23.11.09, 23:59
Niniejszym zakładam wątek marudzący na lekarzy.
Może polecimy sobie jakichś lekarzy? Może odradzimy? Może znajdziemy jakieś
metody na nich? A może po prostu sobie powspółczujemy....
Od razu zastrzegam, że i ja znam świetnych, sympatycznych, kompetentnych, ale
tu chciałabym pisać raczej o tych drugich.
Obserwuj wątek
    • jul-kaa Re: Lekarze 24.11.09, 00:14
      Mamy z mężem różne dolegliwości "stałe" (wrodzone lub nabyte), które zmuszają
      nas do częstych wizyt u różnych lekarzy.
      O swoim ginekologu palącym w przychodni już pisałam, o lekarzu babci też.
      Mąż ma m.in. wadę serca, która zmusza go do szczególnej ostrożności. Ostatnio
      zachorował, gorączka 39,4, bardzo złe samopoczucie. Lekarz przepisał mu
      horrendalnie drogie leki (200zł), które nie pomogły, gorączka się nie
      zmniejszała, mąż był coraz słabszy. Kolejny lekarz był bardzo zdziwiony takim
      postępowaniem swojego poprzednika, ponieważ przy takiej wadzie serca należy
      wyjątkowo uważać na cięższe choroby. Przepisał leki (za 35zł!), które pomogły po
      dwóch dniach, zbijając gorączkę i znacznie polepszając samopoczucie. Grr.

      Dziś jednak inny lekarz przyprawił nas prawie o zawał. Neurolog, do którego mąż
      chadza z migreną poraźną (niebezpieczne i uciążliwe draństwo) stwierdził, że
      może mąż ma... dziurę w sercu. I zostawił go z tym "podejrzeniem" zlecając
      dalszą diagnozę.
      Przeryczałam cały wieczór, przed oczami miałam wizje operacji serca (nieudanej
      oczywiście), powikłań itp. a nawet gorsze scenariusze. W końcu zebrałam się do
      kupy, siadłam i poszukałam, co wujek gógiel mi powie. I powiedział. Że taką
      dziurę to ma 20-30% z nas, że nie jest to wcale wyjątkowo groźne schorzenie, że
      rzadko się to operuje, że w sumie nawet operacja to raczej zabieg.
      Nie mógł lekarz od razu tego powiedzieć?

      Denerwują mnie ludzie, którzy się nie leczą, nie chodzą na badania
      profilaktyczne, którzy twierdzą, że wszyscy lekarze to konowały i partacze.
      Ale do ciężkiej (i jasnej) anielki, chyba dołącze do nich...
      • azymut17 Re: Lekarze 24.11.09, 00:52
        Jul-kaa, lekarze są różni, ci beznadziejni po prostu są łatwiej pamiętani, bo wzbudzają większe emocje (negatywne).
        Poza tym naprawdę wątpię, byś dołączyła do tych, co nie chadzają na badania profilaktyczne :-) Ale ponarzekać można, to oczyszcza właśnie z tych negatywnych emocji.

        P.S. Gógiel - Wujek Dobra Rada? A co by było w czasach przed-netowych..?
        • jul-kaa Re: Lekarze 24.11.09, 00:58
          azymut17 napisała:
          > A co by było w czasach przed-netowych..?

          W czasach przed-netowych było tak (ale się rozpędziłam!): mama moja będąc młodą
          matką pięciolatki poszła z nią do Centrum Zdrowia Dziecka i tam się dowiedziała,
          że córeczka może mieć przepuklinę lub... tu łacińska nazwa.
          Mama w domu sprawdziła (w Encyklopedii Medycznej) co to oznacza i wyszło jej, że
          słodkiej córeczce... właśnie tworzą się jądra.
          Po trzech dniach picia (mama w sumie nie pije wcale) dowiedziała się, że to
          JEDNAK PRZEPUKLINA :)
          • grecz Re: Lekarze 24.11.09, 01:00
            ryczę ze śmiechu :D
          • kotwtrampkach Re: Lekarze 25.11.09, 23:41
            buhahahahaha
            o rany, aż się popłakałam :-)

            a w czasach przed-netowych włąśnie encyklopedie medyczne i podobne poradniki
            były. Pamiętam, jak sobie oglądałam krostki i porównywałam ze zdjęciami w
            książce takiej - czy mam odrę czy rumień czy może różyczkę :-)
            (a zamiast sygnaturek w tychże księgach były kolejne strony i np szukając
            diagnozy choroby zakaźnej można było znaleźć u siebie objawy zakazenia pasożytem
            czy miażdżycę - a wybór był duży :) )
      • nomina @Jul-kaa 26.11.09, 12:19
        Jul-kaa, a czy Twój mąż ma stricte neurologiczne podłoże migren (jakieś zmiany
        neurologiczno-naczyniowe), czy takie typowe migreny "idiopatyczne"?
        Próbowaliście z terapią antyhistaminową? Histamina odpowiada za całą masę
        (podobno do 25% populacji) problemów z migreną, pseudoalergią, astmą, katarem
        siennym, nadwrażliwością jelit i - uwaga! - bolesnymi PMS-ami, gdy
        ginekologicznie i endokrynologicznie jest ok. W każdym razie, gdy dowiedziałam
        się, że mam HIT i zastosowałam tę terapię - po 20 latach ustąpiły mi PMS-y,
        wcześniej niedające się niczym opanować.
        • jul-kaa Re: @Jul-kaa 26.11.09, 12:51
          nomina napisał(a):

          > Jul-kaa, a czy Twój mąż ma stricte neurologiczne podłoże migren (jakieś zmiany
          > neurologiczno-naczyniowe), czy takie typowe migreny "idiopatyczne"?

          Maż ma migreny poraźne - z zanikami widzenia, czymś a'la syndrom obcej ręki,
          silnymi zawrotami głowy itp. Neurolog podejrzewa PFO - przetrwały otwór owalny.
          Na razie (od lat...) wciąż jesteśmy nadal na etapie diagnozy.

        • klymenystra Nomino 26.11.09, 14:06
          Napisz cos wiecej o HIT, dobrze? Klymenystra miewa migreny i nadwrazliwe jelita,
          jak rowniez bolesne PMSy (nawet przy pigulkach :/).
          • nomina Re: Nomino 26.11.09, 21:06
            Jutro, dobrze? Tego trochę jest do wklepania :).

            Na razie niech sobie Klymenystra zrobi próbę prowokacyjną i zje serka żółtego
            plus czekoladkę, plus wędzoną makrelkę. Może też być trochę alkoholu, najlepiej
            czerwonego winka. A po jakimś czasie zaobserwuje objawy (od 20 minut do 2 h).
            Jest gorzej? To jak się zrobi lepiej, poproszę to samo z jabłuszkiem lub
            malinkami i np. fistaszkami. I jak?

            Bierzesz jakieś leki? Jakie?
            • klymenystra Re: Nomino 26.11.09, 21:18
              Ja jestem dziwna, ser zolty, czekoladka i winko nie powoduja u mnie migren...
              One sie pojawiaja z niczego (czesto ze stresu, ale przewaznie ot tak). Owocow
              nie jem, stary Montignacowiec jestem, orzechow nie lubie...
              Biore Diane, PCOS mnie dreczy i meczy ;). Czasem, tylko objawowo Diclac na dne
              moczanowa (tak, tak, mam 23 lata i regularna podagre). I tyle.
              • tfu.tfu Re: Nomino 27.11.09, 09:44
                podagra to choroba książąt i królów ;) jak sie poczyta to co drugi miał ;) może
                Ty z linni królewskiej jesteś po prostu :)
                (ja tak migreny tłumaczę ;) jakąś zapomniana linią arystokratyczną ;))
                • klymenystra Re: Nomino 27.11.09, 09:54
                  Hrrrabia Tarnowski machnal bobasa sluzacej, potem wydali te sluzaca za chlopa ze
                  wsi, chlop dostal kawalek pola i dworek, bobas byl moim pradziadkiem :) Serio serio.
                  • tfu.tfu Re: Nomino 27.11.09, 11:50
                    no to wszystko jasne :D
              • nomina HIT 27.11.09, 10:02
                Nie jesz owoców i warzyw? Wiesz, że mięso, nabiał i węglowodany zakwaszają, a
                owoce i warzywa alkalizują? Jeśli nie jesz tych ostatnich, to czy Twoja dna nie
                ma podłoża w zakwaszeniu organizmu? Robiłaś może gazometrię?

                W dużym skrócie: HIT, czyli Histamine Intolerance to zespół nietolerancji
                histaminy i substancji histaminogennych (wyzwalających histaminę). Organizm nie
                toleruje substancji (w żywności, lekach) zawierających histaminę lub ją
                indukujących (np. salicylany, inne aminy biogenne, kwas benzoesowy, nikiel). Ze
                względu na podobieństwo do reakcji alergicznych, zwana pseudoalergią lub czasem
                IgE-niezależną. Objawy: astma (pojawienie się lub zaostrzenie), katar sienny,
                pokrzywka i inne zmiany skórne (np. łupież lub wypadanie włosów z powodu
                podrażnień skóry głowy), migreny, nadwrażliwość jelit. Zakłada się też, że może
                być odpowiedzialna za przewlekłe zapalenia żołądka/uszkodzenia śluzówki w tych
                przypadkach, gdy nie ma helicobacter pylori. Histamina wyzwalana jest
                najbardziej tam, gdzie są uszkodzone/podrażnione śluzówki, w dodatku nasila ból
                neuropatyczny, drażniąc zakończenia nerwowe, więc HIT-owiec ze stanami zapalnymi
                układu moczowo-płciowego ma nasilone objawy bólu (palenia) pęcherza, cewki,
                śluzówek okolic krocza i odbytu. HIT często powiązany jest z niedoborem oksydazy
                diaminowej, choć nie zawsze. W grupie podwyższonego ryzyka są osoby narażone
                albo na niedobór DAO (z chorobami jelit, np. Crohn, CU, celiakia), albo na
                nadmiar histaminy (astma, alergia). Leczenie: schemat suplementacja DAO+ coś
                p/histaminowego + coś stabilizującego mastocyty + dieta niskohistaminowa.
                Niedobór DAO może być też spowodowany stosowaniem leków będących inhibitorem
                DAO, a nadmiar histaminy - lekami histaminogennymi. Można stosować metioninę -
                jest silnym inaktywatorem histaminy (histamina "unieczynniana" jest na dwa
                sposoby: przez metylację - enzym N-metylotransferazę histaminy, i oksydację,
                właśnie DAO, ale nie znalazłam suplementu enzymu HNMT; metionina ponoć bierze
                udział w hm? produkcji HNMT)
                Dwie ciekawostki: w Polsce leki p/histaminowe zawierają substancje pomocnicze,
                będące najsilniejszymi wyzwalaczami histaminy (sic!). Ponadto suplementacja DAO
                nie sprawdzi się u osób sprawnie rozkładających histaminę, ale mających problem
                z jej "wyrzutem", że tak powiem, na poziomie komórkowym, czyli np. przy
                nadwrażliwości na salicylany.
                Polska nie uznała HIT do tego stopnia, że choroba jest "wycięta" z polskiego
                tłumaczenia ICD-10. Zresztą - nawet na ulotkach polskich leków jest mowa o
                jakimś (po)tworku pn. "astma salicylanowa", zamiast o HIT.
                • zooba Re: HIT 27.11.09, 10:36
                  Co to jest DAO? I jakie polskie leki anty histaminowe zawierają "wyzwalacze"
                  histaminy?
                • klymenystra Re: HIT 27.11.09, 17:15
                  Warzywa jem w ilosciach ponadprzecietnych. Nie jem owocow ( w kazdym razie
                  bardzo niewiele), bo maja bardzo duzo fruktozy, a fruktoza mi do szczescia
                  niepotrzebna.
                  Moja dna ma podloze genetyczne, mama tez na to cierpi. Wiem, oczywiscie, jaki
                  jest wplyw diety na dne.

                  Dziekuje za szczegolowe tlumaczenie HIT :) Co teraz? Do lekarza, na badania,
                  zeby sprawdzic, czy co?
                  • nomina Re: HIT 28.11.09, 17:27
                    Hurtem: DAO = oksydaza diaminowa (ang. Diamino Oxidase). Jakie leki? Trzeba
                    sprawdzać ulotki. Tu masz ściągę, co jest zakazane:
                    www.pecherz.pl/dieta.html#Dieta-niskohistaminowa
                    Klymenystro, do lekarza? Wolne żarty :)! Polscy lekarze tego nie znają,
                    najbliższe laboratorium robiące poziom DAO jest w Dortmundzie. A na pewno poza
                    granicami naszej ukochanej ojczyzny. Nawet głupich metabolitów histaminy w DZM
                    sobie nie zrobisz, chyba że w ramach jakichś badań klinicznych. Najlepiej zrobić
                    sobie próbę prowokacyjną i spróbować posuplementować się DAO.
                    • tfu.tfu Re: HIT 28.11.09, 22:03
                      z tego wynika, że nic nie wolno jeść? łeeee, to ja juz będę łykać ten telfaścik
                      i chodzić wysyfiona. jakoś mi się nie uśmiecha rezygnowanie z właściwie
                      wszystkich pokarmów, które mi smakują...
                      • nomina Re: HIT 28.11.09, 22:41
                        E, nie jest tak źle. Musisz tylko wiedzieć, co jest hard core'em, a co pogorszy samopoczucie, ale ujdzie. Poza tym ta tabelka, którą podrzuciłam, jak widzisz, jest pisana pod pęcherzowiczów, co zaostrza kryteria. Bo jeśli po zjedzeniu czegokolwiek umierasz z bólu (w pęcherzu masz ubytki śluzówki i odsłonięte zakończenia nerwowe, drażnione przez histaminę - a tego bólu nic nie uśmierzy, nawet niektóre środki do narkozy nie), a od umierania dostajesz jeszcze nasilenia pps i ntm, to musisz wiedzieć wszystko. Ale "normalny" HIT-owiec wiele z tych rzeczy może jeść, tyle że ze świadomością, że mu się np. katar albo jelita zaostrzą i że musi jeść w mniejszych ilościach.
                        • tfu.tfu Re: HIT 01.12.09, 12:15
                          mnie głównie wysyfia na paszczy, skóra mi potrafi zgnić w 30 minut po zjedzeniu
                          loda, ale kurdeeee noooooooo! nie mogę żyć bez drobnych przyjemności! co to za
                          zycie, kiedy 90% rzeczy albo uczula albo sprawia, ze boli? jeszcze nie dojrzałam
                          do skoku do Wisły, za brudna ona, ale czasem serio mam ochotę...
    • azymut17 Ortopeda 24.11.09, 00:45
      To i ja się wywnętrzę - kilka lat temu (w sumie, jak tak podliczę, to prawie 10
      :-)) na treningu doznałam kontuzji. Normalka w sporcie, prawda? Poszłam do
      cenionego ortopedy na prywatną wizytę, w trakcie której usłyszałam tylko, że
      będę kulała do końca życia i o żadnym sporcie, nawet amatorskim nie może być
      mowy. Można sobie wyobrazić, jak się wtedy poczułam z perspektywą bycia
      członkiem Ministerstwa Dziwnych Kroków po wsze czasy...
      Dobrze, że nie pamiętam nazwiska tego światłego medyka, bo chyba musiałby mi
      wytoczyć proces o zniesławienie w tej chwili...

      Na szczęście po jakimś czasie od koleżanki dostałam namiar na innego ortopedę,
      który też przyjmował prywatnie, ale nie w jakimś gabineciku, ale w klinice
      zajmującej się sportowcami. Po operacji obecnie mam trudności z przypomnieniem
      sobie, które to kolano właściwie było operowane :-) Mogę biegać nawet godzinę
      bez przerwy i NIC mnie nie boli.Mogę przetańczyć całe wesele i być niemal
      królową parkietu :-) A gdybym posłuchała tego pierwszego lekarza, to... (same
      niecenzuralne słowa cisną mi się na usta).
      • jul-kaa Re: Ortopeda 24.11.09, 00:54
        Z Twojej historii płynie aktualny chyba zawsze wniosek - poradź się konkurencji
        :) Cieszę się, że dobrze się skończyło!

        A, ja też miałam przygodę z ortopedą, zapomniałabym :) Poszłam do takowego z
        początkowym stadium ostróg piętowych (o czym wtedy nie wiedziałam!), a on mnie
        nie zbadał w sumie, tylko zalecił "więcej chodzić". Gdyby wtedy zapisał mi
        terapię, odpowiednie obuwie, oszczędzanie stóp itp. pewnie dziś nie szykowałabym
        się do operacji...

        Inny ortopeda za to mi powiedział, że moje ostrogi to w sumie pikuś (a są
        momenty, że nie mogę chodzić W OGÓLE), on ma pacjentów onkologicznych i oni to
        dopiero mają źle!

        O tym, że rzekomo nie mogę mieć dzieci (iluś lekarzy tak twierdziło) też już
        pisałam...
        • certain_whatsit Re: Ortopeda 24.11.09, 20:13
          jul-kaa napisała:

          > A, ja też miałam przygodę z ortopedą, zapomniałabym :) Poszłam do
          takowego z
          > początkowym stadium ostróg piętowych (o czym wtedy nie
          wiedziałam!), a on mnie
          > nie zbadał w sumie, tylko zalecił "więcej chodzić".

          Ale chyba nic nie przebije mojego ortopedy. Złamałam nogę. Pan
          doktor nr 1 wstawił mi w piszczel tytanowy pręt stabilizowany
          śrubami. Ja - przeszczęśliwa, że ominął mnie gips, grzecznie nie
          używałam nogi, jeździłam na wózku i chodziłam o kulach, cały czas
          marząc, że - zgodnie ze słowami lekarza - za 6 tyg. będzie zrost.
          Nie zrosło się za 6, nie zrosło się za 12, nie zniosło się za 18
          tygodni. Pan doktor wykonał kolejną operację (usunięcie jednej ze
          śrub) i pozwolił mi stopniowo obciążać kończynę. Po kolejnych 6 tyg.
          nakazał mi na niej skakać - żeby odłamy kości wreszcie się zeszły,
          do cholery o_O

          Powiem tak - strach przed skakaniem na tę nogę pozostał mi do tej
          pory. Nikomu nie polecam skakania na złamanej nodze...

          Bo owszem, poszłam do innego lekarza, i okazało się, że moja kość
          wciąż jest niezrośnięta, a pan doktor nr 1 przez 2 miesiące wmawiał
          mi, że potworny ból przy chodzeniu (i tym przeklętym skakaniu) to
          dobry znak. Pręt wstawiony przez dr nr 1 uniemożliwiał zrost i
          przekłamywał obraz rentgenowski; zrost, który widział dr 1 był tzw.
          stawem rzekomym, chrząstką, a nie kością. Nogę trzeba było łamać i
          składać drugi raz.
    • bebe.lapin Re: Lekarze 24.11.09, 10:32
      Lekarka rodzinna :/
      Dzieki niej jakis miesiac temu prawie starcilam ostatnia babcie:(

      Babcia ma miedzy innymi rozne problemy z ukladem krazenia, 2 razy miala zawal.
      Czula sie zle na poczatku tygodnia, po kilku dnia czula sie tak zle, ze nawet
      psozla do przychodni (znacie ten typ-nie bedzie zawracac glowy lekarzowi,
      przeciez nie jest od tego, zeby zajac sie chorymi, poza tym ona nigdy przeciez
      ciezko chora nie jest, blablabla..). Skarzyla sie miedzy innymi na bule brzucha,
      co lekarka skwitowala"ma pani problemy zoladkowe, prosze pojesc kaszke przez
      kilka dni, to przejdzie";
      Minal jeden dzien i w srodku nocy bylo wzywanie pogotowia, zatrzymanie akcji
      serca w karetce i cud - babcia wrocila z drugiej strony (jak sama mowi). Gdyby
      nie zbieg okolicznosci - nie czekala z wolaniem mojej mamy do rana, mama tez od
      razu wezwala pogotowie, zamiast docekac, co jej jest(j
      • bebe.lapin Re: Lekarze 24.11.09, 10:38
        samo mi sie wyslalo, wiec dokanczam posta

        Gdyby nie zbieg okolicznosci - nie czekala z wolaniem mojej mamy do rana, mama
        tez od
        razu wezwala pogotowie, zamiast docekac, co jej jest(jak to zwykle robimy), to
        babci by juz z nami nie bylo..
        skonczylo sie na ogolnym oslabieniu, na problemach z plucami (to sie chyba
        nazywa odma - plyn w plucach), na niemozliwosci wykonania operacji, na ktora
        babcie namawialam od dawna i juz prawie dala sie przekonac, tylko caly czas nie
        mogla sie jakos umowic.

        Najgorsze jest to, ze w moim miescie za bardzo nie ma jak zmienic lekarza
        pierwszego kontaktu, wlasciwie jestesmy skazani na takiego konowala,jaki nam
        przypadnie. Lekarka oczywiscie nie czuje sie zazenowana cala sytuacja :/
      • olusimama Re: Lekarze 25.11.09, 20:21
        bebe.lapin napisała:


        > co lekarka skwitowala"ma pani problemy zoladkowe, prosze pojesc kaszke przez
        > kilka dni, to przejdzie"

        Ja to w ogóle mam smutne wrażenie, że spora część lekarzy odpuszcza sobie
        diagnozowanie i leczenie starszych osób. Z racji wykonywanego zawodu przez ponad
        3 lata miała codziennie do czynienia z osobami w wieku 60+ i niektóre ich
        opowieści o przychodnio-szpitalnych przygodach mroziły krew w żyłach. Wniosek
        jeden "masz ponad 60-65 lat - ciesz się, że się obudziłeś rano i nie marudź" :-/
        • bebe.lapin Re: Lekarze 26.11.09, 10:45
          Tez mi sie tak wydaje, ale do jasnej anielki, to babsko zna moja rodzine od lat
          (tzn od lat jest jej lekarzem rodzinnymm, a poza tym to male miasto mimo
          wszystko, doskonale wie, ze babcia cierpi na powazne schorzenia, w ciagu calego
          roku bardzo czesto zle sie czula, w wakacje byla nawet przez moment w szpitalu,
          bo sila ja tam zawiozlam (na cale szczescie babcia sie mnie boi ;), wiec jestem
          jedyna osoba w rodzinie ktora moze jakos wymusic na niej odrobine dbania o
          wlasne zdrowie); ale nie sa to przeciez argumenty, ktore jasnie pani doktor
          bedzie brala pod uwage :/
          • pierwszalitera Re: Lekarze 28.11.09, 22:39
            bebe.lapin napisała:

            > Tez mi sie tak wydaje, ale do jasnej anielki, to babsko zna moja rodzine od lat
            > (tzn od lat jest jej lekarzem rodzinnymm, a poza tym to male miasto mimo
            > wszystko, doskonale wie, ze babcia cierpi na powazne schorzenia, w ciagu calego
            > roku bardzo czesto zle sie czula,

            Być może lekarka jest po prostu niedouczona, albo nie przeczytała żadnej publikacji medycznej oprócz podręcznika na studiach i nie wie, że choroby serca i zawał pakazują u kobiet zupełnie inne symptomy niż u facetów. Właśnie niewyraźne bóle w okolicach żołądka do takich się zaliczają, a typowy ból lewego ramienia i podobne charakterystyczne męskie oznaki mogą w ogóle nie występować. Dlatego kobiety wysyłane są często do domu, każe się im jeść kaszkę, albo dostają psychotropy na histerię. :-/ Facet, jako płeć zagrożona już dawno znalazłby się w szpitalu. Taka jest smutna rzeczywistość dlatego to nie rak, a choroby serca są przyczyną większości zgonów kobiet w podeszłym wieku. Nawet lekarze to lekceważą, bo pokutuje mit, że zawał, to nie jest kobieca choroba.
    • madzioreck Re: Lekarze 24.11.09, 16:45
      Moje słynne lewe L-$, ponieważ lekarz pomylił zwykła wysypkę z półpaścem. Ten
      sam lekarz wypuścił mnie z przychodni z ciśnieniem w okolicach 190/110 (zwykle
      mam ok. 110/70) i kazał kupić sobie... Febrisan.
      Ta sama przychodnia, inny doktorek, wmawiał mi, że 38 to normalna temperatura u
      kobiety, wie pani, owulacja. Nie przyjmował do wiadomości, że żadnej owulacji
      nie miewam, że zwykle mam 36,6 do 37, i że po prostu źle się czuję. Ledwo
      wyprosiłam skierowanie na badania krwi. Podczas tej samej wizyty nazwał kolegę
      po fachu opisanego przeze mnie wyżej "niedouczonym" :D
      Uciekłam z tej przychodni.
      I smutniejsza historia, opowiedziana mi przez zaprzyjaźnioną klientkę. Jej mąż
      jest po dwóch zawałach, ma założone stenty (tak to się nazywa?). Wezwała
      pogotowie, ponieważ mąż źle się poczuł, było mu duszno, miał bóle w mostku.
      Pogotowie przyjechało, nie zrobili nawet EKG (które np. pogotowie robiło
      ostatnio mojemu mężowi, bo zasłabł), i dali panu ketonal, żeby przestało go
      boleć... Klientka mówiła lekarzowi, że mąż jest po zawałach, że podobnie się
      czuł przy tych zawałach, jak teraz że ma stenty, pokazywała dokumentację. Lekarz
      powiedział, ze wie, co robi, i żeby się nie martwiła, bo to pewnie jakieś
      nerwobóle. Mąż klientki nazajutrz wylądował w szpitalu. Przechodził trzeci zawał
      :/ Klientka ma zamiar wnieść sprawę do sądu.
      Zaczynam się bać lekarzy :/
      • thorrey Re: Lekarze 24.11.09, 19:01
        Owszem, stenty.

        Ale dla mnie lekarze w Polsce to w ogóle temat który porusza moją
        czułą strunę.

        Ja w ogóle to się dziwię jak przy nastawieniu np. większości
        ginekologów Polki jeszcze w ogóle chodzą do lekarza.
        Tyle się mówi o tym, że niby kobiety głupie, beztroskie bo się nie
        badają itp. ale jakoś nikt się nie zająknie, jak się czasem
        pacjentki traktuje.
        Ja w końcu po długich poszukiwaniań trafiłam na ginekolożkę - cud,
        chodzę do niej prywatnie po zaliczeniu mniej więcej pół tuzina
        lekarzy w państwowych przychodniach.

        Moją największą traumą był bewien dziadek - ginekolog, który mnie
        badał i stwierdził, że mam małą macicę. No to przy następnej wizycie
        wspomniałam, że rozmawiałam o tym z mężem i trochę się boimy, czy
        nie przeszkodzi mi to w przyszłości mieć dzieci.

        Na co dziadek wybuchnął, że jak ja mogę o takich sprawach mówić z
        mężem, że to jest jak, tu cytuję dosłownie "babranie się w kale".

        Zatkało mnie kompletnie, nie byłam w stanie facetowi odpowiedzieć
        nic a nic. Oczywiście więcej do niego nie poszłam, ale wyobraźcie
        sobie jak smutne musiało być życie tego faceta, który chodził
        codziennie do pracy w której musiał oglądać żeńskie narządy płcoiwe,
        o których sama rozmowa kojarzyła mu się z ludzkimi odchodami. Do
        dziś cierpnie mi skóra jak sobie o tym przypomnę.
        • mokta kochani ginekolodzy :/ 24.11.09, 22:15
          Nie lubie chodzić do ginekologa. Mam niezbyt dobre doświadczenia ale staram się
          zawsze choć tą jedną kontrolną wizyte w roku odbyć. Ale wracając do rzeczy:
          moja pierwsza pani ginekolog, starsza kobieta wiec z doświadczeniem, wsadziła mi
          brutalnie mówiąc grube paluchy z długimi paznokciami w odbyt (miałam 11 lat i
          badanie odbywało sie przez odbyt), a na moją pełną bólu i łez minę powiedziała
          do mojej babci która przyszła po badaniu :" po co taka histeria, przecież ja mam
          małe paluszki!"

          Mimo wszystko poszłam za jakiś czas do gina w przychodni też starszej babki.
          Babka z rentgenem w oczach bo bez cytologii zawyrokowała grzyba i przepisała
          leki za 35zł które tak naprawde nie było mi potrzebne bo okazało się to zwykłym
          podrażnieniem...

          Nie znoszę ginekologów. Wolę chodzić do dentysty.
          Haha, przypomniało mi się jak jedna pani nefrolog! spojrzała na moje wyniki i
          stwierdziła, że jestem bezpłodna bo mam dwurożną macicę :D
          • juannita Re: kochani ginekolodzy :/ 24.11.09, 22:37


            A mnie wlasnie brak zaufania do dentystow...jakos tak mam wrazenie, ze niektorzy zbyt ochoczo namawiaja na kosztowne zabiegi.
          • brykanty Re: kochani ginekolodzy :/ 25.11.09, 00:38
            hm... Współczuję niemiłych przeżyć. Ale tak nawiasem mówiąc, cytologia nie służy przecież do badania, czy ma się grzyba, czy nie, tylko czy ma się prawidłowe komórki w odpowiednich miejscach.
            • jul-kaa Re: kochani ginekolodzy :/ 25.11.09, 09:13
              brykanty napisała:

              > hm... Współczuję niemiłych przeżyć. Ale tak nawiasem mówiąc, cytologia nie służ
              > y przecież do badania, czy ma się grzyba, czy nie, tylko czy ma się prawidłowe
              > komórki w odpowiednich miejscach.

              Historia straszna, ale ja też nie rozumiem, co ma cytologia do grzybicy?
          • ametyst89 Re: kochani ginekolodzy :/ 25.11.09, 17:23
            > Nie znoszę ginekologów. Wolę chodzić do dentysty.

            Popieram. O ginekologach był wątek na balkonetce i tam już się też wypowiadałam
            o swoich jakże cudnych doświadczeniach z ginekologami :/

            Ja nie wiem jakim cudem część wybiera tą profesję, mimo takiej nienawiści wręcz
            do tego zawodu.

            Od ponad roku chyba nie byłam u ginekologa i na razie nie umiem się przemóc.
            • thorrey Re: kochani ginekolodzy :/ 25.11.09, 18:49
              ametyst89 napisała:


              > Od ponad roku chyba nie byłam u ginekologa i na razie nie umiem
              >się przemóc.

              Nie rób tego :( Mówię ze smutnego doświadczenia.
              Badać się trzeba. Ja też kiedyś przez parę lat zaniedbałam wizyty u
              ginekologa (nawał pracy, poważne złamanie nogi - kto by tam w gipsie
              i o kulach chciał się kłaść na fotel, trauma po
              kolejnym "państwowym" lekarzu ("nie będę pani robił cytologii, bo
              nie mamy na to pieniędzy")). Skutek - zamiast małej dziurki po
              laparoskopii blizna na 15 cm.

              Jedyna rada to próbowac do skutku aż trafi się na takiego do którego
              nie chodzi się ze wstętem i drżeniem. Mam to szczęście że trafiłam
              na taką babkę. Kolejki są do niej nieziemskie i co roku dłuższe, ale
              póki będize przyjmować, to będę do niej chodzić.
              • ametyst89 Re: kochani ginekolodzy :/ 27.11.09, 00:35
                thorrey ale ja wiem, że powinnam.
                Bardzo dobrze to wiem.
                Ale jak mam trafić na "coś" (bo "kimś" tego nie nazwę) podobnego to zaraz się
                moja nerwica uaktywnia.
                W tym roku zamierzam wrócić do pigułek, więc i tak będę musiała pójść.
                Mhm taak :/ Już mi źle.
                • thorrey Re: kochani ginekolodzy :/ 27.11.09, 12:15
                  Jeśli mieszkasz w pomorskim, to służę adresem swojej pani ginekolog
                  na priva. Jest super, przesympayczna w nienachalny sposób.

                  Jeśli nie, to może popytaj koleżanek? Taka poczta pantoflowa chyba
                  działa najlepiej.

                  Ja też należę do osób niesłychanie nerwowych, ale wybieram mniejsze
                  zło. Po prostu wiem, że jeśli czegoś tam nie zrobię (nie pójdę do
                  dentysty, ginekologa, nie oddam na czas roboty) to konsekwencje będą
                  smutniejsze niż mój doraźny dyskomfort. ożę to przychodz z wiekem,
                  bo ja już stara jestem :(

                  -
                  • ametyst89 Re: kochani ginekolodzy :/ 27.11.09, 16:02
                    Mieszkam w Warszawie, mam 20 lat, a moje koleżanki z tego samego miasta nie
                    chodzą do ginekologa ;) (Tak. Wiem.) Ostatnio jedna się przemogła i powiedziała,
                    że wpierw pójdzie ze mną dla towarzystwa :D a potem sama się umówi na wizytę.
                    Pierwsza ginekolog, u której byłam była cudowna. Młoda kobita, która wszystko
                    tłumaczyła, zapisała mi tabletki, które okazały się dla mnie idealne...
                    Poszła na urlop macierzyński czy coś takiego :P

                    Po niej to już miałam same przypadki szczególne.
                    Zaraz po niej badała mnie babka, od której dostałam wielki ochrzan za to, że się
                    depiluję ;) A że wtedy byłam "po brazylijsku" wolę nie myśleć co by było, gdyby
                    zobaczyła mnie tak jak się najlepiej czuję - po hollywoodzku na zero ;)

                    Następnym razem do gabinetu ginekologicznego wejdę bojowo nastawiona :P
                    • wodadobra Re: kochani ginekolodzy :/ 27.11.09, 17:01
                      ametyst89 napisała:

                      > Mieszkam w Warszawie, mam 20 lat, a moje koleżanki z tego samego miasta nie
                      > chodzą do ginekologa ;)>
                      > Po niej to już miałam same przypadki szczególne.
                      > Zaraz po niej badała mnie babka, od której dostałam wielki ochrzan za to, że si
                      > ę
                      > depiluję ;) A że wtedy byłam "po brazylijsku" wolę nie myśleć co by było, gdyby
                      > zobaczyła mnie tak jak się najlepiej czuję - po hollywoodzku na zero ;)

                      Tak całkiem szczerze to nie wyobrazam sobie sytuacji w ktorej ginekolog
                      komentuje czy i w jaki sposob jestem wydepilowana. Po prostu w glowie mi sie to
                      nie miesci. Nie chodze do ginekologa po to zeby sprawdzal stan mojego owlosienia
                      tylko zdrowie moich narządów plciowych, zaradzil w sytuacji jakiejs dolegliwosci
                      albo rozwial moje watpliwosci dotyczące w dalszym ciagu tego samego ukladu
                      plciowego.
                      A w odniesieniu do pierwszej kwestii - na prawde w Wawie nie ma do kogo sie udac
                      zeby skontrolowac raz na pol roku czy sie jest w miare zdrowa kobieta?
                      Eeee nie chce mi sie wierzyc. Rozumiem ze wizyta lekarza kretyna moze byc
                      zniechecajajca ale ja jestem takim boidudkiem ze probowalabym do skutku az
                      znalazlabm kogos wnikliwego kto w dodatku lubi wszystko wytlumaczyc. Moze jestem
                      po prostu rozbestwiona malomiasteczkowym dosc wysokim poziomem ginekologow w
                      przychodni ale w zaleznosci od potrzeb moge wybierac w lekarza tej specjalnosci.
                      • jul-kaa Re: kochani ginekolodzy :/ 27.11.09, 17:11
                        wodadobra napisała: >
                        > Tak całkiem szczerze to nie wyobrazam sobie sytuacji w ktorej ginekolog
                        > komentuje czy i w jaki sposob jestem wydepilowana. Po prostu w glowie mi sie to
                        > nie miesci. Nie chodze do ginekologa po to zeby sprawdzal stan mojego owlosieni
                        > a

                        A ja sobie wyobrażam :) Od depilacji/golenia można mieć problemy ze skórą,
                        podrażnienia itp. i lekarz może wymienić tę czynność jako niewłaściwą dla danej
                        osoby. I odwrotnie - kobieta może mieć na tyle gęsty i długi zarost, że
                        odpowiednia higiena jest utrudniona.
                        Pewnie w tym przypadku tak nie było, ale nie zmienia to faktu, że uwagę lekarza
                        sobie wyobrażam :))
                        • wodadobra Re: kochani ginekolodzy :/ 27.11.09, 18:42
                          NIe chodzi mi o taka sytuacje kiedy lekarz zwraca uwage na kwestie okolomedyczne
                          zwiazane z depilacja. Bulwersuje mnie sytuacja kiedy mloda 20letnia kobieta
                          idzie do lekarza i "dostaje ochrzan" za to ze sie depiluje.
                    • victoria1985 warszawa ginekolog 29.11.09, 16:01
                      Po przetestowaniu z 20 ginekologów , 21 okazała się najlepszym wyborem .Pani
                      jest w starszym wieku troszkę niesłysząca wiec trzeba głośniej mówić . Jest miła
                      konkretna,fachowa , wszystko tłumaczy i co najważniejsze zleca badanie o które
                      nie mogłam się doprosić u innych lekarzy .Tu jest z nią wywiad
                      www.medicenter.pl/86743.html przyjmuje też w przychodni "Centrum
                      medyczne medycyna rodzinna " na żwirki i wigury
                      • heliamphora Re: warszawa ginekolog 30.11.09, 14:52
                        Hm, byłam u tej pani doktor. Stara się być sympatyczna, ale:
                        -recepty zdarza jej się wypisywać tak niewyraźnie, że w aptece odmawiają ich
                        zrealizowania
                        -z racji sporego ubytku słuchu nie tylko trzeba do niej krzyczeć (co w przypadku
                        np. mówienia o objawach stanu zapalnego jest dość krępujące), ale i ona
                        porozumiewa się z pacjentkami bardzo głośno, skutkiem czego wszystkie osoby
                        siedzące w poczekalni wiedziały, co mi jest, kiedy miałam ostatnią miesiączkę,
                        jakie przyjmuję leki itp.

                        W przypadku mojej osoby te czynniki jednak były zniechęcające.
        • magdalaena1977 Re: Lekarze 25.11.09, 01:03
          thorrey napisała:

          > Oczywiście więcej do niego nie poszłam, ale wyobraźcie
          > sobie jak smutne musiało być życie tego faceta, który chodził
          > codziennie do pracy w której musiał oglądać żeńskie narządy płcoiwe,
          > o których sama rozmowa kojarzyła mu się z ludzkimi odchodami. Do
          > dziś cierpnie mi skóra jak sobie o tym przypomnę.
          Co Ty powiesz ...
          A na forum Zdrowie kobiety, co jakiś czas przekonują różne niezalogowane
          forumki, że proktolog na co dzień ma do czynienia z odbytami i naprawdę wcale go
          to nie rusza, wiec jeśli mają dolegliwości związane z wypróżnianiem ...
          • thorrey Re: Lekarze 25.11.09, 08:14
            magdalaena1977 napisała:

            > thorrey napisała:
            >
            > > Oczywiście więcej do niego nie poszłam, ale wyobraźcie
            > > sobie jak smutne musiało być życie tego faceta, który chodził
            > > codziennie do pracy w której musiał oglądać żeńskie narządy
            płcoiwe,
            > > o których sama rozmowa kojarzyła mu się z ludzkimi odchodami. Do
            > > dziś cierpnie mi skóra jak sobie o tym przypomnę.
            > Co Ty powiesz ...
            > A na forum Zdrowie kobiety, co jakiś czas przekonują różne
            niezalogowane
            > forumki, że proktolog na co dzień ma do czynienia z odbytami i
            naprawdę wcale g
            > o
            > to nie rusza, wiec jeśli mają dolegliwości związane z
            wypróżnianiem ...

            Wiesz co, nie bardzo rozimiem, o co chodzi w Twojej wypowiedzi.

            Ludzkie odchody z natury SĄ obrzydliwe - chodziło mi o to, że facet,
            i to ginekolog, miał takie skojarzenia przy słowie macica, co dla
            mnie naprawde nie kojarzy się jakoś szczególnie obrzydliwie. I że to
            jest smutne, bo te macice, a przynajmniej szyjki, oglądał cały
            dzień. NIe rozumiem, co ma do tego proktolog i probelmy z
            wypróznianiem ?
            • magdalaena1977 Re: Lekarze 25.11.09, 09:06
              thorrey napisała:
              > Wiesz co, nie bardzo rozimiem, o co chodzi w Twojej wypowiedzi.
              O to, że lekarz nie tylko nie lekarz powinien odzywać się tak jak to opisałaś,
              ale wręcz czasami potrzebna jest jego pomoc w kwestiach związanych z wypróżnianiem.
              • thorrey Re: Lekarze 25.11.09, 11:30
                ok, teraz rozumiem :)
            • jul-kaa Re: Lekarze 25.11.09, 09:17
              thorrey napisała:
              > Ludzkie odchody z natury SĄ obrzydliwe - chodziło mi o to, że facet,
              > i to ginekolog, miał takie skojarzenia przy słowie macica, co dla
              > mnie naprawde nie kojarzy się jakoś szczególnie obrzydliwie.

              Nie jestem pewna, czy rzeczywiście SĄ. Może to jednak głównie kulturowe? Poza
              tym dla mnie obrzydliwe jest też grzebanie się w żyłach, narządach wszelakich
              itp., a dla lekarza to obrzydliwe być nie powinno. Bo jeśli jest, to chyba
              pomylił profesje...

              I przypomniały mi się jeszcze dwie sytuacje - raz neurolog, kiedy stwierdziłam,
              ze może moje bóle głowy są migrenowe rzucił "co mi pani tu pieprzy!?", innym
              razem endokrynolog powiedział mi, że normy w badaniach krwi mogę sobie
              "obejszczać".
              • pierwszalitera Re: Lekarze 28.11.09, 22:52
                jul-kaa napisała:

                > I przypomniały mi się jeszcze dwie sytuacje - raz neurolog, kiedy stwierdziłam,
                > ze może moje bóle głowy są migrenowe rzucił "co mi pani tu pieprzy!?", innym
                > razem endokrynolog powiedział mi, że normy w badaniach krwi mogę sobie
                > "obejszczać".

                Aaaaaa, ja czasem lubię taką formę humoru, więc nawet mnie rozśmieszyło. ;-) A tego endokrynologa, to bym natychmiastowo w dictum zwrotnym zapytała, czy proponowaną czynność wykonać mam zaraz tutaj na jego biurku.
        • kulka_kulkowa Re: Lekarze 26.11.09, 20:09
          Thorrey, a dasz namiary na tą dobrą ginekolożkę?
          Jak nie chcesz nazwiskami na forum rzucać, to bardzo ładnie proszę o maila na gazetową pocztę.
          Możesz też napisać jak się ten wstrętny dziadek nazywa, to będę omijać szerokim łukiem.
          • thorrey Kulka_kulkowa, napisałam maila n/t 29.11.09, 13:45

    • jul-kaa Terminologia - trudno rozmawiać 25.11.09, 09:29
      Zastanawiam się jeszcze nad jedną kwestią. Kiedy czytam Wasze opowieści (i swoje
      też), to dochodzę do wniosku, że rzeczywiście często fakt, że ludzie nie robią
      badań profilaktycznych, czy też w ogóle omijają lekarzy szerokim łukiem,
      związany jest z podejściem lekarzy.
      Ale jest jeszcze jedna kwestia: wydaje mi się, że słownictwo medyczne (i
      dotyczące fizjologii w ogóle) jest w naszym kraju po prostu "nieładne", kojarzy
      się ze wstydem, z czymś obrzydliwym wręcz. Nie umiemy rozmawiać o swojej
      cielesności nawet z ludźmi nam bliskimi. Etymologia wielu słów utrudnia właściwą
      relację z własnym ciałem. Nie ma słów zastępczych (chyba, że je stworzymy na
      potrzeby związku).
      Taki na przykład "srom" - "wstyd", "hańba".
      "Siara" (młodziwo, pierwsze mleko u ssaków) też brzmi nieładnie - ma formę
      zgrubienia i kojarzy się nie tylko z kolorem siarki, ale też... z jej zapachem.
      "wagina" - tu nie wiem, z czym mi się kojarzy, ale nie brzmi szczególnie
      przyjaźnie. A może to ja mam głębszy problem;))?
      "ciemieniucha" - "ciemię" to nic złego, ale już "ciemieniucha" brzmi jak jakieś
      paskudztwo.

      Wy też macie takie skojarzenia ze słownictwem okołofizjologicznym? Macie jakieś
      swoje "ulubione" słowa? Ja nie lubię jeszcze takich słów, jak "smółka",
      "liszaj". Jak przypomnę sobie inne - dopiszę.

      • thorrey Re: Terminologia - trudno rozmawiać 25.11.09, 11:30
        Dla mnie jednym z najokropniejszych słów są "upławy", "wymiociny"
        oraz uwaga , uwaga "podmywać się".
        Też mam problem ze słownictwem, które wg mnie brzmi okropnie.
        Podobnie jajnik, jajowód czy właśnie ta nieszczęsna macica. (W tym
        miejscu przypomina mi się cytat z Chmielewskiej "Wszystko czerwone"
        "Ta dama to jest wasza mać?")

        Znacznie lepiej brzmi to po angielsku "ovaries", "uterus" Może
        dlatego lekarze używają łaciny?
        • magdalaena1977 Re: Terminologia - trudno rozmawiać 25.11.09, 12:59
          thorrey napisała:
          > Znacznie lepiej brzmi to po angielsku "ovaries", "uterus" Może
          > dlatego lekarze używają łaciny?
          Ja przez pewien czas miałam wrażenie, że w ogóle słownictwo erotyczne brzmi
          lepiej po angielsku, ale przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że dobrze mi
          się kojarzy, bo spotykam je w pełnych namiętności fanfikach, a nie wybluzgiwane
          przez chuliganów pod blokiem.
        • jul-kaa Re: Terminologia - trudno rozmawiać 25.11.09, 13:11
          thorrey napisała:

          > Dla mnie jednym z najokropniejszych słów są "upławy", "wymiociny"
          > oraz uwaga , uwaga "podmywać się".
          > Też mam problem ze słownictwem, które wg mnie brzmi okropnie.
          > Podobnie jajnik, jajowód czy właśnie ta nieszczęsna macica.

          Ja jeszcze nie lubię słów "pochwa" i "krocze". Z wymienionych przez Ciebie żadne
          nie brzmi dla mnie jakoś strasznie - kojarzą się z przykrymi rzeczami, ale same
          słowa postrzegam jako neutralne. Nie znoszę natomiast mówienia na bóle
          menstruacyjna "boli mnie jajo".
          Może więc te słowa SĄ neutralne, a nam się "kojarzą"?
          • thorrey Re: Terminologia - trudno rozmawiać 25.11.09, 14:19
            jul-kaa napisała:

            > Może więc te słowa SĄ neutralne, a nam się "kojarzą"?

            No pewnie, ze sa neutralne, tylko ja akurat tych nie znoszę :). O
            ileż ładniejsze ( a na pewno śmieszniejsze) jest dźwięczne
            słowo "rzygi" niż "wymiociny". ;))))
            No ale to się już straszny offtop zrobił :)

            Wracając do terminologii medycznej, to ja strasznie lubię oglądać
            medyczne angielskie seriale bez lektora, bo angielskie medyczne
            terminy są fantastyczne.
            "Cardiothorasic surgery", "craniotomy" "multipel
            lacerations", "carotid" a zwłaszcza "subdural hematoma" .
            Poza tym takie seriale nijak się nie mają do rzyczywistości :(
            • yaga7 Re: Terminologia - trudno rozmawiać 25.11.09, 15:09
              Seriale medyczne parę razy pomogły mi w moich tłumaczeniach, gdy moja wiedza i
              słowniki powiedziały sorry, ale nie mam pojęcia ;)
              • thorrey Seriale medyczne 25.11.09, 15:46
                A co oglądasz? Bo ja ostatnio przeleciałam w internecie całe "Grey's
                Anatomy". Właśnie odkryłam (zarąbisty mam refleks :) że można sobie
                seriale oglądać przez internet i nie posiadam się ze szczęścia.
                • yaga7 Re: Seriale medyczne 25.11.09, 16:13
                  GA oczywiście, do tego House, jest też taki serial Trauma (ratownicy medyczni),
                  Nurse Jackie i Mercy (oba o pielęgniarkach), Mental (o szpitalu
                  psychiatrycznym), no i ER - ale to oglądałam dawno dawno temu, zrobili tego z
                  naście (?) sezonów ;)
                  Więcej grzechów - na razie - nie pamiętam :D
                  • yaga7 Re: Seriale medyczne 25.11.09, 16:16
                    Aaa, jest jeszcze Private Practice - spin-off GA :)
                    Ale nie oglądalam.
                    • thorrey Re: Seriale medyczne 25.11.09, 16:35
                      jest jeszcze taki serial Scrubs, ale takoś się jeszcze nie zmusiłam
                      do obejrzenia. Muszę sobie wynaleźć coś fajnego między nowymi
                      odcinkami GA
                      • yaga7 Re: Seriale medyczne 25.11.09, 16:51
                        O tak, zgadza się. Ale go nie widziałam.

                        A House Ci się nie podoba?
                        • thorrey Re: Seriale medyczne 25.11.09, 17:16
                          Strasznie lubię House'a :)
                          Polecam stronę na której lekarz recenzuje odcinki z medycznego
                          punktu widzenia - fajnie się to czyta, pomijając, że w ogóle na
                          medycynie się nie znam :)

                          www.politedissent.com/house_pd.html
                          Ale ostatni szósty sezon trochę zaczyna się robić dziwny, chyba
                          producentom zaczyna brakować pomysłów co tu dalej z House'm robić.
                          Nawet Chase, mój ulubiony Australijczyk (chyba ten sam, co się
                          podoba Daslicht) zaczyna się robić jakis taki "scruffy" i ogólnie
                          nieciekawy. Stąd moje pytanie co by tu sobie innego ciekawego
                          pooglądać.
                          • chattetoutenoire Re: Seriale medyczne 25.11.09, 17:25
                            Heh, to ja dodam, że Housa lubię, ale nie oglądać z bratem co w tym roku medycynę kończy (ani żadnym z jego kolegów ze studiów). Obejrzałam z nim ze 2-3 odcinki. Za każdym razem obejrzał początek i tylko "ten facet ma typowe objawy (tu nazwa), o a taki przypadek ostatnio mieliśmy na oddziale" i cały serial mi psuł:/ Bo House, wielkie guru, by w tym odcinku pacjenta prawie zabił zanim doszedł co mu było... Ale ja Housa lubię za te wątki personalne, a nie przypadki kliniczne, bo one są z sufitu:).
                            • yaga7 Re: Seriale medyczne 25.11.09, 17:38
                              Ja z kolei lubię przypadki kliniczne ;)

                              Ale ja jestem medycznie skrzywiona ;)
                          • yaga7 Re: Seriale medyczne 25.11.09, 17:36
                            Oo, fajny link, dzięki :D

                            Tak, zgadzam się, że szósty sezon średniawy w porównaniu z poprzednimi. A pilota
                            szóstego sezonu nie obejrzałam do końca, bo nie mogłam ;)
                            • thorrey My pleasure :) n/t 25.11.09, 18:02

                    • olusimama Re: Seriale medyczne 25.11.09, 20:22
                      w PP jest o wiele mniej medycyny niż w GA, za to więcej dramy uczuciowej ;-)
                • daslicht Re: Seriale medyczne 25.11.09, 16:25
                  Ja oglądałam kiedyś 4 czy 5 pierwszych odcinków Housa z pewną forumową panią doktor ^^ fajnie się ogląda z kimś, kto się zna na rzeczy i co chwila komentuje "pitolicie! to jest X, a nie Y!" :)))))

                  Ja nie jestem tak obeznana, ale się nieco orientuję i też mam czasem radochę jak wyłapię jakieś bzdety w filmie, albo rzucanie łacińskim słownictwem na proste rzeczy, żeby brzmiało bardziej czadowo i fachowo :)))))

                  A Housó mi się znudził po tych paru odcinkach, one są wszystkie takie same. Ale fajny blondyn tam gra ;)
      • tfu.tfu badania profilaktyczne 25.11.09, 17:54
        musiałam zrobić za kasę, będąc osobą pracującą i ubezpieczoną! bo lekarz
        stwierdził, że jestem "młoda", więc nawet cholerna morfologia na skierowaniu to
        dla mnie "za dużo"...
        ergo, nie to że ludzie nie robia, ich najzwyczajniej w świecie nie stać, po tym
        jak wydadza 250 zeta na przepisane rękami lekarza przez firmy farmaceutyczne leki...
    • daslicht Re: Lekarze 25.11.09, 15:43
      Pewnego razu miałam gorączkę, było mi niedobrze, łamały mnie gnaty i chrypiałam jak stary menel... czyli po prostu zwykłe grypsko.
      Mojej pani internistki tego dnia nie było, więc zapisałam się do innej, w końcu popularne i oczywiste choróbsko. Osłuchać, obejrzeć gardło, wypisać receptę i zwolnienie umie każdy.

      Wchodzę do gabinetu, mówię ocb głosem typu "pani kierowniczko, proszę pięć piw". Pani osłuchała mnie, zajrzała do gardła, zasiadła za biurkiem i stwierdziła, że... to od palenia (!). Mówię, że nie palę. Pani ponownie stwierdza, że to od palenia. Ale ja NIGDY nie paliłam, droga pani doktor! - charczę paskudnie.
      Pani dr się pyta czy mam wszystko w porządku z głową (!) po czym stwierdza, że kłamię i za karę nie dostanę ani recepty, ani zwolnienia, bo byłam niemiła.

      Wróciłam do domu w ciężkim szoku, bo jeszcze nie zdarzyło mi się coś takiego. Jednak grypa nie musi być taka oczywista, a ktoś może stwierdzić, że palisz choć zajrzał ci do gardła, a to przecież strasznie śmierdzi.

      Potem okazało się, że moja mama też kiedyś u tej pani była i pani wciskała jej niezłe kity.


      -----

      Druga sytuacja:
      Poszłam do pani ginekolog, bo po Yasminie było mi niedobrze, puchłam, miałam pryszcze, chlustające dwutygodniowe okresy i co chwila płakałam... to ja bym chciała inne tabletki.
      Pani doktor: no jakże to tak, innym dziewczynom pasuje, to tobie też musi, nie wydziwiaj, mogę ci najwyżej Yasminelle dać (to samo, tylko słabsze).
      Musiałam pójść prywatnie do jednego pana, mówię to samo, pan stwierdził że trzeba zmienić i zmienił na dobre. Potem recepty mi wypisywała pani doktor z przychodni (ta wspomniana wyżej).


      A poza tym to wizyty były raczej w porządku :)
      • nomina @Daslicht 26.11.09, 12:22
        Daslicht, z tym paleniem - bomba! Mogę Cię zacytować na moim forum medycznym w wątku "Przychodzi baba do lekarza" :)? Wskakujesz na top naszej listy absurdów medycznych :D!
        • jul-kaa Re: @Daslicht 26.11.09, 12:51
          nomina napisał(a):

          > Daslicht, z tym paleniem - bomba! Mogę Cię zacytować na moim forum medycznym w
          > wątku "Przychodzi baba do lekarza" :)?

          daj linka do forum, jeśli jest otwarte, cooo?
          • nomina Re: @Daslicht 26.11.09, 20:36
            Co to znaczy - otwarte?

            Link, proszę bardzo: www.pecherz.pl.
        • daslicht Re: @Daslicht 29.11.09, 01:25
          Możesz zacytować :)
      • kulka_kulkowa Palenie itp. 26.11.09, 19:51
        Znam podobną historię.

        Chłopak znajomej (kuzynki mojej kumpeli) zaczął mieć regularne krwawienie z nosa. Poszedł do lekarki, przepisała mu jakiś żel czy maść, po czym beznamiętnie dodała: "I niech pan przestanie narkotyki nosem wciągać, to przejdzie". Nie wiem czy się tłumaczył, czy go z tego wszystkiego zatkało, ale prócz powietrza nosem nic nie wciąga :)

        Kumpela, po usłyszeniu tej opowieści dziwnej treści, głowiła się i głowiła, aż olśniło ją, że przecież on dorabia sobie w punkcie ksero i pewnie pył od papieru podrażnił mu śluzówkę. Pani doktor oczywiście nie zadała sobie trudu, żeby przeprowadzić wywiad i poszła po najprostszej linii oporu.
      • beniutka_bo chyba przebijam :D 29.11.09, 14:49
        Tatę bolał PRAWY łokieć, miał problem ze zginaniem ręki, ale nie dał się wysłać
        do lekarza dopóki mógł przestawić szklankę z herbatą- jak było to za ciężkie dla
        chorej ręki,to poszedł. A co lekarz (kobieta) zawyrokowała? "To od jeżdżenia z
        >zimnym łokciem<*" Na to rodziciel: "ale ja jeżdżę samochodem z kierownicą po
        lewej stronie,a w Anglii w życiu nie byłem i nie jeździłem ichnimi autami" A
        babka: "no to proszę nie wystawiać łokcia za szybę".
        Jak przyszedł podkur...ny i to opowiadał,to myślałam,że się posikam!
        Nie ma to,jak przeziębić PRAWY łokieć jeżdżąc z zimnym łokciem samochodami
        spełniającymi standardy kontynentalne.

        A dolegliwość to "łokieć tenisisty"- nie od rakiety, ino od siekiery :]
        • jul-kaa Re: chyba przebijam :D 29.11.09, 16:25
          beniutka_bo - cudna historia :))) Prawie jak Daslicht palaczka :)
    • miss-alchemist Re: Lekarze 25.11.09, 17:00
      zdarzyło mi się w tym roku zachorować bardziej. generalnie u mnie ze zdrowiem okej, ale podczas corocznego wypadu w Bieszczady przesadziłam z eksploatacją organizmu. no i mnie w boku zaczęło kłuć. doszłyśmy z mamą do genialnego wniosku, że na pewno nadwyrężyłam sobie mięśnie i przejdzie.

      i następnego dnia postanowiłam się położyć tak o, do łóżka. i jak mnie w tej leżącej pozycji bół złapał, to aż mnie w pół zgięło. łzy mi pociekły, a jak się rozpłakałam, to głębiej zaczęłam oddychać, a jak zaczęłam głębiej oddychać, to bolało bardziej, więć oddychać przestałam :P takoż się męczyłam, aż siostra przyszła do pokoju, wezwała mamę z pracy, a mama zmyślnie, miast mnie od razu na pogotowie brać, wzięła do przychodni.

      wątek lekarski nr 1 - ostatnio mnie w takim właśnie nagłym wypadku z pogotowia odesłali, bo "przychodnie są czynne do 18ej i trzeba do przychodni iść". no to do przychodni.

      w przychodni lekarz w pierwszej kolejności, miast mnie zbadać, wydarł się na mnie, że jestem zapisana do lekarza rodzinnego w Łodzi, zatem do niego muszę się ponownie zarejestrować, jeśli chcę przyjść do przychodni, a przyjeżdżając do Łodzi, z powrotem zarejestrować się tutaj. potem wydarł się na mnie, że powinnam iść na pogotowie, a nie głowę mu zawracać. wypisał skierowanie do szpitala, mówiąc, że przeze mnie będzie miał problemy i nie powinien go wypisywać.

      wątek nr 2 - szpital.
      siedzę sobie w izbie przyjęć i płaczę z bólu (bo boli dalej), ale delikatnie, żeby się nie udusić. lekarz przychodzi "za chwilę", czyli za jakieś, hm, 45 minut, nawet na mnie nie spojrzał, tylko mówi "skierowanie na USG" i wychodzi. no to ja idę na USG, a wielki szpital powiatowy w Stalowej Woli USG ma JEDNO. no i osoby z pogotowia stoją sobie w kolejce razem z osobami zapisanymi na dany dzień na badanie. siedzę zatem kolejne pół godziny i cierpię.
      w końcu wchodzę i na wstępie mówię - ja leżeć nie mogę, bo boli. pan doktor chciał mi udowodnić, że leżeć mogę, a wówczas usłyszał mnie chyba nie tylko szpital cały, ale i okolica. leżeć nie mogłam, badanie na siedząco, oczywiście nic nie wykryło.

      wracam więc na izbę przyjęć, gdzie po pół godziny dochodzą do wniosku, że wyślą mnie na prześwietlenie klatki piersiowej. całe szczęście, na prześwietlenie czekać nie musiałam, rentgenów najwyraźniej jest więcej. potem znów wracam na izbę przyjęć i czekam na neurologa.

      po długim czasie pani doktor przychodzi, stawia diagnozę, coś tam wypisuje na kartce, myśli i mówi, że to neuralgia prawdopodobnie jest, ale wyśle mnie jeszcze do dermatologa, żeby sprawdził, czy nie półpasiec. no okej, myślę sobie, poczekam.

      a pani doktor mówi: "tylko wie pani, ja tu nie mam blankietów na recepty, ja pani dam kartkę i pani przekaże panu doktorowi, że ma receptę wypisać" sic!

      całe szczęście pan dermatolog był miły i nie musiałam na nic czekać, półpaśca nie stwierdził, receptę wypisał. szkoda tylko, że źle wypisał i dostałam dawkę leku dwa razy mniejszą, niż powinnam, bo pani w aptece nie chciała wydać.

      po krótkim czasie zarzuciłam wszelkie leczenie, bo mnie coś uczulało, samo przeszło i wiem, że żeby w Polsce chorować, to trzeba końskie zdrowie mieć.

      szpital stalowowolski błysnął, gdy moja babcia złamała rękę. z przesunięciem. podówczas ja musiałam babcię przebierać, bo pielęgniarki nie raczyły, do tego musiałam kupić chustę trójkątną i zrobić babci temblak, bo w SZPITALU na oddziale ORTOPEDII nikt na to nie wpadł. potem jakiś konował po czterech dniach od złamania stwierdził, że babcia ma zapalenie ucha, operować jej nie będą i niech idzie do domu się wyleczyć. zoperują, jak wróci.

      szlag trafił mego ojca, załatwił babci prywatnego laryngologa - zapalenia ucha nie było. potem poszliśmy prywatnie do ortopedy. cudowny pan doktor nie wziął ani grosza za wizytę, co więcej - na następny dzień babcia miała zagwarantowaną wizytę w przychodni w Nisku (sąsiednie miasto, w zasadzie miasteczko), a na kolejny - została przyjęta do szpitala. na następny ją zoperowali.

      szpitalowi w Nisku trzy dni wystarczyły na pomoc mojej babci. wcześniej półtora tygodnia to było za mało. jakby komuś przyszło do głowy leczyć się w Stalowej Woli, to szczerze odradzam :P

      wiem, że to nie tylko kwestia lekarzy, ale też funkcjonowania służby zdrowia ogólnie, ale i tak mnie szlag trafia na samą myśl, że mam iść do przychodni czy coś. idę, jak muszę, najwyżej umrę.
      • turzyca Re: Lekarze 25.11.09, 23:48
        jakby komuś przyszło do głowy leczyć się w Stalowej
        > Woli, to szczerze odradzam :P

        A popatrz, w tym samym szpitalu (bo zakladam, ze w Stalowej Woli jest tylko
        jeden szpital, na drugi jakos nie trafilam) obsluga przez blisko dwa lata
        okazywala wspolczucie i rozsadek, naginajac dla tego drugiego nieco przepisy.
        • miss-alchemist Re: Lekarze 26.11.09, 16:16
          mieszkałam w Stalowej Woli blisko 19 lat, w zasadzie nadal tam jestem zameldowana i niestety o szpitalu powiatowym mogę powiedzieć więcej złego niż dobrego. być może moja rodzina jest bardzo pechowa, ale moja biedna babcia o mały włos nie straciła całkowicie sprawności w tej złamanej ręce przez obsługę w tym szpitalu.

          wystarczyłoby chociaż zrobić temblak. wystarczyłoby zrobić porządne badania, a nie stwierdzać, że jest zapalenie ucha i operacji zrobić nie można.
    • chattetoutenoire Re: Lekarze 25.11.09, 17:36
      Jak czytam ten wątek to stwierdzam, że mój przypadek jest mało znaczący i w ogóle nie mam się po co o co denerwować, a jednak wyleję swą frustrację:
      Zmieniłam lekarza rodzinnego po przeprowadzce. 2 tygodnie temu naszło mnie choróbsko i musiałam się zapoznać z nową panią doktor. W związku z tym oprócz objawów podałam jej jeszcze troszkę informacji jakie to leki biorę stale przepisane przez specjalistów i na co jestem uczulona.
      No to dostałam: antybiotyk z najbardziej uczulającej grupy i 2 leki kolidujące z lekiem jaki biorę na stałe:/. Bo to jest wielki problem zajrzeć do książeczki dot. leków i sprawdzić czy mi krzywdy nie zrobi, moja poprzednia pani doktor to sprawdzała wszystko, nawet przeciwbólowe bez recepty czy mi nie zaszkodzą. Skończyło się paskudną wysypką na całej skórze głowy, twarzy i szyi, nadwrażliwości na światło (chodzenie w okularach słonecznych wieczorem po domu przy zgaszonym świetle wygląda dziwnie...:) i alergicznego kaszlu. Nie wspomnę już o kolejnym tygodniu choroby. Siedzę w domu i się złoszczę, bo przepadają mi kolejne zajęcia na uczelni jak również seminarium, a potem pod koniec semestru będę miała zapiernicz... Grrrrr
    • madzioreck Re: Lekarze 25.11.09, 20:02
      A generalnie rzecz biorąc, to osłabia mnie podejście, które zauważyłam u prawie
      wszystkich lekarzy internistów, z którymi miałam osobiście do czynienia.
      Publicznie wszyscy trąbią, i słusznie, że trzeba się badać, że profilaktyka, bla
      bla. I słusznie. Ale kiedy idę do lekarza i proszę o skierowanie na badania
      (krew, mocz), to są zdziwieni: A po co? Dzieje się coś? Po prostu ręce opadają :(
      • kotwtrampkach re: badania profilaktyczne 26.11.09, 00:02
        hehe,no właśnie "dzieje się coś?".. Ja zawsze mówiłam, ze chcę do książeczki do
        pracy sobie zrobić (takiej, kt trzeba uaktualniać np. jak się pracuje z
        żywnoscią) - aż trafiłam na lekarza, który zamiast skierowania poprosił o
        książeczkę i spytał czy mam pieniądze przy sobie, żeby za wpis zapłacić :-O
    • kotwtrampkach Re: Lekarze 26.11.09, 00:27
      marudzący ;-) to mój ulubiony.. ja marudzę o pediatrach, bo swoich to omijam
      szerokim łukiem - ani zwolnienia nie potrzebuję (bo nie mogę wykorzystać), ani
      recept, (bo mam teściową, która wypisze, każde doktorowi podbić i jeszcze kupi),
      ani pigulek nie biorę (bo nie udało mi się dobrać)..

      PEDIATRA 1.
      dziecko po leczeniu zapalenia ucha 2 lub 3 tyg, z katarem i jakimś podejrzanym
      drapaniem się w ucho - ponieważ laryngolog za dwa dni przyjmował, do pediatry.
      Pani ogląda, osłuchuje, wypytuje, stwierdza, ze nic się nie dzieje (to tylko
      katar) i wypisuje... antybiotyk. (tłumaczyła mi, że "na wszelki wypadek")
      PEDIATRA 2
      super kontakt z dzieckiem, pytał małą co jej jest a nie mnie,np. na katar
      zalecał spacer, wietrzenie mieszkania i sok/kompot z owoców sezonowych. lubiłam
      go bardzo za zdroworozsądkowe podejście - ale wyprowadzono go z przychodni na
      wytrzeźwiałkę i zwolniono z pracy ;-|
      PEDIATRA 3
      standard - katar, kaszel, mając w pamięci "uchate" sprawy, do przychodni - pan
      doktor zbadał, pooglądał, stwierdził, ze nic się nie dzieje - lekkie
      przeziębienie, ja chcę wyjść a on zaczyna WYPISYWAĆ.. przy trzecim leku
      delikatnie zaznaczam, ze nie chciałabym małej(4 lata) podawać mocnych leków - a
      Pan doktor mi zrobił wykład, że nie ma mocnych leków, są tylko skuteczne! i
      wypisał 7 różnych "syropków" (nie witamin) na przeziębienie..
      • kotwtrampkach a dlaczego polacy "znają się" na medycynie? 26.11.09, 00:48
        zastanawiałam się nad tym stereotypem niedawno - no bo nie znam pełnoletnich
        "wyjątków". Wszyscy moi znajomi mają dużą wiedzę o chorobach swoich, swoich
        przyjaciół, rodziców, babć, dzieci. jak lekarz stwierdzi chorobę, to do
        znajomych po konsultacje, na fora internetowe - sama nieraz się wściekam na
        siebie, że nie studiowałam medycyny ;-)
        Diagnozę lekarza trzeba sprawdzić, przepisane leki trzeba sprawdzić (czy nie
        zaszkodzą, czy są potrzebne), a właściwie nie warto czekac od godz.6 pod
        przychodnią, żeby się zarejestrować - wiec prosto do apteki. Jak się coś
        poważnego dzieje - do jednego specjalisty termin za 3 miesiące, do kolejnego za
        2.. Badania nie zrobimy, bo w tym roku już nie mozna, proszę przyjść w styczniu..

        A dla porównania, moja siostra ma 2 dzieci i mieszka w W.Brytanii. Na każdą
        dolegliwość dostaje paracetamol albo białą maść (chyba z wazeliną ;-) ) i
        polecenie spacerów nad morzem. Ale jak mojej siostrzenicy lekarz "wysłuchał" coś
        z sercem, to zanim moja siostra zaczęła się martwić - dziecko było przebadane na
        wszystkie strony, diagnoza skonsultowana z innym lekarzem, wątpliwości rozwiane,
        zalecenia wizyt kontrolnych wydane.

        :-) nie będzie podsumowania
        • jul-kaa Re: a dlaczego polacy "znają się" na medycynie? 26.11.09, 08:37
          kotwtrampkach napisała:

          > zastanawiałam się nad tym stereotypem niedawno - no bo nie znam pełnoletnich
          > "wyjątków". Wszyscy moi znajomi mają dużą wiedzę o chorobach swoich, swoich
          > przyjaciół, rodziców, babć, dzieci. jak lekarz stwierdzi chorobę, to do
          > znajomych po konsultacje, na fora internetowe - sama nieraz się wściekam na
          > siebie, że nie studiowałam medycyny ;-)

          No właśnie. Ja też znam się świetnie na chorobach swoich i męża, bo: patrz mój drugi post - lekarz NIE INFORMUJE pacjenta, na czym polega jego dolegliwość. Dziura w sercu brzmiąca jak wyrok okazuje się w sumie cechą 20-30% z nas, leki trzeba sprawdzać czy ze sobą nie kolidują... Pamiętam jak jeszcze bywałam opiekunem na obozach dla dzieci, gdzie lekarz potrafił przepisać dziecku lek, który był na czerwono wpisany w kartę tegoż dziecka jako uczulający.
          Moją insulinooporność opisała mi dopiero pierwszalitera. Lekarz wcześniej mętnie się tłumaczyli, nie radzili, jak z nią żyć i jak uniknąć w przyszłości cukrzycy.

          Kiedyś, gdy skarżyłam się na lekarzy, koleżanka (córka lekarzy) mi zarzuciła, że swoim "doszkalaniem się" deprymuje ich, że szukanie w necie informacji jest głupie, że konsultacja diagnozy jest nieetyczna wobec swojego lekarza (sic!). Jeździła po mnie mocno do momentu aż... sama zachorowała na "dziwną, niediagnozowalną chorobę" i sama zaczęła latać po rozmaitych specjalistach.
          • magdalaena1977 Re: a dlaczego polacy "znają się" na medycynie? 26.11.09, 11:37
            jul-kaa napisała:
            > No właśnie. Ja też znam się świetnie na chorobach swoich i męża, bo: patrz mój
            > drugi post - lekarz NIE INFORMUJE pacjenta, na czym polega jego dolegliwość.
            Zgadzam się. Ja w dodatku ostatnio pytam - "co mi jest ?" i "jakie jest
            rozpoznanie ?"
            Większość lekarzy to strasznie deprymuje.
          • turzyca Re: a dlaczego polacy "znają się" na medycynie? 27.11.09, 00:50
            > Kiedyś, gdy skarżyłam się na lekarzy, koleżanka (córka lekarzy) mi zarzuciła,
            > że swoim "doszkalaniem się" deprymuje ich, że szukanie w necie informacji jest
            > głupie, że konsultacja diagnozy jest nieetyczna wobec swojego lekarza (sic!).

            Moja niemiecka lekarz rodzinna, gdy zdiagnozowala u mnie pewne schorzenie (i tu
            gleboki uklon, bo przeglady robie regularnie, a dopiero ona przy okazji
            pierwszej rutynowej kontroli to wykryla), wytlumaczyla mi pokrotce, co to jest i
            jak sie to leczy, a potem powiedziala, ze ona mi teraz moze obszernie tlumaczyc,
            ale zapewne teraz nie bardzo wiem, co mnie moze interesowac, a jak tylko wyjde z
            gabinetu, to rzuce sie do Internetu i bede czytac, a potem bede miala mnostwo
            pytan, wiec niech sobie poczytam, jak nie bede czegos rozumiala czy bede miala
            watpliwosci, to mam sobie odpowiednie strony wydrukowac, umowic sie na wizyte i
            ona wtedy mi dokladnie wytlumaczy.
            Mozna samodouczanie sie pacjenta traktowac jako korzysc? Jak widac mozna.
        • madzioreck Re: a dlaczego polacy "znają się" na medycynie? 26.11.09, 17:39
          Nie wiem, czy Polacy się znają na medycynie, ale odnoszę czasem wrażenie, że
          niektórzy lekarze niekoniecznie się znają... ludzie, jeśli idę do lekarza
          (pamiętacie moją gorączkę z przyczyn nieznanych) i dostaję końską dawkę
          antybiotyku (40 tabletek, co 8 godzin, czyli to jakieś 13 dni) BO PEWNIE to stan
          zapalny i antybiotyk pomoże? To do kogo ja poszłam? Do lekarza czy do wróżki?
          Nie pytajcie mnie, czemu ja poszłam jak cielę do apteki, kupiłam antybiotyk i
          wybrałam go :/ Zgłupiałam wtedy do reszty.
          Albo proszę lekarza o coś osłonowego do antybiotyku i dostaję nystatynę... No
          kurna, to mi nic nie daje. Albo zapisywanie z uporem maniaka tych samych leków
          na grzybicę, choć po jakichś dwóch latach powinien doktorek wpaść na to, że
          najwyraźniej nie działają. I leczenie tylko miejscowe. I milion innych
          przykładów. Ale odezwij się, człowieku, to usłyszysz, że pierdół się naczytałeś,
          to raz, nie znasz się, to dwa, i po co przychodzisz do lekarza, jak żeś taki
          mądry :/
          Koleżance właśnie piąty raz będą zrywać wrastające paznokcie z paluchów. I też
          lekarz nawet nie pomyśli, że tej pani chyba to nie pomaga. Czy naprawdę trzeba
          mieć skończone studia medyczne, żeby wiedzieć to i owo?
          • kotwtrampkach Re: a dlaczego polacy "znają się" na medycynie? 26.11.09, 18:47
            madzioreck napisała:

            > to raz, nie znasz się, to dwa, i po co przychodzisz do lekarza, jak żeś taki
            > mądry :/

            yyyyy po receptę, L4, skierowanie na badania i ewentualnie wykorzystać
            stetoskop, bo go nie posiadam? :-)

            ja chyba chciałam zapytać, czy to nasze "i tak wiem lepiej albo sprawdzę" nie
            powoduje ze wpadamy w takie błędne koło - lekarz nie musi wiedzieć, bo pacjent
            wie,a pacjent i tak wie, więc nie musi dopytywać lekarza i wymagać od niego..

            (tak jest chyba i w innych dziedzinach - moja mama wzywała "fachowca" elektryka,
            najpierw się sama doktoryzowała jak trzeba poprawić ustrkę, potem stała nad
            fachowcem i mówiła mu jak zrobić, potem mu jeszcze zapłaciła i podziękowała :-D
            NO kurcze, po co taki człowiek ma coś umieć zrobić dobrze... I tak mu powiedzą JAK)
            • madzioreck Re: a dlaczego polacy "znają się" na medycynie? 26.11.09, 18:55
              To i tak pół biedy, ze fachowiec od usterek nie protestował, tylko grzecznie
              słuchał ;P No chyba, że nie...?
              • kotwtrampkach Re: a dlaczego polacy "znają się" na medycynie? 27.11.09, 12:16
                hehe, nie było mnie przy tym, ale zrobił i działa. poza tym mama jest z tych
                trudnych klientek "albo robi Pan jak ja chcę, albo dziękuję i nie płacę"
            • juannita Re: a dlaczego polacy "znają się" na medycynie? 26.11.09, 22:14
              Tak, tez zauwazylam, ze wielu Polakow to naturalni eksperci w kazdej dziedzinie. Po co studiowac przez dlugie lata architekture, prawo czy medycyne, wystarczy poczytac sobie w internecie i juz wszystko sie wie!

              To nie znaczy, ze trzeba byc prostaczkiem, ktory z pokora przyjmuje kazdy wyrok czcigodnego pana doktora, ale gdzies trzeba sie zatrzymac na granicy nieufnosci do lekarzy. Szukac innego lekarza - tak; stawiac sobie samemu diagnoze na podstawie internetu - jednak nie.



              • jul-kaa Re: a dlaczego polacy "znają się" na medycynie? 26.11.09, 22:22
                juannita napisała:
                > Szukac innego lekarza - tak; stawiac sobie samemu diagnoze na pod
                > stawie internetu - jednak nie.

                Problem pojawia się, kiedy Ty od początku wiesz, co Ci jest, ale łazisz od
                lekarza do lekarza, każdy stawia diagnozę, która po pewnym czasie okazuje się
                błędna, a dopiero szósty "wpada" na to, na co Ty wpadłaś sama pół roku
                wcześniej...
                • juannita Re: a dlaczego polacy "znają się" na medycynie? 26.11.09, 22:49
                  Julka, pozwole tak do konca sie nie zgodzic ze stwierdzeniem "Ty od poczatku wiesz, co ci jest". Oczywiscie Ty jako pierwsza zainteresowana najlepiej znasz i rozumiesz swoje symptomy, i moze sie zdazyc, ze na dodatek bedac osoba inteligentna i wyksztalcona trafisz w dziesiatke przed lekarzami.
                  Ale to nie znaczy, ze mozesz sama ustalic bezblednie przyczyny swojej choroby - bo jest zbyt wiele chorob o podobnych symptomach. Zazwyczaj w gre wchodzi wiele jednostek chorobowych. Czasem lekarz kieruje sie po prostu prawdopodobienstwem - wie ze najczesciej dane symptomy sa spowodowane taka a nie inna choroba, wiec na poczatku bedzie szukal w tym kierunku. Niestety, moze byc inaczej, i mozna stracic przez takie podejcie wiele czasu - owszem, zgadzam sie.
                  Niestety bardzo rozni ludzie zostaja lekarzami: niektorzy sa wybitnie inteligentni, umieja kojarzyc ze soba najdrobniejsze fakty - i ci wlasnie zostaja wybitnymu diagnostykami. Inni niestety nie maja tej iskry i nie potrafia "przeskoczyc" standardowych procedur.

                  Najrozsadniejszym podejsciem wydaje mi sie zasada ognaniczonego zaufania do lekarzy. Ograniczonego - bo to w koncu ludzie, wiec z natury istoty omylne. Ale jednak zaufania, bo ich wyksztalcenie daje im zdecydowanie wyzsza wiedze, niz u przecietnego smiertelnika.

                  A tak nawiasem mowiac: zyjac z lekarzem od paru lat tym bardziej widze, ze takie podejscie ma sens. Widze, w jakich warunkach pracuja lekarze, zwlaszcza ci szpitalni, pod jakim napieciem musza stawiac diagnozy, wiec nie dziwie sie, ze sa popelniaja bledy. Dziwie sie raczej, ze popelniaja ich tak niewiele...
                  To co pisze nie napawa optymizmem - ale tak to niestety wyglada.
                  • jul-kaa Re: a dlaczego polacy "znają się" na medycynie? 27.11.09, 07:57
                    juannita napisała:

                    > Julka, pozwole tak do konca sie nie zgodzic ze stwierdzeniem "Ty od poczatku wi
                    > esz, co ci jest". Oczywiscie Ty jako pierwsza zainteresowana najlepiej znasz i
                    > rozumiesz swoje symptomy, i moze sie zdazyc, ze na dodatek bedac osoba intelige
                    > ntna i wyksztalcona trafisz w dziesiatke przed lekarzami.
                    > Ale to nie znaczy, ze mozesz sama ustalic bezblednie przyczyny swojej choroby -
                    > bo jest zbyt wiele chorob o podobnych symptomach.

                    Ja nie postuluję samodzielnego stawiania sobie diagnoz, ja tylko chciałabym -
                    jak pisze madzioreck - żeby lekarz chociaż starał się wysłuchać pacjenta.
              • madzioreck Re: a dlaczego polacy "znają się" na medycynie? 26.11.09, 22:31
                Stawianie samemu diagnozy to może nie najlepszy pomysł, ale jednak lekarz mógłby
                chociaż wysłuchać pacjenta. Jest taki antybiotyk, nie pamiętam nazwy, ale to są
                tylko 3 tabletki. Nie mogę go brać, bo dostaję takich skurczów żołądka, że rzuca
                mną o ziemię. "No co też pani opowiada!? To na pewno nie od tego!" No i
                skończyło się wizytą pogotowia :/
                • juannita Re: a dlaczego polacy "znają się" na medycynie? 26.11.09, 23:04
                  Moge sie tylko domyslic, dlaczego tak jest, sama lekarzem nie jestem.

                  A wiec: dajmy na to, ze lekarz wie ze swojej ksiegi lekow, ze zazwyczaj ten antybiotyk nie powoduje takich skutkow ubocznych, i ze inne antybiotyki, ktore wchodza w rachube, powoduja inne nieprzyjemne skutki uboczne. Zaklada wiec, ze byc moze pacjent mial skurcze zaladka po zastosowaniu leku, ale ze zwiazek byl przypadkowy (np pacjent zjadl akurat cos, co mu zaszkodzilo).

                  Oczywiscie w warukach idealnych lekarz powinien posluchac pacjenta i poszukac w bazie lekow takiego, ktory by pasowal i nie powodowal skurczy. W Belgii i Francji gdzie chodze do lekarza tak wlasnie jest - na dzien dobry dostaje pytanie o alergie i nietolerancje.
                  Ale znam wielu Polakow tu w Belgii, ktorzy uwazaja tutejszych lekarzy za konowalow, bo przy przeziebieniu nie zapisuja antybiotykow tylko paracetamol.
                  • jul-kaa Re: a dlaczego polacy "znają się" na medycynie? 27.11.09, 08:03
                    juannita napisała:

                    > Moge sie tylko domyslic, dlaczego tak jest, sama lekarzem nie jestem.
                    >
                    > A wiec: dajmy na to, ze lekarz wie ze swojej ksiegi lekow, ze zazwyczaj ten ant
                    > ybiotyk nie powoduje takich skutkow ubocznych, i ze inne antybiotyki, ktore wch
                    > odza w rachube, powoduja inne nieprzyjemne skutki uboczne. Zaklada wiec, ze byc
                    > moze pacjent mial skurcze zaladka po zastosowaniu leku, ale ze zwiazek byl prz
                    > ypadkowy (np pacjent zjadl akurat cos, co mu zaszkodzilo).

                    Moim zdaniem to zakłada, że pacjent jest kretynem. Ja doskonale odróżniam
                    problemy po-lekowe od innych, wiem, czy mam problemy z żołądkiem wynikające ze
                    spożycia leku, czy z czegokolwiek innego. Na tyle znam swój organizm, ze to po
                    prostu odróżniam. Nie odróżniam za to kompletnie faz cyklu i w tej kwestii się
                    nie wypowiadam.

                    Kiedy czytałam wypowiedzi dziewczyn stosujących NPR, to byłam za to zaskoczona
                    ich znajomością własnego cyklu i rozpoznawaniem jego etapów - ja tu akurat
                    jestem kompletnie zielona i nigdy nie twierdziłabym, że się na tym znam.
    • marta_monika Re: Lekarze 26.11.09, 15:26
      Mam nadzieje, ze dobrze opisze historie opowiedziana przez moja
      mame. Nic mrozacego krew w zylach na szczescie ale absurd do
      kwadratu. Otoz moja mama zapragnela usunac sobie brodawke na czole.
      Od lekarza rodzinnego dostala skierowanie do chirurga, od chirurga
      do onkologa i od onkologa na zabieg w szpitalu. Chodzenie od lekarza
      do lekarza zajelo jej 5 miesiecy. W wyznaczonym dniu zglosila sie na
      izbe przyjec i zostala przyjeta do szpitala (z powodu brodawki na
      czole??!!) i skierowana na zabieg. Na karcie pacjeta zapisano "guzek
      w piersi". Moja przerazona mama wyjasnia, ze nie ma zadnego guzka w
      piersi tylko brodawke na czole. Pielegniarka twierdzi, ze to co jest
      napisane nie jest wazne, to chodzi o typ zabiegu i przeciez wyjasni
      lekarzowi o co chodzi (??!!). Na zabieg czekala na korytarzu 1,5
      godz chociaz rzekomo byla zapisana na wyznaczona godzine. Sam zabieg
      trwal 15 min., kazano jej po zabiegu posiedziec na korytarzu zeby
      zobaczyc czy sie bedzie dobrze czula. Poniewaz nikt sie nia nie
      interesowal przez 40 min wiec wstala, odebrala ubranie z depozytu i
      poszla sobie do domu. Gdy sie zglosila na zdjecie szwow lekarz sie
      na nia wydarl, ze nie odebrala wynikow analizy brodawki z
      laboratorium. Moja mama na to, ze jej nikt nie powiedzial, ze ma
      jakies wyniki odbierac osobiscie. Kazal jej przyjsc nastepnego dnia
      z wynikami i za kare szwow jej nie zdjal. Kolezanka wyjasnila mamie,
      ze zamieszanie z "guzkiem w piersi" to taki trik z NFZ zeby miec
      wiecej pieniedzy za zabieg. Dla porownania ja zrobilam sobie taki
      sam zabieg w Belgii. Umowilam sie z lekarzem dermatologiem na wizyte
      przez telefon, pani mnie obejrzala, umowila na nastepny tydzien na
      zabieg. Tydzien pozniej wyciela brodawke tak ladnie, ze obylo sie
      bez szwow. Kilka dni pozniej zadzwonila do mnie i powiedziala ze
      wrocily wyniki analizy z laboratorium i ze nie musze sie o nic
      martwic bo brodawka byla tylko brodawka. Faktem jest, ze za pierwsza
      wizyte zaplacilam 35 euro a za zabieg 70 ale zostanie mi to w
      calosci zwrocone z ubiezpieczenia.
      Moja mama gdy chce zrobic sobie badanie krwi, poziom cholesterolu i
      poziom enzymow tarczycy musi pojsc do dwoch lekarzy (po uprzednim
      umowieniu sie z wielomiesiecznym wyprzedzenim) i jechac dwa razy
      rano do laboratorium i dwa razy po wyniki. Ja ide rano do lekarza
      rodzinnego i ona pobiera mi krew i zleca wszystkie badania, lacznie
      z hormonani tarczycy. Wyniki przysyla mi do domu poczta (jesli chce
      kopie) lub dzwoni, zeby mi powiedziec czy wszystko jest w porzadku.
      Ta sama lekarka rodzinna robi mi cytologie.
      • marta_monika Re: Lekarze 26.11.09, 15:28
        No tak - zapomnialam napisac ze mama mieszka w Polsce a ja w Belgii.
    • klymenystra Re: Lekarze 27.11.09, 17:27
      To teraz moje przygody.

      Od dziecka cierpialam kilka razy w roku na anginy. Rodzinna nie wpadla na to,
      zeby mnie skierowac do larygngologa, ale jak juz mialam 19 lat, to bylam istota
      myslaca i sama poszlam. Pani larygnolog, podobno rewelacyjna, zapisala mi od
      razu drogie leki na poprawienie odpornosci. Moja niesmiala sugestia, ze moze
      najpierw wymaz z gardla zrobic, zostala storpedowana. Leki oczywiscie nic nie
      daly, anginy wracaly. Rok pozniej dostalam na rekach i na karku babli. Anginy
      sie wyjasnily - gronkowiec :/ Gdyby wtedy zrobic ten wymaz, pewnie nie
      cierpialabym na te okropne bable.

      Pare lat wczesniej dostalam okropnie silnego bolu z prawej strony, na wysokosci
      wyrostka. Zwijalam sie z bolu. Na pogotowiu ( na ktore ledwie doczlapalam)
      powiedzieli, ze moze wyrostek, wiec skierowali na ostry dyzur. Do szpitala
      poczlapalam pieszo (dobrze, ze to jakies 10 minut od pogotowia) - dwie godziny
      czekania, az ktos sie mna zajmie. Potem lekarz powiedzial, ze on nie wie, moze
      to ciaza pozamaciczna (mialam 14 lat...) a moze nie, ale nie wyrostek. Zrobili
      mi badania krwi i po 5 godzinach wszystkiego dowiedzialam sie, ze mam za duzo
      leukocytow, ale to pewnie kiks laboratoryjny i oni nie wiedza, co mi jest -
      mialam brac nospe i trzy dni byc na diecie...
      Ostatnio wpadlam na to, ze moge miec przepukline - wtedy mi nawet przeswietlenia
      nie zrobili.

      I na deser - we Francji szkolna pielegniarka dawala na wszystko eferalgan - na
      bol glowy, bol menstruacyjny, bol reki, wysypke... A takze na bol spowodowany
      choroba wrzodowa :)
      • pierwszalitera Re: Lekarze 28.11.09, 23:31
        klymenystra napisała:

        > Pare lat wczesniej dostalam okropnie silnego bolu z prawej strony, na wysokosci
        > wyrostka. Zwijalam sie z bolu. Na pogotowiu ( na ktore ledwie doczlapalam)
        > powiedzieli, ze moze wyrostek, wiec skierowali na ostry dyzur. Do szpitala
        > poczlapalam pieszo (dobrze, ze to jakies 10 minut od pogotowia) - dwie godziny
        > czekania, az ktos sie mna zajmie. Potem lekarz powiedzial, ze on nie wie, moze
        > to ciaza pozamaciczna (mialam 14 lat...) a moze nie, ale nie wyrostek. Zrobili
        > mi badania krwi i po 5 godzinach wszystkiego dowiedzialam sie, ze mam za duzo
        > leukocytow, ale to pewnie kiks laboratoryjny i oni nie wiedza, co mi jest -
        > mialam brac nospe i trzy dni byc na diecie...

        Ależ klymenystra, nie jestem lekarką, ale sama pisałaś, że masz problemy z nadwrażliwym jelitem. Czasem takie dolegliwości mogą być bardzo nagłe, bolesne i niepokojące. Badania nie pokazują zwykle też nic nadzwyczajnego. Wiem coś o tym, bo też chodziłam przez pewien czas ze strachem przed zapaleniem wyrostka i uspokoiłam się dopiero, gdy ból pokazał się następnym razem po drugiej stronie. ;-) Od kiedy wiem, że to nic groźnego, zaczęłam zdawać sobie sprawę jakie sytuacje wywołują dolegliwości i nawet stały się one (te dolegliwości) coraz rzadsze, bo przestałam traktować je jako chorobę. Mam spore doświadczenie z hipochondrią, więc staram się przy sporym rodzinnym obciążeniu sama jej nie ulegać, bo widziałam, że bardzo uprzyksza życie. ;-)
        • klymenystra Re: Lekarze 29.11.09, 11:16
          Y - po pierwse - umiem odroznic atak bolu od jelita wrazliwego, objawy sa
          zupelnie inne. Po drugie - jelito zdiagnozowano mi tak ze dwa lata pozniej -
          zaczelam na to cierpiec pod wplywem stresu tylko i li. A boli mnie zawsze ta
          "kolka" czy co to jest w jednym miejscu i po jednej stronie. ZNam troszke swoje
          cialo, hipochondryczka nie jestem.
          • magdalaena1977 Re: Lekarze 29.11.09, 11:26
            klymenystra napisała:

            > Y - po pierwse - umiem odroznic atak bolu od jelita wrazliwego, objawy sa
            > zupelnie inne. Po drugie - jelito zdiagnozowano mi tak ze dwa lata pozniej -
            > zaczelam na to cierpiec pod wplywem stresu tylko i li.
            Wiesz, ja mam bardzo sceptyczny stosunek do idei jelita wrażliwego jako takiej.
            Jestem chora na celiakię i wielu lekarzy usiłowało mi wmówić, że to właśnie
            jelito wrażliwe (czy drażliwe), bo wie pani stresująca praca, mało snu ... Wielu
            celiaków tak miało.
            A w końcu okazało się, że wystarczyła poprawna diagnoza i dieta bezglutenowa -
            mogę stresować się do woli i nic mnie nie boli.

            Zastanów się, czy nie masz jakiegoś zwykłego schorzenia, którego Twój gastrolog
            po prostu nie potrafi rozpoznać i wyleczyć.
            • nomina Re: Lekarze 29.11.09, 12:36
              Popieram Magdalenę. Ja też słyszałam "to psychogenne", a okazało się, że HIT
              szaleje; mówiono "neurowegetatywne", a to nieleczona astma, twierdzono "tu nic
              nie ma, wyniki nie wskazują", a tam były uszkodzenia mioneurogenne i dziś bólu
              nic nie usunie, nawet nie można mnie znieczulić. Nie daj sobie wmówić, żeś psychol!

              Zawsze powtarzam - psychogenne tło można diagnozować TYLKO wtedy, gdy a)
              wszystkie inne badania możliwe do zrobienia nic nie wykazały (co jest nierealne,
              nikt nie zrobi Ci wszystkich badań), b) leki antydepresyjne zniwelowały
              dolegliwości, przy czym nie ma możliwości, by zadziałały p/bólowo.
              Bo np. w bólu neuropatycznym uszkodzonego pęcherza daje się antydepresanty jako
              koanalgetyki (nie znam mechanizmu, ale generalnie blokują jakoś patologiczne
              przewodnictwo nerwowe). I pacjentce robi się lepiej po takim np. effectinie, a
              lekarz pieje - no tak! Ja wiedziałem, że to psychogenne!

              Z drugiej strony - jest sobie zespół bolesnej miednicy, podłoże - złożone (od
              zaburzeń anatomicznych, przez choroby układu moczowo-płciowego, a nawet jelit,
              zwyrodnienia kręgosłupa, bo np. poród czy badania endoskopowe). Ale przewlekle
              napięte mięśnie bardzo źle reagują na sytuacje wszelkiego stresu - napinają się
              jeszcze bardziej, dając objawy ostrego zapalenia lub neurogenności. Często pps
              trwa latami już po wyleczeniu choroby, co lekarzy wkurza niemiłosiernie. No i
              zamiast leczyć przyczyny i zalecać rehabilitację mięśni dna miednicy (nie mylić
              z ćwiczeniami Kegla!), lekarze, widząc, że pogarsza się przy stresie, krzyczą:
              psychogenne!
              I tak dalej, i tak dalej...
              • klymenystra Re: Lekarze 29.11.09, 22:06
                No wiec u mnie zadzialaly wlasnie antydepresanty - czy juz wystarczy mojego
                tlumaczenia sie z jelita wrazliwego?
            • klymenystra Re: Lekarze 29.11.09, 22:05
              Mialam badania na celiakie i jej nie mam. Jelito wrazliwe to choroba
              psychosomatyczna, ujawnia sie ( w moim przypadku) w sytuacjach, kiedy zyje w
              ogromnym napieciu. Wybacz, ale ufam lekarzom, ktorzy mnie leczyli - w Polsce i
              we Francji.
            • turzyca Re: Lekarze 30.11.09, 19:33
              A zeby bylo zabawniej mozna miec i nadwrazliwosc i inny problem. I zwalanie winy
              na nadwrazliwosc przykrywa ten inny problem. I zdecydowanie nalezy najpierw
              sprawdzic, czy pacjent nie jest na cos uczulony/nie ma jakies nietolerancji, a
              nie zwalac winy na psychosomatyke. Owszem pacjent bedzie nadal miewac problemy,
              ale wlasnie tylko miewac, przy okazji stresujacych sytuacji, a nie ustawicznie miec.
          • pierwszalitera Re: Lekarze 29.11.09, 13:47
            klymenystra napisała:

            Po drugie - jelito zdiagnozowano mi tak ze dwa lata pozniej -
            > zaczelam na to cierpiec pod wplywem stresu tylko i li. A boli mnie zawsze ta
            > "kolka" czy co to jest w jednym miejscu i po jednej stronie. ZNam troszke swoje
            > cialo, hipochondryczka nie jestem.

            Ja nie napisałam, że jesteś hipochondryczką, a nawet gdyby, to nie ma podstaw się obrażać. Hipochondria, to jest faktyczne zaburzenie, choroba i chorzy nie zmyślają, tylko czują autentyczny ból, dolegliwości i strachy. I nie pisz, że znasz dobrze swoje ciało, bo nie znasz. Ja pracuję sporo z ludźmi, którzy opowiadają mi o najintymniejszych rzeczach ze swojego życia i zdążyłam zauważyć, że mamy skłonność, do szukania kauzalnych wytłumaczeń w stylu "ja wiem, skąd to jest, bo jest zawsze tak i tak" i często wiele widzimy jednostronnie, z utartego założenia i umykają nam fakty i możliwości nie pasujące do naszej teorii. To zmusza też mnie czasem do sprawdzenia moich przekonań, albo do spojrzenia na pewne rzeczy z innej strony. Z tego wynikają też bardzo często nieporozumienia u lekarzy, bo chorzy dziwią się, że lekarz nie zauważa "oczywistych" rzeczy.
            A to kiedy zdiagnozowano ci jelito nie ma znaczenia, przecież możliwe, że już wcześniej wnętrzności się odzywały. Mnie też boli zwykle tylko ta jedna kolka, a dzieki temu, że od czasu do czasu ból lokalizuje się też w innym miejscu przestałam się nim przejmować. Piszesz o stresie. No cóż, wiele ludzi nie ma pojęcia o stresie i definuje go jako hektyczną fazę w swoim życiu, a stres można mieć także w sytuacjach, kiedy pozornie wszystko przebiega gładko i mamy czas, by godzinami leżeć na kanapie. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, co nas często drąży, męczy, gryzie i emocjonalnie obciąża. Warto się nad tym zastanowić. Psychika ma wielki wpływ na samopoczucie i zaburzeń psychosomatycznych jest mnóstwo. Miałam okazję odbywać praktykę w takiej psychosomatycznej klinice i ludzie, którzy tam trafiali byli przebadni na wszystko i odbyli długą drogę przez przeróżnych lekarzy. Po prostu łatwiej szukać organicznego powodu naszego cierpienia, bo kojarzymy to z możliwością medycznej terapii, a te "psychiczne bzdury" wydają nam się niezrozumiałe i coś dla niezrównoważonych świrów. Nie chcę cię tu przekonywać, że wszystko sobie wymyślasz, tylko chcę pokazać, że masz może w ręce instrument, którym możesz sama na swoje zdrowie wpłynąć i znacznie zmniejszyć swoje dolegliwości. Po prostu niesyłychana jest siła autosugestii, zarówno w negatywnym, jaki i w pozytwnym kierunku.
            • masza.s Re: Lekarze 29.11.09, 14:26
              Ja tak żartobliwie napiszę: myślę, pierwszalitero, że patrzysz na innych przez
              pryzmat własnej wiedzy/profesjonalizmu i być może niemieckiej służby zdrowia. A
              w Polsce, o ile np. są dobrzy specjaliści, to diagnostyka leży, mamy niemalże
              najgorszą diagnostykę w Europie. W związku z tym każda ogarnięta przeciętnie
              osoba musi się sama dokształcać/doszkalać, żeby chociażby pytać lekarza i męczyć
              "to może jakiż wymaz?", "może warto zrobić USG"?

              Jeżeli jak wchodzę do lekarza, to muszę sama mówić, że a) mam alergię/biorę
              pigułki/biorę takie i takie leki/byłam niedawno chora na to i na to, bo sam nie
              zapyta ( a leczę się prywatnie), to coś jest naprawdę z tą służbą zdrowia nie
              tak. Jeżeli TEN SAM lekarz robi mi USG nerek i w piątek mówi "niedobrze,
              niedobrze..." kiwając smutno głową, a w poniedziałek ( minęły 3 dni), ogląda OBA
              zdjęcia, to z piątku i nowe z poniedziałki i mówi "w sumie nie ma żadnych
              zmian", to naprawdę masz ochotę wziąć tasak i pozabijać szanownego doktorka. ;-)

              Ja hipochondrii nie mam, ale dbać o zdrowie zamierzam, dlatego molestuję
              niemiłosiernie lekarzy. I mam wrażenie, że jak się część z nich leciutko
              przyciśnie, to zaczynają mówić ludzkim językiem. Inaczej też rozmawiają, kiedy
              widzą, że w ogóle rozumiesz ( nie pouczasz, wiesz lepiej, ale rozumiesz), co do
              Ciebie mówią.

              • pierwszalitera Re: Lekarze 29.11.09, 15:25
                masza.s napisała:

                > Ja tak żartobliwie napiszę: myślę, pierwszalitero, że patrzysz na innych przez
                > pryzmat własnej wiedzy/profesjonalizmu i być może niemieckiej służby zdrowia. A
                > w Polsce, o ile np. są dobrzy specjaliści, to diagnostyka leży, mamy niemalże
                > najgorszą diagnostykę w Europie.

                Być może masz rację, ale ja nawet w Niemczech unikam lekarzy jak mogę. Też z tego powodu, że z wieloma mam profesjonalny kontakt. ;-) Z pacjentami tych lekarzy zresztą też i sama widzę, że wiele ludzi sobie delegliwości po prostu wyszukuje, albo nadinterpretuje. Przyjmując takich pacjentów zaczynasz po jakimś czsie podchodzić bardzo sceptycznie do tego co mówią. To chyba taka ekonomiczna reakcja, bo jakbyś chciała wejść na wszystkie "może warto zrobić to czy tamto", które proponują zaniepokojeni ludzie, to zaczynasz tracić spojrzenie na faktycznie chorych. Nie chcę tu deewaluować ludzkiego cierpienia, ale wielu wyobraża sobie zdrowie, jako brak jakichkolwiek negatywnych sygnałów organizmu i leci z każdym banałem do lekarza. Nie wszyscy naturalnie, ale nie jest to rzadkie, jak się sama w mojej pracy przekonałam. To tylko tak dla równowagi, bo nie zawsze z drugiej strony siedzi niedouczenie i zła wola konowała. A to, że na studiach medycznych nie uczy się, jak empatycznie rozmawiać z pacjentami i wychodzą potem takie kwiatki, o których piszesz, to też powszechnie wiadomo. Być może lepiej podchodzić do lekarza nieco ostrożniej i nie traktować każdego jego słowa jako wyrocznię. Oni też posługują się tylko metodami, które znają i które są omylne.
                • turzyca Re: Lekarze 30.11.09, 19:52
                  Nigdy nie bylam wyrwna do takich twierdzen, ale sama ze zgroza sie przekonalam,
                  ze Masza ma racje. Po pierwsze - ja sie czuje przez niemieckich lekarzy
                  traktowana jak myslacy czlowiek, do ktorego mowi sie tak, zeby rozumial (czyli
                  dostepnym mu jezykiem!), co sie z nim dzieje. Np. ortopeda tlumaczyla mi, jak
                  jest zbudowana noga, co sie stalo z moja kostka, co w zwiazku z tym trzeba
                  zrobic i jakie leczenie wybiera. O lekarz rodzinnej, ktora doczytywanie w
                  internecie traktuje jako rzecz zupelnie normalna i zacheca, zeby te internetowa
                  wiedze uporzadkowac z jej pomoca, juz pisalam. Wsrod polskich lekarzy tez sie to
                  zdarzalo, ale jednak nie tak czesto jak tutaj. Moze jeszcze za krotko sie lecze,
                  ale ogladajac sposob leczenia moich bliskich nie podejrzewam, zeby mi sie
                  poglady odmienily. Po drugie diagnostyka jednak jest sprawniejsza, wylapanie
                  dwoch dlugotrwalych schorzen, ktorych polscy lekarze nie zauwazyli, jest
                  dobitnym swiadectwem. To jest tez kwestia ekonomicznego wydawania pieniedzy, co
                  wiaze sie chyba z tym, ze kasa chorych placi takze za Twoje zwolnienie
                  lekarskie, wiec zalezy im, zebys nie byl niepotrzebnie zbyt dlugo po stronie
                  nieplacacej skladek.
                  • pierwszalitera Re: Lekarze 30.11.09, 22:01
                    turzyca napisała:

                    > Nigdy nie bylam wyrwna do takich twierdzen, ale sama ze zgroza sie przekonalam,
                    > ze Masza ma racje. Po pierwsze - ja sie czuje przez niemieckich lekarzy
                    > traktowana jak myslacy czlowiek, do ktorego mowi sie tak, zeby rozumial (czyli
                    > dostepnym mu jezykiem!), co sie z nim dzieje.

                    To też pewnie wynik większego stopnia asertywności w społeczeństwie. Naturalnie nawet tu istnieje syndrom białego kitla i ludzie skłonni są lekarzowi przypisywać nieco nadnaturalne właściwości, jednak w większości od lekarzy wiele też się wymaga i surowo rozlicza z wykonanej pracy. Wydaje mi się też, w Niemczech pacjent musi być poinformowany o przeprowadzonej terapii i jej sensowności, to jest ściśle wymagane, bo do niego należy ostateczna decyzja o jej konieczności. Ja też byłam kiedyś zaskoczona, kiedy niemiecki ginekolog wyjął z regału medyczną książkę, by na przykładzie kolorowych obrazków objaśnić mi fenomen policystycznych jajników. Z moją lekarką domową też mogę sobie dyskutować i mogłam spokojnie odmówić po konsultacji z chirurgiem wycięcia guzka pod skórą, decyzja okazała się słuszna, bo ustrojstwo po kilku tygodniach samo się wsiąkło. W ogóle służbę zdrowia w Niemczech uważam pomimo cięć w katalogu świadczeń ciągle za bardzo pacjento-przyjazną. Nigdy nie zapomnę też życzliwości i opiekuńczości, jaka spotykała mnie po zabiegu na kolanie. Ponieważ trochę marzłam po zabiegu w wyniku znieczulenia i nieco nadszarpanych nerwów, w końcu widziałam na monitorze wnętrze mojego kolana, pielęgniarz przyniósł mi elektryczną kołdrę i gorącą hebratę z sucharkami do pogryzienia. A byłam tylko zwykłym kasowym pacjentem, a wieczorem i tak miałam zamiar pojechać do domu. Rozwaliła mnie też miła atmosfera na porodówce kiedy odwiedzałam tam przyjaciółkę. Kolorowe ściany, przyjazne małe pokoiki, kobiety plotkujące przy herbatce i uśmiechnięte położne pytające o samopoczucie. Podobało mi się tam. :-)
      • pierwszalitera klymenystra 29.11.09, 15:51
        Klymenystra chciałam ci jeszcze coś napisać, byś nie myślała, że uważam każdą chorobę jako wymysł i psychologiczną nadintrepretację hipochondycznego pacjenta. ;-) Piszesz o gronkowcach i bąblach na skórze. Otóż wydaje mi się, że gronkowiec to normalna rzecz na naszej skórze i być może nie ma tu żadnego połączenia do angin. Czy te bąble to takie pseudotrądzikowe zmiany zapalne? Istnieje bowiem schorzenie, które nazywa się Morbus Behçet. To takie autoimunologiczne stany zapalne w organiźmie o genetycznej podstawie. W Europie środkowej nie takie częste, raczej w Turcji i na obszarach wzdłuż dawnej trasy jedwabnej, ale widziałam niedawano młodą Niemkę, blondynkę o niebieskich oczach z tym schorzeniem, więc się zdarza. U młodych ludzi często pokazuje się długo tylko jeden z symptomów. Typowe są zapalenia skóry, do nich należą bąble-wypryski w miejscach, w których zwykle nie dostaje się trądziku, afty i podrażnienia oralne oraz genitalne, zapalenie śluzówek, zapalno-reumatyczne zmiany na stawach, zaburzenia układu pokarmowego, bóle głowy. Szczególnie niebezpieczne są zmiany zapalne na oczach, bo mogą prowadzić do ślepoty. Choroba ma przebieg chroniczny i może być wywoływana przez inne infekcje. Może zbiera się to u ciebie jakoś do kupy? Nie chcę niczego sugerować, ale jak już pytałaś o histaminy, to czemu nie zorientować się we wszystkich możliwych kierunkach?
        • klymenystra Re: klymenystra 29.11.09, 22:12
          Na litosc boska! Gronkowca ma kazdy, nie kazdy ma zlocistego! Nic nie mialam na
          twarzy, bable byly na rekach! Zniknely po antybiotyku, nie wrocily od kilku lat,
          wymaz z gardla mam czysty!

          Dziekuje za troske, widze, ze tu na forum sami specjalisci... ktorzy usiluja
          mnie przekonac ze mam/nie mam choroby/zespoly/schorzenia. Ja zyje i funkcjonuje
          normalnie - za to bylabym szczesliwa, jakby mi ktoras znalazla lek na
          zachamowanie procesow powodujacych PCOS, bo tylko to mnie wnerwia.

          Moze wszystkie wspolnie zalozcie internetowa poradnie diagnostyczna i obalajcie
          diagnozy dobrych lekarzy i stawiajcie swoje?
          (zaraz sie dowiem, ze wcale nie mialam w wieku lat pieciu paciorkowca, za to
          wada wzroku to jakies tajemnicze schorzenie, ktore moi durni lekarze zaniedbali...)
          • nomina Re: klymenystra 29.11.09, 23:36
            Hej, ale Ty się nie denerwuj! Przecież my tu w dobrej wierze :).

            A co do antydepresantów - fajnie, cieszę się, ale czy ktoś zbadał Ci np. poziom DAO? No przecież nie ;).

            Wiem, że gdy kuracja pomoże, to nie ma znaczenia, dlaczego pomogła, ważne, że jest ok. Ja chcę tylko zaznaczyć, że mam bardzo sceptyczne nastawienie do "hipotez psychogennych", bo za dużo widziałam już ludzi okrutnie okaleczonych przez taką diagnozę i jej konsekwencje - brak diagnostyki i leczenia.

            Znajomy zaś mawia, że nie ma takiej choroby jak "zespół czegokolwiek". Każdy zespół oznacza jedynie, że lekarze nie umieją zdiagnozować przyczyny/przyczyn :). I coś w tym chyba jest...
            • jul-kaa Re: klymenystra 29.11.09, 23:51
              nomina napisał(a):

              > Znajomy zaś mawia, że nie ma takiej choroby jak "zespół czegokolwiek". Każdy ze
              > spół oznacza jedynie, że lekarze nie umieją zdiagnozować przyczyny/przyczyn :).
              > I coś w tym chyba jest...

              np. Zespół Downa :P
              • nomina Re: klymenystra 30.11.09, 20:19
                Ale właśnie to jest dobry przykład :). Choroba jako zespół objawów opisana w
                1866, przyczyna odkryta w 1959 (za Wikipedią).
                Pewnie za 50-100 lat lekarze odkryją jednoznacznie, co kryje się za zjd, HIT, IC
                czy pps.
            • klymenystra Re: klymenystra 30.11.09, 13:37
              No dobra, przepraszam, ale serio sie wkurzylam, no ;))

              Ja raczej wole wierzyc w rzeczy zwiazane z energia i jej przeplywem w ciele -
              wedlug medycyny chinskiej zaburzenia energii typu kobiecego powoduja wlasnie
              schorzenia, ktore ja mam. Kwestia pracy nad soba i nad energia, jesli chodzi o
              praprzyczyne - a jesli chodzi o skutki, to sie badam i lecze. Tym bardziej, ze
              wiekszosc tego, co mam, leczy sie objawowo - leku na dne i pcos nikt nie
              wynalazl, choc przyczyny sa znane. Wierze jednak w to, ze praca z energia, czy
              tez z psychika, moze mi pomoc - widuje efekty takiej pracy w najblizszym
              otoczeniu, dlatego w to wierze - dosyc racjonalne sprawy, nie chce jednak
              wchodzic w szczegoly :)
              • joannea Re: klymenystra 01.12.09, 12:51
                klymenystra napisała:
                Wierze jednak w to, ze praca z energia, czy
                > tez z psychika, moze mi pomoc -(...) - dosyc racjonalne sprawy,

                nie to, że się wyśmiewam z Twojego postu, ale bardzo mnie ubawił ;) o medycynie
                alternatywnej można powiedzieć wiele, tylko nie to, że jest racjonalna ;) (i
                mowię to jako osoba, która wydała fortunę na bioenergoterapię, shiatsu i
                akupunkturę i różne inne - zawsze u licencjonowanych, zarejestrowanych w
                agencjach rządowych speców). Zaraz przypomniała mi się jedna z moich pierwszych
                terapeutek, taka babuleńka koło 60-tki z trwałą barankiem, która przez godzinę
                opowiadała, jak właśnie przenosi "złą" kulę energii z czakry w okolicach
                miednicy w górę ;)
          • pierwszalitera Re: klymenystra 30.11.09, 00:33
            klymenystra napisała:

            > Na litosc boska! Gronkowca ma kazdy, nie kazdy ma zlocistego! Nic nie mialam na
            > twarzy, bable byly na rekach! Zniknely po antybiotyku, nie wrocily od kilku lat
            > ,
            > wymaz z gardla mam czysty!
            >
            > Dziekuje za troske, widze, ze tu na forum sami specjalisci... ktorzy usiluja
            > mnie przekonac ze mam/nie mam choroby/zespoly/schorzenia.

            Jej, jak taka przewrażliowiona jesteś, to nie dawaj podstaw do dyskusji i nie pisz o intymnych rzeczych w necie.
            A w schorzeniu, o którym pisałam właśnie najczęściej pryszczami atakowane są ręce. Naturalnie możesz mieć wadę wzroku z powodu paciorkowca, no cóż, ropne zapalenia oczu są też dla Morbus Behçet typowe, ale ja nie stawiam diagnoz, od tego są lekarze i na pewno jesteś w dobrych rękach. Zresztą gdybyś coś faktycznie miała, to pewnie symptomy zdarzałyby się częściej. A tak tajemnicza ta choroba też znowu nie jest, by lekarze jej nie znali.
            • klymenystra Re: klymenystra 30.11.09, 13:39
              Pierwszalitero, spytalam o HIT, bo mnie zaciekawilo. Nie prosilam nikogo o
              diagnoze reszty rzeczy. Uwielbiasz leczyc ludzi, wirtualnie, co? A to mala
              psychonalize postawisz, a to diagnoze medyczna. Mowie Ci, otworz jakas poradnie.
              • pierwszalitera Re: klymenystra 30.11.09, 21:24
                klymenystra napisała:

                > Pierwszalitero, spytalam o HIT, bo mnie zaciekawilo. Nie prosilam nikogo o
                > diagnoze reszty rzeczy. Uwielbiasz leczyc ludzi, wirtualnie, co? A to mala
                > psychonalize postawisz, a to diagnoze medyczna. Mowie Ci, otworz jakas poradnie
                > .

                Może i otworzę, ale najpierw powyżywam się na niewinnych internautkach. ;-) Następnym razem zrób listę tego, co do twoich wypowiedzi napisać wolno i tego, czego sobie nie życzysz, bo przy wszystkich moich talentach, telepatia jeszcze mi nie wychodzi. ;-)))
    • po.prrostu kaszel - czy jest na sali lekarz :)? 30.01.10, 01:05
      marudzić teraz nie będę, bo nie mam siły, ale mam pytanie :) i nie liczę na diagnozę, najwyżej na burzę mózgów, może akurat coś ciekawego wyniknie ;)

      pytanie brzmi:
      co może powodować przewlekły kaszel? i mówiąc przewlekły mam na myśli ponad 3 (trzy) lata.

      jak do tej pory: astma - stwierdzona (kontrolowana i w ogóle), alergia - stwierdzona dawno temu (leczona, odczulanie), chlamydia pneumoniae - wyleczona, krztusiec - wyleczony.

      jeśli ktoś się zainteresuje, napiszę więcej.
      • madzioreck Re: kaszel - czy jest na sali lekarz :)? 30.01.10, 01:29
        Raczej załóż osobny wątek, tutaj temat zginie :)
        • po.prrostu Re: kaszel - czy jest na sali lekarz :)? 30.01.10, 01:32
          może i racja :)
    • fanka_tomcia Re: Lekarze 30.01.10, 01:25
      tak tradycyjnie - objawy lekkiego hirsutyzmu, lekki trądzik (obecnie nasilony po
      kilkumiesięcznej przerwie w braniu tabsów), wypadające włosy. diagnoza - brak.
      jak mi nie pomogą tabletki Yaz, to się okaże pewnie jak w większości przypadków
      "taka pani uroda" :((( jeszcze niby moje owłosienie nie wykracza poza normę, ale
      robi się coraz mocniejsze i coraz mocniejsze. pytałam 3 lekarzy
      (ginekolog-endokrynolog, ginekolog, dermatolog), każdemu mówiłam, to co
      mówił/zlecał inny, nikt nie polecił innych badań (jakich?).
      wiem, że zaraz będzie że insulinooporność i takie tam ;) czy od tego rosną włosy
      na brzuchu i udach, na klatce piersiowej, na twarzy? nie mam policystycznych
      jajników, wyniki badań hormonów mam w normie. proces zaczął się w marcu
      ubiegłego roku. od listopada 2008 jestem w stresie z krótkimi przerwami. wąsik
      zaczęłam depilować, jeździć maszynką po prawie całym brzuchu na razie nie mam
      zamiaru, ale coś się zanosi na to, że latem nie założę dwuczęściowego stroju.
      lekarza chyba by ruszyło jakbym miała wyraźne czarne włosy w nieodpowiednich
      miejscach, ale co by wtedy powiedział - tak samo, że tak niektóre kobiety mają?
      a może to normalne, a ja histeryzuję? (tylko czemu te włosy są coraz mocniejsze
      i ciemniejsze??!!) aha i nie jestem brunetką ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka