Gość: senin
IP: *.for.connect.net.au
31.05.08, 09:29
tak troche na marginesie watku o pieczarkach i wlasnych
doswiadczeniach
mowie o sytuacjach w sklepie, takich jak mi sie np przydarzyla
dzisiaj
kupilam w supermarkecie kwiaty - ot taki bufet do wazonu, wygladaly
wyjatkowo swiezo i mialy nalepke "50% off marked price" - przy
kasie byly na samym koncu, wiec zerknawszy na ekran z naliczeniami
zauwazylam ze policzonao mi cala "marked price" a nie pol.
(od jakiegos czasu sprawdzam, co mi naliczaja, bo zdazrylo sie juz
pare razy, ze towar na tzw oferte specjalna byl liczony po cenie
normalnej)
niby roznica niewielka - tylko 3 dolary, ale sie zdziebko zezlilam i
przypomnialam panience, ze - bardzo prosze: tu nalepka z cena, tu
zas nalepka z "50% off the marked" panienka zaczela, ze to nie tak
ze ...itd, ja sie wrylam kopytami w ziemie i mowie, ze jak byk
napisane : off MARKED PRICE... panienka na to za telefon - do
kierownika, ladnie sie zapytala ,jak ma naliczac - kierownik kazal
zdjac 50% z ceny
Jeszcze kilka lat temu nie powiedzialabym nic, tylko zaplacila, zeby
nie robic sobie 'obciachu'
teraz jednak zauwazam, ze supermarkety czesto zeruja na takim
podejsciu klientow - kusza ich niska cena na polce, a jak dojdzie do
kasy,to i tak nikt nie sledzi co mu tam naliczaja
wiec od pewnego czasu jestem dosc czujna - a jak zauwaze, ze mi
licza pelna cene tam gdzie miala byc obnizona to sie upominam o swoje
Dume wsadzilam do kieszeni ;))) - a poniewaz moj mozg dziala jak
maly kalkulator to zazwyczaj udaje mi sie wyczaic
supermarketowe "bledy" (w cudzyslowie, bo tak naprawde to nie wieze
iz sa to prawdziwe bledy)