Dodaj do ulubionych

wspomnienia wyjazdowe

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.06.07, 10:56
zawsze jak jadę na wakacje chce zjeść coś innego niż na codzień i uwielbiam
obserwować zachowania ludzi.Z ostatnich lat(Hvar) moimi towarzyszami przy
stole było małżeństwo ze Śląska.Od poczatku zniesmaczeni kuchnią(nie dlatego
że niedobra ale inna) którą tam serwowano-przystawki zamiast zupy a jak zupy
albo woda bo łyżka nie stała albo kit w przypadku zupy-krem.A najbardziej
rozbroiła mnie nostalgia za rosołem i roladą(upał wiadomo jaki).Z kolei w Neum
(Bośnia) takiej ilości pieczywa jaką tubylce pochłaniali do posiłków a już do
potraw z ziemniakami, makaronami i ryżem w życiu nie widziałam.Jestem ciekawa
waszych obserwacji.
Obserwuj wątek
    • wentylatorka Miąsko :) 25.06.07, 14:02
      Ja pamiętam, że jak byłam z rodzicami na wakacjach w Dzwinowie nad morzem, to na
      obiady chodziliśmy na stołówkę. I mieliśmy zawsze ten sam stoli. I za nami
      siedziało młode małżeństwo z trójką dzieci.
      Dzieci te miały najwidoczniej wstręt do mięsa i zawsze grymasiły.
      A rodzice uparcie wciskali im to mięso na widelcu do buzi, mówiąc przy tym głośno:
      "No jedź MIĄSKO" !! haha. Nigdy nie zapomnę tego miĄska !! Od tamntej pory
      zawsze ironicznie mówimy na mięso - miąsko :)

      Pozdrawiam ;)
      • tetlian Re: Miąsko :) 26.06.07, 19:00
        Najmilej wspominam pobyt w Tajlandii i tajskie przysmaki. Szkoda, że takich
        rzeczy nie robią w Polsce.
        • Gość: pszeszczep666 Re: Miąsko :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.07, 22:34
          Jak byłem w Rumunii to jadłem u takiego ich górala w górach gdzie się nie da dojechać tylko dojśc. Typ palił ognisko w swojej chacie na podłodze na żarze piekł jakieś mięso słone jak cholera. Miał też, jak to tam w zwyczaju, taką breję z mamałygi, czyli kaszy kukurydzianej, z której odkrawał kawałki i serwował to z taką pulpą z jagód, których tam było zatrzęsienie. Ale najlepsze co miał to były sery, które wyrabiał w drugiej części chaty, w której była podłoga, pod, która mieszkały sobie w błotku świnki:). No takich dobrych serów to nigdy nie jadłem. Mistrzostwo świata. Nie dogadałem się z jakiego mleka to było, a miał tam wszystkie możliwe zwierzęta mleczne łącznie z osłem i kozą (mam nadzieje, że nie doił świni:), podejrzewam, że z owczego.
          Taki ser na obłednie pięknej górskiej łące z prostym wiejskim chlebem i butelką miejscowego wina to jest najlepsze doświadczenie kulinarne jakie mnie dotąd spotkało.
          • Gość: Ymol to była jagnięcina IP: *.generacja.pl 27.06.07, 01:34
            Słone mięso to jagnięcina. Jeżeli już zabiją starsza sztukę to moczą mięso w
            mleku i czasem solą żeby nie było zapachu charakterystycznego dla tego mięsa.
            Sery które jadłeś podejrzewam że były w całości zrobione z mleka owczego i do
            nich nasze fałszowane oscypki, robione z krowiego mleka ze sklepu i wędzone w
            roztworze z GS-u się nie umywają.

            Na bałkanach jagnęcina jest moim ulubionym daniem. Zwłaszcza w Bośni i
            Czarnogórze można zjeść ją świetnie zrobioną i dość tanią. Wyjątkowo smaczne
            mięso o ciekawym smaku. Ja najbardziej lubię pieczoną w popiole alebo duszoną z
            warzywami czy ziemniakami

            Dla mnie odkryciem było kozie mleko, najlepiej wprost od kozy. Od krowiego różni
            się tym że nie jest takie tłuste a posiada lekko słonawy smak. Trzeba się
            przyzwyczaić ale potem to trudno się oderwać

            Co do bałkańskiego pieczywa: w wielu muzułmańskich miastach piekarnie są otwarte
            24h. Rozmaitość wypieków, zwłaszcza burków czyli bułek nadziewanych czym się da
            jest ogromna. Świetne sa burki ze szpinakiem. Do tego kosztują grosze. Widziałem
            też przy tych samych piekarniach w krajach magrebu płyty na których samemu można
            było sobie upiec coś przez siebie przygotowanego. Kobiety przynosiły zarobione
            ciasto i piekły arabskichleb płacąc jakieś grosze
    • wentylatorka Re: wspomnienia wyjazdowe 25.06.07, 14:06
      A przypomniało mi się jeszcze, jak kilka dni temu, byłam ze swoim facetem w
      restauracji. No i tam do każdej mięsnej potrawy były gruzińskie bułki gratis.
      Zawsze przynosili je w takim koszyczku. Ale był też ogólny koszyczek na takim
      kredensie i tam też stały te bułeczki.
      No i podszedł taki Pan i pyta się kelnerki:
      -"Mogę bułeczkę?"
      A ona:
      -"Tak, tak - proszę".
      A facet na to:
      -"A mogę dwie?"
      Kelnerka:
      -"Tak proszę",
      a facet po namyśle:
      -"No to wezmę trzy"

      haha. Typowa polska pazerność. Jak dają za darmo, to brać ile się zmieści :):)
      • Gość: M Re: wspomnienia wyjazdowe IP: *.adsl.inetia.pl 26.06.07, 22:33
        "Typowa polska pazerność."

        Typowa bzdura.
    • malpa_w_czerwonym5 Wspomnienia z Grecji. 25.06.07, 15:58
      Jedzenie było w restauracji hotelowej, goście hotelu mielu je opłacone, wszystko w formie szwedzkiego stołu - żarełka do wyboru do koloru. W hotelu zamieszkują głównie Włosi, Niemcy, Rosjanie plus kilku Polaków. I tak:

      Włosi - śniadanie wyłącznie w postaci małej czarnej i francuskiego rogalika.
      Niemcy - na obiad oooogromne porcje makaronu, sałatek z ziemniakami, do tego duże ilości piwa.
      Rosjanie - co dzień czerwone wino pite obowiązkowo w szklankach, nie w kieliszkach.

      Polacy - mieli najlepiej, bo wszyscy kelnerzy też byli z Polski, więc szło się dogadać i dostać coś ekstra ;-))
    • Gość: evro44 Re: wspomnienia wyjazdowe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.07, 13:27
      wątek zareklamowany przez Gazetę a tutaj cisza
      • agusmok12 Re: wspomnienia wyjazdowe 26.06.07, 14:06
        Pamiętam czasy (w sumie nie aż tak odległe), kiedy z dziadkami i rodzicami
        jeździłam na wczasy organizowane przez zakład pracy. Zapach stołówki, cerata na
        stole, a w białych, lekko obtłuczonych wazach zupa mleczna. Nigdzie nie jadłam
        takiej pysznej zupy mlecznej, mimo że pewnie była maksymalnie rozcieńczona
        wodą. Po prostu bajka:) Ubi sunt?
        • Gość: Dziunia Re: wspomnienia wyjazdowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.07, 21:56
          Niezapomniany "przebój" ze stołówek Funduszu Wczasów Pracowniczych - zupa
          kalafiorowa ze śmietaną i mszycami (takie małe robaczki - obecnie rzadko
          spotykane w kalafiorach na skutek upowszechnienia środków owadobójczych). Moi
          rodzice odławiali te mszyce i wcinali zupkę :-) Ja nie byłam aż taka odważna :-))
        • kajenne3 Re: wspomnienia wyjazdowe 29.06.07, 20:30
          Hahaha! A ja do dzisiaj usi?uj´ odtworzyç smak sto?ówkowej owsianki! I nie
          udaje si´ a ˝al;)
    • myszz Re: wspomnienia wyjazdowe 26.06.07, 14:41
      a ja pamiętam jak z 12 lat temu na wylupionych wczasach zrywałam się o 7 rano z rodzicami i biegliśmy do jadalni... kto pierwszy ten lepszy.. mieliśmy stolik z małżeństwem, które potrafiło wyjeść wszystko...

      i pamiętam muchę w małej restauracyjce... mucha podana w sałatce... onciec poszedł do kelnerki a ona paluchem muche wyjęła i zdziwiona oddała sałatke spowrotem...

      ale to stare dzieje...
      • Gość: ELBI Re: wspomnienia wyjazdowe IP: *.Red-83-44-236.dynamicIP.rima-tde.net 27.06.07, 14:52
        A ja pamietam pajaka w zupie...heheh, lata temu, podczas wycieczki szkolnej, w
        jakims schronisku mlodziezowym czy czyms takim. pan "szef" w ogole sie nie
        przejal, zero komentarza, a wszystkim sie od razu zupki odechcialo mimo ze bylo
        to jedyne danie...
    • Gość: wedrownik113 Re: wspomnienia wyjazdowe IP: 82.160.155.* 26.06.07, 15:59
      Jedzenie na wędrówce powie ci kim kto jest. Najogolniej jest to walka
      McDonaldsów z tradycujną kulturą kulinarną. Ten pierwszy to: zawsze musi być to
      samo i podane tak samo. Druga to zasada: kucharz robi każdy przepis po swojemu
      i, jeśli jest artystą, rezultat jest wspaniałym odkryciem czegoś nowego.
      Miałem wiele przygód kulinarnych w restauracyjkach, za które nikt by nie dał
      na pierwszy rzut oka złamanego grosza. Opowiem jedną. Do miasteczka Litang w
      zachodnim Syczuanie dotarliśmy późno wieczorem, więc poszliśmy do knajpki w
      pobliżu hoteliku by nie pójść spać głodnym. Trudno właściwie nazwać to knajpką:
      małe pomieszczenie otwarte na ulicę, brudno, za przepierzeniem kuchenka w stanie
      nie lepszym. Na szczęście był jakiś zeszycik napisany przez turystów z menu po
      angielsku. Zamówiliśmy kilka dań (na nas pięcioro). Wszystko było bardzo
      smaczne, a rybę (którą jakiś chłopaczyna przyniósł skądś specjalnie dla nas) w
      sosie słodko - kwaśnym wszyscy uczestnicy uczty wspominają do dziś!!!
    • Gość: Ola Re: wspomnienia wyjazdowe IP: *.acn.waw.pl 27.06.07, 06:58
      Arabia Saudyjska, Tabuk, czasokres mniej więcej wojny w Kuwejcie.

      Obskurna knajpeczka w bocznej ulicy, karaluch sprzątnięty ze stołu celnym
      machnięciem miotły, szczurki w śmietniku przy ścianie obok - a szaszłyk z
      jagnięciny POEZJA. Polecam.

      Więc już sporo lat później, w Hurgadzie z moim mężem pytamy się Hurgadczyka
      (czyli tubykca), gdzie tu można dobrze zjeść. On mówi, że w tym hotelu i w
      tamtym. Na co my - nie, gdzie wy jecie na mieście. A, to powiedzcie w busie,
      żeby was wysadził jedną przecznicę za takim a takim sklepem, potem idźcie w
      lewo, miniecie stado kóz i tam rzut beretem dalej jest taki barek. OK,
      dotarliśmy. W barku cztery stoły kryte ceratą i wieeeelki ruszt/grill na ulicy
      (tam chodników już nie ma) przed barem. Szef grilla gołymi rękoma rzucał mięcho
      na ruszt i takoż je zdejmować, popychał paluchami żarzące się węgle i
      przekładał czerwony od gorąca ruszt :) Jedzenie było absolutnie przepyszne!
      Polecam szukania knajpki - mniam.

      Pozdr
      Ola

      www.CzerwonyKapturek.com.pl
      • alinaw1 Re: wspomnienia wyjazdowe 27.06.07, 07:16
        W każdym zakątku świata jadałam u miejscowych, w knajpkach, barkach, u ludzi.
        Szczęsliwie nie korzystałam z biur podróży, a więc i hotelowego, pod turystów
        jedzenia nie musiałam spożywać. Przełykałam ślinę, ściskałam gardło, zamykałam
        oczy ale cieszyłam się, że poznaję nowe smaki, zapachy itd. Nad jeziorem kariba
        (północ Zimbabwe) mieszkałam we wsi totalnie oddalonej od cywilizacji. I tam to
        już nie było żadne tam doswiadczenie kulinarne tylko przymus (no i uległość
        wobec wodza wioski i jego rodziny). Najpierw patrzysz na rytualne upuszczanie
        krwi kozy, a potem tę krew wypijasz.Birma: Przed chatą, w której nocuję biega
        stadko dzikich świń (to chyba tak się nazywa), za nią chmara dzieciaków. Na
        obiad dają mi wielki liść, w nim zawinięty ryż, sosik i kawał mięśa z tejże
        świni. O ile ryż i sosik wyborne, to mięsiwo okropne ale z uśmiechem zjadam.
        Sri Lanka (miesiąc temu), wesele. Goście jedzą różne potrawy. Wiem, że nic nie
        jest mi w stanie wykręcić gęby. Biorę garść ryżu z warzywami. Przełykam. Oczy
        otwieram szeroko, potem tak samo paszczę, popijam wodą, dostaję potwornej
        czkawki. Ale głupio. Czkawka trzymała mnie przez następne parę godzin.
        • Gość: zedo Re: wspomnienia wyjazdowe IP: *.ipartners.pl 27.06.07, 09:07
          Będąc w krajach ciepłych trochę strach próbować nowych smaków jeśli komuś przez
          gardło nie przejdą owoce morza. Toteż zawsze tata próbował a ja z mamą też
          próbowałam, ale bardzo ostrożnie :) a i tak kiedyś przez przypadek jadłam
          kalmary w cieście, ale przyznam, że bardzo dobre.
          Nigdy też niezapomnę jak w jakiejś greckiej knajpce tata postanawia zamówić
          mousake. I pyta się kelnerki:
          tata- co to jest ta mousaka?
          kelnerka- hm... mousaka to... mousaka.
          tata- aha to poproszę.
          Ale się wtedy uśmialiśmy :)
          Innym razem poszliśmy do jakiejś (także w grecji) knajpki i zamówiliśmy porcję
          dla kilku osób, czyli dostaliśmy półmiski z różnymi rodzajami mięs i innych
          dodatków dojedzenia, bardziej i mniej greckich. Co ciekawe oprócz mnie i moich
          rodziców skorzystały na tym też okoliczne koty, których było sporo i
          zaczepiały, żeby im coś zrzucić :) A ja kociara nie mogłam im odmówić.
          • Gość: musia Re: wspomnienia wyjazdowe IP: *.Red-83-44-236.dynamicIP.rima-tde.net 27.06.07, 14:57
            pamietam w hiszpanii tez bylam w takiej knajpce, jedzenie zupelnie jak domowe,
            a kociarni pelno miedzy stolikami, jeden to pakowal mi sie na kolana, nie
            moglam sie opedzic:) slodkie byly (kotki, oczywiscie)...
            • dominikjandomin Re: wspomnienia wyjazdowe 27.06.07, 15:41
              Gość portalu: musia napisał(a):

              > pamietam w hiszpanii tez bylam w takiej knajpce, jedzenie zupelnie jak
              domowe,
              > a kociarni pelno miedzy stolikami, jeden to pakowal mi sie na kolana, nie
              > moglam sie opedzic:) slodkie byly (kotki, oczywiscie)...

              I ichni sanepid na to pozwolił? Chciałbym tak w Polsce...
    • giomar_sanchez Re: wspomnienia wyjazdowe 27.06.07, 10:23
      Wysoko w gorach na Gran Canarii kupilam od tubylcow ser i suszone na sloncu
      truskawkie.Ten ser to najwspanialszy ser ktory kiedykolwiek jadlam.A truskawki
      byly bardzo duze,pyszne,wrecz boskie,pachnialy sianem i sloncem.Przez caly okes
      pobytu szukawalm nowych smakow i doswiadczen kulinarnych (jak zawsze to robie
      podczas podrozy).Mieszkalam na Gran Canarii nad morzem w hotelu, w ktorym
      wiekszosc turystow to byli Szwedzi,Dunczycy i troche Polakow.Szwedzi i Dunczycy
      codziennie na obiad jedli hamburgery,frytki albo pizze.Az szkoda mi ich bylo.
    • Gość: przemeq Re: wspomnienia wyjazdowe IP: *.ingbank.pl 27.06.07, 12:36
      Witam,

      ja pamietam jak byłem z rodzicami na wakcjach (ładnych pare latek temu) i
      podano zupę owocowa(ohyda), która swym wygladem przypominała barszcz. Moj tato
      poprosił kelnerke o pieprz hehe myslac, że to barszcz.....
      • Gość: kinga044 Re: wspomnienia wyjazdowe IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.06.07, 13:45
        Dla mnie najlepszym wspomnieniem związanym z jedzeniem są chaczapuri - placek
        ze słonym serem, jadłam toto w zachodniej części Gruzji. PYCHA!!!Robi się je
        przeróżne sposoby, składa się z ciasta+sera suługuni, na zwykłym cieście,z serem
        w środku, na wierzchu, w kształcie łódki, w cieście francuskim, dużo by tego
        wymieniać..
        Tak to wygląda :
        www.galopom.com.ua/Info/Cooking/Country_44/Dish_1762/
        ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A5%D0%B0%D1%87%D0%B0%D0%BF%D1%83%D1%80%D0%B8
        www.cook-master.ru/master/testo/testo012.shtml
        www.restoran.ua/index.phtml?t=2&id=520&pid=446
    • default Re: wspomnienia wyjazdowe 27.06.07, 15:34
      Nie przepadam specjalnie za kawą, ale jednej to nigdy nie zapomnę. Było to w
      Soczi, w czasach jeszcze ZSRR, mieszkałam w luksusowym hotelu "dla
      inostrańców", oczywiście teren ogrodzony, przepustki itd. Nudy. Staraliśmy się
      więc jak najwięcej wychodzić poza teren, i całkiem niedaleko natknęliśmy się na
      nieduży i dość obskurny barek, taka drewniana altanka właściwie. I tam podawano
      kawę gotowaną w małych metalowych tygielkach ustawionych w gorącym popiele, z
      zupełnie obłędnymi przyprawami, nie mam pojęcia jakimi, ale dającymi
      niesamowity smak i aromat. Nazywali to "skazki Puszkina" :)
      Ponadto pierwsza w moim życiu prawdziwa pizza - w jakimś lokalnym barku, malą
      wioska z dala od turystów, sami miejscowi, pizza pieczona w piecu opalanym
      drewnem - dopiero wtedy przekonałam się jakie to danie może być dobre (w Polsce
      nie jadam tego co tak tu nazywają :)
    • Gość: camel pancakes w RPA IP: 81.19.200.* 28.06.07, 13:15
      nie wiem , moze wi nnych krajach tez sa..ale ja najlepiej wspominam pancakes
      (takie nalesniki) kolo pretorii.. nadziewane roznymi rzeczymi..grzybami, kura,
      warzywami itd.. pycha
    • Gość: inna Re: wspomnienia wyjazdowe IP: 199.133.152.* 28.06.07, 16:56
      Moj epierwsze kraby po przyjezdzie do Maryland. Kupilisme reklamowke od faceta
      w ciezarowce. Potem do gara, Jeden byl na tyle sprytny ze stanal na innych,
      szczypcami podwazyl pokrywke (kraby niestety gotuje sie na zywca w niewielkiej
      ilosci wody, tylko na dnie) no i spadl z kuchenki. Na wszelkie proby zlapania
      reagowal szczypcami. Ale i tak wyladowal w garnku:)))
      Druga potrawa to w Kolorado smazony grzechotnik. Smakowal hmmm....wcale nie jak
      kurczak:). No i wybieranie dlugich wlokien miesa spomiedzy zeber bylo dosc
      absorbujace. Na druga ichniejsza specjalnosc, Rocky Mountain oysters, czyli
      jadra nie odwazylam sie...takoz na aligatora na patyku....
    • bene_gesserit Kymaliki 29.06.07, 10:49
      To niby byla wycieczka zorganizowana, ale zesmy z matka uciekaly. W ogole to
      byly bardzo fajne wakacje, matko-corczane pojednanie w tureckich upalach,
      nawzajem sie a to chlodzilysmy, a to podpuszczalysmy na kolejna turecka
      przygode.

      Klimatyzowany autokar powiozl nas do jakiejs cywilizacji, brzydkiego,
      zasmogowanego miasta, w celu pokazania jakis hellenskich zabytkow. Zwialysmy
      wycieczce, wolac na wlasna reke chlonac specyficzny klimat. Glod i piekny
      zapach zaprowadzily nas do malutkiej kantyny pelnej lokalsow. Do wyboru - trzy
      dania, a raczej trzy rodzaje plackow. Palcami pokazalysmy, ktore chcemy - byly
      pyszne! Jeszcze do tego po szklance arjanu...

      Nie wiem, czy udalo nam sie wytlumaczyc o co chodzi, ale poprosilysmy o nazwe
      dania - czy komus cos mowi slowo 'kymalik'? W kazdym razie tak to brzmialo, a
      chodzilo o plaski placek nadziewany siekanym miesem z tajemniczym czymstam.
      • Gość: anka Re: Kangur IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.07, 12:08
        mialam okazje jesc kangura, trzeba było zgadnąć co to za mięso, przewrotnie
        jadlam to we francji, na kolacji na której miały być regionalne potrawy, sic!
    • anisia25 Re: wspomnienia wyjazdowe 29.06.07, 16:11
      Dużo jeżdzę po świecie i zawsze staram się smakować tamtejsze smakołyki. Jadłam,
      w wielu świetnych restauracjach, ale do tego nie umywają się krewetki, jakie
      jadłam będąc na Hawajach. Zatrzymalismy się w jakiejś wsi, gdzie jedzenie
      podawano z kempingu. Krewetki wyciągane były prosto z hodowli i grillowane na
      świeżo z czosnkiem. Kosztowało to parę groszy, ale razem z moim ówczesnym
      partnerem zgodzilismy się, że to byl najlepszy posiłek jaki od dawna jedliśmy.
    • martajotka Re: wspomnienia wyjazdowe 30.06.07, 20:02

      Mała knajpka za rogiem od hostelu w Chengdu (Chiny). Obskurna, po ceracie
      chodziły robaczki ale kurczak w ostro-słodkim sosie z orzeszkami! mniam, palce
      lizać. Chętnie tam kiedyś wrócę... ale Chiny w ogóle są fantastycznym krajem by
      odbyć przesmaczną podróż kulinarną!
      Pierożki w Leshan, makaron z czosnkiem w Guilin, wiele innych.
      Pod tym względem Meksyk był tylko piekący ostrymi papryczkami i tłusty od
      awokado...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka