli się cywilizuje i zaściankowego, prostackiego z definicji schaboszczaka zastąpimy światowym i oświeconym suszi.
Normalnie szlag mnie trafił. I nie chodzi mi wcale o to, że schabowy jest z natury swojej najlepszy na świecie, ani o to, że jeśli ktoś woli surową rybę po japońsku od panierowanego kotleta wieprzowego ten jest zaprzańcem i heretykiem. Idzie mi jedynie o to, że "elyty" (mam nadzieję, że nie elity) zakładają z góry, że wszystko co innostranne automatycznie nas nobilituje i podnosi o szczebelek wyżej w rozwoju cywilizacyjnym.
-
BETTER MOTORHEAD THAN DEAD