Dodaj do ulubionych

z czego bierze się niechęć do nieznanych potraw?

IP: *.pul.tke.pl 20.02.09, 00:29
tak się zastanawiam,skąd wśród niektórych ludzi bierze się niechęć do potraw
mało popularnych w Polsce,np do owoców morza? i do wszelkich innych
"eksperymentów"? czy to jest kwestia wychowania? strachu przed nieznanym?
zahukania,zaściankowości? może przejaw tzw wąskich horyzontów? dlaczego na
moje pytanie "czemu nie spróbujesz krewetek? ktoś odpowiada "bo to kiedyś
żyło" a szynkę wcina aż miło? (ale rym :))
albo odpowiada "nie lubię" mimo,że wcześniej nie próbował.
powiem szczerze że mnie to trochę irytuje,chociaż to nie mój biznes co kto ma
na talerzu.
Obserwuj wątek
    • eeela Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 00:39
      Przywiązanie do znanych i lubianych rzeczy. Strach przed nieznanym. To są
      naturalne ludzkie cechy. Sa ludzie, których ciekawość zaniesie na koniec świata,
      i są tacy, dla których nowości i zmiany są bardziej straszne niż ekscytujące. To
      normalne.
      • znana.jako.ggigus albo nastawienie na nie 20.02.09, 00:40
        lada całe nie jadłam oliwek, bo nie.
        A potem się okazało, że są smaczne.
        • schiraz Re: albo nastawienie na nie 20.02.09, 16:18
          Owoców morza nie tknę, nie wiem czemu, bo do wielu rzeczy się przekonałam a do
          tego jakoś nie mogę, chyba, że ktoś by mi to przyrządził i podał nie mówiąc co w
          tym siedzi:) Natomiast całe życie nie lubiłam szpinaku, aż spróbowałam z trzy
          lata temu przez grzeczność i nieumiejętność odmówienia tej osobie i pokochałam,
          jem co najmniej raz w tygodniu.
          • Gość: MW To normalne - zwykła podświadoma kalkulacja IP: 212.160.172.* 02.03.09, 11:44
            Czy jeżeli zobaczysz zielonego kurczaka na talerzu za granicą - czy
            wezmiesz go czy nie ?
            Rachunek - pozytyw - może być super smaczny 10 punktów
            negatyw - jeżeli nie będzie smaczny - strata 5 punktów ( wychodzimy
            jeszcze na plus, bo spróbowaliśmy czegoś nowego)
            ale - jeżeli się zatruję i zniszczę urlop sobie i rodzinie
            jeżeli jestem na coś uczulony, jeżeli dostanę sraczki ...
            To dlatego w nawet w Paryżu MacDonald ma wzięcie - ludzie ufają temu
            co już znają ...
      • Gość: sylwia Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr IP: *.pul.tke.pl 20.02.09, 01:10
        ehh,przywiązanie do znanych i lubianych rzeczy...-zrobiłam kiedyś
        musakę,nieskromnie dodam że wyszła naprawdę niezła.poczęstowałam koleżankę.po
        pierwszym kęsie powiedziała że smaczne i zapytała czy posiadam majonez i
        keczup.z bólem serca patrzyłam jak polewa tę moją nieszczęsną musakę mieszanką
        majonezu i keczupu (na szczęście tylko swój kawałek).
        • eeela Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 01:21
          Eee, mnie to nie rusza. Ja mam w domu taki egzemplarz. Ja tu się cieszę
          produkowaniem żarła o różnorodnych smakach i aromatach, a on do wszystkiego by
          te swoje chiltepin walił. No prawie do wszystkiego. Jasne, nie zabija to niby
          tych smaków, które już tam są, ale i tak urabia wszystko trochę na jedno kopyto.
          Jak się gorszyłam, to mi tłumaczył, że chili jest jak sól w potrawie - ma być, i
          koniec :-)
          • senin1 ooo! cos jak u mnie... 20.02.09, 12:01
            eeela napisała:

            > Eee, mnie to nie rusza. Ja mam w domu taki egzemplarz. Ja tu się
            cieszę
            > produkowaniem żarła o różnorodnych smakach i aromatach, a on do
            wszystkiego by
            > te swoje chiltepin walił. No prawie do wszystkiego. Jasne, nie
            zabija to niby
            > tych smaków, które już tam są, ale i tak urabia wszystko trochę na
            jedno kopyto
            > .
            > Jak się gorszyłam, to mi tłumaczył, że chili jest jak sól w
            potrawie - ma być,
            > i
            > koniec :-)

            zupelnie to samo mialam ;)) przez pierwszy rok (no moze miesiac) nie
            moglam sie nadziwic, ze ktos moze nie lubic np 'devolaja'

            ale potem przestalam sie dziwic
            bo zaczal gotowac sam - 'lagodnie i niezbyt ostro' jak mawial... a
            ja zialam ogniem jak smok wawelski

            az sie w koncu przyzwyczailam... i juz rozumiem jak mozna nie lubic
            dewolaja ;DDD

            a w knajpie tajskiej zawsze zamawiam curry 'bardzo ostre' .. z
            potrojna dawka chilli dodatkowo... chroni mnie to przed slodko-
            cytrusowo-kokosowym mdlazidlem :))) zwanym czerwonym curry ;))

            co do niecheci do nieznanych potraw, czyli kuchennej
            ksenofobii...tez zachodze w glowe, i tez mnie to irytuje , co czesto
            widac na forum ;)) - mysle ze ma to zrodlo w postawie wygodnicko-
            wiem-liepiej-jaceej
            • eeela Re: ooo! cos jak u mnie... 20.02.09, 12:21
              chroni mnie to przed slodko-
              > cytrusowo-kokosowym mdlazidlem :))) zwanym czerwonym curry ;))


              Jejku, jak mi strasznie tajskie czerwone curry nie podeszło! Co za świństwo!
              Chłop też wolał skazać na wyrzucenie niż jeść, a to juz coś znaczy, bo on
              organicznie nienawidzi wyrzucania jedzenia.
              • Gość: senin bo widzisz, z tajskim czerwonym curry jest tak.. IP: *.dyn.iinet.net.au 20.02.09, 12:39
                musi byc ostre, w przeciwnym razie jest beznadziejne

                tu w au,restauracje (tajskie tez) gotuja pod tzw. lokalny smak
                czyli nie moze byc ani too hot, ani too strong (najlepiej chyba
                troche soli, troche pieprzu, ale tez nie za duzo, ma byc to "smak
                naturalny" i musi byc "po tajsku" bo taka moda ;DDDD)

                wybralam sie raz do jednej takiej taskiej knajpy, bo blisko...bylo
                tak jak bylo, bez rewelacji...ale pewnego dnia zabralam tam
                moich 'Indyjskich znajomych' ... bo nigdy pono tajszczyzny nie
                jedli, pozno bylo,nikomu sie gotowac nie chcialo...

                nauczona poprzednim doswiadczeniem 'przykazalam kelnerce ze ma byc
                3x"hot" .... zarcie okazalo sie przeznakomite!! pyszne, takie jak
                sie nalezy

                bo jak ma byc ostre to ma byc ostre i zadne gadanie tego nie zmieni
                a jak slone to slone

                a jak tluste to tluste

                no jakos sobie 'chudego'bigosu nie moge wyobrazic, i schabowego
                smazonego na teflonie bez tluszczu...


                • znana.jako.ggigus to fakt, jak cudzoziemiec 20.02.09, 17:30
                  - falafel, kuchnia azjatycka itd.- pytam czy ma byc jedzenie ostre, to nalezy
                  zamawiac ostre. Inaczej oni podaja potrawy tak slabo przyprawione, ze sie plakac
                  chce.
                  • bobralus Re: to fakt, jak cudzoziemiec 20.02.09, 17:35
                    ja zawsze mowie, ze chce ostre, wrecz pytam co w karcie maja szczegolnie
                    ostrego, ale chyba wszyscy maja do tego stosunek, ze panienka nie wie, co mowi i
                    dostaje zupelnie mdle to wszystko, zupelny absurd. chyba zaczne skladac
                    reklamacje, moze to ich czegos nauczy o!
                • eeela Re: bo widzisz, z tajskim czerwonym curry jest ta 21.02.09, 02:09
                  > musi byc ostre, w przeciwnym razie jest beznadziejne


                  No rzeczywiście ostrym w żadnym wypadku nie mogłam tego nazwać. Ale mieszanka
                  smakowa tak mi nie podeszła, że nie wiem, czy ostrość by ją uratowała - może z
                  jakimś naprawdę fajnym smakiem, który przełamuje to wszystko, ale przykro mi,
                  zraziłam się, narażać się więcej nie będę, chyba że ktoś mnie będzie za darmochę
                  częstował :-)
          • wodni.k Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 02.03.09, 12:19
            eeela napisała:

            > Eee, mnie to nie rusza. Ja mam w domu taki egzemplarz. Ja tu się
            cieszę
            > produkowaniem żarła o różnorodnych smakach i aromatach, a on do
            wszystkiego by
            > te swoje chiltepin walił. No prawie do wszystkiego. Jasne, nie
            zabija to niby
            > tych smaków, które już tam są, ale i tak urabia wszystko trochę na
            jedno kopyto
            > .
            > Jak się gorszyłam, to mi tłumaczył, że chili jest jak sól w
            potrawie - ma być,
            > i
            > koniec :-)
            >
            Wiesz? Ja myślę, że tu jest pole do kompromisu i to bardzo duże.
            Przecież on to sypie tylko do swojego talerza, a nie musisz tego
            ładować do garnka.
            Czy to takie trudne zaakceptować, że już tak ma?
            Ty tolerujesz sypanie do wszystkiego chili, a on nie mówi "a moja
            mamusia gotowała lepiej".

    • Gość: ania_m Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr IP: *.pools.arcor-ip.net 20.02.09, 00:46
      przecietny niemiec tez jest nieufny i w sumie duzo bardziej konserwatywny niz
      polak imho.
      wydaje mi sie, ze po dekadach brakow w zaopatrzeniu, polacy wrecz rzucili sie na
      nieznane produkty i nie maja problemow z testowaniem nowego. przynajmniej ja
      odnosze takie wrazenie.
      w niemczech za to mowia "czego chlop (w sensie rolnik) nie zna, tego nie zje".
      kiedys czytalam artykul w jakims polskim tygodniku o tym, ze polska jest wlasnie
      swietnym polem testowym duzych koncernow. wprowadzaja one na nasz rynek nowe
      produkty i obserwuja zachowanie konsumentow. jesli produkt przyjmie sie u nas,
      jest szansa, ze bedzie wprowadzony w innych krajach. jestem pewna, ze np "slodka
      chwila" oetkera pojawila sie na polskim dobrze rynku na rok przed niemiecka
      premiera, choc w zyciu wynalazku nie kupilam.
      z artykulow niespozywczych w polsce zawsze pojawiaja sie np nowe marki farb do
      wlosow na 6-12 miesiecy przed niemcami.
      mysle, ze milka moze wypuscic niedlugo ptasie mleczko w niemczech, target w
      postaci ruskich i polakow tu w koncu ma :)
      o, i wlasnie otrzymalam odpowiedz od firmy bonne maman, ktorej napisalam z
      pytaniem gdzie moge dostac w niemczech ich mleczna konfiture (bo normalne stoja
      wszedzie). odpisali mi, ze wlasnie TESTUJA w wybranych sklepach, niestety nie w
      moim regionie. w polsce produkt jest juz ogolnodostepny.
      • znana.jako.ggigus Niemcy są ehm różni 20.02.09, 01:14
        w większych miastach, gdzie i jest więcej nacji, widuję np. w sklepach
        azjatyckich regularlnie ludzi niemieckich na zakupach, wielu ściska w ręce listę
        zakupów i szuka odpowiednich składników

        w bibliotece też wielu ludzi kartkuje kuchnie innych krajów
        nie ma co uogólniać
        • Gość: ania_m Re: Niemcy są ehm różni IP: *.pools.arcor-ip.net 20.02.09, 01:25
          nie uogolniam, zwracam tylko uwage, ze nieufnosc do nowego, nieznanego jedzenia
          nie jest problemem stricte polskim.
          wydaje mi sie, ze w polsce rowniez kilka osob kupuje w sklepach azjatyckich i
          nabywa ksiazki kucharskie z calego swiata :)
          moi sasiedzi, nadzwyczaj kulturalne i mile malzenstwo z dzieckiem usmiechneli
          sie zdziwieni, kiedy wczoraj zapytalam ich, czy byli juz w nowym olbrzymim,
          fantastycznie zaopatrzonym wloskim sklepie za rogiem, ktory otworzyl sie na
          poczatku stycznia. nie byli i z pewnoscia nie pojda, bo obcych kuchni nie sa
          ciekawi. co weselsze z raz w tygodniu zamawiaja pizze.
          • znana.jako.ggigus alez Aniu, 20.02.09, 12:30
            nie watpie, ze i w Pl kupuje sie w sklepach azjatyckich.
            Po prostu w kazdej populacji jest zapewne ten sam porcent ludzi konserwatywnych.
            A twoi sasiedzi - to proste, oni jedza wloskei dania, ale ich nie gotuja:)
            • Gość: ania_m Re: alez Aniu, IP: *.pools.arcor-ip.net 20.02.09, 12:46
              zgadza sie. dlatego po raz kolejny zwracam uwage, ze problem nieufnosci do
              obcych smakow nie jest zalezny od pochodzenia i kraju zamieszkania.
              i akurat tu polacy w zadziwiajacym tempie imho nadrobili braki "kulinarne" po
              dekadach komunizmu. w niektorych krajach, ktore pewnie "nowinki" mialy dzieki
              emigrantom o 20-30 lat przed nami, ten proces byl duuuzo powolniejszy. ok, w
              tych czasach nie bylo internetu i tanich linii lotniczych.
              wiesz jak ciezko bylo zdobyc koledre w doniczce w poznych latach 80tych?
              patrzyli sie na mnie w karstadzie co najmniej dziwnie, ale sprowadzili.
              a co sie nachodzilam za kminem rzymskim po delikatesach....
              na szczescie wlazlam chyba w 1989 do sklepu indyjskiego, cumin kupilam za grosze
              i wykorzystywalam latami wlasciciela jako zrodlo wiadomosci o prawdziwej kuchni
              jego ojczyzny. potem odkrylam pierwszy asia market prowadzony przez malzenstwo
              tajsko-niemieckie.
              a w koncu tajlndki (bo panow duzo mniej)i hindusi pojawili sie w niemczech duzo
              wczesniej. tym niemniej do lat 90tych zaden normalny - czytaj przecietny -
              niemiec do ich sklepow nie zachodzil. no chyba, ze z malzenstw mieszanych. jak
              bylo gdzie indziej w europie, nie wiem. moje obserwacje prowadzilam latami w
              mojej diurze, moze zreszta w takim frankfurcie nad menem bylo innaczej?
              • crame Re: alez Aniu, 02.03.09, 00:35
                "tym niemniej do lat 90tych zaden normalny - czytaj przecietny -
                niemiec do ich sklepow nie zachodzil"
                Moze po prostu tych "normalnych Niemcow! w latach 70 i 80 w
                hinduskich sklepach nie spotykalas?-bo tak nie chodzilas? Twoja
                skonnosc do uogolniania, prowadzi Cie czasem do mega aburdalnych
                wnioskow.
              • annajustyna Re: alez Aniu, 04.03.09, 16:03
                Przecietny Enerdowiec na pewno zadnych nowosci nie tknie. Ale inne odmiany
                Niemcow, czemu nie? :P
                • znana.jako.ggigus oo nieprawda!!! 05.03.09, 01:00
                  iluż ja ludzi z akcentem z Turyngii albo Saksonii słyszałam, jak deliberowali
                  przed regałem z francuskimi albo włoskimi winami. Zapomnieli o Bułgarach czy
                  węgrach.
      • bene_gesserit Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 02:01
        Ania - nie sadzisz, ze ten kosztowny specyfik ze slicznego sloiczka
        niczym nie rozni sie od o wiele mniej kosztownego specyfiku z
        chamskiej, gotowanej w domu puszki? Imo naprawde nie ma sensu
        sciganie tego po calych Niemczech :)
        • Gość: ania_m Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr IP: *.pools.arcor-ip.net 20.02.09, 02:17
          kiedy puszek tez njet :)
          poza tym, jakby byly, to chyba sie tak dobrze po skarmelizowaniu nie
          przechowaja?a ta "konfitura" moze stac po napoczeciu. otworzona puszka
          skarmelizowanego mleka chyba nie postoi tak dlugo? jadam tak z lyzeczke - dwie
          specjalu na tydzien
          • bene_gesserit Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 02:21
            Puszki gotowalam na zas i przelezakowaly u mnie pol roku. Wszak
            zapasteryzowane sa na amen, hermetycznie w dodatku, czyli
            perfekcyjnie. Kajmak puszkowy po otwarciu tez imo mozna
            przechowywac dosc dlugo, byle nie w otwartej puszce, bo przechodzi
            smakiem metalu dosc szybko. Toz to niemal sam cukier - a jakby co,
            mozna to zamrozic i odmrazac w potrzebnych porcjach. Jesli masz tam
            gdzies pod nosem rosyjskie deli, szukaj tam, tam puszki ze
            slodzonym skondensowanym moga byc. Na amerykanskich blogach pisali,
            ze trafiaja sie w ichnich (tzn amerykansko-rosyjskich) sklepikach
            takze puszki z gotowym kajmakiem.
            • Gość: ania_m mam ruski kacik w realu IP: *.pools.arcor-ip.net 20.02.09, 02:32
              w sumie, to mleko w puszce bedzie w polskim sklepie, ale zakrecany sloik
              gotowego specjalu wydaje mi sie poreczniejszy.
              zreszta sama puchy gotowac nie bede :)
              • momas Re: mam ruski kacik w realu 20.02.09, 09:20
                mleko w puszce (nawiasem mówiąc SM Gostyń sprzedaje gotowy kajmak w
                puszce. Równiez kakaowy.)- ma składzie tylko mleko i cukier.
                Konfitura mleczna jest dużo rzadsza - w swoim składzie ma sporo
                składników dodatkowych - emulgatory etc)
                • Gość: ania_m Re: mam ruski kacik w realu IP: *.pools.arcor-ip.net 20.02.09, 10:34
                  kacik z produktami rosyjskimi w samie sieci "real" :)
                  gostynia u siebie niestety na 1000% nie dostane. konfitura ma i pewnie nawet
                  jakis konserwant oprocz emulgatorow. z tym, ze w odroznieniu od otwartej puszki
                  z minimalnym ubytkiem zawartosci po 10 dniach po napoczeciu bedzie dalej ok.
                  • momas Re: mam ruski kacik w realu 20.02.09, 10:46
                    nie jestem w stanie zużyć/zjeść całej puszki....
                    po przełożeniu do słoika i włożeniu do lodówki - spokojnie
                    wytrzymuje jakieś dwa tygodnie


                    ja puszki wysyłam poczta... do wielu ludzi w różnych krajach :)
                    może możesz poprosić rodzinę?
                    • momas Re: mam ruski kacik w realu 23.02.09, 10:47
                      nie pisałam o tym wcześniej bo chciałam sprawdzić jeszcze raz.
                      Moim zdaniem smak konfitury, rózni sie od tego kajmaku z puszki.
                      Jest inny. Taki jakby wiecek kwaśny?????

                      w kazdym razie - ja wole czysty smak kajmaku z puszki
                      :)


                      chociaż, na bezrybiu i rak rybą
                • bene_gesserit Re: mam ruski kacik w realu 20.02.09, 14:39
                  Tak, ale mdlaco slodki smak jest ten sam. Imo gra naprawde nie
                  warta swieczki, tym bardziej roznicy w cenie.
          • pinos Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 11:17
            www.abconline.de/s1/prod-de/1-0-4225-0-/Kondensierte_Milch.html
            We frankfurckiej Galeria Kaufhof puszki były na pewno.
            • Gość: ania_m dzieki :) IP: *.pools.arcor-ip.net 20.02.09, 11:39
              u mnie nie ma w galerii kaufhof na mur, ale chyba pomalu oddalamy sie "nieco" od
              meritum watku.
              gdzies tam mam u siebie russkij magazin. gdzie nie wiem, bo nie mialam potrzeby
              odwiedzenia go. usmieje sie, jesli moj wloch bedzie mial.
              • znana.jako.ggigus hehe czyzbyś miała 20.02.09, 17:47
                opory przed kontaktem z kuchnią/handlem rosysjskimi? jedni boją się włoskich,
                inni - rosyjskich (sic!) sklepów.

                :))...
                • Gość: ania_m Re: hehe czyzbyś miała IP: *.pools.arcor-ip.net 21.02.09, 01:30
                  a dzieee tam,
                  jakie opory? w trojmiescie moje pierwsze kroki kieruje do "newskiej" na barszcz
                  z pierogiem.
                  do sklepu mam nie po drodze po prostu. szczerze mowiac nie wiem nawet, po co
                  mialabym tam isc. w realu kupuje czasami w kaciku ruskim kasze gryczana luzem,
                  bo w polskim sklepie jest jedynie w torebkach i szczaw na zupe w sloiku. ryby w
                  puszce oprocz tunczyka nie za bardzo lubie, ich slodyczy stanowczo nie, z wodki
                  wole absolut.
      • mhr-cs Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 13:37
        Gość portalu: ania_m napisał(a):


        o, i wlasnie otrzymalam odpowiedz od firmy bonne maman, ktorej
        napisalam z
        > pytaniem gdzie moge dostac w niemczech ich mleczna konfiture (bo
        normalne stoja
        > wszedzie). odpisali mi, ze wlasnie TESTUJA w wybranych sklepach,
        niestety nie w
        > moim regionie. w polsce produkt jest juz ogolnodostepny.

        no wlasnie,dzwonisz,organijesz,znasz sie na wszystkim,
        krytykujesz wszystko i wszystkich co tobie nie odpowiada,

        dlatego dziwie sie czego szuka tak inteligentna i kompetentna
        osoba na tej stronie,do tego pracujesz zawsze,








      • crame Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 02.03.09, 01:10
        "Currywurst ist ein Klassiker des Fast Foods, wurde vermutlich 1949
        zum ersten Mal öffentlich angeboten, von der Berlinerin Herta Heuwer"
        Czyz to oznaka nieufnosci, curry-tomaten sos na Bratwurst'a?
        Curry nie jest raczej przyprawa z bawarskiej prowincji, a Currywurst
        stal sie najczesciej sprzedawanym fast foodem.
    • bene_gesserit Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 01:40
      Imo dwa wyjasnienia. Jedno to cecha osobowosci - wg teorii
      osobowosci Wielkiej Piatki to niska otwartosc na nowe
      doswiadczenia. Ludzie o konserwatywnych gustach jedzeniowych
      zazwyczaj sluchaja tez tylko muzyki z czasow swojej mlodosci,
      jezdza na wakacje w to samo od lat miejsce i generalnie lubia tylko
      to, co juz robili, czego probowali, co znaja.

      Druga - tabu tego, co obrzydliwe wyksztalcilo sie w pewnym celu:
      utrzymania calosci plemienia. Nas brzydzi to, co jedza tamci, my
      jemy cos, czego tamci nie jedza i to nas spaja. W koncu nawet
      otwarty na doswiadczenia Europejczyk bedzie mial problem ze
      zjedzeniem zgnilego tofu - azjatyckiego przysmaku czy prazonych
      termitow, popularnych w niektorych krajach Ameryki Lacinskiej.
      Wenezuelczyk z kolei bedzie sie krzywil na flaczki z majerankiem, a
      Wloch - na ogorki kiszone.
    • Gość: tolatola Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.09, 08:09
      Ta niechęć do próbowania nowości jest chyba dość częsta. Zauważmy, że co roku
      jest na forach wysyp wątków "jak zawekowac mięso na wakacje pod namiotem na
      południu Europy" (chocby obecnie jest taki wątek na WDPD). Bo pan mąż musi mieć
      kawał mięcha, kartofle i buraczki zasmażane (gwoli wyjaśnienia, nie mam nic
      przeciw takiemu zestawowi, ale nie w 35stopniach i na pewno nie wiozłabym słojów
      przez całą Europę;)
    • chicarica Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 10:27
      To wynika z całej filozofii życiowej człowieka. Są ludzie, którzy nie lubią
      nowości, eksperymentów, nowych bodźców - i tyle. Nie zmusisz, jak nie chcą to
      nie ma sprawy, nawet nie wiedzą co tracą.
      • mhr-cs Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 10:45
        chicarica napisała:

        > To wynika z całej filozofii życiowej człowieka. Są ludzie, którzy
        nie lubią
        > nowości, eksperymentów, nowych bodźców - i tyle. Nie zmusisz, jak
        nie chcą to
        > nie ma sprawy, nawet nie wiedzą co tracą.

        ale sa tez ludzie,ktorzy probowali z entuzjazmem,1-3 razy,
        i stwierdzili ze to nie jest ich smakiem,
        to tak jak z ta np.watrobka?tez nie wiedza co traca?
        nie widze roznicy,
        • chicarica Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 11:20
          Jak ktoś spróbował i mu nie smakuje, to luzik - też mi kilka rzeczy nie smakuje.
          Ale przynajmniej próbowałam.
          Wątek jest raczej o tych, co nawet nie spróbują, a już wiedzą że nie lubią.
          Czytaj ze zrozumieniem.
          • turchanyi Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 12:30
            Bardzo lubię próbować wszystkich potraw, gdziekolwiek jestem. Nie
            mam oporów. Naprawdę to lubię. Ale zastanawiam się (czysto
            teoretycznie) czy miałabym odwagę zjeść szwedzkiego sfermentowanego
            śledzia? Niemniej, jeśli go nie spróbuję to i tak będę mieć to
            poczucie, że COŚ straciłam.
            Biedni są ci z tą wrodzoną (?) niechęcią...
            • jacek1f tu ciekawe do poczytania, choc z 2005: 20.02.09, 12:33
              www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2005/K_173_05.PDF
    • Gość: genny Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr IP: 217.11.129.* 20.02.09, 13:53
      Ja myślę, że z tą niechęcią to nie jest tak jednoznacznie. Bardzo
      lubię próbować nowości, dania regionalne, etniczne. Czasami wychodzę
      na tym jak Zabłocki ..., jak np na kultowym marynarskim jedzeniu w
      knajpce w Hamburgu, (ziemniaki, mięso, śledź, buraczki, jaja i
      jeszcze cos tam, wszystko razem)którego nie byłam w stanie zjeść
      więcej niz parę ruchów widelcem. Ale próbuje. Na pewno po raz drugi
      nie zjem czerniny, ale jest wiele potraw/smaków do których wracam.
      Ale tak szybko myśląc, sądwie rzeczy, których nie tknę. Proszę
      zwrócić uwagę, nie mówię, ze nie lubię, bo nie znam smaku. Po
      prostu - nie spróbuję. Po pierwsze krewetek, bo mam złe skojarzenia
      z dziecinstwa. Po drugie: niebieskiego napoju energetyzującego. Nie
      wiem, dlaczego, ale nie napiję się.
      • momas Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 14:02
        może ten napój kojarzy Ci sie z Ajakxm do szyb????????

        Ja próbuje raczej wszystko:) Choć czasami wole nie wnikać co to
        jest :)
        Najwyzej nie powtarzam.


        choć zaraz - są dwie rzeczy do nie moge sie przełamać.Zupa mleczna
        na słono placki ziemniaczane z solą. Ni,e bo nie i już. Blokada
        jakaś. (a nigdy nie próbowalam)
        Tzw placek po węgiersku - chętnie.

        Nie rozumiem tego i już :(

        a ta niechęć to taka ogólnoświatowa:)

        w kazdym społeczenstwie znajdzie sie grupa lubiących próbowąc
        nowinek kulinarnych (dla nich) i grupa zagorzałych konserwatystów :(
        • Gość: sylwia Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr IP: *.pul.tke.pl 20.02.09, 14:06
          ja nie zjadłabym psa i kota.przed prażonymi owadami też miałabym opory.
          ale wąż,żabie udka-proszę bardzo,jeśli tylko będę mieć okazję.
          • momas Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 14:07
            smażone szarańcze wcale nie są złe
            :)
      • chicarica Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 14:03
        Z tym niebieskim to mogą być jakieś podświadome naturalne mechanizmy, ponoć
        natura na niebiesko oznacza trucizny. Widziałam kiedyś wściekle niebieskie lody
        "smerfowe", nie spróbowałam bo jakoś tak mnie odrzucało. I to chyba właśnie
        zadziałał ten mechanizm.
        • Gość: evro444 Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.02.09, 14:33
          u mnie w rodzinie tym konserwtywnym odłamem jest tylko starszyzna:)
          chociaż do młódek i ja nie należę.Moja mama, ojczym czy teściowa
          gotują i jedzą bardzo zachowawczo, od lat nie zmieniają ani na ciut
          składników, proporcji czy przypraw.Zawsze smakuje to tak samo i nic
          nowego nie pojawiło się u nich na stole.U mnie praktycznie nic im
          nie smakuje(inni chwalą hehe) a już jakieś "dziwadła" typu
          oliwki,krewetki, feta, brokuły!!! itp. nie brane są w ogóle do ust.I
          co ciekawe,w młodości jadały bardzo skromnie (przed i po wojnie
          bieda) i tzw. byle co, byle nie być głodnym, potem ubogi asortyment
          PRL-u)więc może wystarcza im to,że mogą kupić mięso na schabowe czy
          koncentrat pomidorowy na zupę i już jest Kalifornia.
          • Gość: sylwia Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr IP: *.pul.tke.pl 20.02.09, 14:39
            trochę to smutne...jest tyle pysznych rzeczy do skosztowania a ich świat kończy
            się na schabowym i pomidorówce z koncentratu.
            • turchanyi Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 15:15
              A co do wspomnianego tu wyżej asortymentu za PRL-u; pierwszy raz w
              życiu okrę jadłam dzieckiem będąc, właśnie za PRL. Była w
              importowanej z Rumunii mrożonce warzywnej w pudełkach "Mieszanka na
              giuwecz". Naprawdę! Gdzie teraz mogę kupić okrę w RP?
              • jacek1f okrę - w kaażdym tzw lepszym sklepie - w puszkach. 20.02.09, 15:48
                Mrozona tez, suszoną i zalewie - w sklepach "egzotycznych"...

              • hania55 Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 17:55
                W Warszawie np. w sklepie przy Samirze, na ul. Nowogrodzkiej w Namaste
                India, ostatnio też widziałam w Bomi. Mówię o okrze niezapuszkowanej
                :) Puszkowaną widziałam w supermarketach.
              • pinos Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 21.02.09, 10:05
                W sklepie na Poznańskiej w Warszawie jest świeża.
    • emka_1 Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 15:49
      ciekawe dlaczego nikt z dyskutantów nie bierze pod uwagę tak prostej przyczyny
      jak obrzydzenie. zapach, wygląd, konsystencja mogą skutecznie odrzucać -
      otwartość i szerokie horyzonty mają się sprowadzać do zasady - próbować choćby
      się miało wymiotować?

      również świadomość składników potrawy może być czynnikiem odrzucającym,tu nie
      tylko obrzydzenie ale także aspekt ideowo-filozoficzny - np. prawdziwy
      wegetarianin nie będzie próbował dań przyrządzonych ze zwierząt, jest spora
      grupa mięsożerców regularnych, którzy nie tkną koniny, mięsa psa, kota i
      "dzieci" czyli jagnięciny, cielęciny, prosiaczków itd.
      • bene_gesserit Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 16:13
        Alez ja zwrocilam.
        Z tym, ze obrzydzenie jest nabywane kulturowo, a nie jest wpisane w
        biologie.
        Jest na Discovery T&L taki okragly gosciu, ktory probuje dokladnie
        _wszystkiego_. Chociaz jest Amerykaninem, wiec teoretycznie nic
        ponad hamburgery, frytki, steki i brałnie nie powinien przyswajac.
        A on wtranzala robaki, kurze embriony i krew wycisnieta z zywego,
        wijacego sie weza.
        Obrzydzenie wiec jest przeszkoda i nie jest.
        • emka_1 Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 18:29
          napisałaś o, nazwijmy to ogólnikowo, kulturowych tabu, tu mieszczą się wszystkie
          obostrzenia religijne, które gdzieś tam mają czy też miały niegdyś, jakieś
          racjonalne uzasadnienie. nie jedzenie czegoś z powodów religijnych czy z powodu
          braku akceptacji środowiska nie jest równoznaczne z odmawianiem spróbowania, bo
          coś brzydzi. że religia, czy raczej "akty wykonawcze" do niej, czy też nacisk grupy
          społecznej starały się obrzydzić, to zupełnie inna sprawa i niejako wtórna.
          jeśli ktoś należący do jakiejś cywilizacji, je coś, czego teoretycznie powinien
          się brzydzić "kulturowo", to dowodzi jedynie, że ma jakąś motywację, za to nie
          ma naturalnego, organicznego odruchu obrzydzenia w konkretnym przypadku, lub
          jego motywacja jest tak silna,
          że potrafi to obrzydzenie przewalczyć. goście z jackass, też amerykanie,
          potrafią zjeść o wiele bardziej obrzydliwe rzeczy, jednak nie wynika to z ich
          otwartości na nowe smaki.

          obrzydzenie ma podłoże biologiczne, jest reakcją konkretnego organizmu. na tym
          forum były już setki wątków "czego nie zjecie", gdzie forumowicze z zapałem
          wyliczali najzwyklejsze potrawy i produkty, nawet przyprawy jak choćby koperek
          czy natka kolendry, kminek, pieprz itd. co tu ma do rzeczy czynnik kulturowy? co
          nad wisłą zakazuje jedzenia koperku?

          --
          ...jak sztućce zatykają usta jej wrogowie...
          • bene_gesserit Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 20:30
            Obrzydzenie nie ma biologicznego podloza, bo jest zmienne w czasie
            i kulturze.
            • jacek1f reasumujac - to zalezy, jak i wiele 20.02.09, 20:37
              innych waznych rzeczy pd doswiadczenia teorytecznego, czyli wyksztalcenia, i od doswiadczenia praktycznego:-))
              czyli od podrozowania.

              Podrozowania w wielu sensach IMO.

              Za tym idzie pojecie smialosci nowosci, otwartosci, tolerancji itp.
              • bene_gesserit Re: reasumujac - to zalezy, jak i wiele 20.02.09, 21:01
                W wielu, wielu.
                Ale od razu przypominaja sie mi pogardliwe spojrzenia Turkow-
                wlascicieli ekskluzywnych knajp z zabojczo dobrymi rybami (to nad
                morzem bylo, ryby byly nieziemskie), ktorzy na widok niemieckich
                turystow pytali usluzenie (az z protekcjonalnym
                odcieniem): 'szpagetti boloniese oder fritten'?. I istotnie -
                rzadko kiedy widywalo sie akurat przedstawicieli tej nacji nad
                czymkolwiek innym.
            • emka_1 Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 21:42
              twierdzenie niezwykle interesujące, tyle, że oparte na fałszywych przesłankach.
              • bene_gesserit Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 21.02.09, 02:01
                Bylabym wdzieczna za wypunktowanie przeslanek. Z gory wdzieczna :)
                • emka_1 Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 21.02.09, 13:50
                  ależ proszę bardzo - przeczytaj jeszcze raz co napisałaś:

                  Obrzydzenie nie ma biologicznego podloza, bo jest zmienne w czasie
                  i kulturze.

                  sztuczka z uzasadnianiem sprowadzającym się do użycia słowa "bo" niestety nie
                  działa na wszystkich.
                  opierasz swoje wnioski wyłączne o obrzydzEnie wywołane obrzydzAniem przez
                  czynnik zewnętrzny.

                  religia, środowisko, kultura ani czas nie mają żadnego wpływu na indywidualny
                  odruch, nazwijmy to, wywnętrzania się w objęciach pewnej muszli. oczywiście
                  część indywidualnych odruchów może być nabyta skutkiem "samoobrzydzenia",gdy
                  coś, kiedyś indywidualnie nam zaszkodziło, ale nie wszystkie. bywają potrawy czy
                  produkty, które nigdy nie miały szansy zaszkodzić, mało tego, są w pełni
                  swojskie, oswojone w najbliższym otoczeniu, jadane przez szanowanych i godnych
                  naśladowania, a i tak sam zapach czy wygląd cofa. i wcale się z tego nie wyrasta.
                  --
                  ...jak sztućce zatykają usta jej wrogowie...
                  • bene_gesserit Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 21.02.09, 21:28
                    emka_1 napisała:

                    > ależ proszę bardzo - przeczytaj jeszcze raz co napisałaś:
                    >
                    > Obrzydzenie nie ma biologicznego podloza, bo jest zmienne w czasie
                    > i kulturze.
                    >
                    > sztuczka z uzasadnianiem sprowadzającym się do użycia słowa "bo"
                    niestety nie
                    > działa na wszystkich.
                    > opierasz swoje wnioski wyłączne o obrzydzEnie wywołane
                    obrzydzAniem przez
                    > czynnik zewnętrzny.

                    Ja jestem prosta wiejska kobieta, gdzie mi tam do stosowania
                    sztuczek, naprawde. Staralam sie na swoj prosty sposob wyluszczyc,
                    o co mi idzie - teza i, imo, logiczne jej uzasadnienie. Nijakich
                    sztuczek tu nie widze, ale moze sie nie znam, bo jak zaznaczylam,
                    prosta jestem niebywale. Ale jak nie wiem, czy stosuje, to nawet
                    jesli stosuje to sie chyba nie liczy - tak? Ty bedziesz pewnie
                    wiedziala.

                    > religia, środowisko, kultura ani czas nie mają żadnego wpływu na
                    indywidualny
                    > odruch, nazwijmy to, wywnętrzania się w objęciach pewnej muszli.

                    Ale wlasciwie dlaczego? Na czym opierasz to twierdzenie?
                    Jesli wyznawca islamu dowie sie, ze wlasnie spozyl sprytnie
                    ucharakteryzowana na wolowine wieprzowine, z pewnoscia jego
                    pierwszym odruchem bedzie bieg do lazienki i wymioty. On tego
                    odruchu nie ma w genach, ale w kulturze, srodowisku - w religii.
                    • hania55 Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 22.02.09, 11:03
                      Aha, aha. A jeśli nie mówimy o muzułmaninie i wieprzowinie, tylko o
                      przeciętnym Polaku i natce pietruszki / koperku / grzybach?
                      • bene_gesserit Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 22.02.09, 13:24


                        Proponuje nie mylic pojec: indywidualny gust i upodobania to nie to
                        samo, co uczucie obrzydzenia.
                        • hania55 Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 22.02.09, 13:39
                          Aha, aha. Historia prawdziwa: osoba, nielubiąca grzybów, kiedy
                          dowiedziała się, że w farszu do kulebiaka, który właśnie zjadła,
                          były grzyby, pobiegła zwymiotować. Historia prawdziwa, przypomniałaś
                          mi ją opowieścią o muzułmaninie, który dowiedział się, że został
                          nakarmiony wieprzowiną.

                          Dodam, że w domu tej osoby grzyby się jada i jadało i obrzydzenie do
                          nich nie ma u niej podstaw religijnych.

                          Inną osobę "cofa" na sam zapach koperku, jeszcze inną - pietruszki.
                          A - mam jeszcze jedno: znam kogoś, kto robi się szaro-zielony na
                          widok jajecznicy. Nie ma uczulenia na jajka. Nie jest weganinem.
                          • emka_1 Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 22.02.09, 15:26
                            poza tym z tego wynika, że każdy poważnie traktujący swoje religię musi
                            wymiotować, taki ma nakaz, to samo dotyczy tych poczuwających się do
                            przynależności do jakiegoś kręgu. co prawda trudno powiedziec co do tego ma
                            czas. może chodziło o czas reakcji.

                            noi cieszę się niezwykle, że wreszcie wiem, że po prostu indywidualnie nie lubię
                            jajecznicy z glutem, no chyba że jednak jakaś religia lub kultura mi nakazuje
                            się nią brzydzić:)
                          • bene_gesserit Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 22.02.09, 20:06

                            Powyzej pisalam juz o osobniczych upodobaniach, a powtarzac sie nie
                            lubie. Dopisze tylko, ze fobia jedzeniowa to nie to samo, co
                            obrzydzenie. Bo obrzydzenie nabywane jest kulturowo, a fobia to
                            rodzaj psychicznego zaburzenia. Wiecej o tym pisze Julia Kristeva.
                            • emka_1 Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 22.02.09, 23:26
                              po dwakroć przyznaję ci rację - 1. nie pisz 2. "fobia jedzeniowa" to nie
                              obrzydzenie.
                              a skoro byłaś tak miła i polecasz autora, pozwól się zrewanżować tym samym -
                              robert plutchik napisał nieco na ten temat obrzydzenia/wstrętu
                              --
                              ...jak sztućce zatykają usta jej wrogowie...
      • bobralus Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 20.02.09, 16:35
        mama i babcia (lat 85) mojej przyjaciolki co roku jezdza do wloch na jakis
        miesiac. mama zajada sie miejscowymi przysmakami, a babcia zjada zupki chinskie!
        mowi, ze nie tknie krewetek (opowiadala mi przyjaciolka, ze jak na jej
        urodzinach byly krewetki, to babcia przy stole zaczela opowiadac cos o robakach
        wyciaganych ludziom z cial), nie tknie makaronu, pizza fe. no wiec zaczelam
        myslec i mowie, ze kuchnia wloska to nie tylko kluchy i owoce morza, ale tez
        rozmaite miesa podane z salata, pieczonymi ziemniakami,zupy warzywne, no, ze tak
        powiem tradycyjne obiady, ze na pewno znalazla by sie jakas pozycja dla babci.
        znajoma na to, ze babcia tego nie ruszy, bo to nie gicz cieleca z sosem
        chrznaowym i ziemniakami. ale zupke chinska (przypuszczam, ze troche w ramach
        demonstracji "jak ja cierpie na tym kulinarnym pustkowiu':) i owszem.

        moj wujek (lat 66), kiedy mowilam, ze mam zamiar zrobic na jego wizyte makaron z
        suszonymi pomidorami, oliwkami, bazylia itd. (juz pewnie przestal sluchac po
        makaronie) orzekl z litosciwym usmiechem, ze on by wolal mielone.

        znajomi (lat 23)pojechali do maroka na wakacje, na pytanie, co smacznego jedli,
        odpowiedzieli, ze hotelowy bufet byl smaczny - codziennie makaron bolognese,
        rozne salatki (grecka, z kurczakiem, makaronowa). poza hotelem nie jedli nic, bo
        bylo podejrzane. ale za to przywiezli duzo taniego szafranu, z ktorym i tak nie
        wiedzieli co zrobic.

        mi sie wydaje, ze takie podejscie wynika ze stosunku do jedzenia, ma to byc cos
        co przynosi wytchnienie, a co jesli to nowe jedzenie nie bedzie tak smaczne, jak
        to co wiem, ze lubie, czym zwykle sie najadam, do smaku czego tesknie? od razu
        dochodzi element stresu, ze bedzie niesmaczne, ze sie nie najem, ze wydam
        niepotrzebnie pieniadze. dla jednych jedzenie to fantastyczna przygoda, dla
        innych czynnosc niezbedna do utrzymania funkcji zyciowych, a przy tak powaznym
        zadaniu nie warto ryzykowac.
        • nikka00 Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 01.03.09, 22:53
          Oj ja też nie rozumiem ludzi, którzy wyjeżdżają za granicę i jedzą
          tylko w hotelu. Na szczęscie coraz rzadziej takich spotykam. To jest
          chyba rzeczywiście mieszanka konserwatyzmu i dość obojętnego, mało
          posjonującego stosunku do jedzenia.
          W moim rodzinnym domu szczególnie mój tato hołdował tradycji i
          wszystko co nowe było odrzucane.
          Na szczęście grubo po 60-tce otworzyły mu się horyzonty kulinarne i
          w tej chwili wcina wszystko, a za wszelkiego rodzaju owoce morza da
          się pokroić. I tak z naszych świątecznych stołów zniknęła sałatka
          jarzynowa a od kliku lat obowiązkowo muszą być raki, kalmary,
          ośmiorniczki, krewetki czy langustynki. To jest fantastyczne kiedy
          można zaobserwować taką przemianę :))
          Jestem z niego dumna! :)
          • azw2 Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 01.03.09, 23:13
            Moja już niestety ŚP mama też nabyła nowych smaków kulinarnych gruuubo po
            60-tce. Ostatnim takim "hitem" były suszone pomidory, które dodawała do prawie
            wszystkiego co się dało.
    • Gość: asiakusy Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.09, 19:52
      Czasem pewnie to kwestia wychowania, czasem strachu przed nieznanym,
      bo nieznane jest jakoś niebezpieczne, zawsze jest jakimś wyzwaniem,
      jak ktos już zauważył - to tak jak ze sposobem podróżowania. Ktoś
      chętnie się włóczy po wszelkich dziurach ze śpiworem i jeździ
      miejscowym transportem, ktoś zostaje w domu i ogląda telewizję, ktoś
      podróżując mieszka w drogich hotelach żeby egzotyka nie weszła zbyt
      głęboko w jego życie, żeby móc się odgrodzić od tego, co w obcym
      niebezpieczne, żeby ono mu nie zagroziło. A może to "nudne" jedzenie
      jest dla kogoś jakąś ochroną, miejscem - jednym z niewielu, gdzie
      rzeczy są stałe i niezmienne i to daje poczucie bezpieczeństwa. Tak
      mi to przyszło na myśl gdy przeczytałam o babci, która na obcym
      terenie żywi się tylko zupką chińską.
      Czasem to rzecz jakichś skojarzeń czy doświadczeń... Na przykład nie
      lubię rzeczy o konsystencji rzadkiego budyniu, galaretki, kisielu.
      Nie lubię ostryg. Spróbowałam z ciekawością, no i już więcej tego
      nie zamierzam próbować.
      Jeszcze na pewno jakimiś kulturowymi wyobrażeniami o tym, co
      jest "dobre", a co "zepsute" czy "zgniłe", jak na przykład ten
      sfermentowany śledź, czy kiszonki, które na Zachodzie uchodzą za
      zepsute.
    • Gość: eryk Z przyzwyczajenia IP: *.axelspringer.pl 20.02.09, 21:57
      A to jest drugą naturą człowieka.

      Ludzie z natury niechętnie zmieniają i naturę i przyzwyczajenia.
    • Gość: miu W skali narodow IP: *.acn.waw.pl 21.02.09, 11:05
      W mojej ocenie niechec do nowosci jest wypadkowa:
      - najbardziej powszechnych cech takich jak koserwatyzm, mala
      znajomosc tego co poza granicami,
      -z jakmis zaskakujacym poczuciem kulinarnej wyzszosci nad innymi
      kulturami
      - oraz przyzwyczajen kulinarnych;

      Badzmy szcerzy: polska kuchnia nalezy do malo urozmaiconych, bardzo
      prostych, bazujacych na kilku skladnikach, np. jesli z mies
      przecietny Polak z malego miasteczka lub ze wsi zna smak wylacznie
      wieprzowiny i kurczakow, ryb morskich nie znamy wcale, to jedzenie
      owocow morza jest czysta fanaberia.

      W Japonii czy we Francji (narody otwarte na nowosci, wrecz ich
      poszukujace) napis na opakowaniu "nowosc" jest ogromna zacheta, wiec
      firmy stale wypuszczaja nowe produkty i smaki. Polska znajduje sie
      na drugim biegunie: "nowosc" to znak stop dla przecietnego Polaka,
      czyli dla przytlaczajcej wiekszosci (po co wydawac pieniadze na cos
      czego nie znam?, a moze niedobre?).

      I jeszcze jedno spostrzezenie: im prostszy i gorzej wyksztalcony
      czlowiek, tym niechetniej otwiera sie na nowosci, "na obce".
      Niemiecki bauer czy francuski chlop tez nie tknie kuchni hinduskiej,
      ale juz w malym miasteczku jest przeglad roznych restauracji (czyli
      sa klienci). W Polsce w tym celu trzeba wciaz jeszcze pojechac do
      duzego miasta.
      • bene_gesserit Re: W skali narodow 21.02.09, 12:04
        Gość portalu: miu napisał(a):

        > W Japonii czy we Francji (narody otwarte na nowosci, wrecz ich
        > poszukujace) napis na opakowaniu "nowosc" jest ogromna zacheta,
        wiec
        > firmy stale wypuszczaja nowe produkty i smaki. Polska znajduje
        sie
        > na drugim biegunie: "nowosc" to znak stop dla przecietnego
        Polaka,
        > czyli dla przytlaczajcej wiekszosci (po co wydawac pieniadze na
        cos
        > czego nie znam?, a moze niedobre?).

        A ja bym sie nie zgodzila z tym.
        Gdyby bylo to prawda, to nie sprzedalaby sie u nas zadna nowosc z
        napisem 'nowosc' - a jest imo wrecz przeciwnie: nowosci z
        napisem 'nowosc' ida jak woda.

        Po kilkudziesieciu latach kulinarnej urawnilowki, z czesto
        upokarzajacymi brakami na rynku nawet podstawowych produktow,
        jestesmy glodni tego, co nas ominelo. Nawet w malych miastach,
        gdzie trudno o egzotyczne skladniki, ludzie kombinuja, jak tu
        urozmaicic menu na nudny niedzielny sped - ze moze mieso inaczej,
        jakos tak fikusnie, a ciasto to nie zadna szarlotka, tylko sernik z
        karmelem, bo jeszcze tego nie bylo.

        Strasznie mnie irytuje taka postawa, ze 'ooo, w Europie, Niemcy-
        Francuzi to tacy normalni, a my, rzewni i szarzy Polacy, to tacy
        nienormalni, najgorsi i w ogole do niczego, beznadzieja po prostu,
        normalnosci u nas za grosz'.
        No wez, no.
        • Gość: miu Re: W skali narodow IP: *.acn.waw.pl 21.02.09, 13:31

          Skoro tak sie rwiemy do nowosci to o czym jest ten watek?
          • Gość: titta Re: W skali narodow IP: *.botany.gu.se 21.02.09, 19:55
            Bo mowa nie o ogolnych trendach (i narodowych kompleksach), a o
            jednostkach, ktore przejawiaja niechec do nowosci kulinarnych. Taka
            jednostka moze byc Francuz, Niemiec, czy Hindus. W Rodos (miescie),
            gdzie jest zawsze sporo turystow skandynawskich jest kilka piekarni
            sprzedajacych szweckie i dunskie pieczywo, a w co drugiej
            restauracji mozna dostac typowe szweckie potrawy (niemalze w kazdej
            zas frytki i chamburgera). Ciekawe dlaczego? ;)
            Co wiecej nie sadze ze ma to jaki kolwiek wiekszy zwiazek z
            wyksztalceniem i pochodzeniem. Przyklad: ja i moj brat. Ja staram
            sie jesc wszedzie potrawy regionalne, ucze sie od znajomych (z
            roznych czesci swiata) gotowac to co oni, w domu mam misz-masz ze
            wskazaniem na Azje i Meksyk (lubie zdecydowane smaki). Moj brat
            najbardziej na swiecie kocha ziemniaki ze schabowym i pyzy,
            przyslowiowej krewetki sie nie dotkne, a jak ja gotuje u rodzicow,
            zywi sie we wlasnym zakresie. I co, pozostaje kochac takim jakim
            jest ;)
      • Gość: emi Re: W skali narodow IP: 94.254.146.* 01.03.09, 21:01
        > W Japonii czy we Francji (narody otwarte na nowosci, wrecz ich
        > poszukujace) napis na opakowaniu "nowosc" jest ogromna zacheta, wiec
        > firmy stale wypuszczaja nowe produkty i smak

        Francuzi otwarci??? Na nowości??? To musiałaś ich otworzyć po moim
        wyjeździe, pewnie masz jakiś magiczny kluczyk - błagam, nie zamykaj
        ich, dopóki nie wrócę, bo ich ksenofobia kulinarna jest nie do
        wytrzymania na dłuższą metę...
        • Gość: miu Re: W skali narodow IP: *.acn.waw.pl 02.03.09, 14:05
          Widocznie znamy inne Francje :) Wracaj szybko i poznaj ten kraj.
      • arturpio Re: W skali narodow 02.03.09, 03:36
        Mam kuzyna, Polak mieszkajacy od 40 lat w Niemczech. Do dzisaj zywi sie jak
        "przyslowiowy Polak" - tacka przed telewizorem, wedlinka, chlebek, maselko,
        herbatka... Oczywiscie, ma problem nadwagi + cholesterolu. Ostatnio byl we
        Francji gdzie ja stale mieszkam. U znajomych zrobilem "uczte" (wg. francuskiego
        gustu) - nereczki cielece w Maderze - odmowil nawet sprobowania bo "wnetrznosci
        nie jje"... Bogu dzieki, mieli udko kurze (bo maja psa...) wiec nie umarl z glodu...

        W regionie gdzie aktualnie mieszkam, "tradycyjno"-rolniczym, odcietym od swiata
        bo w glebi gor Masywu Centralnego (Tarn), podobno (i wedlug opinii tubylcow)
        robia "najlepsze" wedliny - "narodowa reputacja", "najlepsze we Francji". Tzn.
        robia kielbase suszona, i... nic wiecej! Na pytanie czy jakies inne wedliny by
        lubili, np. kielbase wedzona albo gotowana - kreca nosem. Ryb "nie lubia" a
        ostrygi, jesli juz (i tylko na Boze Narodzenie...), to tylko z Bretanii, co
        wymaga 1000 km transportu. A zyja 50 km od morza srodziemnego gdzie sa wspaniale
        (i tanie) ostrygi, ktorych nie chca, bo widocznie nie ufaja temu co pochodzi "z
        poludnia"...

        W kazdym kraju i w kazdej nacji wystepuje ta "nieufnosc" do tego co "obce". Jest
        to (prawdopodobnie) jeszcze inna forma tej samej xenofobii, nacjonalizmu,
        konserwatyzmu i "odrzucania drugiego"....


        • Gość: miu Re: W skali narodow IP: *.acn.waw.pl 02.03.09, 14:15
          Widzisz jak ladnie sie to odnosi do tego co napisalam powyzej:
          podejscie do jedzenia bardzo sie wiaze z poziomem wyksztalcenia a
          jeszcze bardziej z pochodzeniem.
    • Gość: aniakin Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr IP: *.pp.htv.fi 21.02.09, 23:00
      Jak juz ktos napisal, w Niemczech nawet w malych "pipidowach" mozna znalezc wloskie, czy hinduskie restauracje, wiec rzekomo konserwatywni "lokalsi" tez do nich zagladaja. W Polsce to jeszcze raczej abstrakcja, ale to sie z pewnoscia zmieni.

      Mysle, ze ludzie, ktorzy kochaja jedzenie i jest to ich hobby, nie zrozumieja, ze dla niektorych jest to tylko czynnosc fizjologiczna. To tak, jakby "fashion victim" pieklila sie, ze ktos nosi ogrodniczki do kompletu z gumofilcami i nie ma pojecia o modzie. :)

      Ale rozumiem tez, jak to moze irytowac, jesli z ignorantem jedzeniowym mieszka sie pod jednym dachem...
    • Gość: kwaśna śmietana Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr IP: *.chello.pl 22.02.09, 08:49
      Mnie zniechęca fakt, iż w Polsce często nie można dostać składników do danej
      potrawy. IMO szczególny problem jest z dobrej jakości mięsem i rybami. Nawet w
      delikatesach wybór jest bardzo okrojony. Trudno znaleźć naprawdę pierwszej
      jakości wołowinę czy rybę, która nie jest mintajem, pangą albo łososiem.
      Wydaje mi się również, iż niechęć bierze się z tego, że w Polsce jedzenie nadal
      jest po prostu "dostarczaniem paliwa do organizmu", a nie zabawą, sposobem na
      ugoszczenie przyjaciół, zebraniem w jednym miejscu osób, które się lubi czy
      kocha. Polacy jedzą, bo są głodni, albo "bo jest pora obiadu" i nie ma tu
      miejsca na eksperymenty czy fantazję.
      Osobiście zniechęca mnie również cena produktów do niektórych potraw. Niestety,
      żywność jest w Polsce relatywnie droga, co często odstrasza mnie od
      eksperymentów (bo jeszcze coś nie wyjdzie i wszystko pójdzie do kosza).
    • jurek.powiatowy Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 01.03.09, 20:26
      To nie tyle kwestia zaściankowości, co tradycji. Nie ma u nas tradycji jedzenia
      krewetek, więc tego nie jemy. W Meksyku wcinają jakieś larwy, bo zawierają dużo
      białka i strasznie się dziwią, ze my na te larwy patrzymy z obrzydzeniem. Ot, co
      kraj to inna kultura. Także i jedzenia.
    • Gość: Akaki Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr IP: *.chello.pl 01.03.09, 20:40
      Próbowałem raz krewetek - ni pies ni wydra, coś na kształt świdra, nie widziałem
      powodu dla którego miałbym płacić więcej za coś na kształt kurczaka.

      Próbowałem kalmarów - wybitnie konfudujące w smaku, podczas konsumpcji słowo
      "pointless" nie wychodziło mi z głowy.

      Miałem awersję do wątróbek i innych bebechów - na chwilę obecną wątróbkę jadam
      kilka razy w miesiącu, natomiast jak ojciec zrobi gulasz z kurzych serc to cud
      miód orzeszki!

      Zatem: nie jestem ksenofobem jeśli chodzi o jedzenie, jestem w stanie spróbować
      czegoś nowego, ale jeśli jedyną wartością jaką ze sobą toto niesie jest owa
      "nowość" właśnie, to sensu nie widzę :). Chyba racjonalne podejście?
    • Gość: gość Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr IP: *.xdsl.centertel.pl 01.03.09, 21:17
      Trochę nt. tabu pokarmowego:
      pl.wikipedia.org/wiki/Tabu_pokarmowe
      Niechęć do nowych potraw, zwłaszcza mogących być zdefiniowane
      jako "obrzydliwe" (krewetki, ślimaki, a także wnętrzności) może się
      brać także i stąd.
      Z kolei to, że się jada głównie potrawy znane z dzieciństwa, to
      pewnie kwestia instynktu ;-) - w końcu w prehistorii nauczenie się w
      dzieciństwie odróżniania rzeczy jadalnych od niejadalnych czy
      trujących było kwestią przeżycia.
      Czasem przyczyną jest przyzwyczajenie do mało ostrych potraw, czasem
      odstręcza zapach (są ludzie, którzy z tego powodu nie lubią
      kalafiora czy brokułów).
      Swoją drogą, pamiętam, jak moi goście ledwo co tknęli obiad (nic
      wymyślnego, smażone polędwiczki wołowe z ryżem, sałatka grecka),
      dyskretnie mnie później informując, że "oni takich rzeczy nie
      jadają". Na drugi dzień musiałam zrobić schabowe z ziemniakami ;-).
      Aha, nie tknę golonki i ćwikły (nie pytajcie, dlaczego, nie i już -
      z mięs jadałam dużo dziwniejsze rzeczy, a buraki i chrzan lubię).


    • grogreg Naturalna reakcja 01.03.09, 21:24
      Niechęć do nieznanych smaków to naturalna reakcja. Jemy to co znamy bo się tym
      nie otrujemy. W czasach gdy wieczory spędzało się na łupaniu krzemienia, i
      wyciąganiu pcheł z włosów współplemieńców a nie było informacji o składzie
      jedzenia i certyfikatach służb sanitarnych to ratowało życie.

      Co ciekawe człowiek dosyć szybko przyzwyczaja się do nowych smaków i zaczynają
      mu smakować, rzeczy na których myśl przedtem krzywił się z odrazą.
      Jak była wasza reakcja na pierwszą oliwkę?
      No właśnie..... ale mniej więcej po pół roku, zaczyna nam smakować.
      To nasze zdolności adaptacyjne, które pozwoliły rozleźć się po całej niemal
      planecie.
    • paulinaa Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 01.03.09, 21:41
      ja nie probuję jak coś brzydko wygląda albo nieładnie pachnie;)
      • grogreg Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 01.03.09, 21:46
        Np. taka zupa szpinakowa......bryyyyyy
        Niebo w gębie.
        • paulinaa Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 01.03.09, 21:48
          a ja lubię zapach zupy szpinakowej i wygląda też nie najgorzej;)
          • Gość: envi Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr IP: *.cable.ubr23.sgyl.blueyonder.co.uk 01.03.09, 22:27
            nigdy nie zapomne jak francuzi przekonali mnie do sprobowania specjalu - sera
            master...smrod taki ze odrzuca na kilometr - oni wiedza ze smierdzi i lojalnie
            uprzedzaja ze 10 minut po zjedzeniu trzeba umyc zeby.
            Krewetki -te male rozowe sa wstretne w smaku i z wygladu, te duze tiger prawns
            sa ok, ale ogolnie owoce morza, flaczki i inne bebechy sa nie dla mnie, bo sa
            obrzydliwe z wygladu.
            • Gość: miu Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr IP: *.acn.waw.pl 02.03.09, 14:21
              Uwielbiam munster. Wspanialy ser! Cuchnie niewiarygodnie :)))
          • grogreg Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 01.03.09, 23:39
            A mnie na jej widok skręca.
            Ale jeść lubię.
    • Gość: abc Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr IP: *.wfd88b.dsl.pol.co.uk 01.03.09, 23:17
      owoce morza sa paskudne,nic mnie do tego nie przekona.zdarzalo sie,ze musialam z
      usmiechem zjadac egzotyczne potrawy.Nic mi jednak nie zastapi ogorkowej czy
      kapusniaku.uwielbiam kuchnie wschodnia,tego w Polsce niestety tez brak.kuchnia
      wloska,francuska,tajska i chinska jest jest niestety bardziej popularna niz
      kuchnia rosyjska czy czeska(troche z poludnia).zwyczajnie mam gdziez
      zachos....wole na wschod,piekniej i egzotyczniej
      • pani.serwusowa Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 01.03.09, 23:20
        Biorac pod uwage Twoje IP, to chyba mocno cierpisz... ;)
      • Gość: senin od kiedy to kuchnia chinska/tajska nie sa "wscodni IP: *.dyn.iinet.net.au 02.03.09, 07:36
        a od kiedy to kuchnia chinska/tajska nie sa "wschodnie"

        czyli co? zachodnie sa?

        Jaka kuchnia jest dla ciebie "wschodnia"??
    • 999s Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 01.03.09, 23:20
      Gość portalu: sylwia napisał(a):

      zahukania,zaściankowości? może przejaw tzw wąskich horyzontów?

      Nie jem wszystkiego, oraz np. nie współżyję ze wszystkimi czy to znaczy, że
      jestem osobą zahukaną, zaściankową o wąskich horyzontach?

      Są gusta i guściki a o nich jak wiadomo się nie dyskutuje.

      Jesli rzecz ująć z innej strony jako, że nie lubię np. oliwek, oliwy oraz
      bazylii (smakuje obrzydliwie, a oliwa dodatkowo śmierdzi haniebnie) dla mnie
      czasem żałośnie wygląda oliwkowo-bazyliowy fetysz, któremu niektórzy hołdują
      sądząc, ze to jest kul, trendi and dżezi. Ale jedzenie winno być frajdą i jak
      komuś pasuje tak pasuje to się cieszę i w ogóle.

      > albo odpowiada "nie lubię" mimo,że wcześniej nie próbował.

      Nie lubię (na talerzu) psów i kotów- mimo, że ich wcześniej nie próbowałem
      (absolutnie nie chcę Cię irytować).
      • nieskorzanka Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 02.03.09, 22:26
        Jesli rzecz ująć z innej strony jako, że nie lubię np. oliwek, oliwy oraz
        > bazylii (smakuje obrzydliwie, a oliwa dodatkowo śmierdzi haniebnie) dla mnie
        > czasem żałośnie wygląda oliwkowo-bazyliowy fetysz, któremu niektórzy hołdują
        > sądząc, ze to jest kul, trendi and dżezi
        Nie dlatego używam oliwy, że jest ,,trendi''. Po prostu uwielbiam
        jej,,haniebny'' zapach, również oliwek. Gdyby nie rozsądek, zjadłabym na raz
        cały słoik. Oczywiście zielonych, czarne nie są tak smakowite. Pesto jest dla
        mnie ulubioną przyprawą do mozzarelli, a nawet zwykłego białego sera i
        oczywiście do pomidorów. A jeszcze dodam, że mój syn miał około 6 lat gdy
        zetknął się z oliwkami i one do dziś są dla niego przysmakiem (20lat). Czy
        6-latka posądzisz o hołdowanie oliwkowemu fetyszowi? A pomidory z mozzarellą i
        pesto są jego ulubioną sałatką, którą przyrządza sobie sam i sam wcina, w
        zaciszu domowym.
        • 999s Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 03.03.09, 01:47
          @nieskorzanka

          Chciałbym jeśli to byłoby możliwe abyś zwróciła nieco baczniejszą uwagę na
          słówko >>niektórzy<< pojawiające się w mej wypowiedzi.

          Cała ta heca powstała dlatego, że nie uważam kogoś kto preferuje schaboszczaka
          nad owoce morza (albo nawet nie lubi tychże fruktów) należy od razu kwalifikować
          jako zaściankwego gbura o "wąskich horyzontach" tak samo jak ktoś wcinający
          pesto z mozzarellą nie musi być od razu nie wiadomo jakim światowcem.

          Nigdzie nie odmawiam prawa ani Tobie ani Twojemu 6-latkowi do jedzenia tego co
          lubi - jak dla mnie to możesz zjeśc nawet sam słoik po oliwkach - jak napisałem
          (IMHO) jedzenie ma sprawiać frajdę.

          I w odróżnieniu od autorki wątku odpowiedź "nie, bo nie" dla mnie jest
          wystarczającym argumentem jeśli chodzi o jedzenie i nie irytuje mnie w
          najmniejszym stopniu.
          • jacek1f tu w temacie troche: 03.03.09, 08:04
            www.kuchnia.tv/html/kuchnioteka/encyklopedia.php?178
          • Gość: Inka 999s - polecam ten post :) IP: *.icpnet.pl 03.03.09, 10:13
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=77&w=91625519&a=92102962
    • ederlezi1981 bez uprzedzeń ;-) 01.03.09, 23:24
      Ja nie mam chyba żądnych uprzedzeń, może nie zjadłabym psa, ale kabanosy końskie bez problemu, marzy mi się tatar z koniny, tylko skąd go wziąć?
      Bez obrzydzenia jadam owoce morza, najchętniej krewetki, w miarę moich ograniczonych możliwości finansowych, wszelakie nowości, zwłaszcza pikantne z kuchni azjatyckiej kocham.
      Nie umiem się przemóc tylko do wątróbki- staje mi w gardle od dziecka, co ciekawe- nie znosiłam kiedyś szpinaku- od kilku lat się nim zajadam, flaczki i galaretę z nózek od dziecka lubię. Inna rzecz, że ja w ogóle nie miewam raczej żadnych uprzedzeń, nie tylko w kwestiach kulinarnych.
      • Gość: LasVegasgirl Re: bez uprzedzeń ;-) IP: *.lv.lv.cox.net 02.03.09, 04:54
        Flaczkow i galarety z nozek od dziecka bym nigdy nie tknela.....
        Ale sama piszesz, ze nie masz zadnych uprzedzen, wiec trzeba na
        Ciebie uwazac.
    • Gość: punkciara Re: "polskie" cechy narodowe IP: *.multimo.gtsenergis.pl 02.03.09, 15:57
      10/10
    • keltoi Nie wiem. 02.03.09, 23:23
      Od małego powtarzano mi zasadę, którą (jak się okazało po latach) firmują się słynni smakosze - Jeśli coś fajnie wygląda, zjedz to! Dzięki temu wiem, że nie jem ośmiornicy, bo nie smakuje mi - próbowałam smażoną, pieczoną, marynowaną i nic.

      A jak mi ktoś podaje spierdzielone - nieważne, czy langustę, czy piecozny schab - to w ogromnej większości przypadków wiem, że jest spierdzielone.

      Spinak kocham, krewety uwielbiam, na małże mam parcie z sałatą, wędzonego łososia z kawiorem mogłabym jeść codziennie. I ciągle słyszę, że jem świństwa... :/
    • zama1 Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 03.03.09, 13:37

      moja niechęć bierze sie ewentualnie z nieznajomosci składu potrawy,
      a krewetki lubię :)
      • czarne.nanane Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 04.03.09, 02:01
        Ja tam wyznaje zasade, że jeśli jak coś jem i mi to smakuje, to nie
        chce wiedzieć z czego jest to zrobione.
        Zresztą nie mam żadnego lęku przed nowymi potrawami. Jak cos dają na
        stół, to nie wypada marudzić nawet nie próbujac. To obraziłoby
        kucharza. A już kidyś zrobiłam tak mojej mamie. I nie chce widzieć
        tego ponownie. A i tak była łagodna [a ja bez szemrania wszamałam po
        tym jechaniu po mnie, to co dała], bo ktoś obcy to chyba by mnie
        zamordował ^^
        • Gość: anna Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr IP: *.chello.pl 04.03.09, 08:37
          ja mam odwrotnie - bardzo duza potrzebe doswiadczania nowosci, wiec gdziekolwiek jade, probuje nowych potraw. To jeden z najwiekszych urokow podrozowania w dalekie strony - miejscowa kuchnia. Nie wszystko mi smakuje, ale poki nie sprobuje, nie przekonam sie o tym. Znam jednak osoby, ktore nowego do ust nie wloza. Zazwyczaj w innych kwestiach tez sa bardzo konserwatywni i glosowali na PiS.
    • rafi-nka Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 04.03.09, 08:48
      Ja jest z tych co prawie wszystko zjedzą, ale było tak że kiedyś nie
      jadałam śledzi i nic mnie nie mogło do nich przekonać. przyszedł
      pewien sylwester ze szwedzkim bufetem i tam samiutkie sledzie w
      najróżniejszych formach(inne rzeczy tez były)i co dała się namówić i
      jadała aż się przysłowiowe uszy trzęsły. dla mnie wszystko jest
      kwestią czasu dziś mówię nie spróbuje a za jakiś czas dlaczego nie.

      często jest tak że poprostu nie umieja w średnich kanjpkach zrobic
      tych owoców morza i się człowiek później męczy
      • burczybrzuch Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 04.03.09, 22:10
        Zapewne z tematem wiaze sie w jakis tam sposob serial lecacy na BBC3-
        Freaky Eaters.Ludzie jedzacy cale swoje zycie tylko jedno np
        ostatnio babka po 30 nie znala nic innego jak ser i pizze(tylko z
        serem).W tej chwili ogladam goscia lat 26 nie znajacego smaku np
        pomidorow a jedzacego jedynie frytki,fasolke i popijajacego to
        mlekiem...Z drugiej strony psycholog i specjalista zywienia probuja
        cos z tym zrobic:).Jest teraz na stronie BBC iPlayer, ale nie wiem
        czy odbieraie nie jest ograniczone do UK:(.
        • bene_gesserit Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 04.03.09, 22:14
          Ale to nie kwestia upodoban, ale fobii - dokladnie fobii
          jedzeniowej, psychiczna dolegliwosc podobna w sumie do np
          agorafobii czy arachnofobii. To nie jest tak, ze ci ludzie nie
          lubia czegos, ale sie tego zwyczajnie brzydza - jak przecietny
          Europejczyk brzydzi sie karalucha. Leczy sie to dokladnie tak samo,
          jak inne fobie, co zreszta w programie, o ktorym pisales widac.
          • burczybrzuch Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 05.03.09, 00:51
            Tak racja to jest wlasnie fobia a nie tylko kulinarne uprzedzenia w
            wiekszosci przypadkow niestety i chyba trzeba sobie to jasno
            powiedziec.100 metrow ode mnie sklep polski...Podjezdzaja non stop
            cale rodziny i wychodza z pelnymi torbami:).Te same produkty 2 min
            dalej kosztuja jakies 30% mniej,tyle ze u Pakola:(.Wedliny
            angielskie na moje pytanie jedliscie kiedys?No nie,ale wstretne,sama
            chemia..Sok, no to Kubus a obok za grosze cos bez porownania
            lepszego.Kuchnia chinska,indyjska po ty sie pierdzi i nie wiadomo o
            co chodzi.I prosze mi nie pisac ze mam do czynienia z nizinami
            spolecznymi bo chyba nie o to w tej dyskusji chodzi.Pozdrawiam.
            • pani.serwusowa Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 05.03.09, 19:26
              Jadam wedliny angielskie. Niektore sa smaczne np. pieczona wolowina, szynka
              pieczona w musztardzie - wystarczy kupic u rzeznika, a nie w Netto. ;p
            • chicarica Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 06.03.09, 13:19
              Tja. Znam takich. Kuchnia hinduska im zaszkodzi, nie próbowali ale wiedzą że
              zaszkodzi, natomiast - co ciekawe - schabowy z frytami zapity piwskiem nie
              zaszkodzi, nieeee...
        • pani.serwusowa Re: z czego bierze się niechęć do nieznanych potr 05.03.09, 19:28
          Widzialam to. Masakra z tym gosciem - mial odruchy wymiotne przy innym jedzeniu
          niz fasolka czy frytki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka