Dodaj do ulubionych

Najlepsze...jadłam w..

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.04, 08:55
Najlepszą szarlotkę jadłam w schronisku na Hali Łabowskiej. Ciato kruchutkie,
coś między kruchym a francuskim, grubaśna warstwa jabłek, smak nie do
opisania. Oczywiście opatentowane. Ale nie dziwię się, też bym strzegła
przepisu na taki rarytas.
Co Wam utkwiło w pamięci?
Obserwuj wątek
    • cynamoon6 Re: Najlepsze...jadłam w.. 22.10.04, 09:23
      Juz o tej rzeczy pisalam i nie tylko ja ;-)
      Tez szarlotke w schronisku w Dolinie 5 Stawow.
      Brak slow na wyrazenie doznania zmyslowego majac ja w buzi!
      • eliza791 Re: Najlepsze...jadłam w.. 22.10.04, 09:32
        Pierniczki na Swięta Bożego Narodzenia u mojej babci i paluszki z kminkiem do
        barszczu czerwonego tamże.Pycha.Jadłam tez kiedyś takie placki na
        Słowacji,okragłe jak mała pizza z serem i majonezem czosnkowym chyba, smakowały
        mi bardzo, nie moge przypomniec sobie nazwy ale kolejka była po to do budki
        długa. Nieraz chodzi za mną ten smak ale pojęcia nie mam jak oni to robią.
        • madziara_pl Re: Najlepsze...jadłam w.. 22.10.04, 09:34
          Najlepsze PIEROGI u MOJEJ BABCI :)))))
        • Gość: bazylka dla elizy (sic! ;-) IP: *.pentor.com.pl / *.pentor.com.pl 22.10.04, 13:11
          langosze?
          • myshen82 Re: dla elizy (sic! ;-) 23.10.04, 11:00
            jak langosze to pewnie z tatarska omacka:)
            • eliza791 od elizy 24.10.04, 19:51
              tak,tak langosze z omacką!
      • myshen82 cynamoon! 23.10.04, 11:06
        szarlotki!!!!!! ostatnio jadlam tez w gorach w schronisku pod Morkim okiem.
        pyszna! warto bylo czekac na nia pol godziny w kolejce a potem wcinac w deszczu
        bo nie bylo juz miejsca w schronisku;) a to wszystko po zejsciu ze
        Szpiglasowego Wierchu... w tym roku...
        co do tego o czym pisze nizej goral: nigdy w zyciu zadna herbata nie smakowala
        mi tak jak ta wypita w schronisku pod piecioma stawami - wielki kubek goracacej
        herbaty z cytryna...mniam
    • Gość: landsbergk Re: Najlepszą pizzę jadłam w Słowenii IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 22.10.04, 09:40
      W miejscowości Novo Mesto. Samo oczekiwanie było katorgą, bo w pizzerii
      roznosiły się tak apetyczne zapachy, że aż nas skręcało, para siedząca przy
      stoliku obok dostała dymiącą pizzę prosto z pieca, która wyglądała tak
      przepysznie (i podobnie pachniała), że chcieliśmy wyrwać im talerze i uciec z
      nimi do samochodu. Wreszcie doczekaliśmy się, podano pizzę, z owocami morza,
      wśród których były małże zapieczone w wielkich czarnych skorupach, duże
      krewetki, pachnące świeżo, a nie zalewą ze słoika, jak to w naszych pizzeriach
      bywa, i oliwa z czosnkiem po całej pizzy rozsmarowana...

      Nawet we Włoszech nigdy nie zdarzyło mi się jeść czegoś równie pysznego, a
      każda pizza zamówiona w Polsce okazuje się być jedynie nędzną namiastką.

      Za dużą pizzę, którą najedliśmy się we dwójkę, dwa pucharki lodów i napoje
      zapłaciliśmy "na nasze" niecałe 30 zł.

      Niestety do Szczecina nie dowożą...
    • Gość: Barbara Re: Najlepsze...jadłam w.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.04, 10:01
      Najlepszy tort bezowy (pyyyyyyyyyyyycha) jadlam w "slodko slone" w Warszawie -
      po prostu rozplywa sie w ustrach. Najcudowniejszed pierogi, fasolke po
      bretonsku, rosol, jablecznik jadlam w malenkim schornisku niedaleko pieciu
      stawow (Roztoki?) - zamowilismy po jednym daniu z wszystkich, ktore byly
      dostepne i o malo nie padlismy z przejedzenia - ale bylo warto!!!!
    • julsza Re: Najlepsze...jadłam w.. 22.10.04, 10:12
      lody jadlam we Wloszech, of kors, a juz najlepsze z najlepszych w Rzymie
      niedaleko fontanny di Trevi
    • Gość: góral Re: Najlepsze...jadłam w.. IP: 193.30.160.* 22.10.04, 10:35
      zauważcie jedną prawidłowosć, jak dużo spośród tych wypowiedzi dotyczy potraw
      zjedzonych w schronisku, na szlaku , po wysiłku fizycznym. To jest
      potwierdzenie starego przysłowia, że "Nie trzeba miodu lecz głodu" ... w takich
      wypadkach, nawet dosyć zwyczajne, ale dobre jedzenie wydaje sie być
      najpyszniejszą rzeczą pod słońcem, pozostajacą w pamięci nie tylko dzięki
      smakowi, ale także w wyniku wyjatkowych okoliczności - w końcu nie codziennie
      jest sie w dolinie pięciu stawów czy nad morskim okiem, prawda?
      • Gość: Sqka Re: Najlepsze...jadłam w.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.04, 10:43
        Oj prawda, prawda..
      • jottka re 22.10.04, 12:35
        Gość portalu: góral napisał(a):

        > zauważcie jedną prawidłowosć, jak dużo spośród tych wypowiedzi dotyczy potraw
        > zjedzonych w schronisku, na szlaku , po wysiłku fizycznym.


        a skąd ta radosna konkluzja? potrawy ze schronisk wymieniły 3 osoby (w tym
        jedna również inne, 'nieschroniskowe'), a pozostałe 8 osób mówi o jedzeniu
        domowym albo restauracyjnym

        nawet najpiękniejsze okoliczności przyrody nie sprawią, że przesolony bigos czy
        mdłe lody zaczną zachwycać:) jedzenie jeszcze musi być faktycznie smaczne
        • Gość: góral szanowna jottko IP: 193.30.160.* 22.10.04, 12:47
          radosna konkluzja wynika stąd, że skoro na 7 wpisów, 3 z nich dotyczą jedzenia
          w schroniskach, to jest to ponad 40% wypowiedzi, co można uznać za "dużo" .
          chyba ze dla Ciebie 40% to nie jest dużo, wtedy z kolei rozumiem Twój wpis.

          dodam, iż po wnikliwej lekturze mojego wpisu zauważysz, że piszę tam o jedzeniu
          zwykłym ale smacznym, a nie przesolonym ani mdłym.

          pozdro z podbeskidzia
          • jottka Re: szanowna jottko 22.10.04, 12:55
            w międzyczasie pojawiły sie dalsze posty, które nic o schroniskach nie mówią:)


            natomiast co do wspominanych w moim poprzednim tekście - wzmianki o
            jedzeniu 'schroniskowym' są incydentalne (post skuki + potwierdzenie cynamon,
            która nie pisała już o żadnej innej potrawie, wzmianka kolejnej koleżanki obok
            wymienienia innych potraw nie-ze-schroniska), nie pojawiły sie teksty
            samodzielne opiewające wyłącznie tego typu potrawy, stąd też twoja konkluzja
            jest ciut przedwczesna


            co do jedzenia 'zwykłego a smacznego' to chyba ty cuś nadmieniałeś o głodzie,
            który jest najlepszą przyprawą?:) a nie o smacznym jedzeniu jako takim, któremu
            warunki dodatkowe nie są koniecznie potrzebne?



            • Gość: góral Re: szanowna jottko IP: 193.30.160.* 22.10.04, 13:03
              no więc właśnie miła interlokutorko, całe clue mojego wpisu polegalo na tym, że
              jedzenie zwyczajne potrafi czasem smakować wyjątkowo i zostanie zapamiętane na
              długo jako ten przysłowiowy "niezapomniany smak" , szczególnie gdy zostało
              spożyte po długim okresie wstrzemięźliwości i wysiłku, a jeśli towarzyszą temu
              piękne okoliczności przyrody, niepowtarzalne, to już wogóle jest wspaniale. To
              jest tak jak ze smakiem wody po kilkudniowym pobycie na pustyni bez żadnego
              napoju - smakuje ponoć jak nektar i ambrozja razem wzięte, koniecznie musisz
              spróbować !!:D
              • jottka Re: szanowna jottko 22.10.04, 13:08
                że szczerze wątpię, że wspominana przez skukę i cynamon szarlotka smakowała im
                li i jedynie z tego powodu, że ledwie sie na hale dowlokły:) to byłby przypadek
                wyłącznie barbary

                poza tym kto przytomny idzie w góry bez własnych zapasów??? miło jest owszem
                pożywic sie w schronisku, jak mają coś dobrego, i wypić wreszcie kulturalnie
                kawe czy herbatę z filiżanki, ale turysta doświadczony liczy przede wszystkim
                na siebie, a nie na wczorajszy bigosik na chochołowskiej
                • Gość: góral Re: szanowna jottko IP: 193.30.160.* 22.10.04, 13:16
                  "wypić kulturalnie kawę czy herbatę z filiżanki..." pod namiot też zabierasz
                  poduszki i kołdry ?? przeca największa frajda w podróżowaniu, chodzeniu po
                  górach i nie tylko to właśnie pewna doza dyskomfortu, która współtworzy
                  specyficzny klimat. Oczywiście dobrze jest wziąść ze soba własny prowiant i
                  herbatę w termosie, ale te filiżanki w schronisku to nie bardzo mi pasują.
                  Raczej kubet " arbaty z prondem " , to jest to:D poza tym, mówimy o chodzeniu
                  po GÓRACH , a nie o spacerach po Chochołowskiej jeśli już tak sie czepiamy
                  słówek.

                  • jottka Re: szanowna jottko 22.10.04, 13:20
                    no zaraz, najpierw piszesz o zasadzie kontrastu, która powoduje, że to proste
                    jedzenie schroniskowe tak nam smakuje, a teraz ta sama zasada (termos, manierka
                    vs. filiżanka) już niedobra?

                    na spacer po chochołowskiej termosa nie zabieram, natomiast do chochołowskiej
                    można zejść na ten przykład z wołowca, włażąc nań od innej strony

                    a herbata ze szklanki jest paskudna w dowolnym lokalu
                    • Gość: góral Re: szanowna jottko IP: 193.30.160.* 22.10.04, 13:28
                      nudne to już jest, tak myślę. Ja po prostu uważam że często doznania smakowe
                      związane są z okolicznościami i poczuciem głodu, i wtedy potrawy zwyczajne ale
                      smaczne potrafią smakować bardziej, niż piąta porcja najpyszniejszych frutti di
                      mare czy innego carpaccio z miecznika zjedzona po wystawnej kolacji w lokalu w
                      którym bywasz co tydzień. Ja przynajmniej tak uważam, i też około 40%
                      wpisujacych sie tu osób.

                      A co do szklanek , to ja też nie lubię , dlatego napisałem KUBEK , a nie
                      szklanka.

                      do widzenia
                      • jottka Re: szanowna jottko 22.10.04, 13:39
                        Gość portalu: góral napisał(a):

                        > i też około 40% wpisujacych sie tu osób.


                        w sytuacji, gdy fakty nie zgadzają sie z naszą teorią, tym gorzej dla faktów:)
                        no ale takie nudne one, nie przeczę

                        • Gość: góral Re: szanowna jottko IP: 193.30.160.* 22.10.04, 14:19
                          gdyby małostkowość i upierdliwość dodawała skrzydeł, to fruwałabyś jak orzeł :D

                          W każdym razie , myślałem że zakończymy tą dyskusję na poziomie meritum, a nie
                          obliczeń czy 40% czy może tylko 23,5% jest za, a moze nawet przeciw. cóż, kazdy
                          wytacza takie argumenty, jakie uznaje za stosowne.

                          a co do meritum to najlepsze frytki jadłem w Belgii, w takiej o dziwo nieduzej
                          budzie , duza kolejka była ale było warto. aha, fryty oczywiście z majonezem :D

                          pozdro
                          • jottka Re: szanowna jottko 22.10.04, 14:21
                            Gość portalu: góral napisał(a):

                            > gdyby małostkowość i upierdliwość

                            > cóż, kazdy wytacza takie argumenty, jakie uznaje za stosowne.


                            no faktycznie
                          • Gość: senin Re: szanowna jottko IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 25.10.04, 09:40
                            i tu sie do Twojej, goralu, opinii przychyle, jako ze po latach peregrynacji i
                            probowania najznakomitszych, jak to nazwales "frutti di mare" ( doslownie i w
                            przenosni), do dzis pamietam niejaki "rosol z wermiszelem" z papierka firmy
                            Winiary, zalany wrzatkiem jedynie, i z nieomasczonym, zwyklym chlebem z lat
                            jakichs tam 70-to - 80-tych, ktory smakowal...och!!! tego sie nwet opisac nie
                            da...Jedyne, co mozna dodac, to to, ze bylo to po 12 godzinach taplania sie w
                            blocie nieuczesczczanych bieszczadzkich szlakow, w zacinajacym zimnym deszczu
                            bez przystanku na obiad,
                            Oj, jakzebym chetnie ten rosolek powtorzyla!!! wraz z okolicznosciami, gdyby
                            bylo trzeba...
    • marghot Re: Najlepsze...jadłam w.. 22.10.04, 10:39
      frutti di mare z okazji 15 sierpnia w miejscowości Cavallino niedaleko Wenecji;
      placek drożdżowy ze śliwkami oraz zupę pomidorową u Babci; "gulasz" na sercach
      i żoładkach u Mamy :)
      Smażone bakłażany w Iraklionie
    • Gość: Sqka Re: Najlepsze...jadłam w.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.04, 12:02
      Najlepsze ogórki kiszone dostałam od szefa firmy w której pracuję. Jadłam je..
      a nie powiem gdzie, bo mi się kamufel rozsypie;)
      • Gość: muszelka Re: Najlepsze...jadłam w.. IP: *.uznam.net.pl / *.uznam.net.pl 22.10.04, 12:26
        Najlepszą "kremówkę papieską" jadłam w Lovranie w Chorwacji...najgorszą w
        Wadowicach,ta wylądowała w koszu nie dała się skonsumować!
        • znak_yrden Re: Najlepsze...jadłam w.. 22.10.04, 12:39
          najlepsze ciasto z orzechami ( masa miodowo- ozrechową), polane ciepłym masłem,
          tzw. ciasto duńskie jadłam na angielskiej wsi podczas studiów.

          Pamietam ten smak do dziś.

          A znowuż najlepsze ruskie sama robię ;-)))))
    • Gość: marghe_72 Re: Najlepsze...jadłam w.. IP: *.acn.waw.pl 22.10.04, 12:55
      pizze w Neapolu
      tzatziki na małęj greckiej wyspie
      ciasta / pierogi.. u mojej babci
      • Gość: Hela Re: Najlepsze...jadłam w.. IP: *.bb.online.no 22.10.04, 13:12
        Najlepszego tatara jadlam w knajpie w Debreczynie, poezja tatarska!
        • Gość: aniela Re: Najlepsze...jadłam w.. IP: *.kluczbork.net 22.10.04, 13:27
          Troche swiata zwiedzilam i oto moje wnioski:
          -najlepsze lody na swiecie to te z Wloch
          -bdac w Brukseli w chinskiej restauracji jadlam najpyszniejsza kaczke w
          pomaranczach, warto byloby tam pojechac chodzby tylko dla tej kaczki
          -przy okazji bycia w Belgii nie mozna rowniez pominac czekoladek ktore sa
          najnajnajlepsze na swiecie
          -zupa czosnkowa z malenkiej uroczej czeskiej restauracji
          -a na koniec karpatka w moim wykonaniu
          • Gość: bazylka Re: Najlepsze...jadłam w.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 09:20
            o tak, zupa czosnkowa!
            najlepszą zupę czosnkową jadłam w restauracji sloneczny dom w tatrzańskiej
            łomnicy
            oczywiście dochodzi tu aspekt okoliczności, ale jestem od niej w pewnym sensie
            uzależniona i nie wyobrażam sobie jeżdżenia na nartach bez zupy czosnkowej na
            dole :-)
        • cynamonowamay Re: Najlepsze...jadłam w.. 22.10.04, 13:36
          Ja jestem maniaczką czekolady i weszelkich kremów i a propos tych ostatnich,
          najpyszniejsze jadłam chyba w Wiedniu.
          Byłam tam na weekend więc zdążyłam spróbować tylko dwóch i oba smakowały
          wyśmienicie: waniliowy, pachnący prawdziwą wanilią i kawowy posypany kawałkami
          ciemnej czekolady.
          Mniam jakie one były pyszne, świeżutkie i intensywne w smaku, mmm...
    • Gość: n0str0m0 najlepsze kasztany sa na placu pigalle/nt IP: 202.172.58.* 23.10.04, 09:00
      • leli1 Re: najlepsze kasztany sa na placu pigalle/nt 23.10.04, 11:44
        a ja sie moge dołączyc do zachwytów n/t szarlotki z Morskiego Oka i drożdżowek z serem i posypką w shronisku miedzy Wisłą a Istebną. A najlepsze ciaska z adwokatem są w cukierniach Chopin.....mniamusne i baaaardzo adwokatowe.
      • Gość: Cynamoon Re: najlepsze kasztany sa na placu pigalle/nt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.04, 13:23
        Ponoc nie sprzedaja tam juz kasztanow. Tak przynajmniej mowil pilot wycieczki
        na ktorej bylam kilka lat temu.
        • Gość: n0str0m0 sakreble! IP: 202.172.58.* 25.10.04, 06:18
          ostatni raz kupowalem je grudniem '84
          przechodzilem mimo pana sprzedawcy
          kolejka tam juz stala
          jak sie okazalo
          polacy

          "zuzanna" padl odzew

          nostromo
    • egipcjanka15 Re: Najlepsze...jadłam w.. 24.10.04, 13:25
      Jak juz niedawno pisalam, absolutnie najlepsze placki ziemniaczane robi moj
      Ojciec. Poezja czysta. Ma swoje sposoby w udoskonalenia wlasne i trzyma patent
      w tajemnicy ;-).

      Najwspanialsza osmiornice w sosie pomidorowym (i chyba w ogole osmiornice)
      jadlam na Gran Canarii w malej niepozornej knajpce w nieturystycznym Los Silos.
      Najadlysmy sie wtedy za wszystie czasy (nie tylko ta osmiornica), a rachunek
      byl smiesznie niski. Ech, pomarzyc.. Teraz w dobie euro na pewno by tak tanio
      nie wyszlo.

      Najcudowniejsza zupe krem z soczewicy w restauracyjce w Dahabie na Synaju. Ale
      tu jestem sklonna zgodzic sie z Goralem, ze okolicznosci niezle ja "doprawily".
      Nie to, zeby sama nie byla smaczna; pyszna byla, gesta, kremowa, doprawiona
      troche chilli i powiewem czosnku. Ale to smak tamtej chwili byl wyjatkowy.
      Bylam po nurkowaniu pod "lukiem" w Blue Hole i takie male skrzydelka ekscytacji
      i osiagniecia celu jeszcze mi u ramion trzepotaly ;-)
    • Gość: mniam Re: Najlepsze...jadłam w.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.04, 19:47
      cudowne curry jadlam w majej indyjskiej restauracyjce w Cambridge.
      ale okolicznosci byly koszmarne - byly to walentynki zeszloroczne, czlowiek na
      czlowieku, a na zamowione danie czekalismy ponad godziine! ale warto bylo.
      zreszta moze potworny glod przyczynil sie do tego ze mi to tam zasmakowalo
      fantastycznie :)
      • zahra Re: Najlepsze...jadłam w.. 25.10.04, 08:35
        Najlepsze burrito jakie jadłam (prócz oczywiście tego własnej roboty) jadłam w
        dzielnicy meksykańskiej w San Francisco. Knajpka z zewnatrz nie za bardzo
        zachęcała do wejścia, przypominała coś na kształt mexican fast - food gorszego
        gatunku. Zamówiliśmy burrito (chyba takie standardowe, nie pamiętam teraz
        nazwy) i to co otrzymaliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Po pierwsze
        wielkość...podane przedtem nachosy, chyba ze 4 rodzaje sosów (najbardziej
        zapadł mi w pamięć ten z avocado) + mnóstwo surówek. Doskonale ostre,
        przyprawione, cudowna wachlarz kolorów na talerzu. I ten smak...
        Po zjedzeniu mniej wiecej połowy nie mogłam ruszyć się i wstać od stolika.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka