Nie wiem czy na tym forum padla juz ta nazwa, ale jezeli nie, to bardzo
goraco zachecam. Muzyczka niebanalna, zadziwiajaco przyjemna w odbiorze.
Laczy tradycje artrockowego grania spod znaku King Crimson (Tony Levin) z
nieco mocniejszym brzmieniem reprezentowanym przez Dream Theater (John
Petrucci, Mike Portnoy und fenomenalny Jordan Rudess). Taka muzyczna
kompilacja dwoch stylow (uczciwie trza przyznac, ze nie az tak bardzo od
siebie odleglych) przyniosla tutaj efekt dla mnie wprost piorunujacy. Moze
znajdzie sie jeszcze ktos komu ta muzyczka przyniesie sporo radosci.

)
Pozdrawiam