Jest!!! Jest!!! Kupiłem!!!
Piękna, boska, magiczna... tymi i innymi przymiotnikami można by określić
piąty solowy album wokalistki Clannad, a pierwszy wydany jako Moya Brennan
(poprzednie imię, Maire, artystka zmieniła na obecne, by przybliżyć jego
poprawną wymowę w gaelic). Już po wysłuchaniu obszernych fragmentów na
oficjalnej stronie Moyi wiedziałem, że będzie to jedna z moich ulubionych
płyt tego roku, a może i nie tylko tego...
Stylistyka nagrań solowych pani Brennan nie odbiega za daleko od tego, do
czego przyzwyczaił nas jej macierzysty zespół, jednak więcej jest tu śmiałych
brzmień elektronicznych, bardziej intymny i refleksyjny nastrój niż na
albumach rodzinnych. Na szczęście albumy Maire/Moya Brennan nie są kopią płyt
jej młodszej siostry, Enyi, ale raczej rozwinięciem tego, co proponuje Moya
na albumach Clannad (na płytach tej grupy na ogół komponuje Ciaran Brennan;
kompozycje wokalistki nie pojawiają się często).
Zapowiadane od dawna „Two Horizons” to niesamowity popis hipnotyzujących,
ślicznych melodii, zaśpiewanych przez jeden z najbardziej boskich głosów,
jakie w ogóle śpiewają. Od samego początku płytę chłonie się jednym tchem-
„Show Me” (pojawiające się jeszcze w charakterze przerywnika oraz czegoś, o
czym później) „Bright Star”, „River” mogłyby wyjść na singlach (chociaż
wiele na listach przebojów nie zwojują), a bardziej oniryczne „Change My
World”, „Bi Liom” wspaniale podkreśla panującą obecnie porę roku, zwłaszcza
gdy włączy się płytę i popatrzy przez okno. Dużo uroku mają też niekoniecznie
przebojowe kompozycje takie jak „Tara”, „Ancient Town”, „Is It Now” i pieśń
tytułowa. Nawet te bardziej, powiedzmy, dynamiczne fragmenty płyty („Sailing
Away”, „Mothers Of The Desert”

nie burzą nastroju błogości, spokoju,
melancholii... Muzyka wyciszająca, dobra na uspokojenie ludzi porywczych i
nastrajająca refleksyjnie. Ewentualnie usypiająca, zależy co kto lubi.
Elektronika, ale i harfa, skrzypce, gitary akustyczne, no i ten wspaniały
głos. Kto chociaż raz słyszał soundtrack do serialu tv „Robin Hood” z 1984 r.
(płyta Clannad „Legend”

, ten wie, o co chodzi.
No i niestety... nie wszystko może być idealne i cudowne. Na końcu albumu
umieszczony jest tzw. bonus track... ohydny remiks taneczny piosenki „Show
Me”. Kobieto, po co Ci to...
Uwagę zwraca także wkładka do płyty, pozbawiona wprawdzie (po raz pierwszy w
przypadku tej artystki), tekstów, za to ozdobiona zdjęciami pieknej Irlandki
o anielskim głosie.
Wszystkich zainteresowanych zapraszam do odwiedzenia strony
www.moyabrennan.com/TwoHorizons/ na której można posłuchać fragmentów
płyty i obejrzeć najnowszą galerię zdjęć artystki.