giezik
02.06.04, 13:46
Nabycie ceramicznego naczynia do zapiekania, w pięknym brązowym kolorze to
dopiero wyzwanie. Głowna myśl o jedzeniu krąży od kilku dni wokół tego
naczynia. Co zrobić, aby go maksymalnie wykorzystać i nacieszyć się jak
dziecko nowym prezentem. Apogeum obsesji nadeszło dziś. Rozłozyłem się moimi
zasobami książkowymi i szukam – raczej nie konkretnej potrawy, co raczej
pomysłu czy inspiracji.
Na pierwszy rzut – choć bez przekonania - poszły zapiekanki makaronowe. Może
lazania ze szpinakiem i kurczakiem. No jakoś, nie jestem przekonany.
Zostawiam jednak zaznaczoną pozycje przebiegając szybko przez kartki. Dobra
300 str ksiązki (, żeby być sprawiedliwym z tego o zapiekaniu zaledwie
kilkanaście) przeleciało. Następna – znów kurczak tym razem w winie
czerwonym. Odpada, mam go na liście i co próbuje się zabrać przypominam
sobie, ze trzeba go marynować całą noc. Nastepna kilka numerów „Mojej Kuchni”
z 1991, 1993 i 1994 roku. W najstarszym jest – suflet ziemniaczany z sosem
serowo ziołowym. Idzie na kupkę z 5 gwiazdkami. Kolejny zapiekanka ze sledzi
i ziemniaków. Hmmm, nie mam pewnoscie, ze matjasy będą w sklepie, ale
zostawiam, kolejny to makaron z pomidorami i sosami serowymi. Nie, makaron
dzis odpada.
Cały czas gapią się na mnie otwarte strony sufletu ziemniaczanego. Banalny do
bólu prosty koncept i najważniejsze – z obrazka wyziera obok zapieczonych
ziemniaków kufel schłodzonego piwa. Do tego ten ziołowy sos i myśl o
pieczonych młodych ziemniakach, z nie do końca wyszorowaną skórką (uwielbiam
to skrzypienie między zebami). Decyzja zapadła. Zwłaszcza, że wszystko jest
na miejscu.
Będzie suflet.