libl
19.11.05, 21:19
To zadziwiające, ale nie znalazłem na forum wątku Colemana, więc daję
znak. "Lonely Woman" to ja mógłbym bez końca: smutek w stanie czystym.
Cudowne są koncerty ze Sztokholmu ("At the Golden Circle"), a tam przepiękny
(ale egzaltacja - lecz cóż poradzę) "Morning Song". A co Wy z Ornette'a? A
tak nawiasem; czy zauważyliście, że w większości mowimy o dżezmenach po
imieniu? Ornette, Don, Miles, Ella, Louis... I wszystko jasne.