pati102
23.11.04, 15:18
zostalismy z malzonkiem moim zaproszeni w weekend ostatni na kolacje do jego
znajomych (tyle razy zapraszali, ze sie w koncu chlopaczyna zgodzil),
spoznilismy sie 15 minut (slownie pietnascie) w tym czasie gospodarz
zadzwonil 2 razy (spoznienie wynikalo z fatalnej aury i chocbysmy chcieli
szybciej sie poprostu nie dalo). kiedy dotarlismy gospodarz, otwierajac nam
drzwi, zakomunikowal "juz zaczelismy jesc, bo styglo" (dodam, ze bylismy
jedynymi goscmi) i troszke sie nieswojo poczulam... czy to jest jakis
straszny problem wstawic jedzenie do lekko nagrzanego piekarnika... o
smakowitosci nie bede wspominac, natomiast ilosc wskazywala na to, ze to
przystawka i to dla jednej a nie czterech osob...tragedia. po co zapraszac
kogos na "kolacje" skoro tak sie to zalatwia? nie lepiej
powiedziec "wpadnijcie, przyniescie chipsy i browar"?