Dodaj do ulubionych

fobie...czytając

IP: *.gdynia.mm.pl 06.01.05, 23:53
Czytając wątek o fobiach żywieniowych nasuwa mi się parę spostrzeżeń:
1. Alergie - rzecz zrozumiała, należy się z tym pogodzić.
2. Cała reszta?A bo to w przedszkolu, a mamusia...Zjedliście spieprzoną
potrawę i tyle, trzeba zjeść zrobioną po mistrzowsku a potem ewentualnie
zwracać i mówić,że bleee...
3.Znacząca większość w taki sposób hoduje u swojego potomstwa identyczne
reakcje, paprząc im dokładnie przyszłe, dorosłe życie.
4. Fobie się leczy...medycyna - mam na myśli psychologię kliniczną i
psychoanalizę poszły wystarczająco do przodu aby sobie poprawić kulinarny
komfort życia. Czego wszystkim życzę.
Jeszcze drobna dygresja. Zawsze możecie znależć się w sytuacji przymusowej
(patrz tragedia w Azji)i oby zostały Wam do jedzenia te marchewki, kalafiory,
gołąbki i śledzie.
Obserwuj wątek
    • dispell Re: ))) 07.01.05, 00:00
      Świnta racja, sam Łon nie ująłby tego zgrabniej wsadzając palucha w sedno
      sprawy...)))Moja żona nie jadała buraczków, gdy zacząłem drążyć temat okazało
      się,że kiedyś tam (w dziectwie oczywiście) wciśnięto jej jakieś "zleżałe".
      Teraz wcina aż furczy - warunek - nie mogą być kupne...)))
    • Gość: Nina Re: fobie...czytając IP: *.toya.net.pl 07.01.05, 01:26
      Nie do konca sie z Toba zgodze:)
      W dziecinstwie bylam niejadkiem-z warzyw np.jadalam wylacznie marchewke,zielona
      salate,ogorki prosto z grzadki i rzodkiewki.Zaden tam kupny szajs-wszystko z
      wlasnego ogrodu i przyrzadzone przez genialnie gotujaca babcieZ pomidorow
      jadalam wylacznie "pietki", cebula-jesli wystepowala w potrawie-musiala myc
      zmielona/zmiksowana.Z czasem przekonalam sie do wiekszosci jadalnych rzeczy-
      pozostalo kilka i nawet w mistrzowskim wykonaniu sa dla mnie nie do
      przelkniecia.Sztandarowym przykladem jest szpinak-moja przyjaciolka robi go na
      kilka sposobow,ponoc naprawde rewelacyjnie-jestem w stanie przelknac lyzeczke i
      koniec.Wiec teraz nie wiem, czy juz powinnam zaczac sie leczyc, czy tez nie ma
      dla mnie ratunku?;)
      PS.A ze czlowiek zywieniowo zmienny jest-przyklad gotowanej kapusty.Zajelo mi
      jakies 20 lat doroslego zycia, zeby zaczac to cos jesc:)
      • Gość: senin Re: fobie...czytając IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 07.01.05, 02:51
        Sztandarowym przykladem jest szpinak-moja przyjaciolka robi go na
        > kilka sposobow,ponoc naprawde rewelacyjnie-jestem w stanie przelknac lyzeczke

        ta "lyzeczka" daje do myslenia, i te "kilka sposobow" - wychodzi na to ze to
        wciaz jeden i ten sam sposob "na ciape",

        dokad nie bedziesz mogla jesc go widelcem lub paleczkami to nawet nie lodz sie,
        ze sa to jakies sposoby...
        Sprobuj przyrzadzic tak by liscie byly w calosci - sa sposoby :))))
        • kragmel szpinak 07.01.05, 10:17

          > ze sa to jakies sposoby...
          > Sprobuj przyrzadzic tak by liscie byly w calosci - sa sposoby :))))

          próbowałam. wciąż nie mogę przełknąć więcej niż jednego widelca. jesteśmy z
          warzywem szpinakiem niekompatybilni ;)
          • ampolion Re: szpinak 07.01.05, 17:18
            A na surówkę? Tak też się je ładny szpinak w Stanach.
            • kragmel Re: szpinak 07.01.05, 21:29
              Pichciarzu, dobrze, że mi przypomniałeś! szpinak na surowo jadłam i taki był
              całkiem smaczny. hmm to była jakaś sałata zadziwiająca z malinami w środku
      • pejsik Re: fobie...czytając 07.01.05, 06:33
        poza tym to akurat nie jest: nie i koniec, bo nie - tylko masz prawo do tego,
        zeby cos ci nie smakowalo. a smak sie zmienia. ja nie toleruje ludzi, ktorzy
        zanim cos wezma do ust to juz strzela mine obrzydzenia i przy okazjio obrzydza
        jedzenie wszystkim dookola. Ale to sie pewnie bardziej z nieznosnego charakteru
        bierze...
    • barbamamaa Re: fobie...czytając 07.01.05, 10:02
      Możliwy jest też kierunek odwrotny - ktoś kiedyś jadł wszystko, a po jakimś
      wydarzeniu, etapie życia czegoś nie znosi. Znam kilku facetów, którzy po
      odsłużeniu dwóch lat ku chwale Ojczyzny nie są w stanie tknąć kapuśniaku czy
      krupniku.
    • kardamon1 Re: fobie...czytając 07.01.05, 10:29
      z fobiami mozna walczyc tylko trzeba chciec i to jest chyba glowny problem.

      ja sam jeszcze kilka lat temu za nic nie dotknalbym kalafiora, brokulow czy
      szpinaku. teraz zjem wszystko a szpinak to nawet ostatnio bardzo chetnie.

      za to mam znajomego, ktory na widok groszku czy marchewki robi mine jak by go
      mieli zaraz pocwiartowac, jedyne warzywo jakie toleruje to ogorek konserwowy -
      w sumie jego sprawa, tylko ze w ten sposob mozna sie pozbawic naprawde wielu
      fajnych wrazen i smakow.
    • Gość: stanowcza Re: fobie...czytając IP: 213.17.230.* 07.01.05, 10:32
      Co za zbieg okoliczności...Wczoraj w wolnej chwili zajrzałam ponownie do
      wątku "fobiowego" widząc, że rozrósł się do niemożliwych rozmiarów.
      Przykro mi, ale mogę jedynie ponowić moje wyrażone tam (w początkowych postach)
      zdanie - elegancki, dobrze wychowany człowiek je wszystko. Wszystko ze swojego
      obszaru kulturowego. Dyplomata je po prostu wszystko co na przyjęciu podadzą -
      tak było od lat (było również przedmiotem licznych anegdot tego środowiska), i
      tyle, że nie wiem co teraz z tym fantem wobec plagi alergii. Ale na forum
      dyplomatów brak, a i arystokraci też nie posiadają chyba swojej reprezentacji,
      żeby tu dobitnie i do końca opowiedzieć jak ich wychowano na "wszystkojadków".
      Z mojego skromnego doświadczenia natomiast - kilka razy w życiu musiałam zjeść
      coś czego bardzo nie lubiłam. Zrobiłam to tylko po to, żeby komuś nie zrobić
      przykrości. Żadne bohaterstwo - tak trzeba. No i żyję, a przy stole nikt nie
      zauważył, że mam problem.
      Kochani dorośli "niejadkowie". To co opisujecie jest w stu procentach objawem
      histerycznym. Można to pielęgnować w pieleszach domowych. Ale poza domem...po
      prostu nie wypada. Po prostu nie wypada...:)
      • Gość: kiwi Re: fobie...czytając IP: *.chello.pl 07.01.05, 10:46
        Zgadzam sie w pełni, co do "wszystkojadków". Sama mam w domu sympatyczną parkę.
        Bez zadnego zmuszania i mimo walk (pokojowych) o marchewke z groszkiem na
        przykład. Z kolei znam dorosłego snoba, niby sympatyczny i niegłupi, ale wokół
        głośno opowiada, ze on to nie jada niczego, co czerwone: pomidorów, buraków,
        rzodkiewek, homarów itp. Większej bzdury nie słyszałam.
        • kardamon1 to ladne jest :) 07.01.05, 11:10
          ...czyli je oczami?
          • dispell Re: Mój dziadek... 07.01.05, 11:24
            Mój dziadek był człekiem prostym i stosującym w życiu tzw "chłopskie mądrości"
            jedno z jego powiedzonek, było dosadne, lecz nadzwyczaj trafne. Zwykł był w
            takich przypadkach mówić: "-Nie chcesz jeść?Nie smakuje? To zjedz g...na i
            napij się wody..." Na takie dictum człowiek z wyobraźnia jadł wszystko...)))
            Miałem kulku znajomych co to jeszcze stołu nie zobaczyli ( a jestem człekiem,
            który nie stawia przed gości ryjofonikiem jedynie tradycyjnej sałatki i śledzi
            w śmietanie - chociaż owszem też sa bo lubię) tylko staram się aby zawsze było
            inaczej - ale wyeliminowali się sami...Uważam, że ktoś kto wchodzi do mojego
            domu i od drzwi zaczyna "dondrotać" po pierwsze: nie szanuje mnie, więc i ja
            nie mam obowiązku szanować jego, jest zwykłym chamem a chamstwo należy tępić -
            wiec natychmiast padała z moich ust propozycja: _ Naprzeciwko jest bar i parę
            restauracji, na pewno coś dla siebie znajdziesz...
            Ludzie z klasą otrzexwieli na takie słowa - bez zniknęli z horyzontu, ale...to
            ich sprawa a mój spokój...)))Pozdrawiam jadków i niejadków...)))
            • Gość: szadoka Re: Mój dziadek... IP: 212.160.172.* 07.01.05, 15:44
              i bardzo slusznie.
              Sama jestem wszystkozerna (jedynie mozdzek mnie odstrasza, ale nigdy nie mialam
              okazji zjesc i nie wiem na pewno czy nie lubie) i do szalu mnie doprowadza moja
              rodzona siostra co to drob inny niz blady kurczak ze sklepu to nie, baranina
              nie, z ryb jedynie kostki mintajowe, morskie robale boze bron, podroby fuj itp
              gdyby byla ze mna na sylwestra to by zglodniala biedactwo... bo byly i krewetki
              i raki w zupie pomidorowej i kaczusia pieczona z zurawinami i cieniutkie platki
              surowej poledwicy z rukola oraz mnostwo innych pysznosci...mniam mniam alem sie
              rozmarzyla...
              • jollka2 Re: Mój dziadek... 07.01.05, 16:05
                Niesamowitą tolerancję przejawiacie do innych.
                czyżby niekt nie słyszal powiedzenia (nie pamiętam autora), że smak jest
                najbardziej subiektywnym odczuciem człowieka?? Dlaczego więc nie potraficie
                zrozumieć, że ktoś czegoś nie lubi, brzydzi się itp. Rozumiem ,ze czasem są to
                fobie z dzieciństwa. Jestem typem, ktory wielu rzeczy nie lubi, a niektorymi
                się brzydzi. Smakowalam ślimaki, krewetki, baraninę, czerninę ze świni itp. i
                niestety nie smakuje mi to. A jak mi coś nie smakuję, robi mi się niedobrze,
                więc wychodzi na to, że nie są to fochy, tylko ten typ tak ma. Nie jestem
                wszystkożerna i czasem to kłopot. A jeśli ktoś tego nie rozumie, to jego
                problem.
                • 7777777s Re: Mój dziadek... 07.01.05, 16:33
                  a zjedlibyście jakby wam potrawa spacerowała po talerzu ?(dosłownie)
                • kardamon1 Re: Mój dziadek... 07.01.05, 16:43
                  ale przeciez nikt nie kaze nikomu byc wszystkozernym. jak ktos nie lubi to
                  trudno.

                  tylko, ze mi osobiscie nie podoba sie taka postawa, ze "tego nie tkne tego nie
                  rusze bo na pewno okropne jest, chociaz w zyciu tego nie jadlem". wg mnie rozne
                  rzeczy trzeba w zyciu probowac, to kwestia pewnej otwartosci chyba.
                  • kardamon1 Re: Mój dziadek... 07.01.05, 16:46
                    nie wypowiadam sie na temat tego co sie rusza na talerzu :) posty mi sie krzywo
                    wklejaja
                • Gość: szopen chyba chodzi o roznice IP: 206.73.209.* 07.01.05, 16:52
                  Pomiedzy: mi nie smakuje czy nie lubie a to jest niejadalne.

                  Jadalnych rzeczy jest naprawde wiecej niz zwykle sobie wyobrazamy.

                  Ja jadam wszystko oprocz psow, zasady jakies miec trzeba.

                  Nie lubie niektorych rzeczy wiec ich nie jem (Durian), ale jesli nie byloby nic
                  innego to bym zjadl ..... chyba.
                  • Gość: Marta Re: chyba chodzi o roznice IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.05, 20:33
                    Watek fobiowy jest watkiem zabawowym, sluzy rozrywce, odreagowaniu i tak dalej.
                    Kazdy kto go czyta i sie dopisuje, robi to z wlasnej woli i zakladam ze dla
                    (fakt, roznie pojetej) przyjemnosci.
                    Dlatego uwazam, ze ocenianie osob, ktore sobie radosnie wybrzydzaja na forum, w
                    kategoriach dyplomacji, dobrego czy zlego wychowania, umierajacego z glodu
                    Trzeciego Swiata i tak dalej, jest moim zdaniem nieporozumieniem. To, ze ktos
                    nie znosi zapachu swiezego ogorka, nie oznacza (przynajmniej dla mnie) ze jest
                    niewrazliwy i nie wychowany, i powinien zostac teleportowany na wybrzeze
                    Sumatry, to natychmiast przestanie wybrzydzac.
                    Nie lubie satatek z kukurydza, ale zjadam je u cioci, ktora nie umie gotowac,
                    ale ma za to wielke serce. Nie jem miesa, ale wciagam "tuszonke" ze sloika u
                    znajomych na Syberii, ktorzy wykladaja na stol wszystko co maja w spizarce. I
                    pewnie tak postepuje wiekszosc forumowiczow.
                    Watek fobiowy to przeciez zabawa.
                    • pejsik Re: chyba chodzi o roznice 07.01.05, 22:08
                      ale tu wlasnie chodzi o te osoby, jak doczytasz dokladnie, ktore nie rusza
                      nawet u cioci o golebim sercu, a ich jedyny argument to "nie bo nie".
                      taki "francuski piesek" co to on nie tknie bo to wstretne, za tanie, nie wypada
                      itp itd. i jeszcze doda: jak ty to mozesz jesc...
      • Gość: korekta Re: fobie...czytając IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.05, 10:00
        >Dyplomata je po prostu wszystko co na przyjęciu podadzą -
        > tak było od lat (było również przedmiotem licznych anegdot tego środowiska), i
        > tyle, że nie wiem co teraz z tym fantem wobec plagi alergii. Ale na forum
        > dyplomatów brak, a i arystokraci też nie posiadają chyba swojej reprezentacji,
        > żeby tu dobitnie i do końca opowiedzieć jak ich wychowano na "wszystkojadków".

        Eeeee, wytrawny dyplomata popija dyskretnie ta sama szczklaneczke wody przez
        cale przyjecie, inaczej bylby zmuszony zjesc kolo 4 ogromnych zestawow
        dziennie:) Po tym podobno poznac mozna wlasnie dyplomate z praktyka:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka