Dodaj do ulubionych

Jeszcze o snobiźmie

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.04, 21:46
Tak chodzi mi ten temat po głowie cały dzisiejszy dzień i myślę,
od czego to się zaczęło. No i doszedłem do odkrywczego wniosku,
że zaczęło się od samego początku.
Bardzo, bardzo dawno, ale strasznie dawno, bo nawet najstarsi górale
tego za cholerę nie mogą sobie przypomnieć, Neandertale buszujący
gdzieś między Apeninami a Uralem żywili się tylko surowizną.
Czyli po dzisiejszemu, można powiedzieć "carpaccio i tatar jako podstawa
wyżywienia". A to w wersji wegetariańskiej (ale co ci biedni trawożercy
mogli wnieść do rozwoju ludzkości!!!) a to w wersji mięsnej. A obróbki
żywności przecież nie znali. Przypraw źadnych też. Tyle co im zabity
pterodaktyl wytarzał się w trawie po trafieniu dzidą czy kawałkiem skały.
No i pewnego wiosennego dnia (bo wiosna to wtedy już jednak chyba
była) nieduże plemię takich owłosionych po długiej i wyczerpującej
walce zabiła upatrzonego wcześniej dobrze wypasionego mamuta.
Potem obsiedli go wkoło i każdy se tam po kawałku wyrywał co
smaczniejsze kąski, krzemiennej siekierki używając w charakterze
tłuczka, noża i widelca w jednym. Mięso twarde, jak to słonina, w zęby
wchodziło no i długo na żołądku leżało i krwawa łaźnia wokół.
Mamut duży był, to posiedzieli parę dni, ale dalej spora góra
mamuciny jednak została. Rozejrzeli się więc Neandertale,
(z szacunku jednak z dużej litery piszę) na migi znaki sobie dali, że
trzeba by zwłoki gałęziami przykryć co by muchy nie upstrzyły to może
jeszcze na parę dni wystarczy. Pościągali krzaków różnych, a to kawałek
jałowca który przytargał, a to buczynki, a to olszyny, tak że niezły stosik
z tego się zrobił. A nocą burza wiosenna nadeszła. I jak nie gwizdnie
w ten chrust piorun, jak to się ogniem nie zajmie, to Neandertale się
przestraszyły i w te pędy po lesie rozbiegły. Wrócili nad ranem, patrzą,
cała polana w wytopionym mamucim tłuszczu, podchodzą ostrożnie
bliżej, zwęglone pieńki odrzucają, co by choć oczy zmarnowaną dziczyzną
napaść, a tu pięknie zrumieniony mamut leży. Włoski wszystkie opalone,
mięsko ogorzałe i pachnące, różowiutkie w środku, aż ślinka sama z ust
cieknie. A zapach po całej sawannie się rozszedł i inni Neandertale już
nadciągać zaczęli. No to nasi debatują, że jednak może by szybciutko
zjeść tą spaleniznę i chodu. Jak pokombinowali tymi trzema zwojami
tak zrobili. Czarne spalone strzepnęli i spruchniałe kiełki w mamucinie
utopili. Tymczasem inni zza krzaków z zaciekawieniem im się przyglądali.
I jeden obcy mówi do drugiego "Wow! Ci goście są trendy! Zgrilowali mamuta!
Kurdę! Mają łeb. Że też my wcześniej na to wpadli." No i pobiegli do
swoich tą radosną wiadomością się podzielić.
No i od tego czasu zaczęła się obróbka żywności. A od ogniska do
piecyka gazowego to już w sumie rzut bumerangiem tylko. Inna
technologia, ale zasada ta sama. Najważniejsze było wpaść na pomysł
z obróbką termiczną. (Ryby prawdopodobnie też same się ugotowały w
jakichś wodach termalnych i ktoś bardzo głodny je zjadł a drugi podejrzał)
Tak, tak, drogie dziewczynki i chłopcy. Snobizm nie zawsze bywa taki zły.
Może być maszyną postępu.
PS. A ci co przyszli na samym końcu, gdy tylko sam tłuszcz na polance leżał
pewnie póżniej założyli jakiś Loreal czy Este Lauder i krem do nóg
zaczęli produkować.
PS.2 I nikt na suhi nie wybrzydzał bo wszyscy surowiznę pałaszowali.
Obserwuj wątek
    • Gość: Cynamoon Re: Jeszcze o snobiźmie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.04, 22:00
      I tym oto sposobem (niechciacy) powstal pierwszy odcinek "naszej" ksiazki
      on-line...
      Od dzis codziennie lub prawie codziennie ( w miare mozliwosci)nalezy publikowac
      na tym forum kawalek o " smakach, o apetycie, o gryzieniu, o namiętności".

      Bardzo dobrze, El Padre, przetarles szlaki ;)))
      • Gość: Pichciarz Re: Jeszcze o snobiźmie IP: *.proxy.aol.com 14.09.04, 22:03
        Ale kto ma cierpliwość czytać takie epistoły? Ja nie.
        • Gość: El Padre Re: Jeszcze o snobiźmie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.04, 22:05
          Bo może wy w tej Ameryce za szybko żyjecie, Pichciarz?
        • nobullshit Proszę o więcej 15.09.04, 01:13
          Gość portalu: Pichciarz napisał(a):

          > Ale kto ma cierpliwość czytać takie epistoły? Ja nie.

          Ja mam i proszę o więcej. Podobno 5 minut śmiechu dziennie jest lepsze niż...
          Zapomniałam. Może lepsze niż magnez, czy co tam dobrze robi na sklerozę.

          A czy można te odcinki powielać i rozsyłać (za darmo!) znajomym,
          czy też korzystać z nich wolno tylko na miejscu, tj. na forum?
          • Gość: El Padre Re: Proszę o więcej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 01:17
            Jeśli to ma być działalność "no profit" to tak. W przeciwnym wypadku
            wskazana jest wpłata na jakieś schronisko dla braci mniejszych.
            • nobullshit Re: Proszę o więcej 15.09.04, 01:19
              Ok. To za ewentualny profit kupię karmę dla mojego własnego kota,
              bo "charity begins at home". Za Biblią w polskim przekładzie:
              "Biednych macie u siebie".
              • Gość: El Padre Re: Proszę o więcej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 01:27
                Z mojego poprzedniego życia wiem, że od jednego kota lepsze jest tylko
                posiadanie dwóch kotów:)))
                PS. Jednemu własnoręcznie przeciąłęm pępowinę i po zejściu matki
                wykarmiłem własnoręcznie na butelce. To było dopiero cudo:)))
                • nobullshit Re: Proszę o więcej 15.09.04, 01:32
                  Gość portalu: El Padre napisał(a):

                  > Z mojego poprzedniego życia wiem, że od jednego kota lepsze jest tylko
                  > posiadanie dwóch kotów:)))
                  Oczywiście. Bo jeden kłopot, a podwójna przyjemność.

                  > PS. Jednemu własnoręcznie przeciąłęm pępowinę i wykarmiłem własnoręcznie na
                  butelce.
                  No to będzie jak znalazł :)
                • hania55 Re: Proszę o więcej 15.09.04, 09:44
                  To ja się przyznam: nie przepadam za kotami. Ładne są, mądre, ale jakoś nie
                  bardzo bym chciała takiego futrzaka mieć w domu. Inna sprawa, że zwierząt
                  domowych w ogóle na razie nie przewiduję, bo mam litościwe serduszko i nie
                  trzymałabym np. psa, czekającego 12 godzin aż ktoś przyjdzie i go wyprowadzi na
                  spacer, żeby się poprzeciskał trochę pomiędzy zaparkowanymi na chodniku
                  samochodami.

                  Ale za przeznaczeniem dochodów z twórczości na schronisko dla zwierzaków jestem
                  jak najbardziej :-)
        • Gość: eliza Re: Jeszcze o snobiźmie IP: *.ct.com.pl 22.09.04, 13:43
          ja tez nie
      • Gość: PIESEK YORK Re: Jeszcze o snobiźmie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.04, 22:12
        Nie chcem .......ale muszem


        to jest Prawdziwy snobizm , Panowie i Panie
        Musze : to jesc , to miec , tak sie ubierac ,tu i tam bywac
        to czytac , to pic ,..........................itd
        skoro chcem byc TRENDY to muszem i juz
        nienawidze tego , ale umiem udawac
        wzorcow : zero
        pomyslow na siebie: zero
        autorytetow: zero
        tradycji: zero
        biore jak leci , jak ten lisc na wietrze, jak piorko na fali
        plyne , aby do przodu
        tylko nie wiem po
        dzis zielone , jutro szare, tak napisali i o tym sie mowi
        bede lepszy , bede super , bede ........po prostu bede!

    • Gość: giezik hola hola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 07:49
      El Padre, zapodaełeś niezły kawał historii (czyżbyś znalazł spisane na skórze mamuciej początki?)
      Ale tu brakuje jeszcze jednego bardzo ważnego wątku - to póki co był rozwój, nie snobizm.
      Snobizm przyszedł poźniej. I mogło to wyglądać tak, że kilkaset lat później gdy pieczenie mamutów było juz normą i na porządku dziennym, pewnej grupie czełkoształtnych, którzy mieli potrzebę wyróźnienia się przszyło do głowy, żeby jeść tego mamuta na surowo. Było tym łatwiej, ze na tym poziomie umusłowym większośc była przekonana, że pieczony mamut był od zawsze.
      Ale pojawił się jeden problem - to surowe jakieś takie nie smaczne i w ogóle twarde. Głupio tak przy współbratymcach pokazywać swoją wyższość, gdy oni lekko io delikatnie odgryzają strzępy mięsa, podczas gdy my-chcący pokazać swoją lepszość z uporem próbujemy odgryźć kawał surowizny.
      I tu - EUREKA - surowizne dzielimy na maleńkie kawałki. takie na jeden kęs, że nawet jak nie smakuje to z uśmiechem można przełkąć.
      I w ten sposób to właśnie mogło się zacząć (co więcej ze wzgledu na niewielkie porcje byli to równiez protoplaści novelle cuisine)
    • brunosch opowieść 15.09.04, 09:12
      Taka opowieść byłaby czymś świetnym, ale - i tu mój zmysł racjonalizatorski
      dochodzi do głosu:
      Założyć na nią odrębny wątek, nadać mu tytuł stosowny, przy czym kolejne teksty
      zasadnicze numerować, natomiast teksty krytyczno-literackie wpisywać starannie
      pod omawianym tekstem, bo zrobi się bałagan, chaos i bigos.
      • hania55 Nie, nie, nie! 15.09.04, 09:24
        Jeśli będzie bałagan, chaos i bigos, to będzie postmodernistycznie, więc
        trendy.
        • brunosch Re: Nie, nie, nie! 15.09.04, 09:44
          ale się pogubimy w owym silva rerum
          Porzundek ma bydź! Bo człek od burdla gupieje.
          • Gość: Hela Re: Nie, nie, nie! IP: *.bb.online.no 15.09.04, 12:16
            Postmodernizm jest out!

            Trzeba wracac powoli do istoty rzeczy.
      • nobullshit O wyższości kodeksu nad komputerem 15.09.04, 14:28
        brunosch napisał:

        > Założyć na nią odrębny wątek, nadać mu tytuł stosowny, przy czym kolejne
        teksty zasadnicze numerować, natomiast teksty krytyczno-literackie wpisywać
        starannie pod omawianym tekstem, bo zrobi się bałagan, chaos i bigos.

        No właśnie. Gdyby to była książka, można by glosy na marginesach dodawać,
        mamuciki małe rysować. Może niech El Padre z większą interlinią pisze,
        to tam się komentarze zmieszczą?

        A bałagan się zrobił istotnie, zwłaszcza że jak zwykle nie mogłam się
        powstrzymać i mamucie drzewko wypuściło kocią gałąź.
    • hania55 Oscar 15.09.04, 09:17
      Z serem i cebulką za: "Ci goście sa trendy! Zgrillowali mamuta!" :-)
    • bynight_one neanderthalensis to nie sapiens 15.09.04, 09:54
      Przynajmniej tak wyglada nauka na dzis. Naukowcom do tej pory nie udalo sie
      polaczyc obu gatunkow. A za naszych przodkow uwaza sie sapiens, neandertale
      wygineli 25 tys lat temu.
      Czytalam pare miesiecy temu w swiecie nauki, ze znalezli obok szczatek sapiens
      czaszke, ktora laczyla budowe sapiens i neanderthalensis. Na podstawie tego
      spekulowali, ze gatunki sie polaczyly, ale dowodow jak nie ma tak nie ma.
      • Gość: szopen Re: neanderthalensis to nie sapiens IP: 204.79.89.* 15.09.04, 10:05
        ja wlasnie dzisiaj rano czytalem, ze po badaniach DNA stwierdzono ze sie
        wlasnie nie krzyzowali, choc mieszkali w tym samym miejscu o tym samym czasie
    • Gość: rozbawiona Re: Jeszcze o snobiźmie IP: 213.17.230.* 15.09.04, 11:10
      Dobra, dobra... Pora obiadu się nieubłaganie będzie zbliżać, a co z tego da się
      wrzucic na patelnię?
      • Gość: giezik Re: Jeszcze o snobiźmie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 11:19
        jeśli przyjmiesz, że świnie lub inne bydło jest w jakiś spoób potomkiem mamutów to dalej już łatwo. Tylko z ogniem to raczej na otwartej przestrzeni eksperymentuj
      • brunosch Re: Jeszcze o snobiźmie 15.09.04, 11:29
        Trąbę mamucią w sosie koperkowym - tylko ile roboty z sierścią!
        • karmilla Re: Jeszcze o snobiźmie 15.09.04, 12:21
          brunosch napisał:

          > Trąbę mamucią w sosie koperkowym - tylko ile roboty z sierścią!
          no ile? przeciż wystarczy nad ogniskeim opalić, a dobrze, potem przypaleniznę
          zeskrobać i wuala! a jakiego posmaku nabiera
          • karmilla Re: Jeszcze o snobiźmie 15.09.04, 12:24
            PS z braku możliwości rozpalenia ogniska trąbę można opalić nad palnikiem
            kuchennym
    • Gość: jo.hanna i snobizm zaczal sie w chwili, gdy IP: 5.5R5D* / *.amgen.com 15.09.04, 13:23
      stado neandertalczykow podzielilo sie. Grupa obrzerazajaca sie mamutem z grilla
      (czyli proto-progresitow)pogardzala tymi od surowizny. Zwolennicy tradycyjnego
      niegotowania, czyli proto-konserwa, nienawidzili progresistow za niszczenie
      zdrowej tkanki spolecznej i moralnej plemienia i oskarzali ich o rozwiazlosc,
      relatywizm moralny i zanieczyszczanie srodowiska. Kobiety rowniez braly sie za
      kudly o to, czy wypada smarowac sie wytopionym tluszczem. I tak oto rozpoczela
      sie historia podzialow politycznych. Tak, tak, prosze szanownego grona, u
      podstawy wszelakich konfliktow spolecznych i politycznych lezy KUCHNIA.
      • pinos Re: i snobizm zaczal sie w chwili, gdy 15.09.04, 15:41
        Nalezy przy tym zauwazyc, ze gdzies tam na obrzezach historii kolejne malpy
        schodzly z drzew i zabieraly sie za tworzenie pierwszych gospodarstw rolnych.
        Jako ze kiepsko im to wszystko szlo (niewielki popyt - proto jadali mamuty)
        zebrane ziarenka fermentowaly. A jak juz sfermentowaly i ktos przez przypadek
        wpadl na pomysl skosztowania brei - narodzil sie alkohol. Poniewaz z mamuta -
        ubitego - alkoholu zrobic sie nie da (ew. sfermentowane mamucie mleko, ale
        ciekawa jestem tego dojenia mamutow przez Neandertalczykow), Neandertalczycy
        zaczeli sie zaopatrywac u Sapiens. Ci ostatni, dysponujacy caloscia produkcji
        (acz nielicencjonowanej, dranie) wykonczyli Neandertalczykow ekonomicznie. A
        nastepnie zaczeli wykanczac sie wzajemnie.
        • brunosch Re: i snobizm zaczal sie w chwili, gdy 15.09.04, 15:47
          pinos napisała:

          [...]Neandertalczycy
          > zaczeli sie zaopatrywac u Sapiens. Ci ostatni, dysponujacy caloscia produkcji
          > (acz nielicencjonowanej, dranie) wykonczyli Neandertalczykow*) ekonomicznie.
          > A nastepnie zaczeli wykanczac sie wzajemnie.
          ___
          * nie tylko ekonomicznie. Rozpili ich jak jankesy Indian, a potem to samo szło:
          żółtaczka, majaczka, delirium tremens i już wiadomo dlaczego Neandertale ze
          szczętem wyginęły. A pololenia archeologów łamały sobie nad tym głowę.
          A dlaczego się Sapiens nie krzyżował z N.? Bo niby dlaczego miałby to robić z
          degeneratem i alkoholikiem?
          • pinos Re: i snobizm zaczal sie w chwili, gdy 15.09.04, 17:34
            No, a poza tym takie bimbry wlasnego wyrobu to mialy tragiczny wplyw na
            zywotnosc "kijanek" Neandertalczykow i przyrost naturalny im sie robil ujemny.
            A ze po pijanemu (ewentulanie z goraczka - malaria itp...) wpadali w studnie w
            jaskiniach, to i starszych osobnikow ubywalo w tempie zastraszajacym...

            Ponadto Sapiens byli sapiens i wymyslili duze pulapki i polowania z nagonka na
            mamuty. A ich nie-tak.jak-N-owlosione kobiety potrzebowaly futer mamucich na
            kolderki i wdzianka... W wyniku masowych polowan poglowie mamutow tyz
            spadalo... I nie mieli biedni N. co na grilla - badz zab - polozyc...
    • Gość: Ampolion Re: Jeszcze o snobiźmie IP: *.proxy.aol.com 15.09.04, 15:51
      "Sprawdzone przepisy" to chyba też forma kulinarnego snobizmu...
      • jo.hanna nie psuj nam watku :-) 15.09.04, 15:59
        ma byc tworczosc radosna o mamutach lub o kotach:-))))Ma przeciez powstac
        dzielo monumentalne, zeby nie powiedziec mamucie, poswiecone spiskowo-kuchennej
        wersji dziejow.

        No, chyba ze masz sprawdzony przepis na mamuta lub kota.
        • Gość: Camille Re: Nie-kulinarne spostrzezenie....Poniewaz zauwaz IP: *.snvacaid.dynamic.covad.net 15.09.04, 21:52
          ylam w niektorych z Was milosnikow kotow....a sama nia jestem calym
          sercem....musze sie wyzalic/bo komu jak nie Wam?/moja sliczna kicia ma problem
          z uchem i w poniedzialek idzie pod noz na obciecie tegoz!!! Chyba sie
          zaplacze.....Maz tez placze i pyta zlosliwie "ile tysiecy $" ma odlozyc z
          powodu operacji kota....
          A watek swoja droga czytam jak swietna ksiazke...Piszcie wiecej!
          • jottka Re: Nie-kulinarne spostrzezenie....Poniewaz zauwa 15.09.04, 21:59
            omatkoboska, co jej sie dzieje, żeby aż amputacja???

            nie znam sie, ale czy nie można jeszcze jednego lekarza zapytać?
            • Gość: Camille Re: Nie-kulinarne spostrzezenie....Poniewaz zauwa IP: *.snvacaid.dynamic.covad.net 15.09.04, 22:04
              Niestety, to juz druga konsultacja i teraz to juz szpital/z 16 weterynarzami na
              skladzie/. Nie ma wyjscia...Ma takie znamie od lat, ktore nagle uroslo i
              zaczelko "paczkowac"-jest ich juz z 6, wszystkie urosly przez lato.
              Podejrzewaja najgorsze.....
              • jottka Re: Nie-kulinarne spostrzezenie....Poniewaz zauwa 15.09.04, 22:09
                aha:(

                no to trzymajcie się, zasady opieki nad chorą pewnie ci w szczegółach wyjaśnią,
                a na kocią operację odłożyć trzeba, taki los
                • Gość: Cynamoon Re: Nie-kulinarne spostrzezenie....Poniewaz zauwa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 22:14
                  Wspolczuje i lacze sie w bolu.
                  Zwlaszcza, ze moj kot tez niedawno zachorowal, na szczescie niegroznie, acz
                  spektakularnie.
                • Gość: jo.hanna Re: Nie-kulinarne spostrzezenie....Poniewaz zauwa IP: *.kabel.telenet.be 15.09.04, 22:19
                  Zdrowka dla kici. Mam nadzieje, ze i on(a) i wy przezyjecie te operacje> Na
                  pociszenie dodaje, ze kota alergika. Uczulony prawdopodobnie na pospolite bialka
                  wiec moze jesc jedynie miesa egzotyczne, czyli kangur, zebra, krokodyl i strus.
                  Ostatnio dal sie skusic na konine, wiec bedzie taniej. Ale i tak mieso dla
                  kosmatka kosztuje wiecej, niz mieso dla nas.....
                  • jottka Re: Nie-kulinarne spostrzezenie....Poniewaz zauwa 15.09.04, 22:22
                    Gość portalu: jo.hanna napisał(a):

                    > Ale i tak mieso dla kosmatka kosztuje wiecej, niz mieso dla nas.....


                    no to akurat norma:) i to w wypadku każdego kota, nie tylko nieszczęsnego
                    alergika - szanujący sie kocur dba o to, by państwo troszczyli sie bardziej o
                    jego jadłospis niż własny
              • emka_1 Re: Nie-kulinarne spostrzezenie....Poniewaz zauwa 15.09.04, 22:22
                nie martw się na zapas, podejrzewać ich psi obowiązek, a mówić o pewności
                dopiero po badaniu tkanki. wcale nie musi być złośliwe. kicia będzie jak
                arystokrata rosyjski znaczy biezuchin i nic więcej. trzymajcie się
                • Gość: Camille Re: Nie-kulinarne spostrzezenie....Poniewaz zauwa IP: *.snvacaid.dynamic.covad.net 15.09.04, 23:26
                  Dzieki za wsparcie moralne. Bo szkoda biedaka, w koncu to moj "przyjaciel do
                  lozka" od 8 lat......
                  • Gość: Nobullshit Też wspieram IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 16.09.04, 00:01
                    Ja też Cię wspieram. Mój futrzany Master and Commander ma cukrzycę.
                    (Insulina dwa razy dziennie. Dieta. A jak wygląda atak hipoglikemii u kota,
                    opisywać nie będę.) Trzymajcie się. :)
                    • landsbergk Do Nobullshit 17.09.04, 14:59
                      Uważaj na swojego kociaka i badaj go od czasu do czasu. Mój też miał cukrzycę i
                      dostawał insulinę. Któregoś dnia po zastrzyku zasnął. Okazało się, że cukrzyca
                      się cofnęła, a kociak zapadł w śpiączkę insulinową. Ledwo go odratowaliśmy. Ale
                      przeżył jeszcze 2 lata, już bez insuliny. Prawdę mówiąc dzięki mojej siostrze,
                      która całą noc podawała mu pipetką do pyszczka wodę z miodem. Pozdrowienia dla
                      futrzaka :-)))
                      • Gość: Nobullshit Re: Do Landsbergk IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 17.09.04, 15:23
                        Dzięki za troskę. Badam go, badam, częściej niżbyśmy oboje chcieli,
                        bo żadne z nas nie lubi wizyt u wenerynarza. :)
                        Miewał ataki hipoglikemii, teraz ma obniżoną dawkę insuliny,
                        a w domu w pogotowiu glukoza w proszku (łatwiej sie rozpuszcza w mleku
                        niż miód).
    • Gość: El Padre Doświadczenia restauracyjne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 23:29
      Należę do ludzi którzy są dość oporni na ogólnie pojętą reklamę. Taka
      wrodzona nieufność, albo brak wiary w bezinteresowne zajęcie się moją
      osobą. Zawsze okazuje się w końcu, że chodzi o to, żebym nabył
      kompletnie niepotrzebny mi przedmiot, kupił udziały w hotelu na Costa
      Dorada czy pojechał za darmo do Lichenia i wziął udział w prezentacji
      stalowych garnków. Oparłem się nawet urokowi tajlandczyka który przez
      godzinę wciskał mi miecz samurajski z epoki Ping za 100$ schodząc z
      ceną do 15$. Zawsze w takich sytuacjach mam poczucie, że ktoś,
      delikatnie mówiąc gra ze mną nie czysto, czyli inaczej próbuje ze mnie
      zrobić przysłowiowego wała.
      Podobnie ma się sprawa z knajpami. Bywam rzadko i przelotnie, raczej
      z musu niż przyjemności. (Jak mówił jeden pan, bigosu w knajpie nie
      jadam, bo nie wiem co w nim jest, a w domu też nie, bo wiem co w nim jest)
      Ale... Sytuacja zmienia się diametralnie na wyjeżdzie. O! Na wyjeździe
      to zupełnie inna para kaloszy. Jedno oko spozira na gotycką katedrę,
      drugie myszkuje po okolicznych kartach dań a nos niucha ciągnąc w
      stronę co bardziej apetycznych woni i aromatów.
      Dwa lata temu z moją kobietą wybraliśmy się do Hiszpanii. Ale nie tej z
      kurortami nad Morzem Śródziemnym, ale do tzw. Zielonej Hiszpani.
      Kantabria, Asturia i Galicja. Wynajęliśmy samochodzik w Madrycie i wio
      przed siebie gdzie oczy, a raczej bardzo dobry przewodnik poniesie.
      Przez Burgos wjechaliśmy w góry, potem wzdłuż oceanu, Oviedo,
      Corunia aż do Cabo Fisterra czyli końca ziemi. Małe nadmorskie knajpki,
      miejscowa ludność uwija się w ukropie co by nielicznym turystom
      dogodzić, sardynki dochodzą na grilu, calamares en su tinta bulgocą
      w kociołku, no po prostu żyć nie umierać. A staraliśmy się stołować
      tam, gdzie jedzą miejscowi. Prosta piłka, swoich nie otrują. Tanio,
      szybko i smacznie. I w takim zadowoleniu dojechaliśmy do Santiago de
      Compostella żeby figurę Św. Jakub objąć z tyłu i pomyśleć jakieś życzenie
      (właśnie w sobotę się spełniło) A potem - w miasto. I w tym momencie
      coś na rozum nam siadło i czarnym nieprzemakalnym płaszczem okryło.
      Idziemy coś zjeść. I weszliśmy w uliczkę gdzie były wyłącznie same knajpy
      i sami turyści. A wystawy już kuszą urokiem stworów morskich różnorakich
      prosto z oceanu wyłowionych. Pod wieczór już szło i nerwowy się jakiś
      robiłem bo od rana nic na ruszta nie wrzuciłem. Wreszcie decyzja,
      wchodzimy tam gdzie są ładne Percebes. Jest to stworek morski który
      przyczepiony do skały żyje, długości ok,3 -5 cm, czarny z małym
      "kopytkiem" Inna nazwa to "palce mumii" Wewnątrz skórzastego
      odwłoka jest dość apetyczne (podobno) mięsko, ale wygląda mocno
      obrzydliwie i dużą walkę wewnętrzną odbyłem zanim do ust to wziąłem.
      A więc, butelka zimnego białego, miska muli na dzień dobry, po jednej
      Viejra na twarz dla rozgrzewki (to zwykła kokilka Saint Jacques, w końcu
      byliśmy w jego mieście) i po porcji Percebes. Kelner popatrzył na nas
      wzrokiem buhaltera. Zastanawia się, na ile nas może stuknąć, pomyślałem
      i nie myliłem się. Za chwilę przyszedł z dwoma miskami solidnej porcji
      mumijnych paluszków, zapytał czy wystarczy i zniknął w kuchni.
      Obok Niemcy, Anglicy jedzą jak ludzie homary, navajas i inne normalne
      rzeczy a my nie. My Percebes. Bo Polak to musi być taki, kurde
      odkrywczy smakosz. Camarero przygalopował po chwili, postawił dwie
      dymiące michy przed nami i czeka. No to ja, troszkę obeznany w
      miejscowym narzeczu mówię mu, kochanieńki, nie ma to tamto, ty nam
      pokazuj jak to jeść. No to on jednego paluszka w swoje palce wziął,
      widelcem ze środka białego robala wyjął i do ust sobie wsadził.
      Za moje je, przez głowę mi przemknęło, ale cóż. Z innych stolików już
      z zaciekawieniem pozirają, no to my dawaj te białe robale wygrzebywać
      i konsumować. Krótko - nic specjalnego, tylko tak trendy wyglądają.
      Zjedli wypili, no to "la cuenta" poprosiłem. Kelner położył na papierek
      na talerzyku i czym prędzej chodu do kuchni. Na pewno łobuz jeden
      zza firanki nas obserwował. Moja kobieta taż luknęła na karteczkę i
      filozoficznie rzuciła "wydawały mi się tańsze". "Tak kochanie, bo to
      była cena za porcję 100 gr" odparłem sięgając po świadectowo
      przynależności do klubu dłużników firmy Visa i okrągłe sto euretes
      odpłynęło wahlując się paluszkami Percebes.
      PS. Póżniej w Madrycie widziałem Percebes w sklepie rybnym.
      Kilo kosztowało 8 Euro. Nie stołujcie się w knajpach dla turystów.
      • Gość: El Padre Ech, gdzie te czasy! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 00:52
        Zdarzało się w latach głębokiej komuny przypadkiem za granicę
        wywędrować. Jeśli do bloku wschodniego, to jeszcze pół biedy,
        bo waluta nasz (plus bela pluszu i biseptol na handel - to Rumunia
        i Bułgaria, ewentualnie ewentualnie kryształ i aparat Zenith jeśli
        bardziej wypasione wakacje na campingu w Grecji ) jednak jakąś siłę
        nabywczą w tamtych rejonach posiadała, a przynajmniej człowiek
        trochę się łudził. Ostra jazda zaczynała się wtedy, gdy przekraczało
        się granicę którą trzech smutnych panów w Teheranie między cygarkiem
        a koniakiem sobie wyrysowali i załatwili nas na 50 lat na cacy. Tam już
        nikt naszych uciułanych złociszy nawet na papiaki nie chciał przyjąć,
        a człowiek jest tak skonstruowany, że jeść musi. No więc co robił Polak,
        jak go szczęśliwy los i urząd paszportowy pod strzelistą wierzę Eifla rzucił?
        No co? Tak! Brał wałówę ze sobą. A to suszoną kiełbaskę, a to paprykarz
        szczeciński, a to znowu słoik z wekowaną wołowinką. I ogrzewał.
        Pół biedy gdy on prywatnie sobie z namiocikiem na zachód ciągnął,
        bo zawsze kocherek przy drodze rozłożył, denaturatu nalał i żarcie
        podgrzał. Ale jak zrządzeniem Ministerstwa Kultury i Sztuki na
        wymianę artystyczną jechał, albo nie daj Bóg na festiwal i go w
        hotelu zakwaterowali? Kaplica. Ale Polak potrafi. Wtedy brał
        grzałkę (można było jajeczko ugotować herbatkę) oraz maszynkę
        elektryczną (coś bardziej treściwszego). Do takiej wprawy
        doszliśmy, że w niejednym hotelu przy recepcji wisiała po polsku
        zajawka "Uzyzanie masynek i grzalek zabronione". No strach wtedy
        blady padł na wszystkich. Nie ma jednak siły na nas. Nam zakazy takie
        wiszą kalafiorem obojętnym i francuski hotelarz nie będzie na pluł w
        twarz. W końcu za pomoc Napoleonowi coś się należy. No to francuz
        jeden wziął się na sposób, bo mocno na prądzie był stratny, i wyłączył
        napięcie w kontaktach jak tylko rodacy nasi nadciągali. Ale naiwny.
        No po prostu jak dziecko. On by w prawdziwym komuniźmie nawet
        tygodnia nie przeżył.
        Nadjechał teatr objazdowy z Polski co by Polonii naszej język ojczysty
        przybliżyć i trochę franiów od nich wyciągnąć. Jak wiadomo, każda taka
        anterpryza musi mieć swój parowóz, czyli najlepiej twarz mocno przetartą
        po ekranach TV lub kina. Bo Szarika z 4 pancernych chcą oglądać a
        zwykłego pasterskiego już nie. No i tym razem gwiazdą wyjazdu była
        słynna aktorka kabaretowo komediowa, (słynna w środowisku z
        wrodzonej niechęci do wydawania pieniędzy.) Z Ameryki mężowi w
        prezencie przywoziła gazety które rozdawali w samolocie na trasie
        powrotnej. No i siedzą w tym cholernym hotelu, palce gryzą co by
        te 5 dolarów diety do kraju przywieżć i w Pewexie przepuścić na
        gorzałę a nie tu wydać na żarcie. Dwa dni tak o suchym pokarmie
        już się męczą, gdy nagle jakiś miły zapach po korytarzu się rozchodzi.
        Wszyscy wylegli zaciekawieni i klucząc po korytarzach spotkali się pod
        drzwiami gwiazdy. Zapach już im kiszki skręcał więc zapukali grzecznie
        pytając czy pomocy jakiej nie trzeba bo swąd spalenizny czuć dość mocno.
        Gwiazda chwilę zasłaniała sobą kuszący widok, ale woni powstrzymać nie
        mogła. No to pytają się skąd ona prąd ma i co pichci. Ona na to, że
        niczego zabronionego nie robi. Nie używa kuchenki ani grzałki i niech
        właściciel spada na winnicę. Ona jest artystką i suknie musi mieć
        wyprasowane, więc poprosiła właściciela, żeby jej prąd włączył.
        No i tej głupek na to poszedł, a ona czym prędzej na żelazku teflonowym
        najpierw bekonik szybciutko podsmażyła, a potem jeszcze dwa jajeczka
        sobie strzeliła.
        PS. Tylko uwaga, gdy będziecie to robić nie zapomnijcie, że dzisiejsze
        żelazka z tzw. wyrzutem pary nie bardzo się do tego nadają.
        Chyba że brokuły lub inne warzywko na parze ktoś chce sobie zapodać.
        • Gość: Nobullshit Re: Ech, gdzie te czasy! IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 17.09.04, 01:38
          A już się martwiłam, że dziś bajki na dobranoc nie będzie :)

          Przypomniało mi to mój pierwszy pobyt na zachodzie, w Paryżu w 1987,
          wyprawa naukowa się to nazywało, bo niby paryskie biblioteki mieliśmy
          oglądać (ja po bibliotekoznawstwie i dezinformacji naukowej).

          Wieść niosła, że we francuskiej stolicy niczego tak nie pożądają,
          jak polskiej żubrówki, i w restauracjach za brzeczącą walutę ją kupują z
          pocałowaniem ręki, więc cała "wyprawa" w liczbie sztuk sześciu w rzeczoną
          żubrówkę się zaopatrzyła, średnio po dwie flaszki a 750 ml na łeb.
          Wydatnie obciążyło to plecaki (a stopem jechaliśmy), i tak już wypchane
          wiktuałami (np. serem, który po podróży i kilku dniach pobytu nad Sekwaną
          sam zaczął pełznąć w stronę najbliższego śmietnika), ale co tam, byliśmy młodzi
          i silni.

          Niestety, okazało się na miejscu, że wieść jakaś przeterminowana była,
          Paryż w żubrówce się kąpie i nikt jej wziąć nie chce, nawet po cenie
          i bez całowania rąk. A wypić takiej ilości nie szło, zwłaszcza w kraju
          winnym, gdzie za litr soku z winogron w plastikowej butelce 5 franciszków sobie
          tylko życzono. Jeden z naszej szóstki w przypływie desperacji wylał swój
          transport do Sekwany, ale i tak parę literków zostało.

          Uratowały nas spostponowane biblioteki. Wracając ze zwiedzania książnicy
          Arsenału, zahaczyliśmy o dzielnicę Marais. A tam pewien starozakonny, sklep
          posiadający, słysząc na ulicy ojczystą polszczyznę, zagaił do nas w te słowa:
          - A do sprzedania co macie?
          - Ależ proszę pana, to są studenci! - odparła z oburzeniem w głosie nasza
          opiekunka, szacowna niewiasta z Biblioteki Narodowej.

          Następnego dnia studenci...

    • siostraheli Re: Jeszcze o snobiźmie 16.09.04, 10:23
      Zawsze to lepiej zaplacic za konsumpcje w knajpie dla turystow niz za
      przekroczenie szybkosci o 7 km/h w Norwegii (900 koron - 450 zł)! Ale wracajac
      do watku kociego - w ramach zemsty wywiezlismy im nielegalnie jednego pieknego
      norweskiego kotka lesnego. Teraz chce jesc tylko norweskie lososie!
    • Gość: up Re: Jeszcze o snobiźmie IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 17.09.04, 14:42
    • Gość: El Padre Jak, o mały włos, nie zostałem trawożercą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 10:31
      Było to w poprzednim życiu moim. Otóż kobieta owa nieduży domek
      na Ziemiach Odzyskanych miała (chociaż czy Warmia i Mazury to Odzyskane?)
      W każdym bądź razie stary poniemiecki dom. Ja nie wpadam specjalnie w
      obowiązującą manię posiadania nieruchomości. Wiem z czym to się je i jakie
      ma ujemne strony. Przez osiem lat ani morza ani gór nie wiedziałem, tylko
      co sobota na wieś uroczą a to sztachety naprawić, a to dach bo cieknie, a
      to drzwi po kolejnym włamaniu wstawić. Po prostu super wakacje i odpoczynek.
      Ale nie o dom się rozchodzi a o łączkę co za płotem do posiadłości przylegałą.
      Zdarzyło się bowiem, że chłop sprzedać ziemię postanowił, bo mu w mieście
      robotę dawali, a on tak specjalnie za brudzeniem sobie rąk ziemią nie był.
      Jak tylko po wsi się rozeszło, że ojcowizna idzie na sprzedaż, to od razu
      ruch w interesie się zrobił a my w strach, że nam łączkę pod bokiem zaorzą,
      kukurydzę albo inny zbórz wysieją i krowy plackami upstrzą. Cena zbyt
      wygórowana nie była, no więc podchody zaczęliśmy robić. Jako że wiadomo,
      z tymi z miasta to inaczej się a gada, a w sumie lubli nas, to na przybicie
      interesu na kolację do siebie nas zaprosili. Ja flaszkę w rękę, kalosze do
      marynarki i miedzą do sąsiada. A tam już full wypas na stole, czyli dla pań
      słodki "Napój wiśniowy z dodatkiem alkoholu" dla panów wódka mrożona i
      oranżada Hellena na popitkę a gospodyni dawaj co i rusz wiktuały z kuchni
      donosi. My tu gadu, gadu, piękna łączka, kij do zadu, kasa policzona, no
      jednym słowem, czujemy się już prawie jak posłanka Begerowa, tyle, że my
      1 ha kupowaliśmy za to za gotówkę a nie na kredyt. No i w końcu gorące
      wjechało. Dymiąca micha mięsiwa w gęstym sosie i druga micha ziemniorów
      gotowanych spyrką i koperczakiem posypanych. No i mizeria ze śmietaną.
      Czyli typowy "Zestaw polski nr1" Gospodarz prosi żeby nakładać sobie,
      kobieta wącha z apetytem i kurtuazyjnie zapytuje, "Ach, cóż to za mięsko?"
      gospodarzowi coś tam spod wąsa wyfrunęło w stylu, "Pani je. Później powiem",
      a ponieważ już druga flaszka w połowie opróżniona była to na taki
      szczegół zbytniej uwagi nie zwróciłem. Enyłej, gorącą kolację wtranżoliliśmy,
      gorzałeczką popiliśmy, interes przybity. Teraz torta jeszcze kawałek i
      powoli, płaszcz, gumiaki i miedzą do domu. No i gdy do rozchodniaczka
      się przymierzaliśmy, to głupia kobieta (oj głupia ona była, jaka ona głupią
      kobietą wtedy była) pyta gospodarza co to mięsko pyszne było. A on na to.
      " Bo wie pani, duszą tych chłopów coraz bardziej. Nic się nie opłaca.
      No zupełnie. Ja ojcowiznę wyprzedał, żeby do tartaku pójść pracować to
      i szwagier fermę nutrii zlikwidował no i świeżynki nam troszku podrzucił."
      NUTRIA!!!! Zjadłem Nutrię!!!! Rozumiecie? Szczura! Siedzę przy stolę i
      czuję jak ta nutria za wszelką cenę w drogę powrotną się wybiera,
      więc szybko szklanką wódki ją polałem i mówię jej siedź! Nie wychodź na
      spacer. Wypuszczę cię na miedzy. Patrzę na kobietę, która jakaś taka blada
      się zrobiła, więc szybko szklankę wódy do ręki, za rękę i w kierunku ust
      podnoszę. A tam już, już kawałęk nutri było widać. Ale jakoś udało się
      i obciachu na całą wieś nie narobiliśmy. Poszły się pasać prosto na łączkę.
      Na swoje przecież już rzygałem, nie?!
      Ale to taki moment w moim życiu był, że gorzko żałowałem, że
      wegetarianinem nie jestem. Od tego czasu, gdy w odwiedziny szliśmy,
      już od progu wołaliśmy, "Proszę nic nie szykować, my prosto od stołu idziemy!!!"
      PS. Chłop 50ha sprzedał wraz z maszynami i poszedł do fabryki mebli pracować.
      Za forsę kupił samochody (kilka bo mu rzęchy puszczali a chłopina się nie znał)
      żona kuchnię se na miastową modłę uczyniła no i oczywiście wielki,
      ogromniasty telefizor i sateleitę co by łączność z cywilizacją mieć lepszą.
      Next yare, fabryka spłonęła, chłop na zasiłek poszedł, a łączka jest i kwitnie.
      Tyle, że to w moim poprzednim życiu było więc kto inny już ją teraz obrabia.
      Ale nutrię ja musiałem spałaszować. I gdzie tu sprawiedliwość?
      • Gość: Nobullshit Re: Jak, o mały włos, nie zostałem trawożercą IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 19.09.04, 12:24
        Rewelacja! Przy tym zdaniu...

        "Siedzę przy stolę i czuję jak ta nutria za wszelką cenę w drogę powrotną się
        wybiera, więc szybko szklanką wódki ją polałem i mówię jej siedź! Nie wychodź
        na spacer. Wypuszczę cię na miedzy".

        ...mnie się w drogę powrotną wybrał wypity właśnie łyk kawy.

        Mam pomysł racjonalizatorski: może by przekleić Twoje historyjki do jednego,
        osobnego wątku? Znajdziesz czas? Ewentualnie mogę to zrobić,
        jeśli mnie upoważnisz :)
        • Gość: El Padre Re: Jak, o mały włos, nie zostałem trawożercą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 15:13
          Oczywiście że się zgadzam, bo ja taki w tych komputerowych przekrętach
          nie za bardzo jestem oblatany. A w dodatku do netu mam podłączonego Maca.
          Chyba że nas współforumowicze do wszystkich diabłów odeślą.
          Co smaku. Kombinowałem że króliczynę zapodali, a że to milutkie zwierzę,
          to myślę sobie przeżyję:)))
          Czy kabanosy to nie wiem, ale parówkę to zdaje się ze wszystkiego zrobią.
          • Gość: Cynamoon Re: Jak, o mały włos, nie zostałem trawożercą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 22:22
            Tak! Tak ! Ja tez chce osobny watek dla El Padre!!!

            Koniecznie.
            P.S. Zawsze niecierpliwie czekam na next part!
            • Gość: Nobullshit Założę, jak odwalę dzisiejszą pańszczyznę :) n/t IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 19.09.04, 23:07
      • Gość: Ela Czy to prawda ze sa kabanosy z nutrii? IP: *.w83-114.abo.wanadoo.fr 19.09.04, 13:21
        Ale sliczna historia, caly kontekst, wies, laka, chlop, transakcja przy stole,
        i dalszy ciag.

        Zadaje pytanie ktore bym sie nie odwazyla, ale powiedzmy jest opportunité. Czy
        to prawda, ze sa kabanosy z nutrii?

        A jesli chodzi o szczury, francuska opinia jest ze jesli sie je kroliki, to
        mozna tez szczury - ta sama rodzina (rongeurs). Nasz slawny znajomy matematyk,
        francuski medal Fields (nie zyje juz) opowiadal nam dawno temu ze jadl szczura,
        i ze nie bylo takie zle.
        • emka_1 Re: Czy to prawda ze sa kabanosy z nutrii? 19.09.04, 13:32
          nie wiem czy są kabanosy, ale pasztet z nutrii nie do odróżnienia od pasztetu z
          królika:) poza tym nutrię i szczura łączy tylko rząd gryzoni, to są inne
          rodziny. bliższą krewniaczką szczura jest wiewiórka:)
    • Gość: giezik o snobiźmie wciąż (choć już nie kuchennym) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 06:51
      prettyfly.blox.pl/html
      chciałbym wierzyć, że ludzie to nie tak na poważnie. A jeśli to o rany toż to katastrofa......
      • Gość: El Padre Ło matko!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 10:19
        Niestety wydaje mi się, że ten biedak tak całkiem na serio. Ubawiłem się.
        Przy okazji okazało się, że my też, zupełnie nieświadomie bierzemy w tym udział.
        Ludzie! Jesteśmy z Matrixa!!!

        "Oni są pośród nas. Chodzą po ulicach. Możesz ich minąć na stacji metra
        oraz u dentysty. To trendsetterzy. Wiedzą, co jest wporzo, na pół roku,
        zanim świat podchwyci ich styl. Podejrzyj ich tajemnice i bądź jednym z nich!"
        • Gość: Hela Re: Ło matko!!! IP: *.bb.online.no 20.09.04, 12:09
          Znam jedna lokalna norweska trendsetterke, ktora "poszla w kuchnie" i
          wygotowuje najwymyslniejsze potrawy w najmodniejszych nowojorskich wariantach.
          I nas tym raczy ku naszej rozpaczy, bo jest to zawsze lykowate, bez smaku i
          niejadalne, obojetnie co by to bylo, nawet herbata.
          Mysle sobie, bez serce kobiecina gotuje, to tak jej wychodzi.
    • pinos Re: Jeszcze o snobiźmie 22.09.04, 14:43
      Dawno, dawnooo temu, jak jeszcze Pinosom sie nie snilo o spedzaniu urlopow
      wypoczynkowych na praktykach zagranica, wybraly sie tez Pinosy (w sensie jeden
      Pinos, to taki pluralis maiestatis) ze Swoim na urlop do Grecji.

      Nasi podroznicy, jako wielbiciele kuchni greckiej, a juz zwlaszcza w wydaniu
      warszawskiej knajpy pt Santorini, entuzjastycznie odkrywali nowe smaki i
      zapachy...

      Ostatniego wieczora Swoj (w sensie Pinosi czyli Moj - ufff strasznie to
      skomplikowane) zdecydowal sie na powrot do oldtimera wszech czasow, czyli
      osmiornicy z grilla, bo taka swieza osmiornica, w takiej swietnej knajpie, to
      bedzie cos pyyyyysznego, zwlaszcza jak sie do polskiej przyrowna...

      Osmiorniczka byla fajna, taka przyssano - falujaca, ruchliwa - no wiec wybor
      padl na nia. Troche z wyrzutem sie na Swojego popatrzyla, jak ja wylawiali, ale
      coz... Na szczescie nie jest to zwierzatko slodkie i mechate, wiec niech se
      patrzy.

      Na talerzu wygladala apetycznie, chrupiaco i w ogole. No i tylko ten wyrzut w
      oku... Bo oko zostalo.
      No, ale nic. Moj pochlania z apetytem te znane sobie czesci zwierzatka, W koncy
      westchnal, spojrzal zwierzatku czule w oko, wymamrotal jesli wejdziesz miedzy
      wrony... no i zjadl. Zapil bodajze mythosem (turystyka piwna) i nic.

      Pinosy - znd krewetek w boczusiu: no i jak?
      Swoj: No, w porzadku.

      Zagryzl ostatnim kawalkiem macki.

      Gdy pojawil sie kelner, w ramach poszerzania wiedzy gastronomicznej, zapytalam
      sie powaznie, acz uprzejmie, czy to taki lokalny zwyczaj konsumpcji
      osmiorniczych oczu... Kelner zbladl - prawie ze sie przezegnal - polecial do
      kuchni, przytachal taclerz deserow, kawusie po grecku, za nim przylecial
      kucharz z ouzo. Na pozegnanie Swoj (trzymajmy sie tej terminologii) zostal
      jeszcze obdarowany kuflem po mythosie. Oczu osmiornic sie nie jada,
      przynajmniej nie na Krecie w Hersonissos.

      Ale nie sa trujace. Czlowiek tylko troche zielenieje, jak se uswiadomi, ze
      niepotrzebnie sie wysilal...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka