lew1961
20.04.07, 11:03
Witam panie Grzegorzu!
4 kwietnia przedstawiłem zagadnienie traktowania dokształcania pracowników w
JZO sp. z o.o.
W skrócie: Firma JZO domaga się zwrotu wielokrotności kosztów szkoleń, kar
umownych itp. wyłudzeń. Prawo pracy nie pozwala na stosowanie tego typu
zapisów. Dołączam parę sformułowań i uzasadnień.
Skonsultowałem z radcą prawnym nielegalne (i nieważne z mocy prawa) zapisy,
udzieliłem pełnomocnictw.
Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej oraz ministra pracy i polityki
socjalnej z dn. 12.10.1993r w sprawie zasad i warunków podnoszenia
kwalifikacji zawodowych i wykształcenia ogólnego dorosłych DZ.U.103 POZ. 472
Z 1993R z dn. 29/10/1993r; ZMIANA dz.u. 24 poz. 110 z 1996r, definiuje
maksymalne zobowiązanie do zwrotu kosztów szkoleń do wysokości poniesionej
przez zakład pracy, w kwocie pomniejszonej proporcjonalnie do przepracowanego
po zakończonym szkoleniu czasu.
Dobrym rozwiązaniem byłoby złożenie do prokuratury zawiadomienia o
popełnieniu przestępstwa polegającego na uporczywym łamaniu przez właścicieli
firmy praw pracowniczych. W moim przypadku ten punkt odpada, wyjeżdżam za
granicę, nie mogę więc uwzględnić stawiania się na przesłuchania.
Sądzę, że można ten przypadek wykorzystać w dość uniwersalnym artykule albo
całej serii typu "nowinki z czerwonej kotlinki" dotyczącej łamania praw
pracowniczych, powiązań korupcyjnych, konieczności zmian prawnych m.in. z
powodu niekaralności w polskim systemie prawnym przypadków bezczelnego
(dokonywanego z pełną świadomością popełniania przestępstwa i ze złą wolą)
sporządzania sprzecznych z prawem umów.
Problem złej woli pracodawców nie dotyczy jedynie pewnych nagłośnionych
medialnie sklepów wielkopowierzchniowych albo np. młodych pracownic, którym
nakazuje się podpisywanie zobowiązań, że nie zajdą w ciążę po przyjęciu się
do pracy.
W przypadkach z tej kategorii charakterystyczne jest Milczenie
poszkodowanych. Ludzie boją się o pracę. Ten oportunizm jest zrozumiały.
Mniej zrozumiały jest za to niedowład instytucji powołanych do obrony praw
pracowniczych, związków zawodowych, organizacji społeczno-politycznych,
polegający na niepodejmowaniu działań przeciwko patologiom.
W efekcie tego milczenia zarząd firmy pozwala sobie na nadużywanie władzy i
stosowanie metod zastraszania.
Dodatkowe umowy mogą zabezpieczać pracodawcę przed "wyłudzaniem" szkoleń i
szybką ucieczką z firmy. W firmie takiej jak JZO, narzuca się jednak "umowy"
z dodatkowymi, niekorzystnymi zapisami, które stają się wobec nieświadomych
swych praw pracowników, instrumentem zniewolenia (zatrzymania przy firmie)
mimo relatywnie niskiego wynagrodzenia.
Rozumiem to działanie psychologiczne. Nasze słabe prawo pozwala na tego
typu "straszenie".
Jednak zastosowanie tych nielegalnych zapisów w momencie opuszczania firmy
jest już przestępstwem.
Dopóki łobuz biega z procą, mogę to tolerować. Gdy strzeli mi w okno – musi
ponieść jakąś karę.
W postępowaniu zarządu JZO nie widać woli kreowania dobrych postaw,
akceptacji porządku prawnego ani działania dla dobra człowieka. Szkolenia,
które miałyby motywować do pracy, wspomagać rozwój, zamiast wnoszenia
pozytywnych wartości mogą być przyczyną frustracji i wyzwalają negatywne
emocje.
Fakt nadużywania umów wiążących jednostronnie pracownika z pracodawcą jest
też niekorzystny dla obrotu gospodarczego (ograniczenie swobody do zmiany
zatrudnienia).
W firmie takiej jak JZO, za fasadą rzekomej praworządności kryje się głęboka
niesprawiedliwość, krętactwa, brak elementarnej przyzwoitości i poszanowania
prawa.
Moje działanie po odejściu z firmy, oprócz niewątpliwej samoobrony przed
nadużyciami, ma na celu wspomóc eliminowanie podłości i bezprawia z tego
miasta. Uważam, że niewyrażenie swojego zdania publicznie byłoby wyrazem
obłudy i obojętności, wręcz ucieczką z pola bitwy.
Do zmiany mentalności pracodawców łamiących prawa pracownicze należy dążyć
wszelkimi sposobami, od piętnowania takich postaw po karanie.
Zła mentalność w pracy jest jednym z podstawowych powodów, dla których
wyjeżdżam z Jeleniej Góry.
Pozdrawiam
Tomasz Kawała
PS.
W zakładzie pracy złożyłem odpowiedź na zawyżone żądania. Właśnie otrzymałem
pismo OK/93/2007 z JZO w odpowiedzi na moją skargę.
Lektura jest porażająca:
Jest tam taka klamra stylistyczna:
„Podnoszenie kwalifikacji odbywało się dobrowolnie...z finansowanych szkoleń
ochoczo Pan korzystał...”
Cóż - tylko najgorsza menda nie dokształca się, nie wykonuje poleceń
pracodawcy i nie działa dla dobra firmy.
Zarzuca mi się też że nie kwestionowałem przedstawianych umów wcześniej.
Jest to nieprawda, dowodem jest pismo z 06.10.2006 w którym kwestionuję
zasadność obciążania mnie kosztem wyjazdu na szkolenie do zagranicznego
dostawcy automatów szlifierskich dla optyków. Mój zakres obowiązków
(tłumaczenie szkolenia techników, wydanie instrukcji obsługi, wprowadzanie
nowego produktu) wymagał takiego uczestnictwa. Warto nadmienić że firma chce
mnie obciążyć standardowymi kosztami noclegów i delegacji, samo zaś szkolenie
było darmowe.
Sytuacja gdy pracownica działu kadr informuje przed wyjazdem "mogę wydać
delegację pod warunkiem podpisania tego zobowiązania, takie mam polecenie"
nie daje żadnego wyboru.
Odmowa wyjazdu na szkolenie(nawet w wypadku takiego szantażu) oznaczałaby też
wyrządzenie szkody pracodawcy. Nie można protestować będąc zatrudnionym na
czas określony (a to jest od kilku lat standardem w JZO). Można co najwyżej
zostać w ciągu 2 tygodni zwolnionym bez podania przyczyn.
Podległość służbowa uniemożliwia więc jakikolwiek opór.
O konieczności podpisywania kolejnych zobowiązań przypomina się w JZO nawet
wewnętrzną pocztą email.
Nie kwestionuję zasadności zawierania niektórych umów zwrotu kosztów szkoleń.
Tych uzasadnionych i na uczciwych warunkach.
Postawiono mi też w odpowiedzi zarzut dotyczący użycia sformułowania "próba
wyłudzenia". Jest ono użyte przeze mnie celowo i świadomie, gdyż dotyczy
roszczeń przekraczających kwotę dopuszczalną na podstawie zapisów Prawa Pracy.
-----Tomasz K. 12.04.2007--------
www.gazeta-info.pl/