Dodaj do ulubionych

"nie kochasz mnie"

IP: *.icpnet.pl 25.09.12, 17:46
Witam. Mam z 4-letnią córką taki problem - na każdą moją złość na nią mówi "nie kochsz mnie", "nikt mnie nie kocha", "nikt mnie nie chce", "jestem sama" i różne takie straszliwie łamiące serce rzeczy. Jak ja mam z nią postępować, jak tłumaczyć, że tak nie jest? Biorę to bardzo do siebie, jest mi przykro, bo dałabym jej gwiazdkę z nieba gdybym mogła, staram się, jesteśmy w bardzo dobrej i zgodnej w moim przekonaniu relacji, a jednak tu jest zgrzyt. Zawsze mówię jej, że ją kocham, po prostu jestem w tej chwili na nią zła. Potem biorę na kolana i tłumaczę, że nawet jeśli ktoś jest zły na kogoś to nie znaczy, że nie kocha. Mówię jej, że ją kocham też poza tymi okolicznościami, ot tak. Nie skąpię miłości i okazywania uczuć. Często w takich chwilach, gdy padają z jej ust słowa o nie-kochaniu, biorę ją też na ręce i po prostu przytulam. Ale to się powtarza, jest mi z tym źle, nie wiem czy gdzieś popełniłam błąd, że ona myśli w ten sposób? A może to ja źle reguję?
Obserwuj wątek
    • Gość: hatsu33 Re: "nie kochasz mnie" IP: *.dynamic.chello.pl 25.09.12, 18:50
      Z tego co piszesz, to trochę Twoja wina moim zdaniem. Podejrzewam, że córka wcale nie rozumie wagi wypowiadanych słów, ale zauważyła, że jak powie coś takiego, to nieźle zadziała: odwraca uwagę od tego co zrobiła źle, Ty ją bierzesz na kolana, tłumaczysz, przytulasz - i sprawa załatwiona.
      Ja tam bym przestała aż tak reagować na słowa, czułość i miłość to jedno - córka z pewnością wie, że jest kochana, ale jak jest niegrzeczna i próbujesz skorygować jej zachowanie, to nie dawaj się tak łatwo zaszachować.
      Poza tym, dawanie "gwiazdki z nieba" nigdy dobrze się nie kończy.
    • joshima Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 19:54
      Takie mi się nasuwa pytanie. Jak Twoja córka okazuje złość i jak Ty na to reagujesz?
      • Gość: luiza Re: "nie kochasz mnie" IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 25.09.12, 20:31
        Wcześniej biła, ale nauczyłam ja że jak jest zła to ma robić tak, żeby nie wyrzadzac fizycznej krzywdy i wymyśliła sobie krzyk taki w przestrzeń. Otwarcie też mówi mi zawsze gdy jest ZLA na,mnie "jestem na ciebie ZLA/wściekła". Nie zaprzeczam, mówię ok i że jsl bedzie chciała się przytulić to jestem. Po chwili na ogół chce. Juz się pogubilam w tym wszystkim.
        • joshima Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 21:32
          W takim razie ja bym na Twoim miejscu nic nie zmieniała. Widocznie ma teraz taki etap i tyle.
    • Gość: makatka Re: "nie kochasz mnie" IP: *.dynamic.chello.pl 25.09.12, 21:02
      To ja sie troche podlacze pod to pytanie...
      A jak reagowac, jak tak mowi dorosly facet? Pytam calkowicie powaznie. Bo moj maz tez potrafi mi z takim tekstem wyskoczyc... Przeciez nie bede mu tego tlumaczyc jak dziecku...
      • aqua48 Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 21:27
        Manipulacja? I to udana skoro mamusia się przejmuje i łamią jej serca takie słowa? I zamiast kary dziecko dostaje pocieszenie i przytulenie?
        Ja zawsze tłumaczyłam, że jak każda matka kocham i będę kochać osobę, ale złoszczę się z powodu nieodpowiedniego zachowania tej osoby.
        A poza tym doceniać, doceniać i chwalić i mówić, że jest się dumnym z dziecka. Wtedy kiedy można, tzn jak dziecko nie jest w złym humorze. Potem na słowa "nikt mnie nie kocha" można spokojnie odpowiedzieć - ja/my Cię kochamy i doceniamy, chwalimy i zauważamy wszystkie twoje sukcesy, pamiętasz, na przykład dzisiaj... Ale zauważamy też jak się źle zachowujesz i wtedy jest nam przykro/jesteśmy źli.
        Myślę, że i na dorosłego powinno zadziałać..
        • joshima Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 21:33
          aqua48 napisała:

          > Manipulacja? I to udana skoro mamusia się przejmuje i łamią jej serca takie sło
          > wa? I zamiast kary dziecko dostaje pocieszenie i przytulenie?
          Ale autorka wątku nic nie pisze o żadnej karze (a tym bardziej o jej zaniechaniu) pisze o tym, że córka tak reaguje kiedy mama okazuje złość.
          • aqua48 Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 22:08
            joshima napisała:

            > Ale autorka wątku nic nie pisze o żadnej karze (a tym bardziej o jej zaniechani
            > u) pisze o tym, że córka tak reaguje kiedy mama okazuje złość.

            Wydaje mi się, że mama okazuje złość na córkę gdy ta czymś zawini. A córka wtedy szybko mówi nie kochasz mnie, jako remedium na niewygodną sytuację, wpędzając matkę w poczucie winy o i domagając się zamiast kary - zaprzeczania, przytulania i pocieszania. Nie jest tak?
            Z całą pewnością byłoby lepiej nie dawać się córce wyprowadzać z równowagi, wtedy obyłoby się bez złości i nie byłoby powodu do takich słów dziecka, a co za tym idzie wyrzutów sumienia u matki..
            • joshima Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 22:12
              aqua48 napisała:

              > Wydaje mi się, że mama okazuje złość na córkę gdy ta czymś zawini.
              Owszem, ale to nie jest tożsame z chęcią ukarania.

              > i domagając się zamiast kary...
              Ale skąd wiesz, że autorka wątku ma w ogóle zamiar ukarać córkę? Ja często wyrażam swoje niezadowolenie czy złość w stosunku do swojej córki i wcale nie zamierzam jej karać.
              • aqua48 Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 22:22
                joshima napisała:

                > Ja często wyrażam swoje niezadowolenie czy złość w stosunku do swojej córki i wcale nie zamierzam jej karać.

                To co, lubisz tak po prostu się wyżyć na dziecku? bo masz zły dzień?
                • joshima Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 22:27
                  aqua48 napisała:

                  > To co, lubisz tak po prostu się wyżyć na dziecku? bo masz zły dzień?
                  Ale Ty umiesz czytać?

                  Wyrażam swoje niezadowolenie czy złość z powodu jej złego zachowania, ale nie widzę powodu, żeby ją karać. Mieści Ci się to w głowie?
                  • aqua48 Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 22:31
                    joshima napisała:
                    >
                    > Wyrażam swoje niezadowolenie czy złość z powodu jej złego zachowania, ale nie w
                    > idzę powodu, żeby ją karać. Mieści Ci się to w głowie?

                    Nie, bo wobec tego uczysz ją, że Twoja złość, czy niezadowolenie jest karą. Ja wolałabym oddzielić złość na osobę od kary za przewinienie.

                    • drzewachmuryziemia Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 22:35
                      no tego to kompletnie nie rozumiem - tzn. nie masz prawa złoscic sie na dziecko? kazesz ją ale nie złoscisz sie? czy kare stosujesz tylko wtedy kiedys sie nie złoscisz? czy złoscisz sie ale udajesz ze nie i stosujesz kare? gubię się
                      • aqua48 Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 22:45
                        drzewachmuryziemia napisała:

                        > no tego to kompletnie nie rozumiem - tzn. nie masz prawa złoscic sie na dziecko
                        > ? kazesz ją ale nie złoscisz sie? czy kare stosujesz tylko wtedy kiedys sie nie
                        > złoscisz? czy złoscisz sie ale udajesz ze nie i stosujesz kare? gubię się

                        Wg mnie jeśli się stosuje złość ZAMIAST kary, lub JAKO karę, to dziecko może odebrać tę złość jako brak miłości, a nie konsekwencję jego zachowania. I owszem matka ma prawo być zła, ale w sytuacji kiedy dziecko w odpowiedzi na jej złość mówi, że ta go nie kocha, powinna się opanować i dawać dziecku wyraźne KARY za złe zachowanie, a nie traktować je ze złością, która do niczego nie prowadzi.

                        • joshima Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 22:58
                          aqua48 napisała:

                          > Wg mnie jeśli się stosuje złość ZAMIAST kary
                          Ale co to znaczy stosować złość? Złości się nie stosuje. Złość to jest emocja, którą się odczuwa i, jeśli ktoś potrafi wyraża.

                          Tak samo jak nie stosuję do niczego głodu, tylko go odczuwam i zaspokajam.

                          > matka ma prawo być zła, ale w sytuacji kiedy dziecko w odpowiedzi na jej złość
                          > mówi, że ta go nie kocha, powinna się opanować i dawać dziecku wyraźne KARY
                          Ale dlaczego uważasz, że matka nie ma prawa wyrazić swoich emocji a ponadto ma obowiązek ukarać dziecko?

                          > a nie traktować je ze złością, która do niczego nie prowadzi.
                          Ale ja nie traktuje dziecka ze złością. Ja złość odczuwam, przezywam i informuję o tym sprawcę, w tym wypadku dziecko. I tego samego uczę moje dzieci. Chcę, żeby mi powiedziały, jeśli moje zachowanie je złości.
                          • drzewachmuryziemia Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 23:55
                            wyraziłas wszystko co chcialam
                    • joshima Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 22:54
                      aqua48 napisała:

                      > Nie, bo wobec tego uczysz ją, że Twoja złość, czy niezadowolenie jest karą.
                      Bzdury. Moja złość czy niezadowolenie nie sa karą. Wyrażam złość i niezadowolenie, tak samo jak wyrażam zadowolenie, radość i inne emocje. Jest to element komunikacji między ludźmi.

                      Tak samo z dorosłymi. Jeśli jestem wkurzona na mojego męża to mu o tym mówię i nie ma to związku z żadną karą. Po prostu informuję go, że nie podoba mi się coś co zrobił.

                      Zadziwiające, że dorośli w odniesieniu do dzieci nie są w stanie wyjść poza system kar i nagród. Ja nie każę swojego dziecka i go nie nagradzam. Ja się z nim komunikuję. Rozumiesz?
                • drzewachmuryziemia Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 22:32
                  jezuu, moze po protu jest zła na dziecko - to dziwne?? to normalne i normalne jest tez powiedzenie dziecku o tym
                  • aqua48 Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 22:37
                    drzewachmuryziemia napisała:

                    > jezuu, moze po protu jest zła na dziecko - to dziwne?? to normalne i normalne
                    > jest tez powiedzenie dziecku o tym

                    Autorka wątku ma właśnie z TYM problem.
                    • drzewachmuryziemia Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 23:58
                      to nie powód by złosci wcale nie wyrazac lub by zamiast wyrazania złosci dawac kary - inna sprawa, ze nie wiemy, jak autorka wątku tę złosc wyraza
    • drzewachmuryziemia Re: "nie kochasz mnie" 25.09.12, 22:13
      znalazła niezły sposob na radzenie sobie z Twoją złoscią na nią:) złość Ci od razu przechodzi
    • Gość: luiza Re: "nie kochasz mnie" IP: *.icpnet.pl 26.09.12, 08:19
      Widzę, że sztuka nadinterpretacji nie umarła :) nie napisałam w moim poście, że natychmiast po tym jak córka powie "nie kochasz mnie", rozkładam ręce i pokazuję, że jest inaczej. Za to wyraźnie napisałam, że mówię "kocham, tylko jestem w tej chwili na ciebie zła" a jak emocje opadną, to dopiero jednym czy dwoma krótkimi zdaniami tłumaczę, że jak jest się na kogoś złym to nie przestaje się go kochać. Ale martwi mnie to, że to nie przynosi rezultatu i sytuacje się powtarzają. Nigdy nie odbierałam tego co robi moje dziecko jako próby manipulacji. Nigdy też nie stosowałam "zezłoszczenia się" na dziecko jako kary - skąd w ogóle taki wniosek i jak można na niego wpaść? Nie stosuję też wobec dziecka kar - mówię co mi nie leży i tyle. Na ogól jak się temat jakoś z dzieckiem przerabia to obywa się bez kar. Nie jest to uległość - po prostu zauważyłam, że w naszym życiu wyjątkowo rzadko miałabym ochotę zastosować jakąś absurdalną karę (typu - nieoglądanie bajki). Na ogół pokazanie mojemu dziecku kilka razy, że jakaś sytuacja budzi złość ludzi jest dostateczną lekcją, że takie zachowanie jest niekaceptowalne społecznie i dziecko bez kar potrafi zaniechać takiego zachowania - przecież nie jest małym idiotą. Mam wrażenie, że im mniej ja walczę tym mniej walczy dziecko, bo tej walki nie rozumie - nie nauczyłam tego w domu. Mam jedynie problem ze zbyt osobistym braniem do siebie tego co mówi czterolatka (bo jeśli ona rzeczywiście czuje się nie kochana?) - wg badań jest to podobno okres spadku poczucia bezpieczeństwa u dzieci, więc może to się stąd wzięło?
      • Gość: luiza a jeszcze co do kar IP: *.icpnet.pl 26.09.12, 08:21
        Czy wszyscy rodzice stosujący kary nie boją się efektu, w którym dziecko nie robi czegoś źle nie dlatego, że rozumie, że się tak nie robi, bo to może boleć/ranić czy tym podobne, ale dlatego żeby uniknąć kary?
        • joshima Re: a jeszcze co do kar 26.09.12, 09:01
          Gość portalu: luiza napisał(a):

          > Czy wszyscy rodzice stosujący kary nie boją się efektu, w którym dziecko nie ro
          > bi czegoś źle nie dlatego, że rozumie, że się tak nie robi, bo to może boleć/ra
          > nić czy tym podobne, ale dlatego żeby uniknąć kary?

          Niestety obawiam się, że oni n ie wierzą, że to możliwe.
          • aqua48 Re: a jeszcze co do kar 26.09.12, 09:19
            joshima napisała:

            > > Czy wszyscy rodzice stosujący kary nie boją się efektu, w którym dziecko
            > nie robi czegoś źle nie dlatego, że rozumie, że się tak nie robi, bo to może bo
            > leć/ranić czy tym podobne, ale dlatego żeby uniknąć kary?
            >
            To może działać też w drugą stronę - jest cała masa osób, które nie robią czegoś na co mają ochotę, i co wcale nie jest niczym złym, tylko dlatego żeby nie narazić się na ZŁOŚĆ i okazanie niezadowolenia przez najbliższe osoby, bo wtedy czują się niekochane i odrzucone...

            Dla mnie jest dziwne złoszczenie się na czteroletnie dziecko.
            • joshima Re: a jeszcze co do kar 26.09.12, 09:26
              aqua48 napisała:

              > Dla mnie jest dziwne złoszczenie się na czteroletnie dziecko.
              A dla mnie dziwne i szkodliwe jest tłumienie i nieokazywanie emocji, tylko dlatego, że to czterolatek.

              A co do reszty Twojej wypowiedzi. Tak jak trzeba nauczyć dziecko radzenia sobie z jego własnymi emocjami tak trzeba tez nauczyć dziecko radzenia sobie z innymi trudnymi sytuacjami. Np. z takimi, że ktoś powie mu coś przykrego. chronienie go przed tym prowadzi donikąd.
              • joshima Re: a jeszcze co do kar 26.09.12, 09:27
                I tak uważam, że lepiej dziecku, zgodnie z prawdą, powiedzieć o swoich emocjach, niż je karać jakimiś absurdalnymi karami, jak stanie w kącie czy szlaban na bajki.
              • aqua48 Re: a jeszcze co do kar 26.09.12, 09:54
                joshima napisała:

                > > Dla mnie jest dziwne złoszczenie się na czteroletnie dziecko.
                > A dla mnie dziwne i szkodliwe jest tłumienie i nieokazywanie emocji, tylko dlat
                > ego, że to czterolatek.

                Nie zrozumiałaś mnie, ja po prostu nie jestem w stanie złościć się na malutkie dziecko, a czterolatek dla mnie wciąż takim jest. Nie mam takich emocji, więc nie mam potrzeby ich tłumienia :)

                > trzeba tez nauczyć dziecko radzenia sobie z innym
                > i trudnymi sytuacjami. Np. z takimi, że ktoś powie mu coś przykrego. chronienie
                > go przed tym prowadzi donikąd.

                No właśnie o to mi chodziło, o uświadomienie dziecku, że czyjeś emocje nie przekreślają jego wartości. Ale wydaje mi się, że podstawą jest tu pewność uczuć rodziców, bez tego się nie da. A opisywana dziewczynka właśnie tych uczuć nie jest pewna.
                • Gość: luiza Re: a jeszcze co do kar IP: *.icpnet.pl 26.09.12, 10:21
                  To jak ja mam ją jeszcze bardziej zapewniać? Przytulam, mówię, że kocham, chwalę, zapewniam o wartości, lulam, bujam, nigdy nie poniżyłam, nie wyśmiałam, zawsze staram się pomóc dziecku jak mogę - jednym słowem robię wszystko to, co normalna matka robi ze swoim dzieckiem. Zapewniam że niczym nie różnię się od Ciebie. A jednak u nas jest jak jest... Wychowauję pewną siebie dziewczynkę, która bardzo odważnie mierzy się ze wszystkimi trudnościami - rdzeństwem, przedszkolem. Normalnie się rozwija. Więc skąd u mniej takie skrajne wychylenia w stronę tego niekochania?
                  • drzewachmuryziemia Re: a jeszcze co do kar 26.09.12, 18:04
                    no ale jak wyglada Twoje okazywanie złosci i jak często się na nią złoscisz? poza tym mysle, ze gdyby ona naprawde czuła sie niekochana, nie powiedziałaby Ci o tym tak łatwo, tylko starałyby sie w cichosci zasłuzyc na Twoją miłosc jak wiele bardzo grzecznych dzieci
                    • Gość: luiza Re: a jeszcze co do kar IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 26.09.12, 18:58
                      Po prostu jej to mówię. Nie krzycze nią. Dzieje sie tak roznie często, ale nie czesciej niż raz na dwa-trzy tygodnie.
                • joshima Re: a jeszcze co do kar 26.09.12, 10:24
                  aqua48 napisała:

                  > Nie zrozumiałaś mnie, ja po prostu nie jestem w stanie złościć się na malutkie
                  > dziecko, a czterolatek dla mnie wciąż takim jest.
                  Nie jesteś w stanie się złościć, ale jesteś w stanie karać i wyciągać konsekwencje? Ejże. Wcale Ci nie wierzę. Masz czterolatka w domu?


                  > No właśnie o to mi chodziło, o uświadomienie dziecku, że czyjeś emocje nie prze
                  > kreślają jego wartości. Ale wydaje mi się, że podstawą jest tu pewność uczuć r
                  > odziców, bez tego się nie da.
                  Owszem, ale wyrażanie złości przez rodzica wcale tego nie przekreśla.

                  > A opisywana dziewczynka właśnie tych uczuć nie jest pewna.
                  Taki wiek.
                  • Gość: luiza Re: a jeszcze co do kar IP: *.icpnet.pl 26.09.12, 10:42
                    Z drugiej strony raz piszesz, że moja córka nie jest pewna mojej miłości do niej, a raz, że to jej manipulacja - jedno drugie wyklucza. Między niepewnością i brakiem poczucia własnej wartości, a wyrachowaniem z której płynęłaby taka manipulacja jest ogromna przepaść. To w tym układzie jaka jest Twoja ostateczna diagnoza?
                    • Gość: luiza Re: a jeszcze co do kar IP: *.icpnet.pl 26.09.12, 10:43
                      To pytanie kierwoałam do Aqua48
                    • aqua48 Złość na dziecko? 26.09.12, 13:04
                      Gość portalu: luiza napisał(a):

                      > Z drugiej strony raz piszesz, że moja córka nie jest pewna mojej miłości do nie
                      > j, a raz, że to jej manipulacja - jedno drugie wyklucza. Między niepewnością i
                      > brakiem poczucia własnej wartości, a wyrachowaniem z której płynęłaby taka mani
                      > pulacja jest ogromna przepaść. To w tym układzie jaka jest Twoja ostateczna dia
                      > gnoza?

                      Nie stawiam diagnoz, nie jestem lekarzem tylko matką (dla pytających gdzie indziej odpowiadam - tak, miałam dwóch czterolatków w domu). Dla mnie niepewność rodzicielskiej miłości oraz manipulacja aby uniknąć gniewu i złości nie wykluczają się nawzajem, wręcz przeciwnie dopełniają doskonale. Natomiast nigdy nie posądziłabym czterolatka o WYRACHOWANIE.
                      Dalej piszesz, że masz również w domu niemowlę, czy na nie też się złościsz? Tak samo jak na córkę? Czy te swoje złe emocje to TYLKO na jedno dziecko przelewasz? Bo tu może leżeć odpowiedź na Twój problem. A może bardziej złościsz się na córkę odkąd jest drugie dziecko w domu?
                      • Gość: luiza Re: Złość na dziecko? IP: *.icpnet.pl 26.09.12, 13:43
                        > Dalej piszesz, że masz również w domu niemowlę, czy na nie też się złościsz?

                        Zdarza mi się, ale rzadko - nigdy tej złości niemowlakowi nie okazałam. I nie tyle na niemowlę, co na jakąś patową akcję, w której stawiają mnie moje dzieci - jak jedno wyje, drugie czegoś chce a ja muszę akurt siku, to zdarza mi się wściec nawet, że akurat muszą teraz. Co nie znaczy, że im to pokazuję. Ale uczucia trudno mi się pozbyć.

                        Nie przelewam moich złych emocji na córkę w każdym momencie, kiedy się pojawiają - robię to CZASAMI! Dostrzegasz, że o tym piszę? Robię to na tyle rzadko, że ona nawet nie jest w stanie zauważyć, że na niemowlę nie przelewam swoich złych emocji tak samo często. Poza tym jeśli już przelewam to tylko wtedy, kiedy jest to złość na nią. Nie zdarzyło mi się przelać negatywnych emocji na dziecko, gdy nie ono je wywołało.

                        A może bardziej złościsz się na
                        > córkę odkąd jest drugie dziecko w domu?

                        nie zauważyłam
                        • aqua48 Re: Złość na dziecko? 26.09.12, 14:03
                          Gość portalu: luiza napisał(a):

                          I nie tyle na niemowlę, co na jakąś patową akcję, w której stawiają mnie moje dzieci -
                          > jak jedno wyje, drugie czegoś chce a ja muszę akurt siku, to zdarza mi się wśc
                          > iec nawet, że akurat muszą teraz. Co nie znaczy, że im to pokazuję. Ale uczucia
                          > trudno mi się pozbyć.

                          Każda matka bywa w podobnych sytuacjach. Ja się w takiej sytuacji nie złościłam na dzieci - mówiłam do starszego, żeby zabawił czymś młodego a za chwilę będę do jego dyspozycji, szłam do łazienki(opróżnienie pęcherza nastawia pozytywnie do świata) a potem brałam malucha na ręce żeby się uspokoił i słuchałam starszaka.
                          Gdzie tu miejsce na złość?
                          >
                          > Nie przelewam moich złych emocji na córkę w każdym momencie, kiedy się pojawiaj
                          > ą - robię to CZASAMI! Dostrzegasz, że o tym piszę? Robię to na tyle rzadko, że
                          > ona nawet nie jest w stanie zauważyć.

                          No ale skoro coś jest nie tak, to może jednak córka widzi to czego Ty nie dostrzegasz? albo odbiera całą sytuację inaczej?
                          >
                          > A może bardziej złościsz się na córkę odkąd jest drugie dziecko w domu?
                          > nie zauważyłam

                          To może po prostu rozmawiaj z nią na ten temat? O swojej miłości do niej, o tym, że jest starsza, a zatem kochasz ją dłużej niż niemowlaka. O tym, ze jesteś z niej dumna, że złość w Tobie wywołuję nie ona sama, tylko niektóre jej zachowania, albo sytuacje w których jest Ci trudno? I że nawet jak się na nią złościsz, to ją kochasz najbardziej na świecie. Może ona opowie Ci o tym jak odbiera Twoje zachowanie i dlaczego sądzi, że jest niekochana.
                          W innym wątku był dobry pomysł, sprawdzający się często, żeby takie sytuacje przerobić na misiach lub lalkach. Jest miś-mama i miś niemowlaczek i miś starszak i co mówi misiowa mama kiedy np się spieszy, a wszystko wypada jej z rąk, a co czuje wtedy miś starszak. Może uda Ci sie w ten sposób nawiązać kontakt z córką.
                          • Gość: luiza Re: Złość na dziecko? IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 26.09.12, 14:13
                            Widzisz, tylko sęk w tym że ja jej to wszystko mowie, pilnuje się żeby oceniać konkretne zachowania, żeby to było jak najrzadziej i żeby nie dotyczyło blachostek tylko naprawde ważnych przewinień. A co do odczuwania różnych emocji, widzisz ludzie są rozni. Ja jestem akurat bardzo impulsywna i dużo wysiłku kosztuje mnie utrzymanie złości na wodzy.
                            • aqua48 Re: Złość na dziecko? 26.09.12, 14:36
                              Gość portalu: luiza napisał(a):

                              > Widzisz, tylko sęk w tym że ja jej to wszystko mowie,

                              Mów częściej - np codziennie wieczorem, przy kładzeniu spać. Ja, stara baba, z dzieciństwa pamiętam jak przy popołudniowej drzemce z moją Mamą opowiadałyśmy sobie jak bardzo się kochamy. Było to jak stąd - do księżyca, albo jeszcze dalej. Pamiętam dotąd.

                              > A co do odczuwania różnych emocji, widzi
                              > sz ludzie są rozni. Ja jestem akurat bardzo impulsywna

                              Skoro widzisz, że ludzie są różni to potraktuj swoją córkę jak innego człowieka, pomyśl, że ona może być też całkiem inna niż Ty, widzieć co innego, odczuwać inaczej, odbierać inaczej Twoje emocje. I mieć inne potrzeby niż Ty. Ona może się np. bać, albo nie lubić Twojej impulsywności, która dla Ciebie jest naturalna. To trudne, zobaczyć we własnym dziecku odrębnego człowieka, a zwłaszcza o innych potrzebach, ale czasem może pomóc we wzajemnym zrozumieniu.
                              • drzewachmuryziemia Re: Złość na dziecko? 26.09.12, 18:08
                                moze tez byc tak, ze Tobie luiza wydaje sie,ze zlosci nie okazujesz, ze sie kontrolujesz, a dziecko wyczuwa ją i tak
            • Gość: luiza Re: a jeszcze co do kar IP: *.icpnet.pl 26.09.12, 09:34
              A dlaczego coś co nie jest złe ma wywołać negatywne emocje u najbliższych? To bez sensu trochę. Ja w swoim życiu nie byłam karana przez mamę, ale nauczyłam się liczyć z jej zdaniem, szanować ją, brać pod uwagę jej racje i wyrażać swoje zdanie w sposób akceptowalny przez nas obie. Nie walczyłam, bo nie miałam z czym. A dzisiaj wielokrotnie zastanawiam się zanim coś zrobię co mogą czuć osoby którym to zrobię - takie działanie nauczyło mnie liczyć się z uczuciami innych a nie tylko swoimi i brać pod uwagę to, że ktoś po takim czy innym moim ruchu będzie zły/zawiedziony/smutny. Nie jest to sprzeczne z moimi interesami. Po prostu nie myślę wyłącznie o sobie. A dziecko nauczone karami walki owszem - zawsze będzie się zastanawiało jak ugrać najwięcej dla siebie jak najmniej obrywając po łbie.
              • aqua48 Re: a jeszcze co do kar 26.09.12, 10:03
                Gość portalu: luiza napisał(a):

                > A dlaczego coś co nie jest złe ma wywołać negatywne emocje u najbliższych? To b
                > ez sensu trochę.

                Oczywiście, że bez sensu, ale się zdarza. I trzeba wtedy umieć przedłożyć swoje dobro nad uczucia innych, żeby sobie w takiej sytuacji poradzić.
                Nie zawsze zastanawianie się, czy swoimi decyzjami nie zrani się kogoś jest zdrowe.
                • Gość: luiza Re: a jeszcze co do kar IP: *.icpnet.pl 26.09.12, 10:18
                  Zdarza się - to właściwe określenie. Bywają patologiczne zależności między dziećmi i rodzicami, kiedy szkodzi to wszystkim ale nie należy uogólniać, że każda sytuacja, w której dziecko zachowuje się poprawnie tylko dlatego, żeby nie zranić lub nie zezłościć innych ludzi (w tym matki) ma do takiego stanu doprowadzić. Mało tego takie patologiczne zależności zdarzają się też w rodzinach, gdzie stosowano kary i nagrody. Oczywiście, że to niezdrowe, gdy dobro innych zawsze przekłada się nad swoje, ale nie piszemy tu chyba o takim stanie rzeczy - ja często przekładam, ale nie zawsze. Umiem odróżnić sytuacje w których mogę to zrobić od sytuacji, w których absolutnie nie mogę.

                  Przy okazji karania złością - dla mnie dezaprobata rodzica jeśli tylko pomógł mi zrozumieć mój błąd zawsze była najdotkliwszą karą, nawet jeśli ten rodzic wcale nie chciał mnie ukarać w ten sposób. Gdyby dołożył do tego zakaz oglądania bajek albo postawienie do kąta moja skrucha zmieniłaby się w zawziętość i wściekłość, bo czułabym się podwójnie ukarana. Ja to tak widzę.

                  A co do złoszczenia się na dziecko - mam w domu jeszcze niemowlę i prawdę mówiąc bywają sytuacje, w których nawet niemowle wywoułje u mnie uczucie złości, np. gdy budzi się milion razy w nocy a ja nie mogę wyspać się do pracy, w której potem muszę być w 100% skupiona, bo jest trudna. I co mam zrobić, że czuję złość? Nie okazuję jej dziecku, bo to by był absurd. Ale uczucie we mnie jest (przeklnę sobie pod nosem, żeby sobie jakoś poradzić, zanim dojdę do dziecka). Czterolatkowi mogę czasem złość okazać (okazuję znacznie rzadziej niż naprawdę czuję - zwykle radzę sobie z tym uczuciem bez konieczności pokazywania go dziecku) jeśli naprawdę nabroi. Ale dlaczego mówi wtyedy, że nie kocham, to nadal nie wiem (może tak jak Joshima napisała - taki etap)
                  • drzewachmuryziemia Re: a jeszcze co do kar 26.09.12, 18:11
                    no własnie, dziecko moze i tak Twoja złosc czuc, przeciez 3/4 komunikatów odbieramy drogą niewerbalną, a dziecko jest w tym jeszcze większym mistrzem niz dorosli. Ja niby wiedziałam o tym zanim urodziałam dziecko, ale teraz to juz po prostu jestem totalnie tą umiejętnoscia zadziwiona i tym jak dziecko zbiera sobie wszytskie napiecia z domowych relacji, czasem w ogóle go nie dotyczących.
                • joshima Re: a jeszcze co do kar 26.09.12, 10:27
                  aqua48 napisała:

                  > Nie zawsze zastanawianie się, czy swoimi decyzjami nie zrani się kogoś jest zdr
                  > owe.
                  Zastanawianie się zawsze jest dobre. Zastanawianie się nad reakcjami innych w szczególności. Choć nie zawsze to musi decydować o tym co ostatecznie zrobimy. Zastanawianie się jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Człowiek powinien myśleć.
              • Gość: justcam Re: a jeszcze co do kar IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 26.09.12, 15:24
                Czesto czyta sie wyrokowujace opinie ktore za dowod racji ma tylko wlasne skromne doswiadczenie. A prawda jest taka ze dzieci sa bardzo rozne mga byc takie do ktorych wystarczy mowic i opisywac co moze sie zdazyc i one posluchaja, sa takie ktore nie posluchaja, ale jak raz doswiadcza na swojej skorze ze jednak to byl niebezpieczny pomysl to nastepnym razem przemysla dwa razy zanim cos zrobia, a sa takie ktorym troche kary pomoga w posluszenstwu bo nawet wlasne przykre doswiadczenie nie jest wystarczajacym powodem aby zaprzestac w robieniu czegos... no i sa tez takie na ktore i kara malo zadziala ... swiat jest pelen bogactwa i zroznicowania i chodzi o to aby odnalezc mozliwe najlepsze sciezki w komunikacji ze swoim dzieckiem. Nie lubie lakomienia sie przez rodzicow grzeczniejszych dzieci czy bardziej rozsadnych do przypisywania sobie superlatyw z tego ze oni dali rade umiejetnie wychowac i osadzania jak ty jak nie dajesz to robisz zle. Prawdopodobnie tak samo mogla bys miec i Ty taki problem wychowawczy gdybys miala taki typ dziecka w domu ...
                Powodzenia
            • demonii.larua Re: a jeszcze co do kar 26.09.12, 10:30
              > Dla mnie jest dziwne złoszczenie się na czteroletnie dziecko.
              Dla mnie nie, nawet złość na niemowlaka nie jest niczym dziwnym dla mnie.
              • aqua48 Re: a jeszcze co do kar 26.09.12, 13:08
                demonii.larua napisała:

                > > Dla mnie jest dziwne złoszczenie się na czteroletnie dziecko.
                > Dla mnie nie, nawet złość na niemowlaka nie jest niczym dziwnym dla mnie.

                Dla mnie to kompletnie bez sensu. Co niby takiego może uczynić niemowlak, żeby się na niego ZŁOŚCIĆ? Równie dobrze można się złościć na mikser.

                • Gość: luiza Re: a jeszcze co do kar IP: *.icpnet.pl 26.09.12, 13:39
                  Tu nie chodzi o złość na niemowlę jako takie, tylko na sytuację, w której się znajdujemy - są takie dni, gdy nic mnie nie wyprowadzi z równowagi, a są takie, że wyprowadzi mnie z niej nawet niemowlę. Nie jestem robotem. I można się złościć na mikser - jak się zepsuje w momencie w którym przygotowujesz akurat tort urodzinowy dla męża to nie masz ochoty powiedzieć "cholerny mikser"??? To dziwne. Są dwa wyjścia - albo znasz uczucie złości albo kłamiesz, że nie znasz.
                  • aqua48 Re: a jeszcze co do kar 26.09.12, 14:11
                    Gość portalu: luiza napisał(a):

                    I można się złoścć na mikser - jak się zepsuje w momencie w którym przygotowujesz akurat tort urodzinowy dla męża to nie masz ochoty powiedzieć "cholerny mikser"??? To dziwne
                    > Są dwa wyjścia - albo znasz uczucie złości albo kłamiesz, że nie znasz.

                    Oczywiście że znam uczucie złości, ale go nie pielęgnuję. To bez sensu. Jak jestem zła to wychodzę na spacer. I nie, nie złoszczę się na mikser, nawet jak się spali bo w niczym to nie rozwiązuje mojej sytuacji, raczej uruchamia mi się wtedy tryb awaryjny, przychodzą do głowy rozmaite rozwiazania i lecę pożyczyć do sąsiadki, albo angażuję męża do ucierania ręcznego :)
                    Może to dziwne, ale nie złościłam się na mikser również kiedy wkręciłam sobie w niego włosy, pozbawiając się ich sporej garści na pewien czas z nad czoła :)
                    • Gość: luiza Re: a jeszcze co do kar IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 26.09.12, 14:16
                      No to super. Twoje dzieci muszą być naprawdę zadowolone mając taka mamę. Moje nie mają tego szczęścia niestety. Mnie złości i mikser i niemowlak i czterolatka czasem. Ech....
                      • aqua48 Re: a jeszcze co do kar 26.09.12, 14:44
                        Gość portalu: luiza napisał(a):

                        > No to super. Twoje dzieci muszą być naprawdę zadowolone mając taka mamę. Moje n
                        > ie mają tego szczęścia niestety. Mnie złości i mikser i niemowlak i czterolatka
                        > czasem. Ech....

                        Uwierz mi, że ich nie zadowala co innego w rodzicach. I o wiele spraw mają, czy mieli do nas pretensje, choć staraliśmy się i staramy jak możemy najlepiej. Są sprawy, które załatwilibyśmy teraz inaczej. Nie ma ani dzieci, ani rodziców idealnych. Są tylko żony ze Stepford..
                        • verdana Re: a jeszcze co do kar 26.09.12, 15:52
                          Dla mnie złoszczenie się na niemowlaka, czterolatka i mikser jest naturalne i zrozumiałe.
                          Jeśli mogę coś poradzić - po pierwsze, w obecności córki raz czy dwa nakrzycz na niemowlę - ono nie zrozumie, krzywda mu się nie stanie, a dla córki będzie to dowód, ze dzieci traktujesz tak samo. Jest za mała, aby wiedzieć, ze krzyczenie na niemowlę jest idiotyczne i bez sensu.
                          Po drugie - dezaprobata rodzica jest dla niektórych dzieci najdotkliwszą karą ze wszystkich istniejących. Być może, bezwiednie, jesli dziecko jest bardzo z Tobą związane i chce być "grzeczne" karzesz ją zbyt dotkliwie. Spróbuj czasem, zamiast nakrzyczeć, czy powiedzie.ć "jestem niezadowolona", własnie dać idiotyczną karę (na przykład powiedzmy zapowiedziec, ze - czy ja wiem - jak będzie ruszała laptop, to nie obejrzy dobranocki. I jak ruszy powiedziec bez złośći "Trudno, tak jak mówiłam - dobranocki nie bedzie". Kara w tym wypadku nie jest taka absurdalna - bo pokazuje dziecku, że czegoś robić nie wolno i bedzie za to ukarane. A przy okazji dziecko nie czuje Twojej dezaprobaty, której najwyraźniej nie moze znieść - i to jest niepokojące, bo dziecko powinno w miarę dorastania wyzwolić się od tego uczucia.
                          Dezaprobatę zostaw sobie na najcieższe zbrodnie.
                          • joshima Re: a jeszcze co do kar 26.09.12, 16:30
                            verdana napisała:

                            > Jeśli mogę coś poradzić - po pierwsze, w obecności córki raz czy dwa nakrzycz n
                            > a niemowlę - ono nie zrozumie, krzywda mu się nie stanie, a dla córki będzie to
                            > dowód, ze dzieci traktujesz tak samo. Jest za mała, aby wiedzieć, ze krzyczeni
                            > e na niemowlę jest idiotyczne i bez sensu.
                            No nie wiem. Moja starsza córka postawiłaby mnie do pionu za taką akcję. Jak widzi, że mnie złości coś w związku z młodszą, a ta na dodatek płacze albo choćby marudzi, to mi mówi krótko i węzłowato: "masz ją przytulić".
                      • Gość: justcam do aqua i luiza IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 26.09.12, 15:29
                        dziewczyny do aqua i luiza rozbawilyscie mnie do lez :-)))
                        to wlasnie tak samo z tymi metodami wychowawczymi dla kazde odpowiednie jest cos zupelnie innego :-)
                    • demonii.larua Re: a jeszcze co do kar 27.09.12, 07:10
                      Może zbyt skrótowo się wyraziłam, nie chodziło mi defacto o złość na samo niemowlę, raczej na sytuacje.
                      Też nie pielęgnuję złości, jestem dorosła nauczyłam się w miarę sprawnie sobie z nią radzić, ale nie neguję że się nie złoszczę, bo złoszczę się i tyle :)
                      • joshima Re: a jeszcze co do kar 27.09.12, 19:00
                        IMO Ludzie dzielą się na tych którzy się złoszczą i tych, którzy się do tego nie przyznają :)
                • drzewachmuryziemia Re: a jeszcze co do kar 26.09.12, 21:07
                  uczucia nie są racjonalne, dziwne rzeczy piszesz
    • mskaiq Re: "nie kochasz mnie" 26.09.12, 16:43
      Dziecko odpowiada Ci prawidłowo. Złość nie jest miłością a na tego kogo się kocha
      nie krzyczy sie.
      Dzieci widzą to bardzo prawidłowo, niestety rodzice uczą dziecko że do miłości
      należy również złość, brak szacunku, itp.
      Kiedy dzieci się już tego naucza to będa zachowywały sie w taki sam sposób do
      rodziców, czy osób które kochają.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • verdana Re: "nie kochasz mnie" 26.09.12, 16:48
        Nieprawda. Obojetność nie jest miłością - jeśli nie jesteśmy źli na kogoś, kto postępuje żle, to znaczy, zę jest on nam p[o prostu obojętny. Nich sobie robi co chce, zadnych uczuć to w nas nie wzbudzi.
        • mskaiq Re: "nie kochasz mnie" 26.09.12, 20:53
          Miłość nie jest obojetnością. Miłość to o wiele wieksza energia niz ta wynikająca ze złości.
          A tłumaczenie że złość jest miłościa nie ma sensu, bo złość to zupełnie inne emocje.
          Wcale nie trzeba krzyczeć aby nie być obojetnym. Jest uczucie miłości które niesie ze
          soba troskę, szacunek, zrozumienie, chęć pomagania i nie ma ono nic wspólnego
          ze złościa.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • drzewachmuryziemia Re: "nie kochasz mnie" 26.09.12, 21:14
            złosc nie jest miłoscia, ale dlaczego niby Twoim zdaniem nie mozna sie złoscic na kogos, kogo sie kocha?
            • mskaiq Re: "nie kochasz mnie" 27.09.12, 07:16
              Kiedy sie złościsz na osobę którą kochasz to w tym momencie jej nie kochasz bo
              nie można równocześnie kochać i być złą ma drugą osobę bo to są przeciwne
              uczucia.
              To jest tak samo jak nie można w tym samym momencie jeść i nie jeść.
              Miłość to uczucie którego atrybutem jest szacunek, cierpliwość, zrozumienie,
              radość, troska, itp
              to uczucuie zawsze wiąze sie z rozwojem, bez niego rozwój jest niemożliwy.
              Serdeczne pozdrowienia.
              • demonii.larua Re: "nie kochasz mnie" 27.09.12, 07:51
                > Kiedy sie złościsz na osobę którą kochasz to w tym momencie jej nie kochasz bo
                > nie można równocześnie kochać i być złą ma drugą osobę bo to są przeciwne
                > uczucia.
                Można, można. Wrzucanie do jednego wora miłości i złości jako tożsame uczucia jest pozbawione sensu. Można złościć się na kogoś kogo się kocha i wciąż kochać. Mało tego, złość bywa też przyczynkiem do rozwoju.
              • drzewachmuryziemia Re: "nie kochasz mnie" 27.09.12, 11:42
                to co piszesz est charakterystyczne dla mechanizmu obronnego zwanego rozszczepieniem - posługują sie nim małe dzieci, bo nie sa w stanie kierowac złosci do obiektu miłosci, poniewaz boją sie, ze ten obiekt zniszczą, a ze są od niego totalnie zalezne, oznaczałoby to smierc...potem rozwojowo ten mechanizm zanika na szczescie i człowiek wie, ze mozna kochac osobę i czuc złosc, bo złosc jest naturalną emocją i nikomu krzywdy nie robi. niesttey są tez osoby dorosłe, ktore zostają z rozszczepieniem,np. osoby cierpiące na borderline - to tyle wykładu;))
                • joshima Re: "nie kochasz mnie" 27.09.12, 19:07
                  drzewachmuryziemia napisała:

                  > to co piszesz est charakterystyczne dla mechanizmu obronnego zwanego rozszczepi
                  > eniem - posługują sie nim małe dzieci, bo nie sa w stanie kierowac złosci do ob
                  > iektu miłosci, poniewaz boją sie, ze ten obiekt zniszczą, a ze są od niego tota
                  > lnie zalezne, oznaczałoby to smierc...potem rozwojowo ten mechanizm zanika na s
                  > zczescie i człowiek wie
                  , ze mozna kochac osobę i czuc złosc, bo złosc jest natu
                  > ralną emocją i nikomu krzywdy nie robi. niesttey są tez osoby dorosłe, ktore zo
                  > stają z rozszczepieniem,np. osoby cierpiące na borderline - to tyle wykładu;))

                  Dojrzały człowiek to wie...
                  • drzewachmuryziemia Re: "nie kochasz mnie" 27.09.12, 22:56
                    no juz nie chciałam tego tak nazywac, zeby nie urazić
              • joshima Re: "nie kochasz mnie" 27.09.12, 19:05
                mskaiq napisał:

                > nie można równocześnie kochać i być złą ma drugą osobę bo to są przeciwne
                > uczucia.
                Przepraszam, ale chrzanisz. Złość to emocja a nie uczucie.
          • joshima Re: "nie kochasz mnie" 26.09.12, 22:17
            mskaiq napisał:

            > Wcale nie trzeba krzyczeć aby nie być obojetnym.
            Jesteś w stanie zrozumieć, że złość nie jest tożsama z krzykiem? Krzyk to sposób jej wyrażania. Jeden z gorszych sposobów jej wyrażania.

            I jeszcze jedna kwestia. O ile złość jest emocją to miłość już raczej nie. Miłość to coś znacznie bardziej złożonego.
      • joshima Re: "nie kochasz mnie" 26.09.12, 19:41
        mskaiq napisał:

        > Dziecko odpowiada Ci prawidłowo. Złość nie jest miłością a na tego kogo się koc
        > hanie krzyczy sie.

        A Ty uważasz, że krzyczenie na kogoś to jedyny sposób wyrażania złości? No to masz dziewczyno nad czym popracować :)
    • Gość: luiza przykład z ostatniej chwili IP: *.icpnet.pl 26.09.12, 19:28
      Mała lubi błyskotki, rozniosła mi już wszystkie wisiorki, łańcuszki i korale. Nie poddałam się tylko jak chodzi o złoto. Podoba jej się mój pierścionek zaręczynowy, pyta czy może założyć. Odpowiadam "dobrze, ale musisz tu przy mnie siedzieć i nie możesz z nim nigdzie chodzić". Ok. Założyła na palec. Siedzi. Za chwilę wzięła zamach, pierścionek pofrunął w powietrze i spadł na podłogę. Ma kamień szlachetny, więc każdy taki upadek może spowodować, że ten kamień wypadnie - to jasne. Mówię "dobra, daj mi go bo się popsuje". "Eeeeee! nie kochasz mnie!!!". No ręce opadają... To ja już naprawdę nic nie mogę powiedzieć temu dziecku?
      • mskaiq Re: przykład z ostatniej chwili 26.09.12, 21:08
        Myśle że to nie o to chodzi aby wszystko dawać dziecku aby udawadniać że się
        je kocha. U niej istnieje takie przekonanie że dawanie to miłość i mam wrażenie,
        że mogłaś sama ją tego nauczyć dając jej wszystko co chciała.
        dałaś jej wisiorki i pewnie wiele wiecej rzeczy i teraz kiedy nie dajesz słusznie
        uważa że coś jest źle bo zawsze jej dawałaś.
        Musisz przestać dawać tego czego nie powinnaś jej dawać, nawet jeśli będzie Ci
        mówiła że jej nie kochasz.
        Za każdym razem powiedz jej że wiesz że jak nie dostaje czegoś co chce to uważa
        że jej nie kochasz ale że tak nie jest. Nie dajesz jej ale to nie znaczy ze jej nie
        kochasz bo miłość nie polega na dawaniu rzeczy a na tym że kogos sie szanuje, dba
        o niego, pomaga, itp.
        Serdeczne pozdrowienia.

      • drzewachmuryziemia Re: przykład z ostatniej chwili 26.09.12, 21:16
        no daj spokój, i Ty mówisz ze nigdy nie przyszło Ci do głowy, ze to manipulacja?? no chyba ze wrzasnełas przy tym z jakas totalna nienawiscią i pogarda w oczach czy czyms tam jeszcze równie strasznym
      • joshima Re: przykład z ostatniej chwili 26.09.12, 22:20
        A ja nie sądzę, żeby to była manipulacja. Sądzę, że to przejściowy stan rozchwiania emocjonalnego.
        • drzewachmuryziemia Re: przykład z ostatniej chwili 26.09.12, 23:12
          no ale skoro tak, to warto poszukac powodu, moze jednak emocje mamy, nawet te skrywane, udzielają się dziecku
          • Gość: luiza Re: przykład z ostatniej chwili IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 26.09.12, 23:21
            Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Ze wszystkich tu zebranych najbardziej odpowiadające naszej sytuacji wydają mi sie spostrzeżenia Joshimy. Moje dziecko ma takie etapy rozwoju gdy jest bardzo chwiejne emocjonalnie i wpada ze skrajności w skrajność. Może teraz tak sie to objawia. Moje zachowania względny niej są stale, a jednak ona czasem miewa okresy równowagi a czasem kompletnie jest rozchwiana.
          • joshima Re: przykład z ostatniej chwili 27.09.12, 19:09
            Ja bym się na siłę przyczyn nie doszukiwała. Dzieci maja takie przejściowe fazy, gdy sa emocjonalnie rozchwiane. Po prostu dojrzewają i żeby osiągnąć nowy poziom muszą co nieco zdemolować.
      • demonii.larua Re: przykład z ostatniej chwili 27.09.12, 07:25
        Możesz powiedzieć dziecku wiele, weź przestań :)
        Bądź po prostu konsekwentna. 4 latki (w większości)uwielbiają pyskówki, im więcej tym lepiej.
        Trzymaj młodą z dala od błyskotek, na których Ci zależy - może kup jej jakieś dzieciowe czy coś - jeśli tak lubi.
        W za długie dyskusje też nie ma co się wdawać, gdy młoda jest w trybie "eeeee nie kocham cię".
        Wyobraź sobie, że jesteś taką 4 latką i dopiero uczysz się świata i co gorsza swoich emocji.
        Kurcze czasem sobie tak myślę, że skoro mną bywa że emocje targają niczym demon opętanego (Egzorcysta np. :D), to co się musi dziać z tak małym człowiekiem, który nie specjalnie jeszcze ogarnia świat i wciąż się go uczy?
        Myślę sobie, że za bardzo przejmujesz się tym zdaniem i ona to widzi, jest jej akcja, jest Twoja reakcja i spiralka się nakręca. Nie przejmuj się za bardzo, serio.
        • aqua48 Re: przykład z ostatniej chwili 27.09.12, 15:38
          A mnie się wydaje, że nie jesteś w stosunku do niej konsekwentna, co ona szybko zauważa i w momentach kiedy nie chcesz jej na coś jednak pozwolić to broni się tym "nie kochasz mnie". W takiej sytuacji jaką opisałaś można było zapytać: a ty mnie kochasz, to czemu mnie nie słuchasz?
          Kochanie nie polega na pozwalaniu dziecku na wszystko, to dorosły musi brać pod rozwagę ograniczenia wynikające z wieku dziecka i PRZEWIDYWAĆ, że np. cenny pierścionek w takich małych łapkach może bardzo łatwo ulec zniszczeniu. To nie wina dziecka.
          Nie rozumiem po co dajesz dziecku do zabawy przedmioty na których Ci zależy, ustal z nią, że Twojej biżuterii nie rusza wcale, a w zamian kupisz jej jakieś tańsze koraliki, czy pierścionki i będzie miała własne. Trudno od czterolatki oczekiwać żeby znała wartość prawdziwej biżuterii i potrafiła ją docenić. To wciąż jest małe dziecko.
          • joshima Re: przykład z ostatniej chwili 27.09.12, 19:17
            aqua48 napisała:

            > A mnie się wydaje, że nie jesteś w stosunku do niej konsekwentna,
            I bardzo dobrze. Żelazna konsekwencja, szczególnie w przypadku pierdoł jest zbędna a nawet szkodliwa. Człowiek powinien być elastyczny i uczyć dzieci elastyczności. Żelazna konsekwencja uczy raczej oślego uporu a nie sztuki negocjacji.

            > W takiej sytuacji jaką opisałaś można było zapytać: a
            > ty mnie kochasz, to czemu mnie nie słuchasz?
            Przepraszam, ale co ma jedno z drugim wspólnego?

            > Kochanie nie polega na pozwalaniu dziecku na wszystko,
            Trafiasz jak kulą w płot. Nie sądzę, żeby autorka wątku pozwalała na wszystko.
            • aqua48 Re: przykład z ostatniej chwili 27.09.12, 22:29
              joshima napisała:

              > I bardzo dobrze. Żelazna konsekwencja, szczególnie w przypadku pierdoł jest zbę
              > dna a nawet szkodliwa. Człowiek powinien być elastyczny i uczyć dzieci elastycz
              > ności. Żelazna konsekwencja uczy raczej oślego uporu a nie sztuki negocjacji.

              Mylisz się, konsekwencja w dzialaniu i wymaganiach w stosunku do dziecka daje mu poczucie bezpieczeństwa i pokazuje, ze świat rządzi sie regułami, które warto przestrzegać, a także uczy porządku i eliminuje chaos z jego świata.
              Dziecko wychowywane bez konsekwencji tworzy własne reguły i próbuje je rodzicom narzucić. A to zazwyczaj nie jest dobre dla całej rodziny.
              • joshima Re: przykład z ostatniej chwili 27.09.12, 22:38
                aqua48 napisała:

                > Mylisz się, konsekwencja w dzialaniu i wymaganiach w stosunku do dziecka daje m
                > u poczucie bezpieczeństwa i pokazuje, ze świat rządzi sie regułami, które warto
                > przestrzegać, a także uczy porządku i eliminuje chaos z jego świata.
                I tak i nie. Ja nie lansuje braku konsekwencji w ogóle. Uważam, że jak we wszystkim tak i w tym potrzebny jest umiar. I tak w relacji z dzieckiem jak i w prawdziwym dorosłym zyciu, sa sytuacje w których nie ma dyskusji (z dzieckiem to będą kwestie bezpieczeństwa a w dorosłym życiu np kwestie określone przepisami prawa) jak i sprawy, które można negocjować (u dziecka nap przykład pozwolenie na krótką zabawę no wynegocjowanych warunkach rzeczami, które zasadniczo nie służą do zabawy, a w dorosłym życiu np negocjacje na temat warunków zatrudnienia). Zarówno umiejętność podporządkowania się pewnym regułom jak i umiejętność negocjowania jest w dorosłym życiu ważna. Traktując dziecko w każdej, najbardziej błahej kwestii z żelazną konsekwencją nie nauczymy go tego drugiego.

                To po pierwsze. Po drugie. Pozwalając dziecku na negocjacje w pewnych kwestiach uczymy je, że można czasem ustępować i jak się to robi. Dzieci uczą się min przez obserwacje i naśladowanie. Zatem same będą też umiały ustępować.


                > Dziecko wychowywane bez konsekwencji tworzy własne reguły
                Ty masz bardzo zero jedynkowy sposób postrzegania pewnych kwestii. Dla Ciebie złość to zawsze tylko krzyk. A pozwolenie dziecku na negocjowanie to absolutny brak konsekwencji. Kobieto. Jest jeszcze coś pośrodku, wiesz?

                > A to zazwyczaj nie jest dobre dla całej rodziny.
                Niedobre dla rodziny to jest toczenie wojny z dzieckiem o wszystko i od najmłodszych lat.
                • Gość: luiza Re: przykład z ostatniej chwili IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 27.09.12, 22:53
                  U nas to wygląda tak:
                  - mamo moge się pobawić Twoim pierscionkiem?
                  - nie bo jest dla mnie ważny i nie chce żeby się zgubil
                  - no dobrze (dziecko przyjmuje odmowę), a moge go założyć na palec i posiedzieć na kanapie? (Dziecko negocjuje)
                  - ok. Tylko uważaj (matka ustępuje ale trochę na swoich warunkach)

                  Aqua48-widzę tu pewien brak konsekwencji, ale ważniejsze są dla mnie lekcje ktore płyną z tego dialogu. Pewnie gdyby moja córka była dojrzalsza, po upuszczeniu tego piresconka ze skrucha by mi go oddała. Ale nie jest, wystraszyła się i znów uderzyła w swoje "nie kochasz,mnie". No i co mam z nią zrobić? Przytulilam, zaprzeczyłam a ta dalej swoje. Pozostaje chyba przeczekac.
                  • drzewachmuryziemia Re: przykład z ostatniej chwili 27.09.12, 23:03
                    no ok, przytuliłas, ale pierscionek zabrałas i tyle - dla mnie i tak to jet dziwne, ze ona akurat w ten deseń uderza...moze gdzies podsłyszała taki tekst, zastosowała i wywołała szalone wrażenie i stosuje nadal - to jej uporczywe trzymanie sie akurat tych słów mnie zastanawia i w sumie nie kojarzy mi sie z rozchwianiem
                    • Gość: luiza Re: przykład z ostatniej chwili IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 27.09.12, 23:14
                      Może moim bledem było że go zabralam. Kurcze juz nie wiem, kazdy krok ostatnio analizuje żeby tylko nie wywołać w niej NIEPOTRZEBNIE (zaznaczam, bo zaraz sie dowiem ze dziecka nie można chronić przed całym złem.... bla bla ;)). Może rzeczywiście jest to jakis nawyk słowny (ona ma skłonności do zachowan kompulsywnych, jak juz się na cos uprze to nic nie pomaga). Ale nawet zajrzalsm do rozwoju psychicznego dziecka 0-10 i jak byk napisane, ze dzieci w tym wieku tak mają (wzmożone poczucie zagrożenia)
                      • drzewachmuryziemia Re: przykład z ostatniej chwili 28.09.12, 00:05
                        jedno drugiemu nie przeczy przeciez - moze jest rozchwiana i wynika to z fazy rozwoju, ale akurat takim drastycznym zwrotem to okresla, bo pomaga jej to zyskac poczucie bezpieczenstwa, bo na Ciebie ten zwrot bardzo działa. Mysle po prostu, ze nie musi sie wcale czuc niekochana w tych momentach, tylko po prostu tak okresla jakis tam dyskomfort i zyskuje coś dzieki takim słowom (i nie chodzi mi o zadne swiadome manipulacje tylko o funkcje komunikatu - bo jak na zwykle wyrazanie uczuc dla mnie jest to zbyt uporczywe). A jesli piszesz o skłonnosci do kompulsji to one przeciez tez nasilają sie w momentach zagrozenia.
                      • aqua48 Re: przykład z ostatniej chwili 28.09.12, 09:03
                        Gość portalu: luiza napisał(a):

                        > Może moim bledem było że go zabralam.

                        Moim zdaniem błędem było Twoje późniejsze ok. Na negocjacje dziecka, czyli pytanie czy mogę go potrzymać powinnaś odpowiedzieć konsekwentnie nie, podtrzymując swoją pierwszą odmowę i złagodzić ją inną propozycją, typu: ale mogę dać ci się pobawić czymś innym(mniej cennym), albo nie, ale jutro pójdziemy razem do sklepu i dostaniesz swój pierścionek.
                        Błędem jest najpierw zaprzeczanie, a potem zgoda. Jeśli nie jesteś pewna czy się zgodzić czy nie na prośbę dziecka, to lepiej odpowiedzieć, wiesz, muszę się zastanowić, niż najpierw odmawiać, a potem się zgadzać.
                        Poza tym gdybyś konsekwentnie ponowiła swoją odmowę, to zapobiegłabyś sytuacji w efekcie której Ty się zezłościłaś na dziecko i zmartwiłaś ewentualnymi zniszczeniami, a ono poczuło się winne, i bezradne, bo nie było w stanie przewidzieć konsekwencji swojego zachowania. Obarczyłaś ją za dużą na jej wiek odpowiedzialnością. Być może stąd poczucie że nie jest kochana.

                        Z czterolatką jest na razie łatwo, bo chodzi w sumie o sprawy nieistotne, choć emocje dziecka i Twoje są duże, ale jak będzie miała trzynaście, czternaście lat i będzie chodziło np. o imprezę u koleżanki z nocowaniem (i być może z alkoholem - tak, tak, w tym wieku się pojawiają podobne pomysły) to może być problem. Twoja początkowa odmowa będzie tylko pretekstem do bardziej usilnych nalegań, a jej "nie kochasz mnie" może zmienić się w otwarty bunt jeśli nie ulegniesz.
                        Weź to też pod uwagę. I zacznij rozmawiać z córką na zasadzie nie mogę zgodzić się na Twoją prośbę, ale możemy wymyślić coś co na co powiem tak, a i tobie będzie to rozwiązanie odpowiadało. W ten sposób pokażesz jej, że ją kochasz i zależy Ci na niej, ale Ty ustalasz reguły.


            • aqua48 Re: przykład z ostatniej chwili 28.09.12, 11:00
              joshima napisała:

              >Żelazna konsekwencja, szczególnie w przypadku pierdoł jest zbę
              > dna a nawet szkodliwa. Człowiek powinien być elastyczny i uczyć dzieci elastycz
              > ności. Żelazna konsekwencja uczy raczej oślego uporu a nie sztuki negocjacji.
              >
              Nie wiem skąd wzięłaś tę "żelazną" konsekwencję. W mojej wypowiedzi jej nie było. Zwykła najzupełniej wystarczy. A negocjacje i elastyczność mylisz z uleganiem dziecku na jego ponawiane prośby.

              Jeśli dziecko prosi o możliwość zabawy moimi drogimi kosmetykami, czy nową komórką, to naturalne jest, że powiem nie, prawda? Jeśli na ponowienie prośby ulegnę, chcąc "być fajną mamą" i uważając, że to nie zagrozi dziecku, ale taka zabawa skończy się tym, że dziecko w nieuwadze i kompletnie niechcący zniszczy kosmetyk, albo telefon, to kto będzie wtedy winny? Moim zdaniem rodzic, który powinien PRZEWIDZIEĆ konsekwencje swojej zgody. Dziecko na które przelewa się własną złość w tej sytuacji słusznie czuje się niewinne, niekochane i odepchnięte.
              A negocjacje z nim w tym wypadku mogą polegać tylko na przedstawieniu mu innej propozycji satysfakcjonującej obie strony. Np. kupnie specjalnego zestawu kosmetyków dla dzieci i wspólnej zabawie w malowanie buzi, albo pożyczeniu starego telefonu, którego się już nie używa. Na tym polega elastyczność, nie na bezmyślnym uleganiu uparciuchowi dla świętego spokoju.

              • drzewachmuryziemia Re: przykład z ostatniej chwili 28.09.12, 13:49
                one znalazły jakies kompromisowe wyjscie z sytuacji - tez nie uwazam, ze luiza uległa, ustaliły nowe warunki, takie ze luizie to pasowało - normalne negocjacje. inna sprawa, ze byc moze jej córka nie jest w stanie bawic sie pierscionkiem spokojnie i nie rzucic nimi - jesli ona ma taki własnie temperament i zawsze tak to wyglada, to faktycznie, jesli mama by to przewidziała, nie byłoby potem trudnej sytuacji. Mój syn ma niewiele ponad 2 lata a od dawna przeglada spokojnie moja bizuterie, kosmetyki tez moge mu pokazac i nie ma nigdy zadnego problemu. nawet golarkę z ostrzem potrzyma sobie pod nadzorem bo az sie trzęsie do niej i tez potrafi sie dostosowac do okreslonych przeze mnie warunków. ale na przykład ostre nozyczki wywołuja w nim taki entuzjazm, ze nie jest w stanie opanowac swoich ruchów, nie machac nimi sobie i mnie przed oczami, wiec wycofałam sie z pozwolania mu na trzymanie ich -tylko do paznokci moze sobie trzymac, gdy ja mu obcinam podobnymi;)
                • Gość: luiza Re: przykład z ostatniej chwili IP: *.icpnet.pl 28.09.12, 14:16
                  Ależ w moim przekonaniu córka wynegocjowała nowe warunki - ustąpiła o tyle, że będzie z tym pierścionkiem siedzieć na kanapie, a nie biegać po domu. Pierwszy raz jej się zdarzyło, że upadł. Niestety wszelkie rady w stylu "kup jej podobny, tańszy" są trafione jak kulą w płot, ponieważ po pierwsze - kupowałam, efekt taki, że gubi po jednym dniu. Nie będę codziennie kupować błyskotki za kilka złotych bo za chwilę uzbiera mi się watość mojego pierścionka ;)) Kolejne gadanie "nie pobawisz się pierścionkiem, bo jest dla mnie cenny, a ty go zniszczysz i nie kupię ci nowego bo niestety stale gubisz" nakręci znowu kolejny problem. Moim zdaniem to nie prowadzi do niczego dobrego i konkretnego. Zwłaszcza jeśli prośba pojawia się wieczorem, a sklepy są pozamykane - jak mam jej kazać czekać kilkanaście godzin do rana? Wolę naprawdę w sprawach takich dupereli, a jest ich mnóstwo codziennie, "ustąpić", ponieważ to zasyci jej apetyt na zakazany owoc i po jakimś czasie przestaje on być obiektem pożądania. Dziecko po prostu odpuszcza, bo się znudzi, matka pozwoliła, nie ma o co drzeć kotów. I nie robię tego po to, żeby być fajną mamą, potrafię dbać o swoje granice i przestrzegać ich konsekwentnie, mimo, że zarzuca się mi tutaj niekonsekwencję. Poza tym powierzenie dziecku jakiegoś odpowiedzialnego zadania, typu pilnowanie tej błyskotki albo chwilowe zabawienie brata buduje większe poczucie własnej wartości niż przekonywanie, że czegoś się nie da temu dziecku bo jest gamoniem i to rozwali. Uczepiłam się tego przykładu z pierścionkiem, bo akurat się wydarzył. Ale takich sytuacji są tysiące w każdym domu codziennie. Ja to rozwiązałam źle, bo jej odebrałam ten przedmiot, a mogłam podnieść i dać szansę jeszcze raz "przypilnować". Poza tym zweryfikowałam trochę moje postępowanie i dochodzę do wniosku, że za wiele czasem od niej wymagam i ona sobie zwyczajnie nie radzi. Dzisiaj kilka sytuacji rozwiązałam bardziej rozmyślnie niż robię to zwykle i już tych akcji nie było tak dużo.
                  • drzewachmuryziemia Re: przykład z ostatniej chwili 28.09.12, 16:29
                    mysle, ze jestes mądrą mamą i super, ze zauwazasz, co mozesz zmienic, zeby było lepiej:)
                  • aqua48 Re: przykład z ostatniej chwili 28.09.12, 18:03
                    Gość portalu: luiza napisał(a):

                    >Poza tym powierzenie dziecku jakiegoś odpowiedzialnego zadania, typu pilnowanie tej błyskotki albo chwilowe zabawienie brata buduje większe poczucie własnej wartości niż przekonywanie, że czegoś się nie da temu dziecku bo jest gamoniem i to rozwali.

                    Nigdzie nie pisałam, że masz córkę przekonywać że jest gamoniem, tego absolutnie nie należy robić! Nie zapominaj tylko córki pochwalić i mówić jej przy każdej okazji jaką jest wspaniałą dziewczynką. A zabawianie brata fajnie buduje również więź między dziećmi. U mnie jak młodszy zaczął gaworzyć, to starszy natychmiast "tłumaczył" co maluch chciał powiedzieć. I okazywało się, że zazwyczaj miał rację jeśli chodziło o zaspokojenie jakiejś potrzeby, bezbłędnie rozumiał brata:)

                    > Poza tym zweryfikowałam trochę moje postępowanie i dochodzę do wniosku, że za wi
                    > ele czasem od niej wymagam i ona sobie zwyczajnie nie radzi.

                    To normalne, jak pojawia się drugie dziecko, to starszak jest automatycznie traktowany jak ten "duży", trzeba nieustannie mieć w tyle głowy, że on też jeszcze jest małym dzieckiem.

                    Dzisiaj kilka sytuacji rozwiązałam bardziej rozmyślnie niż robię to zwykle i już tych akcji nie było tak dużo.

                    Na pewno sobie poradzisz, życzę Wam z całego serca wszystkiego dobrego !
                  • joshima Re: przykład z ostatniej chwili 28.09.12, 21:51
                    Gość portalu: luiza napisał(a):

                    > Poza tym powierzen
                    > ie dziecku jakiegoś odpowiedzialnego zadania, typu pilnowanie tej błyskotki alb
                    > o chwilowe zabawienie brata buduje większe poczucie własnej wartości
                    Czy ja dobrze rozumiem, że Ty masz jeszcze jedno dziecko?
                • joshima Re: przykład z ostatniej chwili 28.09.12, 21:48
                  Świetnie opisałaś to o co mi chodzi. Moja córka od bardzo dawna ma pozwolenie na robienie przeglądu mojego portfela. Ustaliłyśmy zasady i wiem że nie zgubi się nawet jedna złotówka.
              • joshima Re: przykład z ostatniej chwili 28.09.12, 21:46
                aqua48 napisała:

                > Nie wiem skąd wzięłaś tę "żelazną" konsekwencję.
                Konsekwencja w kwestii pierdoł jest właśnie żelazną konsekwencją służącą jedynie pokazaniu kto tu rządzi.

                > A negocjacje i elastyczność mylisz z uleganie
                > m dziecku na jego ponawiane prośby.
                A nie wydaje Ci się, że negocjacje polegają właśnie na częściowym uleganiu?


                > Jeśli dziecko prosi o możliwość zabawy moimi drogimi kosmetykami, czy nową komó
                > rką, to naturalne jest, że powiem nie, prawda?
                Nie. Ja tam nie mam nic przeciwko temu, żeby dziecko "pobawiło się" tym na moich zasadach. Czyli nie wyleje na siebie flakonika drogich perfum, ale dlaczego nie miałoby się trochę "popachnić" jeśli bardzo chce i ładnie prosi?

                >Jeśli na ponowienie prośby ulegnę, chcąc "być fajną mamą"
                Jeśli robiłabyś to tylko po to by byc "fajną mamą" to rzeczywiście bez sensu. Ja robię to dlatego, że nie widzę istotnych powodów dla których miałabym się nie zgodzić.

                > Moim zdaniem rodzic, który powini
                > en PRZEWIDZIEĆ konsekwencje swojej zgody.
                No oczywiście, ale co to ma do rzeczy?

                > A negocjacje z nim w tym wypadku mogą polegać tylko na przedstawieniu mu innej
                > propozycji satysfakcjonującej obie strony.
                Wcale się z tym nie zgadzam. Najwyraźniej jestem bardziej kreatywna.
    • Gość: luiza kilka dni pracy IP: *.icpnet.pl 03.10.12, 16:15
      Pracowałam bardzo nad sobą - starałam się wykrzesać z siebie jeszcze więcej cierpliwości, jeszcze więcej przytulać, mniej się denerwować w sobie. I pomogło, nie usłyszałam "nie kochasz mnie" ani razu. Dziękuję za wszystkie udzielone rady.

      PS. Joshimo, tak mam w domu kilkumiesięczne niemowlę. Pisałam o tym wielokrotnie powyżej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka