Dodaj do ulubionych

świeże ryby w Warszawie

07.12.06, 15:48
Czy ktos z Was moze polecic sklep, sprzedawce świeżych ryb w Warszawie? Myślę
oczywiście o zbliżajacych się świetach, ale nie tylko, bo w ogóle jesetm
smakoszem ryb. Polowanie w hipermarketach typy Auchan w czwartki przynosi
czasm rezultaty, ale wolałbym bardziej ludzką i pewna forme sprzedaży. Mam
np. panią od drobiu na hali marymonckiej - zawsze ma kury wiejskie, kurczaki,
a na zamowienie kaczki czy gęsi a nawet perliczka się trafiła raz. Ale może
ktoś z Was potrafi polecić nieduży sklepik z rybami, gdzie właściciel -
biorąc odpowiedni więcej pieniedzy - potrafi na weekend czy świeta na
zamówienie dostarczyć szczupaka, sandacza, ładnego węgorza?
z góry dziękuję
t l;))
Obserwuj wątek
    • corrina_f1 ostatnio chyba w zeszłym tygodniu było... 07.12.06, 16:30
      i dwa tygodnie temu, i trzy...
      i w każdy czwartek i piątek mniej więcej...
    • nrg67 Re: Nie mieszkam w Warszawie a wiem. Tyle razy 07.12.06, 19:18
      Wiesz.. .a jednak sie irytujesz zamiast dac choc slad wskazowki...
      dzieki za zyczliwe podejscie do sprawy ;)))
      Milych swiat
    • nrg67 Re: Wakazówka jest na samej górze: 07.12.06, 19:33
      zdaje sie, ze nawet nie przeczytalem mojego posta a sie wymądrzasz. Przecież ja
      nie szukam przepisów tylko miejsca, gdzie mozna znalezc produkty.
      ale juz sie mna nie musisz fatygowac - poszedlem za Twoja rada i z historii
      tego wątku dowiedzialem sie, ze tutejsi spece od kuchni za najlepsze źródło
      świeżych ryb uważają Auchan, a za przysmak nad przysmakami - pangę... w dodatku
      piszą, że kupują ją świeżą ;DDD jasne, prosto z chin przypływa do nas kanałami
      i czeka, usmiechnieta, aż ja warszawski smakosz zje. Podobnie ze dowcipami o
      świeżej soli w Warszawie- to juz normalnie jaja jak berety ;DDDD
      Gratuluje Wam dobrego gustu, smakosze
      • Gość: lu Re: Wakazówka jest na samej górze: IP: *.acn.waw.pl 07.12.06, 19:36
        Dobre zaopatrzenie jest na Kabatach (bazarek przy Wawozowej). Przy pierwszej
        wyzycie popytaj o dni dostaw.
        • jacek1f po pierwsze, nie uogólniaj, bo obrażasz trochę 07.12.06, 19:59
          niektórych...

          po drugie, jakbyś pogrzebał, to byś znalazł - dawno temu niestety - ...
          przedświąteczny coroczny wątek pewnie, a w nim właśnie Kabaty i budkę
          najsłnniejszą chyba = przy Hali Marymonckiej (obecnie okolica w ruinie metrowej)
          Ale budka jest i pozamawiać możesz.
          A jak chcesz świeżą solę, to masz zawsze w
          www.lamaree.pl/oferta.asp?id_typu_oferty=1
          pozdrawiam
          • corrina_f1 Świeże ryby....hahaha 07.12.06, 21:05
            Kochani!

            ŚWIEŻYCH ryb ani w Warszawie ani nigdzie, gdzie "pod ręką" nie ma jakiegoś
            zbiornika wodnego NIE MA i nie będzie.

            Ile musi mieć ryba, aby nazwana została świeżą ? Dla mnie musi być złowiona
            MINIMUM tego samego dnia, tym lepiej, jeśli przed kilkoma godzinami.

            ŚWIEŻE ryby nabyć można wyłącznie w porcie, czy to morskim, czy rzecznym itp.
            Zabawne, ale dopiero niedawno, oglądając program Ricka Steina na kuchnia.tv,
            sama to sobie uświadomiłam. Odcinek był akurat o krewetkach, opowiadał, jak
            łowił je z zawodową ekipą bodajże na Morzu Barrentsa. Od momentu złowienia,
            do "dowiezienia" ich do portu, skąd wyruszą oczywiście jeszcze w dalszą drogę,
            mijają 3 dni (!), dlatego krewetki są obrabiane termicznie od razu na kutrach,
            mrożone bądź gotowane. Ile kolejnych dni minie, zanim z tych portów krewetki
            dostaną się do innych krajów w Europie ? Razem MINIMUM TYDZIEŃ !

            Wniosek z tego prosty, nie róbcie sobie nadziei, że ryby oraz owoce morza,
            które w choćby najlepszych sklepach sprzedawane są jako tzw. "ŚWIEŻE" , w
            istocie takie są :D

            W Polsce świeże ryby nabyć można w miastach i miasteczkach portowych, lub
            ewentualnie w pobliżu rzek. Ryby morskie "dalekobieżne" w wersji świeżej, to
            bajka ;)

            pozdrawiam serdecznie
            • nrg67 Re: Świeże ryby....hahaha 08.12.06, 11:47
              Zasadniczo się zgadzam i cieszę się, że nareszcie ktos naprawdę rozumie co
              znaczy pojęcie "świeża ryba". Dla wyjaśnienia: panga jest rzeczną rybą z Chin i
              do Polski nie ma szans dojechać inaczej, jak zamrożone. Podobnie jest z
              halibutami, makrelami; przypuszcam, ze sole i dorady, którymi w piątki raczą
              sięsmakosze w restauracjach za krocie też są przynajmniej chłodzone (ale raczej
              mrożone) i nie sposób powiedziec, ile tygodni minęło od momentu w ktorym zeszły
              z tego śwaita. To, że ktoś taka rybe w sklepie rozmrozi i położy na listku
              sałaty naprawdę nie oznacza, że to ryba "świeża". To się nazywa ryba rozmrożona
              i niczym się nie różni od tego ,co można kupic w biedronce jak się w
              zamrażarniku pogrzebie. Nie mówie, że to niedobre - ja tak lubie ryby, ze sam
              pożeram mnóstwo mrożonych - ale na swieta chciałem coś ekstra.
              Corrino, droga, nie masz jednak racji twierdząc, że w Warsz takich ryb "nie ma
              i nie będzie". Bo np. karpie są bardzo czesto, nie tylko przed świętami
              sprzedawane żywe. Widywałem też amury i tołpygi.
              Wspomniany w tym wątku sklepik na marymoncie już moim zdaniem nie istnieje, a
              rzecywiście był wspaniały. U tego Pana (on sięznałna rzeczy) możnba było
              zamówić rybę na konkretny dzień, bez gwarancji oczywiście, ale z duża
              pewnoscią - i się ją odbierało ŻYWĄ! Albowiem jeśli chodzi o rybe do gotowania
              albo smażenie (czyli niewędzoną i niesolona i niesuszona) to kluczowe w pojęciu
              świeżości jest pytanie ile czasu mineło między jej bardziej czy mnie gwałownym
              zgonem a momentem, w ktorym wbija się w nią widelec! Moim zdaniem jak to jest
              więcej niż jeden dzień to ryba już świeża nie jest. W w gruncie rzeczy powinno
              być tak, że po zamordowaniu ryba powinna zostać natychmiast pokrojona,
              przyprawiona i na patelnię - a potem do buzi. Jak ktoś nie próbował, to
              zachęcam - wtedy człowiek czuje, co to naprawdę znaczy ŚWIEŻA ryba.
              Na marymoncie widziałem też kiedyś żywego węgorza - ale akurat ja nie przepadam
              za tą ryba - oraz kiedys kupiłem wielkiego sandacza którego sprzedał mi jakis
              facio z płóciennego worka - ale to był chyba kłusownik więc mi trochę wstyd z
              tego powodu.
              Myślałem, że mi polecicie miejsca tego typy - małe sklepiki, gdzie można zaufać
              właścicielowi i za nawet wyższą cenę kupic cos ekstra na święta. Z Corriną nie
              zgadzam sie też, że takiego czegoś w Warszawie nigdy nie bęzdie. To po prostu -
              tak sądzę - kwestia wyrobienai rynku i wyrobienia gustu klientów. Ktoś na to
              kiedys wpadnie, już są pierwsze zalążki - choćby nieodżalowany sklepik na
              Marymoncie. Mój przyjaciel, wychowany w Paryżu powiedział mi kiedyś coś
              niewiarygodnego: że jeśli chcesz we francji zjeśc świeże owoce morza, to w
              Marsylii może być kłopot. Za to w Paryżu są i świeże, i tanie. Absurd - ale
              wynika on z tego ,że Paryżu jest ogromny rynek na swieże owoce morza, dlatego
              istniej w tym kraju cały ogromny system który sprawia ,że żywe potwory morskie
              wyjęte z wody blyskawicznie trafiają do akwariów w sklepach i restauracjach w
              stolicy, ku uciesze tamtejszych snobów, smakoszy, turystów...
              no, to się rozpisałem. Jakby coś jednak warszawskiego przyszło Wam do głowy, to
              gorąco sie polecam Waszej pamieci ;)
              • corrina_f1 Re: Świeże ryby....hahaha 08.12.06, 12:07
                >>Corrino, droga, nie masz jednak racji twierdząc, że w Warsz takich ryb "nie
                ma i nie będzie". Bo np. karpie są bardzo czesto, nie tylko przed świętami
                >>sprzedawane żywe. Widywałem też amury i tołpygi.

                Ok, to był skrót myślowy, pisząc to miałam na myśli właśnie wszelkiego rodzaju
                ryby morskie typu łososie, pangi, dorady, makrele itp itd. bo najczęściej o nie
                właśnie padają pytania na forum.
                Takie ryby, (jak sam piszesz), zawsze są rozmrażane i ich świeżość polega chyba
                tylko na jak najkrótszym czasie jaki minął od rozmrożenia :)
                Karpie amury i tołpygi jak najbardziej bywają świeże, bo oczywiście sprzedają
                je prosto z akwariów lub basenów więc siłą rzeczy są żywe.


                >>Z Corriną nie zgadzam sie też, że takiego czegoś w Warszawie nigdy nie
                bęzdie. To po prostu -
                >>tak sądzę - kwestia wyrobienai rynku i wyrobienia gustu klientów. Ktoś na to
                >>kiedys wpadnie, już są pierwsze zalążki - choćby nieodżalowany sklepik na
                >>Marymoncie.

                Więc myślisz, że wspominane wyżej pangi i cała reszta będą pływać w
                Wiśle ? ;))) Jeśli tak się stanie, konia z rzędem i kłaniam się nisko :)

                pozdrowienia
                • jacek1f Nrg - sprawdzę w nastepnym tygodniu sklepik. 08.12.06, 12:12
                  Mozna jeszcze na Polną starodawną :-) zadzwonić i popytać...

                  Masz totalną rację.
                  Trzeba znaleźć i wychować inne miejsce do sprowadzania na zamówienie ryb z
                  Mazur!
                  • Gość: lu Re: Nrg - sprawdzę w nastepnym tygodniu sklepik. IP: *.acn.waw.pl 08.12.06, 19:55
                    Droga Corrino_f1, wberw temu co piszesz kilkanascie postow wczesniej, uwazam ze
                    takze w Warszawie moglyby byc swieze ryby, bo swieze ryby mozna kupic w
                    Szwajcarii, glebokiej Francji, itp, itd choc do morza tam rownie daleko co w
                    Warszawie czy Krakowie.

                    Jest jednen problem: CENA. Dobre ryby sa bardzo drogie, znacznie drozsze od
                    miesa. Zwlaszcza szlachetne gatunki ryb morskich, ktore do Polski w ogole nie
                    docieraja (nawet mrozone), bo przecietnego Kowalskiego absolutnie na nie stac.

                    Jesli te szlachetne ryby maja dotrzec w stanie swiezym, to musza byc szybko
                    transportowane, co jeszcze bardziej podnosi ich cene. Ilu znajdzie sie chetnych
                    na kg ryb po ok. 200 zl? Nawet w Warszawie? Zwlaszcza, ze swiadomosc
                    Kowalskiego w temacie ryb jest generalnie zbyt niska, zeby powstal rynek zbytu
                    na towar, ktory przylecial samolotami z dwoma przesiadkami.

                    Tak wiec jak sie nam troche podniesie stopa zyciowa i nie bedziemy na
                    przedostatnim miejscu w UE (przed Lotwa) pod wzgledem dochodu na glowe
                    mieszkanca, to swieze ryby takze dotra do Warszawy, Katowic i Wroclawia. Bo nic
                    procz CENY nie stoi na przeszkodzie.
    • baky Pytanie 08.12.06, 12:47
      Czy jeśli złowię np. pstrąga i go zamrożę, a po tygodniu odmrożę, to będzie już
      nieświeży?
      • corrina_f1 odpowiedź 08.12.06, 12:51
        Będzie romrożony :)

        Mówiąc potocznie o rybach "świeże" na ogół mamy na myśli ryby dopiero złowione,
        kupowane prosto od rybaków, lub w sklepach, gdzie pojawiły się zaraz po
        złowieniu, a przynajmniej tego samego dnia.
        Ryba rozmrożona oczywiście też jest świeża ale nie w tym sensie, jeśli
        rozumiesz, co mam na myśli :)
        • baky Re: odpowiedź 08.12.06, 13:35
          corrina_f1 napisała:

          > Ryba rozmrożona oczywiście też jest świeża ale nie w tym sensie, jeśli
          > rozumiesz, co mam na myśli :)

          Acha...
          W kontekscie pytania Nrg67 i mojej "świeżości":
          Czy ryba złowiona na Mazurach i przewieziona do Wawy (od momentu złowienia i
          uśmiercenia na oko 8 godz.) będzie świeższa niż ryba uśmiercona i zamrożona od
          razu? W której nastąpi więcej procesów gnilnych?

          PS. Jasne, że ryba niemal "prosto z wody" lądująca na talerzu jest marzeniem
          smakosza, ale to inna bajka i wręcz margines - patologia :O)) więc nie ma się
          co tym zajmować.
          • nrg67 Re: odpowiedź 08.12.06, 14:09
            Wlasnie na tym polega różnica między nami, że ja mam ochote i energie żeby sie
            tym zajmowac, bo czuje wielką różnice między rybą która była mrożona i rybą
            która nie była mrożona.
            Nie znam sie na procesach gnilnych i fachowo Ci nie odpowiem, ale z
            doświadczenia wiem, że ryba złowiona na Mazurach i przywieziona po 8 godz do
            Warsz jest lepsza od mrożonej. Sam proces mrożenia i rozmrażania bowiem psuje
            smak miesa, a na pewno jego konsytencję. Dziczyzne albo ośmiornice nie na darmo
            niektórzy mrożą w celu skruszenia. Sandacz zamrożony i rozmrożony to naprawdę
            inna ryba, niż taka która nie zbliżyła się nigdy do zamrażarki. Jakbym miał
            taka rybę na Mazurach i perspektywę jazdy do Warsz, to bym jej w życiu nie
            zamroził. tyle, że transport musiałby się odbyć w odpowiednich warunkach tzn.
            musiała by byc jakaś torba-lodówka w temperaturą ok. 2-5 stopni powyzej zera.
            Czyli bardzo chłodno, ale daleko od zamrażania .Albo - nojlepsze chyba
            rozwiazania - wiadro z wodą ;)) Tyle ze to i chlapie, i jak upał, to jest
            ryzyko że w okolicach Płońska będziemy mieli w wiadrze źle przyprawioną zupę
            rybną i kawał śmiredzącego ścierwa do wyrzucenia ;(
            A w sprawie ryb świeżych ŚWIEŻYCH (niemrożonych): uważam, że jeśli na targu
            można tu kupić kurczaka ze wsi (a nie z fermy) albo kurę nioskę na rosół od
            babiny, albo np. grzyby zbierane w lesie, to dlaczego nie ma tu , w
            dwumilionowym mieście ani jednego miejsca w ktorym można kupić żywe ryby? a
            niechby były i drogie ,niechby były na zamówienie - co z tego? raz na rok by
            sobie czlowiek poszalał.
            pamietacie, jak za PRL-u w sklepach rybnych były takie wielkie baseny
            kafelkowane z wodą? one właśnie naryby były żywe przeznaczone, ale zwykle były
            puste ;)))
            Ciekawe, jak w tych auchan i carrefourach mają stoiska rybne a na nic
            hszczupaki i sandacze - to dlaczego te rybska zawsze martwe na lodzie leża, a
            nigdy im nikt popływać nie pozwoli? Ja bym bardzo chciał taką rybke sobie
            obejżeć, palcem pomacać, zajżeć za skrzela, i potem sobie wybrać na patelnie. I
            jescze w dodatku żywa do domu dowieźć i zamordować własnoręcznie w chwili,
            kiedy już wódeczka zamarznięta nalana do kieliszków, a stół nakryty tylko czeka
            na główną potrawę...
            zaraz odpadnę z ochoty na dobrą rybę ;)

            baky napisał:

            > corrina_f1 napisała:
            >
            > > Ryba rozmrożona oczywiście też jest świeża ale nie w tym sensie, jeśli
            > > rozumiesz, co mam na myśli :)
            >
            > Acha...
            > W kontekscie pytania Nrg67 i mojej "świeżości":
            > Czy ryba złowiona na Mazurach i przewieziona do Wawy (od momentu złowienia i
            > uśmiercenia na oko 8 godz.) będzie świeższa niż ryba uśmiercona i zamrożona
            od
            > razu? W której nastąpi więcej procesów gnilnych?
            >
            > PS. Jasne, że ryba niemal "prosto z wody" lądująca na talerzu jest marzeniem
            > smakosza, ale to inna bajka i wręcz margines - patologia :O)) więc nie ma się
            > co tym zajmować.
            • baky Re: odpowiedź 08.12.06, 14:34
              Zgadzam się z Tobą jak najbardziej - co się tyczy zmiany struktury mięsa i
              konsystencji po rozmrożeniu. Jednak zależy to od czasu pobytu ryby w zamrażarce.

              nrg67 napisał:

              > Wlasnie na tym polega różnica między nami
              > jescze w dodatku żywa do domu dowieźć i zamordować własnoręcznie

              Otóż to. Ja jestem za całkowitym zakazem sprzedaży żywych ryb.
              Dla mnie to barbarzyństwo co się dzieje np. przed Wigilią - oczywiście chodzi
              mi o warunki przewożenia i przetrzymywanie ryb. Gdyby jednak były one
              godziwe... Czemu nie... To jednak nie takie proste.
              Pozdrawiam i życzę dobrych łowów.
              • nrg67 Re: odpowiedź 08.12.06, 14:39
                tylko slowo: ja tez nie naleze do zwolennikow dreczenia zwierząt. jak juz
                mordowac, to mozliwie bezbolesnie
                za zakaz spredazy zywych ryb..c.. coz , z tym sie dotad nie spotkalem, ale moze
                i tego dozyjemy? jak mialem 8 lat, to sobie z kolegami opowiadalismy dowcipy o
                tym ,ze - sluchajcie, !!! ale jaja!! - jest taki kraj, w ktorym jak dziecko
                dostanie lanie to moze pojsc na policje doniesc!!! Nam, dzieciom sie to
                naparwde wydawalo smieszne. A dzis sam jestem zwolennikiem takiego zakazu i to
                surowego. Widać, świat sie zmienia..
                • baky Re: odpowiedź 08.12.06, 15:22
                  nrg67 napisał:

                  > Widać, świat sie zmienia..

                  Taaa...
                  Jeszcze też tylko słowo.
                  Nie jestem jakimś ortodoksem, ale to co się dzieje przed Wigilią... Poprostu
                  mnie irytuje. Najpierw ludzie tracą głowy potem karpie. Nie, nie mam nic
                  przeciwko karpiowi na wigilijnym stole. Sam sobie bez niego nie wyobrażam
                  świąt, ale... zresztą już pisałem.
                  Natomiast śmieszą mnie "akcje" wegetarian i innych tam zielonych pt. "Daruj
                  karpiowi życie, kup i wypuść go na wolność" :)
                  To powtórzę: "Kup sobie świnkę i wypuść ją w lesie", albo lepiej "Kup świnkę
                  morską i wypuść do morza"...
                  • nrg67 Re: odpowiedź 08.12.06, 16:15
                    wiesz co, kidys akcja wypuszczania karpi do rzeki zostala mocno rozpropagowana
                    w Czechach i w Pradze zakazaly tego włazde weterynaryjne, a policja waliła
                    mandaty za próby wpuszaczania takich ryb do Wełtawy. Okazało sie bowiem, że
                    taka ryba zwyczajnie zdycha w tej wodzie w ciągu paru minut i potem sie
                    rozkłada. Równie dobrze = masz racje - można by tam wrzucic morską świnkę albo
                    królika i mówic, że sie "zwróciło wolność".
                    Swoją drogą mordowanie ryb też nie jest moim uluionym zajęciem, ale...
                    właściwie to nie wiem ,co napisać po tym ale.. normalnie mi głupio ;(

                    baky napisał:

                    > nrg67 napisał:
                    >
                    > > Widać, świat sie zmienia..
                    >
                    > Taaa...
                    > Jeszcze też tylko słowo.
                    > Nie jestem jakimś ortodoksem, ale to co się dzieje przed Wigilią... Poprostu
                    > mnie irytuje. Najpierw ludzie tracą głowy potem karpie. Nie, nie mam nic
                    > przeciwko karpiowi na wigilijnym stole. Sam sobie bez niego nie wyobrażam
                    > świąt, ale... zresztą już pisałem.
                    > Natomiast śmieszą mnie "akcje" wegetarian i innych tam zielonych pt. "Daruj
                    > karpiowi życie, kup i wypuść go na wolność" :)
                    > To powtórzę: "Kup sobie świnkę i wypuść ją w lesie", albo lepiej "Kup świnkę
                    > morską i wypuść do morza"...
                    • baky Re: odpowiedź 08.12.06, 18:05
                      nrg67 napisał:

                      > Swoją drogą mordowanie ryb też nie jest moim uluionym zajęciem, ale...
                      > właściwie to nie wiem ,co napisać po tym ale.. normalnie mi głupio ;(

                      Jestem zapalonym wędkarzem, a właściwie "pstrągarzem" :), ale inne drapieżniki
                      też lubię łowić - zresztą tak jak je przyrządzać i jeść.
                      Po wyjęciu ryby z wody od razu ją zabijam i sprawiam - nad wodą. No chyba, że
                      jestem w łódce, to nie :) Myślę, że to w porządku.
                      Natomiast kiedy widzę te poobijane ryby w sadzach a potem jeszcze żywe
                      trzepiące się w workach foliowych (ulica, tramwaje, autobusy), to myślę, że to
                      nie jest w porządku. Tylko to chciałem napisać. Jestem pewien, że nie odstawił
                      byś takiego "performance". Zawsze można poprosić w sklepie o zabicie ryby i
                      najlepiej jej wypatroszenie i pokrojenie wedle życzenia. Potem już tylko w
                      samochód i do domu.

                      PS. Kiedyś jeszcze w czasie studiów na ASP byłem świadkiem występu jednego z
                      najlepszych performerów Z. Warpechowskiego. Rozebrany do naga wyłapywał z
                      akwarium dużego karpia i kładł go na dużym stole, po czym zanurzał głowę w
                      wodzie. Trwał tak do wyczerpania - karp się miotał na stole. Kiedy nie
                      wytrzymywał wrzucał rybę do wody i oboje odpoczywali. Kiedy oddech wracał do
                      jakiej takiej normy zaczynał powtórnie... Trwało to długo i miało się wrażenie,
                      że za długo, chciało się krzyczeć: dość!
                      Nikt jednak nie przerwał i dość powiedzieć, że skończyło się to utratą
                      przytomności.
                      Taka oto wymowna historyja :)
                      • mzrr21 Re: odpowiedź 08.12.06, 18:15
                        Kilka lat realizowalismy duzy projekt w okolicach Bielska Białej. Koledzy który
                        jeździli na pomiary i inne takie, wracając do Krakowa przejeżdżali przez stawy
                        howodlane i przywozili jeszcze żywe ryby. Cóż to była za uczta.
                        • baky Re: odpowiedź 08.12.06, 18:24
                          mzrr21 napisała:

                          > Cóż to była za uczta.

                          Domyślam się.
            • babazgaga Re: odpowiedź 04.02.07, 12:49
              To, że rybska leżą martwe na lodzie to jedna sprawa, a to, że w Auchanie
              sprzedaje się niewymiarowe sandaczyki, to druga. To wszystko jest wynikiem,
              jakby na to nie patrzyć, rabunkowej gospodarki rybackiej. Zakłada się sieci,
              wyciąga wszystko jak leci, ryb się potem nie zabija - one powoli zdychają, bez
              wątpienia wydzielając niezłe dawki adrenaliny. To przepraszam, ja już wolę
              mrożona pangę, zabitą od razu po wyłowieniu, albo hodowlanego pstrąga. A
              sandacza to jak mi Luby złowi, to i tak nie zjemy, tylko najwyżej się go
              ofotografuje i wypuści delikatnie. O ile złowi, bo przez tych, co żrą niewymiary
              albo chcą jeść sandacza od stycznia do maja (okres ochronny!!!!!), to wiadomo
              jak jest.
    • Gość: ala Re: świeże ryby w Warszawie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.06, 22:36
      Świeże rybki to tylko u mnie w Kątach Rybackich:-)
      • Gość: a Re: świeże ryby w Warszawie IP: *.polityka.com.pl 11.12.06, 10:28
        jezu, zeby to bylo ciupinke blizej to bym pojechal ;)
        Nigdy nie mieszkalem nad morzem i mnie to fascynuje. Powiedz mi: to naprawde
        jest tak, ze u Was przez caly rok mazs mozliwosc kupowania takich ryb, co to
        sie jeszcze miotaja ze zlosci na wadze, a potem za chwile sie je smazy?
        W zimie tez? Bo - naiwnie przyznam - nie wiem, czy w zimie sie tymi malutkimi
        kutrami ryby łowi czy nie?
        Czy to przypadkiem nie jest tak, jak w "turystycznym" jedzeniem ryb w lecie, ze
        ludzie sie zajadają rybami jak jadą na wakacje a potem sie okazuje, ze w lecie
        jest sezon ochronny, zakaz połowów i wszyscy w lipcu pałaszują ryby które od
        kwietnia leżały w chłodniach ;(
        pozdrawiam nad morze ;)
        t
        • Gość: lu Re: świeże ryby w Warszawie IP: *.acn.waw.pl 11.12.06, 22:01
          Paradoksalnie, wiekszosc ryb w smazalniach jest mrozona, bo pochodza z innych
          morz niz Baltyk. Warto pytac jakie ryby sa baltyckie, a i to nie daje gwarancji
          ze ryba byla naprawde swieza.

          Smakosze rozroznaja ryby swieze od mrozonek po tym, ze nie maja porozrywanych
          komorke (mieso ma inna konsystencje).
    • piani Re: świeże ryby w Warszawie 09.12.06, 22:14
      A sklep naprzeciw Carrefura w Arkadii? Tam chyba tez sa niezle ryby.
      • kulinarna Re: świeże ryby w Warszawie 05.02.07, 09:35
        Owszem...sklep Sanechemu, kuchnie swiata

        bywa swiezy tunczyk (80), losos (50 chyba), okon morski (38), dorada...
        ceny z ostatniej soboty
        • Gość: lu Re: świeże ryby w Warszawie IP: *.acn.waw.pl 07.02.07, 22:18
          Zaliczylam dzis Zlote Tarasy. W podziemiach jest Albert, a tam m.in. swiezy
          tunczyk (lub swiezorozmrozony?).
    • Gość: Wer37 Re: świeże ryby w Warszawie IP: 91.230.98.* 03.04.22, 18:47
      Moim zdaniem najlepszy sklep ze świeżymi rybami i owocami morza to Akwen rybnybabice.pl/kontakt/ - naprawdę pyszne produkty, zawsze świeże :) Do tego miła obsługa, która naprawdę potrafi doradzić :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka