Dodaj do ulubionych

Ratunku! Pacjent mnie bije

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.09, 09:15
Pani Alicjo, ciekawa jestem, czy rodzice dziecka tez odmowili
rozmowy z dziennikarzami?
Obserwuj wątek
      • Gość: ed Re: Ratunku! Pacjent mnie bije IP: 188.33.51.* 16.12.09, 11:39
        Wygolona potylica jakoś go dyskwalifikuje? Karę powinien ponieść i zapewne
        poniesie. Pytanie tylko, czy zwyczajnie nie puściły mu nerwy w syfie zwanym
        publiczną służbą zdrowia. O co znacznie łatwiej, gdy chodzi o dziecko.
        Niezależnie od odzienia, stopnia owłosienia potylicy i okolic i wielkości karku.
        • szarak_44 Nadczynność tarczycy 16.12.09, 12:36

          Jako lekarz automatycznie powinien się nad ta ewentualnością
          zastanowić, a nie od razu na policję ;)

          ---
          - Co to ? - zapytałem,
          wstrząśnięty rozciągającym się na wiele godzin marszu obrazem.- Tur
          stepowy. - Ciernik wskazał ogromne, mierzące w kłębie dobre trzy
          metry stworzenie.

        • Gość: tim Re: Ratunku! Pacjent mnie bije IP: *.torun.mm.pl 16.12.09, 18:06
          Zgadzam się że stopień owłosienia nie ma nic do rzeczy. W następnej
          kwestii jednak się mylisz. polska opieka zdrowotna jest wbrew
          powszechnej opini powiellanej przez media w dość dobrej kondycji. Do
          wniosku tego doszedłem na podstawie doświadczeń własnych a także
          młodego pokolenia mojej rodziny które w dużym odsetku wyemigrowało.
          Zapisy do lekarza rodzinnego na kilka dni do przodu, kolejki na
          niektóre zabiegi 2-3 razy dłuższe niż w polsce, taki sam brud na
          ostrym dyżurze, zamiast kilku specjalistów z różnych dziedzin (na
          których może i trzeba czasmi poczekać) lekarz medycyny ratunkowej
          sztuk raz oraz przymusowa kilkugodzinna kolejka w szpitalu - tak to
          norma ale zachodzie.
          Pamiętajcie że wprowadzając u nas zachodnie standardy właśnie do
          tego dążymy - do oszczędności kosztem pacjenta. To co jest w tej
          chwili w polskiej służbie zdrowia to marzenie wielu ludzi na
          zachodzie.
          Ps. jeden prosty (acz smutny) przykład. Przyjechał do mnie znajomy
          anglik, troche wypił i uderzył się w głowę, zrobiono mu TK, ileś tam
          innych badan, oglądał go w nocy neurolog i okulista. Znajomy
          zaskoczony: u siebie pijaka nikt by nie przyjął, na pewno nie było
          by kompletu badań, skończyłoby się że obejrzałby go lek. ratunkowy
          lub chirurg, lae na pewno nie neurolog i okulista. Do dziś twierdzi
          że mamy najlepszą opieke w europie tylko że strasznie lubimy
          narzekać.
        • Gość: tim Re: Ratunku! Pacjent mnie bije IP: *.torun.mm.pl 16.12.09, 17:55
          Nic. To jacy są ludzie nie wynika z zawodu. Ja na przykład mam
          głupich sąsiadów nauczycieli, mam napisać co się dzieje z zawodem i
          powołaniem nauczycieli??? Jak górnicy rzucają kamieniami napiszemy -
          co by na takie zachowanie powiedziała sw Barbara??? itd.....
          Ludzie są jacy są, nie dorabiajmy na siłę dziwnych teorii.
    • Gość: wiesiu Jaki pan taki kram IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.09, 10:34
      -a może opublikować relacje spotkań chorych z tzw. specjalistami ?
      normalne że chore dziecko ma czekać w przychodni na przyjęcie do
      Lekarza od 8 do 15 ?!!! Czytając tekst zrozumiałem ,że środowisko
      pismaków leczy się w klinikach prywatnych i nie zna problemów
      zwykłego społeczeństwa.....cóż i tak bywa w erze rozwarstwienia nie
      tylko ekonomicznego..
      • Gość: cho Re: Jaki pan taki kram IP: *.chello.pl 16.12.09, 11:41
        Daj spokój, ja się usiłowałam umówić z 4-miesięcznym synem do neurologa (teraz
        taka moda, większość dzieci się wysyła). Dowiedziałam się, że mam przyjechać o 7
        do rejestracji, bić się o swoje, bo tylko określoną ilość dzieci szanowny pan
        doktor przyjmie, a potem czekać do 10, bo o tej godzinie zaczyna przyjmować. Z
        4-miesięcznym dzieckiem miałam siedzieć 4 godziny na korytarzu wśród chorych
        ludzi! Bo oczywiście korytarz jest wspólny dla kilku poradni, a krzesełek tylko
        kilka.
        To jest po prostu świetna metoda na zapychanie prywatnych gabinetów, bo jak
        matce się wmówi, że do specjalisty trzeba iść, to ona chętnie zapłaci te 100 zł,
        żeby uniknąć takich warunków. (A lekarz oczywiście jest ten sam, wybitny
        specjalista). Nie dziwię się, że nerwy puszczają...
          • Gość: fiut-fiut Re: Jaki pan taki kram IP: *.chello.pl 16.12.09, 14:24
            > Pretensje do lekarza są nieuzasadnione. Lekarz nie decyduje o tym ilu pacjentów
            > może przyjąć (NFZ narzuca limity), nie odpowiada za organizację pracy
            > przychodni, ani tym bardziej za ilość krzeseł na korytarzu

            a teraz powiedz kto jest szefem UCK?
            czy aby nie amator, tj. lekarz?

            a co by było gdyby przyszedł fachowiec i zaprowadził porządek
            jak w Krośnie?
        • mamand Re: Jaki pan taki kram 16.12.09, 13:54
          > do rejestracji, bić się o swoje, bo tylko określoną ilość dzieci
          szanowny pan
          > doktor przyjmie

          a co w tym dziwnego?

          lekarz pracuje 8 godzin, na pacjenta przeznacza np. 20 min to może
          przyjąć max 25 osób, to chyba proste
    • Gość: idka Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: 160.83.30.* 16.12.09, 10:57
      cóż.. czasami niektorzy lekarze zachowują sie faktycznie jak
      konowały i nie są wcale przyjemni, także zapominają że pacjent to
      człowiek i to człowiek który cierpi a nie kawał mięsa

      na tyle ile ludzie czekają w kolejkach, oczekują na terminy przyjęć
      i sa traktowani przez cały personel medyczny to i tak cud ze maja
      tyle cierpliwości.. albo po prostu nie mają siły..
    • Gość: ala Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: *.dip.t-dialin.net 16.12.09, 11:16
      a ja sie nie dziwie, tak jak niektorzy lekarze traktuja pacjentow
      tak samo powinni byc traktowani. Mi tez lekarz grozil, ze mnei ze
      szpitala wyrzuci - bo za bardzo sie zdrowiem czlonka rodziny
      interesuje... po tym jak zle wykonali operacje - na sile chcieli
      wypisac i twierdzili, ze symuluje... pozniej wypisali i powiedzieli,
      ze powinnam oddac do hospicjum... minely trzy lata czlonek mojej
      rodziny zyje i jest na tyle na ile stan zdrowia po zlej operacji mu
      pozwala w stanie samodzielnie zyc.
      DLatego ja sie nie dziwie... wrecz przeciwnie dziwie sie, ze malo
      jest takich przypadkow...
      • Gość: g Re: Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: *.ssp.dialog.net.pl 16.12.09, 12:36
        "a ja sie nie dziwie, tak jak niektorzy lekarze traktuja pacjentow
        tak samo powinni byc traktowani. Mi tez lekarz grozil, ze mnei ze
        szpitala wyrzuci - bo za bardzo sie zdrowiem czlonka rodziny
        interesuje... po tym jak zle wykonali operacje - na sile chcieli
        wypisac i twierdzili, ze symuluje... pozniej wypisali i powiedzieli,
        ze powinnam oddac do hospicjum... minely trzy lata czlonek mojej
        rodziny zyje i jest na tyle na ile stan zdrowia po zlej operacji mu
        pozwala w stanie samodzielnie zyc.
        DLatego ja sie nie dziwie... wrecz przeciwnie dziwie sie, ze malo
        jest takich przypadkow... "

        >

        Ciesz się, że nie usłyszałaś, że jak ktoś ma 80 lat to ma zdychać, bo starych
        ludzi nie leczymy (autentyczne)

        Pacjenta wyrzucono.


    • gypsi w cywilizowanym kraju... 16.12.09, 11:18
      Wizyty w przychodniach sa umawiane na godzine, ale spoznienia sie zdarzaja,
      zwlaszcza w poradniach specjalistycznych, przyszpitalnych - nie da sie
      wszystkiego przewidziec po prostu. Sama czekalam 2 godziny, bo lekarz musial
      pognac do komplikacji pooperacyjnych.

      Chorzy zglaszajacy sie do izby przyjec szpitala sa najpierw wstepnie
      kwalifikowani przez pielegniarke i w zaleznosci od problemu czekaja na swoja
      kolej. Nawet i do 4 godzin, ktory to limit jest zlotym standardem. Kazdy to
      rozumie, wszyscy narzekaja, ale nikt sie nie wscieka z powodu czekania - jesli
      ludzie zglaszaja sie do szpitala, a nie swojej przychodni albo dyzurujacego
      ambulatorium z banalnymi infekcjami, ktore moze rozwiazac kazdy farmaceuta
      lekami bez recepty, to musza czekac i tyle. Zaden system nie jest bez dna i nie
      udzwignie takiego zachowania.

      A do agresywnych (nawet tylko werbalnie) pacjentow wzywa sie policje. Policja
      nie spisuje, policja wyprowadza za fraki i dowala solidna grzywne.
      Lekarz rodzinny ma prawo awanturnika skreslic ze swojej listy.
      Nie ma tolerancji dla chamstwa i agresji.
      • Gość: cho Re: w cywilizowanym kraju... IP: *.chello.pl 16.12.09, 11:48
        A kogo się wzywa do agresywnych i chamskich lekarzy...? Dlaczego nie ma
        tolerancji dla chamstwa tylko po jednej stronie? I jak mam skreślić chamskiego
        lekarza z mojej listy, skoro inni mają już pełen listy i zwyczajnie mnie nie
        wpiszą...?
        Poza tym co innego jest czekanie, kiedy lekarz jest przy pilnej interwencji, a
        co innego jest czekanie, bo właśnie do dyżurki pielęgniarek dostarczono pizzę
        (przypadki, które opisuję, wynikają z moich doświadczeń, nic zmyślonego), co
        innego czekanie, bo pan doktor pojechał wymienić opony i mu się przedłuża
        (rozbrajająca szczerość pani w rejestracji, prawda?), co innego czekanie, bo pan
        doktor co prawda już jest, i powinien już przyjmować, ale najpierw musi napić
        się kawy (godzina 8 rano - nie mógł wypić jej w domu do śniadania?). O
        traktowaniu pacjentów po łebkach i jak zło konieczne nawet nie wspominam, bo to
        norma, ale zdarzają się tez bardzo chamskie teksty.
        • gypsi Re: w cywilizowanym kraju... 16.12.09, 12:08
          Dlatego pisze - w cywilizowanym kraju...

          Lekarze owszem, prestizem i zarobkami sa na szczycie spoleczenstwa, ale i
          standardy zachowania sa bardzo wysokie. Prawo wykonywania zawodu
          zawiesic/stracic nieporownywalnie latwiej niz w Polsce.
          Ale coz, jakie spoleczenstwo, tacy lekarze - niby skad maja byc inni, toc sol
          tej ziemi, prawda?

          Ach, jeszcze jedno - w cywilizowanym kraju ludzie wiedza dokad pojsc, jesli im
          sie cos nie podoba. Nie gardluja na forum, bo to na pewno niczego nie zmieni. No
          ale to sa lata swietlne do nadrobienia.
            • gypsi Re: w cywilizowanym kraju... 16.12.09, 12:28
              Kazdym na zachod od Berlina, wszedzie wyglada podobnie.
              Rzymianie byli tam wczesniej. I dluzej. Za to nie bylo sowieckiej okupacji i
              porzadek spoleczny nie zostal az tak postawiony na glowie.
          • Gość: hej Re: w cywilizowanym kraju... IP: *.nhs.uk 16.12.09, 12:37
            W cywilizowanym kraju za awanturowanie sie mozna dostac wyrok
            sadowy. A nawet niewielki wyrok sadowy uwzgledniony bedzie w tzw.
            CRB check (criminal records), ktory nalezy wykonywac przed
            zatrudnieniem sie w nowym miejscu pracy. Majac cos "na koncie" z
            praca bedzie duzo trudniej. Nic dziwnego, ze udalo sie chamstwo w
            sporej mierze wyplenic. Takze kiboli stadionowych. Powoli zostajemy
            skamielina nowoczesnej Europy. U nas mozna nawymyslac na forum
            internetowym, lekarzowi, pielegniarce, pani ze skarbowki, a kibole
            moga sobie rozbijac, co chca, dac w morde komu chca. Zauwaz, ze
            osoba, ktora odpowiedziala na Twoj post nie zauwazyla, ze te reguly
            obowiazuja wszystkich, nie tylko osoby ublizajace lekarzom.
        • Gość: gosc Re: w cywilizowanym kraju... IP: *.torun.mm.pl 16.12.09, 17:50
          Opiszę wam kilka dni z pracy szarego lekarza. Lubię tą pracę i nie
          jest to żadne narzekanie. Chcę tylko abyście spróbowali coś
          zrozumieć.
          Piątek 7.00-początek dyżuru w pogotowiu, kilka reanimacji, dwa
          wypadki samochodowe (niestety jeden zgon na miejscu). Kilka chwil
          snu chwyco w trakcie dojazdu do pacjenta
          Sobota-7.00-koniec dyzuru w pogotowiu, wsiadam do auta i jade do
          szpitala
          Sobota 8.00 - początek 48 godzinnego dyżuru w szpitalu, około 80
          pacjentów, kilka operacji, ostatnie operowane było 3 letnie dziecko
          w niedzielę od 3 w nocy do ok 7 rna , właściwie to już poniedziałek.
          Poniedziałek 7.15 - wszyscy pacjenci przyjęci, pacjenci na oddziale
          jedzą śniadanie, korytarz jest w końcu pusty. Pielęgniarka niesie mi
          kawałek ciasta bo miała imieniny, to dobrze zjem do kawy bo już
          padam na twarz i za chwilę zacznę popełniać głupie błędy. W tym
          momencie wchodzi pacjent (jak się potem okazało z błachą chorobą od
          tygodnia, ale wolał przyjść do szpitala niż rodzinnego "bo tu mu od
          razu różne badania zrobią") i zaczyna krzyczeć, że my tu mamy
          amerykę za jego pieniądze, zero pacjentów w poczekalni, a on już
          czeka 5 minut, gdzie jest ten konował, pewnie kończy ciasteczko i
          pije kawkę z pielęgniareczką, albo bóg jeden raczy wiedzieć co
          jeszcze......Ten pacjent tą historię będzie opowiadał całej
          rodzinie, a wszyscy będą kiwać głowami i mówić że oni też coś tam
          podobnego przeżyli.


          Podsumowując, chodzi o to że rzeczy nie zawsze wyglądają tak jak nam
          się wydaje, czasami lekarz na kilkudzięsięciogodzinnym dyżurze musi
          iść do toalety, czasmi musi zjeść przysłowiową pizze. Nie dlatego że
          jest obżartuchem, czy chamem ale dlatego że każdy człowiek musi.
          Taka fizjologia.
          Proszę tylko o odrobinę zrozumienia z obu stron, tak aby żyło nam
          się razem lepiej. Wesołych świąt.
    • Gość: Rav Re: Ratunku! Pacjent mnie bije IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.09, 11:38
      Czasem lekarzom się należy.

      Nie powiem gdzie się to wydarzyło, ale...

      Jak leżałem w szpitalu to zaraziłem się jakimś wirusem (i nie tylko ja) -
      komentarz ordynatora: "no to coś na się tu kręci na sali..." "Panie ordynatorze,
      to co robimy?" "Trzeba będzie wypełnić <tu jakaś nazwa dokumentu dot. zarażeń
      szpitalnych>".

      Pytanie co by było, gdyby powiedział, żeby nic nie robić ;P No, ale idźmy dalej,
      bo to nie koniec.

      Dostałem potwornego kaszlu, od którego bolały mnie płuca i przepona (od
      skurczy). I co? Myślicie, że któryś lekarz się zainteresował? ;P
      Prosiłem o jakiś środek na to - usłyszałem, że "mam sobie coś na kaszel załatwić".

      Po awanturze z lekarką wybłagałem jedną tabletkę na zmniejszenie kaszlu. Słownie
      - JEDNĄ.

      Pomijam też fakt, że lekarze zatajają niektóre przypadki zachorowań - kiedyś
      przyszła rodzina do człowieka, który był w paskudnym stanie. Odsączali mu płyn z
      płuc. Lekarze mówili po cichu "sepsa". Ale rodzina nie dowiedziała się o tym od
      lekarzy, tylko od pacjentów, którzy to przypadkiem usłyszeli. Nikt nie raczył
      ich o tym poinformować.

      Więc taka reakcja niektórych pacjentów mnie specjalnie nie dziwi.
    • Gość: Ed jak to jest? IP: 188.33.51.* 16.12.09, 11:47
      Mamy tutaj sytuację, która stała się ogólnopolską aferą. Nie znamy kontekstu,
      bo być może większość z nas by nie wytrzymała.
      A co z drugiej strony? Jak wygląda codzienność pacjenta w Polsce? Ma prawo
      tylko do czekania w pokorze i ciszy. Jest tak wspaniale, że niedawno Owsiak
      pisał o upadku etyki lekarskiej a gazeta prowadzi akcję "leczyć po ludzku".
      ludzie są doprowadzani do skrajności i zdziwienie, ze czasem prowadzi to aż do
      rękoczynów jest śmieszne.
    • Gość: Euzebiusz Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: 95.108.61.* 16.12.09, 12:16
      Lekarz przeciez nie jest od tego zeby leczy tylko zeby zarabiać ... odwali
      swoje zgarnie kase ... zakombinuje i do domu. Prosze oto przykład: mialem miec
      zrobione badanie manometryczne ... dostalem od lekarza ktory mnie badał
      (gabinet prywatny) namiar na jego kolegę, żeby ten mnie zbadał (rzecz jasna w
      szpitalu za państwową kasę). Musiałem tylko mieć skierowanie. Dzwonie do
      lekarza ... a ten kombinuje jak tutaj przepchnąć mnie przez swój gabinecik i
      dać mi skierowanie (nie musze chyba dodawać że przepchnąć płatnie). W końcu
      się zreflektował, że nie bardzo da się to zrobić i wysłał mnie do rodzinnego.
      A w szpitalu mi powiedziano ... prosze Pana proszę się zgłosić w nowym roku
      fundusze się skończyły. I taka to jest nasza służba zdrowia. Dużo zdrowia
      wszystkim życzę.
      • Gość: gosc Re: Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: *.torun.mm.pl 16.12.09, 18:37
        Tak lekarz jest od zarabiania. Dlatego że jego dzieci też chodzą w
        ubraniach i też muszą jeść. Oczekujesz ze kolejarz po godzinach
        będzie sprzątał pociągi, a policjant nie wróci po służbie do domu bo
        może byu jakies przestępstwo. Wszyscy pracujemy dla pieniędzy. A z
        twojego postu wnioskuje, że lekarz wiedział ze na NFZ sie nie
        dostaniesaz, chciał ci pomóc i zparponowac badanie prywatnie, lae
        nie chciałeś. pretensje do lekarza że NFZ nie placi za jakaś
        procedurę są zupelnie nietrafione.
    • Gość: Ilona Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: *.zamek.net.pl 16.12.09, 12:18
      Bądźmy szczerzy,lekarze ostali olbrzymie podwyżki,a nic się w szpitalach nie
      zmieniło.Nadal są największymi chamami ,notorycznie się spóźniają,uważają się
      za lepszych,mają gdzieś nasze uczucia .Kompletnie nie słuchają co się do nich
      mówi.Sama nieraz miałam ochotę podejść i walnąć jednego z drugim w gębę ,aż by
      oprzytomniał.Motłoch pracuje w szpitalach i tyle.Te podwyżki to strata
      pieniędzy ,lepiej by dali kasę leki dla ubogich i chorych dzieci ,a nie
      śmiecią płacą za coś co prawdziwy lekarz robi z serca!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • Gość: gosc Re: Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: *.torun.mm.pl 16.12.09, 18:51
        Podwyżki dane lekarzą służyły temy, aby wszyscy lekarze nie uciekli
        po otwarciu rynku unijnego na zachód, i taką rolę spełniły. Jeśli
        chodzi o pracę z czystego serca to za duzo razy oglądałaś dr Judyma.
        Każdy ma swoja rodzine i musi ją utzrymać, lekarz jak salomon - z
        pustego nie naleje. Ale taka sytuacja dotyczy wszystkuich zawodów,
        pani w urzędzie która nie chce szybciej pomóc, hydraulika który nie
        chce przyjść w nocy do pękniętej rury m mimo ze leje się w pokoju
        mojego dziecka albo speca od pieca gazowego, który może przyjść za 2
        tygodnie i ma w nosie ze na dworze jest -5 stp a ja mam w domu
        dwójkę małych dzieci. Taka niestety jest norma społeczna, że dbamy
        głównie o swoją rodzinę, i żeby to nam było lepiej a nie sąsiadowi.
        Wszyscy mamy te cechy. Przypisywanie ich lekarzom to całkiem jak w
        przysłowiu - u kogoś widzimy a u siebie nie. Nie oceniajmy tak
        szybko.
        A i jeszcze ostatnie słowo o ubogich dzieciach - niestety przykra
        prawda jest taka ze dzieci te w wiekszosci pochodza z rodzin
        patologicznych, wielodzietbych z problemem alkoholowym. Możemy je
        jeszcze bardziej wspierać , ale obawiam sie ze efektem tego bedzie
        tylko to ze wiecej pieniedzy zostanie na alkohol. Jak chcemy pomóc
        tak naprawde tym dzieciom, to zmuśmy rodziców do pracy i wyjscia z
        nałogu.
        • maj16 Re: Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka 18.12.09, 18:42
          > A i jeszcze ostatnie słowo o ubogich dzieciach - niestety przykra
          > prawda jest taka ze dzieci te w wiekszosci pochodza z rodzin
          > patologicznych, wielodzietbych z problemem alkoholowym.

          Proponowałabym nie ulegać stereotypom i nie łączyć rodzin wielodzietnych z
          patologią i pijaństwem. Bywa bowiem tak, że rodzina jest wielodzietna, a jednak
          rodzinę stać na prywatne leczenie dzieci, gdy państwowa służba zdrowia zawodzi.
          Pozdrawiam.
    • Gość: men Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.09, 12:37
      Zapisuje się do lekarza. Czekam,inni pacjenci też. Długo. Pani
      doktor zaczyna dyżur od 10. Przychodzi o 12. "Pracę" zaczyna od kawy
      i kanapki. Kończy posiłem, prosi pacjenta. Ale nie z listy, swoją
      znajomą, która przed chwilą przyszła. I następną. I jeszcze jedną.
      Poten pierwszego z czekających pacjentów. Potem wychodzi na kawkę i
      ciasto. Imieniny drugiej lekarki. Stadko lekarek wesoło się bawi,
      ludzie zaczynają kląć. KOńczą ucztę, "moja" lekarka przyjmuje
      pierwszego pacjenta. Nie z listy. Znajomego.
      Jestem spokojnym człowiekiem, ale mam ochotę stłuc ryja nie tylko
      jej, ale i dyrekcji przychodni ... .
      I to by było na tyle.
      Cóż, nieraz też chciałbym zrobić to samo
      • Gość: gość Re: Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: *.torun.mm.pl 16.12.09, 18:32
        Jeśli chodzi o przyjmowanie z poza kolejki znajomych to lekarze z
        reguły maja znajomych ze swojego (lekarskiego) środowiska. W tej
        sytuacji zgodnie z prawem obowiązującym w tym kraju (również z
        kodeksem etyki lekarskiej) najpierw przyjmowani sa lekarze i ich
        rodziny czyli tzw znajomi. To normalne w każdym środowisku, tak samo
        jak pracownicy poczty nie czekają na poczcie, kolejarze jeżdżą za
        darmo pociągami, górnicy mają deputat węglowy, a dzieci
        nauczycielskie mają pierwszeństwo przyjęcia do szkoły.
        Jeśli zaś chodzi o ciastko to przerwa czy posiłek regeneracyjny
        należy się chyba w więszkości zawodów: mają ją strażacy, policjanci,
        pani w kiosku wywieszająca tabliczkę "zaraz wracam"
        itd....pamiętajmy również że większość z nas miała kiedyś ciasto w
        pracy, lub piła w pracy kawę.
        Nie piszę tego po to aby kogoś bronić, ale czsami warto się
        zastanowic czy nie jesteśmy w swoim zachowaniu podobni. Nie
        oceniajmy tak szybko i ostro.
        Jeśli zaś chodzi o to że sam chcialbys kogoś pobić. Na to nie mam
        żadnej odpowiedzi. przykro mi że są tacy ludzie. Mam nadzieję ze po
        przeczytaniu zmienisz zdanie i będzie nam się zyło lepiej.
    • Gość: ffd Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: 78.8.137.* 16.12.09, 13:13
      a ja tylko przypomnę, że lekarz wykonujący obowiązki jest
      funkcjonariuszem publicznym (kiedy jest w pracy). Pobij policjanta
      to zobaczysz 'żywe' konsekwencje. Pobij lekarza, a sprawa rozejdzie
      się po kościach? Nie sądzę. Jak się lekarz uprze, że funkcjonariusz
      publiczny ma zapewnioną odpowiednimi przepisami nietykalność
      osobistą i np. publiczne znieważenie podpada pod paragraf to się
      opamięta jeden z drugim pacjentem. Sami chcieliście takiej służby
      zdrowia, to ją macie. Wy myślicie, że lekarz jest szczęśliwy, jak
      dostaje 170 pacjentów chorych na grypę, kiedy 'powinien' przyjąć
      około 100 lub 120? W gabinecie powinien przyjąć nawet sporo mniej
      (około 30-40 dziennie). I co? Dalej lepiej psioczyć, że to chamy i
      konowały, lepiej leczyć się za pomocą internetu. Problem w tym, że
      internet nie zrobi operacji i nie zrefunduje leków ani też nie
      zapewni leganie dostępu do leków na receptę...

      Innymi słowy - najlepszy bat to wypisywanie ze spisu pacjentów. Jak
      się człowiek nie będzie miał gdzie leczyć, to od razu kultura
      wzrośnie. Nie jest to podejście krajów cywilizowanych, gdzie ta
      kultura wynika z wychowania, ale chyba jedyne u nas skuteczne.
    • daisoz Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka 16.12.09, 13:48
      To jest po prostu obrzydliwe, kochani pacjenci nikt nie musi was
      leczyc sie wami zajmowac, mozecie sobie dogorywac pod płotem, jesli
      ktos chce was leczyc , poswiecic swoje checi i wiedze a wy go
      bijecie, obrzucacie błotem, to jak wyobrazacie sobie ze zechce wam
      pomoc, to naprawde paranoja, jesli oczekuje od kogos pomocy to
      odnosze sie do niego z szacunkiem i rozwaga jesli nie to
      dowidzenia, albo sie ufa komus albo nie inaczej lekarz nie jest w
      stanie nam pomoc, takie proste a dla wielu jakze trudne, naprawde
      dziwie sie ze jeszcze was chce ktos leczyc, lekarze nie dajce sie...
      • Gość: fooo Re: Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.09, 14:15
        nikt nie musi mi niczego poswiecac, ma pensje z moich podatkow - nie podoba sie
        to won i niech sie przyklada do pracy, zadnych poswiecen nie wymagam ani od
        mechanika ani od kafelkarza, tak samo od lekarzy.

        pozdrow mamusie i tatusia - siedza pewnie jako wybitni specjalisci w swoich
        gabinetach?

        a o ufaniu lekarzom, ktorzy przypisuja mi trzeci antybiotyk i na czwartej
        wizycie stwierdzaja ze moze jednak badanie moczu zrobic trzeba, albo innemu
        zabraniajacemu porodow rodzinnych to nie bede pisal. zbyt mnie to zenuje.
                        • Gość: gosc Re: Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: 158.75.38.* 18.12.09, 08:00
                          lekarz nie dostaje twoich pieniędzy, dostaje je budżet państwa. Lekarz otrzymuje
                          swoje pieniądze za pracę. Idąc tym tokiem rozumowania jeśli zapłaciłem podatek
                          to wspomogłem : Lekarza, policjanta, strazaka, nauczyciela, wyzsze uczelnie,
                          urzedników, drogowców remontujących za moje, rolników dofinansowanych przez KRUS
                          , prywatnych przedsiębiorców biorących środki z UE do której przeciez wpłacamy
                          składkę itd...słownie WSZYSCY POWINNI MI SIE KłANIAć. a TAK NA MARGINESIE -
                          Jeśli w ogóle płacisz podatki to pewnie odliczasz większość składki zdrowotnej
                          od podatku więc płacisz na nfz 20-30 zł miesięcznie a oczekujesz cudów.
                          • Gość: normalny Re: Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.12.09, 13:52
                            ktos pisze o klanianiu sie w pas? wszyscy pisza o normalnym wykonywaniu pracy.
                            __normalnym__, rozumiesz znaczenie slowa 'normalnosc'?

                            odpowiedz na drugie pytanie: skad sie biora pieniadze w budzecie? z kosmosu? czy
                            tez z mojej i Twojej kieszeni?

                            trzecie pytanie: skladki place co miesiac ponad 600 zlotych, niczego nie
                            odliczam, i nie oczekuje cudow, oczekuje normalnosci ktora widze w
                            cywilizowanych krajach.
                            • Gość: ... Re: Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: *.torun.mm.pl 18.12.09, 15:19
                              Witam
                              Rozumiem słowo normalność. Jednak nie rozumiem czego ty oczekujesz.
                              Że lekarz będzie zawsze uśmiechnięty, że leki będą za darmo...
                              Normalne jest to że jak ktokolwiek pracuje po kilkadziesiąt godzin
                              to jest zmęczony, stąd czasmi dochodzi do nieporozumień.
                              Problem polega również na tym , że ludzie nie rozumieją specyfiki
                              pracy lekarzy/ szpitala. Wydaje im sie ze jak juz sie zdecyduja isc
                              do szpitala to zaraz ktoś im pomoże, ale tak pomyślało właśnie
                              kilkadziesiąt osób. Najpierw trwa operacja, potem obchód, potem
                              trzeba coś zjeść bo każdy musi jeść i nagle okazuje się że czekamy
                              kilka godzin i zaczynamy się denerwowac. A lekarz to nie Coperfield,
                              nie ma zdolności do powielania swojej osoby. Tak wygląda ta praca ,
                              normalna praca. To czego oczekujesz może jest normalne w prywatnej
                              klinice w szwajcarii, ale w każdym innym kraju na zachód od odry
                              jest podobnie, gdyz żaden system ochrony zdrowia nie jest w stanie
                              udźwignąć wszystkich potrzeb obywateli. Kolejki do zabiegów są w
                              całej UE, a w Stanach dopiero od kilku tygodni większość
                              społeczenstwa jest ubezpieczona. Nikogo nie stac na normalność o
                              której piszesz. Wg danych OECD ponad połowa mieszkańców starych
                              członków UE jest niezadowola lub bardzo niezadowolona z systemu
                              ochrony zdrowia w ich kraju. Skoro wszędzie jest tak samo to taki
                              stan właśnie należy uznać za normalność.

                              Oczywiście że pieniądze w budżecie nie biorą się z kosmosu, pamiętać
                              jednak należy że na system ochrony zdrowia wydajemy z budżetu
                              (licząc w % PKB) znacznie mniej od innych członków UE. U nas jest za
                              to większy odsetek wydatków na cele socjolne, wcześniejsze emerytury
                              itd...Jeśli zgadzamy się na taki system socjalny to pamiętajmy że
                              robimy to kosztem czegoś. Sama dziura w ubezpieczeniach społecznych
                              jest większa niż cały budżet nfz. Jako podatnikowi raczej żal mi
                              tych pieniędzy.

                              Jeśli chodzi o składki to te 600 zł to składki społeczne ( fus,
                              emerytalna..)te składki nie mają nic wspólnego z nfz. I mówiąc o
                              odliczeniach, to odliczane są od dochodu. Natomiast składka
                              zdrowotna ok 200 zł prawie w całości odliczana jest bezpośrednio od
                              podatku ( jest taka rubryka w picie).

                              I jeszcze mały przykład jak to duż płacimy:

                              Rodzina 2 + 2. Pracuje mąż na własnej działalności , żona
                              bezrobotna, dwójka dzieci w szkole. Mąż płaci 215 zł na nfz z czego
                              od podatku odlicza ok 180 zł, płaci realnie 30-40 zł. Pod jego
                              składke podpięta jest cała rodzina, więc na czlonka rodziny płaci
                              realnie ok 10 zł miesięcznie. Ale jak mu się rozchoruje dziecko
                              krzyczy na wszystkioch że on przeciez płaci. A jest jeszcze cała
                              rzesza ludzi za których płaci urząd pracy, ci w dużej liczbie pijani
                              noc w noc trafiają do izby przyjęć szpitala z urazami, zatruciami
                              itd... i oni też wspaniale krzyczą.

                              reasumując uważam że nasza ochrona zdrowia jest bardzo dobra jak na
                              pieniądze które w nią wkładamy, i oczekiwanie czegoś więcej bez
                              kolejnych wyrzeczeń z naszej strony jest nieuzasadnione.
                              • Gość: ............ Re: Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: 193.26.131.* 18.12.09, 21:49
                                Fakt, brak odwalania popeliny to tylko w prywatnej klinice w Szwajcarii - mialem
                                okazje raz, niezbyt milo wspominam bo wyjazd na narty skrocil sie o pare dni.

                                Prosze bardzo, niech sobie lekarz je, spi, spiewa a nawet gra w karty - nie
                                kosztem pacjentow i udawaniem ze cos robi. Moze to robic non stop poza czasem
                                pracy (kodeks pracy gwarantuje odpowiednie przerwy kazdemu). To raz, dwa: nikt
                                nie musi pracowac w konkretnym miejscu, nie ma motywacji, uwaza ze zarabia za
                                malo to niech zmieni prace - uniknie frustracji zarowno swojej i pacjentow
                                czujacych, ze ktos im robi wielka łaske spozniajac sie dwie godziny i po raz
                                trzeci wypisujac bezsensownie kolejny antybiotyk. U siebie nikogo nie trzymam,
                                jesli ze ktos uwaza ze moze miec inna, lepsza prace to droga wolna, jesli jednak
                                nie to wymagam uczciwej pracy. To chyba jasne?

                                I trzecia sprawa, jesli chodzi o ponad 600 zlotych skladki to widnieje ona w
                                polu tabeli 'Zdrowotne', pola 'Chorobowe', 'Wypadkowe', 'Emerytalne' i 'Rentowe'
                                to inna sprawa i inne sumy, wiec jesli brak Ci argumentow do merytorycznej
                                dyskusji to prosze nie konfabuluj co zawiera moje RMUA.
      • Gość: J23 Re: Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: 57.66.197.* 16.12.09, 14:26
        daisoz napisała:

        > To jest po prostu obrzydliwe, kochani pacjenci nikt nie musi was
        > leczyc sie wami zajmowac, mozecie sobie dogorywac pod płotem, jesli
        > ktos chce was leczyc , poswiecic swoje checi i wiedze a wy go
        > bijecie, obrzucacie błotem, to jak wyobrazacie sobie ze zechce wam
        > pomoc, to naprawde paranoja, jesli oczekuje od kogos pomocy to
        > odnosze sie do niego z szacunkiem i rozwaga jesli nie to
        > dowidzenia, albo sie ufa komus albo nie inaczej lekarz nie jest w
        > stanie nam pomoc, takie proste a dla wielu jakze trudne, naprawde
        > dziwie sie ze jeszcze was chce ktos leczyc, lekarze nie dajce sie...


        Dobre, dobre... czyli moze ja, pracujac w uslugach komputerowych, tez jak ktos
        do mnie zadzwoni, bo mu komputer padl, mam powiedziec, zeby grzecznie siedzial
        na tylku przez najblizsza godzine, ja sobie kawke wypije i ciasteczko zjem, albo
        przyjade do pracy na 12, a nie 10, jak powinienem, bo przeciez komputer moze mu
        lezec i byc popsuty, bo ja łaskawie będę się moja wiedzą i doświadczeniem
        dzielił, naprawiając go?

        Normalnie przywaliłeś jak łysy grzywką o kant kuli.

        Pensje tych lekarzy idą z naszych pieniędzy. Nie podoba sie - otworzyć własny
        gabinet i WYPAD, martwić się o klientów i robić promocje, bo nikt przychodzić
        nie chce.

        Płacę - wymagam. A za publiczną służbę zdrowia (ktoś zwrócił uwagę na słowo
        "SŁUŻBA" - tak mi się zdaje, że semantycznie słowo sugeruje chęć pomocy i
        delikatnie uległą postawę, bo w końcu za tą służbę się płaci) płacę z podatków.
        Bo pracuję. I mam prawo oczekiwać, że lekarz będzie kompetentny, pomocny i
        będzie mnie traktował jak człowieka, a nie zło konieczne, bo przecież
        alternatywą jest kawa z kolegami.

        Drodzy lekarze - pamiętajcie, że jesteście po to, by służyć i pieniążki za to
        dostajecie od nas - pacjentów. Jak się nie podoba - wypad do prywatnych gabinetów.
        • Gość: kaslaw Re: Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: *.dip0.t-ipconnect.de 16.12.09, 15:06
          Przychodze do przychodni o 8.oo rano by oddac ksiazeczke na lekarstwa dla mego
          tescia ktorego chce przezimowoc u siebie. Jest cukrzykiem, nadcisnieniowcem
          potrzebuje na 6 m-cy troche lekow i to drogich. Jak sie pozniej okazalo
          zapisywane byly zawsze te absolutnie najdrozsze. Pani doktor spoznia sie 1,5 h
          na mja prozbe odburkuje , ze nie mam trminu wiec wynocha. Probuje wytlumaczyc
          przyczyne (dziadek sam nie zadbal o sprawy ja mam tylko dwa dni) jak sie
          doktorka polapala o co biega wypalila bez zenady: "A wie pan ile musze pracowac
          na takie wakacje jak lekarze we francji?!!
          JAk moj przedmowca dodam , ze lekarz to takie same zemioslo jak kaletnictwo choc
          przyznam bardziej kompleksowe.

          Siedza na spolecznym vikcie, kozystaja z gabinetow, urzadzen i narzedzi
          spolecznych. Nie ponoszac zadnych kosztow i zachowuja sie ja udzielni wladcy.
          NIech wynajma sobie kanciape kupia jakis tomograf i czekaja na "petentow".
          Zobaczymy jakwtedy beda wygladali. Ta slozba zdrowia to najwieksza szara strefa
          gospodarcza tego kraju ktora generuje hotrendalne szkody materialne i moralne.
          Przez dwadziescia lat sie nic nie zmienilo.
        • gypsi Re: Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka 16.12.09, 17:43
          Sluzba to we dworze byla;) a sluzba zdrowia to termin wprost z komunistycznej
          propagandy, kiedy lekarzom i pielegniarkom placilo sie nedzne grosze (NB wcale
          nie jest o wiele lepiej pomimo tych niby niebotycznych podwyzek, bo KAZDA wladza
          w tym kraju wychodzi z zalozenia, ze jak za malo kasy w systemie, to sie
          limituje swiadczenia, a lekarz sobie w ten sposob dorobi prywatnie i wrzeszczal
          nie bedzie).

          "place-wymagam" - niby tak, tylko placisz komu innemu (NFZ), a wymagasz od kogo
          innego (lekarz). A posrednik nie placi za prace tak, jak sie powinno ja oplacac.
          Przyklad? Prosze bardzo. W UK przecietna ROCZNA pensja Java Developera to 30
          000-32 000 funtow. Senior Developera - ok. 35 000.
          Lekarz rodzinny zatrudniony w przychodni 55 000-80 000. Lekarz na kontrakcie z
          NHS srednio rocznie ponad 100 000. Golej pensji, bez dodatkow. Jak jest w
          Polsce? Zerknij sobie w wyniki badania wynagrodzen - dla lekarzy jest 1700
          miesiecznie najnizej, srednio 2200, spora czesc ma wiecej niz 3000. Pytanie czy
          to pensja podstawowa czy z nadgodzinami, dyzurami, itp. Nawet jesli podstawowa -
          ZENADA.
          Dopoki sie to nie zmieni - mozna o poprawie. Zycze wszystkim, zeby lekarze sie w
          koncu odwazyli, solidarnie masowo zwolnili z pracy i poszli do prywatnych
          gabinetow. Reszta niech sobie idzie wtedy do NFZ i kochanych rzadzacych domagac
          sie sluzby:)))
        • Gość: gosc Re: Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka IP: *.torun.mm.pl 16.12.09, 19:05
          Ile bym dal żebyś nie płacił podatków i nie miał prawa wypisywać
          tych głupot.
          Tylko z jednym zdaniem mogę się zgodzić - "mam prawo oczekiwać'. Tak
          masz prawo, więc spokojnie oczekuj i nie duskutuj bez sensu.
          Wszyscy płacą i wymagają: autostrad, stadionów, darmowej edukacji,
          nowych szkół, przedszkoli, tańszej benzyny, wyższej emertury
          itd....tylko że to w naszej świadomości należy do ministrów kytórych
          nie widzimy, a lekarza widzimy wiec mozemy go opier....za
          całokształt.
          Ps; nie wyjeżdżaj tu z semantyką słowa służba, bo stwierdzenie
          służba zdrowia zostało ukute przez ideologów stalinowskich aby
          zniszczyć wykształconą elitę polskiego społeczeństwa, niesety
          sędziów i zołnierzy mieli swoich więc naszych wymordowali.
          Powoływanie się na nich to raczej przejaw ignoracji i nieznajomości
          historii.
      • squonk Re: Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka 16.12.09, 14:42
        Leczenie jest usługą świadczoną przez służbę zdrowia. Taką samą
        usługą jak ta, którą wykonuje np. pani bibliotekarka w bibliotece
        publicznej. Tylko człowiek wykonujący tę usługę ma inne
        kwalifikacje.
        Bóg mi świadkiem - nie mam pojęcia dlaczego przedstawiciele innych
        zawodów mogą wykonywać swoją pracę solidnie i z przekonaniem a
        lekarze - nie.
    • g.r.a.f.z.e.r.o Pacjent do lekarza: żebyś zdechł na raka 16.12.09, 14:20
      Nawet w amerykańskich filmach na ER są przypadki przemocy, tłok, kolejki i
      niezadowoleni pacjenci.
      Taki już urok tej działalności.
      Akurat do tych lekarzy nie mam zbytnich zastrzeżeń - to ciężka praca jest i
      nie da sie kombinować, na ostrym dyżurze TRZEBA być, nie wystarczy być na
      papierze.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka