Dodaj do ulubionych

Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:)

    • jul-kaa ciążowe majty :) 09.12.09, 08:15
      Nie śmiejcie się, bo chciałam się z Wami podzielić doświadczeniem z dolną
      bielizną ciążową. Większość dotychczas posiadanych majtek uciska mi brzuch,
      fajne ciążowe są drogie, a tanie ciążowe nie są fajne :) (mam Canpolu i to
      straszna szmata). Mąż kupił sobie ostatnio bezszwowe bokserki firmy Uomo, ja je
      porwałam i mam teraz najwygodniejsze ciążowe majty świata, a musicie wiedzieć,
      że brzuch mam jak niejedna kobieta w 40tc :))
      • luliluli Re: ciążowe majty :) 09.12.09, 08:38
        :D:D:D do wypróbowania na później, ja na razie czekam niecierpliwie na brzuch
        ciążowy - teraz mam ciążę spożywczą od kilku tygodni;)))
        • anyankaaa Re: ciążowe majty :) 10.12.09, 09:39
          Ja delikatny brzuszek zaczynam widzieć jak jestem bez ubrania, taki w sumie jakby dłoń na płasko dołożyć do normalnego brzucha :)
          W ubraniu to jest na razie niewidoczne.
          Zastanawiam się, kiedy szefa zaskoczyć wesołą nowiną :P
          • luliluli Re: ciążowe majty :) 10.12.09, 12:01
            ja szefowi powiedziałam już 2 tygodnie temu, a co:D
            ucieszył się jakby z rodziny był;)))

            PS czy gdzieś jeszcze należy zgłosić fakt bycia w ciąży? ZUSowi czy jakiemu
            innemu dziadostwu?
    • luliluli Lekarz prowadzący 11.12.09, 14:24
      Widzę wokół siebie, że większość przyszłych mam wybiera na prowadzącego ciążę
      lekarza pracującego w szpitalu, w którym chce rodzić. Czy to w czymś pomaga?
      Ja wybrałam sobie lekarza, który owszem pracuje w szpitalu, ale w innym
      województwie:P Ale chodziłam do niego już przed ciążą i mam do niego zaufanie.
      Czy to robi jakąś różnicę?
      Nie wiem, jak jest w innych szpitalach, ale u nas poród i tak odbiera ten, kto
      akurat ma dyżur, więc to zupełna loteria. Ale mam zagwozdkę:D
      • agnesp76 Re: Lekarz prowadzący 11.12.09, 14:48
        luliluli napisała:

        > Widzę wokół siebie, że większość przyszłych mam wybiera na prowadzącego ciążę
        > lekarza pracującego w szpitalu, w którym chce rodzić. Czy to w czymś pomaga?
        > Ja wybrałam sobie lekarza, który owszem pracuje w szpitalu, ale w innym
        > województwie:P Ale chodziłam do niego już przed ciążą i mam do niego zaufanie.
        > Czy to robi jakąś różnicę?
        > Nie wiem, jak jest w innych szpitalach, ale u nas poród i tak odbiera ten, kto
        > akurat ma dyżur, więc to zupełna loteria. Ale mam zagwozdkę:D

        Ja podobnie jak Ty, nie mam lekarza "ze szpitalem". Tzn. wiem, że pracuje w
        szpitalu, ale nie rozważam go w ogóle w kwestii porodu, będę rodzić w innym :)
      • jul-kaa Re: Lekarz prowadzący 11.12.09, 14:49
        Mój lekarz prowadzący nie pracuje w żadnym szpitalu i choć nawet zastanawiałam
        się nad zmianą lekarza, to na razie tego nie zrobiłam. Byłam na wizycie u
        lekarza z "mojego" szpitala, ale mnie do siebie nie przekonał. Może to w pewnych
        wypadkach pomaga w czasie przyjęcia do konkretnego szpitala? Ja chciałabym
        rodzić w św. Zofii, a tam przy przyjmowaniu nie liczy się lekarz prowadzący,
        tylko położna (opłacona...).
        • luliluli Re: Lekarz prowadzący 11.12.09, 14:56
          no właśnie, z położnymi to już inna bajka, dlatego też mam zamiar chodzić do
          szkoły rodzenia, może uda się "zaprzyjaźnić" z tą częścią personelu - choćby z
          kilkoma sztukami:D

          Po głębszym zastanowieniu się uznałam, że nie chcę zmieniać lekarza na
          szpitalnego, bo u nas DOBRZY położnicy są zawaleni pacjentkami, drodzy i nie
          reprezentują niczego nadzwyczajnego. A do reszty bym nie poszła.
          Przywiązałam się do obecnego doktorka i do jego stylu na wczesne Beverly Hills
          90 210:P
          • anyankaaa Re: Lekarz prowadzący 11.12.09, 17:30
            Ja swojego lekarza wybrałam też dlatego, że ma bardzo dobre opinie :)
            No i właśnie w tym szpitalu jest szkoła rodzenia, na którą zamierzamy chodzić z mężem. I nie ma tam problemu ze znieczuleniem... I jest sala do porodów rodzinnych.
            A i lekarze i położne są chwaleni za profesjonalne i ludzkie podejście do pacjentek. Szpital też otrzymał nagrody w akcji "Rodzić po ludzku".
            Za to porodówka w moim mieście w ogóle odpada, jest to bardziej fabryka do porodów, gdzie kobieta jest traktowana bardzo przedmiotowo...
    • luliluli Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 18.12.09, 12:32
      wczoraj wieczorem wydawało mi się, że zobaczyłam COŚ pod pępkiem:D
      jakby mikrobrzuszek (bo oczywiście pomijam ten "makro" spowodowany wzdęciami
      itp.) To możliwe czy sobie wkręcam? rano byłam już mniej pewna, ale też coś
      jakby lekko widać pod pępkiem. Chyba że fatamorgana;)
      w poniedziałek mam USG, coś ten mój lekarz w gorącej wodzie kąpany, nie
      słyszałam, żeby ktoś w 10t4d miał badaną przezierność itd. no ale nie będę się
      sprzeciwiać, bardzo już chcę sprawdzić, co słychać u Kropki:)
      a co u Was mamuśki?
      • jul-kaa Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 18.12.09, 12:55
        Już pisałam, że mnie brzuch wyskoczył BARDZO wcześnie, ale to dlatego, że mam
        otyłość brzuszną. Nie wiem więc, jak wcześnie innym się pojawia wypukłość, ale
        może też już go masz :)
        Mój lekarz na każdej wizycie robi USG, wszystko sprawdza, liczy, mierzy.
        Ja czuję się dobrze, dalej jestem ciągle zmęczona, a ostatnio się prawie
        popłakałam, jak mnie baby w sklepie szturchały na wszystkie strony i jeszcze
        ofukały. Jak to jest, że facet jak już niechcący potrąci ciężarną, to przeprasza
        i się kaja, a baba jeszcze raz dołoży i nafuka? Nie rozumiem tego...
        • luliluli Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 18.12.09, 13:02
          hmm, szczerze mówiąc nie spotykam zbyt wielu stereotypowych bab w sklepach, ale
          jak już trafiam na potwora (czyt. babola popychającego mnie
          wózkiem/ciałem/czymkolwiek) to wprost nie mogę się powstrzymać, żeby nie zrobić
          tego samego... zdarzało mi się wciskać komuś w odwecie koszyk w udo (udając, że
          nie widzę), ale chyba nie powinnam się przyznawać, bo mi teraz wstyd;)))
          Może ten najazd bezmyślnych bab to wyłącznie wina przedświątecznej gorączki? a
          stosowanie nieśmiertelnego "przepraszam" podczas poruszania się w tłumie nie
          działało?
          Jak czytam takie posty, jest mi naprawdę wstyd za społeczeństwo:|
          • jul-kaa Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 18.12.09, 13:09
            luliluli napisała:
            > wprost nie mogę się powstrzymać, żeby nie zrobić
            > tego samego... zdarzało mi się wciskać komuś w odwecie koszyk w udo (udając, że
            > nie widzę), ale chyba nie powinnam się przyznawać, bo mi teraz wstyd;)))

            Haha, ja też tak robię i to z pełną premedytacją. Potrafią nawet bezczelnie
            nadepnąć na stopę, a że swoje ważę, to ma za swoje rozpychacz jeden :) Wiem, że
            to nieładnie, ale cóż...
            • beniutka_bo Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 18.12.09, 13:52
              W ciąży nie jestem,ale podczytuję wątek:)
              Dziś zauważyłam,ze ludzie chyba wcale nie myślą-w markecie zostawi koszyk na
              środku alejki,tarasuje przejście. Przesunęłam takiemu wózek,żebym mogła
              przejść,a ten mnie dość głośno od różnych takich... No to ja się ładnie
              uśmiechnęłam i równie głośno "Wesołych Świąt"
              Trzeba było widzieć minę tego faceta i ludzi wokół.
              Tekst-wytrych,albo saper;)
              • luliluli Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 18.12.09, 15:39
                hahaha:D
                kurde, ludzie dostają małpiego rozumu w gorączce świątecznej - przestają umieć
                jeździć autem, robić normalne zakupy, zapominają o jakichkolwiek zasadach. Szok.
                Święta odmóżdżają:D
      • agnesp76 Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 18.12.09, 22:24
        luliluli napisała:

        > w poniedziałek mam USG, coś ten mój lekarz w gorącej wodzie kąpany, nie
        > słyszałam, żeby ktoś w 10t4d miał badaną przezierność itd. no ale nie będę się
        > sprzeciwiać, bardzo już chcę sprawdzić, co słychać u Kropki:)
        > a co u Was mamuśki?

        To już słyszysz ;) w poprzedniej ciąży miałam usg chyba nawet dokładnie 10t i 4
        dni - wynikło to z tego, że potem lekarz- genetyk, do którego chciałam
        koniecznie iść miał urlop i po powrocie byłoby za późno. Powiedział mi wtedy, że
        w zasadzie przezierność mierzy się nieco później, ale jak na ten czas tylko
        trochę zmieniają się normy, ale można ją zmierzyć i ocenić.

        Teraz byłam jakieś 13t1d i mała była owinięta pępowiną wokół szyi, więc
        przezierność mierzył wielokrotnie i w kilku miejscach, wybierał chyba największe
        wartości i wyciągał jakieś średnie, czy jakoś tak.
      • agnesp76 Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 18.12.09, 22:27
        A co do pierwszej części - chyba jakoś w czasie tego pierwszego usg przestałam
        się mieścić w spodnie ;)
        W obecnej ciąży, to trudno mi powiedzieć, bo był sierpień i miałam akurat
        spodnie/spodenki niższe - biodrówki, a spodniczki elastyczne, no i sukienki
        zwiewne. Poprzednio zaczynałam zimą to i chyba wcześniej było widać
        (przynajmniej po ubraniach)
    • wariamiktoria Wrażenia po pierwszym miesiącu z dzieckiem 21.12.09, 11:15
      Na samym początku gdy wróciliśmy do domu to L głównie spał, jadł, kupkał itd a
      ja pilnowałam coby nie jeść nic co mogłoby mu albo mi zaszkodzić - w efekcie nie
      miałam za bardzo sił ale jak wprowadzałam różne rzeczy to patrzyłam jak reaguje
      i jak było ok to zostawało. Było ciężko ale obecnie już więcej produktów jem niż
      nie jem. Wróciłam już na uczelnię - 3 tyg po porodzie - na część zajęć bo nie
      chcę małego na zbyt długo zostawiać samego. Nie wypaliło mi niestety ściąganie
      mleka - idzie mi to makabrycznie i gdy ściągnęłam tylko 75ml to potem jeszcze
      dokarmili go modyfikowanym bo jeszcze 1h była do mojego powrotu. Zabolało mnie
      to ale lepiej aby zjadł porcję lub dwie sztucznego niż miał być głodny bo mama
      jest na zajęciach. Plusem tego było stwierdzenie że i tak męczą go gazy mimo że
      na modyfikowanym więc to nie przez to co jem ale przez niedojrzałość jego układu
      pokarmowego. W efekcie pijam herbatkę z koperku coby ułatwiać mu odgazowanie i
      ponieważ skończył miesiąc dostaje espumisan - łatwo mu się gazuje i jest lepiej.
      Za to zaczął płakać z innego powodu - długo nie mogliśmy dojść co się stało. Od
      czwartku od 19 do piątku do 23 przysypiał tylko na trochę a jak się budził długo
      nie mógł się uspokoić. Jak się zdenerwował nie był w stanie jeść (kurczę, to jak
      mama gdy wpadnie w bardzo ostrego nerwa) a był coraz bardziej głodny, ssał swoje
      i nasze palce a pierś odpychał. Wreszcie poszliśmy na sposób: położyliśmy go mi
      na brzuchu i piersiach tak aby sam wreszcie dziobiąc klatkę piersiową odnalazł
      sutek i zaczął jeść - reagują mocno na niego wypływem mleka więc jak już czuł
      ten smak to łatwiej mu było zacząć je ssać - woli sam złapać niż aby mu podać.
      Tyle że trzeba było słuchać tego płaczu :( Na trochę pomagało: odkręcona woda,
      suszarka, wentylator, pieśni wielorybów, śpiewanie, nucenie itd przez mamę lub
      tatę, odkurzacz (no ale o 23 nie będę tego robić sąsiadom).
      Jakie mogły być tego przyczyny (nie nasuwające się od razu na myśl): niewygodne
      ubranko - mimo że luźne body ale jakoś zostawiło mu ślad, pewnie dlatego
      rozbieranie go do zmiany pieluszki pomagało; za dużo wrażeń - goście powyżej
      jednej spokojnej osoby to dla niego za dużo, nie wiem co zrobię z wigilią, co
      najwyżej spędzę ją na zmianę z mężem przy stole lub w drugim spokojniejszym
      pokoju z dzieckiem; perfumy działają również negatywnie nie lubi takich zapachów
      - mnie mdliło od nich w ciąży on też ich nie znosi. I jeszcze jedna bardzo ważna
      rzecz którą niestety dopiero wczoraj zobaczyliśmy - mąż kąpiąc maluszka
      niedokładnie wgłębiał się w fałdki paszek i aż mu się coś na kształt odparzeń
      zrobiło - wymyliśmy i pokremowaliśmy od odparzeń może jak się to pogoi będzie
      lepiej.
      Lucek ma też za sobą pierwszą wizytę kontrolną i pediatry, która nie wstała
      nawet zza biurka - położna zważyła malca (jak wychodziliśmy ze szpitala ważył
      3kg po 22 dobach przybrał 1,3kg) i usłyszeliśmy że tak szczepić na wszystko:
      rota, pneumo i 5 lub 6 w 1. Zero wyjaśnień tylko: bo mamy teraz taką promocję
      (2x620zł+2x440zł) i szczepić tymi skojarzonymi. Kurdę - oni mają promocję ale
      położna miała mi o tych dodatkowych szczepieniach opowiedzieć a tylko wpadła i
      wypadła a jak w gabinecie dopytywałam to: "przecież o tym rozmawiałyśmy". Nie
      q... nie rozmawiałyśmy i teraz chcę się dowiedzieć a nie słyszeć tekst z
      kalendarza reklamowego. Dlatego ciągle jestem w rozterce w kwestii dodatkowych
      szczepionek i wybieram się jutro prywatnie do pediatry przy okazji badania
      bioderek aby przyjrzał się dziecku: ciemiączku, zmianom skórnym, stulejce,
      napięciu mięśniowemu (taki sam problem z paszkami ale bardziej nasilony miała
      moja bratanica z kłopotami z napięciem mięśniowym więc możliwe że są lekkie i
      trzeba porobić troszkę ćwiczeń); i wyjaśnił sens dodatkowych szczepień.
      Dokładnie 28 dni po porodzie byłam na basenie (aby odreagować dobę płaczów
      Lucka) i było CUDOWNIE. Nie musiałam ostro myśleć, odpowiadać na pytania, woda
      dała mi nawet odpłynąć myślami od synka na chwilę. Choć w sumie licząc długości
      basenu myślałam o nim intensywnie bo chciałam przepłynąć ich tyle ile ma dni.
      Udało się i potem też super się czułam - nie bolała mnie brzuch (po dłuższym
      chodzeniu jeszcze boli), nie miałam zakwasów i byłam tak wyciszona :)
      Co nie wypaliło z moich planów sprzed porodu: nie używam pieluszek wielorazowych
      - nie miałabym gdzie ich suszyć, normalne pranie zostawia 2 dni max bez suszenia
      a i tak jest sporo wilgoci w mieszkaniu mimo grzania i rozszczelnionych okien
      oraz częstego wietrzenia. Nie radzę sobie jeszcze z chustą jakbym chciała, boję
      się próbować bez doświadczonego oka, wiążę w coś na kształt kołyski. Mam
      nadzieję że wreszcie się z tym przełamię po USG bioderek choć wiem że chusta
      jest właśnie najlepsza przy lekkich dysplazjach.
      No i boli mnie to modyfikowane gdy jestem na uczelni ale ręcznie ani ręcznym mi
      nie idzie, ledwo coś kapie choć bardziej to chyba ze stresu bo jak mały się
      przyssie to gdy przerwie to trzeba uważać żeby go nie zalewać tryskającym mlekiem.
      Jako podsumowanie niech będzie odpowiedź na pytanie koleżanki czy jest mi teraz
      gorzej niż było (bo niewyspanie itd): nie jest gorzej tylko trudniej. Nie ma co
      tego rozpatrywać jako lepiej czy gorzej bo dziecko to coś niesamowitego.
      • anka-ania Re: Wrażenia po pierwszym miesiącu z dzieckiem 22.12.09, 13:44
        Ech, proza życia z niemowlakiem. Na pocieszenie powiem Ci, że będzie coraz
        lepiej i łatwiej. Najtrudniejsze są właśnie te 3 pierwsze miesiące (albo -
        wersja pesymistyczna - 6 miesięcy ;), kiedy poznaje się dziecko i uczy się go
        rozumieć.
        IMO jesteś bardzo dzielna, że tak szybko wróciłaś na uczelnię, naprawdę podziwiam.
        Co do ściągania, to tego też trzeba się nauczyć, poeksperymentować z porą i
        pozycją, a może i z innym laktatorem. Mnie udawało się ściągnąć odpowiednią
        ilość mleka dopiero w pracy, gdy nadchodziła pora normalnego karmienia (zamiast
        do brzuszka szło do butelki ;). Jeśli się nie uda, to przecież nic złego, jeśli
        maluch wypije modyfikowane od czasu do czasu. Grunt, aby był najedzony i
        zadowolony, a ty nie martwiła się, że w domu czeka głodne dziecko.

        Aha, uważaj z ilością wypijanej herbatki z kopru. Jej nadmiar daje efekt
        odwrotny od oczekiwanego.
      • luliluli Re: Wrażenia po pierwszym miesiącu z dzieckiem 22.12.09, 14:25
        trochę straszysz, wariamiktoria;) miejmy nadzieję, że z każdym tygodniem jest
        choć trochę łatwiej...
        Podziwiam szybkość powrotu na studia:)
        • wariamiktoria Re: Wrażenia po pierwszym miesiącu z dzieckiem 22.12.09, 16:08
          Jak już wiadomo co się dzieje to jest łatwiej :) Także może być lepiej nawet z
          każdą godziną jak już dojdziemy co się dzieje.
          A dziś po USG bioderek: IIa więc lekka niedojrzałość, która powinna samoistnie
          przejść w normę i niech się wypchają majtkami korekcyjnymi - będziemy Lucka
          chustować i w ten sposób dojdziemy do formy.
          mediweb.pl/diseases/wyswietl_d.php?id=154
          A pediatra dokładnie pooglądała dziecko, zmierzyła, zważyła, potłumaczyła,
          dziecię pochwaliła, pozalecała witaminki bo jak tak szybko rośnie (w ciągu 28dni
          przybrał 1600g) to może mu ich brakować z mojego pokarmu (ciekawe czy to prawda,
          muszę doczytać). Pogadaliśmy i o tranie, szczepionkach, ciemiączkach, alergiach
          a dokładniej że jak po czekoladzie nie miałam problemów to dzieć
          najprawdopodobniej nie będzie ich robił w tym względzie i z innymi produktami.
          Może to pochwały n/t kształtnej główki Lucka, może info jakie pozyskaliśmy ale
          wyszliśmy bardzo zadowolenia i nie żałujemy wydania 65zł na wizytę (młode
          jeszcze nie wciągnięte do systemu w pracy tatusia więc niestety ale płatnie było).
    • luliluli Ludzik machający nóżkami;) 22.12.09, 14:32
      Wczoraj byliśmy na kolejnej wizycie, maluch pokazywał nam na dzień dobry
      wygibusy nóżkami, umieraliśmy ze śmiechu:D
      Później pokazał się cały - 3,5 cm kochanego ciałka:) było trochę za wcześnie na
      badanie przezierności (nasz ludzik od początku jest młodszy o kilka dni niż to
      wynika z daty ostatniej miesiączki), więc następne badanie czeka nas w połowie
      stycznia.
      Na razie wszystko jest ok, nie mogłam się nacieszyć widokiem fikających nóżek:D

      Kurczę, wiecie co? myślałam, że z czasem bardziej przyzwyczaję się do myśli, że
      czekamy na dziecko, ale po kolejnym USG coraz mniej chce mi się wierzyć, że mam
      w brzuchu takiego malca!

      PS od paru dni nie opuszcza mnie chęć na coś wybitnie niezdrowego - tłłłłuste
      pierogi ruskie ze skwarkami, zapiekanka z budki w środku miasta, fura lodów z
      bitą śmietaną, ehh:D
      • anyankaaa Re: Ludzik machający nóżkami;) 22.12.09, 14:44
        Ale masz fajnie :)
        Ja idę dopiero 6 stycznia (w 13 tygodniu).

        Mnie też to się wydaje nierealne :) Może to się zmienia kiedy brzuch rośnie? Albo zaczynasz czuć ruchy? Ja z kolei mam ciągle ochotę na zrobienia testu :D niby okresu nie ma i USG ciążę potwierdziło... ale takie to dziwne :)

        P.S. Ja jem dokładnie wszystko to na co mam ochotę (tak jak przed ciążą) no ale w sumie zawsze jadłam chyba dość zdrowo, kupne jedzenie niezbyt często, może co kilka tygodni... no ewentualnie raz na tydzień :)
        A Ty się serio jakoś ograniczasz?
        • luliluli Re: Ludzik machający nóżkami;) 22.12.09, 15:12
          nooo, zrezygnowałam z ulubionej potrawy - z wina;)))

          a na poważnie - nie ograniczam się, bo tylko w czasach studenckich jadałam na
          codzień zupki chińskie:D jem to co przed ciążą, domowe obiadki - nie stronię od
          smażonych potraw, bo je kocham (te wszystkie kotlety i placki), lubię kluchy (w
          ciąży moim faworytem są śląskie kluseczki), warzywa jadam ale z umiarem, bo nie
          przepadam:P rekompensuję to owocami:D kiszone ogórki i kapustę kochałam zawsze,
          więc miłość mi została. Zdarza mi się zjeść coś "na mieście", ale teraz jadłabym
          tak najchętniej codziennie!
          • anyankaaa Re: Ludzik machający nóżkami;) 22.12.09, 15:47
            Ja też kluchy luuubię :)
            Mnie ciągle ciągnie to chińskiej restauracji :) Wczoraj byłam w mieście na głodnego i zjadłabym cokolwiek, pizzę, gyrosa, frytki, no cokolwiek gotowego. A mąż mnie do domu ciągnął bo obiad był gotowy :)
          • wariamiktoria Re: Ludzik machający nóżkami;) 22.12.09, 15:57
            Zazdroszczę dziewczyny, ja tylko raz widziałam małego podczas USG - świetna
            sprawa tak go podejrzeć. Jedzcie na co macie ochotę chyba że to wybitnie
            niezdrowe. To co trzeba ograniczyć to: tuńczyk (ze względu na rtęć), jeśli nie
            przechodziłyście tokso to surową i wędzoną rybę (ale tu bardziej można się
            zarazić grzebiąc w ziemi bez rękawiczek czy jedząc nieumyte owoce i warzywa),
            dobrze też nie rzucać się na orzeszki ziemne bo silnie alergizują. No i
            oczywiście nie pić alkoholu i nie palić ale zdarzało mi się malutko wypić (mały
            łyk normalnego piwa lub niskoalkoholowe) i niestety ale przebywałam czasem w
            strefie rażenia tytoniu więc wiadomo - bez paniki.

            Co byście powiedziały na podforum dla nas: ciężarnych i matek małoletnich? W
            sieci czasem trafiam na sensowne rzeczy, które są mi potrzebne na teraz a potem
            gdzieś te linki giną - a później dla was byłyby przydatne zamiast później się
            przekopywać choćby przez ten wątek nie wspominając o ogromnym internecie po
            którym prowadzi nas google a gdzie jest zarówno wiele przydatnych rzeczy jak i
            wierutnych bzdur. Do tego bardziej doświadczone lobbystki może służyłyby czasem
            radą. Na offtopach spotykają się sensowne kobiety i atmosfera byłaby lepsza niż
            na CiP np.
            • jul-kaa Re: Ludzik machający nóżkami;) 22.12.09, 17:22
              wariamiktoria napisała:

              > Co byście powiedziały na podforum dla nas: ciężarnych i matek małoletnich?

              Tak! Zakładaj! Ja jeszcze nie znalazłam żadnego sensownego forum, większość jest
              odpychająca.
              • wariamiktoria Re: Ludzik machający nóżkami;) 22.12.09, 19:25
                Stworzone, może dziewczyny nas nie zjedzą że w lobbystkach a jeśli tak to
                przeniesiemy je do ogólniejszego (nie jedzcie nas proszę). Lobbystkimatkują
                Zapraszam :) mój debiut jako adminki.
                • joankb Re: Ludzik machający nóżkami;) 22.12.09, 19:32
                  E nooooooo :)
                  Tutaj sobie zaglądam. Na oddzielne forum to nie wiem czy mię siem bendzie
                  chciało....
                  • wariamiktoria Re: Ludzik machający nóżkami;) 22.12.09, 22:03
                    Oj pewnie będzie się działo w obydwu miejscach :) Tam pewnie nie będziemy bardzo dużo pisać bo bardziej tematycznie niż offtopowo będzie więc mniej luźnych pogaduszek ale i tak będzie przyjemnie a w razie czego trochę informacji pod ręką.
        • jul-kaa Re: Ludzik machający nóżkami;) 22.12.09, 17:21
          anyankaaa napisała:

          > Ja z kolei mam ciągle ochotę na zrobienia testu :D nib
          > y okresu nie ma i USG ciążę potwierdziło... ale takie to dziwne :)

          Ja też miałam (a tam, do teraz mam!) ochotę zrobić test. Ta druga kreska... U
          mnie brak okresu o niczym nie świadczył - ostatni miałam w kwietniu, a w ciążę
          zaszłam w lipcu.
      • jul-kaa Re: Ludzik machający nóżkami;) 22.12.09, 17:20
        luliluli napisała:

        > Kurczę, wiecie co? myślałam, że z czasem bardziej przyzwyczaję się do myśli, że
        > czekamy na dziecko, ale po kolejnym USG coraz mniej chce mi się wierzyć, że mam
        > w brzuchu takiego malca!

        Ha, ha, ja do dziś nie wierzę (25 t.c.!!), choć oglądamy go na każdej wizycie,
        czuję ruchy (porządne, wiercipięta z naszego synka). Moja paranoja sięgnęła
        zenitu kiedy doszłam do wniosku, że mój lekarz nie pokazuje mi na USG mojego
        dziecka, tylko jakieś nagranie i... poszłam do innego lekarza (możecie się
        śmiać, a co!), który OCZYWIŚCIE potwierdził, że jestem w ciąży, hehehehe.
        Przebiłam Wasze paranoje, nie?

        >
        > PS od paru dni nie opuszcza mnie chęć na coś wybitnie niezdrowego - tłłłłuste
        > pierogi ruskie ze skwarkami, zapiekanka z budki w środku miasta, fura lodów z
        > bitą śmietaną, ehh:D

        Nie żałuj sobie. Moim zdaniem organizm chce Ci dać coś do zrozumienia. Ja przez
        jakiś czas miałam okropną ochotę na sól i soliłam dosłownie wszystko w ilościach
        nieprzeciętnych. Mój lekarz powiedział, że dopóki organizm nie zatrzymuje wody,
        to ma nie panikować i solić do woli. Po jakimś miesiącu mi przeszło i dam
        głowę, że do czegoś ta sól (a może jod w niej?) była organizmowi (mojemu lub
        synka) potrzebna.
        A tłustego z kolei prawie nie jem - smażone cuchnie, a po innych tłuszczach mam
        dłuuugo straszny niesmak i poczucie, że mi się coś osadziło na języku.
        • sarahdonnel Foch jedzeniowy 22.12.09, 19:51
          Witam! Od paru dni podczytuję, a od (mniej) paru dni super-wcześniutka ciąża
          (totalnie nieplanowana, ale zaakceptowana) najwyraźniej daje mi się we znaki
          jedzeniowo-smakowo. Zaczyna mnie to irytować, mój TŻ wczoraj zmusił mnie do
          telefonu do przychodni, gdzie przemiła felczerka (mieszkam w Amsterdamie, inny
          system) stwierdziła 'odchorować, jak bardzo żle, to w aptece coś doradzą, jak za
          tydzień będzie równie źle, to umówimy wizytę'. Tylko, że mnie to po prostu
          'upośledza' w miarę rozsądne (nie to, że totalnie nieciążowe, ale takie nawet na
          pół gwizdka...) funkcjonowanie. Może macie na to sposób?

          Najpierw nie mogłam przełknąć nic rano (chyba, że kawę z mlekiem, od której od
          14 roku życia jestem elegancko uzależniona...), i z trudem coś po południu.
          Potem mleko w kawie zaczęło mi zwyczajnie śmierdzieć (normalnie mleka w ogóle
          nie umiem pić, co najwyżej jogurcik jakiś), przerzuciłam się na
          bardzo-mocnego-earlgreya z cytryną, bo żołądek trochę się uspokajał.
          Moja radość nie trwała jednak długo, od dwóch dni z rana rz... jako i ten
          przysłowiowy kot, szczególnie, kiedy w żołądku nie ma nic, lub jest łyk tego
          'czaju'. W efekcie nie jem prawie nic (bo trudno mi 'czymś' nazwać kromkę chleba
          z masłem, posiekaną na kawałeczki i jedzoną przez pół godziny, czy miseczkę
          kisielu żurawinowego, potraktowanego dodatkowo cytryną). W ramach 'obiadów'
          podskubywałam po kawałeczku wędzonego łososia (niby nie wolno, ale wpakowałam do
          wózka w sklepie i stwierdziłam, że się nie rozstanę...) z twarożkiem i chlebem,
          dopóki tenże był w domu. Pora jest poobiadowa, ja dzisiaj na tym nieszczęsnym
          kisielku, i wymyślam chłopu różne historie, żeby nie zmuszał mnie do jedzenia
          (sam ma 'kapustkę' po mojemu, i pulpeciki rybne, śmierdzi to dla mnie
          makabrycznie...).

          Na święta na razie mam zrobione jedynie zakupy, bo ruszenie czegokolwiek w
          kuchni raczej mnie przeraża (a chce mi się makowca i sernika). Mój TŻ się
          wciągnął w 'polskie' wigilie, barszczu i pierogów nie odpuści (upędzę na soku z
          kapusty kiszonej, do czwartku dojdzie), sam raczej nie zrobi pod moje dyktando,
          bo ja z tych gotujących 'na oko', i tak musiałabym stać w kuchni i wąchać.

          Najbardziej głupio mi przez ten rz... poranny, normalnie mam super-odporny
          żołądek, nie zatruwam się od byle czego, bardzo lubię smakować nowych rzeczy, a
          z rana muszę coś zjeść (tak od paru lat).
          • jul-kaa Re: Foch jedzeniowy 22.12.09, 20:26
            Napar z imbiru - na mnie WYŁĄCZNIE to działało :) Obrany świeży imbir w
            cieniutkie plastry, zalać wrzątkiem i pić. Jak za ostre, dosłodzić miodem (jeśli
            jego zapach Cię nie odrzuci, hehehe).
            No i jeszcze możesz zatykać nos - są takie fajne zatyczki do pływania. też
            pomaga na mdłości.

            No ja fajnie, że jesteś w ciąży :)) Moja też kompletnie nieplanowana, a cieszę
            się ogromnie:)
            • wariamiktoria Re: Foch jedzeniowy 22.12.09, 22:08
              Również gratuluję, zapraszam na nowe forum po informacje, jak mi się dziecko
              uspokoi to napiszę więcej o nudnościach itd - podczas ciąży tylko 1 miesiąc nie
              zwracałam więc sposobów spróbowałam bez liku. Imbir może i działa ale mi było po
              nim jeszcze gorzej, ale na szybko - nie martw się - u mnie nerwy potęgowały
              mdłości.
          • luliluli Re: Foch jedzeniowy 23.12.09, 10:10
            Gratuluję! wczesna ciąża to znaczy jaka?:D

            ja na szczęście nie miałam takich rewolucji, mdłości trwały tydzień, a teraz mam
            głównie wstręt do ryb i orzechów. Natomiast wielbię... kanapki z chrzanem:P
            • sarahdonnel Re: Foch jedzeniowy 24.12.09, 00:46
              Bardzo Wam dziękuję - i za gratulacje, i za pomysły na poradzenie sobie z żołądkiem.

              Wczesna ciąża to taka, że jeszcze z partnerem nie do końca wierzymy, że tak, z
              terminem pi-razy-oko na sierpień.

              Co do jedzenia - pieprz czarny, świeżo mielony, na cokolwiek, i to już jest
              zjadliwe. I cytryna - dzisiaj upiekłam sernik, mocno potraktowany skórką z
              cytryny i sokiem cytrynowym, i zdążyłam już spory kawałek pochłonąć (drugi
              sernik dzielnie czeka do jutra).
              Od miodu mnie jeszcze nie odrzuca, a herbatkę imbirową traktowałam zawsze
              limetką - wypróbuje, bo to ostre mnie nęci. Dzisiaj do 17 wolałam nawet nie
              wstawać, bo każdy przekręt kończył się przekrętem żołądka w stronę odwrotną... A
              do czerwca mam pewne sieriozne plany...

              Pozdrawiam!
              • jul-kaa Re: Foch jedzeniowy 24.12.09, 09:53
                sarahdonnel napisała:
                > Co do jedzenia - pieprz czarny, świeżo mielony, na cokolwiek, i to już jest
                > zjadliwe.

                A ja po pieprzu w dowolnej (nawet minimalnej) ilości mam taką zgagę, że hej...
    • biedrona_a to i ja się chwalę :) 24.12.09, 14:56
      Najpierw trafiłam na "matkujące lobbystki" a, że na offtopy rzadko zaglądam, to nawet nie wiedziałam, że tu taki fajny wątek :)

      W zasadzie jestem w drugiej ciąży (pierwszą, równie wyczekaną jak ta poroniłam w lipcu br, w 7 tc, nistety ;/) - termin mam na koniec lipca przyszłego roku.
      Jestem w 9/10 tc - na najbliższym USG w styczniu pewnie dokładnie określą mi wiek Juniora, bo w 8 tc wyglądał na mniejszego, niżby wynikało z OM.

      Niestety, ze względu na mocno niski progesteron jadę cały czas na luteinie, ale dla tego małego bijącego serduszka, czego się nie robi :)

      Współczuję tym z Was, które męczone są przez mdłości i wymioty.
      Mi w zasadzie oprócz baaaardzo bolących piersi (w zasadzie od pozytywnego testu ciążowego śpię co noc w staniku; mimo tego, że moje kształty należą raczej do mniejszych [30F/FF do tej pory] to chodzenie i spanie bez biustonosza nie wchodzi w grę; mam nadzieję, że nie będzie to trwało do końca ciąży?!?) niewiele dolega.
      Momentami jest mi lekko niedobrze, ale zjedzenie czegokolwiek (a pomarańczy w szczególności) zazwyczaj pomaga.
      • jul-kaa Re: to i ja się chwalę :) 24.12.09, 15:08
        biedrona_a witamy w naszym szacownym gronie ;) Fajnie, że coraz nas więcej.
        Mnie już piersi nie bolą, więc może i Tobie ta uciążliwa dolegliwość niedługo
        przejdzie.
        • wariamiktoria Re: to i ja się chwalę :) 24.12.09, 20:45
          Dziewczyny piszcie o tym w wątku piersiowym na matkują - potem i innym się
          przyda. Mnie piersi bolały bardzo mocno na samym początku i wtedy też
          najbardziej się powiększyły a potem było ok. Teraz podczas karmienia mrowi mnie
          pierś z której dziecko nie je oraz gdy zbliża się karmienie mrowią obydwie.
    • biedrona_a anyankaaa i luliluli 24.12.09, 16:15
      To ja mam w takim razie termin parę dni po Was (wg. pierwszego USG 26.07.2010; może się to jeszcze o parę dni przesunąć) - mam nadzieję, że nie urodzę przedwcześnie, czekając na Wasze porody ;) ;)
      • anyankaaa Re: anyankaaa i luliluli 26.12.09, 21:45
        To no wielkie gratulacje :)))
        Swoją drogą to ciekawe ile nas się już na lipiec uzbierało ;)
        26 lipiec to fajna data, może mi się termin przesunie, miałabym prezent na swoje imieniny :)
        • luliluli Re: anyankaaa i luliluli 28.12.09, 08:38
          super! w takim razie jest nas więcej:D
          gdyby mój termin przesunął się o 2 tygodnie (to trafił by mnie szlag) i wypadłby
          w moje imieniny 30 lipca:D gdyby z kolei udało się 18 - trafiłoby w imieniny
          męża, a 8 - w urodziny przyszłej chrzestnej naszego dziecka:D ewentualnie w
          Anny/Krzysztofa - byłby prezent na imieniny rodziców z obu stron:D tak czy siak
          - imprezowo!
    • biedrona_a poród w domu 24.12.09, 16:19
      Czy któraś z Was rodziła może (lub zamierza, z tych, które to dopiero czeka ;)... w domu? Przyszedł mi niedawno taki pomysł do głowy (pewnie jeszcze wiele razy mi się zdanie zmieni do 9 miesiąca ;) i podpytuję, zbieram opinie, jestem ciekawa relacji dziewczyn, które zdecydowały się na taką formę powitania malucha na świcie.
      • biedrona_a Re: poród w domu 24.12.09, 16:36
        Oczywiście mówimy o sytuacji, gdzie ciąża przebiega prawidłowo i nie ma żadnych przeciwwskazań do porodu domowego.
        • wariamiktoria Re: poród w domu 24.12.09, 20:40
          Znam osobiście dziewczynę która chyba już 2 razy rodziła w domu w Lublinie. Najwięcej informacji o porodzie domowym znajdziesz na poród domowy o ile dobrze pamiętam dalej się tam wypowiada. I wiem na pewno że jedna nasza lobbystka chciała rodzić w domu więc sporo o tym wiem. Może załóż wątek o tym na matkują - szybciej tam mogą zobaczyć inne lobbystki - nie wszyscy śledzą ten wątek :)
      • sarahdonnel Re: poród w domu 25.12.09, 17:04
        Jestem na to psychicznie przygotowana - mieszkam w Holandii, i tutaj poród
        szpitalny bez medycznych wskazań to raczej eksces, troszkę płatny. Tak samo
        zresztą, jak 'przegląd' u ginekologa.

        W domu jest położna, i to ona w krytycznej sytuacji decyduje o kontynuacji
        porodu w szpitalu. Ze wskazaniem położnej jest bezpłatny, tak jak standardowy
        poród domowy.

        Położnej towarzyszy... hmm, po angielsku nazywają to 'maternity assistant',
        przysługuje z ubezpieczenia przez do tygodnia po porodzie (z drobną dopłatą, 4
        eur za godzinę).

        Jak już się umówię z lekarzem i dostanę skierowanie do praktyki położnych, żeby
        tam dowiedzieć się czegoś więcej, to będę pisać.

        Znając holenderski system, to na poród szpitalny 'ze wskazaniami' trzeba
        zasłużyć naprawdę sporymi komplikacjami, więc wcale mi się nie marzy. I tatuś
        się wciągnie (a raczej 'go wciągną'), bez ciągania po szpitalach.
        Wiem, że jest jeszcze jedna forumka z Holandii, troszkę bardziej zaawansowana,
        więc może wie więcej od 'wykwalifikowanego personelu'.

        Groet!
        • joannea Re: poród w domu 25.12.09, 20:39
          "wykwalifikowany personel" niestety, mimo nastawienia na porod domowy, bedzie
          musial rodzic w szpitalu :(. Wskazania medyczne, snif snif, i bardzo zaluje, bo
          chcialam rodzic w domu - choc teraz to juz tylko chce dotrwac do konca, do
          jakiegkolwiek porodu, bez wiekszych problemow.
          Tutaj faktycznie wiekszosc dzieci sie rodzi w domach, jak Sarahd. pisze, i
          polozne wrecz naciskaja na porody domowe. Ma to zalety i wady, ale przede
          wszystkim, system jest przygotowany na takie rozwiazanie: w razie komplilkacji
          karetka natychmiast odwozi do szpitala, i w ciagu max 20 min jest sie na
          porodowce po opieka lekarska (nie wiem, jak to 20 min jest wyliczane ;) ). Aha,
          porod na zadanie w szpitalu (bez wskazan med.) nie jest drogi - tzn jest, ale w
          wiekszosci wypadkow pokrywa go o oczko wyzsze (albo dwa, albo trzy, zaleznie od
          firmy) od podstawowego ubezpieczenie, ktore i tak oplaca sie wziac wyzsze, ze
          wzgledu na platny kramzorg.
          Polozne maja caly protokol, kiedy moga, a kiedy nie odbierac porodu w domu -
          wystarczy, ze porod nastepuje 30 dni przed wyznaczona data, i juz nie ma
          mozliwosci przdeprowadzenia go w domu (moja przyjaciolka tak miala). Druga
          kolezanka rodzi w lutym, i ma zaplanowany poki co domowy porod w wodzie - jak
          dla mnie rewelka. Kolejna, Amerykanka, rodzila w domu w Stanach, i, choc polozna
          nie dojechala na czas (podobno pierwszy przypadek od 20 lat) urodzila "za
          pomoca" meza, i bardzo, bardzo polecala - wlasne tempo, zero kroplowki, zero
          naciec itp.
      • agnesp76 Re: poród w domu 25.12.09, 20:45
        Ja myślałam o tym, może nie byłam bardzo nastawiona na to - raczej z braku
        zdecydowania na konkretny szpital. Jest to moja druga ciąża, ale... no właśnie -
        pierwsza bezproblemowa zakończyła się cc, bo maluch się zaklinował (?), przestał
        przesuwać mimo parcia. Podejrzewam, że trudno byłoby mi znaleźć położną, która
        zdecyduje się na poród domowy po cc. To jedno. Drugie - obecna ciąża niestety
        nie jest bezproblemowa - początkowo były plamienia i jechałam na duphastonie, a
        teraz wylądowałam w szpitalu z zagrożeniem przedwczesnym porodem i jadę na całej
        masie leków prawie do końca. Chciałabym, żeby zakończyło się porodem sn, ale już
        bardziej myślę o szpitalu - no chyba że dzidzia zrobi szybki PLUM ;)
    • lukrecjabo Ale naprodukowałyście:) 12.01.10, 13:51
      Chwilkę mnie nie było, a tu proszę, jakie pospolite ruszenie:D
      Przede wszystkim gratuluję wszystkim Kobietkom, które dołączyły do wątku. Cieszę
      się razem z Wami.

      A teraz coś na usprawiedliwienie. Musiałam zamknąć ładnie wszystkie sprawy w
      pracy przed zwolnieniem lekarskim, co skutecznie mnie ograniczyło czasowo. Całe
      szczęście większość już zrobiłam, teraz zostały mi już tylko pierdółki, za to od
      1 stycznia byczę się na zwolnieniu:) To niesamowite, jak to jest mieć czas na
      obserwację własnego organizmu. Wcześniej, niestety, nie było mi to dane, a teraz
      cieszę się z każdego podskoku dzidziusia, każdego falowania brzucha, czy
      wypchnięcia brzucha przez małą nóżkę:)

      Mam pytanie techniczne, zauważyłam, że przeniosłyście się na nowe forum, czy tam
      też jest wątek z cyklu "popychamy pierdoły"? Czy tam tylko sama wiedza? Nie wiem
      za bardzo gdzie pisać, a nie chcę śmiecić (skądś to znamy, prawda? :D )Jeszcze
      nie przeczytałam tamtego forum, bo zaczęłam nadrabianie zaległości od tego wątku.
      • wariamiktoria Re: Ale naprodukowałyście:) 12.01.10, 18:22
        Dzięki za gratulacje :) owszem prawie nie pamiętam ale jak ogarnę sesję to i tak
        składam doniesienie. A na nowym forum jest miejsce i na rozmowy najróżniejsze,
        nie tylko wiedza. Wiedza jest uporządkowana aby było łatwiej ale też chwalimy
        się, radzimy i będziemy zagadywać ale pewnie około macierzyńsko bo przecież mamy
        Stanikowe offtopy gdzie jest nas zawsze więcej do pogadania :D
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka