Forum Kuchnia Wino
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    w restauracji też można

    IP: 212.160.147.* 06.09.03, 08:57
    Jadąc ostatnio do Zgorzelca odwiedziłem słynącą z najlepszych w Polsce
    filetów z morszczuka restaurację Oleńka (zaraz za Bolesławcem, po lewej). Ze
    zdziwieniem stwierdziłem, że w tej przydrożnej knajpie jest karta win, a w
    niej całkiem stosowny do okoliczności zestaw po bardzo sensownych, niższych
    niż w niejednym sklepie, cenach. Wyglądało to na kontrrewolucję, albo po
    prostu wyspę rozsądku na wzburzonym oceanie idiotyzmu. Nie jestem kuzynem,
    wujem ani ciotką właściciela lokalu, ale jakby ktoś tamtędy przejeżdżał -
    polecam, zajrzyjcie, choćby z ciekawości!
    pozdrawiam
    p.s. w najnowszej "Kuchni" (nie jestem targetem tego pisma, więc je tylko
    przeglądam w kiosku) sporo miejsca zajmują teksty o winach, są krótkie opisy
    (głównie Grzegorz Jach) oraz dłuższy artykuł o Kaliforni, w ramach kaganka
    oświaty niesionego gospodyniom domowym
    deo
    Obserwuj wątek
      • Gość: bartek Re: w restauracji też można IP: 213.17.236.* 06.09.03, 09:05
        To rzeczywiście pewiem fenomen, i może jeden nieliczny w kraju bo przecież wina
        w restuaracjach są z reguły o wiele droższe niz w sklepie mimo że jakość i
        marka wina często pozostawia wiele do życzenia. Z moich skromnych obserwacji
        wynika że wina są z reguły o połowę drozsze w lokalach za butelke Sangre de
        Toro zapłaciłem 60zł a supermarkecie można ją dostać za ok 30zł, oprócz tego
        dochodzi ważna jest jeszcze klasa lokalu im więcej gwiazdek tym więcej zer.
        pozdr.
        bartekW
      • Gość: VooVoo Re: w restauracji też można IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.03, 13:54
        Gość portalu: docg napisał(a):

        > Jadąc ostatnio do Zgorzelca odwiedziłem słynącą z najlepszych w Polsce
        > filetów z morszczuka restaurację Oleńka (zaraz za Bolesławcem, po lewej).

        Nigdy nie słyszałem. czy te sławne morszczuki łowią gdzieś w pobliżu, czy
        transportem lotniczym z nad morza? Obiło mi się o uszy, że ryby są niezłe jak
        są świeże...

        > Ze
        > zdziwieniem stwierdziłem, że w tej przydrożnej knajpie jest karta win, a w
        > niej całkiem stosowny do okoliczności zestaw po bardzo sensownych, niższych
        > niż w niejednym sklepie, cenach.

        Bardzo to interesujące! jakby udało Ci się podać jakieś konkretne przykłady, to
        byłoby cudownie! Na razie to informacja zupełnie bezwartościowa, bo jeśli to są
        Sofie z początku lat 90tych, to nie dziwie się, że są tańsze niż w sklepie.

        > Wyglądało to na kontrrewolucję, albo po
        > prostu wyspę rozsądku na wzburzonym oceanie idiotyzmu.

        Nazywanie rozsądkiem dokładanie do interesu, przypomina mi upór górników
        żądających wyższych pensji i gwarantowanego zatrudnienia, kiedy nikt nie kupuje
        wykopanego przez nich węgla.

        > Nie jestem kuzynem,
        > wujem ani ciotką właściciela lokalu, ale jakby ktoś tamtędy przejeżdżał -
        > polecam, zajrzyjcie, choćby z ciekawości!
        > pozdrawiam

        Chętnie zajrzę, ale podaj chociaż 5-10 przykładów win i ich cen za butelkę. Na
        kieliszki jednak bym nie ryzykował...
        • Gość: docg Re: w restauracji też można IP: 212.160.147.* 08.09.03, 14:22
          Gość portalu: VooVoo napisała:

          > Nigdy nie słyszałem. czy te sławne morszczuki łowią gdzieś w pobliżu, czy
          > transportem lotniczym z nad morza? Obiło mi się o uszy, że ryby są niezłe jak
          > są świeże...
          ----------> z mojego doświadczenia wynika, że ryby są jednak lepsze, jak są
          usmażone (upieczone, ugotowane).
          Co do reszty - pamięć ma zawodna, konkretów Ci nie podam, ale następnym razem
          sobie zapiszę. Na pewno nie były to przeterminowane Sophie (przy okazji, kiedyś
          na kontretykiecie Sophii zobaczyłem termin przydatności do spożycia: pół roku
          od daty produkcji :-))
          Pamiętam, że było coś od Torresa (butelka 0,2 l za 10 zł) i Sutter Home
          (normalna butelka za niecałe 40 zł) oraz Heritage du Rhone za niecałe 30 zł. No
          ale to są znów nieistotne ogólniki. Natomiast protestuję przeciwko stwierdzeniu
          o braku sensu ekonomicznego przedsięwzięcia. Otóż, jeśli knajpa ma renomę i
          odwiedza ją dużo gości, to prawdopodobnie na samym jedzeniu zarabia
          wystarczająco dużo, żeby pozwolić sobie na mniejszy, choćby symboliczny zysk na
          winach. A klienci zapewne docenią to, że za przystępną cenę będą mogli wypić
          kieliszek (albo butelkę) wina do obiadu. Mi się to w każdym razie podoba.
          pozdrawiam
          • Gość: Marek Re: w restauracji też można IP: 194.181.108.* 08.09.03, 15:49

            > o braku sensu ekonomicznego przedsięwzięcia. Otóż, jeśli knajpa ma renomę i
            > odwiedza ją dużo gości, to prawdopodobnie na samym jedzeniu zarabia
            > wystarczająco dużo, żeby pozwolić sobie na mniejszy, choćby symboliczny zysk
            na
            > winach. A klienci zapewne docenią to, że za przystępną cenę będą mogli wypić
            > kieliszek (albo butelkę) wina do obiadu. Mi się to w każdym razie podoba.
            > pozdrawiam
            Gdzieś Parker napisał o "okradaniu" klientów w restauracja skandalicznymi
            cenami win, chyba napisał że uczciwa cena wina w restauracji nie powina
            przekraczać o ok. 30% sklepowej. Wtedy kienci zamawialiby wina do posiłków bo
            nie czuli by sie okradani. Biorąc pod uwagę że sklepy mają marże co najmniej
            20% to restauracja kupująca u importera i tak miałaby przebitkę co najmniej 50%
            więc pisanie o dokładaniu do interesu przez restauracje to jakieś
            nieporozumienie.
            • Gość: VooVoo Re: w restauracji też można IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.03, 16:11
              Gość portalu: Marek napisał(a):

              > Gdzieś Parker napisał o "okradaniu" klientów w restauracja skandalicznymi
              > cenami win, chyba napisał że uczciwa cena wina w restauracji nie powina
              > przekraczać o ok. 30% sklepowej. Wtedy kienci zamawialiby wina do posiłków bo
              > nie czuli by sie okradani. Biorąc pod uwagę że sklepy mają marże co najmniej
              > 20% to restauracja kupująca u importera i tak miałaby przebitkę co najmniej
              50%
              >
              > więc pisanie o dokładaniu do interesu przez restauracje to jakieś
              > nieporozumienie.

              Wybacz, ale to bzdura. Pan Parker nigdy nie prowadził żadnej restauracji z
              normalną (wcale nie jakąś gigantyczną!) kartą win. Niech zajmie się tym, na
              czym się zna. Przy takiej marży jak piszesz, na stole otrzymałbyś papierowy
              obrus i plastikowe, jednorazowe kieliszki i raczej musiałbyś po wino udać się
              do sam do baru.
              • Gość: marek Re: w restauracji też można IP: 194.181.108.* 09.09.03, 12:55

                > > więc pisanie o dokładaniu do interesu przez restauracje to jakieś
                > > nieporozumienie.
                >
                > Wybacz, ale to bzdura. Pan Parker nigdy nie prowadził żadnej restauracji z
                > normalną (wcale nie jakąś gigantyczną!) kartą win. Niech zajmie się tym, na
                > czym się zna.
                To nie jest bzdura a Parker napisał to co myśli każdy normalny klient
                restauracji, którym ty z pewnością nie jesteś , a raczej właścicielem
                restauracji.

                Przy takiej marży jak piszesz, na stole otrzymałbyś papierowy
                > obrus i plastikowe, jednorazowe kieliszki i raczej musiałbyś po wino udać się
                > do sam do baru.
                To właśnie jest bzdura co napisałeś.
                Srednia marża 50% to jest cholernie dużo, sam pracuję w handulu i jest to
                prawie nie osiągalne. Jeśli dla ciebie to mało to gratuluję chciwości.
                Niedawno kupiłem u importera Ch. La Lagune zapłaciłem 157 zł. w sklepie to wino
                kosztuje 197 zł a w jednej karcie win w restauracji zobaczyłem za 350 zł.
                Gdyby to wino kosztowało w restauracji max 250 zł to restauracja miałaby
                przebitkę ok. 100 na butelce a więc pewnie więcej niż na całym obiedzie. Jeśli
                uważasz że 100 zł czystego zysku + zysk na jedzeniu to tyle żeby wystarczy na
                plastikowe kieliszki w restauracji i papierowy obrus to polecam odstawić jointy
                bo śmierdzi nimi na odległość, ewentualnie poczytać coś na temat
                słowa "chciwość"
                • Gość: VooVoo Re: w restauracji też można IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.03, 15:23
                  Gość portalu: marek napisał(a):

                  >
                  > > > więc pisanie o dokładaniu do interesu przez restauracje to jakieś
                  > > > nieporozumienie.
                  > >
                  > > Wybacz, ale to bzdura. Pan Parker nigdy nie prowadził żadnej restauracji z
                  >
                  > > normalną (wcale nie jakąś gigantyczną!) kartą win. Niech zajmie się tym, n
                  > a
                  > > czym się zna.
                  > To nie jest bzdura a Parker napisał to co myśli każdy normalny klient
                  > restauracji, którym ty z pewnością nie jesteś , a raczej właścicielem
                  > restauracji.

                  Gdyby tak było jak piszesz, to restauracje nie miałyby klientów. Proste? Chyba
                  tak... Widać jednak jest dostatecznie duża grupa "nienormalnych" klienów.

                  Restauracje z przyzwoitymi kartami win, nie są dla "normalnych" klientów. Są
                  dla bogatych klientów. Tak jest na całym świecie i biadolenie tego nie zmieni.
                  Masz wybór: albo stać Cię na wino w porządnej knajpie, albo masz wybór
                  nierzadko przyjemniejszej formy picia wina jakim jest spożycie go w domu.

                  >
                  > Przy takiej marży jak piszesz, na stole otrzymałbyś papierowy
                  > > obrus i plastikowe, jednorazowe kieliszki i raczej musiałbyś po wino udać
                  > się
                  > > do sam do baru.
                  > To właśnie jest bzdura co napisałeś.
                  > Srednia marża 50% to jest cholernie dużo,

                  W gastronomii to jest poniżej kosztów. Więc nie wypisuj takich fantazji.

                  > sam pracuję w handulu i jest to
                  > prawie nie osiągalne.

                  Bogu dzięki, że "prawie nie osiągalne"! Jeszce by brakowało, żeby w detalu
                  ktoś "kroił" nas na 50%. Choć piszesz, że prawie, więc zakładam że próbujesz.

                  > Jeśli dla ciebie to mało to gratuluję chciwości.
                  > Niedawno kupiłem u importera Ch. La Lagune zapłaciłem 157 zł. w sklepie to
                  wino
                  >
                  > kosztuje 197 zł a w jednej karcie win w restauracji zobaczyłem za 350 zł.
                  > Gdyby to wino kosztowało w restauracji max 250 zł to restauracja miałaby
                  > przebitkę ok. 100 na butelce a więc pewnie więcej niż na całym obiedzie.
                  Jeśli
                  > uważasz że 100 zł czystego zysku + zysk na jedzeniu to tyle żeby wystarczy na
                  > plastikowe kieliszki w restauracji i papierowy obrus to polecam odstawić
                  jointy
                  >
                  > bo śmierdzi nimi na odległość, ewentualnie poczytać coś na temat
                  > słowa "chciwość"

                  Choć wyszło z ciebie zwykłe prostactwo w tym co napisałeś, ale spróbuję uzyskać
                  od Ciebie kilka odpowiedzi, które może zweryfikują twoją wiedzę na temat
                  kosztów w restauracji:

                  Jak sądzisz (zanim kolejny raz opublikujesz swoje "rewelacje"):

                  1. Ile kosztuje obsada 24 kelnerów miesięcznie?
                  (dla ułatwienia dodam, że "troszkę" więcej niż kilku sprzedawców w sklepie -
                  przemyśl z jakich powodów)

                  2. Ile kosztuje wyposażenie kuchni restauracji na 80-100 miejsc?
                  (jeśli przypadkiem nie znasz szczegółów, to proponuje zainteresować się takim
                  drobnym i jednym z tańszych elementów jak zmywarka kieliszków)

                  3. Ile trzeba mieć butelek wina w piwnicy/magazynie, żeby móc oferować kartę
                  win z 80-100 pozycjami?


                  Zadałbym kilka innych pytań, ale może najpierw odpowiesz na te, skoro kreujesz
                  się tu na eksperta od analiz marż w restauracjach. To bardzo proste pytania i z
                  drobną pomocą internetu powinieneś sobie poradzić.
                  • Gość: Marek Re: w restauracji też można IP: 194.181.108.* 09.09.03, 15:41

                    > Jak sądzisz (zanim kolejny raz opublikujesz swoje "rewelacje"):
                    >
                    > 1. Ile kosztuje obsada 24 kelnerów miesięcznie?
                    > (dla ułatwienia dodam, że "troszkę" więcej niż kilku sprzedawców w sklepie -
                    > przemyśl z jakich powodów)
                    >
                    > 2. Ile kosztuje wyposażenie kuchni restauracji na 80-100 miejsc?
                    > (jeśli przypadkiem nie znasz szczegółów, to proponuje zainteresować się takim
                    > drobnym i jednym z tańszych elementów jak zmywarka kieliszków)
                    >
                    > 3. Ile trzeba mieć butelek wina w piwnicy/magazynie, żeby móc oferować kartę
                    > win z 80-100 pozycjami?
                    >
                    >
                    > Zadałbym kilka innych pytań, ale może najpierw odpowiesz na te, skoro
                    kreujesz
                    > się tu na eksperta od analiz marż w restauracjach. To bardzo proste pytania i
                    twoje pytania odnośnie cen win są bezsensowne, są bezsensowne z prostego powodu.
                    Koszt prowadzenia restauracji w której serwuje się wina od takiej która nie ma
                    ani jednej butelki prawie się nie różni, nie trzeba tutaj żadnego speca od
                    restauracji żeby to stwierdzić. Czy utrzymanie tych 24 kelnerów będzie wyższe
                    jeśli będą oni oprócz jeddzenia podawać także wino????? wątpię.
                    Jedynym kosztem jest kupno dużej lodówki na buteli ale jeśli ktoś chce mieć 80
                    win ( x 5 butelek średnio)to na jedną butelkę w dłuższym czsie koszty się
                    idealnie rozkładają.
                    Restauracja zarabia na jedzeniu, a drogie alkochole to jej ekstra zarobek
                    niezależny od kosztów działalności podstawowej.
                    Czy pensje personelu, kupno zastaw stołowych, obrusów i innych kosztów stałych
                    jest większe w restauracji w której seruje się wino??? Nie rozśmieszaj mnie,
                    przydałby ci sie podstawowy kurs ekonomii.
                    • winoman Re: w restauracji też można 09.09.03, 16:14

                      > Koszt prowadzenia restauracji w której serwuje się wina od takiej która nie ma
                      > ani jednej butelki prawie się nie różni, nie trzeba tutaj żadnego speca od
                      > restauracji żeby to stwierdzić. Czy utrzymanie tych 24 kelnerów będzie wyższe
                      > jeśli będą oni oprócz jeddzenia podawać także wino????? wątpię.
                      > Jedynym kosztem jest kupno dużej lodówki na buteli ale jeśli ktoś chce mieć 80
                      > win ( x 5 butelek średnio)

                      5 butelek to zdecydowanie za mało, przecież zdarza się, że przy jakimś dobrze się bawiącym stoliku cały zapas
                      jakiegoś wina może zniknąć w ciągu jednego wieczoru. Dobra restauracja nie może sobie pozwolić na coś takiego,
                      zwłaszcza, że naprawdę dobre restauracje mają w karcie również wina już od dawna niedostępne na rynku
                      detalicznym. Są restauracje (raczej nie w Polsce, fakt), których piwnice zawierają dziesiątki, a nawet i setki tysięcy
                      butelek!

                      > Restauracja zarabia na jedzeniu, a drogie alkochole to jej ekstra zarobek
                      > niezależny od kosztów działalności podstawowej.

                      Z tym też różnie bywa, są i takie, zwłaszcza te z naprawdę dobrą kartą win, które zarabiają głównie na winach.

                      > Czy pensje personelu, kupno zastaw stołowych, obrusów i innych kosztów stałych
                      > jest większe w restauracji w której seruje się wino???

                      Pensja sommeliera, koszt kieliszków (Petrusa nie poda się raczej w kieliszkach z Ikei), koszt ubezpieczenia wina
                      przechowywanego w piwnicy, koszt utrzymania piwnicy (choćby zwykły czynsz). Piwnice Fukiera w
                      międzywojennej Warszawie rozciągały się pod niemal wszystkimi kamienicami znajdującymi się po tej samej stronie
                      Rynku, co sama restauracja. To musi kosztować.

                      Oczywiście problem jest dużo bardziej złożony, w Wine Spectatorze czytałem o amerykańskich restauracjach
                      stosujących stałą marżę, rzędu 20-30 USD od butelki. To o czym piszę nie dotyczy oczywiście restauracji z bardzo
                      krótką kartą win kupowanych w jednej, miejscowej hurtowni i podawanych przez niewykwalifikowany personel w
                      kieliszkach kupowanych po 3 złote.

                      Pozdrawiam!
                    • Gość: VooVoo Re: w restauracji też można IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.03, 17:23
                      Gość portalu: Marek napisał(a):

                      >
                      > > Jak sądzisz (zanim kolejny raz opublikujesz swoje "rewelacje"):
                      > >
                      > > 1. Ile kosztuje obsada 24 kelnerów miesięcznie?
                      > > (dla ułatwienia dodam, że "troszkę" więcej niż kilku sprzedawców w sklepie
                      > -
                      > > przemyśl z jakich powodów)
                      > >
                      > > 2. Ile kosztuje wyposażenie kuchni restauracji na 80-100 miejsc?
                      > > (jeśli przypadkiem nie znasz szczegółów, to proponuje zainteresować się ta
                      > kim
                      > > drobnym i jednym z tańszych elementów jak zmywarka kieliszków)
                      > >
                      > > 3. Ile trzeba mieć butelek wina w piwnicy/magazynie, żeby móc oferować kar
                      > tę
                      > > win z 80-100 pozycjami?
                      > >
                      > >
                      > > Zadałbym kilka innych pytań, ale może najpierw odpowiesz na te, skoro
                      > kreujesz
                      > > się tu na eksperta od analiz marż w restauracjach. To bardzo proste pytani
                      > a

                      Więc bądź łaskaw odpowiedz, skoro są łatwe.

                      > i
                      > twoje pytania odnośnie cen win są bezsensowne, są bezsensowne z prostego
                      powodu
                      > .
                      > Koszt prowadzenia restauracji w której serwuje się wina od takiej która nie
                      ma
                      > ani jednej butelki prawie się nie różni,

                      Oczekuję wymienienia jednej NA ŚWIECIE restauracji, która nie serwuje wina.

                      > nie trzeba tutaj żadnego speca od
                      > restauracji żeby to stwierdzić. Czy utrzymanie tych 24 kelnerów będzie wyższe
                      > jeśli będą oni oprócz jeddzenia podawać także wino????? wątpię.

                      Nie będzie nic kosztować, pomnieważ restauracja splajtuje po miesiącu najdalej.
                      W każdej projekcji i prognozowaniu funkcjonowania restauracji, sprzedaż wina ma
                      istotne znaczenie. Bez wina, posiłki musiałyby być blisko dwukrotnie droższe.

                      > Jedynym kosztem jest kupno dużej lodówki na buteli ale jeśli ktoś chce mieć
                      80
                      > win ( x 5 butelek średnio)to na jedną butelkę w dłuższym czsie koszty się
                      > idealnie rozkładają.
                      > Restauracja zarabia na jedzeniu, a drogie alkochole to jej ekstra zarobek
                      > niezależny od kosztów działalności podstawowej.

                      Jesteś bezgranicznie naiwny.

                      > Czy pensje personelu, kupno zastaw stołowych, obrusów i innych kosztów
                      stałych
                      >
                      > jest większe w restauracji w której seruje się wino???

                      Jest identyczne, tyle tylko że stanowi znacznie mniejszą część obrotu. Co to
                      powoduje? Zgadnij!

                      > Nie rozśmieszaj mnie,
                      > przydałby ci sie podstawowy kurs ekonomii.

                      Kolejną prostacką uwagę pozostwaię bez komentarza. Udzielę Ci jednak darmowej
                      porady:

                      Jeżeli restauracja przypadkiem nie pomyliła Ci się z barem mlecznym albo bistro
                      z zapiekankami, to ze swoją wiedzą nie otwieraj nigdy restauracji. Odbierzesz
                      chleb sobie i rodzinie a pracownicy nigdy nie zobaczą pensji na oczy.
          • Gość: VooVoo Re: w restauracji też można IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.03, 16:07
            Gość portalu: docg napisał(a):

            > Gość portalu: VooVoo napisała:
            >
            > > Nigdy nie słyszałem. czy te sławne morszczuki łowią gdzieś w pobliżu, czy
            > > transportem lotniczym z nad morza? Obiło mi się o uszy, że ryby są niezłe
            > jak
            > > są świeże...
            > ----------> z mojego doświadczenia wynika, że ryby są jednak lepsze, jak są
            > usmażone (upieczone, ugotowane).

            ))) Zapewne, choć japończycy mogliby się niezgodzić. Wiadomo co miałem na myśli.

            > Co do reszty - pamięć ma zawodna, konkretów Ci nie podam, ale następnym razem
            > sobie zapiszę. Na pewno nie były to przeterminowane Sophie (przy okazji,
            kiedyś
            >
            > na kontretykiecie Sophii zobaczyłem termin przydatności do spożycia: pół roku
            > od daty produkcji :-))
            > Pamiętam, że było coś od Torresa (butelka 0,2 l za 10 zł) i Sutter Home
            > (normalna butelka za niecałe 40 zł) oraz Heritage du Rhone za niecałe 30 zł.

            To marża istotnie niewielka, bo wino Torresa w butelkach 180ml kosztuje w
            detalu ok. 8,50 PLN (ergo jakieś 5PLN rutto w hurcie). Cen innych win z
            wymienionych nie znam.

            > No ale to są znów nieistotne ogólniki. Natomiast protestuję przeciwko
            > stwierdzeniu
            >
            > o braku sensu ekonomicznego przedsięwzięcia. Otóż, jeśli knajpa ma renomę i
            > odwiedza ją dużo gości, to prawdopodobnie na samym jedzeniu zarabia
            > wystarczająco dużo, żeby pozwolić sobie na mniejszy, choćby symboliczny zysk
            na
            >
            > winach.

            Nie sądzę. Posiadając kartę win składającą sie z czegoś więcej niż 10-20
            pozycji (a rozumiem, że tu taka jest skoro sygnalizujesz jej istnienie), nie ma
            sensu ekonomicznego sprzedawać ich z marżą detaliczną.

            > klienci zapewne docenią to, że za przystępną cenę będą mogli wypić
            > kieliszek (albo butelkę) wina do obiadu. Mi się to w każdym razie podoba.

            O tak! W to nie wątpię! Najbardziej doceniliby gdyby dostali te wina za darmo.
            Mysle, że wtedy to już naprawdę wszystkim by się podobało!
            • Gość: gość cecyl Re: w restauracji też można IP: *.kabaty.2a.pl 08.09.03, 18:02
              Ceny win w polskich restauracjach są skandaliczne i wynika to jedynie ze
              zwyczajowego przemnażania przez restauratorów ceny detalicznej (mimo że kupują
              po cenach hurtowych) przez 3 - szczególnie w Warszawie. Widocznie ekonomika
              interesu na tym polega, bo próbowałem rzecz przedyskutować ze znajomymi, a
              nawet zaprzyjaźnionymi restauratorami, ale jedyną odpowiedzią było wzruszenie
              ramionami, że wszyscy tak robią. I robi się błędne koło. Może jak znajdziemy
              się w Unii.
              • Gość: VooVoo Re: w restauracji też można IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.03, 15:03
                Gość portalu: gość cecyl napisał(a):

                > Ceny win w polskich restauracjach są skandaliczne i wynika to jedynie ze
                > zwyczajowego przemnażania przez restauratorów ceny detalicznej (mimo że
                kupują
                > po cenach hurtowych) przez 3 - szczególnie w Warszawie. Widocznie ekonomika
                > interesu na tym polega, bo próbowałem rzecz przedyskutować ze znajomymi, a
                > nawet zaprzyjaźnionymi restauratorami, ale jedyną odpowiedzią było wzruszenie
                > ramionami, że wszyscy tak robią. I robi się błędne koło.

                To typowy sposób rozpowszechniania półprawd i mitów. Wszędzie na świecie typową
                kalkulacją jest 2-2,5x cena detaliczna lub 3-3,5 razy cena hurtowa. Oczywiście
                mowa o lokalach zwanych restauracjami, w rozumieniu międzunarodowym tego słowa,
                z przyzwoitą kartą win. Inaczej kalkulacje prowadzi się dla win unikatowych.
                Polska nie jest tu żadnym wyjątkiem.

                > Może jak znajdziemy
                > się w Unii.

                Jak znajdziemy się w Unii, to może jedzenie w lokalach podrożeje, ale raczej
                nie potanieje wino.

                Oto karta win niezobowiązującej knajpki w Berlinie, którą znam (wszak Niemcy
                mają najtańsze wina w Unii):

                www.entrecote.de/Weinkarte/weinkarte.html

                W pobliskim sklepie, Château de Viaud 1999 Lalande de Pomerol, z powyższej
                karty kosztuje 18€. A więc hurra Unia!
                • Gość: Marek Re: w restauracji też można IP: 194.181.108.* 09.09.03, 15:28

                  > To typowy sposób rozpowszechniania półprawd i mitów. Wszędzie na świecie
                  typową
                  >
                  > kalkulacją jest 2-2,5x cena detaliczna lub 3-3,5 razy cena hurtowa.
                  Bzdura, na wiosnę byłem w Kolonii i w jednej z tamtejszych restauracji, nazwy
                  niestey nie pamiętam, przegladałem kartę win, jedno dokładnie do dzisiaj
                  zapamiętałem, Chateau Pichon Longueville Comtesse de Lalande 1990, kosztowało
                  185 EUR !!!!! w Niemczech w sklepie kosztuje ok. 130 EUR

                  Oczywiście
                  > mowa o lokalach zwanych restauracjami, w rozumieniu międzunarodowym tego
                  słowa,
                  to była bardzo dobra restauracja, tyle że tam nie pracują krwiopijcy, może
                  dlatego mieli full klientów
                • amsti Re: w restauracji też można 09.09.03, 15:34
                  Gość portalu: VooVoo napisał(a):


                  > (wszak Niemcy mają najtańsze wina w Unii):

                  no nie wiem, może w lokalach


                  > W pobliskim sklepie, Château de Viaud 1999 Lalande de Pomerol, z powyższej
                  > karty kosztuje 18€. A więc hurra Unia!

                  A Doisy-Daene kosztuje jakies 30 - 30 parę euro przeciętnie.


                  • Gość: VooVoo Re: w restauracji też można IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.03, 16:39
                    amsti napisał:

                    > Gość portalu: VooVoo napisał(a):
                    >
                    >
                    > > (wszak Niemcy mają najtańsze wina w Unii):
                    >
                    > no nie wiem, może w lokalach

                    Piszę to z przekąsem, bo przecież cła nie mają i VAT o 5% mniejszy niż my. To
                    chyba jeszcze taniej powinni mieć skoro marże mają mieć mniejsze z powodu bycia
                    w Unii...

                    >
                    >
                    > > W pobliskim sklepie, Château de Viaud 1999 Lalande de Pomerol, z powyższej
                    >
                    > > karty kosztuje 18€. A więc hurra Unia!
                    >
                    > A Doisy-Daene kosztuje jakies 30 - 30 parę euro przeciętnie.

                    O ile pamiętam, w karcie jest "half bottle" (ale pewien nie jestem), a poza tym
                    to kupowałem 1997 za niecałe 26 CHF w sklepie, więc nie panikujmy z tymi 30€.
                    • amsti Re: w restauracji też można 10.09.03, 13:32
                      Gość portalu: VooVoo napisał(a):
                      > O ile pamiętam, w karcie jest "half bottle" (ale pewien nie jestem),

                      Tak to faktycznie możliwe.


                      >
                      > to kupowałem 1997 za niecałe 26 CHF w sklepie, więc nie panikujmy z tymi 30S

                      no cóż, w takim razie ja przepłaciłem :(


                • Gość: gość cecyl Re: w restauracji też można IP: sosna:* / 192.168.3.* 09.09.03, 15:42
                  VooVoo jest chyba restauratorem, więc pewnie wie co mówi o marżach i
                  opłacalności. Ja opieram się na doświadczeniach austriacko - włosko -
                  hiszpańsko - francuskich i kartach win (w większości)opartych na winach
                  dostępnych w dobrych sklepach winnych i pamiętam, na przykład,że to samo wino z
                  Ribera del Duero (Alión 95) kosztowało w wielu lokalach (Costa Brava) o
                  zróżnicowanej kategorii mniej więcej tyle samo i naprawdę nie trzy razy tyle co
                  w sklepie i nie dwa razy tyle. Zdarzało mi się zresztą kupowac wino "na wynos"
                  w restauracjach, bo były to dostawy własne i nie miałem poczucia, że
                  przepłacam. I pewnie VooVoo ma racje, ze wino po maju 2004 nie stanieje, ale za
                  to będę mógł sobie przywieźć po cenie mi odpowiadającej i ilość mi
                  odpowiadającą. Zresztą i tak serce rośnie jeśli przypomnę sobie jak wyglądała
                  oferta win choćby 10 lat temu.
            • Gość: docg Re: w restauracji też można IP: 212.160.147.* 09.09.03, 08:43
              Gość portalu: VooVoo napisała:

              Najbardziej doceniliby gdyby dostali te wina za darmo.
              > Mysle, że wtedy to już naprawdę wszystkim by się podobało!
              -------------> czy Ty wiesz, że niechcący wymyśliłeś rzecz wielką? Weźmy np.
              taki White Zinfandel od jednego z kaliformijskich impotentów (znaczy się,
              przepraszam, potentatów miało być :) - w hurcie kosztuje to pewnie ze 20 zł,
              czyli za kieliszek 100 ml wychodzi 3 zł; albo w tańszej wersji białe Carlo
              Rossi - wyjdzie pewnie poniżej 2 zł za kieliszek - jakby restaurator dawał
              kieliszek wina do zamówionych potraw za darmo, to by mu się obrót zwiekszył o
              1000%. Co prawda ten akurat restaurator ni musi niczego zwiększać, bo i tak ma
              dużo gosci, ale dla innych to może być niezły pomysł.
              pozdrawiam
              • Gość: VooVoo Re: w restauracji też można IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.03, 12:07
                Nikomu nic by się nie "zwiększyło" oprócz kosztów ponioszonych na prowadzenie
                knajpy. Znałem lokale gdzie dawali kieliszek wina z darmo do posiłku i było to
                tylko i wyłącznie rozpaczliwym chwytem reklamowym tonącego w długach
                restauratora. Szanujące się i dobre restauracje mają wystarczającą ilość gości.
                Sam o tym wspomniałeś, że ta "Oleńka" na puste stoliki nie narzeka.
                • ducale 3 grosze .. 09.09.03, 18:22
                  Panie Waglewski,że jesteś w posiadaniu prawd przerabianych na tym forum
                  po raz enty ( nie trzeba być z branży , wystarczy dokładnie poczytac
                  forum) ,to nie powód agresji wobec innych , jeszcze bładzących w zakamarkach
                  polskiej winno-restauracyjnej rzeczywistości . To tytułem wstępu
                  Niestety Docg ,Twój przykład raczej nie bedzie zadnym wzorcem ( marże 50 % na
                  wino w restauracji to chyba jakis kosmos, no ewentualnie jakaś promocja).Nasz
                  rynek restauracyjny jest równie słaby jak winny - jest wybór ale nie ma
                  sprzedaży.Statystyczny Polak nie chodzi do restauracji,często są one jedynie
                  punktem spotkań biznesowych. Tak więc te wszelkie porównania z krajami Unii
                  chyba nie maja wielkiego sensu .O przyczynach nie trzeba chyba pisać ,kazdy wie
                  o co chodzi.Tak więc zapomnijmy o marżach w przytulnej Oleńce do tych z
                  topowych restauracji ,gdzie albo chodzisz bo cie stac ,albo jestes z firmową
                  visą.Reasumując życzmy sobie więcej "rodzinnych " Oleniek ( wszędzie takie
                  są ,tylko trzeba poszukać), a zostawmy restauracje z ładnymi kartami win ,i ich
                  marzami własnemu losowi i "prezesom banków" ( cyt. z Bończyka :)))
                  pozdr
                  • Gość: VooVoo Re: 3 grosze .. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.03, 19:29
                    ducale napisał:

                    > Panie Waglewski,że jesteś w posiadaniu prawd przerabianych na tym forum
                    > po raz enty ( nie trzeba być z branży , wystarczy dokładnie poczytac
                    > forum) ,to nie powód agresji wobec innych ,

                    Zwracam uwagę Panu, że to ja stałem się ofiarą niewybrednych wyzwisk ze strony
                    osoby podpisującej się Marek. Nie byłem wobe nikogo agresywny, a jeśli tak się
                    Panu wydaje, to przyczyny trzeba szukać w sobie.

                    > jeszcze bładzących w zakamarkach
                    > polskiej winno-restauracyjnej rzeczywistości . To tytułem wstępu
                    > Niestety Docg ,Twój przykład raczej nie bedzie zadnym wzorcem ( marże 50 % na
                    > wino w restauracji to chyba jakis kosmos, no ewentualnie jakaś promocja).Nasz
                    > rynek restauracyjny jest równie słaby jak winny - jest wybór ale nie ma
                    > sprzedaży.Statystyczny Polak nie chodzi do restauracji,często są one jedynie
                    > punktem spotkań biznesowych.

                    Ta sytuacja dotyczy większości renomowanych restauracji na świecie, a nie
                    Polski specyficznie.

                    > Tak więc te wszelkie porównania z krajami Unii
                    > chyba nie maja wielkiego sensu .

                    One sensu nie mają, ale z innego powodu niż ekonomiczne podstawy marży takiej a
                    nie innej. One nie mają sensu z powodu innej siły nabywczej klientów w krajach
                    bogatszych niż Polska. Przekłada się to jednak na ilość restauracji a nie na
                    ilość klientów w tychże. Gdziekolwiek na świecie, restauracja musi mieć
                    określoną ilość gości i określony obrót aby zarabiać. Tego nie zmienia miejsce
                    w którym jest i brak odpowiedniej liczby klientów powoduje porażkę
                    przedsięwzięcia. Gdyby fantastyczne z punktu widzenia finansów teorie,
                    serwowane w tym wątku, były prawdziwe, to na niezwykle "ciasnych" rynkach
                    krajów bogatych mielibyśmy setki restauracji serwujących wino za darmo
                    (przecież podobno zarabiają na jedzeniu!) lub w ferworze ostrej walki rynkowej
                    oferujących wina po cenach hurtowych lub z minimalną marżą. Tak się nie dzieje.
                    Czy to nie jest wystarczający dowód na ułomność tych pomysłów? Jeśli jest, to
                    zachodzę w głowę, jak to się stało, że żaden z autorów takich pomysłów nie
                    zrobił jeszcze furory na rynku restauracyjnym? Zgaduję, że pewnie inwestycja
                    jest na tyle duża, że musieliby złamać natychmiast po uruchomieniu restauracji
                    swoje zasady dotyczące ustalania cen w menu...

                    >O przyczynach nie trzeba chyba pisać ,kazdy wie
                    >
                    > o co chodzi.

                    A ja przyznam się, że nie wiem.

                    > Tak więc zapomnijmy o marżach w przytulnej Oleńce do tych z
                    > topowych restauracji ,gdzie albo chodzisz bo cie stac ,albo jestes z firmową
                    > visą.Reasumując życzmy sobie więcej "rodzinnych " Oleniek ( wszędzie takie
                    > są ,tylko trzeba poszukać), a zostawmy restauracje z ładnymi kartami win ,i
                    ich
                    >
                    > marzami własnemu losowi i "prezesom banków" ( cyt. z Bończyka :)))
                    > pozdr

                    Cały rynek tzw. "fine wines", czy to w restauracjach, czy w sklepach jest
                    całkowicie zależny od tych właśnie "prezesów banków" (czy to jakiś sarkazm albo
                    osobisty uraz do nich?). Nigdy nie było, nie ma i nie będzie istnieć
                    tzw. "wysoka kultura kuchni i wina" bez zastrzyku pieniędzy od najbogatszych w
                    społeczenstwie. A Panowie Bieńczyk i Bońkowski nie mieli by bez tych
                    pieniędzy "prezesów" spróbować połowy win, o których piszą - po prostu nikt by
                    ich nigdy nie zrobił.
                    • ducale Re: 3 grosze .. 10.09.03, 08:09
                      Zacznę od tego ze styl i retoryka p.Waglewskiego jest mi znana :)))),ale skąd
                      ten nick? hihi
                      rozumiem aby chyba rozruszać te senne forum :)
                      nych ,
                      >
                      > Zwracam uwagę Panu, że to ja stałem się ofiarą niewybrednych wyzwisk ze
                      strony
                      > osoby podpisującej się Marek. Nie byłem wobe nikogo agresywny, a jeśli tak
                      się
                      > Panu wydaje, to przyczyny trzeba szukać w sobie.

                      moja agresywność =zero,
                      >
                      > Ta sytuacja dotyczy większości renomowanych restauracji na świecie, a nie
                      > Polski specyficznie.
                      >
                      > > Tak więc te wszelkie porównania z krajami Unii
                      > > chyba nie maja wielkiego sensu .
                      >
                      > One sensu nie mają, ale z innego powodu niż ekonomiczne podstawy marży takiej
                      a
                      >
                      > nie innej. One nie mają sensu z powodu innej siły nabywczej klientów w
                      krajach
                      > bogatszych niż Polska. Przekłada się to jednak na ilość restauracji a nie na
                      > ilość klientów w tychże. Gdziekolwiek na świecie, restauracja musi mieć
                      > określoną ilość gości i określony obrót aby zarabiać. Tego nie zmienia
                      miejsce
                      > w którym jest i brak odpowiedniej liczby klientów powoduje porażkę
                      > przedsięwzięcia. Gdyby fantastyczne z punktu widzenia finansów teorie,
                      > serwowane w tym wątku, były prawdziwe, to na niezwykle "ciasnych" rynkach
                      > krajów bogatych mielibyśmy setki restauracji serwujących wino za darmo
                      > (przecież podobno zarabiają na jedzeniu!) lub w ferworze ostrej walki
                      rynkowej
                      > oferujących wina po cenach hurtowych lub z minimalną marżą. Tak się nie
                      dzieje.
                      >
                      > Czy to nie jest wystarczający dowód na ułomność tych pomysłów? Jeśli jest, to
                      > zachodzę w głowę, jak to się stało, że żaden z autorów takich pomysłów nie
                      > zrobił jeszcze furory na rynku restauracyjnym? Zgaduję, że pewnie inwestycja
                      > jest na tyle duża, że musieliby złamać natychmiast po uruchomieniu
                      restauracji
                      > swoje zasady dotyczące ustalania cen w menu...
                      >
                      > >O przyczynach nie trzeba chyba pisać ,kazdy wie
                      > >
                      > > o co chodzi.
                      >
                      > A ja przyznam się, że nie wiem.

                      przeciez sam sobie odpowiedziałes ,przed chwilą :)

                      > Cały rynek tzw. "fine wines", czy to w restauracjach, czy w sklepach jest
                      > całkowicie zależny od tych właśnie "prezesów banków" (czy to jakiś sarkazm
                      albo
                      >
                      > osobisty uraz do nich?).
                      nie po prosty zawsze rano ogladam Monthy Pythona ( chyba tak samo jak ty ) stąd
                      własnie ten sarkazm, ironiczność, kalambury słowne..

                      > tzw. "wysoka kultura kuchni i wina" bez zastrzyku pieniędzy od najbogatszych
                      w
                      > społeczenstwie. A Panowie Bieńczyk i Bońkowski nie mieli by bez tych
                      > pieniędzy "prezesów" spróbować połowy win, o których piszą - po prostu nikt
                      by
                      > ich nigdy nie zrobił.
                      Wybacz ale czy ja twierdze inaczej? trudna ta polemika choć przewidywalna, ale
                      zawsze przynajmniej cos sie dzieje :))
                      pozdr
                      • Gość: docg 12 groszy... IP: 212.160.147.* 10.09.03, 09:13
                        Duce, twój poprzedni post wyjaśnił sprawę w 100%. Pomysł z tanimi winami jest
                        dobry w "Oleńce", jako alternatywa dla piwa, i powtarzam, że są to tanie wina
                        supermarketowe. Nigdy bym takiego pomysłu (ani dodawania White Zin gratis do
                        posiłku) nie polecił restauracji hotelu Sobieski, natomiast w przydrożnej
                        knajpie, wraz z całą jej specyfiką, jest to pomysł świadczący o zdrowym
                        rozsądku właściciela i kulturze odbiegajacej od przeciętnej w przydrożnych
                        knajpach.
                        Oczywiście, Panie Pospieszalski, widać że masz duże wiadomosci z dziedziny
                        winno - restauracyjnej, ale trzeba wiedzieć, o czym się mówi.
                        pozdrawiam
                        • docg postscriptum 10.09.03, 09:51
                          akurat trafiłem na podobną dyskusję na forum wine-pages (tytuł wątku: "Wine
                          pricing in restaurants"), wklejam pierwszą wypowiedź i polecam całość!
                          pozdrawiam

                          I've just returned from my annual holiday in Brazil visiting wife's family etc.
                          Last Thursday night we ate out in Londrina [400 miles west of Sao Paulo -
                          provincial city of just over half a million] in an Italian restaurant called La
                          Gondola, where we've been going for years. They've always had a decent wine
                          list, with Italy, Chile and Argentina all well represented [Caballo Loco at
                          Ł30, Angelica Zapata at Ł37]. This year, however, they'd introduced a page on
                          their wine list called "Buon Mercato" [good value]. This ran to about 15 reds
                          and 10 whites, and included Casillero del Diablo, Alamos, Argento, and a couple
                          of Spanish Torres bottles. Prices of this page were about 50 pence above
                          supermarket levels, in the range of Ł4-Ł7.There were 8 of us in our party, and
                          we opted for Norton Cab Sauv [ 3 bottles] along with our excellent antipasti,
                          pizze and pasta. So, decent list running to about 15 pages, plus some 10 wines
                          available by the glass at around Ł1.30 a glass; bottles stored in banks of
                          glass fronted wine fridges [visible from restaurant]; mark-ups of 12-15% on
                          supermarket [obviously they are buying better than supermarket]. Result?
                          Restaurant [approx 200 covers] fullish when we arrived at 7.30 [we hadn't
                          booked]. Queue at door by just after 8, still queueing when we left after 10.
                          Wine being drunk at just about every table [very ususual in Brazil]. Restaurant
                          obviously doing well, having just completed a massive refurb; customers happy;
                          proprietor swanning around greeting table after table of regulars - no wonder!
                          Anyone ever come across a restaurant in UK with a similar approach to wine
                          markups?
                          • Gość: VooVoo Re: postscriptum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.03, 14:47
                            docg napisał:

                            > akurat trafiłem na podobną dyskusję na forum wine-pages (tytuł wątku: "Wine
                            > pricing in restaurants"), wklejam pierwszą wypowiedź i polecam całość!
                            > pozdrawiam
                            >
                            > I've just returned from my annual holiday in Brazil visiting wife's family
                            etc.

                            Sadzę, że przykład tak dla nas egzotycznego rynku jak Brazylia nie jest chyba
                            idealny. Ja zupełnie nie znam realii tamtego rynku.

                            > Last Thursday night we ate out in Londrina [400 miles west of Sao Paulo -
                            > provincial city of just over half a million] in an Italian restaurant called
                            La
                            >
                            > Gondola, where we've been going for years. They've always had a decent wine
                            > list, with Italy, Chile and Argentina all well represented [Caballo Loco at
                            > Ł30, Angelica Zapata at Ł37]. This year, however, they'd introduced a page on
                            > their wine list called "Buon Mercato" [good value]. This ran to about 15 reds
                            > and 10 whites, and included Casillero del Diablo, Alamos, Argento, and a
                            couple
                            >
                            > of Spanish Torres bottles. Prices of this page were about 50 pence above
                            > supermarket levels, in the range of Ł4-Ł7.

                            Zastanawiam się czy mowa jest o cenach ze sklepów angielskich, czy
                            brazylijskich. Cena 7GBP to jednak jakby nie patrzeć blisko 45PLN, a być może
                            mowa o winach, które tam na miejscu w hurcie kosztuja 15PLN. Nie wiem, ale tak
                            może być.

                            > There were 8 of us in our party, and
                            > we opted for Norton Cab Sauv [ 3 bottles] along with our excellent antipasti,
                            > pizze and pasta. So, decent list running to about 15 pages, plus some 10
                            wines
                            > available by the glass at around Ł1.30 a glass; bottles stored in banks of
                            > glass fronted wine fridges [visible from restaurant]; mark-ups of 12-15% on
                            > supermarket [obviously they are buying better than supermarket]. Result?
                            > Restaurant [approx 200 covers] fullish when we arrived at 7.30 [we hadn't
                            > booked]. Queue at door by just after 8, still queueing when we left after 10.

                            No i to jest najsłabszy element tego "dowodu" na trafioną promocję. Nie wiemy
                            przecież czy restauracja miała wcześniej kłopoty z frekwencją. To że kolejka
                            stoi przez 2 godziny nie powoduje (w przeciwieństwie do sklepu) zwększonych
                            obrotów - zakładam, że wino nie jest serwowane już w kolejce przed lokalem. Czy
                            z powodu kolejki osoby siedzące na sali kończą swój posiłek wcześniej? Moim
                            zdaniem, jeśli restauracja miała wcześniej duże obłożenie stolików,
                            taka "tania" karta win mogła równie dobrze spowodować obniżenie marży wynikowej
                            w sprzedaży wina, a co za tym idzie pewne ograniczenie zysku. Generalnie mamy
                            stanowczo za mało danych aby wyciągać jakiekolwiek wnioski z opisanej sytuacji.

                            > Wine being drunk at just about every table [very ususual in Brazil].
                            Restaurant
                            >
                            > obviously doing well, having just completed a massive refurb; customers
                            happy;
                            > proprietor swanning around greeting table after table of regulars - no wonder!
                            > Anyone ever come across a restaurant in UK with a similar approach to wine
                            > markups?

                            Powtórzę się: znowu pojawia się sugestia, że prowadzący w UK restauratorzy albo
                            zawiązali "monopolistyczny" spisek przeciwko konsumentom, albo są szaleńcami,
                            albo z niewyjaśnionych bliżej, irracjonalnych przyczyn nie pojawił się żaden
                            restaurator z podobnym pomysłem.
                            • Gość: docg pytanie do VooVoo IP: 212.160.147.* 10.09.03, 15:16
                              czy Ty studiowałeś dialektykę marksistowską?
                              :-)))
                              dla tych później urodzonych przytaczam jedno z podstawowych zagadnień
                              dialektyki marksistowskiej:
                              Jeden facet wsadził drugiemu palec w - powiedzmy - oko. pytanie: który z nich
                              ma palec w oku???
                              no to tyle o winach na dzisiaj:-)) Piłem świetne Pinot Noir od Baloun (okolice
                              Znojmo, Morawy) za 180 KCS, ale niestety z prywatnego importu i u nas
                              niedostępne.
                              pozdrawiam
                        • Gość: VooVoo Re: 12 groszy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.03, 14:21
                          Gość portalu: docg napisał(a):

                          > Duce, twój poprzedni post wyjaśnił sprawę w 100%. Pomysł z tanimi winami jest
                          > dobry w "Oleńce", jako alternatywa dla piwa, i powtarzam, że są to tanie wina
                          > supermarketowe.

                          Nadal mam poważne wątpliwości czy jest jkąkolwiek alternatywą dla piwa. Chyba,
                          że i do piwa właściciele "Oleńki" postanowili dokładać i sprzedają duże piwo po
                          złotówce (aby zachować równie niską marżę jak na winie).

                          > Nigdy bym takiego pomysłu (ani dodawania White Zin gratis do
                          > posiłku) nie polecił restauracji hotelu Sobieski, natomiast w przydrożnej
                          > knajpie, wraz z całą jej specyfiką, jest to pomysł świadczący o zdrowym
                          > rozsądku właściciela i kulturze odbiegajacej od przeciętnej w przydrożnych
                          > knajpach.

                          Nie poddaje w wątpliwość uroku takiej ideii, a tylko mam wątpliwości co do
                          ekonomicznego sensu.

                          > Oczywiście, Panie Pospieszalski, widać że masz duże wiadomosci z dziedziny
                          > winno - restauracyjnej, ale trzeba wiedzieć, o czym się mówi.

                          Wiedzę mam w miarę dobrą. Prowadziłem księgowość 2 restauracji w Berlinie. Pana
                          Pospieszalskiego nie lubię.
                        • Gość: holita Re: 3 grosze .. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.03, 15:27
                          Coz, wtrace i ja swoje 3 grosze:
                          Strasznie mi sie nie podoba jak uczestnicy forum wzajemnie sie obrazaja.
                          Zakladam, ze wszyscy jestesmy na tyle inteligentni, ze stac nas na ironie i
                          zlosliwosc (nawet wyrafinowana) - tylko PO CO? Podobno wino lagodzi obyczaje -
                          well, czasem mam watpliwosci...

                          A co do cen wina, ceł, marz, zyskow itp. to od kilku miesiecy sledze rozne
                          watki i po prostu sie nie odzywam, bo nie chce nikogo prowokowac. Naprawde,
                          czasem pojawiaja sie w nich STRASZNE BZDURY. Wiecie, Lepperowi tez wydaje sie,
                          ze zna sie na ekonomii, a "pieniadze leza w bankach". Krzyczy i macha rekami,
                          wszedzie go pelno, ale to nie znaczy, ze ma racje.
                          Marze restauracji sa z cala pewnoscia bardzo wysokie (mnie osobiscie zdarzylo
                          sie spotkac nawet z 1000% !!! - nie, nie pomylilam ilosci zer!). Ale sa tez
                          czyms spowodowane. Kazdy restaurator / importer ma wlasna polityke finansowa. I
                          nie chodzi w tym o zadne szczytne idee, tylko o to, zeby zarabiac pieniadze.
                          Jesli ktos uwaza, ze wiecej zarobi stosujac wysokie marze, to JEGO sprawa. A my
                          zyjemy juz na szczescie w wolnym kraju - i mamy wolnosc wyboru. Mozemy wybrac
                          inna restauracje, prawda?
                          Juz widze odpowiedz: "prawie wszystkie restauracje maja wysokie marze, wiec nie
                          ma w czym wybierac" - coz, skoro wszystkie tak robia, to z czegos to zapewne
                          wynika, czyz nie? (importerzy - analogicznie)
                          Nie prowadze restauracji, nie mam pojecia o strukturze kosztow i o tym, jakie
                          trzeba stosowac marze, zeby sie to oplacalo - wiec nie mnie osadzac
                          restauratora od czci i wiary. Mysle, ze VooVoo trafil w sedno: tyle w tych
                          watkach "profesjonalnych" wyliczen dotyczacych marz i zyskow: dlaczego wiec ich
                          autorzy sami nie otwieraja sklepu z winem / restauracji / firmy importerskiej?
                          Przeciez wedlug wlasnych wyliczen mogliby zarabiac KOKOSY!
                          Z zewnatrz wszystko wydaje sie proste - ale wcale takie nie jest i moze lepiej
                          byloby, gdyby osoby nie prowadzace tego typu dzialanosci przyjely czasem do
                          wiadomosci, ze w swoich obliczeniach BYC MOZE nie maja racji?...
                          Ufff. Ale sie nagadalam. Nie chcialam przynudzac, ani nikogo urazic i mam
                          nadzieje, ze w przyszlosci bedzie troche mniej agresji przy okazji tego typu
                          watkow.
                          Pozdrawiam
                          • ducale Re: 3 grosze ..i nie tylko 11.09.03, 11:00
                            Gość portalu: holita napisał(a):
                            .
                            > Marze restauracji sa z cala pewnoscia bardzo wysokie (mnie osobiscie zdarzylo
                            > sie spotkac nawet z 1000% !!! - nie, nie pomylilam ilosci zer!). Ale sa tez
                            > czyms spowodowane.

                            HM? takie marże na wina to ostatnio spotkałem w knajpach( zwanych
                            restauracjami) na Starym Mieście w Wawie i wierze że gdzieś indziej tez moga
                            byc,BTW dzieki Holito za głos rozsądku w tych dyskusjach ,ale one są i będą
                            wracać jak meteoryty, pozdrawiam
                            • Gość: cecyl Re: 3 grosze ..i nie tylko IP: 2.4.STABLE* / *.muza.com.pl 11.09.03, 12:50
                              Tak, Holita ma rację, że należałoby utemperować nieco temperamenty. Ja,
                              niestety nie dowiedziałem się z dyskusji dlaczego wino w polskich restauracjach
                              musi być tak drogie w stosunku do cen detalicznych. Praktyki polskich
                              restauratorów, moim zdaniem, wynikają w większości przypadków (pomijam
                              ewidentną chęć zarobienia za wszelka cenę - ich prawo)z nieznajomości w ogóle
                              kultury wina, co powoduje np. ograniczanie się restauratora do kilku zaledwie
                              win pochodzących od jednego wyłącznie dystrybutora (jestem przekonany, że
                              znakomita większość restauracji ma w swojej karcie tylko i wyłącznie wina
                              jednego dystrybutora - pozxa jednym wyjątkiem - "El Corazón" w Warszawie,
                              którego właściciel starał sie miec w karcie wszystkie dostepne na rynku polskim
                              wina hiszpańskie)jakby zakładając, że to ów konkretny dystrybutor wie najlepiej
                              jakie wina powinny być w karcie. Wiem, że to wynika i z układów finansowych
                              (okres płatności, faktury zamknięte). Wiem, że wino jest przez restauratorów
                              nielubiane - same problemy (nie tak dawno kelner chciał mnie najpierw zabić, a
                              potem wyrzucić na zbitą mordę, bo ośmieliłem się polemizować z nim co do
                              sensowności dyskusji jaką wszczął ze mną starając mi sie udowodnić, iz nie mam
                              racji zamawiając do kaczki wino czerwone, gdyż jak wiadomo, co poniektórym
                              wprowadzonym w arkana sztuki enologii, do drobiu - a kaczka jest wszakże
                              drobiem - serwuje sie białe wina). Ale sa takie miejsca w Polsce gdzie okazuje
                              sie, ze moze byc inaczej - z łezka w oku wspoiminam jak w korsykańskiej
                              tawernie w Krakowie "Paese" pop raz pierwszy w życiu spróbowałem (z lat temu
                              osiem) wina korsykańskiego, którego butelka (jak sie okazało nieco później)w
                              warszawskim sklepie kosztowała zaledwie 20 złotych mniej. I wbrew twierdzeniom
                              VooVoo "Paese" wciąż istnieje i nie bankrutuje, choc jak twierdzą moi
                              przyjaciele ceny win tam podawanych sa wciąz rozsądnie zaledwie droższe od cen
                              detalicznych warszawskich. Ech, zarabiać w Warszawie a wydawac w Krakowie.
                              • Gość: VooVoo Re: 3 grosze ..i nie tylko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.03, 15:04
                                Gość portalu: cecyl napisał(a):

                                > Tak, Holita ma rację, że należałoby utemperować nieco temperamenty. Ja,
                                > niestety nie dowiedziałem się z dyskusji dlaczego wino w polskich
                                restauracjach
                                >
                                > musi być tak drogie w stosunku do cen detalicznych.

                                Trudno. Nie każdemu udaje się pojąć pewne stosunkowo proste zależności.

                                > Praktyki polskich
                                > restauratorów, moim zdaniem, wynikają w większości przypadków (pomijam
                                > ewidentną chęć zarobienia za wszelka cenę - ich prawo)z nieznajomości w ogóle
                                > kultury wina,

                                Jak rozumiem ,ten wniosek należy przenieść na resztę Europy nie produkującej
                                wina u siebie. Odważna teza.

                                > co powoduje np. ograniczanie się restauratora do kilku zaledwie
                                > win pochodzących od jednego wyłącznie dystrybutora (jestem przekonany, że
                                > znakomita większość restauracji ma w swojej karcie tylko i wyłącznie wina
                                > jednego dystrybutora - pozxa jednym wyjątkiem - "El Corazón" w Warszawie,

                                Zgaduję, że zna Pan wszystkie restauracje w Polsce, skoro pisze, że to "jedyny
                                wyjątek". Zapewniam, że nie jedyny, a sądzę, że objętość wątku nie wystarczy na
                                wymienienie wszystkich.

                                > którego właściciel starał sie miec w karcie wszystkie dostepne na rynku
                                polskim
                                >
                                > wina hiszpańskie)jakby zakładając, że to ów konkretny dystrybutor wie
                                najlepiej
                                >
                                > jakie wina powinny być w karcie. Wiem, że to wynika i z układów finansowych
                                > (okres płatności, faktury zamknięte). Wiem, że wino jest przez restauratorów
                                > nielubiane

                                Skąd to Pan wie? Chyba to przeczy wcześniejszym wpisom. Jak może być nielubiane
                                przez tych krwiopijców skoro mają na nim taki fantastycznie wysoki zysk jak
                                Panu się wydaje?

                                > - same problemy (nie tak dawno kelner chciał mnie najpierw zabić, a
                                > potem wyrzucić na zbitą mordę, bo ośmieliłem się polemizować z nim co do
                                > sensowności dyskusji jaką wszczął ze mną starając mi sie udowodnić, iz nie
                                mam
                                > racji zamawiając do kaczki wino czerwone, gdyż jak wiadomo, co poniektórym
                                > wprowadzonym w arkana sztuki enologii, do drobiu - a kaczka jest wszakże
                                > drobiem - serwuje sie białe wina). Ale sa takie miejsca w Polsce gdzie
                                okazuje
                                > sie, ze moze byc inaczej - z łezka w oku wspoiminam jak w korsykańskiej
                                > tawernie w Krakowie "Paese" pop raz pierwszy w życiu spróbowałem (z lat temu
                                > osiem) wina korsykańskiego, którego butelka (jak sie okazało nieco później)w
                                > warszawskim sklepie kosztowała zaledwie 20 złotych mniej.

                                Czy pamięta Pan nazwę tego wina? Zakładam że tak, skoro tak egzotyczne w Polsce
                                wino z Korsyki było 8 lat temu w sklepach warszawskich i krakowskich tawernach.

                                > I wbrew twierdzeniom
                                > VooVoo "Paese" wciąż istnieje i nie bankrutuje, choc jak twierdzą moi
                                > przyjaciele ceny win tam podawanych sa wciąz rozsądnie zaledwie droższe od
                                cen
                                > detalicznych warszawskich.

                                Można by spróbować poprzeć to co Pan pisze, jakimś konkretnym faktem. Tylko po
                                co? Lepiej próbować bronić mitu, bez faktów. A fakty są takie:

                                Kilka win z karty Paese i ich ceny zakupu w Polsce:

                                - Shiraz Banrock Station - cena 125 PLN, w zakupie około 30 PLN brutto
                                - Shiraz Rosemount Estate - cena 140 PLN, w sklepie (!) około 50 PLN
                                - Baynsvalley Grand Rouge - cena 125 PLN, w zakupie około 30 PLN brutto
                                - Montes Cabernet Sauvignon - cena 110 PLN, w zakupie około 42 PLN brutto
                                - Yllera Castilla y Leon - cena 150 PLN, w zakupie mniej niż 45 PLN brutto
                                - Brunello di Montalcino Cantina di Montalcino - cena 420 PLN, w zakupie około
                                165 PLN
                                - GSM Rosemount Estate - cena 250 PLN, w zakupie około 110 PLN, ale można
                                dostać też taniej

                                Proszę więc nie fantazjować.

                                  • Gość: VooVoo Hmmm... IP: *.fr.cw.net 17.09.03, 13:37
                                    Chwile mnie nie bylo w necie, a tu prosze - koniec zazartej dysputy o cenach w
                                    restauracjach...

                                    Szkoda, bo spodziewalem się jakiejs riposty nieco bardziej konkretnej niz
                                    pokrzykiwanie i utrwalanie mitow.

                                    Bylbym wdzieczny gdyby "Cecyl" przeprosil czytelnikow za oklamywanie ich.
                                    • Gość: docg Re: Hmmm... IP: 212.160.147.* 17.09.03, 15:27
                                      artykuł wylinkowany przez Winomana jest tak wyczerpujący, że dalsza dyskusja
                                      wydaje się zbedna. Oczywiście, niektórych forumowiczów trochę za daleko
                                      poniosło, to sie zdarza. Mam nadzieję, że mi sie udało nikogo nie urazić.
                                      pozdrawiam
                                      • amsti Deo 17.09.03, 17:06
                                        Gość portalu: docg napisał(a):

                                        > Mam nadzieję, że mi sie udało nikogo nie urazić.
                                        > pozdrawiam

                                        Bardzo dobrze że założyłeś ten wątek. Wiele rzeczy zostało wyjaśnionych.
                                        Sposób zarabiania pieniędzy jest jak rozumiem indywidualną sprawą każdego
                                        właściciela restauracji i ile ma tam narzutu wynika z jego wyliczeń co do
                                        opłacalności.
                                        Nie zmienia to faktu, że my konsumenci chcielibyśmy widzieć jak
                                        najkorzystniejsze ceny ot i co. Jak wiemy, jeśli się to uzgodni, to można
                                        przyjść do dobrej knajpy z własnym winem (zawsze tak robię), więc cena wina w
                                        karcie jest wtedy bez znaczenia :))


                                    • Gość: cecyl Re: Hmmm... IP: *.kabaty.2a.pl 17.09.03, 23:33
                                      Panie Voodoo, jeśli ktoś tu pokrzykiwał to wyłącznie pan. Nikogo nie okłamałem,
                                      nie moja wina, że nie odróżnia pan formy czasu przeszłego od czasu
                                      teraźniejszego. Tak to jest jeśli używa się wyłącznie trybu rozkazującego.
                                      Jeśli w gramatyce wina jest pan równie mocny jak w gramatyce języka polskiego
                                      to tylko pogratulować zadufania. W związku z tym,że mówimy dwoma różnymi
                                      językami nie mam zamiaru kontynuować z panem jakiejkolwiek wymiany zdań.
                                      Czekałem na odpowiedzi a usłyszałem jedynie reprymendy i połajanki. To nie jest
                                      ton, którego używają winomani, już szybciej panu raczej do piwoszy (szczegóły
                                      może pan znaleźć w "Srebrnych orłach" Teodora Parnickiego).
                              • Gość: VooVoo Corazon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.03, 15:22
                                Gość portalu: cecyl napisał(a):

                                > ...że
                                > znakomita większość restauracji ma w swojej karcie tylko i wyłącznie wina
                                > jednego dystrybutora - pozxa jednym wyjątkiem - "El Corazón" w Warszawie,
                                > którego właściciel starał sie miec w karcie wszystkie dostepne na rynku
                                polskim
                                >
                                > wina hiszpańskie...

                                Czy mi się już zupełnie w głowie pomieszało, czy to jest ta restauracja???:

                                www.elcorazon.pl/menu/menu.htm
                                Istotnie, karta win obszerna i 50ml Tio Pepe za 8 PLN, to jak "za darmo".
                                • ducale Re: Corazon 11.09.03, 16:04
                                  Nie kpij Waglewski, bo akurat znam zarówno tą restauracyjkę jak i
                                  własciciela.Przytulne miejsce na Rozbracie ,warte polecenia,
                                  miło,sympatycznie ,smaczne jedzonko. Zapewniam cie ze karta win jest bardzo
                                  szeroka ( choc nie wynika to ze strony www),chyba tylko Hiszpania moze teraz
                                  cos doszło z Chile ,nie byłem z pół roku.
                                  Czy mozesz podać adres internetowy wzorcowej dla Ciebie restauracji ,moze byc
                                  nawet w Poznaniu :))
                                  pozdr
                                  • Gość: VooVoo Re: Corazon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.03, 16:28
                                    Nie znam restauracji w Poznaniu. Byłem raz w "oddziale" Delicji z Obornik
                                    Wielkopolskich i karta win była bardzo ciekawa, a jedzenie średnie (dość
                                    dawno). Poza tym tylko hotelowe, które są bardzo przeciętne.

                                    Najlepszą chyba jaką pamiętam sprzed kilku lat, to Copernicus w Krakowie. Nie
                                    wiem jak jest teraz. W Warszawie nie byłem od bardzo dawna.

                                    A z Corazon nie kpię, ale skoro taką mają dobrą kartę win, to czemu chwalą się
                                    czymś takim na swojej stronie??? Przecież ktoś to menu umieścił w internecie.

                              • Gość: Marek Re: 3 grosze ..i nie tylko IP: *.net.nih.gov 18.09.03, 15:12
                                Gość portalu: cecyl napisał(a):

                                (...)

                                > Ale SĄ takie miejsca w Polsce gdzie okazuje
                                > sie, ze moze byc inaczej - z łezka w oku wspoiminam jak w korsykańskiej
                                > tawernie w Krakowie "Paese"...

                                (...)

                                "SĄ" to zapewne czas teraźniejszy, ale mogę się mylić.

                                > I wbrew twierdzeniom
                                > VooVoo "Paese" wciąż istnieje i nie bankrutuje,

                                Oczywiście. Bo przebitkę ma niejednokrotnie 4-ro krotną, jak przeczytałem w tym
                                wątku.

                                > choc jak twierdzą moi
                                > przyjaciele ceny win tam podawanych sa wciąz rozsądnie zaledwie droższe od
                                cen
                                > detalicznych warszawskich.

                                Określenie "zaledwie" musi mieć niesłychanie szerokie znaczenie. 200% drożej
                                niż w sklepie to dla mnie "dużo".

                                Pozdrawiam, nerwowego Cecyla.
                                • Gość: cecyl Re: 3 grosze ..i nie tylko IP: *.kabaty.2a.pl 18.09.03, 22:36
                                  Panie Marku, "Są" bo przyjaciele jeszcze parę miesięcy temu zapewniali mnie, że
                                  to co "wspominałem" jest nadal aktualne ( a wspominalem Patrimonio, które w
                                  połowie lat dziewięćdziesiątych kosztowało w Paese 90 złotych, a w Mini Europie
                                  na Starym Mieście złotych 70). Mogę mieć pretensje do przyjaciół, że
                                  wprowadzili mnie w błąd, bo inaczej użyłbym oczywiście formy "były". Pan
                                  zresztą też w przypadku "Paese" powołuje się na "fakty" podane w wątku, a nie
                                  na osobiste doświadczenie. Poza tym wydawało mi się, że gramy w tym wątku po
                                  tej samej stronie, ale widzę, że chyba zmienił Pan drużynę.Co do nerwowości,
                                  to przepraszam jeśli moje wypowiedzi zostały uznane za objaw nerwowości. Trochę
                                  mi szkoda wątku, bo sądziłem, że będziemy się w nim raczej informować o
                                  konkretnych restauracjach w których można za rozsądne pieniądze napić się wina
                                  do obiadu. Ale widać w Polsce jest to niemożliwe, choćby dlatego, że trunek
                                  znacznie pośledniejszy (pod każdym względem)jak wódka Bols (1/2 litra) kosztuje
                                  ponoć (zaznaczam "ponoć", bo tylko o tym słyszałem) w warszawskiej restauracji
                                  na Waliców złotych 300.
                                  • Gość: VooVoo Re: 3 grosze ..i nie tylko IP: *.ee 19.09.03, 12:57
                                    Gość portalu: cecyl napisał(a):

                                    > Panie Marku, "Są" bo przyjaciele jeszcze parę miesięcy temu zapewniali mnie,
                                    że
                                    >
                                    > to co "wspominałem" jest nadal aktualne ( a wspominalem Patrimonio, które w
                                    > połowie lat dziewięćdziesiątych kosztowało w Paese 90 złotych, a w Mini
                                    Europie
                                    >
                                    > na Starym Mieście złotych 70). Mogę mieć pretensje do przyjaciół, że
                                    > wprowadzili mnie w błąd, bo inaczej użyłbym oczywiście formy "były".

                                    Coz. Uzył Pan "sa" i tym samym publikowal jako argument w dyskusji nieprawde, a
                                    innym robi uwagi o nieznajomosci czasu przaszlego...

                                    > Pan
                                    > zresztą też w przypadku "Paese" powołuje się na "fakty" podane w wątku, a nie
                                    > na osobiste doświadczenie.

                                    Sadze, ze sprawdzenie takich informacji jak karta win jest przezabawnie proste.

                                    > Poza tym wydawało mi się, że gramy w tym wątku po
                                    > tej samej stronie, ale widzę, że chyba zmienił Pan drużynę.

                                    Nie wydaje mi sie, zeby Pan Marek stawal po jakiejkolwiek stronie, a raczej na
                                    100% nie po stronie nieprawdy.

                                    > Co do nerwowości,
                                    > to przepraszam jeśli moje wypowiedzi zostały uznane za objaw nerwowości.
                                    Trochę
                                    >
                                    > mi szkoda wątku, bo sądziłem, że będziemy się w nim raczej informować o
                                    > konkretnych restauracjach w których można za rozsądne pieniądze napić się
                                    > wina
                                    > do obiadu.

                                    Prosze informowac!!! Chetnie skorzystam! Byle polecajac jakis lokal podac
                                    jakies konkretne dane.

                                    Przeciez nikt nie broni udzielac takich informacji (a wrecz przeciwnie), tylko
                                    skoro Pan rozpoczal dezinformacje to trzeba bylo chyba to skorygowac. Nie chce
                                    Pan chyba, zeby w wyniku wyssanych z palca (przez Pana) "dobrych cen", ktos
                                    wybral sie z Trojmiasta do "Paese" na "tanie winko"... Gdyby zobaczyl karte
                                    tych "niewygorowanych" cen, moglby sie rozczarowac. Chyba nie chcemy tego?

                                    > Ale widać w Polsce jest to niemożliwe, choćby dlatego, że trunek
                                    > znacznie pośledniejszy (pod każdym względem)jak wódka Bols (1/2 litra)
                                    kosztuje
                                    >
                                    > ponoć (zaznaczam "ponoć", bo tylko o tym słyszałem) w warszawskiej
                                    restauracji
                                    > na Waliców złotych 300.

                                    I raz jeszcze pyatm: co z tego? Ktos chce to placi, kogo odstrasza ta cena -
                                    nie chodzi do tego lokalu. To takie proste.
                                    • amsti Restauracje 19.09.03, 14:26
                                      >
                                      > Prosze informowac!!! Chetnie skorzystam! Byle polecajac jakis lokal podac
                                      > jakies konkretne dane.
                                      >

                                      Nie jest to taki zły pomysł z tymi restauracjami, mozna załozyc osobny watek,
                                      bo ten się trochę rozrósł. Tylko rozumiem, ze miałyby być to lokale z
                                      odpowiednio długa karta win, no i coby informacja była faktycznie rzetelna.
                                      No i pytanie, dopuszczamy (krypto)reklamę?


                                      • ducale Re: Restauracje i co dalej? 22.09.03, 17:31
                                        amsti napisał:

                                        >
                                        > Nie jest to taki zły pomysł z tymi restauracjami, mozna załozyc osobny watek,
                                        > bo ten się trochę rozrósł. Tylko rozumiem, ze miałyby być to lokale z
                                        > odpowiednio długa karta win, no i coby informacja była faktycznie rzetelna.
                                        > No i pytanie, dopuszczamy (krypto)reklamę?

                                        no i co tworzymy ten watek z polecanymi restauracjami? wydaje mi sie ze pomysł
                                        jest ciekawy, pierwszy powinien napisac chyba voovoo w koncu zna sie na tym
                                        pozdr
                                  • miszka44 Re: 3 grosze ..i nie tylko 23.09.03, 09:40
                                    Gość portalu: cecyl napisał(a):

                                    > to co "wspominałem" jest nadal aktualne ( a wspominalem Patrimonio, które w
                                    > połowie lat dziewięćdziesiątych kosztowało w Paese 90 złotych, a w Mini >
                                    > Europie
                                    > na Starym Mieście złotych 70).

                                    Tu się niestety muszę wtrącić - rzeczona Mini Europa kilka lat temu była jednym
                                    z najdroższych sklepów w Warszawie (teraz trochę spuścili z tonu). Wina też
                                    dramatycznie odbiegały cenowo od średniej warszawskiej. Tak więc te 70 zł w
                                    innym sklepei mogły spokojnie zamienić się w 40-50 zł.

                                    Pzdr
                                    M44
      • Gość: Marek Re: w restauracji też można IP: 194.181.108.* 23.09.03, 11:02
        Wczoraj byłem w Galerii Mokotów, w jednej kawiarence można było sobie zamówić
        szampana. Veuve Clicquot był w cenie 250 zl za butelkę. Najtaniej tego szampana
        widziałem w Carrefour za ok 180 zł, w innych sklepach ok. 200 zł.
        To jest najlepszy dowód że wbrew temu co tu wypisuje niejaki VooVoo w Polsce
        też można w restauracji czy kawiarni zaproponować normalne ceny win klientowi a
        nie wzięte z sufitu.
        • winoman Re: w restauracji też można 23.09.03, 13:00
          Gość portalu: Marek napisał(a):

          > Wczoraj byłem w Galerii Mokotów, w jednej kawiarence
          można było sobie zamówić
          > szampana. Veuve Clicquot był w cenie 250 zl za butelkę.
          Najtaniej tego szampana
          > widziałem w Carrefour za ok 180 zł, w innych sklepach
          ok. 200 zł.
          > To jest najlepszy dowód że wbrew temu co tu wypisuje
          niejaki VooVoo w Polsce
          > też można w restauracji czy kawiarni zaproponować
          normalne ceny win klientowi a
          >
          > nie wzięte z sufitu.

          Jeśli to była kawiarenka, to listy win nie miała pewnie
          zbyt długiej. Do tego być może właściciel też pija Veuve
          Clicquot, więc nie ryzykuje specjalnie umieszczając kilka
          butelek tego wina w magazynie. Pomyśl jednak o
          restauracji mającej kilkadziesiąt pozycji w liście,
          każdego rodzaju po 6-12 sztuk. Zamrożona kwota to już
          dziesiątki tysięcy złotych, do tego nie ma gwarancji, że
          wszystko zostanie wypite w rozsądnym czasie. Nie
          twierdzę, że wino w restauracji musi być bardzo drogie,
          ale wiem, że bardzo tanie też niestety nie będzie.

          Pozdrawiam!

          • Gość: Marek Re: w restauracji też można IP: 194.181.108.* 23.09.03, 13:16
            W karcie były 3 szampany i ok. 10 różnych win, wybór nieduży ale liczy się fakt
            że nawet w tak drogim miejscu jak Galeria Mokotów klient nie musi czuć się
            okradany, więc wydaje mi się że jest jakieś pole manewru w kwestii ceny
            pomiędzy okradaniem a bardzo tanim winem.
            Pozdrawiam.
            • Gość: 750cl Re: w restauracji też można IP: 195.116.115.* 23.09.03, 13:56
              co do pol manewru:
              restaurator manewruje cenami - z reguly wybiera te, ktore mu sie oplacaja a
              jezeli sie pomyli to on ma problem a nie klient; zapewne tez nastawia sie na
              odpowiednich konsumentow i niekoniecznie jest zmartwiony,ze akurat mozesz czuc
              sie okradany
              klient ma jeszcze wiecej mozliwosci manewru - przede wszystkim nikt go nie moze
              zmusic do zakupu "zlodziejskiego" wina a w ostatecznosci moze zalozyc
              restauracje i osobiscie skalkulowac ceny, pytanie tylko czy wystarczy mu pola
              manewru
              pozdrawiam
                • Gość: cecyl Re: w restauracji też można IP: *.muza.com.pl / *.muza.com.pl 23.09.03, 14:56
                  Tak jest i tylko o tym miał być "restauracyjny" wątek. Obawiam sie,że dopóki do
                  rozmowy nie włączy się ktoś kto zna kulisy, uwarunkowania itp. trzykrotnego
                  zazwyczaj przemnażania w polskich restauracjach ceny hurtowej win (czy piwa też
                  przemnaża się trzykrotnie?) to nasze uwagi będą dość jednostronne. Winoman
                  pisze o "zamrażaniu" pieniędzy, ale przecież sklepy też zamrażają sobie
                  pieniądze w towarze, którego mają znacznie więcej. Poza tym nie wiem czy
                  wszyscy dystrybutorzy od razu biorą od restauracji pieniądze za dostarczone
                  wina, istnieje przecież możliwość odroczenia zapłaty poprzez np. faktury
                  zamknięte (no bo chyba nie ma pomiędzy restauracjami a dystrybutorami
                  układu "komisowego"). Słyszałem od jednego z właścicieli restauracji, że owe
                  przemnażanie przez trzy to PRLowska zaszłość nad którą żaden z właścicieli
                  restauracji sie nie zastanawia - tak musi być i już, bo całe pokolenia nad tym
                  pracowały. Ale przykład z Galerii Mokotów oznacza, że nie wszyscy żyją z
                  peerelowskich zaszłości.
                  • Gość: Merlot Re: w restauracji też można IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.03, 15:19
                    Witam!

                    Kika uwag, bo czytam i czytam i kilku rzeczy nie rozumiem.

                    Gość portalu: cecyl napisał(a):

                    > Tak jest i tylko o tym miał być "restauracyjny" wątek. Obawiam sie,że dopóki
                    do
                    >
                    > rozmowy nie włączy się ktoś kto zna kulisy, uwarunkowania itp. trzykrotnego
                    > zazwyczaj przemnażania w polskich restauracjach ceny hurtowej win (czy piwa
                    też
                    >
                    > przemnaża się trzykrotnie?)

                    Raczej 4-6 krotnie. Ostatno w bedac w Warszawie placilem za piwo 12 zl w
                    niezbyt reprezentacyjnym miejscu a obskurnym pubie 10 zl. Czyzby ceny hurtowe
                    piwa w Polsce byly dwukrotnie wyzsze niz detalczne???

                    > to nasze uwagi będą dość jednostronne. Winoman
                    > pisze o "zamrażaniu" pieniędzy, ale przecież sklepy też zamrażają sobie
                    > pieniądze w towarze, którego mają znacznie więcej.

                    Kazdy sklep ma wina znacznie mniej niz przecietna restauracja.

                    > Poza tym nie wiem czy
                    > wszyscy dystrybutorzy od razu biorą od restauracji pieniądze za dostarczone
                    > wina, istnieje przecież możliwość odroczenia zapłaty poprzez np. faktury
                    > zamknięte (no bo chyba nie ma pomiędzy restauracjami a dystrybutorami
                    > układu "komisowego").

                    To nie ma znaczenia. Magazyn wina w restauracji rotuje w cyklu 2-5 letnim (w
                    zaleznosci od klasy restauracji i ilosci win w karcie). Zaden z hurtownikow
                    wina nie udziela kredytu kupieckiego na dluzej niz 60 dni. Mozna pominac wiec
                    termin platnosci jako nieistotny.

                    > Słyszałem od jednego z właścicieli restauracji, że owe
                    > przemnażanie przez trzy to PRLowska zaszłość nad którą żaden z właścicieli
                    > restauracji sie nie zastanawia - tak musi być i już, bo całe pokolenia nad
                    tym
                    > pracowały.

                    Przeczytalem ten watek uwaznie i to powyzej wydaje mi sie calkem zabawne.
                    Przeciez wiele z miejsc w ktorych sprzedaje sie wino to chocby restauracje
                    hotelowe zachodnich potentatow (Mariott, Meridien). Czy wierzycie, ze
                    kapitalistyczne molochy miedzynarodowe ulegly czarowi PRL-owskich restauracji?
                    Poza tym moj przedmowca, Cecyl, posluguje sie tylko "zasłyszanymi" argumentami
                    z czego wynikaja jakies nieporozumienia tylko. Czy bedziecie sie tak "nakrecac"
                    w nieskonczonosc?

                    > Ale przykład z Galerii Mokotów oznacza, że nie wszyscy żyją z
                    > peerelowskich zaszłości.

                    O ile sie orientuje, to Galeria Mokotow to taki "mall", ktory mialem watpliwa
                    przyjemnosc odwiedzic. Wybaczcie, ale chyba naprawde zupelnie nie rozumiecie
                    pojecia "restauracja", a juz okreslanie 10-20 win jako "karty win"
                    w "restauracji" jest komiczne.
                    • Gość: Paul Właśnie chciałem się wpisać... IP: *.etubx4.u / *.etubx4.u-bordeaux.fr 23.09.03, 15:31
                      ...ale ubiegł mnie "Merlot". Właściwie chciałem napisać mniej więcej to samo co
                      on i VooVoo. :-)))

                      Nie bardzo rozumiem gdzie i jaki jest problem Cecyla i Marka. Przecież skoro
                      znają tańsze lokale to po prostu niech napiszą jakie i nie chodzą do tych na
                      które tak psioczą! Konsumenci "zagłosują" frekwencją i skoro te ceny takie
                      straszne to restauracje obniżą ceny z braku klientów. A tu ciągle jakieś spiski
                      wyktrywacie!
                      • Gość: Marek Re: Właśnie chciałem się wpisać... IP: 194.181.108.* 23.09.03, 15:44
                        Ja nie mam problemu bo jak zauważyłeś można głosować nogami i tak też robię w
                        odniesieniu do wielu restauracji albo do obiadu zamawiam sok i wodę zamiast
                        wina.
                        Chciałem tylko napisać że są przykłady takich lokali, obojętnie czy restauracje
                        czy kawiarnie w których ceny są znacznie niższe, więc pisanie że muszą być
                        wysokie bo inaczej sie nie opłaca jest bzdurą. Chociażby nie wiem jakie dawałby
                        argumenty jakiś restaurator, mnie nie przekonywa że tak trzeba robić. Skoro są
                        inni którzy nie sprzedają za 3 krotność ceny hurtowj to znaczy że można zrobić
                        interes na niższych cenach. To wszystko co chciałem napisać i kończę ten wątek.
                        Dziękuję
                        Bez odbioru.
                        • Gość: Paul Z ciekawości spytam. IP: *.etubx4.u / *.etubx4.u-bordeaux.fr 23.09.03, 17:34
                          Marek napisał:

                          "Wczoraj byłem w Galerii Mokotów, w jednej kawiarence można było sobie zamówić
                          szampana. Veuve Clicquot był w cenie 250 zl za butelkę."

                          Możesz w paru zdaniach opisać ten lokal:

                          Jaki standard lokalu? W jakich kieliszkach podają wina? Co można dobrego zjeść
                          do tego szampana (świeże ostrygi?)? Jak jest rozwiązana szatnia? Godziny
                          otwarcia? Czy zastawa jest porcelanowa czy może z porcelitu? Jakie są obrusy?
                          I.t.p.

                          Spróbuj podać kilka szczegółów, to łatwiej można stwierdzić czy to drogo czy
                          tanio.

                          "Najtaniej tego szampana
                          widziałem w Carrefour za ok 180 zł, w innych sklepach ok. 200 zł.
                          To jest najlepszy dowód że wbrew temu co tu wypisuje niejaki VooVoo w Polsce
                          też można w restauracji czy kawiarni zaproponować normalne ceny win klientowi a
                          nie wzięte z sufitu."

                          To chyba nie całkiem tak. Wydaje mi się, że ten szampan w hurcie powinien
                          kosztować około 120-140 zł. Jeśli ktoś wie, niech napisze. Wtedy mamy blisko
                          100% narzutu, co w przy kilku (piszesz, że 10-15) winach oferowanych przez ten
                          lokal (którego nie znamy standardu!) chyba nie jest małym zarobkiem?

                      • Gość: Paul Re: w restauracji też można IP: *.etubx4.u / *.etubx4.u-bordeaux.fr 23.09.03, 17:16
                        Prawdę mówiąc to nie rozumiem czy to żart? Chyba raczej oczywiste jest, że to
                        restauracje mają znacznie większe zapasy wina niż sklepy winiarskie. Tak było,
                        jest i chyba zostanie na zawsze. Choćby z tego powodu, że restauracja musi być
                        przygotowana zawsze na to, że przy każdym z kilku stołów, tego samego wieczoru,
                        zostanie wypite po kilka-kilkanaście butelek dokładnie tego samego wina. Poza
                        tym wina dostępne w hurcie, sporadycznie są winami w wieku nadającym się do
                        picia - trzeba część win leżakować na własny koszt. A jeśli karta liczy choćby
                        300 pozycji, to łatwo przeprowadzić rachunek. W sytuacji kiedy restauracja
                        bardzo poważnie traktuje wino i karta ma powiedzmy 1500 pozycji...
                        • Gość: holita Re: w restauracji też można IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.03, 17:47
                          300 pozycji?!? (1500 to chyba chochlik drukarski...)
                          Sorry, ale nie znam restauracji w Polsce, ktora mialaby taaaaaaaaaaaaaaka karte
                          win (jesli jest takowa, to poprosze o adres). Po pierwsze nie ma szans stworzyc
                          takich zapasow. Po drugie nie znajdzie personelu, ktory bedzie w stanie nauczyc
                          sie czegos o TAKIEJ ilosci wina (w Polsce zawod sommeliera dopiero raczkuje).
                          Po trzecie klient dostanie oczoplasu.
                          Porzadna karta win w restauracji powinna liczyc okolo 50 pozycji. Powyzej 100
                          moga miec specjalne lokale nastawione na wino. A 1500?... Daj Ci Boze zdrowie...
                          (czytanie karty win zajeloby klientowi pol dnia)

                          A powazny specjalistyczny sklep winiarski z pewnoscia ma wiekszy zapas wina niz
                          jakakolwiek restauracja.
                          Pozdrawiam
                          • winoman Re: w restauracji też można 23.09.03, 18:02
                            > Porzadna karta win w restauracji powinna liczyc okolo
                            50 pozycji. Powyzej 100
                            > moga miec specjalne lokale nastawione na wino. A
                            1500?... Daj Ci Boze zdrowie..
                            > (czytanie karty win zajeloby klientowi pol dnia)
                            >
                            > A powazny specjalistyczny sklep winiarski z pewnoscia
                            ma wiekszy zapas wina niz
                            > jakakolwiek restauracja.

                            Mam wrażenie, że część nieporozumień w tym wątku bierze
                            się stąd, że różne osoby mówią o zupełnie różnych
                            rzeczach. Nie można porównywać małej (choćby i
                            znakomicie gotującej) restauracji w Zgorzelcu czy w
                            Toruniu, z berlińskimi czy nowojorskimi gigantami. Inne
                            wymogi, inna klientela, inne tradycje.

                            Poczytałem sobie dziś różne artykuły o restauracjach
                            zamieszczone w Wine Spectatorze. Taka nowojorska
                            restauracja Veritas ma listę win obejmującą 1400 pozycji,
                            65.000 butelek w piwnicy. Witch's Cauldron Restaurant w
                            Subiaco, Australia, ma w piwnicy 32 roczniki Penfolds
                            Grange Hermitage. To jest skrajność? Niestety nie
                            znalazłem tego tekstu, ale kilka lat temu czytałem o
                            paryskiej restauracji w piwnicach której leżało sobie ok.
                            pół miliona butelek ...

                            Oczywiście dla znakomitej większości z nas jest to tak
                            abstrakcyjne, jak posiadanie Cezanne'a na ścianie w
                            sypialni. Piszmy więc wyraźnie, czy chodzi nam o
                            restaurację, w której opijamy kontrakt wart milion USD,
                            czy też o lokal, do którego zabieramy rodzinę (wliczając
                            w to teściów) na niedzielny obiad.

                            Artykuł w WS podsumowujący doroczny konkurs restauracji:
                            www.winespectator.com/Wine/Archives/Show_Article/0,1275,2336,00.html
                            (jest tam też o tych niedużych, z listą win poniżej setki
                            ...).

                            Pozdrawiam!
                            • winoman PS 23.09.03, 18:12
                              Tu można przeczytać o restauracji mającej w piwnicach
                              ponad 300.000 butelek:
                              www.winespectator.com/Wine/Archives/Show_Article/0,1275,3875,00.html
                              Pozdrawiam!
                              • Gość: Paul Re: PS IP: *.etubx4.u / *.etubx4.u-bordeaux.fr 23.09.03, 18:37
                                Istotnie, trzeba by sprecyzować, czy mówimy o restauracjach w Polsce czy w
                                krajach o pewnych tradycjach winiarskich. Nie wyobrażam sobie wprawdzie
                                restauracyjnej karty składającej się z 50 win, nawet w Polsce. Chyba, że
                                restauracja prezentowałaby z jakiegoś powodu wina np. jednego producenta.

                                Restauracja o której wspomina Winoman, to "La Tour d'Argent" w Paryżu przy Quai
                                de la Tournelle - ponad 500'000 butelek, karta to blisko 8000 pozycji. Nie
                                podaję takich przykładów, bo to faktycznie skrajna ilość. Jednak większość
                                szanujących się restauracji paryskich nie "schodzi" poniżej 600 pozycji w
                                karcie i magazynu 30'000 butelek. Przy czm sa takie, które nawet "krótka" karte
                                600 win mają "wspartą" magazynem 350'000 (Taillevent, Rue Lamennais). Osobiście
                                nie znam żadnego sklepu ze zbliżoną ilością wina w magazynach - przyczyna jest
                                prosta: przy cenach detalicznych nie da się utrzymać takiego magazynu z wilu
                                powodów. Przy cenach restauracyjnych, a jak domyślacie się ceny w tych
                                wspomnianych lokalach są znacznie wyższe niż te które oburzają tak Cecyla i
                                Marka, można sobie pozwolić na gromadzenie dla klientw wyjątkowych kolekcji win.
                                • winoman Re: PS 23.09.03, 20:34
                                  > Nie wyobrażam sobie wprawdzie
                                  > restauracyjnej karty składającej się z 50 win, nawet w
                                  Polsce.

                                  Zapraszam więc do Torunia :-)) Nie wiem, czy znalazłaby
                                  się tu choć jedna restauracja z kartą zawierającą AŻ 50
                                  pozycji, większość ma kilkanaście, dobranych na ogół
                                  zupełnie bez sensu (są wyjątki, gdzie choć lista krótka,
                                  jest w niej jakiś pomysł i nie mówię tu o pewnym miejscu
                                  w którym sam doradzam, zresztą to nie jest restauracja).
                                  Samo słowo "dobranych" nie jest tutaj na miejscu.
                                  Toruńskie restauracje przegrywają pod względem wielkości
                                  piwnic nie tylko ze sklepami ... Nie trzeba jednak
                                  jeździć tak daleko od stolicy, te nieliczne restauracje
                                  warszawskie w których czasem zdarza mi się bywać też
                                  karty mają skromniutkie.

                                  Pozdrawiam!
                                  • ducale Do Paul 24.09.03, 08:16
                                    przepraszam najmocniej ale piszemy na portalu polskim i jeżeli starasz sie
                                    oddać warunki światowe top class to zaznaczaj to wyrażnie , bowiem polemika nie
                                    ma zadnego sensu
                                    swoją drogą uważam ,ze skromna (wg. Paul 50 poz.) karta win , dobrze zrobiona i
                                    często zmieniana może byc równiez ciekawa
                                    pozdr
                                • amsti Re: PS 24.09.03, 13:10
                                  Gość portalu: Paul napisał(a):


                                  > 600 win mają "wspartą" magazynem 350'000 (Taillevent, Rue Lamennais).
                                  Osobiście
                                  >
                                  > nie znam żadnego sklepu ze zbliżoną ilością wina w magazynach

                                  Znam parę sklepów (fakt, że amerykańskich), które mają ofertę liczącą sporo
                                  powyżej 1000 pozycji. Nie wierzę, że mają po 1, 2 butelki danego wina, z cała
                                  pewnością biorą od takich importerów jak chocby Lynch na skrzynki.

                                  Rzecz jasna nie podważa to pozostałej argumentacji dotyczącej ceny wina w
                                  restauracjch.


                                  • Gość: Paul Re: PS IP: *.etubx4.u / *.etubx4.u-bordeaux.fr 25.09.03, 15:39
                                    Oczywiście, że są na świecie sklepy z relatywnie dużym magazynem, a 1000
                                    pozycji nie jest niczym niespotykanym. Jeśli jednak weźmie się pod uwagę ilość
                                    sklepów zajmujących się sprzedażą ekskluzywnych win i restauracji z
                                    poważnymi "piwnicami" to zdecydowanie i bezdyskusyjnie te drugie posiadają
                                    największą część "zamrożonego" wina na świecie.

                                    W sklepie zresztą, poza nielicznymi pozycjami marginalną sprawą jest zwykle
                                    gromadzenie tzw. "verticals", co jest typowe dla restauracji. Sklep skupia się
                                    na sprzedaży roczników bieżących, pozostawiając sprawę dojrzewania i budowania
                                    kolekcji klientowi.
                                    • amsti Re: PS 26.09.03, 12:30
                                      Gość portalu: Paul napisał(a):

                                      > W sklepie zresztą, poza nielicznymi pozycjami marginalną sprawą jest zwykle
                                      > gromadzenie tzw. "verticals", co jest typowe dla restauracji. Sklep skupia
                                      się
                                      > na sprzedaży roczników bieżących, pozostawiając sprawę dojrzewania i
                                      budowania
                                      > kolekcji klientowi.

                                      Znów powiem, że znam parę sklepów, które mają sporą kolekcję verticals. Powiem
                                      wiecej, specjalizują się głównie w takich winach Ale w sumie nie o to mi
                                      chodzi, chciałem tylko nieco sprostować Twoją poprzednią wypowiedź :)

                                      A wracając do restauracji serwujących wina, to co jest chociaż jedna w Polsce
                                      warta polecenia, no kto się pierwszy odważy i rozpocznie nowy wątek :)

                                      Pozdrawiam

                                      Amsterdam



                                      • Gość: cecyl Re: PS IP: *.muza.com.pl / *.muza.com.pl 29.09.03, 10:59
                                        Bywam w miarę często w "Vera Italia", Warszawa, ul. Sąchocka 6. Polecona mi
                                        została przez italiomanów jako lokal, w którym czesto można zastać Włochów
                                        (szcególnie z Ambasady)- więc chyba lepszej rekomendacji nie trzeba. Typowa
                                        rodzinno - niskobudżetowa io bezpretensjonalna knajpka, która może zrazić tych,
                                        którzy przykładają wagę do "dekoracji" (tu jakis postsocjalistyczny pawilon).
                                        Jakis czas temu najtańsza butelka kosztowała złotych 60. Ostatnio gdy byłem w
                                        karcie pojawiły się butelki 0,375 (nie takie czeste jeszcze w restauracjach
                                        polskich) i 0,75 po 40 złotych i za taką kwotę zamówiłem z przyjaciółmi
                                        Negroamaro di Salento (Pasqua)- ale nie wiem ile kosztuje w detalu, bo nigdy
                                        przedtem tego wina nie widziałem (ciekawe, specyficzne wino, choć raczej do
                                        mięs i serów pleśniowych). Później zamówiliśmy Nero d,avola de Sicilia 2000
                                        (też Pasqua)za 60 złotych (0,75)- świetne, moim zdaniem nieco bogatsze od
                                        kupowanego dotąd przeze mnie Nero d'avola dei Sicilia za złotych 19,90 w Tesco
                                        (które zostało docenione równiez przez wielu forumowiczów, ale i w tym wypadku
                                        nie wiem ile kosztuje w detalu. Niemniej w 4 osoby wypiliśmy do wspaniałego
                                        obiadu 2 butelki wina za 100 złotych (a na parę obias z winem wyniósł 150
                                        złotych). Powtarzam nie wiem ile te wina kosztują w detalu, bo ich nie
                                        widziałem np. w Dyspensie, ale wydaje mi się, że ich cena w "Vera Italia" jest
                                        do zaakceptowania.
      • Gość: star w restauracji czasem NIE można IP: *.fsmw.math.uni.wroc.pl / *.fsmw.math.uni.wroc.pl 30.08.05, 15:51
        niestety przejezdzajac przez Katowice trafilismy do restauracji/pizzerii
        na ul. Stawowej (naprzeciw McDonalds) gdzie nasz wybor padl na ryby (jakby
        nie wiadomo bylo, ze z Katowic do morza daleko:-(
        i tu tragedia: ryba doslownie plywala w tluszczu (tak z 10% tluszczu
        objetosciowo, bo co do wagi to z pewnoscia wiecej) - halibut skadinad lepszy bo
        grubszy, ale niedogotowany w srodku, o dacie przydatnosci do spozycia sandacza
        mozna tylko domniemywac - ale w zasadzie to sandacza w tej przerazliwie tlustej
        i grubej panierce widac nie bylo; oprocz tego smierdzaca surowka;
        a zapowiadalo sie w miare dobrze - zurek byl ok;

        Wino kelner mowil ze ma biale i jakbym chcial to on mi lampke schlodzi bo tak to
        sobie biale stoja z czerwonymi razem - podziekowalem grzecznie; bylo jakies
        niemieckie TafelWein oraz krolowala Sophia;

        uwagi nt jakosci zostaly zignorowane;

        pzdr
        star

        ps. czasu na przykucie sie do kaloryfera nie bylo - pociag by sie spoznil;
        ktokolwiek zna ww obiekt lepiej niech trzyma sie z daleka;
        ps2. ktos moze zna nazwe tego lokalu???
        • spol Re: w restauracji czasem NIE można 30.08.05, 16:11
          następną razą jak będziesz chciał popełnić kulinarne seppuku, to podam Ci kilka
          dużo lepszych katowickich adresów... ;-)

          Stawową staram się omijać z daleka i to nie tylko ze względu na McD. Natomiast
          polecam okolice ulic Staromiejskiej i Dyrekcyjnej. Np. w Fanaberii na
          Dyrekcyjnej można bardzo fajnie zjeść, a dostawcą wina jest, sądząc po ofercie,
          Bodega Marques.

          Pozdrawiam!
          • sstar Re: w restauracji czasem NIE można 30.08.05, 16:19
            spol napisał:

            > następną razą jak będziesz chciał popełnić kulinarne seppuku, to podam
            > Ci kilka dużo lepszych katowickich adresów... ;-)

            wiedzialem, ze na Ciebie mozna liczyc:-)

            > Stawową staram się omijać z daleka i to nie tylko ze względu na McD.

            a nazwy tego lokalu, o ktorym pisalem, nie pamietasz?
            duzo ryb maja w menu i co gorsza twierdzili ze swieze!

            > Natomiast
            > polecam okolice ulic Staromiejskiej i Dyrekcyjnej. Np. w Fanaberii na
            > Dyrekcyjnej można bardzo fajnie zjeść, a dostawcą wina jest, sądząc po
            > ofercie, Bodega Marques.

            a to daleko od dworca PKP?
            bo plecaki byly ciezkie od win z Trentino wiec sie nie rozpedzalismy,

            > Pozdrawiam!

            Pzdr
            star
            • spol Re: w restauracji czasem NIE można 30.08.05, 16:26
              sstar napisał:

              > a nazwy tego lokalu, o ktorym pisalem, nie pamietasz?
              > duzo ryb maja w menu i co gorsza twierdzili ze swieze!

              Omijam Stawową na tyle skutecznie, że z tamtejszych lokali kojarzę tylko McD ;-)

              > > Natomiast
              > > polecam okolice ulic Staromiejskiej i Dyrekcyjnej. Np. w Fanaberii na
              > > Dyrekcyjnej można bardzo fajnie zjeść, a dostawcą wina jest, sądząc po
              > > ofercie, Bodega Marques.
              >
              > a to daleko od dworca PKP?
              > bo plecaki byly ciezkie od win z Trentino wiec sie nie rozpedzalismy,

              Jakie 5 min. może. Tylko najlepiej wyjść na stronę wschodnią.

              Pzdr
      • sstar Sekret 30.11.05, 12:17
        ktos byl tam?

        www.restauracjasekret.pl/wina.php

        pzdr
        star

        ps. oferta winna dosc ciekawa i zronicowana (rozni importerzy)
        • ducale Re: Sekret 30.11.05, 16:32
          sstar napisał:

          > ktos byl tam?
          >
          > www.restauracjasekret.pl/wina.php
          >
          > pzdr
          > star
          >
          > ps. oferta winna dosc ciekawa i zronicowana (rozni importerzy)

          karta bardzo autorska( chyba ukladal WB?)
          ale zastanawia brak Hiszpanii ,Nowego Swiata ( rozumiem ze nie pasuja do menu)
          no ale wielbionej Portugalii tez??
          pozdr
          ps. ceny win rewelacja, powinno byc tak wszedzie w Wawie :)
          • sstar Re: Sekret 30.11.05, 17:32
            ducale napisał:

            > sstar napisał:
            >
            > > ktos byl tam?
            > >
            > > www.restauracjasekret.pl/wina.php
            > >
            > > pzdr
            > > star
            > >
            > > ps. oferta winna dosc ciekawa i zronicowana (rozni importerzy)
            >
            > karta bardzo autorska( chyba ukladal WB?)

            chyba tak bo sa umlauty i inne akcenty:-)

            > ale zastanawia brak Hiszpanii ,Nowego Swiata ( rozumiem ze nie pasuja do menu)
            > no ale wielbionej Portugalii tez??

            tym bardziej ze sporo jest swietnych i tanich win z Porugalii!

            no i co więcej nie ma tych niedobrych win z Włoch;-)

            > pozdr
            > ps. ceny win rewelacja, powinno byc tak wszedzie w Wawie :)

            mnie nie powalily ale ja nie bywam więc nie wiem;-)

            pzdr
            star
            • ducale Re: Sekret 30.11.05, 18:34
              sstar napisał:

              > > ps. ceny win rewelacja, powinno byc tak wszedzie w Wawie :)
              >
              > mnie nie powalily ale ja nie bywam więc nie wiem;-)
              >
              > pzdr
              > star

              no Star,jak na Wawe i tego typu restauracje ( tam byla wczesniej chybaTsarina
              jak pamietam) i Stare Miasto ,to ceny są przyzwoite
    Inne wątki na temat:

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka