wariamiktoria
28.09.09, 09:14
Mam żal do rodziców, szkoły i do samej siebie, że nie dali mi podstaw edukacji finansowej. Nie mówię o wiedzy rozróżniania różnych spółek itd czego uczy się na podstawach przedsiębiorczości ale o prostym budżetowaniu. Nie nauczono mnie jak bronić się przed sztuczkami marketingowymi, jak planować budżet, szukać różnych rozwiązań, czym się różni kredytowanie A od B. Nie przekazano mi podstawowej wiedzy o mechanizmach finansowych i rynkowych. Od jakiegoś roku sama dokształcam się na różnych polach w tej dziedzinie, mój stan wiedzy bardzo się poprawił a to z kolei wpłynęło na jakość życia i kilka innych rzeczy tyle, że gdyby nie kryzys pewnie nie dowiedziałabym się wielu rzeczy. Przed kryzysem spotykałam się na rozmowach o finansach z osobami, które podstawy miały dawno opanowane a mi przekazywały wiedzę z wyższego poziomu. Wiedzę bardzo przydatną ale niezbyt użyteczną gdy nie miałam tych zwykłych podstaw.
Dopiero teraz dokładnie się budżetuję, wyszukuję różne możliwości oszczędzania i zarabiania. Inaczej patrzę na różne wydatki, wprowadzam sobie większą dyscyplinę finansową i to przynosi efekty. Tylko dlaczego nikt nie nauczył mnie tych podstaw np w szkole podstawowej (gimnazjum). Nie wskazał takich banałów jak np efekt kawy (drobne codzienne wydatki, które uciekają naszej świadomości powodując niekontrolowany wypływ gotówki) czy procent składany. Oczywiście mieliśmy na matematyce obliczanie procentów ale nie powiedziano nam jak to stosować w praktyce - w jakich konkretnych sytuacjach to wykorzystać. Wiem, że moje dzieciństwo to początek lat 90-tych i wiele nowych rzeczy, które się wtedy pojawiły nie były jeszcze w Polsce zbyt dobrze znane ale moja 8 klasa szkoły podstawowej to już koniec lat 90-tych, wtedy chociaż godzina czy dwie wychowawczej mogły zostać poświęcone podstawom. Na PP w LO zamiast udawać, że coś robimy mogliśmy zobaczyć konkretne mechanizmy jakie rządzą portfelem. Straciliśmy bardzo dużo a wiem że w innych liceach w Lublinie też nie było lepiej. Trochę na fali kryzysu zaczęto zwracać uwagę na podstawy i dzięki temu również ja mogłam do edukować się w tej dziedzinie ale jak wyglądałyby moje finanse gdybym tą samą wiedzę miała na zakończenie liceum? Po liceum wiedziałam, że jeśli nie ma kasy to trzeba ją zarobić. Tyle, że po zarobieniu nikt mi nie mówił jak rozsądnie ją wydawać. Jak układać wydatki itd. Moje podejście było bardzo bieżące choć wiedziałam, że jest inna droga i jej szukałam. I jest mi niesamowicie przykro, że dopiero kryzys finansowy pokazał, że błąd tkwił w podstawach (ich braku) i tych podstaw w wieku 24 lat dopiero się uczę.