Dodaj do ulubionych

Nie mówi.

28.07.07, 12:30
Mój synek ma rok i dzieięć miesięcy i nie mówi tzn. mówi mama tata ale nie
wie co te słowa oznaczają. Czy powinnam się martwić?
Mam jeszcze jedno pytanie.Synek jest bardzo grzeczny ale uparty jak chce np.
otworzyć szafkę a ja mu nie pozwolę to nie otworzy jej tylko płacze albo
rączkami bije sie po głowie robi tzw. stereo. Jak mogę wybrnąć z tej
sytuacji?
Dziękuję za odpowiedż.
Obserwuj wątek
    • justyna_dabrowska Re: Nie mówi. 28.07.07, 13:38
      Jeśli dziecko mówi słabiej niż rówieśnicy, nie trzeba od razu wpadać w
      przerażenie. Ale też lepiej sprawy nie lekceważyć, bo może się za nią kryć coś
      poważniejszego: np. ubytek słuchu, jakieś zaburzenie neurologiczne albo ogólne
      opóźnienie rozwoju.
      Jeśli dziecko już zaczęło mówić, a od jakiegoś czasu bez widocznej przyczyny
      mówi wyraźnie mniej (używało kilkunastu wyrazów, a teraz przestało albo mówi
      tylko „da”), jest to poważny sygnał do podjęcia szybkich działań. Takie dziecko
      powinien pilnie zobaczyć już nie pojedynczy pediatra czy psycholog, ale zespół
      specjalistów do diagnozy autyzmu.
      Inaczej rzecz wygląda, gdy taki krok wstecz pojawi się po jakichś trudnych
      przejściach - po pobycie w szpitalu, rozłące z matką, pierwszych tygodniach w
      żłobku. Może się zdarzyć, że pod wpływem takiego przeżycia dziecko przestanie
      mówić albo będzie się odzywało tylko do wybranych osób (np. do matki, ale nie
      do opiekunki), albo tylko w pewnych sytuacjach (np. w domu, ale nie w żłobku).
      To jest stan przejściowy i wymaga raczej porady psychologa, który pomoże
      rodzicom przezwyciężyć ten kryzys.

      Nawet jednak jeśli dziecko trafi do specjalistów: logopedy, psychologa,
      neurologa, foniatry, i nie wykryją oni żadnej przyczyny opóźnienia mowy, to nie
      znaczy, że pozostaje tylko siedzieć i czekać. Takie specyficzne zaburzenie
      rozwoju językowego (zwane SLI od ang. Specific Language Impairment) występuje u
      około 7 proc. dzieci - zdecydowanie częściej u chłopców i w rodzinach, w
      których tata, mama, wujek, brat czy siostra też późno zaczęli mówić.
      Zaburzenie to bywa przejściowe. Sprawdzili to amerykańscy naukowcy, którzy w
      badaniach przesiewowych wyłonili grupę dzieci z opóźnioną mową. W rok później
      stwierdzili, że tylko 60 proc. badanych nadal miało niższe wyniki w teście
      językowym, a pozostałe 40 proc. dogoniło już rówieśników. Okazało się też, że
      istnieje związek pomiędzy SLI i dysleksją, przy czym problemy z nauką czytania
      i pisania mogą mieć także dzieci, które „wyrosły” z SLI. Te 40 proc. „dzieci
      późno zakwitających”, jak określili je Amerykanie, nie różniło się jednak
      pierwotnie od pozostałych 60 proc., które po roku wciąż odstawały od
      rówieśników. Ale gdy mamy do czynienia z niemówiącym dwulatkiem, to nie wiemy,
      czy w wieku lat trzech będzie należał on do pierwszej, czy do drugiej grupy.
      Wniosek stąd taki, że na wszelki wypadek lepiej wszystkim takim dwulatkom pomóc
      i udać się do logopedy.Wiele podręczników radzi, by słabo mówiące dziecko
      zalewać potokiem słów. Taka „kąpiel słowna” jest przydatna pod warunkiem, że
      będzie dostosowana do specyficznych potrzeb dziecka.
      Weźmy najpierw dziecko, które mówi normalnie. Opowiada, nawiązuje z nami dialog
      i my się cieszymy, że jest takie mądre i też chętnie do niego mówimy. Wtedy ono
      mówi coraz więcej, a my automatycznie używamy coraz bardziej złożonego języka.
      Z reguły dziecko więcej rozumie, niż mówi, a my mamy tendencję, żeby
      dostosowywać nasz język do poziomu jego rozumienia, a nie jego mowy. Dzięki
      temu ma ono możliwość nieustannego podciągania się. To naturalny mechanizm -
      rozwój dziecka nas cieszy, co sprawia, że zachowujemy się w sposób, który
      sprzyja dalszemu rozwojowi.
      Jeśli jednak dziecko nie rozwija się normalnie, ten automatyczny mechanizm
      przestaje działać. Rodzice się niepokoją, a ich lęk działa destrukcyjnie: jedni
      stają się belframi, a inni, czasem zupełnie nieświadomie, unikają kontaktu z
      dzieckiem, bo przypomina im o problemie, który jest dla nich bolesny. A nawet
      jeśli ten lęk nie paraliżuje kontaktów z dzieckiem, to w tym wypadku owo
      naturalne mówienie na poziomie jego rozumienia nie zdaje egzaminu. Zwykle
      dziecko z SLI rozumie, co do niego mówimy, ale nie potrafi wykorzystać naszych
      słów do budowania własnych wypowiedzi, bo między zdolnością mówienia a
      rozumienia istnieje w jego wypadku prawdziwa przepaść. Dlatego trzeba się
      nauczyć mówić do dziecka tak, aby ono miało z tego pożytek.
      Znaleźć jak najwięcej czasu na zabawę z dzieckiem i podążać za nim. W tym
      czasie nie realizujemy własnych pomysłów w rodzaju: „układamy puzzle”, „czytamy
      książeczki”, „budujemy z klocków”, tylko pilnie obserwujemy dziecko i podążamy
      za nim - robimy to, co ono samo chce robić, co je interesuje. Jeśli chce biegać
      po pokoju, biegamy razem z nim. Jeśli bierze książeczkę, oglądamy razem z nim.
      Kiedy dziecko robi to, co samo chce, a nie to, co my chcemy, jest zadowolone, a
      przez to bardziej otwarte i chłonne.
      Dbać o bliskość fizyczną i kontakt wzrokowy twarzą w twarz. Jeśli dziecko
      siedzi na podłodze, siadamy razem z nim, możemy się nawet położyć. Wpatrujemy
      się w jego twarz i reagujemy na wszystko, co nam przekazuje, choćby to był
      przekaz bez słów, gesty, pomruki, mimika. Każdą taką „wypowiedź” kwitujemy,
      potwierdzamy, najlepiej jakimś pojedynczym słowem. Dziecko dostaje w ten sposób
      komunikat: „To, co mówisz, jest dla mnie ciekawe”. Jeśli mama czy tata,
      zadowoleni i uśmiechnięci, wpatrują się w dziecko i piją mu z ust, to stanowi
      to znacznie skuteczniejszą zachętę do mówienia niż naleganie „no, powiedz:
      krówka” czy pytanie w kółko „co to jest?”.
      Bawić się na zasadzie „raz ty, raz ja”. Może to być rzucanie do siebie piłki,
      zabawa w łapki, budowanie z klocków. Taka zabawa przypomina rozmowy - naśladuje
      naprzemienne zabieranie głosu - najpierw ja coś mówię, potem ty, znowu ja,
      znowu ty. Pytanie - odpowiedź. Stwierdzenie - replika.
      Samemu mówić bardzo mało. Niech nasze wypowiedzi będą bardzo krótkie. Na
      początek - jeden wyraz. Dziecko coś mruknęło, pokazując pluszowego kotka -
      mówimy: „Kotek!”. Dziecko: „miau”. My: „Tak, kotek miau, robi miau kotek” (a
      nie: „Chcesz wziąć tego kotka? Daj mamusi, położymy go do łóżeczka”).
      A więc zamiast podciągać, edukować, rozwijać, mamy zniżyć się do poziomu
      dziecka i robić to, czym ono się akurat interesuje.
      • rysa9 Do Pani Justyny Dąbrowskiej 28.07.07, 20:41
        Dziękuję Pani za ten tekst. Dużo się z niego dowiedziałam. Ja niestety stałam
        się dla mojego dziecka "belfrem" :-( Czułam, że powinnam podążać za dzieckiem
        ale... nie wiedziałam jak to robić. Może dlatego, że nie bardzo rozumiałam w co
        się moje dziecko chce bawić? Dlatego wiele zadań, ćwiczeń czy zabaw narzucałam
        mu. W końcu nastąpił bunt. Wtedy sięgnęłam po nagrody i postępowanie na
        zasadzie przemienności, czyli najpierw Twoja zabawa potem moja.
        Ale do rzeczy. Moje dziecko niedługo skończy osiem lat i nadal kiepsko mówi jak
        na swój wiek. Jest pod stałą opieką logopedów od czwartego roku życia ale nadal
        ma problem z ułożeniem poprawnej konstrukcji zdania. Nie wspomnę już o
        opowiedzeniu czegoś dłuższego. Gubi mnóstwo słów przez co jego wypowiedź jest
        uboga i niezrozumiała.
        Nie wiem, jak pracować w domu? Jakiego specjalisty szukać? Bo logopedzi, jak
        zauważyłam, kładą głównie nacisk na poprawne wymawianie głosek. Wiem, że to
        jest istotne ale to nie wszystko czego potrzebuje moje dziecko.
        • ulkam Re: Do Pani Justyny Dąbrowskiej 29.07.07, 13:47
          Prosze napisac do mnie na adres redakcji: justyna.dabrowska@agora.pl. W jakim
          mieście Pani mieszka? Czy synek jest pod opieka jakiegoś fachowca?
          czekam na list
          pozdrawiam
          JD
          • rysa9 Re: Do Pani Justyny Dąbrowskiej 29.07.07, 22:42
            Dziękuję. Już odpisałam :-)
      • Gość: Iza Re: Nie mówi. IP: 212.122.234.* 30.07.07, 14:51
        dziękuję za obszerny opis. Mam podobny problem, że dziecko nie mówi. Moja córka
        ma 2 lata i 9 miesięcy i mówi pojedyńcze słowa typu mama, tatu, daj... jest ich
        ok 15, na kotka oczywiście mówi MIAU, pies hauu itd. U mnie jest sprawa
        bardziej skomplikowana gdyż używamy 3 języków. Ja oczywiście do dziecka mówię
        po polsku, mąż po arabsku, a między sobą rozmawiamy po angielsku. Jeżeli chodzi
        o polecenia to doskonale rozumie po polsku, po arabsku gorzej ale również
        rozumie po angielsku mimo, że ja do niej nie mówię po angielsku a mąż zaczął od
        miesiąca do niej mówić po angielsku. Pediatra powiedział, że do 3 lat mam się
        nie martwić, ale z Pani tekstu wynika, że powinnam zacząć szukać pomocy u
        specjalisty, tylko gdzie ??? Bardzo proszę o jakieś wskazówki
      • Gość: Iza Re: Nie mówi. IP: 212.122.234.* 30.07.07, 14:51
        dziękuję za obszerny opis. Mam podobny problem, że dziecko nie mówi. Moja córka
        ma 2 lata i 9 miesięcy i mówi pojedyńcze słowa typu mama, tatu, daj... jest ich
        ok 15, na kotka oczywiście mówi MIAU, pies hauu itd. U mnie jest sprawa
        bardziej skomplikowana gdyż używamy 3 języków. Ja oczywiście do dziecka mówię
        po polsku, mąż po arabsku, a między sobą rozmawiamy po angielsku. Jeżeli chodzi
        o polecenia to doskonale rozumie po polsku, po arabsku gorzej ale również
        rozumie po angielsku mimo, że ja do niej nie mówię po angielsku a mąż zaczął od
        miesiąca do niej mówić po angielsku. Pediatra powiedział, że do 3 lat mam się
        nie martwić, ale z Pani tekstu wynika, że powinnam zacząć szukać pomocy u
        specjalisty, tylko gdzie ??? Bardzo proszę o jakieś wskazówki
        • atenka11 Re: Nie mówi. 03.08.07, 14:45
          Dzieci z rodzin wielojezycznych moga zaczac mowic pozniej, nie trzeba wpadac w
          panike.
          • Gość: Iza Re: Nie mówi. IP: 212.122.234.* 03.08.07, 15:08
            Dziękuje, za otuchę. Po prostu panikuję jak widzę dzieci młodze o córki, które
            swobodnie rozmawiają, córka rozumie i mówi po swojemu, dla mnie jej język jest
            zrozumiały bo rozumiem jej gesty ale oczywiście dla innych niestety nie.
            Problem z porozumiewaniem się czy z babciami czy z dziadkiem, bo wiadomo nie
            przebywają z córką na co dzień więc jest im trudniej ją zrozumieć.
            • Gość: titta Re: Nie mówi. IP: *.botany.gu.se 03.08.07, 15:48
              Mam doczynienia z grupa 2-4 letnich dzieci z rodzin mieszanych i emigrantow.
              Dwa, trzy jezyki to standard (zdazaja sie i 4: jezyk mamy, taty, angielski i
              miejscowy). Wiekszosc (choc nie wszystkie) rzeczywiscie maja bardzo ubogie
              slownictwo, albo w ogole nie mowia. Ewentualnie mowia "swoim" jezykiem bedacym
              mieszanka. Mialam dziewczynke, ktora mowila bardzo duzo (usilujac zwrucic na
              siebie uwage) ale w calkowicie wymyslonym jezyku. Za to jak juz sie rozgadaja,
              to mowia ladnie, rozrozniajac do kogo po jakiemu sie zwracac.
              Czasem jest tak, ze dziecko sfrustrowane tym, ze sie go nie rozumie, milczy
              (rowniez w domu pokazujac wszystko na migi). A potem z dnia na dzien potrafi
              odezwac sie pelnym zdaniem. Tak ze dzieci wielojezyczne to chyba inna sprawa...
              • Gość: Iza Re: Nie mówi. IP: 212.122.234.* 06.08.07, 16:04
                dziękuję za słowa pocieszenia. Tak też pediatra mówi, tym bardziej, że córka
                jest bardzo kontaktowa. Mam nadzieję, że już niedługo będzie już mówić
                zrozumiale również dla innych, a nie tylko dla mnie. Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka