Dodaj do ulubionych

Jak się wymigać?

25.03.10, 18:25
Mam problem z babcią (nie pierwszy…). Babcia chce mi pomagać. Fakt, jestem w ciąży, mąż sporo pracuje i nie ma go często w domu (poza tym babcia uważa, że jak już jest, to i tak nic robić nie powinien, bo dom to nie działka mężczyzny) i nie mamy mieszkania „na błysk” (ale też nie mamy ochoty mieć ;)) Większość rzeczy uznanych przez babcię za bałagan to leżące na wierzchu (czyste i poukładane) rzeczy dla synka, mężowe gadżety (związane z hobby i nie-do-ruszenia) oraz wózek i jego akcesoria, wielkie pudło z fotelem itp.
Babcia się uparła, że przyjdzie i upierze firanki, pomoże mi, odgruzi po zimie ogródek (który ma jakieś 30 m2, więc jest malutki), coś ugotuje (nie umie, potrafi dodać 4 łyżki cukru do zupy). Ma 82 lata i fizycznie jest w sumie dość sprawna, ale kontakt z nią jest bardzo trudny, bo nie słyszy i się do tego nie przyznaje. Poza tym ma bardzo destrukcyjne zapędy oraz grzebie wszędzie, gdzie się da – przegląda papiery, dokumenty, robi inspekcję w szafkach i szufladach. Z ogródka zrobiłaby mi pustynię (wypieliłaby wszystko, co tylko się da, z roślinami posadzonymi przez nas włącznie). Kolejna rzecz – jeśli ona będzie latać z odkurzaczem, to ja psychicznie nie wytrzymam siedząc w fotelu (a to właśnie większość dnia robię). Zresztą po co ja się tłumaczę – nie chcę, żeby mi ktoś w domu sprzątał i już. Poza tym moi rodzice przez lata nie mogli się uwolnić od wpadania bez zapowiedzi i robienia czystki w szafkach i doniczkach. Ja się na to po prostu nie piszę.
Problem w tym, że ona mnie PROSI żeby mogła pomóc. Mówi, że się nudzi, że wie, że mi ciężko (no ciężko, fakt), że ona tak bardzo chce pomóc. A ja jej nie chcę sprawić przykrości… Mówiłam już, że mąż ma wolny weekend i wtedy będziemy sprzątać, ale ona tak bardzo prosi… Bardzo, bardzo nie chcę jej sprawić przykrości, więc potrzebny mi jakiś fortel.
Macie pomysł jak to załatwić żeby wilk był syty i owca cała?
Obserwuj wątek
    • urkye Re: Jak się wymigać? 25.03.10, 18:32
      Babcia po prostu chce pomóc i chce czuć, że jest komuś potrzebna. Może brakuje
      jej towarzystwa?
      Myślę, że warto zaproponować babci, że spotkasz się z nią bardzo chętnie ale pod
      warunkiem, że nie będzie u Ciebie sprzątać i pomagać;) Zamiast tego możecie po
      prostu pójść razem na spacer, a potem na kawkę do Ciebie:)
      • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 25.03.10, 18:44
        urkye napisała:

        > Babcia po prostu chce pomóc i chce czuć, że jest komuś potrzebna. Może brakuje
        > jej towarzystwa?

        Dokładnie o to chodzi :)

        Ostatnio spędziłam z nią trzy godziny oglądając na komputerze zdjęcia,
        przerabiając jej zdjęcia w photoshopie (ona siedziała, patrzyła i mówiła, którą
        zmarszczkę wygładzić:)) i nagrywając jej na płytę, żeby mogła zanieść do
        zakładu. Było bardzo miło, ale po tej wizycie właśnie wpadła na pomysł, żeby mi
        pomagać.
        Ja bardzo chętnie spotkałabym się z nią tylko na pogawędki, ale jak już
        napisałam - rozmowa jest w sumie niemożliwa i takie spotkanie nieludzko mnie
        męczą... Poza tym nawet jak wprost mówię, że nie chcę, żeby sprzątała, to i tak
        się za coś bierze.
    • agafka88 Re: Jak się wymigać? 25.03.10, 18:36
      A może zaproponuj babci coś, żeby się nie nudziła? Zróbcie coś razem - nie wiem,
      na co aktualnie Twój stan pozwala. Spacer, zakupy, lub chociaż oglądanie starych
      zdjęć razem? Ty będziesz pytać kto jest kim, babcia opowiadać, a Ty uzupełniać.

      A może babcia umie robić na drutach? Poproś ją o sweter dla męża, zawsze będzie
      miała zajęcie na popołudnia.
      • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 25.03.10, 18:40
        agafka88 napisała:

        > A może zaproponuj babci coś, żeby się nie nudziła?

        Spacer i zakupy niestety odpadają (ja mam niecałe 2 tyg. do porodu i ledwo się
        ruszam), a jakakolwiek rozmowa jest prawie niemożliwa - babcia NAPRAWDĘ nie
        słyszy, co się do niej mówi, kiwa głową, ale nie wie w ogóle, o co chodzi.
        Absurdalne, nie?
        Babcia kiedyś szyła, ale już nie umie.

        • olusimama Re: Jak się wymigać? 25.03.10, 19:20
          jul-kaa napisała:
          > ruszam), a jakakolwiek rozmowa jest prawie niemożliwa - babcia NAPRAWDĘ nie
          > słyszy, co się do niej mówi, kiwa głową, ale nie wie w ogóle, o co chodzi.
          > Absurdalne, nie?

          To akurat typowe dla niedosłuchów u starszych osób. Wszyscy dookoła wiedzą,
          odczuwają i mają kłopot z tego powodu a sam pacjent za skarby świata się nie
          przyzna. Dziwne, bo jak się zaczyna słabiej widać, to okulary są oczywiste, nikt
          się nie kryguje i nie wstydzi. A ze słuchem już tak dobrze nie jest.
          Namów babcię na wizycie u protetyka słuchu i przymierzenie aparatu słuchowego,
          komfort i jej i jej otoczenia wzrośnie natychmiast.
          • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 25.03.10, 19:24
            olusimama napisała:
            > Namów babcię na wizycie u protetyka słuchu i przymierzenie aparatu słuchowego,
            > komfort i jej i jej otoczenia wzrośnie natychmiast.

            Pisałam już na forum o tym problemie - jest absolutnie nie do przeskoczenia. Na
            badane słuchu się nie zgadza, natychmiast się obraża, płacze. Próbujemy od kilku
            lat na rozmaite sposoby. Miała badanie podczas wizyty u geriatry, a ten
            powiedział, że ma słuch "odpowiedni do wieku". Chciałam drania zastrzelić, bo
            wcześniej prosiłam, żeby zwrócił uwagę na ten problem.
            • slotna Re: Jak się wymigać? 25.03.10, 19:28
              Hehe, cos mam slaby refleks ostatnio ;)
            • olusimama Re: Jak się wymigać? 25.03.10, 19:38
              jul-kaa napisała:
              nie do przeskoczenia. Na
              > badane słuchu się nie zgadza, natychmiast się obraża, płacze.

              A okulary nosi? Bo jeśli tak, to może spróbujcie tego porównania?
              4 lata zajmowałam się dopasowywaniem i sprzedażą aparatów słuchowym, znam
              problem, o którym piszesz. Miałam sporo kontaktów z rodzinami osób
              niedosłyszących, zdesperowanych wręcz.
              Trudna sprawa.

              Pewnych rzeczy się nie da przeskoczyć, gdyby chociaż zgodziła się przymierzyć,
              jest spora szansa, że to by ją przekonało. Ale jak to taki trudny przypadek, to
              nie mam pomysłu...
              • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 25.03.10, 20:06
                olusimama napisała:
                > A okulary nosi? Bo jeśli tak, to może spróbujcie tego porównania?

                Nosi, jasne, ale o aparacie (ani nawet o badaniu słuchu, czy przymierzeniu
                aparatu) nie ma absolutnie mowy. Ja już przestałam próbować, chyba niedługo
                posunę się do ostatniego argumentu - jak nie spróbujesz z aparatem, to nie będę
                się z Tobą spotykać.

                Była tu na forum ciekawa dyskusja o tym zresztą - na ile mamy prawo zmuszać
                członka rodziny do zadbania o swój słuch (i nie tylko).
            • urkye Re: Jak się wymigać? 25.03.10, 22:09
              Dajcie babci spokój ze słuchem;) Moja też mało słyszy, kiwa głową/prosi
              powtórzenie i tak w kółko. Tylko z tą różnica, że ma aparat. Schowany w
              szufladzie. Nie używa, bo ją denerwuje. Przyzwyczaiła się do wyciszonego świata
              i tak jej lepiej;) Nas to oczywiście irytuje, bo z babcią się ciężko czasami
              dogadać, na imprezach się kilkakrotnie powtarza opowieści itd., ale musimy się
              przyzwyczaić - jej decyzja i nam nic do tego (niestety:P).
              • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 25.03.10, 22:15
                urkye napisała:

                > Dajcie babci spokój ze słuchem;) Moja też mało słyszy, kiwa głową/prosi
                > powtórzenie i tak w kółko.

                A widzisz, moja NIE PROSI O POWTÓRZENIE i to jest problem. Bo ja bym chętnie jej
                powtórzyła, ale muszę wiedzieć, że nie usłyszała. Jak się zacznie mówić
                głośniej, to się obraża. A mówiąc normalnie gadam czasem jak do ściany :(
                I z tego wynikają czasem zabawne, a czasem fatalne pomyłki - jak mieszkałam
                kiedyś na Ukrainie i babcia mnie odwiedziła, to powyrzucała rzeczy właścicielki,
                bo nie usłyszała, że ma nie wyrzucać. Była niezła chryja jak łatwo się można
                domyślić...
          • slotna Re: Jak się wymigać? 25.03.10, 19:24
            Jul-kaa juz zdaje sie kiedys pisala, ze babcia za nic sie nie chce dac na aparat namowic :/

            Ja zupelnie nie wiem, co doradzic w takiej sytuacji.
    • pierwszalitera Re: Jak się wymigać? 25.03.10, 22:16
      Trochę mści się teraz, gdy było się wcześniej za miłym i mało asertywnym. ;-) Moim zdaniem powiedzenie prawdy, że nie lubisz, gdy ktoś trzeci grzebie ci w prywatnych rzeczach, jest całkowicie wystarczającym wytłumaczeniem. Babcia się może urazi, ale prawdopodobnie na krótko, a może nawet zrozumie. A jak nie chcesz babci urazić, bo jej równowaga psychiczna ważniejsza ci jest od twojej własnej, to wpuść babcię do ogródka (coś musisz poświęcić), a pracy w domu odmów argumentem, że krzątanie po domu i hałas bardzo ci teraz przeszkadzają, bo od kilka dni źle sypiasz i lekarz zalecił ci spokój. Możesz jeszcze liczyć na deszcz, to wtedy prace w ogródku też odpadną. ;-) Swoją drogą dziwne zwyczaje macie w rodzinie, pamiętam wątek o ojcu, o babci i o pachnącej papierosami matce. Niby się o siebie troszczycie, ale macie problemy z otwartością i udajecie przed sobą jakieś role. Chcesz dalej to podtrzymywać?
      • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 25.03.10, 22:27
        pierwszalitera napisała:
        > Swoją drogą dziwne zwyczaje macie w rod
        > zinie, pamiętam wątek o ojcu, o babci i o pachnącej papierosami matce. Niby się
        > o siebie troszczycie, ale macie problemy z otwartością i udajecie przed sobą j
        > akieś role. Chcesz dalej to podtrzymywać?

        Mamy problemy z otwartością, to fakt, moi rodzice (zwłaszcza tata) uwielbia maski, ale ja naprawdę lubię swoją rodzinę :) Mama bardzo się teraz stara, problem papierosowy zniknął. Ja bardzo chcę zmienić pewne rzeczy, bo nie mam zamiaru rezygnować z kontaktów. Szukam więc porad i sugestii :) I są rezultaty :) Wynegocjowałam pewne rzeczy i naprawdę jestem z tego zadowolona.

        A babci prędzej dałabym sprzątać mieszkanie niż ogródek ;) W domu mniej zniszczy.

        Ja też uważam, że powinno wystarczyć powiedzenie, ze nie lubi się grzebania, ale do babci to nie dotarło przez >30 lat małżeństwa moich rodziców. Prosi się ją, tłumaczy, a ona swoje. Dla niej prywatność nie istnieje - sama nie odczuwa potrzeby więc nie rozumie jej u innych. Zresztą takich rzeczy jest więcej :)
    • ariadna007 Re: Jak się wymigać? 25.03.10, 23:23
      a babcia może coś zrobić ręcznie? najlepiej u siebie w domu?
      ja wiem.. wyhaftować ręczniczek, czy skarpetki z inicjałami dla
      maluszka?
      w czymś musi być dobra :)
      • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 00:30
        ariadna007 napisała:

        > a babcia może coś zrobić ręcznie? najlepiej u siebie w domu?

        No właśnie ona ma dość siedzenia w domu. Kiedyś szyła (i to dość dobrze), ale
        straciła tę umiejętność. Dawniej prosiliśmy ją o różne rzeczy, teraz to odpadło.
        Z nią jest niestety taki problem, że zrobi to, na co ma ochotę, a nie to, o co
        się ją poprosi :)
        • bell9 Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 08:14
          to masz przechlapane.współczuję Ci.zwłaszcza że teraz potrzebujesz dużo wypoczynku, którego będzie brak po porodzie.wg.jeśli teraz nie będziesz asertywna, wręcz do znudzenia i obrzydzenia ( nawet jeśli babcia się obrazi) i monotematyczna : "nie, dziękuję", "nie trzeba, dziękuję" itp. to pomyśl co będzie jak się dzidziuś urodzi???!!!
          Będziesz zmęczona,całą uwagę będziesz poświęcała dziecku, w pierwszym okresie tak naprawdę nie ma się ochoty na nic, a tu babcia nachalna i namolna.Już widzę jak babcia wszystko wie lepiej: jak przewijać,karmić, ubierać itp.
          Musisz to wywalczyć, jeśli nie możesz sama poproś o to mamę.Może przetłumaczy babci, że najgorsze ze wszystkie to wtrącanie się do młodych, nawet jeśli chce to robić z dobrego serca.
          Sama widzisz,że przez te wszystkie lata nikt nie umiał "utemperować" babci.Szczerze współczuję Twoim rodzicom ( to jest mama mamy czy taty?),sama nienawidzę takiego zachowania i obecnie niestety/lub stety jestem na ścieżce wojennej z teściową.
          A może babcia powinna zapisać się do jakiegoś klubu seniora/emeryta a może chociaż do kółka różańcowego? Nie ma jakiejś zaprzyjaźnionej sąsiadki, koleżanki do której mogłaby na kawkę itp.?
          • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 09:09
            Babcia jest mamą mamy i jedną z dwóch naszych (z mężem) wspólnych babć. Na co dzień jest naprawdę trudna i cóż... trudno ją lubić. Na dodatek jest ślepo wpatrzona w swoją córkę a moją mamę, co teraz umiem wykorzystać, ale jak byłam dzieckiem, to było mi zawsze przykro, że jestem "ta gorsza". Teraz wiem, że jak nie mogę się z babcią porozumieć, to wysyłam mamę, która jej pewne rzeczy tłumaczy. Babcia nieustannie podważa moją wiedzę i kompetencję, również w sprawach, na których się nie zna. W zasadzie reaguje zaprzeczaniem na wszystko, co mówię... Jedyną metodą jest nasłanie na nią mamy, co chętnie uskuteczniam :)
            Masz rację, że babcia wie wszystko najlepiej :) Teraz jej się na dodatek troszkę wszystko miesza i przyznam, że nie zostawiłabym jej z maluchem (czy to przesada...?). Opowiada na przykład, jak to jej dzieci w wieku trzech miesięcy chodziły w chodziku, a w wieku roku same wychodziły górą z łóżeczka (łóżeczko ma ponad metr wysokości!) "do nocniczka". Śmieszne te opowieści i dopóki pozostają opowieściami nie są groźne :)
            Najzabawniejszą (ale też straszną) cechą babci jest jej kłamanie - pisałam juz sporo o tym: Babcia zmyśla, konfabuluje i tworzy różne przedziwne historie – opowiada o ludziach, których spotkała, wizytach które odbyła, badaniach, które zrobiła, rzeczach, które kupiła, książkach, które czytała – a to wszystko często nie jest prawdą ani na jotę.
            Dopóki po prostu opowiada jakieś zmyślone historie, których prawdziwość nie ma znaczenia, dopóty mi to w sumie nie przeszkadza - mogę słuchać. Problem jednak w tym, że o rodzinie też zaczyna opowiadać dziwne rzeczy i zawsze się wtedy zastanawiam, jakich opowieści jesteśmy bohaterami ja i mój mąż :)

            > A może babcia powinna zapisać się do jakiegoś klubu seniora/emeryta a może choc
            > iaż do kółka różańcowego? Nie ma jakiejś zaprzyjaźnionej sąsiadki, koleżanki do
            > której mogłaby na kawkę itp.?

            Babcia z nieznanych nam zupełnie przyczyn odcięła się od wszystkich swoich znajomych. Udaje, że nie wróciła jeszcze z USA (gdzie była kilka razy dłużej, ostatni raz chyba w 2003 roku) i odmawia kontaktów. Zupełnie nie wiemy, dlaczego tak się dzieje, poza tym nie zmusimy jej przecież do podjęcia życia towarzyskiego, choć dobrze wiemy, że dobrze by jej ono zrobiło. Babcia nie spotyka się z nikim i w sumie chyba jak mi znów powie, jak się nudzi i że chce mi pomóc, to zaproponuję jej odnowienie kontaktów z koleżankami, które przecież ma...


            Jak czytam tez wątek i moje poprzednie "rodzinne" (tak, autoterapia na offtopach to dobra rzecz, hehehe), to widzę, że wywalam tu różne rodzinne problemy i problemiki. Muszę jednak przyznać, że już kilka razy mi uświadomiłyście, że warto się odciąć od pewnych rzeczy i udało mi się to wręcz koncertowo, za co jestem Wam bardzo wdzięczna. Pozbycie się poczucia winy z powodu braku sympatii do niektórych osób, z którymi jestem związana wyłącznie więzami krwi, dało mi mnóstwo wolności :)
            • bell9 Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 10:39
              Trzymaj się jul-kaa i życzę wszelkiej pomyślności na później, a dzidziusiowi zdrówka i dużo miłości.

              Wiesz te problemy/zachowania Twojej babci zwłaszcza teraz, wynikają z podeszłego wieku,może jakieś oznaki demencji starczej lub innej choroby.Babcia wygląda mi na "tyrana" który rządzi całą rodziną.Musze Ci powiedzieć że moja była podobna, też "dyrygowała" moją matką już jako osobą dosrosłą, "żonatą i dzieciatą".Teraz jak jest po 90 też głupoty wygaduje, nie jest obiektywna itp. ale w mniejszym stopni niż Twoja babcia.
              Ja na szczcęście nie dałam sobą dyrygować (taką jestem indywidualistką).
              Kilka lat temu (już po wyjściu za mąż) zdecydowanie odsunęłam rodzinę na dystans i to zarówno moją jak i mojego męża. I powiem Ci z perspektywy czasu ,że dobrze zrobiłam.Rodzina x2 potrafi przytłoczyć , stłamsić, a każdy potrzebuje przestrzeni i prywatności.

              Pamietaj stanowcze i konsekwentne "nie" nie jest złe.

              ps.nie, nie przesadzasz,że nie chcesz zostawiać w przyszłości dziecka z babcią.Jest to starsza pani, niekoniecznie do końca zdrowa.Kontaktów z prawnukiem nie zabronisz, ale nie daj wejśc sobie na głowę.
            • aksanti Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 11:19
              jul-kaa napisała:

              jak byłam dziec
              > kiem, to było mi zawsze przykro, że jestem "ta gorsza". Teraz wiem, że jak nie
              > mogę się z babcią porozumieć, to wysyłam mamę, która jej pewne rzeczy tłumaczy.
              > Babcia nieustannie podważa moją wiedzę i kompetencję, również w sprawach, na k
              > tórych się nie zna. W zasadzie reaguje zaprzeczaniem na wszystko, co mówię...

              jul-kaa, skoro osoba, która wyrażała przez całe życie niechęć do Ciebie, albo może nie chciała lub nie umiała być miła i serdeczna jak dla wnuczki, to dlaczego masz wyrzuty sumienia, że nie zapewniasz jej teraz rozrywki? Bo rozumiem, że chodzi o to, żeby babci zapełnić czas.
              Nie chodzi mi o to, ''żeby grać jak kuba Bogu tak..'' ale wg mnie stawiasz się sama w pozycji ofiary.
              • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 11:34
                aksanti napisała:
                > jul-kaa, skoro osoba, która wyrażała przez całe życie niechęć do Ciebie, albo m
                > oże nie chciała lub nie umiała być miła i serdeczna jak dla wnuczki, to dlaczeg
                > o masz wyrzuty sumienia, że nie zapewniasz jej teraz rozrywki?

                Widzisz, to nie takie proste. Babcia pewnie chce jak najlepiej, stara się być
                miła, a że nie umie, cóż... Ona naprawdę nie rozumie, że coś robi źle, kiedyś
                (lata temu) jej powiedziałam, jaką mi przykrość sprawiła, to się skończyło jej
                rozpaczą - wiem, że to rodzaj szantażu emocjonalnego, ale nic z tym się już nie
                da zrobić.
                Nie mam ochoty na zmienianie babci, spotykam się z nią rzadko i raczej troszkę z
                przymusu i chciałabym jedynie, żeby te rzadkie kontakty były jak najmniej
                uciążliwe.
                • aksanti Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 12:12
                  Ok, to w takim razie nie do końca wcześniej zrozumiałam:)
                  A że z babciami nie jest łatwo to wiem, mam jeszcze obie (od str mamy i taty) i znam babcine dziwactwa. Jedna np. robi się chora jak nie da się jej wcisnąć komuś jedzenia. Jak przyjeżdżałam na ferie to zawsze mnie na obiad wołała (bo dziadkowie jedzą zanim rodzice z pracy wracali), i ile się natłumaczyłam, że nie będę 2obiadów jeść to moje. Teraz często sama gotuję jak przyjeżdżam do domu więc babcia łatwiej daje mi spokój.

                  A może wykorzystaj pomysł jednej z dziewczyn w tym wątku np. nawrzucaj jakichś ciuchów do pudła albo jednej szafki i stanowczo powiedz, że jeśli babcia chce Ci pomóc to tu i tylko tu ma pole do popisu.
                • pierwszalitera Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 13:37
                  jul-kaa napisała:

                  > Widzisz, to nie takie proste. Babcia pewnie chce jak najlepiej, stara się być
                  > miła, a że nie umie, cóż... Ona naprawdę nie rozumie, że coś robi źle, kiedyś
                  > (lata temu) jej powiedziałam, jaką mi przykrość sprawiła, to się skończyło jej
                  > rozpaczą - wiem, że to rodzaj szantażu emocjonalnego, ale nic z tym się już nie
                  > da zrobić.

                  Uuuu jul-kaa, jesteś pewna, że studiowałaś psychologię? ;-) Nie widzisz, co robisz? Usprawiedliwiasz zachowanie dorosłej osoby, która wchodzi ci na nerwy. Ty faktycznie zachowujesz się jak ktoś, kto lubi robić z siebie ofiarę. Na wszystko masz argument "ale". "Babcia mi dokucza, no ale na pewno nie ze złych intencji, bo ona taka bidna". Powtarzasz błąd, który "wessałaś" w swojej rodzinie. Traktujecie się wzajemnie jak dzieci, które nie mogą wiedzieć, co jest dla nich najlepsze i nie odpowiadają za swoje czyny. Dlatego to wtrącenie, próby uszczęśliwiania na siłę oraz wyrzuty sumienia, gdy trzeba zrobić przykrość, a druga strona reaguje dziecinnymi fochami. Brrrrr.... Kiedyś może strzelić i to gwałtownie. ;-)
                  • bebe.lapin Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 13:48
                    pierwszalitero, a wiesz, co mowia o ludziach, ktorzy ida na psychologie ;)

                    moja siostra tez ja studiowala, co nie przeszkodzilo jej radosnie trwac w
                    zwiazku z psychopata emocjonalnym (no bo chyba jej nie maltretowal fizycznie..)
                    przez dwa lata...
                    • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 13:59
                      bebe.lapin napisała:

                      > pierwszalitero, a wiesz, co mowia o ludziach, ktorzy ida na psychologie ;)

                      Że mają problem ze sobą, z chłopakiem/dziewczyną, rodziną :) A jak nie mają, to
                      jeszcze będą mieć :)
                      Bardzo powszechny stereotyp, ale niestety bardzo, bardzo prawdziwy. Nigdzie nie
                      spotkałam tylu dziewczyn z rozbitych rodzin i mających tak patologiczne relacje
                      z ojcami (to tylko przykład), jak na psychologii właśnie. Zresztą relacje
                      towarzyskie na tym kierunku też są moim zdaniem lekko chore. Ja się wymiksowałam
                      z psycho-towarzystwa już jakiś czas temu i od kiedy to zrobiłam, znacznie
                      bardziej lubię samą siebie :)
                      • pierwszalitera Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 14:11
                        jul-kaa napisała:

                        > Bardzo powszechny stereotyp, ale niestety bardzo, bardzo prawdziwy. Nigdzie nie
                        > spotkałam tylu dziewczyn z rozbitych rodzin i mających tak patologiczne relacje
                        > z ojcami (to tylko przykład), jak na psychologii właśnie. Zresztą relacje
                        > towarzyskie na tym kierunku też są moim zdaniem lekko chore. Ja się wymiksowała
                        > m
                        > z psycho-towarzystwa już jakiś czas temu i od kiedy to zrobiłam, znacznie
                        > bardziej lubię samą siebie :)


                        U mnie było inaczej. Ludzie, którym nadawało się przydomki "magic", ze względu na dziwność i problemowość, znikali ze studiów najpóźniej po 4- tym semestrze. Całą resztę uważałam za najfajniejszych ludzi, których poznałam w życiu. Takiej otwartej i przyjaznej atmosfery nie było na żadnym innym wydziale, a ze względu na charakter studiów miałam zajęcia na biologii, medycynie i prawie. A na nasze kursy przychodzili też socjologowie i pedagodzy, ci byli najdziwniejsi. ;-)
                        • bebe.lapin Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 14:13
                          nono! rece precz od pedagogow! ;)
                          • pierwszalitera Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 14:32
                            bebe.lapin napisała:

                            > nono! rece precz od pedagogow! ;)

                            Tak to jest, jak zaczyna mówić się o osobistych doświadczeniach. ;-) Twoją reakcję odbieram jako bardzo sympatyczną, w przeciwieństwie do wypowiedzi julki o psychologicznych stereotypach. To przekłamany obraz i zaczynam mieć wątpliwości, kto tu bardziej spełniał te stereotypy, julka, czy reszta towarzystwa, do którego się tak niechętnie przyznaje? Chyba, że odcinanie się od własnej tożsamości, to jeden z jej ulubionych sportów.
                            • bebe.lapin Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 14:45
                              eee, zejdzmy z julki, nalezy sie kobiecie odrobina spokoju w tych dniach. :)

                              poza tym, nie uciekniesz od tego, ze taki stereotyp istnieje. zakladam (to nie
                              jest zlosliwosc), ze w czasach, kiedy Ty wybieralas studia, studiowanie,
                              zwlaszcza psychologii, dosyc sie roznilo od tego, co jest dzisiaj. nie wiem,
                              ilu z dzisiejszych kandydatow ma rzeczywiscie zamiar zostac psychologiem, a ilu
                              robi to dla "prestizu" (zawsze mnie to bawilo, zwlaszcza w sytuacjach, kiedy
                              ludzie mowili o moich studiach, ze to _tylko_ pedagogika, taka smieszna szkolka
                              - psychologia za to - o ho ho, to jest cos!), ale pewnie duzo wiecej niz kiedys.
                            • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 15:40
                              pierwszalitero, ale Ty się na mnie cięta zrobiłaś ostatnio, przykre to mocno.

                              Skąd wiesz, jak wyglądała warszawska psychologia w czasie, kiedy ja studiowałam?
                              Znasz tych ludzi? Nie wierzę w to, że jest z Tobą aż tak z Tobą kiepsko, że
                              odniosłaś moją wypowiedź do siebie. Skąd Ty wiesz, że to przekłamany obraz?
                              Znałam tylko kilka roczników (i to przecież nie w całości) z naszego
                              uniwersytetu i nie mam tyle buty, by popisywać się wiedzą na temat - powiedzmy -
                              psychologii w którymkolwiek z niemieckich miast.
                              • pierwszalitera Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 17:22
                                jul-kaa napisała:


                                > Znasz tych ludzi? Nie wierzę w to, że jest z Tobą aż tak z Tobą kiepsko, że
                                > odniosłaś moją wypowiedź do siebie. Skąd Ty wiesz, że to przekłamany obraz?

                                Dziwi mnie, że tak łatwo negatywnie podsumowujesz ludzi z własnego kierunku. To nie gra roli, czy chodziło tylko o kilka roczników. Widzisz, ja też zaczęłam studiować coś innego, z kierunku byłam niezadowolona, nie podobało mi się na tym wydziale, więc zmieniłam na coś, gdzie czułam się lepiej. Nie potrafię pojąć, czego ty szukałaś więc pośród tych strasznych ludzi, spełniających najgorsze psychologiczne stereotypy. Mnie by to zniechęciło, bo nie potrafiłabym się z kierunkiem utożsamiać i wykazywać dla niego autentyczne zainteresowanie. Pisząc o tych ludziach w ten sposób, piszesz też o sobie, to chyba załapałaś? Poza tym psujesz reputację całej swojej grupie zawodowej, bo ktoś, kto nie miał do czynienia z psychologami będzie myślał, że potrafisz to ocenić z pierwszej ręki. A jakby nie było, kompetencje psychologa polegają w dużej mierze na tym, że nie patrzy na świat przez pryzmat własnych kompleksów i ma je pod kontrolą. Ja nie ufam już twojej opinii. Obojętnie w jakim przypadku. Uważasz się za osobę wyważoną, neutralną, rozsądną, co często podkreślasz, moim zdaniem masz o sobie wyobrażenie nie odpowiadające rzeczywistości. Na tym jednak zakończę tą osobistę wycieczkę, bo znowu posądzona zostanę o psychologizowanie. W pewnym sensie jednak, to mi też przykro, bo uległam pewnej iluzji i czuję się rozczarowana. Być może dlatego jestem dla ciebie bardziej cięta. To związane jest ze stopniem intymności, jeżeli rozumiesz, o co chodzi. ;-)
                                • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 17:59
                                  pierwszalitera napisała:
                                  > Widzisz, ja też zaczęłam s
                                  > tudiować coś innego, z kierunku byłam niezadowolona, nie podobało mi się na tym
                                  > wydziale, więc zmieniłam na coś, gdzie czułam się lepiej.

                                  Psychologia nie jest jedynym kierunkiem, jaki kończyłam. W psychologii znalazłam
                                  swoją niszę i to zainteresowania naukowe a nie towarzyskie trzymały mnie tam.

                                  > Mnie by to zniechęciło, bo nie potrafiłabym się z kie
                                  > runkiem utożsamiać i wykazywać dla niego autentyczne zainteresowanie.

                                  I tu jest pies pogrzebany - moim głównym zarzutem wobec znajomych ze studiów
                                  był ich całkowity brak zainteresowania tym, co studiują. Nie angażowali się
                                  zupełnie w zdobywanie i poszerzanie wiedzy. Ich obecnie wykonywane zawody
                                  dalekie są od tego, czego nas uczono.

                                  > Poza tym
                                  > psujesz reputację całej swojej grupie zawodowej, bo ktoś, kto nie miał do czyni
                                  > enia z psychologami będzie myślał, że potrafisz to ocenić z pierwszej ręki.

                                  Och, nie mam o sobie aż tak wysokiego mniemania by sądzić, że moje zdanie aż tak
                                  się liczy. Nie ulegaj złudzeniu, że na podstawie forumowej pisaniny ktoś wyrabia
                                  sobie zdanie o "całej grupie zawodowej". Gdyby tak było, większość Lobbystek po
                                  zapoznaniu się z Twoimi postami unikałoby psychologów jak ognia.

                                  > Ja ni
                                  > e ufam już twojej opinii. Obojętnie w jakim przypadku.

                                  Och, nie ufasz już mojej opinii na podstawie jednej charakterystyki grupy osób
                                  oraz na podstawie mojego oporu przed utożsamianiem się z feministkami? To
                                  niezwykle przykre - myślałam, że jesteś rozsądniejsza i mniej ulegasz emocjom.

                                  > Być
                                  > może dlatego jestem dla ciebie bardziej cięta. To związane jest ze stopniem int
                                  > ymności, jeżeli rozumiesz, o co chodzi. ;-)

                                  Może jednak powinnaś się opanować - strasznie dużo jest negatywnych emocji w
                                  tym, co piszesz, a sama wiesz, o czym to świadczy.
                                  • pierwszalitera Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 19:37
                                    jul-kaa napisała:

                                    > Psychologia nie jest jedynym kierunkiem, jaki kończyłam. W psychologii znalazła
                                    > m
                                    > swoją niszę i to zainteresowania naukowe a nie towarzyskie trzymały mnie tam.

                                    A na czym polegały te zainteresownia naukowe, jeżeli nie wniosły nic korzystnego w twoje życie? Nie dajesz sobie rady w rozmowach z lekarzami, masz ogromne problemy z asertywnością również we własnej rodzinie, masz ambiwalentne podejście do własnej płci i przyznajesz się do terapii przeprowadzanej na forum. Sorry, to już wolę moję arogancję. ;-)

                                    > Gdyby tak było, większość Lobbystek po
                                    > zapoznaniu się z Twoimi postami unikałoby psychologów jak ognia.

                                    Ach, jesteś pewna? Bo nie trzymam za rączkę i nie głaszczę po główce? Moją specjalnością jest podejście behawioralno-poznawcze, a to jest dla ludzi, którzy mają odwagę zaakceptować istnienie problemu i chcą coś zmienić, a nie litują się nad sobą i szukają wykrętów.

                                    > Może jednak powinnaś się opanować - strasznie dużo jest negatywnych emocji w
                                    > tym, co piszesz, a sama wiesz, o czym to świadczy.

                                    Ja nie udaję przynajmniej, jaką to jestem miłą i ułożoną osobą.
                                    • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 19:52
                                      Ojej, pierwszalitero, jaka dogłębna analiza! Jestem pod wrażeniem! Ja bym się
                                      nie ośmieliła kreślić takich portretów osobom znanym tylko przez net. To już nie
                                      arogancja, to już ekstremalne zadufanie.

                                      > Ach, jesteś pewna? Bo nie trzymam za rączkę i nie głaszczę po główce? Moją spec
                                      > jalnością jest podejście behawioralno-poznawcze, a to jest dla ludzi, którzy ma
                                      > ją odwagę zaakceptować istnienie problemu i chcą coś zmienić, a nie litują się
                                      > nad sobą i szukają wykrętów.

                                      Ano właśnie. A ludzie są różni. I doskonale wiesz, że dlatego w psychologii jest
                                      tak wiele podejść, że nie do każdego akurat takie będzie pasowało.

                                      > Ja nie udaję przynajmniej, jaką to jestem miłą i ułożoną osobą.

                                      Ależ ja jestem miła (choć może umiarkowanie ułożona). Zobacz, ile razy musiałaś
                                      mnie kopnąć, żebym zareagowała ostrzej. Gdybym dała po sobie jeździć (a jeździsz
                                      już któryś dzień), to straciłabym chyba nawet resztki Twojego szacunku.
                                      • pierwszalitera Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 20:33
                                        jul-kaa napisała:

                                        > Ojej, pierwszalitero, jaka dogłębna analiza! Jestem pod wrażeniem! Ja bym się
                                        > nie ośmieliła kreślić takich portretów osobom znanym tylko przez net. To już ni
                                        > e
                                        > arogancja, to już ekstremalne zadufanie.


                                        Czyżby? Akurat to forum jest nieprawdopodobnie ekshibicjonistyczną platformą i tyle informacji, ile uważny czytelnik może zebrać o niektórych osobach, nie mają pewno nawet ich najbliżsi znajomi. Bo ta rzekoma anonimowość zachęca do najintymniejszych stripteasów i nieksrępowanych deklaracji w każdej życiowej dziedzinie. Nie trzeba więc kogoś znać prywatnie, by móc o nim coś powiedzieć. Dlatego wiesz, że ten argument jest tylko retoryczny.


                                        > Ależ ja jestem miła (choć może umiarkowanie ułożona). Zobacz, ile razy musiałaś
                                        > mnie kopnąć, żebym zareagowała ostrzej. Gdybym dała po sobie jeździć (a jeździs
                                        > z
                                        > już któryś dzień), to straciłabym chyba nawet resztki Twojego szacunku.


                                        To ci się udało. ;-)
                    • pierwszalitera Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 14:02
                      bebe.lapin napisała:

                      > moja siostra tez ja studiowala, co nie przeszkodzilo jej radosnie trwac w
                      > zwiazku z psychopata emocjonalnym (no bo chyba jej nie maltretowal fizycznie..)
                      > przez dwa lata...

                      Dwa lata, to nie całe życie, być może więc do czegoś ta wiedza psychologiczna się przydała. ;-)
                      Nie mam też nic przeciwko, gdy świadomie przymyka się na coś oko i toleruje oczywistości, ale wtedy nie wyszukuje się tłumaczeń obrażających własną inteligencję. ;-) Swoją drogą, psycholodzy należą do jednej z grup najbardziej zagrożonych samobójstwem. Pewnie właśnie dlatego, że mają mocno ograniczone możliwości samooszukiwania. ;-)
                      • bebe.lapin Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 14:05
                        > Dwa lata, to nie całe życie, być może więc do czegoś ta wiedza psychologiczna s
                        > ię przydała. ;-)

                        eeee....jak by to powiedziec....patrzac na caloksztalt...
                        ale nie bede podawac wiecej szczegolow, bo to nie moje zycie, tylko jej. :D
                  • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 13:56
                    pierwszalitera napisała:
                    > Uuuu jul-kaa, jesteś pewna, że studiowałaś psychologię? ;-)

                    To Ty nie wiesz, że szewc bez butów chodzi? ;))

                    > Brrrrr.... Kiedyś może strzelić i to gwałtowni
                    > e. ;-)

                    Staram się znaleźć kompromis. Poza tym - nie wiesz, że łatwiej pewne rzeczy
                    osiągnąć małymi krokami nie robiąc rewolucji? Udało mi się tą metodą sporo
                    osiągnąć, więc będę ją ciągnąć dalej, bo przynosi wymierne rezultaty. Problemy,
                    które opisywałam wątku o rodzicach i psie, są w sumie rozwiązane i to w znacznej
                    mierze po mojej myśli. Pisałam już, że nie mam ochoty zrywać kontaktów z
                    rodziną, więc potrzebna mi jest wewnętrzna siła i ustalenie tak dobrych (dla
                    mnie!) relacji, jak to tylko możliwe.
                    Ogromnym sukcesem jest to, że nie czuję się winna wielu rzeczy, że nie mam
                    wewnętrznego przymusu spotykania się (czy w ogóle utrzymywanie kontaktów) z
                    osobami, których nie lubię.
                    • bebe.lapin Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 14:08
                      A nie mozesz babci powiedziec, ze Cie po prostu drazni obecnosc kogokolwiek w
                      domu poza Twoim mezem, ze to nic osobistego, bo nie chcesz _nikogo_ w domu?
                      Gdyby jeszcze uklady z babcia byly lepsze a wiez mocniejsza, to jeszcze bym
                      zrozumiala cackanie sie i wymyslanie nieszkodliwych czynnosci, ale w tej
                      sytuacji im wczesniej postawisz bariere, tym dla Ciebie lepiej. Jak pojawi sie
                      dziecko, to bedzie jeszcze gorzej.
                    • pierwszalitera Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 14:42
                      jul-kaa napisała:

                      Poza tym - nie wiesz, że łatwiej pewne rzeczy
                      > osiągnąć małymi krokami nie robiąc rewolucji?

                      Rewolucja, to to jest tylko w twojej definicji. To co ty nazywasz małymi kroczkami, to dla mnie jest dreptanie w miejscu i udawanie ruchu. Gdybyś faktycznie zrobiła krok do przodu i wyłożyła karty na ławę, to byś zauważyła, że nic strasznego się nie dzieje. Ani rodzina nie zerwie z tobą, ani ty nie zerwiesz z rodziną. Albo nie ufasz w autentyczne uczucia między wami i myślisz że trzeba na nie czymś zasłużyć? Po lekkim zdziwieniu, być może wszystkie strony odczułyby ulgę. Tak naprawdę, to macie tylko problemy z bliskością i boicie się, że byle konflikt ją zniszczy.
                      • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 15:55
                        pierwszalitera napisała:

                        > Rewolucja, to to jest tylko w twojej definicji. To co ty nazywasz małymi kroczk
                        > ami, to dla mnie jest dreptanie w miejscu i udawanie ruchu.

                        Hm. Rozumiem, że masz inne zdanie niż ja, ale wydaje mi się, że ludzie różnią
                        się od siebie. Moja metoda jak na razie zadziałała, ale nie wymagam od niej
                        (metody) uogólnienia się na wszelkie relacje.
                        To tak jak z fobiami - można zastosować stopniowe wygaszanie reakcji albo
                        gwałtowną terapię implozywną. Jedna i druga metoda ma wielu zwolenników, obie
                        bywają skuteczne.

                        > Gdybyś faktycznie z
                        > robiła krok do przodu i wyłożyła karty na ławę, to byś zauważyła, że nic strasz
                        > nego się nie dzieje.

                        Karty wykłada się na stół, a na ławę kawę.

                        > Tak naprawdę, to macie tylko problemy z bliskością i boicie się, że byle ko
                        > nflikt ją zniszczy.

                        I to ja mam być tą osobą, która rodzinę uświadomi, że tak nie jest? O nie,
                        dziękuję.
                        • pierwszalitera Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 17:28
                          jul-kaa napisała:

                          > I to ja mam być tą osobą, która rodzinę uświadomi, że tak nie jest? O nie,
                          > dziękuję.

                          Rozumiem. Nie odczuwasz żadnej presji i nie ma konieczności zmiany sytuacji. A porady, o które co chwilę prosisz, to tylko takie gawędzenie z nudów. No to trzeba było tak od razu.
                          I dziękuję za wszystkie wskazówki językowe. Gdybyś tylko równe sprawnie zauważała te sprzeczności w sygnałach, które nam tu wysyłasz.
                          • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 17:43
                            pierwszalitera napisała:

                            > I dziękuję za wszystkie wskazówki językowe. Gdybyś tylko równe sprawnie zauważa
                            > ła te sprzeczności w sygnałach, które nam tu wysyłasz.

                            Sama prosiłaś kiedyś o poprawianie Twoich błędów, pisałaś o tym, że zależy Ci na
                            zachowaniu czystości języka. Widzę jednak, że to była tylko kokieteria. Wybacz w
                            takim razie, więcej się nie ośmielę.
                          • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 18:13
                            pierwszalitera napisała:
                            > Rozumiem. Nie odczuwasz żadnej presji i nie ma konieczności zmiany sytuacji. A
                            > porady, o które co chwilę prosisz, to tylko takie gawędzenie z nudów. No to trz
                            > eba było tak od razu.

                            Prosiłam o porady, z których będę mogła skorzystać w ramach dostępnego mi
                            arsenału środków. Takie jednak są poza Twoim zasięgiem, dlatego tak reagujesz.
                • kotwtrampkach Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 20:20
                  jul-kaa napisała:

                  > Widzisz, to nie takie proste. Babcia pewnie chce jak najlepiej, stara się być
                  > miła, a że nie umie, cóż... Ona naprawdę nie rozumie, że coś robi źle

                  Rozmawiałam swego czasu z tatusiem piętnastolatka, który był uzależniony od amfy
                  i czegoś tam jeszcze. Ten tatuś w kółko powtarzał "chciałem dobrze". Miałam
                  wielką ochotę go udusić.

                  Wiesz, od tamtego czasu minęło już trochę lat, a ja reaguję gęsią skórką na
                  takie usprawiedliwienie. Co za różnica, czy ktoś chce dobrze czy źle - ważne
                  jest co robi i jaki to ma efekt..
                  • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 20:27
                    kotwtrampkach napisała:
                    > Wiesz, od tamtego czasu minęło już trochę lat, a ja reaguję gęsią skórką na
                    > takie usprawiedliwienie. Co za różnica, czy ktoś chce dobrze czy źle - ważne
                    > jest co robi i jaki to ma efekt..

                    I masz rację - ale co z tym zrobić? Tatuś piętnastolatka ma jeszcze szansę coś
                    zrozumieć, do babci niestety nie dociera, więc jedyne co zostaje, to unikać
                    sytuacji, w których babcia zaszkodzi :) np. usuwając "te okropne chwasty"
                    (będące ślicznymi krokusami).
    • monika3411 Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 08:07
      Wymyśl dla Babci jakąś pracę. Zrób bałagan w jakiejś szafce czy dwóch i poproś o
      uporządkowanie, albo niech Ci posegreguje ubranka dla dziecka. Babcia będzie
      zadowolona, że Ci pomaga, a Ty będziesz miała nad tym kontrolę. Dbaj o Babcię,
      Babcia to Skarb, nawet ta męcząca :-) I dobrego samopoczucia na ostatniej
      prostej :-)
      • unrealpast Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 14:21
        Ej ,Monika, przeczytaj dokładnie,co Jul-kaa pisze o swojej babci. Mam
        poważne wątpliwości, czy ta akurat babcia jest takim skarbem. Na
        miejscu Jul-kii użyłabym wszelkich dostępnych środków obrony przed
        wizytą takiej osoby tuż przed własnym porodem i długo, długo po nim.
        "Żeby wilk był syty i owca cała",napisała Jul-kaa, stawiając się, jak
        sądzę, w roli owcy (z jagnięciem w brzuchu),troszczącej się o sytość
        wilka. Mam na tę okazję bardziej stosowne przysłowie: "nie da się
        zrobić omletu bez stłuczenia jaj".Trzeba asertywnie pogonić babcię.
        • monika3411 Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 14:48
          Zapewniam, że przeczytałam :-)
          Julka jednakże napisała, że widuje się z Babcią rzadko. Myślę, że da się
          wytrzymać uciążliwość spotkań nawet jeśli Babcia nie jest i nie była ideałem
          Babci. Z własnego podwórka mogę powiedzieć tylko tyle, że mojej Babci nie ma już
          7 lat. Nie mogę sobie darować, że wciąż odkładałam na później wyjazd do Niej.
          Ehhh...
    • turzyca Re: Jak się wymigać? 26.03.10, 18:59
      Powiedziec wprost, ze bedzie Ci glupio, jesli bedziesz siedziec na fotelu a
      Babcia bedzie sprzatac? Podkreslic kwestie szacunku itd?

      Dac Babci zajecie do wykonywania u niej w domu? Np. prasowanie? "Bo Ty z tym
      brzuchem to juz nie dajesz rady stac przy desce, a tu jeszcze pieluszki trzeba
      poprasowac." Pieluszki tetrowe nie sa drogie, w razie czego strata bedzie
      niewielka, a Babcia pewnie ma wpojone przekonanie, ze pieluszki trzeba uprasowac
      z dwoch stron. Troche czasu jej zajmie. Ew. jesli umiejetnosci prasowawcze nie
      sa tragiczne, to oddac tez czesc ubranek.

      A w ostatecznosci sklamac, ze w zwiazku z ta ciaza to Cie wszystko drazni i
      kazdy czlowiek przeszkadza, a zalezy Ci przed porodem na spokoju, bo lekarz
      kazal sie nie denerwowac, zeby sie przedwczesnie porod nie zaczal. Tak wiec
      bardzo Ci przykro, ale musisz zrezygnowac ze wspanialomyslnej oferty Babci. Bo
      przeciez nie chcesz, zeby maluszek urodzil sie za wczesnie, prawda...?
    • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 02.04.10, 18:00
      Udało się bezboleśnie - spokojnie powiedziałam babci, że dziękuję za pomoc, że
      chętnie się z nią spotkam ale w innym - niż sprzątanie - celu.
      Teraz chce pomagać przed Świętami, więc poprosiłam ją o przywiezienie owoców i
      upieczenie kaczki (nie dla mnie).

      Udało się, ale niestety głównie dzięki temu, że jej córka, a moja mama wcześniej
      jej wytłumaczyła, że jesteśmy dorośli, samodzielni i że our house is our castle.
      Cóż, może kiedyś i moje tłumaczenia będą skuteczne. Na razie liczy się to, że
      wszystko jest po mojej myśli ;)
      • monika3411 Re: Jak się wymigać? 02.04.10, 21:17
        Najważniejsze, że jesteś spokojna :-) Miło by było bez wsparcia Twojej Mamy, ale
        z drugiej strony - dobrze, że w ogóle jest ktoś, z kim Babcia się liczy ;-)
        A jak się czujesz tuż PRZED? :-)
        • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 02.04.10, 21:47
          monika3411 napisała:
          > A jak się czujesz tuż PRZED? :-)

          Dziś miałam zły dzień (ale chyba nie tylko ja - coś wisi w powietrzu) -
          popłakałam się 3 razy z powodów tak absurdalnych, że śmiać mi się z nich chce :)
          Ale generalnie mam jakiś chory przypływ energii - przygotowuję Święta (gotuję,
          piekę itp.), myłam okna, prasuję, szyję, biegam jak kot z pęcherzem. Mam
          nadzieję, że to oznaka zbliżającego się spotkania z synem :)

          Miło mi, że pytasz :)
          • madzioreck Re: Jak się wymigać? 02.04.10, 23:44
            jul-kaa napisała:

            > Ale generalnie mam jakiś chory przypływ energii - przygotowuję Święta (gotuję,
            > piekę itp.), myłam okna, prasuję, szyję, biegam jak kot z pęcherzem. Mam
            > nadzieję, że to oznaka zbliżającego się spotkania z synem :)

            Jula, zwariowałaś? Chcesz urodzić w same Święta? ;)
            A z tym powietrzem to coś dziś jest rzeczywiście, coś wisi. Ja dziś też kilka
            razy bym się popłakała, gdyby nie to, że mam oczy w suchym miejscu. Za to
            poleciało kilka takich wiązanek, że uszy puchły... Bo wszystko mi leci z rąk.
            Odsunęłam kwietnik, odkurzyłam za nim, umyłam podłogę, po czym przy przesuwaniu
            kwietnika z powrotem spadły mi dwa kwiaty. Kwiaty myte 2 godziny wcześniej, więc
            na podłodze błoto. Ech...
            • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 03.04.10, 00:23
              madzioreck napisała:
              > Jula, zwariowałaś? Chcesz urodzić w same Święta? ;)

              Właśnie taki mam plan - chciałam nawet iść jutro na nocne nabożeństwo (23.15) i
              urodzić na samym środku cerkwi. To by było dopiero coś, hehehe

              > A z tym powietrzem to coś dziś jest rzeczywiście, coś wisi. Ja dziś też kilka
              > razy bym się popłakała, gdyby nie to, że mam oczy w suchym miejscu. Za to
              > poleciało kilka takich wiązanek, że uszy puchły... Bo wszystko mi leci z rąk.

              No właśnie jakiś taki dzień... Mnie zdenerwowała własna mama, własna babcia,
              własny mąż i babcia męża. Tylko teściowej się nie udało, choć byłam bojowo
              nastawiona :)
          • azymut17 Re: Jak się wymigać? 03.04.10, 00:17
            jul-kaa napisała:
            > Ale generalnie mam jakiś chory przypływ energii - przygotowuję Święta (gotuję,
            > piekę itp.), myłam okna, prasuję, szyję, biegam jak kot z pęcherzem.

            He he, ja też na kilka dni przed porodem wzięłam się za mycie okien i czytanie
            zaległych książek, jakby mnie ktoś gonił :-) Mam nadzieję, że torbę do szpitala
            masz spakowaną?
            • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 03.04.10, 00:26
              azymut17 napisała:
              > He he, ja też na kilka dni przed porodem wzięłam się za mycie okien i czytanie
              > zaległych książek, jakby mnie ktoś gonił :-) Mam nadzieję, że torbę do szpitala
              > masz spakowaną?

              Ja już w ogóle mam wszystko gotowe - łóżeczko stoi "ubrane", wózek przygotowany,
              torby spakowane (dodatkowa też), ubranek cała masa poprana i poprasowana,
              ostatnia redagowana książka skończona, schab zamarynowany, mazurki przygotowane,
              żurek czeka na swoją kolej. Na co ten maluch czeka..?
              • azymut17 Re: Jak się wymigać? 03.04.10, 15:45
                jul-kaa napisała:
                > Na co ten maluch czeka..?

                Może na to, że się wyśpisz na zapas, a potem będzie mógł Ci dawać do wiwatu? Uwierz mi, śpij ile się da (to też podobno przyspiesza poród), no i naturalna oksytocyna też jest nie do pogardzenia ;-)))
                • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 03.04.10, 16:33
                  azymut17 napisała:
                  > Może na to, że się wyśpisz na zapas, a potem będzie mógł Ci dawać do wiwatu? Uw
                  > ierz mi, śpij ile się da (to też podobno przyspiesza poród), no i naturalna oks
                  > ytocyna też jest nie do pogardzenia ;-)))

                  A naturalne prostaglandyny to już w ogóle miodzio ;)))
          • monika3411 Re: Jak się wymigać? 03.04.10, 00:22
            Wiesz, sama dopiero co byłam tuż przed ;-)
            Ale widzę, że dopadł Cię słynny syndrom wicia gniazda :-)))
            Pamiętam jak byłam tuż przed ze starszą córką. Termin porodu miałam na 20 lipca,
            a 19 wieczorem myłam okna i wieszałam czyste firanki :-) Mąż nie dał rady mnie
            powstrzymać ;-) Ale musiał mnie zdejmować z parapetu, bo bałam się zejść :-) A
            urodziłam 1 sierpnia.
            Z Anią podobnie, miałam tylko doczekać do połowy sierpnia "i już może pani
            rodzić". Ania przyszła na świat równy miesiąc później. Też wywoływałam sobie
            poród poprzez mycie okien - bezskutecznie.
            Trzymam kciuki za spotkanie z Pisklakiem :-)
            • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 03.04.10, 00:39
              monika3411 napisała:

              > Wiesz, sama dopiero co byłam tuż przed ;-)
              > Ale widzę, że dopadł Cię słynny syndrom wicia gniazda :-)))

              No właśnie średnio wicia - bo z wiciem kojarzyłam np. sprzątanie, a u nas w domu
              ciągle pobojowisko i delikatnie mówiąc średnio czysto :) To raczej coś jak
              kac-krzątała, ale bez kaca :)

              > Też wywoływałam sobie
              > poród poprzez mycie okien - bezskutecznie.

              Dlaczego mnie nikt nie uprzedził, że to nie działa :(? Jeszcze mi dwa balkonowe
              i jedno zwykłe zostały, ale mąż w pracy cały dzień, a sama się jednak troszkę
              boję łazić tak wysoko. Zostanę przy kuchennych ekscesach, a w poniedziałek idę
              na wycieczkę po schodach - może pomoże :)
              • monika3411 Re: Jak się wymigać? 03.04.10, 00:55
                Masz wszystko dopięte na ostatni guzik? Masz. Czyli syndrom ;-)
                A maluch może czeka aż mama znajdzie chwilę, by go urodzić? Bo a to okna myje, a
                to po schodach gania, a to przy garach urzęduje... A jeśli wolno spytać, to w
                którym szpitalu będziesz rodzić gdyby w cerkwi się jednak nie udało?
                • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 03.04.10, 00:58
                  monika3411 napisała:
                  > A maluch może czeka aż mama znajdzie chwilę, by go urodzić? Bo a to okna myje,
                  > a
                  > to po schodach gania, a to przy garach urzęduje...

                  Myślisz, że powinnam przystopować...?

                  >A jeśli wolno spytać, to w
                  > którym szpitalu będziesz rodzić gdyby w cerkwi się jednak nie udało?

                  W Zośce jak się uda (mam skończoną Sz. R. oraz położną stamtąd), a jak nie to
                  już nie wiem :( Myślałam o Inflanckiej, ale teraz straszny tam rejwach. A Ty
                  gdzie rodziłaś?
                  • monika3411 Re: Jak się wymigać? 03.04.10, 01:14
                    Ty się weź relaksuj ile wlezie :-) Daj koło siebie skakać innym, niech Cię
                    rozpieszczają :-) Za chwilę wszystko się zmieni i nigdy już nie będzie jak
                    przedtem :-)
                    Rodziłam na Wołoskiej (miałam cc, o którym dowiedziałam się dzień przed - pani
                    doktor robiąc USG stwierdziła : nie ma już na co czekać, jutro o 7.30 zapraszam
                    na IP, zrobimy cięcie). Polecam ten szpital każdej kobiecie :-)
                    A Ty Julk-aa sio do łóżka ;-)
                    • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 03.04.10, 16:32
                      monika3411 napisała:

                      > Ty się weź relaksuj ile wlezie :-) Daj koło siebie skakać innym, niech Cię
                      > rozpieszczają :-) Za chwilę wszystko się zmieni i nigdy już nie będzie jak
                      > przedtem :-)

                      Ale właśnie tego nie mogę zrobić, bo mnie nosi :) Upiekłam 2kg schabu, zrobiłam
                      paschę, 3 mazurki, sałatkę, roladę z łososia, robię żurek i czwartego mazura :)
                      I nie mogę przestać nawet jak plecy odmawiają współpracy :)
                      • monika3411 Re: Jak się wymigać? 03.04.10, 17:01
                        Ależ mamy podobne menu ;-)
                        Ja też jeden schab upiekłam wczoraj, drugi czeka, roladę z łososia będę zwijać
                        jak tylko szpinak ostygnie :-)
                        Do paschy się zraziłam :-( Rok temu pierwszy raz w życiu się za to zabrałam i
                        cała spłynęła :-(
                        Żurek też rok temu sama zakisiłam i też porażka, więc zrobię z torebek.
                        Mazurki... Tu jakoś też kulawo ;-/ Ale za to sernik pyszny zrobię (wg przepisu
                        znalezionego kilka lat temu na kubełku z twarogiem :-) ). O mamo, sałatka też
                        jeszcze przede mną... Skutki zostawiania wszystkiego na ostatnią chwilę...
                        Ale nie o tym ;-)
                        Zwolnij dziewczyno, zwolnij. Wiem, że nosi, energia rozpiera. Wiem. Ale będziesz
                        potrzebowała dużo sił, żeby urodzić Pisklaka. Więc oszczędzaj się Moja Droga,
                        oszczędzaj....
                        • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 03.04.10, 17:13
                          Paschę robiłam pierwszy raz i dałam margarynę zamiast masła.... ech...
                          Ale na razie ładnie zastygła. Podrzucić przepis (z sieci oczywiście :))?
                          Żurek też raz kisiłam, ale dałam tyle czosnku, że się nie dało jeść. Robię z
                          butelki (torebkowych nie lubię) - jeden na kiełbasie, drugi wege.
                          Nadziałam jeszcze pieczarki przed chwilką :)

                          Nie mogę zwolnić, no po prostu nie mogę :(((
                          • monika3411 Re: Jak się wymigać? 03.04.10, 20:43
                            Przepis bardzo chętnie :-) Skoro wypróbowany, z przyjemnością zapiszę go w moim
                            magicznym zeszyciku :-) Co prawda na tę Wielkanoc już jej raczej nie zrobię, bo
                            nie mam gdzie kupić sera, ale po Świętach czemu nie ;-)
                            I na te pieczarki również poproszę :-)
                            Co prawda swoje właśnie zmieliłam i będą farszem do schabu, ale po Świętach... ;-)
                            Też mnie pałer dopada, choć mam dość :-) (bez sensu zdanie, ale tak właśnie się
                            czuję, padnięta i pełna energii).
                            • jul-kaa Re: Jak się wymigać? 03.04.10, 21:56
                              Zdanie zupełnie logiczne. Mnie bolą plecy i głowa, a nie mogę przestać.

                              Jeśli chodzi o paschę, to wolałabym ją najpierw zjeść. Bo na razie ładnie
                              zastygła, ale jak smakuje, to nie wiem :)
                              Pieczarki za to robię z tego, co się akurat nawinie - dziś były po prostu
                              posiekane nogi podduszone z cebulą, dałam serek (śmietankowy), który się nie
                              zmieścił w roladzie, pieprz marynowany, sól cytrynową i cebulową, jajko surowe i
                              bułkę tartą. I zapiekłam.
    • jul-kaa Problemów z babcią ciąg dalszy. 21.04.10, 15:47
      Piszę w zasadzie tylko po to, żeby się wygadać, bo radę sobie chyba jakoś dam.
      Babcia przed porodem mi odpuściła, teraz już niestety nie odpuszcza... Bardzo
      chce pomagać przy małym, a zabiera się do tego tak, że mnie zęby bolą i po
      prostu się o synka boję. Wiem, ze wbrew pozorom noworodek nie jest z cukru, ale
      jednak podnoszenie (gwałtowne) takiego malucha przez wkładanie mu jednej ręki
      pod pupę, może skończyć się dla niego kiepsko. Babcia (brzydko mówiąc) strasznie
      się pcha z łapami do dziecka - cały czas chce go dotykać, miziać, podnosić,
      nawet jak mały je. Nic nie daje proszenie babci, żeby zostawiła nas samych kiedy
      karmię - siada naprzeciwko i cały czas dotyka synka.
      Wiem, że chce dobrze, ale po prostu boję się o małego i zwyczajnie zabraniam jej
      kontaktu fizycznego z nim. Wyraźnie i stanowczo mówię, co mi się nie podoba, na
      co się nie zgadzam, ale to niestety jak grochem o ścianę... Na razie jedyną radą
      jest jednoczesne zapraszanie mojej mamy, która umie i może dać sobie z babcią radę.
      Babcia ma poza tym bardzo sztywne dłonie - zarówno emocjonalnie (jej uścisk boli
      nawet mnie!), jak i fizycznie - są powykręcane i nie do końca sprawne.

      Grr!
      • monika3411 Re: Problemów z babcią ciąg dalszy. 21.04.10, 15:57
        Jak rozumiem tekst, że krępujesz się karmić piersią mając naprzeciwko widownię,
        nie zrobi na Babci większego wrażenia? Z jednej strony zazdroszczę Ci "mania"
        Babci, a z drugiej współczuję szarpaniny...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka