Gość: depresja
IP: *.dynamic.gprs.plus.pl
15.06.10, 19:21
Nie panuję nad sobą. Wyję od godziny, mój 4 latek wył przez dwie. Poszło o
wysmarkanie nosa. Od małego był z tym traumatyczny problem. Za nic w świecie
nie chce wysmarkać nosa. W innych życiowych kwestiach bywa podobnie. Zawsze ma
swoje zdanie i nigdy nie ustępuje. Dzisiaj smarkania nie mogłam odpuścić. Jak
nie smarka to zawsze kończy się to zapaleniem ucha, anginą itd. Chorował od
początku zimy z góra tygodniowymi przerwami. Znowu dostał kataru. Lekarz mówi
nam, że jak nie smarka to nie ma się co dziwić, że ciągle choruje i mówi, że
musimy o to dbać. Dzisiaj sytuacja wyglądała następująco: najpierw prosiłam,
potem zachęcałam, obiecywałam nagrody a on ryczał i trwało to pół godziny. w
końcu zarządziłam karę - kara to siedzenie na kanapie w drugim pokoju.
siedział i ryczał wydając przy tym tak głośne dżwięki, że myślałam, że stracę
słuch siedząc w drugim pokoju. Co kilka minut zaglądałam do niego spokojnie
pytając czy teraz się wysmarka. Oczywiście z uporem maniaka powtarzał
'przepraszam już nie będę' ale nosa wysmarkać nie chciał. Po godzinie ryku nos
był nie wysmarkany a moje nerwy puściły. uderzyłam go w tyłek. wyszłam
roztrzęsiona do drugiego pokoju a mąż przejął sprawę. najpierw grzecznie
prosił, ale nic z tego. potem żądał i nic - młody darł się dalej. Znowu
przyszłam z chusteczką i znowu dałam mu w tyłek. Rozryczałam się i zamknęłam
się w łazience na pół godziny słuchając jego ciągłego ryku. W międzyczasie mąż
do niego zaglądał. w końcu się wysmarkał i zasnął. A ja dalej wyłam i trzęsłam
się z nerwów. Wyładowałam się na łyżeczce, którą poskręcałam jak tasiemkę.
Takie sceny zdarzają się co 3-4 dni. Jestem załamana. próbowałam dzwonić do
telefonów zaufania, ale konsultanci byli zajęci. Z mężem nie umiem o tym
rozmawiać tylko się bardziej złoszczę. Wiem, że w dużej mierze problem mam ja
bo nie panuję nad swoimi emocjami ale na prawdę przez pierwsze pół godziny
jestem spokojna, a mimo to nie potrafię go przekonać do tak banalnej
czynności. Stosowałam już wiele technik wyczytanych w książkach: zabawa na
czas, za nagrodę, tablica uśmieszków, pytałam dlaczego nie? próbowałm fridą,
tłumaczyłam i rysowałam glutostworki - żadna nie działa. Co jeszcze mogę
zrobić? Mam iść do psychologa z sobą czy może z nim? Jestem zdesperowana
załamana i brak mi już sił :(