Dodaj do ulubionych

Przewodnicy w Sudetach

IP: *.core.lanet.net.pl 06.05.06, 09:29
Od dawna nurtuje mnie ten temat.

Co kieruje ludźmi, że starają się o uprawnienia przewodnicka sudeckiego?
Praca zarokowa - to rzecz zrozumiała. Ale co jeszcze? Pytam dlatego, że:

- prowadzą stada nieprzygotowanych, kondycyjnie i zdrowotnie zróżnicowanych
ludzi,
- mają we łbie poczucie ogromnej odpowiedzialności za całą prowadzoną
chałastrę,
- doskonale wiedzą, że ta cała chałastra właściwie najczęściej jest tam, bo
po prostu jest,
- męczą się nad roślinkami i zwierzątkami albo nad erami geologicznymi i
zlodowaceniami czy innymi ciekawostkami, czego i tak nikt nie słucha,
- sami z tego chyba nie mają przyjemności, no bo jaką można w takiej sytuacji
mieć?

W niejeden "długi weekend" obserowowałem sytuację w regionie karkonoskim - w
skrócie" "Sodoma i Gomora"... Co ciekawsze, duża część przyjeżdża w celach
wyłącznie "rozrywkowych". Zdecydowana większość pokonywała śnieżny teren w
wygodnych "adidasach".
Część zwiedzających gubiła swojego przewodnika - a być może to przewodnik ich
zgubił? - i wpadała w tarapaty orientacyjne. Często widuję w Karkonoszach
takie wieloosobowe tramwaje i za każdym razem nasuwa mi się taki dylemat:
komu, po co i na co to?...

Nie piszę tutaj o prowadzeniu kilku osób, z którymi w ramach działalności
klubowej zorganizowaliśmy sobie wspólną wędrówkę.
Sam od kilkadziesięciu już lat wprowadzam ludzi w Karkonosze, i mimo różnych
trudności organizacyjnych, sprawia mi to satysfakcję...
Ale to są/byli moi Przyjaciele/ciółki ze środowiska turystów i krajoznaców -
ludzie autentycznie zainteresowani turystyką kwalifikowaną.

Pozdrawiam

Lech

Strona Klubu Sudeckiego z Poznania - www.kspoz.prv.pl/
Obserwuj wątek
    • Gość: zenon5 milosnik sudetow IP: *.ppp.tiscali.fr 07.05.06, 19:08
      warto poczytac-Jerzy Kolankowski
      nyka.home.pl/bibl_his/pl/08.htm
      • Gość: Lechu Re: milosnik sudetow IP: *.core.lanet.net.pl 09.05.06, 10:39
        > warto poczytac-Jerzy Kolankowski

        Tyle, że ten tekst nie ma żadnego związku z postawionymi przez mnie pytaniami o
        sens prowadzenia po Karkonoszach wieloosobowych "tramwajów" i o motywację do
        trudnienia się taką profesją. Chodzi tu o refleksje i wyjaśnienie szeregu
        wątpliwości związanych z zasygnalizowanymi przeze mnie negatywnymi zjawiskami,
        zaobserwowanymi na turystycznych szlakach. Pytań, jakie rodzą się podczas
        obserwacji tak licznych grup prowadzonych przez przewodników na górskich
        szlakach, jest wiele. Jaki jest sens takiej turystyki?

        Ja tylko mogę stwierdzić jedno: Koleżanki i koledzy związani na przykład z
        Klubem Sudeckim z Poznania swą wiedzą i doświadczeniem przewodnikom z papierami
        państwowymi nie tylko nie ustępują, ale nierzadko ich przewyższają. Uczestnicy
        naszych wycieczek i spotkań klubowych mogą dowiedzieć się o terenie Sudetów
        dużo więcej i pełniej niż ze sztampowej gadaniny miejscowych przewodników
        sudeckich. A prowadzenie "tramwajów" czyli dużych grup nieprzygotowanych pod
        względem ekwipunku, jak i zdrowotnie i kondycyjnie zróżnicowanych ludzi, nigdy
        nas nie pociągało i nadal nas nie interesuje. Naprawdę trudno nam w pełni
        zrozumieć motywację tych ludzi, którzy się czymś takim zajmują.
        • Gość: baff Re: milosnik sudetow IP: *.jgora.dialog.net.pl 09.05.06, 11:16
          Ale czy ten problem nie dotyczy wszystkich
          i wszędzie prowadzonych wycieczek. Jedni chodza
          z pasji i zamiłowania inni bo tak wypada bądż
          bo żona lub mąż lubi,reszta bo: a zobaczę, i tyle.
          A przewodnik to zawód jak inne . Zgłasza się
          wycieczka to ją prowadzi i kasuje. Wcale to nie
          świadczy o tym że ten przewodnik nie jest wielkim
          miłośnikiem gór. Na chleb trzeba też zarobić.
          Zaś poziom zaangażowania w przekazie wiedzy prowadzonej
          trzódki wynika z szybkiej oceny jej charakteru.
          Bardzo śmiałe a może nawet bezczelne jest Twoje
          twierdzenie o przewadze w umiejetnościach i doswiadczeniu
          Twoich przyjaciół z KS w Poznaniu. Jak to porównałes?
          A ja twierdzę że lepsi o Twoich kolegów są przewodnicy
          z RGV z Koła w Berlinie.
          Nie wiem moze ty chcesz aby wejśćie w góry było zwiazane
          z uzyskaniem jakiegoś dokumentu poświadczającego odpowiednia
          wiedzę i przygotowanie techniczne.
          • Gość: Lechu Re: milosnik sudetow IP: *.core.lanet.net.pl 09.05.06, 11:53
            > Bardzo śmiałe a może nawet bezczelne jest Twoje
            > twierdzenie o przewadze w umiejetnościach i doswiadczeniu
            > Twoich przyjaciół z KS w Poznaniu. Jak to porównałes?

            Bardzo prosto. Uczstniczyłem w niejednej wyciecze prowadzonej przez miejscowego
            przewodnika i mogłem się przekonać. Czasami też zadarzało się przypadkowo
            zatrzymać się obok takowego i przez chwilę posłuchać o czym mówią do
            uczestników prowadzonej przez siebie wycieczki. Tego co zdarzyło mi się czasmi
            posłuchać, wolę nie komentować.

            > Nie wiem moze ty chcesz aby wejśćie w góry było zwiazane
            > z uzyskaniem jakiegoś dokumentu poświadczającego odpowiednia
            > wiedzę i przygotowanie techniczne

            Absolutnie nie. Po to by wędrować po górach, pojedyńczo czy też w grupie, żadne
            formalne uprawnienia nie mogą być wymagane, bowiem wszelka tego rodzaju
            ingerencja urzędników państwowych w życie towarzyskie i sferę zainteresowań
            związanych z wypoczynkiem stanowi naruszenie istoty wolności i praw
            obywatelskich.

            Obecnie obowiązujące przepisy nakładające po polskiej stronie Karkonoszy (w
            Czechach takiej głupoty nie ma) na każdą grupę zoganizowaną - czy to będzie
            wycieczka przedszkolaków, czy grupa wędrowna specjalistycznego klubu górskiego -
            obowiązek wynajmowania przewodnika do eskortowania, są potwornie szkodliwe i
            nie służą rozwojowi turystyki kwalifikowanej, a przyczyniają się do rozwoju
            pseudoturystyki i upadku turystyki młodzieżowej.

            W Polsce tworzy się chore prawo, które rzekomo ma sprawy porządkować, ale je
            komplikuje. Zabija się w ten sposób swobodną turystykę, którą dało się uprawiać
            nawet za czasów głębokiej komuny. Dzisiaj Karol Wojtyła prowadzący grupy
            młodzieżowe w góry byłby przez takie prawo uznany za przestępcę! Wszak chodzili
            sami, bez przewodników...

            W tym miejscu proponuję lekturę artykułu "Turystyczne Kurioza", który można
            znaleźć na stronie Wielkopolskiej Komisji Turystyki Pieszej PTTK =>
            wktp.republika.pl/kurioza.htm
            • Gość: baff Re: milosnik sudetow IP: *.jgora.dialog.net.pl 09.05.06, 13:13
              Czesto skłaniasz sie do uogólnień lub przyjmujesz
              własne doswiadczenia za wykładnię stanu faktycznego.
              Kontynuując Twój styl odpowiadam: rzadko -bo wolę
              indywidualnie- byłem uczestnikiem wycieczki której
              wynajęty przewodnik był geniuszem kompetencji.
              (Nie wiem czy to Tobie cos mówi ale byłem świadkiem
              pracy przewodnika o nazwisku Steć)ale tez doskonale
              zdaję sobie sprawę że są -jak wszędzie - partacze.
              Ale czy to upoważnia zaraz do wydawania opinii o wszystkich?
              Zas wywalczony przez lobby przepis zoobowiązujący grupy
              do wynajmowania przewodników nie jest akurat ,Kube tu u nas
              taki głupi. Może jest to także chęć powściągnięcia
              niektórych zbyt krewkich turystów. W końcu jak te nasze
              góry cierpią z powodu zbyt wielkiej ilości zwiedzajacych
              widać już wszędzie. Syf na szlakach ,coraz częstsze smarowanie
              sprayem po skałach to już powszedność. A puścić ich jeszcze
              samopas to w niektórych przypadkach wręcz zawalenie gór.
              no i ostatnia nowość z Tatr,z bezsprzecznie ceniona przez Ciebie
              tradycja góralska,napad i rabunek turystki.
              Czyli rozwijamy sie.
              A tak nawiasem, jadę dzisiaj moim Kellysem na rozdroże izerskie i dalej
              na Gierczyn i przez Proszową,Antonówek,Chromiec na Kozią Szyje i
              Kopaniec,Wola kromnowska,zielonym na Wojcieszyce i asfaltem do
              domu. Bez przewodnika.Ewentualny deszcz wliczony jako atrakcja
              bo to deszcz majowy.
              • Gość: Lechu Re: milosnik sudetow IP: *.core.lanet.net.pl 09.05.06, 13:25
                > Syf na szlakach ,coraz częstsze smarowanie
                > sprayem po skałach to już powszedność. A puścić ich jeszcze
                > samopas to w niektórych przypadkach wręcz zawalenie gór.
                > no i ostatnia nowość z Tatr,z bezsprzecznie ceniona przez Ciebie
                > tradycja góralska,napad i rabunek turystki.
                > Czyli rozwijamy sie.

                Akurat obowiązujące przepisy doskonale sprzyjają negatywnym zjawiskom
                czyli "rozwijaniu się". Dla lobby przewodników turystycznych i usłużnych im
                ustawodawców nie są problemem wypady nieformalnych grup indywidulanych w góry -
                niedoświadczonych i pozbawionych opieki (a często podpitych małolatów,
                dewastujących wszystko co napotkają na swej drodze) - jak narozrabiają to nie
                problem. Dla tegoż lobby podstawowym problemem są wycieczki pod opieką
                nauczycieli - doświadczonych i zapalonych turystów - przodowników turystyki
                kwalifikowanej, instroktorów itp., jacy sie jeszcze uchowali bez uiszczania
                haraczu na rzecz tych panów. Stąd kuriozalny zakaz chodzenia LATEM (!!!) bez
                przewodnika po takich łatwych turystycznie górach jak Beskidy i Sudety.

                Każdy powinien mieć prawo do poprowadzenia grupy wycieczkowej. Takie prawo
                powiniem mieć przykładowo historyk sztuki albo geolog interesujący się z racji
                wykonywanego zawodu danym terenem, a nie tylko zawodowy przewodnik. Tym
                bardziej autor ciekawej publikacji krajoznawczej czy dajmy na to powieści
                historycznej nie powinien być pozbawiony prawa do oprowadzenia ciekawej
                wycieczki tematycznej po opisanych przez siebie miejscach.

                W Polsce wolność słowa nie jest ograniczona wyłącznie do prelekcji na sali
                wykładowej. Konieczność wynajmowania w terenie przewodnika, którego zadaniem
                jest wg ustawy o usługach turystycznych: "Art. 20.2. Do zadań przewodnika
                turystycznego należy oprowadzanie wycieczek oraz fachowe udzielanie ich
                uczestnikom informacji o kraju, odwiedzanych miejscowościach, obszarach i
                obiektach", jest już ewidentnym ograniczaniem mojej wolności słowa i praw
                wolności osób, które wybrały się ze mną w góry na wycieczkę klubową gdzie mam
                im coś ciekawego do pokazania.

                Niestety, ale wg naszego chorego prawa mnie ani nikomu innemu, kto nie ma
                pełnomocnictwa od władz (czytaj: pozwolenia od cenzora), nie wolno wykonywać
                określonych zadań. Mnie nie wolno prowadzić grupy turystów i udzielać
                informacji o kraju, odwiedzanych miejscowościach, obszarach i obiektach.
                Dlaczego? Ano dlatego, że wg kodeksu wykroczeń:
                "Art. 60(1) (67) § 4. (69) Kto: 1) wykonuje bez wymaganych uprawnień zadania
                przewodnika turystycznego (...) - podlega karze ograniczenia wolności albo
                grzywny."

                Jest to więc jawna cenzura, pomimo wprowadzonego już w 1997 r. konstytucyjnego
                jej zakazu? Ano niestety jest. Z tym trzeba walczyć.

                Pozdrawiam

                Lechu

                Strona Klubu Sudeckiego z Poznania - www.kspoz.prv.pl/
                • Gość: katya3 Re: milosnik sudetow IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.06, 14:20
                  pisząc o łatwych szlakach w sudetach sam sobie wystawiasz świadectwo ignorancji
                  i niewiedzy. osoba wyznająca teorię, że szlaki w karkonoszach są łatwe,
                  wprowadziła ostatnio na zielony szlak grupe młodzieży, nie dowiedziawszy się
                  uprzednio, że szlak ten jest po pierwsze jeszcze zamknięty, a po drugie - lezy
                  na nim masa sniegu. wyziębioną i przestraszoną młodziez sprowadzali do
                  jagniątkowa o 1 w nocy goprowcy. własnie dlatego, aby nie dopuścić do takich
                  zagrożeń, grupy - szczególnie młodzieży i dzieci - powinny mieć przewodnika,
                  który zna trasy i zagrożenia. a praca jak każda inna, próbujesz przekazać choć
                  cząstkę wiedzy o górach i swojej miłości i fascynacji nimi. jeśli wyjdzie -
                  super, jeśli nie - trudno, nie każdy musi kochać to, co ty.
                  • Gość: Lechu Re: milosnik sudetow IP: *.core.lanet.net.pl 18.05.06, 17:09
                    > pisząc o łatwych szlakach w sudetach sam sobie wystawiasz świadectwo
                    > ignorancji i niewiedzy. osoba wyznająca teorię, że szlaki w karkonoszach są
                    > łatwe,

                    Nikt tu nie twierdzi, że turystyka kwalifikowana jest rzeczą łatwą. Nie wmawiaj
                    mi czegoś, czego nie napisałem. Jeżeli szlak jest zamknięty i jest
                    niebezpiecznie, to się po prostu tam nie lezie. W takiej na przykład Puszczy
                    Noteckiej zdarzały się nawet wypadki śmiertelne utonięcia ludzi pod lodem,
                    kiedy grupa lazła przez słabo zamarznięte jezioro i lód się załamał. Też
                    ludziom zabrakło wyobraźni. Tylko nikt o tym w taki sposób nie trąbi, że "gdyby
                    mieli przewodnika, to by się to nie zdarzyło", bo nie ma tam zainteresowanych
                    przejmowaniem co bardziej intratnych zleceń na przewodnictwo.

                    I w takich przypadkach nie potrzeba ludziom żadnego "Anioła Stróża" w postaci
                    przewodnika, bo oni też nie są nieomylni, tylko zdrowego rozsądku. Jak
                    zabraknie wyobraźni, to żaden nawet najbardziej rygorystyczny przepis nie
                    pomoże.

                    > goprowcy. własnie dlatego, aby nie dopuścić do takich
                    > zagrożeń, grupy - szczególnie młodzieży i dzieci - powinny mieć przewodnika,

                    Jeżeli tak kategoryczne wnioski, że każda grupa powina mieć przewodnika
                    wyciągasz z tego nagłośnionego przez media wydarzenia, kiedy właściwie nikt nie
                    zginął, a obyło się tylko na strachu, to bądź konsekwentny. Idąc tokiem Twojego
                    rozumowania GOPR-owcy (niektórzy z nich są równocześnie przewodnikami) też
                    powinni poruszać się po Karkonoszach z przewodnikiem. Bo przecież było takich
                    dwóch, którym też zabrakło zdrowego rozsądku, kiedy zeszłorocznej zimy
                    zapuślili się w Kocioł Małego Stawu i ponieśli śmierć na skutek zasypania
                    lawiną w Żlebie Slalomowym. W dodatku narazili zdrowie i życie osób usiłujących
                    ich ratować, a nawet był do tej akcji ściągnięty helikopter. Kto jest bez winy,
                    niech więc pierwszy rzuci kamieniem...

                    A co do przepisów, to są one głupie i potwornie szkodliwe, bo przede wszystkim
                    przesadnie sztywne. Nie rozróżniają warunków panujących w sezonie letnim od
                    zimowych, nie uwzględniają różnic między górami łatwymi a terenami
                    wysokogórskimi. Ta sama zasada prowadzenia "za rączkę" przez przewodnika
                    obowiązuje w każdej porze roku zarówno na Pogórzu Kaczawskim przykładowo w
                    Wąwozie Myśliborskim jak i w Tatrach na szlaku Orlej Perci oraz dotyczy w
                    jednakowym stopniu grupy przedszkolaków jak i obozu wędrownego zorganizowanego
                    przez specjalistycznych klub górski.

                    Cały ten cyrk z klasami przewodnickimi, ściśle reglamentowanymi obszarami
                    uprawnień, gdzie tylko facet z papierami wydanymi przez jakiegoś lokalnego
                    państwowego urzędasa może rzekomo zagwarantować bezpieczeństwo zorganizowanej
                    grupie turystów (gromady indywidualnych turystów to oczywiście mogą się już
                    pozabijać), to swoiste kuriozum nie mające odpowiednika w żadnym cywilizowanym
                    kraju.

                    Znacznie więcej, niż w górach, jest wypadków na drogach, a jednak kierowców nie
                    ograniczają równie durne regionalizmy. Dlaczego ktoś, kto ma doświadczenie,
                    zdobył na przykład kwalifikacje instruktora krajoznawstwa albo przodownika
                    turystyki górskiej PTTK, nie ma formalnie prawa prowadzić grupy turystycznej
                    wyznakowanym szlakiem nie tylko przykładowo z Zachełmia na Chojnik (teren
                    Karkonoskiego Parku Narodowego!), ale nawet po jakimś zaśmieconym obszarze
                    położonym na Pogórzu Zachodniosudeckim niewiele powyżej 300 m n.p.m., bo się
                    źle urodził albo źle zamieszkał?
                    • katya3 Re: milosnik sudetow 19.05.06, 12:48
                      Lechu, a dlaczego po prostu nie zrobisz uprawnień przewodnika sudeckiego?
                      • Gość: Lechu Re: milosnik sudetow IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 19.05.06, 14:50
                        > Lechu, a dlaczego po prostu nie zrobisz uprawnień przewodnika sudeckiego?

                        Po pierwsze dlatego, że się "źle urodziłem" i "źle zamieszkałem", bo nie
                        zamieszkuję tam gdzie są robione kursy. Po drugie to nie moja wina, że w
                        Poznaniu nie rozwinęło się zorganizowane przewodnictwo sudeckie. Jest to wina
                        środowiska, tyle że w tym przypadku akurat nie środowiska poznańskiego.
                        Podejmowano już kilka inicjatyw utworzenia w Poznaniu ośrodka przewodnictwa
                        sudeckiego, jako że Oddział Międzyuczelniany PTTK z Poznania prowadził przez
                        szereg lat w Sudetach dwie studenckie bazy namiotowe. To naturalne, bowiem do
                        Sudetów jest z Poznania najbliżej, a te góry były w centrum zainteresowań
                        Wielkopolan od zawsze. W tym miejscu proponuję zapoznać się z niektórymi moimi
                        tekstami ze strony Klubu Sudeckiego z Poznania =>
                        www.ksp.lanet.wroc.net/wielkopolanie.htm
                        www.ksp.lanet.wroc.net/gurowski.htm
                        www.ksp.lanet.wroc.net/przew.htm
                        www.ksp.lanet.wroc.net/ostrow.htm
                        www.ksp.lanet.wroc.net/pomnik.htm
                        www.ksp.lanet.wroc.net/aniol.htm
                        www.ksp.lanet.wroc.net/tablica.htm
                        www.ksp.lanet.wroc.net/gazda.htm
                        www.ksp.lanet.wroc.net/kto.htm
                        www.ksp.lanet.wroc.net/cesi.htm
                        www.ksp.lanet.wroc.net/gorale.htm

                        Niestety te inicjatywy, jak również inicjatywy innych ośrodków akademickich
                        ciążących ku Sudetom, zostały storpedowane przez lokalne środowiska
                        przewodnickie z Dolnego Śląska. Proszę zauważyć, że kół sudeckich nie ma
                        nigdzie poza terenem województwa dolnośląskiego, gdzie we Wrocławiu mieści się
                        jedyne słuszne Studenckie Koło Przewodników Sudeckich.

                        Przypadek storpedowania innej jeszcze inicjatywy, a mianowicie
                        założenia "Sekcji Przewodników Sudeckich" w Poznaniu jest mi doskonale znany z
                        autopsji i o tyle ciekawy, że już w latach 60-tych w środowiskach przewodników
                        górskich i w Komisji Turystyki Górskiej ZG PTTK działy się przedziwne rzeczy.
                        KTG stoi na stanowisku, że niewskazane jest "nadawanie uprawnień przewodnickich
                        pojedynczym osobom, oderwanym od stałego kontaktu z terenem uprawnień
                        przewodnickich i ze środowiskiem przewodnickim". (Wierchy 1962, str. 218-221).

                        Zastanawia mnie jak to możliwe, że wbrew stanowisku KTG ZG PTTK m.in. w
                        Warszawie powstały aż dwa koła przewodników górskich, skoro owi przewodnicy
                        mieszkają w oderwaniu "od stałego kontaktu z terenem uprawnień przewodnickich"
                        (do gór maja prawie dwukrotnie dalej, niż Poznaniacy). Czyżby w naszym państwie
                        istniały regiony i miejsca uprzywilejowane, a obok nich regiony w szczególny
                        sposób dyskryminowane? Więcej => www.ksp.lanet.wroc.net/pismo.htm

                        W taki oto sposób nie zostałem przewodnikiem państwowym, a uznałem za w pełni
                        wystarczające uprawnienia przodownika turystyki górskiej PTTK. Zresztą swoim
                        czasie mnie i kilku kolegów Poznania i okolic, którzy chcieli uczestniczyć w
                        kursie przewodników sudeckich dokładnie przepytywano skąd są i kim są. A kiedy
                        odpowiadali, że z Poznania, to odmawiano im przyjęcia na kurs, bo wg ówczesnych
                        władz przewodnickich PTTK: "jak ktoś mieszka tak daleko to za rzadko bywa w
                        górach i nie zna gór i nie może być przewodnikiem sudeckim" (te słowa
                        powiedział m.in. do mnie śp. Jerzy Borucki w ZW PTTK w Wałbrzychu)...

                        W końcu - jako jeden z nielicznych - pokonałem opory i ukończyłem kurs
                        przewodników sudeckich, na który nie lada sztuką było się dostać. Problem w
                        tym, że na egzaminie (na około 40 zdających, zdało tylko 5-ciu) zauważyłem coś,
                        co mnie od nich odepchnęło i zniechęciło na długie lata - że powszechną
                        praktyką w tym środowisku jest ułatwianie dostępu do tej profesji osobom "z
                        układu" - kumplom, ważnym urzędnikom państwowym i rodzinom przewodników (zawód
                        dziedziczny?). Gdyby mi zależało na zarabianiu na chleb, to bym przystąpił do
                        egzaminu poprawkowego... do skutku. Ale brzydzę się czymś takim i nigdy nie
                        zaakceptuję podobnych układów.. Nie zależy mi na tym szczególnie dlatego, że ja
                        pokazuję góry nie dla pieniędzy, a działam w środowisku podobnych mi
                        pasjonatów. Tak też można realizować swoje pasje.

                        Znam wielu przewodników, przewodnicy (kilku bez aktualnych ważnych uprawnień)
                        są także wśród członków Klubu Sudeckiego z Poznania, któremu prezesuję. W
                        kontaktach prywatnych to są zupełnie normalni ludzie, też mają swoje zalety,
                        wady.... i poglądy na przewodnictwo turystyczne nie różniące się od moich
                        własnych. Uważam, że nie powinno się w żadnym razie stawiać znaku równości
                        między wyjściem w góry grupy przedszkolaków a obozem wędrownym członków
                        specjalistycznego klubu górskiego czy jakiegoś stowarzyszenia zajmującego się
                        programowo górską turystyką wędrówkową. Niestety nasze przepisy są nieżyciowe,
                        oderwane od rzeczywistości, nie uwzględniają praw człowieka i wolności
                        działania stowarzyszeń, są tworzone nie dla społeczeństwa, a dla urzędników i
                        wąskich klik powiązanych z nimi "interesem"

                        Przodownicy turystyki górskiej PTTK na przykład też są szkoleni i poddawani
                        egzaminom weryfikującym ich wiedzę i doświadczenie, podobnie jak przewodnicy
                        zawodowi. Oczywiście mniej się od nich wymaga teoretycznej wiedzy
                        krajoznawczej, ale za to kładzie nacisk na umiejętności praktyczne. W tym
                        miejscu mogę zapewnić, że koleżanki i koledzy związani z Klubem Sudeckim z
                        Poznania swą wiedzą i doświadczeniem przewodnikom z papierami państwowymi nie
                        tylko nie ustępują, ale nierzadko ich przewyższają. Uczestnicy naszych
                        wycieczek i spotkań klubowych mogą dowiedzieć się o terenie Sudetów dużo więcej
                        i pełniej niż z typowych wycieczek z udziałem miejscowego przewodnika
                        sudeckiego.

                        Strona Klubu Sudeckiego z Poznania - www.kspoz.prv.pl/
                    • katya3 Re: milosnik sudetow 19.05.06, 12:50
                      Nikt tu nie twierdzi, że turystyka kwalifikowana jest rzeczą łatwą. Nie wmawiaj
                      mi czegoś, czego nie napisałem. - to popatrz na to:

                      Stąd kuriozalny zakaz chodzenia LATEM (!!!) bez
                      przewodnika po takich łatwych turystycznie górach jak Beskidy i Sudety.
                      - to napisałeś lechu ty.


                      • Gość: Lechu Re: milosnik sudetow IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 19.05.06, 14:27
                        > Stąd kuriozalny zakaz chodzenia LATEM (!!!) bez
                        > przewodnika po takich łatwych turystycznie górach jak Beskidy i Sudety.

                        Widzisz to słowo w nawiasie dużymi literami, w dodatku z trzema wykrzyknikami?
                        To nie są góry lodowcowe jak np. Alpy czy inne tego typu góry w Europie. Latem
                        są to góry turystycznie łatwe. Na tą turystyczną łatwość składają się m.in.
                        takie czynniki, że są niewysokie, gęsto zaludnione, mają rozbudowaną sieć
                        szlaków turystyczmnych, a w takich na przykład Karkonoszach co kawałek
                        schronisko.

                        Pomożesz mi wyjaśnić, po co wymyślono tak durne przepisy, które nakazują dla
                        bezpieczeństwa chodzenie grup zorganizowanych w eskorcie przewodnika sudeckiego
                        (terenowy z uprawnieniami na Dolny Śląsk już nie wystarczy!!!) np. szlakiem
                        turystycznym prowadzącym dnem Wąwozu Myśliborskiego, położonego na Pogórzu
                        Kaczawskim koło Jawora?
                        • katya3 Re: milosnik sudetow 23.05.06, 10:38
                          może po prostu przewodnicy z Wąwozu Myśliborskiego wiedzą więcej od nas?
                          • a-r Re: milosnik sudetow 23.05.06, 16:54
                            katya3 napisała:

                            > może po prostu przewodnicy z Wąwozu Myśliborskiego wiedzą więcej od nas?

                            Nawet jeżeli założyć, że wiedzą więcej, to to dlaczego grupa zorganizowana z
                            jakiegoś klubu turystycznego ma obligatoryjnie wynająć przewodnika z
                            uprawnieniami państwowymi, i to właśnie pod pretekstem, że "dla bezpieczeństwem
                            turysty"? Przecież takie wymogi łamią wszelkie prawa konstytucyjne i zwyczajowe.

                            Mamy demokrację i zapewnioną konstytucyjnie wolność tworzenia i działania
                            stowarzyszeń. Organizacje turystyczne nie są żadnym wyjątkiem, który by dawał
                            przyzwolenie na wtrącanie się władz do tego, kto ma przewodzić dobrowolnie
                            stowarzyszonej grupie ludzi. To grupa ma niezbywalne prawo wybrać ze swego
                            grona doświadczonego turystę i decydować, kto będzie ich prowadził w górach.

                            Pozdrawiam

                            AR
              • a-r Re: milosnik sudetow 17.05.06, 13:55
                Gość portalu: baff napisał(a):

                > byłem uczestnikiem wycieczki której
                > wynajęty przewodnik był geniuszem kompetencji.
                > (Nie wiem czy to Tobie cos mówi ale byłem świadkiem
                > pracy przewodnika o nazwisku Steć)

                Nawiasem mówiąc Steciowi nikt nie rzucał kłód pod nogi, kiedy na początku lat
                50-tych wręczano mu upoważnienie do prowadzenia wycieczek po Karkonoszach. W
                tamtych latach ludzie nauczyli się sami i sami ponadawali sobie uprawnienia. A
                skoro nauczyli się sami, to potem doszli do wniosku, że inni muszą robić
                wieletnie kursy, bo to daje kasę. Co pewien czas czyta się w sieci ogłoszenia o
                kursach na przewodników górskich i można dojść do wniosku, że przewodnictwo
                górskie w Polsce jest postawione nie tyle na głowie co na kasie...

                Szanuję pracę przewodników ponieważ wiem jak chodzenie po górach jest
                satysfakcjonujące, ale proszę mi uwierzyć, iż to że przewodnik ma
                udokumentowane kwalifikacje, bo ukończył kurs i zdał egzaminy państwowe, nie
                znaczy to, że jest dobry. Tak samo jak magister informatyki wcale nie musi
                wiedzieć jak zmienić system (a znam takich).

                > Może jest to także chęć powściągnięcia
                > niektórych zbyt krewkich turystów.

                Ci krewcy turyści, to w ogromnej masie indywidualni, których ta chęć
                powściągnięcia akurat nie dotyczy. Oni mogą poruszać się bez eskorty
                przewodnika. Niestety wśród tych krewkich zadarzają się także GOPR-owcy.
                Przykładem jest choć tragiczna śmierć pod lawiną dwóch GOPR-owców, którzy w
                łońskim roku zjeżdżali na nartach jednym ze żlebów w Kotle Małego Stawu.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka