CONSORTIUM PROJECT III Terra Incognita (The Undiscovered Land)
Do wysłuchania płyty zachęcił mnie jeden z utworów, umieszczony na ostatniej
składance “Metal Hammera”. Sięgnąłem po cały album i stwierdzam, że jest to
jeden z przyjemniejszych krążków ostatniego roku, i chyba debiutów, ale nie
wiem, czy zespół można traktować jako debiut, bo w zeszłym roku ukazał się
album sygnowany nazwą Consortium Project II… trochę to skomplikowane, ale
może pominę te zawiłości i przejdę do rzeczy.
Holenderski (bodajże) zespół Consortium Project III gra dość tradycyjny prog
metal, mało oryginalny, ale bardzo fajny i zrobiony z rozmachem. Słychać tu
wpływy Dream Theater, Rush, a miejscami nawet Yes czy Queen (tych ostatnich
najmniej, chodzi mi o partie wokalne). Kompozycje są bardzo przestrzenne,
wielowątkowe, chociaż trwają średnio po 5-6 minut bez żadnych odchyłów. Jest
wiele typowych dla tej muzyki ‘monumentalnych’ solówek gitarowych,
przetykanych bardziej dynamicznymi fragmentami z serii „perkusista ma
padaczkę, klawiszowiec zagniata ciasto na klawiaturze, a gitarzysta piłuje
sobie paznokcie na strunach”. Szkoda, że przy całym przepychu dźwiękowym
album nie jest równy. Miejscami powala na ziemię kompozycjami typu „Lost
Empire”, gdzie dramatyzm zwrotek podkreślony jest przez szarpane dźwięki
gitar i klawiszy, a następnie złagodzony melodyjnym, przebojowym refrenem. Są
też momenty galopu perkusji, wzbogaconego popisami pozostałych muzyków
(„Reductio Ad Absurdum” czy „The Ark”

. Wystarczy jednak, że muzycy
zrezygnują na moment z całej tej wirtuozerii i nagle całość zaczyna brzmieć
jak Asia i to w obecnym wydaniu („Spirit Of Kindness” czy nieco
lepsze „Across The Seven Seas”

. Na szczęście tych słabszych momentów nie
jest na płycie aż tak dużo.
Oprócz łomoczącej galopady, na płycie jest też parę spokojniejszych momentów,
z których uwagę zwraca balladowy „White Sands”, bardzo ładna kompozycja
zaaranżowana wprawdzie zupełnie nierockowo (skrzypce, słodkie głosy, jakieś
przeszkadzajki, pianino i gitara akustyczna), ale jak najbardziej pasująca
do całości. Zresztą, uspokojenie zostaje zmiecione zaraz potem
dźwiękami „Great Exploration”, gdzie połamany motyw gitarowy przeplata się z
podniosłymi chóralnymi partiami wokalnymi. I tak dalej…
Album trudno docenić za oryginalność, bo w żadnym stopniu oryginalny nie
jest. Taką muzykę gra się na świecie od kilkunastu lat i Consortium Project
III jedynie powiela pomysły, które są dziełem innych. Ale robi to z dużym
wdziękiem i niebywałymi umiejętnościami. Naprawdę jestem pełen podziwu dla
kunsztu kompozytorskiego i wykonawczego muzyków CPIII, którzy starają się z
wyeksploatowanej formuły wydobyć to, co najbardziej atrakcyjne, i udaje im
się. Podoba mi się też dość uczciwe wykorzystanie instrumentów klawiszowych
(nie stanowią jedynie buczącego tła do solówek gitarowych, ale mają wyraźnie
zaznaczone miejsce i grają sporo własnych solówek).
Może nie objawienie, nie płyta wszech czasów, ale przyzwoity kawałek dobrej
muzyki; z czystym sumieniem polecam fanom gatunku.