ihopeyouwilllikeme
13.05.04, 12:22
To pierwsza płyta 2004 roku, na którą naprawdę czekałem. Wprawdzie Feels Like
Home wyszło wcześniej, ale fanem pani Jones jestem od niedawna... Panna
Alanis natomiast jest juz częścią mojego życia, i tak pewnie zostanie, nawet
jeśli czasem zdarzy jej się nagrać słabszą płytę, jaką niestety jest So
Called Chaos.
Pierwszy utwór - Eight Easy Steps. Miał być pierwszym singlem, nie jest, może
szkoda, bo takiej ściany gitar jaką tu mamy w refrenie, to dawno u artystki
nie słyszałem. Zresztą refren w ogóle jest świetny, gorzej że chyba zabrakło
pomysłu na resztę utworu... bezbarwne zwrotki, bridge też jakiś rozmemłany.
Piosenka trwa zaledwie 2 minuty 52 sekundy, a i tak wydaje się być wydłużona
na siłę, a to już bardzo zły znak. Trudno, myślę, mogło być gorzej, w sumie
refren jednak się broni. Idzie kolejna, Out Is Through, tu już spokojniej,
jakby balladowo ale jednocześnie żywo, coś w stylu Hand In My Pocket. Bardzo
ładna piosenka, może nie zachwyca, ale i nie rozczarowuje. Można pośpiewać...
Ale mimo wszystko to nie to co było. Kolejny utwór, Excuses... hmmm, co by
nie mówić, jest to świetna piosenka, tylko problem jest taki, że znałem ją
już wcześniej z koncertów, i wersja albumowa mnie nie przekonuje. Aranżacja
jest nieco przerysowana ( po co te klawiszowe rozjazdy w refrenie ? ),
perkusja dużo mniej ciekawa ( jakże wspaniale ten utwór zaczynał się na
koncertach ! a na płycie mamy stare dobre loopy... ), w ogóle produkcja
znacznie wygładziła brzmienie utworu, który w surowej, koncertowej oprawie
sprawdza się po prostu lepiej. Szkoda, naprawdę... Doth I Protest To Much,
przeciętny słuchacz powie - znowu to samo, kolejny identyczny, balladowo -
rockowy fragment, co za nuuuuuuuudy... Fan zapewne będzie innego zdania, dla
niego będzie to bardzo ładna piosenka, z pięknie poprowadzoną melodią, może z
tego być przebój. Knees Of My Bees - gdy usłyszałem to w wersji koncertowej,
stałem się od razu gorącym przeciwnikiem tego utworu, brzmiał źle. Ale, o
dziwo, na albumie wypada wręcz świetnie. Ciekawe, orientalne zagrywki,
świetny, przebojowy refren, interesujące zwrotki, to naprawdę mocny punkt
płyty. Szkoda tylko, że pierwszy, a jesteśmy juz w połowie... I tu mamy utwór
tytułowy. Powalający. Ciężki, tłusty, podminowany elektroniką, spełnia
podobną funkcję, jaką spełniał " Something Rotten " na ostatniej płycie
Placebo, tylko że oczywiście So Called Chaos nie jest aż taki... wciąż da się
z tego zrobić singla. Zrobiło się gorąco, zadaniem kolejnego na płycie Not
All Me jest zapewne ostudzenie napięcia. I tak się właśnie dzieje - w
zasadzie jesli napiszę, że to kolejny " typowy, alanisowy numer, balladowo -
rockowy ", napiszę o nim wszystko. Oczywiście, fan zauważy bardzo ładny
refren, chyba najlepiej wypadają tu nakładki wokalne, w których wokalistka
tak się lubuje. Nie mówię, że nieprzyjemnie się tego słucha, ale, ale, ale...
This Grudge to natomiast ballada normalna, z fortepianem i gitarą akustyczną,
cicha i spokojna, ładna, ale od razu ciśnie się porównanie z That Particular
Time z poprzedniej płyty, i nie jest to porównanie specjalnie korzystne dla
najnowszego dzieła. I znowu - fan posłucha z przyjemnością, przeciętny
słuchacz nie, bo śpi już od dobrych paru minut. Być może obudzą go
orkiestrowe wstawki w Spineless, który zaczynają bardzo fajne, tłumione riffy
gitarowe. W refrenie tego utworu Alanis znowu wykazała się pomysłowym
ułożeniem akordów, a symfoniczne brzmienia tym razem nie przeszkadzają... To
naprawdę dobra piosenka, myślę, że z biegiem czasu jeszcze zyska. Singiel,
Everything, kończy płytę mocnym akcentem To był jednak dobry wybór, jest to
zdecydowanie najlepsza piosenka na albumie, moim zdaniem w niczym nie
ustępująca dawnym, klasycznym już utworom. Wersja zamieszczona na płycie jest
dłuższa od znanej z singla, i robi jeszcze większe wrażenie. Dla mnie będzie
to jeden z przebojów roku. Pozostawia miłe wrażenie po nie do końca udanej
płycie...
Jestem wielkim fanem Alanis, czekałem na ten album z niecierpliwością. W
sumie nie wiem, czy czuję rozczarowanie. Płyta jest znakomicie wyprodukowana,
Alanis śpiewa przepięknie, nie zmienił się właściwie styl, może jest trochę
bardziej łagodnie. Jest sporo ładnych melodii, o tekstach nie ma co pisać, są
takie same jak były, tu nic się nie zmieniło, i bardzo dobrze. Wielbiciele
kanadyjskiej wokalistki i tak to kupią, i słusznie zrobią. Ci, którzy
wcześniej nie mieli z nia styczności, a spodobało im sie Everything, mogą się
niestety zawieść i znudzić.
Byc możę jednak się mylę, i nie tracę nadziei, że tak właśnie jest. Byc może
ta płyta jest po prostu mniej przystępna, bardziej osobista, potrzebuje
więcej czasu... Być może. Jak na razie opinii nie zmieniam - moja ulubiona
wokalistka nagrała najsłabszy album w rockowej karierze, i będzie to w
najbliższym czasie najczęściej słuchana przeze mnie płyta. Lani, trzymaj się !
" You see everything
You see every part
You see all my light
And you love my dark "