Dodaj do ulubionych

Triki kuchenne

23.03.10, 13:19
Macie jakieś? Czasem usłyszę coś przypadkiem i aż dech mi zapiera,
że to takie proste, a ja na to nie wpadłam :) Nie chodzi mi o całe
przepisy, nie namawiam też do zdradzania tajemnic prababci
prababci ;) Może zgromadzimy tu takie? Moje ostatnio poznane to:
Obserwuj wątek
    • szarsz Krojenie cytryny, aby wycisnąć sok 23.03.10, 13:21
      Cytrynę należy pokroić krzywo. Znaczy jak najbardziej byle jak. Pod
      kątem najlepiej. Najtrudniej wyciska się idealne połówki,
      przekrojone czy to w poprzek czy to wzdłuż.

      By Wojciech Cejrowski

      działa :)
      • jul-kaa Re: Krojenie cytryny, aby wycisnąć sok 23.03.10, 13:24
        Świetny watek!
        Cytrynę przed przekrojeniem trzeba zmiażdżyć, a potem wydrążyć widelcem - żadna
        wyciskarka nie jest lepsza od widelca :)
        • bell9 cytryna do zmywarki 23.03.10, 23:24
          a wyciśniętą cytrynę włożyć do zmywarki i nastawić zmywanie, efekt: przyjemny zapach i lśniące naczynia.
          • ms135pt Re: cytryna 24.03.10, 14:16
            w temacie cytrynowym, przekrojona cytryne wlozyc do brudnej mikrofali, wlaczyc
            na 1 min, po czym przetrzec scianki sucha sciereczka
            • pinupgirl_dg Re: cytryna 28.06.11, 00:15
              > w temacie cytrynowym, przekrojona cytryne wlozyc do brudnej mikrofali, wlaczyc
              > na 1 min, po czym przetrzec scianki sucha sciereczka

              Potwierdzam, ten trik jest genialny. Moja mikrofala jest ma dużą moc i mało precyzyjne pokrętło czasu, więc co chwilę coś wykipi albo obryzga ścianki. A taka cytrynka radzi sobie ze wszystkim, po wszystkim przecieram (akurat mokrą) gąbką i aż lśni :). Przy okazji mam patent na te wszystkie rozkrojone cytryny - ja prawie nie używam, a zawsze zjawi się jakiś gość, który lubi herbatę z cytryną i po ukrojeniu mu dwóch plasterków reszta by się zmarnowała.
          • agnesp76 Re: cytryna do zmywarki 24.03.10, 19:52
            I zmywać skórkę razem z naczyniami? czy na pustą zmywarkę?
            • amilos Re: cytryna do zmywarki 02.05.10, 21:04
              razem z naczyniami i kostka/proszkiem, cytryna działa jak nabłyszczacz, ja
              nabijam ja na widelec w koszyczku
        • yaal Re: Krojenie cytryny, aby wycisnąć sok 05.05.10, 15:13
          Najłatwiej zmiażdżyć przez poturlanie kilka razy po blacie, dociskając w miarę
          możliwości.
    • szarsz Folia do żywności 23.03.10, 13:23
      Zawsze mi się rwała, zawijała, sklejała i w ogóle powodowała tysiąc
      problemów. Folę trzeba rwać pod skosem, tak jakby się chciało, aby
      przedarcie 'weszło' do pudełka. Rwie się wtedy idealnie prosto.
      z Nigella Express. Też działa :)
    • jul-kaa Ptysie 23.03.10, 13:25
      Ciasto na ptysie przed dodaniem jajek trzeba bardzo porządnie wysuszyć - wtedy
      będą wielkie i puste w środku - dokładnie takie, jakie mają być :)
      • sarahdonnel Re: Ptysie 23.03.10, 15:06
        Jul-kaa, masz opanowane ptysie i karpatki?

        Całą niedzielę łaziłam wokół karpatki, bo CHCIAŁOMISIE!!! ;) Ciasto ok, ale to
        pieczenie (mam prodiż)... W końcu 'wyszedł' mi dość porządnie jeden placek,
        trzeci z kolei!
        Krem fajny (ucierałam mątewką, a nie mikserem ;), ale za ciężki, raczej
        'tortowy' (rewelacyjnie sztywny) niż karpatkowy, masła dość mało. Robiłam wg
        tego, co pamiętałam z domu, a mama jest specjalistą od tortów właśnie. I w sumie
        mogłam dać z łyżkę cukru więcej.
        • jul-kaa Re: Ptysie 23.03.10, 16:28
          Ptysie robię prawie zawsze na słono (to znaczy nadzienie, ciastka są takie same), a kremu do karpatki nie lubię, ale mam chyba dobry przepis. Jeśli nie wychodziło Ci pieczenie to niekoniecznie musiała być wina prodiża (nie masz piekarnika...?), mogła być ciasta - ciasto wysuszone nie wygląda inaczej od niewysuszonego, ale właśnie inaczej rośnie - niewysuszone jest ciężkim placuchem.
          Przepis:
          PTYSIE
          20 dkg mąki
          14 dkg masła
          ½ łyżeczki do kawy soli
          5 jajek
          1 szklanka wody

          W garnku o pojemności 2 l zagotować wodę z masłem i solą. Odstawić z ognia i od razu wsypać całą mąkę, energicznie rozcierając drewnianą łyżką, żeby nie było grudek. Postawić ponownie rondel na wolnym ogniu i ucierać. Gdy ciasto _porządnie_ przeschnie i będzie odstawać od ścianek naczynia, zdjąć z ognia i postawić do przestygnięcia. Wówczas wbić jajko i wetrzeć je w ciasto drewnianym wałkiem do ucierania mas. Wbijać tak kolejno wszystkie jajka, uważając, żeby przed dodaniem następnego poprzednie było idealnie wmieszane.
          Blachę wysmarować tłuszczem, posypać mąką ii kłaść przygotowane ciasto małą łyżeczką lub wyciskać z tuby do przybierania tortów. Na ptysie do deserów czy przystawek kłaść kupki wielkości włoskiego orzecha w odległości ok. 5 cm, gdyż ptysie intensywnie rosną.
          Wstawić do gorącego piekarnika (200ºC) i piec ok. 30 minut, nie otwierając drzwiczek przez pierwsze 20 min. Potem sprawdzić, czy rosną, i dopiec.
          Ostudzić, przechowywać w papierowej torbie.

          KREM DO KARPATKI
          Masa budyniowa
          2 łyżki mąki pszennej
          2 łyżki mąki ziemniaczanej
          0,5 l mleka
          2 żółtka
          cukier waniliowy
          1 kostka masła
          1 szkl. cukru
          Ugotować budyń. Masło zmiksować z cukrem i dodawać do niego po łyżce ostudzonej masy budyniowej. Ucierać do białości.
          • jul-kaa Re: Ptysie 23.03.10, 16:41
            Kurcze. Nie mam pieczarek i z czym mam teraz zrobić te ptysie, skoro już nie
            mogę przestać o nich myśleć, co? Wiem, sama zaczęłam, ale jakaś litość powinna
            być dla kobiet tuż przed terminem, no!
            Może jakieś zastępstwo? Może ze szpinakiem i fetą?
            • sarahdonnel Re: Ptysie 23.03.10, 21:08
              Kłaniam się bardzo!

              Ciasto za trzecim razem ładnie urosło, więc pewnie coś przy pieczeniu
              nakombinowałam (za pierwszym prawie wyszło z prodiża, więc się wystraszyłam i
              dziada wyłączyłam). Piekarnika nie mam (w Holandii według architektów
              przysługuje w domach dla rodzin z dziećmi, a nie w domach dla singla-bezdzietnej
              pary), ale dostałam w prezencie nowy prodiż z grzaniem góry i dołu, jest gdzieś
              pomiędzy Warszawą i Amsterdamem, i może pocztowcy nie 'zmyją'. Razem z tym ma
              zresztą przyjść garnek z wkładką parową.

              Może krem z brokuła i jakiegoś słonawego sera, typu właśnie feta, czy ricotta, z
              wkrojoną podduszoną kolorową papryką i cebulką? Wychodzi dość gęsty. Albo
              klasyczny twarożek z czymkolwiek kolorowym?

              A te grzybkowe to jak się czaruje? Bo mój TŻ prawie zeżarł mi ten puchaty
              placek, i żeby cokolwiek mi zostało, to przekładałam kremem. Tak myślę, że takie
              pieczarkowo-cebulowo-paprykowe wytrawne ptysie poszłyby bardzo szybko w ramach
              dodatku do obiadu.

              Ja mam chucie równo 'połówkowe' (19. tydzień), z gatunku CHCEMISIEITOJUŻ!!! Ta
              karpatka nie wiem, skąd mi przyszła do głowy, ale już jej nie ma...
              • jul-kaa Re: Ptysie 23.03.10, 22:05
                No kochana, jak można wyłączyć pieczenie w trakcie? To prawie jak otworzenie
                piekarnika - czyli zbrodnia ptysiowa! Nie wolno! :)

                Właśnie odkryłam, dlaczego nie chciałabym mieszkać w Holandii - przecież
                piekarnik to absloutnie podstawowy sprzęt :)

                Nadzienie zrobiłam z serów różnych z orzechami (nie było szpinaku) - smaczne,
                ale z pieczarkami CHCIAŁOMISIEITOJUŻ :( Ja po prostu podsmażam pieczarki, daje
                jakąś cebulę, ew. zagęszczam śmietaną i mąką.
                Oj... opisałam i jeszcze bardziej mi się ich chce :(
                • sarahdonnel Re: Ptysie/Czyszczenie białych fug. 23.03.10, 22:44
                  Sprzęty luksusowe - 'rodzinne' w Holandii: piekarnik, lodówka do sufitu z dużym
                  zamrażalnikiem, okap kuchenny, parkiet i terakota (do niedawna również panele
                  podłogowe, w Polsce 35 zł/m2), kolorowa glazura, prawdziwe 'miejskie' centralne
                  ogrzewanie w blokach/kamienicach, wanna lub brodzik.

                  Dostępne zastępniki w niewłasnościowym budownictwie: mikrofalka (z funkcją
                  piekarnika obecnie, kiedyś oddzielny mikropiekarniczek), lodówka sięgająca 'pod
                  pępek' (na niej stoi płyta grzewcza), wentylacja kuchni grawitacyjna i 40-letnie
                  nieszczelne okna, wykładzina dywanowa i gumoleum, junkers gazożernik, dziura w
                  obniżonym kawałku lastrykowej podłogi.



                  Co do ptysiów/karpatek - teraz widzę, że trzeba je 'przepiec', i nie opadną.
                  A tak ogólnie, Jul-koo, czytanie Twoich postów po nocach kończy się w moim
                  wypadku napadami 'munchies', czyli wycieczką do kuchni. Nie wiem, co dorwę tym
                  razem. ;)

                  Chwilowo za to przypomniał mi się patent na doprowadzenie starych fug, dawniej
                  białych do stanu pierwotnego (nie ja wybierałam - jakbym miała szansę, to byłaby
                  fuga piaskowa, albo inna 'fabrycznie brudna': estetycznie różnica mała, a nie
                  zachodzi syfem tak widocznie).

                  Fugę traktujemy gęstą bielinką, czy innym sansedem - byle bezbarwne to było,
                  inaczej trochę się podbarwi. Po kwadransie przecieramy wilgotną gąbką
                  (szorstkawą) i spłukujemy. Powinno wyżreć wszystko.

                  Uszczelnienia silikonowe (są w kątach), jak przegniją, trzeba wyskrobać i wymienić.
                  • ciociazlarada Re: Ptysie/Czyszczenie białych fug. 24.03.10, 19:43
                    Oj Sarahdonnel, nie przesadzaj. Mamy mieszkanie (teraz to TŻ ma) w
                    niewłasnościowym budownictwie z normalną wielką lodówką, piecem i piekarnikiem,
                    miejskim centralnym ogrzewaniem i gorącą wodą z kranu bez pośrednictwa junkersa.
                    Okna też są szczelne, a na podłodze dywany. Zależy co, gdzie i jak wyposażone
                    wynajmujesz. Holandia to normalny kraj, przynajmniej pod pewnymi względami:)
                    • sarahdonnel Re: Ptysie/Czyszczenie białych fug. 24.03.10, 21:39
                      Holandia - tak, Amsterdam - nie. ;)

                      Mieszkam w Amsterdamie, dzielnica powstała przed pierwszą wojną, wg tzw. 'szkoły
                      amsterdamskiej' w architekturze (objęta ochroną konserwatorską). Obok są domy
                      nawet bez systemu 'junkers i grzejniki', a z kominkiem gazowym.
                      Kuchnia jest oddzielona od sypialni karton-gipsem, ma kształt tramwaju, zabudowę
                      'z dobrodziejstwa inwentarza', totalnie bez sensu i ni choroby nie wstawisz tam
                      wielkiej lodówki, chyba, że zrezygnujesz z kuchni z piekarnikiem w ogóle, albo z
                      okna/drzwi na balkon.
                      Moja znajoma dopiero jak kupiła na własność duże mieszkanie (3 pokoje i
                      mieszkalny strych), to miała miejsce i na lodówkę, i na pełnowymiarową kuchenkę.
                      Też stara część miasta (2 poł. XIXw.) i w sumie warunki ma podobne.
                      Mieszkanie było wybierane za czasów, kiedy mój TŻ był młody, samotny i liczyła
                      się bliskość centrum (położone jest w rewelacyjnym punkcie). W nowej kolejce
                      (nie, nie wynajmujemy komercyjnie, a z zasobów gminy) wybieram ja (jedno
                      mieszkanie już urządziłam, i wykłócałam się z polskim deweloperem o usuwanie wad
                      technicznych;), i uznaliśmy, że jesteśmy gotowi wynieść się na niektóre
                      peryferia (Zuidoost, Diemen, Amstelveen, Noord, może nawet Purmerend czy
                      Zaandam) oraz płacić większy czynsz, tak, żeby to było 'pocorbusierowskie'
                      budownictwo (1965+), dużo bardziej 'przyjazne człowiekowi' w mikroskali: lepsze
                      rozplanowanie mieszkań, nowoczesna izolacja ścian, więcej światła itd. Widzę, że
                      wybór jest dokładnie taki, ew. kupno mieszkania własnościowego/wynajem
                      komercyjny w odnowionym apartamentowcu w Centrum. Poza tym, i tak potrzebujemy
                      czegoś większego, bo rodzina się powiększa. ;)
    • jul-kaa Białka jaj 23.03.10, 13:26
      Białka jaj warto zamrozić (jeśli ma się ich za dużo) w pojemniku do lodu -
      pojedyncze kostki często się przydają - nie trzeba zużywać całego jaja.
    • szarsz pieczenie ziemniaków w piekarniku 23.03.10, 13:29
      Wiadomo, ziemniaki pieką się strasznie długo... Zaleca się
      obgotowanie przez kilka minut. I to jest ok, ale mi się nigdy nie
      chce bawić z dodatkowym garnkiem. Ostatnio zobaczyłam (w tej samej
      Nigelli), że można je poprzekłuwać metalowymi szpikulcami do
      szaszłyków. Podobno metal się rozgrzewa i piecze ziemniaka od
      środka, mocno skracając czas pieczenia.

      Do sprawdzenia :)
      • thorrey Re: pieczenie ziemniaków w piekarniku 23.03.10, 19:15
        Moj patent na pieczone ziemniaki na szybko z londyńskich czasów.
        ZIemniaki w czystej skórce ponakłuwać i "obgotować" na szybko w
        mikrofalówce, a potem tylko "dopiec" w piekarniku żeby się trochę
        skórka zrobiła chrupka...
    • beniutka_bo kotlety 23.03.10, 13:58
      żeby woda z mięsa nie chlapała na wszystkie strony (po rozmrożeniu np.),podobnie
      przyprawy ( i nie właziły w młotek)- na mięcho przed tłuczeniem kładziemy folię
      spożywczą(a najlepiej-woreczki śniadaniowe z grubszej,sztywniejszej folii-są
      trochę trwalsze).
      • szarsz Soczyste schabowe (piersi z kurczaka też) 23.03.10, 17:46
        Po rozbiciu zanurzamy na co najmniej 20 minut w zalewie:
        łyżka mąki ziemniaczanej + 2 łyżki wody. Można dać jeszcze swoje
        ulubione przyprawy. Mąka ziemniaczana powoduje, że mięso kruszeje i
        jest bardziej delikatne.
        • madzioreck Soczyste piersi z kurczaka 24.03.10, 17:24
          Piersi z kurczaka są soczyste, jeśli w ogóle ich nie rozbijamy - odkrycie mojej
          mamy :) Po prostu przyprawia, panieruje i na patelnię :)
          • jul-kaa Re: Soczyste piersi z kurczaka 24.03.10, 17:48
            O rany, a kto rozbija kurczaka...?
            • madzioreck Re: Soczyste piersi z kurczaka 24.03.10, 22:17
              Wszyscy jedzący kurczaka, których znam i widziałam przy przyrządzaniu kotletów z
              piersi, oprócz mojej mamy, ale i ona niedawno na to wpadła. Ja też kiedyś
              rozbijałam, teraz po prostu nie robię kotletów, bo przeciąć piersi wzdłuż, jak
              moja mama, też nie umiem.
              • wodadobra Re: Soczyste piersi z kurczaka 25.03.10, 00:00
                Na piersi z kurczaka mam taki patent - u nas to się nazywa "kotleciki ze świnki morskiej" ;-)
                -należy odcinać pod kątem w poprzek (hm nie wiem jak to dokladnie opisać) filet tak, żeby powstawaly takie mikrokotleciki, i postepowac jak zwykle (bez tluczenia!) tyle, że do panierowania użyć mąki wymieszanej z np curry albo składnikami -kurkumą lub innymi pachnidłami. Dodatkowo mieszam bułkę tartą z sezamem. Smaży się krótko - kotleciki są soczyste i niezwykle aromatyczne. Ja uwielbiam do tego sosik słodko kwaśny tao tao lub inny jaki mam o lekko! kwaśnym smaku.
                Znika ekspresem!
                • jul-kaa Re: Soczyste piersi z kurczaka 25.03.10, 00:03
                  wodadobra napisała:

                  > u nas to się nazywa "kotleciki ze świnki
                  > morskiej" ;-)

                  O rany! To tak po południowoamerykańsku :)
                  • unrealpast Re: Soczyste piersi z kurczaka 25.03.10, 02:22
                    Na wszelki wypadek podam jeszcze najbardziej klasyczny sposób, czyli
                    tzw. dewolaj. Nie nazywam tego po francusku, bo wydaje mi się, że w
                    kuchni francuskiej określenie to znaczy niezupełnie to samo.
                    Pierś kurczaka posiada taką kieszonkę od spodu. Należy umieścić w
                    niej masło - mniej więcej łyżeczkę. Panierując (kolejno w mące, jajku
                    i tartej bułce)dobrze przyklepać kieszonkę z masłem. Smażyć trzeba na
                    oliwie, z wyczuciem.Najpierw na dość ostrym ogniu,kieszonkami do
                    góry, potem zmniejszyć ogień i przewrócić.Masło w końcu wycieknie,
                    nie ma rady, chodzi o to, by się nie przypaliło.Smaży się dość długo,
                    co najmniej 15 minut, bo kotlet jest gruby.Jeśli chodzi o przyprawy,
                    to wersja klasyczna wymaga jedynie posolenia mięsa przed smażeniem.
                    Oczywiście współczesny, przemysłowo wyhodowany kurczak może
                    potrzebować jakiegoś dosmaczenia.Ja nacieram czosnkiem i podaję z
                    cytryną.
                    • molowiak Re: Soczyste piersi z kurczaka 03.04.10, 18:24
                      Jeśli masło do "dewolaja" będzie wcześniej zamrożone (np w pojemniczkach do
                      lodu), to prawdopodobieństwo przecieku mocno się zmniejsza.
        • amoureuse Re: Soczyste schabowe (piersi z kurczaka też) 24.03.10, 22:32
          Całkiem dobrym patentem jest też zamarynowanie w maślance na 1 dobę. Przyprawia się normalnie, tylko troszkę więcej przypraw, a potem ciach do maslanki i smażyć na drugi dzień :) ekstra soczyste :)
      • thorrey Re: kotlety 23.03.10, 19:16
        Albo na tłuczek można nalać odrobinę oliwy lub oleju - też nie włazi.
    • beniutka_bo przypalony garnek 23.03.10, 14:01
      wywalamy spaleniznę,do garnka wlewamy wody i na gaz go. Dosypujemy proszku do
      prania(tak,tak)tyle,aby dno było zakryte. I gotujemy. Spalenizna będzie się sama
      oddzielać od dna,a na koniec trzeba będzie trochę poszorować,ale raczej już
      niewiele. Garnek nie będzie się nadawał do gotowania mleka,ale zawsze coś.
      Sposób akademikowy :D
      • kotwtrampkach Re: przypalony garnek 25.03.10, 00:32
        ja zamiast proszku dosypuję soli. gotuję, wymieniam wodę, myję, gotuję,
        wymieniam itd. Nie wiem o co chodzi z gotowaniem mleka, ale moje są wewnętrznie
        czyste:) No i spalanie garnków to moje specjalność :)
        • agnesp76 Re: przypalony garnek 25.03.10, 10:16
          kotwtrampkach napisała:

          > ja zamiast proszku dosypuję soli. gotuję, wymieniam wodę, myję, gotuję,
          > wymieniam itd. Nie wiem o co chodzi z gotowaniem mleka, ale moje są wewnętrznie
          > czyste:) No i spalanie garnków to moje specjalność :)

          Moja też bywa ;)
          Chodzi o to, że mleko w takim garnku po przejściach będzie się przypalać
    • azymut17 obieranie czosnku 23.03.10, 14:28
      Gdzieś w TV podpatrzyłam dobrą metodę obierania ząbków czosnku: należy położyć ząbek na desce i zmiażdżyć płaską stroną noża. Suche warstwy odchodzą wtedy same.
      • roza_am Re: obieranie czosnku 23.03.10, 19:23
        Wersja z nożem jest atrakcyjna wizualnie, ale w praktyce zwykle wystarczy
        ręcznie ścisnąć ząbek.
        • azymut17 Re: obieranie czosnku 23.03.10, 20:41
          Próbowałam ścisnąć, rączki silne mam, ale albo czosnek pozostawał w stanie niezmienionym, albo strzelał mi w oko i spadał za kuchenkę, albo po wielu próbach puszczał sok dość spektakularnie, przez co moje ręce nabierały na kilka dni charakterystycznej woni, której niczym nie dało się usunąć (mam niezły węch, potrafię odróżnić herbatę z cukrem od tej bez, więc zapach czosnku mnie dobijał). A brafitterka o czosnkowych dłoniach w ciasnej przymierzalni to nie jest spełnienie stanikowych marzeń ;-)
          • roza_am Re: obieranie czosnku 23.03.10, 22:34
            Hm, to jak to robisz? Bo ja-słabeuszka nie mam z tym na ogół problemu. Biorę ząbek kopytkiem (znaczy się tym zgrubieniem lub pamiątką po zgrubieniu) do góry, wkładam pomiędzy kciuk i palec wskazujący i ściskam - mniej więcej w połowie wysokości ząbka. Ściskam umiarkowaną siłą, jak trzeba, to trochę mocniej. Aha, zwykle ząbek układam tak, że naciskam na węższe krawędzie, a nie na te szerokie-płaskie. I już. Łuski pękają na tyle, że zdejmuję je bez problemu.

            > mam niezły węch, potrafię odróżnić herbatę z cukrem od tej bez
            a to nie jest standard?
            • azymut17 Re: obieranie czosnku 23.03.10, 23:18
              roza_am napisała:
              > Hm, to jak to robisz?
              Albo za słabo, albo za mocno, nie mogę wyczuć złotego środka. Z nożem mi łatwiej.

              > > mam niezły węch, potrafię odróżnić herbatę z cukrem od tej bez
              > a to nie jest standard?
              Np. mój mąż nie potrafi, musi zawsze wypić z któregoś kubka, mi wystarcza powąchać obydwa (nie znoszę smaku herbaty z cukrem, dlatego wolę unikać próbowania).
            • pitupitu10 Re: obieranie czosnku 24.03.10, 16:47
              A ja obieram jeszcze inaczej: kładę czosnek na desce do krojenia i nasiskam na
              niego wyprostowaną ręką.
              • kotwtrampkach Re: obieranie czosnku 25.03.10, 00:36
                A ja odkrawam "zgrubienie" bez ostatniej skórki i pociągam ją nozem dalej :-)
                Jak porównywałam z meżowskim "ściskaniem" - mój sposób jest szybszy.
                • slotna Re: obieranie czosnku 25.03.10, 11:44
                  > A ja odkrawam "zgrubienie" bez ostatniej skórki i pociągam ją nozem dalej :-)
                  > Jak porównywałam z meżowskim "ściskaniem" - mój sposób jest szybszy.

                  Wczoraj akurat obieralam czosnek i tez tak robilam - jak zawsze. Probowalam sciskac z ciekawosci, ale jakos nie wychodzilo ;)
                  • roza_am Re: obieranie czosnku 27.06.11, 23:18
                    > > A ja odkrawam "zgrubienie" bez ostatniej skórki i pociągam ją nozem dalej
                    > :-)
                    > > Jak porównywałam z meżowskim "ściskaniem" - mój sposób jest szybszy.

                    Mój update.
                    Jakiś czas temu odkryłam, że czosnek się zrobił oporny na ściskanie. Dużo łatwiej go obrać metodą "odkrawam zgrubienie..."
                    Czy to siła sugestii Lobby, czy może jakaś nowa odmiana czosnku, Wam znana wcześniej, dotarła i w moje strony?
                    :-)
                    • marciasek Re: obieranie czosnku 28.06.11, 00:24
                      ja obieram czosnek metoda hybrydową: najpierw lekko ściskam, a potem odkrawam zgrubienie itd. :)
          • szarsz Re: obieranie czosnku 23.03.10, 22:35
            Ja też w rękach nie mam siły. Nóż z szerokim ostrzem jest absolutnie
            niezbędny do obierania czosnku :)
            • sarahdonnel Łapki pokuchenne, czyli o zapachach. 23.03.10, 22:54
              Sprawdza się przetarcie rąk sokiem cytrynowym albo roztworem kwasku. Szczypie
              trochę, ale likwiduje i kolorki, i połowę koszmarnej woni: z ryby, czosnku,
              cebuli, kolorek 'krwawe dłonie' z czerwonej cebuli czy buraczków.

              (Moje ciążowe zaostrzenie węchu przypadło na Boże Narodzenie, nadal dostaję
              szału jak czuję np. rybę gotowaną czy smażoną, oraz cebulę na rękach, sok z
              cytryny miałam 'gotowy' z pojemniczka, naprawdę pomagało - moja mama przecierała
              dłonie 'zużytymi' skórkami po wyciskaniu czy ocieraniu wierzchniej warstwy, stąd
              'kupiłam' sposób.)
              • jul-kaa Re: Łapki pokuchenne, czyli o zapachach. 23.03.10, 23:11
                Genialnym urządzeniem jest metalowe mydło pochłaniające zapachy. Brzmi to niewiarygodnie, ale działa :)
                • azymut17 Re: Łapki pokuchenne, czyli o zapachach. 23.03.10, 23:30
                  Takie mydełko chętnie wypróbuję, sok z cytryny niestety za bardzo piecze i wysusza mi skórę.
                  Jul-kaa, gdyby nie to, że je polecasz, pomyślałabym że jest to kolejny gadżet z telezakupów :-)
                  • jul-kaa Re: Łapki pokuchenne, czyli o zapachach. 23.03.10, 23:37
                    Ja tez tak myślałam, ale widocznie ten metal przyciąga jakoś zapachy. Ono moim
                    zdaniem jest skuteczniejsze niż cytryna, zresztą moje ręce nie znoszą skórek z
                    cytrusów :)
                    • stary_dywanik Re: Łapki pokuchenne, czyli o zapachach. 24.03.10, 10:13
                      To nie musi koniecznie być takie mydło, wystarczy dowolny sztucieć
                      ze stali nierdzewnej pod wodą po pocierać. Ja wcześniej korzystałam
                      ze zwykłego noża, potem dostałam takie mydełko (też z DUKI) i nie
                      zauważam różnicy w skuteczności usuwania zapachów.
                    • agnesp76 Re: Łapki pokuchenne, czyli o zapachach. 24.03.10, 19:51
                      Widziałam kiedyś w duce te mydła i zastanawiałam się, czy to nie jakaś ściema :)

                      Ja cytrynę lubię, ona nie tylko zapachy neutralizuje, ale i ładnie wygładza
                      (tylko rzadko stosuję, bo mam ciągle czymś ręce zajęte). Natomiast przez długi
                      czas nie znosiłam zapachu kremu cytrynowego do rąk. Jakoś mnie mdliło. I do dziś
                      pamiętam jak ładnych parę lat temu w autobusie kobieta wyjęła z torebki ten krem
                      i posmarowała sobie dłonie. Myślałam, że zejdę
                      • molowiak Re: Łapki pokuchenne, czyli o zapachach. 03.04.10, 18:30
                        ja do wszystkich takich prac używam gumowych rękawiczek - tych cieniutkich
                        "lekarskich"
      • agafka88 Re: obieranie czosnku 27.06.11, 23:23
        Jeżeli czosnek potrzebujecie do wyciśnięcia przez praskę, to wcale go nie musicie go obierać - czosnek w łupince wkładamy do praski, ściskamy, miąższ wyskakuje, skórka zostaje w prasce. Przed wyciśnięciem nastepnego wyrzucamy tylko skórkę i gotowe :)
    • sarahdonnel Wapienne zacieki (na tańszych inoxowych sprzętach) 23.03.10, 14:58
      Obrzydliwe, psujące efekt (szczególnie inoxa czy 'kryształowego' szkła) zacieki
      'solne' z twardej wody złażą po przetarciu wodą z kwaskiem cytrynowym.

      Na przypalone garnki z kolei mam sodę oczyszczoną - podsypuję na zwilżoną
      powierzchnię, i przeczekuję, potem 'ruszam' łopatką. Zwykle działa.
      • aadrianka Re: Wapienne zacieki (na tańszych inoxowych sprzę 23.03.10, 15:03
        Genialnym środkiem czyszczącym w ogóle jest soda oczyszczona zmieszana
        z kwaskiem cytrynowym, nakładana na wilgotną powierzchnię. Wszelkie
        cify się chowają:)
    • pitupitu10 Re: Triki kuchenne 23.03.10, 16:07
      Aby oddzielić białko od żółtka, należy wylać jajko na dłoń i pozwolić białku
      przelecieć przez palce. By Nigella.
    • aksanti (podobno) złote zasady gotowania 23.03.10, 16:42
      na taki wątek się natknęłam:
      forum.gazeta.pl/forum/w,92996,100831921,100831921,zlote_zasady_gotowania.html
      • madzioreck Re: (podobno) złote zasady gotowania 23.03.10, 16:47
        Właśnie odpalałam nowa kartę, żeby to znaleźć i podlinkować :)
      • szarsz Re: (podobno) złote zasady gotowania 23.03.10, 17:43
        Fajne forum, szkoda, że mało uczęszczane. Dodałam do ulubionych :)
    • thorrey Do czego jeszcze służy mikrofalówka 23.03.10, 19:18
      Ja w mikrofalówce wygotowuję ściereczki kuchenne. Wrzuca sie
      wilgotną ścierkę na 2x30 sekund z przerwami (ja mam słabej mocy
      mikrofalówkę) i ponoć zabija 90% bakterii. Gdzieś to przeczytałam w
      internecie, nie pamiętam gdzie.
      • bell9 Re: Do czego jeszcze służy mikrofalówka 23.03.10, 23:23
        do wyparzania słoików,dobre do robienia weków.Nalać wody do słoików na wysokośc 1/3, i nastawić mikorfalę na 600w na 3 min.
    • chattetoutenoire Re: Triki kuchenne 23.03.10, 23:16
      Hehe cos co lubię:)
      Teraz przychodzą mi do głowy takie:

      By niepamiętam kto - Jeśli podczas smażenia tłuszcz pryska z patelni (z powodu wody np. wyciekającej ze smażonego produktu) posolić tłuszcz, sól odciągnie wilgoć. Nie wiem czy tłumaczenie słuszne, ale o ile potrawa nie jest słodka to działa, zapewniam.

      By babcia - aby po smazonej cebuli nie mieć problemów z tzw. gazami należy posypać ją w trakcie smażenia łyżeczką cukru.

      W sumie znam takich tricków wiele, ale niekiedy są dla mnie tak oczywiste, że nie wiem, że to trick:)
      • szarsz Re: Triki kuchenne 24.03.10, 09:31
        Dawaj :) Ten z solą jest genialny, na pewno wypróbuję przy następnej
        okazji.
    • kulka_kulkowa sos bez grudek 24.03.10, 11:57
      Zagęszczanie mąką najlepiej robić w słoiku - wlać trochę sosu, wsypać mąkę,
      zakręcić słoik i "wymiąchać" :) Potem wlać do reszty sosu, wymieszać i gotowe.
    • besame.mucho Pomidor 24.03.10, 20:47
      Krojąc pomidory na plasterki, kroimy nie od boku, ale od dołu. Dzięki
      temu ten galaretowaty środek lepiej się trzyma i nie wypada. I - to
      już moja subiektywna opinia - plasterki ładniej wyglądają ;).
      • roza_am Re: Pomidor 24.03.10, 20:59
        > Krojąc pomidory na plasterki, kroimy nie od boku, ale od dołu.

        Znaczy się, że jak? Bo mam kłopot z wizualizacją :)
        Nie z góry na dół, tylko równolegle do stołu (pomidor w pozycji ogonkiem na dół)?

        Jeśli tak, jak napisałam, to ta opcja się nie sprawdza technicznie przy pomidorach szerokich i płaskich, o solidnym "ogryzku", czyli np. malinówkach. Ale przy odmianach bezogryzkowych faktycznie daje fajny efekt wizualny.
        • besame.mucho Re: Pomidor 24.03.10, 21:12
          > Nie z góry na dół, tylko równolegle do stołu (pomidor w pozycji
          ogonkiem na dół
          > )?

          Tak :). Tzn jak kroisz to oczywiście nie trzymasz go tak, tylko
          sobie przestawiasz bokiem żeby kroiło się wygodniej, ale chodzi o tę
          płaszczyznę ;). A ja malinówki też tak kroję! W ten sposób dopóki
          nie dojdę do miejsca gdzie "ogryzek" jest już bardzo twardy i
          szeroki, wtedy kładę pomidora znów w normalną stronę i kroję takie
          plasterki-połówki.
          • roza_am Re: Pomidor 24.03.10, 22:00
            > Tzn jak kroisz to oczywiście nie trzymasz go tak...
            E, tak też się da :)

            >A ja malinówki też tak kroję!
            Ja po prostu szybko dochodzę do "ogryzka", bo kroję grube plastry (tak lubię :))
            - dlatego ten sposób w przyp. malinówek mi się zwyczajnie nie opłaca :)
            • jul-kaa Re: Pomidor 24.03.10, 22:05
              No to na pół (od ogonka do dupki), wycinasz ogryzek, kładziesz przecięciem na
              desce i kroisz od dołu do góry :)
      • chattetoutenoire Re: Pomidor - temperatury 24.03.10, 23:25
        Jak pisałam poprzednio, duzo spraw kuchennych jest dla mnie oczywistością, ale przypomniało mi się, że nie każdy jest uświadomiony:
        pomidory, paprykę przechowujemy w temperaturze najlepiej około 13 stopni. A jeśli nie tyle to lepiej więcej niż mniej (gorzej jednak gdy powyżej 30). Czyli lodówka (co o zgrozo jednak widziałam nawet w tv) odpada jako miejsce na te warzywka.
        O temperaturach dla innych warzyw mogę napisać również, jako że z racji studiów mialam o przechowywaniu warzyw i owoców całkiem sporo. Tylko zazwyczaj nie popełnia się z nimi błędów.
        • amoureuse OT do Chattetoutenoire 25.03.10, 17:45
          Przepraszam, że offtopikuję, ale czytam Twoje posty i zastanawia mnie, co studiujesz/studiowałaś :) Bo chyba mamy podobne kierunki (towaroznawstwo się kłania ;) bardzo życiowe studia, szczególnie miło wspominam biochemię :)
          pozdrawiam
          • chattetoutenoire Re: OT do Chattetoutenoire 25.03.10, 23:48
            Witam tak tak, towaroznawstwo. Witam koleżankę po fachu. Zaraz się dowiem, że jesteś moją koleżanką z roku:P. Studiowałam na SGGW. Został mi jeszcze etap magistra do osiągnięcia, ale na razie mam małe zawirowania z pracą inżynierską, więc poczekam sobie rok niestety na rozpoczęcie magisterki.
            Hmmm, chociaż czy ja wiem może i nie z roku jesteśmy, u mnie biochemii nikt dobrze nie wspominał ze względu na prowadzącą...;)
            A studia wybrałam z pełną premedytacją, więc pamietam z nich mnóstwo i uwielbiałam większość przedmiotów w ogóle. Żeby tylko praca po tym była, a nie tylko kuchenne triki:).
            • amoureuse Re: OT do Chattetoutenoire 26.03.10, 18:56
              hi hi ;) na jednym roku nie jesteśmy-ja na Akademii Morskiej w Gdyni się dokształcam :) i zupełnie inaczej zaczynałam, poszłam z ciekawości zobaczyć, co będzie, a bardzo mi się spodobało :)

              No to powodzenia z pracą inż, mam nadzieję, że wszystko się ułoży :) Bo o pracę po studiach raczej nie ma co się martwić...
      • szarsz Re: Pomidor 25.03.10, 10:39
        besame.mucho napisała:
        > Krojąc pomidory na plasterki, kroimy nie od boku, ale od dołu.

        Też tylko tak kroję :) To akurat wyniosłam z domu :)
    • sarahdonnel Tortowo: NIE! mdłosłodkości 24.03.10, 21:58
      Torty potrafią być słodkie i mdłe, o ile wcześniej nie naponczować solidnie
      biszkopta 'czymś konkretnym. Najlepiej sprawdzają się używki:

      'Poncz mamusi': 1/3 rumu, 1/3 wody, 1/3 soku z cytryny. Do tortów na dziecięce
      urodziny również ;).
      [Jedynym ubocznym efektem może być to, że w wieku 'legalnym' - chociaż bardzo
      wcześnie - zaczęłam wykazywać zainteresowanie alkoholami wytrawnymi, i raczej
      mocniejszymi (nie mam 'skrzywa' na widok whisky, lubię bardziej niż słodkie
      drinki:).]

      Wersja zastępcza bezalkoholowa z dzisiaj, czyli 'poncz więzienny':
      Pół kubka 'czaju' (bardzo mocna aromatyczna czarna herbata, z jednej 'dużej'
      torebki na te pół kubka, stąd nazwa ustrojstwa) i sok z przynajmniej połówki
      cytryny. Nie słodzimy, to służy do 'łamania' mdłosłodkości.

      Do śmietanki na ubijanie, ok. 300 ml, wsypałam 'dwa czubki noża' soli, żeby nie
      była tak 'oblepiająco' mdłosłodka. Wrażenia zdecydowanie pozytywne.
      • ciociazlarada Nierafinowany olej kokosowy 25.03.10, 10:36
        Do kruchego ciasta na slodko, np. na szarlotke, polecam dodanie nierafinowanego
        oleju kokosowego. Najlepiej zastapic 1/3 czesc masla rzeczonym olejem, tylko
        wtedy musi go byc ociupinke wiecej niz maslanego odpowiednika. Aromat: nieziemski.
        Ten sam olej nadaje sie rowniez do smazenia racuchow i innych slodkosci - aromat
        - patrz wyzej.

        Rewelacyjny rowniez jako odzywka do wlosow i na pewno lepszy jako balsam do
        ciala niz dzieciece oliwki mineralne oparte na skladnikach, na ktorych widok
        slini sie moj samochod, ale nie moja skora!
        • ciociazlarada Re: Nierafinowany olej kokosowy 25.03.10, 10:37
          A gdzie mi sie ten post kurcze wkleil... Zaspana jestem.
        • sarahdonnel Re: Nierafinowany olej kokosowy 25.03.10, 13:04
          To ja uzupełnię, bo bardzo lubię spożywczo jako zastępnik smalcu. Kosmetycznie -
          do wszystkiego ;).

          Ja nie tylko do słodkości, ale wszędzie tam, gdzie potrzebna mi 'smalcowa'
          temperatura, czyli bardzo, bardzo wysoka w porównaniu z np. zimnotłoczonymi
          olejami ze wskazaniem sałatkowym.
          Z kolei do warzyw (cebule), żeby się karmelizowały - czerwony palmowy. Uwaga,
          pryska i 'czerwień' jest niezmywalna.

          Na oleju kokosowym wyłącznie (nie ma zastępników ;) majstruję 'frytki z
          bananów': banana z zielonymi końcówkami lub plantana (duży banan do obróbki
          termicznej, może w Polsce już są? dojrzały wygląda prawie jak zwykły bliski
          zgnicia) kroję w plasterki ok. 3mm, na skos, solidnie oprószam chilli/cayenne, i
          kładę na patelnię z rozgrzanym olejem kokosowym. Nadaje się jako 'przegryzak'.

          Podobno rewelacyjnie nadaje się do mięsa - nie sprawdzałam, wiem, że Kreole tak
          smażą np. kurczaka.

          W kwestii mycia naczyń po oleju kokosowym - najlepiej wyrzucić resztki
          zastygniętego do kosza, a resztę usunąć wrzątkiem z płynem do naczyń. Po takim
          myciu lepiej też przepłukać odpływ zlewu gorącą wodą, olej kokosowy zestala się
          i 'zakleja' odpływy.

          Jako odżywka do włosów - warto wstawić do ciepłej wody, a potem zmieszać z oliwą
          z oliwek. Na włosy przesuszone - w całości (można dla odmiany nałożyć parę
          godzin przed myciem), na długie ze zniszczonymi końcówkami - tylko na końcówki,
          bo jest ciężki.
          • pierwszalitera Re: Nierafinowany olej kokosowy 25.03.10, 14:00
            sarahdonnel napisała:

            > Ja nie tylko do słodkości, ale wszędzie tam, gdzie potrzebna mi 'smalcowa'
            > temperatura, czyli bardzo, bardzo wysoka w porównaniu z np. zimnotłoczonymi
            > olejami ze wskazaniem sałatkowym.


            Do rozgrzewania do bardzo wysokiej temperatury nadaje się najlepiej olej rzepakowy. Tłuszcze kokosowe i palmowe mają niekorzystny skład kwasów tłuszczowych i nie powinno używać się ich jako bazy. Wpływają niekorzystnie na procesy przemiany materii i najprościej mówiąc, sprzyjają otyłości. Kiedyś bardzo popularne na zachodnim rynku, właśnie z powodów możliwości doprowadzania do wysokiej temperatury i stosunko niskiej ceny, stosowane nagminnie we wszystkich frytownicach, dziś zniknęły z półek standardowego supermarketu. W Niemczech nawet McDonalds pod presją konsumenta używa do smażenia swoich frytek oleju rzepakowego. Więc olej kokosowy jest pewnie fajną egzotyką, ale jeżeli masz skłonności do tycia oraz/lub chorób cywilizacyjnych (metabolic syndrome), to lepiej nie używaj go za często.
            • ciociazlarada Re: Nierafinowany olej kokosowy 25.03.10, 14:22
              Do szarlotki (180 stopni w piekarniku) jak rozumiem tez zakazany?

              No nic, i tak 90% opakowania zuzywam na cialo i wlosy.
            • sarahdonnel Re: Nierafinowany olej kokosowy 25.03.10, 14:40
              Rzepakowy mogę kupić tylko zimnotłoczony z ekosklepu, za majątek (po
              przeprowadzce musiałam się na nowo uczyć smażyć ;). W holenderskich
              supermarketach stoi słonecznikowy lub z modyfikowanej genetycznie soi, albo
              podejrzany 'frituurvet', który zachowuje się fatalnie, podejrzewam, że to
              palmina wymieszana z sojowym, czy nawet wołowym łojem, który podobno często
              używany jest do przemysłowych wypieków, np. pieczywa. ('Miękkie' pieczywo
              tostowe uzyskuje się właśnie przez dodatek tłuszczu, jak do drożdżowego ciasta
              wlewa się stopione masło).

              Takiego rzepakowego zimnotłoczonego na pewno nie użyję np. do smażenia pączków,
              znacznie bardziej skorzystam na nim, używając jako sałatkowy (lubię też aromat z
              takiego oleju rzepakowego, można go jeszcze dodatkowo zaromatyzować jak oliwę z
              oliwek, dorzucając ziół, skórek owocowych czy posiekanej cebulki).

              Kwestia egzotyki jest dla mnie względna, mam dość 'egzotycznego' partnera, z
              kraju, w którym olej palmowy i kokosowy to w zasadzie jedyne niedrogie i
              powszechnie dostępne tłuszcze. Gotujemy raz tak, raz tak, zimą więcej duszonych,
              potrawkowych i pikantnych rzeczy w wersji 'afro' czy indyjskiej, latem -
              zawiesiste sosy raczej średnio, częściej 'suche' obiady 'kolonialne', z dużą
              ilością świeżej zieleniny.

              Palmowy - zgadzam się, nie nadaje się do wszystkiego, a już do długiego smażenia
              produktów, które potrzebują wysokiej temperatury, bo pali się w dosłownie
              chwilę, a przyznasz, nie ma nic gorszego z punktu widzenia zdrowego żywienia,
              niż przepalony tłuszcz.

              Kokosowy - jak chcę coś smalcowatego, to nie mam wyboru, bo rzepakowego w
              Holandii praktycznie nie ma (chyba, że kupię napędowy i wydestyluję ;). Ale nie
              znaczy to, że codziennie smażę pączki, czy wspomniane wcześniej plantany ;).
              • ciociazlarada Re: Nierafinowany olej kokosowy 25.03.10, 15:01
                Ale w Holandii mozesz na przyklad za to kupic zwykly smalec/slonine i zrobic
                sobie wlasny smalec (nie wiem jak jest z jego szkodliwoscia, moze Pierwszalitera
                sie wypowie). Jakos bardziej jest dla mnie akceptowalny kawal sloniny, niz
                podejrzane palmowe kostki z Toko (olej kokosowy w Toko tez widzialam tylko
                rafinowany, a nie o takim pisalam kilka postow wyzej).
                Uzywam smalcu glownie przy pieczeniu kaczki.
                • sarahdonnel Re: Nieraf. olej kokosowy (egzotyczne zakupy;) 25.03.10, 16:39
                  Palmina i smalec zachowują się zupełnie inaczej: 'czerwony' olej palmowy pali
                  się szybciej niż oliwa z oliwek, ma skrajnie niską temperaturę wrzenia, smalcu
                  używa się tradycyjnie tam, gdzie potrzebna jest temperatura bardzo wysoka i w
                  miarę neutralny smak. Podobnie do smalcu zachowuje się olej kokosowy, istotnie
                  rafinowany, bo nierafinowany też szybciej się spali (więcej organicznych
                  resztek, więcej wody itd.).
                  W sytuacji kiedy z wyboru ze smalcu nie korzystasz (z wyboru nie używamy w
                  domowej kuchni mięsa, drobiu, smalcu, żelatyny - jestem mistrzem czytania
                  etykietek ;), a majstrujesz jakąś potrawę, która wymaga obrzydliwie wysokiej
                  temperatury, masz do wyboru olej rzepakowy lub kokosowy.

                  W kwestiach zdrowotnych, z 10 lat temu smalec był 'wrogiem numer jeden', z
                  wysoką zawartością kwasów nasyconych itd. Zachęcano do przerzucenia się na oleje
                  roślinne.
                  (Pamiętam też hecę z masłem, najpierw samo zło i tylko polecano miękką
                  margarynę, a potem nagle przypomniano sobie, że w miękkiej margarynie ze względu
                  na technologię utwardzania tłuszczu roślinnego - kataliza na 'mielonym' niklu,
                  potem filtrowanie - mogą występować wysokie stężenia niklu, i w końcu chyba
                  ustalono, że i jedno, i drugie jest równie (nie)bezpieczne.)

                  Surinamczyk czy Afrykańczyk prychnie właśnie na słoninę (bo świńska, a
                  muzułmanów tam wcale nie brakuje). Kwestia tego, co znasz od dziecka. Toko też
                  bywają różne, ja chodzę do upatrzonych (podobnie zreszta jak do 'Murkowych'
                  zieleniaków). Jak wchodzisz za pierwszym razem, to gwarantuję, że kupisz nie to,
                  co chcesz (bo naprawdę nie wiesz, co chcesz, kiedy nie wyniosłaś tego z domu,
                  albo się jeszcze nie nauczyłaś) i na pewno przepłacisz (jesteś Europejką ;). Ja
                  teraz (bo często różnych drobiazgów z toko potrzebujemy) się nacinam mniej, bo
                  wiem jak pachną skórki owoców zabezpieczone kerozyną, warzywa zabezpieczone
                  woskiem, jak wybrać niepodgniwające ostre papryczki, albo których w ogóle nie
                  kupować, czy które plantany są dojrzałe lub mają szansę dojrzeć, uprzednio nie
                  pleśniejąc. Podobnie jak wiem, kiedy nie dać sobie wcisnąć na bazarku kilku
                  kilogramów nieźle wyglądających bananów za grosze - stały na mrozie i po
                  odtajeniu sczernieją.
                  Mój 'egzotyczny' TŻ (w sumie niezły w kwestiach warzywno-owocowych) nie miał
                  pojęcia, jak kupić dobrą kapustę, marchewkę, czy pory; buraczki, seler czy
                  pietruszkę pokazywałam palcem, tak samo kartofle - on wie, jak kupić słodkie,
                  ale gubi się, jak ma wybrać 'zwykłe': 'na frytki', 'na placki' czy 'do ugotowania'.
                  • ciociazlarada Re: Nieraf. olej kokosowy (egzotyczne zakupy;) 25.03.10, 17:15
                    sarahdonnel napisała:
                    Toko też
                    > bywają różne, ja chodzę do upatrzonych (podobnie zreszta jak do 'Murkowych'
                    > zieleniaków). Jak wchodzisz za pierwszym razem, to gwarantuję, że kupisz nie to
                    > ,
                    > co chcesz (bo naprawdę nie wiesz, co chcesz, kiedy nie wyniosłaś tego z domu,
                    > albo się jeszcze nie nauczyłaś) i na pewno przepłacisz (jesteś Europejką ;)

                    O matko i corko, to gdzie Ty sie kobieto szwendasz;)? W kazdym Toko w ktorym
                    bylam ceny sa jak byk napisane na towarach... Jeszcze nigdy nie zaplacilam
                    wiecej, niz na etykiecie (choc targowac sie tez nie targuje, ceny i tak byly
                    zawsze bardzo niskie).

                    Nie mowie juz o tym, ze wieksosc tych produktow ma opisy po angielsku. Warzyw
                    tam nie kupowalam to fakt, wole 'biologisch' albo prosto od chlopa.

                    Nie strasz ludzi. Holandia to wcale nie taki dziki kraj, wytrzymalam tam w koncu
                    jakos te prawie szesc lat. Ale oleju rzepakowego naprawde nigdzie nie ma. Ani
                    zwyklych, prostych powidel sliwkowych:)
                    • sarahdonnel Re: Nieraf. olej kokosowy (egzotyczne zakupy;) 25.03.10, 17:47
                      Po bazarkach w Bijlmer. Najbardziej lubię okolice Kraaiennest. Absolutna dzicz,
                      ale pewne rzeczy tam bywają najlepsze. ;)

                      Obsmyczają najbardziej na warzywach na wagę (niektórych, które jadamy w domu, po
                      prostu nie kupisz poza 'egzotycznymi rynkami'). Ja mówię i w miejscowym narzeczu
                      (całkiem swobodnie, nierzadko lepiej, niż sprzedawcy) i po angielsku - może
                      kwestia tego, że 90% lokalnych bierze mnie po akcencie za Angielkę, więc myślą,
                      że mam kasę ;).
                      Przy Kraaiennest jeszcze nikt mnie nigdy zauważalnie nie obsmyczył, czy to
                      Kreole, czy Ghańczycy.

                      Olej rzepakowy kupuje się jako egzotyczny delikates w 'natuurwinkel', za
                      majątek, i jada z chlebem na zakwasie. Powidła śliwkowe też ostatnio gdzieś
                      upatrzyłam, ale chłop mi się pluł, więc co najwyżej dla siebie kupuję. Poza tym
                      - 5 minut od domu mam 'russkij magazin' z kaszami i twarogiem z Mławy. Polak po
                      wschodniej stronie miasta niby ma lepszy asortyment, ale z przeproszeniem, łupi
                      gorzej, niż niejedno toko w mojej okolicy.

                      Co do dzikości - po prostu w porównaniu z Polską proporcje dzikości rozkładają
                      się inaczej. Eg. 'odkrywanie' centralnego miejskiego ogrzewania w Amsterdamie -
                      dzicz kompletna, jazda tramwajem czy autobusem - dzicz kompletna w Warszawie. ;)
                      • ciociazlarada Re: Nieraf. olej kokosowy (egzotyczne zakupy;) 25.03.10, 18:17
                        Na szczescie mieszkalam 15 minut samochodem od niemieckiej granicy, wiec i olej
                        rzepakowy, i powidla sliwkowe byly dostepne tanio i łatwo. Holenderskiego chleba
                        na zakwasie nie bede komentowac, bo po wyprowadzce z Polski musialam sie w
                        tempie blyskawicznym nauczyc hodowli zakwasu i wypieku normalnego chleba (jak
                        dla mnie, to żadne pieczywo made in NL nie nadaje sie do spożycia).
                        • sarahdonnel Re: Nieraf. olej kokosowy (egzotyczne zakupy;) 25.03.10, 18:34
                          Chleb na zakwasie nazywa się tu 'niemiecki', mogę go kupić na jednym rynku w
                          określone dni tygodnia ;). Cała reszta to gąbki na drożdżach i często z olejem
                          (w Albercie jest jeden zjadliwy bez oleju, nazywa się 'Allinson', to samo w
                          innych sklepach już jest robione z tłuszczem, taka sama gąbka ;). Czekam na
                          prodiż, jak dojdzie w całości, to wezmę się za zakwas.
                          • ciociazlarada Re: Nieraf. olej kokosowy (egzotyczne zakupy;) 25.03.10, 20:14
                            Ten niemiecki (trochę niemieckich piekarni jest w Nijmegen) też oceniam nisko,
                            jak się zacznie robić własny, to poprzeczka gwałtownie skacze:)

                            Jeśli chcesz mogę Ci wysłać starter w proszku, mam zawsze trochę ususzonego
                            zakwasu zamelinowane w lodówce, na wypadek gdybyśmy wyjechali, zachorowali,
                            zapomnieli nakarmić ten mokry:)
                            Wystarczy, że dodasz mąki i wody, i będziesz miała gotową dojrzałą kulturę
                            holendersko-śląsko-belgijską (belgijską stąd, że był w młodości wspomożony geuze
                            Girardin)
                            • jul-kaa Re: Nieraf. olej kokosowy (egzotyczne zakupy;) 25.03.10, 20:22
                              ciociazlarada - jak suszysz i przechowujesz zakwas? Bo mój bidulek stoi
                              niedokarmiany i chyba go ususzę...
                              • ciociazlarada Re: Nieraf. olej kokosowy (egzotyczne zakupy;) 25.03.10, 21:27
                                Tak: weź papier śniadaniowy, albo inny jakiś i rozsmaruj na nim dość cienko
                                zakwas. Jak wyschnie to sam odpada pokruszony. Przechowywać w kopercie lub innym
                                papierze w lodówce.

                                Jak mieszkałam w NL to piekłam spory bochenek raz na tydzień (jemy chleb tylko
                                na śniadanie), więc zakwas był ciągle odnawiany - wstawiałam zaczyn, po czym
                                odkładałam trochę do starego zakwasu i tak w kółko. Teraz opiekuje się nim mój
                                TŻ, który dla siebie piecze rzadko, więc dokarmia go raz na tydzień mąką i wodą,
                                trzymając w lodówce.
                            • sarahdonnel Re: Nieraf. olej kokosowy (egzotyczne zakupy;) 26.03.10, 14:50
                              Przyjęłabym chętnie, gdybym wiedziała, że nowy prodiż stoi w kuchni, a nie
                              gdzieś w magazynie pocztowym (tak jak niedawno po 4 paczkach, które przyszły
                              ekspresem w ciągu 3 - 4 dni, kolejna 'wyszła' z Warszawy tego samego dnia
                              wieczorem, dotarła do magazynu w Amsterdamie i potem stała sobie tydzień czy 10
                              dni w magazynie... a był tam puchaty domowy sernik - nie muszę mówić, co z niego
                              zostało!).

                              Jak będę wiedziała, że elektryczestwo mi przyszło, w całości i działające, to
                              chętnie zgłoszę się po zakwas.

                              [OT kompletny] Swoją drogą - jak mówisz, że Nymegen, czyli 'część katolicka', to
                              pewnie macie tam inne zwyczaje (na półdniowym warsztacie w Radboud Universiteit
                              nie zaczęli bez dopilnowania, że zjedliśmy lunch, na UvA co najwyżej są przerwy
                              z kawką i jednym herbatniczkiem, a lunche tylko przy całodniówkach, i to
                              składkowe). Piję natomiast do tego, czy w NL daje się napiwek listonoszowi, bo
                              paczka ma ważyć prawie 20 kg, i jak na półmetku ciąży mam to wnieść na 2.
                              piętro, to trochę panikuję (nie wiem, czy akurat mój TŻ będzie w domu, jak to
                              przywiozą, zresztą, też ma zakaz noszenia ciężarów). A tak może zanapiwkowany
                              listonosz by chociaż jedno piętro doniósł?
                              [/OT kompletny]

                              U nas na rynkach bywa 'Bakkerij 't Stoepje', chleb owszem nie jest idealny
                              (bywa, że od święta dostaję razowca 'z metra' z piekarni spod Warszawy, więc mam
                              porównanie), ale lepszy od drożdżowych (lub drożdżowo-oleistych) gąbek z Alberta.
                              • ciociazlarada A propos OT 26.03.10, 21:07
                                Naprawdę nie wiem. U nas TNT poszło po rozum do głowy i zaczęło dostarczać
                                paczki i większe przesyłki między 18 a 21. Lepiej płacić listonoszowi za
                                nadgodziny, niż jeżdzenie 2 razy z awizem...

                                Ci późni listonosze włażą automatycznie sami do windy i wwożą paczki, bo ludzie
                                nie spodziewają się przesyłek o takiej godzinie. Wcześniej, Ci normalni, stali
                                jak mur beton przylutowani przy domofonie i trzeba było do nich zejść. Znałam
                                dobrze swojego listonosza (uzależnienie od ebaya), więc wiedział, że jak nie
                                schodzę to pewnie kłębię się w panice i trzeba się pofatygować na górę.
                                • sarahdonnel Re: A propos OT 26.03.10, 21:31
                                  Ale to galeriowiec (czyli 'komin' z windą i klatką schodową, i dalej wejścia do
                                  pojedynczych segmentów z dłuugiego balkonu), nowe budownictwo?
                                  Ja mam drewniane schodki jak drabinę, kręcone i cholernie strome, korytarzyk
                                  90cm, o windzie nie ma mowy, na naszym domu dziwnym trafem nie ma nawet tego
                                  haka do założenia wciągarki-kołowrotka, do przeprowadzki chyba będzie trzeba
                                  wynająć zewnętrzną windę. Dzielnica 'robotnicza' z przełomu wieków, objęta
                                  ochroną konserwatorską.
                                  Jak chodzę w ciuchach domowych, to za specjalnie mi jeszcze brzuszka nie widać,
                                  więc wielkiej siły przekonywania nie mam. Może jutro przywiozą grata, akurat w
                                  sobotę?
                                  U nas przywożą przed 10 rano, bywamy o takich porach w domu, ale jak przywiozą
                                  po południu w tygodniu, to już będzie gorzej, bo zwykle jestem wtedy sama, i
                                  teraz nie zaryzykuję wnoszenia na górę.
                      • ciociazlarada Re: Nieraf. olej kokosowy (egzotyczne zakupy;) 25.03.10, 18:21
                        A, zapomnialam dopisac. Strasznie mi sie podoba slowo: "obsmyczyc". W zyciu
                        czegos takiego nie slyszalam:)
                  • 987ania sarahdonnel 27.03.10, 22:36
                    > wiem jak pachną skórki owoców zabezpieczone kerozyną warzywa zabezpieczone
                    > woskiem, jak wybrać niepodgniwające ostre papryczki, albo których w ogóle nie
                    kupować,
                    Podobnie jak wiem, kiedy nie dać sobie wcisnąć na bazarku kilku
                    > kilogramów nieźle wyglądających bananów za grosze - stały na mrozie i po
                    > odtajeniu sczernieją.

                    A w ramach tricków zdradzisz jak to poznać? Dzięki

                    • sarahdonnel Egzotyczne zakupy owocowo-warzywne 28.03.10, 00:35
                      Spróbuję.

                      Kerozyna to paliwo lotnicze. Takie owoce po podgrzaniu, nawet w dłoni, pachną
                      'naftą'. Zapach drażniący z bliska i w dużej ilości, zostaje na dłoni, coś jak
                      'pachnie jak na stacji benzynowej'.
                      Zwykle kerozynuje się słodkie mango (te małe, żółte z plamami, raczej nie te
                      wielkie zielone dostępne w polskich supermarketach). Kerozyna zostawia też
                      dziwny posmak, szczególnie, jak nie obierzemy i nie wymyjemy dokładnie takiego
                      owocu, najlepiej bardzo ciepłą wodą.

                      Wosk/parafina - jest zwykle na skórce manioku (kassawy). Łuszczy się, jak
                      zastygłe krople ze świeczki, i po potarciu-podgrzaniu palcami zrobi się trochę
                      lepki. Kassawę się po prostu obiera przed obróbką (wychodzą fajne frytki, ale do
                      pocięcia trzeba chłopa z ostrym nożem), więc wosku nie zjemy, nie 'włazi' też do
                      środka i nie zostawia posmaku.

                      Ostre papryczki - 'moje' są żółte lub czerwone. Muszą mieć raczej zielonkawy
                      cień, i być twardo-kruche. Odrzucamy takie, których 'dupka' jest lekko brązowawa
                      i wygląda na mięknącą. Po przyjściu do domu z torbą papryczek, myjemy je pod
                      bieżącą wodą, a potem zamrażamy. Zamrożone się dobrze kroją na małe kawałeczki,
                      i nie pryskają parzącym sokiem na lewo i prawo.

                      Banany - w czasie mrozu nie warto kupować na bazarku, bo czernieją po
                      przyniesieniu do domu.

                      Duże banany do obróbki cieplnej (plantany):
                      są dojrzałe, kiedy są czarne, prawie gnijące. Lepiej kupować żółte niż zielone.

                      Awokado:
                      w części ogonkowej musi uginać się lekko naciśnięte kciukiem, wtedy będzie
                      szybko zjadliwe. Prawdę mówiąc, powinno dać się rozkroić, pestka odejść sama, a
                      miąższ powinien wybrać się łyżką i rozgnieść.

                      I szybki trick na przyspieszenie dojrzewania owoców: włożyć do torebki z
                      dojrzałym pomidorem lub bananem i szczelnie zamknąć. Te ostatnie wydzielają
                      etylen jak wściekłe, a etylen jest również hormonem roślinnym, który działa na
                      inne owoce jak, nie przymierzając, oksytocyna na kobietę w zaawansowanej ciąży.
                      • jul-kaa Re: Egzotyczne zakupy owocowo-warzywne 28.03.10, 08:20
                        sarahdonnel napisała:
                        ]

                        >
                        > I szybki trick na przyspieszenie dojrzewania owoców: włożyć do torebki z
                        > dojrzałym pomidorem lub bananem i szczelnie zamknąć. Te ostatnie wydzielają
                        > etylen jak wściekłe, a etylen jest również hormonem roślinnym, który działa na
                        > inne owoce jak, nie przymierzając, oksytocyna na kobietę w zaawansowanej ciąży.

                        Jak z pomidorem i bananem, skoro z jabłkiem? W życiu o bananie nie słyszałam, a
                        jabłka działają na awokado jak ta lala. banan+jabłko=brązowy banan po 2óch dniach :)
                        Kiwi nie chce w ten sposób dojrzeć.
                        A porównania to masz baaardzo na temat ;))
                        • zarin Re: Egzotyczne zakupy owocowo-warzywne 28.03.10, 13:42
                          Podobnie lateks przyśpiesza dojrzewanie. Wsadza się banana do prezerwatywy i czeka. Można używać wielokrotnie ;).
                          • pierwszalitera Re: Egzotyczne zakupy owocowo-warzywne 28.03.10, 14:58
                            zarin napisała:

                            > Podobnie lateks przyśpiesza dojrzewanie. Wsadza się banana do prezerwatywy i cz
                            > eka. Można używać wielokrotnie ;).

                            Ha, ha, ha, ale lepiej nie brać tych perfumowanych, bo banany przejdą smakiem sztucznych truskawek. ;-)))
                            • jul-kaa Re: Egzotyczne zakupy owocowo-warzywne 28.03.10, 15:59
                              pierwszalitera napisała:
                              >
                              > Ha, ha, ha, ale lepiej nie brać tych perfumowanych, bo banany przejdą smakiem s
                              > ztucznych truskawek. ;-)))

                              Ja od razu pomyślałam o bananowych - to jeden z najpaskudniejszych aromatów ;)
                        • sarahdonnel Re: Egzotyczne zakupy owocowo-warzywne 28.03.10, 14:25
                          O dojrzałych pomidorkach wiem z botaniki, i sprawdza mi się idealnie: podobno
                          statystycznie wydzielają tyle etylenu, że długie przebywanie w szklarni z samymi
                          dojrzewającymi krzakami pomidorów potrafi zakręcić w głowie.
                          (I nie mówię tu o przypadkach, kiedy pomidorki wspomagają prawdziwe 'zakręcacze
                          głowy', podobno też kochają się te gatunki miłością wzajemną.)

                          Banany sprawdziłam ostatnio, miałam zielone gruszki, położyłam do tego samego
                          pudełka co banany, nawet niespecjalnie zamkniętego, temp. +16, po dwóch dniach
                          dorzucałam super-dojrzałe słodkie gruszki hurtem do lunchu 'brzydszego połówka',
                          żeby mi pół kilo nie popłynęło.

                          Dygresja na temat 'egzotyczności' owoców i warzyw:
                          (Kiedyś kupiłam kilogramową paczkę gruszek, żeby pokazać, że gruszka to wygląda
                          tak, a nie jak awokado - w kreolu mojego TŻa 'pear' to awokado, zwykłych gruszek
                          nie mają. ;) Mój partner jak się dorwał do tych gruszek, to teraz nie mogę nie
                          przynieść z supermarketu kolejnego kilograma, nawet jak jeszcze dwie czy trzy
                          leżą w pudełku. Jak idziemy do sklepu razem, to w ogóle jest zło, bo 'chodź,
                          weźmiemy więcej, jesteśmy na 4 ręce i wózeczek'. W sumie dobrze, bo to owoc
                          rosnący w lokalnym klimacie, dobrze się przechowuje, a ta cena typu 5 zł/kilo
                          jest bardzo zachęcająca. Podobnie do 'jabłuszek dziecięcych', też 5zł/1,5 kg.)

                          Co do porównań, to chłop mi w głowie zakręcił, bo zaczął studiować pisemka z
                          gadżetami, które dostaję albo od położnej, albo z różnistymi gratisami,
                          przeglądam raz i składam na kupkę (we wszystkich jest praktycznie ta sama treść,
                          tylko inne kupony rabatowe, i troszkę inne obrazki, oraz inne kombinacje
                          kolorystyczne wyprawek, no, w niektórych w sekcji 'moda dla mamy' polecają np.
                          rzymianki na szpili 12 cm: słupek 8cm da radę, ale 12 cm szpili na co dzień?).

                          Z jabłkiem wypróbuję, jak się okaże, że wszystkie pomidorki w domu zostały
                          zeżarte. ;)
                          • chattetoutenoire przyspieszacze dojrzewania C.D. 28.03.10, 16:25
                            A miałaś o owocach klimakterycznych i nieklimakterycznych? Bo to się stąd bierze. Etylen nie tylko jest aktywatorem dojrzewania owoców, ale również jest wydzielany przez dojrzewające owoce (jednak różnie działa ten mechanizm i stąd powyższy podział). Już do końca nie pamiętam, zajrzę jeszcze do wykładów gdzieś, ale jabłko jak tylko "poczuje" etylen to automatycznie zaczyna dojrzewać i wydzielać etylen. Jest najlepszym aktywatorem dla innych owoców (z tych "naszych" owoców).
                            Banany, nie wiem jak w Holandii, ale w Polsce to się "dojrzewa" je na miejscu - pompuje się etylen do pomieszczenia gdzie magazynowana jest partia niedojrzałych, przywiezionych nawet dość dawno temu. Może stąd się udaje z bananem?
                            Przy okazji etylenu ciekawostka z moich studiów, jak ktoś lubi kwiaty goździki to unikać etylenu jak ognia. Też tak działają - po kupieniu i zetknięciu raz z etylenem wystarczy kilka godzin i blakną, więdną, usychają, zwijają im się brzezki płatków. Te brzeżki to też znak, żeby nie kupować, bo już kontakt miały. Potem same sobie produkują ten etylen i nie ma bukietu. No i najważniejsze: etylen jest też w spalinach samochodowych, więc goździki kupować w kwiaciarni, a nie od handlarki na przystanku autobusowym:)
                            • sarahdonnel Re: przyspieszacze dojrzewania C.D. 28.03.10, 17:41
                              Miałam porządną, bardzo przeładowaną biologię w szkole średniej, z zaleceniem
                              korzystania z podręczników uniwersyteckich równolegle z 'bazą' dla szkoły
                              średniej ;). Przy niektórych tematach bez przestrzegania tego zalecenia nie
                              można było dostać więcej niż 2 ze sprawdzianu. Podobnie z fizyki i chemii. Sporo
                              z tych 'pierdółek' przydaje mi się do tej pory. Tak patrząc po papierach, to
                              wziąłby mnie za typowego humanistę.

                              O 'gwoździkach' akurat nie wiedziałam czy nie pamiętałam (niespecjalnie lubię,
                              poza tymi drobniutkimi różowiastymi, które sprzedają babcie z działek, albo tnie
                              się z ogródka), pewnie takich kwietnych ciekawostek jest jeszcze więcej, niż
                              owocowo-warzywnych.

                              Co do bananów, to można u nas kupić takie ledwo zażółcone lub ładnie dojrzałe, i
                              ja takie z zielonymi końcówkami najbardziej lubię (i mogę kupić więcej na parę
                              dni). Mój TŻ natomiast lubi prawie czarne (jak wszystkie owoce, prawie
                              przejrzałe), stąd część kładę koło pomidorków w jakimś mniej wentylowanym
                              miejscu - lub w torbie, a część odkładam dla siebie w miejscu przewiewnym.
                              Oczywiście, że przypływają banany zielone, a potem się je 'pędzi' etylenem.
                              Podobnie robi się z wieloma innymi owocami, np. z ananasami czy dużymi mango.

                              Najbardziej zawiodły nas świeże kokosy, takie do wypijania wody ze środka i
                              wyskrobywania galaretki (Nie mylić ze zdrewniałymi które leżą w supermarketach -
                              właśnie, czym się do tego dostać? Maczetą? Tasakiem?). Zostały zerwane tak
                              wcześnie, że woda była zbyt kwaskowa. Co nie zmienia faktu, że i tak w dość
                              parny, choć nie super-gorący dzień było to przyjemniejsze od schłodzonego piwa.
                              • pierwszalitera Re: przyspieszacze dojrzewania C.D. 28.03.10, 20:29
                                sarahdonnel napisała:

                                > Najbardziej zawiodły nas świeże kokosy, takie do wypijania wody ze środka i
                                > wyskrobywania galaretki (Nie mylić ze zdrewniałymi które leżą w supermarketach
                                > -
                                > właśnie, czym się do tego dostać? Maczetą? Tasakiem?). Zostały zerwane tak
                                > wcześnie, że woda była zbyt kwaskowa.

                                Większość egzotycznych owoców dostępnych na naszym rynku, zrywa się o wiele za wcześnie, dlatego ich konsumpcja jest często bardzo wątpliwą przyjemnością. Ja za egzotami w ogóle nie przepadam. Takie domowe dojrzewanie też nie zawsze się sprawdza. A nawet owoce jak gruszki, śliwki, brzoskwienie itp. bywają w supermarketach w strasznym zielonym stanie i nigdy nie nabierają już odpowiedniego aromatu. Prędzej zaczynają gnić. Wolę więc wydać pieniądze na droższe owoce, sprowadzane u nas na przykład z sąsiedniej Francji, albo od razu od krajowych producentów i jeść je stosunkowo rzadko, niż wpychać w siebie trawę, ;-)
                                • sarahdonnel Re: przyspieszacze dojrzewania C.D. 28.03.10, 22:46
                                  Z kokosami i różnymi egzotycznymi (dla Europejczyka) owocami sprawa jest u nas w
                                  domu skomplikowana. Dla mojego partnera to gruszki i śliwki są egzotyczne, nie
                                  są natomiast sensacją ananasy, mango, mandarynki czy świeże kokosy. Jest też u
                                  nas latem karnawał karaibski, z kukurydzą i kurczakiem z (brudnego) grilla,
                                  namiotami z muzyką, turniejem piłki nożnej na bardzo błotnistym klepisku i
                                  ogólnie 'atmosferą rynku (odpustu) w średniej wielkości podzwrotnikowym mieście
                                  w Afryce lub na Karaibach'. Wtedy najczęściej pozwalamy sobie na takie
                                  sentymentalne ekscesy, jak obżarcie się kukurydzą z wielkiego kotła, surinamskie
                                  czy sierraleońskie piwo, szczerze mówiąc dość paskudnie kwaśne, czy rzeczone
                                  kokosy i inne paskudztwa.

                                  Szklarniowe warzywa są dla mnie bezsmakowe, więc staram się kupować w miarę
                                  sezonowo, albo to, co się 'tradycyjnie' daje przechować. Tylko - ja wiem, co i
                                  kiedy w Europie rośnie, mój partner - dopiero teraz widzi różnice pomiędzy
                                  'letnimi' warzywami w sezonie, a szklarniowymi poza sezonem; tylko - on nie miał
                                  się skąd nauczyć, kiedy ten sezon jest. Tam, gdzie się wychował, sezon był
                                  'zawsze', a dużo jadalnych rzeczy rosło w przysłowiowych krzakach przy drodze,
                                  albo należało to podkraść odpowiednio upatrzonemu sąsiadowi.

                                  Ja zwykle szaleję późnym latem, wtedy potrafię na bazarku wywęszyć świeże
                                  pomidory malinówki, odpowiednie śliwki i inne podejrzane 'egzotyczne' zielsko, i
                                  tylko czaję się z 'tego spróbuj', 'to powąchaj, gruntowe!', 'to babcia miała w
                                  ogródku' i podobnymi 'nawet nie waż się powiedzieć mi, że to jest niesmaczne!'.
                                  • pierwszalitera Re: przyspieszacze dojrzewania C.D. 28.03.10, 23:01
                                    sarahdonnel napisała:

                                    Tylko - ja wiem, co i
                                    > kiedy w Europie rośnie, mój partner - dopiero teraz widzi różnice pomiędzy
                                    > 'letnimi' warzywami w sezonie, a szklarniowymi poza sezonem; tylko - on nie mia
                                    > ł
                                    > się skąd nauczyć, kiedy ten sezon jest.

                                    To trochę, jak u mnie kiszone ogórki. Wprawdzie należą też do niemieckiej kuchni i można je bez problemu dostać w supermarkiecie, ale na pewno nie w takiej smakowej różnorodności jak w Polsce. Dlatego dla mojego męża kiszone ogórki, to kiszone ogórki, kwaśnie i słone, a ja testuję przeróżne polskie i ostatnio nawet rosyjskie marki w sklepie "kolonialnym" i marudzę, bo zawsze coś mi nie pasuje. ;-)
                • pierwszalitera Re: Nierafinowany olej kokosowy 25.03.10, 16:44
                  ciociazlarada napisała:

                  > Ale w Holandii mozesz na przyklad za to kupic zwykly smalec/slonine i zrobic
                  > sobie wlasny smalec (nie wiem jak jest z jego szkodliwoscia, moze Pierwszaliter
                  > a
                  > sie wypowie).


                  Smalec nie jest aż taki zły, ale nie nadaje się do każdej potrawy, ze względu na smak. Do mięsa w porządku, ale ja ciągle preferuję rzepak. ;-) Do mięsa olej rzepakowy, do ryby oliwa, a na koniec smażenia można dodać do wszystkiego odrobinę masła. Zdrowy jest smalec z gęsi, ale ma specyficzny smak i nie każdy lubi.
                  • ciociazlarada Re: Nierafinowany olej kokosowy 25.03.10, 17:19
                    Jestem wielkim milosnikiem i pozeraczem masla i smalcu:) wiec serce rosnie jak
                    to czytam.
              • pierwszalitera Re: Nierafinowany olej kokosowy 25.03.10, 16:39
                sarahdonnel napisała:

                bo rzepakowego w
                > Holandii praktycznie nie ma (chyba, że kupię napędowy i wydestyluję ;).

                E, rzepakowego w Holandii nie ma. Poważnie? To w Niemczech wszędzie, tłoczony na zimno, rafinowany, mieszany z oliwą, jaki chcesz, nawet w sklepch typu Aldi, Plus i Lidl, a w Holandii, ode mnie rzucić kamieniem za granicę, nie ma? Po niederlandzku to koolzaadolie albo canolaolie.
                • sarahdonnel Re: Nierafinowany olej kokosowy 25.03.10, 16:51
                  W Aldiku stoją butle słonecznikowego, w Lidlach - jak się wybiorę, to sprawdzę,
                  bo mam daleko. W supermarketach albo słonecznikowy, albo oliwa, albo sojowy,
                  albo różne sezamowo-ryżowo-orzechowe cuda. Być może kryje się pod jakims
                  tajemniczym 'frituurvet' (ale jak raz mi się chłop pomylił i przyniósł butle
                  tego czegoś do domu, to zapach mi się nie podobał, a na opakowaniu tylko
                  wysmarowane, że 'tłuszcze i oleje roślinne 100%'.

                  Też nie mogłam uwierzyć, bo holenderska kuchnia wcale nie bazuje na składnikach
                  innych niż polska: kartofle, marchewka, kapusta, cebula, bób, fasolka
                  szparagowa, nawet białą kiełbasę i kaszankę 'bloedworst' mają, podobno jako
                  narodowe danie :), poza tym wieprzowina i wołowina, równiez w wersji
                  'gulaszowej', mąki gryczanej tradycyjnie używa się do naleśników, kiedyś nawet
                  mieli 'polski' twaróg (hang-op), teraz można go dostać na wsi.

                  Nie jest tak, że w Niemczech rzepak jest obrzydliwie dotowany przez państwo?
                  Może tu jest pies pogrzebany.
            • pitupitu10 Re: Nierafinowany olej kokosowy 25.03.10, 16:08
              pierwszalitera napisała:
              > Do rozgrzewania do bardzo wysokiej temperatury nadaje się najlepiej olej rzepak
              > owy.

              Słyszałam, że masło klarowane (ghee) też.
              • pierwszalitera Re: Nierafinowany olej kokosowy 25.03.10, 16:40
                pitupitu10 napisała:

                > Słyszałam, że masło klarowane (ghee) też.

                Też, ale rzepak tańszy i zdrowszy.
    • joana.mz Re: Triki kuchenne 25.03.10, 06:59
      Pyszna, delikatna jajecznica wychodzi jeśli wbijemy jaja na patelnię z
      rozgrzanym masłem, mieszamy tak by żółtka pozostały cały czas całe, kiedy całe
      białko będzie dokładnie ścięte rozbijamy żółtka i dalej mieszamy. Niby tylko
      kolejność ścinania poszczególnych części jaja a różnica w smaku olbrzymia.
      • slotna Re: Triki kuchenne 25.03.10, 11:41
        Zawsze tak robie jajecznice, wbrew temu, co mi pokazywali w domu rodzinnym, czyli ze nalezy rozbeltac jajka widelcem w garnuszku przed wlaniem na patelnie - bez sensu, bo robi sie wior, a ja wole jak zoltko jest wilgotne. I zawsze, gdy mieszam to bialko, starajac sie nie rozwalic zoltka, przypomina mi sie dialog z Chmielewskiej
        - Nie smaz tej jajecznicy na kamien, juz jest dobra.
        - Ma gluty. Od glutow mi sie robi niedobrze. Babcia zawsze smazy z glutami...
        :)
        • jul-kaa Re: Triki kuchenne 25.03.10, 11:51
          A wyjmujecie flupki z jajek? Te skrętki co są przy żółtku? Bo mnie one tak
          strasznie brzydzą, że zawsze dłubię w jajach kilka minut żeby je wydostać...
          • sarahdonnel Jajka (smażone) 25.03.10, 13:16
            Ja wyjmuję, jak trafię akurat na takie jajka.

            W ogóle jajka mogę zjeść albo wmieszane w coś (typu ciasto), albo potraktowane
            dużą ilością majonezu. Ewentualnie omlet:

            Nie robię typowej jajecznicy (nie potrafię ;), natomiast rzadko kiedy udaje mi
            się zepsuć coś omletopodobnego, więc jak chłop mi marudzi, to produkuję cuś
            pomiędzy.

            Zaczynam grzać patelnię, i wlewam na nią sporo tłuszczu. (Wlewanie na rozgrzaną
            powoduje, że zużywa się tego oleju mniej, nie wiem, jak to wytłumaczyć - chyba
            tym, że olej robi się rzadszy, więc widać od razu, ile faktycznie go jest.)

            Jajka roztrzepuję z solą, świeżo mielonym czarnym pieprzem i paroma łyżkami
            mleka, czasem odrobinką chilli/cayenne. Wtedy placek będzie puchaty.

            Wylewam to na prawie dymiącą patelnię - rośnie jak wściekłe. Przerzucam, trzymam
            przez chwilę 'drugą stronę', zmniejszam ogień do minimum.

            Łopatką kroję na pół, składam jeszcze raz na pół i umieszczam na uprzednio
            przygotowanych kromkach chleba.

            To ostatnie sprawdza się szczególnie w wypadku jajek sadzonych (też średnio
            opanowałam, czasami wychodzą ;) - wylewające się żółtko wsiąka w chleb.
            'Kupione' z domu rodzinnego.
            • pitupitu10 jajka gotowane 25.03.10, 16:10
              Jak wszyscy o jajkach, to i ja!
              Jajka ugotowane na twardo (miękko też) będą się dobrze obierać, jeśli zaczniemy
              od szerszego końca, a to z powodu bąbelka powietrza, który się tam znajduje.
      • anka-ania Jajecznica 26.03.10, 11:06
        Wygodniej jest najpierw oddzielić żółtka od białek i na początku smażyć same
        białka, a po ich ścięciu dopiero dorzucić żółtka i wymieszać. Nie trzeba uważać,
        aby nie przebić za wcześnie żółtek. Jajecznica wychodzi taka kremowa i nie ma
        "glutów" z białek.
    • chattetoutenoire rozbijanie jajek 25.03.10, 09:50
      Znów coś mi się przypomniało:
      Żeby rozbić jajo ładnie (żeby żółtko się nie rozlało, a pęknięcie wyszło przez środek, a nie byle jak) wcale się nie stuka jajka nożem czy o kant blatu, patelni czy czegotamjeszcze. Należy udeżyć jajkiem (oczywiście nie za mocno) o płaską powierzchnię. Tworzy się w skorupce wgniecenie idealnie dające się "rozepchać" palcami. Ja zazwyczaj rozbijam jedną ręką a drugiej ewentualnie używam tak jak Nigella - wylewam na nią jajko i "odcedzam" żółtko.
      Sposób sam mi do głowy nie przyszedł, bo kiedyś traktowałam skorupkę nożem (często przy okazji rozcinając żółtko). Nakazano mi taki sposób jak badałam jaja na świeżość wg norm polskich (do badania potrzebne jest całe żółtko i nierozwalone połówki skorupek). Działa za każdym razem (no chyba, że ktoś przeholuje z tym uderzaniem...;)

      A przy okazji norm: najłatwiej sprawdzić czy jajko niedługo się zepsuje (jeszcze nie śmierdzi,ale już mu bliżej niż dalej - czasem potrzebne są świeższe, np żeby w cieście zakalec nie wyszedł, czy aby dobrze ubić pianę z białek) wylewając jajo na płaski tależ. Im zajmuje ono mniejszą powierzchnię i jest bardziej wypukłe - tym świeższe. Stare białko rozlewa się prawie jak woda, a żółtko jest mało "jędrne" i otaczająca je błonka łatwo pęka.
      • szarsz Re: rozbijanie jajek 25.03.10, 10:42
        Ja jeszcze dorzucę, że przy rozbijaniu jajek trzeba ciągnąć za tą
        połówkę skorupki od ostrzejszego czubka. Wtedy odchodzi ładna
        połówka. Czyli jestem praworęczna, to zawsze biorę jajko tak, żeby
        ostry czubek mieć w prawej dłoni. Jak się weźmie na odwrót - to
        jajko się rozwala.
        • bell9 Re: rozbijanie jajek 25.03.10, 18:22
          a ja niedawno przeczytałam, że żeby przechować dłużej jajka należy je przetrzymywać ułożone spiczastą stroną do dołu. Czemu? tego nie wyjaśnili. Na razie tak układam, ale efektów nawet nie zdążę poznać, bowiem moja rodzina jest jajeczna i wszystkie migiem pożre.
          • chattetoutenoire Re: rozbijanie jajek 26.03.10, 00:02
            Może to wynika z budowy? Jajo ma skorupkę a potem 2 błony. Między tymi błonami od "tępej" strony jajka zbierają się gazy tworząc jakby bąbel. Im jako starsze tym więcej tych gazów, większy i bąbel, mogłaś nie widzieć, jeśli faktycznie jaja u was długo nie goszczą w domu:). Przy okazji więc druga oznaka, że jajko jest już coraz mniej świeże.
            Ale w sumie to moje spekulacje:), sama jestem ciekawa co z tym układaniem.
    • besame.mucho Smarowanie blach masłem 25.03.10, 11:00
      Masło warto rozpuścić w garnuszku, wystudzić i smarować takim
      rozpuszczonym. Jak komuś nie przeszkadzają maślane palce - rękami,
      jak przeszkadzają - szerokim pędzlem. Wtedy jest mniej roboty, a
      posmarowane jest równo i cienko, bez żółtych maślanych kleksów.
      Banalne, ale nie wiem dlaczego wpadłam na to dopiero przy okazji
      robienia jakiegoś ciasta do którego wlewałam roztopione masło i
      roztopiłam za dużo.
      • jud.yta Re: Smarowanie blach masłem 27.03.10, 11:20
        Ja nabieram masło na ręcznik kuchenny i tym smaruję, nie lubię mieć
        masłowych palców.
    • sarahdonnel Zagęszczanie zup i sosów: masło orzechowe 25.03.10, 13:35
      Właśnie pakowałam łychę masła orzechowego do swego rodzaju leczo z rybą, kiedy
      przypomniało mi się, że sposób 'sprzedały' mi znajome Afrykanki i Kreolki.

      Masło orzechowe - niedużo, max. czubatą łyżkę na duży garnek dodajemy pod koniec
      gotowania, kiedy potrawa 'dochodzi' na wolnym ogniu, ostatnie 5 - 10 minut.
      Powinno zleźć z łyżki pod wpływem temperatury, i rozpuścić się również pod
      wpływem temperatury (mieszamy po 2 - 3 minutach, wtedy rozejdzie się
      równomiernie). Potem z potrawą należy postępować dość uważnie, bo po takim
      zagęszczaczu ma skłonność do przypalania się.

      Warto poeksperymentować z ilością: nie jest neutralne w smaku, ale nadaje fajnie
      'kremowy', dość charakterystyczny posmak. Nawiasem mówiąc - orzeszki ziemne
      bywają też alergenem.
    • lavaenn Ciasto z połowy porcji a czas pieczenia 26.03.10, 12:36
      Dziewczyny, pomocy!
      Zapragnęłam tego ciasta:
      ko-ko-ko.blogspot.com/2009/09/bezmaczne-ciasto-czekoladowe-z-jezynami.html
      ale zamierzam je upiec z połowy porcji w odpowiednio mniejszej blaszce (na dwie
      osoby to i tak będzie zabójcza ilość). Macie pomysł o ile skrócić czas
      pieczenia, żeby go nie przesuszyć?
    • bell9 gotowanie wody na.... 26.03.10, 13:53
      -ryż, makaron, kluski, pierogi itp. posolić wodę dopiero po jej zagotowaniu.Podobno dłużej doprowadzić do wrzenia jeśli posolisz wcześniej.
      -Dodana łyżka oleju do gotowania makaronu, pierogów,knedli itp. nie spowoduje sklejenia klusek.
      -Ziemniaki też solę dopiero po zagotowaniu wody.
      -Żeby cebulka na patelni nam się nie przypaliła( no chyba że tak ma być) trzeba ją posolić.
      -Żeby mleko w garnku nam się nie przypaliło trzeba przed wlaniem mleka, przepłukać garnek zimna wodą.
      • chattetoutenoire Re: gotowanie wody na.... 26.03.10, 18:22
        Prawda to:) Woda z solą ma wyższą temperaturę wrzenia. Na tej samej zasadzie solą posypuje się zimą ulice (zmiana temperatury zamarzania z kolei)

        Przy okazji z ziemniakami też dobrze robisz. A by moja mama: jeśli się ziemniaki obierze i potem mają czekać na ugotowanie (np rano mamy czas, a wieczorem chcemy postawić tylko garnek na gaz) to wrzucamy obrane do wody, żeby nie ściemniały, ale nie solimy.
        Roztwór wody z solą będzie inaczej prowadził do plazmolizy komórek. To może się tyczyć i innych warzyw.
        • szarsz Re: gotowanie wody na.... 27.03.10, 16:22
          chattetoutenoire napisała:
          > Prawda to:) Woda z solą ma wyższą temperaturę wrzenia.

          :D Ale woda ma dość małą stałą od wrzenia (i jednocześnie dużą od
          zamarzania). Dlatego dodatek 2g soli na litr wody podwyższy
          temperaturę wrzenia wody o mniej więcej trzydzieści pięć tysięcznych
          stopnia...

          > Na tej samej zasadzie solą posypuje się zimą ulice (zmiana
          > temperatury zamarzania z kolei)

          Ta zmiana jest dużo (stała 1.86 w porównaniu z 0.52 dla wrzenia)
          większa. I soli sypie się całe mnóstwo, wielokrotnie więcej niż soli
          do gotowania wody. Wręcz kilogramami na cienką warstwę lodu.

          pl.wikipedia.org/wiki/Sta%C5%82a_ebulioskopowa
          pl.wikipedia.org/wiki/Sta%C5%82a_krioskopowa
          • chattetoutenoire Re: gotowanie wody na.... 27.03.10, 20:40
            :) miałam chemię na pierwszym roku, dawno temu :)
            Co do tego ile kto daje soli na litr to akurat dokładnie nie wiem, chyba muszę sprawdzić. Moja mama jednak potrafi nieźle dosolić.
            Hm, właśnie próbowałam sobie przypomnieć jak się nazywała stała ebulioskopowa, żeby zanim napiszę jeszcze to sprawdzić... Trzeba było:). A w sumie dodatki soli do roztworu jeszcze mi się kojarzą ze zmianą aktywności wodnej. Może też ma znaczenie? Ja teraz już nie będę spekulować:P Może masz to na świeżo bardzej?
      • pierwszalitera Re: gotowanie wody na.... 26.03.10, 21:35
        bell9 napisała:

        > -Dodana łyżka oleju do gotowania makaronu, pierogów,knedli itp.
        nie spowoduje s
        > klejenia klusek.

        Tak, ale to utrudnia potem przyjmowanie sosów przez kluski, więc
        zdania są tu bardzo podzielone. Włosi raczej nie dodają oleju do
        gotowania makaronu, gnocchi (kluski z ziemniaków), ravioli itp.,
        tylko gotują al dente i w dużej wodzie, wtedy nic się nie skleja.
      • schaetzchen gotowanie mleka 28.06.11, 00:21
        > -Żeby mleko w garnku nam się nie przypaliło trzeba przed wlaniem mleka, przepłu
        > kać garnek zimna wodą.

        Ja to znam w innej wersji - najpierw należy w garnku zagotować trochę wody, wylać, dopiero wtedy gotować mleko. U mnie się sprawdza.
    • sarahdonnel Ryż bez mierzenia czasu i cedzenia 26.03.10, 19:16
      Chodzi o taki ryż z dużej torby, a nie woreczki. Z kaszą gryczaną też działa,
      tylko proporcje wody i kaszy trzeba ustalić inaczej, ja zaczynałam od 1 do 1,5,
      dorzucałam czosnku i selera naciowego.

      Działa dość skutecznie, wychodzi piękny ryż na sypko. Wszystko bez maszynki do
      gotowania ryżu (chociaż lepiej działa na płytach elektrycznych, które się
      wyłącza po kwadransie, a nadal grzeją).

      Im bardziej ma być lepki, tym więcej wody trzeba dolać. Można uzupełniać pod
      koniec gotowania, albo nawet po wyłączeniu ognia, i zostawić pod przykryciem na
      parę minut (wtedy wodą gorącą).

      1. Suchy garnek stawiamy na ogniu i wlewamy/wrzucamy trochę tłuszczu - zależy od
      tego, czego wypełniaczem będzie ryż: śródziemnomorskie i arabskie: oliwa z
      oliwek (podobno się jej nie grzeje, ale co tam, mój ojciec kocha frytki smażone
      na oleju z dodatkiem oliwy z oliwek, bo podobno lepiej pachną, ostatecznie można
      wziąć tę z wytłoków ;), indyjskie - masło (ghee), afrykańskie lub karaibskie -
      'przeklęty' olej kokosowy lub, dla kolorku, palminę (uwaga, szybko się spala),
      jeżeli nie mamy jakiejś preferencji - zwykły olej lub masło.

      2. Do garnka wrzucamy 1 objętość (np. 1 kubek) suchego ryżu, mieszamy drewnianą
      łyżką i prażymy przez chwilę. Ew. dorzucamy pachnące przyprawy - laskę cynamonu,
      kardamon, suszone chilli w całości (albo 1 bardzo ostrą papryczkę - tylko umytą,
      bez krojenia, inaczej ryż będzie niezjadliwie ostry), pieprz w ziarnach,
      cokolwiek nam pasuje.

      3. Zalewamy mniej-więcej dwiema objętościami zimnej wody (czyli ten sam kubek,
      którego używałyśmy do odmierzenia ryżu, używamy do odmierzania wody).

      4. Do białego ryżu - z drugiego kubka trzeba odlać 'dużego łyka', parboiled -
      taki w dużej torbie z żółtym nadrukiem wychodzi idealnie z 2 objętości wody.
      Basmati/jaśminowy musi być 'suchszy', brązowy - 2 objętości, w tym jedna z 'czubem'.

      5. Doprowadzamy wodę z ryżem do wrzenia (pójdzie szybko, garnek jest już
      gorący), dosalamy do smaku. Przykrywamy szczelnie, zmniejszamy ogień do minimum,
      i znajdujemy sobie coś ciekawszego do roboty na przynajmniej kwadrans.

      6. Sprawdzamy, czy ryż odpowiada nam miękkością. Jeżeli jeszcze jest za twardy,
      a woda już się wchłonęła (trzeba sprawdzić na dnie garnka, czyli trochę musimy
      popsuć idealną powierzchnię ;), to dolewamy max. 1/3 gorącej, przykrywamy,
      zwiększamy ogień na minutę, a potem wyłączamy bez odkrywania pokrywki - i
      zostawiamy na 5 - 10 minut.

      7. Mieszamy, ew. dodajemy trochę więcej tłuszczu - gotowe. Jeżeli w ryżu
      gotowała się ostra papryczka (nadaje nieziemski aromat) - wyrzucamy ostrożnie
      przed mieszaniem, bez rozmemływania. Inaczej będzie zdecydowanie za ostro.

      8. Taki ryż można też ugotować z mrożonym groszkiem, kawałkami papryki czy czymś
      innym kolorowym, dorzucić kostkę bulionową (wtedy raczej nie solimy), czy
      podbarwić koncentratem pomidorowym. Wtedy robimy to jeszcze kiedy wody w garnku
      jest dużo. Jeżeli chcemy dorzucić cebulki czy czosnku - robimy to w czasie
      prażenia ryżu.

      Wersja (nieco uproszczona) dla tych, co wolą ryż z torby umyć:
      Ryż płuczemy dwukrotnie.
      Wrzucamy do garnka.
      Garnek stawiamy na ogień.
      Zalewamy wodą w proporcji 1 objętość ryżu - mniej-więcej 2 objętości wody
      (raczej mniej niż więcej, rozgotowany trudno odratować ;).
      Doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień, przyprawiamy, dolewamy łyżkę oleju,
      zakrywamy szczelnie.
      Przez następny kwadrans zajmujemy się czymś ciekawszym.
      Sprawdzamy, czy stopień miękkości nam odpowiadam, ew. dokonujemy poprawek wodą,
      zostawiamy na parę minut więcej (można wyłączyć ogień).
      Mieszamy - gotowy.
      • zarin Re: Ryż bez mierzenia czasu i cedzenia 26.03.10, 23:58
        Ja nie dodaję oleju i nie smażę/prażę. Zalewam ryż intuicyjną ilością wrzątku, gotuję 25 minut (brązowy), nie mieszając w trakcie, wyłączam gaz i zostawiam lekko wilgotny na 5 minut pod przykryciem. Wychodzi bez problemu idealnie sypki :). Generalnie działa tu zasada, żeby gotować w małej ilości wody i ostatnie minuty gotowania zastąpić trzymaniem ciepłego pod przykryciem.
        • sarahdonnel Re: Ryż bez mierzenia czasu i cedzenia 27.03.10, 00:49
          Też można, tylko ta 'intuicyjna' ilość wody nie jest łatwa do zgadnięcia na
          początku, a stąd bierze się 'kleik'. Mnie sprawdza się 'troszkę dopasowane do
          sytuacji' 1 do 2. Tłuszcz i zimną wodę 'kupiłam' od ludzi wychowanych w krajach,
          gdzie ryż je się jako podstawowy 'wypełniacz', jak u nas pieczyw i kartofle.
          Taki podprażany to wersja 'jak u mamy'.

          Z ogólną zasadą się zgadzam - ryż 'dogotowuje' się sam pod przykryciem, we
          własnej parze, dogrzewać już nie trzeba. (Moja ciotka zaczynała gotować ryż rano
          przed wyjściem po zakupy i zawijała garnek w koc, był ciepły i pięknie ugotowany
          na obiad na 15.)
    • pitupitu10 gotowanie makaronu 27.06.10, 11:27
      Wersja ekologiczna i ekonomiczna. :) Powszechnie uważa się, że makaron powinno
      się gotować w wielkim garze wody. Prawda, ale tylko w przypadku makaronu
      spaghetti i domowego. Inne rodzaje makaronu można ugotować w małej ilości wody.
      To nie wszystko. Po zagotowaniu makaronu można wyłączyć gaz, a makaron i tak się
      ugotuje. Sprawdziłam i działa. Co prawda gotowałam go o 1 minutę dłużej niż
      zwykle, ale co za oszczędność!

      Do poczytania:
      www.seriouseats.com/2010/05/how-to-cook-pasta-salt-water-boiling-tips-the-food-lab.html?ref=columns
      • agafka88 Re: gotowanie makaronu 27.06.10, 12:45
        Trik z wyłączaniem wody zaraz po doprowadzeniu do wrzenia przetestowałam i z
        powodzeniem stosuję od kilku miesięcy. Oszczędzamy gaz i mamy jeden kurek
        podczas gotowania wolny. Technikę tą chwaliłam sobie szczególnie w upały, kiedy
        dodatkowo nie nagrzewałam kuchni gotując makaron.
        • marciasek Re: gotowanie makaronu 28.06.11, 01:08
          ja to samo robię z fasolą - tylko, że ja trzeba zagotować, wyłączyć, przykryć i odstawić na jakieś co najmniej pół godziny, potem znowu zagotować, wyłączyć, odstawić itd - aż do miękkości. W sumie ze 3-4 razy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka