Dodaj do ulubionych

Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:)

25.09.09, 08:31
Zapraszam wszystkie Kobietki, które już rodziły, które są na etapie starań,
które już "zaciążyły" i które dopadły (lub nie dopadły) w związku z tym
dolegliwości/kaprysy wszelakie oraz wszystkie te, które nie posiadają w/w
chęci rodzenia, ale chcą pogadać:)
Może macie ochotę powspominać, podzielić się wrażeniami, służyć radą mniej
doświadczonym i bardzo mało doświadczonym w dziedzinie macierzyństwa (patrz ja:))

W

tym wątku
powstał offik, który pozwolę sobie przenieść tutaj.
Obserwuj wątek
    • lukrecjabo poprawny link 25.09.09, 08:33
      tnij.org/ee0k
      Cosik mi wcześniej nie wyszło, nie wiem czemu:(
    • lukrecjabo Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 25.09.09, 08:43
      Jul-kaa, pytałaś mnie w tamtym wątku, który to tc, mamy 1 tydzień różnicy, bo ja
      11:)
      Jeśli chodzi o mdłości, to szczerze mówiąc wymiotowałam strasznie. Bardzo mi to
      przeszkadzało w pracy, bo ciągłe wychodzenie do toalety i wracanie jak bumerang
      wyprowadzało mnie dodatkowo z równowagi.
      Teraz powoli mdłości przechodzą, a zaczynają się zachcianki i humorki nie z tej
      ziemi. Naprawdę sama siebie nie poznaję:( Nic tylko mężowi współczuć.
      No i już niestety jestem po pierwszej porcji antybiotyków, bo zdążyłam złapać
      zapalenie tchawicy:( Mam nadzieję, że będzie wszystko w porządku.
      A tak w ogóle to śpię, śpię i jeszcze raz śpię. Czuję się z tym dziwacznie, bo
      ja nigdy, przenigdy nie spałam popołudniami, pojęcie "krótkiej drzemki" u mnie
      nie istniało. A teraz....wrócę z pracy i już lulu:D

      A jak u Was?
      • jul-kaa Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 25.09.09, 08:55
        Wiesz, ja się zastanawiam, czy wymioty nie są jednak jakimś rozwiązaniem - same
        mdłości, które po prostu zwalają z nóg, są koszmarne. Nie czujesz ulgi "po"?

        Faktycznie zapomniałam napisać, jaka jestem senna. Żadna praca poza domem w moim
        wypadku nie wchodziłaby w grę, męczę się strasznie, jestem słaba i do niedawna
        spałam jakieś 2-3 godziny w ciągu dnia, teraz już nie śpię, ale wiecznie padam
        na ryj.

        A jakie masz zachcianki? Opowiedz, to się pośmiejemy :) U mnie z jedzeniowych
        już były ogórki, teraz jest era śliwek (zwykłych, świeżych). Za to awersję
        największą mam do... zapachu świeżej trawy. Jak koszą w okolicy, to aż mi się
        kręci w głowie od tego smrodu, nawet w ogródku posiedzieć nie mogę, bo CUCHNIE
        trawą, hehehehheheh.
        • lukrecjabo Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 25.09.09, 10:00
          Nie czuję ulgi "po", bo jestem totalnie wypompowana i osłabiona, tym bardziej,
          że u mnie określenie "poranne" jest całkowicie nie na miejscu, bo wymioty
          utrzymywały mi się przez cały dzień. Teraz jest lepiej, nie wiem, czy z racji,
          że kończy się powolutku pierwszy trym., czy dlatego, że miałam przepisane przy
          chorobie tabletki Diphergan (nie wiem, czy dobrze napisałam), które są też
          przeciwwymiotne.
          Ja do pracy jeszcze muszę na razie chodzić, druga sprawa, że chcę:) Ale jak
          tylko zobaczę, że na tyle źle się czuję, że mogę pracą zaszkodzić dzidziusiowi,
          idę na zwolnienie natychmiast.
          Z zachcianek to po ogórkach przyszedł czas na..... świeże pączki koniecznie z
          lukrem i na razie się ta zachcianka utrzymuje:D

          A Ty trawa mówisz? Nie martw się, niedługo uschnie:D
    • jul-kaa Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 25.09.09, 08:50
      No NARESZCIE :) idealne miejsce dla mnie.

      Trzeci miesiąc, 12. tydzień. Nieplanowana, ale poniekąd wyczekana ciąża.
      Zacznę z grubej rury, ale może komuś moje doświadczenie się przyda - miałam wstępną diagnozę PCO, kilku lekarzy powiedziało mi "dzieci to pani mieć nie będzie", ale mój obecny lekarz tego nie potwierdził, nie chciał ostatecznie diagnozować i miał facet rację :)
      W każdym razie ciąża była dla mnie wielkim szokiem, ale jak już przywykłam do tej myśli, to się strasznie cieszę. Mąż nie był w szoku (stoik jeden...), cieszy się baaardzo, przyszli dziadkowie zachwyceni.

      Na razie ciążę znoszę kiepsko - mam silne skurcze, biorę no-spę i leżę grzecznie, jak pan doktor przykazał, ale boję się tych skurczy strasznie. Poza tym mam mdłości i bardzo silną awersję do jedzenia. Pocieszam się tym, że Fasola stanowczo MA skąd czerpać, bo "zapasów" mam dużo :)

      Huśtawki nastrojów mam, ale u mnie to dość normalne, więc jestem przyzwyczajona. Raz radosna jak szczygiełek, innym razem melancholijna (nie lubię określenia "depresja" na takie nastroje, depresja to choroba) z koszmarami sennymi o... poronieniu.

      Jeśli chodzi o staniki, to przy tak dużym biuście, jak mój (okolice 36J/HH) na razie nie widzę wielkich różnić, tak czy owak nosiłam za małe staniki, wylewanie się jednego-dwóch więcej cm. mnie nie przeraża. Na razie zwiększam tylko trochę obwód, bo mi się ciało "utwardziło" - dotąd miałam miękki i kompresowalny tłuszczyk, teraz mam zbite cielsko (nieprzyjemne to)

      Jeszcze mam takie pytanie - czy i jakie leki bierzecie (brałyscie), drogie ciężarne (byłe ciężarne :))? Ja na razie Luteinę, wspomnianą no-spę, Feminatel, Magnez+B6(skurcze kończyn) i Acard (za gęsta krew). Wydają mi się rozsądne.

      I jeszcze jedno - czy są może "na sali" mamy/ciężarne wegetarianki? Jakie macie doświadczenia z "wegetariańską" ciążą? A może żadnych - ciąża jak każda inna?

      Cieszę się z tego wątku, bo forów ciążowych nie czytam (odkąd przeczytałam idiotyzmy o statystyce poronień oraz o tym, że jak kobieta ufarbuje włosy, to jej dziecko urodzi się rude). Myślę, że na SOff znajdę najlepsze porady i tej myśli będę się trzymać.
      • ocisza jul-kaa 25.09.09, 09:13
        Ja do tych leków w ciąży się chciałam odnieść. Na zajęciach w szkole rodzenia
        położna poprosiła nas o powiedzenie jakie leki bierzemy. Jak nas było
        kilkanaście ciężarnych tak może ze dwie nie brały żadnych leków. Ja się
        przeraziłam. 85% z nas było faszerowanych różnymi medykamentami. Lekarze chyba
        powariowali - traktują ciążę jak chorobę, którą należy przejść na zwolnieniu
        lekarskim w domu łykając co godzinę jakąś tabletkę.
        • jul-kaa Re: jul-kaa 25.09.09, 09:26
          Rozumiem Twój punkt widzenia, dlatego zadałam pytanie...
          Ciąża to jednak dla organizmu wielka rewolucja, która może się objawić w
          rozmaity sposób. Czy sugerujesz, że nie powinnam brać no-spy, która de facto
          podtrzymuje ciążę? Czy magnezu, który uwolni mnie od silnych skurczy łydek? Czy
          może acardu, który dostałam, kiedy lekarz zobaczył wyniki badań i stwierdził
          zbyt gęstą krew?

          Prawie żadna kobieta nie wykonuje przed ciążą serii badań i prawie żadna nie
          wie, czy tak naprawdę jest W PEŁNI zdrowa. A jeśli ona nie jest, to czy nie
          lepiej uchronić dziecko przed skutkami jej problemów?

          Bezgranicznie wkurza mnie stwierdzenie, że "ciąża to nie choroba", bo zaczęło
          ono znaczyć "co z tego, że jesteś w ciąży, co z tego, że źle się czujesz, masz
          dźwigać ciężary, pracować jak przed ciążą, nie możesz mieć humorów, nie masz
          prawa być zmęczona itp.".
          • wariamiktoria Re: jul-kaa 25.09.09, 09:42
            A propos tego, że ciąża to nie choroba. W ciąży też można chorować i to trzeba
            mieć na uwadze. Ciąża to jak najbardziej stan tylko fizjologiczny, tak samo jak
            stanem fizjologicznym jest np starość. I jest to stan, który ma swoje
            ograniczenia czy wysiłkowe, czy intelektualne (koncentracja, pamięć). Mając to
            na uwadze możemy zmienić pewne nawyki (zakupy na kilka razy a nie na raz
            wnoszenie dużych lub zlecanie tego partnerowi; zapisywanie ważnych informacji,
            ustawianie przypomnień w telefonie) ale tego, że jest inaczej nie zmienimy.
            Ciąża dla jednej kobiety może być jednym pasmem sukcesów bo wzniesie się na
            wyżyny fizyczne i intelektualne a dla innej z czysto fizjologicznych powodów
            może być udręką.
            Trochę ten temat poruszałyśmy w tym wątku:
            forum.gazeta.pl/forum/w,86228,100255466,100255466,szczyt_niekompetencji_czy_ciazowa_pomylka_.html
            P.S. Mały właśnie tak mnie kopnął, że wrzasnęłam z bólu, dobrze że nikt tego nie
            widzi. Na ogół te ruchy nie są dotkliwe ale czasem jest to makabra.
            • lukrecjabo Re: jul-kaa 25.09.09, 10:07
              wariamiktoria napisała:

              > I jest to stan, który ma swoje
              > ograniczenia czy wysiłkowe, czy intelektualne (koncentracja, pamięć). Mając to
              > na uwadze możemy zmienić pewne nawyki (zakupy na kilka razy a nie na raz
              > wnoszenie dużych lub zlecanie tego partnerowi;

              Otóż to. Mój lekarz powiedział, że ciąża to nie choroba, ale jednak stan odmienny:)

              > P.S. Mały właśnie tak mnie kopnął, że wrzasnęłam z bólu, dobrze że nikt tego ni
              > e
              > widzi. Na ogół te ruchy nie są dotkliwe ale czasem jest to makabra.
              Ale Ci już zazdroszczę:), u mnie jeszcze sporo czasu upłynie zanim poczuję.
              • camilcia Re: stan odmienny 25.09.09, 10:30
                no właśnie mnie np drażni 'ciąża to nie choroba' bo w ciąży
                pierwszej od początku do końca przeleżałam dom/szpital i nabrałam
                się tony leków a w drugiej ani jednej tabletki, biegałam z małą na
                biodrze/brzuchu i małemu nie zaszkodziło, do końca jeździłam
                samochodem i na ostatnie ktg się sama przywiozłam ku zdziwieniu
                wszystkich - po prostu tak super się ułożyło
                pierwsza ciąża ta leżąca - inna od wyobrażeń, musiałam leżeć i
                koniec! dla osoby aktywnej jest to szok, nie byłam chora - chciałam
                urodzić to dziecko jak najpóźniej, wytrzymałam do 36tyg tylko dzięki
                zastrzykom kroplówom i lekom.

                spanie, zachcianki, humory, to wszsytko normalne

                ciąża to wyjątkowy moment i właśnie tak wyjątkowo powinny się czuć
                kobiety cięzarne i tak wyjątkowo powinniśmy je traktować
                mają siłę i ochotę to są czynne zawodowo i aktywne, chcą spać i
                leżeć to leżą i nikomu nic do tego ;)

                o! to sobie popisałam ;P
                • lukrecjabo Ale ładny post:) 25.09.09, 10:40
                  Bardzo lubię teraz czytać takie rzeczy dotyczące ciężarnych i Twój post wybitnie
                  mnie ucieszył. Ty po prostu to rozumiesz;)
                  Współczuję serdecznie samopoczucia w pierwszej ciąży, najważniejsze, że wszystko
                  się dobrze ułożyło.
                • ocisza Re: stan odmienny 25.09.09, 11:53
                  Oj, no pewnie, że można chorować w ciąży. I jeśli się choruje to trzeba się
                  leczyć. Problem w tym, że jak się nie choruje to nie trzeba się leczyć 'na zapas' :)

                  >Czy sugerujesz, że nie powinnam brać no-spy, która de facto
                  >podtrzymuje ciążę? Czy magnezu, który uwolni mnie od silnych >skurczy łydek? ...

                  Ja nic nie sugeruję i ani słowem nie skomentowałam Twojego zestawu tabletek.
                  Przytoczyłam myśli, które mi się nasunęły po sytuacji, którą opisałam.

                  >Prawie żadna kobieta nie wykonuje przed ciążą serii badań i prawie >żadna nie
                  >wie, czy tak naprawdę jest W PEŁNI zdrowa.

                  Prawdopodobnie większość kobiet zachodzących w ciążę nie bada się wcześniej
                  kompleksowo, więc nie mogą być pewne tego, czy są zdrowe. Ale jeśli zdecydowana
                  większość kobiet w ciąży łyka jakieś tabletki (przy czym pomijam witaminki) to
                  chyba coś nie jest do końca w porządku. Statystycznie rzecz biorąc jest mało
                  prawdopodobne, żeby prawie wszystkie były chore. Chodzi mi o to, że bardzo
                  często lekarze przepisują leki ciężarnej na wszelki wypadek. Takie jest moje
                  odczucie.
      • wariamiktoria Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 25.09.09, 09:21
        > I jeszcze jedno - czy są może "na sali" mamy/ciężarne wegetarianki? Jakie macie
        > doświadczenia z "wegetariańską" ciążą? A może żadnych - ciąża jak każda inna?
        Ja wegetarianką nie jestem ale koleżanka owszem i jej ciąża była jak każda inna
        (wiadomo, trzeba zadbać o różne składniki ale nie było to dla niej wielkim
        kłopotem). Teraz wegetarianinem jest jej 1,5 roczny syn i również nie ma
        kłopotów z rozwojem.
        Co do leków jakie bierzesz pewnie zalecił je lekarz więc o leki zasadniczo pytaj
        jego, jeśli masz wątpliwości porozmawiaj z nim o tym. Nie zmieniaj leków tylko
        pod wpływem np czyjejś opinii na forum.
        Na tym forum już podpytywałam mamy o różne rzeczy, może coś Wam się przyda:
        forum.gazeta.pl/forum/w,86228,99082075,99082075,Egoistyczna_prosba_do_mam.html
        Z miejsc, które polecam do czytania to np
        forum.gazeta.pl/forum/f,548,Dobry_porod.html
        Na mdłości mi trochę pomagały migdały, tyle że nie rzucało mnie bardzo mocno,
        nawet torecan pomagał tylko na pół godziny do godziny. Tyle że ja miałam te
        nudności i wymioty już patologiczne (po kilkanaście, dziesiąt razy dziennie) i
        jest lepiej dopiero od 7 miesiąca, aktualnie jestem w 33tc.
        Gdy zaczną się stany depresyjne (niestety jest bardzo niewiele literatury o
        depresji podczas ciąży a lekarze boją się cokolwiek podawać) może się okazać, że
        jest za mało magnezu i trzeba zwiększać dawkę - jest szansa, że przy
        łagodniejszej formie pomoże (ale oczywiście skonsultować to z lekarzem). Aha i
        przy mdłościach nawadniać się, nawadniać i jeszcze raz nawadniać, bo gdy się
        zwraca to zwyczajnie traci wodę i pojawia się niechęć do picia (bo będę
        zwracać), no ale trzeba :(

        Powodzenia i zdrowia życzę, jak najmniej zmartwień i nie zaglądania na CiP (bo
        to zuuuuo).
      • lukrecjabo Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 25.09.09, 10:22
        Jak już ktoś napisał, gdzieś czytałam, że skurcze mogą być efektem braku magnezu, ale i potasu.

        jul-kaa napisała:
        > Jeśli chodzi o staniki, to przy tak dużym biuście, jak mój (okolice 36J/HH) na
        > razie nie widzę wielkich różnić, tak czy owak nosiłam za małe staniki, wylewani
        > e się jednego-dwóch więcej cm. mnie nie przeraża. Na razie zwiększam tylko troc
        > hę obwód, bo mi się ciało "utwardziło" - dotąd miałam miękki i kompresowalny tł
        > uszczyk, teraz mam zbite cielsko (nieprzyjemne to)

        Mnie właśnie te staniki wprowadziły w zły nastrój. Na początku piersi mi się nie powiększały, a teraz widzę już różnicę i z 34HH wypadam. Pora na wymiany i ten fakt mnie przeraża, bo jesteśmy w trakcie remontu (trzeba przecież wszystko przygotować;) )i cała kasa idzie w niego. Najgorsze jest jednak to, że piersi bolą mnie jak jasny gwint. Wystarczy, że ręka przypadkiem po nich przejadę i wyję z bólu:(

        A a`propos leków, oprócz wspomnianych antybiotyku - Augmentin - i Dipherganu, biorę tylko Folik, ale wyniki mam książkowe i lekarz nic nie kazał mi jeść.


        > Cieszę się z tego wątku, bo forów ciążowych nie czytam (odkąd przeczytałam idio
        > tyzmy o statystyce poronień oraz o tym, że jak kobieta ufarbuje włosy, to jej d
        > ziecko urodzi się rude). Myślę, że na SOff znajdę najlepsze porady i tej myśli
        > będę się trzymać.

        OOOOOO, to samo chciałam napisać. Najpierw poszukałam forów typowo ciążowych, ale szybciutko stamtąd uciekłam (bo się nie mogę oparzyć, bo dziecko będzie miało bliznę w tym miejscu, bo na szyi nie mogę nosić koralików, bo się dziecko okręci pępowiną i tak dalej.....).
        • jul-kaa Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 25.09.09, 10:28
          lukrecjabo napisała:

          > OOOOOO, to samo chciałam napisać. Najpierw poszukałam forów typowo ciążowych, a
          > le szybciutko stamtąd uciekłam (bo się nie mogę oparzyć, bo dziecko będzie miał
          > o bliznę w tym miejscu, bo na szyi nie mogę nosić koralików, bo się dziecko okr
          > ęci pępowiną i tak dalej.....).

          Takie mity i przesądy oraz ich badanie to poniekąd mój zawód :) Jeśli chcecie,
          to mogę trochę takich rzeczy wrzucić tu, można się pośmiać jak mrówka :)
          • lukrecjabo Wrzucaj, śmiech to zdrowie:D 25.09.09, 10:35
            Jeśli wiemy, jakie mamy do tego podejście i nie wierzymy w bzdury, śmiało
            wrzucaj:D Pośmiejemy się, bo dzieci lubią śmiech:D
            • jul-kaa mity, zabobony itp. 25.09.09, 12:18
              No to jedziemy, pamiętajcie, że same chciałyście :)))

              Zakazy dotyczące postępowania:
              zakaz przechodzenia przez sznur (np. od żelazka itp.) czy przepasywania się
              tymże - pewnie także paskiem itp. (bo dziecko urodzi się owinięte pępowiną),
              wyglądania przez szparę (bo dziecko będzie zezowate), patrzenia na ogień (bo
              dziecko urodzi się ze znamieniem) i na mysz (bo będzie miało "myszkę", w ogóle
              nie można się bać (bo dziecko będzie strachliwe), nie można się spotykać z
              chorymi/upośledzonymi/niepełnosprawnymi dziećmi (bo się można zapatrzeć i nasze
              też takie będzie), nie można siadać na progu (hmm, dlaczego? żeby dziecko nie
              było "między światami"?), nie można obcinać włosów (bo to tak, jakby się dziecku
              obcinało rozum) i najlepsze:
              absolutnie nie wolno przechodzić pod dyszlem (bo jeśli urodzi się chłopiec, to
              „będzie mu cały czas stał jak dyszel”).

              i mam jeszcze jedną historię, opowiadaną jako autentyk, ale jest okropna...
              • joannea Re: mity, zabobony itp. 25.09.09, 12:28
                Przy dyszlu wymiękłam.
                Dawaj tą historię, dawaj!!!
                • jul-kaa Re: mity, zabobony itp. 25.09.09, 12:38
                  joannea napisała:

                  > Przy dyszlu wymiękłam.
                  > Dawaj tą historię, dawaj!!!

                  Sama chciałaś!
                  W pewnej rodzinie mąż kopiąc ogród zawsze rozwalał łopatą wszystkie robaki,
                  żaby, żuki, co tam się trafiło. Matka go ostrzegała, ze niebezpiecznie tak
                  robić, jak żona jest w ciąży, ale on i tak je rozwalał na maleńkie kawałeczki. A
                  kiedy urodziły mu się dzieci, to były to bliźniaki bez rąk i nóg.

                  A jeszcze jeden mężczyzna kiedy jego żona była w ciąży, ze złości przekuł oczy
                  świętemu na obrazie, więc jego dziecko urodziło się niewidome.

                  Nie nalezy tez wychodzić za dużo na ulicę, bo a nuż ktoś popatrzy krzywo i
                  dziecko się jakieś "trefne" urodzi, nie można też nic pożyczać (bo dziecko
                  będzie kradło), ani przechodzić przez miotłę (ale już nie wiem, dlaczego :().
                  A po urodzeniu trza zawiązać dziecku na ręce czerwoną tasiemkę, która ochroni je
                  od wszelkiego zła.

                  Swoją drogą zwróćcie kiedyś uwagę na to, ile wózków, ubranek dziecięcych itp. ma
                  rozmaite czerwone elementy - a to kwiatek przypięty, a to sznureczek zawiązany.
                  Na wsiach do dziś to jest powszechne, w miastach zdarza się rzadziej.
                  • agnesp76 Re: mity, zabobony itp. 25.09.09, 12:48
                    Te tasiemki mnie rozwalają - masz rację szczególnie na wsiach to b. powszechny
                    "obowiązek". A jeszcze jedna rzecz związana z dziećmi - na wsi (w okolicach
                    mojej rodziny przynajmniej tak jest) jest pojęcie "usuwania się" dzieci
                    cokolwiek by to miało znaczyć. Wtedy się jedzie do tzw. "babki", która za jakąś
                    tam kwotę odczarowuje dziecko. Takich wizyt u babki w życiu dziecka jest co
                    najmniej kilka - kilkanaście.
                    A owo usuwanie objawia się tym, że dziecko... płacze.

                    Mój jakoś się nie "usuwał", choć zdarzało mu się płakać :D
                    Wstążeczek nie miałam i jakoś nie jest trefny. (A przepraszam, mieliśmy czerwoną
                    wstążeczkę przyszytą do ochraniacza na łóżeczko, bo mi się tasiemka urwała i
                    gdzieś zginęła, a pod ręką miałam jedynie czerwoną - ale nie zdawałam sobie
                    sprawy, że chronię dziecię :) )
                    • jul-kaa Re: mity, zabobony itp. 25.09.09, 12:53
                      agnesp76 napisała:
                      A jeszcze jedna rzecz związana z dziećmi - na wsi (w okolicach
                      > mojej rodziny przynajmniej tak jest) jest pojęcie "usuwania się" dzieci
                      > cokolwiek by to miało znaczyć. Wtedy się jedzie do tzw. "babki", która za jakąś
                      > tam kwotę odczarowuje dziecko. Takich wizyt u babki w życiu dziecka jest co
                      > najmniej kilka - kilkanaście.

                      Dziecko płacze, marudzi albo coś, bo ktoś rzucił na nie urok/krzywo spojrzał.
                      Trzeba wtedy ten urok zdjąć, a metod jest kilka, są też domowe, nie trzeba do
                      babki jechać. Pali się zapałki, rozbija jajka, pali len itp. Wszystko OCZYWIŚCIE
                      skuteczne na 100% :)

                      >(A przepraszam, mieliśmy czerwon
                      > ą
                      > wstążeczkę przyszytą do ochraniacza na łóżeczko, bo mi się tasiemka urwała i
                      > gdzieś zginęła, a pod ręką miałam jedynie czerwoną - ale nie zdawałam sobie
                      > sprawy, że chronię dziecię :) )

                      Tralala, na pewno miałaś w podświadomości, albo ktoś Ci specjalnie inne tasiemki
                      wywalił, a tą od ochraniacza urwał :PPP
                      • agnesp76 Re: mity, zabobony itp. 25.09.09, 13:51
                        jul-kaa napisała:

                        > agnesp76 napisała:
                        > >(A przepraszam, mieliśmy czerwon
                        > > ą
                        > > wstążeczkę przyszytą do ochraniacza na łóżeczko, bo mi się tasiemka urwał
                        > a i
                        > > gdzieś zginęła, a pod ręką miałam jedynie czerwoną - ale nie zdawałam sob
                        > ie
                        > > sprawy, że chronię dziecię :) )
                        >
                        > Tralala, na pewno miałaś w podświadomości, albo ktoś Ci specjalnie inne tasiemk
                        > i
                        > wywalił, a tą od ochraniacza urwał :PPP

                        no pewnie tak :D - a może czar zdążył zadziałać, choć w sumie to krótko ten
                        ochroniacz wisiał, a początkowo wisiał na poprzednich tasiemkach (no trzymały
                        się na nitce, a mi było nie po drodze przyszyć, aż się urwało :D
                        No a po obniżeniu łóżeczka, to juz chyba zrezygnowaliśmy z ochraniacza.
                  • joannea Re: mity, zabobony itp. 25.09.09, 12:52
                    o jeżu... tak, mam za swoje (zanotować: nie dopytywać się o zakazane historie).
                    Swoją drogą, z punktu widzenia antropologii kulturowej, ciekawe są te, hmm,
                    wczesne urban legends?
                    A czerwony sznurek mignął mi jeszcze kilka lat temu. Nikt nie był w stanie
                    wyjaśnić, co i po co, ale każdy twardo obstawał, że być musi. Zastanawiam się,
                    czy - luźno - może mieć on coś wspólnego z żydowską tradycją i kabałą?
                    W Turcji dekoruje się w ten sam sposób, tyle, że z "okiem proroka", tym
                    niebieskim paciorkiem, który każdy turysta obowiązkowo przywozi z urlopu.
                    Widziałam je zawieszane na wózeczkach dzieci bardzo wykształconych i światłych
                    rodziców - siła tradycji...
              • lukrecjabo dyszel jest the best:D n/t 25.09.09, 15:02

      • zarin Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 25.09.09, 14:21
        > Jeszcze mam takie pytanie - czy i jakie leki bierzecie (brałyscie), drogie cięż
        > arne (byłe ciężarne :))? Ja na razie Luteinę, wspomnianą no-spę, Feminatel, Mag
        > nez+B6(skurcze kończyn) i Acard (za gęsta krew). Wydają mi się rozsądne.

        A nie lepiej po prostu jeść dużo produktów bogatych w magnez w połączeniu z tymi będącymi źródłem B6? Rozumiem, że teraz masz problemy z żywieniem ze względu na mdłości, ale kiedy sytuacja się unormuje, może chociaż spróbować? Żadna syntetyczna witamina nie jest w pełni obojętna dla zdrowia.
        Nigdy nie byłam w ciąży, ale miałam poważne niedobory magnezu swojego czasu, długo ratowałam się braniem tabletek, i muszę ostrzec, że trudno jest potem je odstawić i przyzwyczaić organizm do normalnego wchłaniania z żywności.

        > I jeszcze jedno - czy są może "na sali" mamy/ciężarne wegetarianki? Jakie macie
        > doświadczenia z "wegetariańską" ciążą? A może żadnych - ciąża jak każda inna?

        Może już znasz, ale na wszelki wypadek :).
        wegedzieciak.pl/
        Jest dział "Ciąża i poród".
      • csisilver Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 06.10.09, 20:46
        Witaj w klubie :-).
        Też miałam PCO od 16 roku życia i lekarze mówili, że z ciążą będzie problem.
        Więc w wieku 26 lat przeprowadziłam ze swoim ukochanym poważną rozmowę, w której
        oznajmiłam, że jeżeli ma z 5 lat się starać o dziecko to najwyższy czas już
        zacząć. No i staraliśmy się ... 2 miesiące.
        A Teraz typowo, biorę Luteinę, czasem brzuszek boli, mdli, zachcianki ciążowe
        itp. Do pracy jakoś chodzę jeszcze, ale ogólnie już mi się nie chce.
        Zaskoczona byłam, że tak szybko, ale cóż, skoro Bóg dał dziecko... :-D
    • agnesp76 Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 25.09.09, 10:03
      Witam :)

      jestem aktualnie na półmetku - koniec 20 tc. I o ile poprzednia ciąża była
      bezproblemowa, tak z tą już tak pięknie nie jest.

      W poprzedniej jedynymi dolegliwościami były:
      - puchnięcie nóg - już od początku 2. trymestru (teraz nie puchnę)
      - koszmarne skurcze nóg - zaczynało się od stopy, przechodziło na łydkę i dalej
      udo - nogę miałam sztywną do samego tyłka, a jak jednocześnie chwyciło obydwie
      to już była tragedia - mąż mnie stawiał i masował, szczypał, a ja wyłam :( -
      teraz z rzadka jakiś drobny skurczyk mnie chwyci
      - na koniec hemoroidy - póki co teraz ok i mam nadzieję, ze tak zostanie.

      Nie miałam mdłości, senności - typowych dla początków.

      W tej ciąży dla odmiany:
      - mdłości były - zaczynały się ok. południa, po południu i nasilały ku
      wieczorowi - minęły po 1. trymestrze,
      - senność - zasypiałam także w pracy, co chwilę praktycznie musiałam przysnąć -
      bo się nie dało - też minęło po 1. trymestrze.
      z mniej przyjemnych
      - morfologię tym razem mam fatalną - jeśli chodzi o wskaźniki związane z anemią,
      biorę żelazo - ono też koszmarnie wpływa na samopoczucie żołądkowe :(
      - pojawiły się plamienia i niestety musiałam zacząć brać duphaston
      - pojawił się stan zapalny

      Także obecna ciąża trochę farmakologiczna - i leki, i zelazo i witaminy dla
      ciężarnych (ze względu na kiepskie wyniki), poprzednia zasadniczo bez - tylko
      suplementy, ale i te to dopiero jak się coś działo - witaminy później.

      jul-kaa - skurcze mogą być wynikiem braków potasu (nie tylko magnez) - u mnie
      tak poprzednio było, magnez żarłam, a skurcze nie przechodziły, przeszły po
      potasie (dużo go w pomidorach, bananach, nie pamiętam w czym jeszcze, a z
      farmaceutyków np. aspargin)
    • wariamiktoria Cukier w ciąży 25.09.09, 10:13
      Teraz będzie o czymś co jest nieprzyjemne, może być szkodliwe ale jeśli
      odpowiednio się o wszystko zadba może nie być żadnym problemem.
      Wasz lekarz na pewnym etapie (mnie w 26-28tc, koleżanki z rówieśniczego miały
      nieco wcześniej) wyśle na rutynowe badanie poziomu cukru - tzw. krzywa cukrowa.
      Możecie od razu poprosić aby była to krzywa zrobiona przy pomocy dawki 75g
      glukozy, mój g zlecił mi najpierw 50g które w szpitalu potem wyśmiali bo badanie
      jest mało miarodajne i czasem wychodzą wyniki z kosmosu mimo norm. Badanie jest
      jednym z najobrzydliwszych w czasie ciąży (choć może być całkiem spoko). Polega
      na zmierzeniu poziomu cukru we krwi na czczo, wypiciu roztworu glukozy z wodą a
      potem dwukrotnym pobraniu krwi do badania - po 1h i po 2h. W trakcie i po
      badaniu możecie się bardzo różnie czuć, samopoczucie jest niezależne od tego
      jakie macie stężenie cukrów więc nie sugerujcie się nim. Możecie również glukozę
      zacząć zwracać, dobrze jest mieć ze sobą cytrynę, którą laborant wciśnie wam do
      glukozy. Wyniki jakie są traktowane jako norma przez mało restrykcyjnych lekarzy
      to, na czczo do 100, po 1h do 180, po 2h do 140. Ogólnie kobieta w ciąży powinna
      mieć cukier niżej niż w normie. W chwili gdy okaże się, że przekraczamy jeden z
      podanych parametrów jesteśmy zagrożone cukrzycą i musimy przestrzegać diety.
      Jeśli dieta nie pomoże dochodzi insulina. Nie ma się co martwić, przy
      odpowiedniej opiece dzieci rodzą się zdrowe, tyle że nie można tego zaniedbać bo
      może dojść do groźnych dla dziecka powikłań. W skrajnych przypadkach min
      zniszczenie wzroku, waga jest również ponad normę, tu przypadek najskrajniejszy:
      deser.pl/deser/1,97052,7073130,Niesamowite_niemowle__Wazy____az_8_7_kg_.html
      Krótko: nie można tego zaniedbać ale zapobieganie/leczenie nie jest trudne i nie
      ma się co martwić.
      • jul-kaa Re: Cukier w ciąży 25.09.09, 10:26
        Ja mam insulinoodporność, co skutkuje tym, że cukier mi nie wzrasta. Nie miałam
        robionej krzywej cukrowej, ale sama próbowałam zaobserwować, jak się zmienia
        poziom cukru po posiłku. I wiecie co, to dziwne, ale się praktycznie nie
        zmienia. Mam na czczo ok. 80-90, potem rośnie max. do 99-105 i na tym koniec.
        Wiem jednak, ze w przypadku insulinoodporności, może się pojawić cukrzyca
        (zwłaszcza w ciąży). Tylko jak to się stanie (dokładny mechanizm), to już
        niestety nie wiem.

        wariamiktoria -> ja Cię ładnie proszę, Ty nie wrzucaj takich strasznych linków,
        dobra? Po to uciekłam z forów dla ciężarnych, żeby mnie nikt nie straszył :( Ja
        i tak się boję za pięciu...
        • wariamiktoria Re: Cukier w ciąży 25.09.09, 10:33
          Sorry, ten olbrzymi chłopak to naprawdę skrajność i to świeża (link z głównej
          gazety). Więcej nie będę tak straszyć (zasadniczo tym wątkiem o cukrze chciałam
          uspokoić a nie przerażać).
          A jeśli masz insulinoodporność to porozmawiaj o tym z lekarzem. Ginekolog może
          niewiele się na tym znać, lepiej wybrać się do poradni diabetologicznej i tam
          zaprojektować sobie dietę, która będzie najwłaściwsza podczas ciąży.
    • jul-kaa Poród 25.09.09, 10:30
      Chciałabym zapytać, gdzie rodziłyście (macie zamiar rodzić)? Czy chodziłyście
      (chodzicie) do szkoły rodzenia? Czy i ile płaciłyście za sam poród (i dodatkowe
      "opcje")?
      Czy może któraś z Was jest z Warszawy i ma wiedzę/doświadczenie ze św. Zofią -
      tam naprawdę jest tak suuuper, czy to taki mit? Warto się starać tam dostać?
      • camilcia Re: Poród 25.09.09, 11:59
        my chodziliśmy do Małgosi na szkołę, cudna osoba, wtedy (7 lat temu
        prawie) pracowała w Zofii, nawet była wycieczka po oddziale ;) ale
        nie wiem jak teraz
        www.magiera.com.pl/
        poród rodzinny, oddzielna sala itp określone w cenniku, podpisuje
        się na to umowę z nimi
        www.szpitalzelazna.pl/
        ja w końcu tam nie rodziłam, ale chodziłam potem i do poradni
        laktacyjnej i do poradni początek z fundacji rodzić po ludzku - tam
        też pracują super osoby :)
        wg mnie najważniejsze to mieć zaufaną położną, u mnie M bardzo
        pomógł i nie wyobrażam sobie bez niego, ale to też różnie bywa ;)
      • alxandra Re: Poród 26.09.09, 23:11
        Leżałam tam przez 2 tygodnie (nie na poród) ale jeszcze wtedy w ciąży. U mnie
        niestety sytuacja się skończyła dość dramatycznie, ale strasznie sympatyczny
        nawet w ciężkich chwilach personel.
        Przez ten czas dość dużo osób się przewinęło i tylko do jednej pielęgniarki
        miałam zastrzeżenia.
        No i sobie menu mogłam wybrac: wegetariańskie też było:)))

        jul-kaa napisała:

        > Chciałabym zapytać, gdzie rodziłyście (macie zamiar rodzić)? Czy chodziłyście
        > (chodzicie) do szkoły rodzenia? Czy i ile płaciłyście za sam poród (i dodatkowe
        > "opcje")?
        > Czy może któraś z Was jest z Warszawy i ma wiedzę/doświadczenie ze św. Zofią -
        > tam naprawdę jest tak suuuper, czy to taki mit? Warto się starać tam dostać?
    • joannea Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 25.09.09, 10:36
      Ale fajny topic!
      Melduje się 11+ tydzień. O moich dolegliwościach ciążowych można było przeczytać w odpowiednim wątku, już przytoczonym wyżej.
      Żołądek i inne takie: przed ciążą byłam mało ortodoksyjną wegetarianką (jadałam mięso gdzieś raz na 2 tygodnie, jak małż ugotował), jak tylko zaszłam, dostałam strrrasznej ochoty na kiełbaski, kotleciki, szyneczki... Trwa to do dziś dnia. Poza warzywami i owocami (stały składnik naszej diety) odżywiam się kanapkami z serem i szynką, i właśnie mięsem w każdej postaci. I strasznie ciągnie mnie do nabiału, potrafię opróżnić lodówkę z zapasów jogurtu na raz. Natomiast odrzuca mnie od do tej pory głównego składnika diety - słodyczy, ciast, deserków. Jak już je zjem, mam mdłości (a należę do osób, które kawał tortu traktowały jako wymarzony zamiennik obiadu). Lekkimi mdłościami reaguję też na dym papierosowy, także taki wpadający z ulicy. Poza tym, nie mam żadnych atrakcji żołądkowych, ale w zamian tyję: jak tylko czuję, że coś jest nie tak, strzelam sobie kanapeczkę (i niestety, bardzo już te kanapeczki widać). Aha, dopadła mnie rwa kulszowa.
      Z ciekawostek: ciążę mam prowadzoną w NL, i tu obowiązują zupełnie inne zasady. Z ulotek, które dostałam od lekarza na naszym mam nadzieję ostatnim spotkaniu (tutaj kobieta w ciąży nie widzi na oczy lekarza, prowadzą ją położne) dowiedziałam się np., że mam pod żadnym pozorem nie brać preparatów witaminowych (poza folikiem). Stanowczo odrzuca się wszelkie leki i pastylki (ewentualnie paracetamol na ból głowy). Do tego stopnia, że grzybica pochwy jest nieleczona. Lekarz (ginekolog!!!): a jak się pani bardzo bardzo uprze, to może pani wziąć leki po końcówce pierwszego trymestru - ale to tylko, jak bedzie pani tańczyć na krześle. Proszę mieć na uwadze dobro dziecka! Czy pani wie, jak każda pastylka może zaszkodzić? Nie przeprowadzają też testów na toxoplazmozę (odmowił mi i lekarz, i położna), bo jak pani nie ma przeciwciał, to musi pani bardzo uważać i tak, i test tego nie zmieni, a jak pani te przeciwciała ma, to po co robić test?
      Jedyne badania, poza prenatalnymi, to cukier i żelazo. Raz ;)
      • lukrecjabo Idziemy równo:) 25.09.09, 10:47
        Joanne, to idziemy równo, ja też 11 tydzień, a jak masz + tydzień, to idziesz
        równo z Julką:)
        Czytałam przytoczony topik i uważam, że Dziewczyny bardzo dobrze napisały o
        przepracowywaniu się (napisała ta, co chce pracować do końca;)). Trzeba na
        siebie uważać, a grantów będziesz miała jeszcze multum. Widocznie tak musiało być.
        Ze słodyczami mam dokładnie odwrotnie niż Ty, nigdy ich nie lubiłam, a teraz (od
        1,5 tygodnia)wcinam na tony.
      • wariamiktoria Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 25.09.09, 10:49
        Masa leków jest zabroniona w I trymestrze a dozwolona dopiero w kolejnych więc tu się nie dziwię. Zalecenie o preparatach witaminowych dostałam dopiero w II trymestrze a i tych nie chciałam za bardzo brać bo i tak je potem zwracałam (brałam więc 1, 2x na tydzień). Nospę i luteinę niestety przepisuje się u nas jak cukierki. A folik bierze się właśnie do końca I trymestru a potem zmiana na preparaty kompleksowe - przynajmniej tak nam zalecają. Ogólnie Polacy to lekomani (przynajmniej jak porównam z Austrią - Tyrol).
        • joannea Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 25.09.09, 11:26
          Lukrecjo - :) 11 tydzień i kilka dni, trochę się gubię (ciąża - dosłownie -
          siadła mi na zdolności matematyczne, vide daty...).

          Wariamiktoria - tu, w NL, nie masa, ale jakiekolwiek leki. A po I-szym też
          prikaz wstrzymywania się od brania czegokolwiek, no, ale ewentualnie, jak już
          się nie da inaczej, to można. Wiem, że w Polsce grzybice traktowane są jako
          zagrożenie dla płodu, i leczone od momentu stwierdzenia.
          Polski gin kazał mi brać witaminy dla ciężarnych od samego początku (bodaj 7go
          tygodnia) i był oburzony, że odmawiam ("no bo jak tooooo???").
          Aha, z dodatkowych atrakcji, lekarza w Holandii ubawiło moje pytanie o kawę
          ("jakbyśmu zabraniali ciężarnym picia kawy, Holenderki przestałyby rodzić"). I
          powiedział, że można jeść absolutnie wszystko, na co się ma ochotę, byle nie
          przesadzać z ilością (łącznie z surową rybą, och, jak sobie pani strzeli
          śledzika raz na jakiś czas, nic się nie stanie). I mam sobie nadal uprawiać
          jogging (i tak się pani zaraz odechce), i zasadniczo niczego nie zmieniać w
          diecie, sposobie życia itp.
      • zarin Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 25.09.09, 14:33
        > Z ciekawostek: ciążę mam prowadzoną w NL, i tu obowiązują zupełnie inne zasady.
        > Z ulotek, które dostałam od lekarza na naszym mam nadzieję ostatnim spotkaniu
        > (tutaj kobieta w ciąży nie widzi na oczy lekarza, prowadzą ją położne) dowiedzi
        > ałam się np., że mam pod żadnym pozorem nie brać preparatów witaminowych (poza
        > folikiem). Stanowczo odrzuca się wszelkie leki i pastylki (ewentualnie paraceta
        > mol na ból głowy). Do tego stopnia, że grzybica pochwy jest nieleczona. Lekarz
        > (ginekolog!!!): a jak się pani bardzo bardzo uprze, to może pani wziąć leki po
        > końcówce pierwszego trymestru - ale to tylko, jak bedzie pani tańczyć na krześl
        > e. Proszę mieć na uwadze dobro dziecka! Czy pani wie, jak każda pastylka może z
        > aszkodzić? Nie przeprowadzają też testów na toxoplazmozę (odmowił mi i lekarz,
        > i położna), bo jak pani nie ma przeciwciał, to musi pani bardzo uważać i tak, i
        > test tego nie zmieni, a jak pani te przeciwciała ma, to po co robić test?
        > Jedyne badania, poza prenatalnymi, to cukier i żelazo. Raz ;)

        Odejście od ładowania w ciężarne sztucznych witamin jest super, o ile się kładzie nacisk na zdrowe odżywianie i dobry tryb życia, ale takie zaniedbywanie diagnostyki to jak dla mnie lekceważenie pacjenta. Potwierdza to zresztą niestety informacje, które słyszałam o holenderskiej służbie zdrowia... Ja bym się strasznie wkurzyła, gdyby mi w ciąży lekarz odmówił badań na toksoplazmozę. Potwierdzenie odporności sprawia, że można spać spokojnie, a jej brak to sygnał, żeby zachować pewną ostrożność, przebadać kota, jeśli się ma, nie ruszać surowego mięsa, etc. - naprawdę da się zminimalizować ryzyko prawie do zera. Generalnie odpowiednie badania przed planowaną ciążą i w trakcie mogłyby zapobiec ogromnej części chorób. Dlatego strasznie nie lubię tej nieodpowiedzialności lekarzy.
        • joannea Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 25.09.09, 14:57
          zarin napisała:
          Potwierdz
          > enie odporności sprawia, że można spać spokojnie, a jej brak to sygnał, żeby za
          > chować pewną ostrożność, przebadać kota, jeśli się ma, nie ruszać surowego mięs
          > a, etc. - naprawdę da się zminimalizować ryzyko prawie do zera.

          Holenderska diagnostyka jest fatalna, nie da się ukryć. Ale sam system ma też
          pewne zalety - przez to, że np. ciężarne nie są z automatu kierowane do lekarzy,
          kiedy ten lekarz jest naprawdę potrzebny, dostęp do niego jest praktycznie
          natychmiastowy (jak i do badań, sprzętu, zabiegów itp).
          Co to toxo, też mi się to nie podoba. Niechęć do tych badań jest posunięta tak
          daleko, że nawet, jeżeli uda mi się wywalczyć skierowanie, muszę za nie sama
          zapłacić, ponieważ ubezpieczenie nie uważa, by te badania miały jakikolwiek
          wpływ na ciążę (normalnie ubezpiecznie pokrywa każdą najdrobniejszą rzecz,
          łącznie z lekami). Ale już badanie matki na HIV jest przeprowadzane standartowo,
          przy pierwszej wizycie.
          Położna tłuaczyła mi, że w każdym wypadku trzeba zachować ostrożność przeciwko
          toxo, i wspomniane przez Ciebie zasady obowiązują wszystkie kobiety, niezależnie
          od wyników testu. Cóż, wolałabym go mieć zrobionego, ale nie będę walczyć z
          wiatrakami...
    • wariamiktoria Mity ciążowe 25.09.09, 10:39
      Moim ulubionym wątkiem jest:
      forum.gazeta.pl/forum/w,570,71686792,0,Najwieksze_Glupoty_o_karmieniu_piersia_Best_Of.html
      gdzie jest masa mitów o karmieniu piersią.
      Mitów nt płci, koloru włosów, temperamentu dziecka itd jest multum, chętnie się
      z nich pośmieję :)
    • jhbsk Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 25.09.09, 14:20
      W ciąży czułam się rewelacyjnie. Miałam fatalną morfologię, ale moja lekarka
      powiedziała mi, że to tzw niedokrwistość ciężarnych - fizjologiczna. Nie miałam
      mdłości, byłam pełna energii, dzień przed urodzeniem urządzałam jeszcze biegi do
      autobusu.
      Miałam po prostu szczęście, że tak przez te 9 miesięcy przeszłam wręcz śpiewająco.
    • lukrecjabo Pakowanie do szpitala/wyprawka 25.09.09, 15:08
      Ja wiem, że jest jeszcze wcześnie, jeszcze nie zaczęłam szaleństw zakupowych;)
      ale prosiłabym Dziewczyny, które już pełnią zaszczytne role mamuś o taką jakby
      listę rzeczy, które trzeba spakować do szpitala. Wiem, wiem, mam jeszcze czas,
      ale jakbym tak nie zdążyła?:D
      • agnesp76 Re: Pakowanie do szpitala/wyprawka 25.09.09, 15:15
        Ja mogę poszukać listy ze szkoły rodzenia, gdzie poprzednio chodziłam, powinnam
        gdzieś mieć spisane. Na pewno - podkłady higieniczne, a dla dziecka pieluchy (z
        tym różnie w szpitalach bywa). Jakąś tetrową jedną, ubranko dla malucha,
        kosmetyki dla siebie (typu szczot.+ pasta, mydło), ręczniki dla siebie i dziecka.
        Woda mineralna, szlafrok - przyda się, choć ja początkowo nie miałam siły
        gimnastykować się ze szlafrokiem i zwisało mi czy ktoś mnie widzi w samej koszuli.

        Dla siebie przygotować mężowi - ubranie na wyjście. To też tyczy się dziecka,
        jeśli jakiś np. kombinezonik potrzebny - to ma przywieźć do szpitala na wyjście.
        • lukrecjabo Re: Pakowanie do szpitala/wyprawka 26.09.09, 10:19
          To jak znajdziesz listę, to wrzuć kilka propozycji, jeśli możesz. To co prawda
          jeszcze nie na teraz, ale przyda się na pewno na później i będziemy miały
          porządnie w jednym miejscu:D Ach to Lobby, uczy dyscypliny;)
          • agnesp76 Co zabrać do szpitala? 26.09.09, 17:27
            Wpisuję listę z mojej szkoły rodzenia.

            DLA MAMY
            KONIECZNE
            - książeczka zdrowia (lub inny do. poświadczający prawo do bezpł. świadczeń
            zdrowotnych)
            - karta ciąży
            - dowód osobisty
            - badania dodatkowe (grupa krwi, USG, WR, morfologia) - z tym różnie -
            podejrzewam, że zależy od szpitala

            POTRZEBNE
            -koszule nocne (rozpinane z przodu)
            - szlafrok
            - pantofle domowe (na niskim obcasie)
            - ręczniki, przybory toaletowe, olejek - nie wiem po co był ten olejek - nie miałam
            - szklanka, talerzyk, sztućce - to imo też zależ od szpitala

            PRZYDATNE
            - klapki pod prysznic
            - karty magnetyczne, telefon komórkowy
            - notes z numerami tel., długopis
            - kasety z ulubionymi utworami - to chyba miało być do porodu rodzinnego i w
            salce był magnetofon - czyli zależy od szpitala
            - książka do czytania
            - woda mineralna niegazowana
            - herbata, rumianek, mięta
            - agrafka
            - maszynka do golenia

            DLA TATY
            - pantofle domowe
            - coś do picia
            - coś do jedzenia
            - aparat fotograficzny, kamera

            CO MOŻE BYĆ POTRZEBNE PO PORODZIE
            DLA MAMY
            - staniki do karmienia - 2
            - majteczki - kilka par
            - wkładki laktacyjne
            - podpaski (najbardziej chłonne) - przyda się też dodatkowa paczka podkładów
            higienicznych

            DLA DZIECKA
            - koszulki - 2
            - kaftaniki - 2
            - śpioszki - 2
            - czapeczki - 2
            - skarpetki - 2 pary
            - pieluchomajtki - zakładam, że chodzi o pieluchy - paczka
            - ręcznik, chusteczki

            CO JEST POTRZEBNE PRZY WYJŚCIU DO DOMU
            DLA MAMY
            - ubranie, w którym wyjdzie do domu

            DLA DZIECKA
            - ubranko, w którym wyjdzie do domu
            - pieluszki - kilka sztuk
            - pieluchomajtki ?
            - coś do okrycia (koc)

            To by było tyle. Nie mam pojęcia o co chodziło z rozróżnieniem pieluchy i
            pieluchomajtki? Ja miałam po prostu paczkę pieluch newborn, a że byliśmy dłużej
            to w międzyczasie, mąż dokupił kolejną.

            Przydają się na pewno pieluchy tetrowe - do wytarcia buźki, do podłożenia
            pod/obok buzi, przy karmieniu (ja nie miałam wtedy jeszcze staników do karmienia).
            • szarsz Re: Co zabrać do szpitala? 26.09.09, 19:49
              agnesp76 napisała:
              > CO JEST POTRZEBNE PRZY WYJŚCIU DO DOMU DLA MAMY
              > - ubranie, w którym wyjdzie do domu

              przy czym pamiętać należy, że brzuch nie znika magicznym sposobem do
              zera, ja przy wypisie miałam brzuch jak w szóstym czy siódmym
              miesiącu. Ulubione dżinsy sprzed ciąży nie przejdą, nawet jeśli
              przytyłyśmy w ciąży dość mało.
              • camilcia Re: Co zabrać do szpitala? 27.09.09, 20:08
                moj M zawsze zapominal mi butow na wyjscie przyniesc ;P szczegolnie
                upierdliwe grudzien/styczen to bylo

                i tak będzie ktoś codzień w szpitalu, nawet jakby się zdarzyło
                dluzej pobyc to moze doniesc co potrzebne, tego sie robi tyle, ze
                nie ma gdzie ukladac ;) warto wiec po porodzie spakowac to co juz
                nie bedzie potrzebne i niech zabiera ktoś

                ubranie na wyjscie tez niech zabierajacy przywiezie ze soba raczej
                niz trzymac tam, ja wychodzilam w spodniach ciazowych obydwa razy
                chociaz wagowo bylo niezle to jednak brzuch duzy nie ma co go
                sciskac

                no i ten nawał .... z tym wiadomo, różnie bywa, mi się bardzo
                przydaly takie muszle laktacyjne, nie wkładki bo jednak sutki
                poranione jak się do tego przykleją to o losie ;) i taki miękki jak
                dziecko złapie to też łatwiej

                przez ten wątek Wasz to aż mi się śniło dziś że w ciąży jestem ;)
                • agnesp76 Re: Co zabrać do szpitala? 27.09.09, 20:52
                  Camilcia ma rację też - co niepotrzebne oddawać, a co na później niech donoszą
                  :D Natomiast biorąc pod uwagę różnych facetów, to (z własnego doświadczenia)
                  lepiej mieć przygotowane wszystko, nawet w domu, w określonych torbach. Bo jakby
                  miał w szafie szukać, to nie wiem czym by się skończyło ;)
                  • jul-kaa Re: Co zabrać do szpitala? 27.09.09, 22:08
                    agnesp76 napisała:
                    > Camilcia ma rację też - co niepotrzebne oddawać, a co na później niech donoszą
                    > :D Natomiast biorąc pod uwagę różnych facetów, to (z własnego doświadczenia)
                    > lepiej mieć przygotowane wszystko, nawet w domu, w określonych torbach. Bo jakb
                    > y
                    > miał w szafie szukać, to nie wiem czym by się skończyło ;)

                    Mój to jakiś dziwny chyba jest - jak mu powiem, jaka bluzka, to znajdzie ją i
                    przywiezie :)))
              • agnesp76 Re: Co zabrać do szpitala? 27.09.09, 20:47
                szarsz napisała:

                > agnesp76 napisała:
                > > CO JEST POTRZEBNE PRZY WYJŚCIU DO DOMU DLA MAMY
                > > - ubranie, w którym wyjdzie do domu
                >
                > przy czym pamiętać należy, że brzuch nie znika magicznym sposobem do
                > zera, ja przy wypisie miałam brzuch jak w szóstym czy siódmym
                > miesiącu. Ulubione dżinsy sprzed ciąży nie przejdą, nawet jeśli
                > przytyłyśmy w ciąży dość mało.

                O tak, racja. Najlepsze imo spodnie ciążowe, które nadawały się od początków
                ciąży - dopasują się do brzucha i po.
          • dzieckorossa Re: Pakowanie do szpitala/wyprawka 13.10.09, 01:06
            Położna stwierdziła, że najlepiej spakować się już 6 tygodni przed planowanym
            porodem. Zawsze warto wcześniej skompletować rzeczy, nigdy nie wiadomo, co się
            może zdarzyc:) To moja propozycja listy dla mamy i dziecka:
            listonic.pl/bzzz/4972-wyprawka_do_szpitala . Trzeba też zwrócić uwagę na
            kolejność układania rzeczy - im szybciej potrzebne (koszulka do rodzenia itp),
            tym wyżej. Na dole rzeczy dla dzidziusia. Pozdrawiam Przyszłe Mamusie:)
      • lukrecjabo Dzięki Dziewczyny, 11.10.09, 09:07
        Wasze rady są naprawdę cenne:)
    • jul-kaa drugi lekarz prowadzący ciążę 27.09.09, 12:12
      Słyszałam, że jeśli chce się rodzić w konkretnym miejscu, to trzeba mieć lekarza
      stamtąd i skończyć tam szkołę rodzenia. Mam zamiar tak zrobić. Zastanawiam się
      więc, jak wygląda wizyta u takiego "drugiego" lekarza. Czy mówi się: "przyszłam
      do pana, bo chcę rodzić tu, czy tam"? Jakoś mi się to nie widzi.

      Poradźcie :)
    • jul-kaa Waga elaktroniczna 28.09.09, 00:01
      Mam elektroniczną wagę. Taką, która też ponoć mierzy zawartość tłuszczu w
      organizmie i inne cuda, ale z tego nie korzystam. Mąż właśnie zmieniał baterie i
      zauważył, że na wadze jest napis, że nie powinny z niej korzystać kobiety w ciąży.
      Oszaleli???
      • agnesp76 Re: Waga elaktroniczna 28.09.09, 09:45
        Pewnie chodzi właśnie o te cuda typu wyliczanie tłuszczu itp., bo ciąża może
        przekłamać wynik. Do samego ważenia imo się nada :)
      • lukrecjabo Julka, to nie o wadze, 30.09.09, 20:33
        maila wysłałam, tylko nie z gazetowego adresu, bo go nie znoszę. Mam nadzieję,
        że Ty masz maila gazetowego, bo na taki adres wysłałam maila:)
        • jul-kaa Re: Julka, to nie o wadze, 30.09.09, 21:07
          Mam gazetowego, dostałam, odpisałam :)))
      • alitea Re: Waga elaktroniczna 03.10.09, 01:31
        > na wadze jest napis, że nie powinny z niej korzystać kobiety w ciąży.
        > Oszaleli???

        Ta waga mierzy zawartość tłuszczu kopiąc prądem (dlatego trzeba na niej stać na boso) i sprawdzając, jaki opór stawia ciało. Myślę że kopanie prądem może być niebezpieczne dla kobiet w ciąży i lepiej nie ryzykować :)
    • luliluli Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 02.10.09, 12:24
      trzymajcie kciuki, bo jest nadzieja, że w poniedziałek dołączę do tego wątku na
      stałe;))) niech tylko zobaczę drugą kreskę...
      • agnesp76 Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 02.10.09, 12:38
        luliluli napisała:

        > trzymajcie kciuki, bo jest nadzieja, że w poniedziałek dołączę do tego wątku na
        > stałe;))) niech tylko zobaczę drugą kreskę...

        W takim razie trzymam kciuki, ale żeby na stałe? Na kilka miesięcy to rozumiem,
        potem jakaś przerwa się przyda ;)
        pozdrawiam
        • luliluli Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 02.10.09, 13:17
          agnesp76 napisała:

          > W takim razie trzymam kciuki, ale żeby na stałe? Na kilka miesięcy to rozumiem,
          > potem jakaś przerwa się przyda ;)

          masz całkowitą rację;)
      • lukrecjabo Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 03.10.09, 07:52
        Trzymamy mocno kciuki za dwie kreseczki:)
      • luliluli Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 07.10.09, 08:22
        ekhm, no więc - jesli moge prosić - nie przestawajcie z tymi kciukami, bo tym
        razem nie wyszło, ale staram się nadal;))
        • agnesp76 Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 07.10.09, 09:30
          luliluli napisała:

          > ekhm, no więc - jesli moge prosić - nie przestawajcie z tymi kciukami, bo tym
          > razem nie wyszło, ale staram się nadal;))

          tak jest :) trzymam nadal
    • wariamiktoria jeszcze tylko 40 dni 06.10.09, 08:45
      Jak urodzi się dokładnie w terminie to za 40 dni Lucjan będzie z nami. W
      niedzielę przywieźliśmy mu łóżeczko oraz fotelik samochodowy który będzie
      bujaczkiem (już dla 6 dziecka w rodzinie). Ubranka czekają aż wybiorę się do
      sklepu po proszek dziecięcy a wtedy pranie i prasowanie (choć nie chce mi się
      strasznie, może mąż da się do tego wykorzystać). Rzeczy do szpitala kupione i
      tylko czekają na dużą torbę coby się pomieściły.
      Ja na zajęciach się bujam i w domu nie chcę leżeć. Mąż się złości a w nocy
      przytrzymuje mnie nogą aby wiedzieć kiedy wstaje. Jak idę do toalety to się
      zrywa i pyta czy to już - zaczęła mu się panika. A mi luz się włączył i jedyne
      co mi mocno dokucza to drętwiejąca przy chodzeniu noga. Porodu jakoś się nie
      boję - za to połogu i godzenia zajęć z opieką nad dzieckiem już bardzo.
      Pozdrawiam serdecznie wszystkie zaciążone.
    • jul-kaa Instynkt macierzyński 08.10.09, 21:13
      Dziewczyny, czym jest wg Was instynkt macierzyński? Z jednej strony wiem, że
      takim instynktem nie jest wariowanie z rozczulenia na widok śpioszków, ale
      właśnie tak znane mi młode kobiety przejawiają marzenie o poosiadaniu dziecka.
      Dla mnie ciućkanie przed wieszakiem ze śliniaczkami jest lekko infantylne, ale
      kurcze, może i mnie to dopadnie?
      Ogromnie się cieszę z ciąży, z tego, ze będziemy mieć dziecko, martwię się o
      jego zdrowie, przyszłość, planuję co i jak ustawimy w domu, ale jakoś zupełnie
      nie czuję takiego gwałtownego przypływu emocji. Poszłam nawet oglądać dziecięce
      branka, zabawki itp., ale zupełnie mnie to nie bawi - nigdy nie bawiło.
      Poszukuję już poz znajomych rzeczy do odkupienia/.ew. dostania, ale raczej z
      pragmatyzmu i oszczędności, niż z prawdziwej potrzeby.
      Domyślam się, że i ja w końcu zacznę wić gniazdo, ale kiedy to się stanie?
      Jak to u Was jest/było?
      • wariamiktoria Re: Instynkt macierzyński 08.10.09, 22:55
        Zabawki, ubranka itd nie rozczulają mnie. Nie czułam instynktu i byłam bardzo na
        nie jeśli chodzi o dzieci do czasu. Mój brat cioteczny miał wypadek i trzeba
        było zająć się jego córkami, konkretnie starszą bo ta w przypływie uczucia
        radości na widok ojca rzucała się na niego a on mdlał z bólu. Starsza miała
        wtedy 2 lata i 2 miesiące, młodsza 5 miesięcy, okazało się że radzę sobie z
        opieką nad obydwiema (prababka dziewczynek miała zajmować się najmłodszą ale już
        serca i sił nie miała). Starsza jest bardzo podobna do mnie z wyglądu (oczy,
        włosy) młodsza znowu ma na imię tak jak ja na drugie - to ułatwiło mi
        przywiązanie do nich. I jak nie obawiałam się zajmować starszą tak z młodszą nie
        wiedziałam jak sobie poradzić, Mała była bardzo płaczliwa, do tego miała
        napięcie mięśniowe. Bardzo przykro to mówić ale nikt poza jej matką jej nie
        lubił. Ale przywiązałam się do tych istotek, najmłodsza zaczęła rosnąć (na
        piersi nie mogła mimo, że ze starszą nie było problemów), śmiać się, zaczęła być
        zupełnie inna w odbiorze. Pod koniec mojego miesięcznego pobytu zaczęła
        rehabilitację, która błyskawicznie doprowadziła ją do normy. Cudownie było
        widzieć jak jej ojciec zaczyna się nią zajmować, jak inni nie patrzą już na nią
        jak na zepsute coś ale na dziecko. Jakoś wtedy zaczęłam czuć, że może kiedyś
        będę matką ale to były dopiero myśli. Musiało kilka lat upłynąć, spotkałam
        świetnego faceta i chcieliśmy utrwalić zestaw genów jakim jesteśmy. Nie było
        łatwo, w końcu się udało, ciąża należy do tych okropnych, jeszcze 38 dni do
        rozwiązania i nie wiadomo jak będzie ale staram się patrzeć optymistycznie w
        przyszłość.
        Co ciekawe mimo ruchów dziecka, tego jak wierzga mi w brzuchu, zdjęć USG dalej
        jakoś nie mam świadomości, że jestem matką. Choć w mężu jak najbardziej widzę
        tatusia, zwłaszcza jak został w chustę z lalką zawiązany. Wiem, że miłość to nie
        jest dla mnie coś co wali jak grom, że na tą ważną dla mnie trzeba ciężko
        pracować. I choć więcej instynktu czułam przed ciążą to wierzę, że razem z
        dzieckiem dorosnę i będziemy mieć dobre relacje. Ale to co mnie przeraża to
        pytanie jakie może mi zadać: czemu zdecydowaliście się powołać mnie do życia?
        Kurczę, co ja mu wtedy powiem - instynkt to słaba odpowiedź.
        • jul-kaa Re: Instynkt macierzyński 08.10.09, 23:59
          Ja nawet mam wykształcenie takie pro dziecięce (choć raczej znam się na
          dzieciach niepełnosprawnych w różny sposób), zajmowałam się dziećmi przez wiele
          lat, lubiłam to bardzo, ale to przecież zupełnie co innego...
          My dziecka stanowczo NIE planowaliśmy, więc jeśli chodzi o pytanie, czemu
          zdecydowaliśmy się powołać je do życia, to odpowiedź będzie na wesoło :)

          Dobrze, że teraz pisze się trochę o tym, że miłość do dziecka nie musi wybuchnąc
          i porazić nas jak grom z jasnego nieba, że do miłości czasem się dojrzewa, bo ja
          jestem raczej z tych dojrzewających, dla których miłość jest czymś wypracowanym,
          choć wcale przez to nie mniejszym.

          Piszesz, że więcej instynktu czułaś przed ciążą. Na czym to wtedy polegało? Czym
          jest chęć posiadania dziecka?
          • wariamiktoria Re: Instynkt macierzyński 09.10.09, 08:08
            Ta chęć to było poczucie niepełności naszego życia. Chęć wychowywania i
            pomagania w dorastaniu naszemu mixowi genów, ale niekoniecznie. Kontakt z innymi
            małymi dziećmi też nas pobudzał rodzicielsko. Wyjątkami były sytuacje gdy na
            wolontariacie zajmowałam się dziećmi z różnymi schorzeniami, wtedy górę brały
            obawy czy dałabym radę tak 24h na dobę i byłam pełna podziwu dla rodziców tych
            dzieci. Możemy tak gdybać ale instynkt to bardziej sprawa hormonów niż rozsądku.
            Kto rozsądnie myślący zdecydowałby się na tak ogromny wydatek ekonomiczny,
            energetyczny, psychiczny? I to jeszcze absolutnie nie będąc pewnym rezultatu
            tych działań.
            Przecież gdy pojawia się dziecko bierzemy na siebie ogromną odpowiedzialność do
            końca życia.

            Dla moich znajomych dziwnym jest że nie uwielbiam tego kogoś kto rozwija się we
            mnie - dla mnie jednak ten ktoś to dalej abstrakt. Kurczę, w brzuchach innych
            matek widzę noworodki a w swoim małą lalkę wypychającą się z różnych stron ale
            gdy ten człowiek pojawi się na świecie będę już wiedzieć że to nie jest lalka.
            Że to owszem ktoś zlepiony z moich i męża genów ale to nie jest ani R. ani ja
            tylko ktoś zupełnie nowy. Ta nowość jest pociągającą i przerażająca zarazem,
            zwłaszcza gdy przypomnę sobie te dzieci z wolontariatu. Odetchnę trochę
            spokojniej gdy dziecko skończy te 3 lata ale pewnie wtedy pojawia się kolejne
            obawy, niekończąca się opowieść.
            I jakoś nie wierzę w tą bezgraniczną miłość rodzicielską, w Starym Testamencie
            (jestem niewierząca ale zapis tam się znajdujący mówi wiele o ludziach i ich
            zachowaniach - tak jak i mity jest oparty na faktach tyle, że przetworzone na
            warstwę fabularną) jest takie zdanie: "Oto wyryłem cię na obu dłoniach" (Iz
            49,16b) gdzie dalszą częścią jest o tym że nawet jeśli matka cię porzuci to bóg
            jest z tobą. Nawet wtedy zdarzały się porzucenia dzieci, teraz też - rodzic -
            dziecko - miłość to nie aksjomat. Ale miłość to może być coś co można wypracować
            i tej wersji będę się trzymała :)
            P.S. Mi pomogło to, że w niektórych relacjach młode matki mówiły, że miłość do
            dziecka pojawiła się dopiero po roku. Męża też nie kochałam od razu, wywalczył
            mnie sobie :)
            • szarsz Re: Instynkt macierzyński 09.10.09, 19:31
              wariamiktoria napisała:
              > Dla moich znajomych dziwnym jest że nie uwielbiam tego kogoś kto
              > rozwija się we mnie - dla mnie jednak ten ktoś to dalej abstrakt.

              ze mną było tak, że ciążę musiałam sobie wywalczyć. Dosłownie. Jedno
              poronienie, drugie, wiele pustych cykli. Nie raz i nie dwa płakałam
              nad brudną podpaską. Naprawdę bardzo bardzo chciałam mieć dziecko i
              nawet nie próbowałam tego analizować.
              A potem, jak już się Młody urodził, jak wyciągnęli mi go z brzucha,
              nagle - obcość. Przytulili mi go do policzka a ja czułam...
              ciekawość :) potem przerażenie i nagły szok, że już nigdy nie będę
              sama. Odkrycie roku trzydziestoletniej baby, nie? :)

              Miłość, taka że brakuje tchu, przyszła po jakimś czasie, mniej
              więcej po dwóch miesiącach. Pamiętam do bardzo dokładnie, jak
              siedzieliśmy sobie razem, a ja nagle uświadomiłam sobie, że dla tego
              małego okrucha zrobiłabym wszystko. Absolutnie wszystko. Wszystko co
              dobre i co złe. I że nigdy nikomu nie pozwolę go skrzywdzić.
          • luliluli Re: Instynkt macierzyński 09.10.09, 08:12
            jul-kaa napisała:

            Czy
            > m
            > jest chęć posiadania dziecka?

            przywiązałam się do tego wątku, więc jako zawładnięta nadal niespełnionym
            instynktem macierzyńskim pozwolę sobie odpowiedzieć;)

            Dla mnie jest to posiadanie takiego innego rodzaju miłości (który różni się
            bardzo od tej dawanej mężowi, albo też rodzicom czy bliskim), która w pewnym
            momencie życia ujawnia się i zaczyna szukać ujścia.
            Mnie to uderzyło jakieś dwa lata temu, ale w międzyczasie mamą została moja
            koleżanka, później przyjaciółka (przy której porodzie miałam okazję być jako
            "tatuś" i to już zupełnie mnie skierowało w stronę chęci bycia mamą:) i niedawno
            zdałam sobie sprawę z tego, że wiele razy byłam blisko nich nie tylko przez
            wzgląd na nie, ale też przez chęć bycia blisko tych dzieci.
            Trochę mnie to przeraziło, nie powiem;)
            To się akurat okazało całkiem pomocne dla zmęczonych młodych mam, bo ja mogłam
            bez końca zajmować się w każdy sposób ich dziećmi;)
            Niedawno z różnych względów zostałam na świecie bez żadnego maleństwa w
            "okolicy" i zrobiło mi się jakoś tak bardzo pusto. Zostałam ze swoimi
            opiekuńczo-matczyno-miłosnymi uczuciami sam na sam z mężem. To przyspieszyło
            odkładaną od dwóch lat (o ironio!) decyzję o powiększeniu rodziny:)
            Też nie uważam, że taki instynkt wali jak obuchem w głowę, mnie wiele czasu
            zajęło zorientowanie się, że tak naprawdę bardzo chcę zostać mamą małego
            człowieka, choć oczywiście mam w związku z tym wiele obaw, nazwijmy to hmm
            społeczno-egzystencjalnych;) ale to już temat na osobną rozmowę:)
            • jul-kaa Re: Instynkt macierzyński 09.10.09, 19:54
              luliluli napisała:
              > Mnie to uderzyło jakieś dwa lata temu, ale w międzyczasie mamą została moja
              > koleżanka, później przyjaciółka (przy której porodzie miałam okazję być jako
              > "tatuś" i to już zupełnie mnie skierowało w stronę chęci bycia mamą:)

              Ależ to musiało być piękne przeżycie! I jakie to szczęście, że Ty i Twoja
              przyjaciółka macie siebie :)

              >choć oczywiście mam w związku z tym wiele obaw, nazwijmy to hmm
              > społeczno-egzystencjalnych;) ale to już temat na osobną rozmowę:)

              A tam, właśnie taka rozmowa będzie znacznie ciekawsza :) Ja na przykład boję się
              po pierwsze konfrontacji dziecka ze światem, a po drugie, że się nie odnajdę w
              tej nowej gadżeciarskiej rzeczywistości i podobnie jak moi rodzice lata temu nie
              będę chciała dawać dziecku wszystkich "społecznie niezbędnych" gadżetów.


              • luliluli Re: Instynkt macierzyński 12.10.09, 11:43
                jul-kaa napisała:


                > A tam, właśnie taka rozmowa będzie znacznie ciekawsza :) Ja na przykład boję si
                > ę
                > po pierwsze konfrontacji dziecka ze światem, a po drugie, że się nie odnajdę w
                > tej nowej gadżeciarskiej rzeczywistości i podobnie jak moi rodzice lata temu ni
                > e
                > będę chciała dawać dziecku wszystkich "społecznie niezbędnych" gadżetów.
                >

                ja bym mogła wymieniać długo;)
                - wszelkie aspekty zdrowotne - od tego, czy dziecko będzie zdrowe i co jeśli
                nie, po kwestie tak śmieszne jak "jak ja, do cholery, np. opatrzę dziecku ranę,
                jak samej mi słabo na widok własnej??";)
                - społecznie - od kwestii związanych z wychowaniem (czy będę dobrą matką,
                rodzicem w ogóle itp.) przez "czy umiem mieć rodzinę, nie tylko partnera" po
                sprawy związane z mną samą - co z pracą/"karierą"/samorozwojem i innymi modnymi
                słowami - czy to się kiedyś uda?
                - egzystencjalnie - jak dam radę ochronić swoje dziecko przed swoimi wadami,
                które w ciężarze wielkim niosę po rodzicach a oni po własnych rodzicach? czy
                "sobą" i tym jaka jestem nie skrzywdzę nigdy tego małego istnienia? jak sprawić,
                żeby zawsze czuło, że ma we mnie oparcie nie ciężar? i tak dalej i tak dalej:)
                - materialnie - czy będę mogła zapewnić finansowe bezpieczeństwo swojemu
                dziecku, czy konieczność utrzymania kogoś poza nami nie sprawi, że kiedyś np.
                utknę w pracy, której nie lubię, tylko dlatego, że daje mi pewne pieniądze, etc.
                To temat na baaardzo długą dyskusję;)
                • szarsz Re: Instynkt macierzyński 12.10.09, 12:40
                  luliluli napisała:
                  > po kwestie tak śmieszne jak "jak ja, do cholery, np. opatrzę
                  > dziecku ranę, jak samej mi słabo na widok własnej??";)

                  reszta to rzeczywiście temat na dłuższą dyskusję, ale na to pytanie
                  odpowiem z autopsji - całkiem normalnie. Okazuje się, że i pieluchę
                  da się zmienić i kupę obejrzeć i krew tamować. Wszystko się da.
                  Regularny cud :)
      • lukrecjabo Re: Instynkt macierzyński 11.10.09, 09:05
        jul-kaa napisała:

        > Ogromnie się cieszę z ciąży, z tego, ze będziemy mieć dziecko, martwię się o
        jego zdrowie, przyszłość, planuję co i jak ustawimy w domu, ale jakoś zupełnie
        nie czuję takiego gwałtownego przypływu emocji. Poszłam nawet oglądać dziecięce
        > branka, zabawki itp., ale zupełnie mnie to nie bawi - nigdy nie bawiło.

        Mam dokładnie tak samo. Bardzo się cieszę z ciąży, ale ani jeszcze nie popadłam
        w szał zakupowy, ani w jakieś gwałtowne emocje. Piszę jeszcze, bo nie wiem, czy
        sytuacja się nie zmieni.
        Myślę, że miłość przyjdzie sama, naturalnie. Nie zastanawiam się na zapas nad
        tym, czy czasem nie będę miała problemów z depresją poporodową lub czymś
        podobnym, bo jak zacznę się teraz przejmować, to mogę sobie wmówić, że takie
        cudo może wystąpić i po co?
        Mam nadzieję, że wszystko ułoży się tak, jak powinno. Daję sobie czas:)
    • wariamiktoria Miejsce w autobusie, kasy pierszeństwa itd 15.10.09, 16:18
      Dziewczyny nie wstydźcie się prosić o ustąpienie miejsca, na dłuższych trasach
      nawet jak wam się wydaje że dacie radę lepiej usiądźcie. Wczoraj najpierw
      dzielnie stałam bo przecież dam radę a potem nie miałam siły prosić i tylko
      starałam się nie upaść i łapałam powietrze jak ryba. Skończyło się atakiem
      histerii gdy już wyszłam z autobusu, dookoła śnieg, nie było gdzie usiąść,
      dobrze że chociaż świeże powietrze doszło.
      Korzystanie z kasy pierwszeństwa przez osoby nie uprzywilejowane oznacza, że gdy
      takie się pojawią trzeba im ustąpić. A nam nie może być wstyd prosić o
      ustąpienie miejsca.
      • mssmith Re: Miejsce w autobusie, kasy pierszeństwa itd 15.10.09, 16:33
        ja tak jakoś nigdy nie miałam odwagi prosić o ustąpienie - niestety... ale
        miałam o tyle dobrze, że ciąże zniosłam dosyć nieźle.
        Teraz za to, jak mam dziecko, to odwagi mi przybyło i korzystam :D
      • jul-kaa Re: Miejsce w autobusie, kasy pierszeństwa itd 15.10.09, 18:58
        wariamiktoria napisała:

        > Dziewczyny nie wstydźcie się prosić o ustąpienie miejsca, na dłuższych trasach
        > nawet jak wam się wydaje że dacie radę lepiej usiądźcie.

        Jedną z nielicznych (a może wręcz jedyną?) zaletą bycia otyłą ciężarną jest to,
        że baaardzo szybko wyrósł mi brzuch "ciążowy" - już nie oklapły i tłusty, a
        krągły i dość duży. Wypróbowuję go, choć nie mam jeszcze palącej potrzeby.
        Sprawdzam, czy ludzie przepuszczą mnie w kolejce, ustąpią miejsca w autobusie.
        I cóż - nie przepuszczają, nie ustępują. Jedyne co widzę, to że mniej mnie
        potrącają i generalnie uważają, żeby mnie nie popchnąć, nie walnąć łokciem. I
        tyle :)
        • wariamiktoria Re: Miejsce w autobusie, kasy pierszeństwa itd 15.10.09, 21:06
          Bardziej na bycie w ciąży wyglądałam w 4 i 5 miesiącu, teraz przy takim ułożeniu
          Lucka to mylą mnie z kobietą z nadwagą. Jeszcze miesiąc temu było to zabawne ale
          teraz jest to męczące. Jak pokazywałam mężowi zdjęcia Heidi Klum to stwierdził,
          że ma bliźniaki ale nie-niedawno córkę urodziła:
          lula.pl/lula/1,97804,7123794,Heidi_Klum_piekna_nawet_w_zaawansowanej_ciazy.html
          mój brzuch to połowa jej, na dodatek biust jest tak duży, że brzuch wydaje się
          jeszcze mniejszy niż w rzeczywistości. Prawdziwa jego wielkość ujawnia się gdy
          położę się na plecach - ciężko mi wtedy wstać, ćwiczę wtedy ruchy żółwia - a
          właśnie nie powinno się leżeć na plecach bo wtedy jest ucisk na którąś żyłę i
          dziecko jest słabiej natlenione.
          Jedynym "pocieszeniem" jest to, że mały skopał dziś mężowi tyłek. Leżałam
          przytulona do jego pleców a Lucek pokazywał, że Brychczy to rzeczywiście jego wzór.

          A co do nadwagi i bycia w ciąży, do tej pory się rumienię z mojego pytania do
          kobiety, która wyglądała na 7 miesiąc który to miesiąc? Okazało się, że nie jest
          w ciąży a mi było głupio (5 miesiąc). A kilka lat temu taka grubsza babka
          zamawiała u mnie szafę: robię jej projekt, nie komentuję wyglądu choć był z deka
          przerażający, do tego te ślamazarne toczenie się; po ustaleniu terminu słyszę -
          oby się wyrobili bo parę dni później mam termin porodu. Jak mi wtedy wewnętrznie
          było łyso za moją ocenę, spotkałam ją później po porodzie i wyglądała już o
          niebo lepiej. Może ludzie bronią się przed przegięciem w jedną lub drugą stronę
          i dlatego nie ustępują - do tego ciężarne różnie się czują i mogą nie chcieć
          ustępowania. Lepiej powiedzieć niż oczekiwać, uprzejme "czy mogę prosić o
          ustąpienie miejsca, jestem w ciąży i źle się czuję/ciężko mi stać/boję się
          szarpań autobusu" działa o ile jesteśmy w stanie powiedzieć. Pluję sobie w
          brodę, że w środę tego nie zrobiłam przez co naraziłam siebie i dziecko na tą
          straszną sytuację.
          • beniutka_bo Re: Miejsce w autobusie, kasy pierszeństwa itd 22.10.09, 21:24
            A najgorsze są panie takie 50-dziesiątki prosto od fryzjera,które uważają,że im
            JUŻ należy miejsca ustępować.
            Miałam taką sytuację ostatnio w tramwaju (sama w ciąży nie jestem,ale wątek
            podczytuję). Wlazła taka i się rozgląda,bo posadziłaby zadek. Za nią weszła
            kobieta w dużej ciąży,ledwo wkitrała się na te parę schodków. No to wstaję,żeby
            ciężarną puścić,a co,ja mogę postać. A tamta 50 rozejrzała się i tak szybiuctko
            ... KLAP! Nie wytrzymałam! "Proszę pani,pani chyba jeszcze nie jest w wieku
            emerytalnym,na schorowaną też pani nie wygląda,a ja wstałam,żeby TEJ pani
            ustąpić miejsca, bo jeśli się wywróci,to może zrobić krzywdę dwóm osobom!" I
            tylko pozostaje się cieszyć,ze babka nie była bazyliszkiem. Wysiadła na
            następnym przystanku.Byłam bezczelna,zgadzam się.
            Wiem,ze osoby koło 50-tki często też mają problemy ze zdrowiem,ale bez przesady.
            Ta konkretna-fryzurka jak ta lala,pazurki umalowane, modne ciuszki.
            • agnesp76 Re: Miejsce w autobusie, kasy pierszeństwa itd 23.10.09, 11:03
              Z moich doświadczeń z poprzedniej ciąży (teraz jeżdżę samochodem) w tym temacie
              - ustępują młode kobiety - tak powiedzmy od 25 - 45 lat wyglądające zwyczajnie
              (niewypindrowane) i staruszki, z którymi się często spierałam, bo uważałam, że
              nie powinny mi ustępować. Smarkule nie ustępują - siedzą i albo udają że nie
              widzą, albo pojawiają się dziwne uśmieszki, miny, konspiracyjne szepty i śmiechy.
              Mężczyźni to już w ogóle udają ze nie widzą.
              Takie przynajmniej moje doświadczenia były.
      • lukrecjabo Re: Miejsce w autobusie, kasy pierszeństwa itd 24.10.09, 11:15
        wariamiktoria napisała:

        > Dziewczyny nie wstydźcie się prosić o ustąpienie miejsca, na dłuższych trasach
        > nawet jak wam się wydaje że dacie radę lepiej usiądźcie.(...)
        A nam nie może być wstyd prosić o
        > ustąpienie miejsca.

        Teoretycznie się z Tobą zgadzam, nie powinno nam być wstyd. Tylko jakoś gorzej z
        praktyką...
        Wczoraj stałam w kolejce na poczcie i nie czułam się za rewelacyjnie. Wierzcie
        mi, nie mogła mi przejść przez gardło prośba o przepuszczenie mnie (druga
        kwestia, że kolejka zrobiła się tylko dlatego, że pani w okienku -
        wyjątkowa...hmmm...ehm... tu nie wolno się wyrażać;) - była bardzo "zajęta" i
        usiłowała udowodnić swoją postawą ludziom w kolejce, że praca na poczcie wymaga
        specjalnych umiejętności, spokoju i absolutnego skupienia)*.
        Stałam więc sobie i marzyłam tylko o łóżeczku, bo nie potrafiłam się odezwać.
        Nie wiem, jak zachowałabym się w autobusie, przypuszczam, że podobnie, po prostu
        bym nic nie zrobiła (a naprawdę, nie należę do osób nieśmiałych). Całe szczęście
        jeżdżę samochodem (starym strupem, ale kółka się kręcą) i nie muszę testować tej
        sytuacji.

        *nie chcę absolutnie obrazić pracowników poczty, ani umniejszać wartości ich
        pracy, ale ten wredny babsztyl (musiałam;))pracuje u nas już długie lata, bo
        pamiętam go z dzieciństwa; zachowania wypracowane w poprzednim systemie
        doskonali dzielnie do dzisiaj:D
    • iw1978 Leki i inne 15.10.09, 17:26
      Co do leków w ciąży, to wobec dwóch jestem bardzo sceptyczna - no-spy i magnezu. Kilka lat temu w mojej pierwszej ciąży miałam plamienie, badania wykazały, że wszystko w porządku, jednak przez kilka tygodni zalecono mi 6 tabletek no-spy dziennie, mimo iż nie zgłaszałam poważnych dolegliwości bólowych. W szpitalu na patologii, jeśli nie było potrzby podawania inych leków, podawano no-spę dla zasady. U syna po kilku miesiącach zdiagnozowano delikatne zaburzenia napięcia mięśniowego. No-spa okazała się głownym podejrzanym. Nagle okazało się, że ten teoretycznie bezpieczny lek też powinien być dawkowany z umiarem. Będąc w drugiej ciąży cieszę się, że przez tych kilka lat nastawieni do no-spy zmieniło się i coraz częściej podawana jest bardzo ostrożnie.
      Co do magnezu, to uważam, że warto próbować podnieścjego poziom dietą. Warto też przyjrzeć się jego zawartości w wodzie, którą pijemy - popularny wśród ciężarnych i karmiących Zywiec zdecydowanie za mało. Poza tym z mojego doświadczenia wynika, że niekiedy najlepszym pomysłem na skurcze łydek są ćwiczenia opisane m.in. w "W oczekiwaniu na dziecko". Jak odzyskam książkę to opiszę.

      Na koniec link do ciekawego arykułu o wodzie www.wodadlazdrowia.pl/pl/9097/0/Cala_prawda_o_laniu_wody.html
      • i-l-o-n-a Przylaczam sie 19.10.09, 14:47
        Ja sie przyłaczam z radoscią. 15 tydzien zaczety :)
        Przeskoczylam juz z 70C ( Effuniak ) do 70DD a teraz musze miec conajmniej
        70f-g, ale chyba juz sie skusze na 75tke.
        Co do lekow - dopadlo mnei wlasnie zapalenie pecherza i musze brac Furagine a
        dodatkowo Nystatyne, zelazo w tabletkach bo mam lekką anemie. No-spe tez mam
        brac 2 razy dziennie na wszelki wypadek ( jestem po cc) ale nie jestem
        przekonana czy jest potrzeba, bo szew mnie nie ciagnie, brzuch miekki. Boje sie
        tych lekow wszytskich :/
        • molowiak Re: Przylaczam sie 22.10.09, 13:20
          Też miałam w drugiej ciąży problemy z pęcherzem. Prawie całą ciążę na zmianę
          antybiotyki i środki przeciwgrzybicze. Też miałam obawy, ale młody zdrowy.
          Pytaj o wszystko lekarza. Niektórzy zapisują leki garściami, bo wydaje im się że
          pacjentki tego oczekują (niektóre pewnie tak). Może wystarczy no-spę tylko kupić
          i na wypadek skurczu nosić przy sobie a żelazo spróbować naprawić dietą.
          Negocjuj z lekarzem :)
        • lukrecjabo Re: Przylaczam sie 24.10.09, 11:15
          Gratulujemy:)
    • agnesp76 Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 22.10.09, 14:06
      Ja wczoraj pooglądałam moją piękną na usg - taki popołówkowe było. Ma długie nogi :D
    • joannea Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 24.10.09, 12:07
      A jak u Was ze sportami w ciąży? Dostałam od położnej info o specjalnym
      programie dla cieżarówek - nazywa się toto u mnie "9 miesięcy", zaczyna się od
      4tego i ciągnie do bodaj 4 po porodzie (zapraszają w 6tym tygodniu po). Poza
      kartą do normalnego centrum sportowego i wejściem na wszelkie zajęcia i fitness,
      obejmuje specjalne zajęcia dla ciężarnych i nadzór trenera, który co 4 tgodnie
      weryfikuje plan działania ;) Mają tam też aquafitness, więc się poważnie
      zastanawiam. I sa dotowani - wszystkie te dobra są w cenie połowy miesięcznego
      karnetu do tegoż klubu. Hmmmm. Hmmmm. Mam zagwozdkę ;)
      • wariamiktoria Re: Humory, mdłości, zachcianki czyli CIĄŻA:) 24.10.09, 15:43
        Jak ciąża niezagrożona i czujesz się na siłach to korzystaj :) Odradza się
        intensywne bieganie, jazdę konną oraz na rowerze (ale to głównie ze względu na
        ryzyko upadku) ale tego raczej nie będziesz tam robić. Jeśli dodatkowo
        uwzględniają w programie ćwiczeń ciążę to już spokojnie bym do tego podchodziła.
        Ja niestety maks na jaki mogłam sobie pozwolić to spokojne pływanie i długie
        spacery. Łuk od męża (naciąg 17.8kg) czeka na czas po porodzie abym mogła zacząć
        trening.
    • jul-kaa ciążowniczek? 26.10.09, 21:00
      Uprzejmie donoszę, że 17sty tydzień czas zacząć - potomek(ka) dziś obejrzany ma
      się świetnie, ja również (choć wczoraj miałam taaakiego doooła), wyniki krwi
      cudne, szans na cukrzycę ciążową raczej nie ma. Insulina wysoka, ale JAK ZWYKLE
      pomyłka przy badaniu i mam albo za wysoką na czczo, albo w normie po obciążeniu.
      Nic to, tak czy owak z tym nic nie zrobię. Reszta wyników wzorowa (choć nie jem
      mięsa - wielu lekarzy twierdzi, że brak mięsa w diecie ciężarnej to ZŁOOOO).
      Brzuch duży, ale nie ogromny. Widać go, jako żywo, ale dopiero RAZ ktoś mi
      chciał ustąpić miejsca w autobusie. O dzięki ci losie, że jeżdżę tak rzadko.
      Mdłości prawie brak, ale jadłowstręt jest, nie tyję (na razie bilans -1 -
      schudłam 2, przytyłam 1), choć wszystkie obwody rosną. Biust coraz większy, w
      zwisie obawiam się dojść do końca miarki, na razie jest 138 i kompresowalność
      coraz mniejsza.
      Boli mnie coś z tyłu - jakby nerki, ale nie nerki. Może korzonki? Wiecie, gdzie
      są i jak bolą korzonki (bo ja nie)?
      Przygotowań dzieciowych brak - zero łóżeczek, wózków, ciuszków. Czekam na dary :))
      • wariamiktoria Re: ciążowniczek? 26.10.09, 21:18
        Ja zostałam tak zasypana tymi darami, że nie wiem jak sobie z nimi poradzić. Już
        jak zostały mi tylko 2 torby do ułożenia (1 do wyprania) to przyjechały:
        walizka, fotelik samochodowy wyładowany ciuszkami i ogromna torba z ubrankami.
        No i wanienka oraz 2 maty edukacyjne (jedna bliżej wypasienia, druga też się
        przyda coby dziecia na samych panelach nie kłaść).
        Odnośnie nie jedzenia mięsa w ciąży - jak dobrze syntetyzujesz białka to nie ma
        problemu a jakby coś się działo to organizm i tak cię zmusi. Koleżanka
        wegetarianka, jej aktualnie 18m synek też i żadnych problemów ani w ciąży ani po.
        A mi też ustąpiono miejsca - dziewczyna która 4 miesiące wcześniej rodziła,
        poplotkowałyśmy trochę nt karmienia piersią. Tyle, że każda jazda
        autobusem/samochodem to trochę napór i takie mało przyjemne uczucie ale w końcu
        tylko 20 dni mi zostało do terminu.

        Julka artykuł, który mi wysłałaś świetny aż żałuję że dopiero dziś przeczytałam
        ale podczas prezentacji wykorzystałam i mogłam szerzej na kwestię hidżabu
        spojrzeć. A osobiste refleksje poślę Ci gdy odpocznę bo teraz nie mam sił a
        spokój to mi się może na weekend szykuje dopiero. Dziękuję :)
        • jul-kaa Re: ciążowniczek? 28.10.09, 11:29
          wariamiktoria napisała:

          > Ja zostałam tak zasypana tymi darami, że nie wiem jak sobie z nimi poradzić. Ju
          > ż
          > jak zostały mi tylko 2 torby do ułożenia (1 do wyprania) to przyjechały:
          > walizka, fotelik samochodowy wyładowany ciuszkami i ogromna torba z ubrankami.
          > No i wanienka oraz 2 maty edukacyjne (jedna bliżej wypasienia, druga też się
          > przyda coby dziecia na samych panelach nie kłaść).

          Och, zazdroszczę Ci niemożliwie! Zupełnie nie mam pędu do kupowania dziecięcych
          rzeczy, ale żeby tak dostać, ach...

          > Odnośnie nie jedzenia mięsa w ciąży - jak dobrze syntetyzujesz białka to nie ma
          > problemu a jakby coś się działo to organizm i tak cię zmusi.

          Właśnie - nie zarzekam się, że nie zjem nigdy, nawet miała m ochotę na rybę
          (cudnie pachniała!), ale jak wbiłam w nią zęby, to nie mogłam. Jestem jednak
          przekonana, że gdyby dziecię naprawdę potrzebowało zwierzęcego białka, to by
          mnie zmusiło do spożycia :) Na razie zmusza mnie bardzo regularnie do żurku ze
          śmietaną :)

          > ale w końcu
          > tylko 20 dni mi zostało do terminu.

          I tego zazdroszczę Ci najbardziej - wcale nie lubię bycia w ciąży, ciągle się
          potwornie boję o Fasolę, śnią mi się straszne rzeczy... Brrr, żeby już był
          kwiecień...

          > Julka artykuł, który mi wysłałaś świetny aż żałuję że dopiero dziś przeczytałam
          > ale podczas prezentacji wykorzystałam i mogłam szerzej na kwestię hidżabu
          > spojrzeć. A osobiste refleksje poślę Ci gdy odpocznę bo teraz nie mam sił a
          > spokój to mi się może na weekend szykuje dopiero. Dziękuję :)

          Cieszę się, że Ci się podobał, mam nadzieję, że nie miałaś problemu z
          odczytaniem - robiłam co mogłam, żeby dało się czytać, ale i tak część nie była
          super ostra... Moim zdaniem to wyjątkowo ważny tekst, można się nie zgodzić z
          niektórymi jego tezami, ale przeczytać warto.
          Chętnie dowiem się, jak go odebrałaś, ale nie spiesz się, masz ważniejsze rzeczy
          na głowie :)
        • lukrecjabo Re: ciążowniczek? 08.11.09, 07:49
          Ja też Ci bardzo zazdroszczę tych 20 dni:) Denerwujesz się, czy przyjmujesz
          spokojną pozycję?;)
          • wariamiktoria Re: ciążowniczek? 08.11.09, 09:37
            W chwili obecnej to tylko 7 dni mi zostało :) A we wtorek to w ogóle akcja się
            rozkręciła i to przez ładnych kilka godzin także po skurczach co 10 a potem co
            8-7minut już tylko czekaliśmy na co 5 i wtedy jazda do szpitala ale po 5h takich
            sensacji wszystko się uspokoiło. Ale za to mogłam zobaczyć jak z mężem reagujemy
            - niepokojem ale i ogromną radością. Skakałam sobie na piłce, robiłam kocie
            grzbiety bo trochę łagodziło to mój ból ale i tak nici na razie z tego. A jak w
            czwartek mąż się przeziębił i wziął urlop to już w ogóle: odkurzam, podnoszę
            również cięższe przedmioty, spaceruję sporo ale nie powtórzyły się takie skurcze
            jak we wtorek (były inne od wszystkich) tylko takie zwykle przepowiadające.
            W piątek kupiłam chustę do noszenia synka
            (allegro.pl/item805705336_sliczna_kremowa_chusta_tkana_5m.html), ubranka
            wszystkie skończyłam składać wczoraj rano, teraz jeszcze za swoją i męża
            garderobę się wezmę ale to w ramach wysiłku coby poród się zaczął. Ten wtorek
            rozbudził w nas takie nadzieje że już mówimy do Lucka żeby wychodził, zwłaszcza
            jak go bierze na ostrą zabawę wewnątrz mnie co boli :( No i z moich planów
            pojawienia się w tym tygodniu na spotkaniu nt laktacji oraz na chustowym nic nie
            wyszło bo maż za bardzo się obawia coby się bez niego gdzieś dalej nie zaczęło.
            Ogólnie oczekiwanie, radość i trochę obaw. Wczoraj zaczęłam czytać o porodzie
            ambulatoryjnym ale nie wiem czy będziemy mogli się na niego zdecydować -
            wszystko zależy od tego w jakim stanie z tego wyjdziemy ale nie chcę długo leżeć
            w szpitalu.
            • lukrecjabo Re: ciążowniczek? 11.11.09, 07:19
              To ja, ofiara, nie popatrzyłam na datę, przepraszam.
              Skoro już tuż, tuż to trzymam mocno kciuki i życzę powodzenia. Jak tylko
              będziesz mogła dać znać po wszystkim, to my tu czekamy:)
      • lukrecjabo Re: ciążowniczek? 08.11.09, 07:47
        To rewelacja, że masz świetne wyniki, bardzo, bardzo się cieszę:)

        jul-kaa napisała:

        > Brzuch duży, ale nie ogromny. Widać go, jako żywo, ale dopiero RAZ ktoś mi
        > chciał ustąpić miejsca w autobusie. O dzięki ci losie, że jeżdżę tak rzadko.
        U mnie już ten brzuch widać i do tego ten brzuch to mi zaczyna rosnąć na bokach:D

        > Mdłości prawie brak, ale jadłowstręt jest, nie tyję (na razie bilans -1 -
        > schudłam 2, przytyłam 1), choć wszystkie obwody rosną.

        To ja jem jak szalona, aż boję się o swoją wagę. Przerzuciłam się na słodycze, a
        nigdy ich nie lubiłam (uważam, żeby nie jeść ich za dużo, choć w moim wypadku,
        jak nie jadłam nigdy, to 1 batonik dziennie to już sporo). Ale śledzie i kiszone
        ogórki też lubię.

        > Boli mnie coś z tyłu - jakby nerki, ale nie nerki. Może korzonki? Wiecie, gdzie
        > są i jak bolą korzonki (bo ja nie)?

        A może zaczynają Cię krzyże boleć od noszenia brzusia? Mnie już pojawiły się
        pierwsze bóle krzyża i kręgosłupa. Nie wiem, jak bolą korzonki, nie cierpiałam
        na tę przypadłość nigdy.


        > Przygotowań dzieciowych brak - zero łóżeczek, wózków, ciuszków. Czekam na dary
        > :))
        Ja też jeszcze niczego nie kupuję, ale dostaliśmy od mojej psiapsiółki łóżeczko,
        z czego się bardzo cieszę:)
      • jul-kaa Re: ciążowniczek? 25.11.09, 17:08
        21 tydzień zaczęty wczoraj. Dziś USG 4D i liczymy na poznanie płci Fasoli :)
        Czuję się dość dobrze, mąż chorował, ale mnie nic nie chwyciło. Wyniki badań
        dobre jak zawsze, na plusie jakieś 2kg. Brzuch duuuży, choć nadal nie wszyscy
        widzą, że jestem w ciąży (tu pozdrawiam Paryżankę ;))) Fasola kopie, ciągle
        kopie! Biust rośnie ciągle i okropnie boli. Muszę na niego strasznie uważać, bo
        jak dotknę sutków, to skaczę pod sufit z bólu.
        I jeszcze jedna śmieszna/wstydliwa rzecz - zawsze byłam stosunkowo mało
        owłosiona, włoski na rękach rzadkie i jasne, na nogach też nienajgorsze, a
        jestem szatynką. A teraz - wąs się sypnął, włosy na rękach czarne i gęstsze, na
        nogach i pod pachami rosną tak szybko, że nie nadążam ich usuwać. Powiedzcie, że
        to minie!!!
        Inne:
        Dwa razy jednego dnia poproszono mnie do kasy bez kolejki, fajnie było :)
        Nie mam zachcianek kulinarnych ale... mam imperatywy. Ostatnio kuchenne - piekę,
        pichcę, mieszam, gotuję. Rzadko smażę, bo śmierdzi. Przygotowuję takie ilości
        słodkości (których nie jem, bo nie mam ochoty, hehehe), ze mąż i rodzice nie
        dają rady tego przejadać :) Do dziś myślałam, że to całkiem nieszkodliwa pasja,
        ale jak wysłałam męża do sklepu trzeci raz w ciągu godziny (po zakupy, po
        cytrynę, po jaja, bo zakalec wyszedł, a ja przecież MUSZĘ dokończyć ciasto), to
        mnie wyrzuty sumienia trzepnęły :)
        Rzeczy dla dziecka ciągle brak, dostaliśmy na razie małą reklamówkę ubranek.
        Nadal nie pasjonuj mnie sklepy z akcesoriami dziecięcymi. Oby w końcu zaczęły!
        • jul-kaa SYNEK!! 25.11.09, 21:46
          Od dziś Fasola jest już Jasiem :) Pokazał na USG 4D narząd w pełnej krasie :)))
          • wariamiktoria Re: SYNEK!! 26.11.09, 07:51
            Gratuluję synka, mam nadzieję że nie jesteś zawiedziona mimo że chciałaś
            córeczkę. Chłopaki też są fajne :) A jak tam reszta obserwacji? Strzelał wam
            jakieś minki podczas badania?
            • jul-kaa Re: SYNEK!! 26.11.09, 08:40
              wariamiktoria napisała:

              > Gratuluję synka, mam nadzieję że nie jesteś zawiedziona mimo że chciałaś
              > córeczkę. Chłopaki też są fajne :) A jak tam reszta obserwacji? Strzelał wam
              > jakieś minki podczas badania?

              Nie, absolutnie nie jestem zawiedziona, chociaż żal mi potencjalnych
              warkoczyków, sukieneczek, kokardek i lalek :))) Córeczka będzie następna :)
              Min nie widzieliśmy, ale majtał rękami, pukał się w głowę, wywijał kopytami,
              pani doktor mówiła, że rzadko dzieci są AŻ TAK ruchliwe :)
          • urkye Re: SYNEK!! 26.11.09, 10:06
            Super! :D Gratuluję męskiego potomka:D
            • jul-kaa Re: SYNEK!! 26.11.09, 10:36
              urkye napisała:

              > Super! :D Gratuluję męskiego potomka:D

              No to skoro już wiesz, to wiesz ;)))
          • luliluli Re: SYNEK!! 26.11.09, 11:31
            Gratuluję!:)
          • lukrecjabo Re: SYNEK!! 12.01.10, 13:44
            Ale Ci zazdroszczę, że już wiesz. Nasz dzidziuś układa się uparcie tak, żeby nie
            było nic widać. Nawet USG 4D nic nie da, bo jak tak się ułoży w czasie niego, to
            i tak nic nie będzie widać (tak powiedział nam lekarz, gdy chciałam już na 4d
            się wybrać żeby w końcu zobaczyć płeć).
            • jul-kaa Re: SYNEK!! 12.01.10, 17:44
              Nasz synek już teraz ciągle pokazuje, to, co najważniejsze :)

              ps. założyłam wątek specjalnie dla Ciebie :)
              o tu:
              forum.gazeta.pl/forum/w,94889,105588804,105588804,Rozmowy_mniej_powazne_.html
    • lukrecjabo Poradzicie? 13.11.09, 14:22
      Dzisiaj po raz pierwszy postanowiłam skorzystać z przywileju u lekarza pod
      tytułem: „kobiety ciężarne przyjmowane są poza kolejnością”. Zacznę od początku:)
      Przeziębiłam się i to bardzo, a postanowiłam (głupia baba) iść w czwartek do
      pracy (bo przecież cały 11 XI przeleżałam pod cieplutką kołderką, a po nim to
      już tylko dwa dni i weekend i znowu się wyleżę i wygrzeję). Wczoraj po pracy
      zrobiło mi się najnormalniej w świecie słabo, a że zdarzyło mi się w życiu
      stracić przytomność kilkanaście razy, wiem jak to działa. Całe szczęście,
      koleżanki ułożyły mnie na leżance i podniosły nogi do góry, tak że skończyło się
      na drętwieniu rąk i nóg oraz szumie w uszach, do utraty przytomności nie doszło.
      Zadzwoniłam więc do mojego lekarza zaraz, jak mnie tylko odtransportowano do
      domku; kazał mi dzisiaj iść do lekarza rodzinnego, a później w te pędy do niego.
      U lekarza rodzinnego postanowiłam skorzystać z w/w opcji. Nadal czuję się słabo,
      więc stwierdziłam, że nie nagnę bardzo zasad, jeśli poproszę panią w rejestracji
      o taką możliwość (wyjaśniłam jej, w czym rzecz, powiedziała, że nie ma problemu
      i że przekaże lekarce).
      Cóż, zapomniałam na śmierć, że pani K. (lekarka, u której dzisiaj byłam) jest na
      mnie ciężko obrażona, bo kilka miesięcy wcześniej zmieniłam lekarza rodzinnego
      na panią B. (jej, niestety, dzisiaj nie było i byłam zmuszona iść do pani K.).
      Nie dość, że mnie nie przyjęła bez kolejki, to jeszcze zawołała do gabinetu
      przed przyjęciem mnie inne osoby, dwie konkretnie (może też były
      uprzywilejowane, tylko skąd siła na noszenie tych ziemniaków w siatach?).
      Trudno, po raz pierwszy chciałam skorzystać z prawa, które mi przysługuje, a
      zostałam przyjęta po ponad dwóch godzinach czekania z czystej zemsty (znam
      troszkę charakter pani K. i dlatego tak interpretuję tę sytuację).
      Kiedy poszłam po L – 4 do rejestracji, pani bardzo mnie przepraszała i
      powiedziała, że nie ma wpływu na decyzje pani doktor; że przekazała informację i
      myślała, że lekarka mnie zawoła. Podziękowałam jej bardzo i powiedziałam, że to
      nie jej wina.

      Czy mogłam coś zrobić w tej sytuacji? Może wcale racja nie jest po mojej
      stronie, bo w końcu o kolejności decyduje lekarz. A może jestem d..a wołowa, bo
      się nie odezwałam do pani doktor i nie powiedziałam, co myślę. Jak sądzicie?

      Zaznaczam, że u ginekologa nigdy bym nie poprosiła o wejście bez kolejki, bo tam
      większość kobiet to ciężarne:)

      Dobra, wypłakałam się Wam, a teraz wracam do łóżka, bo tak mi kazano, a ja już
      będę grzeczna i będę słuchać lekarza:)
      • jul-kaa Re: Poradzicie? 13.11.09, 16:06
        lukrecjabo napisała:

        > Dzisiaj po raz pierwszy postanowiłam skorzystać z przywileju u lekarza pod
        > tytułem: „kobiety ciężarne przyjmowane są poza kolejnością”.

        Co za nieludzka, wredna, podła baba!

        > Czy mogłam coś zrobić w tej sytuacji? Może wcale racja nie jest po mojej
        > stronie, bo w końcu o kolejności decyduje lekarz. A może jestem d..a wołowa, bo
        > się nie odezwałam do pani doktor i nie powiedziałam, co myślę. Jak sądzicie?

        Ja bym przede wszystkim nie poszła do państwowego lekarza, tylko prywatnie, ale
        to inna bajka, mam ubezpieczenie i mogę chodzić gdzie chcę. Nienawidzę szczerze
        przychodni, poczekalni itp. Na dodatek połowa ludzi jest tam chora, prycha,
        kicha i zaraża, a druga połowa za to jest stara i przyszła tylko na ploty (czy
        ja już gdzieś pisałam, ze wizyta u lekarza ZAWSZE powinna kosztować? 2-5zł i
        problem gremlinów w kolejkach by się rozwiązał).
        A jak już bym poszła, to pewnie też bym nic nie powiedziała, bo wyjątkowo mało
        mocna w gębie jestem. Chociaż ostatnio to się zmienia, więc kto wie... hmmm.
        Dobra, nawrzucałabym wszystkim, na czym świat stoi, napisałabym skargę do
        dyrekcji przychodni, a lekarkę pewnie bym spytała, czy serca zapomniała zabrać z
        domu...

        Lukrecjobo, ja nie rozumiem! Odniosłam wrażenie, że Ty się pewnym momencie nawet
        NAM zaczęłaś tłumaczyć, dlaczego chciałaś wejść bez kolejki. No ludzie! Kiedyś w
        końcu coś Ci się musi zacząć należeć, chociaż przez kilka miesięcy...
      • wariamiktoria Re: Poradzicie? 13.11.09, 18:11
        Po pierwsze rozumiem czemu nie odpyskowałaś, też nie mam siły na takie zagrywki
        a już zwłaszcza gdy jestem przeziębiona. Ale do rzeczy co możesz z tym zrobić:
        napisz skargę do dyrektora tej przychodni. Opisz spokojnie sytuację, że mimo
        informacji przekazanej przez pielęgniarkę z rejestracji lekarz postanowiła w
        zwiększonym sezonie zachorowań przetrzymać ciężarną, która klika godzin
        wcześniej zasłabła. Poproś o wyciągnięcie konsekwencji wobec lekarki, która
        naraziła w ten sposób twoje zdrowie a także o pisemne powiadomienie ciebie
        jakiego rodzaju środki na przyszłość zastosują aby nie narażać innych ciężarnych
        na tego typu sytuacje. Taką skargę przekaż na ich ręce z potwierdzeniem odbioru.
        Skarga ustna nic nie pomoże a takie zachowanie jest okropne, okrutne i naprawdę
        naraża stan zdrowia (zarażenie od innych osób w przychodni).

        A teraz wypoczywaj i nabieraj sił i nie walcz ze swoim organizmem tylko mu pomóż
        bo w ciąży nie ma co się ze sobą siłować.
        • camilcia Re: Poradzicie? 15.11.09, 08:20
          nie niemiło :(
          co więcej - niebezpiecznie, ciężarna kobieta tyle czasu w skupisku
          ludzi, choroba wie co oni roznoszą ;)
          ja bym też chyba siły nie miała na awanturę, chociaż czasem potrafię
          być bardzo asertywna

          niestety, na palcach 1 ręki mogę policzyć kiedy mi ktoś
          ustąpił/pomógł bo w ciąży jestem, kolejki, tramwaje, czasem to nawet
          niechęć czułam, szczególnie kobiet, np w tramwaju, odwracanie się,
          udawanie że nie widzi, raz mi chlopak z drugiego konca ustapil
          miejsca i macha do mnie, a tu nagle baba leci, malo mnie torba nie
          zabila, a on trzymal to miejsce i mowi 'to dla tej pani' brzuch
          mialam juz duzy ;)

          raz zemdlalam w kolejce, w pierwszej ciąży, potem juz nie stalam,
          odpuszczalam, wysylalam M, nigdy sie tak nie wystraszylam jak wtedy

          dbajcie o siebie kobietki
      • lukrecjabo Dzięki, Dziewczyny 16.11.09, 07:54
        jul-kaa napisała:

        > Ja bym przede wszystkim nie poszła do państwowego lekarza, tylko prywatnie, ale
        > to inna bajka, mam ubezpieczenie i mogę chodzić gdzie chcę. Nienawidzę szczerze
        > przychodni, poczekalni itp. Na dodatek połowa ludzi jest tam chora, prycha,
        > kicha i zaraża, a druga połowa za to jest stara i przyszła tylko na ploty (czy
        > ja już gdzieś pisałam, ze wizyta u lekarza ZAWSZE powinna kosztować? 2-5zł i
        > problem gremlinów w kolejkach by się rozwiązał).

        Ja do rodzinnego chodzę państwowo. A nas akurat nawet prywatnie nie ma w kim
        wybierać, więc tu różnica żadna. Natomiast do ginekologa, czy laryngologa
        (którego, niestety, muszę odwiedzać dość często), chodzę prywatnie.
        Co do „gremlinów” w kolejkach (piękne określenie :D ), zgadzam się z Tobą.

        > Lukrecjobo, ja nie rozumiem! Odniosłam wrażenie, że Ty się pewnym momencie nawe
        > t
        > NAM zaczęłaś tłumaczyć, dlaczego chciałaś wejść bez kolejki. No ludzie! Kiedyś
        > w
        > końcu coś Ci się musi zacząć należeć, chociaż przez kilka miesięcy...

        Bo ja w pewnym momencie zgłupiałam i już nie wiedziałam, czy mam rację, czy nie,
        ale mnie wyprowadziłyście z błędu, za co dziękuję :)

        wariamiktoria napisała:

        > napisz skargę do dyrektora tej przychodni. Opisz spokojnie sytuację, że mimo
        > informacji przekazanej przez pielęgniarkę z rejestracji lekarz postanowiła w
        > zwiększonym sezonie zachorowań przetrzymać ciężarną, która klika godzin
        > wcześniej zasłabła. Poproś o wyciągnięcie konsekwencji wobec lekarki, która
        > naraziła w ten sposób twoje zdrowie a także o pisemne powiadomienie ciebie
        > jakiego rodzaju środki na przyszłość zastosują aby nie narażać innych ciężarnych
        > na tego typu sytuacje. Taką skargę przekaż na ich ręce z potwierdzeniem odbioru

        Problem w Tym, że rzeczona lekarka jest właśnie dyrektorem tej placówki.
        Musiałabym pisać skargę gdzieś wyżej, a szczerze mówiąc, nie za bardzo mam
        ochotę teraz na szarpaninę. Zdaję sobie sprawę, że takie pozostawienie bez
        komentarza jej zachowania tylko umocni ją w złym postępowaniu, ale naprawdę, nie
        mam siły. Poza tym myślę sobie, że ona jest tym dyrektorem już od dawna i w
        związku z tym na pewno ma swoich ludzi wyżej. Jasne, bez próby z mojej strony
        wiedzieć na pewno nie będę, może udałoby mi się wygrać, ale tak, jak pisałam,
        nie mam chęci bawić się teraz z kłótnie z nią.

        > bo w ciąży nie ma co się ze sobą siłować.

        Za te słowa dziękuję szczególnie, powinnam je wziąć sobie głęboko do serca (i
        biorę).

        camilcia napisała:

        > raz zemdlalam w kolejce, w pierwszej ciąży, potem juz nie stalam,
        > odpuszczalam, wysylalam M, nigdy sie tak nie wystraszylam jak wtedy

        Właśnie ten strach towarzyszący zasłabnięciu jest najgorszy, pot występuje na
        czoło, tzw. „mrówki” zaczynają krążyć po rękach i nogach, a organizm ulega
        totalnej panice. Zawsze wtedy staram się uspokoić, ale może dopiero z dwa razy
        mi się udało.

        Dziękuję Dziewczyny. Dzisiaj już czuję się lepiej. Od piątku nie podniosłam się
        z łóżka, poza wyjściami do toalety i naprawdę było mi to potrzebne. Dzisiaj
        wstałam, ale tylko na troszkę, bo nie chcę fiknąć, nadal jestem bardzo słaba i
        chcę powoli przyzwyczaić organizm do wstawania.

        Boję się jeszcze jednej rzeczy. Już drugi raz w czasie ciąży biorę antybiotyk.
        Pierwszy zażywałam w drugim miesiącu, drugi teraz (początek piątego miesiąca).
        Lekarz mnie uspokaja, że lepiej żebym wzięła antybiotyk niż żeby infekcja
        przeszła na dziecko, wierzę mu, ale mimo wszystko obawiam się tych leków:(

        A Wy jak się czujecie?
        • wariamiktoria Re: Dzięki, Dziewczyny 16.11.09, 16:36
          Nabieraj sił i nie martw się tym antybiotykiem tylko potem zadbaj o odbudowę
          flory i systemu odporności aby potem Cię nic nie łapało.
          Co do mnie: termin miałam na wczoraj (właściwy był w piątek) i kurdę lipa.
          Skurcze takie ładne itd miałam już 2 tygodnie temu, od ponad miesiąca obniżony
          brzuch, dodatkowych atrakcji dość ale dziecko nie chce wyjść. A dziś na badaniu
          kontrolnym w szpitalu lekarz "zrobił mi" rozwarcie na 1 palec o czym powiedział
          zaraz po - mógł uprzedzić co chce zrobić. Ech ale już tak chcę aby było po. I
          teraz boli mnie brzuch tak miesiączkowo ale skurczy nie ma, L. bryka ostro,
          mężowi za 2 dni kończy się urlop (chciał z nami te 2 tyg spędzić a tu lipa). Z
          nerwów nie mogę zasnąć do 3-4 w nocy a potem chodzę jak zombie i jak mogę
          poleżeć też nie zasypiam. Piszę a mały znów się wypina więc dość siedzenia,
          trzeba się położyć albo pochodzić.
          A jak nic się nie ruszy to w czwartek będą wywoływać, trzymajcie kciuki proszę
          aby wszystko szczęśliwie się rozwiązało.
          • mazya Re: Dzięki, Dziewczyny 16.11.09, 18:57
            Jejku..ja nieciążowa i bez instynktu macierzyńskiego jestem pod przepgromnym
            wrażeniem - noszenie w sobie żywej istotki musi być czymś niesamowitym!
            Podziwiam wszystkie mamy.
            Trzymam kciuki oczywiście! Z lobbowym wsparciem na pewno wszystko pójdzie jak
            powinno ;-)
          • jul-kaa Re: Dzięki, Dziewczyny 16.11.09, 20:15
            wariamiktoria, a może sposoby mam i babć - czyli mycie podłogi na czworaka? To
            chyba nie zaszkodzi Małemu, a może wywoła poród?

            ps - jak dojdę do siebie, to napiszę, jak dziś fajnie miałam u lekarza...
            • wariamiktoria Re: Dzięki, Dziewczyny 16.11.09, 22:32
              Jul-kaa od 2 tygodni odkurzam, sprzątam itd. Nawet całą garderobę uporządkowałam
              z wyjęciem absolutnie wszystkiego i pokładaniem w ładne kosteczki oraz
              zawieszeniem, posegregowaniem itd. Piję napar z liści malin (o dziwo jak malin
              nie lubię tak to jest ok), jem ananasa. Po schodach latam z góry na dół, noszę
              kilkanaście kilogramów ziemniaków z piwnicy na 3 wysokie piętro. Takie bardziej
              intymne działania również. A i na piłce skaczę, pranie wieszam itd. 2 tygodnie
              temu wyrywał się na świat a teraz siedzi jak zaklęty - jego wybór. Ponieważ nie
              jest to źle wyliczony termin obstawiam na indywidualne dojrzewanie - 2 tygodnie
              temu jak wciągnęłam brzuch to mogłoby się wydawać że przytyłam, teraz taka
              sztuczka nie przejdzie więc pewnie dziecko musiało swoje podrosnąć.
              najgorsze jest to, że mam już prawie wszystkie objawy przed porodowe (poza
              odejściem wód i regularnymi skurczami) w różnym stopniu objawiające się już od
              ponad miesiąca i wkurza mnie takie, że może to już a tymczasem jeszcze trzeba
              czekać.
              Teraz nastawiam się na ten czwartek ale sam moment pojawienia się Lucka może być
              zarówno w czwartek jak i w piątek zależnie od tego jak na kroplówkę zareaguję.
              Wrrr, ja chcę mieć to już za sobą :(
              • jul-kaa Re: Dzięki, Dziewczyny 16.11.09, 22:40
                wariamiktoria napisała:

                > Jul-kaa od 2 tygodni odkurzam, sprzątam itd.

                A podłogę na kolanach myłaś? Bo to, o czym piszesz, tona razie lajcik w
                porównaniu do zapychania na kolanach po kilkudziesięciu metrach ze ścierą ;))
                Spróbuj, a nuż się uda :)
              • lukrecjabo Zaczęło się??? 18.11.09, 10:40
                Coś Wariamiktoria nie pisze, może to JUŻ? :D
                • beniutka_bo Re: Zaczęło się??? 22.11.09, 15:49
                  Z tego,co wiem- już po :)
            • lukrecjabo Re: Dzięki, Dziewczyny 17.11.09, 06:57
              Pisz, pisz, jak u tego lekarza, mam nadzieję, że nie miałaś takich przebojów,
              jak ja i że jest wszystko w porządku.
              • jul-kaa Re: Dzięki, Dziewczyny 17.11.09, 09:19
                Poszłam wczoraj do swojego lekarza, który ma prywatny gabinet, a raczej całą
                mini przychodnię. Byłam zapisana do niego i do jeszcze jednej lekarki - na
                nieszczęście przez uprzejmość, w ekstremalnie ważnej sprawie i KONIECZNIE
                musiałam się u niej znaleźć, co by się nie działo.
                Przyszliśmy wcześniej, do mojego lekarza nie było pacjentów, weszliśmy, dziecko
                nie chciało pokazać, co ma między nogami. Szkoda. Na szczęście jest zdrowe i duże :)
                Piekło zaczęło się potem. Siedzieliśmy spokojnie w poczekalni, a pani doktor się
                spóźniała. Nie 15-120 minut, a półtorej godziny, a przyjąć mnie miała najpierw
                przed pacjentkami, a potem po nich. W kilka minut w poczekalni (malusieńkiej!)
                zrobił się straszny tłok. Zaczęło mi się robić słabo, rozbolał mnie brzuch
                (skurcze? potomek kopie..?). W tym momencie poczułam coś, co przyprawia mnie o
                koszmarne mdłości i zawroty głowy - papierosy. Gdzieś z daleka wypełzł dym
                papierosowy. Okazało się, że mój lekarz w przerwie między pacjentkami pali w
                swoim biurze. Za zamkniętymi drzwiami, ale jednak. Nie miałam siły wyjść stamtąd
                i stać na zewnątrz na zimnie, więc siedziałam spokojnie, mroczki przed oczami
                coraz większe, ból głowy coraz straszniejszy. Kiedy w kolejnej przerwie zapalił
                kolejnego papierosa - obiad postanowił się ewakuować z mojego żołądka. Na
                szczęście zdążyłam do toalety. Ostatecznie czekaliśmy od 16.30 do 19.30. 3
                godziny męczarni. Niby nic wielkiego - "tylko" zapach, którego nie jestem w
                stanie znieść, głowa boli mnie w sumie do teraz (po nocy!), mimo zjedzenia dwóch
                pyralgin...

                I zupełnie nie wiem, co mogłam zrobić - on jest u siebie w biurze, ja czuję
                zapachy, których inni nie czują (mąż nie czuł papierosów), on pali za
                zamkniętymi drzwiami, ponoć jest tam jakieś wietrzenie. Jest bardzo pomocnym
                człowiekiem, nie tylko lekarzem. Załatwił mi tę wizytę u innej lekarki, ona
                zrobiła mi wielką uprzejmość. Nie byłam w stanie w takiej sytuacji nawet
                poprosić go, żeby nie palił - w końcu musiałby nie palić ponad 3 godziny, co
                pewnie dla nałogowca jest trudne.
                Jak myślicie? Powinnam była zareagować?
                • lukrecjabo Re: Dzięki, Dziewczyny 18.11.09, 10:39
                  Wczoraj wystosowałam post do Ciebie i wyłączyli mi prąd, myślałam, że kompa pogryzę.
                  Dzisiaj część druga :)

                  jul-kaa napisała:

                  > Przyszliśmy wcześniej, do mojego lekarza nie było pacjentów, weszliśmy, dziecko
                  > nie chciało pokazać, co ma między nogami. Szkoda. Na szczęście jest zdrowe i
                  duże :)

                  I to jest najważniejsze. Przyznam, że też chciałabym już znać płeć, ale jak
                  słyszę, że wszystko jest w porządku, to kilka ciężkich kamieni spada mi z serca
                  i jest mi wszystko jedno, czy urodzi się chłopczyk, czy dziewczynka. A masz
                  jakieś preferencje, co do płci? Zawsze się tak mówi, że obojętne, ale mimo
                  wszystko swoje myśli ;)

                  >W kilka minut w poczekalni (malusieńkiej!)
                  > zrobił się straszny tłok. Zaczęło mi się robić słabo, rozbolał mnie brzuch
                  > (skurcze? potomek kopie..?).

                  Tu chyba poprosiłabym osoby czekające do tej pani doktor o przepuszczenie, z tym
                  że jeśli ona się spóźniała, to i tak chwilowo nic by Ci to nie dało. Ewentualnie
                  tyle, że byłabyś przyjęta jako pierwsza po przyjściu pani doktor.

                  > I zupełnie nie wiem, co mogłam zrobić - on jest u siebie w biurze, ja czuję
                  > zapachy, których inni nie czują (mąż nie czuł papierosów), on pali za
                  > zamkniętymi drzwiami, ponoć jest tam jakieś wietrzenie. Jest bardzo pomocnym
                  > człowiekiem, nie tylko lekarzem. Załatwił mi tę wizytę u innej lekarki, ona
                  > zrobiła mi wielką uprzejmość. Nie byłam w stanie w takiej sytuacji nawet
                  > poprosić go, żeby nie palił - w końcu musiałby nie palić ponad 3 godziny, co
                  > pewnie dla nałogowca jest trudne.
                  > Jak myślicie? Powinnam była zareagować?

                  Też bym raczej nie zareagowała. Ładnie z Twojej strony, że rozumiesz go jako
                  nałogowca, tylko wydaje mi się, że on nie powinien palić w takiej instytucji jak
                  przychodnia. Sama, jak już napisałam, też bym nie zareagowała, bo było by mi
                  głupio przed osobą, która tyle dla mnie zrobiła, a nawet jakby nie zrobiła, to,
                  jak słusznie wspomniałaś, jest u siebie. Szkoda w tym, że Ty cierpiałaś przez
                  długi czas i nic nie mogłaś zrobić. A może następnym razem, jak u niego
                  będziesz, to postaraj się zażartować na ten temat? Nie będzie to wtedy typowym
                  zwracaniem uwagi, a może przyda się to na przyszłość?
                  • jul-kaa Re: Dzięki, Dziewczyny 18.11.09, 10:59
                    lukrecjabo napisała:

                    > I to jest najważniejsze. Przyznam, że też chciałabym już znać płeć, ale jak
                    > słyszę, że wszystko jest w porządku, to kilka ciężkich kamieni spada mi z serca
                    > i jest mi wszystko jedno, czy urodzi się chłopczyk, czy dziewczynka. A masz
                    > jakieś preferencje, co do płci? Zawsze się tak mówi, że obojętne, ale mimo
                    > wszystko swoje myśli ;)

                    Oczywiście, że najważniejsze, żeby zdrowe było, hehehe. Ale ja bym wolała
                    dziewczynkę, bo uważam, że życie kobiety mającej córkę jest pełniejsze, a nie
                    wiadomo, czy drugie dziecko nam się uda spłodzić. Mam wrażenie, że z dziewczynką
                    łatwiej mi będzie się dogadać, a poza tym mam silne przekonanie, że chłopcom
                    jest w życiu znacznie trudniej :)
                    Mąż woli chłopca i ma IDENTYCZNE argumenty, jak ja.
                    Moi rodzice (mający tylko mnie - córeczkę-jedynaczkę) nie wyobrażają sobie wnuka
                    :))))
                    A Ty? Jakie masz preferencje?

                    > Tu chyba poprosiłabym osoby czekające do tej pani doktor o przepuszczenie, z ty
                    > m
                    > że jeśli ona się spóźniała, to i tak chwilowo nic by Ci to nie dało. Ewentualni
                    > e
                    > tyle, że byłabyś przyjęta jako pierwsza po przyjściu pani doktor.

                    Kiedy pani doktor przyszła, to od razu weszłam - zresztą byłam zapisana jako
                    pierwsza. Niestety - moja wizyta miała być dłuższa, skomplikowana i wymagała
                    uzupełnienia jakichś papierów, więc potem czekałam jeszcze aż pozostałe
                    pacjentki wyjdą...

                    > Też bym raczej nie zareagowała. Ładnie z Twojej strony, że rozumiesz go jako
                    > nałogowca, tylko wydaje mi się, że on nie powinien palić w takiej instytucji ja
                    > k
                    > przychodnia. Sama, jak już napisałam, też bym nie zareagowała, bo było by mi
                    > głupio przed osobą, która tyle dla mnie zrobiła, a nawet jakby nie zrobiła, to,
                    > jak słusznie wspomniałaś, jest u siebie. Szkoda w tym, że Ty cierpiałaś przez
                    > długi czas i nic nie mogłaś zrobić. A może następnym razem, jak u niego
                    > będziesz, to postaraj się zażartować na ten temat? Nie będzie to wtedy typowym
                    > zwracaniem uwagi, a może przyda się to na przyszłość?

                    Też myślałam o tym, żeby powiedzieć coś żartobliwego następnym razem. Uważam, że
                    on absolutnie nie powinien tam palić, albo zastosować jakiś lepszy system
                    wietrzenia. Zobaczę, jak będzie wyglądała następna wizyta.

                    A jak Ty się czujesz? Lepiej już?
                    • lukrecjabo Re: Dzięki, Dziewczyny 18.11.09, 12:23
                      Też bym wolała dziewczynkę, właściwie to z bardzo podobnych powodów do Twoich :)
                      Mąż w sumie też wolałby dziewczynkę, ale do tego przyznaje się tylko przede mną,
                      nie wiedzieć czemu.

                      A czuję się już lepiej, tylko nadal bardzo kaszlę; o to zawsze obawiam się
                      najbardziej, bo kaszel mam wyjątkowo suchy i męczący, mam ochotę przy nim
                      wnętrzności na zewnątrz wyrzucić :(
                      No i teraz pobolewa mnie brzuch od kaszlu właśnie. Ale byłam dzisiaj na kontroli
                      i najważniejsze, że zapalenie już mija. Nadal mam leżeć, co też grzecznie
                      czynię, przemykając w przelocie przed kompem ;) Na takie okazje przydałby mi się
                      laptop, nie nudziłoby mi się tak strasznie w łóżku. Do wczoraj prawie cały czas
                      spałam i pociłam się, więc nie tęskniłam za kompem, a że dzisiaj poczułam się
                      lepiej, to na łóżko nie mogę patrzeć.
                      No ale kazali, a ja obiecałam być grzeczna... :D
                      W poniedziałek chciałabym iść do pracy. W sumie to już teraz niedużo mi zostanie
                      do przepracowania, bo już niedługo będą święta, więc te 4 tygodnie mam nadzieję
                      przepracować w spokoju, a później byczyć się na zwolnieniu:)

                      Ciekawe, swoją drogą, czy U Wariamiktorii się już zaczęło. Ty masz na kiedy termin?
                      • wariamiktoria Jeszcze nie :( 18.11.09, 12:56
                        Ponieważ nic tak nie wywołuje porodu jak teściowa wczoraj najpierw miałam wizytę
                        mojej mamy a potem pojechaliśmy do mamy męża. Ponad 100km po polskich wybojach w
                        sumie a tylko na zwracanie mnie wzięło. Wczoraj w nocy jak wróciliśmy i dziś od
                        rana, no i chyba reszta czopu mi odeszła (bo część to już 2tyg temu). Ogólnie
                        przy chodzeniu brzuch boli bo mięśnie mają dosyć ale nic poza tym, no i macica
                        non stop niemal się stawia. Dziecię ruchliwe ciągle także liczę na jutrzejsze
                        wywoływanie. Jak się powiedzie ze wszystkim to pewnie w niedzielę będę pisać w
                        przerwie między karmieniem gdy już wrócimy do domu.
                        A wy dziewczyny dbajcie o siebie :) Ja chciałam synka i taki mi się szykuje -
                        łatwiej mi się dogaduje z facetami więc liczę że nie będzie bardzo trudno. Mnie
                        najbardziej przerażają 5latki wymuszające na swoich rodzicach buty na obcasie
                        itd. Ciężko by mi było jakby mi dziecię takie supozycje wysuwało.
                        • lukrecjabo Re: Jeszcze nie :( 19.11.09, 07:01
                          wariamiktoria napisała:

                          > Ponad 100km po polskich wybojach

                          To powiem Ci, że odważna jesteś, nie bałaś się, że się zacznie po drodze i nie
                          zdążysz? :)

                          No to paniki nasiałam, że to już; trzymamy kciuki w takim razie za dzisiaj i
                          czekamy na informację, jak już wrócicie do domu w odmienionym składzie:)
                        • camilcia Re: Jeszcze nie :( 19.11.09, 09:31
                          a mój lekarz powtarzał, ze najzdrowsze przyspieszacze to naturalne
                          prostaglandyny znajdujące się w nasieniu męskim :]

                          ja w 1 ciąży chcialam dziewczynkę, nie pokazała się prawie do samego
                          końca, urodziła się córcia
                          w drugiej też chciałam bo nie wyobrażałam sobie mieć synka, jak to
                          wogóle ??? co z nim robić i takie tam ;)

                          urodził się synuś ...... wiecie jak fantastycznie jest mieć
                          syneczka :]

                          ale takie rozmyślanie jest normalne, tak jak w 2 ciazy sie mysli ze
                          to niemozliwe kochac drugie tak jak pierwsze, a to przychodzi
                          naturalnie :)
          • lukrecjabo Re: Dzięki, Dziewczyny 17.11.09, 06:59
            Trzymamy kciuki bardzo mocno, poradzisz sobie znakomicie :)
            A może faktycznie spróbuj tak, jak radzi Julka, czyli ściera i na kolana? :D Też
            słyszałam o tym sposobie (oczywiście jest on zarezerwowany na samą końcówkę ciąży).
            • monika3411 Re: Dzięki, Dziewczyny 23.11.09, 16:42
              Podobno dobrze też jest umyć okna :-)
              U mnie ten sposób nie sprawdził się ani przy starszej córce 11 lat
              temu, ani przy młodszej 10 tygodni temu :-) Okna umyte na próżno ;-)
              A swoją drogą - mój maleńki Cud - Ania jutro skończy 10 tygodni....
              jak ten czas gna... Pokazałabym Wam to moje Szczęście, ale nie umiem
              wstawić tutaj zdjęcia.
              Pozdrawiam ciężarówki i życzę szybkiego oraz niebolesnego
              rozwiązania :-)
    • jul-kaa Ciężarna w kolejkach :) odc.1 23.11.09, 17:21
      Uprzejmie donoszę, że dziś DWA RAZY zostałam obsłużona bez kolejki. Cud ten miał
      miejsce w Złotych Tarasach, w H&Mie i w Carrefourze. Poproszono mnie bez
      kolejki, choć nawet nic nie bąknęłam, stałam sobie tylko spokojnie z brzuchem
      gustownie wypiętym.
      Przyznam, ze sie po prostu wzruszyłam i to porządnie.

      Kiedy zaś wracaliśmy autobusem, kierowca na prośbę mojego męża po prostu zgasił
      papierosa, beż żadnych uwag, czy pofukiwań :)
      • monika3411 Re: Ciężarna w kolejkach :) odc.1 23.11.09, 17:56
        Łałłłł to Ci się trafiło ;-)
        Miło, że zdarzają się uprzejmi ludzie. Ja na początku 9 miesiąca
        zostałam w swoich osiedlowych delikatesach obsłużona bez kolejki jak
        zrobiłam się biała i z trudem trzymałam się na nogach w kolejce do
        wędlin. Ekspedientka zabrała mnie na zaplecze nawet (ha, kto był w
        osiedlowych delikatesach na zapleczu? ;-) ).
        Innym razem w tym samym sklepie stoję sobie grzecznie w kolejce do
        kasy, czując się trochę jak trędowata, od której odwraca się wzrok.
        W każdym razie - miałam już zakupy wyłożone na taśmę, kasjerka
        podliczała ostatnią osobę przede mną. A tu podchodzi pani lat na oko
        ze 45 i mówi do mnie, żebym wpuściła ja bez kolejki bo jej się
        spieszy. Byłam świnia i powiedziałam, że jestem w 9 miesiącu ciąży i
        stanie w kolejce trochę daje mi w kość, więc NIE :-) Najlepszy był
        jej komentarz, że nie zauważyła, żebym była w ciąży (to był 9
        miesiąc, więc faktycznie trudno było dostrzec...).
        • jul-kaa Re: Ciężarna w kolejkach :) odc.1 23.11.09, 19:31
          monika3411 napisała:

          > Innym razem w tym samym sklepie stoję sobie grzecznie w kolejce do
          > kasy, czując się trochę jak trędowata, od której odwraca się wzrok.

          A to prawda - ludzie odwracają wzrok. Normalnie jak stoją w kolejce, to się
          kręcą, obracają, rozglądają na wszystkie strony, ale jak na końcu stanie
          ciężarna, zastygają w bezruchu z wzrokiem utkwionym w podłodze. Smutne to trochę...
    • wariamiktoria Jestem już z Lucjanem w domu 23.11.09, 22:30
      Urodził się 20.11 o 14.40 cesarskim cięciem. Ogólnie jestem szczęśliwa że już z
      nim w domu, w....na na położną której głupota, pośpiech, chęć ułatwienia sobie
      dyżuru wystawiła na szwank zdrowie i życie mojego synka, szczęśliwa że na
      miejscu byli lekarze którzy błyskawicznie uratowali sytuację dzięki czemu Mały
      jest zdrowy, w..na na pielęgniarki i położne na oddziale które były makabryczne,
      z 4 dni spędzonych tam jedynym normalnym zachowaniem wykazywali się lekarze oraz
      sanitariuszki i salowe. Jak poczuję się lepiej napiszę spokojnie co się działo,
      na razie walczę z bólem piersi bo ostatnią noc leżeliśmy zaraz przy kaloryferze
      i Młode piło na potęgę a w domu jest normalnie i pije rzadziej.
      • jul-kaa Re: Jestem już z Lucjanem w domu 23.11.09, 22:57
        wariamiktorio, ogromnie się cieszę, że już jesteście w domu, mam nadzieję, że
        słodkie chwile z synkiem wynagrodzą Ci wszystkie nieprzyjemności (to pewnie zbyt
        łagodne słowo!) i że szybko o nich zapomnisz.
        Trzymajcie się, a my czekamy na relacje.
      • szarsz Re: Jestem już z Lucjanem w domu 24.11.09, 06:46
        Gratuluję :) w końcu :)

        Myślałby kto, że na oddziałach noworodkowych powinny pracować
        położne, które lubią dzieci... Czekamy!
      • monika3411 Re: Jestem już z Lucjanem w domu 24.11.09, 07:27
        Gratuluję :-)
      • agnesp76 Re: Jestem już z Lucjanem w domu 24.11.09, 09:26
        Gratuluję :)

        Ja jeszcze muszę nieco poczekać - może to i dobrze bom niegotowa całkiem :D
      • ciri1971 Re: Jestem już z Lucjanem w domu 24.11.09, 11:27
        Ogromne gratulacje:)
        • beniutka_bo Re: Jestem już z Lucjanem w domu 24.11.09, 15:25
          gratuluję i zdrówka życzę :)
          • monjan Re: Jestem już z Lucjanem w domu 25.11.09, 20:58
            Marysiu gratulacje!!
            a gdzie rodziłas?i dlaczgo skonczylo sie na cc?
            • wariamiktoria Re: Jestem już z Lucjanem w domu 25.11.09, 22:00
              Już kilka razy przymierzałam się do opisania ale jest to ponad moje siły. Spróbuję etapami bo w dalszym ciągu jestem w silnym stresie.
              Poród był wywoływany 5 dni po terminie. Główną przyczyna pośpiechu było to że 3 dni po terminie nie czułam ruchów dziecka przez prawie 5 godzin. Nie chcieliśmy narażać się znowu na ten stres i zgodnie z zaleceniami następnego dnia zjawiliśmy się na wywoływanie. Ogólnie miałam skierowanie na patologię ale nigdzie w Lublinie nie było miejsc więc odesłali nas do domu i z samego rana pojechaliśmy na Kraśnickie. Tam stwierdzili że dziś nie będą i mam się pojawić w sobotę a ponieważ wieczór wcześniej na Lubartowskiej też nam powiedzieli żeby przyjechać w czwartek na wywołanie to pojechałam tam taksówką (mąż już był w pracy). Przyjęli mnie i jeszcze 1 dziewczynę 10 dni po terminie. W czasie przyjmowania słyszałyśmy 5 porodów - nie ma jak się "pozytywnie" nastawić. Dziewczyna z którą byłam przyjęta miała już 1 CC więc jej odpuścili a mi założyli cewnik Foleya co miało rozszerzyć szyjkę. Bolało potwornie i myślałam że będę się męczyć całą noc ale po kilku godzinach udało się usnąć. Tego dnia zjadłam tylko 1 kromkę z serem na śniadanie, 2 batony w ciągu dnia i na kolację 2 kromki z niewielką ilością sosu udającą forszmak. Około 6 rano gdy wstałam wypadł cewnik (do wywoływania jest wypełniany wodą przez co ma się taką kulkę napierającą na szyjkę). O 9 podpięli mi kroplówkę z oksytocyną z którą spacerowałam po korytarzu ze słuchawkami na uszach (mp4 było wybawieniem, nie musiałam słyszeć innych rodzących jak podczas przyjęcia) ale po pewnym czasie osłabienie z głodu zaczęło dawać o sobie znać. Poprosiłam o piłkę abym mogła na niej posiedzieć ale położna powiedziała że nie ma sensu, rozłożyła coś na swoim fotelu i tam siedziałam dopóki nie zaczęłam zasypiać. Wtedy położyłam się na łóżko, od dziewczyny z łóżka obok która chodziła po sali pożyczyłam poduszkę i tak oparta na dwóch w pozycji na kolanach usnęłam. Kroplówka leciała baaaardzo powoli (dopiero potem dowiedziałam się że tętno dziecka skakało) a u tamtej dziewczyny po CC jakieś 3-4 razy szybciej tyle że nie miała żadnych skurczy więc po godzinie zabrali ją na 2 cesarkę. Nie miałam żadnych skurczy i spałam spokojnie budzona tylko co jakiś czas na KTG, trochę wód zaczęło się sączyć w sumie może tyle co w 2 nakrętkach pociekło (na USG poprzedniego dnia okazało się że mam graniczną ilość wód płodowych) o 13 położna nr1 powiedziała żeby nic nie jeść i nie pić (już wiedzieli że potrzebne będzie cesarskie cięcie ale właśnie operowano więc nie było sali). Napisałam mężowi sms-a i znów usnęłam. Obudziła mnie położna nr2 na badanie około godziny później - badała tak aby spowodować odejście wód (mimo że nie miałam żadnych skurczy a tętno dziecka skakało). Gdy poleciały zaczęłam mieć skurcze, podpięli mnie znów do KTG gdy błagałam o to abym mogła zmienić pozycję na kolana (mniej by mnie bolała) to kazano mi czekać, potem zaaplikowali mi i dziewczynie obok czopek rozkurczowy. Skurcze się nasiliły ale były za słabe na poród a dziecko było zagrożone o czym powiedział mi lekarz. Zapytał czy zgadzam się na rozwiązanie cesarskim cięciem, zgodziłam się wijąc się z bólu na tym łóżku. Za chwilę przynieśli mi papiery ze zgodą na operację i na znieczulenie. Założono mi cewnik, zmieniałam koszulę na operacyjną i zabrali mnie na salę. Tam już szybko mnie uśpiono i o 14.40 wydobyto ze mnie Lucjanka. Wybudzono mnie i zapytałam jak syn, czy zdrowy ale nie wiedzieli dopiero po jakimś czasie przyszła lekarka i powiedziała że jest zdrowy. O tym jak było po napiszę jak znów zbiorę siły.
              Jestem tak wściekła na położną nr2 za jej postępowanie że ciężko to wyrazić. Mimo że nie było akcji porodowej a dziecko reagowało na oksytocynę tak a nie inaczej spowodowała odejście wód i zagrożenie życia dziecka (na karcie z wypisu mam zamartwicę płodu). To plus to co działo się już po porodzie wywołuje u mnie ciągle okropny stres i płacz. Jeszcze jak jestem sama z dzieckiem to dla niego się trzymam ale jak mąż jest w domu to co parę godzin wybucham płaczem (teraz zresztą też ryczę). Więcej napiszę jak mi się trochę kondycja poprawi.
              • jul-kaa Re: Jestem już z Lucjanem w domu 26.11.09, 00:18
                To co piszesz jest bardzo, bardzo smutne, żeby nie powiedzieć przerażające...
                Powtórzę to, co już napisałam - mam nadzieję, że szybko z tego wyjdziesz, że uda
                Ci się jakoś zapomnieć, albo że cudowne chwile z synkiem ułatwią Ci poradzenie
                sobie z traumą. Pamiętam, że pisałaś o swoich depresyjnych nastrojach - może
                teraz tym bardziej przyda Ci się jakieś wsparcie psychiczne, opieka? Pierwsze
                tygodnie po porodzie moga być naprawdę trudne i może warto z góry założyć, że
                potrzebna Ci pomoc?
                Pamiętaj, że na forum zawsze Cię wesprzemy.

                A ja coraz poważniej zastanawiam się nad jak najbardziej prywatnym szpitalem, za
                jak największą kasę. Nie mamy jej ani trochę, ale przekopię się, a znajdę...
                • monjan Re: Jestem już z Lucjanem w domu 26.11.09, 09:13
                  napisałam ci maila na gazetowego
              • wariamiktoria Re: Jestem już z Lucjanem w domu 26.11.09, 09:32
                Część druga: z noworodkiem w szpitalu. Mogę przekazać wrażenia moje i 9
                dziewczyn z którymi w tym czasie leżałam, pokazuje to niestety że nie byłam
                wyjątkiem.
                Byłam jeszcze niezbyt przytomna gdy przynieśli mi Lucka, miałam pod ręką telefon
                z aparatem to zrobiłam mu z góry zdjęcie bo tak widziałam go tylko z profilu bo
                nie byłam w stanie się unieść. Leżało koło mnie moje cudo podłączyli mi go do
                karmienia a ja byłam szczęśliwa że jest już na świecie choć jeszcze nie
                dochodziło do mnie że to rzeczywiście moje dziecko. Niestety zaczął zwracać
                wodami płodowymi a ja nie byłam w stanie nic zrobić. Leżałyśmy w sali 4 po CC i
                jedna z dziewczyn która miała operację wcześniej a pod ręką guzik zadzwoniła po
                położną. Zabrali go a ja dalej sobie na tym łóżku krwawiłam bo przecież macica
                się obkurczała, miałam położony termofor z lodem na brzuchu aby łagodzić i
                przyspieszać obkurczanie. Ponieważ do synka przekręciłam się na bok krew zalała
                opatrunek który szybko mi zmieniono, uniesiono mnie, podmyto. Ponieważ był zakaz
                odwiedzin mąż nie widział synka, rozmawialiśmy tylko chwilę po tym jak był pod
                szpitalem przez telefon bo akurat wtedy wybudzono mnie z narkozy. To było około
                16.30-17, o 20 przyszła położna i zapytała gdzie mamy pampersy dla dzieci, ja
                miałam jeden w rzeczach dla mnie, nie miałam torby dla niego bo jak jeździłam po
                mieście to łatwiej mi było z jedną dużą torbą i torebką a nie jeszcze ze średnią
                z paką pampersów, ubrankami itd dla malucha. Druga dziewczyna w ogóle nic nie
                miała bo przyjechała tylko na kontrolę po terminie i spodziewała się że jak z
                poprzednim dzieckiem tylko poleży 1 dzień a wywoływać będą później a jest z
                miejscowości oddalonej o jakieś 20km. Trzecia miała wcześniaka (28tc) więc
                dziecko było piętro wyżej i od niej na szczęście nie wołali pampersów, no i 4
                która przyjechała z akcją porodową miała paczkę. Na to położna, że jak nie mamy
                pampersów to ona przywiezie nam dzieci i zobaczymy jak sobie poradzimy z nimi w
                nocy i wyszła. Druga się rozpłakała bo mąż z dzieckiem 20km dalej, samochodu
                niet i nawet by nie mógł dowieźć w nocy, ja byłam jeszcze otumaniona i
                zastanawiałam się jak to rozwiązać skoro mąż już pępkuje ze znajomymi (a
                przecież do cholery był wcześniej z tymi pampersami pod szpitalem ale go nie
                wpuścili). Czwarta dziewczyna obiecała nam pożyczyć pampersy w nocy więc się
                uspokoiłyśmy. Tia, tyle że zaraz potem przyszła kolejna położna że 2 i 4
                dziewczynę zabierają do sali obok. Wstały (dzielne, nie było 9 i 10h po ich
                cesarkach) a potem przewieźli je na łóżkach gdzieś dalej. Zostałam sama z
                dziewczyną z wcześniakiem, przesunęli mi łóżko naprzeciwko niej i tym samym
                znalazłam się pod guzikiem aby w razie czego wezwać pomoc (oj przydał się w
                nocy). Po 21 przywieźli mi moje Światełko i już pokazali jak dawać pierś do
                karmienia (wcześniej zrobiła to za mnie położna). Oksytocyna działała
                obkurczając macicę co bolało tylko trochę bo miałam dziecko przy sobie a i
                kroplówka z ketonalem jeszcze nie przestała działać. O 23 udało się wstać
                dziewczynie z łóżka obok i sądziłam że w takim razie o północy przyjdą mnie
                asekurować przy wstawaniu (jak tamte, w żadnym wypadku nie podawano ręki, nie
                było czego się uchwycić aby ułatwić sobie wstanie). Około 22 przyszła
                sanitariuszka aby posprzątać, zaproponowała że nam coś poda jak chcemy (woda,
                podkłady, przesunięcie szafki abyśmy mogły z niej sięgać po rzeczy) i była to
                jedyna naprawdę życzliwa osoba z którą zetknęłam się w szpitalu, pozostałe były
                albo neutralne albo chamskie. Między 22 i 23 przywieziono nam na sale jeszcze
                jedną dziewczynę już po SN ale była znieczulana do łyżeczkowania. I tak
                leżałyśmy sobie nie mogąc wstać bez asekuracji a obok nas nasi chłopcy (poza
                wcześniaczką, która leżała piętro wyżej w inkubatorze ale nie po respiratorem).
                Gdy była 2 w nocy i mama wcześniaka zwijała się z bólu (cieszyłam się wtedy że
                mam przy sobie synka i karmienie go oraz jego obecność łagodzi jakoś mój ból)
                zadzwoniłam na jej prośbę po położną przy okazji pytając czy mam teraz wstać bo
                już 12h po operacji. Powiedziała że dopiero jak powiedzą (i tak próbowałam
                dopiero o 7). Jak mi mały ulewał a ja nie byłam w stanie go unieść aby się
                odbił, nie byłam wstanie go oczyścić zadzwoniłam po położną. Przebrała go i pyta
                gdzie pampers na zmianę to jej tłumaczę, że nie mam itd i czy mogłabym pożyczyć
                a rano mąż przywiezie i oddam. Na to ona że to nie jej problem i zawinęła go w
                tetrę (no kurde jakby nie mogła tego od razu zrobić bez narzekania że
                przyjeżdżamy nieprzygotowane). Rano przyszły asekurować mnie przy wstawaniu,
                zdjęły nam cewniki. Nie udało mi się nic poza wstaniem, nie dałam rady podejść
                do zlewu aby umyć ręce i twarz, za bardzo kręciło mi się w głowie a ręki na
                podtrzymanie tak samo jak inne dziewczyny nie dostałam. Położyłam się z
                powrotem i dalej leżałam z małym, po godzinie zaczęłam znów go karmić i wtedy
                przypomniało mi się co przeczytałam na plakacie wędrując z kroplówką po
                korytarzu: przed karmieniem skorzystaj z toalety ponieważ oksytocyna działa
                obkurczająco również na pęcherz moczowy. Niestety było za późno aby "to"
                zatrzymać, cewnik zdjęty a dziecko przyssane do piersi i nawet nie byłam w
                stanie go odłączyć (zresztą nie chciałam wkładać rąk do jego buzi bo nie dałam
                rady ich umyć). Zadzwoniłam po położną, powiedziała że słabe mięśnie (a figa,
                potem było ok), że dobrze że podkład poporodowy jest chłonny i niedługo
                przyjdzie ktoś zmienić. Jak mały skończył ssać a ja byłam po 2 sucharkach na
                śniadanie to miałam wreszcie siłę aby wstać i samej zmienić ten podkład oraz
                koszulę szpitalną na swoją więc jak przyszły to już leżałam na suchym.
                Przyjechał mąż i udało mu się wejść aby przynieść pampersy, wodę, herbatniki i
                jogurty. Pomógł mi dojść pod prysznic i wrócił do dziecka a mi udało się podmyć
                i założyć czystą koszulę. To plus herbatniki powoli wróciło mi siły i kolejną
                dobę wspominam wręcz wspaniale. Jedynym minusem było to, że ja starałam się
                karmić małego jak najczęściej, pobudzałam go do ssania itd ale i tak jak w nocy
                obudziłam się i miałam z nim problem (włożyłam go do wózeczka, było mi tak słabo
                że na łóżku kręciło mi się w głowie, pojechałam do noworodków aby pomogła mi
                przebrać małego i zobaczyła czy nie ma gorączki bo tak odbierałam jego gorącą
                główkę) to mimo że powiedziałam że mały właśnie zjadł z jednej piersi
                powiedziała że go dopoi. No i jak z nim przyszła to mówi że ulewa mu się glukoza
                (nosz kurde, czemu glukozą a nie po prostu wodą) i tak dowiedziałam się że jak
                dziecko znika na noworodkach to jest dopajane a ja się dziwiłam że gdy wraca nie
                chce ssać. Na jej plus powiem, że dziewczynie z łóżka obok pokazała jak
                przystawiać małego. Miałyśmy sielankę: w niewielkiej sali zostałyśmy we 2 bo
                mamę wcześniaka przewieziono do niego w sobotę wieczorem, mogłyśmy rozszczelnić
                okno bo kaloryfery ostro grzały a w ciągu dnia wychodzić z synkami w wózeczkach
                na korytarz i otwierając okno aby nie było duszno, rozmawiałyśmy sobie o
                laktacji itd, uświadamiałam ją (dzięki Ci Bathildo za tamten wątek o mitach) że
                nie ma za chudego mleka, że dziecko przystawiane samo będzie stymulować pierś do
                większej laktacji td. Było pięknie i wracałam do siebie ale nic nie trwa
                wiecznie. W niedzielę o 16 rozwieziono nas do innych sal (tego przerzucania i
                tak miałam niewiele, dziewczyna nr4 na 3 doby pobytu zmieniała salę 4 razy). Ja
                trafiłam z Luckiem do 7-osobowej zaraz obok kaloryfera, 4 dziewczyny naświetlały
                tam swoje maluchy więc nie otwierały za bardzo okna (lufcika). Jak to zobaczyłam
                zapytałam położną czy mogę wyjść wcześniej do domu bo padniemy tu z tego gorąca
                (w sali obok było 5 łóżek wolnych ale nas dano do 7 osobowej pod kaloryfer) na
                co stwierdziła że sobie poradzimy i że dziewczyny otwierają okno (przez 22h było
                otwarte w sumie przez 6 minut 2 razy) i będzie dobrze a ja po cesarce nie mogę
                wyjść, dziecko jest zażółcone i trzeba obserwować. Ok, trudno, miałam nadzieję
                że wody mi wyst
                • wariamiktoria Re: Jestem już z Lucjanem w domu 26.11.09, 10:05
                  Ok, trudno, miałam nadzieję że wody mi wystarczy, do tego okazało się że te dwie cesarki również przeniesiono tego dnia do tej sali. Mały ssał bardzo intensywnie, przykryłam go i siebie lekkim szlafrokiem a kołdrą odgrodziłam nas od kaloryfera. W nocy prawie nie spałam bo jak nawet udawało się przysnąć to inne dzieci mnie budziły, lampy chodziły a moja ulubiona sąsiadka miała problem z nawałem. Oj nasłuchałam się wtedy o chamstwie położnych, o tym jak traktowały te dziewczyny, widziałam jak jedna na prośbę o pomoc przy dziecku zaczęła krzyczeć, że ona się dziećmi nie zajmuje że jak chcemy to musimy iść do noworodków wołać (od jej dyżurki do dyżurki noworodków jest dwa kroki a dla tamtej dziewczyny to była ciężka przeprawa przez cały korytarz), gdy przyszła ta do dzieci to coś tam pomogła a jak inna dziewczyna poprosiła o to aby pomogła jej przełożyć pod lampą dziecko z pleców na brzuch to odwróciła się i wybiegła z sali. W poniedziałek miałam tylko nadzieję, że bilirubina będzie niska, a ja w kondycji do wyjścia i opuścimy ten koszmar. Tak się na szczęście stało choć czekało nas jeszcze: oczekiwanie na wyniki, na wypis a to wszystko ciągle w tej duchocie, upale i do tego doszedł hałas bo szpital jest remontowany i jakiś młot udarowy chodził. Jak usłyszałam rozmowę dwóch położnych jak to będzie wspaniale jak już szpital wyremontują to gorzko się w duchu zaśmiałam, że może i warunki się poprawią ale personel biały pozostanie niestety bez zmian.
                  Potem czekał mnie tylko nawał pokarmu w domu bo tu warunki już normalne i dziecko nie było tak spragnione ale na szczęście kapusta tłuczona pomogła.

                  A teraz dochodzę do siebie. Młody jest cudowny, płacze tylko jak ma powód (głodny, kolka, mokro - ale tu też nie od razu i trzeba częściej zaglądać), kąpiele sprawuje mąż, pomaga też z pampersami, nosi go i kładzie sobie brzuch do brzucha, masuje, podśpiewuje - cudni są razem :)Przy pierwszej kąpieli asystowała jeszcze moja mama i siostra męża ale już dwie kolejne wykonał on z siostrą (ona jeszcze go nie wzięła na ręce bo się boi ale oczka przemywa, kikut pępowiny, gotuje wodę i wyparza wanienkę). Dziś może i ja odważę się przejąć jej fuchę w tym względzie bo na weekend jedzie do domu (studentka). Druga babcia też była i przywiozła dla mnie i dla nich obiady, tort zrobiła z okazji narodzin. Wczoraj już mąż zrobił zupkę dla mnie i mam nadzieję że Lucek nie będę mieć po niej kolki jak po tej którą zjadłam od teściowej. Maluszek śpi dziś pięknie po 2h rannej zabawie, przewijaniu, karmieniu. Też się położę po zdaniu tej relacji. Jutro jadę na zdjęcie szwu a potem będzie ze mną mamą, na weekendzie mąż. A jeśli będę potrzebować jeszcze pomocy to po nią się udam, nie będę lekceważyć oznak depresji. Teraz jeszcze odzywa się we mnie tamten stres ale nie mam obaw o to jak sobie poradzę z maluszkiem. Wszytko wydaje się teraz takie naturalne, zwłaszcza po uzbrojeniu się w czasie ciąży w wiedzę. A kąpiel maluszek uwielbia więc ten stresik jeszcze ciążowy odpadł. Ba, gdyby nie to że trzeba karmić (Lucek większość dnia przesypia) a dookoła na zewnątrz przeziębieni ludzie to już bym chciała na uczelnię wrócić tak mnie rozpiera energia. No ale na szczęście w ten sposób jestem zmuszona do regenerowania się i obserwowania małego :)
                  A na zakończenie miły akcent muzyczny: www.youtube.com/watch?v=UT_3ngK2znE&feature=related Kult, Maria ma syna. A jak chcecie zobaczyć Lucjanka to jestem wśród znajomych Balkonetki na naszej-klasie a moim głównym zdjęciem jest właśnie jego pierwsze.
                  • beniutka_bo Re: Jestem już z Lucjanem w domu 26.11.09, 10:18
                    Dzielna kobieta z Ciebie :)
                    Aż się łezka w oku kręci,jak czytam,z jaką czułością piszesz o Małym:)
                  • jul-kaa Re: Jestem już z Lucjanem w domu 26.11.09, 10:25
                    Pierwsze Twoje wpisy są przerażające. Nie umiem nawet się do nich odnieść, bo
                    zalewa mnie niema wściekłość. Moja mama miała równie złe doświadczenia z porodu,
                    skutek jest taki, że ma jedno dziecko... Ale to było prawie 30 lat temu!!!

                    Za to ostatni wpis - końcówka jest tak wzruszająca, tyle czułości, tkliwości,
                    miłości w tym wpisie.
                    Ogromnie się cieszę, że rozpiera Cię energia, to dobre i ważne. Może kiedy już
                    opisałaś swoje przeżycia, będzie Ci łatwiej się od nich odciąć.
                    Obejrzałam zdjęcia na picassie, mały jest uroczy :) A to pierwsze zdjęcie
                    szczególnie ładne :)
                  • luliluli Re: Jestem już z Lucjanem w domu 26.11.09, 10:34
                    mam łzy w oczach po tym, co przeczytałam:( strasznie mi przykro, że tyle
                    przeszłaś. Dobrze, że jesteście już w domu:) Gratuluję zostania mamusią!
                • urkye Re: Jestem już z Lucjanem w domu 26.11.09, 10:21
                  To co przeszłaś jest straszne:( I aż się wierzyć nie chce, że można tak różnie
                  traktować rodzące kobiety w szpitalach... Moja siostra miała zupełnie inaczej,
                  inna atmosfera, podejście do kobiety... Była szalenie zadowolona z opieki (a nic
                  za to nie płaciła, szpital publiczny - żeby nei było wątpliwości). Niebo a
                  ziemia w porównaniu do tego, co Ty opisałaś.

                  Za to całkiem podobnie wyglądało traktowanie mamy i dziecka w innym szpitalu
                  (dziecięcy wojewódzki, oddział noworodkowy), gdzie siostra trafiła po trzech
                  tygodniach od porodu, jak mały się nabawił zapalenia płuc. Ale to dłuuuuga i
                  bardzo denerwująca historia.
                  • agnesp76 Re: Jestem już z Lucjanem w domu 26.11.09, 10:54
                    urkye napisała:

                    > To co przeszłaś jest straszne:( I aż się wierzyć nie chce, że można tak różnie
                    > traktować rodzące kobiety w szpitalach... Moja siostra miała zupełnie inaczej,
                    > inna atmosfera, podejście do kobiety... Była szalenie zadowolona z opieki (a ni
                    > c
                    > za to nie płaciła, szpital publiczny - żeby nei było wątpliwości). Niebo a
                    > ziemia w porównaniu do tego, co Ty opisałaś.

                    Mogę się pod tym podpisać - jak rodziłam syna ponad 4 lata temu byłam zachwycona
                    personelem, mimo, ze nic nie płaciłam. Podejście zupełnie inne, ludzkie - choć
                    były osoby bardzie oschłe, ale zawsze chętne do pomocy, odpowiadały na wezwania,
                    ba przychodziły same pytać czy czegoś nie potrzeba itp. (też wtedy byłam po cc).
                    Niestety szpitala już nie ma od prawie 4 lat :( I teraz też dylemat mam gdzie
                    rodzić i jak to będzie.
                    Współczuję, ze musiałaś przez to przechodzić. Fajne jest to, że dziecko
                    wynagradza wszelkie upokorzenia i okropności.
                    • agnesp76 Re: Jestem już z Lucjanem w domu 26.11.09, 10:57
                      Pierwsze astawanie po cc - przyszła pielęgniarka (albo i salowa - nie pamiętam)
                      pomogła się podnieść i szła ze mną pod rękę, odprowadziła z powrotem do łóżka.
                      Kolejne razy już sama próbowałam, najpiewr w obrębie pokoju - potem dalej, ale
                      im więcej człowiek się rusza, tym lepiej mu to wychodzi :)
      • urkye Re: Jestem już z Lucjanem w domu 25.11.09, 21:18
        Gratulacje! :)
      • madzioreck Re: Jestem już z Lucjanem w domu 25.11.09, 21:30
        Ooo, gratuluję :)
      • lukrecjabo Gratuluję z całego serca:) 12.01.10, 13:42
        Przepraszam, że tak późno gratuluję, ale zniknęłam chwilowo i nie śledziłam
        wątku. Przerażający jest fakt, co przeszłaś w szpitalu, ale mam nadzieję, że już
        o tym wcale a wcale nie pamiętasz, bo L wynagrodził Ci wszystko. Pozwoliłam
        sobie obejrzeć Twoje zdjęcia na Picasie, masz naprawdę wspaniałego synka:)
        Pozdrawiam serdecznie
    • luliluli Dołączam:D 07.12.09, 14:06
      tym razem skutecznie dołączam do wątku;)))
      Właśnie kończę 9 tydzień - jesteśmy już po tym najbardziej wzruszającym USG, na
      którym pokazano nam maleńkie bijące serduszko, wszystko jest w najlepszym
      porządku, choć w dzień zrobienia testu trafiłam do szpitala i przeleżałam tam(z
      nietrafioną na szczęście diagnozą) okropny tydzień...

      A jak już jesteśmy na STANIKOWYCH offtopach, to powiedzcie mi, czy komuś urósł
      kiedyś biust w 4 dni o 2 rozmiary?:D
      • jul-kaa Re: Dołączam:D 07.12.09, 14:18
        Cudnie!
        Ogromnie się cieszę, musicie być bardzo szczęśliwi!
        Z gadżetów polecam za jakiś czas słuchawki (stetoskop), którym będziecie mogli
        sami słuchać serduszka. U mnie kiepsko słychać, bo warstwa otulająca brzuchol
        jest bardzo gruba, ale i tak podsłuchujemy małego :)
        Bardzo Ci współczuję tego tygodnia, mam nadzieję, że wszystko w porządku?

        Mnie biust już tak urósł, że go w lustrze nie poznaję :) Brzuch mam ogromny, ale
        jak jakiś miesiąc temu dusiłam się w obwodzie 36, tak teraz 38 mi lata :(

        Reaktywujmy ten wątek, bo mnie inne ciążowe fora mierżą...
        • luliluli Re: Dołączam:D 07.12.09, 14:50
          to można tak zwykłymi słuchawkami??? myślałam, że potrzeba bardziej
          skomplikowanej aparatury:)

          w szpitalu byłam, bo dostałam diabelnej gorączki i bólu pleco-brzucha, okazało
          się później, że to nerki (niezaleczony pęcherz się ukłonił), a że pochwaliłam
          się pozytywnym testem - zabrano mnie od razu na ginekologię.
          Nie wiem, gdzie miała mózg lekarka, która uznała, że jestem w ciąży
          pozamacicznej, wnioskując po braku widocznego w macicy zarodka (5t3d) na swoim
          przedpotopowym USG. Ale z tego właśnie powodu trzymali mnie tam 6 dni strasząc
          zabiegiem, a jednocześnie nie lecząc mnie na nic, niczym i wcale (zapalenie
          nerki było tak bolesne, że nie mogłam podnieść prawej nogi!!!):|
          mój ginekolog łapał się za głowę jak mu to zrelacjonowałam

          Na szczęście po kilku dniach nasza mała Kropka pokazała się na monitorze i
          wszystko skończyło się dobrze (nota bene w dzień moich urodzin trzynastego w
          piątek, heh:)

          Teraz jesteśmy "pijani" z radości - zwłaszcza, że w szpitalu oboje najedliśmy
          się tyyyle strachu (codziennie nowe dziewczyny z poronieniami, zabieg za
          zabiegiem, już podczas przyjęcia "pocieszono nas", że zabieg usuwania wczesnej
          ciąży pozamacicznej to pikuś i dokładnie wytłumaczono jak to się robi:( nikomu
          nie życzę takich emocji.

          Chętnie pobędę sobie w tym wątku, bo na rówieśniczych forach na gazecie brak mi
          mamuś w odrobinę starszych ciążach - wiadomo, zawsze to lepiej przygotować się
          na to, co nas zaraz czeka;)))
          • jul-kaa Re: Dołączam:D 07.12.09, 15:04
            luliluli napisała:

            > to można tak zwykłymi słuchawkami??? myślałam, że potrzeba bardziej
            > skomplikowanej aparatury:)

            Można :) Mąż dostał od Mikołaja i działają. Kosztowały 18zł, a zabawa na 102.

            Ten szpital Twój to jakaś paranoja! Jak można powiedzieć kobiecie, ze jest w
            ciąży pozamacicznej, skoro nie ma się pewności...? U mnie w 6tc widać było
            Fasolę, ale pewnie sprzęt w Twoim szpitalu jest sprzed wojny.
            Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej i że wyleczysz zapalenie pęcherza -
            wyobrażam sobie co to za ból, brrr.

            Ja jutro zaczynam 23 tydzień, do dolegliwości ciążowych dołączyło kołatanie
            serca, ale czytałam, że to normalne, choć wielce nieprzyjemne.
            A Ty jak się czujesz poza tym, co już wiem?
            • luliluli Re: Dołączam:D 07.12.09, 15:16
              Nerki i pęcherz już zdrowe, odpukać;)

              do 17 pochłaniam jedzenie garściami:P przynajmniej połowę zamieniłam więc na
              owoce i jogurty, w okolicach obiadu mam lekkie mdłości, więc zazwyczaj zawracam
              w kuchni na widok tego posiłku:)
              Poza tym bolą mnie piersi (ale dzięki stanikom bolą mnie tylko jak już są nagie
              - właśnie dlatego poszukuję stanika do spania, żeby całkowicie pozbyć się tego
              bólu), jestem jesiennie zdechła, ale to nic szczególnego iiii to chyba koniec:)
              naprawdę czuję się wspaniale, na początku aż bałam się, czy to normalne:D
              no i nie wiem, czy to ciąża jest temu winna, czy może materac czas wymienić na
              nowszy, ale od kilku nocy drętwieją mi kończyny jak choć na chwilę je przygniotę
              we śnie:)

              PS gdzie kupić takie słuchawy??
              PS 2 czy skuteczność w wykrywaniu małej pukaweczki jest jakoś uzależniona od
              wielkości dziecka? bo nasze 5 dni temu miało dopiero 16 mm:)
              • jul-kaa Re: Dołączam:D 07.12.09, 15:39
                luliluli napisała:
                > do 17 pochłaniam jedzenie garściami:P przynajmniej połowę zamieniłam więc na
                > owoce i jogurty, w okolicach obiadu mam lekkie mdłości, więc zazwyczaj zawracam
                > w kuchni na widok tego posiłku:)

                Ja na tym etapie ciąży miałam obrzydliwe mdłości i jedzenie było moim wrogiem
                numer 1. Schudłam więc trochę i długo nie tyłam.

                > Poza tym bolą mnie piersi (ale dzięki stanikom bolą mnie tylko jak już są nagie
                > - właśnie dlatego poszukuję stanika do spania, żeby całkowicie pozbyć się tego
                > bólu)

                Mnie też bolą, choć od kilku dni jest lepiej. Bolą mnie całe piersi, ale tylko
                trochę, ale za to bólu sutków nie mogłam znieść. Każde ich muśnięcie (nawet
                przez sen) było jak ściskanie rozżarzonymi szczypcami. Z tego powodu spałam w
                staniku dłuższy czas - najpierw w dramatycznie za małym M&S, potem w dobrym
                rozmiarowo Kalyani Natural Charm, który się tak rozciągnął przez kilka dni, że
                podjeżdża do karku... Śpiąc w staniku nieustannie się jednak budziłam (po 8-10
                razy na noc), a że sutki bolą już mniej, porzuciłam ten zwyczaj.

                > naprawdę czuję się wspaniale, na początku aż bałam się, czy to normalne:D
                > no i nie wiem, czy to ciąża jest temu winna, czy może materac czas wymienić na
                > nowszy, ale od kilku nocy drętwieją mi kończyny jak choć na chwilę je przygniot
                > ę
                > we śnie:)

                A czym Ty je przygniatasz..?

                > PS gdzie kupić takie słuchawy??

                ja kupiłam w sklepie medycznym, w warszawie znam kilka, ale nie pamiętam, skąd
                jesteś. Pewnie są też na allegro (na pewno:
                www.allegro.pl/27820_stetoskopy.html)
                > PS 2 czy skuteczność w wykrywaniu małej pukaweczki jest jakoś uzależniona od
                > wielkości dziecka? bo nasze 5 dni temu miało dopiero 16 mm:)

                Za 40 minut mam wizytę u lekarza, jak nie zapomnę, to go zapytam :)
                • luliluli Re: Dołączam:D 07.12.09, 20:41
                  jul-kaa napisała:

                  > luliluli napisała:
                  ale od kilku nocy drętwieją mi kończyny jak choć na chwilę je prz
                  > ygniot
                  > > ę
                  > > we śnie:)
                  >
                  > A czym Ty je przygniatasz..?

                  sobą:D jak np. śpię na boku i kładę rękę pod poduszkę, albo - jak to na boku -
                  mam jedną nogę pod drugą. I drżał mi np. pół wieczoru mięsień... pośladka!!! to
                  chyba brak jakiegoś pierwiastka, nie wiem - jem orzechy (magnez), a co ma potas,
                  żeby nie brać w tabletkach?

                  Julka, dzięki za podpytanie lekarza, w takim razie w nowym roku zainwestujemy w
                  stetoskop:)
              • jul-kaa Re: Dołączam:D 07.12.09, 17:58
                luliluli napisała:
                > PS 2 czy skuteczność w wykrywaniu małej pukaweczki jest jakoś uzależniona od
                > wielkości dziecka? bo nasze 5 dni temu miało dopiero 16 mm:)

                Mój lekarz powiedział, że stetoskopem bez trudu można usłyszeć od 16. tc, ale
                jak go znam (lekarza), to pewnie często słychać wcześniej. Jeśli nie masz takiej
                otuliny, jak ja, to pewnie usłyszysz bez trudu trochę wcześniej. Wydatek
                nieduży, najwyżej się pobawicie :))
                • wariamiktoria Re: Dołączam:D 07.12.09, 18:35
                  Stanikowo u mnie pomógł niedopasowany, bezfiszibinowy triumph którego ze względu
                  na zapięcia miałam wykorzystać potem do przerobienia na karmnik. Nawet ten
                  podjeżdżający obwód olewałam bo chociaż piersi nie bolały przy każdym ruchu. Był
                  niemal idealny do spania. Ale na dzień dopasowanie to jednak podstawa.
                  Stetoskop to fajna sprawa :) zwłaszcza jak czeka się na pierwsze ruchy i nie
                  można się ich doczekać.
                  • luliluli Re: Dołączam:D 07.12.09, 20:44
                    w mojej szafie obecnie znajdują się same za ciasne staniki...
                    chyba muszę kupić jakąś 75-tkę do spania, bo jakiekolwiek ściskanie mnie boli po
                    dłuższym czasie (luźno mierząc mam 77 cm pod biustem, ściskając - 73) raz
                    chciałam spać w za małej szerokiej Arabelli, ale było mi tak niewygodnie, że
                    stanęło na włożeniu kołdry między piersi w ramach "stelażu":D może prościej
                    będzie kupić rogala?
                    miałyście coś takiego?
                    • jul-kaa Re: Dołączam:D 07.12.09, 21:21
                      luliluli napisała:

                      > będzie kupić rogala?
                      > miałyście coś takiego?

                      Ale jakiego masz na myśli? Bo ja kupiłam takie wielkie "C" motherhooda -
                      motherhood.pl/produkt/kojec-motherhood.html ale jeszcze nie przyszedł.
                      • luliluli Re: Dołączam:D 08.12.09, 09:57
                        coś w tym rodzaju właśnie:) ja powinnam spać na czymś takim od zawsze, bo
                        uwielbiam mieć oddzielone od siebie prawą i lewą połowę ciała;))
                      • jul-kaa Re: Dołączam:D 13.12.09, 11:30
                        jul-kaa napisała:

                        > Ale jakiego masz na myśli? Bo ja kupiłam takie wielkie "C" motherhooda -
                        > motherhood.pl/produkt/kojec-motherhood.html ale jeszcze
                        nie przyszedł.

                        Mam tę poduchę już kilka dni i jestem nią ZACHWYCONA! Cudnie się na niej śpi,
                        fantastycznie półleży w ciągu dnia, ma odpowiednią wielkość i twardość,
                        uwielbiam ją :)
                        • luliluli Re: Dołączam:D 13.12.09, 19:55
                          no to mnie całkowicie przekonałaś:) u mnie za poduchę robi kołdra, którą sobie
                          roluję między piersi i nogi, ale mąż na tym cierpi, bo zabieram tym samym
                          większość kołdry:D w sumie zawsze tak sypiałam, ale teraz jakoś ta kołdra
                          przestała mi wystarczać do wygodnego zasypiania.
              • kulka_kulkowa Na razie nie dołączam, ale gratuluję :D 07.12.09, 21:41
                luliluli - na nerki i pęcherz profilaktycznie można pić żurawinę, naturalny 100%
                sok bez dodatków, łyżeczka soku na szklankę wody codziennie. Pić sobie "po
                troszku". Możesz skonsultować z lekarzem (lub farmaceutą ;)), ale nie sądzę,
                żeby to mogło zaszkodzić. Myślę, że warto o to zadbać, żeby nie było potem
                żadnych problemów (takie infekcje lubią nawracać, szczególnie w ciąży - wiem, bo
                mi bliska psiapsióła tak chorowała). Nie chcę oczywiście straszyć, ale z
                własnego pęcherzowego i nie ciążowego doświadczenia polecam żurawinę
                zapobiegawczo - skończyły mi się infekcje.

                A potas jest w bananach :)
                • kulka_kulkowa Re: Na razie nie dołączam, ale gratuluję :D 07.12.09, 21:43
                  Głupio napisałam - do gratulacji dołączam, a do wątku na razie się aktywnie nie
                  przyłączam (przyjdzie czas) :) No.
                • wariamiktoria Re: Na razie nie dołączam, ale gratuluję :D 07.12.09, 22:02
                  No i potas jest w pomidorach. Wróciłam od mojego głodomora: w ciągu godziny 3 razy przysysał się na dłużej a potem po kąpieli znowu był bardzo głodny (maż go odbijał i pilnował coby nie zwracał więc nie był to gwałtownie opróżniony żołądek).
                  Chcę pochwalić się mężem, który do domu z pracy wraca jak na skrzydłach, wszystkie zakupy, zwłaszcza te dzieciowe robi bez szemrania. Po powrocie jeśli L nie śpi to ląduje na rękach u taty a ja podgrzewam mu obiad a jeśli śpi to sam to robi. Potem do czasu jego wyjścia do pracy ja jestem praktycznie głównie do karmienia jeśli chodzi o noworodka a on zajmuje się odbijaniem, przewijaniem, kąpielą, noszeniem, tuleniem, lulaniem itd (mogę wtedy coś zjeść spokojnie, pójść do łazienki, uporządkować rzeczy, w sobotę byłam na dłuższym spacerze sama a od jutra mam nadzieję wziąć się ostro za naukę). Jego kumpel też tatuś a mąż mojej przyjaciółki jest w szoku że mojemu to wszystko sprawia przyjemność a ona też jest zachwycona że mój taki zaangażowany w ojcostwo. Kurczę aż dziś męża wątpliwości dopadły czy z nim jest coś nie tak - jak najbardziej jest w porządku moim zdaniem i nie chcę aby się pogorszył. Żeby nie było moim wyrzeczeniem jest to że non stop jak jest mąż chodzi kanał sportowy, gdy chce wyjść na piwo to też nie ma problemu (robi to dopiero po kąpieli malucha i jest to 1 piwo a nie więcej jak kiedyś no i nie codziennie). Dobra zmykam karmić mojego maluszka i idę spać.
                  • luliluli Re: Na razie nie dołączam, ale gratuluję :D 08.12.09, 09:52
                    taki mąż to skarb:D strasznie mnie ciekawi, jak mój mąż będzie się zachowywał,
                    bo na razie mnie przemile zaskakuje swoim wprost nadaktywnym podejściem do sprawy:D
                    • jul-kaa Re: Na razie nie dołączam, ale gratuluję :D 08.12.09, 10:04
                      luliluli napisała:

                      > taki mąż to skarb:D strasznie mnie ciekawi, jak mój mąż będzie się zachowywał,
                      > bo na razie mnie przemile zaskakuje swoim wprost nadaktywnym podejściem do spra
                      > wy:D

                      Mój też jest fantastyczny, ale przed ciążą także taki był. Na razie wie więcej o
                      dziecku i jego rozwoju niż ja, wszystkiego pilnuje, nie opuści żadnej wizyty
                      lekarskiej, monitoruje wyniki badań, dba o mnie aż przesadnie, wszystkim się
                      chwali przyszłym potomkiem, w ogóle jest super :) Często mam wrażenie, że
                      trafiłam na ideał :)
                      • anyankaaa ja też dołączam :) 08.12.09, 13:34
                        luliluli ja wczoraj zaczęłam 9 tydzień, czyli idziemy podobnie :) Jakby to ująć prawie łeb w łeb ;)
                        Na USG byliśmy w zeszłym tygodniu w poniedziałek i przeżycie było spore (mąż wpatrzony bez ruchu w monitor dłuuugą chwilę).
                        Mdłości rano raczej nie mam, za to pojawiają się po południu i wieczorem. Nie wymiotuję, ale mnie mdli. No i odrzuca mnie solidnie od wszystkiego smażonego (sam zapach... bleh)
                        Przez pierwsze tygodnie piersi mnie naprawdę mocno bolały (zwłaszcza po zdjęciu stanika), teraz jest już trochę lepiej.
                        Oprócz tego że się głupio zamartwiam czym się da to jest naprawdę ok :)
                        • jul-kaa Re: ja też dołączam :) 08.12.09, 13:45
                          Gratulacje!

                          > Mdłości rano raczej nie mam, za to pojawiają się po południu i wieczorem. Nie w
                          > ymiotuję, ale mnie mdli. No i odrzuca mnie solidnie od wszystkiego smażonego (s
                          > am zapach... bleh)

                          Mnie też wybitnie mdliło od zapachu smażonego i pieczonego - na prawie 2 m-ce
                          zapomnieliśmy o tych formach obróbki żywności :)
                          Na mdłości polecam napar ze świeżego imbiru (może być z miodem, jak zniesiesz
                          zapach, hehehe) - ścierasz lub kroisz świeży imbir i zalewasz wrzątkiem. Na
                          początku smaczne, po kilku tygodniach zacznie Cię odrzucać, ale na mdłości
                          rewelacyjne :)
                          • anyankaaa Re: ja też dołączam :) 08.12.09, 13:52
                            Dzięki :)
                            Musze spróbować. Kiedyś o imbirze czytałam, ale sobie nie mogę wyobrazić jak to może smakować :)
                            Mdłości takie typowe mam w porze obiadowej i jak poczuję jakiś mocniejszy zapach, a wieczorem po kolacji jest mi już zawsze niedobrze i brzuch boli (obojętne co zjem), wtedy mi pomaga herbata miętowa.
                            A dym papierosowy to wyczuwam chyba z kilometra ;) bo też mdli nieziemsko...
                            • jul-kaa Re: ja też dołączam :) 08.12.09, 14:09
                              anyankaaa napisała:

                              > Dzięki :)
                              > Musze spróbować. Kiedyś o imbirze czytałam, ale sobie nie mogę wyobrazić jak to
                              > może smakować :)

                              Imbir jest smaczny, aromatyczny, korzenny i... ostry! W dużej dawce nawet
                              bardzo, więc jeśli wyjdzie Ci zbyt ostry napar, to znaczy, ze trzeba go
                              rozcieńczyć.

                              Ja okolicznych palaczy mam ochotę mordować...
                              • anyankaaa Re: ja też dołączam :) 08.12.09, 14:35
                                Jeśli jest ostry to może mi smakować :) Bo ostatnio bardzo bardzo mi smakują mocno pikantne potrawy :) Jadłam parę dni temu w chińskiej restauracji zupkę pekińską (taką, że z uszu się dymi) i teraz bym się dała za nią pokroić. Szukam przepisu w necie, ale na razie trafiam tylko na podobne. Zupka jest słodko-kwaśna, czerwona jak pomidorowa, jest w niej kurczak chyba gotowany, papryka, bambus i chyba grzyby mun. Jest gęsta i baaardzo pikantna :)

                                Z palaczami jest naprawdę kiepska sprawa. Właśnie siedzę w pracy i na moim piętrze na szczęście nikt nie pali, ale dym czuję z drugiego piętra... No co zrobić :(
                                • jul-kaa Re: ja też dołączam :) 08.12.09, 14:41
                                  anyankaaa napisała:

                                  > Jeśli jest ostry to może mi smakować :) Bo ostatnio bardzo bardzo mi smakują mo
                                  > cno pikantne potrawy :) Jadłam parę dni temu w chińskiej restauracji zupkę peki
                                  > ńską (taką, że z uszu się dymi) i teraz bym się dała za nią pokroić. Szukam prz
                                  > episu w necie, ale na razie trafiam tylko na podobne. Zupka jest słodko-kwaśna,
                                  > czerwona jak pomidorowa, jest w niej kurczak chyba gotowany, papryka, bambus i
                                  > chyba grzyby mun. Jest gęsta i baaardzo pikantna :)

                                  O, ja też uwielbiam ostre w ciąży :) I taką zupę właśnie z przyjemnością jem,
                                  jest pyszna, choć moja jest bezmięsna. Może chcesz mój (orientacyjny, zawsze
                                  robię na oko!) przepis?
                                  • anyankaaa Re: ja też dołączam :) 08.12.09, 14:50
                                    Pewnie, dawaj!
                                    uuhhh głodna się zrobiłam :)
                                    • jul-kaa Moja "chińska" zupa 08.12.09, 15:11
                                      Składniki:
                                      kapusta pekińska, marchew, por
                                      bambus, grzyby shitake, grzyby mun, makaron ryżowy lub sojowy, sos sojowy, przyprawa chińska 5 smaków (albo jakaś inna w tym guście), uprażony sezam, nori pocięte w paseczki.
                                      Dla mięsożernych - ekstrakt zupy miso, obsmażone kawałki kurczaka.

                                      Na początku trza zalać grzyby wrzątkiem (w osobnych miseczkach), żeby spokojnie miękły. Potem kroimy - kapustę w kawałki, pora w plasterki, marchew w zapałki. I teraz trudny etap dla ciężarnych - smażymy kapustę partiami (najlepiej w woku, ale ja nie mam i jakoś żyję)- krótko i szybko, oleju niezbyt dużo. Usmażoną przekładamy do wielkiego gara, smażymy chwilkę marchew i pora i wrzucamy je do kapusty. Zalewamy to rosołem (zwykłym, z kostki lub z miso), dodajemy pocięte grzyby (mun w paski, shitake na 4 części) i wodę z grzybów shitake (jest b. aromatyczna). Gotujemy, aż będzie dobre. Na koniec doprawiamy - sosem sojowym i przyprawą. Do miseczki wkładamy makaron (wcześniej namoczony we wrzątku), nalewamy zupę i posypujemy sezamem i nori.
                                      Jeśli jadłaś jakąś czerwoną zupę, to może tam były pomidory z puszki albo przecier.
                                      Mniam!

                                      I jeszcze ekspresowa i banalna zupa chińska Pascala (zupełnie inna, ale też dobra):
                                      Zupa chińska z lanym jajkiem
                                      Składniki:
                                      1 jajko
                                      1 szklanka mrożonego zielonego groszku
                                      1 łyżeczka sosu sojowego
                                      2 kostki bulionu drobiowego Knorr
                                      sól i pieprz do smaku
                                      1 pęczek szczypiorku
                                      Przepis z odcinka: Tai chi
                                      Z zegarkiem w ręku zupę tę przygotowuje się całe pięć minut.
                                      Jak przygotować:
                                      1. Wrzuć kostki do 1 litra gotującej wody. Zamieszaj i poczekaj, aż się rozpuszczą.
                                      2. Do bulionu wsyp groszek.
                                      3. Rozbij jajko do miseczki i roztrzep dokładnie widelcem. Wlej je do zupy i dokładnie wymieszaj. Z jajka powinny powstać ścięte strzępki.
                                      4. Dodaj sos sojowy, sól i pieprz do smaku.
                                      5. Podawaj w miseczkach z posiekanym szczypiorkiem.

                                      (ten szczypiorek to dla mnie jak kwiatek przy kożuchu...)
                                      ---------
                                      Daj znać, czy zrobiłaś i jak smakowało :)
                                      • anyankaaa Re: Moja "chińska" zupa 08.12.09, 16:02
                                        Dzięki, z przepisu wyglądają smakowicie :) Nie wiem tylko jak będzie wyglądał u mnie etap smażenia, pewnie zrzucę to na męża, niech się wykaże :)
                                        Woka nawet mam, lubię w nim robić warzywa bo tak fajnie szybko miękną, nie trzeba czekać godzinami.
                                        Znalazłam przepis chyba najbardziej podobny do tej którą jadłam:
                                        www.cincin.cc/index.php?showtopic=18149
                                        Nawet ze zdjęcia wygląda podobnie, chociaż nie pasują mi w niej cebula i pieczarki.

                                        Zaraz po pracy jadę na zakupy :)
                            • agnesp76 Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 12:34
                              anyankaaa napisała:

                              > A dym papierosowy to wyczuwam chyba z kilometra ;) bo też mdli nieziemsko...

                              Ha, ja też w pierwszej ciąży zaczęłam wyczuwać na kilometr i chyba mi to zostało :)
                        • luliluli Re: ja też dołączam :) 09.12.09, 08:37
                          o jaaa, gratuluję i bardzo się cieszę, że jestem z kimś na tym samym etapie:D
                        • luliluli Re: ja też dołączam :) 09.12.09, 08:39
                          a na kiedy masz termin?? ja na 15 lipca:)
                          • anyankaaa Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 09:28
                            Hihi ja mam wyliczony termin na 19 lipca 2010 :) No mówię, że idziemy łeb w łeb :)))
                            Naprawdę to fajne uczucie być na tym samym etapie :) Ciekawe czy będziemy podobnie ją przeżywać.
                            Obawiam się trochę upału w wakacje w takiej wysokiej ciąży, ale mąż mnie pociesza, że przynajmniej nie będę się musiała ciepło ubierać, jakaś szmatka wystarczy za sukienkę i klapki :)
                            Jeśli chodzi o płeć to celowaliśmy w chłopca ;)
                            • urkye Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 10:27
                              Po pierwsze gratuluje ciąży:D
                              Po drugie - moja siostra rodziła pod koniec sierpnia, więc przeżywanie upalnych
                              dni miała opanowane do perfekcji. Latem chodziła tylko w za szerokich japonkach,
                              stopy jej strasznie puchły i w inne buty się nie mieściła (a brała różne
                              tabletki na odwodnienie, nie pomagały niestety). Jak tylko mogła, to wsadzała
                              stopy do miski lodowatej wody:P Oprócz tego żyło jej się całkiem dobrze i nie
                              mogła się doczekać narodzin małego - ale to chyba normalne w ostatnich
                              tygodniach ciąży:P
                              • anyankaaa Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 12:36
                                Dzięęęęęki :)
                                No ja się pocieszam, że pod koniec sierpnia to by było jeszcze gorzej ;)
                                • agnesp76 Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 12:47
                                  Ja jakoś nie narzekałam poprzednio na upały - całkiem dobrze znosiłam, a
                                  urodziłam w drugiej połowie sierpnia :)
                            • luliluli Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 12:02
                              My nie celowaliśmy celowo (masło maślane:D), ale wyszło na dziewczynkę i bardzo
                              byśmy chcieli córeczki oboje, choć mąż wśród mężczyzn udaje (?) że chce syna:P
                              nigdy tego nie pojmę:)
                              • anyankaaa Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 12:50
                                Ja bym z powiedzeniem szefowi chciała jeszcze trochę poczekać, tak ze 2 tygodnie (tchórzę oczywiście ;)
                                A poza tym mam zakodowane w głowie (chyba ze studiów jeszcze), że pierwsze 3 miesiące to jeszcze nic pewnego tzn. dużo rzeczy się może zdarzyć i tak kurcze nie chcę zapeszyć :( Rodzicom i tak powiedzieliśmy dopiero tydzień temu po 1 USG.
                                A ZUS-owi to po co zgłaszać, że jesteś w ciąży? Pracodawcy zaświadczenie o ciąży i chyba tyle.

                                Ja się zastanawiam jak to będzie z becikowym bo przepisy się zmieniają i żeby je dostać trzeba mieć zaświadczenie od lekarza, że od 10 tygodnia się jest pod jego opieką. A ja miałam tylko USG w prywatnym gabinecie a w 13 tygodniu mam przyjść na badanie już do państwowego gabinetu (ale do tego samego lekarza). No i mam nadzieję, że to zaświadczenie dostanę...

                                My celowo celowaliśmy w chłopca (w owulację) ale co będzie to będzie fajnie :)
                                A mąż pewnie udaje bo tradycja to na nim wymusza :)

                                P.S. mi moje na początku wyglądało na żabę, a teraz na coś ptakowatego :)
                                • luliluli Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 13:00
                                  u mnie jak nic Czip albo Dejl (nie chce mi się szukać jak to się pisze;)

                                  a no właśnie, wiedziałam, że coś z ZUSem jest na rzeczy, ale zapomniałam co:D
                                  kiedy im trzeba pokazać to zaświadczenie? po porodzie?
                                • jul-kaa Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 13:10
                                  anyankaaa napisała:
                                  > Ja się zastanawiam jak to będzie z becikowym bo przepisy się zmieniają i żeby j
                                  > e dostać trzeba mieć zaświadczenie od lekarza, że od 10 tygodnia się jest pod j
                                  > ego opieką. A ja miałam tylko USG w prywatnym gabinecie a w 13 tygodniu mam prz
                                  > yjść na badanie już do państwowego gabinetu (ale do tego samego lekarza). No i
                                  > mam nadzieję, że to zaświadczenie dostanę...

                                  A to trzeba mieć zaświadczenie od PAŃSTWOWEGO lekarza...? Pierwsze słyszę i
                                  wcale mi się ta wieść nie podoba.


                                  > P.S. mi moje na początku wyglądało na żabę, a teraz na coś ptakowatego :)

                                  Mnie takie malutkie dziecko przypominało jaszczurkę :)
                                  • agnesp76 Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 13:20
                                    Zaświadczenie do MOPSu (nie ZUSu) aby dostać becikowe. Niezależnie od jakiego
                                    lekarza, może być prywatny (no ale ginekolog, a nie np ortopeda ;) )
                                    • jul-kaa Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 13:29
                                      agnesp76 napisała:

                                      > Zaświadczenie do MOPSu (nie ZUSu) aby dostać becikowe. Niezależnie od jakiego
                                      > lekarza, może być prywatny (no ale ginekolog, a nie np ortopeda ;) )

                                      A wiesz więcej na temat becikowego? komu się należy i ile, gdzie co trzeba
                                      zgłosić itp.?
                                  • anyankaaa Re: ja też dołączam :) 11.12.09, 08:26
                                    Sorki za mimowolne wprowadzenie w błąd. Już wyjaśniam :)
                                    Wymyśliłam sobie szpital w którym chcę rodzić (najlepsza porodówka w mojej okolicy) i lekarza prowadzącego, który jest tam ordynatorem. Poszłam do niego do prywatnego gabinetu i tam miałam USG a już na następną wizytę idę do niego do państwowego gabinetu (jemu było tak wygodniej chyba, to była jego propozycja, dla mnie to tym lepiej).
                                    Ale absolutnie nie musisz chodzić do państwowego lekarza, u mnie tak po prostu wyszło :)
                                    linki o becikowym:
                                    www.becikowe.com/
                                    wiadomosci.wp.pl/kat,1347,title,Zmieniaja-sie-zasady-przyznawania-becikowego,wid,10841140,wiadomosc_prasa.html?ticaid=19429
                                    • anyankaaa dodatkowe becikowe 11.12.09, 08:35
                                      Jeszcze dwie rzeczy:
                                      Jest też becikowe samorządowe, niektóre gminy je ustaliły, inne nie:
                                      www.becikowe.com/?sr=samorzadowe.html
                                      Trzeba dzwonić i się o to pytać.

                                      Istnieje jeszcze "becikowe" dla rodzin ubogich tzw. dodatek do zasiłku rodzinnego
                                      www.becikowe.com/?sr=zasilekrodzinny.html
                                      • jul-kaa Re: dodatkowe becikowe 11.12.09, 14:50
                                        Super, dziękuję za informacje.
                        • wariamiktoria Re: ja też dołączam :) 09.12.09, 09:11
                          Gratulacje :) Może teraz jakieś nowe stanikomaniaczk się narodzą bo na razie
                          chłopcy górą w tym wątku :)
                          • jul-kaa Re: ja też dołączam :) 09.12.09, 09:34
                            wariamiktoria napisała:

                            > Gratulacje :) Może teraz jakieś nowe stanikomaniaczk się narodzą bo na razie
                            > chłopcy górą w tym wątku :)

                            Jeśli mój syn będzie się tak dobrze znał na stanikach, jak jego ojciec, to
                            dziewczyna będzie miała z niego pożytek :) Stanikomaniaków nam trza!
                          • anyankaaa Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 09:30
                            Dzięki :)))
                            No widzę, że na razie chłopcy górą na forum, zobaczymy jak to będzie u nas :)
                            • anyankaaa Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 09:41
                              Zapomniałam wstawić linka, mąż znalazł fajną stronkę :)

                              3dpregnancy.parentsconnect.com/calendar/9-weeks-pregnant.html
                              • jul-kaa Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 09:49
                                Czadowa stronka! Mój mały jest już taki:
                                3dpregnancy.parentsconnect.com/calendar/23-weeks-pregnant.html
                                • urkye Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 10:18
                                  Jak moja sis była w ciąży, to wszelkich informacji co do rozwoju i wyglądu dostarczała nam ta strona:
                                  www.brzuszek.net/index.php?option=com_content&task=view&id=24&Itemid=35
                                  Całkiem fajna:)
                                • anyankaaa Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 10:26
                                  Niee no Twój to już jest ukształtowany jak się patrzy :)
                                • luliluli Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 11:57
                                  wow, Twój całkiem uczłowieczony, u mnie wciąż wiewiórkopodobny:D
                                  3dpregnancy.parentsconnect.com/calendar/10-weeks-pregnant.html
                                  fajna strona!
                          • agnesp76 Re: ja też dołączam :) 10.12.09, 12:37
                            wariamiktoria napisała:

                            > Gratulacje :) Może teraz jakieś nowe stanikomaniaczk się narodzą bo na razie
                            > chłopcy górą w tym wątku :)

                            u mnie dziewczynka trzykrotnie na usg potwierdzona, więc jakby pewna :D
                • luliluli Re: Na razie nie dołączam, ale gratuluję :D 08.12.09, 09:51
                  ja mam wieczne problemy z pęcherzem, więc polecam też picie na czczo wody z
                  cytryną (i miodem dla zdrowia):) szczerze powiem, że samej żurawiny mam dość od
                  czasu ostatniego zachorowania - zjadłam jej i wypiłam tyle, że cofa mi się
                  posiłek na samą myśl o suszonej żurawinie:P
                  ale sok pijam - naturalny żurawinowo-jabłkowy niesłodzony, to mój ulubiony:)
            • agnesp76 Re: Dołączam:D 10.12.09, 12:27
              Widzę, że się uaktywniłyście bardzo w ostatnich dniach (przynajmniej mam dużo do
              doczytania;) ) ja niestety trafiłam do szpitala z zagrażającym przedwczesnym
              porodem. Od wczoraj jestem już w domku, jest lepiej na szczęście.
              • luliluli Re: Dołączam:D 10.12.09, 13:02
                oj, to współczuję najedzenia się strachu! Życzę Ci, żeby córka się powstrzymała
                jeszcze trochę z uciekaniem na świat;) a który to tydzień?
                • agnesp76 Re: Dołączam:D 10.12.09, 13:18
                  31 tc

                  niby już niedaleko, ale dobrze by było gdyby się trochę wstrzymała.

                  W ramach narzekań pomarudzę, że kiepsko znoszę leki :(
                  • jul-kaa Re: Dołączam:D 10.12.09, 13:19
                    A jakie leki bierzesz?
                    Dobrze, że już jest lepiej, jeszcze kilka tygodni i będzie spokój :)
                    • agnesp76 Re: Dołączam:D 10.12.09, 13:25
                      fenoterol, isoptin, dprofiline, luteine oraz zelazo i magnez z potasem
                      • jul-kaa Re: Dołączam:D 10.12.09, 13:28
                        agnesp76 napisała:

                        > fenoterol, isoptin, dprofiline, luteine oraz zelazo i magnez z potasem

                        nic mi to nie mówi (te pierwsze 3 nazwy oczywiście)...
                      • luliluli Re: Dołączam:D 10.12.09, 14:06
                        omajgot, jaki zestaw! słyszałam wiele narzekań na fenoterol, więc współczuję
                        samopoczucia:|
                        ja na razie od początku biorę luteinę, poza kwasem foliowym oczywiście:)
                        wiecie co? zaglądałyście na gazetowe forum z ekspertką-położną? zachwala bardzo
                        liście malin i cośtam jeszcze na "ustabilizowanie" macicy. Coś wiecie na ten
                        temat? bo nie wiem, czy się interesować czy uznać to za zielarstwo-szamaństwo?;)
                        • jul-kaa Re: Dołączam:D 10.12.09, 14:12
                          > liście malin i cośtam jeszcze na "ustabilizowanie" macicy. Coś wiecie na ten
                          > temat? bo nie wiem, czy się interesować czy uznać to za zielarstwo-szamaństwo?;

                          Mnie jeden lekarz powiedział, że spor dawki magnezu "wyluzowują" macicę. I fakt
                          - od kiedy go biorę, macica jest na maxa wyluzowana :):):)

                          Ja też brałam luteinę, bardzo źle mi robiła, ale byłam dzielna.
                        • agnesp76 Re: Dołączam:D 10.12.09, 16:35
                          Liście malin mają spowodować rozpoczęcie porodu - na koniec ciąży można pić, jak
                          kto się doczekać nie może ;) wiadomo, że jak dziecko jeszcze nie gotowe to nie
                          spowodują skurczy, ale mogą nieco przyspieszyć akcję.

                          F. ma sporo działań ubocznych, 2 kolejne mniej więcej łagodzą szkody po f.
          • wariamiktoria Re: Dołączam:D 07.12.09, 15:10
            Witam serdecznie, cieszę się że dołączyłaś. Ja wprawdzie już nie w ciąży ale
            będę tu zaglądać. Wyobrażam sobie co przeszłaś przez ten tydzień ale teraz już
            bez strachu o maleństwo możesz dbać o siebie w ciąży. Z takich pociążowych
            rzeczy u mnie to w ciągu 17 dni straciłam na wadze 20kg z czego pierwsze 10 w
            ciągu 3 dni (poród odchudza :) 7 w ciągu 7 dni a resztę na szczęście już
            stopniowo, nie tak gwałtownie. Karmię piersią a Lucek czasem tak absorbuje że
            nie ma czasu nic zjeść tak do 11 rano np od 18 wieczorem, poza tym staram się
            żeby dostawał dużo dobrych składników więc jem głównie warzywa, rybcię,
            kurczaka, lekkie zupki itd. Za tydzień wybieram się na troszkę na uczelnię,
            pierwsza próba w tą sobotę bo do biblioteki zajrzę a maż będzie koło uczelni z
            wózkiem spacerował, potem na te 3-4 godziny w tygodniu zostanie z teściową
            (ciekawe jak mi ściąganie pokarmu na ten czas pójdzie). Trzymajcie kciuki aby
            nie zamęczył babci a ja postaram się na uczelni jak najwięcej pozaliczać,
            podowiadywać się, porobić.
            Mam nadzieję, że mimo że nie jestem już w ciąży nie wykopiecie mnie stąd bo
            gdzie mogę się chwalić moim wspaniałym synkiem jak nie tu (dobra, bloga założę
            jak się z nauką ogarnę) :)

            A piątki 13-tego super są :) ja wtedy dowiedziałam się że jestem w ciąży :)
            • jul-kaa Re: Dołączam:D 07.12.09, 15:16
              wariamiktoria napisała:
              > Mam nadzieję, że mimo że nie jestem już w ciąży nie wykopiecie mnie stąd bo
              > gdzie mogę się chwalić moim wspaniałym synkiem jak nie tu (dobra, bloga założę
              > jak się z nauką ogarnę) :)

              Kochana, jesteś teraz dla nas Alfą i Omegą, więc nikt Cię nigdzie nie wykopie :)
              • luliluli Re: Dołączam:D 07.12.09, 15:27
                jul-kaa napisała:

                > Kochana, jesteś teraz dla nas Alfą i Omegą, więc nikt Cię nigdzie nie wykopie :)

                no właśnie właśnie:D
                dla mnie Wy wszystkie jesteście teraz skarbnicą wiedzy, więc chłooonęęęę póki
                mogę;)))
      • urkye Re: Dołączam:D 07.12.09, 16:01
        Gratuluję! :) I cicho zazdroszczę... :)))
        • luliluli Re: Dołączam:D 07.12.09, 20:45
          dziękuję:) i zachęcam do przyłączenia się;))
      • lukrecjabo Re: Dołączam:D 12.01.10, 13:45
        Gratuluję i bardzo się cieszę:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka