Dodaj do ulubionych

Jeszcze raz o esencji herbacianej.

13.06.04, 11:50
Powtarzam ten wątek na "Kuchni" gdyż chyba jest tu mimo definicji więcej
herbaciarzy niż w napojach! Proszę zatem o łaskawe wybaczenie mi tego
nietaktu.
Chyba grzeszę bardzo przeciw zdrowiu. Od lat robię sobie herbatę z wcześniej
przygotowanej esencji i wrzątku lub dostatecznie gorącej przegotowanej wody.
Esencję robię typowo, bez specjalnego nabożeństwa. No i potem ta esencja stoi
w czajniczku porcelanowym lub szklanym aż sie wyczerpie czyli około doby.
Żona mi ciągle głowę suszy, że to samobójstwo, że herbatę się zaparza na
jeden raz, że trzymanie jej nawet godzinę już jest błędem, żeby nie
powiedzieć przestępstwem! Nie jest chemikiem, biotechnologiem czy
żywieniowcem, ale zwykłą przemądrą kobitą, której racja zawsze musi być na
wierzchu! Qurde - ale może ona faktycznie ma rację, co?! Powiedzcie tak
szczerze - jak to jest naprawdę z tą esencją, co takiego z niej się wydziela
że już po godzinie nie wolno jej pić, czy jest w tym jakaś mądrość ludowa czy
biotechnologiczna czy też "to takie ino babskie gadanie". Czekam z niepokojem
na Wasz wyrok
Andrzej
Obserwuj wątek
    • wedrowiec2 Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 13.06.04, 12:16
      W miarę parzenia herbaty (przebywania jej listków w wodzie) ulegają
      rozpuszczeniu różnego rodzaju garbniki (tanina) i herbata staje się gorzka.
      Czas parzenia herbaty to kwestia smaku, a nie jej potencjalnej szkodliwości.
    • Gość: życzliwa Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.06.04, 13:01
      Twoją żonę denerwuje czajniczek. Nie chodzi jej o Twoje zdrowie. Piję samą
      esencję herbaty zielonej, również następnego dnia po zaparzeniu. Jezt bardziej
      gorzka, ale nie jest szkodliwa.
    • Gość: Wszystko zależy Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. IP: *.sejny.sdi.tpnet.pl 13.06.04, 14:24
      jeszcze od tego czy po zaparzeniu herbaty (2 - 5 min) odcedzasz esencję, czy
      też nie.
      Jeżeli odcedzasz - to pijąc herbatę zrobioną z takiej esencji tracisz "tylko"
      na walorach smakowych, no - może jeszcze na ilości substancji odżywczych
      (witamin), soli min., związkach nieorganicznych itp., czyli reasumując zamiast
      zdrowego napoju pijesz napój neutralny ( oczywiście wyłączając z tych rozważań
      sprawy wiążące się z tym, co określiłeś mianem "specjalne nabożeństwo" :)).
      Jeżeli nie odcedzasz - HA! - wtedy sprawa ma się gorzej bo: herbata w
      pierwszych 2 min. parzenia oddaje do roztworu całą zawartość kofeiny (teiny) a
      w następnych minutach uwalniają się sukcesywnie garbniki, które wiążą kofeinę.
      Czyli w tym wypadku tracisz jeszcze orzeźwiające, pobudzające walory naparu
      herbacianego, co do garbników w dużym stężeniu spotkałam się z różnymi
      opiniami - od twierdzenia, że to czysta trucizna do twierdzenia, że po prostu
      niesmaczne.
      Ja osobiście, bez specjalnego nabożeństwa, parzę wedle obowiązujących reguł i
      piję Herbatę każdorazowo świeżo zaparzoną - taka jest wg mnie najlepszą. Staram
      się kupować herbaty świeże i dobre gatunkowo. Jest to trudne, bo mieszkam na
      wsi ale gdy jestem w mieście staram się zaopatrzyć w dobre herbatki, jest to
      też w moim domu mile widziany prezent. Myślę, że to tak jak z potrawami
      (szczególnie tymi pachnącymi)- większość jednak najlepsza jest, gdy świeża, bo
      walory zapachowe i olejki eteryczny ulatniają się jako pierwsze.
      • krasnowo Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 13.06.04, 14:26
        To byłam ja - Agata, zapomniałam sę zalogować.
    • qubraq Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 13.06.04, 17:53
      Dzięki serdeczne za to co już ...
      A.
    • j_u Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 13.06.04, 18:34
      Barbarzynstwo! Herbate nalezy parzyc, w zaleznosci od koloru i gatunku, od 3 do
      5 minut, nie dluzej. Potem robi sie swinswto, aromat ulatuje, zostaje sam
      ciezki, gorzki osad na zebach... bleee. Radze ze szczerego serca zmienic
      zwyczaje, a nauczysz sie szybko spostrzegac, ze herbata moze byc cudownym
      regenerujacym i aromatycznym napojem. Wielu ludzi niestety tego nie wie,
      zalewaja fusy w szklane albo w czajniczku na esencje i traca cale bogactwo
      herbaty...
      • qubraq Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 13.06.04, 19:49
        j_u napisała:

        > Barbarzynstwo! Herbate nalezy parzyc, w zaleznosci od koloru i gatunku, od 3
        > do 5 minut, nie dluzej. Potem robi sie swinswto, aromat ulatuje, zostaje sam
        > ciezki, gorzki osad na zebach... bleee. Radze ze szczerego serca zmienic
        > zwyczaje, a nauczysz sie szybko spostrzegac, ze herbata moze byc cudownym
        > regenerujacym i aromatycznym napojem. Wielu ludzi niestety tego nie wie,
        > zalewaja fusy w szklane albo w czajniczku na esencje i traca cale bogactwo
        > herbaty...

        Piję dużo herbaty, napewno ponad 2 litry dziennie, nie dam rady co godzinę
        zaparzać sobie filiżankę tego "cudownego regenerującego i aromatycznego
        napoju". Chcę Ci Juve wierzyć ale nie sądzę żebym pijał świństwo myśląc, że to
        herbata. Owszem robię różne "świństwa" z ziół i żytniówki, których dżentelmen
        do ust nie wziąłby a koleżanki mojej żony wpadają do mojego królestwa i
        zwędziwszy ze schowka omszałą butelczynę wyrywają ją sobie nawzajem. Rozumiesz,
        co kto lubi; ja na ten przykład nie potrafię pić herbaty niesłodzonej. Od 5 lat
        słodzę miodem.
        Pozdrawiam
        Andrzej
        • krasnowo Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 13.06.04, 20:26
          Zagotować świeżą wodę, przelać czajniczek, nasypać herbatę do zaparzaczki, bądź
          do imbryczka i zalać wrzątkiem, jak nie ma zaparzaczki, można poprostu herbatę
          po zaparzeniu odcedzić (żeby przerwać proces parzenia), a zaparzaczkę się
          wyjmuje. Cała czynność trwa (bez czasu gotowania wody) minutę + czas parzenia i
          naprawdę warto ten czas poświęcić, bo wiele przyjemności człowiek w zamian
          otrzymuje, ale coś mi się zdaje drogi Qubraqu, że nie zamieściłeś tego wątku po
          to, by dać się przekonać :o)))
          • abere8 Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 14.06.04, 00:01
            A ja sie zgadzam z qubraqiem, bo tez pijam herbate litrami (kawy wcale) i nie
            nadazylabym z myciem czajniczka i zaparzaczki. A jesli smakuje mi parzona moim
            sposobem - fusy do szklanki i na to wrzatek (i nie jest szkodliwa, jak
            twierdzicie), to czemu nie? Co nie znaczy, ze nie doceniam fachowo zaparzonej
            herbaty w herbaciarni z prawdziwego zdarzenia :-)
            • j_u Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 14.06.04, 16:02
              Buuu... do ciebie i kubraka... marnujecie wspaniale dary boze... chlip.
              • j_u Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 14.06.04, 16:03
                Aha, ja pije do 8 szklanek dziennie. Nie zauwazylam, zeby mi parzenie jakos
                rozbijalo dzien...
    • Gość: Pichciarz Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. IP: *.proxy.aol.com 14.06.04, 04:06
      herbata po angielsku:
      www.majkowscy.neostrada.pl/kuchnia/polska/b3.html
      kobieca.linia.pl/mniam9.html
      www.e-drinks.com.pl/herbata/herbata8.htm\
      herbata po rosyjsku:
      www.kuchnia.3miasto.pl/5684.htm
      www.gimnazjum5.krakow.pl/images/rosja/500/Obraz%20084.jpg
      herbata po polsku (?):
      www.acm.konin.lm.pl/html/teksciory/herbata.htm
      • j_u Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 14.06.04, 16:13
        Brakuje herbaty po arabsku :(
        Pija glowie czarna i zielona, zaparzane podobnie: Zalewaja w czajniczku (a
        wlasciwie w takim metalowym garnuszku, zapomnialam jak sie nazywa) herbate
        wrzatkiem i po chwili te wode z pierwszego parzenia wylewaja (zalanie wrzatkiem
        zielonej herbaty czyni ja strasznie cierpka, ja w domu zamiast wylewania 1
        parzenia po prostu zalewam odrobine przestudzona woda, jak Chinczycy). Drugie
        parzenie odbywa sie przez taki lejek z filtrem, w ktorym jest mnostwo cukru.
        Cukier rozpuszcza sie, a liscie pozostaja. Leje sie wode bardzo wolno, aby
        zdazyla naciagnac. Dodaja miety, cynamonu lub marabiji.
        Ten sposob rzeczywiscie jest czasochlonny, ja po prostu zwyczajnie zaparzam i
        nie sloze herbat, ale zielona rzeczywiscie zalewam lekko wystudzona woda i
        dodaje do herbat roznych wymyslow: miety, suszonych owocow, marabiji, cynamonu,
        kardamonu i roznych takich.
    • ampolion Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 14.06.04, 05:33
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12124&w=11603723
    • Gość: rozpita Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. IP: 213.17.230.* 14.06.04, 12:20
      Ja właściwie piję tylko herbatę. Piję mało płynów (niestety), bo płyny mi jakoś
      nie smakują. A herbatę lubię. Jej gorzkawy smak z odrobiną cukru - to jest to.
      Czy mróz, czy upał. Herbatę parzę w małym porcelanowym czajniczku, który starą
      metodą ustawiam na czajniku z wodą. Zapas czajniczków poczyniłam i może na
      razie zmiana mody parzenia mnie nie dotknie. Czajniki mam zwykle całkiem
      nienowoczesne z dużą dziurą u góry na mały czajniczek z esencją. Reszta kuchni
      z innej epoki a czajnik starożytny.
      Herbata plujka mi nie smakuje, bo fusy stale pracują w filiżance i każdy łyk ma
      inny smak i moc. Herbata na sznurku daje szansę przerwać proces parzenia w
      porę, ale jakoś nie odpowiadają mi gotowe propozycje mieszanek herbacianych. Ja
      kupuję różne liściaste herbaty, wśród których dominuje assam, bo daje ciemny
      kolor bez ekstremalnej goryczy. Lubię w osobnym pudełku zrobić sobie mieszankę
      wg mojego gustu. Szkoda, że herbata na wagę jest jednak droga. Przy moim
      zużyciu byłaby to mocna pozycja w budżecie.
      A parzę herbatę niestety raz na dobę. Czasem jak zaczyna mi nieładnie pachnieć -
      częściej. Mam esencję, z którj z przyjemnością w domu korzystam. W pracy
      pozostaje mi tylko sznurek....
    • qubraq Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 14.06.04, 19:29
      W tym co piszecie, moi mili i drodzy herbaciarze, dostrzegam dla siebie jakąś
      szansę. Chciałbym Cię zapewnić Agato, że nietrudno mnie przekonać pod warunkiem
      przedstawienia argumentów technicznych (pomijam ekonomiczne no bo coś jednak od
      życia mi się należy - baby mają wszystko, urodę, modę, kosmetyki, elegancką
      bieliznę, królestwo ciuchów, królestwo kuchni, są boginiami miłości, mają dar
      macierzyństwa - najpiękniejszy z darów niebios! - mają ploty, mają dzieci, domy
      i ogrody, słowem mają wszystko!!! Czyż stary człowiek nie może sobie w takim
      razie choć kupić dobrej-drogiej herbaty?!)
      Mama moja całe życie zaparzała herbatę w czajniczku do bezpośredniego picia,
      żona robi to samo. Ja przez lata pracy w biurze projektów (40 lat!) wyrobiłem
      sobie zwyczaj zaparzania raz na dzień z samego rana i trzymania dzbanka
      szklanego z esencją (i - niestety - farfoclami) pod wełnianym kapturem i
      pijania herbaty z duzych kubków lub półlitrowych filiżanek przywożonych wtedy z
      zagranicznych delegacji. Zostało mi więc to do dziś. Ale może słodka Juwe ma
      rację, że marnuję takie dobra. Różnych herbat, ziółek i suszu wszelkiego
      autoramentu mam kilkadziesiąt rodzajów takoż i z imbryczkami więc może zacznę
      tak jak radzicie - na jeden raz. Chociaż zona się ucieszy że na jej wyszło!
      Wytłumaczcie mi jednak, svpl, jeszcze jedno: zawsze miałem wrażenie że esencja
      z piórkami zostawionymi w roztworze jest jakas bardziej "esencjonalna"; czy to
      tylko złudzenie czy też oszukiwanie zmysłów. Pytam dlatego, że biochemia
      kuchenna jest niesamowita! Niewierzących odsyłam do filmów "Discovery Science"
      na kanale Discovery w TV.
      Pozdrawiam serdecznie
      Andrzej
      • Gość: Liska Andrzeju! IP: 81.210.125.* 14.06.04, 23:47
        I ja Cię będę gorąco namawiać do namaszczeniowego picia herbaty, a jestem
        pewna, że któregoś dnia stwierdzisz, że inna Ci nie smakuje.
        Myślę, że podstawą jest dobra herbata, której nie da się po prostu zalać na 24
        h. Jeśli miałabym kogoś nauczyć pić herbatę, zaproponowałabym Darjeeling First
        Flush, parzony 3-3,5 min w porcelanowym czajniczku, w papierowym filtrze.
        Zapewniam Cię, że porcja takiego naparu pita z filiżanki z cieniutkiej
        porcelany jest rozkoszą dla podniebienia. Aha - i koniecznie bez cukru, cytryny
        i innych dodatków.
        Albo taka herbata zielona czy też jeszcze lepiej biała: parzona 2 minuty i pita
        z japońskich, ręcznie robionych filiżanek bez uszek ustawionych na drewnianych
        spodeczkach.
        A może po prostu spróbuj przez kilka dni pić tak, a potem porównasz...
        :-)
        • qubraq Re: Andrzeju! 15.06.04, 16:23
          Gość portalu: Liska napisała:

          > I ja Cię będę gorąco namawiać do namaszczeniowego picia herbaty, po prostu
          spróbuj przez kilka dni pić tak, a potem porównasz...
          > :-)
          Już dziś od rana piję tak jak kazałyście, drogie dziewczyny (jak sądzę)!
          Ile Wam zawdzięczam!
          Odnosiłem kiedyś wrażenie, że herbata plujka, po jakimś czasie, choć nie tak
          gorąca (do dziś nie potrafię pić ani jeść gorących rzeczy, chyba, że działo się
          to na przełęczy Czang La na wysokości ciut poniżej 24 000 ft gdzie trzeba
          gotować w szybkowarach bo woda wrze w 60 st!) - wiec nie tak gorąca jak na
          początku po zaparzeniu w garnuszku, była jak gdyby smaczniejsza, szczególnie że
          była jak zwykle lekko osłodzona! (jak mówiłem - nie umiem pić niesłodzonej).
          Celowały w tym herbaty indyjskie granulowane np. Nataraj. Jak sądzicie skąd to
          się brało?
          Andrzej

      • j_u Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 15.06.04, 09:27
        Sprawiasz mi radosc tymi slowami :)))
        Najlepiej jest miec w domu zapas kubkow lub malych dzbanuszkow z siteczkami do
        parzenia. Wowczas nie musisz za kazdym razem myc kubka, tylko wysypywac z sitka
        zaparzone liscie i wrzucac swieze tego samego gatunku.

        Przydatne linki do poczatku zabawy z herbata:
        www.herbaciarnia.pl/rodzaje.html
        herbata.4me.pl/artykuly.php?id=co_w_herbacie
        herbaty.w.interia.pl/wstep.html
        Kilka podstawowych zasad parzenia:
        czarna - zalewac wrzatkiem, do 3 min. naciagania
        czarna herbate mozna aromatyzowac suszonymi owocami, kardamonem, olejkiem
        bergamotowym, cytryna, wanilia, rumem, karmelem.
        czerwona - tez wrzatek, w zaleznosci od rodzaju od 3 (pu-erh) do 5 min.(oolong)
        czerwona herbata, zwlaszcza pu-erh, ma ziemisty aromat i posmak, dlatego czesto
        sprzedaje sie ja aromatyzowana (cytryna, mandarynka, olejek bergamotowy,
        jasmin - same slodkie zapachy)
        zielona - woda ok. 80 stopni, 2-3 min. naciagania.
        zielona herbata jest delikatna, dlatego uzywa sie tez delikatnych zapachow:
        miety, cytryny, kardamonu, w wersji arabskiej marabiji (takie zielsko), jasminu.

        No i przyznam sie - ja tez kiedys pilam zalewane fusy, ale od kiedy nauczylam
        sie pic herbate jak nalezy, zalane fusy napelniaja mnie wstretem.
        Zycze milego uzalezniania sie od boskiego napoju i jego celebracji ;)))
      • krasnowo Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 15.06.04, 18:46
        Zarówno "esencjonalność esencji" jak i jej gorszy smak zawdzięczasz właśnie
        olbrzymiej ilości garbników w tak zaparzonej herbacie, temperaturze wody oraz
        temu, że wraz z ostygnięciem ulatniają się resztki olejków eterycznych w kt.
        napój ten jest niezwykle zasobny - część doznań smakowych - jak nam się wydaje
        zawdzięczamy zmysłowi węchu (o czym najłatwiej się przekonać, gdy mamy katar).
        Co do temperatury wody, którą zalewamy poszczególne gatunki herbat, nie
        polegałabym do końca na wiadomościach ze stron www - często korzystają z
        informacji z innych stron i tak niejeden błąd idzie w świat.[...Pod pojęciem
        wrzątek rozumiemy zwykle wrzącą wodę o temperaturze 100 C. Proces wrzenia wody
        jest jednak bardziej złożony i składa się z trzech etapów. Pierwsze stadium
        rozpoczyna się odrywaniem pęcherzyków powietrza od dna i ścian czajnika i
        zaczynają się one pojawiać na powierzchni wody. W drugim stadium wrzenia
        pęcherzyki masowo unoszą się ku górze powodując lekkie zmętnienie a nawet
        zabielenie wody. Jest to tzw. "białe wrzenie", które trwa bardzo krótko i
        szybko przechodzi w trzecie stadium - wrzenie burzliwe i intensywne. Pojawiają
        się duże pękające pęcherze powietrza i bryzgi wody. Oznacza to, że woda zbytnio
        się przegotowała i straciła dużo tlenu...] - chciałeś naukowo... - Wbrew
        powszechnym opiniom herbaty w ogóle nie zalewa się tzw. przegotowaną wodą,
        która znacznie pogarsza jakość napoju (gdyż zawiera zbyt mało tlenu), natomiast
        woda niedogotowana (pierwsze stadium wrzenia) obniża jedynie ekstraktywność
        herbaty, nie przyczyniając się zbytnio do obniżenia jakości naparu jak woda
        PRZEgotowana. W przypadku niektórych herbat (herbaty białe i zielone) używa się
        niedogotowanej wody o temp. 60-70 C. W ogromnej większości przypadków - dotyczy
        to przede wszystkim herbaty czarnej - powinno się używać do zaparzania wody
        będącej w trakcie drugiego stadium, tzw. stadium "białego wrzenia". Dlatego na
        wschodzie często do gotowania wody używa się otwartego kociołka i dlatego ważne
        jest zagrzanie imbryczka w kt. będziemy parzyć herbatę, by temperatura wody nie
        uległa gwałtownemu obniżeniu.
        Tyle o teorii. Muszę przyznać, przeważnie parzę herbatę na oko i nie zawsze
        ściśle wg. powyższych wskazówek - nie można dać się zwariować :) ale gdybyś był
        zainteresowany - consky.republika.pl/allegro/dodatki.html (poz.8).
        Dzbanek do zaparzania herbaty proponowany przez Pichciarza nie spełni do końca
        swego zadania w przypadku herbaty - po pierwsze szkło nie trzyma temperatury,
        tak jak porcelana, czy nawet fajans i temperatura wody spadnie już podczas
        procesu parzenia, po drugie wraca problem fusów, które po parzeniu powinno się
        usunąć. Pozdrawiam Agata
        • qubraq Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 15.06.04, 21:40
          krasnowo napisała:

          > Zarówno "esencjonalność esencji" jak i jej gorszy smak zawdzięczasz właśnie
          > olbrzymiej ilości garbników w tak zaparzonej herbacie, temperaturze wody oraz
          > temu, że wraz z ostygnięciem ulatniają się resztki olejków eterycznych w kt.
          > napój ten jest niezwykle zasobny - część doznań smakowych - jak nam się
          wydaje
          > zawdzięczamy zmysłowi węchu (o czym najłatwiej się przekonać, gdy mamy
          katar).

          Przepraszam ale napisałem, że po jakimś czasie herbata plujka z farfoclami na
          dnie wydawała mi się smaczniejsza a nie "o gorszym smaku".

          > Co do temperatury wody, którą zalewamy poszczególne gatunki herbat, nie
          > polegałabym do końca na wiadomościach ze stron www - często korzystają z
          > informacji z innych stron i tak niejeden błąd idzie w świat.[...Pod pojęciem
          > wrzątek rozumiemy zwykle wrzącą wodę o temperaturze 100 C.
          > Proces wrzenia wody
          > jest jednak bardziej złożony i składa się z trzech etapów. Pierwsze stadium
          > rozpoczyna się odrywaniem pęcherzyków powietrza od dna i ścian czajnika i
          > zaczynają się one pojawiać na powierzchni wody. W drugim stadium wrzenia
          > pęcherzyki masowo unoszą się ku górze powodując lekkie zmętnienie a nawet
          > zabielenie wody. Jest to tzw. "białe wrzenie", które trwa bardzo krótko i
          > szybko przechodzi w trzecie stadium - wrzenie burzliwe i intensywne.
          > Pojawiają się duże pękające pęcherze powietrza i bryzgi wody. Oznacza to, że
          > woda zbytnio się przegotowała i straciła dużo tlenu...] - chciałeś naukowo...

          No skoro naukowo no to naukowo! Nie jestem herbatologiem ale fizykę znam
          stosunkowo nienajgorzej. Zacznijmy więc od tych pęcherzyków. Przecież to nie
          jest powietrze (czyli głównie mieszanina cząsteczkowego tlenu O2 i
          cząsteczkowego azotu N2) tylko nasycona para wodna, no gazowa forma H2O.
          I to wszystko co Ci zaczyna szumieć, "zabielać" wodę i w końcu bulgtać w
          klasycznym wrzeniu to nie jest powietrze (bo niby skąd?!) czy nie daj boże tlen
          tylko PARA WODNA. Zapewniam Cię że gotowanie wody nie jest sposobem na
          uzyskanie gazowego tlenu ( no i wodoru w konsekwencji!)
          No więc ustalamy, że gotująca sie woda wcale nie jest uboższa w tlen a ta
          drobna ilość powietrza rozpuszczonego zazwyczaj w wodzie przwdopodobnie nie gra
          roli w tym procesie.

          > - Wbrew powszechnym opiniom herbaty w ogóle nie zalewa się tzw. przegotowaną
          > wodą, która znacznie pogarsza jakość napoju (gdyż zawiera zbyt mało tlenu),
          > natomiast woda niedogotowana (pierwsze stadium wrzenia) obniża jedynie
          > ekstraktywność herbaty, nie przyczyniając się zbytnio do obniżenia jakości
          > naparu jak woda PRZEgotowana.

          Dalej, tlenu w wodzie jest tyle ile ma być: 16 gramów na każde 18 gramów wody.
          Jej "ekstraktywność", jak piszesz naukowo, czyli zdolność do przeprowadzenia
          fizycznej operacji odprowadzenia od listków ziela (herbaty) pewnych substancji -
          związków chemicznych, zależy oczywiście od temperatury ekstrakcji ale w
          pierwszym rzędzie, jak sądzę zależy od tzw. "twardości wody" tzn. od stopnia
          nasycenia jej głównie glinokrzemianami wapnia i sodu. Spróbuj wypłukać włosy
          ciepłą ale twardą nieprzegotowaną wodą (w Warszawie bywa i 120 stopni
          niemieckich podczas kiedy w Niemczech spada ona poniżej 30 - jest bardzo miękka
          niemal deszczówka!)
          Moim zdaniem tu o to właśnie chodzi.
          Dlaczego teraz większość herbat POWINNO się zalewać "białym wrzątkiem" to już
          jest mądrość herbaciarzy, do których zapewne należysz i za co Ci SŁAWA!


          > W przypadku niektórych herbat (herbaty białe i zielone) używa się
          > niedogotowanej wody o temp. 60-70 C.
          > W ogromnej większości przypadków - dotyczy to przede wszystkim herbaty
          > czarnej - powinno się używać do zaparzania wody
          > będącej w trakcie drugiego stadium, tzw. stadium "białego wrzenia".
          > Dlatego na wschodzie często do gotowania wody używa się otwartego kociołka i
          > dlatego ważne jest zagrzanie imbryczka w kt. będziemy parzyć herbatę, by
          > temperatura wody nie uległa gwałtownemu obniżeniu.
          > Tyle o teorii.

          Teoria to na pewno jakaś jest tyle że z tlenem w wodzie ma to niewiele
          wspólnego. Sądzę, że ma tu znaczenie szybkość wytrącania z wody glinokrzemianów
          w fukcji temperatury roztworu wodnego. Zobacz jak zimna esencja rozpuszcza się
          w ostudzonej przegotowanej wodzie a jak w surowej!
          Tu chyba leży istota procesu ale nie znam się na tym absolutnie i chłonę Wasze
          mądrości całym swoim prawie dwumetrowym ciałem.

          > Muszę przyznać, przeważnie parzę herbatę na oko i nie zawsze ściśle wg.
          > powyższych wskazówek - nie można dać się zwariować ...
          > Dzbanek do zaparzania herbaty proponowany przez Pichciarza nie spełni do
          > końca swego zadania w przypadku herbaty - po pierwsze szkło nie trzyma
          > temperatury, tak jak porcelana, czy nawet fajans i temperatura wody spadnie
          > już podczas procesu parzenia, po drugie wraca problem fusów, które po
          > parzeniu powinno się usunąć. Pozdrawiam Agata
          Dzięki Ci Agato za tyle dobrego serca, że i dla mnie trochę starczyło!
          Uściski
          Andrzej
    • Gość: Pichciarz Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. IP: *.proxy.aol.com 14.06.04, 22:06
      A czy znasz takie coś do parzenia kawy i herbatY? Bardzo francuskie i doskonałe.
      www.kitchen-unique.com/french_press.htm
      • qubraq Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 14.06.04, 22:52
        Gość portalu: Pichciarz napisał(a):

        > A czy znasz takie coś do parzenia kawy i herbatY? Bardzo francuskie i
        doskonałe
        > .
        > www.kitchen-unique.com/french_press.htm
        Zupelnie nie znałem tego choć moja żona mówi, że chciała sobie je kupić w
        kwietniu na imieniny (Ilona).
        Dzięki A.
      • linn_linn Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 15.06.04, 09:32
        Doskonale? Tylko kawa robiona pod cisnieniem.
        • Gość: Pichciarz Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. IP: *.proxy.aol.com 15.06.04, 16:30
          Powiadasz,że Francuzi nie wiedzą jak robić kawę? Bo to przyrząd fracuski.
          Zresztą chodzi tutaj o herbatę. A kawę robi się na różne sposoby i to doskonałą
          i nie tylko pod ciśnieniem.
          • linn_linn Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 15.06.04, 16:53
            Francuzi nie wiem, ale przyrzad nie najlepszy. Wymyslony do oddzialania fusow
            od reszty, a kawa robiona ta metoda...
            • Gość: Pichciarz Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. IP: *.proxy.aol.com 15.06.04, 20:41
              Niestety, to nie tak jak ty to sobie wyorażasz. Niczego się nie oddziela bo
              fusy są oddzielone zawczasu, jeszcze przed dodaniem wody. Najpierw
              kawa/herbata, potem gęste siteczko, w końcu woda. Tak więc fusy zawsze są
              oddzielone.
              • krasnowo Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 15.06.04, 21:32
                A jednak dobrze sobie wyobrażam, a właściwie to nawet nie muszę, bo mam taki
                zmyślny dzbanuszek, którebo czasem używam do parzenia kawy śniadaniowej, gdy
                więcej gości zjedzie. Fusy są oddzielone od cieczy poprzez sitko - mają jednak
                z nią kontakt, gdyż inaczej by się herbatka nie zaparzyła - czyż nie? Są tak
                samo oddzielone, jak poprzez każde inne sitko - chociażby sitko zaparzaczki (z
                czegokolwiek nie byłaby ona wykonana) a jednak kluczowym momentem w procesie
                parzenia herbaty jest wyjęcie zaparzaczki lub odlanie herbaty do innego
                nagrzanego naczynia w przypadku gdy takowej nie używamy. Generalnie chodzi o to
                by definitywnie odseparować fusy od naparu czyli wyjąć/odcedzić i wyrzucić.
                Wyjątkiem są herbaty zielone, żółte i białe, z których można, a nawet należy
                sporządzić drugi (a czasem i trzeci) napar.
                • Gość: Pichciarz Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. IP: *.proxy.aol.com 15.06.04, 21:52
                  Wygląda na to, że ty mówisz o esencji, podczas gdy ja miałem na myśli gotową
                  heratę, a nie esncja+wrzątek. Oczywiście, jest to raczej uproszczony spsób
                  zaparzania herbaty. Osobiście za najbardziej wyrafinowany uważam styl rosyjski,
                  samowarowy oraz jego namiastkę: esencja robiona w małym czajniczku umieszczonym
                  w otworze dużego czajnika z gotującą się wodą.
                  • krasnowo Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 15.06.04, 22:24
                    Zarówno esencja, jak i gotowa herbata (którą ja określam mianem naparu) powinna
                    zostać po zakończeniu procesu parzenia zostać definitywnie pozbawiona fusów,
                    tego kryterium "nasz" dzbanek (kt. ja określam w domu jako kawowy - wybacz
                    Linn:) nie spełnia. Też lubię herbatkę z samowara i nie mam nawet nic przeciwko
                    piciu jej w szklance, w szklaneczce osadzonej w pięknym, dziewiętnastowiecznym,
                    rosyjskim, srebrnym koszyczku a wyobraź sobie są tacy którzy uważają ten sposób
                    za profanację herbaty i to wcale nie ze względu na szklankę :)) tylko na sposób
                    parzenia - [... w trzecim stadium ( forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
                    f=77&w=13392053&a=13456971 ) wrzenia wody pojawiają się pęcherze powietrza i
                    bryzgi wody, dźwięki nasilają się, zostaje zakłócona ich równomierność i
                    narastają w sposób chaotyczny. I właśnie te cechy stały się podstawą do
                    konstrukcji samowara - rosyjskiej "maszyny herbacianej"...itd.] - ciekawe - co
                    (szcz. wpływ dźwięków - może ktoś to wyjaśni?)
                    • linn_linn Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 16.06.04, 09:29
                      Kazdy jest kucharzem swojego losu: takze pod wzgledem parzenia / kawy i
                      harebaty /.
                • qubraq Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 16.06.04, 11:52
                  krasnowo napisała:

                  > ...mam taki zmyślny dzbanuszek, którego czasem używam do parzenia kawy
                  > śniadaniowej, gdy więcej gości zjedzie. Fusy są oddzielone od cieczy poprzez
                  > sitko - mają jednak z nią kontakt, gdyż inaczej by się herbatka nie zaparzyła
                  > - czyż nie? Są tak samo oddzielone, jak poprzez każde inne sitko - chociażby
                  > sitko zaparzaczki (z czegokolwiek nie byłaby ona wykonana)...
                  Agatko miła, zrozum, Tobie chodzi głownie o uniknięcie kontaktu cielesnego, że
                  się tak wyrażę, mokrego gorącego i cieknącego zielska z otrzymanym dopiero-co
                  naparem i dobrze!
                  To nie jest tak, że woda przecieka przez zmieloną na grysiczek kawę lub gąszcz
                  suszu herbacianego czy innego zielska, zabiera z niego to co ma zabrać i ścieka
                  grawitacyjnie do umieszczonego pod sitkiem naczynia na napar. Tak naprawdę
                  nośnikiem tego co idzie z zielska do naczynia z naparem jest przecież
                  przegrzana, pod wpływem zwiększonego ciśnienia w maszynce, para wodna, która
                  się tam skrapla a z nią wszystkie składniki przejęte z kawy czy suszu
                  herbacianego lub innych ziółek (np. lawendy, o!). Naprawdę nie ma zadnego
                  "ściekowego" kontaktu między zielskiem a skroplonym naparem. Napar wylewa się z
                  innego naczynia niż wyciąga się tzw. fusy. Żeby było śmiesznie to napar jest na
                  górze a fusy zostają w siatkowym pudełku na dole! Mam takie coś produkcji
                  kubańskiej. Jest inna rzecz: mianowicie po jakimś czasie w naczyńku na napar
                  pojawia sie jakiś ciemny osad, coś takiego jak przy destylacji samogonu, taki
                  fuzel, bardzo bardzo drobny; nie wiem co to jest - coś się wytrąca z samego
                  naparu bo na samym początku napar jest klarowny nie widaś żeby coś w nim
                  pływało!
                  Ale to już jest problemem dla kawiarzy i herbaciarzy a nie dla nas maluczkich!

                  >...a jednak kluczowym momentem w procesie
                  > parzenia herbaty jest wyjęcie zaparzaczki lub odlanie herbaty do innego
                  > nagrzanego naczynia w przypadku gdy takowej nie używamy.
                  > Generalnie chodzi o to by definitywnie odseparować fusy od naparu czyli
                  > wyjąć/odcedzić i wyrzucić.
                  > Wyjątkiem są herbaty zielone, żółte i białe, z których można, a nawet należy
                  > sporządzić drugi (a czasem i trzeci) napar.

                  ...i tu Cię rozumiem - chodzi o to żeby już nic więcej z zaparzanych farfocli
                  nie przeciekło do naparu bo to co może przeciec to jest jakieś wredne świństwo
                  mimo, że niekiedy sprawiało wrażenie podnoszenia walorów smakowych naparu, czy
                  tak?
                  I jeszcze jedno: nie upieraj się przy tym odtlenianiu wody w samowarze. Mam
                  samowar tulski z 1871 roku ale nie chce mi się z nim chrzanić i go rozpalać
                  butem z cholewą. Przed laty rozpocząłem proces przezbrajania go na"napęd"
                  elektryczny ale nie dokończyłem dzieła z lenistwa. Może jednak mi się to uda
                  przed śmiercią.
                  Miłaja Agato Krasnowa i JU VENERO, piję już od wczoraj herbatę odprawiając
                  herbaciane nabożeństwo, żona sie naśmiewa ze mnie ale w sumie jest Wam
                  wdzięczna za odciągnięcie mnie od grzechu.
                  Pozdrawiam
                  Andrzej
                  • Gość: krasnowo Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. IP: *.sejny.sdi.tpnet.pl 16.06.04, 15:57
                    Nie zlituję się :)) nie chciałabym wyjść na tępaka - więc uściślijmy - Mam tego
                    typu urządzenie w domu i jeżeli dobrze odczytałam zdjęcie do którego prowadzi
                    link to chodzi o to samo, jeżeli chodzi o to samo to nie jest ono tak
                    skomplikowane jak to opisujesz - nie ma żadnego oddzielnego w siatkowego
                    pojemnika na fusy itd. Opisujesz coś w stylu włoskiego ekspresu do kawy a ja
                    mam na myśli to - www.kitchen-unique.com/french_press.htm . W tym
                    dzbanku nic tak skomplikowanego się nie dzieje, jest to dzbanek, jakich wiele,
                    zalewasz w nim gorącą wodą suchą herbatę (z czym chcesz), udogodnienie tego
                    urządzenia polega na tym, że do pokrywki przymocowany jest tłoczek-sitko, które
                    po zaparzeniu kawy/herbaty naciskając od góry na tą kulkę przemieszczasz na dno
                    dzbanka a pod nim fusy.
                    To urządzenie które Ty opisujesz też nie nadaje się do parzenia herbaty, gdyż
                    ("nośnikiem tego co idzie z zielska do naczynia z naparem jest przecież
                    przegrzana, pod wpływem zwiększonego ciśnienia w maszynce, para wodna, która
                    się tam skrapla a z nią wszystkie składniki przejęte z kawy czy suszu
                    herbacianego lub innych ziółek (np. lawendy, o!).") - przecież wiesz już :)),
                    że herbata powinna parzyć się przynajmniej 3 min. w stałej temperaturze ?
                    A co do samowara - wprost przeciwnie - uwielbiam (- chyba nie czytałeś mojego
                    listu) tylko zacytowałam fragment książki.
                    Cieszę się, że świeżoparzona herbata Ci Qubraqu smakuje ! Idę zrobić filiżankę
                    sobie i mężowi! Pa
                    • qubraq Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 16.06.04, 16:28
                      Gość portalu: krasnowo napisał(a):

                      > Nie zlituję się :))

                      Jesteś cudowna! Twój mąż ma wspaniałą dziewczynę!
                      A.
                      • krasnowo Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 16.06.04, 18:08
                        :)))
              • linn_linn Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 16.06.04, 09:27
                Oddzielone, ale w stalym kontakcie.
    • qubraq Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. 07.07.04, 21:19
      Agato, miałem przywidzenie! Przed chwilą poszukując wątku z 16.06. o kaszy
      gryczanej wpadłem na swój wątek o herbacie, po którym zacząłem jak człowiek pić
      herbatę; spojrzałem na ostatnie wpisy i przez sekundę, nawet przez jej ułamek,
      zobaczyłem Twoją twarz, niesamowite! Wrażenie takie jak po śnie o ludziach,
      którzy mieli twarze przecież ale ich nie pamieta się - szczególnie po
      spojrzeniu w okno! Nie pamietam szczegółów ale był szeroki uśmiech jak gdybyś
      szła parzyć filiżankę herbaty swojemu mężowi; czary jakieś... zatrzymałem się w
      odruchu natychmiastowego zadzwonienia do Ciebie (mam Wasz telefon przecież z
      Internetu) bo pomyślałem, że to może być niezbyt grzeczne a przecież nie każdy
      musi tolerować świrnietego dziada! Bo, że świrnięty jestem to pewne, może nie
      bardzo zagrażąjąco dla otoczenia ale zawsze...
      Ale heca! ( A Heca to była nasza ukochana jamniczka szorstkowłosa, która rok
      temu po 14 latach spędzonych z nami odeszła na moich kolanach na niebieskie
      łąki).
      Andrzej
      • Gość: No proszę ! Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. IP: *.sejny.sdi.tpnet.pl 08.07.04, 10:37
        Najwidoczniej wędrowaliśmy tymi samymi ścieżkami ! Wczoraj robiłam zapiekankę z
        kaszy gryczanej wg. przepiu z wątku na ten temat. Potem parzyłam herbatę dla
        niespodziewanych gości, którzy przywieźli mi prezent z pobliskich Łoździej (z
        łitwy) - malutką buteleczkę nastawu na Trojankę Litewską ! Podobno jest tam w
        każdym sklepie za jedyne 9 litów ! Od razu pomyślałam sobie o Twoim sentymencie
        do tej naleweczki :o))
        • Gość: krasnowo Re: Jeszcze raz o esencji herbacianej. IP: *.sejny.sdi.tpnet.pl 08.07.04, 11:58
          To oczywiście ja - jak zwykle zapomniałam wpisać loginu :o))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka