filoruska
04.11.09, 21:51
Wymyśliłam sobie chyba nieistniejące buty. Mają być takie:
1. rozmiar 42 - słuchanie od ponad 20 lat, że mam sobie coś odciąć, zrobiło
się naprawdę nudne
2. damskie, pasujące do spódnicy i żakietu, absolutnie nie sportowe
3. na umiarkowanym obcasie, tak 4-6 cm, bo tak mi się najwygodniej chodzi
4. na grubszej podeszwie, nie mam ochoty sprawdzać faktury płytek chodnikowym
stopami zimą
5. do tego podeszwa nie powinna być gładka, bo nie lubię wpadać w poślizgi
6. wysoka cholewka, mogą być nawet muszkieterki - co z tego, że w stopę
ciepło, jak łydka marznie
7. nie brązowe, nie beżowe, nie białe - wszystkie pozostałe kolory
dopuszczalne, również połączenia kolorów, miło by było oprócz czarnych mieć
fioletowe czy zielone kozaki
8. bez ćwieków i cekinów
9. nie zamszowe - na polską breję nie są odporne na dłuższą metę
10. OCIEPLANE, bo większość dostępnych kozaków nadaje się wyłącznie na
dodatnie temperatury, a ja chcę mieć ciepło nawet przy minus 10 stopni, więcej
nie muszą, to mają być buty na polską zimę, nie na hiszpańską, włoską czy
syberyjską.
11. nie zamierzam ogłosić bankructwa, cena do 300 złotych
Widział ktoś takie zjawisko? Chętnie kupię choć 2-3 pary.
I chyba zacznę zbierać na unty. W Polsce będą tak dziwnie wyglądać, że będą
pasować do wszystkiego.