Dodaj do ulubionych

Staropolska śmierdząca kuchnia

IP: *.icpnet.pl 15.01.07, 22:17
Jakiś czas temu, 2-3 lata, Makłowicz w którymś z tygodników (Wprost?
Newsweek? Polityka?) napisał felieton o staropolskiej kuchni. O tym jak źle
kojarzą mu się takie reklamy czy opisy dań - "Staropolskie". Bo kiedyś nie
było chłodni ani lodówek i mięso trzeba było konserwować w sposób naturalny.
A że nie zawsze się to udawało i często się ześmierdło, to je przygotowywano
w dużej ilości przypraw i ziół. I Makłowiczowi kuchnia staropolska w naszych
dzisiejszych restauracjach kojarzy się z lekko podśmierdniętym mięsem mocno
zamarynowanym w armotycznych dodatkach.
A Wam?
Obserwuj wątek
    • el_padre Nam nie n/t 16.01.07, 00:14
      .
    • klara551 Re: Staropolska śmierdząca kuchnia 16.01.07, 00:22
      Widocznie w rodzinie Makłowicza nie umieli peklowac,wędzić mięsa i
      ryb.Większość forumowiczow z tęsknotą wspomina smak dawnych/robionych wg.
      starych przepisów/ wędlin,szynek przetworów.Owszem,w starych ksiązkach
      kucharskich są przepisy na potrawy z mniej świeżych surowców,ale to nie znaczy
      z zepsutych.Kiedyś w tych śmierdzących czasach z 1 kg mięsa otrzymywano 50-60
      dkg.szynki,teraz 1-1,2 kg.Gdyby nie chemia,to współczesne wędliny śmierdziałyby
      zanim byś je doniosła do domu.Poczytaj stare książki kucharskie,to zrozumiesz
      jak przechowywano żywność
    • ampolion Re: Staropolska śmierdząca kuchnia 16.01.07, 02:53
      Pamiętam w dawnych latach jak to bywając u rodziny na wszi zaglądałem czasami do
      ziemnej piwnicy. Była to taka wkopana w ziemię zieminka otulona grubą warstwą
      słomy i obłożona może metrem ziemi. Lipiec czy sierpień, temperatura jak w
      nowoczesnej lodówce i to stała, niezmienna. W srodku przeróżne wędliny, chyba
      mięso oraz inne typowo lodówkowe zasoby.
      Ale Makłowicza tam nie było.
    • ba_nita Re: Makłowicz czasami nie myśląc jak coś palnie to 16.01.07, 06:32
      niczym łysy jajami o parapet. Jego należy oglądać i słuchać z przymrużeniem oka
      i ucha. Wyrocznią nie jest, a ja wolałbym staropolskie ziemianki (pamiętam je
      jeszcze), komory i te mięsa różniste peklowane, wędzone bez chemicznych świństw
      i nastrzykań wodą i diabli wiedzą czym jeszcze. To współczesna kuchnia "masowa"
      nie nadaje się do niczego. Pleśniejące pseudosery w ciągu paru dni, wędliny o
      smaku papieru toaletowego i te wszystkie przetwory nie wiadomo z czego i do czego.
    • winoman Re: Staropolska śmierdząca kuchnia 16.01.07, 08:51
      Ale Makłowicz zapewne nie pisał o czasach Waszych babć czy pradziadków, ale o
      czasach dużo wcześniejszych. W jednej z dobrze udokumentowanych książek o życiu
      codziennym Polaków w dawnych czasach (XV-XIV wiek chyba, dawno to czytałem i nie
      pamiętam szczegółów) też o tym czytałem.

      Pozdrawiam!
    • Gość: szadoka Re: Staropolska śmierdząca kuchnia IP: 212.160.172.* 16.01.07, 08:51
      a ile waszym zdaniem moze lezec peklowane mieso? Zakladajc , ze swiniobicie bylo
      2 razy do roku?
      Poza tym, gratuluje ba_nito slusznego wieku. Ja jeszcze na szczescie nie moge
      pochwalic sie, ze pamietam "staropolskie zimniaki" czy cokolwiek staropolskiego ;)
    • ba_nita Re: I jeszcze jedno. 16.01.07, 08:59
      Moja babcia zmarła kilka lat temu mając 104 lata.Jej matka żyła lat 98, nie wiem
      ile lat miała z kolei jej matka. To tylko 3 pokolenia - jak myślisz, gdzie i od
      kogo nauczyły się gotować? Od Makłowicza? Prosta matematyka. Prosta - dla
      niektórych.
    • bagatella alez to kuchnia meksykanska 16.01.07, 09:30
      wypisz wymaluj, tak samo postepowali i postepuja do dzis, smierdzace mieso? no
      to go w ostre dodatki i po problemie.
      takze pan maklowicz niczego nowego nie odkryl, im wiecej przypraw tym bardziej
      podejrzane staje sie mieso. a w sklepach to co robia? daja trzecie zycie
      kurczakom, karkowkom czy innym na grilla maskujac swiezosc przyprawami.
    • Gość: zadumana Re: Staropolska śmierdząca kuchnia IP: 83.238.166.* 16.01.07, 09:34
      Przy komentowaniu cudzych opinii skomentowanych jeszcze raz przez kogoś innego
      trzeba być ostrożnym, bo to nie matematyka (2+2=4, w zasadzie zawsze) tylko
      często tzw. "głuchy telefon":)
      Zdanie Makłowicza, jak podejrzewam, dotyczy czasów sprzed wieków, kiedy kuchnia
      polska nadrabiała świeżość ilością przypraw. Nie jest to wszystkio jednakże tak
      banalnie proste. Jeśli połączy się te informacje z informacją o potwornych
      cenach np. 300 lat temu, zamorskich przypraw, to widać, że cały ten problem
      dotyczył tylko ówczesnych najzamożniejszych. Trafiłam na relację z Polski
      jakiegoś podróżnika, który narzekał, że szlachta sypie tych przypraw za dużo,
      żeby się po prostu pokazać i zademonstrować swoje możliwości.
      Kuchnia z końca XIX wieku będąca bardziej w zasięgu nawet po prostu rodzinnych
      relacji wyglądała już nieco inaczej. A te zasobne piwniczki należały zwykle nie
      do ubogich rodzin chłopskich, tylko do tych co byli w stanie je m.in. mięsem
      zapełniać.

      A co do tego, że obecnie choćby hipermarkety (a i restauracje) ratują stare
      mięso przygotowując gotowe do pieczenia czy grillowania mięsa tarzając je w
      przyprawach, które zabiją wszystko, a nieciekawy stan mięsa przede wszystkim to
      smutna prawda.
      • paczka111 Re: Staropolska śmierdząca kuchnia 16.01.07, 09:49
        Mieliśmy spiżarkę, co za czasy... Mięso się peklowało w słoikach, więc to
        raczej świeży wynalazek, ale wędliny mogły stwardnieć na kość, skurczyć się do
        połowy, ale w życiu zaśmierdnąć. Znajdowało się czasem taką kiełbaskę sprzed
        roku. Co miał na myśli Makłowicz? Że teraz jest lepiej?
        • ba_nita Re: Staropolska - a co to jest?Tak swoją drogą? 16.01.07, 09:57
          pl.wikipedia.org/wiki/Staropolszczyzna
          można sięgnąć do czasów Popiela nawet.)))Jak się ktoś uprze...
        • Gość: Inka Re: Staropolska śmierdząca kuchnia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.07, 10:08
          Napisałam wyżej - mówił o czasach X-VI wiek...
          • ampolion Re: Staropolska śmierdząca kuchnia 16.01.07, 14:22
            Kuchnia staropolska to nie kuchnia popielowska. Nos Makłowicza nie jest taki
            długi by aż do tamtych czasów sięgać.
            • jottka co do epok 16.01.07, 14:45
              to mianem staropolszczyzny w literaturoznawstwie czy historii określa się
              zbiorczo czasy do naszego oświecenia, czyli plus minus drugiej połowy 18 w.,
              albo też - w bardziej ścisłej periodyzacji - epokę średniowieczną (do
              renesansu). nie znam tekstu makłowicza, ale mógł mieć na myśli równie dobrze
              pierwsze, jak i drugie określenie - w każdym razie na pewno nie pisał o kuchni
              naszych babć czy prababć, nawet jeśli żyły po setce każda:)

              w każdym razie wiara w to, że staropolszczyzna zaczyna się tak, powiedzmy, przed
              drugą wojną, a najdalej za rodzimej moderny, nie znajduje pokrycia w faktach:)
            • Gość: Inka Re: Staropolska śmierdząca kuchnia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.07, 15:46
              A co oznacza dla ciebie staropolska??? Że ma 100 lat?
              W X wieku ampolionie było już takie państwo Polska...
    • Gość: Inka Re: Staropolska śmierdząca kuchnia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.07, 10:07
      Właśnie. Chodziło mu o kuchnię naprawdę staropolską, z X-VI wieku. Opowieści o
      babci i dziadkach niezbyt tutaj pasują.
      • Gość: ania1022 Re: Staropolska śmierdząca kuchnia IP: 205.193.50.* 16.01.07, 14:55
        Makolwicz, nie moze pamietac smrodu miesa z XV wieku przeciez. Skad wiec te
        skojarzenia.
        • Gość: Inka Re: Staropolska śmierdząca kuchnia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.07, 15:44
          Nie bronię Makłowicza ale trochę bez sensu napisałaś. Skoro wiemy jak
          sporządzano piwo 1000 late temu i więcej to wiemy też jakie były sposoby na
          przechowywanie mięsa...
    • aluc Re: Staropolska śmierdząca kuchnia 16.01.07, 14:29
      jak ściągnę od rodziców, to z przyjemnością zacytuję sposoby mojej praprapra
      kuzynki na odświeżanie różnych wiktuałów - nie żadna staropolszczyzna, połowa
      XIX wieku zaledwie :))) taki uroczy domowy notatnik pani domu, z radami
      typu "jak uchronić kanarki od zatycia" i "domowy przepis produkcji złota",
      zaczynający się od stwierdzenia "weź dwie uncje platyny" :))))))
      • jollka2 Ostatnio palnął w programie 16.01.07, 15:12
        żeby dodac słuszna ilość smalcu, bo on nie wierzy, że smalec podwyższa poziom
        cholesterolu. Dokladnie nie zacytuje, ale wyźwięk był jednoznaczny.
        W końcu można też powiedziec, że palenie papierosow tez nie jest takie
        szkodliwe, bo ludzie z tym żyją i to lubią.
        Myślę, że takie gadanie wbrew opiniom kardiologów i wszelkiej maści
        żywieniowców to może pan Makłowicz uprawiac w swoim domu a nie w TV.
        • winoman Re: Ostatnio palnął w programie 16.01.07, 15:50
          > Myślę, że takie gadanie wbrew opiniom kardiologów i wszelkiej maści
          > żywieniowców to może pan Makłowicz uprawiac w swoim domu a nie w TV.

          Tak się składa, że coraz częściej "kardiolodzy i żywieniowcy" różnią się między
          sobą w tych (jak i w wielu innych) sprawach. Jajka były niezdrowe, dziś coraz
          częściej uchodzą za bardzo zdrowe. Tłusty stek uchodził kiedyś za "śmierć na
          talerzu", dziś czytam, że zawiera mnóstwo substancji umożliwiających bezpieczny
          metabolizm tłuszczów w organiźmie i że to nie kotlet, a ziemniaki są najbardziej
          szkodliwą rzeczą na talerzu (a w kromce chleba ze smalcem to chleb jest
          zabójczy, nie smalec).

          Pozdrawiam!

          • qubraq Re: Ostatnio palnął w programie 16.01.07, 16:13
            winoman napisał:

            > ...to nie kotlet, a ziemniaki są najbardziej szkodliwą rzeczą na talerzu (a w
            > kromce chleba ze smalcem to chleb jest zabójczy, nie smalec).

            dlaczego mnie straszysz? ja tak bardzo lubie chleb ze smalcem z cebulką albo z
            plackiem ziemniaczanym albo zwyczajnie z "tluczonymi" ziemniakami polanymi
            odrobinką smalcu z cebulką i posypanymi kminkiem... jakie to pyszne!
    • ampolion Sprecyzujmy termin 16.01.07, 15:28
      "Kuchnia staropolska" to chyba to co jadało się w wiekach XVI - XVIII,
      przetrwało może i do XIX. Nie jest to termin literaturoznawczy, chyba że o
      książki kucharskie chodzi. Kwestia też o jakich stołach mowa: wielkopańskich,
      szlacheckich, kościelnych, mieszczańskich, chłopskich. No i czy taka bardzo
      polska bo przecież były liczne zapożyczenia z niemieckiej, rosyjskiej,
      litewskiej, włoskiej, francuskiej. O czym więc mowa.
      A taka piwniczka, o której wcześniej wspomniałem to też nie wymysł XX wieku
      lecz staropolska, tradycyjna "lodówka".
      P.s. A lodówki panu M. to już wcale nie "śmierdzą"? Ładniej by
      powiedzieć "cuchną"...
      • Gość: Inka Re: Sprecyzujmy termin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.07, 15:49
        O czym mowa? O przechowywaniu mięsa...
        • ba_nita Re: Tiaaa....Taka szynka parmeńska na przykład... 16.01.07, 16:22
          Nie peklowana, nie wędzona, nie mrożona...
          www.wedlinydomowe.pl/print.php?what=article&id=489
          albo palcówka jeśli sięgnąć w nasze rejony...
      • jottka Re: Sprecyzujmy termin 16.01.07, 16:44
        ampolion napisał:

        > "Kuchnia staropolska" to chyba to co jadało się w wiekach XVI - XVIII,
        > przetrwało może i do XIX.


        to jest termin, który składa się z dwóch członów - ten drugi wskazuje na
        konkretną epokę, a określenie, kiedy, gdzie i jak długo ona trwała, precyzuje
        historia (w tym literatury). i dlatego makłowicz mógł w swoim tekście odnieść
        się albo do epoki staropolskiej en bloc (czyli do czasów sprzed oświecenia),
        albo do polskiego średniowiecza, przypuszczam jednak, że miał na myśli tę pierwszą.

        podpodziały typu chłopska czy pańska, prapiastowska czy nieco zniemczona są w
        tym kontekście nieistotne, skoro pisał o sposobach przechowywania i
        przetwarzania mięsa w owych czasach, to porażających różnic (technicznych) w tym
        zakresie nie było
        • jollka2 co do jaj, to popieram :) 17.01.07, 13:09
          Jajo musi byc niezwykle odzywcze, skoro jest "bazą żywieniową" dla kurczęcia.
          Jest np. polecane osobom uczącym się, naukowcom (jajogłowi hehe). Nie dziwę
          się, że w końcu jajo wraca do lask - sporo witamin, 3/4 wody i tylko 0,42%
          cholesterolu.
          Wychwalana kuchnia "staropolska" zionęła smrodkiem.
          Dwór Króla-Słońce Ludwika XIV, europejska stolica protokołu i sztuki zionęla
          smrodem niemytych ciał i kup robionych w oranżeriach.
          Damy w strojach wartych kilka wsi, śmierdzące i zawszone.

          Przyklady można mnożyć, takie byly czasy. Pewnie my kiedys tez będziemy dla
          potomnych owłosionymi zjadaczami padliny o popsutych zębach. Fajnie, nie??
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka