Dodaj do ulubionych

Sztuka flirtu

25.01.10, 17:28
Czyli pytanie do Was, jako kobiet emanujacych pewnoscia siebie i sexappealem ;)

Jak to sie robi? Czy tego mozna sie nauczyc i stosowac, nawet jak sie nie ma
za grosz pewnosci siebie, czy tez to ostatnie jest niezbedna? Czy po prostu
trzeba sie z tym urodzic?

Ja niestety nie potrafie nawet wyobrazic sobie siebie prowadzacej lekka,
blyskotliwa i pelna wdzieku rozmowe z osobnikiem plci przeciwnej (zwlaszcza
takim, ktory mi sie w jakis sposob podoba), choc glupia przeciez nie jestem, a
wprowadzic w czyn to juz w ogole. Gorzej, ostatnio wrecz uciekam jak widze, ze
taka sytuacja moglaby miec miejsce, do tego stopnia mnie to stresuje.

Prawde mowiac, jak czytam Wasze rozne historyjki swiadczace o tym, jak
jestescie kobiece i przebojowe, i porownuje to z soba, to amm wrazenie, ze
mnie nigdy nie bedzie na cos takiego stac..
Obserwuj wątek
    • daslicht Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 18:15
      "Ja niestety nie potrafie nawet wyobrazic sobie siebie prowadzacej lekka, blyskotliwa i pelna wdzieku rozmowe z osobnikiem plci przeciwnej"

      Bo niestety wielu chłopaków, zwłaszcza tych młodszych, nie ma nic specjalnego do powiedzenia. Potrafią powtarzać jakieś hasełka wyczytane na onecie, obgadywać różnych ludzi, gadać o niedawnej imprezie... i nic poza tym.
      Przykład: zaczynam gadać z jakimś nieznajomym typem spotkanym na koncercie. Skoro koncert, to pytam się czego słucha, jaką muzykę lubi, takie tam. Gość coś mamrocze, blablabla, właściwie to on wszystkiego słucha, a ten-i-ten-zespół, ponoć jego ulubiony, to on tak ogólnie kojarzy i w ogóle. Pytam się jaką książkę ostatnio czytał, ten gada że nie ma czasu na czytanie, a gazety są drogie. I wtedy wiem, że taki gość to strata czasu, bo on tylko umie pitolić o imprezach ehehehe i w ogóle ładna jesteś :/

      A jak np. jadę sobie pociągiem i czytam "Politykę" lub inną gazetkę w tym stylu, dosiądzie się gość i zainteresuje go co tam czytam. No i się fajnie gada, a potem się okazuje, że typ jest z Młodzieży Wszechpolskiej (mam już kilku takich na koncie).

      Dobra, co właściwie chciałam przekazać ^^ : Nie ma sie co bać facetów, to tylko facety, co ci taki może zrobić? Lekka, błyskotliwa i pełna wdzięku rozmowa to naprawdę rzadkość, bo coraz trudniej o błyskotliwego faceta. A jak już się trafi, to rozmowa sama poleci i już.

      I żeby nie było: nie emanuję seksapilem i stuprocentową kobiecością, nie jestem słodka ani delikatna, kobieca i przebojowa też nie. A facetów się nie boję, bo to w sumie jak uznanie ich wyższości, a ja nie mam zamiaru rozmawiać "z niższej pozycji". To jest tylko facet, nie wszechwładne i wszechwiedzące bóstwo! Chichoty i rumieńce tez zaliczam do "niższej pozycji", nie wykonuję ich, nie umiem nawet zresztą.
      • bebe.lapin Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 18:31
        Ja juz w takich najmlodszych to znowu nie celuje, wiec powinni miec o czym
        porozmawiac i nie w tym problem. Ja po prostu nie potrafie nawiazac i
        poprowadzic takiej rozmowy, zwlaszcza jak ktos jest dla mnie choc ciutke
        interesujacy (fizycznie albo intelektualnie). Na poziomie rozmowy "kumplowej"
        jeszcze ok, ale np. nie wyobrazam sobie siebie w tancu.

        A rumienie sie w takich sytuacjach niejako w brew sobie, zamiast zaprezentowac
        pelna wdzieku, lekkosci i pewnosci siebie postawe.
        • daslicht Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 18:36
          Ehehehe, ja siebie w tańcu też sobie nie wyobrażam. Albo prezentującej pełnię wdzięku i lekkości :)))))

          Ale w sumie chętnie bym się dowiedziała jak to zrobić z tym wdziękiem, więc czekam z niecierpliwością na kolejne posty ^^
      • yaga7 Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 19:01
        Heh, ja też nie jestem lekka, zwiewna i kobieca i zgadzam się, że jak się spotka błyskotliwego faceta, rozmowa sama leci.
        I zgadzam się, że facetów nie można się bać, bez przesady.

        Natomiast wydaje mi się, że flirt to mieszanka doświadczenia / jakiegoś talentu w tym kierunku / asertywności / samoakceptacji / wiary we własne siły / znajomości siebie.

        W czasach licealnych gdy byłam zahukaną intelektualistką, nie miałam pojęcia o flircie. Natomiast w czasach studiów, gdy do intelektualistki dołączyła samoakceptacja, już było znacznie lepiej.

        Aczkolwiek wydaje mi się, że obecnie coraz mniej osób wie, czym jest flirt i do czego służy.
        Miałam swego czasu rozmowę ze znajomą 20-parolatką, która mnie uświadomiła, że teraz to się nie flirtuje, bo po co? Jak ktoś się komuś podoba, to się tyle nie gada, tylko idzie do łóżka i już :)) I ponoć większość tak robi ;))

        Też wynika to na pewno z tego, że ludzie mają coraz mniej zainteresowań i nie ma nic do powiedzenia - tak jak pisze wyżej Daslicht.
        • bebe.lapin Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 19:04
          Też wynika to na pewno z tego, że ludzie mają coraz mniej zainteresowań i nie m
          > a nic do powiedzenia - tak jak pisze wyżej Daslicht

          A jak poprowadzic "zwykla" rozmowe na jakies banalne tematy, zeby bylo lekko,
          uroczo i niezobowiazujaco?

          > W czasach licealnych gdy byłam zahukaną intelektualistką, nie miałam pojęcia o
          > flircie. Natomiast w czasach studiów, gdy do intelektualistki dołączyła samoakc
          > eptacja, już było znacznie lepiej.
          Czyli albo naprawde uwierze w siebie,zamiast sobie wmawiac, ze wierze, albo z
          flirtowania nici, :p
          • yaga7 Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 19:12
            Myślę, że wiara w siebie pomaga nie tylko we flircie, tylko ogólnie w życiu, dlatego sądzę, że warto po prostu w siebie uwierzyć i zaakceptować :) Nic złego z tego nie wyjdzie.

            A co do zwykłych rozmów, to tu akurat jestem kiepska - z racji pracy w domu mam dość ograniczony kontakt z żywymi ludźmi ;))
            Ale tak na serio, to myślę, że czasem wystarczy się po prostu nie bać - drugi człowiek nas przecież nie zje ;)
            Oczywiście łatwiej to napisać, niż wprowadzić w życie, ale myślę, że nie ma innych recept. A może są? Jak są, chętnie się dowiem.
          • daslicht Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 19:17
            Z mojego (nędznego, ale zawsze) doświadczenia: najbardziej chwytliwy temat to komunikacja miejska, w tonie śmiesznych historyjek lub narzekania. Ale każdy o tym pogada :)

            Ja jestem aspołeczny typ i nigdy nie wiem jak zacząć. No bo co, podejdę do jakichs nieznanych ludzi i powiem: "hej, pogadacie o komunikacji miejskiej/muzyce industri/polityce/upadku ludzkości/stanikach/innych?".
            Przerażające jest to, że teraz wszyscy przychodzą na imprezy czy koncerty ze swoim towarzystwem (skąd się takie towarzystwo bierze?) i specjalnie im nie zależy żeby z kimś nowym pogadać.
            • yaga7 Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 19:24
              daslicht napisała:

              > Przerażające jest to, że teraz wszyscy przychodzą na imprezy czy koncerty ze sw
              > oim towarzystwem (skąd się takie towarzystwo bierze?) i specjalnie im nie zależ
              > y żeby z kimś nowym pogadać.
              >

              To chyba macie dziwne imprezy, niestety.
              U nas na imprezach / koncertach można poznać tonę osób, niezależnie od tego w
              ile osób się przyszło. Nie mówiąc już o tym, że jak się idzie grupą, to się
              nagle okazuje, że ktoś zna kogoś z tamtej grupy i już 20 osób siedzi przy stoliku.
              A towarzystwo "pierwotne" można brać np z internetu - przez forum Lacrimosy
              poznałam dziewczynę, która teraz stanowi trzon naszego towarzystwa, a przez
              allegro drugą taką :)
              • daslicht Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 20:12
                No właśnie nie chodze grupą niestety :(
                • yaga7 Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 20:40
                  Ja też na początku nie łaziłam grupą (bo ja i mój Luby to żadna grupa ;)) i te
                  dziewczyny z netu poznałam solo i dopiero potem się rozkręciło jakieś większe
                  towarzycho.

                  Myślę że na różnych forach jest sporo pojedynczych osób, z którymi można się
                  poumawiać :)
                  • daslicht Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 21:12
                    Po czym poznać, że dana osoba należy do tych pojedynczych?
                    (podobno nie ma głupich pytań :P )
                    • yaga7 Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 21:48
                      No ale z drugiej strony, jak poznasz osobę nie pojedynczą, tylko taką, co chodzi
                      na imprezy w grupie (podwójnej czy większej) i ona nie będzie mieć nic przeciwko
                      temu, zebyś dołączyła, to gdzie problem? :)
                      Na pewno te imprezy, które są u Ciebie w mieście, mają strony internetowe (na
                      last fm czy fejsbuku czy inszych), mają wątki na jakichś forach i tam się
                      wpisują ludzie, którzy idą na te imprezy, nie? No to można się z kimś umówić :)
                      • daslicht Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 22:27
                        Ych, żeby to takie proste było ^^
            • kk345 Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 19:45
              > Z mojego (nędznego, ale zawsze) doświadczenia: najbardziej chwytliwy temat to
              komunikacja miejska, w tonie śmiesznych historyjek lub narzekania. Ale każdy o
              tym pogada :)
              >

              A to już zależy, w jakim wieku jest target...Ostatnio miałam do czynienia z
              komunikacją miejską parę lat temu, więc mnie byś na to nie poderwała:)
              • daslicht Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 19:48
                Nie pisałam o podrywaniu, tylko że każdy na ten temat gada ^^

                Na podrywaniu to sie w sumie nie znam, nie praktykuję :P
                • kk345 Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 20:00
                  Wykazuję w ten sposób, że temat trzeba dopasować do wieku obiektu zagadywanego :)
        • daslicht Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 19:23
          "Miałam swego czasu rozmowę ze znajomą 20-parolatką, która mnie uświadomiła, że teraz to się nie flirtuje, bo po co? Jak ktoś się komuś podoba, to się tyle nie gada, tylko idzie do łóżka i już :)) I ponoć większość tak robi ;))"

          No bo serio tak jest. Nawet taki aspołeczny typ jak ja nie ma specjalnych trudności, żeby z kimś do łóżka iść w razie konieczności ;)

          Ale znaleźc sobie kogoś do sensownego pogadania to już nie takie proste. A żeby sie zakumplować... ojaaaa! Ciężka sprawa!
          • kotwtrampkach Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 21:02
            e tam. Wśród dwudziestoparolatków się nie flirtuje - ok. Ale wśród
            trzydziestoparo, gdzie dużo ludzi jest w związkach flirt jest bardzo przyjemną
            rozrywką. A wśród emerytów młodszych i starszych można flirtować do woli i nawet
            za dużo. :-)
          • fanka_tomcia Re: Sztuka flirtu 28.01.10, 06:16
            łooo to ja mam jakieś średniowieczne towarzystwo, bo większość znajomych (18-32
            lata ;) ) jednak flirtuje i nawet jeśli ktoś stosunkowo szybko idzie do łóżka z
            drugim osobnikiem, to jest to poprzedzone chociażby minimalnym flirtem. jakoś
            nie wyobrażam sobie sytuacji, że facet mówi dziewczynie (zakładam oczywiście, że
            się już znają) "niezła jesteś, chodźmy do łóżka" albo rzuca się na nią
            niewybadawszy uprzednio terenu (a można się naciąć ;) ) i vice versa.
            no ja o sobie mogę powiedzieć, że jestem staromodna, ale to dotyczy też
            większości moich znajomych i nie, oni nie są grzeczni i świętoszkowaci, część ma
            o wiele większe doświadczenia niż ja, ale do łóżka raczej nie idą bez
            wcześniejszego gadania xD (a skąd wiem? ;) bo się rozmawia na takie tematy w tym
            towarzystwie, a jak się przebywa w większej grupie na wyjazdach łikendowych, to
            można zaobserwować to i owo hehe)
    • kk345 Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 19:48
      bebe,mam dwie wiadomości:
      -zła: bez pewności siebie będzie trudno, jeśli nie będziesz miała w oczach
      napisu "jestem fantastyczna, czy Ty też to widzisz" to flirt kuleje
      - dobra: pewność siebie nie musi być prawdziwa, może być wyćwiczona, udawana,
      wmówiona sobie na przekór, wiem, co mówię:-)) Więc wystarczy nieśmiałość
      przykryć sztuczną pewnością siebie i w drogę:)
      W głębi duszy jestem okropnie nieśmiała, zauważyłaś?
      • bebe.lapin Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 19:54
        Nie, to ja jestem niesmiala :p

        nie wiem, jak Wam, ale mnie jest trudno zachowac pewnosc siebie i uwazac sie za
        ach i och, jesli nie widze informacji zwrotnej od otoczenia potwierdzajacej
        takie mniemanie o sobie. A pewnie nie widze, bo nie zakladam w ogole, ze to moze
        miec miejsce, zwlaszcza w kontaktach z plcia przeciwna (wybaczcie mi ten ton
        naiwnej nastolatki, ale chyba sie cofam w rozwoju wraz z biegiem czasu).
        • kk345 Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 19:57
          Bebe, ale to naprawdę da się wyćwiczyć- ja tak długo powtarzałam sobie, że się
          lubię i jestem OK i taka śmiała, że w końcu w to uwierzyłam:)
        • kotwtrampkach Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 21:19
          flirt to coś, czego trzeba się nauczyć. Tak jak asertywności, jak tabliczki
          mnożenia, jak życia z drugą osobą.. No samo nie przyjdzie. i nie da się trenować
          "na sucho". Ale tak jak z tabliczką mnożenia - dobrze treningi zaczynać od
          łatwiejszych rzeczy.
          czyli: peszą Cię faceci, którzy Ci się podobają? - zacznij od takiego, który nic
          a nic Ci się nie podoba (choćby staruszek) -byle wykazywał zainteresowanie.
          Małymi kroczkami, powolutku i przerywając w najciekawszym momencie. Znajdź
          faceta, w którego wzroku zauważysz chociaż cień "podobania".
          • kotwtrampkach Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 21:21
            yy, piszę oglądając film - chciałam jeszcze dodać, że ciężko na sucho tak
            pisać.. NAjłatwiej byłoby zwerbować koleżankę flirciarę i poprosić o wsparcie
            (czyli ocenę zachowania, pomoc w wejściu w relacje etc)
          • bebe.lapin Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 21:23
            Bariera jest niestety wlasnie to podobanie sie, tak na codzien staram sie
            trenowac, np. podtrzymywac rozmowe na blahe tematy w pociagu albo autobusie,
            byle nauczyc sie swobodnie rozmawiac z obcymi; przy interesujacym facecie glupieje.

            A jak dostrzec ten cien "podobania sie" u kogos? Czym to sie objawia (wiem, ze
            zadaje podstawowe pytania, ale nigdy tego nie potrafilam, a po czasie
            dowiedzialam sie albo domyslilam, ile to szans przeszlo mi kolo nosa).
            • beniutka_bo Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 22:37
              A może zacznij od uśmiechania się do samej siebie w lustrze?
              mi pomogło-byłam przez długi czas "wypłochem" w wielkim swetrze z "wielkim
              75dee"pod spodem(a koleżanki się śmiały- z zazdrości?) i mamą "dłubiącą" pod
              moją wystającą łopatką. Pyskata byłam,ok,zostało mi. Łopata nie wystaje, pogadać
              potrafię,a ostatnio mój bdb kolega stwierdził,że ja po prostu ONIEŚMIELAM
              facetów. SZOK!
              Bo nie mam garba i noszę dekolty,a do tego mam dość donośny głos? Trochę
              poza,trochę praca nad sobą- grunt,żeby obcy ludzie nie wiedzieli,gdzie leży
              granica między jednym a drugim.
            • pierwszalitera Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 22:41
              Bebe.lapin, sztuka rozmawiania z mężczyznami może być bardzo, bardzo prosta. Nic nie musisz przygotowywać, nie musisz starać się i nie musisz powalać błyskotliwością. W sumie, to nawet dobrze, że jesteś nieśmiała. Otóż większość ludzie lubi opowiadać o sobie, a większość facetów to wręcz uwielbia. Naucz się więc słuchać. Zadawaj od czasu do czasu tylko pytanie animujące do dalszego monologu, a faceci będą się do ciebie lepić jak muchy, i będę cię uważać za doskonałą konwersatorkę. Po prostu odpręż się, nie myśl, że musisz powiedzieć cś mądrego i słuchaj. Wykazuj życzliwe zainteresowanie, uśmiechaj się i jak facet ci się podoba, to możesz nawet śmiać się z jego dowcipów. A jak byś palnęła przez przypadek coś głupiego, to się w ogóle nie przejmuj. Większość mężczyzn jest tak zajętych swoją prezentacją, że czegoś takiego nawet nie zauważy. Przy okazji nazbierasz sporo informacji o swoim rozmówcy i łatwiej ci będzie ocenić, czy w ogóle jest warty twojego zainteresowania. A jak jesteś bardzo zdenerwowana i onieśmielona, to myśl, że on czuje się podobnie. Zwykle jak pozwolisz mu najpierw opowiadać o sobie, to twoje napięcie trochę opadnie i na pewno przyjdzie ci do głowy coś sensownego. A jak nie, to zadaj mu następne pytanie. ;-)

              • bebe.lapin Re: Sztuka flirtu 26.01.10, 10:59
                Droga pierwszalitero, sluchac to ja umiem swietnie, wiele osob mi to mowi,i
                czerpac informacje, z tego, co slysze rowniez, ale nie potrafie rozmawiac. A
                przeciez jakos rozmowe trzeba nawiazac, prawda?
                i jakos elegancko zarzucic nowym tematem, jak pierwszy sie konczy.

                I wdziek. Wdziek to problem :)
                • juannita Re: Sztuka flirtu 26.01.10, 22:33
                  O, wlasnie to samo chcialam napisac co pierwszalitera!
                  To rzeczywiscie doskonale dziala, i, ze tak powiem, mozna osiagnac dosc dobre
                  rezultaty przy niewielkim nakladzie pracy.

                  I jak radzily dziewczyny wczesniej, warto te technike przecwiczyc na kims, kto
                  jakos szczegolnie Cie nie interesuje i w zwiazku z tym nie peszy. Oczywiscie,
                  delikwent musi byc choc troche atrakcyjny, bo inaczej trudno flirtowac ;)

                • kk345 Re: Sztuka flirtu 26.01.10, 23:08
                  bebe, ale przecież TY masz całe pokłady wdzięku, tyle, że nieco (tak troszeczkę)
                  nieśmiałego. Nie trzeba go tworzyć od zera, wystarczy wydobyć ten, który już w
                  sobie masz:)
            • sarahdonnel Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 23:24
              Przepraszam, że tak podpinam niechlujnie pod ostatni.

              Przyszła mi do głowy, po lekturze całego wątku, jedna 'pomoc naukowa'. Albo i
              dwie ;).
              Nieźli w tematach ogólnych (i to takich trudniejszych, wymagających
              zaanagażowania intelektualnego) są koledzy-filozofowie. Tacy totalnie bez
              zobowiązań. Może być jeszcze zaprzyjaźniony gej, a najlepiej dwa w jednym ;).
              W kwestii gejów - oto ci panowie mają trochę inne postrzeganie dystansu
              fizycznego i cielesności. Wcale nie kobiece, ale po jakimś czasie przestaje Cię
              w ogóle krępować ('rumienić') to, że ktoś jest o dwa cm za blisko Twojego
              ramienia, albo w ogóle uświadamiasz sobie, gdzie jest Twoje 'o dwa cm za blisko'
              (ja jestem wybitnie terytorialna, i rozmówca 'włażący' na mnie bez mojego
              przyzwolenia po prostu mnie rozdrażnia - przy tym tej świadomości nabrałam
              właśnie jak odwiedzałam znajomego, kulturoznawcę, aktora i geja jednocześnie). I
              jeszcze - od tamtej pory odróżniam facetów zainteresowanych pogadaniem od
              zzainterresssowanych czymś więcej trochę lepiej. Przy czym - mam skłonności
              mizoginiczne: znaczy nie sprawia mi problemów tak po prostu wejście w jakąś
              gadkę-szmatkę z mężczyznami, a już do kobiet tak z niczego zagadać... nie
              bardzo, chyba, że typ podobny do mojego.

              W ramach kolejnego eksperymentu - zobacz np. jaki alkohol (zakładam, że jesteś
              pełnoletnia i świadoma wszystkich zagrożeń, które niesie, np. tego, że nie jest
              cudownym lekiem na nieśmiałość) i w jakiej ilości daje Ci 'cięty język', ale
              tak, żebyś jeszcze mogła się kontrolować (u mnie to wcale nie jest jakoś
              strasznie dużo, z 'pół porcji' alkoholu na pół godziny?).
              Bezpieczniejsze pod tym względem są imprezy 'stane'/bufetowe (ale nie takie,
              gdzie muzyka jest perwersyjnie głośna!), bo nie dość, że jesteś bardziej mobilna
              towarzysko z założenia, to jeszcze musisz zachować wysoki poziom samokontroli
              nad ciałem. W moim wypadku szklaneczka czegokolwiek (teraz jedynie soku)
              służy(ła) jeszcze do zamaskowania nerwowej zabawy rękami - przynajmniej mam się
              czego trzymać. (Na 'trzymanie się' szklanki 'Jaśka na skałkach' złapało mi się
              sporo ciekawych typów.)

              Ja tak naprawdę jak już zabieram się za flirtowanie, to potrafię stać się jakąś
              karykaturą stereotypowej 'panienki' - więc sobie darowuję, i potrafię np. w
              wianuszku facetów opowiedzieć sprośny żart. Mogą być trochę zaskoczeni, ale za
              tzw. 'suczkę' do zabawy mnie nie biorą. A zakładam, że wartościowe relacje
              międzyludzkie muszą opierać się przede wszystkim na szacunku.
              • bebe.lapin Re: Sztuka flirtu 26.01.10, 11:16
                > Nieźli w tematach ogólnych (i to takich trudniejszych, wymagających
                > zaanagażowania intelektualnego) są koledzy-filozofowie. Tacy totalnie bez
                > zobowiązań. Może być jeszcze zaprzyjaźniony gej, a najlepiej dwa w jednym ;).
                > W kwestii gejów - oto ci panowie mają trochę inne postrzeganie dystansu
                > fizycznego i cielesności. Wcale nie kobiece, ale po jakimś czasie przestaje Cię
                > w ogóle krępować ('rumienić') to, że ktoś jest o dwa cm za blisko Twojego
                > ramienia, albo w ogóle uświadamiasz sobie, gdzie jest Twoje 'o dwa cm za blisko
                > '
                > (ja jestem wybitnie terytorialna, i rozmówca 'włażący' na mnie bez mojego
                > przyzwolenia po prostu mnie rozdrażnia - przy tym tej świadomości nabrałam
                > właśnie jak odwiedzałam znajomego, kulturoznawcę, aktora i geja jednocześnie).
                > I
                > jeszcze - od tamtej pory odróżniam facetów zainteresowanych pogadaniem od
                > zzainterresssowanych czymś więcej trochę lepiej. Przy czym - mam skłonności
                > mizoginiczne: znaczy nie sprawia mi problemów tak po prostu wejście w jakąś
                > gadkę-szmatkę z mężczyznami, a już do kobiet tak z niczego zagadać... nie
                > bardzo, chyba, że typ podobny do mojego.

                Mam roznych kolegow, gejow tez, ale niestety, zawsze wiem, z kim rozmawiam, tj.
                z kolegami jestem bardziej na luzie, bo wiem, ze to _koledzy_. jak tylko chodzi
                o cos innego, luz znika.

                Co do kwestii dystansu i stosunku do fizycznosci, to zgadzam sie, geje sa
                straszni :D Ostatnio moj przyjaciel ze swoim "kolega" gryzl mnie w ramie, bo
                akurat taka byla tendencja w towarzystwie (no i odpowiednia ilosc zlocistego
                trunku, dodajmy :p):D Ale to tez inaczej, bo jedyna fascynacja, jaka mozemy
                wobec siebie odczuwac, to ta intelektualna.
            • kotwtrampkach Re: Sztuka flirtu 26.01.10, 19:33
              oj, ale to nie tak. Rozmowa to rozmowa, flirt to flirt.

              Do ROZMOWY trzeba być przygotowanym - znać ładne słowa, jakiś temat mieć dobrze
              opanowany (żeby rozmawiać o czymś), trochę się rozluźnić- wtedy można łatwiej
              przechodzić z tematu w temat. ROzmawiać można z koleżanką, przypadkowym
              człowiekiem, matką, profesorem, wykładowcą, babcią klozetową - no ze wszystkimi,
              którzy się nie wgapiają w telewizor ;-)

              FLIRT - to coś innego. Tam nawet nie potrzebujesz słów. Możesz rozmawiać z
              koleżanką, siedząc przy stoliku w kawiarni i jednocześnie flirtować z facetem
              siedzącym na drugim końcu sali.
              Flirt to dłuższe i krótsze spojrzenia, mrugnięcia, uśmiechy, uśmiechanie się
              samymi oczami, wytrzymanie spojrzenia, spuszczanie wzroku, zagryzanie ust,
              dotykanie swojego ciała (takie przypadkowe, jak bawienie się włosami czy
              gładzenie łydki) i różnych przedmiotów. Jak już rozmowa, to aluzje,
              dwuznaczności, urywanie w pół słowa, kokietowanie.. Przydaje się strój - np
              ramiączko, które trzeba poprawić, wystająca koronka z dekoltu, kosmyk włosów,
              szal na ramionach, rękawiczki, szminka..
              WAŻNE!! We flircie łatwo jest przesadzić - sztuką jest nienasycenie i
              podniecanie, nie kończenie (nawet gestów, słów - to te aluzje). A zaspokajanie i
              przesyt mijają się z celem. Flirtować można bez żadnego końca (jak czujesz, że
              flirtem do czegoś się zobowiązałaś, to posunęłaś się za daleko) - każdy gest czy
              słowo w flircie musi być takie, żeby móc się wyprzeć jego drugiego znaczenia :):)

              ------------------------
              > A jak dostrzec ten cien "podobania sie" u kogos?
              kurcze - no jak facet patrzy na Twój biust, to się ślini, albo jego wyraz twarzy
              można określić jako "zniesmaczenie". Najlepiej przechwycić "to" (podobanie) we
              wzroku - trzeba patrzeć dosyć intesywnie ;-) no i zawsze można zapytać wprost,
              jak się nie jest pewnym :-)
              • pierwszalitera Re: Sztuka flirtu 26.01.10, 19:58
                kotwtrampkach napisała:

                > > A jak dostrzec ten cien "podobania sie" u kogos?
                > kurcze - no jak facet patrzy na Twój biust, to się ślini, albo jego wyraz twarz
                > y
                > można określić jako "zniesmaczenie". Najlepiej przechwycić "to" (podobanie) we
                > wzroku - trzeba patrzeć dosyć intesywnie ;-) no i zawsze można zapytać wprost,
                > jak się nie jest pewnym :-)

                No już przestańcie z tym ślinieniem na widok biustu, bo to jest atwistyczna, u wielu facetów automatyczna reakcja na dosyć prostą stymulację, szczególnie gdy jest ona wyraźna. Jak facet ślini się na widok naszego biustu, albo w ogóle na widok naszego odkrytego ciała, to jeszcze nie znaczy, że mu się podobamy. Jak facetowi się podobasz, to patrzy ci w oczy. Poza tym najlepszym testem jest obserwacja jego ruchów. Jeżeli powtarza bezwiednie twoje gesty, doytka na przykład twarzy, po tym jak ty to zrobiłaś, albo zakłada nogę na nogę, po tym jak ty założyłaś, albo dotyka przedmiotów, których ty przedtem dotykałaś, na przykład szklanki itp. to jest zainteresowany. Można patrzeć też jaką przyjmuje postawę, jeżeli siada zdecydowanie męsko, z szeroko rozstawionymi nogami, pokazując "klejnoty", to czuje się przy tobie mocno facetem, podobasz mu się.
                • kk345 Re: Sztuka flirtu 26.01.10, 23:16
                  Więc to takie proste? Jeśli facet nie patrzy mi w oczy, tylko na bok, albo w
                  stół, to nie dlatego, ze jest nieśmiały, tylko znaczy to, ze mu się nie podobam?
                  Jeśli nie dotyka swojej twarzy/mojej szklanki, to definitywnie nie jest
                  zainteresowany? Jeśli zsunie kolana razem to z flirtu nici? Jeżeli zaciska
                  pięści to nie dlatego, ze mu dłonie drżą z nerwów, tylko dlatego, ze nie chce
                  powtarzać moich gestów by mnie nie łudzić?
                  Muszę sprawdzić, jak siada mąż w mojej obecności, to mi dużo powie o naszym
                  związku:)
                  Mowa ciała to potęga, pod warunkiem, że się jej nie przecenia...
                  • pierwszalitera Re: Sztuka flirtu 26.01.10, 23:41
                    kk345 napisała:

                    > Więc to takie proste? Jeśli facet nie patrzy mi w oczy, tylko na bok, albo w
                    > stół, to nie dlatego, ze jest nieśmiały, tylko znaczy to, ze mu się nie podobam
                    > ?
                    > Jeśli nie dotyka swojej twarzy/mojej szklanki, to definitywnie nie jest
                    > zainteresowany? Jeśli zsunie kolana razem to z flirtu nici? Jeżeli zaciska
                    > pięści to nie dlatego, ze mu dłonie drżą z nerwów, tylko dlatego, ze nie chce
                    > powtarzać moich gestów by mnie nie łudzić?
                    > Muszę sprawdzić, jak siada mąż w mojej obecności, to mi dużo powie o naszym
                    > związku:)

                    O, wyciągasz wnioski na podstawie zaprzeczeń, a to tak nie działa. Ja napisałam tylko, które sygnały świadczą o wyraźnym zainteresowaniu. Jeżeli tych sygnałów nie ma, to nie musi to znaczyć nic. Zresztą te sygnały funkcjonują w obie strony. Ludzie, którzy na siebie wzajemnie działają, synchronizują się podczas flirtu. Dlatego nieco doświadczonemu oku bardzo łatwo taką parkę rozróżnić wśród innych ludzi, nawet jak starają się, by nikt nie zauważył ich wzajemnej sympatii. Do tego dochodzi jeszcze modulacja głosu. Mężczyznom głos się obniża, kobietom nieco podwyższa. To jest automatyzm, trudno czymś takim sterować. Obserwacja męża wiele nie pomoże, bo za długo go już pewnie znasz, ta chemiczna magia na początku znajomości trwa nie dłużej niż 8 miesięcy, potem w budowaniu związku kierują nami inne rzeczy.
                • kotwtrampkach Re: Sztuka flirtu 26.01.10, 23:57
                  pierwszalitera napisała:

                  > No już przestańcie z tym ślinieniem na widok biustu, bo to jest atwistyczna, u
                  > wielu facetów automatyczna reakcja na dosyć prostą stymulację, szczególnie gdy
                  > jest ona wyraźna.

                  A mnie się wydaje, że do prostego treningu wystarczy właśnie taki facet.
                  Flirtowanie jak juz wyżej pisałam można zacząć od trzech spojrzeń i zobaczyć jak
                  działają. I poczuć "takie coś" u siebie. I nie przezwyciężać tego uczucia tylko
                  je dokładnie zbadać.
                  A zeby odróżniać reakcje zainteresowanych nami osób, trzeba ich dużo obserwować
                  :-) Oczywiście możemy się nauczyć reguł mowy ciała i dostrzegać pary
                  zainteresowane sobą, ale to NAM flirtu nie ułatwia.
                  • pierwszalitera Re: Sztuka flirtu 27.01.10, 00:27
                    kotwtrampkach napisała:

                    > A mnie się wydaje, że do prostego treningu wystarczy właśnie taki facet.
                    > Flirtowanie jak juz wyżej pisałam można zacząć od trzech spojrzeń i zobaczyć ja
                    > k
                    > działają. I poczuć "takie coś" u siebie. I nie przezwyciężać tego uczucia tylko
                    > je dokładnie zbadać.

                    Niedoceniasz ludzkiego strachu przed nieznanymi emocjami. ;-) Tobie przychodzi coś takiego łatwo, inni mają totalną blokadę i dla nich trzy spojrzenia to rzut na głęboką wodę, bo nie potrafią ocenić konsekwencji takiego działania. Ty się świetnie kontrolujesz, dla innych to kompletna terra incognita. Dlatego niektórzy muszą się najpierw oswoić z sytuacją, zacząć banalną rozmowę, nabrać śmiałości, pozwolić temu obezwładniającemu napięciu, by trochę opadło. Bez tego się nie da. A dlaczego poznanie reguł ciała nie miałoby ułatwiać nam flirtu? Jeżeli zauważamy, że komuś się podobamy, to czujemy się bezpieczniej i na więcej sobie pozwalamy. Rozkręcamy się i stajemy się swobodniejsi, a o to przecież chodzi, prawda? To z wykorzystaniem ślinienia się na widok biustu ciągle nie uważam za dobry pomysł. Ale to może być osobista preferencja, mnie mężczyźni reagujący w ten sposób nigdy specjalnie nie interesowali. To takie jakieś bezpośrednio seksualne, kawa na ławę, facet w sieci, wywołuje u mnie nawet odruch obronny, bo dalsze moje zainteresowanie może być fałszywie zrozumiane jako przyzwolenie i propozycja, a flirt to gra polegająca na niedomówieniach i nie powinien mieć jednoznacznego celu.
                    • kotwtrampkach Re: Sztuka flirtu 27.01.10, 00:51
                      zakładam, że wiele lobystek nie będzie zachwyconych śliniącym się facetem (z
                      wyjatkiem tych oswojonych, domowych:) ) - a zainteresowanie biustem łatwo
                      dostrzec (i wywołać).

                      > Niedoceniasz ludzkiego strachu przed nieznanymi emocjami. ;-)
                      Doceniam :-) proponowałam zacząć treningi od facetów zupełnie poza
                      zainteresowaniem (bo łatwiej) i zacząć od kilku spojrzeń - niestety jedno to za
                      mało, potrzeba drugiego, żeby takiego faceta zaintrygować i wywołać jakąś
                      reakcję z jego strony (np. zerkanie częstsze niż przypadkowe w naszym kierunku)
                      i trzeciego, żeby zobaczyć tę reakcję..

                      > niektórzy muszą się najpierw oswoić z sytuacją, zacząć banalną rozmowę, nabrać
                      śmiałości,
                      > pozwolić temu obezwładniającemu napięciu, by trochę opadło
                      hmm, a mnie się wydaje, ze proponujesz już wyższą szkołę jazdy - flirtować w
                      czasie rozmowy i pilnować żeby to nie była prowokacja - to dopiero sztuka! :) ja
                      pisałam - kilka spojrzeń w kierunku osoby, z którą wcale nie rozmawiamy! no i
                      bebe.lapin pisała, że zwyczajna rozmowa jej wychodzi - flirtu nie :-)
        • jul-kaa Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 23:03
          bebe.lapin napisała:
          > nie wiem, jak Wam, ale mnie jest trudno zachowac pewnosc siebie i uwazac sie za
          > ach i och, jesli nie widze informacji zwrotnej od otoczenia potwierdzajacej
          > takie mniemanie o sobie.

          Pisałam już o tym w innym wątku - rzeczywiście jest łatwiej, jeśli kiedykolwiek
          doświadczyło się w oczach rozmówców zachwytu - nawet w "młodości". Ja
          doświadczyłam i choć ten już w sumie nie występuje, to umiem i lubię prowadzić
          luźne, dowcipne i błyskotliwe rozmowy. Czy to jest właśnie flirt? Nie wiem. W
          każdym razie teraz nie mogę już polegać na wyglądzie, polegam na intelekcie i
          błyskotliwości. I tak się też da :)

          Szokuje mnie to, że tak niewiarygodnie zmienili się młodzi ludzie - bo co do
          tego jesteście zgodne. Ja studiowałam nie tak dawno temu, wcześniej jeszcze było
          liceum, które świetnie pamiętam i w sumie nie mogę narzekać na brak
          stymulujących, rozwijających rozmówców - w tym głównie facetów, bo tę płeć
          stanowczo bardziej lubię. Drugie studia zaczynałam będąc na III roku pierwszych,
          więc ludzie trochę młodsi (wtedy to jeszcze była różnica) - podobnie - rozmowy
          do białego rana, wciągające, fascynujące, rozwijające. Nawet w liceum tak było -
          do dziś moi najlepsi przyjaciele to właśnie ci licealni. Jedyne miejsce, gdzie
          rozmowy były płytkie, kretyńskie, gdzie nikt nie interesował się nawet tym, co
          studiował, to był... Wydział Psychologii UW. Jeśli miałabym oceniać kondycję
          intelektualną pokolenia po studentach W.Psych., to też byłabym załamana.
          • agafka88 Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 23:26
            jul-kaa napisała:

            > Szokuje mnie to, że tak niewiarygodnie zmienili się młodzi ludzie - bo co do
            > tego jesteście zgodne. Ja studiowałam nie tak dawno temu, wcześniej jeszcze był
            > o
            > liceum, które świetnie pamiętam i w sumie nie mogę narzekać na brak
            > stymulujących, rozwijających rozmówców - w tym głównie facetów, bo tę płeć
            > stanowczo bardziej lubię.

            Ja się muszę nie zgodzić. Nie, "młodzi ludzie" się nie zmienili, tylko trzeba
            wiedzieć, gdzie takich interesujących ludzi szukać. Wśród bliższych i dalszych
            znajomych mam masę osób, z którymi mogę prowadzić długie rozmowy na bardzo
            interesujące tematy. Dotyczy to osób w moim wieku, jak i trochę młodszych i
            starszych. Moim zdaniem trzeba szukać aż do skutku, czasami zmiana towarzystwa
            naprawdę pomaga.

            Zresztą ja sama do młodych chyba się zaliczam - rocznik 88 i zaręczam, że można
            ze mną porozmawiać na bardziej interesujące tematy niż tipsy i wizyty w
            solarium, o których to nie mam najmniejszego pojęcia ;)) Poza tym - wiele
            młodych Lobbystek, które poznałam dzięki forum przeczy tezie, że młodzież jest
            taka płytka.
          • daslicht Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 23:49
            Anooo. Idę sobie czasem korytarzem, widzę co niektórych i mruczę sobie pod nosem "kultura, k...!" :/

            Ciężko jest porozmawiać w inny sposób niż pitolenie o pogodzie, komunikacji miejskiej i potrawach świątecznych. A do białego rana... etam. A w naturalny sposób, "po swojemu" - w życiu!
            • jul-kaa Re: Sztuka flirtu 26.01.10, 11:11
              daslicht napisała:

              > Anooo. Idę sobie czasem korytarzem, widzę co niektórych i mruczę sobie pod nose
              > m "kultura, k...!" :/
              >
              > Ciężko jest porozmawiać w inny sposób niż pitolenie o pogodzie, komunikacji mie
              > jskiej i potrawach świątecznych. A do białego rana... etam. A w naturalny sposó
              > b, "po swojemu" - w życiu!

              Jedyna rada - zmienić otoczenie. Już pisałam, ze na moich pierwszych studiach
              (elitarnych, ze och i ach!) też same tępe bezrefleksyjne głowy (celowo
              uogólniam!), ale gdzie indziej towarzystwo wymarzone :)
              • bebe.lapin Re: Sztuka flirtu 26.01.10, 11:20
                Z jednej strony daslicht ma racje, ja zawsze mam wrazenie, ze wyjde na ostatnia
                naiwna idealistke, jesli chce rozpoczac rozmowe na jakies powazniejsze tematy, a
                z drugiej strony nie dalej jak tydzien temu milo sie zdziwilam, odkrywajac w
                dziewczynie, ktorej bym o to w ogole nie posadzala (nie dosc, ze Francuzka, to
                jeszcze funkcjonariusz publiczny pracujacy w ministerswie rolnictwa :p) pokrewna
                dusze. Z tym, ze inicjatywa kontaktu musiala wyjsc od niej, sama bym sie nie
                odwazyla.
          • moniach_1 Re: Sztuka flirtu 26.01.10, 02:53
            Ja jestem na II roku i trochę bym obroniła swoje pokolenie - z ekipą z liceum
            miałam wszystko to co ty tu:
            w sumie nie mogę narzekać na brak
            > stymulujących, rozwijających rozmówców - w tym głównie facetów, bo tę płeć
            > stanowczo bardziej lubię.
            i tu:
            rozmowy
            > do białego rana, wciągające, fascynujące, rozwijające

            Na studiach praktycznie same baby, więc nie jest już tak fajnie, ale to też nie
            jest kwestia stricte ludzi, tylko nadmiernej feminizacji. może drugi kierunek
            będzie miał większy potencjał. Generalnie nie tracę wiary w ludzi i uwierzcie,
            że naprawdę są jeszcze ciekawi młodzi ludzie :)
        • moniach_1 Re: Sztuka flirtu 26.01.10, 02:41
          > nie wiem, jak Wam, ale mnie jest trudno zachowac pewnosc siebie i uwazac sie za
          > ach i och, jesli nie widze informacji zwrotnej od otoczenia potwierdzajacej
          > takie mniemanie o sobie.

          Wiem, ze łatwo tak gadać, ale odwróć sobie tą relację w głowie: Trudno jest
          otoczeniu uważać cię za och i ach, jeśli nie widzi w tobie potwierdzenia, że też
          tak uważasz.
          • kotwtrampkach Re: Sztuka flirtu 26.01.10, 19:57
            moniach_1 napisała:
            Trudno jest
            > otoczeniu uważać cię za och i ach, jeśli nie widzi w tobie potwierdzenia, że też
            > tak uważasz.

            oj, racja, racja..
    • zarin Re: Sztuka flirtu 25.01.10, 23:47
      E. Jak już flirtuję, to dla własnej przyjemności i rozrywki. Jakbym to miała robić na siłę i zastanawiać się, czy jestem wystarczająco zwiewna i kobieca, to cała przyjemność poszłaby się walić :>.
    • fanka_tomcia Re: Sztuka flirtu 26.01.10, 18:28
      raczej nie umiem flirtować. kiedy robiłam to całkowicie świadomie, to po
      pierwsze nie przynosiło to zamierzonych skutków w większości przypadków, po
      drugie wydawało się chyba dość sztuczne. natomiast czasem jak się zachowuję
      naturalnie i rozmawiam z facetem w moim odczuciu normalnie i przyjacielsko, bez
      podtekstów, to zostaje to odczytane jako chęć "czegoś" z mojej strony (patrz ->
      inny wątek, gdzie pisałam o desperatach)
      a poza tym nie tylko faceci - niektóre dziewczyny moją zwykłą rozmowę uważały
      już za flirt, bo akurat rozmawiałam z osobą, z którą wcześniej było coś na
      rzeczy :/ to już rozmawiać nie wolno? :/
    • bebe.lapin Re: Sztuka flirtu 27.01.10, 19:32
      Dzieki Wam, dobre kboiety, za rady.

      Sprobuje wcielic je w zycie, chociaz myslenie o sobie jako interesujacej na
      tyle, zeby ktos chcial wlasnie na mnie zwracal uwage, to niejako gwalt na moim
      umysle :D

      Jak zrobie z siebie idiotke za duzo razy, to poprosze o jakies bezposrednie
      lekcje pod okiem mentorki :p
      • pierwszalitera Re: Sztuka flirtu 27.01.10, 20:09
        bebe.lapin napisała:

        > Sprobuje wcielic je w zycie, chociaz myslenie o sobie jako interesujacej na
        > tyle, zeby ktos chcial wlasnie na mnie zwracal uwage, to niejako gwalt na moim
        > umysle :D

        No co ty? To już chociaż w myśl reguły "Każda zmora trafi na swego adoratora" nie możesz mieć ze swoimi myślami racji. ;-) A, że z pewnością zmorą nie jesteś, to twoje szanse na wielbiciela stoją bardzo dobrze. :-)
        • jul-kaa Re: Sztuka flirtu 27.01.10, 20:20
          > No co ty? To już chociaż w myśl reguły "Każda zmora trafi na swego adoratora"

          Ja znam: "Każda potwora znajdzie swego amatora" :)
          • pierwszalitera Re: Sztuka flirtu 27.01.10, 20:30
            jul-kaa napisała:

            > > No co ty? To już chociaż w myśl reguły "Każda zmora trafi na swego adorat
            > ora"
            >
            > Ja znam: "Każda potwora znajdzie swego amatora" :)

            No, mniej więcej tak, czy cóś w ten deseń. ;-)))
      • juannita Re: Sztuka flirtu 27.01.10, 23:12
        > Sprobuje wcielic je w zycie, chociaz myslenie o sobie jako interesujacej na
        > tyle, zeby ktos chcial wlasnie na mnie zwracal uwage, to niejako gwalt na moim
        > umysle :D

        A ja mysle, ze czesto sie niedoceniamy, jestesmy wobec nas samych bardziej krytyczne niz inni.

        Wiesz - bardzo zaskoczyly mnie po paru latach wyznania kolegow z pierwszych lat studiow, ktorzy opowiedzieli mi, ze sie we mnie podkochiwali ale nie mieli smialosci sie do mnie zblizyc. Ja zupelnie tego nie podejrzawalam, a niektorzy byli calkiem calkiem ;)

        Wlasciwie to niczego nie zaluje, bo poznalam mezczyzn bardziej interesujacych i bardziej pewnych wlasnej wartosci.

        Ale warto, zeby madre i atrakcyjne babki uswiadomily sobie, ze mezczyzni czasami sa rownie mocno przekonani, ze absolutnie nie maja czego szukac u tak wyjatkowych kobiet...

      • fanka_tomcia Re: Sztuka flirtu 28.01.10, 06:26
        bebe.lapin ----> bo to trzeba grać ;) ja czasem gram, że jestem pewna siebie i
        niektórzy to kupują. w sumie tak napisałam wcześniej, że beznadziejnie z tym
        flirtem, ale jak sobie pomyślę, to AŻ TAK źle nie było, niektóre osobniki
        załapywały haka. tylko to konkretny typ.
        w każdym razie w rozmowach z facetami na ogół udaję pewną siebie, wyobrażam
        sobie też że wyglądam super (i w kiblu obciągam dekolt w dół XDD). myślę, że
        TERAZ nie miałabym większych problemów, żeby poderwać faceta (pomijając fakt, że
        mógłby okazać się totalnym palantem). za to w liceum załapywałam same porażki i
        robiłam z siebie idiotkę ;) być może teraz łatwiej mi zwalić winę na faceta
        twierdząc, że jest palantem, a wtedy winą obarczałam siebie.
        a tak na dobrą sprawę zastanawiam się na ile jestem "tru" jak rozmawiam z nowo
        poznanymi facetami... ile procent to gra, a ile prawdziwa osobowość. a może
        myśląc że gram, zachowuję się właśnie prawdziwie? ;) (któraś z was czytała może
        2 tom mangi Ouran High School Host Club? ;) chodzi o bonusową historię na końcu
        tomu ;) )
    • maith Re: Sztuka flirtu 27.01.10, 22:13
      Wiesz, wydaje mi się, że kluczem jest tu coś innego. Rozmawiając z
      ludźmi pytaj sama siebie, czy dobrze się bawisz, czy fajnie Ci się z
      nimi rozmawia :) Tobie :)
      Rozmowa nie będzie lekka, jeśli będziesz się zastanawiała, jak
      wypadasz. I staraj się przerzucać piłeczkę, sprawdź czy ten facet,
      który Ci się podoba potrafi jeszcze coś z siebie wykrztusić :)

      Swoją drogą to co piszesz bardzo przypomina mi moją przyjaciółkę.
      Prześliczna, mądra dziewczyna, ale nie docierały do niej żadne
      pozytywne informacje.

      Nie musisz umieć oczarowywać każdego. I nie musisz robić za boginię
      seksu. Musisz po prostu nie bać się rozmawiać. A wtedy jak trafisz na
      fajnego rozmówcę, to będzie Ci się z nim naprawdę dobrze rozmawiało
      :)
      • fanka_tomcia Re: Sztuka flirtu 28.01.10, 06:36
        och maith - ja poznałam takiego, z którym mieliśmy sporo wspólnych tematów,
        zainteresowań, jeszcze kilka innych wspólnych cech. niestety wszystko się rypło,
        bo facet coś teges, a nie wiedział że jestem zajęta... i potem nie potrafił
        przejść nad tym do porządku dziennego. straciłam na samym starcie potencjalnego
        kumpla.
        a są też inne sytuacje - jedna osoba zaczyna przejawiać objawy zainteresowania
        nie_tylko_rozmową, a druga
        kompletnie_nie_jest_zainteresowana_intymną_stroną_znajomości i często ta druga
        zaczyna unikać rozmów, spotkań. byłam w takich sytuacjach i to nie zawsze ja
        byłam stroną poszkodowaną, czasem też świadomie ukrócałam znajomość z kimś, kto
        był fajnym rozmówcą, kolegą, dopóki nie zaczynał się zachowywać w pewien sposób
        ;/ może to uciekanie, ale nie umiem postępować inaczej w pewnych przypadkach.
    • kasia_grubasia Re: Sztuka flirtu 31.01.10, 19:15
      Bebe, przełam się i spróbuj, a potem to już samo jakoś pójdzie. To jest coś
      podobnego do występu na scenie albo publicznego przemówienia. Trzymam kciuki :)

      A tak na marginesie to ja zawsze flirtuję z TŻ-tem i celowo podkręcam atmosferę.
      Uwielbiam to robić ^^
      • bebe.lapin Re: Sztuka flirtu 31.01.10, 20:18
        Probuje, ale na razie nie wychodzi :/ Ani flirt, ani rozmowy, choc to ostatnie
        to pewnie dlatego, ze barze z glosna muzyka trudno sie zrozumiec, zwlaszcza po
        francusku.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka