...a i ja pozwole sobie na mala retrospekcyje

Sierpniowy wieczor A.D. chyba 1996. Na skladzie troche nowej muzy, kumpel
wlasnie sciagnal z Reichu i podrzucil pare singli i EPek. Biore pierwszy z
gory i wkladam w odtwarzacz. Slysze winylowe trzaski, a zaraz pozniej jakis
koles dystyngowanym glosem o intonacji godnej spikera BBC zapodaje: "Ninja
Tune... the greatest recording organization in the world... presents
stereophonic disc..." "Ze k... jak?!" - pomyslalem - "ze the greatest?, to
czemu ja o tejze znamienitej organizacji dotad nie slyszalem?". Dzis wiem, ze
ow kolega nie sklamal. I mam na to niepodwazalne dowody, dowody rowniutko
poukladane, sasiadujace z tripami Miles'a, Parliamentowym groove'm, poglosami
Perry'ego i oldschoolowym Grandmaster Flashem.
Ninja rzadzi. Ninja to rewolucja. A raczej kontynuacja rewolucji wszczetej
niegdys przez jazz, a podejmowanej przez be-bop, funk, dub, hip-hop,
elektronike i cala ta wolna muza tworzona "off-the-mainstream". A ze
prawdziwej rewolucji, jak wyrapowal niegdys Gil Scott-Heron, nie pokaza w TV -
pozostaje tylko cotygodniowy Solid Steel
Podsumowujac - z okazji Zentrospekcji - winszuje, szacunek i kolejnych tak
owocnych dziesiecioleci. Matt, Jon, PC, Ollie, Scruffy, Amon, Koala, i reszta
zalogi - keep on keepin on & Let Us Listen!